www.wolnyswiat.pl

 

[Ostatnia aktualizacja: 01.2012 r.]

 

 

EKONOMIA RACJONALNA – O BANKACH

 

 

Początki bankowości…

 http://video.google.com/videoplay?docid=-1887591866262119830

 

Globalny bankowy zamach stanu!!! (1) http://www.youtube.com/watch?v=KCjxEuZB7bM

Globalny bankowy zamach stanu!!! (2) http://www.youtube.com/watch?v=64EETx6Shqg

 

Szwindel: Anatomia Kryzysu / Inside Job (2010) PL  http://www.youtube.com/watch?v=HEZL9iZf1ho

Anatomia kryzysu (1) http://www.youtube.com/watch?v=rSdp_hfy3W4&feature=related

Anatomia kryzysu (2) http://www.youtube.com/watch?v=32ZORX1ObgI&feature=related

Anatomia kryzysu (3) http://www.youtube.com/watch?v=NE6mVPEtqHI&feature=related

Anatomia kryzysu (4) http://www.youtube.com/watch?v=5JiSyfnNSwI&feature=related

 

Zniewolenie po przez dług (1) http://www.youtube.com/watch?v=4GgAOF1vZWI&feature=related

Zniewolenie po przez dług (2) http://www.youtube.com/watch?v=pKo7yJ1ePHY&feature=related

Zniewolenie po przez dług (3) http://www.youtube.com/watch?v=ZBja90P5lWM&feature=related

 

Ameryka: Od Wolności do faszyzmu (1) http://www.youtube.com/watch?v=96TvK9HRPhk&feature=related

 

 

BRUTALNA PRAWDA - dlaczego nie pokazano tego w żadnych wiadomościach ???

 http://www.youtube.com/watch?v=G45d9qzRefg&feature=g-vrec&context=G292504cRVAAAAAAAAAw

 

 

Dr Rath - kartel farmaceutyczny 1/4 (Napisy PL)

 http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=jw35QwKuHtc

 

Dr Rath - kartel farmaceutyczny 2/4 (Napisy PL)

 http://www.youtube.com/watch?v=1IsQ7LQuybI&feature=related

 

Dr Rath - kartel farmaceutyczny 3/4 (Napisy PL)

 http://www.youtube.com/watch?v=-rGAyP5Tg5g&feature=related

 

Dr Rath - kartel farmaceutyczny 4/4 (Napisy PL)

 http://www.youtube.com/watch?v=W1mkHaf1l40&feature=related

 

 

Medycyna jakiej nie znacie - Wielka Farmacja

 http://www.youtube.com/watch?v=7oRFNbhbJoE&feature=fvwrel

 

 

Zamach na Polskę

 http://ryszard.opara.nowyekran.pl/post/37943,zamach-na-polske

 

Jak miliardy złotych wypływają z Polski?

 http://4wladza.nowyekran.pl/post/30766,emisja-pieniadza-nowa-forma-kolonializmu

 

 

Nowe Niewolnictwo?

 http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/41063,nowe-niewolnictwo

 

 

Repolonizacja banków

 http://zavissiusniger.nowyekran.pl/post/36599,repolonizacja-bankow

 

Oczywiście, że repolonizacja

 http://zavissiusniger.nowyekran.pl/post/38262,oczywiscie-ze-repolonizacja

 

 

Alternatywne propozycje

 http://freedom.nowyekran.pl/ 

 

 

 

 

 http://merlin.pl/Doktryna-Szoku_Naomi-Klein/browse/product/1,624166.html#fullinfo

Kiążka Doktryna Szoku, autorstwa Naomi Klein

Autorka w swych histerycznych napadach na korporacje wydaje się nie zdawać sobie sprawy z faktu, ze te "korporacje" to nie jest jakieś bezcielesne zło, będące uosobieniem i powodem wszelkich cierpień tego świata i jakimś "spiskiem", tylko ze to są po prostu firmy. Duże, międzynarodowe. Ale po prostu firmy. Spółki. Mające swoje zarządy i rady nadzorcze, ale mające przede wszystkim swoich akcjonariuszy. Nie ważne, że jedna firma ma akcje innej firmy, a akcje tej ma z kolei fundusz, bank i tak dalej. To NIE JEST łańcuszek bez końca. Na końcu KAŻDEJ firmy, funduszu, banku, nieważne jak dużej, są FIZYCZNI akcjonariusze. Jedna firma może nie mieć fizycznych akcjonariuszy, może mieć tylko instytucjonalnych, to prawda, ale w takim razie należy do innej, jeszcze do innej i tak dalej, aż w końcu ZAWSZE jakieś osoby FIZYCZNE te udziały mają. Inaczej się nie da. Nie ma na tym świecie firm NIE NALEŻĄCYCH do ludzi, do osób fizycznych. Ani jednej takiej (no, ok, są państwowe;). Tak więc, nieważne jak bezwzględnie i "nieludzko" te wszystkie firmy i korporacje postępują, robią to zawsze tylko w jednym celu. Dla zysku. A ten i tak jest ZAWSZE dla udziałowców, nieważne czy bezpośrednio dla akcjonariuszy, czy dla posiadaczy lokat w bankach, czy dla posiadaczy jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych. W OFE też;). Bo to są właśnie te pieniądze i ci beneficjenci. Innych beneficjentów po prostu NIE MA. Więc KAŻDY, kto ma dowolny rachunek czy lokatę w dowolnym banku, ma OFE, ma jednostki funduszu, ma obligacje skarbu państwa (też!! Bo niby gdzie ta kasa jest przez państwo inwestowana, aby móc obligacje wykupić i oddać posiadaczom należny zysk?:), no każdy uczestnik jakiegokolwiek rynku finansowego, a więc, oprócz Papuasów, Indian Guaran i bezdomnych w Bombaju i Somalii, po prostu KAŻDY na tej ziemi jest WSPÓŁWŁAŚCICIELEM tych wrednych i nieludzkich korporacji. Bo innych właścicieli te korporacje nie mają. To nie są Marsjanie i to nie pieniądze Marsjan te korporacje tak "nieludzko" pomnażają... Warto o tym pamiętać, gdy się następnym razem będzie sprawdzać stan swego konta w banku, u maklera lub w funduszu lub nawet w takim OFE. Naprawdę ktoś chce, aby te korporacje stały się bardziej "ludzkie", znaczy skreśliły zysk jako swój najwyższy priorytet?;)

Marek Łukasiewicz 

 

 

 

 

 http://www.mentora.pl/finanse/czy-mozna-ufac-instytucjom-finansowym | 2010-04-21 11:58: cena ropy wydźwignięta do prawie 150 dolarów za baryłkę, przy koszcie wydobycia z najłatwiej dostępnych źródeł na poziomie 1$. Piotr Waydel

[Chyba wszystko jasne, dlaczego auta na sprężone powietrze, elektryczne były złe, a spalinowe dobre... Podobnie ma się rzecz i w innych branżach, działalności tzw. biznesowej (przy czym nie zawsze pod takim szyldem...)... - red.]

 

 

 http://artelis.pl/artykuly/18105/czy-polak-dostanie-dwie-najwazniejsze-nagrody-nobla

21.04.2010

(...) Takim tanim i nieprzebranym źródłem energii jest wysokotemperaturowa energia cieplna z głębokich pokładów formacji skalnych, która cały czas jest uzupełniana przez reakcje termojądrowe zachodzące wewnątrz naszej planety. Opracowana przez Profesora Żakiewicza metoda jej suchego pozyskiwania, za pomocą wgłębnych wymienników ciepła typu harvestors, nie niszczy niskotemperaturowych pokładów wód geotermalnych. Tej w pełni odnawialnej energii jest w Polsce tysiące razy więcej niż zużywamy. Energia ta jest dostępna w każdym miejscu na głębokościach 7.000 do 10.000 m. Jeden kilometr kwadratowy może rocznie dać ilość energii, która jest równoważna 200.000 baryłek ropy naftowej, bez żadnego uszczuplenia zasobów i bez zanieczyszczenia środowiska.

 

Mimo, że dostęp do energii geotermicznej mamy najłatwiejszy w Europie, a nasz rodak jest najważniejszym wynalazcą w tej dziedzinie na świecie, wiedza na ten temat i zainteresowanie są w Polsce zerowe. Ale nic dziwnego. Jej pozyskiwanie może doprowadzić do niezależności energetycznej i wiąże się z utratą ogromnych zysków dla niektórych lobby, które mocno zasilają media poprzez reklamowanie się. Może właśnie dlatego ta informacja jest u nas nieobecna. A może najpierw musimy podpisać umowy na elektrownie jądrowe, żeby później zapłacić ogromne kary za wycofanie się z tych „wyjątkowo opłacalnych" i „jedynych zapewniających niezależność" rozwiązań lub dopłacać miliardy do energii.

 

Rozwiązania takie mogą być stosowane lokalnie, dzięki czemu nie ma strat na przesyłach.

Ponieważ możliwa jest trójgeneracja i system ma niską stałą czasową, można go sprzęgać z pozyskiwaniem znacznie droższej energii elektrycznej (generatory) i cieplnej (pompy hydrosoniczne) z turbin wiatrowych.

 

Koszt uruchomienia zakładu pozyskującego i przetwarzającego tą energię jest porównywalny do farm wiatrowych w przeliczeniu na jednostkę mocy. Różni się jednak tym, że nie jest zależny od warunków zewnętrznych i może cały czas pracować z maksymalną mocą. Natomiast późniejszy bieżący koszt produkcji energii w tej technologii jest na poziomie poniżej 2 groszy za 1 kWh, a cieplnej znacznie mniej, czym bije na głowę wszelkie inne metody. (...)

Piotr Waydel

 

[Na głębokości 10 km temperatura Ziemi wynosi ponad 300°C, a na głębokości 13 km około 400°C (średnio stopień geotermiczny (wzrost temperatury o 1°C) dla Polski do głębokości 5 km wynosi 47,2 m. W europie środkowej (jest to też średnia globalna) średnio rośnie o 3°C co 100 metrów). – red.]

 

 http://pl.wikipedia.org/wiki/TauTona

TauTona - kopalnia złota w Republice Południowej Afryki. Jest obecnie najgłębszą kopalnią na świecie. Jej głębokość to 3,9 kilometra.

[By osiągnąć głębsze wiercenia, można budować bazy wiertnicze umieszczone głęboko pod ziemią. – red.]

 

http://docs.google.com/viewer?a=v&q=cache:oDA89oUJJq4J:www.cire.pl/zielonaenergia/publikacje/geo.pdf+wykorzystanie+energii+ciep%C5%82a+lawy+wn%C4%99trza+ziemi&hl=pl&gl=pl&pid=bl&srcid=ADGEESjLKjjNPpgJy-cZA4wXnMmRVZmjGT1vwfOQW13oKHoTTIzQeY8Yzi16nEnIPk1fHvfmYH40gsMlogjanj_uuSQz57e6IP01IwBYGd05K1G8J6FlpIbvC1klt_-50OpuhGEX9_2q&sig=AHIEtbS741zpg8mxgDCBqaoyDI5buZvxrQ

Ilość ciepła zmagazynowana we wnętrzu Ziemi jest ogromna: do głębokości ok. 10 km przekracza 50 000-krotnie ilość ciepła zgromadzoną we wszystkich złożach gazu ziemnego i ropy naftowej na świecie.

 

http://pga.org.pl/geotermia-zasoby-swiatowe.html

Szacuje się, że w przyszłości, gdy będziemy dysponowali odpowiednimi, tanimi technologiami, które pozwolą wykorzystać zasoby geotermalne w przypowierzchniowych warstwach skorupy ziemskiej, to będzie realne uzyskanie energii stanowiącej równowartość ponad 106 MW energii elektrycznej. Zasoby energii cieplnej pochodzenia geotermalnego teoretycznie możliwe do wykorzystania do celów ciepłowniczych są ogromne i szacowane na około 3x106 EJ, co przekracza ponad 9000 razy wielkość rocznej konsumpcji energii na świecie.

 

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia

Temperatura środka planety może wynosić 4000-7000 K, a ciśnienie dochodzić do 360 GPa. Początkowo, ciepło wewnętrzne Ziemi pochodziło głównie z kontrakcji grawitacyjnej w okresie formowania się planety. Obecnie, najwięcej ciepła (45 do 90%) pochodzi z rozpadu radioaktywnego izotopów potasu (40K), uranu (238U) i toru (232Th). Czas połowicznego rozpadu tych pierwiastków wynosi, odpowiednio, 1,25 miliardów, 4 miliardy i 14 miliardów lat. Źródła ciepła upatruje się też częściowo w ochładzaniu się płaszcza, tarciu wewnętrznym wywołanym siłami pływowymi i zmianami w prędkości obrotu Ziemi. Część energii termicznej jądra transportowana jest do skorupy ziemskiej poprzez pióropusz płaszcza, który może powodować powstawanie plam gorąca i pokryw lawowych. Szacowana ilość ciepła wypływającego z jądra Ziemi wynosi od 4 do 15 TW, a wypływ ciepła na powierzchnię ma wartość ok. 46 TW. Jest to niewiele w bilansie energetycznym powierzchni Ziemi – ok. 1/10 W/m², co stanowi około 1/10 000 energii promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi.

 

 

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl / www.money.pl | Poniedziałek [14.06.2010, 07:19]: Ilu mamy dziś milionerów? Według BGC jest ich na całym świecie 11,2 mln, o 14 proc. więcej niż rok temu.

Najłatwiej spotkać milionera w... Singapurze. Tu więcej niż co 10 mieszkaniec zgromadził na swoim koncie miliony. Jednak najwięcej milionerów żyje w USA - 4,7 mln, Japonii - 1,2 mln, Chinach - 670 tys., Wielkiej Brytanii - 485 tys. i Niemczech - 430 tys. milionerów. | WB

 

www.o2.pl | Czwartek [23.07.2009, 21:49] 3 źródła

JEDEN PROCENT AMERYKANÓW ZGARNIA 1/3 ZAROBKÓW W USA

Gigantyczna przepaść zarobkowa za oceanem.

Najlepiej opłacana kadra kierownicza w Stanach Zjednoczonych, stanowiąca około 1 proc. wszystkich zatrudnionych w kraju, zabiera dla siebie jedną trzecią zysków wypracowanych przez wszystkich pracujących - takie wnioski wynikają z opracowania przygotowanego przez gazetę "The Wall Street Journal".

Najnowsze dane pokazują, że z 6,4 bln dolarów jakie Amerykanie zarobili w 2007 roku aż 2,1 bln wpłynęło na konta najbogatszych. Dane WSJ nie zawierają dochodów w postaci opcji na firmowe akcje, jakie zwykle przypadają w ich udziale.

Pomiędzy 1976 a 2006 rokiem, po uwzględnieniu inflacji i podatków, roczne dochody najbogatszego procenta Amerykanów wzrosły 256 razy - informuje gazeta. | JS

 

Równowartość tego, co ma 455 najbogatszych ludzi na świecie jest większa niż wynosi roczny dochód ludzkości.

Produkt Krajowy Brutto 48 najbiedniejszych krajów świata (czyli prawie 1% ludności świata) jest mniejszy niż łączny majątek trzech najbogatszych ludzi na świecie.

 

„FAKTY I MITY” nr 18, 08.05.2003 r.: Łączna wartość majątku pierwszej dwudziestki z listy 100 najbogatszych ludzi w Polsce wynosi ponad 40 miliardów złotych, czyli więcej niż roczny deficyt budżetowy kraju (w 2003 r. – 38,7 mld zł).

 

Od tamtej pory sytuacja się nieco zmieniła, a mianowicie obecnie wartość majątku pierwszej 20 wynosi ponad 70 mld zł (czyli ponad 2,5 krotnie więcej niż tegoroczny deficyt budżetowy), a pierwszej setki najbogatszych 100 kilkanaście mld zł (czyli grubo ponad 1/3 dochodu państwa).

 

 

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl |Niedziela [24.10.2010, 10:55]

BANKIERZY TO SZALEŃCY. KRYZYS WYWOŁALI DLA "ZABAWY"

Cieszą ich tylko wielkie straty.

Wysadzenie systemu finansów w powietrze było nieświadomym efektem psychiki bankierów i maklerów, którzy czerpią radość z destrukcji - pisze "The Telegraph". To wynik wieloletnich badań naukowców z Cardiff University.

Badania na inwestorach i przedsiębiorcach dowiodły, że mają oni w sobie masochistyczny element, którego efektem jest radość z dużych strat finansowych - twierdzi Paul Crosthwaite z Cardiff University. Jego zdaniem zachowanie bankierów przypomina indiański rytuał "potlatch", w którym niszczono własne dobra materialne dla okazania innym konkurentom, w przewrotny sposób - swojego bogactwa.

W sektorze finansowym wprowadzono większą kontrolę, ale maklerzy mogą ponownie wywołać kryzys, ponieważ ich destrukcyjne zachowanie jest kwestią ludzkiej psychiki - pisze "The Telegraph". | MK

[Dotyczy to także m.in. tzw. biznesmenów, polityków, pracowników mediów; wyborców. – red.]

 

 

 http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com/2010/11/11/mity-i-legendy-o-solidarnosci/

(...) Perrorowali oni na rzecz kapitalizmu, gospodarki rynkowej i własności prywatnej. Zauroczeni wystawami sklepowymi na Zachodzie, ogłupieni świecidełkami, nie dostrzegali drugiej strony medalu zachodniego „dobrobytu”. Ekonomicznie system zachodni, z narzuconym jemu bandyckim systemem bankowym jest tak ustawiony, że musi doprowadzić prędzej czy później do bankructwa tego systemu. Bogate, obrzydliwie bogate pozostaną wyłącznie banki. Reszta będzie biedakami i bydłem roboczym. Proces ten toczy się akurat na naszych oczach.

Zachodni system deprawuje ludzi, uczy chciwości, niszczy solidarność międzyludzką. Jest systemem walki! Pomiędzy kapitalistami – nikt nie chce zbankrutować – i pomiędzy pracownikami – nikt nie chce pierwszy wylecieć na ulicę. System ten sprowadza człowieka do roli biologicznego robota, zarabiającego i wydającego pieniądze. Wmawia się ludziom, że im więcej zarabiają i wydają pieniędzy, tym bardziej są wartościowymi ludźmi. Wartości niematerialne zepchnięto na margines – liczy się stan konta. (...)

Poliszynel

 

 

 http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com/2010/12/05/zydowska-swiatowa-lichwa-okrada-caly-swiat/#more-396 | 5 Grudzień 2010

"Jesteśmy na krawędzi globalnej transformacji. Wszystko, czego teraz potrzebujemy to odpowiednio wielki kryzys, a wtedy narody zaakceptują Nowy Porządek Świata."

("filantrop" David Rockefeller)
---

"Rząd Światowy powstanie bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Otwartą pozostaje jedynie kwestia, czy Rząd Światowy stworzony zostanie na drodze przemocy czy powszechnego przyzwolenia."

(Bankster James Paul Warburg)
---

"Nad społeczeństwem dominować będzie elita (...) która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją."

(Szara eminencja NWO Zbigniew Brzeziński w książce "Between Two Ages" 1970 r.)
---

"Ci którzy decydują nie są wybierani, a ci, których się wybiera, nie mają nic do decydowania."

(Horst Seehofer, przewodniczący CSU i premier Bawarii)
---

"Świat jest rządzony przez całkiem inne osoby, niż się to wydaje i tylko ci, którzy potrafią zajrzeć za kulisy wiedzą, kto to jest."

(Żyd Benjamin Disraeli, dwukrotny premier Wielkiej Brytanii w XIX w.)
---

"Tylko małe sekrety muszą być strzeżone. Wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej."

(Marshall McLuhan, medialny ‘guru’)

 

 

 http://www.rossakiewicz.pl/demokracja/w_strone_DF.html

Natomiast „pożyczka” przekraczająca wartość depozytów, nie jest pożyczką, a umowa taka jest nieważna. Zawiera bowiem fałszywe założenie, jakoby bank posiadał oferowaną kwotę. Bank nie posiada tej kwoty i nie pożycza tutaj pieniędzy, ale tworzy ich substytut. Taka operacja nie jest jednoznaczna z nabywaniem prawa własności do pieniędzy w zamian za wykreowany substytut. Kreacja substytutu (ani nawet emisja pieniędzy) nie wiąże się z posiadaniem prawa własności do wykreowanych (lub emitowanych) kwot. Bank produkując substytut pieniądza nie staje się jego właścicielem, podobnie jak mennica nie zyskuje prawa własności do drukowanych przez siebie banknotów. Tę kwestię udało się bankierom skutecznie zaciemnić i to jest podstawą iluzji zadłużenia oraz iluzji permanentnego deficytu budżetowego.

 

 

 www.nowyekran.pl / http://janpinski.nowyekran.pl/post/48132,mfw-i-bank-swiatowy-czyli-rzecz-o-grabiezy | POLITYKA 15.01.2012 12:01

Paliwa, pieniądze, polityka

Jan Piński - Szef Wiadomości Nowego Ekranu

 

MFW I BANK ŚWIATOWY, CZYLI RZECZ O GRABIEŻY

Podobno Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy walczą z kryzysem. Dwanaście lat temu Joseph Stiglitz, główny ekonomista BŚ oskarżył swoją instytucję o grabież krajów, którym rzekomo miała pomagać.

Stiglitz, to osoba, którą trudno dyskredytować. W 2002 r. dostał nagrodę Nobla z ekonomii. Gdy publicznie skrytykował Bank Światowy i MFW został zmuszony do rezygnacji. Dziś Polska i inne kraje mają przekazać fundusze do MFW, za które będzie on "walczyć" z kryzysem. Zobaczmy jak wyglądała ta "walka" pod koniec ubiegłego wieku.

Odchodząc Stiglitz zabrał ze sobą dużo dokumentów. Wynika z nich, że MFW uzależniał pomoc dla znajdujących się w kryzysie państw od podpisania tajnego protokołu złożonego ze 111 artykułów, w których znajdowały się zobowiązania do wyprzedaży narodowego majątku (surowce naturalne, infrastruktura, banki itp.). Aby "pomóc" klasie politycznej w podejmowaniu decyzji część z pieniędzy ze sprzedaży dóbr była transferowana na tajne konta z przeznaczeniem na łapówki. Oto opisana przez Stiglitza metoda działania MFW.

Lekarstwo nr 1:

dla pogrążonego w chaosie kraju: to prywatyzacja. W wypadku kryzysu wyprzedaż aktywów dokonuje się oczywiście za bezcen.

 

Lekarstwo nr 2:

to pełna swoboda w przepływie kapitału. Również w teorii brzmi to rozsądnie. Pieniądze mogą spokojnie przepływać i odpływać. Faktycznie chodzi o to, aby państwo, które znajduje się w kryzysie było podatne na ataki spekulacyjne. Na miejsce odpływającego kapitału spekulacyjnego pojawia się MFW i oferuje pomoc. No, ale oczywiście nie za darmo. Państwo zgadzające się przyjąć pomoc musi zobowiązać się do podniesienia stóp procentowych do absurdalnych wysokości. W ten sposób - jak zauważa Stiglitz - niszczy się rodzimy przemysł (brak dostępu do kredytu) i wyssa się zgromadzony przez społeczeństwo majątek.

 

Lekarstwo nr 3:

uwolnienie wszystkich cen subsydiowanych dotąd przez państwo (np. woda, energia). To z kolei prowadzi do wybuchu społecznych protestów, ucieczki kapitału i potanienia wszystkich środków trwałych (nikt nie ma gotówki w kraju). A te z kolei mogą odkupić (tanio!) międzynarodowe grupy finansowe mające doskonałą wiedzę na temat źródeł kryzysu.

 

Lekarstwo nr 4:

to wolny handel. Znów brzmi to ładnie. Faktycznie chodzi o zobowiązanie kraju otrzymującego pomoc do otwarcia swoich rynków. No bo przecież nie o to, aby taki kraj, dajmy z Afryki, eksportował produkty rolne do Unii Europejskiej czy USA. Oczywiście eksportować może, ale po zapłaceniu karnego cła, które sprzedaż takiej produkcji czyni nieopłacalną.

 

Jak to działa w praktyce?

Otóż gdy pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Etiopii zaakceptował pomoc MFW, musiał zgodzić się na deponowanie otrzymywanych funduszy na rachunkach departamentu skarbu USA, gdzie pobierał odsetki 4 proc. Jednocześnie do Banku Światowego płacić musiał 12 proc. odsetek.

 

Według Stiglitza MFW, Bank Światowy i Światowa Organizacja Handlu to jedynie trzy różne szyldy tej samej instytucji.

 

Teraz przykład z ostatnich tygodni.

Gdy Węgry poprosiły w grudniu ubiegłego roku o pomoc, to MFW i UE nie zgodziły się, bo ich zdaniem rząd dopuścił się zamachu na niezależny bank centralny. Zmach ów miał polegać na zwiększeniu liczby członków rady banku wybieranych przez parlament.

 

Nie chodzi oczywiście o niezależność. W polskim systemie bankowym dziś jest pełna jedność działań rządu i Narodowego Banku Polskiego. Chodzi o to, aby kontroli nad bankiem centralnym nie otrzymały osoby, które mogą zachwiać pseudorynkową polityką takich instytucji jak MFW czy Bank Światowy.

 

Marek Belka został nominowany przez Platformę Obywatelską na funkcję szefa NBP, chociaż w czerwcu 2005 r. Donald Tusk w liście do Aleksandra Kwaśniewskiego zarzucał Belce kłamstwo przed komisją ds. PKN Orlen, gdzie premier zeznał iż nie współpracował z SB. Zdaniem Tuska (z czerwca 2005 r.) to członkowie komisji śledczej ds. PKN Orlen, a nie premier mówili prawdę na temat jego współpracy z tajnymi służbami PRL.

 

W sprawie współpracy Belki z SB. Niedźwiedzią przysługę zrobiła Belce "Gazeta Wyborcza" publikując w internecie całość jego teczki, łącznie z instrukcją wyjazdową, w której zgodził się współpracować z wywiadem na zasadach konspiracji. Co ciekawe teksty te od blisko roku nie są dostępne na stronach gazeta.pl (proszę wpisać w google "Belka nie współpracował z SB" i spróbować otworzyć tekst)

 

Warto uważnie obserwować przekazywanie pieniędzy z Polski do instytucji finansowych, które oskarżane są o przestępczą działalność przez byłych pracowników, laureatów Nagrody Nobla.

 

Przy pisaniu tekstu, korzystałem z książki „Wojna o pieniądz” autorstwa Song Hongbinga, wydawnictwo Wektory.

 

 

 www.nowyekran.pl / http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/37091,komu-sluza-banki-centralne | 10.11.2011 21:11

Wprost Przeciwnie

Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes "Wprost".

 

KOMU SŁUŻĄ BANKI CENTRALNE?

Niewygodna prawda o bankach centralnych.

W 1694 r. w Anglii powstał pierwszy bank centralny. Wówczas do króla Wilhelma III Orańskiego zgłosił się szkocki kupiec William Paterson, proponując, że założy bank, który wydrukuje papierowe pieniądze, a następnie pożyczy królowi. Stworzony przez Patersona Bank Anglii wydrukował banknoty o nominalnej wartości 760 tys. funtów, ale tylko 36 tys. funtów miało pokrycie w złocie. Król wydał je na armię i trafiły one do jego poddanych. Wówczas zorientowali się oni, że pieniędzy w obiegu jest podejrzanie dużo. Zaniepokojeni ruszyli wymieniać banknoty na złoto.

 

Teoretycznie Bank Anglii powinien wówczas ogłosić bankructwo. Źródło „darmowego" pieniądza spodobało się jednak królowi, który ogłosił, że bank ten może zawiesić wymienialność pieniędzy na złoto i nadal funkcjonować. Pomysł szybko podchwyciły inne europejskie monarchie.

 

Stany Zjednoczone były ostatnim liczącym się państwem, w którym powstał bank centralny. Amerykanie zdawali sobie sprawę, że to instytucja służąca przede wszystkim politykom. Ci jednak zyskali w walce o utworzenie banku centralnego cennego sojusznika. Było to lobby bankowe. W XIX w. w USA dwie najsilniejsze grupy bankowe skupione były wokół rodzin Morganów i Rockefellerów. Na czele bankowych klanów stali John Pierpont Morgan (zmarł w 1913 r.) i John Davison Rockefeller (zmarł w 1937 r.). Rywalizowali z sobą bezwzględnie, jednocząc siły tylko raz – dla utworzenia banku centralnego. Uznali bowiem, że będzie to maszynka do robienia tak dużych pieniędzy, że wystarczy ich dla wszystkich.

 

W jaki sposób Rockefellerowie i Morganowie chcieli zarobić na utworzeniu banku centralnego? Przez większą część XIX wieku w USA istniała tzw. wolna bankowość. Każdy bank emitował własne banknoty na podstawie rezerw złota, które miał. Im więcej banknotów emitował w stosunku do posiadanych rezerw, tym większe było prawdopodobieństwo, że w wypadku szturmu klientów bank będzie musiał ogłosić bankructwo. Był to naturalny mechanizm odstraszający od drukowania zbyt dużej ilości papierowego pieniądza (dlatego wówczas w długim okresie praktycznie nie było inflacji). Potężni amerykańscy bankowcy doszli do wniosku, że gdyby powstał bank centralny, chroniący ich przed groźbą szturmu klientów, mogliby pod zastaw tych samych rezerw złota drukować dużo więcej papierowego pieniądza i zwielokrotnić swoje zyski.

 

Pierwsze kroki w celu utworzenia banku centralnego USA poczyniono już w 1896 r., uruchamiając akcję propagandową. Chodziło o wywołanie wrażenia, że pomysł wyszedł od amerykańskich przedsiębiorców. Pomysł formalnie zgłosił Hugh Henry Hanna, prezes firmy Atlas Engine Works z Indianapolis. Zaapelował do prezydenta Williama McKinleya, by stworzył bank centralny, aby ułatwić biznesowi dostęp do kredytów w bankach komercyjnych. Ludzie Rockefellera wysyłali ankiety do zaprzyjaźnionych ekonomistów, publikując je później w gazetach jako reprezentatywne opinie ekspertów. We wrześniu 1909 r. w „The Wall Street Journal" zaczęły się ukazywać (w sumie było ich 14) niepodpisane komentarze redakcyjne, nawołujące do powołania banku centralnego (później się okazało, że ich autorem był Charles A. Conant, współpracownik Rockefellera).

 

Kiedy bankowcy uznali, że opinia publiczna jest „urobiona", przystąpili do pisania ustawy o banku centralnym. 22 listopada 1910 r. przedstawiciele i współpracownicy rodzin Morganów i Rockefellerów udali się do klubu Jeckyll Island (jego współwłaścicielem był John P. Morgan). Byli tam m.in. senator Nelson Aldrich, którego syn był szwagrem Johna D. Rockefellera juniora; Henry P. Davidson, partner biznesowy Johna P. Morgana; Frank A. Vanderlip, wiceprezes należącego do Rockefellera National City Bank of New York; Charles D. Norton, prezes należącego do Morgana First National Bank of New York. Pojechali tam pod fałszywymi nazwiskami, pożyczonymi samochodami, a swoim rodzinom powiedzieli, że jadą polować na kaczki. W ciągu sześciu dni napisali ustawę (Federal Reserve Act), która tylko z małymi poprawkami została zgłoszona przez senatora Aldricha i na postawie której w 1913 r. powołano do życia Rezerwę Federalną.

 

Jedną z pierwszych decyzji Fed było dwukrotnie zwiększenie ilości pieniądza w obiegu. Zmniejszono bowiem o połowę wielkość obowiązkowych rezerw banków komercyjnych (wcześniej musiały mieć tyle gotówki, by móc wypłacić klientom co najmniej 20 proc. depozytów na każde żądanie; po zmianach ten poziom spadł do 10 proc.). Banki mogły więc udzielić dwa razy więcej kredytów. Rodziny Morganów i Rockefellerów, kontrolujące największe amerykańskie banki, szybko pomnożyły swoje fortuny. Zapłacili za to przeciętni Amerykanie, bo zwiększona podaż pieniądza sprawiła, że wartość ich oszczędności spadła o połowę (inflacja wzrosła wówczas do 100 proc.).

 

Dyskretny wpływ spadkobierców Morgana i Rockefellera na Fed wciąż jest widoczny. Alan Greenspan, zanim został szefem Rezerwy Federalnej, był członkiem komitetu wykonawczego Morgan Guarantee Trust Company, głównego banku należącego do rodziny Morganów. Jego poprzednik Paul Volcker był głównym ekonomistą należącego wtedy do Rockefellerów koncernu naftowego Exxon oraz będącego ich własnością Chase Manhattan Bank.

 

 

 

 

 

 www.nowyekran.pl / http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/36380,dodruk-pieniadza-w-polsce | 04.11.2011 20:11

Wprost Przeciwnie

Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes "Wprost".

 

DODRUK PIENIĄDZA W POLSCE

84 mld zł nowych pieniędzy dodrukowano w ostatnim roku w Polsce. To jedna trzecia budżetu kraju.

Sporo Polaków wie, jaka jest inflacja w Polsce. Prawie nikt nie ma pojęcia, ile pieniędzy jest dodrukowywane i wpuszczane do obiegu. Dlaczego?

 

Wskaźnik inflacji w Polsce ogłaszany jest z hukiem na konferencji prasowej GUS. To, ile pieniądza jest dodrukowywane pojawia się bez rozgłosu w pliku excella na stronie NBP pod nic nie mówiącym laikowi określeniem M3 (oczywiście „dodruk” to pojęcie umowne, ponieważ gotówka to tylko ok. 13 proc. całości pieniądza w gospodarce, większość pieniądza funkcjonuje w formie elektronicznych zapisów na kontach).

 

Otóż na koniec września (ostatnie opublikowane dane) było w obiegu 829 mld zł, czyli o 10,18 proc. więcej, niż rok wcześniej. To oznacza, że w ostatnim roku wydrukowano 84 mld zł nowych pieniędzy, czyli jedną trzecią budżetu państwa. Teraz już chyba wiadomo, dlaczego ta informacja nie jest ogłaszana z należytym rozgłosem. Ludzie mogliby się zacząć zastanawiać czy przypadkiem nie ma związku między ilością drukowanych pieniędzy a tempem wzrostu cen w sklepach. A następnie np. zażądać zmniejszenia tempa dodruku pieniądza. A takiego ryzyka żaden trzeźwo myślący polityk nie może zaakceptować.

 

Największy „sukces” współczesnych systemów demokratycznych to wmówienie ludziom, że za wzrost cen odpowiadają arabscy szejkowie, spekulanci, słabe zbiory itd. a nie ci, którzy decydują o tempie wzrostu ilości pieniądza w gospodarce. Łatwo natomiast sprawdzić, że w XIX w. kiedy w większości krajów obowiązywał standard złota (każdy wyemitowany pieniądz musiał mieć pokrycie w tym kruszcu) inflacji w długim okresie nie było. Na przykład za pieniądze zarobione w 1800 r. w USA, 100 lat później ciągle można było kupić mniej więcej tyle samo dóbr i usług.

 

 

 www.nowyekran.pl / http://zaczarowanadorozka.nowyekran.pl/post/45948,byly-bankier-fran-ois-de-siebenthal-o-kryzysie | 29.12.2011 12:12

BYŁY BANKIER FRANÇOIS DE SIEBENTHAL O KRYZYSIETen tekst kieruję nie do ekonomistów ale osób bezrobotnych i rodzin ciężko pracujących na swoje utrzymanie, by otworzyć im umysły do samodzielnego myślenia i by wiedzieli, że ich pieniądze w globalnych bankach nie są bezpieczne.

 

Rozmowa z Francois de Siebenthalem, który dawniej pracował jako bankier w Szwajcarii, na temat kryzysu w świecie finansowym dzisiaj  i o tym, jakie rozwiązania zaproponowałby udzielający wywiadu, aby skorygować ten nieporządek.

Wywiad przeprowadził Yves Jacques

 

Yves Jacques:  Francois, pochodzi Pan ze Szwajcarii, posiada Pan wykształcenie w dziedzinie bankowości i ekonomii, czy tak?

Francois de Siebenthal: Tak jest.

 

YJ: A jak długo pracuje Pan jako ekonomista?

FS: Ponad dwadzieścia pięć lat.

 

YJ: Niektóre podręczniki i inne źródła wprowadzają ludzi w błąd podając, że banki pożyczają pieniądze pochodzące z depozytów swoich klentów. Czy może Pan nam powiedzieć, jak jest naprawdę?

FS: Prawda jest taka, że to kredyt tworzy depozyty, a nie odwrotnie. To znaczy, że na przykład więcej niż 90% pieniędzy będących w obiegu powstało po prostu z powietrza. Szacuje się, że 99,99% dolarów USA jest wytworzone z niczego. Nazywamy to pieniądzem Fiat (niech się stanie), albo pieniądzem Ex Nihilo (z niczego). Generalnie problem polega na tym, że używa się systemu kredytu, aby utrzymać wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych, aby podtrzymać ekonomię amerykańską, kosztem ubogich na świecie. Ostatnio finansjera wykorzystała nawet rynek nieruchomości w USA, aby wesprzeć machinę kredytu. Wytworzono ogromne kwoty kredytu (Ex Nihilo) jako pożyczki na zakup nieruchomości, a potem te amerykańskie pożyczki hipoteczne sprzedano inwestorom takim jak Fanny Mae czy Freddie Mac z ogromnym zyskiem. Następnie ten ogromny import pieniędzy i oszczędności z całego świata zostały użyte, aby oznajmić ludziom w Ameryce, że wartość amerykańskiego przemysłu wzrasta cały czas nieustannie. Ale obecnie doszliśmy do granic wypłacalności i amerykański dolar zaczyna ześlizgiwać się w dół. Stracił on 60% swej wartości od początku wojny w Iraku. Ten cały system jest wielkim kłamstwem i powoduje olbrzymi spadek wiarygodności i zaufania. Gdy kredyt jest tworzony jedynie po to, aby podtrzymywać pozorny wzrost ekonomii, istnieją różne drogi wyjścia z tej sytuacji. Jedną z nich może być doprowadzenie do powszechnej wojny z milionami ofiar, albo krwawej rewolucji, czy chociażby kredytowego kryzysu, jakiego doświadczyła Japonia wraz z niedoborem gotówki i masowym wyludnieniem, albo znowu może to spowodować totalną zapaść ekonomii, jak to się zdarzyło w 1929 roku.

 

YJ: Takie są więc ich sposoby?

FS: Właśnie, moim zdaniem międzynarodowi bankierzy planują nowe wojny i rewolucje. Myślę, że najlepszym pomysłem na to byłoby to, co zrobili biedni ludzie w Stanach Zjednoczonych w 1929 roku. Utworzyli banki lokalne z sześcioma tysiącami lokalnych systemów pieniężnych. Możemy usprawnić te lokalne systemy i skoordynować je, jako sieć uprawnionych, bezpłatnych i otwartych dla wszystkich banków lokalnych, używających tych samych walorów, dostępnych dla wszystkich ludzi dobrej woli. Taką właśnie propozycję możemy znaleźć na stronie internetowej www.pavie.ch ze wszystkimi szczegółami, jak taki lokalny system powinien funkcjonować, tak jak już działają te systemy w niektórych biednych krajach. Dolar z pewnością upadnie, więc powinniście zachęcać wszystkich do uruchamiania lokalnych systemów, usprawnionych LETS (Local Exchange Systems – Lokalne systemy wymiany) wraz z dywidendą i dyskontem skompensowanym (zobacz ‘social credit’ i ‘kredyt społeczny’ w Internecie). W rzeczywistości dolar załamuje się teraz szybciej. Jego wartość idzie w dół cały czas. Na przykład, gdy zaczynałem pracę w bankowości, dolar był równy czterem frankom szwajcarskim. Teraz relacja wynosi jeden do jednego. A zatem, jest to potężna inflacja. Gdy Szwajcar, na przykład, chce kupić Chevroleta, musi wymienić go na sery, zegarki, maszyny i inne dobra. Gdy Amerykanin chce kupić zegarek szwajcarski, płaci w dolarach. A co to jest dolar? Kawałek papieru, na którym jest wydrukowane: „Jeden Dolar: pokładamy nadzieję w Bogu" („One dollar: In God we trust"), albo jakieś bity w komputerze.

 

YJ: Czy nie sądzi Pan, że chcą oni, aby dolar upadł w USA dlatego, że chcą go zastąpić przez amero?

FS: Tak myślę. Działają oni teraz podobnie jak w 1929 roku. Banki drukują więcej banknotów i otwierają więcej kredytów, by bardzo tanio kupować więcej aktywów, a w ten sposób mogą kontrolować więcej ludzi i nie można niczego zrobić bez ich zgody. Ustawa Patriot Act to metoda wprowadzenia dyktatury, a nagle okaże się, że zechcą wymienić wszystkie banknoty i wprowadzić nowe z wprasowanym wewnątrz czipem RFID.

 

YJ: Co pan sądzi o ludziach, którzy twierdzą, że powinniśmy zastąpić dolara przez euro albo japońskiego jena?

FS: Jeśli dolar upada, a znowu ci sami ludzie będą stać za euro albo jenem, to wszystko zakończy się podobnie jak z dolarem.

(...)

 

YJ: Czy może Pan krótko nam wyjaśnić, jak dzisiaj tworzy się pieniądze, a jak powinny być tworzone? Następnie, być może, porozmawialibyśmy o praktyce pobierania odsetek.

FS: W Stanach Zjednoczonych większość pieniędzy, jako oprocentowane kredyty, są kreowane przez Bank Rezerwy Federalnej i inne banki prywatne. Bank Rezerwy Federalnej jest na tyle federalny, na ile „federalny" jest Federal Express [amerykańska firma przesyłkowa]. Znaczy to, że jest to prywatna korporacja będąca własnością kilku osób. Jestem w posiadaniu listy około 12 rodzin, które są udziałowcami właścicielami banku Rezerwy Federalnej. Ludzie ci używają tej prywatnej firmy dla swoich osobistych zysków, przynoszącej prywatne dochody w wysokości bilionów (tak, bilionów) dolarów. Jeśli dodać te kwoty, które są generowane każdego roku, począwszy od Bożego Narodzenia 1913 r., sumy ukryte w przeróżnych fundacjach i trustach, w „rajach" podatkowych, to profity tych ludzi są niewiarygodne. Wojny są dla ich własnych zysków, a nie dla korzyści Amerykanów.

Na bazie kredytu, który nazywany jest M zero (M0), mamy ogromne kreowanie pieniędzy i są one tworzone z niczego. Alan Greenspan powiedział, że kreują oni pieniądze z powietrza. Są dane publikowane przez Rezerwę Federalną (która jest prywatną kompanią), które pokazują, że przyznaje ona i sama emituje kredyt do innych banków i instytucji finansowych.

Kilka miesięcy przed jego zamordowaniem, prezydent John F. Kennedy został wezwany przez swojego ojca, Josepha, na rozmowę w hallu w Białym Domu. Tam ojciec powiedział mu: „Jeśli to zrobisz, oni cię zabiją!". Ale prezydent nie dał się powstrzymać. W dniu 4 czerwca 1963 roku, podpisał Dekret Prezydencki numer 111 110, który znosił Ustawę i dekret nr 10 289, i przekazywał produkcję banknotów w ręce państwa, pozbawiając kartel banków prywatnych wielkiej części ich potęgi. Po tym, jak 4 miliardy dolarów USA o małych nominałach, nazywanych „Banknotami Stanów Zjednoczonych", zostały już wprowadzone do obiegu, a państwo już przygotowywało dalsze cięcia waluty emitowanej przez Fed [skrót od Federal Reserve], Kennedy został zastrzelony 22 listopada 1963 r. Stało się to 100 lat po śmierci Lincolna. Doprowadził on także do emisji wolnych od długu banknotów „Greenback" („zielone dolary") dla Stanów Zjednoczonych i został zastrzelony przez snajpera. Następca Kennedy’ego, Lyndon B. Johnson, wstrzymał druk banknotów z niewytłumaczalnych powodów. Dwanaście banków Rezerwy Federalnej wycofało natychmiast banknoty Kennedy’ego z obiegu i zastąpiło je swoimi potwierdzeniami długu. Kilka tych banknotów znajduje się stale w rękach Imeldy Marcos, ponieważ jej mąż także próbował odejść od systemu. Obecnie podczas tego sub-prime kryzysu, drukuje się miliony lub biliony dolarów, lecz nie wiemy dokładnie, dokąd one idą. Możliwe, że idą na podtrzymanie banków, które bankrutują. Oszuści podtrzymują oszustów. I oczywiście wszystkie te pieniądze są kreowane jako dług, czyli są obciążone odsetkami. Te odsetki są nałożone na amerykańskie społeczeństwo głównie poprzez podatki, na plecy biednych ludzi. Na przykład, weźmy LTCM 3, bilonowy skandal za Clintona, a także inne podobne sytuacje. Biedni na świecie nie mają co jeść; umierają z głodu. A jeszcze gorzej, że dzieciom nie pozwala się nawet urodzić! Ich celem jest, aby było mniej ludzi, których łatwiej można kontrolować przy pomocy prawa, które staje się coraz głupsze.

Jeden taki przypadek to Monsanto, firma, która patentuje genetycznie modyfikowane świnie lub rośliny i rujnuje farmerów. Ich celem jest podnoszenie cen żywności, a ciągle mówią, że pracują dla dobra ludzkości... Fed rozpoczynała z 300 w przybliżeniu ludźmi czy bankami, które stały się właścicielami (akcjonariuszami, płacącymi 100 dolarów za akcję – kapitał akcyjny nie podlega publicznej wymianie) w bankowym systemie Rezerwy Federalnej. Utworzyli oni międzynarodowy bankowy kartel o bogactwie nie mającym porównania. Fed inkasuje miliardy dolarów rocznie w odsetkach i rozdziela ten profit między swoich akcjonariuszy. Kongres udzielił nielegalnie Fedowi prawa drukowania pieniędzy (poprzez Skarb Państwa) bez odsetek wobec Fed.

Fed zatem kreuje pieniądze z niczego, pożycza je nam poprzez banki i pobiera odsetki od naszej waluty. Fed skupuje także długi rządowe płacąc pieniędzmi, które drukuje i następnie obciąża odsetkami podatników USA. Wielu senatorów i prezydentów stwierdziło, że jest to oszustwo. Louis T. McFadden, przewodniczący Komisji Bankowości i Waluty Kongresu USA (House Committee on Banking and Currency) w latach 1920-1921, oskarżył Rezerwę Federalną o umyślne spowodowanie Wielkiego Kryzysu w 1929 r. W kilku przemówieniach wygłoszonych wkrótce po utracie pozycji przewodniczącego Komisji, McFadden twierdził, że Rezerwa Federalna jest sterowana przez banki Wall Street i ich filie w europejskich bankach. McFadden powiedział: Panie Przewodniczący, mamy w naszym kraju jedną z najbardziej skorumpowanych instytucji, jaką znał świat. Mam na myśli Zarząd Rezerwy Federalnej i banki Rezerwy Federalnej. Zarząd Rezerwy Federalnej, który jest ciałem rządowym, oszukał rząd USA, że jest wystarczająco dużo pieniędzy na spłacanie długu państwowego. Dwunastu monopolistów kredytu, którzy nielojalnie i podstępnie zostali wprowadzeni do naszego kraju przez bankierów z Europy i odpłacają się nam za naszą gościnność podkopywaniem naszych amerykańskich instytucji... Ludzie słusznie wysuwają oskarżenia wobec Zarządu i banków Rezerwy Federalnej. Tekst całego wystąpienia jest na stronie

 http://wovern/mcfadden_speech_1932.html

 

McFadden został zamordowany w ten sam sposób, co Kennedy i Lincoln i wielu innych przeciwników tych, którzy kontrolują system lichwy. „Quid prodest scelus, is fecit" znaczy: „Ten, kto ma korzyść ze zbrodni, ten jej dokonał". Encyklika papieża Benedykta XIV, „Vix pervenit" określająca, jakie kontrakty są dobre, a jakie złe w biznesie, została usunięta z półek księgarskich. A więc kim są właściciele centralnych banków Rezerwy Federalnej? Nazwiska prawdziwych właścicieli 12 banków centralnych – bardzo dobrze ukrywana tajemnica – zostały w części ujawnione. Oto lista niektórych nazwisk:

Rothschild Bank z Londynu

Warburg Bank z Hamburga

Rothschild Bank z Berlina

Kuhn Loeb Bank z Nowego Jorku

Israel Moses Seif Banks z Włoch

Goldman, Sachs z Nowego Jorku

Warburg Bank z Amsterdamu

Chase Manhattan Bank z Nowego Jorku

Lazard Brothers Bank z Paryża

 

Wszyscy ci bankierzy są związani z londyńskimi domami bankowymi w całkowicie wolnym City, które ostatecznie kontroluje Fed. Gdy Anglia przegrała Rewolucyjną Wojnę z Ameryką (nasi ojcowie walczyli z własnym rządem), lichwiarze planowali kontrolować nas przez przejęcie naszego systemu bankowego, drukowanie naszych pieniędzy i zadłużanie nas. Wymienione poniżej osoby były właścicielami banków, a zatem właścicielami akcji w Fed. Wymienione poniżej banki posiadają znaczącą kontrolę nad dystryktem Fed w Nowym Jorku, który z kolei kontroluje 11 innych dystryktów Fed. Te banki także są częściowo w posiadaniu zagranicznych właścicieli i kontrolują FedDistrict Bank Nowy Jork:

First National Bank z Nowego Jorku, James Stillman National City Bank, Nowy Jork, Mary W. Harnman National Bank of Commerce, Nowy Jork, A.D. Juillard Hanover National Bank, Nowy Jork, Jacob Schiff Chase National Bank, Nowy Jork, Thomas F. Ryan, Paul Warburg, William Rockefeller, Levi P. Morton, M. T. Pyne, Geroge F. Baker, Percy Pyne, Pani G. F. St. George, J. W. Sterling, Katherine St. George, H. P. Davidson, J. P. Morgan (Equitable Life/Mutual Life), Edith Brevour i T. Baker (źródło: http://www.rense.com/ufo2/fedrez.htm)

 

YJ: Świetnie, sądzę że wywiad z Panem pomoże wielu ludziom trochę bardziej zrozumieć system ito, co się dzieje obecnie.

FS: Lepiej jest walczyć w taki sposób, aby utworzyć klub kredytowy, albo lokalny system z kuponami wolnymi od odsetek, tak jak pisaliśmy w MICHAELU na przykładzie Madagaskaru i Filipin, niż chwytać za broń i prowadzić wojnę! Proszę zobaczyć http://www.michaeljournal.org/localmoney.htm   

 

YJ: Prawda jest oczywista, a wielu ludzi jej nie dostrzega. Chcą skomplikowanego systemu, a w rzeczywistości rozwiązanie jest bardzo proste.

FS: Podczas Wielkiego Kryzysu w latach 1930. obywatele uruchomili 6000 systemów lokalnych, systemów lokalnego kredytu, na obszarze całych Stanów Zjednoczonych. Mówmy ludziom, by studiowali USA. Gdy tworzono swój własny kredyt, wielkie banki stawały. Róbcie to samo! Ulepszajcie to zgodnie z systemami i dywidendami Kredytu Społecznego, by dzielić się zyskiem, jaki przynoszą automaty i komputery! 90% prac wykonają za nas komputery i roboty, wyzwaniem dla nas jest, jak rozdzielać tę obfitość.

 

YJ: Właśnie, myślę, że taki jest plan Pielgrzymów św. Michała. Chcemy uruchomić systemy lokalnej wymiany w całym świecie. Wiem, że w Kolumbii mają kilka takich systemów, które funkcjonują bardzo dobrze.

FS: W Stanach Zjednoczonych wasi dziadkowie byli organizatorami systemów lokalnych. Trzeba ich pytać, jak to robili. Mieliście ponad 6 tysięcy systemów w Stanach Zjednoczonych. System WIR (nazwa od zaimka Wir – my) w Szwajcarii uczynił nasz kraj jednym z najbogatszych na świecie. ( www.wir.ch ) Pomyślmy o tym, co stało się w Argentynie, gdy upadły tam banki. Może się to również zdarzyć w Stanach Zjednoczonych. Maurice Allais, profesor ekonomii w Państwowej Szkole Inżynierii Górnictwa w Paryżu, zdobywca nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 1988 roku, napisał w swej książce „Les Conditions Monetaires d’une Economie de Marche" („Monetarne uwarunkowania rynku ekonomicznego", str.2): „W istocie, obecny sposób tworzenia pieniądza z niczego przez system bankowy jest, nie waham się tego powiedzieć, aby pomóc ludziom wyraźnie uzmysłowić sobie, o co tu chodzi, podobny do wytwarzania pieniędzy przez fałszerzy, tak słusznie potępianego przez prawo. Mówiąc konkretnie, daje te same rezultaty". Powinniśmy walczyć bez wytchnienia, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, walczyć z lichwą na każdym poziomie, bo lichwa zabija. Proszę posłuchać cytatu z tekstu Louisa Evena. „A co sądzić o określeniu, użytym przez Papieża: ‘lichwa praktykowana w innej formie’? Czy jest to zbyt wysoka stopa procentowa? Jeśli tak, to jaki procent? A jeśli coś innego, to o jaką formę chodzi?"

(...)

Dlatego kontrola nad źródłem pieniędzy daje w ręce tych, którzy ją posiadają, nieograniczoną potęgę nad całym życiem ekonomicznym. Tekst austriackiego eksperta pokazał także, że banki nie pożyczają pieniędzy swych depozytariuszy, ale depozyty, które kreują z niczego, po prostu przez wpisanie liczb do ksiąg bankowych. Gdy banki pożyczają komuś pieniądze, żaden rachunek w banku nie jest zmniejszany. Nie muszą one wyciągać ani centa ze swoich sejfów. Tak więc pobierany procent od ich pożyczek jest z pewnością lichwą: jakakolwiek jest stopa – w rzeczywistości jest to więcej niż 100%, bo jest to procent z kapitału równego zero, nil – wierzyciel (pożyczkodawca, bank) nie musi funkcjonować bez pieniędzy, które pożycza, on je po prostu kreuje! Ta lichwa może być słusznie nazwana „żarłoczną", gdyż banki żądają, aby dłużnicy zwracali pieniądze, które nie były nigdy wyemitowane, nie były nigdy wprowadzone do obiegu. (Banki kreują kapitał, który pożyczają, ale nie kreują pieniędzy na odsetki.) Dlatego też jest matematycznie niemożliwe, aby spłacić cały dług. Jedynym sposobem dla gospodarki w takim systemie jest znowu pożyczać, aby móc płacić odsetki, co prowadzi do niespłacalnych prywatnych i publicznych długów.

(...)

Ten skandal produkuje taką samą absurdalną sytuację jak w Kanadzie. Na końcu zacytujmy Mackenzie Kinga, który stwierdził podczas swej kampanii wyborczej na premiera Kanady w 1935 roku: „Dopóki kontrola emisji pieniądza (waluty) i kredytu nie zostanie przywrócona rządowi i nie zostanie uznana jako wybitnie wyróżniająca się i nienaruszalna jego powinność, dopóty wszelkie rozważania o suwerenności parlamentu i demokracji są jałowe i bezskuteczne".

 

YJ: Dziękujemy za tę rozmowę.

 

Opracowałem na podstawie: http://www.barter.org.pl/Dewywiad.pdf

 

 

 www.nowyekran.pl / http://nikander.nowyekran.pl/post/48425,kto-wyzwoli-polske-z-niewoli-odsetkowej | 17.01.2012 12:01

Partia50plus

nikander - Bardziej pragmatyczne niż rewolucyjne myślą wojowanie.

EKONOMIA I PRAWO

 

KTO WYZWOLI POLSKĘ Z NIEWOLI ODSETKOWEJ?

Razem z Węgrami za wolność naszą i waszą.

I znowu pisze notkę, którą przeczyta ze zrozumieniem tylko garstka blogerów. Jednak tę garstkę szczególnie cenię, więc myślę że warto.

Zegar długu publicznego (czytaj, długu rzekomego) ufundowany przez największego łajdaka III RP prof. Leszka Balcerowicza tyka. (...). Owszem, będziemy litować nad bratankami Węgrami, a realnie to nie kiwniemy nawet palcem.

(...)

Pierwsze co mnie niepokoi to kwestia, czy prawica uzmysławia sobie skalę zagrożenia tą bankową technologią oszustwa. Według moich szacunków banksterzy okradają każdego Polaka na kwotę 7 tyś zł z tytułu zasad tworzenia bazy monetarnej i obrony waluty (jest to wydatek jednorazowy) oraz corocznie kwotą około 1 tys zł po utracie suwerenności w zakresie przyrostowej emisji pieniądza. Czyli w przeciągu 10 lat przeciętna polska rodzina licząca 4 osoby oddaje banksterom 7000 (baza monetarna) * 4 (osoby) + 10 (lat) * 1000 (roczna renta emisyjna) * 4 (osoby) = 68 000 zł. Do kogo to dotarło?

 

 

Wybrany komentarz

Żydowska operacja

Przychodzi niemiecki żyd do greckiego hotelu, kładzie 100 Euro kaucji i prosi o klucze do paru pokoi, żeby mógł stwierdzić czy któryś z tych pokoi mu odpowiada. Właściciel hotelu daje mu wszystkie klucze, ponieważ i tak nie ma żadnego gościa. Kiedy turysta idzie oglądać pokoje, hotelarz zabiera te 100 Euro i biegnie do rzeźnika, daje mu te 100 Euro mówiąc, że te pieniądze to za zaległości, które jest mu winien. Rzeźnik biegnie do rolnika, z tymi 100 Euro i też spłaca swój dług, za świnie którą w zeszłym tygodniu kupił. Rolnik zapieprza do jedynej panienki we wsi i daje jej te 100 Euro, bo ma jeszcze ostatnie dwie wizyty do zapłacenia. Prostytutka biegnie do hotelu również z tymi 100 Euro bo wisi hotelarzowi czynsz za wynajęcie pokoju, w którym była z ostatnim klientem. W tym momencie żyd schodzi po schodach i mówi, że żaden z pokoi mu nie odpowiada. Oddaje hotelarzowi klucze bierze swoje 100 Euro i opuszcza hotel.
Wszystkie długi są spłacone, a i tak nikt nie ma pieniędzy... tak właśnie funkcjonuje pakiet ratunkowy EU!

Zdzich

 

 

 

-------------------------------------------------------------------------

 

 

 

www.nowyekran.pl / http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/37864,czy-polska-musi-sie-zadluzac | 16.11.2011 20:11

Wprost Przeciwnie

Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes "Wprost".

 

CZY POLSKA MUSI SIĘ ZADŁUŻAĆ?

Mogliśmy dzisiaj należeć do najmniej zadłużonych krajów świata.

Kiedy na początku lat 90. Janusz Korwin-Mikke zaproponował w polskim sejmie, by wpisać do konstytucji zakaz zadłużania się przez państwo, odpowiedziała mu salwa śmiechu. Nie świadczy to najlepiej o polskiej klasie politycznej. Ponieważ mniej więcej w tym samym okresie taki zapis w konstytucji umieściła Estonia. Dziś jest ona jednym z najmniej zadłużonych państw świata (zadłużenie Estonii to 7 proc. PKB, podczas gdy Polski ok. 55 proc. PKB).

Zadłużenie Polski na dzisiaj to prawie 800 mld zł. Na co poszły te pieniądze? W 2003 r. w artykule „Haracz stagnacji” opublikowanym we „Wprost” szacowałem, że na tamtą chwilę na przekupywanie rożnych grup społecznych w III RP wydano 250 mld zł. Zadłużenie państwa wówczas wynosiło 400 mld zł. Odejmując dług z czasów PRL-u można przyjąć, że praktycznie całe nasze zadłużenie to rachunek od rządzących za poparcie konieczne do utrzymania się u władzy.

 

Właśnie jesteśmy świadkami historycznej chwili. Otóż w każdej chwili zadłużenie Polski może przekroczyć 55 proc. PKB, co oznaczałoby, że następny budżet będzie musiał być zbilansowany i rząd nie będzie się mógł zadłużać. Niczym narkoman na głodzie politycy podejmują coraz bardziej desperackie działania, by do tego nie dopuścić. Najpierw zabrano część pieniędzy OFE (trzeba pamiętać, że sektor bankowy to najwięksi sojusznicy PO, podniesienie ręki na ich pieniądze może świadczyć o powadze sytuacji). Następnie zapowiedziano doliczenie do PKB szarej strefy, po to by dług w statystykach wyglądał na mniejszy. Z tego samego powodu NBP przygotowuje na koniec roku interwencje walutową, po to by sztucznie obniżyć kurs euro.

 

Progi ostrożnościowe (50, 55 i 60 proc. PKB) , których przekroczenie skutkuje obostrzeniami w zadłużaniu się, wprowadzono 14 lat temu, kiedy nikomu nawet nie śniło się, że możemy je przekroczyć. I stawiam dolary przeciwko orzechom, że w najbliższym czasie konstytucja zostanie zmieniona a limit podwyższony (np. w USA od 1997 r. maksymalny dopuszczalny limit długu publicznego podnoszono jedenaście razy). Takie są reguły gry demokratycznych państw. Przekupujemy najbardziej wpływowe grupy wyborców, a rachunek wystawiamy następnym pokoleniom.

 

 

Wybrany komentarz:

Nie wiem, co Pan widzi w tym rozsądnego. W latach 1990-91 wysłano na renty i emerytury około 2 mln ludzi. Zniszczono też podstawy egzystencji wielu mieszkańców wsi. Równolegle ruszyła wyprzedaż, która z kolei pozbawiała budżet podstawowego dotąd źródła dochodu. W tej sytuacji mówić o zrównoważonym budżecie mógł tylko osioł.

Podobnie jest zresztą teraz. Duże bezrobocie skutkuje rozrostem biurokracji (parcie na urzędy + nepotyzm), a narastające nierówności poszerzają krąg klientów opieki socjalnej. Zamiast zająć się tymi problemami, Polacy chcą walczyć z ich skutkami. Zmniejszenie zasiłków i podniesienie składek 'samozatrudnionym' zapewne da skutek odwrotny do oczekiwanego.

Jerzy Wawro 17.11.2011 13:08:31

 

 

 http://zavissiusniger.nowyekran.pl/post/38262,oczywiscie-ze-repolonizacja

Pierwszoplanowe jest, moim zdaniem, zlikwidowanie systemowej zdrady stanu zapisanej w Konstytucji RP zmuszającej każdy rząd w Polsce do zaciągania kredytów nie w polskim banku centralnym.

zbigniew1108

 

Rola NBP

Art. 5 ustęp 2 ustawy o NBP mówi, że:
,,NBP nie może być udziałowcem bądź akcjonariuszem innych osób prawnych, z wyjątkiem prowadzących działalność usługową wyłącznie na rzecz instytucji finansowych i Skarbu Państwa”

 http://nbp.pl/akty_prawne/ustawa_o_nbp/ustawa_o_nbp.pdf
Może w celu ułatwienia elastyczności działania NBP w ramach procesu repolonizacji należałoby usunąć ten przepis…

 

 

 

 

----------------------------------------------------------------

 

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [18.10.2010, 13:38]

ŻYCIE NA ZIEMI WYMIERA JAK DINOZAURY

Jesteśmy na progu globalnej katastrofy.

Mamy tylko dziesięć lat na uratowanie Ziemi. Jeśli natychmiast nie zaczniemy chronić środowiska, zmiany będą nieodwracalne - alarmują eksperci zgromadzeni na konferencji ONZ dotyczącej ochrony bioróżnorodności na naszej planecie.

Stoimy na progu wymierania gatunków, które można porównać do tego co wydarzyło się 65 mln lat temu z dinozaurami - stwierdził Achim Steiner, szef programu ochrony środowiska ONZ.

Tempo wymierania gatunków - zdaniem ekspertów - jest obecnie od 100 do nawet 1000 razy szybsze niż wynosi średnia historyczna.

Eksperci twierdzą, że musimy natychmiast zacząć chronić i przywracać do życia takie ekosystemy jak lasy, rzeki, rafy koralowe i oceany, które są niezbędne dla stale rosnącej populacji ludzkiej.

Straty spowodowane przez rozwój gospodarczy tylko w 2008 roku - według badań ONZ - wyniosły 6,6 biliona dolarów. To równowartość 11 proc. światowego PKB. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [28.10.2010, 09:43]

TO ZNISZCZY ŚWIATOWĄ GOSPODARKĘ. STRACIMY MILIARDY DOLARÓW

Oto zagrożenie większe od terroryzmu.

Niszczone środowisko stwarza większe ryzyko finansowe dla przedsiębiorców z całego świata niż zagrożenie terroryzmem. Tak zmiany w przyrodzie oceniają banki i firmy ubezpieczeniowe - informuje "The Guardian".

Eksperci z Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) w przygotowanym raporcie wskazują jako najbardziej jaskrawy przykład, koszty likwidacji wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej i straty koncernu BP. Ale wycieki i awarie w zakładach przemysłowych to nie wszystko.

Ginące gatunki i zmiany w ekosystemach oznaczają też kłopoty firm związanych z rybołówstwem. Degradacja i zatrucie chemikaliami gleb oznacza straty w rolnictwie, rośnie też cena wody, bo jej zasoby na całym świecie gwałtownie maleją.

Co roku kosztuje to firmy z całego świata nawet 50 mld dolarów. Banki i fundusze inwestycyjne już zauważyły problem i starają się wliczać straty związane z odszkodowaniami albo nowymi podatkami ekologicznym w ryzyko finansowe przedsięwzięć - mówi Richard Burrett, przewodniczy UNEP.

Dodaje, że tylko w badanych 3 tys. największych światowych korporacji już w 2008 roku, koszty związane z ochroną środowiska przekroczyły 2,1 mld dolarów - czyli ok. 7 proc. przychodów i jednej trzeciej zysków. | AJ

 

[No ale rabunek, dewastacja, degradacja, skażanie, zatruwanie, a w efekcie zagłada życia, zwiększa majątki finansistom, bankierom, fabrykantom, deweloperom, reklamodawcom, kooperującym z nimi politykom, tzn. PKB chciałem powiedzieć... - red.]

 

 

 

-------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

 

www.nowyekran.pl / http://urbas.nowyekran.pl/post/28415,bankierzy-wydymaja-polakow-w-grudniu-przepadek-miliardow | 30.09.2011 14:09

BANKIERZY WYDYMAJĄ POLAKÓW W GRUDNIU. PRZEPADEK MILIARDÓW

Czołowe banki inwestycyjne świata przygotowują atak spekulacyjny na Polskę. Tajemnicę poliszynela stanowi udział w ataku renegatów z Polski, wśród których są osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe.

 

Nowy Ekran jako pierwsze medium w Polsce w dniu 26 września 2011 r. w artykule „Wielka tajemnica Rostowskiego i Pawlaka. Eksplozja bomby zadłużeniowej” poinformował o wysokim prawdopodobieństwie, że dług publiczny w Polsce przekroczył próg ostrożnościowy 55 % Produktu Krajowego Brutto. Konsekwencją potwierdzenia tej okoliczności będzie istotne zmniejszenie prestiżu finansowego Polski oraz w świetle aktualnego ustawodawstwa konieczność zrównoważenia budżetu państwa na 2013 r. (wysokie podwyżki podatków i duże cięcia wydatków).

 

O problemie wzmiankowała m.in. Wirtualna Polska, Gazeta Prawna oraz portal Money.pl. Charakterystyczna jest rozbieżność szacunków kursu przy którym dług przekroczy próg 55 % od 4,40 do 4,90 zł/euro. Równie charakterystyczna jak zmowa milczenia wobec analizy banku Nomura, której wynikiem jest kurs 4,2363 zł/euro. W reakcji na publikację Nowego Ekranu w dniu 27 września 2011 r. Jacek Rostowski zapewniał o małym ryzyku przekroczenia progu jednak nie podając żadnych szczegółów i nie przywołując jakichkolwiek analiz. A szkoda. W opublikowanej we wrześniu 2011 r. Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2012-2015 Ministerstwo Finansów poinformowało, że oczekuje w 2011 r. wskaźnika poziomu państwowego długu publicznego do PKB w wysokości 53,8 % przy kursie 4,35 zł/euro (nota bene według projekcji ministerstwa złoty ma się umacniać np. do 4,00 zł/euro na koniec 2012 r. czy 3,5 zł/euro w 2015 r.). W tym samym miesiącu złoty osłabł do ponad 4,52 zł/euro, a szef ministerstwa perorował, że krytyczny wskaźnik wynosi ok. 53 %, a nie ok. 54 % jak wyliczyli jego urzędnicy.

 

Świadomość niedomówień i sprzeczności występuje. Aby nie daj Boże ktoś nie zapytał o szczegóły, dla ukrycia prawdy o stanie finansów publicznych uchwalono zmiany w ustawie o dostępie do informacji publicznej. Nieprzypadkowo restrykcje uzasadnia się „ważnym interesem gospodarczym państwa”.

 

Z drugiej strony zmowa milczenia zaczęła pękać. Według pragnącego zachować anonimowość pracownika Narodowego Banku Polskiego: „interwencja banku z dnia 23 września miała na celu określenie reakcji rynku. Stanowiła przygotowanie do zasadniczych interwencji naszych banków głównie w ostatnich dniach grudnia. Celem jest przejściowe umocnienie złotego. Decyzja zapadła na najwyższych szczeblach. Mają zostać zachowane pozory zdrowia finansów publicznych kosztem rezerw dewizowych”.

 

Czołowe banki inwestycyjne świata przygotowują atak spekulacyjny na Polskę. Spekulanci wykorzystują zmienność manipulowanego przez nich kursu złotego.

 

Od kilku miesięcy następuje wzrost awersji do ryzyka na rynkach wschodzących, zwłaszcza w ogarniętej pogłębiającym się kryzysem zadłużeniowym Europie. Jej efektem jest ucieczka kapitałów zagranicznych, a w konsekwencji osłabienie złotego. Przypomnijmy, że euro jeszcze w maju 2011 r. kosztowało średnio ok. 3,95 zł, a przed interwencją NBP w dniu 23 września 2011 r. umocniło się do 4,52 zł.

 

Słaby złoty to wysoka złotowa równowartość polskiego długu publicznego, co stanowi przesłankę interwencji NBP przy współpracy Banku Gospodarstwa Krajowego. Rzucenie przez te banki waluty na rynek (głównie z rezerw walutowych, oraz z walutowego rachunku Ministerstwa Finansów) spowoduje umocnienie złotego. Krótkoterminowy charakter interwencji (mocny złoty na dzień 31 grudnia 2011 r.) oraz ograniczone rezerwy spowodują rychłe jej zakończenie i ponowne osłabienie złotego, nawet o gwałtownym panicznym charakterze z przebiciem kursu sprzed interwencji. Na koniec nastąpi niewielkie odbicie (umocnienie złotego), ale prawdopodobnie złoty będzie nieco słabszy niż przed interwencją.

 

Rezerwy walutowe NBP są ograniczone. Wynoszą 107 mld dolarów (koniec sierpnia 2011 r.), przy dziennych obrotach na światowym rynku FOREX w wysokości 4 bln dolarów (kwiecień 2010 r.). Dzienne obroty na rynku walutowym FOREX z udziałem złotego są rzędu 6 mld dolarów. Przedmiotem gry spekulacyjnej przeciwko Polsce będzie kilkadziesiąt miliardów euro. Nieoficjalnie mówi się nawet o 40-50 mld euro w głównej fazie. Dla ustalenia uwagi przyjmiemy atak z wykorzystaniem 10 mld euro. Jaki jest mechanizm ataku?

 

Pierwsza faza. Przygotowania. Skup taniego złotego przez wtajemniczone banki inwestycyjne. Średni kurs 4,4 zł/euro (poziom kursów orientacyjny). Spekulant sprzedaje 10,00 mld euro kupując 44,00 mld złotych.

 

Druga faza. Interwencja NBP i atak hien. Skup taniej waluty sprzedawanej w ramach interwencji przez NBP. Średni kurs 4,1 zł/euro. Spekulant sprzedaje 44,00 mld zł kupując 10,73 mld euro.

 

Trzecia faza. Porażka NBP, koniec interwencji. Złoty leci na zbity pysk. Średni kurs 4,6 zł/euro. Spekulant sprzedaje 10,73 mld euro, kupując 49,36 mld zł.

 

Czwarta faza. Odbicie złotego po panice. Średni kurs 4,5 zł/euro. Spekulant sprzedaje 49,36 mld zł, kupuje 10,97 mld euro.

 

Zysk bankierów inwestycyjnych z wszystkich faz ataku wynosi 1 mld euro z każdych 10 mld euro zaangażowanych w pierwszą fazę, stopa zysku 10 %. W szumie komputerów i stukocie klawiszy. Bez produkcji, bez plonów, dzięki manipulacji oraz dostępie do informacji, które uczyniono poufnymi dla obywateli.

 

Przy testowaniu przez spekulantów progu odpuszczenia przez NBP interwencji (szybkie wyczerpywanie rezerw i dalsza niemożność obrony kursu) oraz silniejszym rozchwianiu kursów, straty Polski mogą sięgać ponad 20 mld zł. Jest to suma z grubsza odpowiadającą rocznym wydatkom budżetu państwa na szkolnictwo wyższe, naukę i kulturę razem wzięte (17,7 mld zł w 2011 r.) lub na obronę narodową (20,3 mld zł w 2011 r.).

 

Atak zostanie przeprowadzony z wykorzystaniem różnych instrumentów: transakcji natychmiastowych, terminowych oraz pochodnych. Dodatkowe zyski zapewnią spekulacje na fluktuacjach stóp procentowych, których spodziewają się spekulanci.

 

Koncepcja ataku jest oparta o pewność spekulantów, że polscy politycy nie rozwiązują problemów finansowych kraju. Zamiatają je pod dywan uciekając się do sztuczek finansowo-księgowych dla ratowania stołków pod tyłkami. Tajemnicę poliszynela stanowi udział w ataku renegatów z Polski, którzy pracują dla banków inwestycyjnych. Renegatów, wśród których są osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe. Zapewniają oni informacje oraz odpowiadają za oczekiwane przez spekulantów zachowania decydentów w Polsce.

 

Tymczasem opinia publiczna w Polsce jest w perfidny sposób zasypywana tematami zastępczymi. Media głównego nurtu odwracają uwagę Polaków od problemów finansowych Polski. Polacy nie mają szansy dowiedzieć się co zamierzają przedsięwziąć politycy w obliczu ataku spekulacyjnego i kryzysu finansów publicznych. Bankierzy inwestycyjni muszą mieć spokój. A my? Będziemy wykrwawiać się płacąc wyższe podatki - VAT i nowe podatki - katastralny?

 

Tomasz Urbaś - Przewodniczący Ruchu Wolność i Godność

 

[Panie. Z góry jest wiadome, że będzie to ostatnia kadencja PO (stąd „jest super, a będzie jeszcze lepiej, są fachowcami, uczciwi, budowniczymi Polski, gwarantują, zapewniają”, itp., itd.) i w ogóle istnienia takiej nazwy tej organizacji... Byleby więc, dowolnie złe informacje, ukazały się PO tzw. wyborach (choćby i na drugi dzień), a NIKOGO nie będzie to obchodziło z tych osobników/będą to mieli w dupie!, gdyż będą zajęci GRABIENIEM, załatwianiem sobie i swoim POsadek na okres PO kolejnych tzw. wyborach, gdy zostaną wykopani (oczywiście nie wszyscy, bo część się, jak zwykle/rutynowo, przemaluje). – red.]

 

 

WYBRANE KOMENTARZE:

 

NBP

Dzisiaj kolejna interwencja.

http://www.nbp.gov.pl/home.aspx?f=/aktualnosci/wiadomosci_2011/in30.html

Drobna - testowa:

http://waluty.onet.pl/reuters-nbp-znow-zainterweniowal-zloty-ciut-zyskal,18892,4866854,1,news-detal

Ich natężenie wskazuje, że próg jest niżej niż rozpowszechniona na rynku plotka.

 

 

"Atak na cenę złota częścią wojny ekonomicznej".

http://www.prisonplanet.pl/ekonomia/atak_na_cene_zlota,p1872339007

 

http://www.prisonplanet.pl/ekonomia/atak_na_cene_zlota,p960161832

 

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Q-EGHe6W15U

 

 

@Tomasz Urbaś

> A długoterminowo - porządek w finansach. Szeroko pojętych.

 

Bez sensu. Atak spekulacyjny jest możliwy tylko w warunkach porządku, czyli centralnego sterowania i monopolu. Gdy będzie chaos, anarchia, wolny rynek, gdy każdy będzie bez żadnych koncesji mógł pożyczać pieniądze i je emitować, gdy będzie konkurencja, gdy będzie wiele walut, jedne fiduicjarne, inne oparte o kruszce i wszelkie inne, gdy system walutowy, finansowy i bankowy będzie rozproszony, bez żadnego centralnego nadzoru, to żaden atak spekulacyjny na taki system się nie powiedzie - jednemu może zaszkodzi, ale pomoże innemu.

 

Wielkie firmy mogą niszczyć małe tylko dzięki państwu, przy pomocy państwa. To samo dotyczy wszelkiej działalności gospodarczej - wielki spekulant może zniszczyć małego tylko przy pomocy państwa. Na wolnym rynku, bez ingerencji państwa w gospodarkę i finanse, będą zawsze istnieć małe firmy i mali spekulanci - i nic ich nie zniszczy. Zniszczyć ich można tylko i wyłącznie stosując przemoc - a to robi właśnie państwo ustanawiając wszelkie przepisy regulujące gospodarkę i finanse, czyli próbując uporządkować zdrowy, naturalny, dobry i pożyteczny wolnorynkowy "bałagan" i różnorodność.

GPS.65

 

 

www.nowyekran.pl / http://urbas.nowyekran.pl/post/31093,krach-finansowy-w-polsce-spisek-bankierow |

KRACH FINANSOWY W POLSCE. SPISEK BANKIERÓW.

Wygląda na to, że decydenci już wszystko wiedzą. A Polacy? Do końca nie mają poznać prawdy. Przeznaczono im rolę owieczek do strzyżenia lub do zarżnięcia.

 

 http://newsne.nowyekran.pl/post/42290,158-3-mld-zl-w-rekach-zagranicznych-spekulantow |

158,3 MLD ZŁ W RĘKACH ZAGRANICZNYCH SPEKULANTÓW.

Inwestorzy zagraniczni zainwestowali na koniec października w SPW 158,3 mld zł.

 

 

 

-----------------------------------------------------------------------------------------

 

 

 

 

 http://free-media.pl/?p=1264 | 7 czerwca 2009, Red Pill

POLEMIKA Z BANKOOPTYMISTAMI

(...)

Pewne jest, że z emisją pieniądza wiąże się gigantyczna władza. To emitent jest bezpośrednim napędzającym “krwioobieg” gospodarki, a zatem w sposób zawoalowany mówi ludziom czym się mają zajmować. Nie musi on przecież rozdać pieniądza wszystkim po równo, ale zdecydować kto go otrzyma, a kto nie. Emitent może wypuścić za dużo lub za mało pieniądza i w ten sposób sterować światową koniunkturą. Może też pewne emisyjne “co nieco” zachować dla siebie.

 

Jak wygląda emisja pieniądza w większości państw? Otóż państwo zrzeka się kontroli nad emisją przekazując ją “niezależnemu” bankowi centralnemu. Bank ten jest bankiem dla “zwykłych” banków, a one z kolei pożyczają pieniądz swoim klientom. Emisja dokonuje się w momencie gdy bank udziela swojemu klientowi kredytu. Panuje mniemanie, że bank pożycza kredytobiorcom to co u niego zdeponowali inni klienci i zarabia na różnicy w oprocentowaniu. Nieprawda. Bank poprzez udzielanie kredytu emituje (tworzy) pieniądz. Ściślej, tylko drobny ułamek kredytu to autentyczna pożyczka pieniędzy należących do banku. Reszta to czysta emisja – tworzenie pieniądza przez bank w momencie udzielenia kredytu.

 

Nie jest to pieniądz w sensie muszelek, złota, ani opisanego w przykładzie wyżej “pieniądza obywatelskiego”, ale zwyczajny dług. Można by rzec – pieniądz dłużny. Zamiast uniwersalnego narzędzia wymiany mamy uniwersalne narzędzie zadłużające. Zamiast organu państwa nadzorującego emisję pieniądza (tak jak na przykład sadownictwo odpowiada za wymiar sprawiedliwości), mamy grupę prywatnych bankierów z pół-prywatnym, pół-państwowym bankiem centralnym. Bankierzy tworzę swego rodzaju państwo w państwie. Przeciętny Kowalski nie odczuwa tego bezpośrednio, bo decyzje banków wobec niego są apolityczne. Jeśli jednak Kowalski będzie chciał postawić hutę, stocznię, fabrykę samochodów i tym podobne duże biznesy, to z dużym prawdopodobieństwem będzie musiał skorzystać z kredytu bankowego. Jako, że mamy “wolność gospodarczą”, bank może odmówić udzielenia kredytu według własnego widzimisię. Ponieważ liczba banków stanowi drobny ułamek ogólnej liczby dużych przedsiębiorstw, a właściciele banków mogą być również właścicielami przedsiębiorstw, mamy w ten sposób de facto planowanie centralne. Różni się ono o planowania centralnego w ZSRR jedynie poziomem, ponieważ nie wnika w drobną przedsiębiorczość. Nawiasem mówiąc, to dlatego niektóre osoby wskazują na niebezpieczeństwo oddania zagranicy krajowych banków. Kraj bez własnego sektora bankowego ma minimalne szanse zachować status wysokouprzemysłowionego i ekspansywnego. “Kapitał bez ojczyzny” to kłamstwo sprzedawane tubylcom, których kraje pozbawiono ekonomicznego mózgu.

 

Dla banku kredyt to głównie wpis księgowy, a dla kredytobiorcy realna praca w celu spłacenia długu. Oczywiście banki nie działają zupełnie za darmo i konkurują ze sobą. Jednak największe i najlepsze z nich, mają tak duży naddatek “mocy”, że mogą udzielić kredytów z góry niespłacalnych albo ekonomicznie nieuzasadnionych. W ten sposób banki ingerują w globalną politykę, kredytując na przykład obie strony poważnych konfliktów zbrojnych. Ciekawą lekcją jest przyjrzenie się źródłom finansowania Hitlera i rewolucji bolszewickiej w Rosji. Takie finansowanie oparte o realny pieniądz, jako gigantyczna rozrzutność byłoby kłopotliwe. W przypadku kredytu już nie. Oczywiście najwięksi gracze finansjery zazdrośnie strzegą swojej pozycji i nie jest tak, że każdy może uzyskać dostęp to ich finansowej namiastki perpetuum mobile.

 

Ta nadzwyczaj patologiczna sytuacja jest konsekwentnie przemilczana przez wspomnianą wcześniej “czwartą władzę”. Chyba nietrudno zrozumieć czemu. Ten kto ma fabrykę pieniędzy, będzie miał też fabrykę ludzkich umysłów. Emisja potrafi dostarczyć każdej ilości środków aby przejąć najważniejsze, a więc i najbardziej kapitałochłonne ośrodki propagandy. Tutaj nie mogę sobie odmówić żalu do Clarka Kenta, który dysponując supermocami tłukł się z jakimiś cudakami atakującymi Ziemię. Tymczasem w pierwszej kolejności powinien przyładować swojemu sprzedajnemu pracodawcy…

 

“Czwarta władza” nie sprawdziła się, ale oto mamy Internet z niemal darmowym kanałem dystrybucji informacji. Dzięki temu prawdę o bankokracji poznało spore grono ludzi, którzy zdani jedynie na tradycyjnie media pozostaliby w nieświadomości. Jednym z takich internetowych eye-openerów jest film animowany zatytułowany “Money as debt”:

 

Film pokazuje ewolucję systemu od czasów renesansu, po współczesne: od złotników przechowujących złoto w swoich skarbcach, aż po nowoczesne banki centralne emitujące pieniądz dłużny. Na potrzeby wywodu autorzy przyjmują dopuszczalne uproszczenie scalając wszystkie banki w jeden bank, a wszystkich klientów w jednego klienta. W rzeczywistości działa wiele banków i wielu klientów co nieco utrudnia spojrzenie na system całościowo – jak na ogromną piramidę finansową. Najlepsi uczestnicy tej piramidy spłacą długi, ale część nie będzie mogła ich spłacić nigdy. Co więcej, “szczęściarze” którym udało się załatwić swoje sprawy z bankiem i tak zostaną opodatkowani przez zadłużone państwo. Mamy więc grę: Bank kontra Klient. Ponieważ nowy pieniądz powstaje jedynie (albo w przeważającej części) na skutek udzielania pożyczek i nie ma innych źródeł kreacji pieniądza, Klient nie jest w stanie spłacić długu początkowego. Aby spłacać stare długi, należy zaciągać nowe. To główna teza filmu.

(...)

1) Najpotężniejsze państwa na ziemi, te które dystansują resztę technologicznie i militarnie, toną w długach. Dług USA rośnie tak, że pojawiają się publicznie stawiane pytania o wypłacalność tego kraju. Dług Japonii przekracza jej roczny PKB. Europa Zachodnia notorycznie w długach rzędu połowy rocznego PKB i więcej.

 

2) Korporacje? Nawet Microsoft emituje obligacje. Jeśli superdochodowy moloch pożycza pieniądze, to znak, że na rynku działa chory mechanizm premiujący kombinowanie nad produktywność. Tym chorym mechanizmem jest podpuszczanie podmiotów gospodarczych do wyścigu o pieniądz dłużny. Kto wygra na rynku. Czy ten kto pracowicie zbiera kapitał na inwestycje czy ten kto jednym pociągnięciem zapewni sobie środki na ekspansję? Konkurencja wymusza pogoń za pieniądzem dłużnym.

 

3) Dobrze zarabiający specjaliści? Biorą kredyty na mieszkania, samochody i jeszcze się z tego cieszą.

 

4) Nędzarze z Afryki, biedniejszej części Azji i Ameryki Południowej. Ich rządy nabrały kredytów nie wiadomo na co, a teraz spłacają je czyniąc ze swych obywateli de facto niewolników.

 

5) Funkcja inflacji, wzrostu PKB i wzrostu długów wpisuje się w schemat wykładniczy.

 

Ponadto, zakładając, że emisja waluty jest powiązania z akcją kredytową, banki MUSZĄ udzielać nowych kredytów. Zatrzymanie kredytowania prowadzi do tego, że gospodarka dusi się z braku pieniądza. Zatem o ile autorzy filmu “Money as debt” dokonali skrótu myślowego, to moim zdaniem Panika 2008 w swoich wywodach wprowadza rzeczywistość równoległą. Teoria powinna wyjaśniać rzeczywistość, a nie być z nią sprzeczna. Jeśli zadłużenie rośnie, to znak, że istnieje swego rodzaju “furtka” na to pozwalająca i nie ma sensu snucie teorii negującej istnienie tej “furtki”.

 

Poza kwestią merytoryczną chciałbym zwrócić uwagę na specyficzny górnolotny język publicystów finansjery. Przykładowa wypowiedź Adama Dudy w komentarzu na blogu Panika2008:

(...)

Nie mam odpowiedniego wykształcenia kierunkowego, ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt. Ekonomia nie jest nauką w takim sensie jakim nauką jest na przykład fizyka. Ekonomia to styk psychologii, socjologii, polityki, prawa, administracji i matematyki. Przy czym matematyka jest tu znacznie gorzej reprezentowana niż na przykład w branży maszyn lotniczych. Jeśli lobbyści bankokracji wprowadzą terminologię w której “dług” nazywa się “pomidor”, banknot “ogórek”, a moneta “bźdzwiąga”, to wielu pomniejszych specjalistów taką terminologię przyjmie bez refleksji. Wówczas widzimisie bankokratów, na przykład VAT na kupno złota i brak VATu przy kupnie walut, urasta do roli niepodważalnego prawa natury. Pamiętają Państwo “Nowe szaty cesarza”? tutaj mamy dokładnie to samo. Dziecko widzi banknot i mówi “pieniądz”. Ekspert jest już mądrzejszy i ma swoje naukowo brzmiące “pomidory”. Taki niepotrzebnie hermetyczny język prowadzi do alienacji sektora finansowego. Mainstreamowi ekonomiści przejeli rolę kapłanów egipskich. Kapłani wciskali ludziom kit na temat zaćmień Słońca, a ekonomiści prorokują na temat kryzysu. Różnica jest taka, że zaćmienie to efekt naturalny, a cała ekonomia to efekt umowy społecznej opartej na spisku najważniejszych bankokratów.

 

 

 http://www.mentora.pl/finanse/czy-mozna-ufac-instytucjom-finansowym | 2010-04-21 11:58

CZY MOŻNA UFAĆ INSTYTUCJOM FINANSOWYM?

Najbardziej znanym powodem załamania rynków finansowych i krachu gospodarczego jest pęknięcie spekulacyjnej bańki amerykańskich nieruchomości, czyli kryzys subprime. Media pełne są stwierdzeń, że nikt nie mógł tego przewidzieć.

 

Nie tylko można to było przewidzieć, ale zostało to absolutnie celowo przygotowane. W 1997 roku amerykański prezydent „zalecił” bankom udzielanie do 30% kredytów hipotecznych ludziom bezrobotnym, imigrantom i innym osobom w trudnej sytuacji materialnej. Rzekomo aby im pomóc. Uruchomienie ogromnych kredytów na ten cel złagodziło skutki pękającej właśnie bańki technologicznej.

 

Było to możliwe dzięki ustawie Community Reinvestment Act, która zmuszała banki do dawania pożyczek hipotecznych na kupno domów ludziom, którzy nie byliby w stanie dostać inaczej żadnej pożyczki. Aktualny prezydent pracował wtedy dla Akorn i podawał do sądu te banki, które nie chcąc udzielać takich nigdy niespłacalnych kredytów „dyskryminowały” biednych ludzi.

 

Banki amerykańskie z ochotą włączyły się w tą akcję, zwłaszcza że te praktycznie nieodzyskiwalne kredyty zostały „zapakowane” w produkty subprime, które dostały najwyższe możliwe referencje → rating AAA od najbardziej wiarygodnych instytucji tym się zajmujących. Pozwoliło to na sprzedaż tych „produktów” na całym świecie. Kupującymi były między innymi banki, różne fundusze europejskie. Gdy ceny nieruchomości w USA przestały rosnąć, wyszła na jaw prawdziwa wartość stojących za kredytami zabezpieczeń. Okazało się, że to, co uważano za cenne aktywa jest warte o wiele, wiele mniej niż za nie zapłacono.

 

Jest to ogromne, wielobilionowe oszustwo instytucji ratingowych i sprzedawców tych produktów, którymi najczęściej były banki. Jedni i drudzy do tej pory mienili się być instytucjami najwyższego zaufania publicznego.

 

Produkty subprime są najbardziej znaną przyczyną obecnego kryzysu, mimo że są znacznie poważniejsze straty poniesione przez banki na rynku derywatyw.

 

W 1999 roku uchylono bankom zakaz łączenia działalności inwestycyjnej, która jest obciążona dużym ryzykiem, z depozytowo-kredytową. Pozwoliło to na skierowanie ogromnych nowo wykreowanych pieniędzy z wtórnej emisji do międzynarodowej spekulacji. Powstający na bazie tego pieniądz wirtualny mnożył się bardzo szybko i jego ilość przyrastała błyskawicznie, nie mając żadnego przełożenia na realne wartości.

 

Nic w świecie realnym nie może rosnąć wykładniczo do nieskończoności. Nadmuchane do niewyobrażalnych rozmiarów kolejne bańki musiały pęknąć. Przykładem niech będzie cena ropy wydźwignięta do prawie 150 dolarów za baryłkę, przy koszcie wydobycia z najłatwiej dostępnych źródeł na poziomie 1$. Pęknięcie tej bańki zatopiło jeden z największych i najstarszych banków amerykańskich Lehman Brothers.

 

Upadek wielkiego banku, gwałtowne spadki cen towarów, akcji, instrumentów pochodnych i wiążąca się z tym gwałtowna przecena różnych aktywów banków, zagroziła całemu rynkowi finansowemu, powiązanemu ze sobą bardzo ściśle poprzez wzajemne gwarancje i pożyczki. Praktycznie zniknęły przepływy pieniędzy pomiędzy nimi, co spowodowało gwałtowny spadek kredytowania i powiązanej z tym wtórnej emisji pieniądza. Zmniejszenie dostępu do instrumentów finansowych sprawiło, że firmy zostały zmuszone do sprzedaży swoich aktywów nawet po znacznie zaniżonych cenach, aby móc przetrwać. Spowodowało to dodatkowy spadek cen i wycofywanie pieniędzy z różnych rynków. Efekt lawinowy.

 

Nastąpiła panika. Nocne zebrania FED, gwałtowne przejęcia i dofinansowania, pomoc państwowa dla systemu bankowego na niespotykaną skalę. Aby ukryć rzeczywistą sytuacje pospiesznie wprowadzono nowe standardy rachunkowości obowiązujące z mocą wsteczną. Zmiany te dokonane przez Komitet Międzynarodowych Standardów Rachunkowości i Międzynarodowych Standardach Sprawozdawczości Finansowej został zatwierdzony przez EU rozporządzeniem 1004. Pozwoliło to na reklasyfikację w bilansach wątpliwej wartości aktywów wedle uznania banku, dzięki czemu można ukryć dowolne straty.

 

W Brukseli w dniu 10 II 2009 w tajemnicy omówiono sytuację. Według wycofanych natychmiast informacji prasowych toksyczne aktywa europejskich banków opiewają na kwotę 18,2 biliona euro co stanowi 44% ich sumy bilansowej. Jest to wielokrotnie więcej niż ich kapitały własne, które wynoszą około 2,1 bilionów.

 

Komisja Europejska w dniu 8 IV oficjalnie poinformowała o skali pomocy udzielonej systemowi bankowemu w EU. Pomoc publiczna w postaci dokapitalizowania banków i udzielenia gwarancji państwowych, czyli obciążenie podatników w krajach udzielających pomocy, sięgnęło 3 bilionów euro. Tyle było potrzebne do uratowania systemu bankowego, i to mimo że parę miesięcy wcześniej stworzono przepisy pozwalające ukrywać rzeczywiste straty. Jest to półtora raza więcej niż wynoszą kapitały własne. Tu ciekawostką jest fakt, że na przykład mała Dania udzieliła dofinansowania i gwarancji „swoim” bankom na kwotę 580 miliardów euro. Typowa prywatyzacja zysków i upublicznianie strat.

 

To wszystko sprawia, że należy bardzo ograniczyć zaufanie zarówno do banków, jak i do informacji na ten temat w głównych mediach.

 

Polska, poza PKO BP, BOŚ i Bankiem Pocztowym, oraz bankami Leszka Czarneckiego, nie ma własnych banków. Pozostałe banki należą do banków zachodnich, które są w bardzo poważnych tarapatach. Prawie wszystkie z nich czekają w kolejce po dofinansowanie swoich rządów. Głośne były w mediach sprawy wyprowadzania przez niektóre z nich ogromnych sum z polskiego systemu bankowego. Spółka matka ma wiele możliwości wydrenowania z kapitału podległe firmy. Ogólnie znane i stosowane są transfery dywidend, lokaty w centrali, zwrot pożyczek. W sytuacji zagrożenia bank zawsze może sprzedać spółce córce „bardzo opłacalne”instrumenty pochodne, aktywa wycenione na bazie dopuszczonej księgowości, przerzucić odpowiedzialność. Jednym słowem jest w stanie bardzo szybko wyprowadzić wszystkie realne wartości, pozostawiając wirtualne.

 

W zaistniałej sytuacji jest wysoce niebezpieczne zawierzać bankom, które zaprzestały udzielać akcji kredytowych, silnie reklamują swoje depozyty i proponują bardzo korzystne oprocentowanie. W przypadku „sprzedanych” (oddanych) banków warto również sprawdzić sytuację centrali.

 

Polskie banki (nie mylić z oddziałami banków zachodnich i banków przejętych) „dzięki zacofaniu”, nie mają takich problemów jak zachodnie. Nie inwestowały w produkty subprime ani w instrumenty wysokiego ryzyka. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo.

 

Dzięki temu PKO BP stał się jednym z najbardziej wiarygodnych banków. Jest bezkonkurencyjny w zakresie bezpieczeństwa lokat, gdyż gwarantem jest Skarb Państwa, jego właściciel. W związku z tym ogromna liczba Polaków przelała i przelewa do niego swoje oszczędności, co spowodowało ogromną nadpłynność.

 

W takiej sytuacji, gdy koniecznie należy dokapitalizować bank, co przy olbrzymiej nadpłynności pozwala uruchomić, kilkunastokrotnie większą akcję kredytową, tak konieczną dla ruszenia gospodarki, rząd zabiera dywidendy i prywatyzuje go w dodatku przy pomocy banku JP Morgan, wobec którego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzi śledztwo między innymi w sprawie fixingu cudów.

 

W sytuacji gdy banki są wycenione bardzo nisko i gdy wszyscy potrzebują finansowania, a ten bank jako jedyny dysponuje kolosalnymi nadwyżkami, pozbycie się kontrolnego pakietu akcji można porównać tylko do oddania za promil wartości zgromadzonych tam oszczędności polskiego społeczeństwa.

 

Jak wynika z powyższego wiarygodność instytucji najwyższego zaufania publicznego i wiarygodność decydentów politycznych są porównywalne, aczkolwiek niemożliwe jest stwierdzić która jest wyższa.

 

W końcu przecież jedni i drudzy są tak doskonali, że brakuje im tylko jednego – umiejętności zniknięcia, a z kolei społeczeństwo ma umysł tak gościnny, że jest w stanie przyjąć każdą bzdurę podaną przez media.

 

Z artykułu można korzystać na zasadach licencji Creative Commons.

 

Autor: Piotr Waydel

 

 

 http://www.knowmore.pl/ekologia/zloty-interes-na-globalnym-ociepleniu | 6. stycznia 2010 - 23:55

ZŁOTY INTERES NA GLOBALNYM OCIEPLENIU

UE na czele z Niemcami i Francją, zamierzały doprowadzić na konferencji klimatycznej w Kopenhadze do podpisania traktatu o zwiększeniu redukcji gazów cieplarnianych z 20 do 30% do końca 2020 roku. Mimo fiasku rozmów, nadal zamierzają forsować takie „rozwiązania”. Dlaczego niektóre kraje tak mocno dążą do tego?

 

A może nie kraje, tylko wpływowe lobby? Czy ma to rzeczywiste uzasadnienie w tym, co się dzieje z klimatem i czy jest poparte wiarygodnymi wynikami przeprowadzonych badań? Kto na tym straci, a kto zarobi i dlaczego? Czy elity świata chcą go ratować, czy tylko realizować własne cele?

 

Redukcja emisji CO2 nawet o 20% do 2020 roku jest niezwykle kosztownym przedsięwzięciem, zwłaszcza dla takich krajów jak Polska – gdzie energetyka jest oparta na węglu, a opóźnienie w rozwoju gospodarczym w stosunku do bogatych krajów UE znaczne.

 

Tylko z tego powodu koszty energii mogą wzrosnąć w Polsce o 70%.

 

Niektóre źródła szacują, że koszty wprowadzenia w Polsce takich ograniczeń będą na poziomie 2% - 3% PKB w zależności od przyjętych zobowiązań. Koszt ograniczenia emisji CO2 tylko o 1/3 do roku 2030 to już daleko więcej niż wszystkie tak zwane dotacje unijne, czyli wcześniejsze nasze składki, które mają szansę wrócić do Polski w większej lub mniejszej części w formie „dopłat” (jedno ze sztandarowych rozwiązań UE w dziedzinie gospodarki wolnorynkowej).

 

Sam koszt wprowadzenia takich zaleceń jest prawie pomijalny w porównaniu ze zmniejszeniem PKB. Według firmy Ernst & Young, tylko w 2030 roku nasz PKB byłby mniejszy z tego powodu o ponad 500 miliardów złotych.

 

Dodatkowym zagrożeniem jest propozycja wprowadzenia kar za przekroczenie emisji w dziesięciokrotnej wysokości oraz proponowany podatek w wysokości 2% PKB od krajów rozwiniętych (w tym Polska, Ukraina, Białoruś) na rzecz ochrony klimatu w krajach biedniejszych (do których zaliczono np. Chiny, Indie, Brazylię).

 

Ocenia się, że w wyniku spalania ludzkość wyemitowała od roku 1750 do dziś około 350 miliardów ton dwutlenku węgla, z czego ponad połowa po 1975 roku. Około ¾ emisji to wynik spalania węgla i ropy, a niecałe 20% gazu. W różnych krajach ilość emitowanego z tego źródła CO2 na jednego mieszkańca bardzo się różni. Przykładowo w Indiach wynosi to 1,2 tony na osobę, a w USA 20 ton.

 

Mimo tego autorzy projektu zmniejszenia redukcji CO2, żądają od wszystkich jednakowego obniżenia procentowego. Spowoduje to dalsze rozwarstwienie bogactwa i biedy na świecie. Podpisanie pakietu klimatycznego w proponowanej wersji doprowadzi do zdecydowanego zwiększenia dominacji najbardziej rozwiniętych krajów świata nad pozostałymi, a w efekcie do pełnego uzależnienia i zniewolenia całych narodów.

 

Taką propozycję można porównać do sytuacji, w której Hindus zjadał 1,2 kromki chleba, jako całe swoje dzienne wyżywienie, a Amerykanin 20. Ponieważ należy ograniczyć produkcję żywności, aby mniej wyjaławiać ziemię, należy od dziś pozwalać Hindusowi nawet na 0, 84 kromki dziennie, a Amerykaninowi tylko na 14 kromek. Przy czym Hindus powinien się na to zgodzić, a Amerykanin, jak pokazały dotychczasowe działania, niekoniecznie.

 

Dla porównania Polak będzie mógł zjeść teraz niecałe 4 kromki i jeszcze obowiązkowo, razem z opuchniętymi z przejedzenia Białorusinami i Ukraińcami, sfinansować papu dla Chińczyków i Brazylijczyków. A jeśli przypadkiem z głodu zje dodatkową kromkę, to będzie musiał za to oddać dziesięć.

 

W czasie ostatnich dwudziestu lat Polska obniżyła emisję dwutlenku węgla o 32%, podczas gdy stare państwa UE zwiększyły w ciągu 15 lat o ponad 7%. Pomimo tego i mimo, że produkujemy mniej CO2 na głowę ludności, mamy mieć takie same ograniczenia na przyszłość.

 

Co najdziwniejsze, działania lobby forsującego hipotezę tragicznego w skutkach, globalnego ocieplenia ziemi, powodowanego przez działalność ludzi, jest skierowane przede wszystkim przeciwko CO2 powstającemu ze spalania paliw kopalnych, co odpowiada za około 37% emisji spowodowanej przez ludzi (stanowi to znikomą część gazów cieplarnianych).

 

Kary nie dotyczą tworzenia dwutlenku węgla powstającego przy spalaniu innych paliw.

 

Czym różni się jedno CO2 od drugiego i skąd CO2 powstałe w wyniku spalania biomasy wie o tym, że ma nie powodować ocieplenia? Kto rzeczywiście decyduje o pieniądzach które wpłyną (?) w wyniku opłat i nałożonych kar?

 

Jak drobna część z nich będzie rzeczywiście zagospodarowana dla dobra ludzkości i Ziemi, a ile zostanie zmarnowane, przepraszam → wydane na badania i koszty utrzymania światowej rangi naukowców i urzędników?

 

Dla uzasadnienia tego stwierdzenia podam, że naukowcy wspierający swoimi „badaniami” i „udowadniający” hipotezę o globalnym ociepleniu (w tym IPCC - Międzynarodowy Zespół do spraw Zmian Klimatu), z których tylko 60 miało początkowo doktorat, dostali w ostatnim dziesięcioleciu około 50 miliardów dolarów dotacji.

 

Naukowcy ci mają bardzo poważny powód do forsowania pomysłu z globalnym ociepleniem. Mają dostawać na dalsze „badania” 6% zysków z handlu emisjami. Tylko w roku 2012 handel ten przekroczy 1 bilion $. Z czego 3 miliardy pójdzie na działalność „naukową” zwolenników globalnego ocieplenia.

 

Sceptycy dostaną prawie sto razy mniej. Zupełnie nie opłaca się być sceptykiem. Niezależnie od stanu faktycznego, rzeczywistych wyników „badań” i tego co będzie się działo. Jeszcze bardziej opłacalny będzie sam handel emisjami i przydzielanie uprawnień oraz środków. Jest więc o co walczyć. Oczywiście nie mam tu na myśli walki o ochronę środowiska.

 

Zwolennicy teorii globalnego ocieplenia, powodowanego emisją przez ludzi CO2, zarzucają swoim przeciwnikom, że są finansowani przez firmy związane ze spalaniem paliw kopalnych. Jest to oczywiście prawda, która jednak nie zmienia z tego powodu wielu niepodważalnych faktów i nie uprawomocnia oszukiwania i manipulacji.

 

Zarzuty te nigdzie również nie uwzględniają ogromnej dysproporcji w finansowaniu, ponieważ na „udowodnienie” postępującego ocieplenia z powodu emisji CO2 idą nieograniczone środki od podatników z większości krajów świata.

 

Sprawa walki ze zmieniającym się klimatem zaczęła się w latach siedemdziesiątych, gdy wszczęto alarm o grożącym ochłodzeniu. Wówczas Bert Bolin, naukowiec ze Szwecji, postawił hipotezę, że zwiększenie emisji CO2 może uchronić przed zlodowaceniem. Gdy temperatury wzrosły, a media zajęły się wyolbrzymianiem innych „problemów”, Margaret Tacher wykorzystała wspomnianą teorię do zamknięcia kopalni węgla „dla dobra środowiska naturalnego”, sprawnie eliminując dzięki temu siłę związków zawodowych.

 

Udało jej się to dzięki silnemu finansowaniu „badań” udowadniających znaczny wpływ emitowanego przez ludzi dwutlenku na „postępujące globalne ocieplenie”. Ponieważ udało się nadzwyczaj sprawnie dzięki „wynikom tych badań” osiągnąć założone cele, a przy okazji poparcie znacznej części zmanipulowanego społeczeństwa, postanowiono to „narzędzie” wykorzystać w skali całego świata.

 

Pierwszym sukcesem lobby cieplarnianego było podpisanie przez wiele państw protokołu z Kioto, w którym sygnatariusze zobowiązali się do redukcji o 5,2% emisji gazów cieplarnianych (a właściwie tylko CO2). Jak dowodzi sposób realizowania tych postanowień, bardzo często jest to ewidentny przekręt.

 

Powstały na przykład całe fabryki, których jedynym zadaniem jest produkcja i spalanie sztucznego gazu HFC-23, co pozwala na uzyskiwanie ogromnych ilości praw do emisji, mimo że w żaden sposób nie zmniejsza to emisji CO2 i powstają dioksyny oraz inne szkodliwe substancje.

 

Przy okazji, w związku z wymuszanymi inwestycjami i opłatami wzrasta cena energii, co może spowodować przejście do absolutnie niekorzystnych sposobów ogrzewania(spalanie węgla, starych opon, itd.).

 

W mediach głównego nurtu nie jest też pokazywane, że nawet racjonalne, a nie oszukańcze wprowadzanie ograniczeń może, według niezależnych badań, obniżyć temperaturę w r. 2100 tylko o 0.02oC.

Nie są również przedstawiane fantastyczne wyniki związane z postępującą realizacją zobowiązań protokołu z Kioto i stopień zmniejszenia emisji CO2 w skali całego świata. Efekty są wspaniałe.

 

Co prawda nie udało się osiągnąć zmniejszenia emisji, ale za to wzrosła ona tylko w latach 1990 do 2004 o 38%. Jest to oczywiście wina złych trucicieli czyli Chin, gdzie wzrost wyniósł 150%, Indii – 103%, USA – 20%, bo w 15 krajach starej Unii wzrosła tylko o 7% (w Hiszpanii o 50%).

 

W tym samym czasie w Polsce spadła o 18% kosztem utraty znacznej części przemysłu i zubożenia społeczeństwa (import bezrobocia na niespotykaną skalę). Jak to o nas świadczy? Czy zawsze musimy być inteligentni alternatywnie? Teraz musimy dalej ograniczać, ale za to ze znacznie niższego poziomu.

 

Państwa takie jak Chiny czy Indie, które nie podpisały protokołu z Kioto, zanotowały ogromny rozwój gospodarczy, a kraje które go podpisały stają się coraz bardziej niekonkurencyjne. Największy na świecie (do niedawna) producent CO2, czyli USA, oczywiście również nie podpisał, mimo że dysponuje technologiami i narzędziami umożliwiającymi opłacalne wyprzedzenie reszty świata w tym zakresie.

 

Stany Zjednoczone podpisały razem z pozostałymi największymi emitentami dwutlenku węgla, takimi jak Kanada, Japonia, Australia, Korea Południowa i wcześniej wymienionymi, porozumienie o racjonalnym wykorzystywaniu energii i tworzeniu technologii przyjaznych dla środowiska.

 

Jest to zdecydowanie bardziej rozsądna droga do ochrony środowiska, niż ograniczanie i podrażanie własnej produkcji oraz oddawanie ogromnych funduszy i decyzji urzędnikom, którym wszystko można zarzucić poza tym, że potrafią „zagospodarować”, w sobie wiadomym celu, dowolne środki. Zwłaszcza, że przyczyną ograniczeń i kolosalnych wydatków są zmanipulowane wyniki „badań”.

 

Nie wszyscy naukowcy dają się przekupić, omamić, zastraszyć czy zmanipulować. Grupa ponad trzydziestu tysięcy naukowców pozwała dwa lata temu Ala Gore do sądu za kłamstwa i manipulacje w sprawie globalnego ocieplenia, co spowodowało ogromne straty dla światowej gospodarki.

 

Absolutnie nie chcę zanegować konieczności zastąpienia aktualnej niszczycielskiej i bezmyślnej działalności konsumpcyjnej człowieka działaniami racjonalnymi ekologicznie, energetycznie i ekonomicznie, a tylko pokazuję skalę manipulacji i socjotechniczne sztuczki, które sprawiają, że ogłupiane społeczeństwa spierają się o różne mniej lub bardziej oczywiste sprawy i nie zauważają, jak zwykle, prawdziwych celów i przyszłych skutków celowo wywoływanych histerii medialnych.

 

Przypuszczam, że prawie nikt nawet nie zadał sobie trudu sprawdzić, kto i w jaki sposób będzie zarządzał bilionowymi wpływami z handlu „niczym”, oraz karami, podatkami i dodatkowymi składkami związanymi z emisją CO2 i prawami do nich.

 

Autor: Piotr Waydel

---------------------

BRANŻE:

Finanse/Ekonomia

Nieruchomości/Budownictwo

Szkolenia/Edukacja

 

ORGANIZACJE:

Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego

Fundacja promocji historii Polski

People To People International

KCBE Rada Fundacji

oraz inne Fundacje i Stowarzyszenia

 

JĘZYKI:

Angielski, rosyjski

 

CZYM SIĘ ZAJMUJĘ:

Ekonomia alternatywna.

Stworzenie prawdziwej Biznesowej Grupy Twórczej.

Realizacja spraw niemożliwych, bo tylko takie są ciekawe.

Nowe wyzwania.

 

Zajmuję się rozwiązywaniem niestandardowych problemów i inżynierią finansową.

Aktualnie są to:

Autonomiczne Osiedle Ekologicznych Domów Pasywnych.

Sieć biznesowa rozproszona.

Międzynarodowa Szkoła Alternatywna.

Alternatywne Lekcje Przedsiębiorczości.

Alternatywny, ze wszech miar racjonalny transport miejski.

Projekt: Mieszkania dla młodych, aktywnych ludzi bez oficjalnej zdolności kredytowej.

 

Zawsze robię nie to, co wszyscy.

 

Użytkownik:

 http://www.goldenline.pl/

 http://www.eurogospodarka.pl/

 http://www.pozywamy-zbiorowo.pl/

 http://www.artelis.pl/autor/profil/760  

 http://www.ithink.pl/piotr-waydel/

 http://www.mentora.pl/

 http://www.knowmore.pl/

 http://www.grupa-wzajemnej-promocji.pl/

 http://www.facebook.com/profile.php?id=100000149983495

 

 

 

 

SYTUACJA GOSPODARCZA KRAJU (POZIOM ROZWOJU, ZAAWANSOWANIA TECHNOLOGICZNEGO), EKONOMICZNA LUDZI POMYSŁOWYCH, TWÓRCZYCH (STOPIEŃ WYKORZYSTANIA POTENCJAŁU LUDZKIEGO) W RELACJI DO POSTĘPOWANIA BANKÓW

Bank z prawdziwego zdarzenia, progospodarczy, powinien udzielać kredytów przede wszystkim na wiarygodne, rozsądne, realne, propozycje biznesowe (proekologiczne, protechnologiczne, progospodarcze), a osobom wiarygodnym, z czystym kontem (niekaranym, bez zaległości w ew. spłatach itp.) bez, niekiedy absurdalnych*, wymogów – Co jest dalekowzroczne, w interesie nas wszystkich.

* Na moim przykładzie:

Jestem redaktorem niezależnego pisma i wynalazcą, osobą nigdy nie karaną, bez zaległości płatniczych, a mimo to od lat nie mogę się dalej posunąć, rozwinąć swojej działalności, otrzymać pożyczki, bo banki domagają się zaświadczenia o zarobkach – czyli jeszcze powinienem u kogoś pracować (intelektualnie, emocjonalnie i czasowo być zaangażowanym; stresować się; myśleć o pracy, przejściach z nią związanych. Wówczas osiągnąłbym może piątą część tego, co zrobiłem)(jak w takich warunkach zająć się biznesem?)...

Pytanie też brzmi: Ile mogę dać zarobić bankowi jako drobny sprzedawca warzyw i owoców, a ile jako współudziałowiec, a co dopiero przedsiębiorca.... Kolejna sprawa to korzyści dla nas wszystkich z zaistnienia moich produktów; mojej wynalazczej działalności (ile lat zostało zmarnowanych, ile pomysłów zostało zaprzepaszczonych). Ale do bankowców to nie dociera, za trudne.../Czyż to nie genialne (po co mam się zajmować takimi rzeczami skoro mogę przez kolejne (np. zgłoszeń dokonałem 6 lat temu) lata zasuwać fizycznie)...

 

PS

Więc, wcześniej, zbierałem puszki, klamoty itp., później sprzedawałem owoce i warzywa, a obecnie robię to raz, dwa razy w tygodniu – bo owoce, warzywa są często tańsze w hipermarketach niż w hurcie; żyję w nędzy.

 

CO DO SAMYCH POŻYCZEK

Obecna forma udzielania pożyczek-spłat jest mało rozsądna. Np., teoretycznie, pożyczamy 100 tys. zł na 4 lata, a tak naprawdę dużo mniej, bo już po miesiącu zaczynamy oddawać pieniądze z sumy, którą pożyczyliśmy na, podobno, 4 lata (po 2 latach oddajemy ponad połowę pożyczonej sumy)...

Moja propozycja jest taka:  proszę NAPRAWDĘ oferować pożyczkę na określony termin, tzn., na tym przykładzie, 100 tys. zł + odsetki oddaję POD KONIEC CZWARTEGO ROKU UPŁYWU TERMINU POŻYCZKI - dzięki temu mam do dyspozycji całą sumę przez cały okres, w ten sposób unikamy przelewów, liczenia, sprawdzania; dodatkowej pracy; zyskujemy oszczędność czasu, pracy, pieniędzy.

 

PROEKOLOGICZNA INWESTYCJA / ELEKTROWNIA WIATROWO-WODNA

 http://www.wolnyswiat.pl/forum/viewtopic.php?t=11

 

MOJE ZGŁOSZENIA W URZĘDZIE PATENTOWYM:

 http://www.wolnyswiat.pl/25.html

 

22. MOJA KSIĄŻKA:

 http://www.wolnyswiat.pl/22.html

 

 

03.2009 r.

Sz. P.

 

- Potrzebuję pożyczki inwestycyjnej na 2 lata - tzn. po dwóch latach oddaję za jednym razem całość w raz odsetkami.

- Chcę by kwota była na koncie w państwa banku, a odsetki były naliczone tylko od momentu pobrania przeze mnie, i tylko od kwot pobranych z konta (nie wiem ile i w jakich odstępach czasowych będę potrzebował gotówki).

- Chcę mieć możliwość wcześniejszej spłaty pożyczki i by odsetki były proporcjonalnie mniejsze.

- W umowie musi być podana ostateczna - CAŁKOWITA - suma do oddania (po 2 latach, w orientacyjnej opcji: pobrania całej sumy od razu i oddania jej w raz odsetkami).

- Nie jestem w stanie przedstawić (prawdziwego, legalnego..; nie mam zamiaru kombinować, oszukiwać) zaświadczenia o zarobkach.

- Nigdy nie byłem karany, nie miałem i nie mam zadłużeń (nigdy nie otrzymałem pożyczki).

 

Na jaką kwotę pożyczki mogę liczyć?

Ile będzie wynosić łączna - CAŁKOWITA - suma do oddania po 2 latach (dla orientacji)?

 

 

25. MOJE ZGŁOSZENIA W URZĘDZIE PATENTOWYM

 http://www.wolnyswiat.pl/25.html

 

Chcę dokonać kolejne zgłoszenia w U.P., i złożyć oferty producentom.

 

7. PROPOZYCJE BIZNESOWE, RÓŻNE POMYSŁY (www.wolnyswiat.pl )(15.06.2007 r.)

 http://www.wolnyswiat.pl/7h5.html

 

 

Z poważaniem,

Piotr Kołodyński,

wynalazca i redaktor - www.wolnyswiat.pl

 

PS1

Zgłoszeń dokonałem w 2002 i 2003 roku, i tak sobie leżą (tzn. starałem się już wielokrotnie w wszystkich bankach otrzymać pożyczkę (wymagają zaświadczenia o zarobkach*), znaleźć inwestora zamieszczając ogłoszenia).. Banki sę zainteresowane inwestowaniem w konsumpcjonizm (...), i wsparciem od obywateli za pośrednictwem rządu...

 

* Byłem w stanie zacząć przygotowywać zgłoszenia (i pismo www.wolnyswiat.pl) dopiero po kilku latach zaprzestania odbioru radia i telewizji, i po 2 latach zaprzestania pracowania u kogoś (ogłupianie, stresy, zaangażowanie umysłu, brak czasu, chęci) – ZACZĄĆ!

A banki domagają się zaświadczenia o zarobkach...

Dziwne, dlaczego w Polsce mamy taki słaby rozwój...

W Polsce dokonuje się poniżej 100 zgłoszeń (nie wiadomo ile z tego jest sensownych) w U.P. rocznie na milion obywateli (i nie ma się co dziwić że tak mało, skoro banki domagają się degeneracji umysłowej, intelektualnej; konsumpcjonizmu (no to co Sz. Pan chce robić: truć, zabijać, wyczerpywać, marnotrawić – samochodzikiem, czy może dzięki mieszkanku, a może łącznie? To my natychmiast Sz. P. wesprzemy, tylko proszę zaświadczonko, że nie jest Pan zdolny do twórczej działalności dzięki zwykłej pracy (bo my nie wspieramy dziwaków, odmieńców)...))...

 

 

 www.pzepr.pl

Konsorcjum/branża: proekologiczne źródła energii, pojazdy; rozwiązania

Celem konsorcjum jest proekologiczna działalność biznesowa w branży energetycznej i transporcie osobowym. (Dodatkowo produkcja, sprzedaż, w oparciu o moje zgłoszenia w urzędzie patentowym: http://www.wolnyswiat.pl/25.html ) Nasza oferta skierowana jest do odbiorców indywidualnych i firm. Zapraszamy do współpracy.

 

 

 

 

 http://209.85.129.132/search?q=cache:HTqU-7vlNT8J:www.innowacyjna-wielkopolska.pl/zporr/pliki/uzupelnienie.doc+w+polsce+zg%C5%82osze%C5%84+patentowych+dokonuje+na+milion+rocznie&cd=2&hl=pl&ct=clnk&gl=pl&client=firefox-a

Niskie zaangażowanie sektora przedsiębiorczości w finansowanie działalności badawczo-rozwojowej świadczy z jednej strony o braku współpracy pomiędzy przemysłem i sferą nauki oraz wskazuje na strukturalną słabość sektora badawczo rozwojowego w Polsce, który w swej działalności skupia się głównie na badaniach podstawowych i w niewielkim stopniu reaguje na potrzeby rynkowe przedsiębiorstw. Potwierdzeniem słabości sektora B+R w Polsce i jego niedostosowania do potrzeb gospodarki rynkowej jest niewielka liczba zgłoszeń patentowych dokonywanych przez krajowe jednostki badawczo-rozwojowe w Europejskim Urzędzie Patentowym. W przypadku Polski liczba zgłoszeń patentowych w przeliczeniu na milion mieszkańców wynosi tylko 2,5 wobec 161 zgłoszeń dokonywanych średnio w UE2.

 

 

No i mogę sobie tak pisać, przytaczać przez kolejne lata...

 

PS2

PROPOZYCJA DLA BANKÓW

Proszę dać klientom możliwość kontaktowania się z bankiem drogą elektroniczną, i zawsze mse w formularzu pocztowym na uwagi, propozycje klienta (bo np. oprócz samych konsumpcjonistów, są jeszcze m.in. twórcy, dzięki którym następuje rozwój techniki; prokonsumpcyjny schematyzm eliminuje konstruktywne inicjatywy).

 

 

 

 

25.04.2010 r.

APEL

Do producentów, klientów; społeczeństwa

Oto proekologiczna propozycja biznesowa.

Produkcja, sprzedaż, eksploatacja ZESTAWU: świderkowa turbina wiatrowa* (na szczycie, o średnicy masztu, ma zamocowaną turbinę Savoniusa, która służy do rozruchu (turbinę świderkową trzeba najpierw poruszyć (wymaga wstępnego rozruchu), gdy się zatrzymała z braku wiatru)) + woltomierz + sprężarka powietrza + przestawnik reagujący na wartość ciśnienia powietrza i przekierowujący je do odpowiedniej butli + 3 butle na sprężone powietrze + generator (prądnica) prądu zasilany sprężonym powietrzem z butli  + przełącznik na: + piec akumulacyjny + / kuchenka elektryczna z przełącznikiem mocy = prąd za darmo, czyste powietrze, ziemia, woda = zdrowie, lepszy stan środowiska, przyrody = mniej wydatków, strat, problemów. Do tego sprężone powietrze z butli można wykorzystywać do zasilania samochodów napędzanych sprężonym powietrzem.

 

* Turbina świderkowa (również Savoniusa) ma pionową oś obrotu, pracuje już przy prędkości wiatru 1,5 - 2 m/s , ptaki się o nią nie zabijają, pracuje cicho, wygląda estetycznie, więc można ją powszechnie stosować.

 

 

Do Parlamentarzystów, Rządu

Proszę zwolnić taką produkcję, sprzedaż, eksploatację z podatków, konieczności podłączania do sieci – w nadrzędnym dalekowzrocznym interesie nas wszystkich (...).

 

Z poważaniem,

Piotr Kołodyński

red. - www.wolnyswiat.pl

 

 

 

 

W-wa 29.01.2005 r.

Takie pismo (jak zwykle bez odpowiedzi...) przekazałem dyrekcji banku PKO SA:

DO DYREKCJI BANKU

Oto kilka propozycji których wprowadzenie mogłoby nam  - tzn. klientom i Państwu - ułatwić współpracę (w tym zmniejszyć P. koszty):

1)                  wszystkie bankomaty (wszystkich banków) powinny być obsługiwane tak samo;

2)                  obsługa bankomatów powinna być możliwie prosta (np. wpisanie ostatniej cyfry kodu PIN powinno oznaczać jego potwierdzenie, a nie jeszcze dodatkowe przyciśnięcie przycisku);

3)                  celem zwiększenia bezpieczeństwa podczas wpisywania kodu PIN klawiatury powinny być (zarówno w bankomacie jak i przy okienkach kasowych) osłonięte tak, by maksymalnie utrudnić możliwość podglądnięcia kodu a jednocześnie uniemożliwiały ukrycie tam np. kamery);  

4)                  powinna istnieć możliwość samodzielnego, w bankomacie (po wpisaniu prawidłowego kodu PIN i ewentualnie odpowiedzi na pytania np. o datę urodzenia, nr telefonu, adres stałego zameldowania) anulowania poprzednich (po ich przedstawieniu) błędnych prób wpisania kodu PIN;

5)                  w Polsce najczęściej używanym językiem jest język polski (w Niemczech – j. niemiecki itd.), więc powinien być standardowo używany w pierwszej kolejności w bankomatach (np. panie obsługujące klientów nie pytają się ich w jakim języku chcą rozmawiać). Powinna być jedynie opcja przejścia z j. polskiego na inny (flagi danych państw, podpisane w ich języku narodowym);

6)                  jeżeli bankomat jest nieczynny to niech cały czas wyświetla taki komunikat i nie przyjmuje kart;

7)                  „pikanie” powinno się odbywać wyłącznie wtedy, gdy ktoś nie odebrał karty, pieniędzy – na co trzeba dać chociaż trzy sekundy...;

8)                  treść wszelkich biuletynów, broszur,  itp. powinna być zredagowana językiem potocznym i możliwie zwięzła (w Internecie można dać 2 opcje – treść podstawowa i rozwinięta);

9)                  przydałaby się opcja ładowania kart telefonicznych do automatów oraz kart miejskich w bankomacie (póki telefonia 3G się nie rozpowszechni, w tym jej opcje nie poszerzą).

 

 

Przykład osłony klawiatury PIN:

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


I ostatnia sprawa, to nieprzekraczalne - nierealne dla wielu osób - warunki otrzymania kredytu. Otóż jestem nigdy nie karanym, wieloletnim klientem banku (bywało, że miałem na koncie po kilkadziesiąt tyś. zł; nigdy nie miałem żadnych zaległości w spłacie np. kredytu); autorem zgłoszeń w Urzędzie Patentowym i

autorem niezależnego pisma internetowego, a mimo to nie mogę otrzymać pożyczki na: na podjęcie własnej działalności gosp./dokonanie kolejnych zgłoszeń w Urzędzie Patentowym/druk niezależnego pisma. Banki domagają się stałego, udokumentowanego źródła dochodu. Bycie wynalazcą, redaktorem (niezależnego)

pisma i jednoczesne intelektualne i czasowe zaangażowanie w pracę jest niemożliwe do zrealizowania – to wzajemnie się wyklucza! W ten sposób od lat nie mogę niczego zrealizować, a przecież byłoby to z korzyścią dla wszystkich (dla banku, społeczeństwa i dla mnie).

Życzę konstruktywnych przemyśleń, z poważaniem Piotr Kołodyński

 

 

 

 

 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Piątek, 14.08.2009 16:03

Z BANKIEM POROZMAWIASZ NA FORUM

Z którym?

Klienci ING Banku Śląskiego mogą już dyskutować z pracownikami tej instytucji przy pomocy specjalnego forum internetowego. Jak pisze firma na swojej stronie internetowej, jest ono "dodatkowym narzędziem komunikacji klientów z Bankiem, obok telefonu, e-mail i programu Skype".

"Chcemy wykorzystywać możliwości jakie daje internet w kształtowaniu relacji z klientami. Dzięki otwarciu Forum możemy nie tylko lepiej poznawać ich opinie, ale także włączyć się do dyskusji na nasz temat w internecie" – mówi Roman Jędrkowiak odpowiedzialny za marketing w ING Banku Śląskim.

ING nie jest jednak pierwszym bankiem, który zdecydował się na taką formę komunikacji z klientami. Na forum udzielają się również pracownicy internetowego mBanku, którzy prowadzą także firmowego bloga.

Karol Karpiński

 

 

 

 

 www.o2.pl / http://www.sfora.pl/Kreatywna-ksiegowosc-w-bankowosci-juz-legalna-wp6299

"KREATYWNA KSIĘGOWOŚĆ" W BANKOWOŚCI JUŻ LEGALNA!!

Międzynarodowe instytucje regulacyjne zmieniły standardy rachunkowości, aby rozłożyć na raty ujawnianie gigantycznych strat banków i największych korporacji.

Straty sektora finansowego na świecie szacowane są na około 700 bln dolarów co stanowi około 10 % światowego PKB. Właściciele największych na świecie instytucji finansowych poszukują więc wszelkich sposobów aby znaleźć sponsorów-frajerów którzy utrzymają przy życiu ich upadające banki i tym samym przedłużą aktualny system społecznej i ekonomicznej kontroli. Doskonałym narzędziem do takiej eksploatacji okazały się zmiany dokonane przez londyński Komitet Międzynarodowych Standardów Rachunkowości i Międzynarodowych Standardach Sprawozdawczości Finansowej. Zmiany takie pozwalają na tzw. reklasyfikację ryzykownych instrumentów finansowych w bilansach największych korporacji i przede wszystkim w podmiotach sektora bankowego. Zmiany te zostały zatwierdzone przez EU rozporządzeniem Komisji Europejskiej nr 1004.

 

Dzięki zmianie międzynarodowych oraz krajowych zasad rachunkowości, największe przedsiębiorstwa i banki na całym świecie już legalnie mogą ukrywać w swoich sprawozdaniach finansowych straty spowodowane załamaniem na rynkach finansowych i ujawniać je na raty.

 

Także w Polsce zezwala na to rozporządzanie podpisane przez ministra finansów Jacka Rostowskiego z 24 grudnia 2008 roku pozwalajace na tzw. windows-dressing czyli dotyczące zasad uznawania, metod wyceny, zakresu ujawniania i sposobu prezentacji instrumentów finansowych.

 

Nowe przepisy zezwalają na dokonanie przeklasyfikowania instrumentów finansowych przeznaczonych do obrotu na inne kategorie instrumentów, co w myśl dotychczasowych przepisów o rachunkowości było ZAKAZANE.

 

Żeby było jeszcze tragiczniej - rozporządzeniu nadano moc wsteczną: "...nowe rozporządzenie ma zastosowanie po raz pierwszy do sprawozdań finansowych za rok obrotowy rozpoczynający się w 2008 r...." Skoro - jak zapewnia polski rząd jest dobrze - to dlaczego jest jednak tak źle, że ustanowionemu prawu nadano MOC WSTECZNĄ ???

 

Dzięki kreatywnej księgowości polegającej na przeklasyfikowaniu ryzykownych instrumentów, firmy będą mogły zaprezentować inwestorom w tegorocznych bilansach finansowych inny obraz rzeczywistości niż ten który jest faktycznie. Pozwala to na inną od rzeczywistej wycenę ryzykownych instrumentów finansowych posiadanych przez banki. Niejdnokrotnie prawdziwa wycena mogłaby zachwiać fundamentami takiej instytucji czy wręcz zagrozić jej bankructwem. Dzięki "genialnemu" posunięciu "genialnego" ministra od finansów także polskie banki oraz spółki giełdowe mogą przesunąć rozliczenie strat na bliżej nieokreśloną przyszłość.

 

"Nasz" genialny minister nie spadł z księżyca i sam tego przecież nie wymyślił. Idzie z duchem czasu i staje w obronie interesów zagranicznych właścicieli polskich banków. Nasz geniusz od finansów robi to co po prostu robić musi minister finansów kraju o ograniczonej suwerenności. Przykre ale prawdziwe.

 

Błogosławiony niech będzie kryzys

A można by było inaczej. Polski minister finansów, reprezentujący POLSKI interes narodowy powinien wykorzystać taką kryzysową sytuację na świecie i powinien pozwolić na bankructwo kilku "polskich" banków i okazyjnie je przejąć. Gdybyśmy byli w pełni suwerennym krajem to taki kryzys powinniśmy uznać za prawdziwy dar niebios bo pozwoliłby nam naprawić błędy (nazwijmy to błędami bo to de facto dywersja) popełnione przez wszystkie polskie rządy w ostatnich dwudziestu latach.

 

Oczywiście wiem, że to mrzonka i moje pobożne życzenie bo jestem przekonany, że to nie moje interesy "nasz" Pan minister finansów reprezentuje. Ale mam takie marzenie, może kiedyś - jeszcze za mojego życia - że polskie władze realizować będą polski interes narodowy. Wiem, wiem, to bardzo niepolityczne dzisiaj sformuowanie i świadczy o mojej zaściankowści. Nie jestem nowoczesnym europejczykiem, ba nigdy nawet nie chciałbym nim być bo to duża ujma dla mojego intelektu. Wolę być myślącym Polakiem.

 

Niestety, zamiast pozwolić takim bankowym bankrutom upaść - polski minister finansów reanimuje je przy pomocy pieniędzy polskich podatników, z polskiego budżetu. Taka reanimacja pozwala de facto na utrzymywanie status quo czyli zezwala na dalszą eksploatację polskiej gospodarki która jest kontrolowana przez zagraniczny sektor finansowy.

 

Tym którzy uważają, że jestem zaściankowym ekonomicznym ignorantem skoro reprezentuje taki nie nowoczesny pogląd - zacytuję słowa amerykańskiego kongresmena, Paula E. Kanjorski-ego , który w jednym z wywiadów powiedział: "...jeśli nie masz systemu bankowego, nie masz gospodarki".  (w jednym z wcześniejszych artykułów podałem źródło gdzie można sobie posłuchac tej wypowiedzi - http://www.amerbroker.pl/?go=content&action=show&id=162 )

 

Wolę się uczyć na realiach które reprezentuje wielki amerykański biznes niż słuchać domorosłych ekonomistów zarabiających na życie głoszeniem jedynie słusznych poglądów w jedynie słusznych mediach.

 

Komisja Nadzoru Finansowego

Powyższe zmiany prawne w Polsce potwierdziła Komisja Nadzoru Finansowego. Coś co było do niedawna zakazane - stało się w świetle prawa już legalne. Mało tego jest już pierwszy "polski" bank który skorzystał z tej furtki i dzięki nowym przepisom oparł się na legalnej już kreatywnej księgowości i jeszcze w 2008 roku przekwalifikował swoje aktywa o wartości blisko 3,5 mld zł korzystając z formuły "godziwej wartości" posiadanych instrumentów finansowych. Dowodzi tego nota nr 30 bieżących sprawozdań finansowych Banku Pekao SA. Pierwszym jest więc bank Pekao SA

 

Przypomnijmy, bank Pekao SA skupia rachunki około 1/3 polskich małych i średnich przedsiębiorstw.

Ja czekam na kolejne odsłony kryzysu finansowego. Nie teraz - za kilka miesięcy. Z uporem maniaka sugeruję zorientować się w jakim banku trzymamy swoje oszczędności i czy bank ten jest bezpieczny. Nie patrzmy na procenty kiedy zagrożone mogą być depozyty będące dorobkiem całego życia. Czy jest jakiś bezpieczny bank ? Moim zdaniem tak bank PKO BP, BOŚ i Bank Pocztowy. Kto jest osobą średnio inteligentną ten już od kilku miesięcy nie powinien trzymać ani złotówki w żadnym zagranicznym banku gdyż te są narażone na największe ryzyko.

 

Dzięki opisywanej zmianie prawnej także w Polsce instytucje finansowe które nadmiernie ryzykowały swoje kapitały i poniosły straty mogą skorzystać z "zabiegów księgowych" pozwalających ukryć przed akcjonariuszami i społeczeństwem ich prawdziwą kondycję finansową.

 

Ukrywanie rzeczywistej kondycji finansowej banków z całą pewnością przedłuży kryzys w tym sektorze, pogłębi nieufność klientów banków którzy będą zastanawiać się z jakiego banku wycofać swoje oszczędności, zablokuje akcję kredytową na długi czas i pogłębi nieufność inwestorów i akcjonariuszy co finalnie będzie miało wpływ na giełdową koniunkturę w długim terminie.

 

Godnym ubolewania jest fakt, że tak istotnej zmiany prawnej wprowadząjącej daleko idące konsekwencje społeczno-ekonomiczne nie odnotowały "wolne" "polskie" media.

 

Grzegorz Nowak

Niezależny Doradca Finansowy

 www.amerbroker.pl

 

źródła:

- Dziennik Ustaw nr 228, rozporządzenie MF z 18 grudnia 2008 r.

 http://isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=file&id=WDU20082281508&type=2&name=D20081508.pdf

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [21.08.2009, 14:57] 1 źródło

DOLAR WALUTĄ WYSOKIEGO RYZYKA

Eksperci: Trzeba stworzyć nowy globalny system walutowy.

Rola dolara, jako dobrego sposobu na przechowywanie wartości stoi pod znakiem zapytania - uważa znany ekonomista Joseph Stiglitz.

Według niego, dolar jest obciążony wysokim ryzykiem, donosi Bloomberg.

Zdaniem ekonomisty system rezerw walutowych jest w stanie wrzenia, dlatego powinien powstać nowy globalny system rezerw.

Stiglitz powiedział, że obecny kryzys sygnalizuje porażkę kapitalizmu w amerykańskim stylu. Jego zdaniem system finansowy na świecie działa jedynie dzięki kolejnym akcjom ratunkowym podejmowanym przez rządy. | BD

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [26.09.2009, 17:08] 1 źródło, 1 wideo

KAPITALIZM UPADNIE! (WIDEO)

Przyszłość niesie za sobą totalną katastrofę z upadkiem znanego nam systemu kapitalistycznego, z wojnami, masowymi bankructwami całych państw i zubożeniem olbrzymiej części zachodniego społeczeństwa - twierdzi znany szwajcarski ekonomista dr Marc Faber.

W rozmowie z reporterami Yahoo!Finance Faber zaczął swój wywód od stwierdzenia, że mimo bardzo energicznych prób pobudzania zachodnich gospodarek, głównie przez działania związane z drukowaniem pieniędzy przez banki centralne, wciąż nie widać żadnego wielkiego ożywienia. Natomiast warto przyjrzeć się jak szybki awans cywilizacyjny spotkał kraje zaliczane do "emerging markets".

Według Fabera Wystarczy porównać jak wyglądały Chiny, Brazylia czy Indie 30 lat temu, a jak dziś. Postęp jest kolosalny i widoczny gołym okiem. Centra takich miast jak Szanghaj, Sao Paulo czy Mumbai niewiele różnią się od Nowego Jorku, co było nie do pomyślenia wcale nie tak dawno temu.

Podobnie rośnie PKB w tych krajach podwajając się średnio co 10 lat. Co prawda jeszcze daleko do standardów znanych najbardziej zamożnym społeczeństwom, ale Zachód od dawna pogrążony jest w stagnacji i nawet jeszcze przed kryzysem nie rozwijał się wcale aż tak dynamicznie. Szczyt gospodarki światowej w ostatnich latach wypadł mniej więcej pod koniec 2006 roku, a już w 2007 mimo wciąż trwających wzrostów na giełdach pojawiły się oznaki świadczące o końcu boomu, a w 2008 roku zachodni świat spadł w przepaść z wysokiej i stromej skały. Teraz mamy pewnego rodzaju odbicie, ale według Fabera nie ma mowy o powrocie do lat rozkwitu sprzed 2007 roku. Obecnie rządy wielu państw, a szczególnie USA zmagają się z olbrzymim długiem publicznym, a jedynie deklarują, że zamierzają go zwalczać, w rzeczywistości ciągle go zwiększając, tłumacząc się koniecznością walki z kryzysem. Co to będzie oznaczało? Zdaniem Fabera doprowadzi to do totalnego upadku systemu kapitalistycznego w takim kształcie jakim go dotąd znaliśmy. FED znajdzie się w pewnego rodzaju pułapce, ponieważ olbrzymi deficyt fiskalny i zadłużenie USA spowodują, że nie będzie mógł zbyt szybko podnosić stóp procentowych, aby gwałtownie nie zwiększyć obciążeń związanych z obsługą długu (wypłata odsetek). Oznacza to nieuchronne nadejście inflacji.

Na dodatek ciągle rosną wydatki związane z opieką medyczną i ubezpieczeniami społecznymi, a ciężar staje się wręcz nieznośny, w związku z przechodzeniem na emeryturę całego pokolenia tzw. "baby boomers" (wyżu demograficznego, który pojawił się po II wojnie swiatowej).

Co w takim razie robią rządy w takich sytuacjach? Próbują odwrócić uwagę opinii publicznej, a najprostszym sposobem do tego jest od lat wojna. Zresztą już teraz USA prowadzą praktycznie dwie wojny, jedną w Iraku, a drugą w Afganistanie, który Faber określił jako "studnia bez dna" w nawiązaniu do ponoszonych kosztów i ofiar. | BW

 

 

[To, z godnie z naturą ludzką, wspaniała okazja do rozpoczęcia realizacji kolejnej utopii... Bądź - pierwszy raz w naszych dziejach - do całkowitej odmiany losu istnień na Ziemi:

24. RACJONALNY RZĄD ŚWIATOWY/RACJONALNY DYKTATOR ŚWIATA. RACJONALNE - KONSTRUKTYWNE - ZARZĄDZENIA DLA ŚWIATA

 http://www.wolnyswiat.pl/24.html - red.]

 

 

 www.o2.pl /www.hotmoney.pl | Środa, 23.09.2009 17:32

EUROPA: UNIA ZABIERZE POLSCE BANKI

Unia Europejska zacieśnia nadzór finansowy nad bankami. Według najnowszego planu powstanie specjalny organ, który ma ostrzegać o ryzyku w systemie finansowym.

Mowa o Europejskiej Radzie do spraw Ryzyka Systemowego, która będzie miała za zadanie gromadzenie danych o zagrożeniach w systemie bankowym. W razie potrzeby może nakazać poszczególnym krajom naprawę tego systemu.

Unia Europejska chce w ten sposób nie dopuścić do powtórki z jesieni 2008 roku, kiedy wiele banków w Europie stanęło na skraju przepaści i podatnicy zapłacili miliardy euro na ich ratowanie.

Pomysł ma wejść w życie w przyszłym roku, ale może w ogóle nie powstać, jeśli nie przyjmą go Parlament Europejski oraz rządy państw członkowskich.

Bartosz Dyląg

bartosz.dylag@hotmoney.pl

 

[Gdybyż te nakazy były racjonalne, to oczywiście jestem ZA - red.]

 

 

„FAKTY I MITY” nr 31, 07.08.2003 r. KOMENTARZ NACZELNEGO

HELMUT MÓWI BANKOWY

Truizmem już w naszym Katolandzie stało się stwierdzenie

– gdzie nie ruszysz, tam śmierdzi. Jedyna różnica polega

na tym, że nie wszędzie śmierdzi jednakowo. Na nasze

nieszczęście, najwięcej cuchnie w bankach – tam, gdzie są

nasze pieniądze.

W najnowszym raporcie Ministerstwa Finansów napisano:

„W Polsce działa 2814 banków i instytucji finansowych”.

W tej grupie banków w pełnym tego słowa znaczeniu jest

661 (razem z minibankami spółdzielczymi na wsiach). Ale już

tylko 57 banków ma znaczący udział w rynku, wielkie obroty

i pełny wachlarz usług. 44 z nich (np. PeKaO SA) znajdują

się pod kontrolą obcego kapitału, z czego 24 w stu procentach

należą do „obcych”. Najbardziej zdominowaną przez

zagraniczny kapitał gałęzią polskiej gospodarki jest właśnie

sektor bankowy. W dalszej kolejności najwięcej obcej kasy

ulokowano w firmach ubezpieczeniowych oraz w kredytach

(około 90 proc.), zwłaszcza dla osób fizycznych, np. obsługa

sprzedaży ratalnej. Co łączy te wszystkie biznesy?

Minimum kosztów, maksimum zysku!

Ministerstwo Finansów wykazuje jednak, że firmy te, a zwłaszcza

banki, mają kosztów co niemiara!

Urzędnicy MF nie mogą na

przykład policzyć opłat za znak firmowy, oprogramowanie,

a nawet sposób zarządzania. Do niektórych firm (nie tylko

banków) mają nawet zakaz wstępu! Dzięki kreatywnym

księgowym (zapewne polskim) rekiny de facto szarej strefy

bilansują sobie koszty i przychody, dzięki czemu unikają płacenia

w Polsce podatków. Oto dowody za danymi MF:

– przeciętne przychody jednego banku: 117 467 085 zł;

– przeciętne koszty jednego banku: 111 485 071 zł;

– globalne przychody banków: 333 723 988 000 (ponad

trzysta miliardów złotych!);

– globalne koszty banków: 323 864 131 000 zł.

Jak więc widać – z przeogromnych kwot, które zachodnie

banki przejmują od Polaków i na których zarabiają – państwo

polskie nie ma NIC. Dzieje się tak poprzez ewidentnie

sztuczne „nabijanie” kosztów (często operacjami pomiędzy

sobą lub innymi zachodnimi firmami). Najgorsze jest jednak

to, że zagraniczne instytucje finansowe nie inwestują polskich

pieniędzy w Polsce. Wolą (z czystej kalkulacji) np. Kajmany,

Jersey, Karaiby czy inne raje podatkowe albo (z sentymentu

dla macierzy) poczciwy Berlin czy Paryż. Nawet dla początkującego

księgowego jest oczywiste, że banki, o których

mowa, przynoszą ich właścicielom wielkie dochody, wbrew

składanym zeznaniom podatkowym, a więc ich koszty są

sztucznie wytworzone, po to, żeby uciec przed podatkami.

O ile bowiem średnie koszty jednego banku wynoszą 111 485

071 zł, to średnie koszty każdej innej firmy (rozliczającej się

podatkiem CIT – spółki prawa handlowego) wynoszą zaledwie

6 048 258 złotych. Innymi słowy, jak pan Kowalski ma wielką

firmę budowlaną i stawia herr Helmutowi wielki bank, to

ma 20 razy mniej kosztów uzyskania mamony niż Helmut.

I nieważne, że Kowalski ma setki wielkich, psujących się

maszyn, tony materiałów, dziesiątki pracowników, transport

i panią Kowalską na głowie. Helmut ma za to wielki bank

z gabinetem do ogrzania i oświetlenia, dziesięciu pracowników,

dwadzieścia komputerów i... Helmutową, która dzwoni

do niego co tydzień: „Zamień mi, Helmut, parę milionów

tych złotych na nasze euro, bo chcem sobie kupić te kolie

z brylantami, co to wiesz...”. A Helmut, rad nierad, dzwoni do

kolegi Frantza, który robi w spożywcze: „Ty mi, Frantz, daj dokument,

że ja od ciebie kupiłem statek pomarańczy z Majorki,

ale po tygodniu ty mi daj drugi dokument, że te pomarańcze

zgniły na pełnym morzu, bo ja potrzebuje stracić parę milionów

złotych, żeby zarobić”. I tak to mniej więcej rozwija

się przyjaźń polsko-niemiecka, z akcentem na niemiecką.

Zachodni finansiści, nie dość że nie płacą w Polsce podatków

i u nas nie inwestują, żyją (i to jak!) ze skupowania

bezpiecznych obligacji Skarbu Państwa, prawie

nie udzielają polskim firmom kredytów

– to jeszcze bezczelnie wykazują straty:

2 692 887 zł średnio na jeden bank (pozostałe

spółki: 358 929 zł na firmę). Wygląda

więc na to, że banki to fatalny, najgorszy ze

wszystkich biznesów, gdyż ponad 60 procent

z nich przyniosło w ubiegłym roku straty

(tylko niecałe 30 procent strat w innych

branżach). Najwidoczniej jednak zachodni bankowcy

wprost fanatycznie uwielbiają „tracić”

w Polsce swoje pieniądze, bo równie fanatycznie

zabiegają o udziały w nielicznych pozostałych

polskich instytucjach finansowych.

Każdy normalny kraj, za wyjątkiem Katolandu

i kilku innych katolickich republik bananowych

(patrz tabelka na stronie 3), zabiega usilnie

o to, by kontrolować jak największy procent

obecnego na swoim rynku systemu

bankowego. Teoria i praktyka dowodzą bowiem, że

obcy inwestorzy nie- chętnie lub prawie wcale nie lokują wtórnych

kapitałów na obczyźnie. Jeśli ponoszą ryzyko inwestycyjne,

to na krótko i na pewniaka (stąd lokowanie w banki,

stacje benzynowe, hipermarkety). Jeśli ryzykują na dłuższą

metę i naprawdę wielkie pieniądze – wolą to robić u siebie.

Poza tym Polska wybitnie odstrasza poważnych inwestorów,

ale nasi decydenci muszą mieć w tym jakiś ukryty cel.

Największy (bo finansowy) ból dla Polski, jeśli chodzi

o zachodnie banki, to brak na nie jakiegokolwiek wpływu,

brak instrumentów nacisku, szczególnie jeśli chodzi o udzielanie

kredytów, tak potrzebnych gospodarce. To właściwie

(poza wykorzystaniem funduszów unijnych, reformą finansów

publicznych i wypowiedzeniem konkordatu) najważniejsza

dziś sprawa dla rozwoju naszego kraju. Bez tanich kredytów,

które są wreszcie możliwe przy tak niskiej inflacji,

nie rozbuja się gospodarka i nie zniknie katastrofalne bezrobocie.

Trzeba takie instrumenty nacisku natychmiast stworzyć,

preferując przy tym kredytowanie polskich firm produkujących

na eksport. Obecnie kredytów małemu i średniemu

biznesowi napędzającemu gospodarkę udzielają głównie

biedne banki spółdzielcze, BGŻ oraz PKO BP SA, a to stanowczo

za mało. Większość dużych banków komercyjnych

robi to bardzo niechętnie, nagminnie wypychając obsługę

firm z działów biznesowych do działów zajmujących się obsługą

osób fizycznych. Obniża to sprawność, mnoży procedury

i wydłuża czas rozpatrywania wniosków kredytowych.

Uzdrowienie systemu bankowego w Polsce i tym samym

ożywienie prawie zdechłej gospodarki jest jeszcze

możliwe. W tym celu NBP powinien stworzyć konkurencję

dla zachodnich banków poprzez udzielanie kredytów

i przyjmowanie depozytów bezpośrednio od firm i osób fizycznych.

Byłaby to operacja bez precedensu, ale nadzwyczajne

sytuacje wymagają nadzwyczajnych środków.

W tym samym celu rząd powinien połączyć PKO BP SA,

BGŻ, BGK oraz PZU i PZU Życie w jedną wielką instytucję

finansową. Należy wprowadzić (ustawą lub uchwałą Rady

Ministrów) zakaz dalszego prywatyzowania banków przy

udziale kapitału zagranicznego.

Do Europy, Mości Panowie, trzeba bowiem wchodzić

z głową na karku i kalkulatorem w ręku. A baczyć przy

tym, żeby portfela nie ukradli!

Jonasz

 

UDZIAŁ KAPITAŁU

ZAGRANICZNEGO

W KRAJOWYM

SYSTEMIE

BANKOWYM

W PROCENTACH

(STAN NA 2002 R.)

Państwo

Tajwan 4,7

Korea 5,1

Japonia 1,8

Indonezja 3,7

Malezja 15,9

Brazylia 9,4

Argentyna 21,0

Chile 21,0

Meksyk 1,2

Rosja 2,2

Polska 78,0

Niemcy 4,5

Włochy 8,0

Holandia 7,0

Hiszpania 10,0

Grecja 11,3

Źródło: OECD

 

 

„NEWSWEEK” nr 25, 25.06.2006 r., strona 50

MOC PRYWATNEGO BANKU

BANKOWA KOMISJA ŚLEDCZA BĘDZIE DOWODZIŁA SZKODLIWOŚCI PRYWATYZACJI. SZKODA CZASU - WYSTARCZY PORÓWNAĆ LOSY BANKÓW, TYCH Z PRYWATNYM INWESTOREM I PAŃSTWOWYCH.

Zapowiada się wielomiesięczny serial. 12 czerwca na czwartym już posiedzeniu członkowie bankowej komisji śledczej nadal spierali się o zakres tematów oraz rangę i liczbę świadków. Ale jeden z punktów programu komisji jest pewny: prywatyzacja. Przesłuchujący będą zapewne przekonywać, że gdyby polskich banków nie prywatyzowano, klienci indywidualni, firmy i państwo mieliby z tego tytułu mnóstwo korzyści. Ile i jakie? Popatrzmy.

Żywym laboratorium jest historia Banku Zachodniego (BZ) i Wielkopolskiego Banku Kredytowego (WBK). Oba mają ten sam rodowód - powstały w 1989 roku przez wydzielenie z Narodowego Banku Polskiego - ale WBK już w 1993 roku został sprywatyzowany poprzez emisję akcji na warszawskiej giełdzie, a wkrótce potem pozyskał inwestora strategicznego, irlandzki Allied Irish Bank. Bank Zachodni natomiast pozostawał bankiem państwowym aż do 1999 roku. Wtedy został sprywatyzowany poprzez sprzedaż pakietu kontrolnego tej samej irlandzkiej grupie. W roku 1993, który stanowi punkt wyjścia do porównań, oba banki były zbliżone do siebie pod względem wielkości i efektywności, co więcej, Bank Zachodni miał korzystniejsze niektóre wskaźniki. W 1999 roku, punkcie kończącym analizę, różnice były znaczne i w dużej mierze można je przypisać odmiennej strukturze własności.

Zacznijmy od zysków. Liczne analizy pokazują, że banki państwowe mają przeważnie niższą zyskowność oraz wyższe koszty działalności niż podmioty prywatne. Luka ta jest szczególnie widoczna w porównaniu do banków, w których inwestorem strategicznym jest wysokiej klasy bank zagraniczny. W tym samym czasie, gdy prywatny już WBK poprawiał swoje wyniki, w państwowym BZ narastały obszary nieefektywności i pęczniały koszty. Dobrze ilustrują to wskaźniki zwrotu z kapitału (ROE), które w końcu 1999 roku wynosiły odpowiednio 0,38 proc. dla BZ i ok. 24,71 proc. dla WBK. Tak wysoki wskaźnik ROE plasował WBK wśród najbardziej rentownych banków uniwersalnych w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

--------------------------------------------------------------------------------

Rentowność to jednak w banku nie wszystko, ważna jest też jakość portfela kredytowego. I tu banki państwowe przegrywają z prywatnymi. Mamy na to przykłady z wielu krajów, m.in. z Argentyny, Indii i Chin. W Chinach oficjalne statystyki wykazywały niedawno przeszło 20-proc. udział złych kredytów w portfelach czterech państwowych banków komercyjnych. Szacunki niezależnych analityków były jeszcze bardziej alarmujące.

W Polsce w następstwie prywatyzacji nowy właściciel WBK szybko wprowadził nowoczesne procedury kredytowe, mechanizmy kontroli oraz zarządzanie portfelem. To pozwoliło uniknąć eskalacji problemu złych kredytów: w końcu 1999 roku ich udział w portfelu WBK był trzykrotnie niższy niż w państwowym BZ. O skali problemu świadczy przykład oddziału Banku Zachodniego w Jeleniej Górze, który przyniósł straty w wysokości 80 mln zł tylko ze względu na niedostateczną kontrolę kredytową.

Dodatkowym atutem WBK był wykwalifikowany management wprowadzany stopniowo od 1994 r. do władz banku przez prywatnego właściciela. Tymczasem w Banku Zachodnim inwestor wymienił niemal cały zarząd dopiero po prywatyzacji w 1999 r. O słabszym zarządzaniu Bankiem Zachodnim oraz przerostach zatrudnienia świadczy fakt, że w 1999 r. zysk (operacyjny) na pracownika w banku WBK był dziesięciokrotnie wyższy niż w Banku Zachodnim. Statystycznie każdy pracownik WBK obsługiwał też dwukrotnie wyższe aktywa.

Badania Banku Światowego pokazują, że wyższe koszty działania banków państwowych z reguły przenoszone są na klientów w postaci wyższych odsetek i prowizji. Równocześnie banki państwowe w wielu przypadkach działają z pominięciem zasad rynku. Na przykład często praktykują tzw. hazard moralny, czyli angażują się w ryzykowne projekty inwestycyjne lub kredytowe z pominięciem rachunku ekonomicznego, mając świadomość gwarancji wsparcia ze strony właściciela, skarbu państwa. Analiza rynku włoskiego przeprowadzona przez ekonomistów z Northwestern University

wykazała, że banki państwowe faworyzują duże podmioty i firmy znajdujące się w słabszej kondycji.

 

Decydenci polityczni chcą bowiem zwykle, aby banki państwowe były wykonawcą polityki rządu. Ten jednak przeważnie nie potrafi oddzielić celów doraźnych od długofalowych, a także od interesów pozaekonomicznych, w tym partyjnych. Konsekwencją jest upolitycznienie władz banków państwowych i kredytowanie branż lub projektów wprawdzie nieefektywnych ekonomicznie, ale politycznie słusznych. Takie przedsiębiorstwa i całe gałęzie przemysłu oczywiście są zadowolone z istnienia sektora państwowego w bankowości, ale przez to ograniczany jest dopływ pieniądza do sektora prywatnego, a tym samym możliwości rozwoju.

Państwowe banki bywają też wykorzystywane do ratowania znajdujących się często w fatalnej sytuacji finansowej innych banków. Tak jak BZ ratował Rolbank i utopił w nim miliony złotych. Wartość złych kredytów Rolbanku przekraczała 70 mln zł. W warszawskim oddziale stanowiły one aż 96 proc. portfela. Wiele wskazuje na to, że do transakcji nie doszłoby, gdyby kierowano się wyłącznie przesłankami ekonomicznymi.

Skutki takiej polityki są oczywiste. Albo pogarszają się gwałtownie wyniki banku państwowego, albo wręcz trzeba go na koszt podatników ratować przed upadłością, co wymaga gigantycznych nakładów. W Brazylii koszt dokapitalizowania państwowego banku Banespa do momentu jego prywatyzacji w 2001 roku przekroczył 20 mld dol. Innym znanym przykładem jest francuski bank Credit Lyonnais, który pod państwowymi rządami przyniósł łączne straty przekraczające 20 mld dol. W Polsce WBK nie uczestniczył w kolejnych wielkich akcjach dokapitalizowania banków. Dawał sobie radę sam. Bank Zachodni korzystał ze wsparcia trzykrotnie.

--------------------------------------------------------------------------------

Na koniec warto zastanowić się, jaki model prywatyzacji okazał się najbardziej skuteczny. Analiza porównawcza transakcji prywatyzacyjnych przeprowadzonych w latach 90. w kilkudziesięciu krajach pokazała, że najkorzystniejszą formą prywatyzacji jest sprzedaż banku inwestorowi strategicznemu, zwłaszcza gdy jest nim renomowany bank zagraniczny. Najbardziej dramatycznych przykładów w tym zakresie dostarcza pierwsza faza prywatyzacji banków w Meksyku w latach 1991-1992. Wówczas inwestorzy zagraniczni zostali wyłączeni z procesu prywatyzacji. Natomiast nabywcy krajowi znacząco przepłacili za banki, które potem, jak się okazało, nadal prowadziły nieracjonalną działalność kredytową. Co więcej, część transakcji została sfinansowana za pomocą pożyczonych środków. Nie sprzyjało to stabilności banków i spowodowało szybkie narastanie spirali złych kredytów.

W końcu rząd meksykański został zmuszony do zrenacjonalizowania upadających banków i restrukturyzacji ich portfeli kredytowych. Kosztowało to ok. 70 mld dol., tzn. niemal 20 proc. PKB. Dopiero wejście kapitału zagranicznego do meksykańskiego sektora bankowego umożliwiło odpowiednie dokapitalizowanie banków oraz wprowadzenie nowoczesnych metod oceny ryzyka kredytowego, a sektor powrócił na ścieżkę wzrostu.

Prywatyzacja poprzez sprzedaż inwestorowi zagranicznemu daje skoncentrowaną strukturę własnościową, największą poprawę efektywności oraz wniesienie nowych technologii i know-how bankowego. Pozwala często również zmaksymalizować uzyskiwaną wycenę. Takich efektów w krajach transformacji nie daje ani sprzedaż giełdowa, ani niepełna prywatyzacja - w tym ostatnim przypadku pozostawienie nawet niewielkiego pakietu w rękach skarbu państwa utrzymuje pokusę interwencji w politykę kredytową banku.

Sprzedaż inwestorom strategicznym zastosowano m.in. na Węgrzech oraz w drugiej fazie prywatyzacji banków w Polsce. Dzięki przyjętemu podejściu proces restrukturyzacji polskich banków był również stosunkowo najmniej kosztowny w porównaniu z innymi krajami - całościowy koszt wyniósł 6 proc. PKB w porównaniu do 18 proc. w Czechach, 14 proc. w Bułgarii, 12 proc. na Węgrzech i 10 proc. w Rumunii. Szczególną uwagę zwraca przykład Czech. Tak wysokie koszty sanacji sektora bankowego u naszych południowych sąsiadów wynikały z przyjęcia koncepcji prywatyzacji kuponowej, co nie przerwało spirali zaciągania złych kredytów w czeskich bankach. Dopiero druga runda czeskiej prywatyzacji i zaangażowanie inwestorów strategicznych z zagranicy przyniosły poprawę kondycji banków i wprowadzenie nowoczesnych standardów zarządzania ryzykiem kredytowym.

 

Politycy prywatyzują banki z reguły wówczas, gdy polityczne korzyści przewyższają koszty. Te pierwsze to przede wszystkim wpływy prywatyzacyjne. Natomiast koszty polityczne to m.in. redukcja przerostów zatrudnienia oraz odcięcie finansowania dla grup lub środowisk traktowanych preferencyjnie.

Może przy okazji bankowej komisji śledczej zamiast pytać, komu zależało na prywatyzacji - to wiemy: nam wszystkim - powinniśmy zadać pytanie, komu mogło zależeć na nieprywatyzowaniu i utrzymywaniu państwowej fikcji.

--------------------------------------------------------------------------------

Członkom sejmowej komisji bankowej ofiarowuję bibliografię przedmiotu na stronie www.newsweek.pl

 

Michał Chałaczkiewicz, autor jest pierwszym laureatem stypendium im. Lesława A. Pagi. Obecnie w Szkole Głównej Handlowej przygotowuje pracę doktorską na temat roli czynnika własnościowego w sektorze bankowym

 

KTO BARDZIEJ EFEKTYWNY

W 1994 roku wskaźniki Banku Zachodniego i Wielkopolskiego Banku Kredytowego były bardzo zbliżone. Po pięciu latach...

1999

BANK                                       WBK         BZ

zwrot kapitału              (proc.)     24,71         0,38      

zwrot z aktywów         (proc.)       1,75         0,04

marża zysku netto        (proc.)     15,01         0,27

złe kredyty                   (proc.*)     8,47       26,88    

aktywa na pracownika (tys. zł) 2405        1158

wynik na pracownika   (tys. zł)         63          6

 

*) odsetek kredytów w sytuacji nieregularnej

 

 

 

 

 http://www.przekroj.pl/wydarzenia_swiat_artykul,5537.html

21.09.2009

Awantura wokół Goldmana

Giganta z Wall Street, banku Goldman Sachs, kryzys się nie ima. Gdy inni padają, on zarabia miliardy. Kto nim kieruje? Geniusze? A może cwaniaki? Wszystko wyjaśnia tekst „Wielka amerykańska maszyna do robienia baniek” w numerze 37/2009 „Przekroju”

 

Lloyd Blankfein, prezes Goldmana Sachsa, jest zdumiony tym, że jego firmę atakują: Kongres, inne banki, prasa i opinia publiczna. Tymczasem przez ostatnie pół roku jego bank, inwestując i handlując papierami wartościowymi, osiągnął poważne zyski na dramatycznie niepewnym rynku. Spłacił także miliardy dolarów z kieszeni podatników, do których przyjęcia rząd przekonał go rok temu. Czarę goryczy przelał artykuł w lipcowym magazynie „Rolling Stone”, który drukujemy w całości w numerze 37/2009 „Przekroju”. Jego autor twierdzi, że Goldman Sachs stoi za wszystkimi wielkimi kryzysami kapitalizmu ostatnich 80 lat.

– Ten artykuł odkręcił jakiś zawór – mówi Blankfein w wywiadzie dla „Time’a”. – Wydawało mi się, że to stek zabawnych bzdur. Byłem w szoku, bo ludzie naprawdę uwierzyli, że to Goldman Sachs odpowiada za podpalenie Reichstagu, zamach na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie i wojnę secesyjną.

Po artykule w „Rolling Stone” legendarna firma stała się symbolem nieodpowiedzialnego zachowania bankierów z Wall Street, za których błędy musiało płacić państwo.

Co za sprzeczność. Doskonale prosperującą firmę lży się w kraju, w którym wszyscy popierają dążenie do zysku. A w pierwszym półroczu 2009 roku­ zysk firmy wyniósł 5,3 miliarda dolarów. Czyli było to najlepsze pół roku w historii jej istnienia! Cena jednej­ akcji­ Goldmana Sachsa wynosi­ przeszło 160 dolarów – przeszło­ trzykrotnie więcej niż rok temu. W tym czasie bezrobocie w USA osiągnęło­ prawie 10 procent. A jednak bank odłożył 11,36 miliarda dolarów na pensje i premie dla swoich 29 400 pracowników. To prawie tyle, ile firma płaciła w 2007 roku, w samym rozkwicie bańki kredytów hipotecznych.

Czym tak naprawdę jest Goldman Sachs? Przedsiębiorstwem, które poradziło sobie z kryzysem, czy pasożytem, który żyje tym lepiej, im gorzej żyje się wszystkim Amerykanom? Przeczytajcie i osądźcie sami._– pmos

Paweł Moskalewicz

 

Od redakcji:

Niestety, tekst „Wielka amerykańska maszyna do robienia baniek” można przeczytać tylko w drukowanej wersji „Przekroju”. W Internecie można znaleźć z kolei tylko na stronie internetowej magazynu "Rolling Stone", w wersji anglojęzycznej. 

 http://www.rollingstone.com/politics/story/29127316/the_great_american_bubble_machine

 

 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | http://www.zbp.pl/site.php?s=MDAyNjE4&a=MTMyMTgzMDQ= | "Przekrój", str. 28/Wydarzenia | Czwartek, 17.09.2009

WIELKA AMERYKAŃSKA MASZYNA DO ROBIENIA baniek

OD AKCJI FIRM HI-TECH PO WYSOKIE CENY GAZU: GOLDMAN SACHS UKNUŁ KAŻDĄ WIĘKSZĄ MANIPULACJĘ RYNKOWĄ OD CZASÓW WIELKIEGO KRYZYSU - I WŁAŚNIE SZYKUJE SIĘ DO KOLEJNEJ

Pierwsza rzecz, którą powinniście wiedzieć o Goldmanie Sachsie, to fakt, Jest on wszędzie. Ten najpotężniejszy na świecie bank inwestycyjny jest jak wampirzyca; mątwa oplatająca swymi ramionami całą ludzkość; bezlitośnie przysysająca się wszędzie tam, gdzie czuć zapach pieniędzy. W rzeczy samej historię najnowszego kryzysu ekonomicznego, która przypomina dzieje błyskawicznego schyłku i upadku puszczonego w samych skarpetkach amerykańskiego imperium, czyta się jak spis wychowanków Goldmana Sachsa.

 

Dziś znamy już najważniejszych graczy.

Henry Paulson jako ostatni sekretarz skarbu w administracji George''a W. Busha i eksszef banku Goldman Sachs był architektem planu finansowego wsparcia upadających instytucji finansowych. Polegał on na wpompowaniu miliardów dolarów podatnika w firmy prowadzone przez starych kumpli z Wall Street.

Robert Rubin, sekretarz skarbu w administracji Billa Clintona, spędził w Goldmanie 26 lat, zanim został prezesem Citigroup, które dzięki planowi Paulsona dostało 300 miliardów dolarów.

John Thain, szef Merrill Lynch, a przy okazji wyjątkowy dupek, kupił sobie do biura dywan za 87 tysięcy dolarów, kiedy jego firmie groziło bankructwo. Ten były bankier u Goldmana Sachsa także dostał od Paulsona wielomiliardowe wsparcie. Paulson wydał miliardy rządowych dolarów, by wspomóc Bank of America ratujący upadające przedsiębiorstwo Thaina. Robert Steel, szef Wachovii i oczywiście były pracownik Goldmana, załatwił sobie i reszcie kierownictwa 225 milionów dolarów, dzięki czemu miał miękkie lądowanie, gdy jego bank ulegał samozagładzie.

Są też Joshua Bolten, szef kancelarii Busha podczas bailoutu, i Mark Patterson, obecny szef personelu w ministerstwie skarbu, który jeszcze rok temu był lobbystą Goldmana, a także Ed Liddy, były dyrektor Goldmana, którego Paulson postawił na czele uratowanego przed bankructwem giganta ubezpieczeniowego AIG. Ten zaś, gdy tylko Liddy pojawił się na pokładzie, przetransferował ponad 13 miliardów dolarów do Goldmana.

Szefowie banków centralnych Włoch i Kanady to też byli alumnowie Goldmana, tak jak prezes Banku Światowego, prezes giełdy w Nowym Jorku i dwaj ostatni szefowie nowojorskiego Banku Rezerw Federalnych - który, przez przypadek, odpowiada teraz za nadzorowanie Gołdmana - żeby nie wspomnieć...

 

No właśnie, próba napisania historii o wszystkich byłych pracownikach Goldmana Sachsa zajmujących tam wpływowe stanowiska to zadanie niewykonalne. To tak, jakby się chciało zrobić listę wszystkiego. Wam wystarczy jednak ogólny obraz: jeśli Ameryka umiera, Goldman Sachs zrobi wszystko, by zarobić na jej pochówku. W zachodniej demokracji kapitalistycznej istnieje bowiem nieszczęsna luka - nikt nie przewidział, że w społeczeństwie, które biernie poddaje się rządom wolnego rynku i wolnych wyborów, zorganizowana chciwość musi wziąć górę nad niezorganizowaną demokracją.

 

Dzięki swojej bezprecedensowej potędze i wpływom Goldman Sachs zrobił z Ameryki jeden wielki przekręt w stylu pump-and-dump (polegający na sztucznym windowaniu cen akcji), przez wiele lat manipulując całymi sektorami gospodarki. Gdy jakiś rynek upadał, gra przenosiła się na inny, a bank nieustannie żywił się pieniędzmi wyciskanymi z kieszeni zwykłych ludzi przez wysokie ceny gazu, rosnące raty kredytów konsumenckich, fundusze emerytalne, masowe zwolnienia czy wreszcie podatki, które pójdą na pokrycie kosztów drogich planów ratunkowych. Pieniądze, które tracicie, gdzieś przecież lądują. Dosłownie i w przenośni lądują w banku Goldman Sachs. Ten bank to ogromna i wysoce wyspecjalizowana maszyna przetwarzająca bogactwo całego społeczeństwa na czysty zysk kilku bogaczy.

Recepta jest stosunkowo prosta: Goldman ustawia się w samym środku bańki spekulacyjnej, oferując papiery wartościowe, o których wie, że są gówno warte. Następnie bank zgarnia ogromne sumy od drobnych i średnich inwestorów przy wydatnej pomocy kalekiego i skorumpowanego państwa, które pozwala Goldmanowi na zmianę reguł podczas gry w zamian za parę groszy jałmużny, kompletnie nieistotnych z punktu widzenia banku. Kiedy bańka wreszcie pęka, a miliony zwykłych ludzi bankrutują i popadają w nędzę, Goldman zaczyna cały proces od nowa. Jego bankierzy, twierdząc, że niosą nam ratunek, pożyczają nam nasze własne pieniądze na procent i przedstawiają siebie jako ludzi pozbawionych żądzy pieniądza, jako ekipę bystrych facetów, którzy muszą przecież jakoś zadbać o to, żeby finansowy interes się kręcił. Robią ten sam numer od lat 20. ubiegłego wieku i właśnie mają zamiar znów go powtórzyć, tworząc coś, co może się okazać największą bańką w historii.

 

Jeśli chcecie się dowiedzieć, w jaki sposób doszło do finansowego kryzysu, musicie najpierw zrozumieć, gdzie wyparowały pieniądze. A żeby to pojąć, musicie też zrozumieć, czego do tej pory całkowicie bezkarnie dokonywał bank Goldman Sachs. Oto historia pięciu baniek, w tym zeszłorocznej, dziwnej i pozornie niedającej się wytłumaczyć zwyżki cen ropy. W każdej z tych baniek było wielu przegranych, często wykupionych następnie przez państwo. Ale Goldman Sachs nigdy do przegranych nie należał.

 

PIERWSZA BAŃKA - Wielki Kryzys

Bank Goldman Sachs nie od zawsze był wielkim behemotem napakowanego sterydami kapitalizmu wyznającym dewizę "zabij albo zgiń". Był nim prawie od zawsze. Założony został w 1869 roku przez niemieckiego imigranta Marcusa Goldmana do spółki z zięciem Samuelem Sachsem. Obaj byli pionierami w dziedzinie papierów wartościowych. To elegancki sposób na określenie krótkoterminowych pożyczek, których udzielali drobnym przedsiębiorcom na Manhattanie, ponieważ owe "papiery wartościowe" zwane IOU (od angielskiego 7 Owe You), były po prostu wypisywanymi odręcznie wekslami, którymi obracali Goldman z Sachsem.

Pewnie potraficie sobie wyobrazić pierwsze sto lat działalności biznesu Goldmana Sachsa: dzielny bank inwestycyjny prowadzony przez imigrantów walczy z przeciwnościami losu i bez żadnej pomocy z zewnątrz robi grubą kasę.

W tej zamierzchłej historii jest tylko jeden epizod wart gruntownej analizy dzisiaj, w świetle ostatnich wydarzeń - katastrofalne zaangażowanie Goldmana w spekulacyjne operacje poprzedzające wielki krach na Wall Street pod koniec lat 20. ubiegłego wieku.

Wielka katastrofa finansowa z tamtych lat ma kilka cech, które mogą nam się wydać znajome. Głównym narzędziem służącym do wyłudzania pieniędzy od naiwnych inwestorów był wówczas imwestment trust. Podobnie do dzisiejszych funduszy powierniczych trusty - przynajmniej teoretycznie - inwestowały pieniądze dużych i małych inwestorów w liczne notowane na Wall Street akcje i papiery wartościowe, choć informacje o konkretnych inwestycjach i ich wartości często nie trafiały do wiadomości opinii publicznej. Ale zwykły obywatel mógł zainwestować w trust 10 albo 100 dolarów i mieć poczucie, że jest wielkim graczem. Zupełnie jak w latach 90. XX wieku, kiedy pojawiły się nowe narzędzia i możliwości, takie jak day trading i e-trading, które przyciągnęły całe stada naiwniaków chcących poczuć, że są kimś. Wtedy trusty inwestycyjne wciągnęły całe rzesze zwykłych ludzi w spekulacyjną grę.

Goldman wskoczył do tej gry późno, ale z ogromnym impetem. Pierwszym wehikułem inwestycyjnym była Goldman Sachs Trading Corporation (GSTC); bank wyemitował milion jej akcji po 100 dolarów za sztukę, sam wykupił je za własne pieniądze i sprzedał 90 procent tych akcji napalonym inwestorom po 104 dolary za jedną. Następnie GSTC zaczęła jak szalona kupować swoje własne akcje, wciąż podbijając ich cenę. W końcu, gdy były warte wielokrotnie więcej niż na początku, sprzedała część udziałów, by za uzyskane pieniądze otworzyć nowy trust - Shenandoah Corporation. Ten, rzecz jasna, także wypuścił miliony akcji, na które rzucili się chętni inwestorzy, a za uzyskane pieniądze Shenandoah powołała kolejny trust - Blue Ridge Corporation. W ten sposób każdy trust inwestycyjny służył jako fasada niekończącej się piramidy, w której tak naprawdę Goldman chował się za Goldmanem. Z 7 250 000 akcji Blue Ridge 6 250 000 należało do Shenandoah Corporation, która oczywiście w większej części należała do Goldman Trading.

Efekt był taki (czy ten scenariusz nie wydaje się wam znajomy?), że powstał łańcuch pożyczonych pieniędzy, który musiał kiedyś się zerwać, gdy tylko jedno z ogniw zacznie szwankować. Zasada działania tego mechanizmu jest prosta (dziś zwiemy ją lewarem finansowym). Mamy dolara i na tej podstawie pożyczamy jeszcze 9 dolarów. Teraz mamy 10 dolarów, więc pożyczamy kolejnych 90. Następnie, kiedy mamy sto dolarów (a zachwyceni inwestorzy wciąż przynoszą nam swoje pieniądze), zbieramy z rynku i inwestujemy kolejne 900 dolarów. Jeśli jednak ostatni z trustów zaczyna tracić, nie mamy pieniędzy, żeby zapłacić inwestorom, i wszyscy bankrutują.

W jednym z rozdziałów książki "The Great Crash, 1929" ("Wielki Kryzys, 1929") zatytułowanym "In Goldman Sachs We Trust" (nawiązanie do zdania "In God We Trust" na banknotach dolarowych) słynny ekonomista John Ken-neth Galbraith przedstawił trusty Blue Ridge i Shenandoah jako klasyczne przykłady szaleństwa inwestowania lewarowego. Trusty według Galbraitha były główną przyczyną historycznego kryzysu. W przeliczeniu na dzisiejsze dolary straty banku wyniosły ogółem 475 miliardów dolarów. "Trudno się nie zdumieć, gdy się pomyśli, jaka wyobraźnia musiała stać za tak gargantuicznym szaleństwem - zauważa Galbraith.

- W myśl zasady: jeśli szaleć, to z maksymalnym rozmachem".

 

DRUGA BAŃKA - Spółki internetowe

Przenieśmy się teraz o 65 lat do przodu. Goldman nie tylko przetrwał kryzys, który zmiótł z powierzchni ziemi wielu oszukanych przezeń inwestorów, ale nawet stał się głównym gwarantem emisji akcji najpotężniejszych i najbogatszych amerykańskich korporacji. Dzięki Sidneyowi Weinbergowi, który przeszedł drogę od pomocnika sprzątacza do szefa firmy, Goldman został pionierem wprowadzania akcji spółek do obrotu giełdowego (z angielskiego IPO, czyli Initial Public Offering), jednego z głównych i najbardziej lukratywnych sposobów, dzięki którym firmy zdobywają pieniądze. W latach 70. i 80. XX wieku Goldman nie miał może aż tak potężnych wpływów politycznych na całym świecie, jakie ma dzisiaj, ale był już firmą z najwyższej półki, szanowaną za to, że przyciąga największe talenty na Wall Street. Był także, co dziwne, szanowany za swoją względnie stałą etykę i cierpliwe podejście do inwestycji, które nie przynoszą szybkiego zysku. Wszyscy menedżerowie na kierowniczych stanowiskach musieli nauczyć się firmowej mantry "długoterminowej chciwości" i do niej się zastosować. Jeden z byłych pracowników banku, który odszedł na początku lat 90., wspomina, jak jego szefowie zrezygnowali z bardzo lukratywnej transakcji, twierdząc, że w przyszłości przyniesie ona straty. - Oddaliśmy pieniądze inwestorom, którzy weszli z nami w ten układ - opowiada. - Wszystko, co robiliśmy, było legalne, lecz zasada długoterminowej chciwości mówi, że nie chcemy uzyskać takiego krótkoterminowego zysku kosztem klientów, którzy mogliby potem się od nas odwrócić.

I wtedy coś się wydarzyło, choć trudno dziś powiedzieć, co konkretnie. Być może chodziło o to, że jeden z prezesów Goldmana Robert Rubin na początku lat 90. poszedł za Billem Clintonem do Białego Domu, gdzie stanął na czele Narodowej Rady Ekonomicznej, a potem został sekretarzem skarbu. Amerykańskie media z upodobaniem powtarzały historię dwóch ludzi z pokolenia baby boom, yuppies, którzy opanowali Biały Dom, a jednocześnie jawnie uwielbiały Rubina, przedstawiając go jako najbardziej inteligentnego człowieka na świecie, zdecydowanie wyprzedzającego swoim geniuszem Newtona, Einsteina, Mozarta i Kanta razem wziętych.

Rubin był wzorem goldmanowskiego bankiera. Urodził się prawdopodobnie w garniturze za cztery tysiące dolarów, jego twarz wydawała się na zawsze zamrożona w przepraszającym grymasie typu "przykro mi, że tak bardzo przerastam cię inteligencją". Wyglądał, jakby był niezdolny do emocji jak Spock ze "Star Treka". Jego jedyne ludzkie uczucie, jakie można sobie wyobrazić, to koszmar, że oto zmuszony jest latać w klasie ekonomicznej. Wręcz narodowym dogmatem stało się przekonanie, że cokolwiek Rubin wymyśli, jest to najlepsze dla gospodarki. Zjawisko to osiągnęło szczyt w roku 1999, kiedy pojawił się na okładce "Time''a" wraz ze swym zastępcą Lanym Summersem i szefem Fed Ala-nem Greenspanem. Tytuł nad ich głowami głosił: "Komitet zbawienia świata".

A co wymyślał Rubin? Od początku jasno wyrażał przekonanie, że panaceum na wszystko jest wolny rynek i należy walczyć ze wszelkimi regulacjami ograniczającymi przedsiębiorstwa i giełdę. Podczas jego kadencji na stanowisku sekretarza skarbu administracja Clintona dokonała całej serii ruchów, które miały drastyczne konsekwencje dla światowej gospodarki. Poczynając od klęski Rubina, którą poniósł, próbując okiełznać kolegów z Goldmana osiągających obsceniczne wręcz zyski na transakcjach krótkoterminowych.

Oszustwo związane z bańką internetową jest dosyć proste - nawet ekonomiczny analfabeta zrozumie, o co chodzi. Firmy, które warte były niewiele więcej niż pomysły na biznes nagryzmolone na kawiarnianej serwetce przez cierpiących na bezsenność palaczy trawki, dostały się na giełdę przez IPO, reklamowane były w mediach i sprzedawane inwestorom za grube miliony. Mówiąc obrazowo, bankierzy z banku Goldman Sachs obwiązywali melony wstążeczkami, a następnie wyrzucali je z 50. piętra i w czasie ich lotu przyjmowali zlecenia inwestorów. W tej grze wygrywałeś tylko wtedy, gdy zdążyłeś wycofać swoje pieniądze, zanim melon sięgnął bruku.

Teraz wydaje się to oczywiste, ale wówczas przeciętny inwestor nie wiedział, że banki zmieniły reguły gry, przedstawiając transakcje jako znacznie korzystniejsze, niż były w rzeczywistości. Zbudowały one dwuwarstwowy system inwestowania - jeden dla ludzi z wewnątrz, którzy znali prawdziwe liczby, drugi dla niezorientowanych inwestorów rozpaczliwie ścigających się z rosnącymi cenami, o których banki od początku doskonale wiedziały, że są oderwane od rzeczywistości. Kilka lat później Goldman nauczył się już, w jaki sposób wykorzystywać zmiany w uregulowaniach prawnych, ale jeszcze w czasach przekrętu internetowego główną wprowadzoną przez niego innowacją było zaniechanie kontroli jakości w swojej branży.

- Od czasów Wielkiego Kryzysu istniały surowe przepisy regulujące zasady underwritingu [underwrińng, który dalej tłumaczyć będziemy jako "poręczenie" lub "gwarantowanie" emisji, to umowa pomiędzy firmą a wprowadzającym ją na giełdę bankiem inwestycyjnym polegająca w uproszczeniu na tym, że bank - w przypadku braku zainteresowania inwestorów - zobowiązuje się do kupienia pewnej puli akcji, tak by emisja doszła do skutku; bank inwestycyjny otrzymuje wynagrodzenie za taką transakcję bądź w określonej kwocie, bądź poprzez prawo do zakupu akcji po preferencyjnej cenie - przyp. red.], do których stosowano się na Wall Street podczas wprowadzania spółek na giełdę - mówi dyrektor jednego z dużych funduszy hedgingowych. - Firma musiała działać w branży przez co najmniej pięć lat i wykazać się zyskami przez trzy kolejne lata. Te zasady wyrzucono jednak na śmietnik - dodaje. Goldman wykorzystywał naiwność klientów, wciskając im kit na temat lipnych akcji: - Ich analitycy twierdzili, że akcje firmy Bullshit.com warte są sto dolarów za sztukę.

Problem polegał na tym, że nikt nie powiedział inwestorom, iż zmieniły się zasady gry. - Ale wszyscy wewnątrz banku o tym wiedzieli - opowiada dyrektor funduszu. - Bob Rubin musiał znać standardy udzielania gwarancji. Nie zmieniły się przecież od lat 30. ubiegłego wieku.

Jay Ritter, profesor finansów na University of Florida, który specjalizuje się w ofertach publicznych, mówi, że banki takie jak Goldman Sachs doskonale wiedziały, iż na wielu firmach, które promowały, nie da się zarobić. - Na początku lat 80. ludzie z Goldmana Sachsa wymagali, żeby firma przynosiła zyski przez trzy lata. Potem skrócili ten czas do jednego roku, następnie do kwartału. W czasach bańki internetowej nie wymagano już nawet, by firma miała nadzieję na jakiekolwiek zyski w dającej się przewidzieć przyszłości.

Goldman zaprzeczał, jakoby zmienił swoje zasady gwarantowania emisji podczas bańki internetowej, ale z jego własnych statystyk wynika co innego. Teraz - tak samo jak w czasach trustów inwestycyjnych z lat 20. XX wieku - Goldman zaczynał ostrożnie, ale kiedy już się rozkręcił, rozpętał istne szaleństwo. Na początku boomu technologicznego w 1996 roku wprowadził na giełdę słabą finansowo i mało znaną firmę Yahoo!, a następnie został niekwestionowanym królem tego typu operacji. Z 24 firm, które wprowadził na giełdę w 1997 roku, jedna trzecia przynosiła straty. W1999 roku, w samym szczycie boomu, wprowadził na giełdę 47 firm, w tym tak poronione projekty jak Webvan czy eToys, a także oferty inwestycyjne, które były współczesnymi odpowiednikami Blue Ridge czy Shenandoah. W ciągu pierwszych czterech miesięcy następnego roku udzielił gwarancji 18 firmom, mimo że 14 z nich przynosiło straty. Jako wiodący gwarant firm internetowych Goldman zapewniał wtedy o wiele bardziej nieobliczalne zyski niż jego konkurenci: w 1999 roku cena firmy wprowadzanej przez Goldmana na giełdę podczas pierwszego notowania była wyższa od ceny z oferty publicznej średnio o 281 procent. Średnia dla Wall Street wynosiła 181 procent.

Jak udało się Goldmanowi osiągnąć tak niebywałe rezultaty? Jedna odpowiedź jest taka, że stosowano praktykę zwaną laddering. To elegancki sposób na określenie tego, jak bank manipulował cenami akcji spółek wchodzących na giełdę. Oto jak to się odbywa: powiedzmy, że jesteście przedstawicielami banku Goldman Sachs i przychodzi do was firma Bullshit.com z prośbą, żebyście wprowadzili ją na giełdę. Zgadzacie się na warunkach standardowych dla branży: określacie, ile akcji zostanie wypuszczonych, wyceniacie je i zabieracie prezesa Bullshit.com "w trasę", żeby pogadał z inwestorami. Wszystko to za konkretną opłatą (zwykle sześć-siedem procent wartości oferty). Następnie przyrzekacie swoim najlepszym klientom prawo zakupu dużej liczby akcji giełdowego debiutanta, proponując przy tym niską cenę ofertową - załóżmy, że cena wywoławcza akcji Bullshit.com wynosi 15 dolarów - w zamian za obietnicę, że później kupią oni więcej akcji na wolnym rynku. Dzięki temu pozornie prostemu żądaniu zyskujecie wiedzę "od środka" o tym, co będzie się działo ze spółką Bullshit.com po jej giełdowym debiucie. Wiedzę, której nie mają naiwni spekulanci działający według określonego schematu: wiadomo, że pewna liczba klientów, którzy kupili pewną liczbę akcji po 15 dolarów, kupi także akcje po 20 i 25 dolarów, gwarantując, że cena wzrośnie do 25 dolarów i więcej. W ten sposób Goldman mógł sztucznie podnosić ceny nowych spółek, co oczywiście było dla banku korzystne - sześcioprocentowa prowizja od 500 milionów zarobiona na wprowadzeniu Bull-shit.com na giełdę to poważna suma. Goldman był niejednokrotnie pozywany przez akcjonariuszy za laddering przy okazji wprowadzania na giełdę spółek internetowych takich jak Webvan czy NetZero. Nieuczciwe praktyki zwróciły także uwagę Nicho-lasa Maiera, jednego z menedżerów funduszu hedgingowego Cramer & Co. kierowanego wówczas przez znanego obecnie z telewizyjnej gadki szmatki dupka Jima Cramera, który sam zdobywał szlify u Goldmana. Maier powiedział agentom amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd (SEC), że kiedy wiatach 1996-1998 pracował dla Cramera, był wielokrotnie zmuszany do angażowania się w laddering - za każdym razem, gdy wchodził z Goldmanem w układy dotyczące wprowadzenia jakiejś spółki na giełdę. - Ludzie Goldmana, z tego co sam zaobserwowałem, byli najgorszymi przestępcami - mówi Maier. - To oni nadmuchali tę bańkę i spowodowali, że załamał się rynek. Akcje po sztucznie zawyżonych cenach były ostatecznie kupowane przez niepodejrzewających niczego szaraków - mówi. W 2005 roku Goldman zgodził się zapłacić 40 milionów dolarów nałożonej przez SEC kary za stosowanie ladderingu - mizerna kara w porównaniu z gigantycznymi zyskami banku z tej niecnej praktyki (Goldman zaprzecza, jakoby kiedykolwiek dopuścił się działań niezgodnych z prawem; odmówił także komentarza na potrzeby tego artykułu).

 

Inną stosowaną przez bank Goldman metodą podczas internetowego boomu był spinning, lepiej znany jako łapówkarstwo. Bank inwestycyjny proponował dyrektorom spółek, które wchodziły na giełdę, akcje za bardzo niską cenę w zamian za wybór tego właśnie banku jako gwaranta emisji w przyszłości. Banki zaangażowane w spinning manipulowały następnie cenami akcji firm wchodzących na giełdę - upewniając się, że tanie akcje, które trafiały do przekupionych ludzi wewnątrz spółki, będą szybko drożały, zapewniając duże zyski kilku wybrańcom. Czyli zamiast ustalenia ceny ofertowej akcji Bullshit.com na poziomie 20 dolarów bank proponował prezesowi Bullshit.com milion akcji jego własnej firmy po 18 dolarów za jedną w zamian za przyszłe układy biznesowe - w efekcie okradając wszystkich udziałowców Bullshit.com. Pieniądze, które powinny stanowić zysk spółki, lądowały na prywatnym koncie jej prezesa.

Kiedyś Goldman złożył ponoć nawet specjalną, wielomilionową ofertę prezesowi eBay Meg Whitman, która zresztą później, w zamian za przyszłe przysługi biznesowe, znalazła się w zarządzie banku. Według raportu House Financial Semces Committee z 2002 roku Goldman złożył specjalne oferty sprzedaży akcji dyrektorom 21 firm, które wprowadzał na giełdę, między innymi współzałożycielowi Yahoo! Jerry''emu Yangowi i dwóm spośród największych kryminalistów ery skandali finansowych - Dennisowi Kozlowsky''emu z Tyco i Kenowi Layowi z Enronu. Goldman z oburzeniem zaprzeczył informacjom zawartym w raporcie i nazwał je "bezczelnym fałszowaniem rzeczywistości". Niedługo potem władze stanu Nowy Jork rozpoczęły śledztwo w sprawie spinningu i innych manipulacji finansowych Goldmana. Bank bez szemrania zapłacił 110 milionów dolarów grzywny. - Manipulowanie cenami akcji firm wchodzących na giełdę nie było jedynie niewinnym zabiegiem mającym na celu uzyskanie dodatkowych bonusów - mówił sprawujący w owym czasie urząd prokuratora generalnego Eliot Spitzer. - Było nielegalnym sposobem na pozyskiwanie nowych kontrahentów przez bank inwestycyjny.

Tego typu praktyki uczyniły bańkę internetową jedną z największych katastrof finansowych w historii: jej pęknięcie obniżyło wartość spółek notowanych na NASDAQ o pięć bilionów dolarów. Ale prawdziwym skandalem nie były pieniądze, które stracili akcjonariusze, tylko pieniądze, które zyskali bankierzy banków inwestycyjnych wynagradzani potężnymi premiami za manipulowanie rynkiem. Zamiast dać bankierom z Wall Street lekcję, że bańka musi pęknąć, lata internetowych przekrętów udowodniły im, że w czasach swobodnego przepływu kapitału i spółek publicznych bańkę bardzo łatwo nadmuchać, a indywidualne profity są tym większe, im większe szaleństwo ogarnia rynek.

Nigdzie twierdzenie to nie było prawdziwsze niż w banku Goldman Sachs. Pomiędzy rokiem 1999 a 2002 firma wydała 28,5 miliarda dolarów na wynagrodzenia i dodatkowe premie - średnio 350 tysięcy dolarów na pracownika rocznie. Te liczby warto przypomnieć, bo głównym spadkiem po internetowym boomie jest to, że gospodarkę w dużej mierze napędza dziś dążenie do ogromnych pensji i bonusów, których wypłacanie stało się możliwe dzięki kolejnym bańkom finansowym. Obowiązująca w Goldmanie Sachsie zasada długoterminowej chciwości rozpłynęła się w powietrzu, kiedy okazało się, że trzeba łapać, co się da, zanim melon sięgnie bruku.

Rynek przestał być miejscem rządzącym się rozumem, miejscem, gdzie można prowadzić normalne, przynoszące zysk interesy. Stał się Oceanem Cudzych Pieniędzy, do którego bankierzy wszelkimi dostępnymi im środkami ściągają wielkie sumy i próbują przerobić je na premie i wypłaty tak szybko, jak to możliwe. I mniejsza o to, że 50 spółek internetowych, które za pomocą nieuczciwych metod hddeńngu i spinningu udało się wypchnąć na giełdę, splajtowało już po roku. Zanim Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd nałoży na ciebie karę w wysokości 110 milionów dolarów, jacht, który kupiłeś za pieniądze zarobione na machlojkach, będzie miał sześć lat. Zresztą i tak nie będziesz już wtedy pracował w Goldmanie, tylko zostaniesz sekretarzem skarbu albo gubernatorem stanu New Jersey. Jednym z najzabawniejszych momentów w historii ostatniego amerykańskiego załamania finansowego było wystąpienie gubernatora New Jersey Jona Corzine''a, który kierował bankiem Goldman Sachs w latach 1994-1999 i odszedł z 320 milionami w kieszeni. Zarobił je na akcjach spółek wprowadzanych przez bank na giełdę. W 2002 roku oświadczył, że nigdy w życiu nie słyszał nawet terminu laddering.

Dla banku, który wydawał siedem miliardów dolarów rocznie na pensje, grzywna w wysokości 110 milionów dolarów nałożona z pięcioletnim poślizgiem nie była żadnym środkiem odstraszającym. To były śmieszne pieniądze. Kiedy pękła bańka internetowa, Goldman nie miał żadnego bodźca, by zmieniać prowadzącą do finansowego sukcesu strategię. Po prostu zaczął się rozglądać za nową bańką do nadmuchania. I jak się okazało, gotowa bańka już na niego czekała. W dużej mierze dzięki Rubinowi.

 

TRZECIA BAŃKA - Szaleństwo kredytów hipotecznych

Rola Goldmana w ogólnoświatowej katastrofie finansowej, jaką wywołała bańka kredytów hipotecznych, nie jest trudna do prześledzenia. Tutaj także trik polegał na zaniedbaniu standardów gwarancji bankowych, choć w tym przypadku nie chodziło o spółki wprowadzane na giełdę, ale o kredyty hipoteczne. Dziś prawie każdy wie, że przez całe dziesięciolecia instytucje udzielające takich kredytów wymagały, aby kredytobiorca wpłacił zaliczkę w wysokości 10 procent kredytu lub wyższą, wykazał się stałymi dochodami, zdolnością kredytową i posiadał prawdziwe imię i nazwisko. Gdzieś na początku nowego tysiąclecia wszystkie te bzdury trafiły do kosza i zaczęto rozdawać kredyty na prawo i lewo, spisując umowy na kawiarnianych serwetkach. Mogli je dostać wszyscy - od kelnerki w koktajlbarze po gościa, który właśnie wyszedł z więzienia z pięcioma dolarami i snickersem w kieszeni.

To wszystko nie byłoby możliwe bez banków inwestycyjnych takich jak Goldman Sachs, które na podstawie udzielonych kredytów hipotecznych tworzyły instrumenty finansowe sprzedawane następnie masowo niczego niepodejrzewającym firmom ubezpieczeniowym i funduszom emerytalnym. Dzięki temu powstał masowy rynek toksycznych długów, jakiego nie było nigdy wcześniej. Dawniej żaden bank nie chciałby mieć w swych księgach zapisu o kredycie udzielonym byłemu więźniowi uzależnionemu od narkotyków, bo obawiałby się, że nie odzyska pieniędzy. Ale sytuacja się zmieniła, gdy okazało się, że można je sprzedać komuś, kto nie ma pojęcia, czym naprawdę są.

Goldman stosował dwie metody ukrywania tego bałaganu. Po pierwsze, połączył setki różnych kredytów w instrumenty pochodne zwane CollateralizedDebt Obligations (papiery wartościowe oparte na długu). Następnie sprzedano je inwestorom, przekonując, że ponieważ większość tych kredytów zostanie spłacona, nie ma powodu przejmować się tymi, których nikt nigdy nie spłaci. W ten sposób byle jakie kredyty zamieniły się w pierwszorzędne inwestycje, które uzyskiwały od agencji ratingowych najwyższą notę AAA.

Po drugie, żeby zabezpieczyć się na obie strony, Goldman zawierał z firmami ubezpieczeniowymi, takimi jak na przykład AIG, transakcje typu swap dotyczące CDO. W ten sposób na rynku pojawiły się jeszcze bardziej skomplikowane instrumenty finansowe, zbliżone nieco w swej konstrukcji do kontraktów terminowych. W ogromnym uproszczeniu opierały się na swego rodzaju zakładzie: Goldman zakładał, że menele nie spłacą swoich kredytów hipotecznych, AIG zaś - że owszem.

Był tylko jeden problem: wszystkie te transakcje były niebezpiecznymi spekulacjami, które od początku powinny zostać ukrócone przez urzędy federalne. Derywaty (instrumenty pochodne), takie jak CDO i CDS, już spowodowały całą serię finansowych katastrof: firmy Procter and Gamble i Gibson Greetings już wcześniej straciły na nich fortuny, a hrabstwo Oran-ge w Kalifornii w roku 1994 zmuszone było ogłosić bankructwo. Opublikowany wtedy raport Government Accountability Office (odpowiednika polskiej NIK) zalecał, by ściśle kontrolować tego typu instrumenty finansowe, z czym zgodziła się w 1998 roku Brooksley Born, szefowa Commodity Futures Trading Commission (CFTC, niezależna agenda rządu Stanów Zjednoczonych powołana do kontroli i regulacji rynku kontraktów terminowych). W maju 1998 roku skierowała ona do szefów wielkich korporacji i przedstawicieli administracji Billa Clintona pismo zalecające, by banki publikowały więcej informacji na temat handlu derywatami, a także utrzymywały jakieś rezerwy finansowe jako zabezpieczenie na wypadek ewentualnych strat.

Goldmanowi nie uśmiechały się ostrzejsze uregulowania prawne. - Banki zwariowały, są przeciwko - mówi Michael Greenberger, który pracował dla Born na stanowisku dyrektora działu notowań i rozwoju rynku w CFTC, a teraz jest profesorem prawa na University of Ma-ryland. - Naszym planom sprzeciwili się także Greenspan, Summers, Rubin i Levitt (szef SEC) i chcieli powstrzymać proces regulacji.

Kwartet ekonomiczny Clintona poprosił Born o spotkanie i zaprotestował przeciwko pomysłom szefowej CFTC. Według Greenbergera naciskał "zwłaszcza Rubin". Born odmówiła, prace nad uregulowaniami handlu derywatami trwały. W czerwcu 1998 roku Rubin publicznie skrytykował jej działania, przedstawiając jednocześnie projekt odebrania przez Kongres agencji CFTC uprawnień do regulacji rynku kontraktów terminowych. W 2000 roku, ostatniego dnia sesji, Kongres przegłosował okrytą teraz złą sławą ustawę Commodity Futures Modernization Act znoszącą większość ograniczeń, którą w ostatniej chwili wprowadzono do liczącej sobie 11 tysięcy stron ustawy budżetowej prawie bez dyskusji w senacie. Banki mogły od tej pory bezkarnie dokonywać transakcji CDS.

Ale to jeszcze nie koniec tej historii. AIG, główny dostawca transakcji CDS w 2000 roku, wystosował pytanie do nowojorskiego departamentu ubezpieczeń, czy transakcje takie powinny podlegać tym samym uregulowaniom prawnym co polisy ubezpieczeniowe. W tamtym czasie urzędem tym kierował były wiceprezes Goldmana Neil Levin, który postanowił nie regulować rynku transakcji CDS. Uzyskawszy swobodę emitowania tak wielu papierów wartościowych opartych na kredytach hipotecznych i związanych z nimi kontraktów ubezpieczeniowych, jak mu się tylko podobało, Goldman po prostu zalał nimi rynek.

W szczycie boomu budowlanego w 2006 roku Goldman wypuścił na rynek papiery wartościowe oparte na kredytach hipotecznych o wartości 76,5 miliarda dolarów! Jedna trzecia z nich, to były kredyty subprime, czyli niepewne, ale i tak większość papierów wykupiły instytucje takie jak firmy ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne. Nie zdając sobie sprawy z tego, że inwestują tak naprawdę w morze gówna.

Weźmy dla przykładu wartą 494 miliony dolarów dokonaną wówczas transakcję GSAMP Trust 2006S3. Wiele kredytów hipotecznych zapakowanych w te papiery wartościowe zaciągniętych zostało przez ludzi, którzy wcześniej już wzięli kredyt na swój własny dom, a następnie przyszli do banku po kolejne pieniądze, by na fali rosnących cen nieruchomości zainwestować w kolejny dom. W przypadku tego typu kredytobiorców ich udział własny w inwestycji wynosił średnio 0,71 procent jej wartości. Co więcej, 58 procent pożyczek miało bardzo niekompletną dokumentację lub nie miało jej wcale - brakowało nazwisk pożyczkobiorców, adresów, a w umowie pojawiały się jedynie kody pocztowe. A jednak obydwie największe agencje ratingowe - Moody''s i Standard & Poor''s - przyznały 93 procentom tych papierów tak zwaną ocenę inwestycyjną, uznając, że są to normalne instrumenty finansowe o akceptowalnym poziomie ryzyka. Agencja Mood/s założyła, że mniej więcej 10 procent pożyczek nie zostanie spłaconych. Już po półtora roku okazało się, że rat kredytowych nie płaci aż 18 procent pożyczkobiorców.

Jednak dla Goldmana nie było to żadne ryzyko. Bank wciąż połykał ogromne pakiety obrzydliwych kredytów od podejrzanych firm, takich jak choćby Countrywide, i ładnie opakowane sprzedawał samorządom i inwestującym oszczędności życia emerytom - starym ludziom, na Boga! - twardo utrzymując, że to dobra, bezpieczna inwestycja, a nie bezwartościowe gie, którym w rzeczywistości była. Na dodatek z pełnym cynizmem grał na rynku kontraktów terminowych na spadek papierów, które sam sprzedawał. Co gorsza, Goldman publicznie przekonywał, że wszystko jest w porządku. "Sektor nieruchomości jest wciąż obiecujący - zapewniał w 2007 roku David Viniar, dyrektor finansowy Goldmana. - Dlatego nasz bank inwestuje w kontrakty terminowe zakładające długotrwały wzrost wartości instrumentów związanych z rynkiem nieruchomości". To była oczywiście ściema dla naiwnych matołków. Goldman zarabiał na sprzedaży papierów hipotecznych, na rynku kontraktów terminowych, obstawiając jednocześnie ich spadek. I to właśnie na tym ostatecznie zarobił najwięcej.

- Te dupki z Goldmana są maksymalnie bezczelne - mówi jeden z menedżerów funduszu hedgingowego. - W przypadku niektórych innych bankierów można było przynajmniej powiedzieć, że są po prostu głupi - wierzyli w to, co robią, i nie wyszło. Goldman natomiast doskonale wiedział, co robi.

Pytam go, jak to możliwe, że sprzedawanie klientowi czegoś, czego spadek jednocześnie obstawia się na rynku kontraktów terminowych, zwłaszcza kiedy zna się słabe strony produktu, których klient nie zna, nie jest uznawane za poważne oszustwo. "Ależ to jest poważne oszustwo w najczystszej postaci!" - odpowiada mój rozmówca.

W końcu mnóstwo wściekłych inwestorów doszło do porozumienia. Gdy hipoteczna bańka pękła zupełnie tak samo jak internetowa kilka lat wcześniej, Goldman został zasypany pozwami o odszkodowanie. Oszukani inwestorzy dowodzili, że bank zataił przed nimi rzeczywistą jakość sprzedawanych papierów wartościowych. Na dodatek komisja papierów wartościowych stanu Nowy Jork pozwała Goldmana i 25 innych instytucji za sprzedawanie bezwartościowych papierów opartych na niespłacalnych kredytach Countrywide samorządom i stanowym funduszom emerytalnym, które straciły na tej inwestycji aż sto milionów dolarów. Stan Massachusetts także prowadził dochodzenie w sprawie Goldmana za podobne praktyki. Ale Goldmanowi znowu udało się wyjść bez szwanku. Odparł oskarżenia, godząc się na zapłatę marnych 60 milionów dolarów - taką sumę podczas boomu mieszkaniowego departament banku odpowiedzialny za CDO zarabiał w ciągu półtora dnia.

 

Skutki bańki kredytów hipotecznych są dobrze znane - doprowadziła ona do upadku banków inwestycyjnych Bear Stearns, Lehman Brothers oraz wielkiego ubezpieczyciela AIG, którego portfel złych inwestycji składał się głównie z ubezpieczeń, które banki inwestycyjne, takie jak Goldman Sachs, wykupiły, grając na zniżkę oferowanych przez siebie papierów "wartościowych". W rzeczywistości co najmniej 13 miliardów dolarów z kieszeni podatników przekazanych AIG w ramach pomocy finansowej trafiło ostatecznie na konto Goldmana, co znaczy, że bank zarobił na bańce kredytów hipotecznych dwukrotnie: oszukał inwestorów, którzy kupili jego bezwartościowe papiery wartościowe, a także podatników, którzy musieli spłacać te same długi.

I kiedy wokół Goldmana rozpadał się świat, bank po raz kolejny znacząco podniósł płace swoim pracownikom. W 2006 roku lista płac banku podskoczyła do 16,5 miliarda dolarów - średnio 622 tysiące dolarów na pracownika rocznie. - My tu bardzo ciężko pracujemy - wyjaśnił rzecznik Goldmana.

Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. Kiedy wskutek pęknięcia bańki kredytów hipotecznych w świecie finansów zapanował chaos, Goldman śmiało przeskoczył do innej branży i prawie sam stworzył nową bańkę. Nikt na świecie nie zdaje sobie sprawy, że bank miał z nią cokolwiek wspólnego.

 

CZWARTA BAŃKA - Droga ropa

Na początku roku 2008 w świecie finansów panowało zamieszanie. Przez ostatnich 25 lat na Wall Street skandale wybuchały jeden po drugim, kompromitując kolejne instrumenty finansowe. Terminy takie jak: junk bond (obligacje śmieciowe), IPO (oferta publiczna), subprime mortgage (ryzykowny kredyt hipoteczny) i inne niegdyś modne inwestycje, opinia publiczna zdecydowanie kojarzyła z przekrętami. Do nich dołączyły nowe terminy, takie jak credit swaps i CDO. Na rynku kredytów panował kryzys, a mantra, która podtrzymywała fantastyczną ekonomię lat administracji Busha - że ceny domów nigdy nie spadają - była już całkowicie skompromitowanym mitem.

Gdzie by się tu zwrócić? Klienci nie chcą tracić pieniędzy na papierowe inwestycje, Wall Street po cichu przestawiła się więc na rynek konkretnych towarów - rzeczy realnych, które można zobaczyć i których można dotknąć - jak kukurydza, kawa, kakao, pszenica, a przede wszystkim źródła energii, zwłaszcza ropa. W połączeniu ze spadkiem wartości dolara załamanie na rynku kredytów i nieruchomości spowodowało przesunięcie w stronę konkretnych towarów. Ceny ropy poszybowały w górę, cena za baryłkę z 60 dolarów w połowie roku 2007 wzrosła do 147 dolarów latem 2008.

Tamtego lata, kiedy rozkręcała się kampania prezydencka, powszechnie przyjmowanym wyjaśnieniem, dlaczego galon benzyny kosztuje 4,11 dolara, było to, że na świecie są problemy z dostawami ropy naftowej. Zarówno Republikanie, jaki Demokraci na kryzys zareagowali równie idiotycznie, prześcigając się w bezsensownych wypowiedziach. John McCain twierdził, że zakończenie moratorium na zagraniczne odwierty "byłoby korzystne na krótką metę", Barack Obama natomiast w typowym dla liberałów stylu argumentował, że wyjściem z sytuacji będą federalne inwestycje w samochody o napędzie hybrydowym.

Ale to wszystko było kłamstwem. Światowe zasoby ropy kiedyś się skończą, nastąpił jednak krótkoterminowy wzrost w jej wydobyciu. Na pół roku przed tym, jak ceny poszły w górę, według amerykańskiej Energy Information Administration światowe wydobycie ropy wzrosło z 85,24 miliona baryłek dziennie do 85,72 miliona. W tym samym okresie światowe zapotrzebowanie na ropę spadło z 86,82 miliona baryłek dziennie do 86,07 miliona. Nie tylko więc wzrosło krótkoterminowo wydobycie, ale także spadło zapotrzebowanie - co w normalnych warunkach gospodarczych powinno doprowadzić do spadku ceny.

Co zatem spowodowało ogromny wzrost cen ropy naftowej? Zgadnijcie. Oczywiście przyczynił się do tego Goldman - choć na rynku towarów byli także inni gracze, ale najpoważniejszą przyczyną było zachowanie kilku najważniejszych graczy zdecydowanych na to, by zmienić solidny niegdyś rynek w kasyno spekulacji. Goldman dokonał tego, przekonując fundusze emerytalne i inne instytucje do inwestowania w kontrakty terminowe na ropę - czyli do tego, by zgodziły się kupować ropę za określoną cenę danego dnia. Ten ruch zamienił ropę z towaru, którego cena wynika z podaży i popytu, w przedmiot spekulacji - zupełnie jak akcje czy nawet bardziej spekulacyjne papiery wartościowe. W latach 2003-2008 suma gorącej, spekulacyjnej gotówki rzuconej na rynek towarowy wzrosła z 13 do 317 miliardów. To wzrost o 2300 procent! W roku 2008 baryłka ropy przechodziła średnio przez ręce 27 pośredników, zanim wreszcie trafiła do konsumenta.

Jak często się zdarza, istniały ustawy z okresu Wielkiego Kryzysu, które miały zapobiec tego typu spekulacji. Rynek towarowy zaplanowano w dużej części w taki sposób, by pomóc farmerom: rolnik, który niepokoił się o przyszłe spadki cen, mógł zawrzeć kontrakt na sprzedaż swojej kukurydzy po określonej cenie i dostarczyć ją później, co uwalniało go od troski, że nagromadzi mu się zapas, a ceny nagle spadną. Kiedy nikt nie kupował kukurydzy, farmer mógł ją sprzedać pośrednikowi znanemu jako "tradycyjny spekulant", który magazynował kukurydzę i sprzedawał ją później, kiedy znów pojawiło się na nią zapotrzebowanie. W ten sposób zawsze miał kto kupić produkty od farmera, nawet jeśli na rynku nie było akurat na nie zapotrzebowania.

Jednakże w 1936 roku Kongres postanowił, że na rynku nie powinno być więcej spekulantów niż producentów i konsumentów. Jeśli tak się działo, cena podlegała innym czynnikom niż stosunek podaży i popytu, powstawały więc warunki do manipulowania cenami. Nowe prawo dało większą władzę Commodity Futures Trading Commission - temu samemu ciału, które później miało próbować nieskutecznie regulować credit swaps - mogła ona reagować na spekulacje w handlu towarami. Rezultatem kolejnych kontroli CFTC był spokój na rynkach towarowych przez ponad 50 lat.

Wszystko to zmieniło się w roku 1991, kiedy to w tajemnicy przed całym światem filia Goldmana zajmująca się handlem towarami o nazwie J. Aron napisała do CFTC list z niezwykłym żądaniem. Farmerzy - pisał Goldman - którym grozi, że nie sprzedadzą wyprodukowanych przez siebie plonów, nie są jedynymi, których należy zabezpieczyć przed przyszłymi spadkami cen. Dilerzy z Wall Street, którzy kupują kontrakty terminowe na ceny ropy, także muszą móc zabezpieczać swe zyski, bo wiele ryzykują.

To były totalne bzdety - ustawa z 1936 roku została stworzona, by utrzymać rozróżnienie pomiędzy tymi, którzy sprzedają i kupują rzeczywiste towary, a tymi, którzy handlują papierami wartościowymi. Ale CFTC, o dziwo, przyjęła argument Goldmana. Wydała bankowi rodzaj przywileju zwanego Bona Fide Hed-ging. Była to klauzula zezwalająca filii Goldmana na korzystanie z wszelkich praw zarezerwowanych dotąd dla podmiotów obracających rzeczywistymi towarami. Przez następnych kilka lat CFTC wydała po cichu 14 podobnych zwolnień innym firmom.

Dzięki temu Goldman i inne banki zyskały swobodę w przyciąganiu liczniejszych inwestorów do rynków towarowych, umożliwiając spekulantom inwestowanie w kontrakty surowcowe coraz bardziej gigantycznych pieniędzy, list Goldmana do CFTC z 1991 roku mniej lub bardziej bezpośrednio doprowadził do "ropnej bańki" w 2008 roku, kiedy liczba spekulantów na rynku paliw (którzy uciekli nań przerażeni spadającą wartością dolara i załamaniem na rynku nieruchomości) przekroczyła liczbę dostawców prawdziwych towarów i ich nabywców. Jeden z ekspertów zatrudnionych przez Kongres wyliczył, że w roku 2008 co najmniej trzy czwarte obrotów na rynku towarowym to była czysta spekulacja. To zapewne zachowawcze szacunki. Do połowy zeszłego lata mimo rosnących dostaw i spadku popytu płaciliśmy aż cztery dolary za galon benzyny na każdej stacji benzynowej w kraju.

 

Co jeszcze bardziej zdumiewające, to fakt, że list od filii Goldmana, podobnie jak większość innych wniosków o "specjalne traktowanie", był rozpatrywany w ogromnym sekrecie. - Byłem szefem oddziału regulacji rynku, gdy Brooksley Born szefowała CFTC - mówi Greenberger. - Nikt z nas nie wiedział o liście.

Tak naprawdę listy wyszły na jaw przypadkiem. W zeszłym roku urzędnik działającej pod auspicjami Kongresu House Energy and Commerce Committee przypadkowo znalazł się na odprawie, podczas której szefowie CFTC rozmawiali o przywilejach przyznanych niektórym bankom inwestycyjnym na rynku towarowym.

- Zaproszono mnie na odprawę, jaką komisja przeprowadzała w sprawie energii - wspomina urzędnik.- i nagle w samym środku rozmowy zaczęli mówić o tym, że od lat wydają pozwolenia dla banków inwestycyjnych. Podniosłem rękę i zapytałem: "Naprawdę? Wydaliście dokument? Mogę go zobaczyć?". Trochę się plątali. Zaczęliśmy się sprzeczać i w końcu powiedzieli: "Musimy zapytać o zgodę Goldmana Sachsa". Ja na to: "Jak to? Musicie pytać Goldmana o zgodę?".

CFTC przedstawiła wtedy klauzulę, która zabraniała jej wypuszczania jakichkolwiek informacji o sytuacji i interesach firmy na rynku w danym momencie. Ale prośba urzędnika dotyczyła dokumentu wydanego 17 lat wcześniej. Nie miał on nic wspólnego z obecną pozycją Goldmana na rynku. Co więcej, rozdział siódmy ustawy z 1936 roku o instrumentach pochodnych na rynku towarowym daje Kongresowi prawo do wszelkich informacji, jakimi tylko dysponuje komisja. Był to klasyczny przykład tego, jak Goldman trzyma rząd w szachu. CFTC czekała na pozwolenie z banku, zanim przedstawiła dokument do kontroli.

Uzbrojony w na wpół tajne rządowe zwolnienie z rynkowych ograniczeń Goldman stał się głównym pomysłodawcą gigantycznego rynku instrumentów pochodnych opartych na rynku towarowym. Indeks Goldman Sachs Com-modities, który odzwierciedlał ceny 24 najważniejszych surowców, ale przede wszystkim ropy naftowej, pozwolił funduszom emerytalnym, towarzystwom ubezpieczeniowym i innym inwestorom instytucjonalnym na inwestowanie w kontrakty długoterminowe na ceny poszczególnych surowców. Wszystko to ładnie pięknie - z wyjątkiem paru spraw.

Po pierwsze, instytucje inwestujące długoterminowo kupowały wyłącznie tak zwane długie pozycje zakładające wzrost wartości indeksu - żaden inwestor z oczywistych powodów nie grał na jego spadek. O ile takie zachowanie jest korzystne dla giełdy, o tyle jest jednocześnie bardzo niekorzystne dla realnej wyceny papierów wartościowych, bo podbija ceny w nieskończoność. - Jeśli gracze zajmują długie i krótkie pozycje w podobnych proporcjach, na rynku panuje równowaga - mówi Michael Masters, menedżer funduszu hedgingowego, który pomagał ujawnić rolę banków inwestycyjnych w manipulowaniu cenami ropy. - Ale oni jedynie coraz bardziej podbijali ceny - dodaje Masters.

Jeszcze bardziej sytuację komplikuje fakt, że sam Goldman ze wszystkich sił działał na rzecz wzrostu cen ropy. Na początku 2008 roku Arjun Murti, analityk Goldmana okrzyknięty przez "New York Times" "wyrocznią w sprawach ropy naftowej", przewidział gwałtowny wzrost cen - nawet do 200 dolarów za baryłkę. Goldman inwestował wtedy ogromne sumy w ropę poprzez swą filię J. Aron, posiadał ponadto udziały w wielkiej rafinerii w Kansas, gdzie magazynował ropę, którą kupował i sprzedawał. Chociaż wydobycie ropy zaspokajało bieżący popyt, Murti nieustannie ostrzegał, że nastąpią przerwy w dostawie. Mówił nawet, że tak się tego obawia, że aż kupił sobie dwa auta o napędzie hybrydowym. Jak utrzymywał bank, wysokie ceny były winą rozpasanego jak świnia amerykańskiego konsumenta; w 2005 roku analitycy Goldmana twierdzili, że nie dowiemy się, kiedy spadną ceny ropy, dopóki nie będziemy wiedzieli, "kiedy amerykańscy konsumenci przestaną wreszcie kupować spalające niesamowitą ilość paliwa SUV-y i zaczną szukać bardziej energooszczędnych rozwiązań".

Ale to nie zużycie ropy naftowej podbijało ceny, te bowiem rosły wskutek spekulacji na papierze. Latem 2008 roku spekulanci giełdowi kupili i zmagazynowali dość kontraktów na ropę, by wypełnić 1,1 miliarda baryłek. To znaczy, że liczba papierowych kontraktów terminowych na ropę w rękach spekulantów była wyższa niż zapasy tego surowca zmagazynowane we wszystkich zbiornikach w kraju, w tym w zbiornikach należących do Strategie Petroleum Reserve. To była powtórka zarówno bańki internetowej, jak i hipotecznej, kiedy Wall Street generowała gigantyczne zyski, sprzedając naiwniakom wizję nieustannie rosnących cen.

Według boleśnie znanego już schematu melon kontraktów terminowych na ropę rozbił się z wielkim hukiem w lecie 2008 roku, powodując ogromne straty wśród wielu inwestorów. Ceny surowca spadły ze 147 do 33 dolarów za baryłkę. Jak zwykle najwięcej stracili zwykli ludzie. Emeryci, których fundusze zainwestowały w to inwestycyjne gówno, zostali zmasakrowani, na przykład CalPERS (California Public Em-ployeeś Retirement System) miał w papierach wartościowych 1,1 miliarda dolarów, kiedy nastąpiło załamanie. Ale nieszczęścia nie były spowodowane jedynie spadkiem cen ropy. Rosnące gwałtownie ceny jedzenia - także napędzane przez rozdmuchany rynek kontraktów - wywołały ogólnoświatową katastrofę, doprowadzając jakieś sto milionów ludzi do głodu i wywołując niepokoje społeczne w krajach rozwijających się.

Dziś ceny ropy znowu rosną: podskoczyły o 20 procent w maju, a od początku roku prawie się podwoiły. I znowu problemem nie jest tu podaż czy popyt. - Dziś mamy największe wydobycie ropy w ciągu ostatnich 20 lat - mówi kongresman Bart Stupak, demokrata z Michigan, który zasiada w komisji House Energy. - Zapotrzebowanie jest najniższe od 10 lat. A jednak ceny rosną.

Zapytany, dlaczego politycy nie przestają ględzić o odwiertach i samochodach z napędem hybrydowym, skoro popyt i podaż nie mają nic wspólnego z wysokimi cenami, Stupak potrząsa głową. - Myślę, że oni nie rozumieją zbyt dobrze problemu - mówi. - Politycy ignorują wszystko, czego nie da się wyjaśnić w ciągu pół minuty - dodaje z przekąsem.

 

PIĄTA BAŃKA - Bailouty

Po tym jak zeszłej jesieni pękła bańka naftowa, nie było żadnej nowej, która sprawiłaby, że interes mógłby hulać dalej. Tym razem wydawało się, że pieniądze naprawdę przepadły wskutek ogólnoświatowego kryzysu. Finansowe safari przeniosło się wobec tego gdzie indziej, a gruby zwierz, na którego miało się odbyć polowanie, okazał się największą pulą niestrzeżonego kapitału: pieniędzmi podatników. Podczas tej operacji Goldman Sachs naprawdę zaczął prężyć muskuły.

Wszystko zaczęło się we wrześniu zeszłego roku, kiedy ówczesny sekretarz skarbu USA Paulson podjął całą serię decyzji o ogromnym znaczeniu. Choć już kilka miesięcy wcześniej przeprowadził operację ratowania banku Bear Sterns i przejął dwie wielkie instytucje pożyczkowe Fannie Mae and Freddie Mac, Paulson postanowił jednak, że pozwoli bankowi Lehman Brothers - jednemu z największych konkurentów Goldmana - upaść bez interwencji ze strony rządu. (- Dominująca pozycja Goldmana pozostała nienaruszona - komentuje analityk rynku Eric Salzman. - A jego wielki konkurent, bank inwestycyjny Lehman, legł w gruzach). Następnego dnia Paulson zatwierdził potężną pomoc finansową dla AIG w wysokości 85 miliardów dolarów. AIG natychmiast z państwowych pieniędzy spłaciło 13 miliardów długu, jaki miało u Goldmana. Dzięki pomocy finansowej bank odzyskał wszystkie swoje złe długi: dla kontrastu emerytowani pracownicy fabryki samochodów czekający na to, że Chrysler uzyska pomoc finansową, będą mieli szczęście, jeśli uda im się uzyskać 50 centów za każdego dolara, którego wisi im Chrysler.

Natychmiast po udzieleniu pomocy AIG Paulson ogłosił swój plan pomocy finansowej dla sektora przemysłowego zwany Troubled Asset Relief Program (TARP). Na pomoc przeznaczono 700 miliardów dolarów, do jej obsługi wydelegowano zaś nikomu nieznanego, 35-let-niego bankiera Neela Kashkariego. Żeby dostać prawo obracania pieniędzmi z pomocy rządowej, Goldman ogłosił, że zmienia się z banku inwestycyjnego w spółkę holdingową. Ten ruch zapewnił mu dostęp nie tylko do 10 miliardów dolarów z TARP, ale także do całej serii mniej spektakularnych funduszy publicznych, takich jak ten organizowany przez Rezerwę Federalną. Do końca marca Fed pożyczy albo zagwarantuje co najmniej 8,7 biliona dolarów w całej serii nowych programów pomocowych - i dzięki niejasnemu prawu pozwalającemu Fedowi blokować większość kontroli finansowych zarządzonych przez Kongres zarówno sumy, jak i ich odbiorcy pozostają niemal całkowicie niejawni.

Oficjalna zmiana w holding ma jeszcze jedną dobrą stronę: bezpośrednim nadzorcą Goldmana jest teraz nowojorski oddział Banku Rezerw Federalnych, którego prezesem w momencie ogłoszenia przekształcenia był Stephen Friedman, były wiceprezes Goldmana Sachsa. Friedman zresztą naruszał przepisy Fed, zasiadając w radzie nadzorczej Goldmana. Żeby rozwiązać ten problem, poprosił rząd o zaświadczenie, że nie zachodzi konflikt interesów - i je otrzymał. Friedman miał także zrzec się akcji Goldmana, ale dzięki rządowemu zaświadczeniu pozwolono mu jeszcze... dokupić 52 tysiące dodatkowych akcji, dzięki czemu wzbogacił się o 3 miliony dolarów. Friedman zrezygnował ze stanowiska w maju, ale obecny człowiek odpowiedzialny za sprawowanie kontroli nad Goldmanem - nowy szef nowojorskiej Fed William Dudley - także jest wychowankiem Goldmana Sachsa.

Z tych wszystkich wydarzeń - lukratywnego udziału w "Operacji AIG", bezproblemowego przekształcenia w bank komercyjny, by załapać się na fundusze TARP - wyłania się naga prawda: Goldmana Sachsa reguły wolnego rynku nie obowiązują. Rząd może wpuścić na rynek innych graczy, ale za żadną cenę nie pozwoli upaść bankowi. Przeciwnie, przyzna mu wszelkie przywileje, jakich bankierzy Goldmana sobie zażyczą, by zdominować rynek. - W przeszłości też uzyskiwali rozmaite korzyści, ale nie mówiło się o nich tak jawnie - mówi Simon Johnson, profesor ekonomii w Massachusetts Institute of Technology i były pracownik Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który porównuje bailout do kapitalizmu kolesiów, jakiego był świadkiem w Trzecim Świecie. - Teraz wszystko jest już jawne.

Kiedy bailoutowe konfitury zostały już wyjedzone, Goldman wrócił do biznesu, wymyślając kolejne karkołomne plany, jakby tu amerykańskiego trupa ogołocić z resztek gotówki. Jednym z jego pierwszych ruchów "postbailouto-wej" epoki było dyskretne pchnięcie do przodu kalendarza, według którego bank składa raporty o swoich wynikach finansowych. Dzięki temu wymazał z niego grudzień 2008 roku, który przyniósł bankowi stratę brutto w wysokości 1,3 miliarda dolarów. Jednocześnie bank ogłosił podejrzanie wysokie przychody (na poziomie 1,8 miliarda dolarów) za pierwszy kwartał 2009 roku. Tak naprawdę ogromna ich część pochodziła z programu bailoutowego, czyli po prostu od podatników. - Wysmażyli te rezultaty za pierwszy kwartał jak najlepsi mistrzowie kuchni - mówi zarządzający jednego z funduszy hedgingowych. - Ukryli-miesiąc strat, a pieniądze z bailoutu zapisali jako zysk.

Jeszcze dwie liczby zwracają uwagę w tej zadziwiającej zmianie na lepsze. Przez pierwsze trzy miesiące tego roku bank wypłacił astronomiczne 4,7 miliarda dolarów w formie wynagrodzeń i bonusów. To 18-procentowy wzrost w porównaniu z pierwszym kwartałem 2008 roku. Zebrał także z rynku 5 miliardów dolarów, emitując nowe akcje prawie natychmiast po ogłoszeniu wyników za pierwszy kwartał. Obie te liczby razem pokazują, że Goldman tak naprawdę pożyczył od inwestorów 5 miliardów dolarów na pensje dla swojego kierownictwa w samym środku kryzysu gospodarczego. Inwestorów zwabił i oszukał za pomocą kreatywnej księgowości, i to zaledwie kilka miesięcy po otrzymaniu miliardów dolarów z kieszeni podatników podczas baibutu.

Co zdumiewa jeszcze bardziej, Goldman zrobił to, zanim rząd ogłosił wyniki banków korzystających z pomocy publicznej. Kontrolerzy badali ich kondycję finansową i możliwość spłaty rządowych pieniędzy, po czym ogłaszali obowiązujące bank zalecenia. Szybka emisja i wypłata ogromnych bonusów jasno pokazuje, że Goldman doskonale wiedział, co się szykuje.

- W przeciwieństwie do innych graczy bankierzy Goldmana wydawali się wiedzieć wszystko, czego potrzebowali, zanim ukazały się wyniki - mówi Michael Hecht, dyrektor zarządzający firmy JMP Securities. - Byli świetnie przygotowani na zalecenia kontrolerów. Wszystko, co im kazano zrobić, zrobili dwa tygodnie wcześniej.

Ale najlepsze dopiero przed nami. Po tym jak maczali palce w czterech historycznych katastrofach finansowych, po tym jak pomogli 5 bilionom dolarów wyparować z NASDAQ, po tym jak wcisnęli samorządom i emerytom tysiące nic niewartych papierów opartych na złych kredytach hipotecznych, po tym jak wywindowali cenę benzyny do 4 dolarów za galon i doprowadzili 100 milionów ludzi na całym świecie do głodu, po tym wreszcie, jak położyli łapę na dziesiątkach miliardów dolarów z kieszeni podatników poprzez serię bailoutów nadzorowanych przez swego byłego dyrektora generalnego, co dali bankierzy Goldmana Sachsa obywatelom Stanów Zjednoczonych w 2008 roku?

14 milionów dolarów.

Tyle podatku zapłacił za rok 2008 przy rzeczywistej stawce podatkowej wynoszącej 1 (słownie: jeden) procent. W tym samym roku bank wypłacił swoim ludziom 10 miliardów dolarów pensji oraz premii i zarobił na czysto 2 miliardy dolarów. A jednak zapłacił skarbowi państwa mniej niż jedną trzecią tego, co swemu prezesowi Lloydowi Blankfeinowi, który w zeszłym roku zarobił prawie 43 miliony.

Jak to możliwe? Według rocznego raportu Goldmana niskie podatki to głównie zasługa zmian w "geografii przychodów" banku. Czyli innymi słowy, bank przenosił swe pieniądze z miejsca na miejsce, tak że większość przychodów uzyskał za granicą, w krajach o niskich podatkach. Dzięki naszemu popieprzonemu systemowi podatkowemu firmy takie jak Goldman mogą wysyłać swoje dochody za granicę i opóźniać zapłacenie od nich podatku w nieskończoność, a jednocześnie żądać ulg i odpisów od tych podatków! Dlatego każda firma posiadająca księgowego, który choćby od czasu do czasu miewa przebłyski inteligencji, potrafi znaleźć sposób na unikanie podatków. Raport GAO wykazał, że w latach 1998-2005 mniej więcej dwie trzecie wszystkich korporacji działających w Stanach Zjednoczonych w ogóle nie płaciło fiskusowi.

To powinno budzić mocny sprzeciw - ale jakoś kiedy ogłoszono informacje o podatkach Goldmana, prawie nikt nie pisnął słowa. Jednym z nielicznych, którzy skomentowali tę jawną nieprzyzwoitość, był kongresman Lloyd Doggett, demokrata z Teksasu. - Prawa ręka sięga po publiczne pieniądze, a lewa wysyła je do rajów podatkowych - mówił oburzony.

 

SZÓSTA BAŃKA - Ekologia

Waszyngton, początek czerwca. W Białym Domu zasiada Barack Obama, popularny młody polityk, którego głównym prywatnym sponsorem kampanii wyborczej był bank inwestycyjny o nazwie Goldman Sachs. Jego pracownicy wpłacili jakieś 981 tysięcy dolarów na fundusz kampanii. Bez uszczerbku przebrnąwszy przez najeżoną minami epokę bailoutów, Goldman wraca do starych praktyk, bez kłopotu odnajdując się na uregulowanym od nowa przez rząd rynku. A na najważniejszych rządowych stanowiskach pojawia się nowy zastęp jego wychowanków.

Hank Paulson i Neel Kashari zniknęli; na ich miejscach znaleźli się Mark Patterson i Gary Gensler. Obydwaj pracowali kiedyś dla Goldmana (Gensler był dyrektorem finansowym firmy). A bank, zamiast handlować kontraktami na ropę czy złymi kredytami hipotecznymi, rozpoczyna nowrą grę, nadmuchując kolejną bańkę. Ta najnowsza wyrośnie na tak zwanych kredytach węglowych, czyli handlu prawami do emisji dwutlenku węgla. Ten lukratywny rynek wart bilion dolarów dopiero raczkuje, ale szybko powstanie, jeśli Partia Demokratyczna, której Goldman dał 4,5 miliona dolarów podczas ostatniej kampanii wyborczej, przyjmie w Kongresie ustawę wprowadzającą plan redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Nowy rynek kredytów węglowych jest dokładną powtórką bańki, którą Goldman nadmuchał niegdyś na rynku towarowym. Tyle że ma jeszcze jedną smakowitą cechę: jeśli plan będzie realizowany zgodnie z harmonogramem, podwyżki cen będą miały mandat rządowy. Goldman nie będzie musiał niczego podkręcać i oszukiwać w grze. Gra będzie oszukana od początku.

Oto jak to działa: jeśli ustawa przejdzie, dla kopalń, fabryk, dystrybutorów gazu ziemnego i innych gałęzi przemysłu zostaną ustalone limity na ilość gazów cieplarnianych, jakie mogą wypuścić do atmosfery w ciągu roku. Jeśli przekroczą swój limit, będą mogły kupić prawa do emisji od innych firm, którym uda się wyprodukować mniej gazów, niż wynosi ich limit. Prezydent Obama ostrożnie szacuje, że w ciągu pierwszych siedmiu lat obowiązywania planu nabywcy kupią prawa do emisji o wartości około 646 miliardów dolarów. Jeden z jego najlepszych doradców ekonomicznych spekuluje, że prawdziwa kwota może być dwa lub nawet trzy razy wyższa.

Przyszłość tego planu, bardzo atrakcyjnego dla spekulantów, jest taka, że limity emisji będą nieustannie zmniejszane przez rząd, co znaczy, że kredyty węglowe każdego roku będzie coraz trudniej dostać. To z kolei oznacza, że powstanie całkowicie nowy rynek, z gwarancją, że cena głównego towaru może tylko rosnąć. Wartość tego nowego rynku wyniesie ponad bilion dolarów rocznie; dla porównania: roczne połączone dochody wszystkich dostawców prądu w USA wynoszą 320 miliardów.

Goldman chce tej ustawy. Plan zakłada więc, że lobbyści banku doprowadzą do jej uchwalenia w wersji najbardziej dla niego korzystnej, upewniając się, czy przypadający mu kawałek tortu jest wystarczająco duży. Goldman naciska na wprowadzenie planu ograniczenia emisji, ale sprawa ruszyła z kopyta dopiero od zeszłego roku, gdy Goldman wydał na klimatyczny lobbing 3,5 miliona dolarów. Jednym z ich lobbystów był wtedy nie kto inny jak Patterson. W 2005 roku, kiedy Hank Paulson był szefem Goldmana, osobiście zaangażował się w pisanie bankowego raportu na temat regulacji w zakresie ochrony środowiska. Dokument zawiera kilka zaskakujących elementów jak na firmę, która we wszystkich innych dziedzinach konsekwentnie sprzeciwiała się jakimkolwiek rządowym regulacjom. Raport Paulsona dowodził, że "wyłącznie dobrowolne działania nie rozwiążą problemu klimatu". Kilka lat później szef departamentu banku do spraw emisji dwutlenku węgla Ken Newcombe przekonywał, że samo ograniczenie emisji nie wystarczy do rozwiązania problemu klimatu, i wezwał do dalszych publicznych inwestycji w badania i rozwój technologii. Co jest wygodne, biorąc pod uwagę, że Goldman poczynił wczesne inwestycje w energię wiatrową (kupił firmę Horizon Wind Energy), odnawialnego diesla (jest inwestorem w firmie o nazwie Changing World Technologies) i energię słoneczną (jest partnerem w BP So-lar). Jeśli rząd zmusi użytkowników prądu do używania czystszej energii, Goldman zarobi kolejne miliardy. Paulson powiedział wtedy: "Nie po to czynimy te inwestycje, żeby stracić pieniądze".

Bank jest właścicielem 10 procent akcji Chicago Climate Exchange, giełdy, na której będzie się handlowało kredytami węglowymi. Co więcej, Goldman ma mniejszościowy pakiet akcji w Blue Source LLC, firmie z Utah, która sprzedaje kredyty węglowe typu, na który będzie ogromne zapotrzebowanie, gdy ustawa przejdzie.

Zdobywca Nagrody Nobla Al Gore, który również lobbuje za ustawą ograniczającą emisję gazów, założył firmę Generation Investment Management wraz z trzema byłymi ważnymi osobami z Goldman Sachs As-set Management: Davidem Bloodem, Markiem Fergusonem i Peterem Harrisem. Jaki mają w tym biznes? Inwestowanie w prawa do emisji. Jest jeszcze wart 500 milionów dolarów Green Growth Fund założony przez ludzi Goldmana, by inwestować w czyste technologie. Lista jest długa. Goldman znowu wyprzedza fakty. Czy ten rynek będzie większy niż na przykład rynek kontraktów na dostawy energii?

- Wielokrotnie! - mówi były członek komisji energetycznej Kongresu.

No cóż, można by zapytać, kogo to wszystko obchodzi? Jeśli plan wypali, czyż nie uratuje nas wszystkich przed globalnym ociepleniem? Być może tak, ale ustawa w wersji Goldmana jest tak naprawdę podatkiem od emisji dwutlenku węgla zbudowanym w taki sposób, by kasta chciwych świń z Wall Street spiła całą śmietankę. Zamiast po prostu nałożyć stały rządowy podatek na firmy emitujące gazy cieplarniane i zmusić producentów energii, by płacili za zanieczyszczenia, tworzy się konstrukcję, która pozwala zamienić kolejny rynek w prywatną maszynkę do robienia pieniędzy. To gorsze niż bańka z bailoutami, bo pozwala bankowi dorwać się do pieniędzy podatników, zanim jeszcze zapłacą oni podatek.

- Jeśli ma być podatek, wolałbym, żeby pobierał go Waszyngton - mówi Michael Ma-sters, dyrektor jednego z funduszy hedgingowych, który wypowiadał się także przeciwko spekulacjom kontraktami na ropę. - Ale dziś mówimy, że Wall Street może ustalić podatek i go pobierać. To szaleństwo!

Będziemy mieli handel emisjami. A jeśli nawet nie, to powstanie coś bardzo podobnego. Morał jest taki sam jak w przypadku wszystkich pozostałych baniek, które Goldman pomógł stworzyć od 1929 do 2009 roku. Bank, który od zawsze destabilizował rynek i rujnował miliony ludzi, by zapewnić gigantyczne pieniądze kilku chciwym bossom, został na końcu nagrodzony całymi górami pieniędzy i gwarancjami rządowymi, podczas gdy prawdziwe ofiary tego bałaganu, zwykli podatnicy, za to wszystko płacą.

Niełatwo jest zaakceptować rzeczywistość, w której pozwalamy tym ludziom robić to bezkarnie; w chwilach kiedy kraj przechodzi ciężkie chwile, pojawia się zbiorowy opór i oburzenie. Trudno oswoić się z faktem, że nie jesteś już obywatelem kwitnącej demokracji zachodniego świata, że grozi ci rabunek w biały dzień, bo jak człowiek po amputacji ciągle czujesz to, czego już nie ma.

Ale w takim świecie dzisiaj żyjemy. I w tym świecie niektórzy z nas muszą grać zgodnie z zasadami, podczas gdy inni dostają karteczkę od nauczyciela zwalniającą ich z odrabiania lekcji do końca świata plus papierową torbę z 10 miliardami dolarów na lunch. To gangsterskie państwo z gangsterską gospodarką i nawet cenom nie można już ufać; w każdym wydanym przez ciebie dolarze tkwi jakiś podatek. Może nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać, ale powinniśmy przynajmniej wiedzieć, dokąd to wszystko zmierza.

 

Foto popis| Ludzie Goldmana, z tego co sam zaobserwowałem, byli najgorszymi przestępcami NICHOLAS MAIER

Matt Taibbi

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 2 źródła Czwartek [11.02.2010, 12:10]

GRECJA LATAMI OSZUKIWAŁA UE! POMÓGŁ ZNANY BANK

Przez lata mieszali w statystykach.

Grecki rząd przez lata oszukiwał Komisję Europejską i Eurostat, zaniżając poziom swojego deficytu budżetowego i długu publicznego. Teraz okazało się, że pomagał im w tym... amerykański bank Goldman Sachs - donosi "Gazeta Wyborcza".

Już w 2002 roku Amerykanie pomogli Grekom obniżyć bieżącą wartość zadłużenia, wykorzystując do tego tzw. swapy walutowe. Na czy polegał cały proceder?

Grecki rząd emitował obligacje denominowane w dolarach lub jenach. Zgodnie z umową z Goldman Sachs zamieniał zadłużenie na euro z zastrzeżeniem, że w przyszłości ponownie będzie wymienione na dolary lub jeny. Kurs euro w transakcji był jednak sztucznie zmieniony w stosunku do rynkowego. Dzięki temu zadłużenie Grecji liczone po oficjalnym kursie euro było niższe niż rzeczywiste - wyjaśnia dziennik.

Dzięki tej operacji grecki rząd mógł pożyczyć dodatkowy miliard dolarów. Amerykanie nie zrobili tego oczywiście za darmo i za transakcję wzięli wysoką prowizję.

Dzięki ukrywaniu długów Grecy mogli łatwiej spełnić kryteria z Maastricht, czyli utrzymywać deficyt sektora finansów publicznych poniżej poziomu 3 proc. PKB. Przekroczenie poziomu deficytu grozi sankcjami ze strony Komisji Europejskiej - wyjaśnia "Gazeta Wyborcza".

Tymczasem Polska gotowa jest poprzeć pomysł euroobligacji, które miałyby

pomóc takim krajom jak Grecja. Premier Donald Tusk powiedział dzisiaj w Brukseli, że warunkiem jest obowiązywanie ich w całej Unii Europejskiej, a nie tylko w strefie euro.

Nam zawsze chodziło o to, żeby euroobligacje nie budowały mechanizmu dzielącego Europę na strefę euro i pozostałe kraje i żeby konkurencja na rynku papierów dłużnych nie była przykra z punktu widzenia Polski, chociaż na razie nic takiego nam nie grozi - powiedział premier. | AJ

 

 

www.o2.pl | www.hotmoney.pl Piątek, 09.04.2010 22:34

BANKI KŁAMAŁY W SPRAWIE DŁUGÓW

Nie wiadomo co jest prawdą.

Okazuje się, że zamiast rzetelnej informacji amerykańskie banki przez ostatnie pięć kwartałów serwowały klientom oraz opinii publicznej nieprawdziwe dane.

Chodzi o informacje dotyczące zadłużenia powstałego wskutek finansowania operacji giełdowych. Banki zaniżały jego wartość średnio o 42 proc. - czytamy na biznes.onet.pl.

Kto brał udział w procederze? Goldman Sachs, JP Morgan Chase, Citigroup i inne największe banki USA.

W sumie chodzi o 18 firm, które niezbyt chętnie ujawniają rzeczywisty poziomu zadłużenia w obawie przed karami, jakie mogą wobec nich zastosować władze, oraz przed obniżeniem ich notowań.

Co ciekawe, taka praktyka w Stanach Zjednoczonych jest legalna.

 

Krzysztof Zacharuk

krzysztof.zacharuk@hotmoney.pl

 

 

 

 

 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Sobota, 07.11.2009 13:43 10 komentarzy

PRASA ZAGRANICZNA: MAFIA USTAWIAŁA WALL STREET (+1)

Kolejne zatrzymania podejrzanych o insider trading.

Dzisiejszy przegląd prasy zagranicznej rozpoczynamy od dziennika "Financial Times", który zajmuje się kolejną aferą giełdową w Stanach Zjednoczonych. O przynależność do siatki czerpiącej zyski z insider tradingu oskarżono już tam szereg osób, między innymi założyciela funduszu inwestycyjnego, szefów kalifornijskich spółek technologicznych, partnera z firmy konsultingowej McKinsey, dwóch prawników, analityka agencji ratingowej Moody's, a także wielu maklerów i inne osoby zarządzające inwestycjami.

Większość z oskarżonych twierdzi, że zarzuty to pomyłka. Pięciu jednak przyznało się do winy - część z nich na skutek układu zawartego z prokuratorem. Według "FT" na przestępczej działalności mogli zarobić nawet 20 milionów dolarów.

 

 www.ft.com 

Karol Karpiński

 

 

 

 

 www.o2.pl / www.notowany.pl | Poniedziałek [27.07.2009, 13:05]

CZY BANKI INWESTYCYJNE MANIPULUJĄ RYNKAMI?

Podejrzane automatyczne transakcje komputerowe.

Kilka tygodni temu opisywaliśmy sprawę Sergieja Alejnikowa, który po odejściu z banku Goldman Sachs został wkrótce aresztowany przez FBI i oskarżony o wykradzenie tajnego oprogramowania banku. Niejako „przy okazji’ wszyscy zainteresowali się takim sposobem inwestowania, czyli zarabianiem przy wykorzystaniu strumienia danych napływających do instytucji finansowych pozwalającym traderom na szybkie zawieranie automatycznych transakcji zanim reszta rynku zdąży zareagować.

 

Ta metoda inwestowania posiada angielski termin „high frequency trading” (HFT), czyli dokonywanie setek transakcji w krótkim odstępie czasu, podobne trochę do skalpowania rynku znanego z Forexu. Jeżeli niektórzy zastanawiali się skąd wzięły się tak gigantyczne zyski wielu amerykańskich gigantów finansowych w II kwartale znają już część odpowiedzi. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewne wątpliwości co do sposobu wykorzystania informacji przez zespoły inwestycyjne wielkich banków.

 

Uczciwe zasady rynkowe są takie, że cenę ustala się na podstawie napływających zleceń kupna i sprzedaży. Zadaniem inwestora jest ocena czy dana spółka zyska czy też straci na wartości i na tej podstawie podejmuje decyzje kupna lub sprzedaży. Jeśli jest ona prawidłowa, zarabia pieniądze. Jeśli popełnia błąd, musi zapłacić żywą gotówką. W przypadku „high frequency trading” pojawiają się liczne wątpliwości.

 

Jedna z wielu technik wykorzystywanych przez banki została właśnie zaprezentowana przez „the New York Times”. Gazeta opisuje historię z ubiegłego tygodnia, kiedy po bardzo dobrych wynikach Intela uwagę inwestorów przykuł wytwórca półprzewodników Broadcom. Potencjalni kupcy przewidywali że skoro zaczną rosnąć akcje Intela automatyczne pociągną za sobą też inne walory z branży. Tak się faktycznie stało, ale po drodze pojawili się traderzy z wielkich banków, którzy operując w milisekundach wyprzedzali

zlecenia kupna indywidualnych inwestorów i kupowali akcje na swój rachunek, aby błyskawicznie je odsprzedać nieświadomym mniejszym inwestorom. Zysk niemal bez ryzyka, ale czy to nie jest czasem zakazany prawem „front-running”?

 

Takie praktyki stały się tak powszechne, że nowojorska giełda przyznaje, że ponad połowę transakcji na tamtejszym parkiecie dokonują traderzy operujący na zasadzie HFT. Oczywiście same banki inwestycyjne bronią się twierdząc, że nie dokonują niczego niezgodnego z prawem, ale czy wcześniejszy dostęp do danych (rzędu sekund, czy nawet ułamków sekund) nie pozwala im na działanie

, za które zwykły człowiek czy makler mógłby powędrować za kratki czy choćby zostać ukarany wysoką grzywną?

 

Proszę sobie wyobrazić, że mamy przed sobą superszybki komputer i dostajemy zlecenia kupna PKOBP po 32,1, a widząc na rynku ofertę sprzedaży po 32 szybko kupujemy po 32, i oddajemy po 32,1 naszemu klientowi. Oczywiście indywidualny inwestor musi zapłacić prowizję i mu się to nie opłaci, a na dodatek grożą mu sankcje karne. Tymczasem identycznie zachowujący się wielki bank inwestycyjny bardzo trudno złapać za rękę

i udowodnić mu nielegalne działanie, bo wykonuje miliony operacji i dzięki rozbudowanym systemom

komputerowym potrafi je świetnie ukrywać. Może na przykład niby przypadkowo wrzucić swoje zlecenie na początek kolejki kupujących tłumacząc się w razie kontroli jakąś awarią. Poza tym do tego potrzeba woli organów nadzoru, a na razie SEC i władze przede wszystkim cieszy, że banki zarabiają i przymykają nieco oko na metody jakimi je osiągają.

 

Tymczasem, dość nieoczekiwanie, wpływowy senator demokratów ze stanu Nowy Jork Charles Schumer właśnie wystąpił do SEC o ukrócenie „high frequency trading”, które faworyzuje wielkich inwestorów i wyraźnie krzywdzi indywidualnych. Senator grozi, że jeśli nadzór finansowy szybko nie zareaguje, sam wystąpi z propozycją zmian w prawie. A tak przy okazji, ciekawe co robią nasi rodzimi lokalni instytucjonalni wielcy gracze z biur maklerskich i banków. Czy czasem nie wzorują się na „najlepszych”?

Autor: Zbigniew Papiński

 

Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.

 

 

Komentarz czytelnika:

Nadzór finansowy też mi coś! Wystarczy paru takich ziomków opłacić, aby przymykali oko, a dostaną część zysków i wszyscy będą zadowoleni. (tzn. grube ryby i komisja). Czasem tylko pokazowy proces żeby nie robiło się halo w mediach, czy ktoś z konkurencji nie podjął tematu.

A dawcy kapitału mogą tylko narzekać, że robi się ich w bambuko, a tak naprawdę nikt ich nie wysłucha, bo liczy się pieniądz, a nie dobro maluczkich. | heh

 

 

 

 

"WPROST" nr 7/2009 (1362)

ATAK NA ZŁOTÓWKĘ

Atak na złotówkę Dlaczego doszło do załamania złotego? Co umożliwiło spekulacyjny atak na naszą walutę? To kryzys oraz bierność polskich polityków stworzyły spekulantom walutowym pole do popisu. W dodatku wciąż nad nami wisi groźba kolejnych uderzeń.

(...)

Plan ataku

Spekulanci szukają krajów, których gospodarki borykają się z kłopotami (mają wysoki deficyt obrotów bieżących, wysoki deficyt budżetowy, małe rezerwy walutowe, dużą inflację), a jednocześnie ich waluty są mocne (przewartościowane).

 

Atak inicjują lub biorą w nim udział albo konkretne fundusze typu hedge i inwestycyjne (jak choćby Quantum George’a Sorosa), albo trudni do zidentyfikowania inwestorzy działający za pośrednictwem wielkich banków, jak Goldman Sachs, Citibank czy JPMorgan Chase. Na taką operację są w stanie przeznaczyć od ręki parę miliardów dolarów. Gdy rynek danego kraju jest mało płynny, jak obecnie w Polsce, by wpłynąć na istotną zmianę kursu jego waluty, wystarczy nawet 300-500 mln USD.

 

Spekulant pożycza w banku walutę, którą chce zaatakować, a następnie sprzedaje ją na rynku – jeszcze po dobrej, wysokiej cenie. Stara się nakłonić do tego pozostałych inwestorów, którzy posiadają tę walutę (na przykład strasząc, że gospodarka danego kraju jest na skraju załamania).

 

Jeśli to zadziała i do inwestorów zagranicznych przyłączą się krajowi, sprzedając daną walutę, jej kurs leci w dół. Wówczas spekulanci odkupują ją po dużo niższej cenie, niż wcześniej sprzedali, i kasują różnicę jako zysk. Jeśli wyprzedaż waluty jest masowa, a kurs spada dramatycznie, do walki w jej obronie może się zaangażować bank centralny. Używa rezerw walutowych, skupując za nie krajową walutę z rynku, aby podbić jej kurs.

 

Jeśli bankowi centralnemu zaczną się kończyć rezerwy, a nie osiągnie zamierzonego celu, pozostaje mu podnieść stopy procentowe. To m.in. zwiększa rentowność papierów dłużnych (bonów, obligacji), co zachęca inwestorów do ich zakupu. W ten sposób bank centralny ściąga potrzebne mu pieniądze z rynku.

Jeśli do tego dojdzie, spekulanci zarabiają podwójnie. Raz, bo taniej odkupili sprzedaną drożej walutę. Dwa, bo dzięki podniesieniu stóp procentowych mogą korzystnie ulokować swoje zyski.

(...)

Poligon spekulantów

Zanim nastał obecny kryzys finansowy i pojawiła się okazja do ataków na wiele słabnących walut, złotą erą dla spekulantów walutowych był przełom XX i XXI wieku

 

1992 r. – Wielka Brytania

Kapitał zaczął odpływać z Wielkiej Brytanii do krajów o wyższych stopach procentowych, co osłabiło funta. Brytyjski bank centralny uznał, że musi bronić waluty, wykupując rzucane na rynek miliardy funtów. Amerykański finansista George Soros przewidział to i zaczął grać na zniżkę funta, angażując 10 mld USD – o 4 mld USD więcej, niż brytyjski bank centralny wyłożył na podtrzymywanie kursu funta. Jego obrona kosztowała podatników 6 mld USD. Soros w ciągu kilku dni zarobił ponad 1 mld USD. Funta zdewaluowano. Atak na funta spowodował także dewaluację włoskiego lira, hiszpańskiej pesety i szwedzkiej korony.

 

1997 r. – Azja Południowo-Wschodnia

Atak na walutę Tajlandii wywołał reakcję łańcuchową, zakończoną regionalnym kryzysem, który najpierw dotarł do Indonezji, Filipin i Malezji, a później do innych państw regionu (m.in. Korei Południowej i Hongkongu). We wszystkich krajach doszło do załamania na giełdach, utraty rezerw walutowych, bankructwa firm i wielkich grup kapitałowych.

 

1998 r. – Rosja

George Soros w liście do „Financial Timesa" zapowiedział kryzys w Rosji, co zachęciło spekulantów do szturmu. Zadłużona na skutek emisji wysoko oprocentowanych obligacji skarbowych Rosja straciła wiarygodność. Nastąpił odpływ kapitału zagranicznego. Bank centralny Rosji podwyższył stopy procentowe i podjął interwencyjny skup waluty, ale w końcu się poddał. Rubel został zdewaluowany, wzrosła inflacja. Rząd przestał spłacać długi krajowe i zagraniczne. Przed krachem uratowała Rosję pomoc międzynarodowa.

 

2001 r. – Turcja

W grudniu 2000 r. niewypłacalność ogłosiło kilka tureckich banków. Turecką walutę błyskawicznie zaatakowali spekulanci. Bank centralny próbował jej bronić, wkrótce jednak na kontynuowanie interwencji zaczęło brakować pieniędzy. W lutym 2001 r. wartość tureckiej waluty spadła o ponad 30 proc.

 

2001 r. – Argentyna

Od 10 lat w Argentynie obowiązywał sztywny kurs walutowy zakładający wymianę z dolarem w stosunku 1 do 1. Sygnałem do ataku spekulantów było wymuszenie przez rząd na banku centralnym znacznej obniżki stóp procentowych. Pod wpływem ataku spekulantów załamał się system walutowy. W grudniu 2001 r. zamknięto banki i nie pozwolono klientom podejmować dolarowych oszczędności. Pod koniec roku kraj wstrzymał obsługę zadłużenia zagranicznego.

 

2001 r. – Polska

Jeden z większych ataków na polską walutę nastąpił w drugim tygodniu lipca 2001 r. Euro podrożało wówczas z 3,38 zł do 3,95 zł, a dolar z 3,99 zł do 4,5 zł. Spekulanci zaatakowali, gdy typowany na premiera lider SLD Leszek Miller powiedział, że „w ciągu ostatnich lat nie było jeszcze tak złej sytuacji w finansach publicznych", a opublikowane wówczas dane statystyczne potwierdziły, że polska gospodarka mocno zwalnia. Inicjatorem ataku miał być nowojorski fundusz Moore Capital Management. Gdy się okazało, że złoty traci na wartości, wszyscy inwestorzy zagraniczni na wyścigi zaczęli sprzedawać polską walutę.     

 

Autor: Rafał Antczak

Współpraca: Tomasz Molga, Małgorzata Zdziechowska

 

 

[Wszelkie nie produktywne, destrukcyjne spekulacje, działania muszą być zabronione. A karą za takie postępowanie powinien być m.in. przepadek mienia (kapitału). – red.]

 

 

 

 

 www.o2.pl | Środa [22.04.2009, 13:05]

TAJEMNICA REWELACYJNYCH WYNIKÓW AMERYKAŃSKICH BANKÓW

Nie jest tak różowo.

Ostatnie wyniki amerykańskich banków okazały się zaskakujące dobre. Początkowy entuzjazm inwestorów powoli jednak zaczyna stygnąć w miarę upływu czasu, kiedy analitycy zagłębili się w szczegóły raportów.

 

Zaczęło się od banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Bank postanowił zmienić kalendarz raportowania i w ten sposób pozbył się kłopotliwej straty w grudniu w wysokości 1,5 mld dolarów. Po prostu zapomnijmy o grudniu i problem znika. Z kolei JP Morgan Chase swoje wspaniałe wyniki zdołał osiągnąć także dzięki operacjom na obligacjach własnych spółki, które bankowcy mogli

teoretycznie odkupić po niższych cenach i w ten sposób wykazać sztuczny zysk z przeszacowania. Podobnie postąpiono w Citigroup.

 

Z kolei Bank of America sprzedał akcje China Construction Bank, co pozwoliło prezesowi Lewisowi obwieścić wielki sukces BoA w ostatnim kwartale. Jest on tym bardziej wątpliwy, że wynika on także z przeszacowania aktywów przejętego zagrożonego bankructwem znanego banku inwestycyjnego Merril Lynch aż o 2,2 mld dolarów. Jak zauważył profesor Steven Finkelstein z Dartmouth College takie posunięcie jest co prawda legalnie dopuszczalne, ale zwodzące akcjonariuszy, bo w pewnym momencie trzeba będzie jednak przyjąć realną wartość

tych aktywów i bańka pryśnie.

 

Zainteresowanych szczegółami tych „cudownych” wyników zapraszamy na strony "the New York Times” do artykułu Andrew Ross Sorkina pod wielce wymownym tytułem „Bank Profits Appear Out of Thin Air”(„Zyski banków wydają się wzięte z powietrza”).

 

W tej chwili raportowanie banków zaczęło raczej przypominać wyciąganie królików z kapelusza ku uciesze widowni niż poważny świat finansów. Wszyscy na razie są zadowoleni – króliczki wyglądają bardzo ładnie i publika klaszcze kupując akcje. Pełnia szczęścia.

 

Pojawiają się jednak pewne wątpliwości. Na przykład wczoraj Międzynarodowy Fundusz Walutowy uaktualnił swoje szacunki co do strat związanych z kryzysem hipotecznym aż do 4 bln dolarów na całym świecie, z czego na Stany Zjednoczone przypada olbrzymia kwota

2,7 bln dolarów (podwoili poprzednie szacunki).

 

Liczby te nieco ostudziły znajdujące się w szampańskich nastrojach rynki akcji i bardzo dziwnie kontrastują z optymizmem Timothy Geithnera, który twierdzi, że bieżące środki wystarczą do poradzenia sobie z problemami, a większość banków posiada odpowiednie kapitały. Trochę to wygląda podejrzanie, skoro 700 mld dolarów z planu Paulsona jeszcze nie zostało całkowicie wykorzystane. Rozbieżności wydają się zaskakujące.

 

Możliwe, że administracja Obamy sądzi, że wszyscy magicy trochę popracują nad bilansami banków i znowu poczarują w kolejnych kwartałach, a potem recesja zacznie wygasać i rynki wrócą do równowagi. Jednak takie rozumowanie wydaje się co najmniej ryzykowne, bo już teraz wątła reputacja amerykańskich banków może być niezwykle trudna do odbudowania, a jest ona przecież im potrzebna także do zarabiania pieniędzy na kredytach i usługach świadczonych dla zwykłych Amerykanów.

 

Po takich informacjach wydaje się, że akcje powinien czekać tylko i wyłącznie kierunek południowy, ale wcale nie jest to przesądzone, bo istnieje całe mnóstwo czynników, które mogą spowodować, że już nie zobaczymy trzech szóstek przy indeksie S&P500. Takiego prostego przełożenia nie ma i rynek amerykański może równie dobrze kontynuować swoją zwyżkę, ale trzeba być świadomym, że jej podstawy fundamentalne są nadal bardzo wątłe i dlatego nasza strategia inwestycyjna powinna uwzględniać zwiększone ryzyko.

Zbigniew Papiński

 

Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.

 

 

www.o2.pl | www.sfora.pl Wtorek [13.04.2010, 19:05]

JAK GIGANTYCZNY BANK UKRYWAŁ STRATY

To dzięki temu Lehman Brothers w raportach wyglądał lepiej niż w rzeczywistości...

Jeden z największych amerykańskich banków ukrył swoje wielomiliardowe straty finansowe wykorzystując niewielką spółkę Hudson Castle - informuje gazeta.biz.

I zrobił to... całkiem legalnie.

W 2001 roku Lehman Brothers przejął niewielka spółkę, która wkrótce otrzymała nazwę Hudson Castle. To przez nią bank wykonywał swoje najbardziej ryzykowne transakcje. Nie wykazywał ich jednak w swoich raportach. A informacje o jej wynikach były głęboko ukryte w stosie dokumentów, do którego nie dobrnęli ani inwestorzy, ani regulatorzy.

Jak inwestorzy i regulatorzy mają zrozumieć te wszystkie raporty, jeśli muszą przekopać się przez sterty papierów, żeby znaleźć ukryte powiązania dużych spółek z małymi. Wszyscy mówią o tym, że trzeba zapobiec kolejnemu kryzysowi. Ale nie uda nam się to, jeśli nie zrozumiemy tego typu relacji - portal cytuje komentarz udzielony "New York Times" przez doradcę finansowego Francine McKenna. | WB

 

 

 

 

 

 

 

 

 www.o2.pl | Piątek [27.03.2009, 06:58] 1 źródło

SZEFOWIE POLSKICH BANKÓW ZARABIAJĄ CORAZ WIĘCEJ

Ich wynagrodzenia wzrosły prawie o połowę.

Najlepiej opłacanym prezesem był w zeszłym roku Józef Wancer z BPH, który zarobił 5,7 mln złotych. Najmniej zarobił Jerzy Pruski z PKO BP. Średnie zarobki szefa giełdowego banku to 2,2 mln złotych - pisze "Rzeczpospolita".

 

Wiceprezes Pekao SA Luigi Lovaglio zrobił w zeszłym roku ponad 6 mln złotych. To więcej niż prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki, który zainkasował 4,5 mln złotych.

 

W czołówce najlepiej zarabiających bankierów znalazł się po raz pierwszy Jarosław Augustyniak, prezes Noble Banku, który zarobił blisko 3,5 mln zł.

 

Z trójki najlepiej opłacanych prezesów wypadł Sławomir Sikora z Banku Handlowego, który zarobił w zeszłym roku mniej niż w 2007 roku.

 

W sumie wynagrodzenia prezesów polskich banków wzrosły od 2007 roku o 40 procent.

 

Choć stawki te są wysokie, zdaniem ekspertów zarządzający bankami w Polsce nie są przepłacani.

 

Wystarczy spojrzeć na zarobki zagranicznych menedżerów - powiedziała Kazimierz Sedlak z firmy Sedlak & Sedlak.

 

W ubiegłym roku średnia płaca szeregowych pracowników polskich bankach wzrosła o około 16 procent - do 6,2 tysiąca złotych miesięcznie. TM

 

 

 www.o2.pl | Środa [06.05.2009, 06:41] 1 źródło

MENEDŻEROWIE ZARABIAJĄ ŚREDNIO MILION ROCZNIE

Ich pensje wzrosły o 20 procent.

Na kryzys nie narzekają menedżerowie w giełdowych spółkach. Ich pensje stale rosną, a przeciętny Kowalski może i m tylko pozazdrościć. Na wynagrodzenie dla prezesa musiałby pracować 30 lat, pisze "Rzeczpospolita".

Pensje szefów spółek notowanych na GPW w 2008 r. wyniosły średnio 1 mln zł rocznie. Były wyższe o jedną piątą niż w 2007 r. - informuje "Rzeczpospolita".

Najlepiej opłacanym prezesem giełdowej firmy był w ubiegłym roku Piotr Janeczek, prezes Stalproduktu. Zainkasował w ciągu roku  6,2 mln zł, z czego prawie 5,5 mln zł stanowiła premia za wyniki finansowe. Jego zarobki w ciągu roku wzrosły o blisko 40 procent. 5,7 mln zł zarobił prezes BPH Józef Wancer, a niespełna 5 mln zl Janusz Filipiak, szef ComArchu.

Zarobki szefów takich gigantów jak PKO BP, Lotos czy PGNiG wyniosły około 200 tysięcy zł.

Prezesi tych firm dostają  jednak inne apanaże, które rekompensują im niższe wynagrodzenia - twierdzą analitycy.

W 2008 roku średnia płaca zatrudnianych przez nich pracowników wzrosła tylko o 7 procent. | TM

 

 www.o2.pl | Wtorek [05.05.2009, 09:12] 2 źródła

ILE ZARABIA POLSKI BANKOWIEC

Większość najlepiej zarabiających menedżerów to finansiści.

Aż 11 przedstawicieli sektora finansowego jest w pierwszej 20 najlepiej zarabiających menedżerów ze spółek z WIG20 - twierdzi "Puls Biznesu".

Stawki przyprawiają o zawrót głowy. W sumie aż 19 milionów złotych zgarnęło w zeszłym roku trzech menedżerów: Sławomir Lachowski (BRE Bank), Luigi Lovaglio (Pekao) i Wojciech Heydel (PKN Orlen).

Najwięcej - niemal 7 milionów złotych - otrzymał były prezes BRE Banku.

Ale nie on jeden. Zdaniem "Pulsu Biznesu" BRE Bank ma mocną reprezentację w płacowym Top 20. Oprócz Lachowskiego w zestawieniu znalazło się miejsce dla sześciu byłych i obecnych członków władz banku.

Gdyby doliczyć jeszcze czterech menedżerów z Pekao, to okazałoby się, iż "dwudziestka" najlepiej zarabiających w WIG20 została zdominowana przez finansistów - pisze dziennik. | K

 

 www.o2.pl | Poniedziałek [01.06.2009, 09:39] 2 źródła

PREZESI BANKÓW ZARABIAJĄ MILIONY

Zarabiają coraz więcej, a ich podwładni coraz mniej.

W branży bankowej trwa kryzys: rośnie liczba niespłacanych kredytów, konieczne są zwolnienia pracowników i obniżki pensji. Tymczasem w 2008 r. prezesi największych polskich banków przyznali sobie sute podwyżki - donosi "Gazeta Wyborcza".

Tylko w pięciu bankach z giełdowego indeksu WIG20 prezesom i członkom zarządów wypłacono w 2008 roku łącznie ponad 72 miliony zł pensji - to o 17 milionów więcej niż rok wcześniej.

Średnio prezes banku zarobił w zeszłym roku 2,2 mln zł. Czyli prawie 200 tys. zł miesięcznie - wyliczyli eksperci z kancelarii Sedlak & Sedlak.

 

W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii finansiści, którzy u progu kryzysu wypłacali sobie olbrzymie premie korzystając w jednocześnie z pomocy państwa, zostali odsądzeni od czi i wiary.

 

W Polsce za niski, w porównaniu z innymi krajami, koszt kryzysu zapłaciła głównie rzesza pracowników, która już została lub wkrótce będzie zwolniona. Reszta musiała zgodzić się na niższe pensje. Po to by starczyło na "nagrodę" dla szefa. | AJ

 

www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Czwartek, 18.02.2010 11:08 14 komentarzy

BANKI: ZAFUNDOWALI SOBIE GIGANTYCZNE PREMIE

Udają, że kryzys ich nie dotyczy!

Po krótkim czasie wyciszenia i względnego spokoju bankowcy na całym świecie ruszyli do boju i znowu pokazują, że nie mają zamiaru oszczędzać.

Francuski Societe Generale ogłosił właśnie, że przeznaczy aż 250 mln euro na premie dla swoich pracowników.

Przedstawiciele banku w gigantycznych premiach nie widzą nic złego i to mimo skandalu jaki wstrząsnął firmą na początku 2008 roku. To właśnie wtedy jeden z maklerów naraził Societe Generale na straty w wysokości ok. 4,9 mld euro!

Co ciekawe, decyzję o przekazaniu 500 mln euro na premie dla pracowników ogłosił również największy francuski bank BNP Paribas - podaje PAP.

Krzysztof Zacharuk

krzysztof.zacharuk@hotmoney.pl

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 2010-02-24 18:07

BANKIERZY Z WALL STREET DOSTALI ŁĄCZNIE 20 MLD DOLARÓW PREMII W 2009 R.

20 miliardów dolarów w premiach otrzymali w 2009 r. pracownicy sektora finansowego z Wall Street - oznajmił kontroler rachunkowy stanu Nowy Jork Thomas DiNapoli.

Oznacza to wzrost łącznej kwoty premii o 17 procent w porównaniu z rokiem 2008, kiedy wiele upadających instytucji finansowych zostało uratowanych przed bankructwem wspomaganiem z budżetu. Jak powiedział DiNapoli, średnia premia wzrosła nawet o 25 procent - do 123 850 dolarów. Przypadły one bowiem mniejszej liczbie pracowników z powodu licznych redukcji zatrudnienia w sektorze finansowym w 2009 r.

 

Pracownicy trzech największych banków: Goldman Sachs Group Inc, Morgan Stanley i JPMorgan Chase dostali premie w średniej wysokości 340 tys. dolarów, co oznacza wzrost o 31 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Banki, domy maklerskie i inne instytucje finansowe to kluczowy sektor gospodarki w Nowym Jorku, co przypomniał DiNapoli. Dodał jednak, że "dla większości Amerykanów te olbrzymie premie to gorzka pigułka, którą trudno jest zrozumieć".

 

20 miliardów dolarów to kwota wyższa niż dochód narodowy wielu małych krajów. W wyniku kryzysu w 2008 r. sektor finansowy stracił w tamtym roku 42,6 miliarda dolarów, ale już w zeszłym roku zanotował zysk 55 mld dolarów. "Kiedy się wychodzi z kryzysu, wszystkie łodzie powinny się unosić na wznoszącej fali, ale na razie wznosi się tylko Wall Street" - powiedział DiNapoli.

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [10.12.2010, 13:29]

IRLANDIA W KRYZYSIE, A BANKOWCY WYPŁACĄ SOBIE MILIONY PREMII

Mieszkańcy Zielonej Wyspy są wściekli.

40 milionów euro - tyle pieniędzy na nagrody roczne dla swoich pracowników przeznaczy Allied Irish Banks. Ta informacja w pogrążonej w kryzysie Irlandii

wywołała falę oburzenia.

Obecne cięcia w budżecie, w tym obniżka płac i wielu zasiłków, to właśnie próba załatania dziury po wpompowaniu pieniędzy w banki. AIB otrzymał dwa lata temu aż 3,5 mld euro - donosi TVP Info.

Tymczasem teraz ten sam bank ujawnił, że przygotował 40 milionów euro premii dla zatrudnionych. Każdy dostanie swoją działkę przez Bożym Narodzeniem.

Zaledwie kilka dni wcześniej rząd ogłosił plan drastycznych cięć budżetowych.

Wywołało to furię zarówno wśród zwykłych Irlandczyków, jak i deputowanych opozycji. Zaproponowałem, żeby w tej sytuacji te nagrody w znacznym stopniu

opodatkować - mówił deputowany Enda Kenny z partii Fine Gael.

Bank tłumaczy, że premie są za 2008 rok - czyli za czas sprzed kryzysu. Ponadto to efekt wyroku sądowego. O ich wypłatę wniosła grupa pracowników.

Proponuję poprawkę do ustawy budżetowej. Każde nagrody w bankach objętych gwarancjami państwowymi będą odtąd opodatkowane na 90 procent -

oświadczył Brian Lenihan, irlandzki minister finansów. | MK

 

 

 

 

 www.o2.pl | Czwartek [02.07.2009, 08:45] 1 źródło

ILE ZARABIAJĄ PREZESI SPÓŁEK

Rekordzista zyskał w ubiegłym roku 8 mln złotych.

O takich pieniądzach przeciętny Polak może tylko pomarzyć. Firma doradcza Deloitte wzięła pod lupę listy płac 50 największych firm notowanych na warszawskiej giełdzie. Przygotowała raport, którego ustalenia opublikował "Dziennik".

 

Na czele listy najlepiej zarabiających prezesów firm wylądował Piotr Janeczek, szef firmy Stalprodukt. Zarobił w ubiegłym roku aż 7,7 mln zł. "Dziennik" wyliczył, że co miesiąc z kasy firmy pobierał 642 tys. złotych!

 

Na drugim miejscu znalazł się Sławomir Lachowski - były prezes BRE Banku. W ubiegłym roku zarobił 6,9 mln zł. Trzeci jest Józef Wancer - szef banku BPH (6,4 mln zł), czwarte  - Wojciech Heydel, poprzedni szef PKN Orlen (5,7 mln zł). Pierwszą piątkę zamyka Dominik Libicki zarządzający Polsatem Cyfrowym (4,7 mln zł) - czytamy w "Dzienniku".

 

Gros zarobków prezesów firm stanowi pensja - ok. 60 proc. Choć są wyjątki, np. w przypadku prezesa Stalproduktu pensja stanowi 1/10 jego dochodów - pisze gazeta. Reszta to różnego rodzaju bonusy: premie, nagrody, akcje spółek, którymi zarządzają i gigantyczne odprawy.

 

Z raportu wynika, że polscy menedżerowie zarabiają o wiele więcej niż ich koledzy z nowych państw europejskich. Czescy czy słowaccy prezesi zarabiają o 1,7 raza mniej.

Jednak w porównaniu z zarobkami szefów firm zachodnich nasi prezesi są biedni - zarabiają średnio 2,4 raza mniej niż w Austrii czy Niemczech i wielokrotnie mniej niż w USA. | WB

 

 www.o2.pl / www.dziennik.pl | czwartek 2 lipca 2009 07:19

RAPORT FIRMY DORADCZEJ DEILOTTE

Ile zarabiają szefowie spółek

Prawie osiem milionów złotych rocznie dostaje najlepiej zarabiający w Polsce prezes spółki giełdowej. Tak wynika z pierwszego w naszym kraju tak szczegółowego raportu firmy doradczej Deilotte. Wzięła ona pod lupę listy płac 50 największych firm notowanych na warszawskiej giełdzie.

Co mówi raport? Najlepiej wynagradzani prezesi zarabiają krocie. Rekordzista - Piotr Janeczek, szef firmy metalurgicznej Stalprodukt, dostał w zeszłym roku aż 7,7 mln zł. To tak, jakby miesięcznie pobierał z kasy spółki prawie 642 tys. zł.

 

Janeczkowi depcze po piętach Sławomir Lachowski - były prezes BRE Banku (6,9 mln zł), kolejny jest Józef Wancer - szef banku BPH (6,4 mln zł), Wojciech Heydel - poprzedni szef PKN Orlen (5,7 mln zł). Pierwszą piątkę zamyka Dominik Libicki zarządzający Polsatem Cyfrowym (4,7 mln zł).

 

Na czym zarabiają prezesi polskich spółek? Około 60 proc. ich rocznych zysków to regularna pensja. W niektórych firmach jest to mniej, np. w Stalprodukcie to tylko 1/10 zarobku prezesa. Resztę stanowią różnego rodzaju bonusy: nagrody, premie czy akcje spółek, którymi kierują. A także gigantyczne odprawy. Dzięki nim Piotr Kownacki, były prezes PKN Orlen, obecnie szef kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wskoczył na listę najlepiej opłacanego top menedżerów. W zeszłym roku zarobił prawie 3,3 mln zł, z czego aż 1,4 mln zł dzięki odprawie.

 

Z raportu wynika, że dla swoich prezesów wyjątkowo szczodre są banki, na pensje nie żałują również paliwowe i medialne. Nasi top menedżerowie są jednymi z najlepiej uposażonych w regionie. W porównaniu z Czechami czy Słoweńcami zarabiają o 1,7 raza więcej od nich. Natomiast przegrywają z kadrą z Niemiec czy Austrii: dostają 2,4 raza mniej. Szef austriackiego Erste Group Bank Andreas Treichl zarobił w zeszłym roku 13,8 mln zł, natomiast Jan Krzysztof Bielecki, prezes banku Pekao, którego wartość jest większa od Erste - trzy razy mniej.

 

Ale ani jedni, ani drudzy nie mogą równać się z USA. Tam zarobki top menedżerów to kilkukrotność wynagrodzeń polskich prezesów. Na szczycie listy króluje Aubrey McClendon, szef firmy energetycznej Chesapeake Energy, który w ubiegłym roku zainkasował astronomiczną kwotę 112,5 mln dol.

 

Czy kryzys zmusi prezesów do obniżki pensji? Na Zachodzie już teraz szefowie niektórych firm godzą się pracować za 1 dol. Tak zrobił prezes Forda - Alan Mulally. A u nas? "Nie ma takiej możliwości, by Polacy pracowali za dolara. Po prostu nasza gospodarka trzyma się dobrze" - uważa Krzysztof Chętkowski, szef firmy doradztwa personalnego Central Selection.

 

Według Chętkowskiego prezesi nie unikną jednak ograniczania wynagrodzeń, zwłaszcza premii za wyniki, bonusów czy nagród w akcjach. "Najbardziej zagrożeni są zarządzający bankami i spółkami telekomunikacyjnymi. Oba te sektory spodziewają się w tym roku pogorszenia wyników" - mówi.

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [13.02.2010, 08:51]

ONI ZARABIAJĄ NAPRAWDĘ GRUBE MILIONY

Mają pensje jak z kosmosu!

Statystyczny Polak na roczną pensję jednego z najlepiej zarabiających menadżerów finansowych świata musiałby pracować kilkaset lat. Oczywiście biorąc pod uwagę, że zarobki finansistów nie wzrosną, co zdarza się jednak bardzo często.

Okazuje się, że najlepiej zarabiają nie ci, których nazwiska pojawiają się na pierwszych stronach gazet, ale ludzie pozostający w cieniu.

Na szczycie listy najlepiej opłacanych menedżerów finansowych znajduje się John G. Stumpf, szef banku Wells Fargo. Od 2007 do 2009 r. jego pensja wzrosła o 64 proc. Stumpf zarobił

w 2009 r. 18,7 mln dol., czyli prawie dwa razy więcej niż szef Goldman Sachs, Lloyd C. Blankfein (w ubiegłym roku Blankfein zarobił 9,7 mln dol.) - czytamy na wyborcza.biz.

 

Poza tym szczyt listy najlepiej zarabiających finansistów zdominowali wydawcy kart

kredytowych. Joseph W. Saunders, stojący na czele zespołu menedżerskiego Visa, zarobił rok temu ok. 15,5 mln dolarów.

Po ok. 13 mln dolarów zarobili Ajay Banga, szef MasterCard, Laurence D. Fink, prezes i szef operacyjny firmy

Black Rock (zajmującej się zarządzaniem kapitałem), a także Richard B. Handler, szef grupy inwestycyjnej Jefferies Group - podaje wyborcza.biz. | KZ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 3 źródła Piątek [02.04.2010, 20:02]

SPEKULANCI ZAROBILI MILIARDY DOLARÓW

Co przyniosło im rekordowe zyski.

Rekordowe sumy zarobili w ubiegłym roku szefowie funduszy podwyższonego ryzyka. Zdaniem ekspertów zyskali przede wszystkim na poprawie ogólnej sytuacji na rynkach finansowych.

Z rankingu "AR Absolute Return+Alpha" wynika, że najwięcej zyskał David Tepper (4 mld dolarów zysku) z funduszu Appalloosa Management, który postawił na odrodzenie się banków i dług AIG.

Kolejne miejsca zajęli: George Soros, właściciel Soros Fund Management (3,3 mld zysku), James Simmons z Renaissance Technologies (2,5 mld), John Paulson z funduszu Paulson & Co (2,4 mld.) oraz Steve Cohen z Sac Capital (1,4 mld).

25 najlepiej opłacanych szefów funduszy spekulacyjnych otrzymało 25,33 mld dolarów. To dwukrotnie więcej niż w 2008 roku - pisze "Parkiet". | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [11.05.2010, 10:07]

NAJLEPIEJ OPŁACANI PREZESI

Ich zarobki idą w miliony.

W USA najlepiej wynagradzanym szefem jest Carol Ann Bartz, szefowa Yahoo Inc. W 2009 roku było to 47,2 mln dolarów.

Przedstawione sumy to pensje, bonusy, przybliżona wartość opcji na akcje ich przedsiębiorstw oraz premie - informuje gazeta.pl.

Drugim najlepiej zarabiającym prezesem w USA jest Leslie Moonves z CBS Corp. Dostał 42,9 milionów dol.

Kolejni krezusi to: Marc Casper z Thermo Fisher Scientific Inc. z 34,1 mln. dol. Następnie Philippe Dauman z Viacom Inc. (33,9 mln dol.) oraz J. Raymond Elliott, szef Boston Scientific Corp.(33,3 mln dol.) | M

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 1 źródło Poniedziałek [10.05.2010, 08:26]

NA TAKĄ PENSJĘ MUSIAŁBYŚ PRACOWAĆ PRAWIE 300 LAT

Ile zarabiają prezesi polskich firm.

Najlepiej opłacanym prezesem był w ubiegłym roku Janusz Filipiak, prezes i jednocześnie główny akcjonariusz krakowskiego Comarchu. Z kasy spółki zainkasował 11,4 mln zł - informuje parkiet.com.

Portal wylicza, że przeciętny Polak musiałby pracować na takie wynagrodzenie aż 288 lat!

Zarobki aż 54 polskich menedżerów przekroczyły w w ubiegłym roku 1 mln zł. Najlepiej zarabiali bankowcy.

Były prezes PKO BP Jan Krzysztof Bielecki (w zestawieniu parkietu. com na drugim miejscu) zarobił w ubiegłym roku 8,8 mln zł. To wynagrodzenie to jednak nie tylko pensja, ale również odprawa i wynagrodzenie za zakaz pracy u konkurencji).

Na trzecim miejscu znalazł się prezes Stalproduktu Piotr Janeczek. W ubiegłym roku zarobił 5,05 mln zł.

Mariusz Grendowicz, prezes BRE Banku zarobił 4,2 mln zł. Prezes Getin Noble Jarosław Augustyniak - 4,1 mln zł. Maciej Witucki, prezes Telekomunikacji Polskiej, zarobił w 2009 roku prawie 2,7 mln zł. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [14.08.2010, 11:29]

10 ODPRAW PREZESÓW, KTÓRE ZASZOKOWAŁY AMERYKĘ

Oto największe pieniądze za rozstanie z firmą.

Według badania zleconego przez CNBC, najbardziej szokującą odprawą w historii był 1,2 mld dolarów dla Williama McGuire’a z UnitedHealth Group.

Firmę opuszczał w atmosferze skandalu, zrzekł się też akcji spółki i zobowiązał nie obejmować prezesury w żadnej innej giełdowej spółce przez kolejne 10 lat - czytamy w "Pulsie Biznesu".

Rada nadzorcza nie wahała się dać sutej odprawy, bo w ciągu 15 lat zajmowania przez McGuire'a stanowiska, akcje UHG zwyżkowały ponad 50-krotnie.

Odchodzący na emeryturę wieloletni szef Exxon Corporation odstał 392,5 mln zł i jest jedynym prezesem opisywanej 10-ce, który zostawił firmę nie wywołując skandalu.

Kolejni krytykowani i zmuszani do odejścia szefowie dostawali odpowiednio 212 mln dol. (Robert Nardelli, prezes Home Depot), 195,8 mln dol. (Henry McKinnell, prezes Pfizera), 161,5 mln dol. (Stanley O'Neal, prezes Merrill Lynch), 81,6 mln (Michael Ovitz, prezes Walta Disney'a przez 14 miesięcy), 41,9 mln dol. (Charles Prince, prezes Citigroup), 30 mln dol. (Mark Hurd, prezes HP), 10,8 mln dol. (Rick Wagner, prezes GM), 3,8 mln (Richard Syron, prezes Fredy Mac).

W powyższym zestawieniu ujęto odprawy łącznie z zarobkiem na akcjach spółek i opcjami menedżerskimi. | JS

 

[To tylko... sumy, które otrzymują poszczególni spece..., jakie wystarczyłyby tysiącom "przeciętnych" rodzin do życia w komfortowych warunkach. - red.]

 

www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Poniedziałek, 18.10.2010 13:19

WIĘKSZOŚĆ POLAKÓW NADAL ZARABIA GROSZE I ŻYJE W NĘDZY

Chociaż Główny Urząd Statystyczny twierdzi, że płace w Polsce z roku na rok są coraz wyższe, to większość z nas wcale tego nie widzi.

Pensje sporej grupa Polaków nie przekraczają minimalnej krajowej, która wynosi obecnie nieco ponad 1300 zł brutto.

W porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej wypadamy bardzo słabo. Dużo większe płace minimalne są w Irlandii - ok. 6700 zł, Wielkiej Brytanii - 4200 zł czy Belgii - 5700 zł - pisze "Super Express".

Gazeta prześwietliła zarobki naszych rodaków. Okazało się, że dziś najwięcej zarabiają prezesi dużych spółek, głównie z branży budowlanej i paliwowej.

 

619 zł netto Jolanta Gałat (52 l.), rencistka z Lublina

 

800 zł netto Marianna Żylińska (51 l.), pracownik przedsiębiorstwa z Katowic

 

960 zł netto Izabela Rutkowska (28 l.), sprzedawca z Wrocławia

 

1 100 zł netto Zofia Mydlarz (50 l.), kwiaciarka z Białegostoku

 

1 200 zł netto Justyna Popławska (24 l.), fryzjerka z Białegostoku

 

2 500 zł netto Marta Malinowska (24 l.), handlowiec z Łodzi

 

2 700 zł netto Barbara Kępińska (60 l.), ekonomistka z Sopotu

 

2 900 zł netto Tomasz Zdanowicz (41 l.), instruktor jazdy z Białegostoku

 

3 000 zł netto Wojciech Lewandowski (35 l.), St. sierżant w wojsku z Warszawy

 

3 000 Magdalena Patera (23 l.), lakiernik samochodowy z Sopotu

 

3 500 zł netto Krystyna Witkowska (59 l.), księgowa z Gdyni

 

9 600 zł netto Jarosław Kaczyński (61 l.), prezes PiS

 

36 475 Witold Skrzydlewski, właściciel firmy pogrzebowej i kwiaciarni z Łodzi

 

127 000zł netto Jacek Krawiec (43 l.), prezes PKN Orlen z Płocka

 

644 000 zł netto Piotr Janeczek (55 l.), prezes firmy Stalprodukt z Bochni

 

Źródło: se.pl

 

Krzysztof Zacharuk

krzysztof.zacharuk@hotmoney.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [12.08.2009, 17:50] 3 źródła

KARTY KREDYTOWE TO TYKAJĄCA BOMBA

Polacy toną w długach.

Rośnie zadłużenie Polaków na kartach kredytowych. Coraz więcej osób spłaca tylko minimalną kwotę zadłużenia. Dlatego też banki zaczęły dokładnie badać każdy wniosek o wydanie plastikowego pieniądza - alarmuje "Dziennik".

Gazeta przytacza wyniki badań Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH. Okazuje się, że prawie co trzeci Polak, który ma kartę kredytową spłaca tylko minimalną, wymaganą przez banki kwotę długu.

30 procent to jest już punkt krytyczny. W czasach, gdy banki niechętnie pożyczają pieniądze, karty kredytowe są sposobem na ominięcie tego problemu. To niebezpieczne - przestrzega na łamach "Dziennika" Remigusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich.

Dlatego bankowcy dokładnie monitorują zachowania posiadaczy kart kredytowych. Wnioski o nowy plastik są bardzo wnikliwe sprawdzane.

Eksperci obawiają się, że karty okażą się bombą, która może zagrozić systemowi finansowemu jak wcześniej kredyty gotówkowe. | AJ

 

 

 

 

 www.o2.pl | Czwartek [23.04.2009, 15:22] 4 źródła

KAŻDY BRYTYJCZYK DOPŁACIŁ JUŻ DO KRYZYSU 23 TYS. FUNTÓW

Okazało się jednak, że to jeszcze za mało - uważają ekonomiści.

Każdy mieszkaniec Wielkiej Brytanii, łącznie z emerytami i dziećmi, musiał przeznaczyć  na ratowanie bankowców blisko 23 tysiące funtów - wynika z szacunków agencji Bloomberg. Wartość pomocy brytyjskich władz dla instytucji finansowych sięga obecnie już 1,4 biliona funtów.

Rozmiar tej pomocy jest bezprecedensowy - powiedział Alan Clarke, ekonomista lBNP Paribas.

Jednak coraz więcej specjalistów uważa, że te środki nie wystarczą, aby gospodarka brytyjska powróciła na ścieżkę wzrostu.

Państwo będzie musiało zainwestować w banki więcej kapitału, żeby znów pobudzić akcję kredytową - uważa ekonomistka Vicky Redwood. | K

 

 

 

 

 http://www.eioba.pl/a104879/dlaczego_kryzys_potrwa_6_lat_cz_i

DLACZEGO KRYZYS POTRWA 6 LAT? - (cz. I)

Warto przypomnieć, że George Soros zaciągnął wiele pożyczek w brytyjskiej walucie, a następnie puścił plotkę, że funt jest przewartościowany. Inwestorzy zaczęli się go gwałtownie pozbywać. Bank interweniował podnosząc stopy procentowe z 10% na 12% i zapowiedział ich podniesienie nawet do 15%, wyprzedając jednocześnie niemieckie marki i skupując własną walutę, ale jeszcze tego samego dnia wieczorem skapitulował. Funt został zdewaluowany z 2,78 DM do 2,2 DM i wypadł z ERM. Pan Soros odkupił tańsze funty, pospłacał kredyty i został mu jeszcze 1 miliard dolarów na drobne wydatki… Tak, na marginesie, czy ta historia czegoś nam nie przypomina?

 

Przyczyny kryzysu tkwiły m.in. w złudnym przekonaniu, że pieniądz można bez końca i bezpiecznie pomnażać nie inwestując go w produkcję, ale w instrumenty finansowe.  Kapitalizacja giełdy amerykańskiej w 2000 roku wynosiła 153,5% PKB, blisko 2,4 x więcej niż np. giełdy Niemiec czy Japonii. Rozwój był w dużej mierze finansowany kapitałem zagranicznym, który płynął szerokim strumieniem. Nadęty już dość mocno „balon” musiał wypuścić nieco powietrza. Myliłby się jednak ktoś, kto by przypuszczał wówczas, że nastąpi jakiś zasadniczy zwrot w polityce ekonomicznej USA. Deficyt był i jest powiększany nadal.

 

Stany Zjednoczone, przyjmując pod koniec wojny ekonomiczny układ z Bretton Woods stanęły w uprzywilejowanej pozycji. Przypomnę krótko, że politycy i ekonomiści brytyjscy i amerykańscy spotkali się w małej wiosce w stanie New Hampshire, aby ustalić porządek monetarny po wojnie. Przyjęto wówczas, że USA będą utrzymywać stałą wartość parytetu złota do dolara – 35 dolarów za uncję i będzie obowiązywać stały parytet innych walut w stosunku do dolara. Inne waluty świata zostaływ ten sposób związane z rezerwami złota Stanów Zjednoczonych, a dolar miał odtąd służyć wielu krajom zamiast złota jako rezerwa walutowa. Przywilej USA polegał na tym, że będąc „strażnikiem” rezerwy, praktycznie poza jakąkolwiek skuteczną kontrolą, mogły tworzyć nowy pieniądz, słusznie zakładając, że nie nastąpi jednoczesne żądanie zamiany walut na złoto. Skoro mogły,  zaczęły to robić. Gdyby zachowano przy tym dyscyplinę, utrzymując deficyt w bilansie płatniczym w przyzwoitych ramach, to nic złego by się nie stało. Dolar, mający pokrycie w złocie, emitowany przez potężny ekonomicznie i politycznie kraj, stał się walutą godną zaufania i pożądaną w rozwoju handlu światowego. Niestety, potrzeby mocarstwa wciąż rosły. Konflikt w Wietnamie, częściowo wymuszone koszty zbrojeń w okresie zimnej wojny, zwiększenie wydatków wewnętrznych, powodowały wzrost deficytu. System z Bretton Woods stał się już tylko fikcją. Prezydent Nixon 15 sierpnia 1971 roku zlikwidował parytet wymienialności dolara na złoto i zdewaluował wartość dolara o 7,9 %. Uncja złota była wówczas w cenie 38 USD (dla porównania dziś oscyluje wokół 900 dolarów). W tej sytuacji inne kraje, broniąc się, także zdewaluowały swoje waluty, a ich kursy przestały być powiązane między sobą w sposób sztywny. USA powinny w zasadzie zostać bankrutem, gdyż już wówczas nie mogłyby wykupić własnego pieniądza, jednak żadne państwo nie miało wystarczającego potencjału gospodarczego, ani odpowiedniej podaży silnej waluty, która mogłaby zastąpić dolara. Dodatkowym zabezpieczeniem dla Stanów Zjednoczonych był kontrakt podpisany z Arabią Saudyjską, na mocy którego rozliczenia za ropę akceptowane były wyłącznie w USD, a nadwyżki lokowane w obligacjach amerykańskich.

 

OPEC przyjmując te standardy w praktyce zmusił inne kraje do utrzymywania rezerw dolarowych, niezbędnych do nabycia ropy. Odejście od konieczności pokrycia waluty w złocie stworzyło swobodę do zalania świata dolarami. W Europie od 1979 roku działał system oparty na koszyku walut zwanym ECU (European Currency Unit), w którego skład wchodziły określone sumy pieniędzy w poszczególnych walutach systemu, które były ze sobą powiązane oficjalnymi kursami. Koszyk walut jako całość zmieniał wartość w wyniku swobodnej gry podaży i popytu. System, bardziej ambitny, w swym założeniu, od tego z Bretton Woods, również do końca się nie sprawdził, ponieważ kryzys we Francji w latach 1981-83 czy wspomniana już dewaluacja funta, pokazały,  że stabilizacja walut  „na zawsze” nie jest możliwa, jeśli kraje zachowują suwerenność.

 

Dziś wyznacznikiem dla banków centralnych poszczególnych krajów europejskich jest tzw. cel inflacyjny, czyli taka regulacja podaży pieniądza, aby inflacja była niska, a jednocześnie, zbyt słaba podaż pieniędzy nie zdusiła gospodarki. Zamiast oficjalnych kursów wymiany walut, wprowadzono euro, które zlikwidowało problem ryzyka kursowego. Inną kwestią jest, jaki ma to wpływ na samodzielną politykę gospodarczą poszczególnych państw strefy euro, ale to już temat na osobny artykuł.

 

O ile światowe rezerwy walutowe wzrosły w latach 1949-69 o 50 %, o tyle pomiędzy 1980 a 2003 rokiem – o ponad 2000 %. Produkt światowy brutto (PŚB) liczony nawet z dużym zaokrągleniem, wzrósł w tym czasie o ok. 70% (dane ONZ z 2006 roku). Jasno więc widać jak wielkie przewartościowanie nastąpiło w podaży pieniądza już wówczas.

 

W 2006 roku dług publiczny w USA wynosił 64,7% PKB, dług zagraniczny: 69,19 bld USD, (przy rezerwach w złocie i walutach : 10,04 bld USD). Jeszcze we wrześniu 2007 roku szef FED Ben Bernanke mówił, że należy się w następnym roku spodziewać wzrostu gospodarczego… Czy mógł się aż tak bardzo mylić? Trzeba sobie uświadomić, że dziś zadłużenie Stanów Zjednoczonych przekroczyło znacznie 11,3 biliona dolarów i codziennie wzrasta o 3,9 miliarda dolarów. Można zakładać, że do końca roku zbliży się do granicy całego wytworzonego PKB USA, szacowanego w bieżącym roku na około 13,5 biliona dolarów.  Licznik, który „odmierza” bieżące zadłużenie USA można znaleźć np. pod tym adresem www.brillig.com/debt_clock. Z kolei na stronie www.usdebtclock.org znajduje się cała gama liczników, pokazujących wszelkie istotne dla gospodarki dane w czasie rzeczywistym. Np. co 20 sekund ktoś traci pracę, a co 2 minuty bankrutuje kolejna firma…

Autor: Krzysztof Sowik

Autor jest redaktorem serwisu www.nakryzys.com

 

 

"WPROST" Numer: 38/2009 (1391)

KRYZYS JEST DOPIERO PRZED NAMI

Rozmowa z Peterem Schiffem, amerykańskim ekonomistą

„Wprost": W kryzysie albo może po kryzysie, jak mówią niektórzy ekonomiści, wydaje pan pieniądze czy jednak oszczędza?

 

Peter Schiff: Oszczędzam, oczywiście. Ale nie dolary. Lokuje pan oszczędności w euro czy w złocie? Kupuję złoto, srebro, euro. Ale również dolary australijskie, dolary singapurskie, norweskie korony i franki szwajcarskie. Mam dużo zagranicznej waluty, również jeny. Podobnie zresztą inwestujemy pieniądze jako firma.

 

Czyli był pan przygotowany na nadejście kryzysu?

 

Tak. Ale byłem wyjątkiem. Bo od lat był też budowany obecny kryzys – Amerykanie krok po kroku wpadali w coraz większe długi.

 

Prof. Gary Becker stwierdził na łamach „Wprost", że kryzys się skończył. Dlaczego jednak niewielu podziela jego optymizm, co było widać choćby na forum ekonomicznym w Krynicy? Co z tego, że gospodarka trochę rośnie? Kto powiedział, że będzie rosnąć nadal?

 

Jeśli Becker ogłasza koniec kryzysu, to znaczy, że nie rozumie tego, co się dzieje. Jeśli widzi dziś postęp, to znaczy, że nie powinien się wypowiadać. Gdyby rozumiał dzisiejszą gospodarkę, przewidziałby wcześniej, do czego dojdzie, tak jak ja to przewidziałem. A on kryzysem był zaskoczony. Dziś jestem przekonany, że kryzys w Ameryce, bo odnoszę się przede wszystkim do USA, nie jest za nami, ale przed nami.

 

To może jesteśmy w trakcie jakiegoś etapu kryzysu?

 

Nie chodzi nawet o fazy czy etapy. Chodzi o to, że w konsekwencji złej polityki, a w szczególności sztucznych stymulacji gospodarki na niewyobrażalną skalę, zamiast pozbyć się problemów, wpadniemy w jeszcze większe. Najgorszym momentem kryzysu będzie chwila, gdy porzucimy sztuczną stymulację i pozwolimy rynkowi funkcjonować samemu. Wtedy wydarzą się rzeczy najgorsze.

 

Czy wciąż aktualna jest pańska metafora narkomana, w której kategoriach opisuje pan pogrążoną w kryzysie Amerykę?

 

Tak. Sytuacja przypomina uzależnienie od heroiny. To, co funduje gospodarce rząd, to nie detoks, ale dodatkowe dawki narkotyku. A im więcej weźmiesz, tym gorzej będzie, gdy w końcu rzucisz prochy. Tymczasem amerykańska administracja pozbywa się problemów z narkomanem, podając mu kolejne środki odurzające. To samo, co rząd i Fed robią w tym kryzysie, poprzednie administracje robiły w latach 2000 i 2001 w walce z kryzysem na rynku nieruchomości, wirusem Y2K, problemem rosyjskim. Zawsze, gdy pojawiają się kłopoty, rząd wpada na rozwiązanie, które kładzie podwaliny pod kolejny kryzys. Z tego powodu teraz jesteśmy na krawędzi prawdziwej zapaści ekonomicznej.

 

Przewidział pan kryzys finansowy, a teraz głosi zapaść ekonomiczną spowodowaną inflacją. Kiedy to nastąpi?

 

Niedługo. Największym problemem Ameryki będzie kryzys dolara. I może się to stać w roku 2010, 2011. Na pewno to kwestia bliskiej przyszłości, nie dalekiej. Straszy więc pan powrotem wielkiej depresji z lat 30.

 

Ale wtedy amerykański PKB spadł prawie o 25 proc., podczas gdy teraz spadek nie sięgnął nawet 10 proc.

 

Myślę, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny, jeśli rząd będzie powtarzał swoje błędy. Sytuacja może być nawet gorsza. Mówię oczywiście o USA, bo globalna gospodarka nie jest aż tak zepsuta jak amerykańska. Nasza sytuacja jest wyjątkowa z powodu długu, który kumulowaliśmy, i z powodu transformacji, jaką nasza gospodarka ostatnio przeszła. Nie mamy żadnej biblii ekonomicznej, do której moglibyśmy się odwołać, umiemy tylko pompować pieniądze w system. Ale te pieniądze się kończą, musimy je pożyczać. Im więcej pożyczamy, tym bardziej stajemy się zależni.

 

Czyli jeśli wzrost gospodarczy nie jest miarą, według której powinniśmy szacować rozwój kryzysu, to może jest nią właśnie dług?

 

Tak. Poziom zadłużenia to znacznie lepszy wskaźnik. Bo zwróćmy uwagę na PKB – w Ameryce jest on oparty na wydawaniu pieniędzy.

 

Ale jakie to pieniądze?

 

Od rządu! Rząd stymuluje gospodarkę między innymi po to, żeby zapobiegać bezrobociu. Trwałe bezrobocie w USA już teraz jest bliskie 17 proc. A będzie jeszcze gorzej, jeśli administracja nie przestanie ingerować w wolny rynek.

 

Rację ma Gary Becker, gdy twierdzi, że bezrobocie zacznie spadać za rok?

 

Nie ma racji, bo nie zacznie spadać. Chyba że zmienimy politykę.Trudno mi oszacować, do jakiego punktu bezrobocie dojdzie. I jest jeszcze jedna rzecz: oczywiście, w gospodarce, w którą w dużym stopniu ingeruje rząd, ludzie mogą mieć pracę, ale przestają być produktywni. Proszę zwrócić uwagę: w Związku Radzieckim każdy miał pracę. Nikt nie był bezrobotny. Ale wszyscy byli biedni.

 

Krytykuje pan politykę Obamy, zwłaszcza impuls fiskalny.

 

Za to samo krytykowałem politykę Busha.

 

Nie widzi pan ani jednego pozytywu w działaniach obecnej administracji?

 

Nie widzę, bo go nie ma.

 

Lawrence Kudlow, były ekonomista Fed, twierdzi, że dobrym pomysłem był na przykład program „Gotówka za graty" (Cash for clunkers), który polega na tym, że jeśli ktoś zezłomuje stary samochód, dostanie rabat na nowy.

 

 To co mają robić Amerykanie?

 

Powinni oszczędzać, ale przyznaję, że nie mogą, bo rząd kreuje inflację, więc jak oszczędzasz, to będziesz tracić. Nie możemy gromadzić kapitału. Możemy to oczywiście robić w innych walutach, ale to też nie jest dobre rozwiązanie dla całego systemu.

 

A jak pan ocenia polską drogę w kryzysie – cięcia wydatków i niezwiększanie deficytu, który zresztą i tak jest ogromny?

 

Wydaje mi się, że to dobra droga. Jak w rodzinie – kiedy masz problemy, nie możesz zwiększać wydatków. Nie kupujesz basenu, kiedy tracisz pracę. Peter Schiff jest prezesem Euro Pacific Capital, komentatorem ekonomicznym stacji CNBC i Fox, zwolennikiem liberalnej austriackiej szkoły ekonomii. Nadejście obecnego kryzysu finansowego przewidział już w 2006 r. Pośród syndromów katastrofy Schiff wskazywał niskie stopy procentowe, wielką dostępność kredytów hipotecznych, małe oszczędności Amerykanów oraz wysoki poziom zadłużenia gospodarstw domowych. Opowiada się za zasadniczą obniżką podatków, wielką redukcją wydatków publicznych, likwidacją Fed, czyli banku centralnego, powrotem do parytetu złota.

Autor: Katarzyna Kozłowska

 

 

 

 

 http://www.psz.pl/tekst-11048/Malgorzata-Zgudka-Miedzynarodowy-Fundusz-Walutowy-MFW | 18.05.2008.

MIĘDZYNARODOWY FUNDUSZ WALUTOWY (MFW)

Postępująca integracja gospodarek światowych przyniosła potrzebę utworzenia międzynarodowej organizacji, która pomagałaby stabilizować sytuację ekonomiczną na świecie oraz nadzorować globalny system finansowy. Dzisiaj Międzynarodowy Fundusz Walutowy to jedna z najważniejszych organizacji gospodarczych.

 

Historia

Międzynarodowy Fundusz Walutowy został założony podczas konferencji Organizacji Narodów Zjednoczonych United Nations Monetary and Financial Conference, która odbyła się w dniach 01-22.07.1944 r. w Bretton Woods w Stanach Zjednoczonych. Również wtedy powołano Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju, powszechnie znany jako Bank Światowy (World Bank). Formalnie MFW powstał jednak dopiero rok później, kiedy to 27.12.1945 r. 29 państw-założycieli podpisało tzw. warunki porozumienia (Articles of Agreement) [1]. Cele statutowe Funduszu, uzgodnione jeszcze w 1944 r., do dzisiaj nie uległy zmianie. Pierwsze posiedzenie Rady Gubernatorów MFW odbyło się w marcu 1946 r. w Savannah w USA. Podjęto tam decyzję o ulokowaniu siedziby organizacji w Waszyngtonie oraz wybrano pierwszy Komitet Wykonawczy.

 

Członkowie

Aktualnie do MFW należy 185 państw – ostatnie z nich, Czarnogóra, wstąpiło do organizacji w dniu 18.01.2007 r. Członkami Funduszu są niemal wszystkie kraje ONZ – wyjątek stanowią jedynie Kuba, Korea Północna, Andora, Monako, Lichtenstein, Tuvalu oraz Nauru.

Polska była jednym z członków-założycieli MFW. Opuściła go jednak 14.03.1950 r., ulegając tym samym presji Związku Radzieckiego. Ponownie przystąpiła do organizacji 12.06.1986 r.

 

Organy

Na czele MFW stoi Dyrektor Generalny (Managing Director), którego kadencja trwa 5 lat. Do tej pory urząd sprawowało 10 osób. Tradycyjnie na to stanowisko wybierany jest Europejczyk. Aktualnie funkcję Dyrektora Generalnego pełni Francuz Dominique Strauss- Kahn, który rozpoczął swoją kadencję 01.11.2007 r. Jego zastępcą jest John Lipsky.

 

Głównym organem decyzyjnym Funduszu jest Rada Gubernatorów (Board of Governors), składająca się z Gubernatorów oraz ich zastępców (z każdego kraju po dwie osoby). Są nimi zwykle ministrowie finansów lub prezesi banków centralnych poszczególnych krajów. Posiedzenia Rady odbywają się na ogół raz do roku w Waszyngtonie. Przedmiotem obrad jest aktualna sytuacja w gospodarce światowej. Do kompetencji Rady Gubernatorów należą przede wszystkim bieżące sprawy członkowskie i budżetowe, zatwierdzanie rocznych sprawozdań z działalności MFW i zmian statutu organizacji, zawieranie umów z innymi organizacjami, wybieranie Rady Wykonawczej oraz decyzja o likwidacji MFW.

 

Rada Gubernatorów posiada dwa organy doradcze. Badaniem sytuacji finansowej zajmuje się Międzynarodowy Komitet Monetarny i Finansowy Rady Gubernatorów (dawny Komitet Tymczasowy), składający się z 24 członków Rady Gubernatorów w randze ministrów. Drugim ciałem doradczym jest Komitet Rozwoju liczący 24 członków (ministrów finansów lub urzędników w randze ministra). Doradza on w zakresie transferu zasobów do krajów rozwijających się.

 

Organem wykonawczym MFW jest Rada Wykonawcza (Rada Administracyjna; Executive Board). W jej skład wchodzi 24 Dyrektorów Wykonawczych oraz ich zastępców, a także Dyrektor Generalny MFW, będący jednocześnie szefem Rady. Sześciu dyrektorów z krajów wpłacających najwyższe stawki posiada status dyrektorów stałych. Osiemnastu kolejnych jest wybieranych na dwuletnią kadencję. Zajmują się oni codziennymi sprawami Funduszu, m.in. decydowaniem o polityce kredytowej MFW oraz nadzorowaniem wykonywania umów kredytowych. Rada spotyka się zwykle kilka razy w tygodniu.

 

W MFW funkcjonuje również wiele Departamentów – regionalnych (Afryki, Azji i Pacyfiku, Europy, Środkowego Wschodu i Azji Centralnej oraz Półkuli Zachodniej) oraz funkcjonalnych i usług specjalnych (finansowy, finansów publicznych, Instytut MFW, prawny, walutowy, opracowania i analizy, badań, statystyki i skarbu).

 

 

Cele i zadania MFW

Główne cele Funduszu określone są w warunkach porozumienia (Articles of Agreement) [2]:

    * Promowanie międzynarodowej współpracy;

    * Ułatwianie ekspansji i zrównoważonego rozwoju handlu międzynarodowego

    * Wspomaganie stabilizacji kursów

    * Wspieranie tworzenia wielostronnego systemu płatności;

    * Udostępnianie swoich zasobów krajom członkowskim mającym trudności z bilansem płatniczym;

    * Skracanie okresu i zmniejszanie stopnia nierównowagi w bilansach płatniczych krajów członkowskich.

 

 

Wyżej wymienione cele mają być osiągnięte poprzez realizację następujących zadań:

    * Propagowanie wzrostu i stabilności gospodarczej poprzez sprawowanie nadzoru oraz udostępnianie wsparcia technicznego;

    * Pomoc w przezwyciężaniu trudności z bilansem płatniczym poprzez udzielanie pomocy finansowej;

    * Redukcja ubóstwa na świecie, zarówno samodzielnie jak i we współpracy z Bankiem Światowym.

 

 

Działalność MFW

Według MFW większość problemów ekonomicznych na świecie wynika z nierównowag w bilansach płatniczych, które mogą nawet prowadzić do kryzysów gospodarczych. Dzieje się tak, kiedy waluta danego kraju szybko deprecjonuje, sprawiając, że towary i kapitał zagraniczny stają się coraz droższe, co z kolei może prowadzić do zakłóceń w funkcjonowaniu gospodarki. Problemy te mogą rozprzestrzenić się także na inne kraje. Z tego powodu MFW pomaga osiągać stabilność poprzez różnego rodzaju programy korygujące (Structural Adjustments Policies) oraz pożyczki.

 

MFW wspomaga kraje członkowskie we wdrażaniu reform oraz programów dostosowawczych, które mają przywrócić dobre warunki do zrównoważonego wzrostu gospodarczego, wzrostu zatrudnienia oraz zwiększenia inwestycji. Wprowadzane programy różnią się w zależności od specyfiki danego państwa, przyczyn problemów oraz wielu innych czynników. Aby otrzymać pożyczkę rząd danego kraju musi zgodzić się na wprowadzenie reform i zobowiązać się do nadzorowania ich przebiegu. Ma to na celu zapewnienie, że środki otrzymane z MFW zostaną wykorzystane na rozwiązanie problemów z nierównowagą w bilansie płatniczym. Fundusz zakłada, że po zwalczeniu tych problemów i powrocie do gospodarczej i finansowej stabilności państwo będzie w stanie zwrócić pożyczone środki, które następnie zostaną udostępnione kolejnym członków organizacji.

 

W ramach MFW funkcjonuje program Redukcji ubóstwa i wspierania rozwoju (Poverty reduction and growth facility). Jest to niskooprocentowany kredyt dla krajów ubogich. Aktualnie jest on dostępny dla 78 krajów. Oprocentowanie wynosi 0,5 %. Spłaty zadłużenia następują co pół roku, przy czym rozpoczynają się w 5,5 roku, a kończą w 10 lat po otrzymaniu środków przez państwo.

 

Kredyty MFW są bardzo atrakcyjne dla krajów członkowskich. Nie tylko są niskooprocentowane, ale również (w przypadku krajów rozwijających się) są często jedynym dostępnym źródłem kapitału dla danego kraju. Według stanu na koniec marca 2008 MFW posiada aktualnie środki w wysokości 209,5 mld USD, które mogą być przeznaczone na udzielenie kredytów.

 

MFW stara się także promować stabilność gospodarki, zmniejszenie podatności na kryzysy oraz zrównoważony wzrost. Dokonuje także analizy bieżącej sytuacji światowej gospodarki oraz zachęca do zacieśniania współpracy między krajami członkowskimi. Fundusz zapewnia także pomoc techniczną, polegającą na doradztwie oraz organizacji różnego rodzaju szkoleń w zakresie prowadzenia polityki fiskalnej, monetarnej oraz walutowej, systemu prawnego, statystyk gospodarczych czy prowadzenia nadzoru nad systemem finansowym.

 

Współpraca z innymi instytucjami

MFW współpracuje z wieloma instytucjami finansowymi na całym świecie, m.in. z Bankiem Światowym, regionalnymi bankami rozwoju [3], Światową Organizacją Handlu (World Trade Organization) oraz agendami ONZ. Organizacje te uczestniczą we wspólnych pracach nad różnymi projektami, wymieniają się informacjami, rezultatami badań oraz danymi statystycznymi, a także współpracują przy tworzeniu międzynarodowych standardów.

 

MFW jest także członkiem Forum Stabilności Finansowej (Financial Stability Forum). Do FSF należą władze gospodarcze i monetarne danego kraju (banki centralne, nadzór finansowy, departamenty skarbu) oraz międzynarodowe instytucje finansowe, m.in. MFW, Bank Światowy, Bank Rozrachunków Międzynarodowych (Bank for International Settlements). Forum zajmuje się przede wszystkim promowaniem stabilności finansowej, usprawnianiem działania rynku oraz redukcją ryzyka wynikającego z działania systemu finansowego.

 

Źródła finansowania działalności MFW

W MFW większość środków przeznaczanych na pożyczki pochodzi od krajów członkowskich (przede wszystkim ze składek), a także z oddzielnych funduszy. Każdy kraj członkowski ma przypisaną określoną składkę – kwotę udziałową, opartą na relatywnej wielkości gospodarki kraju. Składki są poddawane weryfikacji co pięć lat. Aktualnie suma kwot udziałowych wynosi 217,4 SDR [4] (ok. 358 mld USD, stan na koniec marca 2008).

 

Aktualne zasoby złota MFW mają wartość ok. 103 mld USD, co czyni organizację trzecim największym posiadaczem złota na świecie. Fundusz ma ograniczoną możliwość wykorzystywania złota – może je sprzedawać lub akceptować jako środek zapłaty (przy zgodzie 85 % głosów), nie może jednak angażować się w żadne transakcje z nim związane.

 

Special Drawing Rights

Aby wspomóc stabilizację międzynarodowego systemu walutowego w 1969 r. MFW utworzył jednostkę rozrachunkową o charakterze bezgotówkowym, zwaną SDR (Special Drawing Rights, Specjalne Prawa Ciągnienia). Początkowo jedna jednostka SDR była zdefiniowana jako 0.888671 grama czystego złota. Po rozpadzie systemu Bretton Woods postanowiono oprzeć wartość SDR na koszyku najważniejszych walut świata – euro, jena, funta oraz dolara amerykańskiego. Skład koszyka jest poddawany weryfikacji co pięć lat, aby upewnić się, że znajdują się w nim waluty mające aktualnie największą wagę w wymianie międzynarodowej. Aktualnie SDR pełni rolę międzynarodowej jednostki rozrachunkowej oraz porównawczej.

 

Krytyka działalności MFW

Działalność MFW budzi wiele kontrowersji. Organizacji zarzuca się, że niemal zawsze trzyma się sztywnych schematów- niezależnie od sytuacji, oraz że narzuca państwom wdrażanie programów, które nie tylko nie działają, ale często wręcz hamują rozwój gospodarczy, przez co przyczyniają się do pogłębienia ubóstwa oraz nierównowag w gospodarce. Równocześnie krytycy podkreślają brak wpływu Funduszu na decyzje i działania przywódców gospodarczych najbogatszych i najlepiej rozwiniętych krajów. Kolejną kontrowersją dotyczącą działalności MFW jest jego opinia jako organizacji generalnie nie przywiązującej wagi do takich problemów jak demokracja, prawa pracownicze czy prawa człowieka. Krytycy utrzymują, że w czasach „zimnej wojny” MFW wspierał przyjazne Amerykanom i Europejczykom dyktatury militarne. Przykłady dyktatur otrzymujących pomoc z Funduszu to m.in. Argentyna (1976-83), Chile (1974- 89), Zair/ Kongo (1965-97), Kenia (1979-2002).

 

Jedną z największych grup krytykujących MFW są antyglobaliści. Nie precyzują oni w sposób konkretny swoich zastrzeżeń co do działalności instytucji. Często jednak podczas konferencji organizowanych przez MFW organizują głośne protesty, które niejednokrotnie przekształcały się w agresywne demonstracje.

 

Jednak coraz częściej do krytyki MFW przyłącza się także środowisko ekonomistów, w tym m.in. Joseph Stiglitz – profesor Columbia University, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii z 2001 r., były główny ekonomista Banku Światowego. Główne zarzuty, jakie Stiglitz przedstawia wobec MFW, to wymuszanie na poszczególnych państwach liberalizacji rynków finansowych, nadmiernej dyscypliny budżetowej i nacisku na utrzymywanie niskiej inflacji, nieprzejrzystość i brak demokratycznych procedur w procesie podejmowania decyzji oraz niedopuszczenie do procesu decyzyjnego państw potrzebujących pomocy. Stiglitz podkreśla także, że najlepiej rozwijają się kraje, które przeciwstawiły się naciskom MFW (Malezja, Chiny, Indie), a te, które ślepo go słuchały, zostały doprowadzone do katastrofy gospodarczej (np. Indonezja czy Argentyna) [5].

 

Podsumowanie

Krytycy przypominają, że MFW nie udało się zapobiec wielu kryzysom – chociażby w Meksyku, Azji czy Argentynie. Coraz głośniej mówi się także o konieczności wprowadzenia licznych reform w działalności Funduszu. Jednak mimo istniejących kontrowersji należy pamiętać, że MFW pełni główną rolę w utrzymywaniu stabilności gospodarki światowej. Wiele osób zaznacza także, że to właśnie stabilność gospodarki prowadzi do demokracji. W dzisiejszej gospodarce niezbędne jest istnienie instytucji finansowej, która umożliwiałaby wielopłaszczyznową współpracę między państwami oraz oferowałaby pomoc w rozwiązywaniu nagłych kryzysów.

 

Aneks

 

Lista Dyrektorów Zarządzających:

06.05.1946- 05.05.1951 Camille Gutt, Belgia

03.08.1951- 03.10.1956 Ivar Rooth, Szwecja

21.11.1956- 05.05.1963 Per Jacobsson, Szwecja

01.09.1963- 31.08.1973 Pierre- Paul Schweitzer, Francja

01.09.1973- 16.06.1978 Johannes Witteveen, Holandia

17.06.1978- 15.01.1987 Jacques de Larosiere, Francja

16.01.1987- 14.02.2000 Michel Camdessus, Francja

01.05.2000- 04.03.2004 Horst Köhler, Niemcy

07.06.2004- 31.10.2007 Rodrigo Rato, Hiszpania

od 01.11.2007 Dominique Strauss- Kahn, Francja

 

 

Pełna lista członków MFW:

Afganistan, Albania, Algieria, Angola, Antigua i Barbuda, Arabia Saudyjska, Argentyna, Armenia, Australia, Austria, Azerbejdżan, Bahamy, Bahrajn, Bangladesz, Barbados, Belgia, Belize, Benin, Bhutan, Białoruś, Birma, Boliwia, Bośnia i Hercegowina, Botswana, Brazylia, Brunei, Bułgaria, Burkina Faso, Burundi, Chile, Chiny, Chorwacja, Cypr, Czad, Czarnogóra, Czechy, Dania, Demokratyczna Republika Konga, Dominika, Dominikana, Dżibuti, Egipt, Ekwador, Erytrea, Estonia, Etiopia, Fidżi, Filipiny, Finlandia, Francja, Gabon, Gambia, Ghana, Grecja, Grenada, Gruzja, Gujana, Gwatemala, Gwinea, Gwinea Bissau, Gwinea Równikowa, Haiti, Hiszpania, Holandia, Honduras, Indie, Indonezja, Irak, Iran, Irlandia, Islandia, Izrael, Jamajka, Japonia, Jemen, Jordania, Kambodża, Kamerun, Kanada, Katar, Kazachstan, Kenia, Kirgistan, Kiribati, Kolumbia, Komory, Kongo, Korea Południowa, Kostaryka, Kuwejt, Laos, Lesotho, Liban, Liberia, Libia, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Macedonia, Madagaskar, Malawi, Malediwy, Malezja, Mali, Malta, Maroko, Mauretania, Mauritius, Meksyk, Mikronezja, Mołdawia, Mongolia, Mozambik, Namibia, Nepal, Niemcy, Niger, Nigeria, Nikaragua, Norwegia, Nowa Zelandia, Oman, Pakistan, Palau, Panama, Papua-Nowa Gwinea, Paragwaj, Peru, Polska, Portugalia, Republika Południowej Afryki, Republika Środkowoafrykańska, Republika Zielonego Przylądka, Rosja, Rwanda, Rumunia, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Salwador, Samoa, San Marino, Senegal, Serbia, Seszele, Sierra Leone, Singapur, Słowacja, Słowenia, Somalia, Sri Lanka, Stany Zjednoczone, Suazi, Sudan, Surinam, Syria, Szwajcaria, Szwecja, Tadżykistan, Tajlandia, Tanzania, Timor Wschodni, Togo, Tonga, Trynidad i Tobago, Tunezja, Turcja, Turkmenistan, Uganda, Ukraina, Urugwaj, Uzbekistan, Vanuatu, Wenezuela, Węgry, Wielka Brytania, Wietnam, Włochy, Wybrzeże Kości Słoniowej, Wyspy Marshalla, Wyspy Salomona, Wyspy Świętego Tomasza i Książęca, Zambia, Zimbabwe, Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

Przypisy

[1] Warunki porozumienia uznawane są za statut MFW:  http://www.imf.org/external/pubs/ft/aa/.

[2] International Monetarny Fund: http://www.imf.org/external/pubs/ft/aa/aa01.htm/.

[3] Banki rozwoju – instytucje finansowe, często tworzone przy współpracy z Bankiem Światowym, zajmujące się udzielaniem pożyczek oraz wspieraniem inwestycji w regionach słabiej rozwiniętych.

[4] SDR (Special Drawing Rights) – Specjalne Prawa Ciągnienia

[5] J. Stiglitz, Globalization and its discontents, PWN, Warszawa 2007.

 

 

Bibliografia

    * Chrabonszczewska E., Międzynarodowe organizacje finansowe, Wyd. SGH, Warszawa 2005.

    * Stiglitz J., Globalizacja (Globalization and its discontents), Wyd. PWN, Warszawa 2007.

 

 

Źródła sieciowe

    * Bank Światowy: www.worldbank.org

    * Financial Stability Forum: www.fsforum.org

    * International Monetary Fund:  www.imf.org

    * National Bureau of Economic Research: www.nber.org

    * ONZ : www.un.org

 

Przygotowała: Małgorzata Zgudka

 

 

 http://prawda2.info/viewtopic.php?t=1713 | Greg | 02:10, 30 Sty '08

MFW I BANK ŚWIATOWY JAKO NARZĘDZIE POLITYKI USA

Międzynarodowy bank odbudowy i rozwoju (International Bank for Reconstruction and Development - IBRD) zwany Bankiem Światowym został powołany do życia w 1945 r. na mocy umowy z Bretton Woods (USA), jego siedziba znajduje się w Waszyngtonie.

Celem stworzenia Banku Światowego była odbudowa powojennej Europy, instytucja ta sprawdziła się na starym kontynencie wyśmienicie, gospodarki Niemiec, Anglii, Francji czy Włoch zostały odbudowane w ekspresowym tempie. Europa wkroczyła na drogę integracji, przystąpiła także do NATO, zawierając tym samym strategiczny sojusz wojskowy ze Stanami.

Po II wojnie na świecie nastał ład dwubiegunowy, zwany także zimną wojną, po jednej stronie kapitalistyczne Stany Zjednoczone oraz Europa Zachodnia, po drugiej komunistyczny Związek Radziecki i Państwa Satelickie. Oba obozy starały się zdobyć dominującą pozycje na arenie międzynarodowej. Na skutek wynalezienia nowej strasznej broni – bomby atomowej, otwarty konflikt zbrojny był niemożliwy, groził unicestwieniem cywilizacji, a nawet życia na ziemi.

Politycy w obu obozach doskonale zdawali sobie z tego sprawę, tak więc szukano innych sposobów rozszerzenia wpływów. Jedyna droga bezkonfliktowej ekspansji terytorialnej prowadziła do tak zwanego trzeciego świata, czyli do państw tak naprawdę nie zainteresowanych konfliktem dwóch imperiów, znajdujących się nie jako na uboczu cywilizacji. Rozszerzanie wpływów nie mogło odbywać się na drodze zbrojnej, ponieważ żadna ze stron nie mogła dać jawnego pretekstu drugiej. Pozostawały subtelne i mniej subtelne zabiegi dyplomatyczne, od obsadzania swoich ludzi w rządach, poprzez zamachy, wspieranie opozycji, aż po bardzo wyszukane metody uzależniania gospodarek.

 

W 1951 roku Iran zbuntował się przeciwko Brytyjskiemu koncernowi naftowemu eksploatującemu jego zasoby naturalne i wykorzystującemu ludność. Był to koncern British Petroleum, dzisiejsze BP. Wybrany w demokratycznych wyborach Mohammad Mossadegh znacjonalizował wszystkie pola naftowe. Wielka Brytania zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o pomoc w odzyskaniu dostępu do ropy. Niestety interwencja wojskowa była niemożliwa, mogłaby sprowokować Sowietów do zbrojnej reakcji.

Zamiast wysłać do Iranu wojsko, Waszyngton wydelegował agenta CIA, Kermita Roosevelta (wnuka prezydenta USA). Był on mistrzem dywersji. Wykorzystując łapówki i szantaż, wywołał serię zamieszek i demonstracji, sprawiając wrażenie iż przywódca Iranu jest nieudolnym tyranem gnębiącym społeczeństwo i broniącym mu dostępu do rozwoju. W rezultacie stracił on stanowisko, resztę życia spędził w areszcie domowym. Władzę objął nastawiony proamerykańsko Mohammad Reza Szach, który rychło stał się prawdziwym dyktatorem. Ale to Amerykanom i Brytyjczykom nie przeszkadzało, ważny był tylko nieograniczony dostęp do taniej ropy.

Sytuacja ta była precedensem w sposobach podbojów terytorialnych stosowanych przez imperia. Ze strategicznego punktu widzenia istniała tylko jedna wada, Roosvelt należał do CIA, ewentualna wpadka przekreślała całą przebiegłość tej metody, należało znaleźć taki sposób, który nie angażowałby bezpośrednio rządu USA, czy jego instytucji.

Odpowiedź dał rozwój korporacji wielonarodowych i międzynarodowych instytucji finansowych. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy były finansowane przede wszystkim przez Stany Zjednoczone i kraje Europy zachodniej, co pozwalało im kształtować politykę tych organizacji. Doprowadziło to do zacieśnienia związków pomiędzy rządami, korporacjami i ponadnarodowymi organizacjami. Agencje wywiadowcze w Stanach zajęły się pozyskiwaniem młodych ludzi po studiach ekonomicznych lub około ekonomicznych. Po odpowiednim szkoleniu byli zatrudniani przez prywatne międzynarodowe korporacje. Nie otrzymywali nigdy pensji od rządu USA, lecz od swoich pracodawców. W wyniku tego zabiegu odpowiedzialność za ich nielegalne machinacje, w razie wpadki, można było zrzucić na karb chciwości prywatnych firm, a nie na politykę rządową. Dzięki licznym ustawom jak np. ustawy o znaku towarowym, o wolnym handlu, czy wolności informacji, korporacje były wyłączone spod kontroli kongresu i publicznego nadzoru, choć niektóre ich działania były finansowane z pieniędzy podatników przez agencje rządowe.

 

Młodzi rządni sławy, pozycji i korzyści finansowych ekonomiści, łatwo dawali się przekonać o słuszności swoich przyszłych działań. Ci mniej podatni na korzyści materialne, uginali się pod propagandą ratowania świata przed komunizmem. Ich zadanie polegało na nakłanianiu rządów państw trzeciego świata do zaciągania olbrzymich kredytów na inwestycje w infrastrukturę, przemysł, transport.

Kredyty te, były umyślnie przeszacowywane, sporządzano fałszywe prognozy wzrostu, podpierane równie fałszywymi teoriami pseudo naukowymi. Na przykład metoda ekonometryczna stworzona przez John’a Perkins’a i dr Nadipuram Prasad’a. Opierała się na pracach rosyjskiego matematyka Markova, polegała ona na przypisywaniu subiektywnie określonych prawdopodobieństw do prognoz wzrostu wybranych sektorów gospodarki. Twórcy tej metody zostali obsypani wieloma nagrodami, pisali prace naukowe, byli zapraszani na wykłady do prestiżowych szkół ekonomicznych.

Po latach obydwaj przyznali, że była to czysta fikcja, a wyniki uzyskiwali zawsze takie, jakie były aktualnie potrzebne politykom USA, a nie, jakie były prawdziwe.

 

Pieniądze na kredyt pochodziły z Banku Światowego, czyli tak naprawdę z budżetów państw Zachodu. Polityczni ekonomiści stawiali dodatkowy warunek udzielenia kredytu, przedsięwzięcia miały być wykonywane tylko i wyłącznie przez amerykańskie korporacje, dzięki temu fundusze natychmiast wracały z powrotem w posiadanie USA. Z kredytów budowano elektrownie, zapory, drogi, a przede wszystkim rozwijano wydobycie surowców naturalnych, w szczególności ropy naftowej, w ten sposób beneficjantami kredytów stawały się kolejne zachodnie korporacje. Ludność kraju kredytobiorcy, mogła co najwyżej liczyć na zatrudnienie na najniższych, najgorzej opłacanych stanowiskach. Oczywiście kraj musiał po kilku latach karencji zacząć spłacać zaciągnięty dług. Ponieważ przedsięwzięć nie zbudowały jego rodzime firmy, a korporacje płaciły podatki w Stanach, budżet kredytobiorcy czerpał śladowe zyski z inwestycji, kraj był pozbawiony funduszy na spłatę zadłużenia.

W tym momencie stawał się już oficjalnie częścią imperium USA, amerykanie w zamian za odroczenie, lub częściowe umorzenie długu proponowali wybudowanie bazy wojskowej, przejęcie głosu dłużnika w głosowaniach na forum ONZ, pozyskanie praw do korzystania z zasobów naturalnych, współpracę militarną. Kształtowali politykę kredytobiorcy, mieli wpływ na skład jego rządu i jego wewnętrzne decyzje. Kraj w praktyce tracił niepodległość i stawał się kolejną zamorską kolonią, oczywiście obronioną przed szponami komunizmu, w imię demokracji, wolności i kapitalizmu.

 

Los taki spotkał Ekwador, kraj leżący w północno-zachodniej części Ameryki Południowej nad oceanem Spokojnym. W 1967 roku, koncern Texaco odkrył tam bogate złoża ropy naftowej. Do tego momentu głównym artykułem eksportowym kraju były banany, a większość PKB wytwarzana była w rolnictwie. To musiało się zmienić, eksploatacja pól naftowych wymagała sporego zaplecza przemysłowego. Konieczna była elektryfikacja, budowa dróg oraz rurociągów do transportowania ropy do portów. Oczywiście ludność składająca się w się głównie z Indian żyjących w prymitywnych kulturach, wiodących proste życie rolników i myśliwych, w najmniejszym stopniu nie zabiegała o te cuda cywilizacji. Mimo to, na miejsce wysłano ekspertów Banku Światowego i zainteresowanych korporacji amerykańskich, którzy mieli ocenić perspektywy rozwoju gospodarczego Ekwadoru i dobrać do nich wysokość i termin spłaty kredytów. Zaciągnięto olbrzymie kredyty, które miały być spłacone zyskami z wydobycia i przetwórstwa ropy. Oczywiście po zainstalowaniu się przemysłu wydobywczego społeczeństwo Ekwadoru nie otrzymywało z tego tytułu prawie żadnych profitów. Ekwadorczycy rozpoczęli długotrwałą walkę z koncernami i Bankiem Światowym o swoją własność. W 1973 roku Ekwador przystąpił do OPEC, w 1974 roku znacjonalizowano część mienia koncernu Texaco.

Przemysł naftowy stosował rozmaite sztuczki i obejścia prawa dla pozyskania nowych terenów pod wydobycie ropy, jednym z instrumentów był SIL – Summer Institute of Linguistics – Letni Instytut Językoznawstwa. Organizacja działała w wielu krajach Ameryki Południowej pod pozorem pozyskiwania wiedzy o lokalnych dialektach. Na początku lat siedemdziesiątych instytut pracował z plemieniem Huaorani w Amazonii, na terenie Ekwadoru.

Niestety była to tylko przykrywka, prawdziwa działalność SIL polegała na przekonywaniu Indian do opuszczania swoich terenów i przenoszenia się do rezerwatów, gdy tylko geolodzy informowali koncern, że jakiś obszar może kryć pod powierzchnią ziemi ropę.

Ponadto SIL finansowany był przez fundację Rockefellera, człowieka który założył Standard Oil, podzielonego później na m.in.: Chevron, Exxon, Mobil.

W 1979 roku prezydentem opisywanego kraju został Jaime Roldos Aguilera, profesor uniwersytecki i adwokat. Po objęciu stanowiska zapowiedział plan naprawy tonącego w zagranicznych długach państwa. Za jego rządów zatwierdzono konstytucję. Najważniejszą rzeczą z punktu widzenia Amerykanów był jego dalekosiężny plan zwany: „Polityką Węglowodorową” Opierał się on na założeniu, iż największe bogactwo Ekwadoru stanowi ropa naftowa, i że jej wydobycie ma przynosić korzyści przede wszystkim najuboższym obywatelom. Dzięki funduszom ze sprzedaży ropy chciał spłacić długi, oraz przeprowadzić szereg reform społecznych. Niestety to było równoznaczne z uwolnieniem się Ekwadoru ze strefy wpływów USA i międzynarodowych korporacji. Demokratycznie wybrany prezydent Ekwadoru zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w katastrofie lotniczej. Jego następcy starali się kontynuować jego politykę, lecz bez większych sukcesów.

Po niemal czterdziestu latach kolonizacji Ekwadoru przez korporacje i Bank Światowy kraj ten zwiększył swoje zadłużenie zagraniczne z 240 milionów do 16 miliardów dolarów, odsetek ludzi żyjących w biedzie wzrósł z 50% do 70%, a pozostających bez pracy z 15% do 70%.

 

 

Panama państwo leżące w Ameryce Środkowej nad Oceanem Spokojnym i morzem Karaibskim, jest w posiadaniu niesłychanie ważnego ekonomicznie i strategicznie kanału Panamskiego łączącego ocean Atlantycki i Spokojny. Jeszcze przed zakończeniem budowy był w kręgu zainteresowania Amerykańskich polityków. W 1903 roku Amerykanie zbrojnie interweniowali, obalili ówczesnego przywódcę, utworzyli marionetkowy rząd i podpisali z nim traktat legalizujący amerykańską napaść, oraz dający USA w wieczyste posiadanie budowany kanał oraz kilku kilometrowy pas wokół niego. Kanał budowano w latach 1904 –14, Stany Zjednoczone kilkakrotnie interweniowały zbrojnie w 1908, 1910, 1918 - 1919 umacniając swoje kolonialne wpływy. W 1936 roku doszło do wystąpień antyamerykańskich inspirowanych przez A. Arias’a Madrid, ówczesny rząd pod naciskiem USA potwierdził ustalenia traktatu z 1903.

W 1940 roku A. Arias Madrid został prezydentem, niestety w 1941 roku został obalony w wyniku przewrotu wojskowego inspirowanego przez Stany Zjednoczone, a w 1942 roku proamerykański rząd zawarł umowę o zakładaniu baz amerykańskich na terytorium kraju. Druga prezydentura Ariasa przypadająca na lata 1949 – 1951 także została przerwana w wyniku zamachu inspirowanego przez USA. Prezydentem został J.A Remon Cantera, podpisał on umowę z amerykanami odnośnie używania przez nich kanału. W latach 50 i 60 w Panamie zanotowano znaczny wzrost gospodarczy, ale jego beneficjantami była niewielka część społeczeństwa związana z amerykańskimi korporacjami, wśród ludu rosły nastroje antyamerykańskie.

W 1969 roku władzę przejął Omar Torrijos Herrery, przeprowadził on wiele reform, uchwalił nową konstytucję, znacjonalizował przemysł, rozwinął szkolnictwo, opiekę zdrowotną i pomoc dla najbiedniejszych, używając do tego kapitału Banku Światowego. Był człowiekiem, który doskonale orientował się w działaniu międzynarodowych instytucji finansowych, rozbudował sektor bankowy, usługi finansowe i transportowe, mnóstwo firm amerykańskich rejestrowało swoją flotę handlową w Panamie ze względu na niskie podatki. Torrijos zapewnił Panamie rozwój gospodarczy oraz stabilizację polityczną podpisując z prezydentem Carterem w 1977 korzystny dla swojego kraju układ w sprawie kanału. Na początku lat 80 – tych władzę w stanach przejął bardziej radykalny człowiek – Ronald Reagan, polityka Stanów uległa zaostrzeniu.

Omar Torrijos Herrery, człowiek który potrafił korzystać z pomocy finansowej Banku Światowego, nie zadłużając przy tym nadmiernie swojego kraju, ale rozwijając jego gospodarkę, nie był ulubieńcem Białego domu, międzynarodowych korporacji i instytucji finansowych. Zginął VIII 1981 roku w katastrofie lotniczej. Jego następca Manuel Noriega kontynuował dzieło poprzednika, lecz nie był już tak charyzmatyczny ani radykalny, dawał preteksty prasie amerykańskiej do oskarżania go o handel narkotykami, pranie brudnych pieniędzy czy nie uczciwe zwalczanie politycznych konkurentów. Jednak prawdziwą przyczyną kłopotów Panamy był jego plan budowy drugiego kanału, Noriega nie chciał aby amerykanie mieli z nim coś wspólnego, skłaniał się do tego aby Japończycy sfinansowali pożyczkę, a Japońskie firmy wybudowały kanał. Japończycy byli bardzo zainteresowani, ponieważ ponad połowa statków przepływających przez stary kanał należała do nich.

20 Grudnia 1989 roku Stany Zjednoczone zaatakowały suwerenne państwo – Panamę. Przeprowadzono nalot bombowy na stolicę kraju, po zajęciu miasta armia amerykańska przez trzy dni nie dopuszczała Czerwonego Krzyża ani dziennikarzy. Palono i grzebano ciała poległych cywilów zacierając w ten sposób dowody aktu terroru jakiego dopuścił się rząd kraju podającego się za wzór demokracji i swobód obywatelskich.

Politycy, prasa i niezależne organizacje oskarżyły USA o jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Noriega został przedstawiony amerykańskiej opinii publicznej jako tyran gnębiący społeczeństwo i czerpiący zyski z handlu narkotykami, tymczasem jego jedyną winą było przeciwstawienie się amerykańskiej koncepcji dotyczącej kanału. Odważył się on odmówić życzeniom potężnych polityków i prezesów korporacji. Jego kraj zapłacił za to inwazją, on sam stał się jeńcem wojennym, sądzonym na terytorium USA, według tamtejszego prawa i osadzonym w amerykańskim wiezieniu na 45 lat. W Panamie osadzono proamerykański rząd, na początku lat 90-tych zwolennicy Noriegi próbowali, bezskutecznie obalić rząd. Przykład tego kraju jasno pokazuje schemat działania amerykańskiego imperializmu, jego poszczególne stopnie, jeśli nie uda się podporządkować kraju zadłużając go za pomocą Banku Światowego, czynione są próby zmiany rządu, poprzez morderstwa, przekupstwo, wspieranie opozycji, jeśli i to nie działa, zmienia się rząd na „jedyny właściwy” używając sił zbrojnych.

 

W 1971 roku stało się jasne, że interwencja amerykańska w Wietnamie nie odniesie zamierzonego skutku, Wietnam, Kambodża i Laos dostały się pod strefę wpływów ZSRR.

Wobec tego rząd USA zwrócił oczy w kierunku Indonezji. Państwa także leżącego w Azji Południowo Wschodniej.

Kraj od 1968 rządzony był przez generała Suharto, objął on władzę po szeregu buntów i wojen domowych które trapiły jego ojczyznę od lat 50-tych.

Indonezja składa się z 17 500 mniejszych i większych wysp, największe to Jawa, Sumatra, Borneo, Celebes. Na początku lat 70- tych był to jeden z najgęściej zaludnionych obszarów na ziemi. Plan przyłączenia Indonezji do krajów kapitalistycznych i uzależnienia jej od USA, nie odbiegał od schematu wykorzystywanego już wcześniej na Bliskim Wschodzie i Ameryce Południowej. Indonezja miała zostać zelektryfikowana przez firmę MAIN, z kredytu z Banku Światowego, dodatkową korzyścią jaką można było uzyskać w tym kraju był dostęp do złóż ropy naftowej.

Prognozy zużycia energii elektrycznej dowodziły wzrost zapotrzebowania na poziomie 20% rocznie, a wzrost gospodarczy prognozowany był na 10% rocznie przez kolejne 25 lat. Taka świetlana przyszłość została przedstawiona władzom Indonezji, tylko aby skłonić ją do zaciągnięcia odpowiednio wysokiego kredytu, który jak zapewniali amerykańscy specjaliści zostanie spłacony bez najmniejszych problemów. Prognozy oczywiście się nie sprawdziły, taki też był zamiar ludzi którzy je tworzyli, kraj w obecnej chwili ma dług zagraniczny wynoszący 141 miliardów dolarów, a jego gospodarka jest ściśle uzależniona od gospodarki amerykańskiej, choć się rozwija w tempie 4-6% rocznie.

 

 

Schemat współdziałania Banku Światowego, korporacji i władz Stanów Zjednoczonych powielany jest także w Afryce.

Mozambik, kraj leżący w południowej Afryce. Jest zasobny w bogactwa naturalne, jak węgiel, diamenty, rudy żelaza, tantalu, turmaliny, złota, boksyty. Posiada dobre warunki do rozwoju rolnictwa, min. bogatą sieć rzeczną i dobre jak na ten rejon świata gleby.

Mimo to Mozambik od momentu uzyskania niepodległości w 1975 jest krajem coraz biedniejszym. Jedną z przyczyn z całą pewnością jest burzliwa historia najnowsza kraju, szereg wojen i klęsk żywiołowych odcisnął swoje piętno. Niestety jest też inna przyczyna na którą ludność czy rządy tego państwa nie mają najmniejszego wpływu – polityka Banku Światowego.

W roku 1997 minimalna oficjalna płaca tygodniowa wynosiła czterdzieści dolarów, ale tylko dziewięćdziesiąt tysięcy z siedmiu milionów pracujących otrzymywało takie wynagrodzenie. Reszta dostawała znacznie mniej lub nawet nic.

We wspomnianym roku w celu utrzymania dotychczasowego poziomu stopy życiowej, po uzgodnieniu ze związkami zawodowymi i światem biznesu, rząd Mozambiku zapowiedział wzrost płac o 37%, czyli około 14 dolarów na miesiąc. Wydaje się to hojnym gestem dla społeczeństwa, w rzeczywistości w roku 1997 inflacja w kraju wynosiła ponad 40%, więc realnie płace by się minimalnie zmniejszyły.

Problem jednak w tym, że płace nie wzrosły, nawet o wspomniane 14 dolarów. Było to wynikiem sporu, jaki zaistniał między Bankiem Światowym, Międzynarodowym Funduszem Walutowym, a rządem, czy gospodarkę Mozambiku stać na taką operację. Reprezentant MFW, Sergio Leite, zaapelował, by zmniejszono inflację do poziomu 24%. Co oznaczało cofnięcie podwyżek

Wkrótce rozgorzał kolejny spór. Dania i Szwecja zwróciły uwagę panu Leite, iż Mozambik i tak znajduje się u progu ruiny finansowej, a zainicjowane w 1994r. przez BŚ/MFW cięcia budżetowe w służbie zdrowia i szkolnictwie doprowadziły 30 tysięcy ludzi do utraty pracy. Ekonomiści Banku Światowego uważają że Mozambik rozwija się świetnie, podają że wzrost gospodarczy w latach 97-99 wynosił ponad 10% rocznie i był jednym z najwyższych na świecie. Nie wspominają, iż wzrost ten tworzą głownie zagraniczni inwestorzy zachęcani bardzo tanią, wręcz darmową siła roboczą, że kraj tonie w długach, co rok korzysta z pomocy finansowej BŚ i MFW, a jego zadłużenie na rok 2005 zrównało się z PKB i wynosi 5,5 miliardów dolarów.

 

 

Kolejnym krajem czarnego lądu zrujnowanym przez Bank Światowy jest Zambia.

Jeszcze w latach 60 tych XX wieku był to jeden z najbogatszych krajów Afryki.

Większość dochodów pochodziła z produkcji miedzi. W latach 60-tych jej sprzedaż była bardzo opłacalna, wydatki państwa rosły, rozwijano szkolnictwo, służbę zdrowia, inwestowano w edukację. Rynek załamał się w latach 70-tych. Zambia korzystając z doradztwa finansowego MFW zaciągnęła pożyczki, zapewniona, że ceny miedzi z pewnością wrócą do pierwotnego poziomu. Była to jedna z fałszywych prognoz sporządzonych przez ekspertów BŚ, ci sami eksperci odpowiednio pokierowali wydawaniem funduszy z kredytów, budowano szerokie drogi, boiska, elektrownie, budowle stricte reprezentacyjne, a Zambia stawała się coraz biedniejsza. W latach 80- tych z kolejnych kredytów uruchomiono serię specjalnych projektów rolniczych, z których żaden nie został ukończony. W roku 1986 prezydent Kaunda zarzucił reformy opracowane przez doradców z Banku Światowego. Rząd brytyjski natychmiast wstrzymał 50 milionów dolarów pomocy. Pod koniec 1986 r. został wprowadzony nowy program rolniczy. Dotacje na żywność zostały zmniejszone, a cena podstawowych produktów spożywczych podwoiła się z dnia na dzień. Po rozruchach, w wyniku których zginęło 15 osób, prezydent obniżył cenę.

W wyborach prezydenckich w 1991 r. nowo wybrany Hiluba wprowadził dalsze reformy gospodarcze, polegające m.in. na zmniejszeniu dotacji do żywności oraz powszechnej prywatyzacji. Dzisiaj warunki życia biednych wciąż się pogarszają. W zagłębiu miedziowym 60% ludności pozostaje bez pracy, a koszty utrzymania dla rodzin o niskich dochodach dramatycznie wzrosły.

Dziś Zambia ma dług równy PKB i wynoszący 5 miliardów dolarów. Każdy obywatel tego kraju jest zadłużony średnio na ponad 800 USD, co daje równowartość trzyletniej średniej pensji.

 

 

Rwanda, to kolejny kraj, który rozpoczął swoją postkolonialną egzystencję jako zamożne państwo, obecnie jest zrujnowany. Dochód narodowy od odzyskania niepodległości w 1965 roku aż do roku 1989 wzrastał w tempie 4.9%. Odsetek dzieci w szkołach wzrastał.

Współczynnik inflacji był jednym z najniższych w Afryce subsaharyjskiej i wynosił poniżej 4% rocznie. Na większej części terytorium ludność miała wystarczającą ilość żywności z własnych upraw, a zatem do późnych lat 80-tych import zbóż był minimalny, a pomoc żywnościowa nie była potrzebna.

Tragedia wydarzyła się w roku 1988, ceny kawy na światowych rynkach spadły w ciągu kilku miesięcy o ponad połowę. Kraj stanął przed możliwością klęski głodu. W tym samym czasie cena kilograma kawy w zachodnich sklepach była ponad dwudziestokrotnie wyższa od tej, którą płacono rwandyjskim rolnikom. Dochody państwa obniżyły się tak drastycznie, iż był on zmuszony zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W końcu 1988 roku wprowadzono program zalecany przez Bank Światowy. Obejmował on takie warunki, jak np. liberalizacja handlu, dewaluacja pieniądza, ograniczenie dotacji dla rolnictwa, prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych oraz zwalnianie pracowników administracyjnych.

 

W roku 1990 Rwandyjski Front Patriotyczny - armia rebeliantów Tutsi z uchodźstwa - wkroczyła do Rwandy z terytorium Ugandy. W tym samym miesiącu rząd zadecydował o dewaluacji franka rwandyjskiego, ale wstrzymał wykonanie tej decyzji. Pod koniec roku, kiedy oddziały rządowe rozpoczęły walkę z Frontem Patriotycznym, MFW wyraził zgodę na zdeponowanie milionów dolarów w Banku Centralnym jako "pomoc". Bardzo duża część tych pieniędzy została prawdopodobnie wykorzystana na zakup broni. W tym samym miesiącu rząd zdewaluował franka rwandyjskiego o 50%. Armia w krótkim czasie powiększyła się z pięciu tysięcy do czterdziestu tysięcy ludzi, rekrutowanych głównie spośród nowych bezrobotnych.

Dewaluacja franka zapoczątkowała gwałtowną inflację i załamanie realnych dochodów. Inflacja wzrosła z 10% w 1989 r. do 19,2% w 1991. Dochody z eksportu zmniejszyły się o 50% między rokiem 1987 a 91. Liczba zanotowanych przypadków malarii wzrosła o 21% z powodu braku leków. Wprowadzenie opłat za naukę spowodowało masowe opuszczanie szkół przez dzieci.

Ogromne zadłużenie zagraniczne, które już wcześniej podwoiło się od roku 1985, w latach 1989-92 wzrosło o kolejne 34%. Kryzys ekonomiczny osiągnął szczyt w roku 1992, kiedy Rwandyjscy rolnicy wycięli 300.000 drzew kawowych, ponieważ dochody ze sprzedaży kawy nie wystarczały im na życie. W czerwcu 1992 r. zarządzono drugą dewaluację franka, wzrosły też ceny paliwa. Produkcja kawy w ciągu jednego roku spadła o następne 25%.

W międzyczasie rynek został zarzucony niewłaściwą pomocą żywnościową z Zachodu. Produkcja rolna zarówno do bezpośredniego spożycia jak i na sprzedaż przestała być opłacalna. Całe rolnictwo pogrążyło się w kryzysie.

W 1992 roku Międzynarodowa Agencja Rozwoju, jedna z agend Banku Światowego, zarządziła najpierw prywatyzację przedsiębiorstwa państwowego Elektrogaz, a następnie państwowego przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego. Pieniądze uzyskane z prywatyzacji miały być przeznaczone na spłatę zadłużenia zagranicznego. Wzrastały napięcia etniczne. Zwalniano pracowników elektrowni. Ceny energii natychmiast wzrosły, co sparaliżowało usługi w miastach. Terapia wstrząsowa gospodarki była katastrofalna.

W roku 1994 setki tysięcy Rwandyjczyków zginęło w brutalnej i niszczycielskiej wojnie domowej. W Europie Zachodniej powszechna jest opinia, iż do wojny doszło z powodu starych zaszłości plemiennych pomiędzy Tutsi a Hutu, spowodowane to miało być wyznaczaniem granic „od linijki” jeszcze w czasach kolonializmu Brytyjskiego, prawdziwa przyczyna wojny była stricte ekonomiczna, a jednym z winowajców był Bank Światowy.

Obecnie Rwanda jest jednym z najuboższych krajów świata. W ostatnich ciągu ostatnich piętnastu lat wartość PKB per capita spadała średnio o 2,1% rocznie. Uzależnienie od krajów najbogatszych jest olbrzymie, obecnie kraj nie jest w stanie obsługiwać odsetek od długów, a ludność cały czas korzysta z pomocy humanitarnej.

 

W podobnej sytuacji znajduje się szereg państw Afryki, jak: Malawi z zadłużeniem równym dwukrotności PKB i wynoszącym 3.2 miliardów dolarów na rok 2005. Lesotho z długiem równym połowie PKB. Mozambik, Malawi, Madagaskar, Zambia, inne państwa nigdy nie spłacą swoich długów, nigdy nie miały ich spłacić.

 

 

Wraz z upadkiem ZSSR, Stany Zjednoczone stały się jedynym mocarstwem na świecie. Argument mówiący o obronie przed komunizmem stał się nie aktualny. Szybko zastąpiony go kilkoma innymi. Obecnie politycy USA usprawiedliwiają swoje działanie szerzeniem demokracji, wspólnego rynku, obalaniem krwawych dyktatur, utrzymywaniem porządku na świecie.

Nikt nie zastanawia się czy dany dyktator naprawdę miał coś na sumieniu, jak wspomniany wcześniej Manuel Noriega, którego prawdziwą winną był opór przeciw ingerencji USA w wewnętrzne sprawy jego kraju, czy ludzie na całym świecie tak naprawdę pragną demokracji, zwłaszcza w amerykańskim mało demokratycznym wydaniu.

Niestety to, co słyszeliśmy o rozmaitych dyktatorach z telewizji czy gazet, w rzeczywistości jest tylko propagandą rządów krajów zachodu. Nie twierdzę, że Saddam Hussein nie dopuścił się masakry na Kurdach na początku lat 80, ale przecież nie za to dwadzieścia lat później jego kraj został zaatakowany, a on sam skazany na karę śmierci. Turcja także dopuściła się rzezi na tym samym narodzie, w początkach lat 90- tych, ale ponieważ jest członkiem NATO i partnerem USA, nie spotkała ją z tego tytułu najmniejsza kara, a światowa opinia społeczna nie ma o tym fakcie najmniejszego pojęcia.

 

Wielu Historyków twierdzi, iż era kolonializmu skończyła się w latach 60-tych XX wieku. Teoretycznie takie rozumowanie jest słuszne. W praktyce kolonializm nadal istnieje, zmienił się tylko i wyłącznie sposób zarządzania krajów najbogatszych krajami najbiedniejszymi. Został dostosowany do współczesnych wymogów opinii społecznej, organizacji humanitarnych i możliwości współczesnej ekonomii i bankowości.

Ogromne niespłacalne zadłużenie państw, które można nazwać współczesnymi wasalami, jest doskonałym narzędziem wywoływania skutecznej presji na władzę i ludność tych krajów.

Powoduje także niespotykane do tej pory nierówności w podziale światowego bogactwa. Szacuje się, że w 1870r., gdy kolonializm był u szczytu swego rozkwitu w Afryce, jak i w obu Amerykach, stosunek zamożności kolonii do państw kolonialnych wynosił 1:10. To znaczy, że kraje rozwinięte były 10-krotnie bogatsze od krajów nierozwiniętych. Ale już 90 lat później tj. w 1960r. stosunek ten wynosił 1:30.

Dzięki „pomocowej” działalności Banku Światowego w 1985 czyli po 25 latach stosunek ten zmienił się na 1:52, a w roku 1995 wynosił 1:73. Kraje najbiedniejsze ubożeją coraz szybciej i szybciej. Dowodzi to jasno, że Bank Światowy albo nie potrafi pomagać i sytuacja ta jest od niego nie zależna, albo jest narzędziem służącym do pogłębiania i utrzymywania takiego podziału światowego bogactwa.

 

Stan pogłębiającej się dysproporcji jest niestety korzystny dla krajów rozwiniętych, dla korporacji, dla światowego przemysłu, inwestorów, w efekcie dla poszczególnych obywateli. Bieda innych zapewnia bogactwo drugim. Nieprzerwany rozwój gospodarczy państw bogatych ma swoje podstawy w tanich surowcach, tanich produktach rolnych, taniej sile roboczej.

To wszystko pochodzi z trzeciego świata, to te kraje dostarczają, produkują i zadłużają się za nas. To dzięki nim przeciętny Amerykanin czy nawet Europejczyk tak naprawdę nie musi nic robić, ponieważ może liczyć na pomoc swojego państwa opiekuńczego, które to posiada znaczne środki zgromadzone z wyzysku krajów trzeciego świata.

 

W Ameryce czy Europie pojęcie głodu jest czystą abstrakcją, które nie dotyka praktycznie nikogo, tymczasem na świecie, według ONZ i Portalu Starvation.net umiera z głodu codziennie ponad dwadzieścia cztery tysiące osób, a kolejne dwadzieścia pięć tysięcy w wyniku chorób bezpośrednio związanych z głodem. Szacuje się że zapewnienie każdemu człowiekowi na świecie dostępu do wody i urządzeń sanitarnych kosztowałoby 9 miliardów dolarów, dodatkowe 25 miliardów kosztowałoby zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej. Kolejne 6 miliardów dolarów pozwoliłoby sfinansować podstawowe wykształcenie. Łącznie daje to 40 miliardów dolarów, tymczasem całość zadłużenia najbiedniejszych krajów tylko z Afryki subsaharyjskiej, sięga 135 miliardów dolarów.

 

Obecna sytuacja może być porównana do atlantyckiego handlu niewolnikami, był on przez wieki integralną częścią sytemu gospodarczego krajów kolonialnych, uznanym powszechnie za normalny, a nawet niezbędny do handlu i życia. Obecny system jest tylko ewolucją poprzedniego, lecz tak samo jak poprzednik musi zostać zniesiony.

Nie chodzi tylko o głęboką niesprawiedliwość, jaka dotyka ludność trzeciego świata, tylko dlatego że nie mieli szczęścia urodzić się w Nowym Jorku, czy na przedmieściach Paryża. Chodzi o uzdrowienie całego światowego systemu gospodarczego, o racjonalne korzystanie z bogactw naturalnych ziemi, o dbanie o środowisko naturalne. Ważnym argumentem jest także rozwój światowego terroryzmu, ludzie ci nie atakują cywilizacji zachodu z powodu religii, jak chcielibyśmy sądzić, są samobójcami ponieważ już wszystko im zabraliśmy i nie mają nic do stracenia. Państwa wyzyskiwane na razie nie potrafią upomnieć się o swoje inaczej, ale kraje zachodu mogą mieć olbrzymie kłopoty, kiedy trzeci świat powie dość.

 

 

Bibliografia:

1) „Współczesna gospodarka światowa. Główne centra gospodarcze” pod red. Bogumiły Muchy – Leszko. Wyd. Uniwersyteckie Marii Curie – Skłodowskiej Lublin 2005

2) „Międzynarodowe środowisko finansowe – kierunki instytucjonalizacji” Jerzy J. Wajszczuk Wydawnictwo Key Text Warszawa 2006

3) John Perkins – „Wyznania Ekonomisty do brudnej roboty”

4) Andrew Flood - „Globalizacja - koniec epoki imperialnej?”

5) Thomas L Friedman „Świat jest płaski"

5) http://www.jubileedebtcampaign.org.uk.

6) http://www.starvation.net

 

 

Dodatkowy komentarz

Niestety ogół nie przyjmuje do wiadomości takich informacji, bo masa ludzka lubi porządek, lubi jak Białe jest Białe, a czarne jest czarne.

Mamy w społeczeństwie 90% informacyjnych daltonistów:

USA = demokracja = dobro, pokój, dobrobyt porządek

Trzeci Świat = bieda = terroryzm = zło

 

Niestety Świat jest szary, a uzurpowanie sobie monopolu na prawdę jest grzechem pychy.

 

Co do tematu, to podałem konkretne dane, można je sobie spisać i wykorzystać w dyskusji z niedowiarkami, oraz tymi co głoszą - że Afryka jest biedna bo "Murzyni są leniwi"

 

Taki mały przykład jak pomoc "Humanitarna" niszczy gospodarkę Afryki.

Skąd się w ogóle bierze pomoc humanitarna, ano z nadprodukcji USA, przychodzi pora zbiorów, nagle na rynku pojawia się olbrzymia ilość zboża, każdy chce je sprzedać, normalnie doprowadziło by to do spadku cen poniżej opłacalności produkcji. Wtedy to następuje państwowy skup interwencyjny (w PL też to mamy) państwo może skupić pewną ilość, reszta jest niepotrzebna i po prostu psuje rynek...

 

Stany mają dwa wyjścia co zrobić ze zbędnym żarciem (zbożami)

1) Spalić nadwyżkę

2) Wysłać do Afryki

 

Z wielu przyczyn wysyłają do Afryki:

a) Można się pokazać jako dobroczyńca

b) To jest tańsze

c) Ma większą akceptację społeczną

d) Afryka nigdy się w ten sposób nie podniesie z kryzysu i nie będzie konkurentem, a niewolnikiem

 

Oto dlaczego:

Załóżmy że jakiś Afrykańczyk ma pole, zasiał tam pszenice, włożył w to kasę, prace i czas, wiadomo że za darmo nie rozda swojej pszenicy, chcę ja sprzedać na pobliskim targu... ale nikt od niego tego nie kupi, czemu?

Ano temu, że na pobliskim lotniku stoi samolot z USA i tam dzielni "wolontariusze" rozdają pszenicę za darmo!

Wiec pracowity Afrykańczyk jest rok pracy w plecy, zboże mu zgniło, a kasa przepadła...

 

Oczywiście to przykład jak działa to w skali mikro i w jednym aspekcie...

Przypomnijcie sobie to, jak ktoś będzie żądał pomocy dla Afryki, lub ją tam wysyłał Evil or Very Mad

 

 

 http://drogadonikad.salon24.pl/80251,zlikwidowac-bank-swiatowy-i-mfw-rady-josepha-stiglitza | 2009-03-11 15:58

ZLIKWIDOWAĆ BANK ŚWIATOWY I MFW! RADY JOSEPHA STIGLITZA.

Na stronach internetowych Der Spiegel - Stiglitz Calls for Global Solution to Crisis, można przeczytać ciekawy artykuł o radach laureata nagrody nobla z dziedziny ekonomii w roku 2001, Josepha Stiglitza na obecny światowy kryzys finansowy. Wykład, tego byłego głównego ekonomisty Banku Światowego odbył się w poniedziałek na Forum Rozwoju Gospodarczego w Berlinie. Joseph Stiglitz uważa, że świat przed kryzysem finansowym mogą uratować szybkie i głębokie reformy systemu finansowego. Obecne tempo jest zbyt wolne, zdaniem noblisty, który uważa, że należy zlikwidować Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Jego zdaniem, obie te instytucje nie rozwiążą obecnego problemu finansowego, lecz mogą go wręcz zaognić. Wynika to ze zbyt słabej reprezentatywności państw członków ONZ we władzach Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju (zwanego Bankiem Światowym), oraz MFW. Zawsze są w nich reprezentowane kraje grupy G-8, ewentualnie G-20, pozostałe kraje nie mają na to wpływu (Tzw. Bank Światowy obecnie zrzesza 185 krajów członkowskich). Zdaniem Josepha Stiglitz’a jedynie Organizacja Narodów Zjednoczonych jest instytucją, która może popchnąć w dobrym kierunku światową ekonomię. Proponuje, żeby w ramach ONZ, powstała Światowa Rada Ekonomiczna, którą proponowała w lutym kanclerz Angela Merkel na forum w Davos.

Od siebie dodam, że Bank Światowy i MFW są to instytucje, które już dawno powinny być co najmniej dostosowane do dzisiejszego świata gospodarczego, bo zadanie wyznaczone tym instytucją w Bretton Woods w 1944, tj. odbudowy ze zgliszczy II wojny światowej Europy i Japonii zostało zakończone, a z innych celów statutowych się nie wywiązuje, wręcz szkodzi. Tymi celami jest również wsparcie dla rozwijających się krajów Azji, Ameryki Łacińskiej i Afryki.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy utworzono w lipcu 1944 r. na konferencji 44 najbardziej rozwiniętych wówczas państw (m.in. USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Francji) w Bretton Woods w stanie New Hampshire. Jego zadaniem miało być skupowanie i sprzedawanie różnych walut, by utrzymywać ich stały kurs w stosunku do ceny złota i zapobiegać w ten sposób nagłym wahaniom kursów oraz kryzysom walutowym. Tyle że system stałego kursu walut wobec złota przestał istnieć już w 1971 r., kiedy prezydent USA Richard Nixon uznał, że interwencje na rynku walutowym są zbyt kosztowne i nieopłacalne.

 

MFW zatrudnia około 3 tys. sowicie wynagradzanych biurokratów, pochodzących ze 141 krajów, którzy ciągle przyznają pieniądze marnotrawnym politykom rządzącym krajami „z kłopotami”, którzy nie liczą się z tym, że trzeba pożyczki z MFW kiedyś oddać. Władze wielu z zadłużonych „po uszy” krajów nie stosują się do zaleceń MFW i BŚ (które mają przynieść poprawę gospodarczą słabych ekonomii) i mimo to otrzymują następne pożyczki! W efekcie, kraje coraz bardziej się zadłużają.

Europa już zmądrzała i nie zabiega o pożyczki z MFW, dlatego biurokraci z tej instytucji znaleźli sobie inne pole do popisu w biednych krajach afrykańskich. Łącznie, aż siedemdziesiąt krajów z całego świata jest na utrzymaniu MFW, ma pożyczki, pobiera inne, żeby opłacić stare, mnóstwo pieniędzy przepada.

 

Moim zdaniem dobrze się stało, że mamy kryzys finansowy, który dotyka kraje starego kontynentu, tj. Francji, Anglii czy Niemiec oraz USA. Państwa mogą teraz poczuć na własnej skórze to, co czuły narody, które wpakowały się w pożyczki MFW i BŚ, w dużej części z własnej winy. Trudno bowiem nazwać działalność opisywanych instytucji inaczej niż pasożytnictwo. Dobrze, że Polska otrzymała mniejszą pożyczkę z MFW niż chciał L. Balcerowicz, też pewnie byłyby kłopoty.

Nie sądzę jednak by postulat Josepha Stiglitz’a był przyjęty. ONZ jest za słabe, zaś MFW i Bank Światowy to poważny biznes dla grupy G-8. Szkoda, ale taka jest pseudosolidarność międzynarodowa.

 

Źródła: Der Spiegel - Stiglitz Calls for Global Solution to Crisis, wprost24

http://www.spiegel.de/international/world/0,1518,612423,00.html

http://www.wprost.pl/ar/64293/Narkotyk-MFW/?I=1132

 

 

 http://www.wprost.pl/ar/64293/Narkotyk-MFW/?I=1132

"WPROST" Numer: 32/2004 (1132)

NARKOTYK MFW

Międzynarodowy Fundusz Walutowy zabija wolny rynek.

Już od 60 lat Międzynarodowy Fundusz Walutowy wyrzuca w błoto miliardy dolarów pochodzące między innymi ze składek polskich podatników. Pożycza pieniądze państwom przeżywającym kryzys gospodarczy, a następnie najczęściej zmusza je do podnoszenia podatków, by mogły zdobyć pieniądze na zwrócenie długu. Na skutek podwyżek podatków gospodarki tych krajów słabną, nie są w stanie oddać MFW długów i domagają się kolejnych kredytów. Obrazowo można by rzec, że MFW działa jak narkotyk: prowadzi do degeneracji, demoralizacji i uzależnia od siebie.

W USA podnoszą się głosy o konieczności likwidacji MFW, instytucji skupiającej dziś prawie 3 tys. sowicie opłacanych biurokratów ze 141 krajów. Władze funduszu szukają tymczasem przykładów udanych reform, które MFW miał zainspirować w krajach rozwijających się, by tym uzasadnić potrzebę dalszego funkcjonowania. Ale takowych brakuje. Przypomniano sobie zatem o Polsce i choć w 1989 r. nie otrzymaliśmy od MFW takiej pomocy, o jaką prosiliśmy, dziś fundusz próbuje sobie przypisać zasługi wolnorynkowych reform Balcerowicza. Niedawno prezesowi NBP Leszkowi Balcerowiczowi zaproponowano fotel szefa MFW, ale odmówił. Posadę dyrektora w funduszu przyjął natomiast Andrzej Raczko, do niedawna minister finansów w rządzie Marka Belki.

 

Inwestycje w marnotrawstwo

Międzynarodowy Fundusz Walutowy utworzono w lipcu 1944 r. na konferencji 44 najbardziej rozwiniętych wówczas państw (m.in. USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Francji) w Bretton Woods w stanie New Hampshire. Jego zadaniem miało być skupowanie i sprzedawanie różnych walut, by utrzymywać ich stały kurs w stosunku do ceny złota i zapobiegać w ten sposób nagłym wahaniom kursów oraz kryzysom walutowym. Tyle że system stałego kursu walut wobec złota przestał istnieć już w 1971 r., kiedy prezydent USA Richard Nixon uznał, że interwencje na rynku walutowym są zbyt kosztowne i nieopłacalne.

Fundusz jednak nadal działa w najlepsze, bo znalazł sobie inne poletko do uprawy: zaczął udzielać pożyczek państwom tzw. Trzeciego Świata. Kredyty miały być krótkoterminowe i ułatwiać beneficjentom przeprowadzenie reform rynkowych. Dziś mieszcząca się w Waszyngtonie instytucja decyduje o przeznaczeniu ponad 100 mld USD (tyle co połowa rocznego PKB Polski). Ta gigantyczna suma często zapewnia komfort nieudolnym rządom uzyskującym łatwo dostępne pożyczki oprocentowane poniżej stawek rynkowych. Fundusz jest przy tym nader pobłażliwy, bo wiele rządów wcale nie wprowadza zalecanych przez MFW liberalnych reform, a mimo to wciąż dostaje kolejne pieniądze. Ten brak konsekwencji tylko rozzuchwala marnotrawnych polityków. Dlatego zamiast stawiać na nogi gospodarki adresatów pomocy finansowej, MFW wyhodował sobie plejadę "utrzymanków". Siedemdziesiąt państw otrzymywało pieniądze z funduszu przez ponad 20 lat, 24 kraje przez ponad 30 lat, a Egipt i Turcja były wspierane kredytami przez ponad 40 lat! Z wiadomymi skutkami.

 

SkasowaĆ tĘ kasĘ!

Ponad połowa z 89 krajów, którym MFW pożyczył pieniądze w latach 1965-1995, jest dziś biedniejsza niż była, zanim fundusz zaczął im pomagać! Nieudolność funduszu coraz bardziej daje się we znaki Amerykanom, którzy płacą największą składkę do jego budżetu. Skasować tę kasę bez dna! - grzmią zgodnie za oceanem demokraci i republikanie. Wyznawca reaganomiki George Bush junior może już wkrótce wyciągnąć z tej opinii jednoznaczny wniosek.

Autor: Aleksander Piński

 

Komentarz Internauty

2009-03-11 19:02

BŚ i MFW to instytucje mające na celu wikłać kraje w pożyczki, i dostarczać odsetek bankierom, którzy nie przyłożyli się do pracy, a spekulują i okradają wszystkie Państwa Świata.

Z tego powodu już dawno powinny zostać zlikwidowane. | Kazek39

 

 

www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Środa, 09.06.2010 09:46 29 komentarzy

ONI PRZEJMUJĄ KONTROLĘ NAD ŚWIATEM

Będą decydowali o przyszłości.

Kryzys sprawił, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy stał się jedną z najważniejszych instytucji finansowych, która niesie pomoc zagrożonym bankructwem krajom.

MFW nie ma zamiaru rezygnować z silnej pozycji i już zapowiada dokładną kontrolę największych gospodarek świata. Fundusz zamierza zwiększyć aktywność w publikowaniu raportów i ostrzeżeń dotyczących problemów - czytamy na tvn24.pl.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce na bieżąco sprawdzać gospodarki nie tylko małych krajów, ale przede wszystkim gigantów takich jak Chiny, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Japonia.

Pod lupą MFW ma być także cała strefa euro. Eksperci będą na bieżąco monitorowali wszelkie kłopoty, aby odpowiednio szybko reagować.

 

Krzysztof Zacharuk

krzysztof.zacharuk@hotmoney.pl

29 komentarzy

 

 

10:48 [09.06.2010]

Gość

MFW niesie pomoc zagrożonym bankructwem krajom?

Tylko kto doprowadził do takiego stanu rzeczy?

Oczywiście, że ci, co stoją za MFW!

 

 

10:52 [09.06.2010]

Gość

Dlaczego prywatny zarejestrowany w USA bank chce to robić? A gdzie ten bank jest notowany?

 

 

12:15 [09.06.2010]

Gość

New World Order... bank, który pożyczał wszystkim państwom pieniądze teraz będzie je przejmował za długi.... Bank nadmieńmy ściśle współpracujący z Bankiem Amerykańskiej Rezerwy Federalnej... Obie firmy niezależne od żadnego rządu....

 

 

13:08 [09.06.2010]

Gość

Prosperują wykorzystując ludzką chciwość... Kuszą jak diabły, przekupują polityków, a jak się nie da to zastraszają

 

 

13:44 [09.06.2010]

Gość

EuroPejsy wpier...lili nas w ten gów...ny kryzys poprzez lichwiarskie odsetki za pożyczki i kredyty.

 

 

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl / http://www.amerbroker.pl/?go=content&action=show&id=308 | 2009-09-27

BUDŻETOWA BOMBA NAD WISŁĄ?

Czy Polsce bliżej do bananowej republiki położonej nad Wisłą, czy może jesteśmy normalnym, krajem który sam dba o swoją gospodarkę? Spróbujmy sobie odpowiedzieć na to pytanie analizując kilka pozycji z budżetu.

Ostatni rząd tego - wydaje się - zacofanego kraju nad Wisłą nie mógł znaleźć w prawie 40-milionowym kraju żadnego kompetentnego człowieka, który mógłby pełnić funkcje Ministra Finansów i premier zaimportował wynalazek z Londynu. Premier nie chciał byle kogo więc szukał długo, gdyż podobno obiecał swoim rządzonym prawdziwe cuda. Miał być tzw. cud irlandzki, ale niektórzy złośliwi twierdzą, że to było zwykłe przejęzyczenie, gdyż podobno chodziło o Islandię.

 

Wreszcie, po długich poszukiwaniach, premier znalazł godnego współpracownika. Niejaki Wincent Rostowski zwany lokalnie „huragan Wincent” prezentowany był jako właściwy człowiek na trudne czasy. Kiedy na świecie szalał kryzys niezłomny Wincent odpowiedzialny za budżet twierdził, że Polsce kryzys nie grozi i nie będzie żadnej budżetowej dziury. Wielu rodzimych specjalistów z tego zacofanego kraju twierdziło wprawdzie inaczej ale propaganda Wincenta właściwie zagłuszała głosy rozsądku. Wreszcie Wincent pękł. Ogłosił, że w przyszłym roku Polskę czeka duża dziura budżetowa mogąca sięgnąć okolic 52 mld zł.

 

Budżetowe puzzle

Teraz na poważnie. Popatrzmy sobie na ten nasz budżet i zobaczmy czy jest to budżet dużego suwerennego kraju w sercu Europy czy jest to budżet bananowej republiki maksymalnie wyzyskiwanej przez aktualnych światowych krezusów. Popatrzmy na fakty.

 

Saldo dochodów budżetu czyli... dziady, dziady, dziady

Jedna z najważniejszych pozycji w budżecie określa stan przepływów finansowych z zagranicą.  Od początku tzw. transformacji saldo to było praktycznie ujemne, a w ostatnich latach miały miejsce jego rekordowe ujemne wartości i wahały się w okolicach minus 30-40 mld zł . Mówimy więc o kolosalnych kwotach. Co to oznacza? Ano oznacza to, że więcej z Polski kasy wypływa niż wpływa. To oznacza, że co roku z Polski transferowanych jest za granicę prawie 40 mld zł.!! w postaci dywidend, ukrytych opłat licencyjnych, „lewych” transferów para podatkowych itd. To efekt błędów prywatyzacyjnych gdyż sprzedano wielkie i średnie zakłady tzw. inwestorom strategicznym w nadziei, że Ci dadzą technologię i wniosą nowy kapitał aby powiększać tutaj wartość polskich przedsiębiorstw. W efekcie tej durnej prywatyzacji nie mamy ani majątku, który wytworzyły całe pokolenia ani dochodów z podatków, od sprzedanych przedsiębiorstw, które realizując tzw. optymalizację podatkową transferują zyski za granicę do spółek matek. Mało tego, te firmy bardzo często dostawały jeszcze kilkuletnie wakacje podatkowe w czasie kiedy mały polski przedsiębiorca był gnębiony przez urzędników skarbowych. Zostaliśmy więc prawie goli i zupełnie nieświadomi tego jaki numer nam wykręcono, mało tego – propaganda nadal sprzedaje to jako sukces poprzednich rządów. Paranoja jakiej świat nie widział. Dziady, dziady, dziady... W wielu przypadkach polskie firmy stały się magazynami dla produktów importowanych z zagranicznych filii międzynarodowych koncernów, zaniechano rodzimej produkcji, a dla nabywcy liczyła się tylko lokalna marka celem sprzedaży swoich produktów.

 

Saldo błędów i opuszczeń

Pozycja w budżecie, która ma charakter takiego worka, w którym umieszcza się wielkości które trudno oszacować i mają one znamiona takiej małej czarnej strefy w skali makro. Mogą tutaj znajdować się także jakieś pomyłki i jakieś wyjątkowe transakcje. W rubryce tej znajdujemy między innymi takie elementy jak nielegalne transfery zysków, nielegalny eksport, nielegalne nieopodatkowane dochody emigrantów powracających z zagranicy itp. Pozycja ta raz była dodatnia raz ujemna i wahała się w okolicy kilku mld zł, ale w ostatnich latach, a zwłaszcza w latach 2007 i 2008 nastąpił nagły skok i okazało się, że są tam wielkości bliskie 40 mld zł!! Co się stało w tych latach? Sprawa jest prosta. Nastąpił globalny kryzys i zagraniczne spółki na potęgę i nielegalnie transferowały zyski jak i wszystkie płynne aktywa do swoich zagranicznych central. Co roku z Polski nielegalnie wypływało więc około 40 mld zł!! kwoty kolosalne w skali polskiego budżetu. Jak widzimy skala tego zjawiska była olbrzymia w skali naszego budżetu, a rząd w tym czasie mówiąc trywialnie rżnął głupa. Przepraszam za ten kolokwializm, ale suwerenny rząd dużego kraju zareagowałby ostro na takie sytuacje i przedsięwziąłby kroki prawne zmierzające do ograniczenia procederu, który groził tragedią tak jak to miało miejsce np. na Łotwie czy Estonii.

 

Rok temu byliśmy od krok od pierwszego bankructwa. Dopiero dzisiaj okazuje się, że niektórzy ministerialni urzędnicy przyznają, że byliśmy o krok od bankructwa dużego banku w Polsce. Wincenty R. zamiast wspólnie ze swoim szefem wprowadzić zdecydowane kroki legislacyjne zapobiegające praktykom nielegalnego transferu dewiz wyprosił w MFW kredyt stabilizacyjny dla naszej waluty na wypadek gdyby sytuacja zaczęła się pogarszać. Mało tego – przyznanie kredytu  przez MFW odtrąbiono jako kolejny sukces ucznia szkoły londyńskiej. Kolejne długi do spłacenia dla kolejnych pokoleń. Czy dobry właściciel tak dba o swój majątek? Czyj interes realizował pan Wincenty R. nie podejmując żadnych kroków w tym kryminalnym procederze, który realizowały zagraniczne firmy? Na salonach nazywa się to polityczna poprawność, a w rzeczywistości jest to służalcza polityka państwa o ograniczonej suwerenności. Znowu przykre ale prawdziwe. Rządom zachodnim odpowiadają takie rządy w Polsce, które dają przyzwolenie na strzyżenie polskich baranów. Dla nich nie jest ważne czy rząd będzie z lewicy czy prawicy, tylko czy da przyzwolenie na strzyżenie.

 

Osobnym pytaniem jest zachowanie polskich instytucji nadzorujących system finansowy - NBP i KNF. Oficjalnie wyraziły one zaniepokojenie tą sytuacją i podjęły podobno rozmowy z dużymi instytucjami finansowymi w Polsce, aby monitorować rozwój sytuacji. Na tym się niestety skończyło. Przynajmniej tyle oficjalnie wiadomo.

 

Za taką politykę płaci polski nauczyciel, który nie dostanie podwyżki oraz inni pracownicy sfery budżetowej (służba zdrowia, policja, edukacja), którzy będą zmuszeni do wyrzeczeń, bo jest kryzys. Oczywiście, aby załatać dziurę finalne wszyscy będziemy musieli zapłacić wyższe podatki, które skutkować będą ograniczeniem popytu, spadkiem konsumpcji, silnym wzrostem bezrobocia i obniżeniem tempa rozwoju gospodarczego. Rząd odpuszcza więc kolejne 40 mld zagranicznym krezusom zł, ale będzie wyszarpywał kilka mln zł polskim szpitalom albo będzie redukował koszty paliwa dla policyjnych wozów. Takie priorytety rządu świadczą, że bliżej nam niestety do bananowej republiki niż do suwerennego kraju, którego rząd dba o swoich obywateli.

 

Co jeszcze śmierdzi w Polskich finansach?

Okazuje się, że nasz NBP wciąż trzyma sporą część rezerw walutowych w dolarach i jednocześnie także w amerykańskich papierach dłużnych. Niestety z każdym miesiącem można spodziewać coraz bliższego krachu na amerykańskich obligacjach i kontynuacji spadku wartości dolara. Obligacje to prawdziwa bańka, balon który wcześniej czy później pęknie. Każdy rozsądnie myślący wie, że Amerykanie nie są i nie będą w stanie spłacić długów które zaciągnęli. Wiemy, że Chińczycy którzy posiadają amerykańskie obligacje zaczęli powoli wyprzedawać obligacje ale robią to tak inteligentnie aby nie załamać rynku. Rynek się trzyma, bo FED odkupuje papiery, ale zapowiedziano, że operacja skupu będzie zakończona w końcu października. Dolar zaś stacza się po równi pochyłej, i to, co go może dobrego czekać w najbliższym czasie, to jedynie średnioterminowa korekta wzrostowa. Za utrzymywanie polskich pozycji w obligacjach i amerykańskich dolarach zapłacimy solidarnie wszyscy.

 

Styl rządzenia budżetem w Polsce niestety bardziej zbliża nas kraju trzeciego świata, niż do normalnie funkcjonującego suwerennego państwa. Od czasów wielkiego przekrętu zwanego okrągłym stołem, każdy, dosłownie każdy polski rząd kontynuuje budżet w oparciu o stary komunistyczny schemat, w którym obowiązują stałe wydatki na ogólne projekty, a nie ma tzw. budżetu zadaniowego, który uwzględniałby szczegółowość i celowość konkretnych wydatków. Niestety taki postkomunistyczny model jest bardzo korzystny dla każdej ekipy rządzącej, gdyż pozwala jej po prostu na manipulowanie budżetem i na działanie typu kreatywna księgowość. Rządy nie są lepsze od współczesnych zdegenerowanych przedsiębiorstw. Idą z duchem czasów...

 

Czy kontynuacja takiej polityki doprowadzi do jakiejś tragedii?

Moim zdaniem niestety taka spirala zadłużenia może w najbardziej czarnym scenariuszu doprowadzić kiedyś do problemu niewypłacalności. Miejmy nadzieję, że społeczeństwo kiedyś się wreszcie obudzi, i w sposób naturalny zacznie artykułować swoje interesy. Polaków stać na to by zmieniać niemożliwe. Poza tym chyba każdy myślący człowiek jest świadom pewnej różowej fikcji i populizmu, który kreują rządy.

 

Gdzie rząd znajdzie pieniądze na łatanie dziury?

Minister Wincent ogłosił, że na przyszły rok zamierza załatać dziurę budżetową dwoma sposobami. Chce sprzedawać to, co nie zostało jeszcze sprzedane i planuje zaciągać kredyty poprzez emisje obligacji. Zamierza także podwyższać podatki i para podatki, ale o tym się mówi ciszej, bo przyszły rok będzie rokiem wyborczym. Łącznie rząd zamierza „wzbogacić” budżet tej bananowej republiki o kwotę 203 mld zł.

 

    *  Wielka wyprzedaż. Cuda Wincenta, czyli londyńska szkoła ekonomii

 

Rząd świadomy katastrofalnej sytuacji budżetowej próbuje sprzedać to, co jeszcze zostało do sprzedaży z narodowego majątku. Oczywiście nie mówimy tu o prywatyzacji tylko o wyprzedaży, w której bardzo często właściciela – polski rząd zastępować będzie rząd innego kraju. Przykładowo w energetyce zaprzyjaźniony rząd zza Odry będący właścicielem RWE zamierza kupić kolejne polskie grupy energetyczne. Oczywiście to bardzo źle, kiedy polski rząd jest właścicielem dobrej firmy przynoszącej rokrocznie dochody do budżetu, ale najwidoczniej jest już pozytywne kiedy właścicielem tej polskiej firmy jest rząd niemiecki. Poza tym sektor energetyczny – obok finansowego – to dwa najważniejsze sektory gospodarcze, które mają olbrzymi wpływ na koszty wytwórcze, i tym samym konkurencyjność polskich produktów. Wnioskować należy, że polski rząd nie za bardzo potrafi dbać o konkurencyjność polskich produktów za granicą, i w dobrej wierze zrobi to dla naszego kraju zaprzyjaźniony rząd z Berlina. Pod młotek pójdzie też wiele innych rarytasów, i np. kura znosząca złote jajka jaką jest GPW.

 

Zdaniem najlepszego eksperta ekonomicznego z Londynu ( Wincent Rostowski) najlepiej sprzedawać przedsiębiorstwa w czasie głębokiego kryzysu, gdyż wtedy robi się doskonałe interesy. Niektórzy eksperci twierdzą, że teraz można średnio dobrze kupić firmę minimum 30 % taniej. A jak wiemy nad Wisłą przez wiele lat niektórzy cały czas robią wspaniałe interesy. Nie wszyscy oczywiście bo na dobre transakcję trzeba mieć „licencję”  Tym bardziej idealnym  pomysłem wydaje się być sprzedaż przedsiębiorstw państwowych w czasie kryzysu stulecia. To dopiero jest interes.

 

Część „zaściankowych” ekonomistów ostro krytykuje sposób i formę takiej wyprzedaży. Po pierwsze dlatego, że rząd pozbywa się spółek w czasie giełdowego dołka, kiedy wartość giełdowa akcji jest często niższa, niż ich wartość księgowa. Po drugie, jaki jest ekonomiczny sens sprzedaży przedsiębiorstwa, kiedy bardzo często własność przechodzi z jednego rządu na inny. Po trzecie, po co znowu załamywać giełdę wielką falą wyprzedaży państwowych akcji skoro przyjdą kolejne fale spadkowe z powodu kontynuacji światowego kryzysu?

 

    * Lepper reaktywacja

 

Okazuje się, że to, co wcześniej „światli” ekonomiści zarzucali Lepperowi jako ekonomicznemu dyletantowi dzisiaj jest interpretowane pozytywnie. Kiedy Lepper mówił żeby rząd zabrał część rezerw NBP, to zarówno ekonomiczni geniusze aktualnego liberalizmu (piszę aktualnego, bo ma on niewiele wspólnego z prawdziwym liberalizmem) głosili, że to szarlatan i demagog. Kiedy zaproponował to rząd Tuska, częstokroć Ci sami ekonomiści wspierani przez reżimowe, liberalne media twierdzą, że teraz rząd może sobie na to pozwolić, z uwagi na sytuację wyższej konieczności – kryzys gospodarczy. Prawdziwi ekonomiści przewracają się w grobie, a ubijanie piany w mediach trwa w najlepsze. Czyją twarz ma dzisiaj Lepper...?

 

    * Podwyżki podatków i cięcia wydatków

 

Rząd po cichu szykuje podwyżkę podatków i cięcia wydatków. Z cięciami będzie trudniej, bo z powodu kampanii wyborczej będzie je blokował prezydent, ale próby są już podejmowane.  Z uwagi na to, że przyszły rok będzie rokiem wyborczym spodziewać się można, że wiele para podatków wchodzić będzie tylnymi drzwiami.

 

    * Zaciąganie kolejnych długów

 

Rząd zapowiada emisje kolejnych obligacji na rynku polskim i zagranicznych. Jeśli chodzi o sprzedaż obligacji – sprawa jest prosta. Nawet bardzo prosta. Spłacać będą – albo i nie – kolejni ministrowie, a raczej podatnicy. Zresztą nie powinno być źle, gdyż rząd zapowiedział, że planuje przygotować plan antykryzysowy i będzie go wcielał w życie. Oczywiście po... wyborach. Powinno więc być dobrze, i Polacy nie muszą się już zamartwiać. Niestety tak duże projekcje emisji obligacji muszą nas zmartwić, gdyż z całą pewnością znacząco wzrosną koszty emisji i obsługi długu. Tak duży dług oznacza także obniżenie wiarygodności Polski. Deficyt sektora finansów publicznych w wysokości 7 proc. PKB oznacza więc gwałtowne przyśpieszenie tempa pogarszania się finansów publicznych. Oznacza to także duże ryzyko przekroczenia konstytucyjnego progu 55 proc. długu publicznego w relacji do PKB.

 

Minister Rostowski zaciągnął kolejne długi w MFW i zamierza zaciągać nowe. Polacy się tego na razie nie boją, ale powinni naprawdę zacząć się bać. Zainteresowanym polecam obejrzeć interesujący film obrazujący współczesny mechanizm emisji długu prowadzący do zniewolenia całych narodów. A opisuje to to nie byle kto, bo jeden z autorów tego procederu. Jednym słowem Pax Americana.

 

http://www.youtube.com/watch?v=BM9yCk4IB8w

 

http://www.youtube.com/watch?v=w4-5GbnoWDs&feature=related

 

Polacy nie muszą się martwić długiem, bo tym razem w czasie wyborów zmienią rząd na zdecydowanie lepszy. Z szyderczym uśmiechem na ustach można by powiedzieć, że tym razem znowu wybiorą rząd lepszy niż ostatni, i tym razem nowy rząd naprawdę naprawi cały ten budżet i w ogóle całą Polskę. A jaka partia wygra i tworzyć będzie ten nowy rząd? Tego jeszcze nie wiadomo, ale rządzić będzie na pewno, i nadal Unia Wolności, tylko w nieco innym odcieniu i pod nieco inną nazwą :)

 

Perspektywy

Fakty są takie, że Polacy mają nikłą wiedzę ekonomiczną i nie potrafią samodzielnie i obiektywnie oceniać ani rządu ani sytuacji ekonomicznej. Jeżeli do tego dodamy wysoce rozwiniętą działalność PR-wską, kreatywną księgowość prowadzoną przez rząd i manipulacje mediów, to stopień nieświadomości jest tak duży, że wychodzi na to, że przeciętny Polak czuje się totalnie zagubiony i otumaniony. Rząd zaś realizuje politykę w myśl której przeciętny Polak jest głupi, nie rozumie zawiłych meandrów rządzenia krajem i nie ma co prowadzić ze społeczeństwem dialogu.

 

Możemy się spodziewać, że kryzys gospodarczy przez najbliższych kilka lat będzie się doskonale rozwijał. Widać to choćby po globalnych działaniach rządów, po dynamice wzrostów na giełdach, wypowiedziach polityków o końcu kryzysu. Przy aktualnych stopach procentowych bliskich zeru najpóźniej za 2 lata trzeba będzie je dynamicznie podnosić, aby przeciwdziałać wysokiej inflacji. To spowoduje, że kraje takie jak Polska, które mają wysoki dług publiczny będą musiały ponosić dużo wyższe koszty obsługi tego długu w warunkach obniżającego się tempa wzrostu gospodarczego lub nawet recesji. Mogą nam wtedy grozić naprawdę poważne problemy gospodarcze.

 

Polskie wskaźniki eksportu i importu z miesiąca na miesiąc są coraz gorsze. Na tle pozostałych gospodarek wypadamy i tak całkiem nieźle, ale w statystykach coraz mniej polskich firm zarabia na eksporcie. Mało tego, są one coraz bardziej zadłużone. Może to budzić uzasadnione obawy, zwłaszcza w sytuacji, kiedy finansowi spekulanci znowu spekulują na złotym, aktualnie sztucznie go umacniając.

 

Wielu rodzimych ekonomistów uważa, że deficyt budżetowy może być znacznie wyższy niż zapowiadane przez rząd 52 mld zł, ponieważ rząd do budżetu nie wlicza deficytu budżetów samorządowych oraz różnego rodzaju funduszy około budżetowych, agencji rządowych (łącznie 80 mld zł).

 

Banki działające w Polsce nie będą wspierać rozwoju gospodarczego, bo Polska nie ma swoich banków. Zagraniczne filie obcych banków pomimo ogromniej nadpłynności w polskim sektorze bankowym mają gdzieś wspieranie polskiego interesu ekonomicznego i lokują nadwyżki w obligacjach. Czkawką odbija nam się prywatyzacja tego sektora. Po co obce banki mają ponosić ryzyko na swój rachunek? Wytyczne dostają od swojej centrali, a nie od polskiego rządu.

 

Polski budżet wymaga reform strukturalnych. Nie zrobił tego żaden dotychczasowy rząd, chociaż każdy to zapowiadał. Nie ma się więc co dziwić, że brak reform skutkuje kolejnym wzrostem deficytu. Politycy mają inną fazę cyklu niż ekonomiczny – jest to faza od koryta do koryta.

Grzegorz Nowak

www.amerbroker.pl

 

 

www.o2.pl / www.hotmoney.pl | 18:02 [01.10.2009]

Prywatyzacja to prywatyzacja, a wyprzedaż to wyprzedaż. Jeżeli rząd musi sprzedać majątek żeby naprawić budżet, to taką transakcję nazywamy wyprzedażą! | Gość

 

 

 

 

 www.o2.pl / http://www.notowany.pl/artykul/8063/czy-czeka-nas-nowy-porzadek-swiata | Sobota [06.06.2009, 00:00]

CZY CZEKA NAS NOWY PORZĄDEK ŚWIATA?

Co ustaliła grupa Bilderberg?

Grupa Bilderberg, czasem nazywana Klubem jest nieformalną międzynarodową organizacją wpływowych ludzi polityki, finansów i biznesu. Jej członkowie co roku spotykają się w różnych częściach świata (co 4 lata w USA) w wyselekcjonowanym luksusowym, a zarazem dyskretnym hotelu, aby omawiać bieżące sprawy dotyczące polityki i ekonomii. Nazwa Bilderberg wzięła się od miejsca pierwszego spotkaniu w hotelu Bilderberg w holenderskim miasteczku Osterbeek w 1954 roku.

 

W tym roku grupa zebrała się w dużej tajemnicy w dniach 14-17 maja w Grecji. Większość mediów ogarnęła dziwna cisza i jedynie brytyjski dziennik „Guardian” próbował na bieżąco relacjonować wydarzenia, ale skupiając się raczej na aspektach humorystyczno-ironicznych. O poważniejszych zagadnieniach szerzej pisze pisze na portalu ekonomicznym Market Oracle Andrew Marshall. Jak łatwo się domyślić, głównym tematem rozmów prowadzonych przez około 130. możnych tego świata był trwający obecnie kryzys gospodarczo – finansowy.

 

Szczegółowe informacje o konkretach ze spotkań są bardzo trudne do uzyskania, bo dostęp do uczestników był mocno ograniczony, a jedynie w niektórych rozmowach mogli brać udział starannie wyselekcjonowani dziennikarze. Z tego powodu trudno zweryfikować przecieki, których źródłem są zwykle dobrze poinformowani ludzie zajmujący się od lat grupą Bilderberg tacy jak Jim Tucker. Jednak wiele z jego wcześniejszych spekulacji, czy jak wolą inni informacji, okazywało się nadzwyczaj trafnych, więc z pewną dozą sceptycyzmu niezbędnego do filtrowania takich wieści warto się im bliżej przyjrzeć.

 

Prawdopodobnie głównym problemem rozpatrywanym przez klub w tym roku była decyzja o sposobie rozwiązania kryzysu i wybór jednego z dwóch wariantów:

 

1) ugrzęźnięcie na lata w stagnacji pełnej biedy i pogarszającej się sytuacji gospodarczej

2) terapia szokowa z ograniczeniem suwerenności poszczególnych krajów

 

Całkiem możliwe, że planem na najbliższe miesiące jest oszukanie ludzi wiadomościami o nadchodzącym ożywieniu gospodarczym, a dopiero potem zostaną oni na nowo zaszokowani twardymi danymi ekonomicznymi, które czarno na białym pokażą, że kryzys wcale nie wygasa, a wręcz przeciwnie.

Ostatnim ważnym tematem było zastanawianie się jak przekonać Irlandczyków do Traktatu Lizbońskiego, aby stworzyć zręby ponadnarodowego europejskiego rządu, w którym poszczególne kraje nie będą miały zbyt wiele do powiedzenia.

 

Grupę Bilderberg podejrzewa się o dążenie do wykreowania tak zwanego Nowego Porządku Świata, czyli świata kierowanego przez globalny wszechpotężny rząd, a ostatecznie doprowadziłoby to do totalnej kontroli nad jednostką w ustroju nieco przypominającym rzeczywistość z książek Orwella. Można wątpić w takie pomysły i ich realizm, ale w sumie świat dąży do jednoczenia się i powstanie Unii Europejskiej jest tego najlepszym dowodem. Kwestią otwartą wydaje się ocena intencji autorów, bo przecież nikt nie zaprzeczy, że przynależność do UE oznacza dla Polski wiele plusów (na przykład większe inwestycje w Polsce czy wolny przepływ kapitału i ludzi). Złośliwi zauważą, że także dla polityków, którzy właśnie zażarcie walczą o lukratywne stanowiska w Brukseli (sama miesięczna dieta europosła to 7,6 tys. euro, czyli blisko 35 tys. złotych) .

 

Niepokój możnych wywołuje wizja zbyt długo trwającego chaosu, który mógłby w konsekwencji doprowadzić do zmiany układu sił i odsunięcia ich od wpływu na losy świata. Stąd muszą szybko działać, aby zażegnać kryzys. Jakiekolwiek kryją się za tym intencje, dla każdego z nas lepiej się stanie jeśli recesja zakończy się jak najszybciej, ale rodzą się pewne wątpliwości.

 

Grupa Bilderberg rzekomo naciska, aby Międzynarodowy Fundusz Walutowy stał się bankiem centralnym całego świata i wykreował nową uniwersalną walutę. Faktycznie już znamy SDR (Special Drawing Rights) i jednostka ta jest używana do rozliczeń od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jakkolwiek brzmi to dla niektórych fantastycznie, taki pomysł nie wydaje się niczym nowym skoro od kilku lat z dość dużym sukcesem posługujemy się euro. Przy okazji być może jakoś udałoby się USA pozbyć przynajmniej części kłopotliwych bilionowych długów w dolarach (drugą tajną bronią Ameryki będzie inflacja).

 

Nie każdy podziela spiskową teorię dziejów, ale pomyślmy kto jest ratowany w trwającym obecnie kryzysie? Są to głównie finansiści i bankierzy amerykańscy wspierani miliardami z budżetu, czyli faktycznie przez zwykłych obywateli USA, których oszczędności są rozwadniane kolejnymi puszkami zielonej farby, którą maluje się coraz mniej warty papier. Rzekomo ma to uchronić świat przed ostatecznym krachem, ale czy tak jest naprawdę, czy też raczej chodzi o utrzymanie wpływów możnych świata biznesu i polityki po cichu pociągających za sznurki z dala od blasku fleszy i kamer?

Zbigniew Papiński

 

 

 

 

Czy te przekręty; nagradzanie za wyzysk, manipulacje, machinacje, kłamstwa, oszustwa; rabunek, marnotrawstwo; zatruwanie, skażanie, zadłużanie; prosperita oszustów, nikczemników, kanalii, byłyby na tak ogromną skalę możliwe w bankowości bezodsetkowej, w gospodarce racjonalnej (czyli m.in. nie rabunkowej; nie degradacyjnej; nie konsumpcyjnej)... Więc w czyim interesie było i jest tego kontynuowanie, kto, co rządzi; czym ci osobnicy się kierują; w imię czego realizuje się pogrążające Nas, ekologicznie, ekonomicznie, zdrowotnie, gospodarczo, utopie; komu to, jak i do czego służy...

 

 

 

 

 http://www.rossakiewicz.pl/demokracja/w_strone_DF.html

[Fragmenty]

Natomiast „pożyczka” przekraczająca wartość depozytów, nie jest pożyczką, a umowa taka jest nieważna. Zawiera bowiem fałszywe założenie, jakoby bank posiadał oferowaną kwotę. Bank nie posiada tej kwoty i nie pożycza tutaj pieniędzy, ale tworzy ich substytut. Taka operacja nie jest jednoznaczna z nabywaniem prawa własności do pieniędzy w zamian za wykreowany substytut. Kreacja substytutu (ani nawet emisja pieniędzy) nie wiąże się z posiadaniem prawa własności do wykreowanych (lub emitowanych) kwot. Bank produkując substytut pieniądza nie staje się jego właścicielem, podobnie jak mennica nie zyskuje prawa własności do drukowanych przez siebie banknotów. Tę kwestię udało się bankierom skutecznie zaciemnić i to jest podstawą iluzji zadłużenia oraz iluzji permanentnego deficytu budżetowego.

W STRONĘ DEMOKRACJI FINANSOWEJ

(...)

 

2. PAPIER – BANKNOTY I KREACJA SUBSTYTUTU

(...)

Zaświadczenia średniowiecznych złotników - bankowa kreacja substytutu pieniądza w anglii od xviii wieku

Pieniądz papierowy w kulturach europejskich miał jednak także swój inny pierwowzór związany z działalnością złotników-lichwiarzy. Tym innym pierwowzorem dla banknotów było udzielanie zaświadczeń o posiadaniu złotych depozytów przez średniowiecznych złotników, (głównie Żydów). Zaświadczenia te, na początku imienne (XII wiek) a później na okaziciela (wiek XV) wystawiane były dla klientów, którzy zdeponowali w skarbcu złotnika swoje kruszcowe zasoby. Zaświadczenia te służyły ludziom do dokonywania transakcji bez pośrednictwa kruszcu. Transakcja opierała się na zaufaniu do złotnika. Kiedy złotnicy przekonali się, że ich zaświadczenia są honorowane przez ludzi, że ludzie akceptują je, ufają im i co najważniejsze nie wybierają natychmiast kruszcu, na który opiewa zaświadczenie, mogli wystawiać zaświadczenia, których suma przekraczała wartość rzeczywistych złotych depozytów. Niektóre zaświadczenia były zatem fałszywe. Za pomocą tych (prawdziwych i fałszywych) zaświadczeń złotnicy prowadzili interesy, udzielali kredytów, czerpali korzyści z odsetek. Żydom ich religia nie zakazywała lichwy wobec nie-Żydów. W celu maksymalizacji zysków złotnicy zaczęli wystawiać coraz więcej zaświadczeń fałszywych znacznie przekraczających ich zasoby złota. A żeby się ubezpieczyć na wypadek niewypłacalności zawierali między sobą porozumienia o ewentualnej pomocy. Stało się to pierwowzorem późniejszej bankowej, częściowej rezerwy obowiązkowej. Taka praktyka w połączeniu z doświadczeniem Banku Szwecji pozwoliła emitować banknoty Banku Anglii, który powstał w 1694 roku. Z tym, że banknoty te stawały się od razu narodowym, angielskim długiem, gdyż Wilhelm III za 750 tys funtów [1] sprzedał (w tajemnicy) prawo tworzenia papierowych pieniędzy osobom prywatnym [2]. Tak powstał bankowy substytut pieniądza kruszcowego uznawany w Europie i szeroko na świecie. Anonimowi akcjonariusze Banku Anglii skopiowali pomysł bankierów szwedzkich, nadając mu jednak zupełnie inną funkcję. Transformacja była wynikiem różnic cywilizacyjnych. Szwedzkim bankierom nie zależało na wyzyskiwaniu swoich współobywateli. Akcjonariusze Banku Anglii, łupili Anglików jako przedstawicieli innej cywilizacji.

 

Definicja bankowego substytutu

Zaświadczenia złotników i banknoty dłużne Banku Anglii dobrze tłumaczą zjawisko i pojęcie substytutu pieniądza. Nie jest to pieniądz, ale ma podobne funkcje. Można za niego kupować i można go wymieniać na rzeczywisty pieniądz. Substytutem pieniądza będziemy więc nazywać środek płatniczy, który spełnia wszystkie funkcje pieniądza, ale jest emitowany samowolnie. Funkcjonuje oficjalnie, ale kryteria jego emisji są ukrywane przed wspólnotą i nie są ustalane oficjalnie w formie jawnej i uznanej umowy społecznej [3]. Nie polega to na fałszerstwie, ale na oszustwie, choć taki nielegalny sposób emisji sprawia, że kreacja substytutu pieniądza jest w efekcie podobna do fałszowania pieniędzy i wielu autorów właśnie tak ten proceder nazywa [4]. Dopóki fałszywych zaświadczeń złotników było niewiele, społeczeństwo niewiele traciło. Złotnik dzięki oszustwu oczywiście bogacił się korzystając z odsetek za fikcyjnie wypożyczony "złoty kapitał", a społeczeństwo mogło nawet zyskiwać, kiedy substytut pieniądza (fałszywe zaświadczenie) uruchamiał prawdziwą działalność gospodarczą. Z czasem, kiedy praktyka udzielania takich fałszywych zaświadczeń rozpowszechniła się i pieniądz dłużny stał się jedynym środkiem płatniczym (od czasu powstania Banku Anglii) zaczęły się ujawniać negatywne strony takiego układu. Naród popadał w długi i uzależnienie od woli bankierów.

 

Oprocentowane długi – konsekwencja stosowania substytutu

Spłata zadłużenia nie była możliwa, bowiem nigdy nie było tyle złota, aby spłacić nim zaciągnięte długi. Tego złota nie miał przecież nawet pożyczkodawca, choć oczywiście utrzymywał to w tajemnicy, twierdząc, że ma kruszcowe pokrycie na banknoty oraz inne "rezerwy". Od czasu powstania Banku Anglii złotnicy nie musieli już nawet zrzeszać się, aby zapobiec ryzyku niebezpiecznego i kosztownego bankructwa. Kilku ludzi kontrolowało finanse Anglii [5]. I choć teoretycznie banknoty miały mieć pełne pokrycie w kruszcu znajdującym się w bankowym skarbcu, o czym przekonywano np. Adama Smitha, kiedy pojechał do Amsterdamu, to nigdy tak nie było.

 

Samowolnie ustalane cele emisji substytutu. Okresowe znoszenie wymienialności z powodu zbyt wielkiej ilości substytutu. Parytet jako wynik dysproporcji pomiędzy ilością substytutu a zasobami kruszcu.

Emitowano banknoty według zapotrzebowania klientów np.: na uzbrojenie wojska w celu prowadzenia zaborczych wojen, dbając jedynie o to, aby Bank nie stał się niewypłacalny. Wraz ze wzrostem emisji banknotów, procent pokrycia w złocie malał, grożąc kryzysem finansowym. Ratowano się bardzo przytomnie, ograniczając lub znosząc wymianę pieniędzy papierowych na kruszcowe monety. Z czasem, aby uregulować wymianę międzynarodową ustalono tzw. parytet złota, czyli procent pokrycia w kruszcach dla banknotów w obiegu. W ten sposób zalegalizowano niepełne kruszcowe pokrycie na pieniądz i zapomniano o tym, iż pieniądz miał mieć pokrycie stuprocentowe. Tak też wyznaczono różnice kursów pomiędzy walutami różnych krajów. Takie posunięcie nie zapobiegło mnożeniu bankowego substytutu pieniądza za pomocą kreowania kredytowego długu. Oddzielono oficjalny pieniądz z parytetem, od nowego pieniądza dłużnego kreowanego samowolnie w działalności kredytowej i pozwalano ludziom zaciągać długi, które sumarycznie przekraczały wartość pieniędzy zgromadzonych w bankach. Powtórzono ten sam mechanizm. Parytet, tak jak kiedyś złoto ograniczał ilość oficjalnych pieniędzy. Niedobór pieniędzy pokrywano długiem (kredytem) emitowanym ponad wartość posiadanych banknotów, bowiem wierzyciele nie przychodzili do banku po pieniądze, ale zadowalali się zapisem na swoim koncie. Kiedy zorientowano się, że wystarcza 10-cio procentowa rezerwa gotówki, aby bank funkcjonował, udzielano kredytu dziewięciokrotnie przekraczającego zasoby banku [6].

(...)

Banknot umożliwił nowe nadużycie: inflacyjny dodruk

Papierowy pieniądz ułatwił także nowe nadużycie: inflację, czyli druk nadmiernej ilości banknotów, za które na początku, kiedy nikt nie wiedział o zamierzeniach emitentów, można było nabywać dobra po normalnej cenie, ale później wraz z pojawieniem się na rynku nadmiernej ilości banknotów, traciły one swoją wartość; pierwotną relację do ilości rzeczywistych dóbr (w tym pokrycie w złocie). Ludzie dowiadywali się o tym fakcie dopiero na skutek hiperinflacji, często tracąc jednocześnie cały swój majątek. Papierowy pieniądz zbliżył ku sobie dwa rodzaje środków płatniczych: oficjalny pieniądz rzeczywisty (funkcjonujący dawniej w postaci monet ze szlachetnego kruszcu, emitowanych przez feudalnych władców) i bankowy substytut złotników-lichwiarzy (charakterystyczny dla cywilizacji żydowskiej). Nie było to jednak jeszcze całkowite zwycięstwo monetarnych zasad cywilizacji żydowskiej nad pieniądzem cywilizacji łacińskiej.

 

Podstęp inflacyjny jako sposób niszczenia zaufania ludzi do pieniądza narodowego

Pieniądz papierowy był pieniądzem rzeczywistym, kiedy był emitowany przez władcę lub przez rząd. Najczęściej jednak robił to na zlecenie władcy prywatny bank. Prywatne banki emisyjne uzyskały z czasem przywilej emisji papierowego pieniądza w imieniu władcy. Jak do tego doszło ukazują okoliczności powołania Banku Anglii. Niekiedy prywatne banki nadużywały prawa do tej emisji, prowadząc ją bez należytej kontroli i dyscypliny. Najbardziej znana jest historia Johna Lawa, który emitował papierowy pieniądz dla Francuzów w imieniu króla Ludwika XV, a ponieważ król miał wtedy zaledwie pięć lat, decyzję podjął regent Filip Orleański [8]. Działalność Lawa była rodzajem zręcznego oszustwa, które na długo zniszczyło zaufanie Francuzów do papierowego pieniądza. Wysoka inflacja wywołana drukiem nadmiernej ilości banknotów i akcji stała się skutecznym sposobem pozbawiania ludzi ich majątku. Kiedy dobra zmieniły właściciela, zniszczona waluta załamywała się w hiperinflacji i szła na przemiał, a papierową masą palono w piecach. Tak zniszczono walutę francuską i zaufanie do narodowego papierowego pieniądza, na długo przed rewolucją (anty)francuską. W taki sposób niszczono waluty narodowe i podrywano zaufanie do emisji pieniądza przez rządy [9]. Narody nieświadome podstępu chętniej godziły się wówczas na prywatny monopol kreacji pieniądza i na prymat oprocentowanego kredytu.

 

Wyeliminowanie narodowej waluty otwiera rynki dla kredytu. Efekt ― coraz większe zadłużenie narodów

W ten sposób bankierzy zabezpieczali dla siebie możliwość kreacji substytutu pieniądza. Typowy bankowy substytut pieniądza odpowiadający dawniejszej (opisanej już wcześniej) praktyce złotników był kreowany całkowicie niezależnie od oficjalnej emisji, podczas bankowej działalności kredytowej prowadzonej w formie oprocentowanych pożyczek. Kiedy kwota udzielonego kredytu nie została wypłacona kredytobiorcy w gotówce (a nigdy się tak nie działo, bo kredytobiorca dostawał jedynie czek), na rynku pojawiał się substytut pieniądza. Było to zobowiązanie klienta do wpłacenia kwoty długu powiększonej o odsetki. Spłacając dług należało całą "wypożyczoną" kwotę wpłacić do banku, korzystając z zasobów pieniądza znajdujących się na rynku, we wspólnocie. W efekcie, jeżeli sprzedawca kredytowanego towaru nie odebrał pieniędzy z banku i nie wydał ich na rynku, ale pozostawił czek w banku powiększając jedynie swoje konto, ściągano pieniądze z rynku do banku. Mechanizm ten działał proporcjonalnie do wysokości oprocentowania i do sumarycznej kwoty udzielanych kredytów. Udzielanie kredytów ponad zasób gotówki w bankowym skarbcu, przyspieszało proces ściągania pieniędzy z rynku. W przypadku 10-cio procentowej rezerwy obowiązkowej (którą wprowadzono, bowiem statystycznie tylko co dziesiąty posiadacz kredytowanego czeku wymieniał go na gotówkę), ściągano pieniądz dziesięciokrotnie szybciej niż w przypadku klasycznej lichwy udzielanej za pomocą pieniędzy. Pożyczki dla państwa lub rządu ściągano od obywateli za pośrednictwem podatków, a udzielano ich często przy zerowej rezerwie obowiązkowej, była to więc stuprocentowa kreacja pieniądza dłużnego przez prywatnych bankierów, prowadzona zazwyczaj zamiast normalnej emisji pieniędzy przez państwo.

 

_____________________

 

Przypisy:

[1] Historycy podają różne kwoty: 1250 tys. lub 1200 tys. funtów i nie różnicują ich na kwotę spodziewaną i rzeczywiście zapłaconą. Niniejsze dane zostały zaczerpnięte z opracowania Patricka S. J. Carmacka, Władcy pieniądza. Jak międzynarodowi bankierzy uzyskali kontrolę nad Ameryką. (w:) http://www.themoneymasters.com.

 

[2] Wilhelm III był marionetką bankierów, osadzoną na tronie po rozprawie z dynastią Stuartów. Bank Anglii wbrew nazwie był bankiem całkowicie prywatnym a akcjonariusze pozostawali anonimowi. Wcześniej, w 1609 roku, powstał taki bank w Amsterdamie. Powstanie tych banków było efektem kumulowania się wpływów żydowskich uchodźców z Hiszpanii. Pierwszym bankierem księcia Oranii, Wilhelma I Orańskiego, Milczącego (1533-1584) był Żyd Marcus Perez (1527-1572). (Por. Norman Davies, Europa, Kraków 1998, 1999, s. 559).

 

[3] Wilhelm III i akcjonariusze Banku Anglii działali w tajemnicy przed Parlamentem i byli w zmowie. Na zasadzie podobnego oszustwa powstał dużo póżniej "amerykański" Fundusz Rezerwy Federalnej; porozumienie kilku prywatnych banków.

 

[4] Por. Leopold Soucy, Fałszerze pieniędzy, Poznań 2003.

 

[5] Wskazuje na to ustawa z 1707 roku, wprowadzająca w Anglii prawo zakazujące emisji banknotów spółkom zrzeszającym powyżej sześciu osób. Taka decyzja powstrzymała powstawanie banków akcyjnych w Anglii na ponad 100 lat i oznaczała wprowadzenie monopolu na emisję "angielskich banknotów" dla Banku Anglii, a w rzeczywistości dla kilku (pewnie sześciu) prywatnych, anonimowych akcjonariuszy działających pod szyldem Bank of England.

[6] Zjawisko to opisali po raz pierwszy twórcy teorii Kredytu Społecznego, szczególnie jego pionier Clifford Hugh Douglas (1879-1952). Por. Louis Even, Globalne oszustwo i drogi wyjścia, Rougemont - Wrosław 2001. Także: Colin Barclay-Smith, Dlaczego wciąż brak nam pieniędzy, Warszawa, Fundacja w Służbie Życia. Ta mała książeczka (86 stron) napisana przez Australijczyka w 1985 roku to świetne podsumowanie wątków właściwych dla teorii Kredytu Społecznego, z odwołaniem się do finansowej historii Wielkiej Brytanii, USA i Kanady, a jednocześnie konkretna analiza finansowego zniewalania Australii. Żródłem wiedzy o Kredycie Społecznym jest pismo Michael - Polska, dostępne pod adresem: Janusz A. Lewicki, ul. Komuny Paryskiej 45/3a, 50-452 Wrocław, tel. 0 prefix 71 3436750), Źródłem wiedzy o substytucie pieniądza może też być wspominana już książka Fałszerze pieniędzy napisana przez teoretyka Kredytu Społecznego, Leopolda Soucy.

 

[7] Por. Wojciech Morawski, Zarys powszechnej historii pieniądza i bankowości, Warszawa 2002, s. 93.

 

[8] „Pan Law i jego Towarzystwo mają wyłączne prawo i przywilej założenia Banku Generalnego w naszym królestwie, a także prowadzenia go przez dwadzieścia lat. Zezwalamy im na zawieranie umów, prowadzenie kont oraz emisję własnych biletów pod nazwą talarów bankowych, przez co rozumiemy, że ich wartość, waga i próba będzie równa wartości talara w dniu zakupu (patent z dnia 2 maja 1716 r.)”. (Cytat za: R. Sédillot, dz. cyt. s. 142).

 

[9] Praktyka taka prowadzona w USA została opisana w rozdziale 3. W Polsce rozwój inflacji polegał na dodruku pieniądza przy jednoczesnym wycofywaniu ze sklepów artykułów żywnościowych i kontroli zaopatrzenia. (Najlepsze towary eksportowano na Zachód w celu spłaty zaciągniętych kredytów. Pozostałe produkty magazynowano, eksportowano do ZSRR i na Węgry). Sztucznie stworzono sytuację, w której za wywalczone strajkami podwyżki nie można było nic kupić - chociaż Polska w owym czasie była w pierwszej dziesiątce producentów żywności na świecie. Pozytywny efekt walki robotników zlikwidowano za pomocą inflacji.

 

 

3. ROZWÓJ SUBSTYTUTU DZIĘKI FAŁSZYWEJ ZASADZIE BILANSOWANIA BUDŻETU NARODOWEGO

 

Kredyt zamiast emisji pieniędzy powoduje deficyt budżetowy.

Powstanie i żywiołowy rozwój substytutu pieniądza wynikał z kruszcowego charakteru pieniądza; z niedostatecznej ilości złota i srebra. Substytut pieniądza szybko został zakorzeniony w uznanej doktrynie finansowej. Zasada Currency principle [1] wypracowana w Anglii, w łonie cywilizacji żydowskiej, stworzyła korzystne warunki dla rozwoju substytutu wprowadzając papierowy banknot podporządkowany złotu i bankowi, oraz zasadę bilansowania budżetu narodowego, która zapewniała bankowi dopływ rzeczywistych pieniędzy w miejsce kreowanego bankowego substytutu. Według Currency principle, banknoty po pierwsze: „muszą mieć w zasadzie stuprocentowe pokrycie kruszcowe, a tylko pewna ściśle określona i stosunkowo niewielka ich ilość może być emitowana bez pokrycia w kruszcu, [po drugie:] czynności emisyjne banku powinny być całkowicie odgraniczone od jego działalności kredytowej”[2]. Bankierzy chętnie stosowali się do tych zaleceń, gdyż oznaczały one dla nich olbrzymie zyski. Akcjonariusze prywatnych banków, wykorzystali zasady emisji pieniądza z parytetem, do ograniczenia emisji i wprowadzenia w to miejsce oprocentowanych pożyczek (tzw. kredytu). Udzielali kredytu tak jak dawni złotnicy, nie tylko ze środków zgromadzonych w skarbcu w postaci depozytów, ale po prostu jako długu, na który pokryciem miały być wyprodukowane towary. Dzięki kruszcowemu ograniczeniu emisji pieniądza, wzrastała rola pożyczek. Kredyt, ściśle oddzielony od emisji, był udzielany tylko na procent, a jego sumaryczna wartość szybko zaczęła przewyższać nie tylko wartość kruszcowych depozytów bankowych, ale i ilość oficjalnie wyemitowanych pieniędzy. Kredytowy, oprocentowany dług, od którego odsetki przekraczały wartość towarowego pokrycia, stawał się nieuchronną przyczyną deficytu budżetowego. Brak emisji pieniądza lub jej niewystarczająca wielkość (ograniczona parytetem) doprowadziła państwa do uzależnienia się od kredytu bankierów. Uzależnienie to wyraziło się w narzuceniu rządom zasady bilansowania kosztów, co łatwo można było uzasadnić parytetem złota.

 

Pięć zasad finansowego ubezwłasnowolnienia narodów

W końcu wypracowano zasady; 1. każda działalność ma być oparta o bilans kosztów, 2. działalność rządu ma być pokrywana z podatków, 3. wszelkie rozliczenia powinny być prowadzone za pośrednictwem banków, 4. emisja pieniądza także powinna być prowadzona za pośrednictwem banków, 5. każda pożyczka pociąga za sobą oprocentowanie. Te pięć zasad [3] pozwoliło nie tylko niebywale uprzywilejować działalność banków, ale wręcz okiełznać chrześcijańskie narody przy użyciu pieniądza, jego substytutu oraz marionetkowych władców lub rządów, które zgadzały się na taką bankowość — zamkniętą dla emisji normalnego narodowego pieniądza. Parytet i niedobór złota usprawiedliwiał brak emisji. Główną przyczyną kłopotów był jednak brak twórczych rozwiązań; niedobór duchowości i inteligencji wśród ludzi cywilizacji łacińskiej, wpędzający wspólnotę w uzależnienie od zewnętrznych czynników (złoto) oraz od rozwiązań proponowanych przez reprezentantów cywilizacji żydowskiej. Podstawowym błędem wspomnianych pięciu zasad (błędem dla cywilizacji łacińskiej, a szansą rozwoju dla cywilizacji żydowskiej) był brak monetyzacji przyrostu dóbr. Zamiast monetyzować efekty produkcji już przed ich wyprodukowaniem (fundusz inwestycyjny) lub po wyprodukowaniu (fundusz konsumpcyjny), Chrześcijanie zaciągali całkowicie niepotrzebne kredyty i płacili odsetki. Funkcję monetyzacji przejął kredyt i natychmiast zamienił ją w generowanie narodowego zadłużenia. „Zapomniano”, iż bilans kosztów trzeba zrównoważyć zmonetyzowaną wartością wyprodukowanych dóbr. Dopiero taki bilans jest prawidłowy. Utrudnieniem w zrozumieniu tej zależności było oparcie pieniądza na kruszcach. Kredyt oparty na papierowych czekach nie posiadał takich ograniczeń i wypierał narodowy pieniądz.

 

Rozszerzanie wpływu substytutu pieniądza poprzez wykorzystywanie ludzkiej nieświadomości

Działalność kredytowa banku pozwalała kreować substytut pieniądza (oprocentowany dług) także jako spodziewaną wartość przyszłych dóbr, tych, które dopiero powstawały oraz tych, które powstały już dawno, ale nie stanowiły jeszcze własności banku. Bank kreował substytut pieniądza spodziewając się, iż w przypadku niewypłacalności „dłużnika” przejmie po prostu kredytowaną inwestycję (zazwyczaj z dużym zyskiem) lub hipoteczny zastaw. Substytut pieniądza (a ogólnie lichwiarski kredyt) traktowany był jak normalny pieniądz. Ludziom, którym brakowało pieniędzy, wydawał się (i często nadal wydaje) nawet błogosławieństwem.

 

Oprocentowanie jako przyczyna cykli gospodarczych

Uprzywilejowanie kredytu pozwoliło bankierom przejąć kontrolę nad gospodarką narodów. Kiedy kredyt był udzielany; wzrastała ilość środków płatniczych, będących jednocześnie długami, lecz gospodarka pomimo to mogła się rozwijać — do czasu. Był to okres prosperity; ożywienia i rozwoju. Wzrost długu i powiększająca się kwota odsetek sprawiały, iż bankierzy w obawie o możliwość (i realność) zwrotu rosnącego długu, ograniczali udzielanie kredytu lub w ogóle przestawali go udzielać. Zaczynało wówczas brakować pieniędzy na rynku; po pierwsze z powodu braku dalszych kredytów, po drugie z powodu braku gotówki; rzeczywistych pieniędzy obecnych kiedyś na rynku, ale ściągniętych z niego i wpłacanych do banku jako zwrot oprocentowanych kredytów udzielonych za pomocą substytutu. Emisja pieniędzy ograniczona parytetem kulała. Ani kwoty kredytowane, ani kwoty naliczanych odsetek nie były emitowane jako pieniądze. Z braku pieniądza gospodarka upadała i rozpoczynał się kryzys ekonomiczny. Te „cykle gospodarcze” były oczywiście prezentowane przez liberalnych ekonomistów, jako zjawisko naturalne i wręcz nieuchronne. W rzeczywistości „cykle” te wynikały z oprocentowania pieniędzy i kredytów oraz z decyzji bankierów, którzy obserwowali rozwój gospodarczy, wzrost zadłużenia danego narodu i decydowali, kiedy wstrzymać kredytowanie, bo szanse na spłatę odsetek i tak stają się coraz mniejsze — więc dalsze kredytowanie byłoby, w ich mniemaniu, „marnotrawstwem” kapitału. Kryzysy nie były wynikiem nadprodukcji, czy też braku umiejętności przewidywania. Były wynikiem stosowanej matematyki — oprocentowania, które powoduje postępujący wzrost zadłużenia, zgodnie z tzw. wzrostem wykładniczym; (przyrost jest coraz większy w tym samym okresie) [4]. Jest to przyrost długu, który poprzez upowszechnienie kredytów, swoją wartością w końcu wielokrotnie przewyższa wartość pieniądza realnego. Kreacja tego substytutu jest sposobem przejmowania dorobku wypracowanego przez narody i uzależniania ich od cywilizacji żydowskiej.

 

Hiperzadłużenie zamiast inflacji

Przejmowanie majątku realizowane w powyższy sposób niewiele różni się od nadmiernej emisji pieniędzy bez pokrycia w czasie klasycznych inflacji. Zadłużenie zastępuje tutaj hiperinflację, przeradzając się w coś, co można byłoby określić mianem hiperzadłużenia. Tak więc udzielanie kredytu-długu wcale nie zwalcza niebezpieczeństwa typowego dla inflacji; utraty przez ludzi majątku na skutek niewłaściwej polityki finansowej. To niebezpieczeństwo pojawia się i ma jedynie inną postać.

 

Podatki — inny sposób przejmowania majątku

Skutecznym sposobem przejmowania wypracowanego przez wspólnotę majątku (oprócz bankructw na skutek zadłużenia) stały się podatki, zaplanowane już przez założycieli Banku Anglii, jako źródło spłaty zobowiązań państwa; rządu i króla. Teoretycznie podatki uzasadniane są koniecznością bilansowania wydatków państwowych, w tym także spłacania prywatnym bankom kwot emitowanych na zlecenie państwa. W osiągnięciu zysku z podatków pomagają bankierom komornicy lub syndycy masy upadłościowej (po bankructwie przedsiębiorstwa). Dzięki zadłużeniom podatkowym i odsetkom bank w imieniu skarbu państwa może przejąć dobra, które nigdy nawet nie były zastawione w żadnym banku pod kredyt. Każdy obywatel jest żyrantem rządowych „długów” i może się nagle stać bankrutem, jeżeli ma kłopoty z zapłaceniem podatków.

(...)

Banalizacja lichwy z powodu braku innych rozwiązań

Należy także zaznaczyć, że, ponieważ dzięki substytutowi pieniądza wzrastała ilość środków płatniczych (ograniczonych brakiem złota), substytut spełniał ważne społecznie funkcje; umożliwiał wymianę. Ten aspekt pieniądza bankowego sprawił, że kreowanie substytutu pieniądza traktowano jako normalną działalność, nie zdając sobie sprawy z zagrożeń, jakie on niesie wraz z dalszym jego rozwojem i prymatem. Także fakt zalegalizowania i zbanalizowania substytutu pieniądza w powszechnie prowadzonej praktyce bankowej sprawił, iż obecnie nawet pierwsze zaświadczenia złotników (przekraczające wartość złotych depozytów), będące modelowym oszustwem, przedstawiane są studentom ekonomii i bankowości jako normalna i pozytywna praktyka [6]. Cywilizacja żydowska zdominowała w tym względzie nie tylko bankowość, teorię ekonomii (doktryny liberalne i neoliberalne), ale również szkolnictwo. W wyższych szkołach ekonomicznych, uczy się młodych ludzi tego, co jest nieprawdziwe i co w przyszłości będzie ich niszczyć. Młodzi ludzie poszukujący dopiero swojego miejsca w społeczeństwie, bez doświadczenia i bez ukształtowanych poglądów, są modelowani na wyznawców doktryny opartej na lichwie [7].

 

Walka z pieniądzem narodowym w stanach zjednoczonych

Twórcy substytutu pieniądza czynią dla niego miejsce we wspólnocie niszcząc pieniądz narodowy. Tak zdarzyło się w brytyjskich koloniach w Ameryce, które rozkwitały posługując się swoim własnym papierowym pieniądzem, opartym na zaufaniu i wierze. Przedstawiciele Banku Anglii zaniepokojeni brakiem kontroli finansowej nad koloniami, skłonili parlament brytyjski do uchwalenia Ustawy o Walutach (Currency Act z 1764 roku) zobowiązującej kolonie do posługiwania się pieniądzem o parytecie złota i srebra. Skutki tej ustawy opisał Benjamin Franklin w swojej autobiografii następująco: „W ciągu jednego roku warunki zmieniły się diametralnie. Okres prosperity przerodził się w depresję i to w takim rozmiarze, ze ulice kolonii zapełniły się bezrobotnymi”[8]. Na tym jednak nie zakończyła się historia dolara kontynentalnego. Posłużył on jako pieniądz amerykańskiej rewolucji. Wyemitowano 12 milionów dolarów kontynentalnych, których „podstawą było zaufanie i wzajemna wiara w siebie Zjednoczonych Stanów”[9]. Odmowa respektowania parytetu złota narzuconego przez ustawy brytyjskiego parlamentu w czasie wojny stała się oczywista. Nie mając możliwości prawnego kontrolowania waluty kolonii, Brytyjczycy zaczęli u siebie fałszować dolary kontynentalne i wozić ten fałszywy pieniądz statkami przez ocean. Potrzeby wojny wpłynęły także na zwiększenie rozmiaru rodzimej emisji. Pod koniec rewolucji było już w Ameryce 500 milionów dolarów kontynentalnych, co skutecznie zniszczyło tę walutę [10]. Jej mała wartość (para butów kosztowała 5000 dolarów) stała się przysłowiowa. Powiedzenie „kontynentala nie warte” oznaczało tyle samo, co „nie warte złamanego grosza”. Zwolennicy parytetu złota i kontroli pieniądza wykorzystali niezadowolenie z inflacji, (wywołanej de facto przez wojnę i przez fałszerstwo), aby przejąć kontrolę nad pieniądzem wolnego już narodu amerykańskiego. Niestety starania te zakończyły się powodzeniem. Obawa przed drukiem zbyt dużej ilości pieniądza przez rząd federalny, przy braku świadomości kto odpowiadał za fałszywe dolary kontynentalne, zwyciężyła w konfrontacji z nieznanym wówczas jeszcze niebezpieczeństwem kreacji pustego, oprocentowanego substytutu pieniądza przez banki prywatne. Amerykanie nieświadomie oddali się we władanie bankierom reprezentującym prywatne banki. Stało się to samo, co w przypadku Banku Anglii i stali za tym reprezentanci tej samej cywilizacji. Parytet złota i srebra ograniczał emisję narodowych pieniędzy i stwarzał finansową przestrzeń dla substytutu pieniądza. Na domiar złego oba rodzaje środków płatniczych pieniądz i kredyt były w rękach tych samych bankierów. Brak prawnych uregulowań dotyczących emisji pieniądza, wpisów do ksiąg bankowych jest gwarancją bankowej samowoli i kontroli narodów przez kreatorów substytutu pieniądza. Trzeba pamiętać, że brak odpowiednich zapisów prawnych sprzyja oszustwu, jednak ono samo ma genezę w ludzkich skłonnościach, takich jak chęć władzy i kontroli, zachłanność i lęk. Wszystkie te negatywne cechy mogą być wzmacniane przez cywilizację, jeżeli stanowią jej ważną treść.

 

Uchylenie parytetu złota dla dolara

Najważniejszym krokiem w kierunku zacierania różnicy pomiędzy pieniądzem rzeczywistym a substytutem pieniądza (bankowym długiem) było uchylenie parytetu złota; najpierw dla dolara amerykańskiego, następnie dla wszystkich walut. Dolar amerykański miał być decyzją prezydenta Trumana z 1947 roku [11] wymienialny na złoto. Rozwój produkcji, wzrost obrotów handlowych i niekorzystny bilans sprawił, że wkrótce ilość amerykańskich zobowiązań płatniczych wobec zagranicy wzrosła tak bardzo, że koniecznością się stało uchylenie parytetu złota dla tej waluty, a także wymienialności dolarów na złoto. Kiedy złote pokrycie dla amerykańskich długów zagranicznych zmniejszyło się z bardzo bezpiecznego 250 % (w roku 1947, za prezydentury Trumana), do budzącego niepokój 19 % w roku 1971, prezydent Nixon zawiesił wymienialność dolara na złoto.

 

Demonetyzacja złota jako wyraz zwycięstwa substytutu

Wkrótce, w 1976 roku, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) dokonał demonetyzacji złota [12], kończąc ponad dwudziestosześciowieczny okres wiązania wartości pieniądza z kruszcem w cywilizacji łacińskiej. Wartość złota przestała wyznaczać wartość pieniądza. Pieniądz został w końcu uwolniony od swojej podwójnej funkcji bycia towarem i znakiem wartości jednocześnie. Został tylko znakiem; informacją. (Stało się to, co w starożytnych Chinach zaistniało już w X wieku p.n.e., kiedy utworzono pierwsze pieniądze w formie zminiaturyzowanych, symbolicznych narzędzi). Jednocześnie jednak pieniądz rzeczywisty w wielu krajach Ameryki i Europy został w swojej naturze zrównany z bankowym substytutem pieniądza, który praktycznie nigdy nie miał pokrycia w złocie. Bankowy substytut zdominował finanse wielu narodów w ciągu ostatnich trzech stuleci. Czasami wręcz całkowicie wyeliminował narodowy, suwerenny pieniądz rzeczywisty stając się jedyną walutą w Wielkiej Brytanii, w USA a później w Unii Europejskiej. Wszystkie te państwa posługują się pieniądzem opartym na lichwie, ukształtowanym przez cywilizację żydowską. Dzięki temu cywilizacja ta w olbrzymim stopniu kształtuje warunki życia Chrześcijan. Ekspansja bankowego substytutu trwa. Łatwo ją obecnie obserwować np. w Polsce. Nie powinniśmy jednak mylić pieniądza rzeczywistego, narodowego i konstytucyjnego z bankowym substytutem, który jest oprocentowanym długiem, bowiem ich natura prawna oraz zasada etyczna jest zupełnie inna.

 

Zacieranie różnic pomiędzy pieniądzem a substytutem

Można domniemywać, że demonetyzacja złota miała jeszcze jedną przyczynę, inną niż ta oficjalnie podawana w przypadku dolara (spadek pokrycia w złocie). A mianowicie parytet złota był podstawą odróżniania pieniądza rzeczywistego od jego bankowego substytutu. Nie było skąd brać złota na pokrycie odsetek naliczanych od zawartych umów kredytowych oraz karnych odsetek od długów. Parytet złota utrudniał mnożenie pieniędzy za pomocą lichwy i unaoczniał fakt, iż odsetki od kredytów oraz odsetki od odsetek (tzw. procent składany), to nie są rzeczywiste pieniądze a jedynie zobowiązania płatnicze. Po uchyleniu parytetu złota, kreacja bankowego substytutu pieniądza - oprocentowanie i kredyt - miały się stać źródłem „w pełni wartościowego pieniądza”. Demonetyzacja złota miała ostatecznie zalegalizować substytut pieniądza i uczynić go nieodróżnialnym od pieniądza rzeczywistego, konstytucyjnego, emitowanego dawniej przez władców lub przez rządy państw. W ten sposób pieniądz wypracowany przez cywilizację żydowską zostałby zrównany, co do swojej natury, z narodowymi pieniędzmi w państwach cywilizacji łacińskiej. W takich warunkach, jako pieniądz ponadnarodowy, mógłby z czasem i raz na zawsze zastąpić pieniądze innych państw i cywilizacji. Taki stan rzeczy realizowany był za pomocą dolara „zastępującego złoto”, a obecnie realizowany jest za pomocą euro.

 

Potrzeba utrzymania rozróżnienia pomiędzy pieniądzem a substytutem jako teoretycznej podstawy przyszłej emisji

Taki stan utrudnia, ale nie uniemożliwia rozróżnienia pomiędzy pieniądzem a jego substytutem. Substytut pieniądza jest kreowany samowolnie, w działalności kredytowej jako oprocentowany dług. Pieniądz rzeczywisty nie jest długiem; jest emitowany jako pełnowartościowy środek płatniczy, który nie traci swojej wartości ani jej nie zwiększa z czasem, (na podstawie oprocentowania). Pieniądz rzeczywisty może zmieniać wartość, ale kierunek tych zmian zależy od solidarnego wysiłku całej wspólnoty; od pracy i jakości zarządzania. Pieniądz rzeczywisty nie ma też swojej ceny, on tylko określa cenę towarów i usług — w zgodzie z ich użytkową wartością. Pieniądz rzeczywisty jest jawny, a zasady jego emisji mogą być ustalane publicznie. Substytut pieniądza został wykreowany podstępnie, jako oszustwo i nadal polega na oszustwie. Jest emitowany w tajemnicy, a zasady jego emisji, ilości i własności są skrzętnie ukrywane (anonimowość akcjonariuszy banków). Rozróżnienie pomiędzy pieniądzem a substytutem pieniądza jest ważne i potrzebne. Szczególnie teraz w dobie ważnego przesilenia, kiedy substytut pieniądza (oprocentowany dług) zwyciężył i chce dalej już tylko umacniać swoją pozycję. Przyszedł czas na pozytywną zmianę. Na emisję pieniądza w miejsce emisji długów.

 

Negatywne znaczenie demonetyzacji złota

Uwolnienie pieniądza od parytetu złota w naszej kulturze nie było zatem świadectwem duchowego rozwoju, ani aktem dobroczynności i jak do tej pory spotęgowało jedynie negatywne funkcje pieniądza kruszcowego, bowiem niedobór pieniądza opartego na złocie został zastąpiony czymś jeszcze gorszym: nielimitowanym, oprocentowanym długiem. Tego nielimitowanego, oprocentowanego długu w obliczu braku emisji pieniądza rzeczywistego, nie można spłacić bez wyzysku innych ludzi, bez odbierania im ich majątku lub bez ich nieustannego, coraz większego zadłużenia. Dzieje się tak, bowiem źródła emisji rzeczywistego pieniądza są likwidowane i zastępowane kreacją substytutu. Ten właśnie proceder sprawił, że lichwa uprawiana już w handlu wymiennym i we wczesnej formie gospodarki towarowej, a także przy użyciu pieniądza kruszcowego oraz banknotów opartych na parytecie złota, po demonetyzacji złota rozprzestrzeniła się błyskawicznie i do niespotykanych dotąd rozmiarów. Niektórzy nawet zaczęli nazywać to zjawisko „rewolucją finansową”.

 

Demonetyzacja złota do tej pory ujawniła jedynie swoje negatywne strony i posłużyła do zalegalizowania niebotycznych zysków z lichwy i z niemal dowolnej, nielimitowanej kreacji substytutu pieniądza. Jest to ciemna strona demonetyzacji złota.

 

Pozytywne znaczenie demonetyzacji złota

Jasną stroną demonetyzacji złota było dobitne unaocznienie zasady, że to nie złoto, ale ilość dóbr konsumpcyjnych produkowanych przez społeczeństwo oraz ilość i poziom usług decydują o wartości pieniądza. Złoto jest tylko jednym z dóbr. Wartość pieniądza jest określana przez ilość wszystkich dostępnych dóbr konsumpcyjnych, ta zaś zależna jest od ludzkiej pracy wyrażonej w wytworzonych dobrach. Zupełnie niekonieczne jest tutaj pośrednictwo złota, a jego parytet wręcz przeszkadza. Lawinowe zwiększanie się, wraz z postępem technicznym w produkcji, ilości dóbr konsumpcyjnych prowadziłoby do nienaturalnego zawyżenia ceny złota, gdyby miało ono stanowić pokrycie na wszystkie dobra i usługi. Dawniej ludzie nie rozumieli, że istotna wartość pieniądza, to wartość ludzkiej pracy zawartej w towarach oraz usługach. Często sądzili, że wystarczy pomnażać ilość pieniędzy (złotych i srebrnych monet lub banknotów), aby osiągnąć bogactwo. Wyrażanie wartości pieniądza w złocie skutecznie zaciemniało rzeczywistą naturę zależności pomiędzy pieniądzem a wytworzonym przez człowieka dobrem konsumpcyjnym.

 

Anachroniczne zasady bilansowania budżetu (wypracowane w dobie pieniądza z parytetem złota) nadal nie uwzględniają wartości ludzkiej pracy i przyrostu ilości dóbr.

Zasada bilansowania budżetu także wynikała z parytetu złota. Nie można było emitować pieniędzy, bowiem bez przyrostu ilości złota każda emisja obniżała parytet (wartość danej waluty). Abstrahowano od ilości wyprodukowanych dóbr i ilości świadczonych usług. Liczyła się jedynie ilość złota. Taka koncepcja pieniądza i budżetu przetrwała demonetyzację złota i paradoksalnie obowiązuje nadal. Nadal nie prowadzi się emisji pieniędzy w powiązaniu z przyrostem dóbr i usług. Pieniądz mnoży się jako dług-kredyt i jako oprocentowanie kont, co jest anachroniczne, i co przysparza zysków jedynie bankierom-lichwiarzom oraz spekulantom. Aby uzasadnić i utrzymać taki stan rzeczy, nieustannie podkreśla się potrzebę bilansowania budżetu i traktuje się emisję pieniędzy jako zło, które niszczy równowagę budżetową. Pozytywna i potrzebna zasada emisji pieniądza proporcjonalnie do przyrostu dóbr, zostaje wówczas oddalona, a wzrost budżetu jest uwarunkowany jedynie pozyskiwaniem pieniędzy z podatków od ludności (zubażanie ludności) oraz z nie ekwiwalentnej wymiany międzynarodowej; z przewagi eksportu nad importem. Tak oto konflikt handlowy pomiędzy narodami, charakterystyczny dla merkantylizmu, został w ekonomii liberalnej utrwalony, a nie zniesiony. Hasło wolnego handlu w wydaniu liberalnym to nie hasło swobody wymiany, ale bezwzględnej walki o „deficytowy” pieniądz. Budżet państwa (narodu) nie powiększa się zatem jako efekt ludzkiej pracy, ale jedynie jako efekt wyzysku własnych obywateli (podatki) lub finansowego eksploatowania innych narodów (przewaga eksportu nad importem), lub jako jedno i drugie.

 

Anachronizm i absurdalność braku emisji

Wyeliminowanie emisji pieniądza z rozważań makroekonomicznych prowadzi do absurdalnych twierdzeń: „Wzrost wydatków państwa na dobra i usługi prowadzi do zwiększenia produkcji zapewniającej równowagę. Przy danej stopie podatkowej wpływy podatkowe wzrastają. Mimo to powiększa się deficyt budżetowy (lub zmniejsza się nadwyżka budżetu) [14]. Tak oto „jesteśmy skazani na deficyt”, dopóki nie uświadomimy sobie, że mamy prawo do emisji pieniądza adekwatnej do wzrostu produkcji i nie jest to żadne niewłaściwe „pokrywanie deficytu” tylko zasadne ekonomicznie prawo do monetyzacji dóbr. To prawo przywłaszczyli sobie twórcy substytutu pieniądza, lecz dziś należy to prawo odzyskać oraz realizować je w imię harmonii pomiędzy ludźmi i narodami.

 

Ekonomiczna zasadność i potrzeba uwzględniania emisji w budżecie

Koncepcja budżetu i jego równowagi może być pozytywna jedynie wraz z odzwierciedlaniem efektów ludzkiej pracy, czyli wraz z uwzględnieniem emisji pieniędzy, polegającej na monetyzowaniu części przyrostu dóbr i usług. Bez tego koncepcja utrzymywania równowagi budżetowej jest wybiegiem lichwiarzy; wstrzymaniem emisji pieniędzy po to, aby móc łatwiej pożyczać ludziom i narodom pieniądze na procent, bowiem im mniej pieniędzy, tym bardziej potrzebne są pożyczki.

 

Zasadność emisji pieniędzy jako monetyzacji dóbr. Parytet dóbr zamiast parytetu złota

Demonetyzacja złota stała się kluczem do wprowadzenia w życie pieniądza sprawiedliwego w miejsce bankowego substytutu Zmiana z oprocentowanego długu na normalny pieniądz jest potrzebna, aby nie marnotrawić społecznego wysiłku i zapewnić społeczeństwom harmonijny rozwój.

 

Demonetyzacja złota stworzyła w polityce finansowej zupełnie nową sytuację, która nie została jeszcze dokładnie wyjaśniona. Nie zaproponowano także kreatywnych rozwiązań, wynikających z nowej natury pieniądza rzeczywistego, pozbawionego parytetu złota [15]. Pieniądz uwolniony od złota jest praktycznym wskaźnikiem wartości i środkiem wymiany. Jego ilość we wspólnocie może być użytecznym nośnikiem informacji o ilości dostępnych dóbr. Parytet złota można zastąpić parytetem dóbr konsumpcyjnych. Nie tylko można to uczynić, ale warto i trzeba to zrobić.

 

___________________________

 

Przypisy

 

[1] Zasada wypracowana na początku XIX wieku w Anglii, głównie przez żydowskiego ekonomistę Davida Ricardo (1772-1823).

 

[2] wiem.onet.pl

 

[3] Według opracowania Kazimierza Abramskiego, Prawdziwy kapitał, część I, Gdańsk 2003.

 

[4] Por. Margrit Kennedy, Pieniądz wolny od inflacji i odsetek, Kraków 2004 , s. 18-22.

 

[5] Teorię takiego wzmożonego obrotu, wymuszoną opłatą za przestój pieniądza (demurrage) opisał teoretycznie niemiecki ekonomista Sylvio Gesell. (Por: M. Kennedy, dz. cyt.).

 

[6] Por. David Begg, Stanley Fisher, Rudiger Dornbusch, Ekonomia. Makroekonomia, Warszawa 1999, roz. 23.2 s. 98-103. Autorzy książki piszą, iż zysk przykładowego bankiera jest możliwy tylko dzięki temu, iż jest mało prawdopodobne, aby wszyscy właściciele złota jednocześnie zarządali zwrotu depozytu. Jednak w przypadku, gdyby się tak stało, złotnik i jego wierzyciele, dla których nie starczyło złota, bankrutują. Tak upadały banki, bowiem ilość substytutu (kredytu) w stosunku do złota nie wynosiła jedynie 10%, jak w przykładzie podanym w książce, ale raczej 900% (przy zwyczajowej 10-cio procentowej rezerwie). Oznacza to, że bankier (następca przykładowego złotnika) dysponujący 100₤ nie wystawiał poświadczeń kredytowych jedynie na przykładowe w książce: 10₤, ale na 900₤, o ile tylko znalazł wiarygodnych klientów zobowiązujących się do wpłacenia „pożyczanej” kwoty (plus odsetki) do banku. Sprzedawca kredytowanego towaru dysponował czekiem i mógł odebrać swoje pieniądze kiedy chciał, (umowy gwarancyjne zawarte pomiędzy bankami zabezpieczały przed bankructwem z powodu niewypłacalności). Niby nic złego się nie działo i wszyscy byli zadowoleni. Jednak do czasu. Tak udzielony kredyt plus odsetki wzbogacały bank nieproporcjonalnie szybko do posiadanych zasobów. W rzeczywistości następowała bardzo dochodowa „emisja pieniędzy” przez bankierów. Nie była to jednak emisja pieniędzy, ale kreacja oprocentowanych długów, które na rzeczywistą gotówkę w banku zamieniali dopiero pożyczkobiorcy; wpłacając kwoty pieniężne jako zwrot długu. Następowała wówczas w społeczeństwie wymiana pieniędzy na długi. Kiedy ilość tak udzielonych kredytów wraz z rosnącą kwotą odsetek zaczęła przekraczać ilość dostępnego we wspólnocie normalnego pieniądza, czyli występowała niemożność spłaty kredytów, następował gospodarczy krach polegający na odmowie dalszych świadczeń kredytowych potrzebnych np. na dokończenie inwestycji. Bankierzy mówili wówczas o „przegrzaniu gospodarki”, znalazło to swój wyraz w tzw. cyklach gospodarczych. Przedsiębiorcy bankrutowali tak jak i mniejsze banki. Większe Banki bogaciły się nawet w czasie kryzysu skupując długi i akcje za 30% wartości. Ale o tym nie wspomina się studentom, pozostając przy przykładzie kredytu wysokości 10₤ w proporcji do 100₤ depozytów, który nie budzi wątpliwości u studenta.

 

[7] Por. William Guy Carr, Pionki w grze, cytat: ... agentury powinny przenikać do wszystkich klas i poziomów społeczeństwa i rządu w celu oszukiwania ogłupiania i korumpowania młodych członków społeczeństwa przez nauczanie ich teorii i zasad, o których wiemy, że są fałszywe. (w:) Michael, Nr 28, sierpień –wrzesień 2004, s. 15.

 

[8] Por. www.themoneymasters.com. Przedruk: Banki centralne i prywatna kontrola pieniądza, (w:) Tylko Polska Nr 49, 50, 51/52, 2003. W artykule nie występuje nazwa «dolar kontynentalny» tylko «Kolonialny Skrypt». Inni autorzy walutę amerykańskich kolonii doby rewolucji nazywają: «continental currency».

 

[9] Tamże.

 

[10] Tamże.

 

[11] Por. W. Morawski, dz. cyt. s. 186.

 

[12] Tamże s.187, 190.

 

[13] Pojęcie wprowadzone przez Feliksa Konecznego do opisu cywilizacji.

 

[14] D. Begg ..., dz. cyt. s. 79.

 

[15] Alternatywne propozycje teoretyków Kredytu Społecznego dotyczą oczywiście pieniądza bezkruszcowego, podobnie jak propozycje Sylvio Gesella i Margrit Kennedy. Nie wynikają one jednak z faktu demonetyzacji złota. Od początku traktują pieniądz jako bankowy substytut. Są efektem uświadomienia sobie przez ich twórców prymatu bankowego substytutu nad pieniądzem i chcą tę sytuację zmienić.

 

 

4. PIENIĄDZ OPARTY NA WIERZE

 

Pieniądz fiducjarny

Demonetyzacja złota (MFW 1976 rok) powinna uświadomić wszystkim ludziom naszej cywilizacji, że pieniądz jest tworem człowieka, zależy od jego zdolności, inteligencji, duchowości i od treści jego myślenia. Taki pieniądz w ekonomi nazywany jest „pieniądzem fiducjarnym” (od łac. fides – wiara). W czasach złota i pieniądza z parytetem, pieniądzem fiducjarnym pogardzano (np. pieniądzem państw socjalistycznych) jako gorszym, później jednak (od 1976 roku) uczyniono ten właśnie pieniądz, pieniądzem o zasięgu międzynarodowym (dolar, euro) i obecnie ten właśnie pieniądz dominuje na świecie.

 

Właściwym pytaniem jest zatem pytanie o wiarę. Jaka wiara stoi lub powinna stać za pieniądzem fiducjarnym lub po prostu za pieniądzem, bo ten kruszcowy stał się już częścią historii?

 

Jaka wiara? - to pytanie o wartości i cele. Akumulacja kapitału poprzez oszczędność – cel obecny w ekonomii klasycznej (liberalnej) nie ma już żadnego sensu, bo pieniądz można wytworzyć w dowolnej ilości w bardzo krótkim czasie, trzeba tylko uznać zasadność takiego czynu, wiedzieć ile i po co. Pytanie o wartości i cele wiąże politykę finansową bardzo ściśle z systemami wartości religijnych i etycznych. Pieniądzem przestają „rządzić cyfry” i zasada zysku ponad wszystko. Etyczny redukcjonizm związany z pieniądzem kruszcowym i dominacją teorii klasycznej (liberalnej) w ekonomii może i powinien zostać zakończony.

 

Do tych ważnych kwestii powrócimy, po omówieniu najnowszej elektronicznej formy pieniądza i po analizie funkcji pieniądza, gdyż „naturę pieniądza” określają jego funkcje.

 

Pieniądz elektroniczny

Obecnie pieniądz rzeczywisty i substytut pieniądza został powiązany z najnowszą wersją pieniądza, pieniądzem elektronicznym, dostępnym za pomocą elektronicznych kart płatniczych i kart kredytowych. W pieniądzu elektronicznym bankowy substytut znalazł najdoskonalszą niematerialną postać i bardzo trudno jest odróżnić oba rodzaje środków płatniczych, gdyż zostały one ze sobą ściśle związane i są oczywiście całkowicie wymienne. Jednak zasada prawna i różnica pomiędzy pieniądzem i substytutem pieniądza nadal pozostaje zauważalna. Pieniądzem rzeczywistym są wpłaty i przelewy pochodzące z pensji, dochodów ludzi uzyskiwanych w sektorze gospodarki realnej oraz z emisji pieniądza rzeczywistego dokonywanej na zlecenie państwa, co jest jednak zjawiskiem coraz rzadszym. Substytutem są oprocentowane kredyty udzielane przy coraz niższej rezerwie obowiązkowej, odsetki od kredytów i odsetki z oprocentowania kont i obligacji.

 

Substytut pieniądza zdominował system pieniądza elektronicznego. Narodowe banknoty są wycofywane z obiegu i wpłacane na konta, tam przynoszą zysk. W użyciu jest coraz więcej substytutu pieniądza, czyli oprocentowanego długu, który też jest coraz łatwiej zaciągnąć (wystarczy przekroczyć stan konta, jeżeli posiada się kartę kredytową).

 

Obecnie emisja pieniądza i kreacja substytutu oraz ich dystrybucja stała się rzeczą łatwą. Wiąże się to z najnowszą postacią pieniądza; pieniądzem elektronicznym. Nowa forma pieniądza nie została jednak, jak dotąd, powiązana ze zmianą jego funkcji.

 

Trzy podstawowe funkcje pieniądza

Przyjrzymy się funkcjom, które w dziejach ludzkości pełnił pieniądz. Pierwszą funkcją, do której pieniądz został powołany, było umożliwienie swobodnej wymiany przy użyciu pieniądza jako narzędzia pośredniczącego. Drugą funkcją pieniądza było określanie wartości towarów. Dzięki tym dwóm funkcjom pieniądz pośredniczył w wymianie. Po trzecie pieniądz stał się bardzo wygodnym narzędziem podziału wytworzonych dóbr, pomiędzy członków danej wspólnoty. Pracownicy nie musieli czekać na wytworzony produkt, ale otrzymywali jego część w postaci wynagrodzenia za pracę. Takie zastosowanie pieniądza przyczyniło się do uspołecznienia wytwórczości, budowania coraz bardziej złożonych struktur gospodarczych w celu produkcji dóbr i zaspokojenia potrzeb. (Istnienie pieniądza ułatwiło podział pracy). Łatwość podziału wartości produktu za pomocą pieniądza i konieczność takiej operacji ― bowiem coraz więcej ludzi nie wytwarzało dóbr finalnych, ale jedynie dobra pośrednie (półprodukty) ― wytworzyła normę: właściwego podziału dóbr, która sprowadzała się do kwestii podziału pieniędzy pomiędzy członków wspólnoty.

 

Dwie koncepcje podziału dóbr

W tym zakresie zarysowały się dwie generalne koncepcje: pierwsza, podstawowa to postulat względnie równomiernego rozłożenia środków finansowych we wspólnocie, tak, aby wszyscy ludzie mogli zaspokoić swoje potrzeby korzystając ze wspólnego dorobku. (Ta idea jest szczególnie mocno podkreślana w koncepcjach ekonomicznych cywilizacji łacińskiej opartych na poczuciu międzyludzkiej solidarności, a wywodzących się z chrześcijaństwa). Druga idea to idea koncentracji dóbr w rękach ludzi do tego „najodpowiedniejszych”. Najpierw była to zasada koncentracji własności ziemskiej w rękach feudałów, zapewniających ludności ochronę ― spuścizna po starożytnej, pogańskiej formie cywilizacji łacińskiej, kontynuowana następnie (dzięki zasadzie dualizmu władzy duchowo-świeckiej) w nowożytnej cywilizacji łacińskiej. Zasada koncentracji własności ziemskiej upadła wraz z feudalizmem (można tak stwierdzić w dużym uogólnieniu). Ale idea koncentracji własności pozostała i przyjęła nową formę wraz z rozwojem aktywności reprezentantów cywilizacji żydowskiej i wykreowaniem doktryny liberalnej. Tutaj przybrała ona postać zasady akumulacji kapitału. Znaczenie akumulacji kapitału uzasadniano możliwością coraz lepszego organizowania produkcji. Tę ideę wyznawał np. David Ricardo. Dla jej realizacji skłonny był zrezygnować z zasady sprawiedliwości społecznej, która jego zdaniem „opóźniała postęp”.

 

Likwidacja trzeciej funkcji pieniądza w ekonomii liberalnej

Idee Ricadro zdominowały ekonomię klasyczną tak skutecznie, że trzecia podstawowa funkcja pieniądza; sprawiedliwy i równomierny podział dóbr przestała być w ogóle dostrzegana. Ekonomię klasyczną zdominowała koncepcja Williama Petty’ego i „spiżowe prawo płacy”; dochód pracowników najemnych miał im wystarczać jedynie na przeżycie. Tak rażąca dysproporcja została zracjonalizowana ideą konieczności ponoszenia kosztów rozwoju dla dobra przyszłych pokoleń. W efekcie w ten właśnie sposób cywilizacja żydowska uzasadniła prawo jednostek do bogacenia się ponad miarę.

 

Uprzywilejowanie tezauryzacji; czwarta funkcja pieniądza

Praktyka finansowa polegała zatem na niesprawiedliwym podziale dóbr, czyli na zaniżaniu wynagrodzenia za pracę i przejmowaniu w ten sposób większości zysku przez organizatora produkcji, właściciela środków produkcji lub właściciela kapitału, który posłużył do zorganizowania przedsięwzięcia. Taka praktyka prowadziła do coraz większego rozwarstwienia majątkowego wspólnoty. Nadmiar pieniędzy u najbogatszych był coraz częściej gromadzony (tezauryzowany) a nie przeznaczany na organizowanie życia gospodarczego. Możliwość łatwej tezauryzacji bogactwa to czwarta funkcja pieniądza. Funkcja ta zrodziła się wraz z rozwarstwieniem majątkowym, jako skutek rezygnacji ze sprawiedliwego podziału dóbr. Idea koncentracji dóbr w rękach nielicznych właścicieli jest zatem sprzeczna z zasadą właściwego ich podziału. Idei koncentracji kapitału nie będziemy zaliczać do trzeciej funkcji pieniądza, ale do czwartej, zgodnie ze stanem faktycznym rozwoju zjawisk finansowych i doktryny ekonomicznej. (Trzecia funkcja pieniądza zostanie dzięki temu oczyszczona z tego, co doprowadziło do jej samozaprzeczenia i zapomnienia).

 

Fałszywy obraz funkcji pieniądza w ekonomii liberalnej

Dzisiaj ortodoksyjna ekonomia neoliberalna wymienia tylko trzy funkcje pieniądza; pierwszą, drugą i czwartą. O trzeciej funkcji; zasadzie właściwego podziału dóbr nawet nie wspomina. Zasada akumulacji kapitału została w ekonomii liberalnej utożsamiona z oszczędzaniem, a oszczędzanie z przyszłą konsumpcją lub z przyszłymi inwestycjami (tzw. „wydatki końcowe”). Tezauryzacja spostrzegana jest zatem nie jako wycofywanie środków pieniężnych z obrotu, ale jako możliwe źródło przyszłych inwestycji. W ten sposób liberalni ekonomiści zrobili w ekonomii i w życiu społeczeństwa miejsce dla lichwy. Tezauryzowany pieniądz jest wypożyczany od posiadaczy kapitału na procent przez konsumentów i inwestorów. Gospodarka może się rozwijać pod warunkiem, że ludzie zapłacą rentę (haracz) właścicielom kapitału. Teraz widać dlaczego idea właściwego, sprawiedliwego podziału dóbr to największa „herezja” dla ekonomisty, który otrzymał (na studiach) wychowanie liberalne.

(...)

Wyeliminowanie w ekonomii liberalnej tego, co najważniejsze

W zasadzie to na realizacji właściwego podziału dóbr za pomocą dystrybucji pieniądza oraz jego emisji polega umiejętność zarządzania gospodarką, a przedstawienie właściwej teorii w tym zakresie jest najważniejszym zadaniem ekonomisty.

 

Trzy pierwsze funkcje pieniądza są najważniejsze. Umożliwienie swobodnej wymiany, wyrażanie wartości towarów i właściwy podział produkowanych dóbr. Są to pozytywne funkcje pieniądza. Właściwy podział to podział nie tylko w celach konsumpcji, ale i produkcji. Natomiast tezauryzacja najczęściej ma funkcje negatywne. Czwarta funkcja (tezauryzacja) stoi w opozycji do trzech pozostałych funkcji i jest głównym źródłem kłopotów, jakie przynosi społeczeństwu, tak traktowany pieniądz.

 

Niebezpieczeństwa jakie niesie ze sobą tezauryzacja

Tezauryzacja to rezygnacja z wymiany i utrudnianie jej innym. Zmniejszenie ilości pieniędzy na rynku, zmniejsza obrót, powoduje deflację, w skrajnych wypadkach obniża ceny towarów; wszystko to rodzi niebezpieczeństwo bankructwa dla firm i utrudnia zaspokojenie potrzeb ludziom. W efekcie tezauryzacji mniejsza ilość pieniędzy pozostaje do podziału, co przyczynia się do powstawania ubóstwa pomimo obfitości produkowanych towarów. Z tych wad tezauryzacji zdawali sobie sprawę już cesarze chińscy i wprowadzili papierowy pieniądz terminowy, wymieniany co trzy lata. W ten sposób mogli kontrolować tezauryzację. Natomiast w doktrynie cywilizacji żydowskiej; liberalizmie ekonomicznym, tezauryzacja została uprzywilejowana i odgrywa kluczową rolę; umożliwia lichwę, która jest sposobem panowania nad reprezentantami innych cywilizacji.

(...)

Złoto i pieniądz kruszcowy rozwijał negatywne cechy w człowieku; zachłanność, lęk, egoizm, poczucie małej wartości (poczucie wartości zostało uzależnione od faktu posiadania pieniędzy i z niego wynikało), brak solidaryzmu z innymi. Lekarstwem na te przypadłości miał być właśnie „skarb” — zgromadzony pieniądz. Ludziom egoistycznym daleko było do zrozumienia, że pieniądz nie jest lekarstwem na ich dolegliwości, a wręcz przeciwnie, że ich miłość do pieniędzy jest przyczyną choroby całego społeczeństwa.

 

 

5. NEOLIBERALNA DEREGULACJA

 

 

Negatywne etycznie uwarunkowania substytutu i jego skutki

Substytut pieniądza opiera się na negatywnej zasadzie etycznej, na lichwie. Jest to wystarczający powód, aby go zlikwidować. Ale na tym nie koniec. Pisałem już o tym, że substytut pieniądza jest długiem a nie pieniądzem, więc kreacja tego substytutu prowadzi do emisji zadłużenia a nie pieniędzy. Dzieje się tak, bowiem pokryciem dla bankowego substytutu jest nie tylko wytworzony w ramach działalności gospodarczej produkt, ale także dług. Jest to zatem pokrycie „podwójne”. Pokrycie jakie daje produkt sprawia, że kredyt mógłby się stać sposobem monetyzacji powstających dóbr; tym bardziej, że nowe pieniądze trafiają do producenta. Dług natomiast to kwota netto pożyczki plus odsetki przewyższające pokrycie jakie daje produkt. Dług sprawia, że nie mamy tu do czynienia ze sposobem monetyzacji dóbr, ale ze sposobem przejmowania owoców ludzkiej pracy przez bank i jego akcjonariuszy.

 

Wszechobecny, bezzasadny dług

Kreacja substytutu pieniądza (oprocentowanego długu) zamiast emisji pieniądza, sprawia, że coraz częściej kupujemy na kredyt. Producent dóbr odbiera swoje pieniądze za kredytowany towar z banku (lub zostawia je na koncie, ale stanowią one już jego własność). Natomiast kredytobiorca musi zwrócić do banku kwotę netto kredytu powiększoną o odsetki, które przekraczają wartość wyprodukowanego towaru. Kredytobiorca musi wpłacić te kwoty pozyskując je na rynku. W efekcie musi wpłacić większą kwotę niż została wykreowana przez bank. W ten sposób kredytobiorca ściąga pieniądze z rynku do banku. Jeżeli kredyt jest jedyną formą emisji pieniądza, cała wspólnota zostanie szybko zubożona. Nawet producent, który dostał pieniądze za towar dzięki kredytowi, będzie miał kłopoty, bo sprzedaż spadnie, kiedy zacznie brakować pieniędzy, a ludzie stracą tzw. „zdolność kredytową”. Z czasem nastąpi w społeczeństwie wymiana pieniędzy na długi. Im więcej kredytów konsumpcyjnych i odsetek od nich, tym szybciej społeczeństwo stanie się niewypłacalne, bowiem suma długu jest większa niż suma wykreowanego substytutu. Różnica pomiędzy ilością wykreowanego substytutu a wielkością długu będzie ściągana przez komorników z wcześniej wytworzonego majątku. Natomiast w przypadku kredytów inwestycyjnych oprocentowanie prowadzi do włączania odsetek w cenę produktu, co przyczynia się do wzrostu cen i spadku płac realnych.

 

Pułapki kredytowe

Ponadto często zdarza się, że kwoty wynikające z oprocentowania pożyczek (np.: dla państw) przekraczają zdolności produkcyjne tych państw lub dochód ze sprzedaży dóbr wytworzonych przez te społeczeństwa. Wówczas pieniądz dłużny (substytut pieniądza) w pełni ujawnia swoją patologiczną naturę. Kwota wykreowana jako dług (na dodatek często przy zerowej rezerwie częściowej) powiększa się za pomocą oprocentowania nie tylko bez szansy na spłatę, ale i bez wystarczającego pokrycia. Takie zadłużenie staje się pułapką. Tutaj najlepiej ujawnia się różnica pomiędzy pokryciem poprzez towar a pokryciem poprzez dług.

 

Dług nie może stanowić pokrycia dla kreacji pieniądza

Zatem, w istocie sprawy, dług nie jest pokryciem i nie powinien być tak traktowany. Nie jest to ani ekonomicznie zasadne ani bezpieczne. Pojmowanie długu wobec banku jako pokrycia dla wykreowanego substytutu pieniądza to jedno z nieporozumień dzisiejszej ekonomii. Prowadzi ono do inflacji i do zadłużenia Ważna jest także proporcja kredytowej „monetyzacji” do ilości dóbr, nawet w jej kwocie netto (bez odsetek).

 

Nadmierny kredyt jako przyczyna inflacji

Kiedy ilość kredytów przekracza właściwą proporcję (stosunek ilości pieniądza do ilości towarów), która to proporcja jest regulowana wielkością obrotu, wówczas emisję substytutu na zasadzie długu można przyrównać do typowej emisji pieniądza bez wystarczającego pokrycia. Prowadzi to do inflacji, bowiem na rynku znajduje się wówczas zbyt dużo wykreowanego pieniądza. Chociaż stanowi on quasi-monetyzację dóbr, to proporcja tej monetyzacji może być niewłaściwa. Powie ktoś, że przecież są to długi, które trzeba zwrócić więc pieniądz zniknie. Owszem, ale dług zwraca się latami, a pieniądz z kredytu dla sprzedawcy jest obecny od razu w całej kwocie. Nadmierne kredytowanie może więc spowodować nieproporcjonalny przyrost ilości środków finansowych, co może objawić się inflacją.

 

Oprocentowany kredytowy dług jako przyczyna deflacji

Aby to nie nastąpiło oferuje się wyższe oprocentowanie wkładów terminowych i sprzedaż obligacji. Jest to jednak półśrodek i ucieczka od problemu a nie rozwiązanie go. Efektem nadmiernego kredytowania jest bowiem następnie nadmierne zadłużenie lub hiperzadłużenie. Wycofywanie kwot wykreowanych jako kredytowy dług i powiększonych o odsetki, powoduje deflację.

 

Hiperzadłużenie i hiperinflacja – ta sama geneza i to samo rozwiązanie

Spłata hiperzadłużenia może wywołać deflację przy braku emisji pieniądza, i w przypadku braku nowych kredytów. Za hiperinflację odpowiedzialny jest najczęściej chciwy emitent. Hiperinflacja kończyła się zazwyczaj upadkiem emitenta waluty (banku) i wymianą pieniędzy. Niebezpieczeństwo inflacji i hiperinflacji jest już dobrze znane i banki potrafią je kontrolować, bowiem od tego zależy ich zysk i pomyślność. Jednak wraz z rezygnacją z nadmiernej emisji pieniądza, bankierzy nie zrezygnowali z pokusy łatwych zysków. Zamiast nadmiernej emisji pieniędzy banki realizują nadmierne pożyczki; emisję długów ― traktując dług jako pokrycie). Bez emisji normalnego pieniądza taka działalność prowadzi do hiperzadłużenia. Za istnienie hiperzadłużenia można zatem obwiniać banki, które udzieliły zbyt wielu kredytów w nadziei na zyski z oprocentowania i z kreacji substytutu pieniądza. Można też obwiniać bank centralny za brak emisji pieniądza rzeczywistego w odpowiednich ilościach. Tak czy inaczej hiperzadłużenie należy traktować analogicznie do hiperinflacji.

 

Anulowanie długów najlepsze lekarstwo na hiperzadłużenie

Najlepszym lekarstwem na hiperzadłużenie jest zatem emisja pieniędzy lub anulowanie długów. (Tak samo jak lekarstwem na hiperinflację jest likwidacja zepsutej waluty i zastąpienie jej walutą nową, emitowaną na nowych zasadach, w których nie powtarza się błędu chciwości). John Maynard Keynes pisał już dawno o istniejącym, wadliwym oddzieleniu produkcji kapitału od produkcji dóbr. Ponieważ obecnie w świecie rozbieżność ta została zręcznie powiększona przez ludzi chciwych, więc tym bardziej trzeba wypracować sposób naprawy finansów publicznych. Po demonetyzacji złota, wraz z zaakceptowaniem postulatu likwidacji oprocentowania, teoretyczne rozwiązanie tego problemu stało się łatwiejsze. Inaczej jest z wprowadzeniem tych idei w życie. Tu przewiduję olbrzymie trudności, bo to oznacza wojnę pomiędzy cywilizacjami. Do tej wojny nie wolno jednak dopuścić. Trzeba negocjować i przywodzić do rozsądku.

 

Przywłaszczenie sobie przez bank prawa własności do emitowanych pieniędzy

Likwidacja długu (lub jego anulowanie w pokaźnej części) jest zachowaniem racjonalnym, bowiem w istocie, w przypadku substytutu pieniądza nie było żadnej pożyczki. Była tylko quasi-monetyzacja dóbr (być może prowadzona w zbyt wielkim stopniu) oraz przywłaszczenie sobie prawa do pieniędzy powstałych w trakcie tego „monetyzowania”.

 

W przypadku pożyczki z rzeczywistego kapitału (wyznaczanego przez ilość gotówkowych depozytów) odsetki stanowią zysk banku, choć oparte są na zasadzie lichwy. W tym przypadku można uznać dług za zasadny, w myśl umowy, bowiem warunki tej umowy nie zawierały dezinformacji. Ten zasadny dług stanowi jednak ułamek kwot całego zadłużenia. Określany jest wielkością współczynnika kreacji pieniądza (wysokością przyjętej rezerwy obowiązkowej - np. 10%).

 

Natomiast „pożyczka” przekraczająca wartość depozytów, nie jest pożyczką, a umowa taka jest nieważna. Zawiera bowiem fałszywe założenie, jakoby bank posiadał oferowaną kwotę. Bank nie posiada tej kwoty i nie pożycza tutaj pieniędzy, ale tworzy ich substytut. Taka operacja nie jest jednoznaczna z nabywaniem prawa własności do pieniędzy w zamian za wykreowany substytut. Kreacja substytutu (ani nawet emisja pieniędzy) nie wiąże się z posiadaniem prawa własności do wykreowanych (lub emitowanych) kwot. Bank produkując substytut pieniądza nie staje się jego właścicielem, podobnie jak mennica nie zyskuje prawa własności do drukowanych przez siebie banknotów. Tę kwestię udało się bankierom skutecznie zaciemnić i to jest podstawą iluzji zadłużenia oraz iluzji permanentnego deficytu budżetowego.

 

 

6. PIERWSZA ZASADA DEMOKRACJI FINANSOWEJ: EMISJA PRO PUBLICO BONO

 

Bank może monetyzować dobra (towary), ale nie może traktować wykreowanych kwot jako swojej własności, (ani własności akcjonariuszy). Pieniądze te są bowiem własnością całego społeczeństwa i mają za zadanie powiększyć wielkość finansowego obrotu we wspólnocie. W pierwszej kolejności należą się one producentom zakupionych towarów.

 

Za usługę monetyzacji dóbr bank może pobierać niewielką, stosowną prowizję, rodzaj opłaty manipulacyjnej, ale nie może domagać się zwrotu całej kwoty (na dodatek powiększonej o odsetki), bowiem de facto bank nie pożycza tej kwoty ze swoich zasobów, ale ją kreuje i robi to PRO PUBLICO BONO (dla dobra publicznego). Oto rozwiązanie kwestii zadłużenia. Upadek wielu bezzasadnych długów, które nie mają i nigdy nie miały podstawy prawnej.

 

Emisja pieniędzy jako monetyzacja dóbr konsumpcyjnych

Opisany postulat Emisji Pieniądza Pro Publico Bono rozwiązuje nie tylko kwestię zadłużenia (działając wstecz i likwidując skutki przywłaszczenia sobie prawa własności do wykreowanego pieniądza), ale rozwiązuje także kwestię dalszej emisji. Postulat emisji obecnej i przyszłej jest ważniejszy od rozliczenia dawnego zadłużenia. Emisja poprzez monetyzację dóbr znosi potrzebę dalszego zadłużania się i może być podstawą spłaty długów zasadnych. Emisja Pro Publico Bono, jako zasada monetyzacji przyrostu dóbr, jest łatwa do zaakceptowania przez reprezentantów cywilizacji łacińskiej i islamskiej, którzy żyją w swoich wspólnotach i kierują się zasadami solidarności społecznej. Natomiast może być trudna do zaakceptowania dla wielu reprezentantów cywilizacji żydowskiej, którzy czują się outsiderami we wspólnotach chrześcijańskich, mają z tego powodu wyższy poziom lęku i dążą do zapewnienia sobie przewagi finansowej. (Odłóżmy tutaj problem na ile zasadny jest ten lęk, wynikający z dawnych walk i prześladowań). Zajmijmy się sposobami emisji i monetyzacji dóbr.

 

Pieniądz jako najbardziej powszechna i jawna umowa społeczna

Problem wielkości i sposobu monetyzacji przyrostu dóbr to zasadniczy problem ekonomii. Obecnie jest on nadal rozwiązywany poprzez stosowanie metod właściwych dla tradycji pieniądza kruszcowego - dzisiaj już kompletnie anachronicznych. Wydobycie kruszcu nie ma już żadnego wpływu na przyrost ilości pieniądza. Pozostały zatem procedury właściwe dla kredytu. Ale te procedury także są anachroniczne, bowiem kredyt także wyrósł z braku pieniądza opartego na złocie. Obecnie pieniądz jest efektem i materializacją najbardziej powszechnej umowy społecznej, a nie symbolem złota, więc zasady jego emisji także powinny być ustalone społecznie.

 

Dzisiaj można emitować pieniądz - a nie go jedynie pożyczać i to na procent; monetyzując przyrost dóbr za pomocą oprocentowanego długu, tak, że wartość wytworzonych dóbr (mieszkań, samochodów) powiększona o odsetki staje się własnością banku a nie społeczeństwa (producentów i konsumentów). Nic dziwnego, że ten anachroniczny sposób monetyzacji dóbr prowadzi do "ubóstwa w obfitości" [1], a w dalszym efekcie do prawdziwego ubóstwa w niedostatku, bo deflacja (brak pieniądza na rynku) prowadzi do stagnacji i kryzysu gospodarczego.

 

Emisja pro publico bono zamiast kredytowej samowoli

Obecnie nie mamy do czynienia z emisją nastawioną na realizację publicznego dobra. Dominuje samowolna kreacja substytutu pieniądza dokonywana na zasadzie kredytu-długu. Sposób kreacji substytutu pieniądza w trakcie procedury kredytowej został już opisany. Ta kreacja wynika dzisiaj z poziomu arbitralnie ustalanej częściowej rezerwy obowiązkowej i ze współczynnika popytu na gotówkę, które tworzą mnożnik bazy pieniężnej [2]. Ustalaniem tych wielkości zajmują się urzędnicy bankowi. Dokonują oni takich regulacji, aby 1. utrzymać (lub podnieść) wartość zgromadzonego kapitału oraz 2. przejąć wartość powstających dóbr poprzez kreację substytutu pieniądza, czyli poprzez oprocentowanie pieniędzy - co jest niewłaściwe.

 

Negatywny aspekt oprocentowania kont

Drugim źródłem substytutu pieniądza (pieniądza wynikającego z lichwy) jest dodatnie oprocentowanie kont i obligacji. Ten pieniądz nie jest długiem dla jego właściciela, ale jest długiem dla całej wspólnoty i także jest rodzajem substytutu. Kwoty pochodzące z oprocentowania i zasilające wybrane konta oraz powodujące wzrost wartości obligacji znajdują pokrycie w wartości wyprodukowanych towarów, a kiedy to nie wystarcza także w wartości przyszłej produkcji. Odsetki są sposobem przejmowania praw do konsumpcji powstających produktów, za pomocą mnożenia pieniądza. Lichwa jest tutaj zapośredniczona, a wyzysk wspólnoty anonimowy. Oprocentowanie kont i obligacji choć z założenia powszechne, w praktyce tworzy nowe ilości substytutu pieniądza tylko dla nielicznych. Dzieje się tak, bowiem znakomita większość ludzi (80%) w ogóle nie ma oszczędności lub ma znikome, nie kupuje także obligacji. Są oni zatem pozbawieni przypływu środków finansowych z oprocentowania. Gdyby ludzie powszechnie mieli zgromadzone znaczne środki na kontach lub posiadali obligacje, oprocentowanie tworzyłoby dodatkowe ilości substytutu, który byłby pozyskiwany przez wszystkich, jednak nie ma to miejsca z powodu niedemokratycznego rozkładu pieniądza we wspólnocie.

 

Złudzenia ekonomi liberalnej w zakresie oszczędności i kredytów

Trzeba też w tym miejscu sprostować pewien mit obowiązujący w ekonomii liberalnej. Oprocentowanie kont często traktuje się tam jako premię należną za oszczędzanie, a premia ta miałaby pochodzić z zysków, jakie daje kredyt udzielany osobom przedsiębiorczym. Ekonomiści liberalni rozpisują się o dobrodziejstwach takiej zależności i traktują stopę procentową jako mechanizm regulujący podaż pieniądza (czyli jego cenę [3]), oraz jako mechanizm, który decyduje o właściwej alokacji środków finansowych; ich przepływie od tych, którzy je mają, do tych którzy ich potrzebują. Miałby to być według ich oceny; cenny mechanizm samoregulacji w gospodarce. W rzeczywistości jednak, nawet gdyby taki mechanizm działał nie miałby on żadnych cudownych właściwości. Po prostu umożliwiłby pobieranie haraczu, tym większego im mniejszy protest społeczny. Pozostawienie tego "mechanizmu" bez ingerencji prowadziłoby do zwyżki haraczu, bo po cóż właściciele kapitału mieliby zmniejszać swoje dochody, raczej będą dążyć do maksymalizacji zysku. Brak ingerencji prowadzi zatem do wzrostu stóp procentowych. Obniżka stóp procentowych jest najczęściej wynikiem decyzji świadomej lub decyzji wymuszonej przez protesty świadomych obywateli. Teorii "cudownej", liberalnej samoregulacji przeczą realia "neoliberalnej deregulacji"; podporządkowanie pieniądza i stóp procentowych decyzjom wysokich urzędników bankowych. To oni arbitralnie decydują o stopach procentowych; o wielkości kreacji substytutu na kontach, o oprocentowaniu kredytów (tzw. podaży pieniądza). Realizują w ten sposób cele, które są znane tylko im i bynajmniej nie pozostawiają tych ważnych kwestii "automatycznej samoregulacji". Polityka finansowa: "neutralna" lub "restrykcyjna" [4] decyduje bowiem o przetrwaniu bądź upadku narodu. Urzędnicy ci nie mają i nie stosują pojęcia "korzystna polityka finansowa", czego należałoby się po nich spodziewać, od nich oczekiwać lub wymagać. Brak tego pojęcia najlepiej wskazuje na to, jak zaawansowany jest proces niszczenia cywilizacji łacińskiej przez bankowość opartą na lichwie. Wojna pomiędzy cywilizacjami prowadzona za pomocą pieniądza trwa już od ponad trzystu lat.

 

Równanie ricardo

Wyeliminowanie emisji na korzyść kredytu (pożyczania) zostało w teorii ekonomi liberalnej uzasadnione przez Davida Ricardo za pomocą równania: MV=PT, gdzie M to ogólny zasób pieniądza, V szybkość (wielkość) obrotu, P poziom cen, a T to ogół transakcji [5]. Równanie to jest z pozoru tautologią i mówi, iż ogólna suma użytych pieniędzy pomnożona przez wielkość obrotu równa się cenom towarów pomnożonym przez wolumen wymiany towarowej. Równanie to jest zazwyczaj używane do uzasadniania tezy, iż (przy niezmiennych innych czynnikach) zwiększenie masy monetarnej M nieuchronnie musi prowadzić do zwiększenia P, czyli cen towarów. Taka interpretacja równania jest używana jako argument za brakiem emisji, bo przecież emisja "grozi wówczas inflacją". "Uzasadnieniem" tego twierdzenia jest zastrzeżenie wyszczególnione w nawiasie powyżej. W rzeczywistości zastrzeżenie to nie ma prawie żadnego praktycznego sensu i jest świadectwem sprytnej manipulacji. Po co i dlaczego mielibyśmy zakładać, iż "inne czynniki pozostaną niezmienne"? [6]. W trakcie normalnego gospodarowania pojawia się jego efekt, czyli produkt. Zazwyczaj efektywna praca prowadzi do wzrostu produkcji. Pojawia się więcej towarów. Aby je sprzedać, czyli aby zwiększyć T potrzebne jest zwiększenie M i rozdysponowanie przyrostu M wśród ludności. Przyrost M nie stanie się przyczyną inflacji, jeżeli wzrost siły nabywczej będzie miał towarowe pokrycie, czyli przyrost ilości transakcji T będzie poprzedzony wzrostem ilości oferowanych towarów i usług. Zwiększy się wówczas jedynie poziom konsumpcji. Nastąpi także podwyższenie poziomu życia. W przypadku wzrostu produkcji towarów zwiększenie M jest wręcz potrzebne i jest najlepszym sposobem utrzymania dobrej koniunktury oraz kondycji gospodarki. Wzrost produkcji powinien zostać odzwierciedlony wzrostem M, tak aby dodatkowa masa towarów i usług mogła zostać wchłonięta przez społeczeństwo, poprzez wzrost ogólnej wartości wolumenu wymiany. Jest to najlepszy sposób zapewnienia wzrostu poziomu życia. Ceny P pozostają stabilne, a wzrost poziomu życia (lepsze zaspokojenie potrzeb) nie odbywa się kosztem wzrostu szybkości obrotu V, który wiąże się przecież z męczącym wzrostem tempa życia.

 

Równanie Fishera

Równanie MV=PT jest obecnie znane jako równanie Irvinga Fishera, a to z tego powodu, iż w 1911 roku (po stu latach od jego powstania) zmodyfikował on równanie ricardiańskie dopisując do niego substytut pieniądza. Zapisał to tak: MV+M'V'=PT, gdzie M' to „pieniądz wykreowany przez bank” [7] a V' to wielkość obrotu tym pieniądzem (substytutem). Ekonomiści liberalni pisząc podręczniki [8], (chyba nie z wdzięczności dla Fishera, ale aby ukryć substytut), przypisali Fisherowi oryginalne równanie ricardiańskie i pozostawili je w stanie pierwotnym, bez uwidaczniania bankowego substytutu. Zasadne równanie z uwzględnieniem substytutu musiałoby przecież uwzględniać oprocentowanie. Powinno ono wygladać tak: MV+M'(1+r)V'=PT, gdzie r to stopa procentowa. Trudno byłoby wówczas uzasadnić zdanie, iż wzrost M' nie prowadzi do wzrostu cen P, kiedy założyło się, iż prowadzi w równaniu Ricarda. I rzeczywiście oprocentowanie pieniędzy wymusza wzrost cen i to nie tylko poprzez zwiększanie ilości pieniędzy, które przekracza właściwą proporcję do przyrostu produkcji, ale przede wszystkim poprzez oprocentowanie kredytów inwestycyjnych; "cenę pieniądza". "Cena pieniądza", czyli odsetki od kredytu jest doliczana do ceny produkowanych towarów. Wyższa cena niektórych towarów produkowanych za pożyczone, oprocentowane pieniądze powoduje, że inni producenci także podnoszą swoje ceny, aby ich realne zarobki nie spadły. W efekcie niemal wszystkie ceny idą w górę, choć z pewnością nie o ten sam procent.

 

Pieniądze - procenty - prawo do konsumpcji dla najbogatszych

Zatem to, co kwestionował Ricardo wobec pieniędzy M, było realizowane za pomocą bankowego substytutu M' i do uwidocznienia tego można wykorzystać równanie Fishera. Stopa procentowa r niezmiennie towarzysząca bankowemu substytutowi została dopisana przeze mnie, bowiem wynika to z bankowej praktyki. Obecnie mamy w ekonomii równanie, które opisuje przyrost substytutu i okazuje się, że ten właśnie wzrost; w zależności od wysokości stopy procentowej r jest 1. sposobem pośredniego monetyzowania dóbr, 2. powodem inflacji, 3. jednym i drugim.

 

 

Ta trzecia możliwość jest najbardziej prawdopodobna i najczęściej spotykana. Pierwsza i druga to możliwości skrajne. 1. Oprocentowanie odzwierciedlające w odpowiedniej proporcji przyrost dóbr to monetyzacja, zaś 2. oprocentowanie pieniędzy bez wzrostu produkcji lub w obliczu jej spadku to generowanie inflacji. 3. Możliwość trzecią możemy opisać za pomocą klasycznych pojęć ekonomii. Realna stopa procentowa, czyli różnica pomiędzy stopą inflacji, a stopa procentową - odpowiada monetyzacji przyrostu dóbr. To, co w stopie procentowej przekracza ilościowy przyrost dóbr (stopę realną) powoduje inflację. Jest to rachunek przybliżony, bo wzrost cen może oczywiście mieć więcej przyczyn niż te wynikające z oprocentowania kredytów i pieniędzy. Jednak, kiedy gospodarka rozwija się bez przeszkód, główną przyczyna inflacji jest nadmiernie wysokie oprocentowanie [9].

 

 

MONETYZOWANIE PRZYROSTU PKB ZA POMOCĄ OPROCENTOWANIA

 

 

Jeżeli stopa procentowa w banku wynosi np. 5% a inflacja 2 %, to realna stopa procentowa wynosi 3%. Jeżeli PKB przy takich stopach wzrośnie powyżej 3% np. do 5% wówczas decydenci podnoszą stopę procentową o 2%, aby zmonetyzować przyrost dóbr dla SIEBIE. Jednak przy 7 procentowej stopie gospodarka nie jest w stanie wytworzyć tak wysokiego dochodu. PKB spada do 3 % a inflacja rośnie do 4% [10]. Te wahania wynikające z chciwego manipulowania stopą procentowa powodują kłopoty, w związku z tym rozsądniejsi decydenci w krajach wysoko rozwiniętych stosują bardzo umiarkowane stopy procentowe odpowiadające stopie realnej, np. wysokosci: 1 - 2 % (a w Japonii od lat stopa procentowa jest bliska zeru; 0.1 - 0,09%.) W ten sposób pokazaliśmy, iż oprocentowanie to pośredni sposób monetyzacji dóbr (qasi-monetyzacja), która niestety prowadzi dodatkowo do zadłużenia lub hiperzadłużenia ludności.

 

 

Obniżenie oprocentowania do stopy realnej może pomóc ograniczyć inflację. Nie rozwiazuje to jednak problemu qasi-monetyzacji, bowiem jej pozytywny efekt; wzrost ilości środków płatniczych, dotyczy nielicznych a nie ogółu społeczeństwa. Monetyzacja przyrostu dóbr za pomocą oprocentowania, przynosi korzyści właścicielom obligacji i udziałowcom banku. Natomiast państwo i ludność popada w zadłużenie bez względu na efekty swojej pracy. Dysproporcje majątkowe powiększają się. Pieniądz rodzi pieniądz, zaś ci co mają mało pieniędzy mają ich coraz mniej. Tak oczywiście być nie musi i monetyzacja przyrostu dóbr może być dokonywana w inny sposób ― właściwy.

 

 

EMISJA PIENIĘDZY ZAMIAST KREACJI ODSETEK I DŁUGU

 

 

Tym "innym" sposobem monetyzowania przyrostu dóbr jest powiększanie ilości pieniędzy a nie ich bankowego substytutu. Można to odzwierciedlić w równaniu: MV+M'(1+r)V'=PT, poprzez zmniejszanie r (obniżenie stóp procentowych) docelowo do zera. W miejsce kreacji odsetek można prowadzić emisję dodatkowych, oficjalnych, narodowych pieniędzy M. Zamiast pokrywać przyrost PKB substytutem pieniędzy: M'(1+r), którego własność jest już z góry określona, (pieniądz trafia do najbardziej zamożnych), można pokrywać przyrost PKB we właściwej proporcji, za pomocą normalnych, nie oprocentowanych pieniędzy M. Potrzebny i zasadny przyrost M łatwo obliczyć stosując równanie Ricardo: M=PT/V, które w przypadku wzrostu PKB (odzwierciedlonego iloczynem PDT a zapisywanego DY) wyglądałoby następująco: DM=DY/V. Zasadny, BEZINFLACYJNY przyrost M równa się wzrostowi produkcji podzielonemu przez szybkość obrotu. Przyrost M wynikający ze wzrostu produkcji prowadzi do wzrostu ilości zawieranych transakcji (T) i nie musi wywoływać wzrostu cen (P) jak interpretował to równanie Ricardo oraz jego następcy. Co więcej tak emitowany pieniądz nie ma z góry określonego właściciela, nie pomnaża się na kontach prywatnych osób, ale jest własnością całego społeczeństwa. W efekcie równanie Fishera moglibyśmy zastąpić (w przypadku zerowej stopy procentowej) równaniem: (M+DM)V =P(T+DT).

 

 

WZROST BUDŻETU

 

 

Najprostszym zastosowaniem tego nowego pieniądza (DM) jest zasilenie nim budżetu. Dopiero po takiej operacji możemy oszacować czy mamy deficyt budżetowy, czy mamy budżetową nadwyżkę. Efekt pracy całego społeczeństwa znajduje swój monetarny wyraz. Naród nie jest skazany na pożyczki, ani na przejmowanie pieniądza innych narodów poprzez zyskowny (lub niesprawiedliwy) handel.

 

 

MONETYZOWANIE PRZYROSTU DÓBR WE WŁASNYM KRAJU  -  UZDROWIENIE STOSUNKÓW FINANSOWYCH NA ŚWIECIE

 

 

Stosowanie takiej emisji uzdrawia nie tylko stosunki finansowe w państwie, ale i stosunki międzynarodowe. Handel międzynarodowy zostaje uwolniony od agresywnej presji na zdobywanie pieniędzy, aby za pomocą pieniędzy odebranych innym narodom, spłacać narosłe odsetki od oprocentowanych kredytów we własnym kraju. Wysiłek gospodarczy każdego narodu jest monetyzowany na miejscu, a nie dopiero za granicą. Nie kosztem zubażania innych narodów, ale poprzez monetyzację wypracowanych dóbr.

 

 

Na tym polega uzdrowienie finansów publicznych i międzynarodowych, a nie na ściąganiu coraz wyższych podatków, co usiłują nam wmówić tzw. "liberalne" siły polityczne i "liberalni" [11] ekonomiści.

 

 

PIERWSZA ZASADA DEMOKRACJI FINANSOWEJ WPISANA DO KONSTYTUCJI

 

 

Uzasadniona, bezinflacyjna emisja M jako pieniądza narodowego lub społecznego (w UE) to pierwsza zasada demokracji finansowej. Pozwala ona ograniczyć podatki, organizować (lub odbudować) funkcje socjalne państwa (oraz UE). Dodatkowe pieniądza mogą zostać przeznaczone na każdy cel, bo są własnością całej wspólnoty; wynikają z ogólnego wzrostu produkcji.

 

 

Pozostało wprowadzenie odpowiednich zapisów w konstytucjach wielu państw i w konstytucji Unii Europejskiej.

 

 

___________________________

 

Przypisy:

 

[1] Określenie teoretyków kredytu społecznego C. H. Douglasa i Louisa Evena.

 

[2] Jak dowolnie ustalany jest poziom rezerwy można prześledzić na przykładzie powstawania banków w Polsce po 1990 roku. Dopóki polski kapitał był obecny na rynku i mógł służyć jako podstawa do założenia rodzimego banku, NBP stosował wymóg rezerwy obowiązkowej na poziomie 30% (podczas gdy w Europie zachodniej normą była już rezerwa 10%). Kiedy polskie banki zostały sprzedane zagranicznym kontrahentom poziom rezerwy obowiazkowej został obniżony do 10%. Polacy mieli więc trzykrotnie trudniejsze warunki do organizowania działalności finansowej. Efekt jest taki, że większosć polskich banków przeszła w ręce obcego kapitału.

 

[3] W ich mysleniu pieniądz staje się kolejnym towarem, a pieniadzem stają się odsetki.

 

[4] Oficjalne pojęcia NBP.

 

[5] David Ricardo, The High Price of Bulion, 1810. Cyt. W. Morawski, dz. cyt. s. 108.

 

[6] Takie stanowisko jest zasadne jedynie wówczas kiedy chcielibyśmy zniszczyć pieniądz danej wspólnoty poprzez swiadome wywołanie hiperinflacji, ale nie jest ono zasadne w trakcie normalnego gospodarowania.

 

[7] Irving Fisher, The Pourchasing of Money. 1911. Cyt. W. Morawski, dz. cyt. s. 110.

 

[8] Np. David Begg, Stanley Fischer, Rudiger Dornbusch, Ekonomia. Makroekonomia. Warszawa 1999.

 

[9] Twierdzenie to jest sprzeczne z rozpowszechnionym sadem, jakoby oprocentowanie było lekarstwem na inflację. Teza, że oprocentowanie kont i obligacji stanowi antidotum na inflację polega na bardzo powierzchownym wglądzie; wykorzystywaniu zależności początkowej i przedstawianiu jej jako zależnosci głównej. Chodzi tu o ściaganie pieniądza z rynku do banku przy użyciu zachęty, jaka stanowią odsetki. Oczywiście wysokie oprocentowanie kont jest czynnikiem powodującym, że ludzie zamożniejsi wpłacajš pieniadz do banku, lub kupują obligacje, co może na jakiś czas zapobiec inflacji, jeżeli jej niebezpieczeństwo nie jest zbyt wielkie. Jednak jest to pułapka, bowiem pieniądze się tam pomnażają, a to niebezpieczeństwo inflacji jedynie oddala w czasie, i jednocześnie je powiększa. Także spadek bieżących inwestycji, wywołany odpływem pieniądza, osłabia gospodarkę, co może w efekcie zaowocować stagnacja lub inflacją lub jednym i drugim (stagflacją). Dlatego walka z inflacją za pomocą oprocentowania to syzyfowa praca lub walka z wiatrakami.

 

[10] Przybliżone dane dla Polski za okres 2003-2004.

 

[11] Piszę te przymiotniki w cudzysłowie ze względu na szacunek dla Kazimierza Z. Poznańskiego, który uważa się za liberała, ale myśli zupełnie inaczej niż tzw. "liberałowie", specjaliści od "schładzania gospodarki", produkcji bezrobocia i "uzdrawiania finansów" poprzez ściąganie podatków.

 

 

7. DRUGA ZASADA DEMOKRACJI FINANSOWEJ: SPRAWIEDLIWY PODZIAŁ ŚRODKÓW FINANSOWYCH

 

 

Druga zasada demokracji finansowej polega na odbudowaniu (reaktywowaniu) trzeciej funkcji pieniądza, czyli sprawiedliwego rozdziału pieniędzy a więc i środków do życia pomiędzy ludźmi. Ponieważ monetyzujemy dobra wypracowane przez całe społeczeństwo; możemy rozdzielać nowe środki przyjmując prymat zasady etycznej. Ta zasada etyczna najlepiej została wyrażona przez Jezusa. Obecnie jest już realizowana w życiu, co prawda na razie w małym zakresie, w Stanach Zjednoczonych. Zacznijmy od Biblii:

 

 

NAUKA JEZUSA (Ewangelia św. Mateusza Rozdział 20)

 

 

1. Albowiem Królestwo Niebios podobne jest do pewnego gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem najmować robotników do swej winnicy.

 

2. Ugodziwszy się z robotnikami na jednego denara dziennie, wysłał ich do swojej winnicy.

 

3. I wyszedłszy około godziny trzeciej ujrzał innych, stojących na rynku bezczynnie,

 

4. Więc rzekł do nich: Idźcie i wy do winnicy, a ja, co się należy, wam zapłacę,

 

5. I oni poszli. Znowu o szóstej i o dziewiątej godzinie wyszedł i uczynił tak samo.

 

6. A wyszedłszy około jedenastej znalazł jeszcze innych stojących i mówił do nich; Dlaczego tutaj bezczynnie przez cały dzień stoicie?

 

7. Oni na to: Nikt nas nie najął. Mówi do nich: Idźcie i wy do winnicy.

 

8. A gdy nastał wieczór, mówi pan winnicy do rządcy swego: Zwołaj robotników i daj im zapłatę, a zacznij od ostatnich aż do pierwszych.

 

9. Podeszli tedy najęci o godzinie jedenastej i otrzymali po denarze.

 

10. A gdy podeszli pierwsi, sądzili, że wezmą więcej. Lecz i oni otrzymali po denarze.

 

11. Wziąwszy tyle szemrali przeciwko gospodarzowi,

 

12. Mówiąc: Ci ostatni jedną tylko godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, cośmy znosili ciężar dnia i upał.

 

13. A on odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. Czy nie ugodziłeś się ze mną na denara?

 

14. Bierz, co twoje, i idź! Chcę, bowiem temu ostatniemu dać, jak i tobie.

 

15. Czy nie wolno mi czynić z tym, co moje, jak chcę? Albo czy oko twoje jest zawistne, dlatego, iż ja jestem dobry?

 

16. Tak będą ostatni pierwszymi, a pierwsi ostatnimi [1]

 

 

PRYMAT ZASADY ETYCZNEJ NAD PROPORCJONALNOŚCIĄ MATEMATYCZNĄ

 

 

Boża sprawiedliwość nie polega na rachunku matematycznym. Jej istotą jest dobroć. Im więcej dobroci tym lepiej. W Przypowieści o denarze (lub właścicielu winnicy) - oprócz sensu metaforycznego dotyczącego powoływania ludzi do Królestwa Bożego - ukazane jest jak ta idea zostaje zrealizowana w przypadku wynagrodzenia za pracę. Wynagrodzenie nie opiera się w tej przypowieści na rachunku matematycznym; proporcji wkładu pracy do wartości wynagrodzenia, ale na zasadzie zgody i ekspresji dobroci, czyli na zasadzie realizacji wartości etycznych.

 

 

BŁĘDNE PORZUCENIE ZASAD SPRAWIEDLIWOŚCI SPOŁECZNEJ

 

 

Przypowieść o dobrym właścicielu winnicy dobrze ilustruje zasadę realizacji trzeciej funkcji pieniądza, która została przed wiekami porzucona na rzecz tezauryzacji, oprocentowania i pożyczania na procent, włącznie z dokonywaniem monetyzacji poprzez oprocentowanie kont i obligacji. Nie ma żadnego powodu, aby monetyzować dobra, pomnażając pieniądze najbogatszym. Jest to nie tylko nieetyczne, ale i nieracjonalne.

 

 

ZMIERZCH KONCEPCJI „DROP DOWN”

 

 

Praktyka dofinansowywania najbogatszych była uzasadniana koncepcją tzw. "drop down", czyli, przekonaniem, że bogactwo, którym będziemy obdarzać najbogatszych, będzie powoli spływać (skapywać) na tych mniej zamożnych i biednych. W rzeczywistości takie "skapywanie" ("drop down") nie ma miejsca, a jego idea to zwykły humbug [2]. Oprocentowanie prowadzi do nieuzasadnionego powiększania dysproporcji majątkowych wśród ludzi, a nie do wyrównywania zamożności i dzielenia się bogactwem.

 

 

POSZUKIWANIE NOWYCH ROZWIĄZAŃ

 

 

Warto zatem zmienić zasadę i kierunek obdarzania ludzi bogactwem. Zamiast dawać pieniądze za darmo ludziom najbogatszym, lepiej jest rozdzielać je wśród biedniejszych i całkiem biednych, i to wcale nie za darmo, ale za pracę. Jak w Przypowieści o dobrym gospodarzu winnicy. Dzięki pracy, zamożność i użyteczność; produkcja dóbr i świadczenie usług będzie się pomnażać.

 

 

"NEGATIVE TAX" W USA

 

 

Jak dotąd zasadę ekonomiczną zawartą w Przypowieści o dobrym gospodarzu winnicy zastosowano w USA do rozwiązania kwestii zasiłków dla bezrobotnych. Nie wypłaca się pieniędzy tym, którzy nic nie robią, ale dofinansowuje się pobory tych, którzy pracują, a nie osiągają ustalonego dochodu [3] W ten sposób powiększa się motywację do pracy, a jednocześnie pomaga mniej zamożnym pracodawcom oraz dowartościowuje ich działalność. Państwo oczywiście też zyskuje, bowiem zamiast wypłacać cały zasiłek bezrobotnemu jedynie dofinansowuje pobory pracownika. Pozostaje do ustalenia kwestia wysokości minimalnego ustawowego wynagrodzenia do wysokości, którego podnosi się dochody. Tendencja powinna być zwyżkowa i prowadzić do uzyskiwania dochodów na średnim poziomie – „co się należy, wam zapłacę” [4].

 

 

PRAKTYKA WYRÓWNYWANIA DOCHODÓW W SPOŁECZEŃSTWIE

 

 

Taka praktyka - choć może zrodzić nowe pułapki i ograniczenia - jest bez porównania lepsza niż nie robienie niczego i dalsze serwowanie ciągle nowych i często coraz wyższych dochodów najbogatszym. Praktyka dopłat dla najbiedniejszych prowadzi do wyrównywania się dochodów ludzi w społeczeństwie. Jest też skutecznym mechanizmem likwidowania deflacji, z czym nie może poradzić sobie bankowy, praktyczny monetaryzm, bowiem w tym monataryzmie deflacja jest formą likwidacji niebezpieczeństwa popadnięcia w inflację; wynikającego ze stosowania zbyt wygórowanych stóp procentowych.

 

 

EKONOMICZNA ZASADNOŚĆ DOPŁAT.  SPOSÓB MONETYZACJI DÓBR WPŁYWA NA KSZTAŁT GOSPODARKI. 

 

 

Praktyka dopłat dla najmniej zarabiających jest błogosławieństwem dla gospodarki, bowiem dopłaty dla najuboższych trafią w efekcie do tych, którzy produkują rzeczy użyteczne i solidne. Ubodzy wydadzą pieniądze na rzeczy niezbędne, trwałe i niezbyt drogie, zamiast je tezauryzować. Oznacza to wzmacnianie producentów rzeczy dobrych o niewygórowanych cenach, a nie rozwijanie produkcji przedmiotów luksusowych o nienaturalnie zawyżonych, prestiżowych cenach, co praktykuje się, aby wydobyć pieniądze od najbardziej zamożnych.

 

 

ODZYSKANIE KONTROLI NAD PAŃSTWEM I PIENIĄDZEM ALBO WALUTY ALTERNATYWNE

 

 

Druga zasada demokracji finansowej może być realizowana poprzez budżet, o ile uda się ludziom uczciwym i rozsądnym wygrać wybory i odzyskać kontrolę nad państwem. Jeżeli nie uda się tego zrobić zasady demokracji finansowej mogą być realizowane przy użyciu barteru i walut alternatywnych.

 

 

PRZYWRÓCENIE SPOŁECZEŃSTWU LUDZI WYKLUCZONYCH

 

 

Generalnie chodzi o to, aby odtworzyć (stworzyć) warunki do życia i PRACY dla coraz większej liczby ludzi bezrobotnych i pozbawionych zasiłku; skazanych na niebyt przez „liberalny” beton.

 

 

Kluczem do naprawy sytuacji tych ludzi - jak i sytuacji ekonomicznej całego kraju (a może i świata) - jest uzdrowienie sytuacji finansowej. Zmiana zasad monetyzacji dóbr i zmiana zasad rozdzielania prawa własności do nowo-emitowanych pieniędzy.

 

_______________________________

 

Przypisy:

 

[1] Mat. 20:1-16 (BW).

 

[2] Rozreklamowana bzdura, zorganizowana bujda, fikcja, lipa, szalbierstwo. Władysław. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych. Warszawa 2003.

 

[3] Por. http://www.econlib.org/library/Enc/NegativeIncomeTax.html

 

[4] Mat. 20:4 (BW).

 

 

 

8. TRZECIA ZASADA DEMOKRACJI FINANSOWEJ: BANKOWOŚĆ BEZODSETKOWA

 

 

Dla wykształconego klasycznie ekonomisty lub dla przeciętnego człowieka takie hasło może wydać się nierealne lub wręcz absurdalne. Jednak bankowość bezodsetkowa rozwija się obecnie na świecie najszybciej, a drogą tą zaczynają podążać także zachodnie banki komercyjne, włącznie z Citi Corp, Societe Generale, Deutsche Bank i Bank of England.

 

 

ROZWÓJ BANKOWOŚCI BEZODSETKOWEJ W KRAJACH MUZUŁMAŃSKICH

 

 

Bankowość bezodsetkowa rozwija się obecnie dzięki islamowi i muzułmanom, którzy zdecydowanie odrzucają lichwę [1]. Cywilizacja łacińska została w tym względzie w tyle, za muzułamanami, ponieważ sprzeciw wobec lichwy nie był przez Chrześcijan realizowany konsekwentnie, a wypracowane w XX wieku metody bankowości alternatywnej były skutecznie blokowane przez reprezentantów cywilizacji żydowskiej posługujących się systemem władzy zorganizowanym wokół bankowości odsetkowej.

 

 

CHARAKTERYSTYCZNE CECHY BANKOWOŚCI BEZODSETKOWEJ

 

 

1. Brak spekulacji pieniędzmi, brak oprocentowania i odsetek.

 

2. Inwestowanie pieniędzy w gospodarkę realną, w rozwój produkcji i usług.

 

3. Solidarne dzielenie ryzyka kredytowego; proporcjonalny udział banku w zyskach i w ewentualnych stratach przedsięwzięcia gospodarczego (jest tu miejsce na odpowiedzialność bankierów i jest to dobre).

 

4. Podporządkowanie bankowości etyce religijnej.

 

5. Kierowanie się interesem wspólnoty. Odmowa finansowania przedsięwzięć niszczących więzi społeczne np. produkcja pornografii itp.

 

 

NOWE MOŻLIWOŚCI ROZWOJU BANKOWOŚCI BEZODSETKOWEJ W RAMACH DEMOKRACJI FINANSOWEJ

 

 

Demokracja finansowa stwarza bardzo korzystne warunki dla rozwoju bankowości bezodsetkowej poprzez zasadę emisji pieniądza na zasadzie monetyzacji dóbr oraz sprawiedliwy rozdział nowo-emitowanego pieniądza na zasadzie dodawania go na konta najmniej zarabiających. Bezodsetkowa emisja pieniędzy wręcz wymaga powszechnej bezodsetkowej bankowości. Nie mniejsze znaczenie od zagospodarowania pieniądza z monetyzacji dóbr ma udzielanie bezodsetkowych kredytów konsumpcyjnych oraz możliwość udzielania bezodsetkowych kredytów inwestycyjnych pochodzących nie tylko z monetyzacji ale także z ludzkich oszczędności oraz z pieniądza emitowanego na wspólne potrzeby. Bankowość i gospodarka bezodsetkowa to racjonalizacja bankowości i gospodarki. Jej powszechność gwarantuje większe zyski dla większości obywateli, choć wywindowane przez odsetki dochody nielicznych spekulantów przeszłyby do historii.

 

___________________________

 

Przypisy:

 

[1] Por. http://www.ipdirect.home.pl/kmp/ekonomia/index.html

 

 

TRADYCJE DEMOKRACJI FINANSOWEJ

9. O KONCEPCJI PIENIĄDZA OPROCENTOWANEGO UJEMNIE

 

 

BRAK KONSEKWENCJI W ZWALCZANIU LICHWY U CHRZEŚCIJAN

 

 

Lichwa od zarania dziejów uważana była za mechanizm niszczący gospodarkę i społeczeństwo. Była jednak dopuszczana ze względu na nieumiejętność rozwiązania kwestii monetarnej bez użycia złota. Brakowało do tego szczerego porozumienia narodów lub silnej jednolitej władzy. W takich okolicznościach lichwa zdominowała narody cywilizacji łacińskiej, a sprawy finansowe wymknęły się Chrześcijanom spod kontroli. Myśliciele i teoretycy występujący przeciwko lichwie byli później skutecznie ośmieszani w oczach niezorientowanej publiczności lub separowani. Kiedy ośmieszenie lub separacja nie wystarczały bankierzy-lichwiarze uciekali się do prawa i przymusu.

 

 

TEORIA SILVIO GESELLA I PIENIĄDZ LOKALNY W AUSTRIACKIM WÖRGL

 

 

Poprzez prawną ingerencję bankierów zostały zaprzepaszczone szanse na szybki rozwój gospodarki według zaleceń Sylvio Gesella (1862-1930) [1] niemieckiego myśliciela i ekonomisty, który wykorzystał w swojej teorii zasadę pieniądza oprocentowanego ujemnie Taka koncepcja pieniądza likwidowała opłacalność tezauryzacji i sprzyjała szybkiemu obrotowi pieniądzem. Zasady opracowane przez Gesella zostały zastosowane między innymi w austriackim mieście Wörgl. Jednak twórcza, finansowa praktyka tamtejszego burmistrza została po dwóch latach zdelegalizowana na życzenie bankierów.

 

 

REWOLUCJA FINANSOWA W WORGL

 

„(Wyjęte z tygodnika ”The Week” z dn. 17 maja 1933).

 

 

Na wokandzie austriackich sądów pojawiła się zupełnie nowa i bardzo znamienna sprawa. Powstała ona na skutek zaniepokojenia się Austriackiego Banku Państwowego [2] finansową rewolucją, która przyniosła zamożność małej austriackiej mieścinie o nazwie Worgl. Bank obawia się, że to zdarzenie zagraża jego monopolowi emisyjnemu. Sprawa ma się tak: od początku kryzysu Worgl szybkimi krokami zmierzało do bankructwa. Fabryki unieruchamiano jedną po drugiej; z dnia na dzień wzrastało bezrobocie. Nikt nie zarabiał a nieliczni tylko płacili podatki. Wówczas to na wniosek burmistrz miasta Worgl Unterguggenbergera, władze miejskie wypuściły bony wartości 30 tys. szylingów [których pokryciem była kwota zdeponowana w kasie miejskiej – przyp. m. J.A.R.]. Bony te opiewały na 1, 5, 10 szylingów. Charakterystyczna ich cechą było, że wartość ich malała co miesiąc o 1%. Posiadacz takiego bonu musiał nabyć w końcu miesiąca od władz miejskich znaczek odpowiedniej wartości; po naklejeniu tego znaczka bon wracał do wartości nominalnej. Znaczek ten przyklejano na odwrotnej stronie bonu, a dochód ze sprzedaży tych znaczków szedł na fundusz pomocy biednym. Na skutek tego zarządzenia bony te obiegały z niesłychana szybkością. Zaczęto od tego, że zapłacono nimi robotników, których w zaangażowano do budowy ulic kanalizacji i innych robót publicznych; w braku tych bonów robotnicy ci byliby bezrobotni. [Można byłoby zapłacić im normalnymi pieniędzmi, które zdeponowano w kasie, ale wówczas nie byłby to rzeczony eksperyment z ujemnie oprocentowanymi bonami – przyp. m. J.A.R.]. Pierwszego zaraz dnia po wprowadzeniu w obieg tych bonów wypłacono nimi 1800 szylingów. Robotnicy wydali je natychmiast w sklepach, a sklepikarze, starając się spiesznie pozbyć bonów, opłacili nimi podatki miejskie. Władze miejskie pokryły nimi natychmiast swoje zobowiązania wobec dostawców. W przeciągu doby od chwili ich wypuszczenia, większość tych bonów weszła po raz drugi w obieg. W ciągu pierwszego miesiąca bony te obiegły w koło nie mniej niż dwadzieścia razy. Nikt nie mógł uniknąć opłaty 1% w końcu miesiąca, gdyż bon bez tego znaczka tracił całkowicie wartość. W ciągu pierwszych 4-ch miesięcy od wypuszczenia tych nowych pieniędzy wykonało miast roboty publiczne za 100 tys. szylingów, dużą część zaległych podatków uiszczono i zaszły nawet wypadki płacenia podatków z góry. Wpływy z tytułu zaległych podatków były ośmiokrotnie większe niż przed wprowadzeniem nowego pieniądza. Bezrobocie spadło bardzo znacznie, a sklepy robiły dobre interesy. Sława cudu w Worgl rozeszła się szeroko. Amerykański ekonomista Irving Fisher wysłał specjalną komisję badawczą do Worgl, po czym system ten zastosowano w tuzinie amerykańskich miast. Austriacki Bank Państwowy bardzo się jednak zaniepokoił całym zdarzeniem. Unterguggenbergera postawiono przed Trybunał, by wytłumaczył siebie i swój plan.

 

W chwili pisania tej książki (grudzień 1933) sprawa jest jeszcze pod sądem”.

 

 

Burmistrz miasta Wörgl, Michael Unterguggenberger powinien doczekać się pomnika, podobnie jak Silvio Gesell na pomyśle którego, został oparty cały eksperyment. Wcześniej podobny eksperyment przeprowadzono w niemieckim mieście Schwanenkirchen, także z dużym powodzeniem i także z jego delegalizacją przez władze, na zlecenie banku.

 

 

Mała kwota lokalnych pieniędzy poprzez wymianę na ujemnie oprocentowane bony spowodowała szybki rozwój miasta. Te fakty są dzisiaj już dobrze znane w alternatywnej ekonomii, a waluty lokalne są często kształtowane na wzór koncepcji Silvio Gesella, jednak bez zastosowania, jakiego dokonał Michael Unterguggenberger.

 

 

ZAANGAŻOWANIE WŁADZ MIASTA I FISKUSA

 

 

Trzeba podkreślić fakt, że sukces w Wörgl był związany z akceptacją bonów przez władze miasta i podmiot fiskalny jednocześnie. Możliwość płacenia bonami podatków sprawiała, że wszyscy chętnie je przyjmowali. Bony „zwalniały od zobowiązań podatkowych”, (co w języku potocznym oznacza, że można było nimi płacić podatki), posiadały zatem cechę normalnego pieniądza. Bez tego spektakularny sukces waluty i szybki rozwój miasta nie byłby możliwy.

 

 

INNE GRATYFIKACJE ORAZ NISZA FINANSOWA

 

 

Współczesne waluty regionalne nie posiadają tej ważnej cechy „zwalniania od zobowiązań podatkowych”, (czyli nie ma możliwości zapłacenia nimi podatku). Rozwój walut regionalnych jest w związku z tym brakiem utrudniony. Brak ten zastępowany jest: 1. premią za zakupy w walucie lokalnej poprzez niższą cenę artykułów, 2. pokryciem waluty komplementarnej towarami na zasadzie spółdzielni produkcyjno-finansowych, 3. Atutem walut lokalnych jest też fakt, że waluty oficjalnej po prostu brakuje (z powodu deflacji) i tworzy się „nisza finansowa” na nowy pieniądz.

 

 

UJEMNE OPROCENTOWANIE WSPOMAGA OBRÓT

 

 

Doświadczenie w Wörgl ukazało, iż ujemne oprocentowanie pieniądza spowodowało wzrost obrotu, a co za tym idzie: konsumpcji, dochodu i inwestycji. Skądinąd wiemy, że oprocentowanie dodatnie oszczędności obniża poziom konsumpcji i inwestycji prowadząc raczej do trwałej tezauryzacji pieniędzy i do stagnacji gospodarczej, niż do gospodarczego rozwoju. Czy zatem system oparty na oprocentowaniu ujemnym sprawdziłyby się na co dzień i powszechnie?

 

 

ZASTRZEŻENIA KEYNESA

 

 

Pewne ważne zastrzeżenia do takiej koncepcji pieniądza sformułował J. M. Keynes, który generalnie pisał o Sylvio Gesellu bardzo pochlebnie, tłumaczył się nawet, że na początku niesłusznie zlekceważył niezależnego myśliciela, (podobnie jak większość akademickich ekonomistów), a docenił jego dorobek wówczas, kiedy sam doszedł własną pracą i metodą do podobnych wniosków. W Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza Keynes omawia dokonania Gesella [3], oddaje mu sprawiedliwość jako oryginalnemu myślicielowi, ale i formułuje poważny zarzut niekompletności przemyśleń. Keynes zarzucił Gesellowi to, iż w swoich rozważaniach abstrahował on od uznawanego wówczas powszechnie przez liberalnych ekonomistów poglądu, iż pieniądz ma tzw. „premię za płynność”. Ta „premia” wyraża się właśnie stopą procentową. Było to głęboko zakorzenione w ekonomii liberalnej jeszcze jedno „klasyczne” uzasadnienie lichwy. Według tej teorii pieniądz powinien być oprocentowany dodatnio, bowiem łatwo za niego nabywać wszelkie towary, czyli ma „dużą płynność”, większą niż inne towary. Stąd wyrzeczenie się tej płynności, oddanie pieniądza w depozyt miało owocować premią (zyskami z oprocentowania) a kredyt miał być oprocentowany jeszcze wyżej. Jest to jeszcze jeden ze sposobów zakorzenienia zgody na lichwę w świadomości ekonomistów. Wyznawanie takiej teorii świadczy o trudności wyzwolenia się z pułapek ekonomii liberalnej. To, że pieniądz jest środkiem wymiany nie musi być powodem jego dodatniego oprocentowania. Wynika to z natury pieniądza. Pieniądz ma tę cechę niezależnie od oprocentowania dodatniego. Ono zresztą nie tyle wzmaga tę cechę pieniądza, co raczej utrudnia realizację tych właśnie cech pieniądza, bowiem opłacalna tezauryzacja (oprocentowana dodatnio) zmniejsza płynność, przyczyniając się do wycofywania pieniądza z obiegu. Natomiast oprocentowanie ujemne; ono właśnie zwiększa płynność pieniądza, czyniąc tezauryzację nieopłacalną. „Liberalne wychowanie” Keynesa zaciemniło mu tę kwestię.

 

 

MOŻLIWOŚĆ POWSTAWANIA SUBSTYTUTÓW

 

 

W zastrzeżeniach Keynesa jest jeszcze inny wątek. Oprocentowanie ujemne pieniądza, jego zdaniem, może sprawdzić się tylko chwilowo, „na niedużą skalę” ― jak pisał. Wprowadzone powszechnie spowodowałoby powstanie wielu różnych substytutów (oprocentowanego ujemnie pieniądza) nie obciążonych utratą wartości. Byłyby to zapewne inne waluty (nieobciążone oprocentowaniem ujemnym) oraz kruszce. Tutaj Keynes ma rację. Upowszechnienie ujemnego oprocentowania pieniądza (zwane dzisiaj podatkiem demurrage), może prowadzić do chęci powrotu do kruszców. Taka możliwość zaistniała szczególnie teraz po demonetyzacji złota. Obecnie oznaczałoby to chęć powrotu do parytetu złota (oczywiście bez wymiany pieniądza na złoto). To zastrzeżenie Keynesa jest zatem istotne w dłuższej perspektywie czasowej. Ale trzeba dodać, że ludzie zamożni zazwyczaj odchodzą od pieniądza, lokując swój kapitał w majątek trwały: posiadłości ziemskie, inne nieruchomości, nawet przy oprocentowaniu dodatnim, bowiem wiedzą, że początkowy zysk z oprocentowania często kończy się stratą z powodu inflacji.

 

 

WZMOCNIENIE POZYCJI EMITENTA

 

 

Ja mam inne zastrzeżenia do koncepcji Gesella, choć podobnie jak Keynes doceniam jego osiągnięcia. Moim zdaniem ujemne oprocentowanie pieniądza, które miało w intencji Gesella pieniądz osłabić i przyczynić się do rozwoju gospodarki, ma drugą stronę medalu. A mianowicie; pieniądz oprocentowany ujemnie znika z rynku samoczynnie, bez emisji. Rola emitenta takiego pieniądza i samej emisji jest tutaj większa. Znikający, „słaby” pieniądz staje się potężniejszym narzędziem kontroli gospodarki niż oprocentowany dodatnio.

 

 

Nie bez powodu banknoty emitowane przez dawnych cesarzy chińskich były terminowe i wymieniane co trzy lata. W ten sposób emitent pieniędzy (cesarz) ochraniał swoją władzę. Ci, którzy pozyskiwali pieniądze w celu akumulacji kapitału i pomnożenia własnej siły finansowej, nie mogli zagrozić cesarzowi, który decydował o ważności zgromadzonych przez nich pieniędzy. Pieniądz cywilizacji łacińskiej, który był oparty na trwałym złocie, nie miał takiej cechy i pozwolił ludziom tezauryzującym pieniądze (także ludziom innych cywilizacji) na przejęcie kontroli finansowej nad Chrześcijanami poprzez oszczędność i lichwę. Stąd właśnie w ekonomii liberalnej wzięła się teza, iż „oszczędność jest źródłem kapitału”. Tutaj najlepiej widać zależność ekonomii od zderzenia cywilizacji. Ludzie żyjący z tezauryzacji dla zapewnienia sobie ciągłości zysków wypracowali nieprawdziwą, ale przekonywującą teorię, że „oprocentowanie dodatnie oraz odsetki są dobre” i służą wspólnocie. Takie przekonanie stało się podstawą ideologii liberalizmu ekonomicznego i zostało wpojone narodom bardziej skutecznie niż ideologia komunistyczna. Jednak to przekonanie nie zostałoby upowszechnione, gdyby nie obowiązywał pieniądz kruszcowy [4].

 

 

ŁATWOŚĆ WPROWADZENIA DEFLACJI

 

 

Wracając do wątku pieniądza oprocentowanego ujemnie należy stwierdzić, iż w większym stopniu zależy on od etyki emitenta. Emitent za jego pomocą może ochraniać dobro społeczne, (np. wielkość obrotu), może też zwielokrotnić zło społeczne, kiedy realizuje restrykcyjną politykę finansową. Łatwość wprowadzenia deflacji w przypadku pieniądza oprocentowanego ujemnie jest zrozumiała. Nie trzeba trudzić się udzielaniem kredytów ani kłopotliwym ściąganiem podatków, pieniądz sam znika, bez względu na to gdzie się znajduje: w obrocie, w sejfie, czy w skarpecie. Wystarczy, że emitent nie przedłuży jego ważności, nie ponowi faktu emisji. Dla dzisiejszych decydentów, którzy prowadzą walkę o dominację ich cywilizacji i chcą skutecznie szkodzić narodom chrześcijańskim oraz ich gospodarce, może to być kuszące. Przyzwyczajanie Chrześcijan do pieniądza oprocentowanego ujemnie w warunkach dominacji innych emitentów jest wystawianiem wspólnoty na niebezpieczeństwo.

 

 

WSPÓŁISTNIENIE DWÓCH SYSTEMÓW OPROCENTOWANIA NIE JEST DOBRE

 

 

Emisja pieniądza terminowego może także zabezpieczać pozycję emitenta sprawiedliwego [5]. Dzisiaj jednak waluty oprocentowane ujemnie nazywa się walutami komplementarnymi, uzupełniającymi lub regionalnymi. Dąży się więc do istnienia dwóch systemów walutowych. Pierwszy to tradycyjny „pieniądz mocny” o zasięgu globalnym, oparty na oprocentowaniu dodatnim, drugi to „pieniądz słaby”, lokalny, oprocentowany ujemnie, przeznaczony dla konsumentów i lokalnych producentów [6]. Takie rozwiązanie jest zdecydowanie najgorsze z możliwych i gdyby zostało upowszechnione może prowadzić do podziału wspólnoty na dwie kasty społeczne: „panów i niewolników”. Nadzieja na to, że regionalny pieniądz oprocentowany ujemnie zwycięży w konkurencji z pieniądzem oprocentowanym dodatnio, nie ma żadnego uzasadnienia.

 

 

UJEMNE OPROCENTOWANIE PIENIĄDZA BEZ MOŻLIWOŚCI PŁACENIA NIMI PODATKÓW UTRUDNIA START ALTERNATYWNEJ WALUCIE

 

 

Animatorów pieniądza oprocentowanego ujemnie zachęca do działalności sukces w Wörgl, ale warto uświadomić sobie, że bez możliwości płacenia lokalną walutą podatków, ujemne oprocentowanie realizowane w takiej walucie wcale jej nie pomaga, ale wręcz przeciwnie; szkodzi; utrudnia jej start. Nie wszyscy będą zainteresowani przyjęciem takiej waluty, a trudności z pozbyciem się jej przed datą utraty wartości choćby o 1% zniechęca dodatkowo. W Wörgl ujemne oprocentowanie było zneutralizowane możliwością zapłaty podatku, świadczeniem powszechnym i nie lubianym. Gdyby można było spłacać swoje podatki taką walutą, a jednocześnie lokalna władza (rządzący i fiskus) realizowaliby program pozytywnych zamówień publicznych, w którym pieniądz wracałby na rynek niemal z dnia na dzień, system ten pozwoliłby na szybką likwidację bezrobocia i wyjście z kryzysu. Tak się jednak nie dzieje. To nie władze emitują komplementarny pieniądz, ale komitety społeczne pragnące zaradzić postępującemu bezrobociu i ubóstwu (z powodu deflacji). Ludzie ci wierzą, że tajemnicą sukcesu w Wörgl było ujemne oprocentowanie bonów. Zapominają jednak, że ono samo, bez możliwości płacenia bonami podatków, inicjatywy burmistrza i fiskusa nie doprowadziłoby do sukcesu.

 

 

MATEMATYCZNA NEUTRALNOŚĆ PIENIĄDZA ― MIEJSCE NA ETYKĘ

 

 

Animatorzy walut regionalnych spodziewają się krachu waluty oficjalnej, który to krach waluty regionalne miałyby przetrwać i w ten sposób zwyciężyć na rynku. Spodziewany krach to hiperinflacja, ale ja sądzę, że nic takiego walucie oficjalnej nie grozi. Wręcz przeciwnie niebezpieczeństwo hiperinflacji jest skutecznie powstrzymywane poprzez deflację i „schładzanie gospodarki”. Tak więc przed walutami komplementarnymi jest trudna droga, której powodzenie nie jest zależne od oprocentowania ujemnego, ale od wysiłku kreowania nowego systemu gospodarczego, który powinien być ― według mnie ― bezodsetkowy, oparty na zasadzie sprawiedliwości społecznej i racjonalnej emisji pieniędzy w miejsce ich oprocentowywania. Powodzenie wspólnoty zależy od inicjatywy, dobrej komunikacji międzyludzkiej oraz wartości etycznych, które ona wyznaje i realizuje w życiu, a nie od sposobu oprocentowania pieniądza.

 

 

POTRZEBA WYPEŁNIENIA NISZY FINANSOWEJ

 

 

Nisza finansowa powstała na skutek deflacji może być wypełniona pieniądzem lokalnym emitowanym na wiele sposobów [7], także z oprocentowaniem ujemnym, jeżeli wspólnota ma zaufanie do emitentów i się na to zdecyduje. Gwarancją sukcesu jest jednak: 1. Zdobycie świadomości emisji pieniądza; możliwości oraz zasadności emisji, jej potrzeby, (czyli wyzbycie się finansowego ubezwłasnowolnienia), 2. Wytworzenie umowy społecznej, w której ramach pieniądz będzie funkcjonował i zdobywał swoje towarowe pokrycie, 3. Zapewnienie atrakcyjności i zróżnicowania tego pokrycia. Im pełniejsza oferta tym łatwiej będzie funkcjonował lokalny pieniądz, choć potrzeba pozyskiwania oficjalnego pieniądza na opłaty za artykuły i świadczenia spoza wewnętrznego rynku (w tym opłaty podatkowe) będzie czynnikiem destrukcyjnym dla pieniądza lokalnego. Tych czynników destrukcyjnych nie należy pomnażać poprzez stosowanie oprocentowania ujemnego; a już z całą pewnością nie do momentu, kiedy taką walutą będzie można płacić podatki. (Chyba, że system państwowego wyzysku rozpadnie się i nie będzie trzeba płacić na niego podatków).

 

 

INFLACJA JAKO NATURALNE UJEMNE OPROCENTOWANIE

 

 

Poza tym z pewną formą ujemnego oprocentowania pieniędzy mamy do czynienia podczas inflacji. Inflacja szkodzi głównie ludziom, którzy pieniądz tezauryzują. Tutaj proces „ujemnego oprocentowania” zachodzi samoistnie i automatycznie, bez wysiłku stemplowania banknotów lub naklejania na nie specjalnych znaczków. Wystarczy zatem uznać ewentualną, niewielką inflację za pożyteczny mechanizm samoregulacyjny i przestać z nią walczyć, dopóki nie grozi to niekontrolowanym wzrostem inflacji.

 

 

PROBLEM OPODATKOWANIA

 

 

Zaś sprawę opodatkowania najlepiej rozwiązać w sposób właściwy dla cywilizacji islamskiej poprzez niewielki podatek (2,5%) na rzecz potrzebujących, oparty na autentycznej wierze, zrozumieniu i miłosierdziu. Taki podatek spełnia wśród Muzułmanów rolę oczyszczenia z nadmiaru. (Zakat znaczy właśnie oczyszczenie) To oczyszczenie jest źródłem późniejszej łaski, bowiem bogactwo nie jest przecież wyłącznie dobre, nadmiar może oznaczać chorobę ducha (brak poczucia solidarności z innymi) i ciała (otyłość). Zmniejszenie podatków do tak niskiego poziomu zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od rezygnacji przez państwo z zaciągania oprocentowanych pożyczek i zastąpienia pożyczek monetyzacją dóbr, czyli emisją pieniędzy

 

 

KRÓTKIE PODSUMOWANIE TEORII SILVIO GESELLA

 

 

Teoria Silvio Gesella miała stanowić antidotum na władzę pieniądza, ale bardziej szczegółowa analiza wskazuje na to, iż ona nie tyle osłabia pieniądz, co zabezpiecza prawa emitenta. Gesell stworzył teorię, która czyniła tezauryzację kosztowną. Pobudzało to ludzi do wydatków i obrotu. Sprawdziło się to w dobie kryzysu. W czasach prosperity lub normalnego gospodarowania wystarczyłaby ― jak sądzę ― likwidacja premii za tezauryzację, zniesienie oprocentowania dodatniego i brak przeciwdziałania niewielkiej inflacji, gdyby tempo produkcji dóbr spadało. Natomiast ujemne oprocentowanie pieniędzy: rodzaj „sztucznej inflacji” pobudzającej obrót nie jest ― moim zdaniem ― dobrym rozwiązaniem. Zamiast spodziewanej premii człowiek obawia się straty, ale nadal rządzą nim „cyfry” a nie etyka lub wartości religijne. Pieniądz powinien być neutralny a człowiek powinien być wolny. Jego motywacją powinny być wyznawane wartości a nie rachunek matematyczny. To nie pieniądz (ani nie chęć zysku) powinna rządzić człowiekiem. Ekonomiści chcieliby zaprojektować dobry, skuteczny i sprawiedliwy system finansowy, ale czasami zapominają, że to nie pieniądz ma rządzić światem.

 

 

Historia pieniądza kruszcowego i przypadek Wörgl skłania do sformułowania następującej zależności: im pewniejszą pozycję w społeczeństwie zajmuje emitent, tym słabszy może być emitowany przez niego pieniądz. Dopóki emitują pieniądze ludzie szlachetni dla dobra ogółu, nie ma się czym martwić. Jeżeli jednak emitentami byliby ludzie mający na celu wprowadzanie deflacji, lepiej nie godzić się na oprocentowany ujemnie pieniądz i pozostać przy gospodarce i ekonomii bezodsetkowej, gdzie pieniądz jest najbardziej neutralny.

 

____________________________

 

Przypisy:

 

[1] Silvio Gesell (1862-1930), przedsiębiorca urodzony w Niemczech, mieszkający w Buenos Aires a później w Szwajcarii. W 1891 r. w Buenos Aires wydał broszurę Reforma walutowa jako pomost ku państwu socjalnemu, w której stwierdzał, iż „wyzysk ludzkiej pracy nie ma swoich źródeł w prywatnej własności środków produkcji, (tak jak to widział Karol Marks), ale raczej istnieje przede wszystkim w sferze dystrybucji jako rezultat wad w strukturze systemu monetarnego. Podstawowe dzieło S. Gesella to Die Natürliche Wirtschaftsordnung durch Freiland und Freigeld (Naturalny porządek ekonomiczny dzięki wolnej ziemi i wolnemu pieniądzowi), wydane w Berlinie i Brnie w 1916 r. (dostępne w internecie: http://userpage.fu-berlin.de/~roehrigw/gesell/nwo/) zawiera prace wydane wcześniej: Urzeczywistnienie prawa do pełnego produktu pracy, (1906) i Nowa nauka o procencie, (1911).

 

[2] Tak zwany Austriacki Bank Państwowy jest obecnie całkowicie pod zagranicznym nadzorem, jako że finanse państwa są w ręku Komisarza Ligi Narodów. (Uwaga Christophera Hollisa. Cytat pochodzi z jego książki napisanej w 1933 roku: Kryzys Pieniądza, Londyn 1944, Poznań 1999, s. 135).

 

[3] John Maynard Keynes, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, Wyd. III, Warszawa 2003, s. 319 i następne.

 

[4] ...nieelastyczność podaży złota, która według tradycyjnych poglądów czyni ze złota szczególnie dobrze dobrany miernik wartości, okazuje się właśnie cechą będącą źródłem kłopotów. J. M. Keynes, dz. cyt. s. 211.

 

[5] Tak potraktowałem ten rodzaj emisji w napisanej przeze mnie Demokracji finansowej, wydanej w 2003 roku.

 

[6] Wartość tego podziału uzasadnia się nawet chińską metafizyką, parą sił Jin i Jang, co jest wyraźnym nadużyciem tej filozoficznej idei.

 

[7] Obecny brak pieniądza jest wywołany intencjonalnie i całkowicie sztucznie. Przed taką presją nie ma powodu kapitulować.

 

 

10. O TEORII KREDYTU SPOŁECZNEGO

WARUNKI W JAKICH POWSTAŁA TEORIA DOUGLASA

 

 

Odmienny od koncepcji Silvio Gesella sposób wyjścia z finansowego impasu, jakie kreuje oprocentowanie dodatnie, zaproponował szkocki inżynier Clifford Hugh Douglas (1879-1952) w teorii Kredytu Społecznego. Douglas zrobił to w czasach, kiedy panował jeszcze parytet złota, nie było pieniądza elektronicznego, a bankier miał do dyspozycji jedynie pióro, atrament i zeszyt, w którym zapisywał kwotę kredytu-długu. Dług ten był oprocentowany, co stawało się dodatkowym źródłem pieniądza dla bankiera i kłopotów dla społeczeństwa, w którym działał. Doktryna Kredytu Społecznego została ogłoszona po raz pierwszy w 1918 roku , a później w 1923 roku na odczytach publicznych [1]. Douglas napisał też szereg książek m.in. Economic Democracy (Demokracja Ekonomiczna, 1919), Credit-Power and Democracy (Władza Kredytu i Demokracja 1920) Social Credit (Kredyt Społeczny, 1924, II wyd. 1933), The Monopoly of Kredyt (Monopol kredytowy, 1931), Warning Democracy (Ostrzeżenie Demokracji, 1934). Zasługą Douglasa było zwrócenie uwagi na sposób emisji pieniądza jako oprocentowanego długu, który prowadził do zadłużenia narodów bez względu na efekty ich pracy. Wręcz im więcej inwestycji podejmowali przedsiębiorczy ludzie, tym większy stawał się narodowy dług, bowiem fałszywa koncepcja równowagi budżetowej nie pozwalała uznać prawa narodów ani państw do emisji pieniędzy. Dzisiaj już łatwo stwierdzić, że prywatnym bankierom udało się niemal „zahipnotyzować” ekonomistów i polityków dwoma słowami: deficyt budżetowy. Dorośli ludzie przestawali myśleć słysząc te słowa i dopuszczali emisję pieniędzy wyłącznie jako rodzaj dłużnego zobowiązania, czyli zobowiązania do zwrotu całej kwoty (na dodatek powiększonej z czasem o odsetki). Taki stan rzeczy trwa nadal a prawo zabraniające emisji jest nawet wpisywane do konstytucji [2]. Zamiast traktować pieniądz i jego emisję jako wyraz rosnącego majątku społecznego, rządy zaciągają pożyczki u bankiera, aby je później spłacać z odsetkami. To wszystko opisał Douglas i jego następcy i jest to ich wielka, niezaprzeczalna zasługa.

 

 

ZASTRZEŻENIA WOBEC TEORII KREDYTU SPOŁECZNEGO

 

 

Natomiast rozwiązania proponowane przez teoretyków Kredytu Społecznego budzą wiele zastrzeżeń, nawet wśród ekonomistów, którzy doceniają krytyczną zawartość teorii. Warto zatem je omówić i wyciągnąć wnioski.

 

 

WYELIMINOWANIE OBROTU PIENIĄDZEM

 

 

Pierwsza sprawa jaka rzuca się w oczy ekonomiście to praktycznie wyeliminowanie obrotu pieniądzem. Obrót pieniądzem jest w teorii Kredytu Społecznego w sposób niemal absolutnie konsekwentny zastąpiony kredytem i księgowością. Taki wniosek nasuwa się z lektury książki Louisa Evena Globalne oszustwo i drogi wyjścia i jest to, jak wskazują cytaty, prawidłowe odzwierciedlenie koncepcji C. H. Douglasa.

 

 

 

TRZY PROPOZYCJE DOUGLASA

 

 

1. Środki zakupu w rękach ludności danego kraju powinny być stale równe sumie cen na dobra konsumpcyjne wystawione w tym kraju na sprzedaż; i te środki zakupu powinny być anulowane z chwilą zakupu dóbr konsumpcyjnych.

 

 

2. Kredyty potrzebne do sfinansowania produkcji nie powinny pochodzić z oszczędności, lecz powinny być nowymi kredytami odnoszącymi się do nowej produkcji; i powinny być wycofywane jedynie w zależności od powszechnego wzrostu wartości.

 

 

3. Rozdział środków zakupu pomiędzy jednostki powinien stopniowo coraz mniej zależeć od zatrudnienia. To znaczy, że dywidenda powinna stopniowo zastępować płace i pensje. [3]

 

 

Punktem wyjścia Douglasa było to, iż koszty produkcji pewnego przedsiębiorstwa, które obserwował, przewyższają jego dochód z bieżącej sprzedaży. Toteż dalsza produkcja odbywała się na koszt sprzedaży przyszłej. Podobnie działo się w innych przedsiębiorstwach, z których księgowością Douglas się zapoznał. Uznał to zjawisko za poważną wadę systemu finansowego; za przyczynę problemów ze sprzedażą wyprodukowanych towarów i za przyczynę braku zaspokojenia potrzeb konsumentów, których po prostu nie stać na nabycie już wytworzonych towarów.

 

 

Aby to zjawisko wyeliminować Douglas zaproponował bardzo radykalną metodę; całkowitą monetyzację nowo wytworzonych dóbr w postaci kredytu społecznego przeznaczonego dla konsumentów (cash credits) i rozdysponowanie tej kwoty; równej sumie cen (collective cash prices) na dobra konsumpcyjne wystawione na sprzedaż, równo pomiędzy wszystkich obywateli; od noworodka po emeryta, na zasadzie dywidendy społecznej należnej im z racji bycia członkiem społeczeństwa oraz dziedzicem dorobku ludzkości.

 

 

Wówczas obywatele będą mogli bez problemu nabyć wytworzone towary według własnych upodobań, a producenci będą mogli sprzedać swoją produkcję ― rozumował Douglas. Kapitalizm zostanie upowszechniony. „Wszyscy staniemy się kapitalistami” i będziemy korzystać z dywidendy, tak jak obecnie korzystają z niej nieliczni, zawłaszczając ją dla siebie w całości. Otrzymywanie dywidendy społecznej nie będzie likwidowało ani pensji ani innych wynagrodzeń, będzie stanowiło uzupełnienie dochodów i wynagrodzeń za pracę. Motywacja ekonomiczna do pracy zostanie utrzymana, a osoby pozostające bez pracy nie zostaną pozbawione środków do życia. Takie rozumowanie ma z pewnością dobre intencje, co jednak począć z masą finansową, kiedy towary zostaną skonsumowane. Douglas przewidywał, że „środki zakupu powinny być anulowane z chwilą zakupu dóbr konsumpcyjnych” (propozycja 1.).

 

 

W koncepcji Douglasa nowa produkcja uruchamiana jest na podstawie nowych kredytów inwestycyjnych (credits) (propozycja 2.) Wszyscy kooperanci i przedsiębiorcy zaciągają kredyty inwestycyjne (zwrotne) na zakup surowców lub półfabrykatów, doliczają swoje „stosowne” wynagrodzenie i prowizję dla banku i sprzedają je dalszym producentom, którzy też kupują je za społeczny kredyt inwestycyjny. Ostatnim etapem jest sprzedaż gotowych produktów sprzedawcom detalicznym przez hurtownika, który też kupił go na kredyt i doliczył swoje wynagrodzenie. Sprzedawcy kupują towar na kredyt po cenie sprzedaży przez hurtownika, lecz nie doliczają do tego kredytu swojego wynagrodzenia. Swoje wynagrodzenie doliczają do ceny towaru, jaką ma zapłacić klient. Kiedy klient kupi towar za swoją pensję lub dywidendę udzieloną z kredytu konsumpcyjnego sprzedawca detaliczny zwraca kwotę kredytu do banku, a część stanowiącą jego wynagrodzenie przelewa na swoje konto. Wszyscy działają na podstawie kredytu, który jest zapisem na ich kontach bankowych jako „pełnomocnicy społeczeństwa” i właściciele kredytu społecznego, którym zarządza Bank Centralny lub Narodowe Biuro Kredytowe. Banki handlowe prowadzą tę księgowość, także jako „pełnomocnicy społeczeństwa”, za co otrzymują należne im wynagrodzenie, coś w rodzaju prowizji będącej procentem od udzielonej kwoty kredytu, ale uniezależnionej od czasu trwania kredytowania. W ten sposób gospodarka może funkcjonować w oparciu o bankową księgowość i powinność moralną obywateli. Jest tutaj miejsce na racjonalizm, etykę i wiarę. Władza pieniądza zostaje wyeliminowana. Pieniądz staje się użytecznym narzędziem dystrybucji dóbr, a ponieważ wraz z postępem technologii i automatyzacji produkcji potrzeba coraz mniej rąk do pracy, system wynagrodzeń zostanie z czasem zdominowany przez dywidendę społeczną, czyli udział w produkcji, jaki człowiek ma z racji bycia obywatelem (propozycja 3.).

 

 

KRÓTKIE OMÓWIENIE TEORII KREDYTU SPOŁECZNEGO

 

 

Czy taki system jest możliwy? Pomimo radykalizmu rozwiązania wydaje się, że tak, choć brzmi to prawie fantastycznie. Jednak obecnie ludzie kupują na kredyt coraz więcej towarów i przyzwyczajają się do kredytowego pieniądza, który można użyć tylko raz - a potem na dodatek trzeba go spłacać. System zaproponowany przez Douglasa opiera się na całkowitym uspołecznieniu kredytu i podporządkowaniu mu pieniądza. Jeżeli ludzie zaakceptowaliby powszechnie taki system, mógłby on działać, ale to... jeżeli – znaczy tutaj bardzo wiele.

 

 

ANTIDOTUM NA SYSTEM FINANSOWY, KTÓRY NISZCZY SPOŁECZEŃSTWO

 

 

Barierą jest oczywiście przyzwyczajenie i mentalność ludzi. Z pewnością budzą się obawy, że system taki wyeliminuje wolność człowieka, ale przecież system obecny eliminuje ją znacznie bardziej skutecznie. Na dodatek nie tylko wolność, ale (dla wielu) wręcz możliwość egzystencji. Obecny system finansowy niszczy społeczeństwa podporządkowując je cywilizacji opartej na lichwie i przemocy. Po co wspierać tę anty-cywilizację. Lepiej dbać o swoją korzyść w systemie wspierającym korzyść powszechną i indywidualną:

 

 

ZACHOWANIE WŁASNOŚCI PRYWATNEJ

 

 

„Kredyt Społeczny jest zdecydowanym obrońcą prywatnej własności i prywatnego przedsiębiorstwa. Ale każde prywatne przedsiębiorstwo ma sprawować funkcję społeczną, którą automatycznie pełniłby system finansowy odpowiadający propozycjom ogłoszonym przez Douglasa”. Pisał Louis Even [4].

 

 

SPÓJNA PROPOZYCJA EKONOMII I GOSPODARKI BEZODSETKOWEJ

 

 

System Kredytu Społecznego jakkolwiek można wobec niego formułować różne zarzuty ― co jest normalne i nieuniknione i co prowadzi do doskonalenia systemu ― jest w miarę spójną propozycją alternatywnej ekonomii i gospodarki bezodsetkowej i należy upowszechniać jego osiągnięcia, co robią Pielgrzymi św. Michała z Instytutu Louisa Evena dla Sprawiedliwości Społecznej, oraz inne organizacje, w tym wiele partii, które teorię Kredytu Społecznego uznały za swój program [5] System ten może się sprawdzić we wspólnotach opartych na głęboko zakorzenionej etyce; na wartościach takich jak odpowiedzialność, pracowitość, solidarność i uczciwość. Każde społeczeństwo, aby trwać powinno opierać się na takich wartościach. Wówczas tzw. „efektywność pieniądza” nie jest potrzebna; duchowość likwiduje znaczenie pieniądza.

 

 

CELEM SYSTEMU FINANSOWEGO JEST SŁUŻENIE LUDZKIM POTRZEBOM.  MOŻLIWOŚĆ DOSKONALENIA TEORII

 

 

Ci, którzy chcieliby doskonalić istniejący system Kredytu Społecznego ― a wymaga on tego moim zdaniem [6] ― znajdą zachętę w słowach Louisa Evena, który napisał:

 

 

Naszym zadaniem jest po prostu wykazanie możliwości zastosowania propozycji Douglasa, a nie przedstawianie tego sposobu jako jedynego możliwego. Podane tutaj sposoby postępowania nie są więc ani dogmatyczne ani wyłączne. Po prostu zachwalamy to, co wydaje się nam najpraktyczniejsze, najmniej kłopotliwe, stosując szeroko istniejące mechanizmy finansowe i usuwając z nich podstawową ich wadę finansową, która odwodzi je od prawdziwego celu ekonomii: służenia ludzkim potrzebom [7]

 

 

SPOŁECZEŃSTWO EMITUJE PIENIĄDZE NA SWOJE POTRZEBY

 

 

System Douglasa, oparty na krytyce oprocentowanego kredytu udzielanego przez bankiera, piętnuje uprzywilejowanie bankiera i odsetki, ale zasadę kredytu chciałby wprowadzić jeszcze bardziej powszechnie. „Stosuje szeroko istniejące mechanizmy finansowe usuwając z nich podstawową ich wadę”, czyli samowolę bankiera. System Douglasa opiera się na bardzo konsekwentnym zastosowaniu zasad systemu kredytowego, w którym właścicielem pieniądza jest nie bankier, ani nie akcjonariusze banku, ale całe społeczeństwo. Ono samo emituje pieniądze na swoje własne potrzeby. Jest to największa i najbardziej doniosła zmiana. Słuszna i porywająca idea. Zastępując kredyt prywatny, kredytem społecznym wspólnota zachowuje wobec pieniądza stanowisko nadrzędne; używa pieniądza zamiast mu służyć ― kolejna piękna idea, znana już w starożytnym Rzymie. Według Seneki: „Pieniądzom trzeba rozkazywać, a nie służyć”. W podejściu Douglasa do pieniądza widać inżynierską praktyczność (najlepiej zacząć od nowa) i tradycje cywilizacji łacińskiej, która nigdy nie ubóstwiała pieniądza. Traktowała go jak narzędzie, dopóki kredyt nie wymknął się jej spod kontroli. Francuz Pierre Boisguillebert (1646-1714) mawiał; „pieniądz powinien być niewolnikiem handlu, a nie jego tyranem” [8]. Pisał: „«sztuka finansowa jest pogłębioną znajomością interesów rolnictwa i handlu». O bogactwie kraju decyduje poziom konsumpcji, a nie zasoby pieniądza. Nie jest ważny sam poziom cen, ale relacja między poziomem cen i płac. Konsumpcja powinna być w miarę możliwości rozdzielona między różne grupy społeczne, a nie skupiona w rękach ludzi bogatych. Pieniądze w rękach osób biednych szybciej są bowiem puszczane w obieg i mniejsze jest w takim wypadku niebezpieczeństwo tezauryzacji. System gospodarczy powinien sprzyjać wykorzystywaniu wszystkich możliwości produkcyjnych i to ostatecznie zadecyduje o zamożności.” [9].

 

 

ZBYT RADYKALNA FORMA SŁUSZNYCH IDEI

 

 

W myśleniu Douglasa tradycyjne idee cywilizacji łacińskiej są zachowane. Nowością jest żelazna konsekwencja, z jaką on te zasady realizuje w teorii KREDYTU, bowiem wówczas system kredytowy i bankowa księgowość niemal w ogóle zastępują pieniądz. Pieniądz w systemie powszechnego kredytu, staje się środkiem jednorazowym, po zakupie towaru jest anulowany (patrz: propozycja 1.), aby powstać na nowo w trakcie kredytowanej produkcji (patrz: propozycja 2.). Taka sytuacja zmienia zastaną praktykę, ludzkie nawyki i przyzwyczajenia chyba jednak ZBYT RADYKALNIE i pewnie dlatego system Douglasa nigdy i nigdzie nie został zastosowany. Piękno słusznych idei zostało (przynajmniej tymczasem) zaprzepaszczone, bowiem zostało podane w zbyt radykalnej formie. Tak radykalne postawienie sprawy zniechęciło do systemu Douglasa wielu ekonomistów (Keynes, Hollis), którzy, owszem, przyznawali rację Douglasowi, gdy ten twierdził, iż pieniędzy jest za mało, ale trudno im było zaakceptować uzasadnienie, a jeszcze trudniej proponowane przez Szkota rozwiązanie tego problemu.

 

 

SPOSOBY REALIZACJI MOGĄ BYĆ RÓŻNE

 

 

Louis Even napisał; „Douglas sformułował swoje propozycje dokładnie, lecz nie zagłębiając się w sposoby zastosowania ich w praktyce. Zresztą zaznaczył, że sposoby te mogą być różne, zależnie od miejsca, przyjętych zwyczajów, itp. i po zdobyciu doświadczenia będzie można je zmienić, nie odrzucając samych zasad.” [10] Even pisał także: „Uważamy, że nasza rola polega przede wszystkim na pokazaniu tego, co ludzie powinni uzyskać przez swoją działalność ekonomiczną” [11]. Z tym można się zgodzić w całej pełni i podziękować Evenowi za brak dogmatyzmu, (od którego nie są wolni, jak się wydaje, współcześni zwolennicy Evena). Postulaty teorii Kredytu Społecznego są słuszne, tak jak słuszna jest generalna krytyka istniejącego kapitalistycznego systemu bankowego ukształtowanego na lichwie.

 

 

WCIELENIE W ŻYCIE POZYTYWNYCH CELÓW TEORII DOUGLASA W OPARCIU O DOROBEK EKONOMISTÓW WIELU NURTÓW

 

 

Warto zatem, korzystając z dorobku ekonomistów wielu nurtów, wypracować teoretycznie możliwość innego wcielenia w życie pozytywnych celów zawartych w teorii Douglasa. Te pozytywne cele to trzy zasady, które można z Teorii Kredytu Społecznego wyprowadzić:

 

 

1. Zasada monetyzacji dóbr i usług poprzez emisję pieniądza w imieniu całej wspólnoty i na jej potrzeby.

 

2. Zasada społecznej własności kapitału.

 

3. Gospodarka bezodsetkowa. Likwidacja prymatu dodatniego oprocentowania. (Choć Douglas proponował kredyt to całkowicie abstrahował od zwyczaju naliczania odsetek z czasem. Procent był przez niego używany tylko do obliczenia kwoty wynagrodzenia w proporcji do kosztów produkcji, zwrot kredytu miałby obywać się w tej samej kwocie bez względu na czas).

 

 

ZASTOSOWANIE ZASAD TEORII KREDYTU SPOŁECZNEGO oraz EKONOMII KLASYCZNEJ w DEMOKRACJI FINANSOWEJ

 

 

Te trzy cele-zasady to najbardziej wartościowa ― według mnie ― spuścizna Kredytu Społecznego. Została ona zastosowana w teorii Demokracji Finansowej w sposób mniej radykalny i bardziej „życiowy” ― łatwiejszy do zrozumienia i zrealizowania. Demokracja finansowa wyprowadza swoje zasady nie tylko z Teorii Kredytu Społecznego, ale również z klasycznej ekonomii; prostując błędne interpretacje znanych równań (Davida Ricardo oraz Irwinga Fishera) a także z wyciągając wnioski z faktu demonetyzacji złota.

UJAWNIENIE WARTOŚCI ETYCZNYCH LEŻĄCYCH U PODSTAW NASZEGO MYŚLENIA W EKONOMII

 

 

Wyrażenie prawd alternatywnej ekonomii językiem ekonomii klasycznej, likwiduje różnice metodologiczne, przełamuje bariery wykształcenia i wzajemną izolację teorii. Pokazuje, że ekonomia jest jedna, że jest to sposób myślenia o tym samym świecie i tych samych ludziach. Ważne jest natomiast, jakie wartości etyczne, leżą u podstaw naszego myślenia. Indywidualny zysk ponad wszystko i wszystkich? Czy zasada sprawiedliwości społecznej?

 

 

SPRAWIEDLIWOŚĆ SPOŁECZNA JAKO NORMA EKONOMII

 

 

Okazuje się, że ekonomicznie zasadną wartością jest religijna i etyczna dbałość o sprawiedliwość społeczną. Wartość ta jest bardziej zasadna EKONOMICZNIE od nadmiernej troski o swój zysk, (który w postaci oprocentowania pieniędzy staje się wręcz zjawiskiem niszczącym gospodarkę). Zatem nie należy kapitulować przed egoistami, którzy twierdzą sprytnie, że ich korzyść ma znaczenie powszechnego dobra.

 

 

Sprawiedliwość społeczna jest właściwą dla ekonomi wartością i powinna być w niej stale obecna. Trzeba tylko umieć ją przełożyć na język ekonomii; produkcję dóbr i emisję pieniędzy jako monetyzację przyrostu dóbr. Konkretne i po demonetyzacji złota łatwe do wprowadzenia w życie rozwiązanie, zostało zaproponowane w teorii Demokracji Finansowej.

 

 

Wprowadzenie demokracji finansowej może odbywać się stopniowo i powoli. Nie musi to być dramatyczna zmiana jak w propozycji Douglasa: zamiana pieniądza na kredyt. Wystarczy stopniowe obniżanie stóp procentowych i monetyzowanie przyrostu dóbr poprzez emisję pieniędzy oraz taką ich dystrybucję, która prowadzi do bardziej demokratycznego rozkładu pieniądza we wspólnocie.

 

_______________________

 

Przypisy:

 

[1] Zobacz: Louis Even, Co to jest prawdziwy kredyt społeczny, oraz Elementarz Kredytu Społecznego (w:) Michael Jurnal Nr 5. Rougemont, Quebec, Kanada, a także: Louis Even, Globalne oszustwo i drogi wyjścia, Rougemont-Wrocław 2001.

 

[2] Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa. Tak brzmi pkt. 2 art. 220, roz. X Konstytucji RP, co w połączeniu z brakiem emisji skazuje Polaków na zadłużanie się w zagranicznych bankach prywatnych (i co trzeba zmienić).

 

[3] L. Even, Globalne oszustwo i drogi wyjścia, wyd. cyt. s. 81.

 

[4] Tamże, s. 124.

 

[5] Por. http://en.wikipedia.org/wiki/Social_Credit

 

[6] Zobacz: http://www.douglassocialcredit.com/html/questions.html oraz J. M. Keynes dz. cyt. s. 335. Polemika wokół twierdzenia A+B oraz zastrzeżenia Keynesa.

 

[7] L. Even, dz. cyt, s. 76.

 

[8] J.Morawski, dz.cyt. s. 92.

 

[9] Tamże.

 

[10] L.Even, dz. cyt. s. 75.

 

[11] Tamże.

 

 

ZAKOŃCZENIE

 

 

Koncepcja demokracji finansowej ma już dzisiaj praktyczne zastosowanie w Polsce. W czasie wyborów może być probierzem zasadności programów gospodarczych partii kandydujących do Parlamentu. Partie, które odrzucają zasadę emisji/monetyzacji dóbr, debatują jedynie nad wysokością stóp procentowych i podatków, de facto opowiadają się za monetyzacją poprzez oprocentowanie, czyli za dofinansowywaniem najbogatszych. Wysokość stóp procentowych i opodatkowania reguluje jedynie szybkość, z jaką finansowe zasoby społeczeństwa będą przechodzić do rąk ludzi najbardziej zamożnych oraz największych spekulantów. Brak monetyzacji dóbr za pomocą emisji będzie powodował wzrost deficytu budżetowego.

 

 

Państwo silne gospodarczo może lekceważyć deficyt, bo w jego sytuacji jest on przecież zazwyczaj jedynie błędem metodologicznym. Państwo o zniszczonej gospodarce nie może lekceważyć deficytu. Powinno dążyć do wyjaśnienia nieprawidłowości teoretycznych i do prawidłowej analizy swojej efektywności gospodarczej. Monetyzacja dóbr, wzrost budżetu i demokratyczny rozdział emitowanych środków może pomóc w wydobyciu się danego państwa z kłopotów finansowych.

 

 

Demokracja finansowa to dobry program dla koalicji partii nastawionych na realizacje społecznego dobra. Program ten likwiduje także potrzebę prowadzenia kampanii wyborczej opartej na zręcznej psychomanipulacji, po to, aby zamącić ludziom w głowach. Wystarcza klarowna idea i dobitna, racjonalna argumentacja.

 

 

Stopniowe wprowadzanie demokracji finansowej w Polsce i na świecie (UE) wymaga lat, ale proces ten można rozpocząć zaraz po wyborach od pracy legislacyjnej. Droga ku demokracji finansowej to droga ku nowemu ustrojowi społecznemu; (kapitalizm oparty na chciwości i rywalizacji nie sprawdza się na świecie). Droga ku demokracji finansowej to realizacja wezwania Jana Pawła II przytoczonego jako motto artykułu. Program demokracji finansowej wykracza poza interesy pojedynczego państwa. To program pokoju pomiędzy narodami i cywilizacjami. Jest to także właściwy program dla Unii Europejskiej, która nie osiągnie jedności bazując na biurokracji i chciwości, ale może zjednoczyć narody odwołując się do wspólnych wartości kulturowych i religijnych.

 

Jacek Andrzej Rossakiewicz

Stara Miłosna, 21 czerwca 2005 roku

(Tekst jest wyborem z mojej książki „Demokracja finansowa” opublikowanej w 2003 roku oraz z książki „Arte Sacra” będącej w przygotowaniu).

 

 

 http://www.rossakiewicz.pl/demokracja/  

[Fragmenty (skróty)]

1. PRZYCZYNY KRYZYSÓW, BIEDY I DEGENERACJI SPOŁECZEŃSTW.

Jubiler pomyślał: "Chociaż to nie jest moja własność, będę pożyczał złoto na procent. Jeszcze lepiej, zamiast złota będę pożyczał kwity, a procentów będę żądał w złocie: ono będzie do mnie należało, a złoto moich klientów pozostanie nienaruszone w schowkach, na pokrycie nowych pożyczek".

Jak pomyślał tak zrobił, i stał się bankierem.

 

Od dawna zanosi się na upadek systemu obecnego pieniądza, wszechobecny "kryzys", apokalipsę starego świata, i mam nadzieję że narodziny nowego, lepszego.

Teraz w Świecie rządzą "producenci pieniądza", tak, tak, niewolnictwo w XXI wieku przez zniewolenie bez kajdan!

 

Prawdziwi władcy tego świata rządzą z ukrycia.

Dla wielu ludzi dług staje się coraz poważniejszym problemem, większość narodów, firm i osób prywatnych żyje głównie na kredyt. Zaciągają coraz większe pożyczki i płacą niewyobrażalnie wysokie odsetki od czegoś, co nigdy tak naprawdę nie istniało. Nowoczesny system bankowy i elita tym rządząca robi pieniądze z niczego. Ten proces jest prawdopodobnie najbardziej zdumiewającą sztuczką iluzjonerską, jaką kiedykolwiek wynaleziono w celu uzależnienia od paru osób całego świata. Pieniądz miał tylko ułatwiać wymianę dóbr między ludźmi, a stał się powodem spekulacji i wyzysku cudzej pracy poprzez lichwiarskie procenty (odsetkowe i składne) i inne formy finansowego jarzma.

 

I nieważne, czy prezydentem USA będzie Bush czy Obama czy inna "marionetka" - to Ben Bernanke jest prezesem FED.

 

Bankierzy mają prawo pożyczać więcej pieniędzy niż posiadają, co jest de facto tworzeniem nowych pieniędzy z niczego! Człowiek, który bierze kredyt w banku ryzykuje: domem, samochodem, płacą i innymi rzeczami nie rzadko całym majątkiem, a bank? Bank centralny, ryzykuje jedynie pieniędzmi, które wydał na farbę i papier do produkcji banknotów, które daje kredytobiorcy poprzez komercjalne banki kreujące bezgotówkowy pieniądz (w dobie komputerów pieniądze to "bity" na kontach)! Jak by tego było mało pobierają lichwiarski procent!! "Niewinny" procent, który w rzeczy samej umożliwi im w przyszłości zapanowanie nad wszystkimi pieniędzmi i dobrami na ziemi.

 

Jak to się stało, że elity, rządy pozwoliły na takie procedury? Że pozwoliły bankom więcej pożyczać niż posiadają?

Tak, to wydaje się niewiarygodne, ale Narodowe Rządy zalegalizowały tworzenie pieniędzy z niczego! Mało tego wyprzedały dobro narodowe obywateli! I w końcu same sprzedają się w prywatne ręce.

 

Z ukrycia za pomocą międzynarodowych korporacji rządzą rodziny bogatych "bankierów, finansistów". Miliarderzy wszystkich krajów – łączą się!

 

Słyszeliście o Morganach, Rockefellerach, Rothschildach, Morrisach, Fordach, Lazardach, Bushach i innych?

 

Rządzą Światem. Globalizacja i Bank Światowy to ich główne hasła miłości.

 

BANK $WIATOWY

(słowa Allahim II & Włochaty)

 

"Banku Światowy, Któryś Jest W Waszyngtonie

A Twa Potęga Mąci W Głowach Sprzedajnych Zdrajców Narodu

Odpierdol Się Z "Pomocą" Dnia Codziennego

Od Wszystkich Ludów Ziemi

Przeklęte Imię Twoje Przez Cierpiących Ludzi I Narody Świata

Twa Kurewska Imperialna Chciwość Obraca W Niwecz Glob Ziemski

Pozostawiając Zgliszcza Tropiku, Płacz Umierających Dzieci

I Nędzniejących Matek

Bądź Przeklęty Teraz I W Każdej Godzinie Niedoli Naszej

Zawinionej Twym Wszetecznym Plugawieniem Ze Złotym Cielcem."

 

 

Dlaczego firmom opłaca się wyrzucić, zniszczyć jedzenie niż dać je taniej? Dlaczego na dadzą jej biednym? Bo prawo jest w służbie "złego pieniądza"! Dlaczego jest? Bo "władcy pieniądza" rządzą tymi, którzy Tworzą prawa!

Piekarz, który chciałby dać swoją nadprodukcję chleba do domu dziecka musi odprowadzić od tego podatek, czy to nie jest zgnilizna systemu?

 

 

2. SOCJALIZM/KAPITALIZM TYLKO TAKIE OPCJE??

NIE! – jest inna alternatywa! Wpadliśmy ze skrajności w skrajność, po komunie zachłysnęliśmy się kapitalizmem (dającym iluzję wolności, zniewalający systemem pieniądza, który utracił naturę).

Jak widać na co dzień, obecny system pieniądza daje władzę wąskiej grupie ludzi. Są na górze piramidy, a ten system pozwala im czerpać niezasłużony profit z pracy reszty ludzi. Będą to robić, póki obecny system pieniądza, a zwłaszcza jego redystrybucji nie zmieni się. Uświadomcie sobie, że Ci ludzie powstrzymują zmiany, bo w obecnym systemie są na górze piramidy.

 

Gdyby przeciętny człowiek miał długi – bank oskubał by go do zera i puścił w skarpetach, ale kiedy banki mają problemy z płynnością, to nie ponoszą za ten stan rzeczy odpowiedzialności. Mało tego! Bankierzy rękoma polityków przerzucają odpowiedzialność na podatników! Ten system cuchnie, dziwi mnie to, że mało kto czuje ten fetor!

 

Pieniądz który stracił swoją naturę – to zły pieniądz. Ze środka wymiany papierek stał się bogactwem sam w sobie, a poprzez mechanizmy lichwiarskich procentów niewoli ludzi. Ma to odwzorowanie w przemianach społecznych, kulturowych, ekologicznych. Zapytacie: Społecznych? A no tak zwróćcie uwagę co czyni; ludzie już dawno uknuli termin wyścig szczurów. Kulturowych? Ludzie robią tylko to, co się opłaca, całkowicie podporządkowani władzy złego systemu pieniądza wyzbywają się własnej natury. Ekologicznych? Bo nie liczy się Ziemia, natura – liczy się bogactwo i eksploatacja dóbr naturalnych za wszelką cenę.

 

 

3. REFORMA POLITYKI MONETARNEJ PAŃSTWA.

Producent samochodów Henry Ford powie­dział: "Jeżeli ludzie w kraju rozumieliby bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewo­lucja".

 

Wytwarzanie pieniędzy w kraju w ten sposób, że się zadłuża rządy i osoby prywatne, ustanawia prawdziwą dyktaturę zarówno nad rządami, jak nad jednostkami.

 

 

DEMOKRACJA FINANSOWA JAKO SPOSÓB REALIZACJI ZASAD USTROJOWYCH RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

 

1. Najważniejsze zasady ustroju Rzeczypospolitej Polskiej określa Konstytucja.

 

Art. 1. Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.

Art. 2. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Art. 3. Władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do Narodu.

Art. 4. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

 

Pierwszy i drugi artykuł określa cele ustrojowe RP. Celom tym powinny zostać podporządkowane wszystkie dalsze artykuły Konstytucji oraz ustawy obowiązujące w naszym kraju. Niestety czasami uchwalone prawo lub praktyka przedstawicieli Narodu nie jest zgodna z tymi celami. Dzieje się tak na skutek braku wiedzy lub zaniedbania. Z tych dwu powodów państwo nie realizuje zasad wspólnego dobra i sprawiedliwości społecznej w dziedzinie finansów publicznych. Należy to wyjaśnić i zmienić.

 

Narodowy Bank Polski jest instytucją narodową i państwową. W tym znaczeniu właścicielami NBP są wszyscy Polacy, Naród Polski i polscy obywatele, reprezentowani pośrednio przez wybranych ludzi: przez Sejm, Senat i Prezydenta RP. (Prezesa NBP powołuje Sejm na wniosek Prezydenta).

 

 

10. Głównym problemem neoliberalnego monetaryzmu jest to, jak uniknąć inflacji, zrodzonej z monetyzowania przyrostu dóbr, poprzez oprocentowanie. Decydenci dokonują tego poprzez nieustanne manipulacje stopami procentowymi. Manipulacje te w pierwszej kolejności nastawione są na ich zysk i stanowią zazwyczaj zaskoczenie dla ekonomistów i średnio zorientowanej publiczności – bo szkodzą gospodarce.

 

W okresie wzrostu gospodarczego, kiedy PKB rośnie (na skutek spadku stóp procentowych i obniżenia ceny kredytu), czyli kiedy wszystko jest na jak najlepszej drodze, decydenci nagle podnoszą stopy procentowe, po to, aby zmonetyzować osiągnięty do tej pory przyrost PKB. Efektem takiego sposobu monetyzacji jest powiększenie zasobu pieniądza u rentierów i akcjonariuszy banków. Nie jest ważne dla decydentów, że gospodarka wówczas ponownie pogrąży się w kryzysie, wzrośnie inflacja i spadnie PKB. Te mikro-kryzysy są wywołane niewłaściwymi z punktu widzenia dobra ogółu decyzjami ludzi, którzy własny zysk przedkładają nad rozwój gospodarki i pomyślność Narodu. Po zmonetyzowaniu przyrostu PKB w ciągu roku lub dwóch, stopy procentowe są znowu obniżane i następuje mikro-ożywienie gospodarcze.

 

Podnoszenie stóp procentowych stało się też paradoksalnym sposobem zwalczania inflacji, która jest oprocentowaniem wywołana. Polega to na ściąganiu pieniędzy z rynku przy użyciu zachęty, jaką stanowią większe odsetki. Wówczas ludzie chętniej wpłacają pieniądz do banku. Pieniądz będący w banku, mnoży się w wyniku oprocentowania, ale nie pojawia się na rynku. Odsetki i reklamy namawiają do oszczędzania i coraz więcej ludzi lokuje pieniądze na kontach terminowych, kosztem swojej konsumpcji. Efektem jest deflacja, brak pieniądza na rynku. Zmniejszająca się ilość pieniędzy na rynku wpływa na stabilność cen, a nawet może doprowadzić do spadku cen (najbardziej dramatyczny i łatwo zauważalny wskaźnik deflacji). Deflacja może także zostać osiągnięta poprzez wzrost podatków, fiskalizm i poprzez ograniczenie wydatków budżetowych. Taka jest przyczyna stosunkowo małego deficytu budżetowego w Polsce.

 

Reasumując: A. Polityka finansowa, która szkodzi gospodarce (tzw. „restrykcyjna”), B. Monetyzacja dóbr poprzez oprocentowanie, które prowadzi jednocześnie do inflacji i „schładzania gospodarki”, C. Paradoksalny sposób zwalczania inflacji poprzez wzrost stóp procentowych, które generalnie inflację generują, D. występowanie wzrostu cen wywołanego oprocentowaniem i jego podobieństwo do inflacji, przy jednoczesnym wprowadzaniu na rynku deflacji. To wszystko wyjątkowo dobrze oddaje nazwa tej polityki: „neoliberalna deregulacja” Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że ludzie tę „deregulację” akceptują. Robią to przede wszystkim dlatego, że o tym wszystkim nie wiedzą, nie mają świadomości tego, co się dzieje, bowiem zasady takiej polityki finansowej są ukrywane. Widać tylko same wskaźniki, prawdziwe relacje pomiędzy wskaźnikami są pokrywane milczeniem. Wiedza zastępowana jest liberalną demagogią, która dominuje w mediach oraz na uczelniach ekonomicznych.

 

 

11. Taki oto system „neoliberalnej deregulacji” finansowej i gospodarczej został zaszczepiony w Polsce jako „transformacja ustrojowa”. System ten jest oczywiście niezgodny z Konstytucją i z celami ustrojowymi R.P. określonymi w Art. 1. i 2. Uniemożliwia także realizację słusznego Art. 20. „Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej”.

 

System ten został zakorzeniony w Konstytucji dopiero w Rozdziale X, „Finanse Publiczne” w wybranych artykułach.

 

Trzeci i najważniejszy zapis deregulacyjny; to powołanie Rady Polityki Pieniężnej i oddanie jej inicjatywy w zakresie polityki finansowej zupełnie niezależnie od Sejmu i Senatu. Zapis ten mógłby nie mieć żadnego znaczenia, o ile członkowie Rady kierowaliby się zdrowymi zasadami. Jednak to właśnie w RPP podejmowane są decyzje deregulacyjne; określanie wysokości stóp procentowych i inne założenia polityki finansowej. Enigmatyczne ciało zapośredniczone nadmiernie wobec Narodu (9 członków mianowanych po trzech przez Sejm, Senat i Prezydenta R.P. plus Prezes NBP), działa niezależnie od Rady Ministrów i określa to, co w budżecie jest najważniejsze, ilość pieniądza i sposób jego emisji. Dominacja neoliberalnej deregulacji w działaniach Rady skłania do wydania opinii, iż takie ciało jest niepotrzebne; duplikuje, bowiem funkcje Rządu oraz NBP, więc trzeba je rozwiązać. Można jednakże bez zmiany Konstytucji określić zadania RPP w ustawie. RPP powinna zostać zdominowana przez zupełnie inne podejście do pieniądza oparte na zasadzie realizacji celów konstytucyjnych Rzeczypospolitej Polskiej. Odejście od tych celów przez RPP jak też i Zarząd NBP, powinno skutkować natychmiastowym rozwiązaniem tych instytucji w ich aktualnym składzie. Sama koncepcja RPP jako rady zajmującej się sprawami pieniądza została skopiowana z pism teoretyków Kredytu Społecznego (Colin Barclay Smith) i po prostu wypełniona przeciwstawną treścią. Można wprowadzić do RPP treść właściwą, która będzie służyć narodowi, np. zobowiązując Radę do obliczania optymalnej wielkości emisji, którą będzie później prowadził NBP, a Rada będzie monitorowała przebieg tych działań.

 

 

12. Widzimy zatem, że możliwa jest naprawa systemu finansowego w Polsce bez zmiany Konstytucji. (To obecny system neoliberalny jest z nią sprzeczny). Zmiana Konstytucji w zakresie polityki finansowej w kierunku zgodności z obecnymi celami ustrojowymi, pozwoli wyeliminować to, co już obecnie jest z celami tymi niezgodne, będzie to także zabieg estetyczny; wyeliminowanie rzeczy zbędnych, zaśmiecających Ustawę Zasadniczą.

 

 

13. Pozostaje określić cechy systemu finansowego, który będzie realizował konstytucyjne cele ustrojowe państwa i będzie zakorzeniony w ekonomii jako nauce, a nie jako ekonomicznej demagogii, jaką jest doktryna „liberalnej deregulacji”.

 

Pierwsze stwierdzenie, jakie przypomnę to fakt, iż w Polsce funkcjonuje pieniądz narodowy. Nie jest to pieniądz emitowany przez banki prywatne, jak np. Bank Anglii przez dwa i pół stulecia do momentu nacjonalizacji w 1946 roku, ani jak Fundusz Rezerwy Federalnej, który od początku do chwili obecnej, wbrew swojej nazwie, emituje dla narodu amerykańskiego prywatne dolary, jest to bowiem zespół prywatnych banków, będących na dodatek głównie w rękach żydowskich. My mamy w Polsce swój własny narodowy pieniądz i za jego pomocą możemy monetyzować wartość przyrostu dóbr i usług, możemy nawet ustalić procentowo generalny poziom monetyzacji majątku narodowego, który obecnie jest niemal dużo niższy niż w krajach UE – mamy więc niezły zapas do unijnej normy.

 

 

16. Trzecia zasada Demokracji Finansowej to gospodarka bezodsetkowa. Jest to konsekwencja wyeliminowania oprocentowania i odsetek. Nie trzeba uzasadniać zalet gospodarki bezodsetkowej, gdyż każdy wie, iż polega ona na mnożeniu realnych dóbr i usług zamiast mnożenia pieniędzy za pomocą oprocentowania i przejmowania w ten sposób owoców coraz rzadszej pracy – która  w porównaniu do oprocentowania pieniędzy staje się po prostu nieopłacalna.

 

Problem dla niektórych zaczyna się przy haśle bankowość bezodsetkowa. Dla wykształconego klasycznie ekonomisty lub dla przeciętnego człowieka takie hasło może wydać się nierealne lub wręcz absurdalne. Jednak bankowość bezodsetkowa rozwija się obecnie na świecie najszybciej, a drogą tą zaczynają podążać także zachodnie banki komercyjne, włącznie z Citi Corp, Societe Generale, Deutsche Bank i Bank of England. (Farhat Khan, EIGB – wywiad dla CXO, grudzień 2003).

 

Charakterystyczne cechy bankowości bezodsetkowej przedstawiają się następująco:

 

A. Brak spekulacji pieniędzmi, brak oprocentowania i odsetek.

B. Inwestowanie pieniędzy w gospodarkę realną, w rozwój produkcji i usług.

C. Solidarne dzielenie ryzyka kredytowego; proporcjonalny udział banku w zyskach i w ewentualnych stratach przedsięwzięcia gospodarczego (jest tu miejsce na odpowiedzialność bankierów i jest to dobre).

E. Kierowanie się interesem wspólnoty. Odmowa finansowania przedsięwzięć niszczących więzi społeczne np. produkcja pornografii itp.

 

Jak widać jest to zupełnie inna bankowość realizująca zasady społecznego dobra i społecznej sprawiedliwości. Nie ma w niej uprzywilejowania kapitału, który dba wyłącznie o swój zysk i swoje bezpieczeństwo, stąd zastaw, hipoteki, poręczyciele, albo ubezpieczenie, za które też płaci klient, albo, ostatecznie, większe odsetki od grupy ludzi najbiedniejszych jako opłacenie większego ryzyka kredytowego – moim zdaniem jest to szczyt przewrotności, bowiem rekompensatę za większe ryzyko można byłoby rozliczać z uwzględnieniem kredytobiorców zamożniejszych, ale jest odwrotnie, o kredytobiorcę zamożnego banki zabiegają zmniejszając odsetki, byle wziął kredyt w danym banku, natomiast człowiekowi ubogiemu każą płacić odsetki np. czterokrotnie wyższe, bo on potrzebuje pieniędzy i można z niego „zedrzeć za ryzyko”.

 

Demokracja Finansowa stwarza bardzo korzystne warunki dla rozwoju bankowości bezodsetkowej poprzez zasadę emisji pieniądza na zasadzie monetyzacji dóbr oraz sprawiedliwy rozdział nowo-emitowanego pieniądza na zasadzie dodawania go na konta najmniej zarabiających. Bezodsetkowa emisja pieniędzy wręcz wymaga powszechnej bezodsetkowej bankowości. Zaś ta może się rozwinąć w pełni dopiero wraz z emisją. Bez takiej emisji skazana jest na posługiwanie się pieniądzem prywatnym np.: dolarem z handlu ropą naftową, a ten pieniądz jest obciążony lichwą i inflacją, więc nie jest bezpieczny. Nie mniejsze znaczenie od zagospodarowania pieniądza z monetyzacji dóbr ma udzielanie bezodsetkowych kredytów konsumpcyjnych oraz możliwość udzielania bezodsetkowych kredytów inwestycyjnych pochodzących nie tylko z monetyzacji, ale także z ludzkich oszczędności oraz z pieniądza emitowanego na wspólne potrzeby. Bankowość i gospodarka bezodsetkowa to racjonalizacja bankowości i gospodarki. Jej powszechność gwarantuje większe zyski dla większości obywateli, choć wywindowane przez odsetki dochody nielicznych (spekulantów) przeszłyby do historii.

 

Bankowość bezodsetkowa i bezodsetkowa gospodarka wymagają pieniądza narodowego lub społecznego. Ten ostatni może być ponadnarodowy, ale nie sądzę, aby mógł być prywatny, gdyż ten rodzaj pieniądza kojarzy mi się, jak dotąd, z oprocentowaniem.

 

 

17. Oto zarys nowego systemu ekonomicznego, który nosi miano Demokracji Finansowej. System ten jest zgodny z zasadami ustroju Rzeczypospolitej Polskiej i powinien być realizowany już teraz. Szansą na wprowadzenie tego systemu są wybory. Jeżeli do Sejmu trafią ludzie opowiadający się za Demokracja Finansową, kłopoty finansowe Polaków skończą się. Wraz z uchwaleniem Ustaw o Demokracji Finansowej trzeba będzie wprowadzić powszechną abolicję podatkową oraz amnestię wobec przestępstw finansowych, do których zmusiła Polaków niewłaściwa polityka finansowa neoliberalnej deregulacji i prawo uchwalone pod dyktando jej reprezentantów. (Ta ostatnia propozycja to słuszna propozycja Stanisława Tymińskiego i Ogólnopolskiego Komitetu Obywatelskiego - OKO). Demokracja finansowa może liczyć – jak sądzę – na poparcie wielu partii, może także stać się fundamentem cennych sojuszy nastawionych na realizację dobra Polaków. Ludzie, którzy będą przeczyć wartości demokracji finansowej, są po prostu zadowoleni z istniejącego chaosu i czerpią z niego korzyści. Być może należą do grupy tych ludzi, którym wydaje się, iż zarabiają na odsetkach, ale na odsetkach z całkowitą pewnością zarabiają jedynie ci ludzie, których dochody z tego tytułu przekraczają połowę ich wydatków. Ludzi takich jest niewielu. Dzieje się tak dlatego, że odsetki stanowią 30-50% ceny podstawowych artykułów codziennego użytku; począwszy od opłat za mieszkanie i kanalizację, skończywszy na artykułach przemysłowych, (dane te podaje Margrit Kennedy). Inną sprawa jest konstruktywna krytyka demokracji finansowej, tu zawsze pozostanie wiele do zrobienia.

 

 

18. Pozostała kwestia finansowej przyszłości. Polska jest szykowana do przyłączenia do unii walutowej i wprowadzenia euro. Polska już teraz spełnia kryteria przyłączenia, których notabene nie spełnia większość państw UE, (z powodu nadmiernego deficytu budżetowego). Przed przyłączeniem sytuacja finansowa Polaków ma być zdecydowanie pogorszona, tak aby, po pierwsze; przyłączenie Polski nie zagroziło deregulacyjnemu systemowi unijnemu, po drugie; decydenci chcieliby, abyśmy powitali euro z entuzjazmem, jako rodzaj wybawienia od kłopotów. To dla tego obecny system finansowy, (ukształtowany zgodnie z unijnym) jest w Polsce realizowany i sieje takie spustoszenie. Nasz narodowy bank centralny (NBP) prowadzący od lat „restrykcyjną”: (czytaj: destrukcyjną) politykę finansową wobec Narodu polskiego przygotowuje nas do ostatniego aktu tego finansowego dramatu; likwidacji naszego narodowego pieniądza i zastąpienia go pieniądzem prywatnym: euro.

 

Nie trzeba chyba dodawać, że prywatny, oprocentowany pieniądz oznacza jeszcze większe trudności, (których zechcieli uniknąć Anglicy, Szwedzi i Duńczycy). Nie ma on nic wspólnego z zasadami określonymi w Konstytucji R.P., a jego natura; oprocentowany dług, tym bardziej nie pozwoli realizować zasad sprawiedliwości społecznej. Natura prywatnego pieniądza będącego oprocentowanym długiem prowadzi do rozwarstwienia majątkowego wspólnoty i beznadziejnego zadłużenia, niemożliwego do spłaty. Prywatny pieniądz jest gwarantem tej niesprawiedliwości w jeszcze większym stopniu niż ten narodowy, źle zarządzany przez obecne władze. Dlatego wskaźniki gospodarcze wielu państw Unii po wprowadzeniu jednej waluty pogorszyły się.

 

Jeżeli jednak zostaniemy włączeni do unii walutowej, trzeba będzie tam z innymi narodami realizować zasady Demokracji Finansowej, bo bez nich życie w Unii stanie się trudne dla większości Europejczyków. Być może proces uspołecznienia pieniądza wydłuży się, ale obejmie większy obszar. Po wprowadzeniu demokracji finansowej, a w zasadzie w trakcie jej wprowadzania, zmieni się charakter zjednoczenia narodów europejskich; kultura zacznie dominować nad manipulacją i biurokracją.

 

15 lipca 2005

 

Jacek Andrzej Rossakiewicz

 

 

4. ROZWAŻANIA O SKUTKACH BRAKU REFORMY OBECNEGO SYSTEMU PIENIĄDZA.

Pamiętajcie, jeśli nie zmienimy złego systemu pieniądza trudno będzie zmienić skutki jego złego działania!

 

Zadajcie sobie pytanie odnośnie jakiegokolwiek problemu społecznego, kulturowego, państwowego, moralnego, ludzkiego a zauważycie w tle rolę mamony. Widzicie jaką władzę mają w naszym życiu pieniądze? Obecny system pieniądza poprzez lichwiarskie oprocentowanie, prawa do dysponowania dobrem wymiennym naszej pracy (czyli pieniędzy!) jest jarzmem narzuconym na społeczeństwo. Zastanówcie się, jakim prawem bankier tworzy pieniądze z niczego? Jak by było tego mało, jakim prawem żąda spłaty większej ilości pieniędzy niż sam stworzył? (lichwiarskie procenty) Co tworzy dług? Czy kiedykolwiek jesteśmy w stanie spłacić coś, czego nie ma? Czy w ten sposób nie zawładnie wszystkimi dobrami na ziemi? I w końcu KTO mu dał prawo pobierać procent od pożytecznej pracy ludzi?

(...)

 

 

WŁADCY PIENIĄDZA

 

Kilka uwag histo­rycznych na temat handlarzy pie­niędzmi

 

Praca pisma ”Michael” jest pracą eduka­cyjną – uświadamianiem ludzi na temat reformy monetarnej. Dlatego dobrze jest poznać informacje do­tyczące przeszłości poruszanego tutaj tematu.

 

Poniższy materiał zaczerpnięto z komentarza do filmu video zatytułowanego „Władcy pieniądza – jak międzynarodowi bankierzy zdobyli kontrolę nad Ameryką” („The Money Masters – How Inter­national Bankers Gained Control of Ame­rica”). Zaprezentowano tu bardzo cenne historyczne in­formacje na temat zdobycia kontroli i władzy przez handlarzy pieniędzmi, dziś zwanymi międzynaro­dowymi bankierami czy międzynaro­dową finan­sjerą. Podtytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

 

Podatek w świątyni

Kiedy żydzi przybywali do Jerozolimy, żeby zapłacić podatek na rzecz świątyni, mogli go uiszczać jedynie przy pomocy specjalnej monety – „półszekla świątynnego”. Była to połowa uncji czystego srebra. Jedyna moneta używana w tam­tym czasie w okolicy, która była wykonana z czy­stego srebra o stałej wadze i bez wizerunku pogań­skiego cesarza. Dlatego też półszekiel był, według ży­dów, jedyną monetą, którą można było ofiaro­wać Bogu.

 

Tych monet nie było jednak zbyt dużo. Handla­rze pieniędzmi opanowali ich rynek i za­częli skupować je dla celów spekulacyjnych. Na­stępnie podnieśli na nie ceny tak, jak na każdy inny pro­dukt do wysokości, którą rynek mógł wy­trzymać. Innymi słowy, handlarze pieniędzmi osiągali wiel­kie zyski, ponieważ posiadali fak­tyczny monopol na pieniądze. Żydzi musieli płacić im tyle, ile tamci od nich zażądali.

 

Wczesny Rzym

Dwaj cesarze rzymscy z wczesnego okresu Cesarstwa próbowali zmniejszyć władzę handlarzy pieniędzmi, refor­mując prawa dotyczące lichwy i ograniczając wła­sność ziemską do 500 akrów. Obaj zginęli w zamachach!

 

Han­dla­rzami pie­niędzmi najczę­ściej byli złot­nicy. Byli oni pierwszymi ban­kierami, ponie­waż zaczęli prze­cho­wywać złoto in­nych dla bezpie­czeństwa, trzymając je w sejfach. Pierwsze pa­pierowe pie­niądze były w rzeczywi­sto­ści po­kwitowa­niem za złoto pozosta­wione u złot­nika.

 

Pieniądze papierowe przyjęły się dlatego, że były wygodniejsze, niż no­szenie ze sobą wielu ciężkich złotych lub srebrnych mo­net. W końcu złotnicy za­uważyli, że jedynie mała liczba depozytariuszy kiedy­kolwiek przychodziła i żądała swego złota z powrotem.

 

Początki oszustwa

Złotnicy zaczęli stosować oszukańczy system. Odkryli, że mogą drukować więcej pieniędzy, niż mają złota i zwy­kle nikt nie był przebie­glejszy od nich. Na­stępnie mogli pożyczać te dodat­kowe pie­nią­dze i pobierać od nich odsetki. Były to naro­dziny systemu tzw. frakcyjnej rezerwy bankowej (fractional reserve banking), gdzie poży­cza się wiele razy więcej pienię­dzy, niż ma się po­krycia w depozytach. Czyli, jeżeli zdeponowano u nich złoto wartości 1000 dolarów, mogli oni po­życzyć ok. 10 000 dolarów w banknotach papiero­wych i pobierać odsetki od tej sumy i nikt nie odkrył oszustwa.

 

Takim sposobem złot­nicy stop­niowo groma­dzili coraz więcej bogactwa i używali tego bo­gactwa do gromadzenia coraz większej ilości złota. Dzisiaj ta praktyka poży­czania większej ilości pieniędzy, niż jest rezerw znana jest jako system frakcyjnej rezerwy ban­kowej. Każdy bank w USA może poży­czać przynajmniej 10 razy więcej pienię­dzy niż faktycznie posiada. Dlatego banki bogacą się przez pobieranie odse­tek w wysokości, powiedzmy, 8 %. W rze­czywi­stości ich zaro­bek nie wynosi 8 % rocznie; jest to 80 %. Dlatego właśnie budynki ban­kowe są zawsze największe w mieście.

 

 

SZEREGOWANIE EKONOMII

Starożytni złotnicy odkryli, że można osiągnąć dodatkowe dochody „szeregując ekonomię” po­między łatwymi i trudnymi pieniędzmi. Kiedy czynili dostępność pożyczek łatwiejszą, zwiększała się ilość pieniędzy w obiegu. Pieniędzy było pod dostatkiem i ludzie zaciągali więcej pożyczek na rozwój swoich biznesów. Następnie handlarze pie­niędzmi zmniejszali dostarczanie pieniędzy; czy­nili po­życzki trudniejszymi do otrzymania.

 

Co się wtedy działo? To, co się dzieje dzisiaj! Pewien procent ludzi nie był w stanie spłacić poprzednich pożyczek i nie mógł otrzymać nowych, żeby spła­cić stare. W rezultacie bankrutowali i musieli sprzedać złotnikom to, co posiadali za gro­sze. To samo dzieje się dzisiaj, tylko dzisiaj na­zywa się to „szeregowaniem ekonomii” – w górę i w dół, tzw. „cyklem biznesowym”.

 

SYSTEM KARBOWANEGO KIJA

Tak jak Juliusz Cezar, król Anglii Henryk I zdołał odebrać złotnikom władzę pieniądza ok. 1100. r. po n. Ch. Henryk mógł użyć wszystkiego jako pieniędzy – muszelek, piór itd. Jednak wyna­lazł on jeden z najbardziej niezwykłych systemów pieniężnych w historii, nazwany „systemem kar­bowanego kija”. Przetrwał on 726 lat do roku 1826. System ten wprowadzono w celu uniknięcia mo­netarnej manipulacji złotników.

 

Karbowane kije były pieniędzmi wytworzo­nymi z wypolerowanych gałęzi drzewa. Nacięcia umieszczone wzdłuż jednej krawędzi kija wska­zywały wartość. Na­stępnie rozdwajano go na całej długości przez nacięcia, tak żeby obie części w dalszym ciągu miały zaznaczone karby. Jedną po­łowę zatrzymywał król, żeby za­pobiec fałszerstwu. Drugą część posyłał w obieg jako pieniądze w celu rozwoju ekonomii. Jest ironią to, że po utworzeniu w 1694 r. Banku Anglii, Bank  ten zaatakował system karbowanego kija, ponieważ były to pie­niądze znajdujące się poza zasięgiem władzy han­dla­rzy pieniędzmi, co właśnie było intencją króla Henryka.

 

Dlaczego ludzie zaakceptowali drewniane kije jako pieniądze? To ważne pytanie. Poprzez całą swoją historię ludzie handlowali wszystkim, co uważali za wartościowe i używali tego jako pie­niądze. Widzicie więc, że sekret tkwi w tym, że pieniądzem jest tylko to, czego ludzie zgo­dzą się używać jako pieniądza. Czym są dzisiejsze papie­rowe pieniądze? Są tylko kawałkiem papie­ru. I tu jest trick. Król Henryk I zarządził, że kar­bowane kije muszą być używane do płacenia królewskich podatków. To wbudowany popyt na karbo­wane kije natychmiast spowodował ich akceptację jako pieniędzy i wprowadził je w obieg. I spełniały swoją rolę bardzo dobrze. Istotnie, żadna inna forma pieniędzy nie funkcjonowała tak do­brze i tak długo jak karbowane kije.

 

Wyobraźcie sobie: Imperium Brytyjskie zbu­dowano w czasie systemu karbowanego kija. Oka­zał on się sukcesem, mimo że handlarze pie­niędzmi ustawicznie atakowali go, oferując jako konkurencję system meta­lowej monety. Innymi słowy, mo­nety metalowe nigdy nie wyszły całkowicie z obiegu, lecz karbowane kije trwały, ponie­waż dobrze służyły pła­ceniu podatków.

 

 

Szaleni urzędnicy rządowi spotkali się z handla­rzami pieniędzmi, aby błagać ich o pożyczki potrzebne do prowadzenia działalności poli­tycznej. Cena była wysoka. Rząd usankcjonował bank bę­dący własnością prywatną, który mógł kre­ować pieniądze z niczego! Miał to być pierw­szy nowo­czesny, prywatny bank centralny na świecie – Bank Anglii.

 

Chociaż oszukańczo nazwano go Bankiem An­glii, żeby ogół społeczeństwa sądził, że jest on częścią rządu, w rzeczywistości tak nie było! Tak jak wszystkie inne prywatne korporacje, Bank An­glii sprzedawał akcje, żeby rozpocząć swoją dzia­łalność. Inwe­storzy, których nazwisk nigdy nie ujawniono, mieli złożyć 1 ¼ miliona funtów bry­tyjskich w złotych monetach, żeby wykupić akcje Banku. Jednak ze­brano tylko 750 000 funtów. Mimo to Bank Anglii rozpoczął dzia­łalność w 1694 r., pożyczając wielokrotnie więcej pieniędzy, niż miał ich zabezpieczonych w rezerwach, wszystkie na procent. W zamian za to, Bank miał pożyczać brytyj­skim politykom tyle nowych pie­niędzy, ile chcieli, tak długo, jak długo zabezpie­czali oni spłatę długu przez bezpośrednie opodat­kowanie obywateli brytyj­skich.

 

Owoce Banku Centralnego

Tak więc legalizacja Banku Anglii nie była ni­czym innym, niż zalegalizowanym fałszerstwem, powodującym używanie narodowej waluty dla prywatnych ko­rzyści. Niestety, obecnie prawie każde państwo po­siada prywatnie kontrolowany bank centralny, używający Banku Anglii jako pod­stawowego mo­delu.

 

Władza tych banków centralnych jest tak duża, że wkrótce przejmują one całkowitą kontrolę nad ekonomią narodową. Ta władza urasta do pluto­kracji, kierowanej przez bogatych. To tak, jak gdyby przekazać kontrolę nad armią w ręce mafii; niebezpieczeństwo tyranii byłoby olbrzymie. Tak, potrzebujemy banków centralnych! Nie, nie po­trzebujemy ich w prywat­nych rękach!

 

Oszustwo banku centralnego tkwi w rzeczy­wistości w ukrytym podatku. Kraj sprzedaje obligacje bankowi centralnemu, żeby zapłacić za rzeczy, za które nie może zapłacić bez pod­niesienia podatków. Ale te obligacje są naby­wane za pieniądze, które bank centralny kreuje z niczego! Więcej pieniędzy w obiegu powoduje, że twoje pieniądze tracą na wartości. Rząd do­staje tyle pieniędzy, ile potrzebuje, a ludzie płacą za to w postaci inflacji. „Urok” tego planu po­lega na tym, że nawet jedna osoba na tysiąc nie może się w nim połapać, ponieważ kryje się on zwykle za skomplikowanie brzmiącym żar­gonem ekono­micznym.

 

Wraz z utworzeniem Banku Anglii naród wkrótce został zalany pieniędzmi. Ceny w całym kraju uległy podwojeniu. Udzielano wielkich pożyczek, prawie na każdy nawet szalony projekt (w planie jednego z przedsięwzięć było osuszenie Mo­rza Czerwonego w celu odzyskania złota, które rzekomo zaginęło, gdy armia egipska zatonęła ścigając Mojżesza i Izraelitów.).

 

W 1698 r. dług rządowy wzrósł z początkowej sumy 1 ¼ miliona funtów do 16 milionów funtów. Oczywiście podniesiono podatki, potem podniesiono je znowu, żeby wszystko to spłacić. Wraz z dostarczeniem brytyjskich pieniędzy mocno trzymanych w garści handlarzy pieniędzmi, ekonomia brytyjska rozpoczęła serię wściekłej karuzeli boomów i depresji, zjawiska, któremu bank centralny jest zdecydowany zapobiegać, jak sam twierdzi. Jednak odkąd Bank Anglii przejął kontrolę funt brytyjski rzadko był stabilny.

 

* * *

 

Wiemy, że dzisiaj handlarzami pieniędzmi są międzynarodowi bankierzy, którzy obecnie kontrolują pieniądze w każdym kraju na świe­cie, poprzez ich nieuczciwy system zadłużający. Jest to największe oszustwo wszechczasów. Ży­jemy w wieku obfitości, a mimo to połowa świata cierpi z głodu, nie dlatego, że nie ma żywności, ale dlatego, że pieniądze są kontrolowane w taki sposób, że żywność nie może być prawidłowo rozprowadzana.

Melvin Sickler

 

Ten artykuł był publikowany w piśmie Michael – sierpień-wrzesień 2000.

 

 

KTO JEST WŁAŚCICIELEM?

KTO JEST ZŁODZIEJEM?

Podstawa pieniędzy

Pieniądze są emitowane, dlatego że wytwa­rzane są towary, prawdziwe towary odpowiadające prawdziwym potrzebom. W przeciwnym razie nie ma powodu dla istnienia pieniędzy, gdyż pieniądze istnieją w celu nabywania produktów.

 

DO KOGO NALEŻĄ TE NOWE PIENIĄDZE?

Te nowe pieniądze, wyemitowane przez ma­szynę, oczywiście nie należą do pracownika, który obsługuje maszynę.

 

Co więcej, pieniądze wyemitowane przez ma­szynę nie są realnym bogactwem, lecz biletem, który reprezentuje produkty, które muszą krążyć. Obieg towarów zależy od producentów i od kon­sumentów, którzy są częścią zorganizowanego społeczeństwa.

 

Nowe pieniądze mogą należeć tylko do tych, którzy są odpowiedzialni za obieg towa­rów, mianowicie do samego społeczeństwa, wszystkich jego członków.

 

Raz wyemitowane do obiegu nowe pieniądze należą do tych, którzy mają je w swoich portfelach. Niektórzy mają więcej, niektórzy mniej.

 

Ale żadna jednostka lub jakaś specjalna grupa nie może rościć sobie prawa bycia wła­ścicielem nowych pieniędzy, które wychodzą z drukarni. Te nowe pieniądze należą do całego społeczeństwa, a nie do jakiejś szczególnej jednostki lub grupy. Te nowe pieniądze muszą być więc rozdzielone pomiędzy wszystkich członków społeczeństwa.

 

Wielcy producenci zgromadzą więcej pienię­dzy, kiedy dostaną się one do obiegu wśród konsumentów. Lecz wpierw te nowe pieniądze muszą być równo rozdzielone pomiędzy wszystkich oby­wateli.

 

CI, KTÓRZY KRADNĄ NOWE PIENIĄDZE

Obecnie istnieje specjalna grupa, która po­siada przywilej obsługiwania tej maszyny, która emituje pieniądze. I ta grupa rości sobie prawo do posiadania wszystkich nowych pieniędzy, wyemi­towanych przez maszynę.

 

Tak, jakby np. kierowca autobusu uważał, że posiada autobus, ponieważ go prowadzi lub ktoś uważałby, że dlatego posiada kościół, ponieważ uruchamia w nim dzwony.

 

Obecnie to bankierzy obsługują maszynę, która emituje nowe pieniądze. Oni roszczą sobie prawo do posiadania tych nowych pieniędzy. Oni nawet pożyczają je na procent, czerpiąc z tego dla siebie profit i wycofują i likwidują te nowe pienią­dze jak chcą, kiedy ściągają pożyczki, których udzielili.

 

Gilberte Côté-Mercier

 

Ten artykuł był publikowany w piśmie Michael — sierpień-wrzesień 2000.

 

 

WŁADZA MONETARNA NALEŻY DO BANKÓW

 

Jedno pociągnięcie pióra tworzy pieniądze

Jedno pociągnięcie pióra likwiduje pieniądze

English français

 

Louis Even

Władza ustawodawcza ma swoje miejsce w parlamentach, gdyż właśnie tam dyskutuje się, głosuje i ustanawia prawa.

 

Władza wykonawcza ma swoje miejsce w biu­rach ministrów, gdyż to oni – premier czy prezy­dent i jego gabinet – podejmują decyzje, które są wykonywane przez urzędników państwowych.

 

A gdzie mieści się super-władza, władza mo­netarna?

 

Władza monetarna ma swoje miejsce w ban­kach. To właśnie w bankach tworzony jest i anulo­wany kredyt finansowy. Nowy kredyt finansowy jest tworzony wtedy, gdy bank udziela pożyczki czy to firmie budowlanej, czy właścicielowi sklepu, czy też rządowi. Bankier umieszcza na koncie po­życzają­cego przyznaną sumę pożyczki, tak jakby poży­czający złożył tej samej wielkości depozyt. Ale pożyczający w rzeczywistości ani nie przyniósł, ani nie zdeponował żadnych pieniędzy, ponieważ przyszedł on do banku, żeby otrzymać pieniądze, których nie miał.

 

Pożyczający będzie mógł wypisywać czeki na konto, którego nie miał, kiedy wchodził do banku, lecz ma je teraz, kiedy opuszcza bank.

 

Żadne konto bankowe żadnego z pozostałych klientów nie obniżyło się. Pożyczka jest nowym kontem dodanym do kont już istniejących. Zatem całkowita suma pieniędzy na wszystkich kontach tego banku wzrosła o sumę umieszczoną na no­wym koncie.

 

I na odwrót, kiedy pożyczający przychodzi do banku, żeby spłacić swoją pożyczkę (kredyt, który poprzednio został udzielony), odpowiednio zmniej­szy się ilość pieniędzy w obiegu. Całkowita ilość krwi w obiegu ekonomicznym została zmniejszona o tę właśnie wielkość.

 

Prosta operacja księgowa uczyniona jednym pociągnięciem pióra stworzyła kredyt. Inna prosta operacja księgowa likwiduje, anuluje ten kredyt, kiedy pożyczka jest spłacona.

 

Jest jasne, że gdy w pewnym okresie czasu całkowita ilość pożyczek przewyższa całkowitą ilość spłat, wtedy więcej pieniędzy krąży w obiegu, niż się ich anuluje. I odwrotnie, jeśli całkowita ilość spłat przewyższa całkowitą ilość pożyczek jest to okres zmniejszenia kredytu w obiegu.

 

Gdy okres ograniczenia kredytu trwa, efekt tego jest widoczny w całym organizmie ekono­micznym. Nazywa się to kryzysem, kryzysem spo­wodowanym przez ograniczenie kredytu.

 

Te okresy wzrostu i ograniczenia kredytu nie są wszak spowodowane zwykłym przypadkiem, lecz działaniem banków. Lata tłuste lub lata chude nie pojawiają się z przyczyn naturalnych – są spo­wodowane poziomem tworzenia lub anulowania kredytu.

 

Ponieważ pożyczający musi spłacić więcej, niż pożyczył, gdyż płaci odsetki, musi on wycofać z obiegu więcej pieniędzy, niż zostało ich wpuszczo­nych do obiegu, gdy otrzymał pożyczkę. W tym celu musi on wycofać z obiegu pieniądze, które były w nim umieszczone przez innych pożyczają­cych. Ponieważ każdy nowy kredyt wychodzi z banku pod warunkiem spłaty większej niż poży­czona suma, inni ludzie muszą także pożyczać, idąc śladem pierwszych pożyczkobiorców. Będą oni mieli nawet więcej trudności w spłaceniu swo­ich pożyczek, gdyż będą musieli znaleźć dodat­kowe pieniądze w obiegu kredytu już pomniejszo­nego o sumę, którą pierwsi pożyczkobiorcy musieli zapłacić jako odsetki.

 

Ten łańcuch przechodzi na następnych pożycz­kobiorców i spłacanie pożyczek staje się w końcu prawie niemożliwe. Wtedy banki ograniczają pożyczki, co spowalnia całe życie ekonomiczne. Tylko że banki obwiniają za tę sytuację społeczeń­stwo, które cierpi z jej powodu!

 

NARZĘDZIE SUPER-WŁADZY

Obecny system bankowy jest narzędziem uży­wanym przez monetarną super-władzę do utrzymania zwierzchnictwa nad narodami i ich rządami. Absurdalna staje się polityczno-finansowa zasada wiążąca dystrybucję siły nabywczej z zatrudnie­niem w produkcji, która wymaga coraz mniej ludz­kiej pracy, by dostarczyć dóbr potrzebnych do ży­cia.

 

Ten artykuł był publikowany w pismie Michael — sierpień- wrzesień 2000.

 

 

POŻYCZKODAWCA ZŁOTA

Stosunek gotówki do pożyczek wynosił w bankach kanadyjskich około 1 do 10 w latach 1940-tych. Od tego czasu stosunek ten (wymóg 10% rezerwy gotówki) zmienił się. W roku 1967 Kanadyjskie Prawo Bankowe pozwoliło bankom czarterowym tworzyć 16-krotność (w pieniądzach księgowych) ich rezerw w gotówce (w banknotach i w bilonie). Od roku 1980 minimalna wymagana rezerwa w gotówce wynosiła 5%, co oznaczało, że bankier potrzebował tylko jednego dolara na dwadzieścia, żeby odpowiedzieć na potrzeby tych, któ­rzy chcieli pożyczyć pieniądze. Bankier wiedział bardzo dobrze, że jeśli posiadał on 10 000 dolarów gotówki, mógł pożyczyć dwadzieścia razy więcej, czyli 200 000 dolarów w postaci pieniędzy księgowych.

 

W praktyce banki mogą pożyczać nawet więcej niż to, ponieważ mogą one powiększyć dowolnie swoje rezerwy gotówkowe przez prosty zakup banknotów z banku centralnego (Banku Kanady) za pomocą pieniędzy księgowych, które tworzą z powietrza przy użyciu pióra. W roku 1982, komisja badająca wielkość zysków banków udowodniła, że w roku 1981 kanadyjskie banki czarterowe pożyczyły ogółem 32-krotność swego kapitału. Niektóre banki pożyczają nawet sumy równe 40-krotności ich kapitału. Co więcej, w 1990 r. w USA całkowite depozyty banków komercyjnych osiągnęły sumę około 3 000 miliardów dolarów, a ich rezerwy sięgały około 60 miliardów dolarów. To dawało stosunek depozytów do rezerw bankowych w wysokości 50/1. Banki amerykańskie posiadały gotówkę wystarczającą do wypłacenia swoim depozytariuszom tylko około dwóch centów za dolara.

 

Podrozdział 457(1) ostatniej wersji kanadyjskiej Ustawy Bankowej, przyjęty 13 grudnia 1991 r. stwierdza, że rezerwa podstawowa w formie gotówki, jaką bank handlowy musi posiadać wynosi zero. Tak więc banki nie mają już żadnych ograniczeń w tworzeniu kredytu, pieniędzy księgowych. (Jeśli gotówka zostanie ostatecznie zamieniona na pieniądze elektroniczne z kartą debetową lub mikroczipową, jak to już jest planowane przez banki, nie będą one nawet praktycznie ograniczone w tworzeniu pieniędzy, które nie będą wtedy kawałkami papieru czy zapisami w księdze bankowej, ale po prostu bitami, jednostkami informacji w komputerze.)

Reginald McKenna

 

 

Jak powiedział wybitny brytyjski bankier, Right Honourable (tytuł należny dygnitarzom) Reginald McKenna, brytyjski minister skarbu i prezes Midland Bank, jednego z Wielkiej Piątki (pięciu największych banków Anglii): „Każda pożyczka, przekroczenie konta bankowego i zakup bankowy tworzy depozyt, a każda spłata pożyczki, przekroczenia konta bankowego czy sprzedaż bankowa niszczy depozyt".

 

Wydaje się to niemożliwe i jest to w całości niemożliwe. Jeżeli mi się powiedzie, ktoś inny zbankrutuje, gdyż wszyscy razem nie zdołamy oddać do banku więcej pieniędzy, niż ich wyprodukowano. Bankierzy stwarzają kapitał i tylko kapitał. Nikt nie tworzy odsetek, gdyż nikt inny nie tworzy pieniędzy. Ale pomimo to bankierzy domagają się obu, kapitału i odsetek. Taki system może utrzymać się jedynie za pomocą nieustannego i wciąż wzrastającego przypływu pożyczek. Stąd system długów i utrwalanie się dominującej władzy banków.

 

DŁUG PUBLICZNY

Rząd nie tworzy pieniędzy. Jeżeli z powodu niedoboru pieniędzy nie może już opodatkowywać osób prywatnych ani od nich pożyczać, pożycza od banków.

 

Operacja ta przebiega dokładnie tak samo, jak w moim przypadku. Gwarancję stanowi cały kraj. Promesą (przyrzeczeniem) zwrotu jest zobowiązanie dłużne. Pożyczką pieniężną jest konto, które powstało za pomocą pióra i atramentu.

 

Tak więc w październiku 1939 r. rząd federalny w Kanadzie, aby sprostać pierwszym wydatkom wojennym, zażądał od banków 80 milionów dolarów. Banki wystawiły 80-milionowe konto, nic nikomu nie zabierając, udzielając w ten sposób rządowi nowej podstawy dla czeków na 80 milionów dolarów. Ale w październiku 1941 r. rząd musiał oddać bankom 83.200.000 dolarów, włączając kapitał i odsetki.

 

Rząd musiał wycofać z kraju, za pośrednictwem podatków, tyle pieniędzy, ile wydał, 80 milionów. Ponadto musiał wycofać z kraju dalsze 3,2 mln, których nigdy nie wprowadził na rynek i któ­rych ani bankierzy, ani nikt inny nie wyemitował.

 

Dobrze jeszcze, gdy rząd znajduje pieniądze, które istnieją. Ale jak może on znaleźć pieniądze, które nigdy nie istniały? Faktem jest, że rząd ich nie znajdzie i po prostu dodaje je do długu narodowego. Wyjaśnia to, dlaczego dług narodowy wzrasta w miarę, jak rozwój kraju domaga się nowego pieniądza. Wszystkie nowe pieniądze są tworzone jako dług przez bankiera, który domaga się więcej pieniędzy, niż ich rzeczywiście wyemitował.

 

Ludność kraju staje się zbiorowo zadłużona na rzecz produkcji, którą zbiorowo sama wytworzyła! Tak jest w przypadku produkcji wojennej. Również jest tak w przypadku produkcji pokojowej: dróg, mostów, wodociągów, szkół, kościołów, itd.

 

WADA PIENIĄDZA

Sytuacja sprowadza się do niepojętej rzeczy: wszystkie pieniądze, które są w obiegu, pochodzą jedynie z banków. Nawet pieniądze metalowe lub papierowe wchodzą do obiegu tylko wtedy, gdy zostają wypuszczone przez banki.

 

Otóż banki puszczają w obieg pieniądze tylko w ten sposób, że pożyczają je i obciążają odsetkami (lichwą). To znaczy, że wszystkie pieniądze będące w obiegu wyszły z banków i pewnego dnia muszą do banków powrócić, ale powiększone o pewien procent.

 

Bank pozostaje właścicielem pieniędzy. My jesteśmy jedynie pożyczkobiorcami. Jeżeli ktoś zatrzymuje swoje pieniądze na dłużej albo na stałe, inni z konieczności stają się niezdolni do wypełniania swoich zobowiązań finansowych.

 

Naturalnym owocem takiego systemu jest wielka liczba bankructw osób prywatnych i spółek, hipoteki za hipotekami oraz stały wzrost długów publicznych.

 

Żądanie odsetek od pieniądza przy jego powstawaniu jest zarazem nieprawne i absurdalne, antyspołeczne i sprzeczne z dobrą arytmetyką. Wada pieniądza jest więc zarówno wadą techniczną, jak i wadą społeczną.

 

W miarę jak kraj rozwija się, pod względem produkcyjnym jak i ludnościowym, potrzeba większej ilości pieniędzy. Otóż nie można otrzymać nowych pieniędzy w inny sposób, jak obciążając społeczeństwo długiem, który wspólnie nie może być spłacony.

 

Powstaje więc wybór pomiędzy zatrzymaniem rozwoju a zadłużaniem się; pomiędzy masowym bezrobociem a zaciąganiem pożyczek nie do spłacenia. Właśnie między tymi dwiema alternatywami szamoczą się wszystkie kraje.

 

Arystoteles: „pieniądz się nie mnoży”.

Otóż bankier stwarza pieniądz tylko pod tym warunkiem, że się on pomnoży. Ponieważ ani rząd, ani prywatne osoby nie stwarzają pieniędzy, nikt więc nie stwarza odsetek, o które dopomina się bankier. Ten sposób emisji, nawet jeśli jest zalegalizowany, pozostaje błędny i jest nie do przyjęcia.

 

UPADEK I UPODLENIE

Wytwarzanie pieniędzy w kraju w ten sposób, że się zadłuża rządy i osoby prywatne, ustanawia prawdziwą dyktaturę zarówno nad rządami, jak nad jednostkami.

 

Suwerenny rząd stał się sygnatariuszem długów u małej grupy wyzyskiwaczy. Minister reprezentujący 38 milionów mężczyzn, kobiet i dzieci podpisuje długi nie do spłacenia. Bankierzy, którzy reprezentują klikę zainteresowaną tylko zyskiem i władzą, fabrykują krajowy pieniądz.

 

Rząd, zamiast kierować państwem przeobraził się w poborcę podatków i wielka część dochodu z podatków, część najbardziej uświęcona, nie podlegająca żadnej dyskusji, jest ściśle przeznaczona na spłatę odsetek od długu narodowego.

 

Również ustawodawstwo polega przede wszystkim na opodatkowaniu ludzi i na ograniczaniu wszędzie wolności.

 

Istnieją prawa zapewniające ochronę zwrotu pieniędzy ich wytwórcom. Ale nie ma prawa, które uniemożliwiałoby umieranie ludzi ze skrajnej nędzy.

 

Jeśli chodzi o jednostki, niedobór pieniędzy rozwija u nich mentalność wilków. W obliczu obfitości tylko ci, którzy posiadają ten zbyt rzadki symbol dóbr – pieniądze, mają prawo do korzystania z tej obfitości. Stąd współzawodnictwo, tyrania właścicieli, wewnętrzne konflikty itd.

 

Mała garstka pożera wszystkich pozostałych. Ogromna masa ludzi cierpi, wielu w poniżającym ubóstwie.

 

Chorzy pozostają bez opieki; dzieci są źle lub niewystarczająco odżywiane; talenty nie mogą się rozwijać; młodzi nie mogą znaleźć pracy ani założyć rodziny; rolnicy tracą gospodarstwa; fabrykanci bankrutują; rodziny z trudem wegetują – a wszystko to nie ma innego usprawiedliwienia, jak tylko brak pieniędzy. Pióro bankiera narzuca ludziom niedostatek, zaś rządom – niewolę.

 

Do tego, co zostało powiedziane, należy mocno podkreślić, że: to produkcja daje wartość pieniądzom. Góra pieniędzy bez odpowiadających jej produktów nikogo nie utrzyma przy życiu i jest absolutnie bezwartościowa. Zatem to rolnicy, przemysłowcy, robotnicy, profesjonaliści, zorganizowane społeczeństwo dostarczają produktów, dóbr i usług. Ale to bankierzy stwarzają pieniądze, oparte na produktach. I bankierzy przywłaszczają te pieniądze, które czerpią swoją wartość z produktów i pożyczają je tym, którzy wykonują produkty.

 

SYSTEM ZADŁUŻONEGO PIENIĄDZA

Sposób, w jaki tworzone są pieniądze przez banki prywatne jako dług jest dobrze wyjaśniony w paraboli Louisa Evena pt. „Wyspa Rozbitków". System ekonomiczny jest tu jasno rozdzielony na dwie części: system produkcyjny i system finansowy. Z jednej strony mieszka na wyspie pięciu rozbitków, którzy wyrabiają rozmaite rzeczy niezbędne do życia, z drugiej strony bankier, który pożycza pieniądze. W celu uproszczenia naszego przykładu załóżmy, że mamy do czynienia tylko z jednym pożyczkobiorcą na całą społeczność wyspy - nazwijmy go Pawłem.

 

Paweł, w imieniu społeczności wyspy, decyduje się na zaciągnięcie u bankiera pożyczki wystarczającej do gospodarzenia na wyspie: powiedzmy 100 dolarów na 6%. Pod koniec roku Paweł będzie musiał zapłacić bankierowi 6%, a więc 6 dolarów. 100 minus 6 = 94, zatem na wyspie pozostaną 94 dolary. Dług 100 dolarów obowiązuje jednak nadal. Sytuacja jest więc taka, jakby pożyczka 100 dolarów została dokonana na nowo i ponadto pod koniec drugiego roku trzeba dodatkowo zapłacić 6 dolarów. Po odjęciu 6 od 94 pozostaje 88 dolarów w obiegu. Jeżeli Paweł będzie nadal spłacał co roku 6 dolarów procentu, pod koniec siedemnastego roku nie będzie już żadnych pieniędzy na wyspie. Dług 100 dolarów będzie jednak istniał nadal i bankier będzie upoważniony do zawładnięcia całą własnością mieszkańców wyspy.

 

Produkcja mieszkańców wzrosła, ale pieniądz się nie powiększył. Bankier zaś nie chce produktów, lecz pieniędzy. Mieszkańcy wyspy wytwarzają tylko produkty, ale nie pieniądze. Do fabrykowania pieniędzy jest upoważniony tylko bankier. Zatem wydaje się, że płacenie przez społeczeństwo co roku procentów nie zgadza się ze zdrowym rozsądkiem.

 

Dług rośnie stosunkowo powoli przez pierwsze lata, lecz potem wzrasta gwałtownie. Proszę zauważyć, że dług wzrasta co rok, natomiast początkowy kapitał pożyczony (pieniądz w obiegu) pozostaje zawsze taki sam. W żadnym momencie dług nie może być spłacony przy pomocy pieniędzy, istniejących w obiegu, nawet na końcu pierwszego roku: w obiegu pozostaje 100 dolarów, a dług wynosi 106 dolarów. Na końcu pięćdziesiątego roku cały pieniądz będący w obiegu (100 dolarów) nie wystarcza nawet do zapłacenia samego procentu od długu: 104,26 dolara.

 

Cały pieniądz będący w obiegu jest pożyczony i powinno się go oddać do banku, z procentem. Bankier tworzy pieniądz i go pożycza. Domaga się jednak od pożyczkobiorcy obietnicy, że mu spłaci całą pożyczkę i dodatkowo inny pieniądz, którego bankier nie stworzył. Wyłącznie bankier tworzy pieniądze: kapitał, ale nie procent. Domaga się jednak zwrotu kapitału, który stworzył, plus procentu, którego nie stworzył i którego nikt inny nie tworzy. Ponieważ jest niemożliwością oddać pieniądz, który nie istnieje, dług narasta. Dług publiczny powstał z pieniądza, który nie istnieje, bo nigdy nie przyszedł na świat, a mimo to rząd zobowiązał się go spłacić. Tej umowy nie da się dotrzymać, chociaż finansiści stoją na stanowisku, że nie można jej rozwiązać, choćby nawet ludzie mieli umierać z głodu.

 

PROCENT SKŁADANY

Gwałtowny wzrost długu po kilku latach jest wynikiem tzw. procentu składanego. W odróżnieniu od zwykłego procentu płaconego tylko od początkowego pożyczonego kapitału, procent składany jest procentem, który się płaci od kapitału i od nie zapłaconego procentu, dodanego do kapitału. Na przykład: ze zwykłym procentem pożyczka 100 dolarów na 6% po upływie 5 lat stworzyłaby dług: 100 dolarów + 5 x 6 % ze 100 dolarów (30 dolarów), a więc 130 dolarów; natomiast z procentem składanym dług po upływie 5 lat jest sumą długu z poprzedniego roku (126,35 dolara) oraz 6% z tej kwoty, a więc 133,82 dolara.

 

Wszystkie te dane umieszczamy na wykresie, gdzie na osi odciętych jest podziałka w latach, a na osi rzędnych – w dolarach. Łącząc odpowiednie punkty otrzymujemy krzywą, która pozwoli nam uzmysłowić sobie skutek procentu składanego i wzrost długu:

 

Nachylenie krzywej powiększa się niewiele w ciągu pierwszych lat, ale po 30 lub 40 latach wzrasta gwałtownie. Długi wszystkich państw na świecie powstają na tej samej zasadzie i wzrastają w ten sam sposób. Dla przykładu zbadajmy dług Kanady.

 

DŁUG PUBLICZNY KANADY

Rząd Kanady ustala co roku budżet, w którym przewiduje wydatki i wpływy w ciągu całego roku. Jeżeli rząd otrzymuje więcej pieniędzy niż ich wydaje, będzie miał nadwyżki budżetowe; jeżeli wydaje więcej niż otrzymuje, będzie miał deficyt. Tak więc na rok skarbowy 1985-86 (rok budżetowy rządu rozpoczyna się 1 kwietnia, a kończy 31 marca) rząd federalny miał 105 miliardów dolarów wydatków i 71,2 miliarda dolarów wpływów, co w wyniku daje 33,8 miliarda dolarów deficytu. Ten deficyt oznacza brak, który trzeba uzupełnić. W tym celu rząd musi zaciągnąć pożyczkę. (Dług federalny mógł utrzymać równowagę swojego budżetu w ostatnich latach, ale tylko dlatego, że przerzucił swój deficyt na prowincje i zarządy miejskie, zmuszając je do cięć w ochronie zdrowia i innych podstawowych usługach. Nie zapobiega to stałemu wzrostowi ogólnego długu całej administracji publicznej.)

 

Dług federalny jest sumą wszystkich deficytów budżetowych, odkąd Kanada istnieje (Konfederacja w 1867 roku). Zatem deficyt z roku 1986, wynoszący 33,8 miliarda dolarów, dodaje się do długu z roku 1985 – do 190,3 miliarda dolarów, co w wyniku daje 224,1 miliarda dolarów całkowitego długu w roku 1986. (W styczniu 1994 r. kanadyjski dług publiczny osiągnął kwotę 500 miliardów dolarów.)

 

Gdy Kanada powstała w roku 1876 (unia 4 prowincji: Ontario, Quebec, Nowy Brunszwik i Nowa Szkocja), dług państwowy wynosił 93 miliony dolarów. Pierwszy wielki skok nastąpił w czasie I wojny światowej (1914-18), kiedy to dług państwowy Kanady z 483 milionów dolarów w roku 1913 wzrósł do 3 miliardów dolarów w roku 1920. Druga wielka hossa nastąpiła podczas II wojny światowej (1939-45), gdy dług 4 mld dolarów w roku 1942 podskoczył do 13 mld dolarów w roku 1947. Te dwie zwyżki można uzasadnić tym, że rząd biorąc udział w obu wojnach, musiał pożyczyć duże sumy pieniędzy.

 

Czym jednak wytłumaczyć niezwykłą hossę w ostatnich latach, kiedy dług jakby się pomnożył przez dziesięć, podskoczywszy z 24 miliardów dolarów w roku 1975 do 224 miliardów dolarów w roku 1986, podczas gdy Kanada przeżywała okres pokoju i nie musiała zaciągać pożyczek wojennych?

 

Jest to wynik procentu składanego, jak to zobrazowaliśmy w bajce „Wyspa Rozbitków". Dług rośnie powoli w ciągu pierwszych lat, później się szybko mnoży. Dług Kanady w ostatnich latach powiększył się nawet szybciej, niż na Wyspie Rozbitków, gdyż na niej stopa procentowa była zawsze taka sama: 6%, podczas gdy w Kanadzie stopa procentowa się zmienia: od 2% w czasie wojny, dochodząc do szczytowej wielkości 22% w ciągu krótkiego okresu w roku 1981.

 

Tutaj mamy inne wyjaśnienie szybkiego wzrostu długu kanadyjskiego: w przeciwieństwie do paraboli Louisa Evena, w której podaż pieniądza ciągle pozostaje taka sama, $100, ilość pieniądza w obiegu w Kanadzie wzrosła wiele razy od czasu Konfederacji, co oznaczało coraz większe pożyczki… i większy dług!

 

Jest wielka różnica między stopami procentowymi: 6%, 10% albo 20%, gdy ma się do czynienia z procentem składanym. Poniższym zestawieniem zilustrowaliśmy, w jaki sposób narasta dług w ciągu 100 lat, jeżeli pożyczymy 1 dolara na procent składany:

 

na 1% ................................... $2,72

 

na 2% ................................. $19,25

 

na 3% ............................... $340,00

 

na 10% ......................... $13809,00

 

na 12% ..................... $1174405,00

 

na 18% ................... $15145207,00

 

na 24% ................. $251799494,00

 

Gdybyście pożyczyli na 50%, nie starczyłoby pieniędzy na całym świecie na spłacenie pożyczki 1 dolara! Istnieje reguła, która pozwala obliczyć, po jakim czasie suma pożyczona na procent składany podwaja się. Jest to reguła „72": 72 dzieli się przez wybraną stopę procentową i wynik wskazuje na liczbę lat. Na przykład: na 10% – suma pożyczona powinna się podwoić za 7,2 roku (72 podzielone przez 10).

 

To wszystko wykazuje, że wszelki procent, którego się żąda od pieniądza stworzonego z niczego, nawet na stopę procentową 1, jest lichwą. W raporcie z listopada 1993 r. Kanadyjski Audytor Generalny obliczył, że z sumy 423 miliardów dolarów długu narosłego od Konfederacji do 1992 r. tylko 37 miliardów zostało przeznaczone na wydatki związane z programami socjalnymi. Pozostałe 386 miliardów dolarów pokrywało koszty pożyczki tych 37 miliardów. Innymi słowy, 91% długu składało się z kosztu odsetek, rząd wydał tylko 37 miliardów (8,75% długu) na faktyczne dobra i usługi.

 

DŁUG PUBLICZNY STANÓW ZJEDNOCZONYCH

Dług Stanów Zjednoczonych przedstawia się podobnie jak dług Kanady, lecz liczby są dziesięć razy większe. Podobnie jak w Kanadzie, pierwsze znaczne wzrosty długu państwowego nastąpiły w czasie wojen: wojny secesyjnej (1861-65), I i II wojny światowej. Na przykład dług, który wynosił 1,2 miliarda dolarów w 1916 r. powiększył się do 25 miliardów w 1919 r. Od 1939 r. do 1945 r. wzrósł z 40 miliardów dolarów do 258 miliardów. Od 1975 r. do 1986 r. dług wzrósł z 533 mld do 2125 mld.

 

W październiku 2005 r. dług federalny osiągnął kwotę 8 bilionów dolarów US (26 672 dolary na każdego obywatela USA) i kontynuuje dziki wzrost bez kontroli. (W roku fiskalnym 2004, koszty odsetek od długu federalnego wyniosły 321 miliardów dolarów.) To tylko wierzchołek góry lodowej. Jeśli istnieje dług publiczny, istnieją też długi prywatne! Rząd federalny jest największym pojedynczym pożyczkobiorcą, ale nie jedynym w kraju: są także osoby indywidualne i kompanie. Dług publiczny w USA w 1992 r. wynosił 4 biliony dolarów, a całkowity dług 16 bilionów, z istniejącą podażą pieniędzy wynoszącą tylko 950 miliardów. W roku 2006 całkowity dług (stanowy, korporacyjny, konsumpcyjny) wzrósł do 41 bilionów dolarów!

Opracował Alain Pilote

 

 

5. OBECNA SYTUACJA W KRAJU I NA ŚWIECIE.

Słyszy się, że banki potraciły pieniądze grając na opcjach i kontraktach, ale zamiast upaść to żądają pomocy od państwa.

 

W ten oto sposób banki prywatyzują zyski, a uspołeczniają straty, to ma być sprawiedliwość? Gdyby wygrali na opcjach, to zarządy, rady, prezesiki i dyrektorzy poprzyznawali by sobie wielomilionowe nagrody itp., ale kiedy przegrali, żądają pomocy od Państwa (a raczej Rządu) i to my zapłacimy za ich błędy płacąc podatki, bo sprzedajne rządy już to fundują swoim obywatelom.

 

Słyszy się że Rząd chce pożyczać od MFW i prywatyzować spółki by podreperować budżet i finanse państwa.

 

POLITYKA TA PROWADZI DO ZADŁUŻENIA NASZEJ GOSPODARKI, A POTEM DO SPRZEDANIA WSZYSTKIEGO ZA GROSZE I POZBAWIENIA PRAW OBYWATELSKICH.

 

NARÓD ZADŁUŻONY, TO NARÓD UWIEZIONY. NASI DZIADKOWIE WALCZYLI O NIEPODLEGŁOŚĆ I WOLNOŚĆ A DZIECI ICH SPRZEDAJĄ WSZYSTKO ZA GROSZE.

 

KRYZYS SZTUCZNIE WYWOŁANY BY ZADŁUŻYĆ POLSKĘ (I INNE NARODY), WYKUPIĆ (WALUTA JUŻ TANIEJE POPRZEZ SPEKULACJE) I ROBIĆ CO SIĘ PODOBA. OBECNIE NIE OPŁACA SIĘ WOJNY ROBIĆ I NISZCZYĆ INFRASTRUKTURĘ, KTÓRA MOŻE POSŁUŻYĆ ZWYCIĘZCY, WYSTARCZY DOPROWADZIĆ KRAJ DO BANKRUCTWA, PRAWDZIWA WALKA MA MIEJSCE W KRAJACH BOGATYCH W ROPĘ. SZUKANIE ROZWIĄZANIA W POŻYCZKACH i PRYWATYZACJI, TO PORAŻKA NARODU POLSKIEGO, JAKBY NASZA GOSPODARKA POTRZEBOWAŁA GWOŹDZIA DO TRUMNY.

 

ŻĄDAJMY DEMOKRACJI FINANSOWEJ I POLITYKI MONETARNEJ OPARTEJ NA KREDYCIE SPOŁECZNYM, A NIE BANKIERSKIEJ LICHWIE !!!

 

Winni są wszyscy, tylko w nierównym stopniu. Głosujcie dalej na SLD, PiS, PO, PSL, i ewentualne inne przeobrażenia jednej i tej samej bandy, a smycze, na których jesteście uwiązani będą coraz krótsze i kagańce będziecie mieli zakładane coraz ciaśniejsze.

 

Ludzie z powyższych partii nie zmienią obecnego prawa o Banku Centralnym, Krajowej Radzie Polityki Pieniężnej i systemie rezerw częściowych, bo są marionetkami tych powyżej wymienionych dynastii bankierskich, na użytek których to prawo zostało stworzone i błędne koło się zamyka. Po prostu, trzeba wyrwać Bankierom władzę nad instrumentami makroekonomicznymi. Dopóki proletariat będzie głosował, nie nauczywszy się wcześniej o strukturach trzymających władzę i rozpoznawać, kto jest kim, będzie tylko coraz gorzej.

 

Jeśli będzie referendum, mam nadzieję że zagłosujecie przeciw wprowadzeniu EURO, wtedy już kompletnie oddamy władzę nad nami w ręce urzędasów w Europie którymi kierują międzynarodowe korporacje bankierskie.

 

 

6. LINKI DO STRON NA TEMAT DEMOKRACJI FINANSOWEJ:

 

www.barter.org.pl/movie/

www.barter.org.pl/publikacje.php

www.lepszyswiat.home.pl/

www.fundacja.hg.pl/

www.piotrjaroszynski.pl/

 

www.rewolucjajestteraz.blogspot.com/

www.ronpaul.com.pl

www.poland4ronpaul.blogspot.com/

www.ronpaulish.blog.onet.pl/

www.liberalis.pl/category/ron-paul/

www.fijor.com/index-jkl.php?a=p&id=296

 

www.mises.pl/

www.kryzys.mises.pl/

www.adamduda.pl/

www.kryzys.mises.pl/anatomia-kryzysu/

 

www.zlotytak.pl/

 

 

 http://ceo.cxo.pl/artykuly/37120/Bankowosc.bez.odsetek.html

BANKOWOŚĆ BEZ ODSETEK?

Pierwszy działający na zasadach bezodsetkowych współczesny islamski bank został założony w 1975 r. w Dubaju. Obecnie na świecie działa ponad dwieście banków bezodsetkowych, ponad setka islamskich funduszy inwestycyjnych, a większość liczących się banków zachodnich posiada działy bankowości bezodsetkowej. W sumie zarządzają ok. 800 mld USD rocznie, jednak przyrost wynosi ok. 10-15% rocznie, a np. Malezja zakłada, że do 2010 r. w trybie bezodsetkowym dokonanych zostanie 20% transakcji. Banki islamskie nie udzielają tradycyjnych kredytów, dostarczają środków na inwestycje, dzieląc się z klientem ryzykiem i przyszłymi zyskami z inwestycji, w ustalanej na początku proporcji. Bank działający w takim trybie jest szczególnie silnie nastawiony na współpracę z klientem - tak indywidualnym jak instytucjonalnym i pogłębioną wstępną ocenę ryzyka.

 

Z Farhatem Khanem z Europejskiego Instytutu Gospodarki Bezodsetkowej przy Związku Muzułmanów Polskich, pierwszym polskim prelegentem Konferencji Islamskiej Ekonomii i Finansów, rozmawia Szymon Augustyniak.

 

Jaka jest skala i charakterystyka bankowości bezodsetkowej?

- Brak lichwy i oprocentowania we wzajemnych stosunkach między bankiem a klientem oraz określone szeriatem ramy etyczne w zakresie inwestycji są to główne cechy wyróżniające banki islamskie. Bank islamski powinien zarabiać, ale powinien również dzielić ryzyko z klientem i nie korzystać z przywileju kreacji pieniądza w sposób monopolistyczny, gdyż zgodnie z islamem lichwa - 1% czy 100% - jest źródłem niesprawiedliwości i biedy. Obecnie rynek tego typu usług jest niewielki w stosunku do liczby ludności muzułmańskiej, ale rośnie rocznie o ok. 10-15%. A to stopa wzrostu rekordowa w branży usług finansowych. Dlatego też każdy liczący się zachodni bank, który prowadzi działalność na Bliskim Wschodzie, posiada już własny dział bankowości islamskiej lub przygotowuje się do jego otwarcia. Po 11 września 2001 r. bardzo dużo środków kapitałowych spłynęło z USA z powrotem do krajów arabskich. Stały się one dostępne dla banków europejskich i szczególnie one odpowiedziały na zapotrzebowanie tego typu. Przykładem wielkiej zachodniej instytucji finansowej zaangażowanej w bezodsetkową bankowość jest także amerykański CitiCorp, który ma swój bank inwestycyjny w Bahrajnie (City Islamic Investment Bank) i np. w 2000 r. przy obrotach ok. 1 mld USD rocznie osiągnął zyskowność rzędu 30%. Z banków europejskich należy wymienić Societe Generale, Deutsche Bank i HSBC.

(...)

Jest jeszcze bardzo ważna korzyść ze współpracy z bankami islamskimi. Banki islamskie stabilizują mianowicie gospodarkę. Ich działalność powoduje, że kapitał w kraju staje się mniej spekulacyjny, czego dowodzą choćby badania MFW. Zobrazujmy to: "zwykły" bank w Polsce może, posiadając 100 jednostek środków, wydać ok. 1000 jednostek kredytów. One idą oczywiście głównie na rynek kapitałowy, nie na rynek produkcji, ale w każdym razie jest to rynek niestety wysoko spekulacyjny. W banku islamskim dla 100 jednostek środków własnych linia kredytowa może wynieść 100, ale najlepiej - żeby wyniosła 95. Stosunek aktywów do pasywów jest więc bardzo zrównoważony. I większość środków idzie w gospodarkę realną.

 

- Ale to nie są idee wyłącznie islamskiej bankowości?

- Banki niemieckie po wojnie robiły dokładnie to samo: ponieważ brakowało kapitału, przedsiębiorcom brakowało zdolności kredytowej, banki niemieckie wchodziły w konkretne przedsięwzięcia udziałami. I do teraz wiele banków jest właścicielami przedsiębiorstw. To bardzo pomogło gospodarce niemieckiej w pierwszym okresie po wojnie, głównie w latach 50. i 60.

 

Teraz oczywiście banki te wycofują się z gospodarki realnej, ale moim zdaniem przede wszystkim dlatego, że mają lepsze możliwości inwestowania na poziomie rynku kapitałowego.

 

- Koncepcje bankowości islamskiej są silnie skorelowane przy tym z koncepcją uniezależniania się rynków regionalnych - zwłaszcza azjatyckich, od zamętów i kryzysów finansowych, które w latach 90. dotknęły ten obszar.

 

- Zmianom przewodzi Malezja, która nie zastosowała się do dyrektyw MFW w czasie kryzysu w 1997 r. Nie otworzyła rynków kapitałowych, w pewnym momencie powiedziała "stop" dla płynności kapitału międzynarodowego... i wyszła na tym - co stwierdza raport MFW - lepiej niż inne kraje, które się do tych zaleceń zastosowały. Malezja zakłada, że do 2010 r. w trybie bezodsetkowym dokonanych zostanie 20% transakcji. Istnieją tu równolegle dwa systemy centralnej bankowości: odsetkowy i bezodsetkowy. Chińscy biznesmeni, którzy nie są muzułmanami, częściej wybierają usługi banków islamskich niż odsetkowych. Inny bardzo ciekawy wątek z Malezji - to idea wprowadzenia islamskiego złotego dinara w rozliczeniach międzynarodowych. Pomysł wręcz wybuchowy dla międzynarodowego systemu finansowego. Do tego stopnia, iż MFW zagroził jej wycofaniem wszelkich praw do tzw. currency unit, bojkotem międzynarodowym itd. Malezja doszła jednak już w tej kwestii do porozumienia z Iranem, negocjuje z Arabią Saudyjską. I jeśli dojdzie do porozumienia z Arabią Saudyjską, to będzie to początek końca międzynarodowego systemu finansowego, jaki znamy obecnie. Paradoksalnie, w kwestii finansów islamskich Arabia Saudyjska jest jednak najbardziej "zacofanym" krajem muzułmańskim, gdyż tamtejsze wielomiliardowe środki pracują ciągle w trybie odsetkowym albo są gromadzone w postaci sztab złota w bankach szwajcarskich i piwnicach domowych.

Rozmawiał Szymon Augustyniak

 

 

www.demokracja-finansowa.pl

http://www.rossakiewicz.pl/demokracja/

[Fragmenty (skróty)]

Nr 5  *  29 czerwca 2006                                                       

JAK FUNKCJONUJE WSPÓŁCZESNY

ODSETKOWY SYSTEM FINANSOWY

 

OPIS DOSŁOWNY

Liberalni ekonomiści i bankierzy przyzwyczaili nas (społeczeństwa europejskie) do odsetek. Traktowane są one jak normalny zysk z prowadzenia działalności gospodarczej. Tymczasem mnożenie pieniędzy poprzez odsetki nie ma prawie nic wspólnego z realną gospodarką i sprawia, że realna gospodarka schodzi na dalszy plan w zainteresowaniach finansistów. Najbardziej dochodowy staje się obrót pieniądzem i czerpanie korzyści finansowych z posiadania pieniędzy.

 

Wielu ludzi traktuje bank jak pośrednika pomiędzy deponentem pieniędzy, producentem dóbr (rzeczywistym kredytodawcą) a kredytobiorcą. Byłoby tak w istocie gdyby bank udzielał kredytów z depozytów.  Ilość kredytów byłaby limitowana wysokością depozytów. Po udzieleniu kredytów skarbiec banku byłby pusty. Pozostałaby jedynie pewna nie pożyczona rezerwa. W istocie jednak bank nie pożycza pieniędzy z depozytów, kreuje nowe zapisy na kontach dłużników (kredytobiorców) i producentów (realnych kredytodawców), a ta akcja kredytowa sięgając wielokrotności zgromadzonych depozytów jest po prostu krypto-emisją pieniądza. (W Polsce emisja ta jest niezgodna z konstytucją). Pomimo udzielania kredytów ponad ilość zgromadzonych depozytów banki „pękają w szwach od pieniędzy”. „Wykreowany” pieniądz przynosi oczywiście zyski odsetkowe jak typowa (pochodząca z pożyczki depozytowej) lichwa, ale na tym nie koniec. Wykreowany „jako pożyczka” pieniądz przynosi także zysk pochodzący z „kreacji”, czyli krypto-emisji. Wystarczy stworzyć takie warunki, w których kreowany przez prywatny bank pieniądz nie będzie musiał być zamieniany na banknoty, (a dzieje się tak obecnie poprzez usprawnienie obrotu elektronicznego; przelewy, elektroniczne karty płatnicze), a kwota kredytu nie zostanie zamieniona przez producenta (realnego kredytodawcę) na banknoty (emitowane w Polsce przez NBP) i będzie stanowić zysk banku w stu procentach, plus odsetki. Wówczas bank nie czerpie dochodu jedynie z prowizji i odsetek (do czego się oficjalnie przyznaje), ale także z faktu wyemitowania kwoty kredytu netto (co pokrywa milczeniem), czyli osiągnie przychód całkowity równy sumie kwoty kredytu, prowizji i odsetek.

 

Ten jakże dochodowy dla banków prywatnych efekt kreacji pieniędzy dłużnych, jest w Polsce zmniejszany nieco przez obecność na rynku banknotów NBP. (Kraje i narody, w których bank centralny jest bankiem prywatnym, np. FED w USA, nie mają takiej ochrony). Monopol na emisję banknotów przez NBP ogranicza zysk banków prywatnych, które muszą czasami pożyczać banknoty z banku centralnego na wypłaty dla części swoich klientów. Ale praktyka ta ma miejsce tylko wówczas, kiedy wierzyciele przychodzą do banku po gotówkę tak często, że bankowi prywatnemu zaczyna brakować gotówki. Wówczas, na zamówienie banku prywatnego, NBP pożycza bankowi prywatnemu banknoty na procent (wg stopy lombardowej) lub nawet emituje nowe banknoty (zleca ich dodruk Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych). Wówczas na skutek prywatnej akcji kredytowej wzrasta ilość banknotów w Polsce. Przy generalnej niechęci władz NBP do emisji jest to jedyny powód emitowania pełnowartościowych pieniędzy, ale i one niestety pochodzą z zadłużenia. Pośrednictwo banknotów zmniejsza nieco zysk banku prywatnego (dokładnie o niewielkie odsetki płacone NBP), ale wcale nie czyni banku prywatnego „jedynie pośrednikiem” pomiędzy kredytobiorcą a producentem, ani tym bardziej deponentem. Banki prywatne, także w Polsce, są największymi emitentami pieniędzy. W roku 2005 na skutek ich działalności przybyło w Polsce 37 mld zł. (DM2) z czego NBP wyemitował jedynie 1.3 mld zł. W tym samym roku dochód NBP (odprowadzany do skarbu państwa) został obliczony na 1.2 mld zł., czyli nieco mniej niż emisja. Tak oto prezes NBP unikając emisji zafundował prywatnym bankom 35.7 mld zł a dla narodu polskiego zarobił jedynie 1.2 mld zł. (Dane za całe ostatnie dziesięciolecie zostały uwidocznione w Demokracji Finansowej Nr 3 i Nr 4).

 

W przypadku dominacji pieniądza elektronicznego, kiedy nie ma potrzeby zamieniać wykreowanych kwot na banknoty, kwota kredytu powiększona o prowizję i odsetki staje się w całości własnością banku. Podczas udzielenia kredytu (np. wysokości 100% ceny zakupu mieszkania) bank zapisze po prostu na koncie dewelopera kwotę za to mieszkanie, a na koncie kredytobiorcy kwotę długu. Deweloper będzie mógł korzystać z wykreowanych pieniędzy, które mu się należą, bo stanowią monetyzację mieszkania, a kredytobiorca będzie musiał zwrócić pieniądze do banku (odebrać je społeczeństwu). Z czasem to właśnie bank (zupełnie bezpodstawnie) stanie się posiadaczem pieniędzy przeznaczonych na monetyzację mieszkania. W istocie kwoty wpłacone przez kredytobiorców do banków przekraczają wartość kredytowanego majątku, stając się dochodem bankierów i akcjonariuszy. Zysk banku nie stanowi wówczas jedynie części wartości kredytowanego majątku, jak w przypadku klasycznej lichwy (np. 30% odsetek od kredytu udzielonego za pomocą rzeczywistych pieniędzy), ale opiewa na 130% wartości tego majątku. W przypadku dominacji bankowej kreacji pieniądza dłużnego kredytowy dług przekracza wartość wykreowanych pieniędzy. (W pewnych okolicznościach może nawet przekraczać wartość całej produkcji). Z tego właśnie powodu zobowiązania kredytobiorców nie mogą być spłacone i są powodem upadłości konsumenckiej setek tysięcy ludzi. (W Polsce zagrożonych upadłością jest 290 000 rodzin). Taki absurd kryje się we współcześnie istniejącym systemie finansowym. Konieczność spłacania wykreowanych długów skutkuje bankructwami, niewypłacalnością dłużników, przejmowaniem przez banki majątku kredytowanego lub zgromadzonego wcześniej; czasami nawet przez poprzednie pokolenia. Jest to destrukcja społeczna o szerokim zasięgu; oznacza zubażanie rodzin, niedożywienie, życie w biedzie dla coraz większej liczby ludzi, wzrost przestępczości i gospodarczego marazmu a w rachunku ostatecznym depopulację; Europa wymiera. Destrukcja ta wynika ze strukturalnych wad systemu finansowego, a dokładnie z niewłaściwie stosowanej (lichwiarskiej) matematyki, ponadto z ludzkiej nieuczciwości, chciwości, lęku i tchórzostwa.

 

 

Nr 6  *05 sierpnia 2006

GOSPODARKA I BANKOWOŚĆ BEZODSETKOWA

W 5-tym numerze Demokracji Finansowej został scharakteryzowany współczesny, odsetkowy system finansowy. Uwidoczniliśmy jego podstawowe wady; matematyczną niepoprawność, generowanie inflacji i dysproporcji majątkowych. System ten jednak trwa i „sam w sobie ma się dobrze”. Perspektywa szybkiego zrealizowania własnych planów dzięki kredytowi, odsuwa w cień wady tego systemu w oczach wielu ludzi. Tym bardziej, że wady te uwidaczniają się ludziom dużo później niż pożytki, a negatywna rola społeczna systemu uwidacznia się dopiero głównie dzięki statystyce. Dzieje się tak, bowiem ofiary matematycznej niepoprawności tego systemu są skazywane na wykluczenie i są izolowane lub izolują się same, o ile wraz z osobistą porażką zostanie im zaszczepione poczucie winy. Główną przyczyną trwania systemu odsetkowego był jednak po prostu brak innych rozwiązań w dziedzinie finansowania ludzkich starań. (Jedyność tego systemu siłą rzeczy zapewniała mu powodzenie). Piszę „był”, bowiem obecnie zostały wypracowane inne, bezodsetkowe rozwiązania.

 

Opis negatywnych cech danego zjawiska nie jest wystarczający, aby to zjawisko przezwyciężyć. Znacznie bardziej wartościowa w tym względzie jest pozytywna, alternatywna wizja i jej afirmacja w świadomości społecznej. Dlatego obecny numer DF poświęcony jest bankowości i gospodarce bezodsetkowej. 

 

Bankowość bezodsetkowa to przeciwieństwo systemu lichwiarskiego. Opiera się ona na zasadzie solidaryzmu społecznego, jest zgodna z wartościami etycznymi i religijnymi wyznawanymi przez ludzi niemal powszechnie. Sfera ekonomiczna nie jest tutaj przeciwstawiona etyce – jak to się stało w systemie odsetkowym: („zysk ponad wszystko”), ale jest kształtowana przez ludzi zgodnie z wyznawanymi wartościami. Takie podejście przez wieki obowiązywało w ekonomii (nauce o zasadach prowadzenia gospodarstwa domowego i narodowego) – dopóki ta nie została wypaczona przez liberalizm; zaaranżowany wokół stóp procentowych samowolnie kształtowanych przez bankierów.

 

Tutaj warto przypomnieć, że według zasad monoteizmu wartość pieniądza ma być stała. Jest to przecież podstawowy warunek stabilności cen i stabilności gospodarki. Dbałość o stabilność cen powinna zatem polegać przede wszystkim na przestrzeganiu zakazu lichwy, gdyż oprocentowanie automatycznie podnosi ceny towarów. Kiedy nie przestrzega się zakazu lichwy, a stabilność cen osiąga się innymi metodami, np. poprzez zmniejszanie ilości pieniędzy w obiegu – choćby poprzez odsetkowe nagradzanie tezauryzacji – niszczy się życie, (co zostało dobitnie ukazane w poprzednim numerze DF i co zostanie ukazane na konkretnym przykładzie w Nr 7 DF). Lichwa jest destrukcyjnym działaniem. Jeszcze bardziej destrukcyjna jest tylko tezauryzacja, czyli bezproduktywne trzymanie pieniądza (jako skarbu), które uniemożliwia jakąkolwiek wymianę.

 

 

BANKI W ISLAMIE

W bankach islamskich nie ma oprocentowania od kapitału klienta, jest natomiast współuczestniczenie w zyskach i stratach z inwestycji. Bank może więc zyskać, ale może też stracić.

 

3. Banki islamskie to banki prospołeczne. To je zasadniczo różni od naszych banków komercyjnych. Mają one za zadanie dążyć do realizacji celów społecznych poprzez sprawiedliwe dzielenie pozyskanych zasobów.

Banki komercyjne inwestują przede wszystkim w wirtualne operacje na rynkach finansowych – inwestycje w papiery wartościowe, pożyczki, operacje walutowe itp.

Przeciwnie postępują banki islamskie, które inwestują w operacje realne – zakładanie przedsiębiorstw.

 

Źródło: Munir Al-Kaber, Istota działalności banków islamskich, Bank i kredyt 2000.

 

 

PODSUMOWANIE

Bankowość islamska rozwinęła się w łonie jednolitej cywilizacji. Dominuje w niej solidaryzm społeczny. Zysk właściciela kapitału, deponenta rzeczywistych pieniędzy w banku, wynika z udziału jego kapitału w realnym przedsięwzięciu gospodarczym. Bank islamski nie pomnaża pieniędzy na zasadzie kreacji długów, ale operuje rzeczywistym kapitałem pochodzącym z depozytów. Deponent ponosi zatem rzeczywiste ryzyko, które daje mu prawo do udziału w realnie osiągniętym zysku. Wielkość zysku nie jest wcześniej znana, nie wynika bowiem z ustalonego wcześniej procentu (lichwa) tylko z zysku wypracowanego w procesie gospodarowania. Udział w gospodarczym ryzyku jest oczywisty i naturalny, i tylko taka postawa daje prawo do zysku. Ryzyko jest rzeczywiste, bo w każdym realnym przedsięwzięciu można ponieść stratę. Ryzyko w gospodarce bezodsetkowej nie polega na hazardzie (gharar) ani na spekulacji (gry losowe lub gra na giełdzie). Takie ryzyko jest zakazane, tak samo jak lichwa. Ryzyko polega na podjęciu konkretnego działania gospodarczego. Działanie to jest zaplanowane racjonalnie i przeprowadzane w dobrej wierze (z dobrą intencją). Jako takie ma przynieść pozytywny efekt; zysk. Ale przecież ostateczny efekt przedsięwzięcia nie jest człowiekowi znany. Dlatego zagwarantowanie sobie zysku przez bank odsetkowy – powszechne w bankach „cywilizacji zachodniej” – jest oceniane przez muzułmanów jako nieetyczne. Lichwiarz pochodzący z „cywilizacji zachodniej” (łacińskiej lub żydowskiej) chciałby wyeliminować ryzyko i podejmuje wszelkie działania, aby to osiągnąć. W procedurze kredytowej wprowadza wymóg zastawu hipotecznego, żyrantów, obciąża kredytobiorcę dodatkowymi kosztami ubezpieczenia kredytu. W istocie zachodni kredytodawca jest zainteresowany przerzuceniem ryzyka na kredytobiorcę. Muzułmanie nazywają to „transferem ryzyka na klienta banku” i wiążą z istnieniem podstawowego konfliktu cywilizacyjnego w łonie „cywilizacji zachodniej”.

 

Brak ludzkiej solidarności w świecie niejednolitego cywilizacyjnie Zachodu prowadzi do tego, że najbiedniejszy klient będący w potrzebie i w najtrudniejszej sytuacji, płaci kredytodawcy najwyższy procent; za większe ryzyko utraty kapitału. Taka postawa wydaje się ludziom Zachodu racjonalna, ale tu właśnie ujawnia się zepsucie cywilizacyjne. Widać tu wyraźnie, że lichwiarz jest zainteresowany jedynie eksploatacją kredytobiorcy. Na dodatek nie ponosi żadnego ryzyka. Współczesna najbardziej zaawansowana forma lichwy; emisja pieniędzy dłużnych, całkowicie wyeliminowała ryzyko kredytodawcy: Bankier monetyzuje wysiłek producentów kreując dla klienta pieniądz dłużny. W ten sposób przywłaszcza sobie prawo własności do kredytowanych dóbr. Nawet gdy nie uda mu się odzyskać wykreowanych pieniędzy, czyli kiedy kredytobiorca nie zwróci wyemitowanej kwoty, bankier nie straci własnych pieniędzy, ani pieniędzy deponentów. Straci jedynie to, co sobie próbował przywłaszczyć, czyli straci jedynie okazję do nieuczciwego, bezpodstawnego przejęcia wartości dóbr wytworzonych przez społeczeństwo. Ten brak ryzyka znajduje obecnie odzwierciedlenie w złagodzeniu kryteriów przyznawania kredytu. Obecnie wystarczy dowód osobisty i deklaracja o dochodach. Pewien procent udzielanych kredytów jest ściągany z trudnością lub nawet przepada, ale nawet w takim przypadku bank nie ponosi straty. Kredytowa monetyzacja przyrostu dóbr przynosi prywatnym emitentom pieniędzy niebotyczne zyski.

 

W działaniach bankiera „cywilizacji zachodniej” nie ma solidarności społecznej. Taka postawa bankierów jest efektem skrajnej chciwości i zapamiętania w walce. Obecny odsetkowy system finansowy to całkowite zwycięstwo cywilizacji lichwiarskiej – (określenie wypracowane przez Jakuba Brodackiego w efekcie naszych dyskusji). Lichwa decyduje tu o jakości stosunków społecznych. Jest jednym z podstawowych czynników ustroju życia społecznego „cywilizacji zachodniej”.

 

Wyjście z tej cywilizacyjnej konfrontacji (odbywającej się pod pozorem pokojowej finansowej współpracy), to odwołanie się do pozytywnego przykładu powstającej właśnie bankowości bezodsetkowej. Bankowość ta, po nacjonalizacji największych banków arabskich, rozwija się od około 35 lat. Jest w stanie tworzenia. Ma na swoim koncie wiele dobrych rozwiązań, których zupełnie nie rozumieją ludzie ukształtowani intelektualnie na bazie ekonomii odsetkowej (lichwiarskiej), w której stopa procentowa przedstawiana jest jako jedyny instrument dostępny dla banku. Różnice cywilizacyjne są trudne do przezwyciężenia i to stanowi pewne usprawiedliwienie dla wyznawców odsetkowego zysku. Jednak ludzkie operacje intelektualne są odwracalne. Ludzie inteligentni zmieniają myślenie (poglądy), jeżeli jest to uzasadnione. Zachwyt nad oprocentowaniem jest żałosny, kiedy czynią to ludzie, którzy trzymają swoje niewielkie oszczędności na 6%, a odsetki zawarte w cenach towarów codziennego użytku płacą na poziomie 30% – a taki właśnie jest minimalny, realny koszt obecności bankowości odsetkowej w społeczeństwie. Zyskuje na niej jedynie finansowa elita. Reszta ludzi składa się na jej zyski, popadając w coraz większe finansowe zadłużenie. (Patrz DF Nr 3 i 4).

 

Bankowość bezodsetkowa rozwija się obecnie na świecie najszybciej, choć niestety nie w Polsce. Największe banki zachodniej Europy (Citi Corp, Societe Generale, Deutsche Bank i Bank of England) tworzą własne oddziały islamskiej bankowości bezodsetkowej. (Por. wywiad z Farhatem Khanem, Bankowość bez odsetek, CXO, Nr 11/2003, grudzień 2003, http://www.ipdirect.home.pl/kmp/kiosk/2004/CXO/index.htm).

 

Oto ogłoszenie prasowe HSBC jednego z największych banków w Wielkiej Brytanii:

 

 

Nr 7  *  5 września 2006

DŁUGI RZEKOME

Bank prywatny dokonując emisji kredytowych „pieniędzy”, (które są długiem dla społeczeństwa), udaje, że pożycza rzeczywisty pieniądz z depozytów, ale w rzeczywistości emituje coraz to nowe zasoby pieniądza dłużnego, który traktuje jak swoją własność, zobowiązując ludzi do zwrotu wykreowanych, pożyczonych i oprocentowanych kwot. Ponieważ większość ludzi ma kłopoty ze zrozumieniem tego oszustwa, które stało się już rozpowszechnionym sposobem funkcjonowania banków „cywilizacji zachodniej”, praktyka ta nie natrafia na zdecydowany opór - a powinna! Kredytowa kreacja długów sięga 96.5% „zasobów” prywatnych banków. Obowiązujące dla kredytów pokrycie w rzeczywistym (narodowym) pieniądzu wynosi obecnie jedynie około 3.5 %. Wykreowany jako dług pieniądz krąży w społeczeństwie, pełniąc rolę normalnego pieniądza, w tym samym czasie jednak dzięki oprocentowaniu dług rośnie. Kwota długu do zwrotu jest większa niż kwota wykreowana w postaci długu. Dłużnicy wpłacając pieniądz do banku wprowadzają deflację, czyli brak pieniądza na rynku, (który niekoniecznie wiąże się ze spadkiem cen). W końcu brakuje pieniędzy na spłacenie wszystkich długów. Pewna ilość kredytobiorców (konsumentów) popada w niemożliwe do spłaty zadłużenie, wynikające z braku emisji pełnowartościowego pieniądza nie będącego długiem, czyli z natury odsetkowego systemu finansowego.

 

Aby zasada prywatnej emisji długów dla społeczeństwa mogła w państwie funkcjonować i przynosić nielicznym reprezentantom oligarchii finansowej niebotyczne zyski, potrzebna jest kontrola najwyższych władz w państwie, czyli osadzenie na najwyższych stanowiskach osób całkowicie powolnych bankierom.

 

Dzisiaj największymi bankrutami na świecie są Amerykanie. Corocznie bankrutuje około 5 milionów Amerykanów, bowiem ich pieniądz jest emitowany jako dług wobec całkowicie prywatnego „Funduszu Rezerwy Federalnej”. Monopol FED na emisję został wprowadzony w noc wigilijną 1913 roku, przez garstkę senatorów. Amerykanie do dzisiaj nie mogą uwolnić się od zmory prywatnego pieniądza, a prezydenci emitujący narodowe banknoty w miejsce prywatnych „federalnych” byli po prostu zabijani – jak np. John F. Kennedy. Narodowe banknoty wprowadzone przez Kennedy’ego po jego śmierci wycofano z obiegu.

 

W dzisiejszej Polsce rolę „króla Billy” odgrywa Leszek Balcerowicz, który jako szef NBP wyzbył się prawa do emisji narodowego pieniądza przez NBP. Legalna, konstytucyjna emisja pełnowartościowego pieniądza, którego nie trzeba zwracać, została zastąpiona nieokiełznaną kreacją długów dla Polaków, której dokonują banki prywatne. Taka postawa władz NBP sprawiła, że w ostatnich latach zagraniczne zadłużenie Polaków urosło ponad 300%. Na początku 2005 roku wynosiło ponad 126 mld dolarów i nadal rośnie w tempie kilkunastu mld dolarów miesięcznie. Za „uzasadnienie” takiej polityki służy bezzasadna teoria „walki z inflacją”. (Inflacja waha się w ostatnich latach od 3.5 do 0.8%. W istocie rzeczy w Polsce od lat nie mamy do czynienia z inflacją, ale z deflacją. Występuje brak pełnowartościowego pieniądza na rynku objawiający się zadłużeniem i zubożeniem społeczeństwa, chociaż z powodu oprocentowania pieniądza deflacja ta nie jest odzwierciedlona drastycznym spadkiem cen. Premier Marek Belka nazwał to w swoim czasie quasideflacją).

 

 

KATEGORYCZNE ŻĄDANIE ZWROTU DŁUGÓW RZEKOMYCH JAKO PRZEJAW OSZUSTWA.

Prywatni bankierzy i powolni im państwowi urzędnicy – realizatorzy rzekomego zadłużenia narodów – nie chcą oczywiście słyszeć o zasadzie anulowania długów. Nie po to utkali misterny system bankowego zadłużania ludzi, aby rezygnować z efektów swojej „pracy”. Bankierzy chcą BEZPIECZNIE konsumować swoje oszustwo, więc po pierwsze; kategorycznie domagają się spłaty wszelkich zobowiązań, po drugie; kształtują obowiązujące prawo - licząc na nieświadomość ludzi, którzy je uchwalają.

 

 

Zasadniczą treścią ustawy mającej na celu „przeciwdziałanie niewypłacalności” powinno być zatem anulowanie odsetek od długu. Taki zapis pozwoliłby generalnie zredukować nadmierne i bezzasadne zadłużenie. Ustawa w dalszej części dotyczyłaby warunków zwrotu zasadnego długu w jego rzeczywistej wysokości; kwota netto pożyczki plus (np. w przypadku kredytu) prowizja banku pokrywająca jego koszty i stanowiąca jego należny zysk. (Tymczasem abstrahujemy od kwestii, czy mamy do czynienia z długiem rzeczywistym czy rzekomym).

 

Drugą bardzo istotną cechą projektu ustawy jest abstrahowanie od oczywistego faktu majątkowego zróżnicowania społeczeństwa. Z tego wynika bezwzględność wobec osób ubogich i słabszych. Ustawa ma na celu zaspokojenie żądań wierzycieli, bez względu na ich zamożność. W myśl projektu ustawy zamożny i zabezpieczony we wszelkie dobra wierzyciel mógłby wymagać zwrotu długu i powiększać swoje bogactwo nawet kosztem likwidacji majątku ludzi niezamożnych. Taki zapis jest niezgodny z zasadą solidaryzmu społecznego, a w skrajnych wypadkach uchybia praworządności i zasadom współżycia społecznego. Może się bowiem okazać, że wierzyciele zaczną „przejadać domy wdów i sierot” i to pod pozorem zachowania prawa i sprawiedliwości. Taki przypadek nie powinien mieć miejsca. Ustawa powinna anulować zadłużenie ludzi ubogich i pokrzywdzonych przez los, a słuszne prawa wierzyciela.

 

Po trzecie ustawa w proponowanym kształcie koncentruje się na prawie wierzycieli do zaspokojenia swoich roszczeń, a nie na przeciwdziałaniu niewypłacalności dłużników, choć to ma w tytule. „Postępowanie uregulowane ustawą prowadzi się tak, aby przy zachowaniu prawa dłużnika i jego rodziny do zaspokojenia podstawowych potrzeb bytowych, roszczenia wierzycieli mogły zostać zaspokojone w możliwie jak najwyższym stopniu.” (Art. 2.). Znajduje to wyraz przede wszystkim w tym, że ustawa abstrahuje od okoliczności powstania niewypłacalności i traktuje każdą niewypłacalność tak samo, jako wystarczającą przesłankę do pozbawienia dłużnika jego majątku. Nawet Hammurabi – ponoć nadzwyczaj surowy – tak nie czynił. (W jego kodeksie zadłużenie nie rosło np. w czasie klęsk żywiołowych). Zadłużenie niezawinione, powstałe z przyczyn losowych lub zdrowotnych dłużnika, powinno być traktowane inaczej niż wynikające z ekstrawaganckiej konsumpcji.

 

Na koniec warto wrócić do podstawowej kwestii, czy wymagane w ustawie wierzytelności są długami rzeczywistymi czy też jedynie rzekomymi? Dług rzeczywisty polega na udzieleniu pożyczki z rzeczywistego majątku, za pomocą rzeczywistych pieniędzy lub świadczeń wykonywanych na rzecz dłużnika. Zadłużenie osób prywatnych w pewnej części wynika z takich zobowiązań. Jednak w znakomitej większości jest to zadłużenie kredytowe, które jest rzekome w 96%. Polega ono na przywłaszczeniu sobie prawa do emisji pieniędzy przez banki prywatne i nie ma wiele wspólnego z korzystaniem z realnego majątku banków, ani ich klientów. Kiedy klient prywatnego banku zaciąga „pożyczkę” kredytową np. na zakup mieszkania, bank emituje dla niego pieniądze w postaci zapisu na koncie jego kontrahenta; dewelopera. Bank nie udziela tej pożyczki z depozytów swoich klientów, posługuje się pieniądzem elektronicznym (dawniej czekiem) który stosunkowo rzadko wymieniany jest na prawdziwe polskie banknoty emitowane przez NBP. Dopiero ewentualna wymiana na banknoty NBP sprawia, że bank ponosi koszty emisji (pożycza banknoty od NBP) lub korzysta z zasobów banknotów wpłaconych do kasy przez jego klientów deponentów. Rozwój bankowości elektronicznej ogranicza stosowanie banknotów i powiększa swobodę emisyjną oraz bezpieczeństwo banków prywatnych. W istocie kwota wyemitowana na kredytowy zakup mieszkania staje się pełnowartościową własnością dewelopera, który zbudował mieszkanie. Bank nie musi żądać zwrotu tej kwoty, bowiem nie on był właścicielem pieniędzy ani mieszkania. Bank monetyzuje tylko wypracowany przez innych ludzi majątek, dokonując emisji pieniędzy. Należy mu się za tę usługę wynagrodzenie np. w postaci prowizji, ale nie ma żadnych podstaw, aby wynagrodzenie to osiągało cenę mieszkania lub przewyższało tę cenę poprzez oprocentowanie. Wymaganie zwrotu wyemitowanej kwoty jest zatem ze strony banku oszustwem w proporcji 96.5 do 3.5 (3.5 to statystyczny, procentowy poziom zaangażowania przez bank realnych pieniędzy w działalności kredytowej. (Samowolna kreacja długów przez banki nie jest dzisiaj dziesięciokrotnością posiadanych pieniędzy jak dawniej, ale osiąga rozmiar 27 razy przewyższający zasób gotówki).

 

 Po przywłaszczeniu sobie prawa do emisji pieniądza, przywłaszczyliby sobie prawo do ściągania rzekomych długów, tak jakby były one długami rzeczywistymi. Nieliczna grupa oligarchów finansowych zdobywałaby majątek Polaków, dzięki matematycznej niepoprawności odsetkowego systemu finansowego i dzięki najbardziej zaawansowanej procedurze lichwiarskiej; kreacji pieniędzy dłużnych.

 

Transformacja ustrojowa jaka odbyła się w Polsce (a wcześniej w wielu państwach Unii Europejskiej), polega w istocie na wprowadzeniu monopolu prywatnej emisji oprocentowanego pieniądza dłużnego w miejsce dawnej emisji pieniądza narodowego. Zamiana emisji pieniądza – z emisji narodowej na prywatną – prawie nigdy nie jest nagłaśniana, a jeżeli już się o tym mówi, przedstawia się to społeczeństwu w fałszywym świetle. Zamiana taka, aby była skuteczna poprzedzona jest zazwyczaj manipulacją na istniejącym narodowym pieniądzu. Dawniej, w starożytności i średniowieczu, była to praktyka pozyskiwania złotego pieniądza w handlu i tradycyjna lichwa; dopuszczana w wielu krajach ze względu na brak kruszcu. Od XVIII wieku manipulacja ta polegała na intencjonalnym wywoływaniu hiperinflacji przy użyciu pieniądza papierowego; nadmierne drukowanie banknotów po to, aby waluta narodowa załamała się w hiperinflacji. Tak między innymi działo się w Polsce w latach osiemdziesiątych XX wieku. Następnie w latach 90. hiperinflacja ta posłużyła za uzasadnienie dla braku emisji i dla zadłużania społeczeństwa wobec banków prywatnych. Zamiana waluty narodowej na prywatną została w Polsce zrealizowana pod hasłem „planu Balcerowicza”. (Obecny prezes NBP nie jest więc „strażnikiem polskich pieniędzy” – jak piszą o nim media – ale ich głównym defraudantem). Specami manipulacji społeczną świadomością w zakresie wychwalania kredytu i lekceważenia zadłużenia są dziennikarze i ekonomiści powolni oligarchii finansowej. Tymczasem transformacja emisji pieniądza z narodowej na prywatną jest formą przejęcia kontroli nad społeczeństwem i jego majątkiem przez bankierów, co widać najlepiej właśnie w projekcie omawianej ustawy. Rozwiązaniem problemu deflacji i nadmiernego zadłużenia jest powrót do emisji pieniędzy narodowych lub w przypadku euro wypracowanie nowych zasad emisji pieniędzy ponadnarodowych.

 

 

WSKAZANIA DO INNEGO ROZWIĄZANIA KWESTII ZADŁUŻENIA I NIEWYPŁACALNOŚCI

Przeciwdziałanie niewypłacalności powinno polegać przede wszystkim na powrocie do emisji pełnowartościowego pieniądza Pro Publico Bono przez NBP, który jest wyrazem monetyzacji przyrostu dóbr. Nie ma żadnych powodów, aby oddawać prywatnym bankom prawo takiej emisji, tym bardziej, że należy ono konstytucyjnie właśnie do NBP. (Powrót do emisji można osiągnąć poprzez odpowiednie zmiany personalne w NBP).

 

Pieniądz wyemitowany przez prywatne banki należy zalegalizować, stanowi on bowiem wynagrodzenie producentów użytecznych dóbr. Kwoty kredytów spłacone do tej pory przez kredytobiorców powinny pozostać własnością banków, na zasadzie umorzenia należności banku wobec jego klientów. (Bank byłby zwolniony z wypłaty klientom, kwot spłaconych już kredytów. Byłoby to formą „urealnienia stanu prawnego w stosunku do rzeczywistych stosunków gospodarczych poprzez zwolnienie dłużnika z obowiązku przymusowego spełnienia świadczenia, którego wierzyciel i tak nie dochodzi”).

 

Natomiast niespłacone zobowiązania kredytobiorców wobec banków należy anulować, wówczas kiedy kwoty spłacone przekraczają 3.5% wartości kredytu netto, gdyż nie ma powodu, aby kontynuować przejmowanie społecznej własności przez banki. Byłoby to podobne do „strząśnięcia długów”, jakiego dokonał Solon w VI wieku p.n.e., ale trzeba pamiętać, iż w tym przypadku są to długi rzekome a nie rzeczywiste.

 

Należy także zlikwidować nadmierne zadłużenie obywateli wobec państwa (abolicja podatkowa), aby odbudować moralnie i finansowo polskie społeczeństwo udręczone deflacją. Powrót do emisji Pro Publico Bono z łatwością wynagrodzi państwu tę „stratę”, a uwolnione w ten sposób środki finansowe i tak zasilą gospodarkę bezpośrednio, (zgodnie z potrzebami ludzi i wymogami rynku).

 

Ponadto należy rozwijać w Polsce bankowość bezodsetkową (opisaną w 6 numerze DF), która rozwija się obecnie na świecie najszybciej i zapewnia bankom godziwe zyski.

 

 

Nr 8  *  28 listopada 2006

ZMIANY PERSONALNE W NBP – SPOSÓB NA ULECZENIE POLSKIEJ BANKOWOŚCI

W poprzednich numerach Demokracji Finansowej został scharakteryzowany współczesny, odsetkowy system finansowy. Jego podstawową wadą jest krypto emisja pieniędzy dłużnych przez prywatne banki, oficjalnie nazywana „kreacją pieniądza” i ukrywana przed obywatelami pod postacią udzielania rzekomych pożyczek z depozytów. W istocie kreacja długów tworzy nowy pieniądz, który jest monetyzacją wytworzonego przez społeczeństwo majątku. Oszustwem jest przypisywanie sobie przez banki prywatne prawa własności do tych pieniędzy, gdyż właścicielami tych pieniędzy są ludzie tworzący dobra konsumpcyjne, czyli całe pracujące społeczeństwo. Emisji tych pieniędzy w interesie społecznym powinien dokonywać bank centralny - na szczeblu państwowym, np. w Polsce NBP - zaś na szczeblu międzynarodowym np. w UE, ESBC (Europejski System Banków Centralnych), ale znajdujący się pod społeczną kontrolą.

 

W Polsce nie mamy jeszcze euro. NBP ma konstytucyjne prawo, przywilej i obowiązek emitowania narodowego pieniądza. Tymczasem obecne władze NBP nie wywiązują się ze swoich konstytucyjnych zobowiązań i pod pozorem dbałości o wartość pieniądza wstrzymują emisję pełnowartościowych pieniędzy, oddając prawo do monetyzacji przyrostu dóbr prywatnym bankom, które kreują dla Polaków i dla polskiego państwa zamiast pieniędzy - długi; a dokładnie oprocentowany, kredytowy pieniądz dłużny. Taka praktyka to oszustwo... ale proceder ten jest akceptowany przez obecne władze NBP. One świadomie stwarzają na niego miejsce w społeczeństwie; wycofując się z emisji narodowego pieniądza – emisji uzasadnionej wzrostem gospodarczym. W ten oto sposób władze NBP wtłaczają Naród w kredytowe zadłużenie, którego wartość nieustannie rośnie poprzez oprocentowanie długów i poprzez ciągłe zaciąganie nowych zobowiązań przez państwo, przedsiębiorstwa i osoby prywatne.

 

Tam, gdzie panuje odsetkowy system finansowy kontrolowany przez prywatne banki i ich właścicieli; oligarchię finansową, powstaje rzekome zadłużenie Narodów. To zadłużenie jest spłacane przez Narody w formie podatków i odbiera ludziom znaczną część efektów ich pracy. Dotyczy to nie tylko wynagrodzeń pomniejszanych o nadmierne podatki. Plan odbierania rzekomo zadłużonym obywatelom ich majątku został naszkicowany w Projekcie ustawy o przeciwdziałaniu niewypłacalności oraz o upadłości osoby fizycznej (druk sejmowy Nr 776).  Tytuł projektu tej ustawy jest zgodny ze znanym masońskim powiedzeniem; „cały czas zaprzeczamy naszymi ustami temu, co robią nasze ręce”. Promujący projekt posłowie padli zapewne ofiarą zręcznej manipulacji. W istocie realizacja projektu; uchwalenie ustawy w jej projektowanym kształcie, pozwoliłoby samowolnym kreatorom pieniędzy dłużnych przejmować majątek rzekomych dłużników, nawet wraz z ich prawami spadkowymi. (Projekt ustawy został dokładnie omówiony w Demokracji Finansowej Nr 7). Projektowane przejmowanie osobistego majątku Polaków – po przejęciu polskich zakładów przemysłowych i polskich banków – oznaczałoby dalsze rozkradanie Polski. Kres tej praktyce może położyć zmiana polityki finansowej prowadzonej przez NBP. Zmiana ta może zostać łatwo przeprowadzona wraz ze zmianami personalnymi we władzach NBP.

 

 Wszystkim znana jest skrajna polaryzacja społecznych postaw wobec władz NBP, a szczególnie wobec prezesa NBP Leszka Balcerowicza. Polaryzacja postaw wobec jego działalności (i jego osoby) wynika z podziału polskiego społeczeństwa, które nie jest jednolitą wspólnotą narodową. Są w nim obecne środowiska o różnej narodowości i o różnym pochodzeniu cywilizacyjnym [1]. Polska jest pod tym względem typowym krajem europejskim. Różnice cywilizacyjne wśród populacji determinują ludzkie reakcje na niektóre zjawiska i to one właśnie stanowią podstawowy czynnik polaryzacji postaw wobec władz NBP i jego prezesa. Balcerowicz jest wychwalany przez zwolenników lichwy, którzy bogacą się poprzez kreację pieniędzy dłużnych (mnożoną dodatkowo przez odsetki) i przejmują w ten sposób prawo całego Narodu do własności efektów jego pracy. Z tych samych powodów Balcerowicz jest ostro krytykowany przez ludzi żyjących z własnej pracy i pozbawionych dochodów kapitałowych. Reprezentanci cywilizacji lichwiarskiej [2] bronią Balcerowicza jako gwaranta ciągłości swoich zysków. Choć są w mniejszości, posiadają znakomitą większość kapitału, własność banków i środków przekazu. Siła ich oddziaływania jest zwielokrotniona siłą pieniądza. Reprezentanci cywilizacji łacińskiej (spadkobiercy starożytnego Rzymu i chrześcijaństwa), którzy przez wieki lekceważyli siłę pieniądza i nie wypracowali innych zasad jego emisji jak tylko bicie monet z kruszców, padają ofiarą kredytowej kreacji (papierowych i elektronicznych) oprocentowanych długów.

 

Różnice cywilizacyjne w Polsce są odzwierciedleniem tych samych różnic, które są obecne w świecie zachodnim; w Europie i w Ameryce. Społeczeństwa zachodnie od stuleci borykają się z lichwą i wytworzyły (lub próbowały wytworzyć) mechanizmy obronne przez jej rozpowszechnieniem i rozpanoszeniem; np. ograniczenie wysokości dopuszczalnych odsetek.  Polakom destrukcja jaką niesie lichwa i jej obecnie najbardziej drapieżna forma; kreacja oprocentowanych pieniędzy dłużnych była nieznana. Lichwa dzięki cynizmowi i sprytowi reprezentantów cywilizacji lichwiarskiej rozpanoszyła się w Polsce niebywale. Zostało to poprzedzone zniwelowaniem wartości kapitału narodowego, w tym wartości ludzkich oszczędności, poprzez prowadzenie w latach 80. XX wieku dodruku pieniędzy, co zaowocowało hiperinflacją i wymianą pieniędzy. Przejmowanie majątku narodowego poprzez dodruk pieniędzy zostało z czasem zastąpione przez oprocentowanie pieniędzy. W 1989 roku Rada Państwa zrezygnowała z ograniczenia maksymalnej stopy procentowej do 12% (co obowiązywało od 1964 roku) i ustaliła maksymalne oprocentowanie na poziomie 66% a wkrótce potem na poziomie 120% rocznie. (Rozporządzenie z 10 marca 1989 r. oraz z 30 czerwca 1989 r. Dz.U. z 1989 r.: nr 16, poz. 84, nr 41, poz. 225.) W październiku 1989 roku państwo wycofało się z określania wysokości maksymalnej stopy procentowej oraz wysokości oprocentowania kredytu, oddając bankom prawo do kształtowania stóp procentowych. Pieniądze pomnożone przez odsetki stały się zasobem banków i „rezerwą” dla kreowania oprocentowanych pieniędzy dłużnych przeznaczonych dla społeczeństwa. Ilość pieniędzy dłużnych jakie bank prywatny mógł wykreować zależała od tzw. stopy obowiązkowej rezerwy częściowej. W następnych latach stopa ta była systematycznie obniżana przez władze NBP, co oznaczało wypieranie normalnego, pełnowartościowego pieniąd