www.wolnyswiat.pl

 

 

APEL DO UCZNIÓW:

OGŁASZAM OD NOWEGO ROKU SZKOLNEGO W 2008 ROKU BOJKOT ORTOGRAFII I RELIGII

1. KOMUNIKOWANIE SIĘ

a)   Tżeba uprościć pisownię, m.in. ustalając jedno: ż, h, u, ś (zamiast „si”), ć (zamiast „ci”) oraz, iż „nie” piszemy razem z wyrazem m.in. gdy występuje w kontekście jednoznacznie negatywnej odpowiedzi i, że wyrazy piszemy tak jak je wymawiamy. Uczenie się dotyhczasowyh - arhaicznyh - zasad jest zmorą milionuw ludzi (nie tylko Polakuw)(pżecież, gdy np. rozmawiamy to nie posługujemy się ortografią, a mimo to doskonale się rozumiemy), pożera miliony godzin nauki, pieniędzy i kilogramuw papieru. Jest zbędne, irracjonalne (nie potżebnie obciąża intelekt – podczas pisania tżeba się zastanawiać nad arhaizmami, zamiast wyłącznie nad treścią). W brew pozorom (pżyzwyczajeniu) obecne (z zasadami ortografii) czytanie jest trudniejsze, i trwa dłużej bo tżeba analizować wyrazy by w odpowiednim msu np. „c”, „r” czytać, a w innym je ignorować (więc po co je w ogule pisać?). Skrucimy też dzięki temu wyrazy (objętość tekstuw).                                                                                 

Często ruwnie ważnym kryterium oceny jest, oprucz treści, poprawność ortograficzna. Na tej podstawie dyskredytuje się ludzi – totalny absurd!. Jeśli ktoś miałby

ohotę, to mugłby obecne zasady stosować w prywatnej korespondencji. Życie tżeba sobie ułatwiać (w tym oszczędzać m.in. czas). Jedni hcą żyć w świecie bez zmian, pełnym ograniczeń, stereotypuw, tabu. Inni są twurcami. Moim obowiązkiem jest z działać tyle ile się da (więc m.in. z tymi, z kturymi jest to możliwe: ludźmi otwartymi, odważnymi, racjonalnymi, twurczymi).  Postęp zawdzięczamy m.in. pżełamywaniu stereotypuw. Kim Ty jesteś?                 

PS1

Tym, ktuży mają klapki na oczah, można m.in. tak odpowiadać: R-zeczywiście, tr-zeba naśladować naszyc-h pr-zodko(`)w... (proszę zrobić eksperyment i pżeczytać to zdanie komuś na głos, raz z „rz”, „ch”, „ó”, a drugim razem z „ż|”, „h”, „u” i nieh wskaże rużnice...). 

Jak Ci ludzie opanowują inne języki skoro czytanie moih tekstuw - z uproszczoną  pisownią , gdyż tylko z jednym „ż”, „h”, „u” - jest dla nih barierą nie do

pokonania (kaleczeniem, profanacją  języka itp...)? Jak się spodziewać, oczekiwać od nih pokonywania prawdziwyh problemuw, skoro nie potrafią  pokonać takih banalnyh, własnyh upżedzeń, stereotypuw? Już na takim pżykładzie widać jak trudno jest kogoś do czegoś racjonalnego pżekonać – coś zmienić.

PS2

www.ateista.pl 

Rasjonel's Awatar: „Takie zdanie prof. Miodka pod rozwagę: Może Bałtyckie wobec moRskiego brzegu, górzysty góra, morze morski, piekarz piekarski?!”

Nie ma idealnych rozwiązań. W tym przypadku korzystniejsza jest „moja” (dałem cudzysłów, gdyż takich prób było wcześniej więcej. – Wszyscy przegrali z siłą masy trwaczy...) propozycja, tylko trzeba ją przemyśleć, oszacować jej wymienione korzyści (przed odrzuceniem – bo może zmienić zastaną sytuację...).

Moja odp.:

Wyobraźcie sobie odwrotną sytuację: miliony ludzi nie traci, łącznie, miliardów godzin, pieniędzy na uczenie się archaizmów; nie ma segregacji pod względem opanowania tych, obecnie, absurdalnych zasad; jest mnóstwo zaoszczędzonego czasu, pieniędzy na przyswajanie racjonalnych zdolności (przyswajanie irracjonalizmów frustruje, wypacza, degeneruje umysł, marnotrawi, ogranicza jego potencjał – bo wszystko co robimy nas kształtuje; powoduje awans, prosperitę ludzi bezmyślnych, trwaczy (i funkcjonowanie sprzyjających im ideologii, utopii))? Która opcja przeważa...

 

Jeśli się to powiedzie i wymusi wreszcie racjonalne podejście do tego tematu, odniesiemy potrujny sukces bo dodatkowo uwieżycie w swoje możliwości i pokażecie tym trwaczom „na guże” że stanowicie konstruktywną siłę, kturej niemożna lekceważyć. Będzie to pruba, trening pżed dalszymi działaniami (realizacja moih postulatuw; może to być pżełom, historyczny rok) – ale o tym puźniej.

 

WYJAŚNIENIE – dlaczego bojkot ortografii i religii

Dlatego by zbulwersować opinię społeczną (m.in. rodziców, członków kor, partii, ekipy rządzącej, władz wszelkich szczebli, nauczycieli; tyle osób zawdzięcza karierę, powodzenie, szmal dzięki wspieraniu, powoływaniu się na tą organizację; więc ograniczanie jej działania uderzy w ich krótkowzroczne, osobiste, egoistyczne, interesy): jak ktoś śmie podważać naszą przenajświętszą tysiącletnią wiarę, obrażać święte uczucia religijne; zwodzić, otumaniać, demoralizować dzieci, młodzież, sprowadzać nasze katolickie społeczeństwo na manowce itp.; no i właśnie w moich ulotkach można przeczytać KTO OD 2 TYSIĘCY LAT TO ROBI!; a czym zajmujemy się MY: REDAKCJA TYGODNIKA „FAKTY I MITY” I JA; chcę też przełamać u dzieci, młodzieży bierność, ślepe słuchanie dorosłych, podporządkowywanie się religijnej rzeczywistości – a wywołać zdolność do niezależności, nauczyć selekcji źródeł informacji i dystansu do powszechnie głoszonych poglądów, ciekawość WIEDZY (zamiast odczuwania do niej niechęci, strachu), a nie zatruwających religijnych bredni, chęć i satysfakcję z samodzielnego wyciągania trafnych wniosków i podejmowania takich decyzji, odwagi, czujności, aktywności.

 

 

PANIE MINISTRZE EDUKACJI... RATUJ I CHROŃ PAN MŁODZIEŻ!!

ŻEBY ZACZĄĆ EDUKOWAĆ INNYCH TRZEBA NAJPIERW WYEDUKOWAĆ SIEBIE!

Komu i jakiej sprawie pan służy... – Czy dobru, w tym inteligencji, wiedzy, zdrowiu, dzieci, młodzieży; naszej pozytywnej przyszłości? Czy też interesom religijnej (w tym antychrześcijańskiej – patrząc na to od strony religijnej) ogłupiającej, pasożytniczej, zatruwającej umysły i życie kaście (której członkowie nazywają siebie - przewrotnie - sługami...) – zapewniając jej kolejnym pokoleniom kolejne pokolenia utrzymujących ich okaleczonych psychicznie, uzależnionych sług, półniewolników...!! Czy intelektualne, materialne pogrążanie społeczeństw jest działaniem w jego interesie...!!

PS

Proszę najpierw zmierzyć się z tym – pliki w załączniku! Może wreszcie pan otrzeźwieje, osiągnie stan rozsądku - po religijnym zamroczeniu; uleganiu instynktowi stadnemu; egoizmowi - wyższy poziom świadomości i zacznie wreszcie sprzyjać, propagować etyczne, rozumne działania (w tym taką edukację) – postępować prospołeczne! Czego Panu i Nam życzę. Powodzenia!

 

 

APEL O OBRONĘ DZIECI, KRAJU PRZED KATOLIZACJĄ!; WALKĘ O NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ!

W ZAWIĄZKU Z INDOKTRYNACJĄ RELIGIJNĄ, NAPASTOWANIEM, SZKALOWANIEM, SZANTAŻOWANIEM, PRZYMUSZANIEM, STRASZENIEM, KARANIEM ITP. BROŃMY SIĘ I INNYCH!

...przed ogłupianiem, uzależnianiem, podporządkowywaniem sobie – zatruwaniem umysłu, wypaczaniem życia; inteligencję, zdrowie psychiczne – prawo do prawidłowego rozwoju; do niezależności, indywidualizmu; naszą Ojczyznę przed zaprzedanymi, pazernymi zdrajcami i okaleczonymi ofiarami wiadomej... organizacji!

W tym celu uświadommy nieświadomych i dajmy przestrogę pozostałym PRAWDĄ O TEJ ORGANIZACJI. W tym celu proszę rozdawać, rozsyłać - rozpowszechniać - ULOTKI O KATOLICKIEJ ORG. RELIGIJNEJ, – JAK WIEDZA TO WIEDZA, JAK PRAWDA TO PRAWDA – JAK EDUKACJA TO EDUKACJA (DAJCIE ŚWIADECTWO PRAWDZIE)! POWODZENIA.

PS

Może to być pobudzające, dodające otuchy, odwagi i inspirujące do konkretniejszych działań i przez innych ludzi, którzy zwątpili, boją się, czują że są sami. Nie tylko tchórzostwo, apatia są zaraźliwe ale i odwaga, aktywność również (jest to też alternatywa dla: zróbmy coś głupiego). Za kilka-kilkanaście lat będziecie z dumą mogli pokazać zdjęcia swoim bliskim, dzieciom jak obalaliście katolicyzm - oswabadzaliście kraj od czarnych ogłupiaczy, nierobów i pasożytów - uświadamiając ludzi.

 

 

"FAKTY I MITY" nr 8, 22-28.02.2008 r. POLSKA PARAFIALNA

SZKOŁY POKRYTE PAPĄ

Szkół papieskich różnego szczebla (od podstawowego do wyższego) mamy w Polsce już około 850, z czego katolickie bądź niepubliczne placówki oświatowe stanowią zaledwie kilka procent.

Wśród papieskich imion publiczne szkoły najczęściej wybierają „Jana Pawła II” lub „Papieża Jana Pawła II”, ale nie brak również świeckich szkół imienia „Ojca Świętego Jana Pawła II”. Stosunkowo niewielką popularnością cieszy się natomiast „Karol Wojtyła”, a „25-lecie Pontyfikatu Jana Pawła II” jest jednostkowym przypadkiem. Ale o najbardziej wykombinowaną i najdłuższą nazwę pokusiła się Szkoła Podstawowa nr 74 w Gdańsku, przyjmując imię... „Księdza Kardynała Karola Wojtyły Pierwszego Papieża Polaka”.

Większość szkół papieskich szczyci się tablicami poświęconymi patronowi, a przed niektórymi wystawiono nawet jego pomniki (np. Zespół Szkół im. JPII w Pobiednie). Przed wieloma posadzono „papieskie dęby”, a niekiedy nawet urządzono cały „ogródek papieski” (Gimnazjum im. JPII w Chełmie). Prawie każda ze szkół posiada również jakieś święte relikwie – obrazki ze skrawkami sutanny JPII ofiarowane przez kard. Stanisława Dziwisza i (lub) poświęcone przy papieskim grobie gwoździe do sztandaru w kształcie białej kokardki z napisem „Szukałem Was” i datą 2 kwietnia 2005 r.

Przy różnych okazjach uczęszczający do papieskich szkół uczniowie mają obowiązek wyśpiewywać hymn szkolny, który niejednokrotnie przypomina dewocyjne pieśni kościelne.

„Ojcze nasz, któryś jest w niebie,

Papieżu Polaku, kochamy Ciebie.

Nie zapomnimy, żeś Ty od Boga

Był nam posłany, sługa Mu oddany” – to początek hymnu szkolnego Publicznego Gimnazjum im Jana Pawła II w Zabawie.

Inne papieskie szkoły również szczycą się swoją misją i programem wychowawczym. „Szkoła mająca dwustuletnie tradycje chrześcijańskie – chwali się Publiczna Szkoła Podstawowa im. Jana Pawła II w Pysznicy – wzbogacając ciągły proces wychowania o wartości płynące z depozytu wiary, przyjęła misję »budować fundamenty pod Ich przyszłe życie«, zaczerpniętą z homilii wygłoszonej prze Jana Pawła II 14 czerwca 1999 r. w Łowiczu. Misja ta wyznacza zadania i kierunki programu wychowawczego szkoły”.

Publiczne Gimnazjum im Jana Pawła II w Tuszowie Narodowym swoją misję definiuje następująco: „Jesteśmy szkołą otwartą na potrzeby środowiska, zapewniającą równość szans, obiektywizm i sprawiedliwość (…). Doceniamy wszystkich uczniów, opierając swoją działalność nie tylko na uniwersalnych zasadach etyki, ale przede wszystkim na polskich tradycjach wychowawczych, streszczających się w formule: Bóg – Honor – Ojczyzna” (podkreślenie w oryginale).

W statucie Szkoły Podstawowej nr 1 im. Jana Pawła II w Wadowicach czytamy: „Program wychowawczy oparty jest na życiu i nauce Patrona Szkoły Jana Pawła II – najwyższego autorytetu w wychowaniu do wartości”. A Gimnazjum nr 2 im. Jana Pawła II w Stalowej Woli również w statucie deklaruje, że realizowany w szkole program wychowawczy jest zgodny z... nauką społeczną Kościoła.

„Wstąp, aby dojrzeć na ciele i umyśle, odejdź, aby lepiej służyć swemu Bogu, Ojczyźnie i Bliźniemu” – kusi VI Liceum Ogólnokształcące im. Jana Pawła II w Legnicy i zapewnia, że „wybór na patrona tak wielkiego Polaka, stanowiącego doskonały wzór osobowy, wspomaga działanie dydaktyczno-wychowawcze, a młodzież opuszczająca mury liceum wyniesie zaszczepione idee i wzorzec osobowy tego prawego człowieka”, tzn. „odróżnia dobro od zła, postępuje według norm ustalonych przez rodzinę, szkołę i Kościół” oraz „ma właściwą hierarchię wartości”.

Szkoły noszące imiona papieskie zrzeszone są nie tylko w Ogólnopolskiej Rodzinie Szkół; ponadto integrują się w diecezjalnych strukturach. Przykładowo, podstawowym celem powołanej w ubiegłym roku – dekretem biskupa Wacława Depy – Zamojsko-Lubaczowskiej Rodzinie Szkół im. Jana Pawła II ma być „propagowanie nauczania Ojca Świętego” poprzez podejmowanie różnych inicjatyw na terenie szkoły, środowiska lokalnego i w gronie rodziny diecezjalnej. Wśród priorytetów wyznaczonych na rok 2008 za najważniejsze uznano zorganizowanie w czasie Wielkiego Postu spotkania formacyjnego dla nauczycieli szkół noszących imiona papieskie z terenu diecezji zamojsko-lubaczowskiej oraz wydanie scenariuszy uroczystości, koncertów, zajęć lekcyjnych, wieczornic i adoracji związanych z osobą i nauczaniem Jana Pawła II. Zamojsko-Lubaczowska Rodzina Szkół zobowiązuje ponadto wszystkie szkoły papieskie z terenu diecezji do udziału we mszy świętej i wywieszania flag papieskich z okazji: rocznicy nadania imienia szkole, 14–16 października (Dni Papieskie), 4 listopada (imieniny Karola), 2 kwietnia (rocznica śmierci papieża), 18 maja (rocznica urodzin Karola Wojtyły) oraz 12 czerwca (Diecezjalny Dzień Papieski).

AK

 

 

"FAKTY I MITY" nr 5, 01-07.02.2008 r. POLSKA PARAFIALNA

TAK NAM DOPOMÓŻ

Brak zahamowań kościelnej hierarchii w upominaniu się o coraz to więcej dodaje skrzydeł armii sutannowych partyzantów rozsianych po całym kraju. A gruntem, na którym czują się nadspodziewanie dobrze, jest – niestety – polska szkoła.

To jedna z tych państwowych instytucji, która z żelazną konsekwencją nie przestrzega artykułu 53 Konstytucji RP („Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawniania swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania”). Czymże bowiem innym, jak nie łamaniem tego przepisu, jest wypisywanie (lub nie) na świadectwie oceny z religii katolickiej?

Przed majestatem Kościoła na kolana padają zresztą nie tylko zastraszeni i znajdujący się w sytuacji bez wyjścia nauczyciele. Dyrektywy, jak podejmować przedstawicieli Kościoła, płyną także z kuratoriów. „Propozycja ceremoniału szkolnego dla szkół i placówek” to tytuł dokumentu, jaki wielkopolska kurator Elżbieta Leszczyńska rozesłała do podległych sobie placówek, szanując – jak podkreśla – tradycje i zwyczaje panujące w szkołach. Zauważa też, że „nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych ma obowiązek kierowania się dobrem uczniów, troską o ich zdrowie, postawę moralną i obywatelską z poszanowaniem godności osobistej ucznia”.

A że postawę kształtują między innymi akademie, należy wiedzieć, jak się podczas nich zachować. Pośród uwag dotyczących noszenia sztandaru czy wywieszania flag państwowych znajdują się również wytyczne dotyczące spraw wyższej wagi. „Często problemem jest właściwe powitanie i przedstawienie gości” – pisze Elżbieta Leszczyńska. „W Polsce precedencja uzależniona jest od zajmowanego stanowiska; także jego umocowania konstytucyjnego, rozróżnienia administracji rządowej lub samorządowej” – zauważa trafnie.

Jak zatem dyrektor szkoły ma witać przybyłych na akademię gości? Ano, według kuratoryjnych wytycznych pani kurator – „duchowny, który uczestniczy w uroczystościach szkolnych, powinien być witany w pierwszej kolejności (...) przed prezydentem miasta czy burmistrzem”. Analogicznie powinien się zachować dyrektor, który na uroczystość zaprasza na przykład wójta i proboszcza. Pleban ma być witany na początku. Przy czym – „do kardynała zwracamy się »Jego Eminencjo«, do arcybiskupa, biskupa, ambasadora zwracamy się »Jego Ekscelencjo«”...

 

Wobec powyższego nie mogą dziwić wcale coroczne wędrówki do proboszcza po pozwolenie na zorganizowanie studniówki w piątek. Nikogo nie oburza także fakt, że kiedy termin zabawy wypadnie na przykład w Wielkim Poście, należy o zgodę poprosić biskupa – list błagalny oraz obietnica odpokutowania grzechu to minimum, jakie należy obiecać w zamian za dyspensę.

Podobny scenariusz przerobiły już pokolenia maturzystów w naszym kraju, nie protestując bynajmniej przeciw nadmiernej ingerencji kleru w sprawy świeckiej przecież szkoły.

O tym, jak rzecz cała wygląda w praktyce, przekonali się ostatnio uczniowie XLI Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. Ich katecheta, ksiądz Stefan Bujak, skonstatował bowiem, że dzieciarnia wymyśliła studniówkę dwa dni po Środzie Popielcowej. Nie dość, że w post, to jeszcze w piątek. Zgroza! Na tę okoliczność dyrektor Piotr Wentel zwołał nadzwyczajne zebranie komitetu studniówkowego, podczas którego nie bronił bynajmniej świeckości swej szkoły. Nie sprzeciwił się także, kiedy katecheta uznał, że najlepszym wyjściem z patowej sytuacji będzie poproszenie o zgodę na zabawę łódzkiego metropolity. Sprawa balu trafiła więc przed oblicze abpa Władysława Ziółka. Ten łaskawie odpowiedni glejt podpisał, uczniowie ucieszyli się, że nie przepadnie zamówiona już sala z orkiestrą, jedzenie oraz kamerzysta. Zapamiętają na całe życie, kto im dał kiełbasę i kto trzyma bat...

 

Ogromne zaangażowanie wykazała również siostra Zofia Mroczkowska, katechetka z Zespołu Szkół im. Armii Krajowej w Brańsku. Postanowiła ona unowocześnić bożonarodzeniowy spektakl, popularnie zwany jasełkami. W rezultacie przedstawienie „o Bożym Narodzeniu”, ukazujące m.in. syndrom poaborcyjny oraz problemy z ponownym zajściem w ciążę, obejrzała nie tylko młodzież z klas licealnych, ale także dzieci z podstawówki.

 

„Szkoła winna zapewnić każdemu uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju, przygotować go do obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności” – to ustawa o oświacie z 7 września 1991 roku. A rzeczywistość?

Wiktoria Zimińska

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej proponuje podwyżki dla nauczycieli od 185 zł do 200 zł brutto, twierdząc ustami minister edukacji Katarzyny Hall, że z tegorocznego budżetu można na ten cel przeznaczyć wyłącznie 250 mln zł.

Tymczasem budżet państwa wydaje rocznie ok. 560 mln zł na nauczanie religii w szkołach, mimo że to, jak i czego nauczają katecheci, nie podlega kontroli MEN. Taka kwota w zupełności wystarczyłaby na pokrycie roszczeń ponad 600 tys. nauczycieli, którzy domagają się wzrostu płacy zasadniczej od 600 do 1100 zł.

Dominika Nagel

 

 

"FAKTY I MITY" nr 48, 06.12.2007 r.

NA BAKIER Z RELĄ

Z mediów słyszymy, że prawie sto procent obywateli Rzeczypospolitej to katolicy. I z tej to przyczyny nauka jedynie słusznej religii musi być obowiązkowa. Ale badania socjologiczne temu przeczą...

Protestujących przeciwko wliczaniu oceny z religii do średniej (pomysł ministrów edukacji – Giertycha i Legutki) przedstawiciele Kościoła nazwali kundelkami lub – w nieco bardziej ekskluzywnej wersji – marginesem. Uzasadnienie było bardzo proste: skoro na religię uczęszcza większość uczniów, to przysługuje im za to prawo do nagrody. Politycy (poza nieliczną grupą posłów lewicy) jakoś głośno przeciw temu nie protestowali. Wyszli pewnie z założenia, że jak czegoś chcą biskupi, to tego samego chce większość obywateli. Owym reprezentantom ludu polecamy lekturę sondaży, przeprowadzonych przez największe i najstarsze biuro badań socjologicznych – Centrum Badań Opinii Społecznej.

Stosunek Polaków do nauczania religii w przedszkolach i szkołach utrzymywanych przez państwo CBOS bada od września 1991 roku. Z tych analiz wynika, że z roku na rok rośnie odsetek przeciwników religijnej indoktrynacji dzieci. Najwięcej oponentów notuje się wśród rodziców w grupie wiekowej 45–54 l., i to niezależnie od miejsca zamieszkania i poziomu wykształcenia. Jest to pokolenie, które nie tylko pamięta propagandę sprzed 1989 roku, ale poznało też możliwości wyboru, jakie pojawiły się po roku 1989. I stąd przekonanie, że katecheza nie ma sensu, bo odbiera młodym umysłom wolność.

Biskupi wciąż podkreślają wysokie, bo ponad 70-procentowe poparcie obecności katechezy w szkołach. Ale ich radość jest przedwczesna. Gdy bowiem socjologowie zapytali rodziców, czy chcą, aby ocena z religii znalazła się na świadectwie szkolnym, to 64 proc. respondentów powiedziało: NIE. Jeszcze więcej, bo aż 72 proc. badanych, nie życzy sobie, aby religia była przedmiotem maturalnym. I to przy świadomości, że ocena z religii mogłaby zawyżyć średnią i pozwolić zdać maturę ostatnim tłukom.

Ale to nie koniec złych wiadomości dla biskupów i potulnych wobec nich polityków. Tak się bowiem składa, że coraz więcej Polaków chce, aby ich dziecko, obok katechezy, równolegle uczęszczało na zajęcia z etyki (w 2007 r. chciało tego 26 proc. badanych, podczas gdy w 2000 roku taką możliwość rozważało tylko 18 proc.). Przy okazji nie można zapomnieć o rosnącej, bo sięgającej już 13 proc. grupie ludzi, którzy chcą, aby ich dziecko chodziło wyłącznie na zajęcia świeckiej etyki.

Co więcej, rodzice coraz bardziej opacznie i nie po katolicku rozumieją obowiązki wynikające z nauki religii. Zapytani (57 proc.) twierdzą, że katecheza powinna przekazywać niezależną wiedzę o wszystkich głównych systemach religijnych świata.

Poważni socjologowie od ponad dwóch lat powtarzają jak mantrę tezę, że współczesne polskie nastolatki to pokolenie konserwatywne. Dowodzą tego ponoć masowe kościelne śluby oraz chrzty nowo narodzonych dzieci. Tymczasem inny obraz wyłania się z lektury młodzieżowych forów dyskusyjnych. Tam świeże mężatki lub przyszłe panny młode masowo skarżą się, że ślub w kościele brały lub mają zamiar zawrzeć tylko dlatego, że tak chce rodzina, bo tak wypada.

Wyjaśnienie mitu o konserwatyzmie młodego pokolenia jest proste. Część badaczy żyje jeszcze powszechną kwietniową histerią z 2005 roku, kiedy zmarł Jan Paweł II. To wtedy – na fali bogoojczyźnianego zadęcia i wszechobecnej propagandy – przywiązanie do katolickiej religii i moralności deklarowało prawie 95 proc. młodych Polaków. Już pół roku po przejściu owej fali mistycyzmu wskaźnik ten spadł do 80 proc. i dalej leci w dół. Rośnie za to grono ludzi określających się jako liberałowie. W 2007 r. w ten sposób zdeklarowało się ponad 20 proc. przepytanych.

Ciekawe wyniki przyniosły badania doktorantki z Uniwersytetu Śląskiego – Justyny Jasiak. Przepytała ona gimnazjalistów mieszkających w najbardziej katolickiej części regionu katowickiego – w Czeladzi i jej okolicach. Oto wyniki:

1. Dzieci w wieku 14–15 lat wykazują wątpliwości co do zasad przekazywanych im przez Kościół;

2. Tylko 10 proc. przepytanych wskazało, że wierzy, bo pokazano im dowody na prawdziwość nauczania Kościoła. Pozostali: (40 proc.) wskazywali, że podstawą ich przekonań jest wychowanie w domu; 12 proc. mówiło o wpływie księży; 15 proc. źródeł wiary upatrywało w innych autorytetach;

3. Małolaty chadzają do kościoła zazwyczaj raz w tygodniu – w niedzielę z rodzicami. Codziennie we mszy świętej uczestniczy tylko 1 proc. przepytanych „ultrakatolików”;

4. Młode pokolenie jest otwarte na innych. Nie uważa niewierzących za antychrystów i degeneratów. Nawet na wsi połowa przepytanych powiedziała, że szanuje inne poglądy, choć z nimi się nie utożsamia. Równocześnie zanotowano tamże szokujący wskaźnik fanatyzmu religijnego. Brakiem tolerancji „pochwaliło się” aż 35 proc. dziewczynek i 25 proc. chłopców;

5. Pojawiła się całkiem spora grupa małolatów (8 proc.) uważających, że można być człowiekiem prawym, nie wierząc w Boga. Niesamowite!;

6. Małolaty zaczynają krytycznie patrzeć na duchownych i negują ich wpływ na swoje życie. Aż 6 proc. przepytanych uważa, że niczego nie zawdzięczają duchownym, których znają;

7. Małolaty żyją we własnym świecie, w którym nie ma miejsca na lekturę Nowego Testamentu (do jego przeczytania przyznał się 1 proc. badanych). Na pierwsze miejsce wysuwa się za to dostęp do nowoczesnych mediów (internet, telefon komórkowy), problem braku porozumienia z rodzicami (w badaniach UNESCO aż 40 proc. dzieci w wieku 11–15 lat mówiło, że nie potrafi się z nimi dogadać). Młodzi Polacy boją się także tego, że rodzice wylecą z pracy albo w domu zabraknie kasy (ponad 70 proc.).

Żyjącym w pałacach biskupom polecamy także lekturę forów dyskusyjnych młodych socjologów. Badacze skarzą się, że gdy pytali małolaty o sprawy związane z wiarą, wyraźnie odczuwali ich niechęć. Zauważyli za to pobudzenie i wzrost zainteresowania, gdy tylko zaczynali mówić o internecie, komórkach i galeriach handlowych.

A kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi polecamy lekturę analiz statystycznych kuratorium małopolskiego. Wynika z nich, że od października 2007 r. w szkołach średnich w Krakowie modne jest wśród młodych... niechodzenie na religię. Twierdzą oni przy tym bezczelnie, że nie będą dla piątki z „reli” marnować wolnego czasu.

Czy w przyszłości chętnie będą oni łożyć na utrzymanie swoich proboszczów i ich samochodów?

MiC

 

 

"FAKTY I MITY" nr 11, 14-20, 03.2008 r. CZYTELNICY DO PIÓR

PRAWDA WAS WYZWOLI

Aż trudno uwierzyć, do jakiego stopnia systematyczna indoktrynacja potrafiła zbałamucić polskie społeczeństwo. Ale to się wkrótce zmieni.

Religią jest wiedza o chrześcijaństwie, islamie, religii Mojżeszowej, buddyzmie itp. Religią były wierzenia starożytnych narodów Bliskiego Wschodu, Greków, Rzymian, Słowian, Indian itd.

Chyba nikt nie odważy się twierdzić, że to, co jest prowadzone na lekcjach tzw. religii w większości polskich szkół, to nauka religii.

Przemilcza się informacje historyków opisujących wydarzenia w Imperium Rzymskim, w tym także na Bliskim Wschodzie, takich jak Józef Flawiusz czy Tacyt, a ci bardzo jednoznacznie opisują wydarzenia, które w efekcie doprowadziły do narodzin chrześcijaństwa. Nasi uczniowie mają pełne prawo do rzetelnej wiedzy historycznej. Gdyby w szkołach podawano rzetelną wiedzę religijną, opartą na historycznych faktach, to każdy inteligentny uczeń łatwo pojąłby na przykład to, że chrześcijaństwo jest kompilacją zmodyfikowanych wierzeń i obrzędów narodów Bliskiego Wschodu i Rzymian. Skoro nasze państwo płaci za naukę tzw. religii, to powinno żądać od katechetów podawania historycznej, obiektywnej wiedzy. Jeżeli Kościół chce uczyć mitów, to ma do tego punkty katechetyczne. Smutne jest to, że większość świeckich dziennikarzy traktuje biblijne podania jako fakty historyczne. To straszne, że nasza młodzież wchodzi w życie z okrojonym, a nawet dotkliwie okaleczonym światopoglądem, wciąż utrwalanym przez prasę, radio i telewizję.

Dręczy mnie następujący problem. Czy jeśli podczas lekcji religii lub – co nie daj Boże – na maturze uczeń będzie odpowiadał zgodnie z wiedzą historyczną, będącą w rażącej sprzeczności z tym, czym go indoktrynowano na lekcjach tzw. religii, to dostanie ocenę niedostateczną?!

Ponadto każdy rozumny człowiek widzi, że w naszym kraju nauka religii sprowadza się nie tylko do indoktrynacji, ale także jest rodzajem musztry. Kościół, który powinien pełnić rolę służebną w stosunku do wiernych, w coraz większym stopniu usiłuje pełnić rolę wymuszająco- kontrolną. Czy uczeń chodzi do kościoła? Czy rodzice chodzą? Kartka do spowiedzi, kartka ze mszy... Kościół – wbrew Biblii – po prostu wymusza określone zachowania. Co gorsza, uczeń spełniający skrupulatnie nakazy katechety w godzinach pozalekcyjnych (np. ministrant) może liczyć na wyższą ocenę. Zatem ocena z religii wynika jedynie w ograniczonym stopniu z wiedzy ucznia. Choć – przyznać trzeba – i tak jest to „wiedza” złożona ze znajomości mitów, sprzeczna z faktami historycznymi, więc może nie warto kruszyć kopii. Dlaczego jednak taka ocena ma być wliczana do średniej? Co to ma wspólnego z rzetelną, wartościową wiedzą? Jaki pożytek z takiej „wiedzy” będzie miał uczeń i państwo polskie?

Kolejne nasze rządy zdecydowanie domagały się, aby w preambule europejskiej konstytucji znalazło się odwołanie do wartości chrześcijańskich. W związku z tym nasuwają się oczywiste pytania: Czy tłumienie nauki, okrucieństwa towarzyszące wyprawom krzyżowym, mordowanie Prusów, Jadźwingów, Indian, okrucieństwa towarzyszące masowemu paleniu przez wieki żywych ludzi na stosach, często wyłącznie za ich pęd do wiedzy i krytyczne patrzenie na rzeczywistość – to są właśnie te wartości, o które walczą nasze rządy?

A przecież te i wiele im podobnych faktów z dziejów chrześcijaństwa kładły się wielkim cieniem na dziejach Europy i świata.

Kościół nieśmiało próbuje przyznać się, że spalenie Giordana Bruna, Jana Husa czy potępienie Galileusza to były błędy... A kiedy Kościół uzna ich oprawców za zbrodniarzy? Kler wciąż mówi o męczennikach za wiarę. A kiedy kler zacznie mówić o milionach męczenników, tych, którzy ponieśli męczeńską śmierć z rąk ludzi Kościoła?

Dzieje hitleryzmu i komunizmu zostały potępione i rozliczone przez ludzkość. Jest rzeczą zrozumiałą, że nikt nie próbuje obecnie wciskać ludzkości wartości komunistycznych czy hitlerowskich. Jeżeli kogoś drażni porównanie katolicyzmu do hitleryzmu czy komunizmu, to mam pytanie. Którą śmierć należy uznać za bardziej okrutną: trucie niewinnych ludzi w komorach gazowych, strzelanie w tył głowy czy może palenie na stosie?

Niestety, przykro to powiedzieć, ale chrześcijaństwo, które ma na sumieniu zbrodnie w pełni porównywalne z najgorszymi notowanymi w historii, nigdy nie zostało z nich rozliczone, a kler, niestety, nie widzi potrzeby do posypania głów popiołem. A bez tego elementarnego rozliczenia się z bestialską przeszłością Kościół katolicki osiądzie na mieliźnie, a szermowanie przez kler tzw. wartościami chrześcijańskimi pozostanie niesłychaną obłudą i bezczelnością.

Nie chodzi o walkę z religią. Ta czy inna religia były, są i będą. Trzeba być niezwykle odważnym człowiekiem, aby odrzucić ze swojego życia wiarę w życie po śmierci doczesnej. Jednak sami księża – którzy wzywają do ubóstwa i pokuty – zapewniają sobie raj za życia. Większość z nich to ludzie niewierzący. Zresztą nie wierzę, aby inteligentny człowiek po iluś tam latach grzebania w mitach podczas studiów na seminarium duchownym był osobą wierzącą w nie.

Tak więc, panowie w czarnych sukienkach i innych śmiesznych strojach, zanim zaczniecie chronić plemniki, komórki jajowe, embriony i zygotę, przybierając pozę obrońców życia poczętego, rozliczcie się z masowych bestialskich morderstw popełnionych przez waszą organizację na dorosłych niewinnych ludziach.

Kościół niby domaga się uczciwości od wiernych, a sam unika przejrzystości w dochodach i opodatkowaniu, przez co stanowi uprzywilejowaną i pasożytniczą kastę w państwie. Z jednej strony powołuje się na prawo naturalne, a z drugiej – utrzymuje pełne zakłamanie związane z celibatem. Miałem kilku kolegów księży. Po dłuższym okresie znajomości zawsze dochodziłem do przekonania, że z trudem tłumili w sobie swoje naturalne popędy i jeśli tylko mieli dyskretną okazję, dawali swoim popędom upust. Po co to zakłamanie?!

Kościół katolicki ma fatalne referencje na szczeblu międzynarodowym. Wszędzie, gdzie jest mocny, tam państwo jest skorumpowane i słabe: Polska, państwa Ameryki Łacińskiej, do niedawna Portugalia, Hiszpania, Włochy. Wszędzie, gdzie katolicyzm jest słaby lub szczątkowy, tam jest silne, praworządne państwo (państwa skandynawskie, Szwajcaria, Holandia, Anglia, Francja).

W żadnym państwie nie udało się zauważyć poprawy moralności narodu w wyniku oddziaływania Kościoła katolickiego. Warto więc w końcu zastanowić się, jakie korzyści ma państwo polskie z tego, że finansuje w różnej formie funkcjonowanie kleru katolickiego. Polacy mają fatalną reputację pod względem moralnym. W przeciwieństwie do wielu krajów, w których katolicyzm jest niezauważalny w życiu publicznym.

Świat otwiera się przed Polakami. Kościół katolicki tego nie powstrzyma. Najwyższy czas, aby kler zrozumiał, że katolicyzm wymaga bardzo głębokich reform – drugiej reformacji. Może więc warto zastanowić nad tym, co mówili i (lub) mówią i jak postępowali światli przedstawiciele kleru, np. nieżyjący już ksiądz Józef Tischner.

Czytelnik z Małopolski

 

 

"FAKTY I MITY" nr 22, 07.06.2007 r. POLSKA PARAFIALNA

NIE DLA IDIOTÓW

Encyklopedia kłamie, Polską rządzi królowa, homoseksualistów należy wyspowiadać, zastrzelić i pochować... Na lekcjach religii można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy.

Zawód katechety to niezła fucha. Państwo płaci pensję, nie mając najmniejszego wpływu na program nauczania religii, więc można pleść na niej kompletne bzdury. Kuratorium oświaty nie ma żadnych uprawnień do dyscyplinowania katechety, bo jedynym organem władnym do odwołania go ze stanowiska jest właściwa terytorialnie kuria biskupia. Niejeden dyrektor szkoły dostaje sraczki, żeby tylko nie podpaść sile przewodniej i biskupowi – strażnikowi doktryny.

A popatrzmy, co się dzieje na lekcjach...

 

W renomowanym gdańskim gimnazjum religii uczy ksiądz magister Piotr B., wikariusz pobliskiej parafii. Człek to wszechstronnie wykształcony, bo zna na wyrywki nie tylko pacierz, ale może też godzinami rozprawiać o historii. Oczywiście tej prawdziwej, a nie wykrzywionej pseudonaukowymi teoriami żydo-komucho-masonów.

Mieliśmy niedawno okazję wysłuchania kilku wykładów ks. B. (indywiduum chronicznie nieznoszące kultury zachodnioeuropejskiej i w ramach protestu przeciwko zeświecczeniu państw „starej” Unii podróżujące niemal wyłącznie do... Rumunii) wygłoszonych dla uczniów klasy III wspomnianego gimnazjum. Było akurat o historii kat. Kościoła, dzięki czemu dowiedzieliśmy się m.in., że:

* Święta inkwizycja „skazała na śmierć tylko 300 osób”. Uczyniła to wyłącznie w stosunku do pospolitych bandytów, jako że ów kościelny trybunał... „nikogo nie karał za poglądy”!

Gdy wielebny zezwolił na dyskusję, bardzo nam zaimponował jeden z samodzielnie myślących uczniów, który wyjął z plecaka „Encyklopedię PWN” i przeczytał fragment, z którego wynikało, że wykładowca zgubił gdzieś kilka zer (np. udokumentowano spalenie na stosie co najmniej 30 tys. samych tylko „czarownic” – jak podaje niekwestionowany w tej dziedzinie „autorytet”, inkwizytor Lodovico Paramo – dop. red.). A ilu egzekucji nie udokumentowano...?

„Encyklopedia kłamie” – usłyszał w odpowiedzi nazbyt dociekliwy nastolatek.

Gdy upierdliwie powoływał się na inne źródła (audycje na kanałach telewizyjnych Discovery i National Geographic), pan od religii wpadł w furię.

„Robisz z siebie wielkiego idiotę, oglądając lewicowe i demoliberalne media. A jeśli będziesz upierał się, że inkwizycja była zła, popełnisz grzech i nie będziesz dopuszczony do bierzmowania” – zakomunikował uczniowi ksiądz magister;

* Wyprawy krzyżowe spowodowane były jedynie tym, że rdzennie chrześcijański od stuleci teren dzisiejszej Palestyny „najeżdżali muzułmanie, mordując naszych braci, którym trzeba było w tej sytuacji przyjść z pomocą”, zaś – działające tylko w obronie własnej – wojska interwencyjne „nikogo nie zabiły bez powodu”;

* Galileusz (w 1633 r. skazany przez inkwizycję na areszt domowy i 3-letnie odmawianie psalmów pokutnych – dop. red.) był oczywistym durniem, gdyż „miał wiele bardzo błędnych teorii”!

Dyskusji nie było, bo ksiądz B. to prawie dwumetrowe i bardzo nerwowe chłopisko, a piąchy ma jak bochny chleba...

 

Nauczycielką religii w Szkole Podstawowej nr 2 im. Armii Krajowej w podwarszawskim Milanówku jest urszulanka – siostra magister Teresa Górczyńska, wybitna specjalistka, figurująca na archidiecezjalnej liście „ekspertów zatwierdzonych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej do komisji egzaminacyjnych i kwalifikacyjnych”. Dodajmy, że także specjalistka od historii Polski, która na rzecz innych katechetów opracowuje konspekty metodyczne (jedno z owych dzieł wpadło nam w ręce), mające m.in. wbijać dzieciom klas V–VI do głów, że... nasz kraj jest tak naprawdę monarchią zarządzaną przez „królową Maryję”.

Jaka jest skuteczność takich i podobnych indoktrynacji? Na szczęście młodzież mamy nadzwyczaj rozumną. Oto jej wypowiedzi:

* „U mnie w gimnazjum jeden z księży katechetów powiedział na lekcji religii, że ta cała sprawa z molestowaniem seksualnym dziewcząt przez chłopców w szkołach to wina dziewczyn – bo się malują i ładnie ubierają. Jakby nosiły płócienne suknie, nie byłoby problemu. Nie został zwolniony i nawet nie otrzymał upomnienia, więc niemal wszystkie dziewczyny przestały już chodzić w tej klasie na religię” – opowiada na forum internetowym nastolatka skrywająca się pod pseudonimem Vene;

* „Zostałam postawiona do kąta za to, że powiedziałam na religii, że był Wielki Wybuch. Byłam w podstawówce, pasjonowałam się astronomią, ale katecheta nie mogąc sobie ze mną inaczej poradzić, po prostu uciął w ten sposób dyskusję” (Ola);

* „Katechetka na przygotowaniu do bierzmowania powiedziała, że ludzie, którzy nie chodzą do kościoła, ściągają na siebie i najbliższą rodzinę karę Anioła Śmierci. Jest ona nieodwołalna i z ich winy rodzina umrze, rzecz jasna nie od razu, ale na raty, po kolei jeden za drugim” – ironizuje Cebula;

* „Moja katechetka gadała na religii, że kalendarzyk jest najskuteczniejszy, a potem przyznała nam, że ma czworo dzieci, w tym troje nieplanowanych” – zauważyła inna młoda dama (Asta);

* „Kościół katolicki jest seksistowski i szowinistyczny. Ksiądz katecheta powiedział nam na religii, że masturbacja u kobiet w niektórych sytuacjach nie jest grzechem i jest dopuszczalna. Zastanawiam się nad przepisaniem do religii, która byłaby tak samo tolerancyjna dla obu płci” – podchwycił wątek licealista Idaan;

* „Straciłam do księdza szacunek, kiedy na początku roku powiedział, że homoseksualistów należy wyspowiadać, zastrzelić i pochować” – mówi o swoim gimnazjalnym nauczycielu religii oazowiczka z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej (PinkChirppie).

Jej koleżanki z diecezji, uczestniczki dyskusji na lokalnym forum internetowym Ruchu Światło-Życie, mają to szczęście, że ich katecheci – zadowalając się pensją – nie próbują czynić większych szkód młodzieńczej inteligencji:

* „U nas w gimnazjum mieliśmy katechetę, który opowiadał o swoim pożyciu z żoną. Zresztą on różne dziwne rzeczy gadał (niedoszły ksiądz). Potem mieliśmy katechezę z księdzem, który nie cierpiał dziewcząt/kobiet i ciągle nas objeżdżał (Tosisława);

* „Moje ostatnie dwie lekcje religii odbywały się na dworze i graliśmy z księdzem w palanta. Muszę przyznać, że nasz ksiądz ma dobre odbicie” – chwali swojego katechetę Agnieszka.

 

LPR-owscy ministrowie edukacji, Roman Giertych i Mirosław Orzechowski, „są skrajnie niekompetentni(...). Tego rodzaju osoby powinny być jak najszybciej pozbawione możliwości wywierania wpływu na edukację młodego pokolenia Polaków” – zauważył senat Uniwersytetu Warszawskiego w specjalnej uchwale powziętej w październiku 2006 r.

Katechetów takie wołania na puszczy specjalnie nie wzruszają, bo przecież ich „partii” nikt nie podskoczy...

Dominika Nagel

 

 

"FAKTY I MITY" nr 29, 26.07.2007 r.

PITOLENIE O SZOPENIE

 „Postawy religijne policjantów na przykładzie Olsztyna”, „Miejsce Polski i Kościoła katolickiego w działalności partii Centrum”...

...„Rola osób konsekrowanych w rozwoju powołania zakonnego młodzieży żeńskiej w świetle dokumentu »Idziemy naprzód z nadzieją«” czy „Wychowanie religijne w świadomości rodziców mieszkających w Północnej Mołdawii” – to oryginalne tytuły prac magisterskich, obronionych w 2006 roku na Wydziale Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Analiza tematyki prac magisterskich powstających na wydziałach teologicznych polskich uczelni państwowych z całą pewnością zasługuje na co najmniej doktorat, a może i Nobla. A oto inne przykładowe tematy prac z Olsztyna, tylko z ubiegłego roku: „Wpływ polskiej muzyki rozrywkowej na kształtowanie życia religijnego współczesnej młodzieży”, „Homoseksualizm a wiara religijna we współczesnej literaturze teologiczno-moralnej”, „Obowiązki wiernych jako odbiorców w dziedzinie środków społecznego przekazu”, „Szkolne nauczanie religii i jego funkcje profilaktyczne wobec uzależnienia młodzieży od alkoholizmu”, „Pojęcie i postawy ofiary we »Władcy Pierścieni« J.R.R. Tolkiena”, „Wpływ szatana na moralne działanie człowieka na podstawie publikacji Gabriela Amortha”, „Przygotowanie do zawarcia małżeństwa katolickiego na przykładzie młodzieży II klas szkół ponadgimnazjalnych o profilu technicznym w Olsztynie”, „Postawy wobec religii studentów zaocznych powiatu kętrzyńskiego na przykładzie Wydziału Zamiejscowego Wyższej Szkoły Informatyki i ekonomii TWP w Kętrzynie”, „Prorodzinne wychowanie w świadomości rodziców szkoły podstawowej w środowisku wiejskim na przykładzie Tyrowa

i Samborowa”, „Przygotowanie do sakramentu małżeństwa w świadomości narzeczonych na przykładzie Dekanatu Szczytno”.

Tegoroczne obrony prac magisterskich zapewne będą nie mniej interesujące. Choć nas bardzie jakoś interesuje, że 12 uczelni wydziałów teologicznych w Polsce funkcjonuje za nasze pieniądze...

AK

 

 

"FAKTY I MITY" nr 45, 15.11.2007 r.

PAPIEŻOLOGIA STOSOWANA

Co roku na polskich uczelniach powstają setki prac magisterskich na temat Jana Pawła II. Papieskich magistrów od lat produkuje się w Polsce na skalę przemysłową.

Rekordowymi osiągnięciami w tej dziedzinie poszczycić się może Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, jednak już w kategorii oryginalności tematów zgłębianych przez magistrantów ani trochę nie ustępują mu inne uczelnie – choćby Uniwersytet Warmińsko-Mazurski.

Poniżej prezentujemy skromny wybór co ciekawszych tytułów „papieskich” prac magisterskich, obronionych „zaledwie” na trzech polskich uniwersytetach.

 

Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (różne wydziały):

* Dziewictwo wypełnieniem powołania kobiety w nauczaniu Jana Pawła II.

* Związek zażywania narkotyków z nieodpowiedzialnym życiem płciowym według Jana Pawła II.

* Ocena antykoncepcji w świetle kryterium mowy ciała w nauczaniu Jana Pawła II.

* Wychowanie do świętowania niedzieli w świetle wybranych dokumentów Jana Pawła II.

* Wierność krzyżowi jako droga ku wolności młodego człowieka w świetle „Listu do młodych” Jana Pawła II.

* Wpływ modlitwy na życie codzienne rodziny chrześcijańskiej w świetle Familiaris consortio Jana Pawła II.

* Pracoholizm jako zagrożenie życia rodzinnego w świetle encykliki Jana Pawła II Laborem exercens.

* Wychowanie młodzieży do czystości narzeczeńskiej w nauczaniu Jana Pawła II.

* Feminizm jako zagrożenie dla macierzyńskiego powołania kobiety w świetle Mulieris dignitatem Jana Pawła II.

* Krzyż jako znak wiarygodności chrześcijańskiej w świetle nauczania Jana Pawła II.

* Troska Kościoła o rozwój wspólnoty małżeńsko-rodzinnej w świetle nauczania Jana Pawła II.

* Ideał młodego człowieka w nauczaniu Jana Pawła II.

* Odnowa moralna narodu w świetle przemówień Jana Pawła II do Ojczyzny.

* Nauka Jana Pawła II w Redemptoris custos na temat ojcowskiej miłości do rodziny wyrażanej przez pracę.

* Moralne zło zamachu na poczęte życie w świetle encykliki Jana Pawła II Evengelium vitae.

* Miłosna więź z Bogiem fundamentem miłości małżeńskiej na podstawie „Listu do rodzin” Jana Pawła II.

* Wskazania Jana Pawła II na temat współtworzenia polityki rodzinnej (obowiązek podejmowania przez rodziny interwencji politycznych) w świetle pielgrzymek do ojczyzny.

* Stan terminalny i śmierć Jana Pawła II w przekazach prasowych: próba oceny.

 

Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie (Wydział Teologii):

* Duszpasterstwo policji jako służba człowiekowi w mundurze w świetle nauczania Jana Pawła II.

* Teologiczne rozumienie geniuszu kobiety w nauczaniu Jana Pawła II.

* Drogi nawrócenia w wezwaniu Jana Pawła II do nowej ewangelizacji.

* Zagadnienia życia sakramentalnego w małżeństwach niesakramentalnych na podstawie nauczania Jana Pawła II.

* Cierpienie jako faktor samozrozumienia chrześcijańskiego w liście Jana Pawła II Salvifici doloris.

* Świadectwo życia jako konsekwencja aktu wiary w orędziach Ojca Świętego Jana Pawła II do młodych.

 

Katolicki Uniwersytet Lubelski (różne wydziały):

* Obrona nienarodzonych w nauczaniu Ojca Świętego Jana Pawła II.

* Technicyzacja ludzkiej prokreacji w świetle nauki Jana Pawła II o miłości małżeńskiej.

* Kościół głosicielem nadziei dla Europy w świetle adhortacji Ecclesia in Europa Jana Pawła II.

* Rola wzorców osobowych w kształtowaniu postaw moralnych małżonków i rodziców w świetle nauczania Jana Pawła II.

* Świętowanie niedzieli a współczesne prądy sekularyzacyjne w świetle Dies Domini Jana Pawła II.

--------------------------------------------------------------------------------

Cóż, nam doskwiera dotkliwy brak jeszcze jednego gruntownego opracowania:

· Jan Paweł II jako taki, a jeżeli nie taki, to jaki i dlaczego?

AK

 

SPRAWNI INACZEJ

Zdobyciem aż czterech sprawności papieskich (Lolek, Wujek, JPII, Wielki JPII) mogą się wykazać druhny i druhowie ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Na „Lolka” wystarczy wykuć na pamięć życiorys JPII, odwiedzić miejsca związane z Wojtyłą oraz odmawiać ulubione przez papieża modlitwy. „Wujek” wymaga znajomości najważniejszych wydarzeń pontyfikatu JPII, przesłań i dat wszystkich papieskich pielgrzymek do ojczyzny, symboliki herbu papieskiego, sławnych powiedzeń JPII oraz ciekawostek i anegdot z nim związanych. Do uzyskania sprawności „JPII” konieczne jest zorganizowania dla drużyny lub grupy przyjaciół pielgrzymki śladami JPII, poprowadzenie papieskiego różańca, przeczytanie dowolnej książki papieża i zapoznanie się z wybraną postacią beatyfikowaną lub kanonizowaną przez JPII. Natomiast sprawność mistrzowska „Wielki JPII” wiąże się ze stworzeniem projektu propagującego w swoim środowisku papieskie nauczanie, przeczytaniem sztuki JPII oraz pięciu dokumentów papieskich.

AK

 

 

„FAKTY I MITY” nr 32, 18.08.2005 r. ŻYCIE PO RELIGII

BEZ FUNDAMENTÓW

W polskich warunkach szkoła i rodzina zawieszają wychowanie etyczne młodych ludzi na wątłym sznurku wiary religijnej. Kiedy on się zrywa, młodzież pozostaje bez pomocy i bez drogowskazów.

Architekci III RP stwierdzili, że demokratycznemu społeczeństwu jak rybie wody potrzeba oparcia w religii. Bez tego, dowodzili, grozi nam moralna anarchia, rozpad społecznych więzi, katastrofa. Religia panująca w szkołach, media publiczne podporządkowane tzw. wartościom chrześcijańskim – oto niektóre skutki tych poglądów. Ta pomyłka leżąca u podstaw organizacji naszego kraju ma dalekosiężne skutki. Po pierwsze, uniemożliwia stworzenie różnorodnego światopoglądowo społeczeństwa, co jest już samo w sobie mordowaniem demokracji w kołysce. Po drugie, ignoruje fakt, że sama demokracja niesie zupełnie świeckie, humanistyczne wartości, takie jak szacunek dla drugiego człowieka, potrzeba kompromisu, tolerancja. One – bez powoływanie się na Boga i siły kropidła – wystarczają do zbudowania w miarę harmonijnych stosunków społecznych, a wiele przykładów na to możemy znaleźć tuż za naszymi granicami. W polskiej pseudodemokracji te wartości są ignorowane i zastępowane przez wartości religijne, często sprzeczne z tymi, które wynikają z demokracji. Hołubi się kult autorytetu, ślepe posłuszeństwo tradycji, skłonność do narzucania innym własnej, rzekomo z nieba pochodzącej wizji świata, nietolerancję wobec niekatolików, innych orientacji seksualnych itp.

Jednak forsowanie przez państwo etyki opartej tylko na religijnych podstawach jest bardzo groźne z innych jeszcze powodów. Dostrzegł to już 70 lat temu Tadeusz Boy-Żeliński: „Każdy z profesorów zajmuje się swoim przedmiotem, ale podstawę życia, zasady moralne ma dać religia. Moralność łączy się u dziecka z pojęciem grzechu, w ostatecznej perspektywie z pojęciem wiekuistej kary i nagrody. Jakiś czas to się trzyma, potem zaczyna się kruszyć. Uczeń zaczyna myśleć, dociekać, wątpić. Przychodzi moment, gdy wszystko wali się w gruzy, a gruzy te grzebią, na długo nieraz – i tu największe niebezpieczeństwo – pojęcia etyczne, które starano się wybudować wyłącznie na religii. Niejeden poczciwy chłopczyna staje się w duszy moralnym nihilistą, potencjalnym zbrodniarzem. Niebezpieczeństwo budowania gmachu zasad etycznych na podstawie, która w 90 proc. wypadków skazana jest na rozsypanie się, jest oczywiste”.

W polskiej szkole, tak przed wojną, jak i teraz, dzieci pochodzące z katolickich domów nie mają szansy zbudowania systemu własnych wartości inaczej jak na lekcji religii. Lekcje wychowawcze to de facto lekcje organizacyjne, podczas których wychowawca ma szansę porozmawiać ze swoimi uczniami, i to wszystko.

Nie istnieje żaden system wartości przekazywany dzieciom przez szkołę – jego protezą mają być wyłącznie prawdy wiary wpajane na katechezie. I to jest tragedia: znaczna część wychowanków prędzej czy później straci wiarę lub będzie miała znaczne wątpliwości. Wraz z wiarą runie etyka. Co wówczas będzie dla nich wskazówką?

Przyznam, że nigdy w życiu nie związałbym się z kimś, kto jest moralny tylko dlatego, że boi się kary boskiej. Co się z nim stanie, kiedy przestanie wierzyć? A przecież każdy (nawet święty Piotr) miewa okresy niewiary. Co się stanie ze wszystkimi, którzy dzielą z nim życie? Czy to przypadkiem budowanie życia na wierze nie jest właśnie ewangelicznym „budowaniem życia na piasku”?

Marek Krak

 

 

„FAKTY I MITY” nr 11, 24.03.2005 r.

BRZYDKI UMYSŁ

Kościół – tradycyjnie niechętny, a w przeszłości nawet wrogi naukowym nowinkom i postępowi ludzkiej myśli – wpycha się na chama do laickich dotąd wyższych uczelni. Wie, co robi... im naród głupszy, tym bardziej podatny na wiarę w katolickie bajki. (...)

RP

 

Obecnie wydziały teologiczne, finansowane z naszych podatków, znajdują się na 8 wyższych uczelniach polskich, finansowanych przez państwo: Uniwersytet Gdański, Uniwersytet Adama Mickiewicza, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Uniwersytet Opolski, Uniwersytet Śląski, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Uniwersytet Białostocki.

Państwo dotuje również KUL, Papieską Akademię Teologii w Krakowie i Papieskie Wydziały Teologiczne w Warszawie oraz Wrocławiu, a także wyższe seminaria duchowne.

 

 

"FAKTY I MITY" nr 36, 13.09.2007 r.

ETYKA NIEOBECNA

Oto jak społeczeństwo reaguje na rewolucję w szkolnictwie:

 

¤ Osoby wierzące nie mogą być w naszym kraju uprzywilejowane tylko dlatego, że są katolikami, tak jak nie wolno dyskryminować tych, którzy są innego wyznania lub są ateistami, i w związku z tym na lekcje religii nie chodzą. Lekcje te w szkole państwowej powinny być wprowadzone tylko wtedy, gdy dyrekcja szkoły zapewni alternatywne lekcje etyki. (Magdalena Środa)

 

¤ Wybór między religią a etyką jest iluzoryczny, bo w większości szkół – około 90 proc. – młodzież etyki wybrać nie może, bo tam takich lekcji nie ma. (Wojciech Olejniczak)

 

¤ Powinno się zrezygnować z wpisywania oceny z religii na świadectwie. Wiele dzieci otrzymuje bowiem świadectwo z kreską w miejscu, gdzie inni uczniowie mają oceny z religii. To jest nie tylko ujawnianie przekonań religijnych dziecka, ale może prowadzić do dyskryminacji ze względu na te przekonania. (Irena Dzierzgowska, była wiceminister oświaty)

 

¤ To jest ogromna niesprawiedliwość społeczna. Ale to oznacza, że to jest jedyny pomysł KK do przyciągnięcia młodych. Mam nadzieję, że młodzi wystawią im rachunek. (bum)

 

¤ Czy ktoś słyszał o podręcznikach do etyki oraz zna nauczycieli tego przedmiotu?! (Jankiel)

 

¤ Kościół od zawsze stał na stanowisku, że kasa czyni cuda i od poczęcia trza wciskać w zwoje mózgowe, gdzie miejsce ludu ciemnego... (arahat)

 

¤ Obowiązkowe to powinny być podatki dla Kościoła, takie jak od działalności gospodarczej. Za dużo macie dotacji i ziemi, panowie. A, i jeszcze jedno... Za chodzenie na kobity – kastracja. Przynajmniej głos w śpiewaniu się poprawi co niektórym. (tom)

 

¤ Wliczanie oceny z religii (powiedzmy wyraźnie – religii podług Kościoła katolickiego) do średniej to jest ogromna niesprawiedliwość i nieuczciwość. Będą miały lepszy start mierne osoby, które wyklepią zdrowaśkę, niż uczciwie uczące się dzieci, które nie chodzą na ten przedmiot. (teolog)

 

 

„FAKTY I MITY” nr 35, 04.09.2003 r.

OSTATNI DZWON(EK)

Jak nie dać się ogłupić na szkolnych lekcjach religii? Najlepiej po prostu nie chodzić. Prawo jeszcze na to zezwala.

Jeszcze...

Pamiętacie? Katechezę wprowadzono do państwowych szkół tylnymi drzwiami. Decyzja zapadła 2 maja 1990 r. na 240 Konferencji Episkopatu Polski, a biskupi obwieścili ją listem pasterskim, który został odczytany w kościołach 16 czerwca. Tydzień później sprawę „klepnięto” na Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, zaś 3 sierpnia minister edukacji Henryk Samsonowicz wydał słynną instrukcję modyfikującą konstytucję. Nielicznym oponentom w łonie ówczesnego rządu purpuraci grozili nawet rozruchami ulicznymi. Oto, co Jacek Kuroń usłyszał od jednego z biskupów: „No nie, drogi panie, jak wy tak stawiacie sprawę, to my natychmiast wniesiemy ustawę do Sejmu i przeprowadzimy ją sami, ale wtedy będziemy mówili, że to się dzieje na przekór rządowi i zażądamy, żeby to Sejm od razu przegłosował. (...) Jak Sejm odrzuci religię, wyjdziemy na ulice! Zrobimy referendum. Będziemy się dopominali o nasze słuszne prawa. Będziemy krzyczeli” (J. Kuroń, J. Żakowski, „Siedmiolatka, czyli kto ukradł Polskę”, Wrocław 1997).

Prof. Ewa Łętowska – rzecznik praw obywatelskich – stała na z góry straconej pozycji, występując do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie instrukcji za bezprawną. Biskupi kontynuowali ofensywę, wykrzykując z ambon, że nauce religii sprzeciwiają się wrogowie Chrystusa, wrogowie krzyża czy wreszcie dzieci szatana. Było ich w Polsce niemało, gdyż według badań Demoskopu za religią w szkole opowiedziało się w 1990 r. jedynie 26,7 proc. uczniów liceów państwowych, 24–31 proc. nauczycieli (w zależności od typu szkoły) oraz 34–51 proc. rodziców (w zależności od środowiska i wykształcenia).

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego legalizujące instrukcję Samsonowicza spotkało się z licznymi głosami protestu. Wybitny prawnik prof. Michał Pietrzak zauważył, że „osnowa orzeczenia TK pozostaje w sprzeczności z konstytucyjną zasadą rozdziału Kościoła i państwa, ze świeckim, neutralnym charakterem państwa oraz narusza wolność sumienia i wyznania, zasadę równouprawnienia obywateli, prawo do milczenia. Zgodzić się należy z poglądem wyrażonym w zdaniu odrębnym sędziego TK, że orzeczenie zaakceptowało nadanie państwu cech państwa wyznaniowego”.

W każdym razie religię w szkołach mamy i z pewnością mieć będziemy do czasu radykalnej zmiany układu sił politycznych w Polsce. Jak sobie radzić w tej sytuacji? Spełniając napływające do „FiM” prośby rodziców oraz uczniów uskarżających się na presję ze strony katechetów (bywa, że i dyrekcji szkół), nakłanianie do uczestnictwa w lekcjach religii, prezentuję kilka rad praktycznych. Oto, co każdy rodzic (ale także dziewczyna i chłopak) wiedzieć powinien:

1. Aktualne warunki i sposób organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach uregulowane są rozporządzeniem ministra edukacji narodowej z 14 kwietnia 1992 r. (ze zmianami zawartymi w rozporządzeniu z 30 czerwca 1999 r.) wydanym na podstawie art. 12 ust. 2 z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty.

2. Nie musicie składać żadnych deklaracji, że wasze dziecko nie będzie uczestnikiem szkolnej katechezy ani (tym bardziej) uzasadniać takiej decyzji. Przeciwnie! To w przypadku „życzenia sobie” nauki religii, obowiązujące prawo wymaga od rodziców (obojga!) złożenia stosownego oświadczenia (par. 1 ust. 1 i 2 rozporządzenia MEN).

3. Przy kategorycznej różnicy zdań między matką i ojcem, jedynym organem władnym w rozstrzygnięciu, czy dziecko ma uczęszczać na lekcje religii, jest sąd (art. 97 par. 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego).

4. Jeśli już wasza pociecha ma nieszczęście chodzić na religię, stosownym oświadczeniem zawsze możecie ją od tego uwolnić (par. 1 ust. 2), a kierownictwo szkoły ma obowiązek zapewnienia nieobecnemu na lekcji dziecku należytej opieki lub zajęć wychowawczych (par. 3 ust. 3).

5. Dyskryminacja „przez kogokolwiek i w jakiejkolwiek formie” z powodu nieuczestniczenia syna czy córki w szkolnej nauce religii jest złamaniem obowiązującego prawa (par. 1 ust. 3). Grozi to nauczycielowi oraz kierownictwu szkoły sankcjami dyscyplinarnymi, a w przypadkach drastycznych – karnymi.

6. Ocena z religii lub etyki, jako ocena z przedmiotu nadobowiązkowego, nie ma wpływu na promowanie ucznia do następnej klasy (par. 9 ust. 2) oraz na uzyskaną przez niego średnią ocen (– Z rozporządzenia ministra edukacji narodowej z dnia 12 lutego 2002 r. w sprawie ramowych planów nauczania oraz rozporządzenia z dnia 24 stycznia 2000 r. w sprawie wydawania oraz wzorów świadectw jednoznacznie wynika zasada, że oceny z religii i etyki nie są wliczane do średniej ocen ucznia – wyjaśnia minister Krystyna Łybacka).

7. Prawo kategorycznie zabrania powierzania nauczycielowi religii obowiązków wychowawcy klasy (par. 7 ust. 1).

8. Domaganie się od dyrektorów szkół ograniczenia liczby lekcji religii (aktualnie obowiązują 2 godziny tygodniowo) jest pozbawione sensu. Decyduje o tym wyłącznie miejscowy biskup ordynariusz (par. 8 ust. 1). Podobnie rzecz się ma z odwołaniem choćby jednego „żołnierza” z liczącej sobie już 16 856 osób armii katechetów (par. 5 ust. 1 pkt. 1). Zaprezentowane odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania nie rozwiążą oczywiście wszystkich problemów, z którymi rodzicom i ich dzieciom przyjdzie borykać się w trakcie roku szkolnego. Piszcie o nich do „Faktów i Mitów” – nie jesteście sami.

Anna Tarczyńska

Współpraca Anna Karwowska

 

 

07 lipca 2007 r.

JAK UCHRONIĆ DZIECKO PRZED PRANIEM MÓZGU?

Zgodnie z polskim prawem, nie ma przymusu uczęszczania na lekcje religii. Kto usiłuje wymusić uczestnictwo Twoich dzieci w zajęciach katechetycznych czy kościelnych (np. otwarcie roku szkolnego w kościele,) łamie Europejską Konwencję Praw Człowieka, Konstytucję RP, ustawę o systemie oświaty i rozporządzenie ministra edukacji w sprawie zasad nauczania religii, a także konkordat (art. 12 pkt. 1).

 

Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Edukacji Narodowej z 14.04.1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w szkołach publicznych (Dz. U. z 1992 r. nr 36, poz. 155), to prawni opiekunowie proszą dyrekcję przedszkola czy szkoły o lekcje religii. Po ukończeniu 18 lat z taką prośbą mogą wystąpić sami uczniowie.

 

Kto nie jest zainteresowany katechezą, nie musi pisać żadnych oświadczeń. Domaganie się tego ze strony wychowawców lub dyrekcji szkoły jest bezprawne.

 

Można, a nawet należy napisać wtedy skargę do wójta, burmistrza, prezydenta miasta czy starosty, a także do właściwego kuratora oświaty.

 

O ile w szkole nie ma zajęć z etyki, domagaj się od dyrekcji świadectwa bez pozycji religia/etyka! Pozioma kreska w tej pozycji świadectwa jest niezgodna z zasadą milczenia w sprawach religii ( art. 53 pkt. 6 i 7 Konstytucji RP) oraz jest naruszeniem prywatności (art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka).

 

Michał Powolny

tygodnik “Fakty i Mity”

www.faktyimity.pl

 

Teresa Jakubowska

RACJA Polskiej Lewicy

teresa.jakubowska@op.pl

 

 

„FAKTY I MITY” nr 12, 30.03.2006 r.

W MAJESTACIE BEZPRAWIA

Finansowanie uczelni kościelnych z budżetu państwa jest bezprawne i całkowicie sprzeczne z Konstytucją RP – tak napisaliśmy jakiś czas temu. Okazuje się, że do naszego „szczekania kundelków” przyłączyli się najważniejsi eksperci. I ujadają.

Na razie jest tak: niby świeckie państwo na mocy coraz to nowych ustaw dotuje kolejne uczelnie (prywatne) Kościoła katolickiego. Do subsydiowanych od lat: KUL-u, Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie niebawem dołączą: Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu, Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie, Wyższa Szkoła Filozoficzno-Pedagogiczna „Ignatianum”. Mamy też szereg wydziałów teologicznych, finansowanych z budżetu: Uniwersytet Adama Mickiewicza, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Uniwersytet Opolski, Uniwersytet Śląski, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Na to wszystko wydajemy z kieszeni podatników ok. 90 mln zł rocznie. To mniej więcej tyle, za ile można by przez pół roku żywić wszystkie głodne dzieci w kraju nad Wisłą i jeszcze wysłać je na kolonie. Napisaliśmy, że to bezprawie i skandal! I co? I gówno, za przeproszeniem.

Okazuje się jednak, że naszą opinię podzieliły tuzy polskiej legislacji.

W posiadanie „FiM” dostały się bowiem opinie Sejmowego Biura Studiów i Ekspertyz dotyczące tych właśnie spraw.

W ekspertyzie z 2 marca 2006 r. czytamy: „Specjalnego traktowania nie przewiduje umowa w sprawie statusu prawnego szkół wyższych zakładanych i prowadzonych przez Kościół katolicki, która stwierdza jedynie, że wymienione w niej szkoły wyższe mają osobowość prawną oraz że studentom kościelnych szkół wyższych przysługują uprawnienia analogiczne jak studentom innych szkół wyższych. Tworzenie odrębnej ustawy przewidującej ich finansowanie (…) wykracza poza postanowienia Konkordatu i w nieuzasadniony sposób rozszerza interpretacje przywołanej umowy, wręcz może naruszać neutralność światopoglądową państwa (…). Dlaczego bowiem odrębna ustawa ma zobowiązywać do dotowania jednostek założonych przez Kościół katolicki, podczas gdy setki niepublicznych szkół świeckich nie mają takich uprawnień? Byłoby to tym bardziej niezrozumiałe, że dwie duże uczelnie katolickie są już traktowane w sposób wyjątkowy”. Tak pisze Jolanta Adamiec z Biura Studiów i Ekspertyz Sejmu.

Podobnie rzecz całą widzi w swojej ekspertyzie doktor Teresa Augustyniak-Górna z Uniwersytetu Łódzkiego – też ekspert BSiE. Pisze ona: „Z ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania wynika, iż państwo i państwowe jednostki organizacyjne nie dotują i nie subwencjonują Kościołów i innych związków wyznaniowych. Zasadą winno być zatem niedotowanie Kościołów, zaś ewentualne dotowanie powinno stanowić wyjątek”.

Obie ekspertki podsumowują swoje opinie tak: Co prawda istnieje w Polsce zakaz finansowania uczelni i inwestycji kościelnych, jednak obecne przepisy zredagowano i zinterpretowano tak, że dotacja taka staje się możliwa. Co więcej – jest realizowana na wielką, coraz większą skalę.

Na przykład w umowie konkordatowej mowa jest jedynie o dotowaniu przez państwo KUL-u i PAT-u, jednak – zdaniem dr Augustyniak – „wykroczono poza obowiązek dotowania. Mowa jest nie tylko o dotacjach, lecz również o otrzymywaniu innych środków z budżetu państwa” (m.in. z funduszów europejskich).

O tym, że państwową kasą szasta się nie tylko na prawo i lewo, ale także w sposób oszukańczy, świadczy przykład finansowania Instytutu Teologicznego im. św. Jana Kantego w Bielsku-Białej. Otóż PiS zamierza dotować tę uczelnię kwotą miliona zł rocznie. Według przepisów i standardów, taka suma wystarcza na pobieranie nauk przez 200 studentów. Tymczasem studiuje tam... 60 żaków. Ciekawe, jak na taką informację zareagują 582 tysiące studentów innych szkół prywatnych, dla których nie ma pieniędzy nie tylko na stypendia, ale i na pomoce dydaktyczne.

„Można sobie wyobrazić skalę żądań studentów tych szkół, powołujących się na konstytucyjną zasadę neutralności światopoglądowej państwa i równości wobec prawa” – pisze Jolanta Adamiec.

Są jeszcze przecież uczelnie religijne inne niż katolickie. Jest ich osiem. Co z nimi? „Przedstawiciele i studenci tylko tych uczelni mogliby mieć uzasadnione pretensje, że są traktowani w sposób dyskryminacyjny, co jest prawdą, gdyż nie dotyczą ich przepisy dotyczące funduszu stypendialnego, finansowanego przez budżet państwa” – konkluduje Adamiec.

– Ależ to wredne baby! – pomyślał marszałek Jurek i po lekturze ekspertyz czym prędzej wywalił na zbity pysk szefa Biura Studiów i Ekspertyz, doktora Wiesława Staśkiewicza. Los Pań Adamiec i Augustyniak-Górnej też zapewne jest przesądzony.

Marek Szenborn

Karol Kwiatek

PS Redakcja „FiM” z serca błogosławi wszystkim, którzy chcieliby w Polsce równouprawnienia. Studenci, kadro profesorska – żądajcie, protestujcie!

 

 

"FAKTY I MITY" nr 14, 12.04.2007 r.

NA CZAS WIELKOPOSTNYCH REKOLEKCJI W LICZNYCH PUBLICZNYCH PODSTAWÓWKACH I GIMNAZJACH PRZESTAJE OBOWIĄZYWAĆ KONSTYTUCJA

Regulacje dotyczące rekolekcji wydane przez ministra A. Stelmachowskiego w 1992 r. pozwalają na dowolną interpretację obowiązków nauczycieli. Na ich podstawie można im, niestety, nakazać pójście do kościoła i pilnowanie małolatów.

Według naszej wiedzy, cały jego wkład w wydanie tego bubla legislacyjnego polegał na splagiatowaniu innego dokumentu – instrukcji, którą spłodził w sierpniu 1990 r. ówczesny minister edukacji w rządzie Tadeusza Mazowieckiego – profesor Henryk Samsonowicz. Przewidywała ona, że nagle, od pierwszego września 1990 r., w szkołach pojawią się katecheci. Obserwatorom od razu wydało się podejrzane tempo przygotowania i opracowania kwitów, nikt też nie potrafił wskazać podstawy prawnej wydania owej instrukcji.

Wątpliwości te potwierdził Trybunał Konstytucyjny. W swoim wyroku z 30 stycznia 1991 r. uznał ministerialną instrukcję za nieobowiązującą. Na ponad dziesięciu stronach maszynopisu jedenastu profesorów prawa wymienia akty, które złamał minister Samsonowicz.

Należy postawić wobec tego pytanie: dlaczego ten wybitny historyk, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego, zdecydował się na wydanie owego knota?

W sytuacji totalnego oblężenia i braku efektów reform Balcerowicza najbliżsi współpracownicy premiera Mazowieckiego zaczęli szukać sposobu na przetrwanie. Wielu z nich wypatrywało także poparcia dla jego kandydatury w zbliżających się wyborach prezydenckich. W swojej naiwności takie tuzy polityki jak Aleksander Hall czy Kazimierz Michał Ujazdowski wymyślili, że parasol ochronny nad rządem rozciągnie Kościół rzymskokatolicki. Nie chcieli jednak iść do prymasa z pustymi rękami. Wymyślenie podarunku było jednak niezwykle trudne. W końcu życzenia Kościoła w sprawach finansowych załatwił półtora roku wcześniej premier Rakowski. Jedyną rzeczą, którą można by zachęcić hierarchię do powstrzymania ataków na rząd Mazowieckiego, okazała się nauka religii w szkołach. Późną wiosną 1990 r. w Ministerstwie Edukacji Narodowej zaczęły się prace nad stosownymi aktami prawnymi. Toczyły się one w tak głębokiej tajemnicy, że nie wiedzieli o nich pozostali ministrowie. Co tam oni – nie wiedział o tym sam Kościół! Gdy w sierpniu 1990 r. biskupi dostali projekt ministerialnej instrukcji, zawyli z radości. Państwo nie dość, że przejmowało koszty katechezy na swoje barki, to jeszcze zrezygnowało z wszelkiej kontroli programów nauczania, podręczników czy kwalifikacji nauczycieli religii. To się nie mieściło (i nie mieści!) w standardach żadnej szkoły publicznej. Na czas rekolekcji normalne zajęcia w szkołach miały być zawieszane. Żyć, nie umierać! W zamian za ten niezwykły i niespodziewany prezent prymas Józef Glemp obiecał względną neutralność Kościoła w trakcie kampanii prezydenckiej.

Jak zwykle naiwni politycy uwierzyli w te bajki. Biskupi i proboszczowie masowo nawoływali do głosowania na Lecha Wałęsę. Niektórzy pozwalali sobie dodatkowo na miotanie pod adresem darczyńcy Mazowieckiego obelg w stylu: Żyd, mason, pseudokatolik, przyjaciel komunistów. Dla obserwatorów sceny politycznej takie postępowanie Kościoła nie było niczym nowym. Wcześniej w podobny sposób sam załatwił się wspomniany już premier M.F. Rakowski. Nauczka, jaką Kościół dał temu wybitnemu politykowi lewicy, niczego elit nie nauczyła.

Premier przegrał wybory i w Belwederze zamieszkał Wałęsa.

Prezentu Kościół już nie dał sobie odebrać. Należy jednak wspomnieć, że przez ponad rok lekcje religii odbywały się w publicznych szkołach na dziko. Także rekolekcyjne ferie nie miały żadnej podstawy prawnej. Na nowo zalegalizował ów proceder wspomniany Andrzej Stelmachowski.

Reprezentanci Kościołów mniejszościowych (jak to bywa w państwie prawa respektującym zasadę równości) o planach ufundowania przez rząd lekcji religii i dodatkowych ferii dowiedzieli się przez przypadek.

 

Nie wiemy, czy w swojej bezczelności, czy raczej ignorancji reprezentanci Kościoła podczas prac nad konkordatem zapomnieli wpisać do jego tekstu gwarancji zwolnień małolatów z lekcji w trakcie rekolekcji. Przypomnijmy, że owe ferie zapisane są w najniższym rangą akcie prawnym, czyli rozporządzeniu. Wystarczy jeden podpis ministra i dodatkowe ferie dla katolików znikają ze szkolnego kalendarza. Skończy się wymuszanie udziału nauczycieli w mszach świętych, do przeszłości przejdzie też stres rodziców, którzy nie wiedzą, co się dzieje z ich dziećmi po rekolekcjach. Marzenia...

MiC

 

 

"FAKTY I MITY" nr 11, 14-20, 03.2008 r. LISTY

REKOLEKCYJNE BEZPRAWIE

Tegoroczny sezon rekolekcji wielkopostnych dobiega końca. Po raz pierwszy od wielu lat spotkaliśmy się z taką liczbą próśb o pomoc i interwencję.

Dzwonili nauczyciele zmuszani do chodzenia na msze oraz rodzicez prośbą o radę, jak zapewnić dziecku opiekę, gdy szkoła jest zamknięta.

 

W sezonie 2008 wyłania się taki oto obraz rekolekcji szkolnych:

- ich organizacją zaczynają się zajmować – i to wbrew prawu – kuratorzy oświaty oraz wójtowie i burmistrzowie. Kuratorzy, m.in. mazowiecki i łódzki, urządzali narady z wysłannikami biskupów na temat sposobów zapewnienia stuprocentowej frekwencji na rekolekcjach (patrz: „FiM” 2/2008) i pisali listy do dyrektorów szkół z instrukcjami, co mają robić w czasie kościelnych nauk (kurator łódzki zakazał urządzania w tym czasie rad pedagogicznych i poinformował, że za przebieg rekolekcji odpowiadają wszyscy nauczyciele!). Ci drudzy (przykład dał wójt gminy Korczew w pow. siedleckim) na specjalnych naradach ustalali z proboszczami (bez wiedzy dyrektorów) przebieg rekolekcji. Takie postępowanie jest w sposób oczywisty bezprawne i oznacza przekroczenie kompetencji;

-  dyrektorzy szkół (Częstochowa, Lublin i wiele innych) wbrew obowiązującemu w Polsce prawu nakazywali nauczycielom udział w praktykach religijnych. Pod pozorem opieki nad małolatami musieli oni uczestniczyć w mszach, a także nabożeństwach drogi krzyżowej (w Korczewie była to wielogodzinna wędrówka od szkoły do kościoła).

 

Zapominalskim przypominamy następujące regulacje:

- Europejska Konwencja o ochronie: „(...) korzystanie z praw i wolności wymienionych w niniejszej Konwencji powinno być zapewnione bez dyskryminacji wynikającej z takich powodów jak (...) religia, przekonania polityczne (...)”;

- Konstytucja: „Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych”;

- Kodeks karny: „Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową lub bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”;

- Rozporządzenie MEN: „Uczestniczenie lub nieuczestniczenie w przedszkolnej albo szkolnej nauce religii lub etyki nie może być powodem dyskryminacji przez kogokolwiek i w jakiejkolwiek formie”.

Nauczycieli prosimy, aby o wszelkich formach dyskryminacji informowali naszą redakcję oraz oddziały Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Następna sprawa – szkoły nie zapewniły żadnych zajęć dla dzieci nieuczestniczących w rekolekcjach.

I znowu działo się to wbrew prawu.

Niektórzy dyrektorzy domagali się od rodziców, których dzieci nie uczęszczają na religię, usprawiedliwienia nieobecności ich dzieci na rekolekcjach... Bardziej „ambitni” pedagodzy domagali się wyjaśnienia, dlaczego małolaty zapisane na katechezę nie stawiły się w kościele,

a przyszły do szkoły. Takie działania są oczywiście bezprawne.

 

Wszystkim, którzy padli ofiarą działań szkolnej administracji, przypominany obowiązujące w Polsce reguły dotyczące rekolekcji:

1. Rekolekcje nie oznaczają żadnych dodatkowych ferii. Szkoły mają obowiązek zapewnić opiekę każdemu uczniowi.

2. Trzydniowe zwolnienie z zajęć szkolnych na rekolekcje przysługuje wyłącznie na życzenie rodziców. Uwaga – nie musi ono dotyczyć całego dnia, tylko określonych godzin.

3. Za przebieg rekolekcji odpowiada proboszcz. I to on wspólnie

z katechetami ma zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, które poszły na nabożeństwo zamiast do szkoły.

4. Rola dyrektora szkoły ogranicza się tylko do zorganizowania pracy w szkole na czas rekolekcji. Nie ma on obowiązku dostarczać nauczycieli do pilnowania uczestników nabożeństw.

Na szczęście znaleźli się jeszcze dyrektorzy szkół poważnie podchodzący do swoich obowiązków.

I tak w Wieliczce skłonili proboszcza do organizacji nabożeństw po zajęciach szkolnych, w pobliskim Krakowie (Szkoła Podstawowa nr 85) dzieciaki z okazji rekolekcji mają tylko skrócone lekcje. W obu przypadkach nauczyciele nie odprowadzają i nie pilnują uczniów w kościele. Jeszcze inni organizują dni otwarte szkoły, zajęcia wyrównawcze. Kierowane przez nich placówki pełne są uczniów.

Redakcja

 

 

"FAKTY I MITY" nr 20, 24.05.2007 r.

TRYBUNAŁ OCENI OCENĘ

Kolejne pomysły dyskryminujące uczniów niekatolików w polskich szkołach publicznych, np. wliczanie stopnia z religii do średniej ocen, wzbudzają liczne protesty, m.in. RACJI Polskiej Lewicy.

Partia uważa, że umieszczenie stopnia z religii na ogólnym świadectwie szkolnym jest sprzeczne z prawem, i przypomina wymianę korespondencji na ten temat z Ministerstwem Edukacji.

W piśmie z 5 stycznia 2006 roku ministerstwo powołało się na rozporządzenie z 14 kwietnia 1992 roku w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii lub etyki, które przewiduje zapis oceny na świadectwie szkolnym. Jednak lekcje etyki są organizowane jedynie w bardzo niewielu szkołach (ułamek procenta). Oznacza to, że w większości przypadków uczniowie nieuczęszczający na lekcje religii mają na świadectwie kreskę. A takie świadectwo, zwłaszcza ze szkół zawodowych, jest dokumentem poświadczającym kwalifikacje, a więc dokumentem okazywanym osobom trzecim, np. pracodawcy. Na tej podstawie RACJA uznała, że umieszczenie na dyplomie informacji, iż uczeń nie uczęszczał na lekcje religii, może być naruszeniem art. 53 Konstytucji RP, który zapewnia prawo do zachowania milczenia w kwestii światopoglądu i przekonań religijnych, a także prywatności, a więc pogwałceniem art. 8 Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Wymienione uwagi przesłane zostały do ministra edukacji Romana Giertycha oraz do Parlamentu Europejskiego, choć – jak zaznaczono – „tym razem nie do Komisji Petycji, ponieważ jej przewodniczący, polski klerykał Marcin Libicki, nie zapewnia bezstronności”.

Rzeczniczka partii Teresa Jakubowska poinformowała o trwających konsultacjach z prawnikami, w tym konstytucjonalistami, w celu sporządzenia wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności opisanego przypadku z konstytucją.

Daniel Ptaszek

 

 

"FAKTY I MITY" nr 50, 20.12.2007 r.

MAŁA ŚREDNIA

Polscy nauczyciele w ogromnej większości nie zgadzają się na wliczanie oceny z religii do średniej na świadectwie szkolnym.

Do takich wniosków skłaniają wyniki sondy internetowej, przeprowadzonej przez portal edukacyjny eduinfo.pl. Wzięło w niej udział 3171 osób. Odpowiadając na pytanie: „Czy jesteś za wliczaniem oceny z religii do średniej na świadectwie szkolnym?”, miały one do wyboru cztery warianty odpowiedzi. Pierwszy z nich: „Tak – jest to ważny element wychowania patriotycznego” – wybrało 399 ankietowanych, tj. 12,6 proc. ogółu. Odpowiedź neutralną: „Nie mam zdania – jest mi to obojętne” wybrało 50 osób (1,6 proc. uczestników). Kolejnych 418 (około 13,2 proc.) wybrało odpowiedź: „Tak – każdy przedmiot się liczy”. Najwięcej, bo ponad 2300 osób, opowiedziało: „Nie – wybór indywidualny nie podlega ocenie”. Tak więc ponad 70 procent polskich pedagogów jest zdecydowanie przeciwnych klerykalizacji polskiej szkoły.

A

 

 

"FAKTY I MITY" nr 50, 20.12.2007 r.

MATURY, KONKURSY...

Olimpiady przedmiotowe – od wielu lat organizowane w polskich szkołach – mają za zadanie „wyłuskanie” uczniów o największym potencjale intelektualnym. W Szczecinie dzieje się to tak:

W zamieszczonym na stronie internetowej „Zakresie wiedzy i umiejętności wymaganych w konkursie języka polskiego z elementami wiedzy o sztuce dla uczniów szkół gimnazjalnych w roku szkolnym 2007/2008” można wyczytać: „Od uczestników konkursu wymagamy wiedzy i umiejętności z zakresu kształcenia literackiego, kulturowego i językowego na poziomie ponadpodstawowym, umożliwiającym twórcze rozwiązywanie zagadnień humanistycznych”.

Jakże pięknie. Tylko że chwilę później konkursowicze dowiadują się, iż dobór lektur i zagadnień wiąże się jedynie z Biblią. Wymagana jest znajomość fragmentów tekstu biblijnego oraz innych „tekstów kultury” z Biblią spójnych.

A

 

 

"FAKTY I MITY" nr 35, 06.09.2007 r.

PEŁZAJĄCA BESTIA

Roch Kowalski budził się dopiero, gdy głową w pierś nieprzyjaciela uderzył. Adam Michnik otworzył jedno oko i dostrzegł „pełzający zamach stanu” IV RP. Przebudzenie nie jest pełne, bo nie zauważył pełzającego państwa wyznaniowego.

(…) Gdy dziecko nie uczestniczy w katechizacji, musi opuścić salę. Konieczność opuszczenia grupy jest dla dziecka przeżyciem traumatycznym, gdyż uznanie kolegów i pozycja w klasie są dla niego najważniejsze. Ono tego nie rozumie, czuje się gorsze. Kto z rodziców zdecyduje się narażać dziecko na taką traumę?! A więc de facto jest to przymus! W interesie Kościoła państwo godzi się na wyrządzanie szkód w psychice małych dzieci. Zgroza! A co takie dziecko zrozumie z „lekcji” religii? To oczywiste pranie mózgów dzieciom od przedszkola, wręcz tresura.

Potwór wyznaniowy pełznie dalej: oceny z religii mają być zaliczane do średniej ocen ucznia. Dlaczego, skoro oceny z przedmiotów nadobowiązkowych (a takim jest religia, gdyż jest kwestią wyboru) nie są wliczane do średniej? Ponadto jest to oczywiste pogwałcenie zasady państwa neutralnego światopoglądowo. (...)

Lux Veritatis

 

 

"FAKTY I MITY" nr 33, 23.08.2007 r. RACJONALIŚCI

DZIECI GORSZE

W Zielonej Górze przedszkolaki zmuszane są do przynoszenia na lekcje religii zdjęć ślubnych taty z mamą. Ci, których rodzice żyją na „kocią łapę”, przekonują się natychmiast, że są dziećmi gorszego Boga.

Lubuska RACJA Polskiej Lewicy skierowała niedawno do Kuratorium Oświaty w Zielonej Górze proste pytanie: dlaczego tak się dzieje? „Czy zdaniem kuratorium takie działania – niewątpliwie godzące w jedność rodzinną oraz prywatne sprawy obywateli – są wpisane w program wychowania przedszkolnego? Czy jest jakakolwiek kontrola nad treściami przekazywanymi przez osoby uczące religii?” – dociekał Marcin Targowicki, lider partii w województwie.

Ale kuratorium wcale się nie przejęło problemem, stwierdzając, że nie interesuje się treściami propagowanymi podczas religii w publicznej szkole. Zdaniem Andrzeja Wojnakowskiego, dyrektora delegatury, ich rolą jest nadzór jedynie w zakresie spraw organizacyjnych, a „za poziom realizacji treści programowych odpowiedzialni są wizytatorzy diecezjalni, którzy przekazują swoje spostrzeżenia dyrektorowi po obserwacji prowadzonych przez katechetę zajęć”. A więc mamy polskie piekiełko.

Taka odpowiedź zupełnie nie usatysfakcjonowała RACJI PL. Jej przedstawiciele w kolejnym piśmie powołali się na konkret – par. 11 pkt. 2 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach. Wynika z niego, że „nadzór pedagogiczny nad nauczaniem religii i etyki w zakresie metodyki nauczania i zgodności z programem prowadzą dyrektor szkoły (przedszkola) oraz pracownicy nadzoru pedagogicznego”, zaś wspomniani wizytatorzy mogą co najwyżej... wizytować.

Co na to kuratorium? Odpowiedzi nie możemy się doczekać, ale partia nie ustępuje w twierdzeniu, że opisany przypadek to przekroczenie lub nadinterpretacja treści programowych przez katechetkę i konieczna jest interwencja władz oświatowych. Zresztą nie tylko w Zielonej Górze...

Daniel Ptaszek

 

 

„NEWSWEEK” nr 02, 15.01.2006 r., strona 75

DO NOWEJ SZKOŁY MARSZ

Rodzice mogą polubić szkołę, a dzieci robić coś więcej niż palenie w ubikacji i smarowanie kredą siedzeń wychowawców. Wystarczy pogonić Związek Nauczycielstwa Polskiego.

To już nie jest idea kilku zapaleńców. To społeczny ruch oświatowy. Stowarzyszenia w całym kraju przejęły w sumie kilkaset podstawówek. Placówki przez nie prowadzone są tańsze, lepsze i już widać, że wyprowadzą dzieci na ludzi.

Piwnica w willi Aliny Kozińskiej-Bałdygi na warszawskim Żoliborzu jest jak wojskowe centrum dowodzenia. Na ścianie wisi duża mapa Polski z kolorowymi chorągiewkami. Sześć lat temu było ich tylko pięć. Dziś jest kilkaset. A każda oznacza szkołę, którą z rąk samorządów przejęły stowarzyszenia.

Alina Kozińska-Bałdyga, prezes Federacji Inicjatyw Oświatowych, wspiera lokalne społeczności, które chcą same zarządzać szkołami. Pięć lat temu przygotowała wzorcowy statut stowarzyszenia rozwoju lokalnego i dokładną instrukcję, jak przejąć szkołę. Dzięki niej takich "uspołecznionych" (choć wciąż bezpłatnych) placówek jest w Polsce trzysta - co pięćdziesiąta podstawówka, ale też sporo gimnazjów i średnich szkół maturalnych.

--------------------------------------------------------------------------------

Codziennie szefowa federacji musi odpowiadać na dziesiątki pytań od kolejnych chętnych do przejęcia szkoły. Co chwila dzwoni telefon. - Gdzie działacie? Jaki macie problem? Przyjedziemy, tylko zobaczę, kiedy... - mówi do słuchawki, przerzucając zapisane datami spotkań kartki kalendarza. Zapisane gęsto, bo w lutym upływa termin zgłoszenia przez gminy placówek, które mają być przekazane od nowego roku szkolnego stowarzyszeniom.

Militarne porównania przy opisywaniu działalności Aliny Kozińskiej-Bałdygi nie są tylko efektowną figurą stylistyczną. Bo o odbieranie szkół z rąk władz lokalnych toczy się regularna wojna. Po jednej stronie frontu stoi część samorządowców i rodziców, którzy chcą, by państwowe szkoły przeszły w ręce stowarzyszeń. Wolne od obciążeń Karty nauczyciela, mogą racjonalniej zarządzać subwencjami na oświatę, dowolnie ustalając pensje i dobierając kadrę. Tym samym są w stanie uchronić gminną szkołę przed likwidacją.

Po drugiej stronie jest Związek Nauczycielstwa Polskiego, którego członkowie ani myślą rezygnować ze swoich przywilejów branżowych, gwarantowanych w Karcie nauczyciela. Zapewnia ona automatyczny wzrost pensji wraz z ukończeniem kolejnych kursów i pokonaniem kolejnych stopni awansu. Nie wiąże zarobków z jakością pracy nauczyciela, liczbą godzin (zgodnie z Kartą każdy prowadzi tygodniowo tylko 18 lekcji) ani liczbą uczniów. Ponadto Karta gwarantuje dyplomowanym pedagogom nieusuwalność, przez co blokuje etaty dla młodych i nie żądających wysokiej płacy.

Wójt dolnośląskich Stoszowic Patryk Wild dwa lata temu zdał sobie sprawę, że aby utrzymać małe - a więc kosztowne - szkoły w swojej gminie i jeszcze podnieść w nich poziom nauki, musi założyć stowarzyszenia lub fundacje i oddać im w zarząd szkoły. W przekształconych placówkach zatrudnia się pedagogów zgodnie z kodeksem pracy, a nie Kartą.

Nauczyciele natychmiast rozpoczęli kontratak: postraszyli rodziców możliwością zamknięcia szkół i pogorszeniem jakości nauczania. Rodzice na sesje rady gminy przyjechali więc z taczkami, uzbrojeni w pomidory. Zwołali nawet referendum w sprawie odwołania wójta. Ale Wild był twardy. - Zainstalowałem przed drzwiami alkomat i każdy mógł zabrać głos pod warunkiem, że nie wypił więcej niż jedno piwo, a "zakupy spożywcze" rekwirowali ochroniarze na czas sesji - wspomina z uśmiechem. Referendum wygrał. Cierpliwie przekonywał i udało się, choć na razie tylko w jednej z czterech szkół (przekazanie innych, po protestach ZNP, zablokowało kuratorium oświaty). Dziś w budynku tej jednej szkoły w Grodziszczu, odmalowanym przez rodziców, z pięknie ułożoną posadzką, mieści się przedszkole, podstawówka i gimnazjum. Uczą w nich młodzi nauczyciele, mający mniejsze wymagania finansowe. Mają ponad 20 lekcji tygodniowo, a pensje niższe niż w państwowych szkołach średnio o 10-15 procent. - Zarobki zależą od efektywności ich pracy, liczby dzieci w klasie i godzin lekcyjnych. Ale dzięki temu w ogóle mają pracę. Coś za coś - tłumaczy Wild.

Pozbycie się obciążeń wynikających z Karty nauczyciela to tylko początek zysków, jakie daje zmiana statusu szkoły. Równie ważne są codzienne oszczędności, tym bardziej że w ostatnich latach państwowe subwencje zaczęły się kurczyć. Subwencja oświatowa zależy bowiem od liczby uczniów, a tych jest coraz mniej - do 2013 r. podstawówki wyludnią się o jedną trzecią, gimnazja i licea o 40 proc. Tymczasem ogrzewanie czy sprzątanie budynku kosztuje tyle samo, nawet gdy liczba dzieci stopnieje z 500 do 100. Samorządom nie starcza subwencji nawet na nauczycielskie płace i dokładają do oświaty już prawie 10 miliardów rocznie. Lepiej więc przekazać pieniądze i wydzierżawić budynki szkół komuś, kto je poprowadzi i odciąży budżet samorządu.

 

A placówki niepaństwowe szybko udowodniły, że potrafią oszczędzać. Nauczyciele z popegeerowskiej wsi Sokołowo koło Golubia-Dobrzynia, których szkole groziła likwidacja, aby ratować posady, wyrzekli się przywilejów wynikających z Karty nauczyciela. - Założyliśmy stowarzyszenie, które w 2001 r. przejęło naszą placówkę. Gmina się ucieszyła, a my przez parę lat ostro oszczędzaliśmy na swoich płacach, żeby inwestować w szkołę - przyznaje Mikołaj Gassen-Piekarski, nauczyciel i szef Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Sokołowo. Pedagodzy pracowali za minimalną pensję 800 zł brutto, zmniejszyli także inne wydatki. - U nas inaczej niż w państwowych szkołach oszczędza się wodę i światło, gasi każdą niepotrzebną żarówkę i dokręca kurek w łazience - opowiada Gassen-Piekarski. Uratowali szkołę - po 2 latach kupili nowe pomoce naukowe i meble. W sokołowskiej szkole na 40 dzieci jest 11 komputerów - to średnia wyższa niż w niejednej miejskiej placówce.

Szkoły przejęte przez stowarzyszenia nie tylko oszczędzają, ale i zarabiają. W Sokołowie stowarzyszenie założyło sklepik dla mieszkańców - zyski idą na potrzeby szkoły. Tak samo jak dochody z karczmy, którą stowarzyszenie urządziło w zamkniętym od dawna klubie. - Ludzie znowu mają gdzie posiedzieć, wypić kawę. Dajemy im przykład, jak być przedsiębiorczym - zachwala prezes. Sklepik i karczma zarabiają rocznie mniej niż 4 tys., ale to dla szkoły kwota nie do pogardzenia. - Każdy grosz się liczy, żeby było choć na papier toaletowy - mówi Gassen-Piekarski.

Głównym argumentem przeciwko odbieraniu szkół samorządom, jaki od początku przytacza ZNP, jest niski poziom nauczania w uspołecznionych placówkach. W grudniu związek wysłał apel do rządu i Sejmu "w obronie edukacji publicznej prowadzonej przez samorządy terytorialne i finansowanej z budżetu państwa". Uważa, że szkoła nie może "opierać się na dobrej woli ludzi, nieprzygotowanych organizacyjnie, merytorycznie i finansowo do takiego wyzwania, jakim jest prowadzenie szkoły podstawowej i gimnazjum". Stowarzyszenia - sądzi ZNP - nie wyposażą dobrze szkół i nie zatrudnią wysoko kwalifikowanej kadry pedagogicznej. Tyle tylko, że tej tezy nie potwierdzają ani fachowcy od edukacji, ani liczby.

--------------------------------------------------------------------------------

- Te szkoły poświęcają się dla dobra dzieci. Mają problemy lokalowe, ale inwestują w budynki i większość nauczycieli ma odpowiednie kwalifikacje. Dobrze organizują proces kształcenia i mają fajną atmosferę, a to w nauczaniu ważne. Poza tym dbają o warunki higieniczne, bezpieczeństwo, dożywienie uczniów - wylicza Zbigniew Wojciechowski ze świętokrzyskiego kuratorium.

Tezę o niższym poziomie nauczania obalają także wyniki egzaminów dla szóstoklasistów. W ostatnich latach w szkołach wiejskich państwowych średnia z tego testu wynosiła 28 punktów, a w uspołecznionych - trzy punkty więcej, czyli tyle, ile w szkołach miejskich.

Skutkiem ubocznym, ale być może najważniejszym przejmowania placówek, jest budzenie się lokalnych społeczności. Małe szkoły zmuszają do aktywności zaspane, bezrobotne wsie i miasteczka. W szkołach kierowanych przez stowarzyszenia otwierane są biblioteki, przychodnie lekarskie, centra pomocy rodzinie, świetlice i kluby anonimowych alkoholików. Tu młodzieżowe zespoły odbywają próby, zaś dziadkowie grają w szachy. W Studziankach Pancernych na Mazowszu najpierw powstała uspołeczniona szkoła podstawowa, a dziś obok niej działa liceum, w którym uczy się dwustu dorosłych w wieku od 18 do 56 lat.

- Przy wielu szkołach otwierane są kursy rolnicze, bo kiedyś je praktycznie zlikwidowano, zaś dziś Unia Europejska wymaga, by rolnicy mieli wykształcenie techniczne - wylicza Alina Kozińska-Bałdyga.

Wspólna walka o szkołę zażegnuje nawet zapiekłe konflikty. W Zachodniopomorskiem mieszkańcy Gogolewa i Dalewa, wsi rozdzielonych rzeką niczym podwórko Kargula i Pawlaka płotem, od lat toczyli ze sobą wojnę podjazdową. Klany rządzące wsiami wyłamywały sobie sztachety z płotów, a chłopcy nie żenili się z sąsiadkami zza wody. Mieli wspólne tylko most, kościół, cmentarz i szkołę. Kiedy chciano ją zamknąć, w obu wsiach zawrzało. Gogolewo i Dalewo zawiązały sojusz i razem stoczyły zaciętą walkę o szkołę z władzami gminy Marianów. I wygrały. Dziś w tej uspołecznionej szkole trzy wsie razem się bawią i mają wspólne koło gospodyń wiejskich. Bo, jak mówi wójt Stoszowic Patryk Wild, szkoła to nie tylko budynek, to serce każdej lokalnej społeczności.

Bernadeta Waszkielewicz , Violetta Ozminkowski

 

 

PRAWO KATZA: LUDZIE I NARODY BĘDĄ DZIAŁAĆ RACJONALNIE WTEDY I TYLKO WTEDY, GDY WYCZERPIĄ JUŻ WSZYSTKIE INNE MOŻLIWOŚCI...

 

www.wolnyswiat.pl   WBREW ZŁU!!! 

PISMO NIEZALEŻNE – WOLNE OD WPŁYWÓW JAKICHKOLWIEK ORGANIZACJI RELIGIJNYCH, PARTII, UGRUPOWAŃ I STOWARZYSZEŃ ORAZ WYPŁOCIN REKLAMOWYCH. WSKAZUJE PROBLEMY GOSPODARCZE, POLITYCZNE, PRAWNE, SPOŁECZNE I PROPOZYCJE SPOSOBÓW ICH ROZWIĄZANIA

 

OSOBY ZAINTERESOWANE WSPARCIEM MOJEGO PISMA, MOICH DZIAŁAŃ PROSZĘ O WPŁATY NA KONTO:

Piotr Kołodyński skr. 904, 00-950 W-wa 1

BANK PEKAO SA II O. WARSZAWA

Nr rachunku: 74 1240 1024 1111 0010 0521 0478

Przy wpłatach do 800 PLN należy podać: imię i nazwisko, adres, nr PESEL oraz tytuł wpłaty (darowizna na pismo „Wolny Świat”). Wpłat powyżej 800 PLN można dokonać tylko z konta bankowego lub kartą płatniczą. ILE ZOSTAŁO WPŁACONE BĘDĘ PRZEDSTAWIAŁ CO 3 MIESIĄCE NA PODSTAWIE WYDRUKU BANKOWEGO (na życzenie, przy wpłacie od 100 zł, będę podawał jej wielkość oraz wskazane dane wpłacających).

Stan wpłat do dnia 10.08.2008 r.: 0 zł.