www.wolnyswiat.pl

 

 

DO REDAKCJI, ORGANIZACJI, INSTYTUCJI, RZĄDÓW; WSZELKICH ROZSĄDNYCH, TWÓRCZYCH, POSTĘPOWYCH, ODPOWIEDZIALNYCH SIŁ

RAPORT O STANIE ZIEMI/NASZEJ CYWILIZACJI / ALTERNATYWA

 

 

SPIS TEMATÓW:

- STAN EKONOMICZNY, GOSPODARCZY, POLITYCZNY, GEOPOLITYCZNY, SYTUACJA SPOŁECZNA

- STAN EKOLOGICZNY; ZMIANY KLIMATYCZNE – ZAGŁADA ŻYCIA

- STAN ZDROWOTNY

- STAN INTELEKTUALNY/POLITYKA/POSTĘPOWANIE (stan uświadomienia, rozumienia, postępowania)

ALTERNATYWA

 

STAN EKONOMICZNY, GOSPODARCZY, POLITYCZNY, GEOPOLITYCZNY, SYTUACJA SPOŁECZNA

Wojny, konflikty, wyścig: kto komu więcej sprzeda broni, kto szybciej wyeksploatuje surowce (obrabuje zacofane kraje), nędza, głód, epidemie, pandemia HIV, plaga nałogów, co przekłada się na problemy zdrowotne, w tym kolejnych pokoleń, choroby dziedziczne, ekonomiczne, przestępczość, analfabetyzm, ciemnota, biurokracja pochłaniająca morze pieniędzy, środków, czasu, inwencji, korupcja, totalne zatrucie środowiska, zagłada przyrody, życia, realizowanie utopii ustrojowych, ideologicznych (religijne, moralne (obyczajowe)), ekonomicznych, edukacyjnych (z negatywnymi intelektualnymi, zdrowotnymi, gospodarczymi, ekonomicznymi, ekologicznymi, społecznymi, gatunkowymi tego skutkami) itp...

 

„FAKTY I MITY” nr 4, 24.01.2003 r.

USA – TWÓJ PRZYJACIEL

(...) Trudno jest dokładnie ustalić, ile

razy i gdzie USA interweniowały militarnie.

Oblicza się jednak, że

w krótkim czasie swego istnienia Stany

Zjednoczone od 1776 r., jako niepodległe

państwo, przeprowadziły

ponad 400 wielkich akcji militarnych

i blisko 6000 „zakamuflowanych”

interwencji w ponad 100 krajach.

Tylko od czasu drugiej wojny światowej,

USA zbombardowały aż 19

krajów, w tym tak małe i biedne

jak Gwatemala i Grenada, żeby nie

wspomnieć o zmasakrowaniu Wietnamu,

Iraku czy ostatnio Afganistanu.

Nikt też nie wie – i chyba nigdy

nie będzie dokładnie wiedział – ile

milionów ludzi straciło życie w wyniku

zbrojnych interwencji USA.

W Kambodży lotnictwo amerykańskie

zrzuciło na ten biedny kraj ponad

pół miliona ton bomb. Zginęło

około 600 tys. ludzi. W Laosie,

pół miliona. Na Filipinach, ćwierć

miliona. W wojnie koreańskiej – milion.

W Wietnamie – największym

horrorze made in USA – Amerykanie

zabili prawdopodobnie ponad

2 miliony Wietnamczyków (z tego

połowa to cywile).(...)

Kazimerz Dziamka

 

 

www.onet.pl

(PAP, pr/04.10.2008, godz. 12:45)

IRLANDIA: WZROST LICZBY BEZROBOTNYCH Z NOWYCH KRAJÓW UE

W czasie ostatnich 12 miesięcy (wrzesień 2007- wrzesień 2008) liczba obcokrajowców, ubiegających się w Republice Irlandii o zapomogę dla bezrobotnych i zarejestrowanych w urzędach pomocy socjalnej wzrosła o ok. 92 proc., wobec wzrostu o blisko 50 proc. w odniesieniu do wszystkich kategorii pracowników.

 

 

 www.o2.pl

Sobota, 04.10.2008 11:55

DRAMAT BIEDNYCH BRYTYJCZYKÓW, CZYLI INNE OBLICZE WYSP!

W sumie Brytyjczycy pożyczyli już od banków grubo ponad 1,4 bln funtów. To tak, jakby każda kobieta, mężczyzna i dziecko na Wyspach mieli dług w wysokości 23 tys. funtów.

 

W długi wpadła niepostrzeżenie - po zrobieniu wszystkich opłat: za mieszkanie, ogrzewanie, prąd, na życie zostawało jej 30 funtów tygodniowo na trzy osoby.

- Nie da się z tego żyć. Trzeba było pożyczyć. Albo nie płacić - mówi.

 

W Wielkiej Brytanii co piąty pracownik jest nisko opłacany - ponad 5 mln osób zarabia mniej niż 6,6 funta za godzinę. (W USA co czwarty pracujący dostaje najniższe stawki).

 

Na 25 mln gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii ponad 2 mln ma stale problemy ze spłatą kredytów mieszkaniowych. Kolejne 2 mln wydają na ratę kredytów więcej niż połowę swoich dochodów

Leszek Sadkowski

leszek.sadkowski@hotmoney.pl

 

 

 www.o2.pl

Środa, 08.10.2008 22:18

2009: O ILE ZWOLNI GOSPODARKA?

Międzynarodowy Fundusz Walutowy poważnie redukuje prognozy gospodarcze na przyszły rok.

 

Opublikowana dziś prognoza MFW dla gospodarki światowej na przyszły rok przewiduje 3 proc. wzrost - najniższy od siedmiu lat.

 

Prognoza z lipca mówiła o ok. 4 proc. Ale ze względu na "najgroźniejszy szok na dojrzałych rynkach finansowych od lat 30." i te prognozy mogą się zmienić.

 

Kto ucierpi najbardziej? Niemcy znajdą się w 2009 roku w fazie stagnacji - głosi prognoza MFW (na ten rok Fundusz przewiduje dla Niemiec 1,8 proc. wzrostu). Dla Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoch przewiduje się już recesję, dla USA - wzrost o 0,1 proc., a dla strefy euro wzrost o 0,2 proc.

 

Ale już prognoza dla Chin to wzrost o 9,3 proc., a dla Indii - o 6,3 proc. W konsekwencji kryzysu finansowego MFW prognozuje też spowolnienie tempa wzrostu globalnego handlu towarami i usługami - z 7,2 proc. w 2007 roku do ok. 4 proc. w 2009 roku.

Leszek Sadkowski

leszek.sadkowski@hotmoney.p

 

 

 www.onet.pl

PAP, msu /09.10.2008 08:18

JAPONIA: PREMIER ZAPOWIADA PAKIET ANTYKRYZYSOWY

Premier Japonii Taro Aso zapowiedział opracowanie przez rząd nowego pakietu nadzwyczajnych działań gospodarczych, mających przeciwdziałać pogłębieniu się kryzysu na rynkach finansowych.

Rządowy plan nowych bodźców ekonomicznych ma mieć wartość 18 miliardów dolarów. Projekt zostanie przedstawiony parlamentowi do akceptacji w przyszłym tygodniu - zapowiedział rzecznik urzędu premiera.

 

Wcześniej w Tokio informowano o działaniach interwencyjnych centralnego banku, który by utrzymać płynność systemu, wprowadził w trzech transzach na rynek bankowy sumę 30 miliardów dolarów. (...)

 

 

 www.onet.pl

PAP, PH /09.10.2008 19:49

USA: NA LICZNIKU SKOŃCZYŁA SIĘ SKALA

Wart 700 miliardów USD pakiet ratowania banków sprawił, że zadłużenie rządu federalnego przekroczyło 10 bilionów dolarów, osiągając 10,2 biliona.

 

 

 www.wp.pl

Piątek,13:23 10.10.2008

CZY POLSKĘ DOTKNIE KRYZYS?

Analitycy tną prognozy wzrostu PKB dla Polski

Analitycy banku Merrill Lynch (ML) obniżyli swoją prognozę PKB dla Polski za 2009 r. do 3,3 proc. z 4,0 proc. Skorygowali również w dół swoją prognozę za 2008 r. do 4,9 proc. z 5,3 proc.

 

 

 www.onet.pl

PAP, dd /10.10.2008 10:35

DUMA PAŃSTWOWA, IZBA NIŻSZA ROSYJSKIEGO PARLAMENTU, PRZYJĘŁA W PIĄTEK W TRZECIM CZYTANIU DWA ANTYKRYZYSOWE PAKIETY WARTOŚCI 86 MLD DOLARÓW.

Państwo przekaże kwotę 50 mld dolarów bankom i firmom, które muszą zrefinansować dług publiczny i 950 mld rubli (36,3 mld dolarów) na wsparcie rosyjskich czołowych banków w spłacie pożyczek.

 

 

 www.onet.pl

PAP, ak /10.10.2008 19:20

"DIE WELT": RZĄD NIEMIEC PRACUJE NAD PLANEM RATOWANIA BANKÓW

Plan ratunkowy to - według niemieckiej gazety - wielomiliardowe (ponad 100 miliardów euro) rządowe gwarancje dla kredytów między bankami lub bezpośrednie rządowe kredyty, bądź też pomoc kapitałowa. W zamian państwo przejmowałoby udziały w instytucjach finansowych.

 

 

www.o2.pl

Poniedziałek, 13.10.2008 22:00

KRYZYS: KTO NASTĘPNY W KOLEJCE DO BANKRUCTWA?

(...) Zdaniem gazety "Daily Telegraph" rozwiała się iluzja, że Brazylia, Rosja, Indie i Chiny są wystarczająco silne, żeby przetrzymać obecny kryzys. Gazeta pisze, że wśród państw narażonych na krach jest uzbrojony w broń nuklearną Pakistan, który wykrwawia się z rezerw zagranicznych w alarmującym tempie. Może się okazać, że wkrótce nie będzie w stanie sfinansować swojego importu i spłacić zaciągniętych kredytów.

 

"Daily Telegraph" dodaje, że również system bankowy Ukrainy rozpada się, huty zamykają się z braku zamówień, a kryzys polityczny pogarsza się z dnia na dzień.

 

Na kryzysie traci również Kazachstan, który zaciągnął pożyczki pod spodziewane dochody z ropy naftowej, taniejącej od chwili załamania rynków finansowych. Od lata cena baryłki surowca spadła już ze 145 dolarów do mniej niż 80.

 

Według analityków, na których powołuje się "Daily Telegraph", sytuacja Kazachstanu jest wyraźną wskazówką tego, co może stać się z Rosją, jeśli ceny ropy spadną jeszcze bardziej.

 

Jeśli ktoś wie coś więcej na ten temat, prosimy o kontakt na donosy@hotmoney.pl.

Robert Kiewlicz

robert.kiewlicz@hotmoney.pl

 

 

 www.o2.pl

Wtorek, 14.10.2008 13:09

IRLANDIA: RODACY W TARAPATACH!

Wczoraj informowaliśmy o trudnościach z pracą rodaków zamieszkujących Wielką Brytanię. Dziś więcej o sytuacji w Irlandii.

 

Nasi rodacy pracujący na irlandzkich budowach mogą wkrótce stracić zajęcie, bo krach na rynku finansowym odbija się coraz silniejszą czkawką na tym sektorze.

 

Zatrudnienie w irlandzkim sektorze budowlanym na koniec sierpnia br. było o blisko jedna piątą (18 proc.) niższe niż na koniec sierpnia 2007 roku - ogłosiło Centralne Biuro Statystyczne (CSO). A w ciągu 12 miesięcy cały rynek pracy w tym kraju skurczył się istotnie - zatrudnienie spadło o 16 proc.

 

Co gorzej najnowsze prognozy zakładają ujemny wzrost gospodarczy w najbliższych dwóch latach, a dotknięta recesją wyspa zastanawia się nawet czy nie płacić imigrantom, w tym Polakom, znacznych kwot, byleby tylko wrócili do siebie.

 

    - Chodzi o europejski fundusz powrotu imigrantów (Return Fund) o wartości 676 mln euro na lata 2008-2013 - pisał dziennik "The Irish Independent".

 

Fundusz przeznaczony jest na finansowanie doradztwa, badań lekarskich, pokrycie kosztów podróży, utrzymania osób decydujących się na powrót, przygotowania do zawodu. Jako zachętę powracający imigranci mogą otrzymać też gotówkę.

 

I choć fundusz został utworzony z myślą o pomocy imigrantom z krajów spoza UE, Irlandczycy zastanawiają się, czy nie objąć nim również przybyszów z Unii Europejskiej, wśród których największą grupą są Polacy.

 

Zdaniem centroprawicowego polityka z partii Fine Gael Leo Varadkara imigracja powinna być tematem publicznej debaty. W sierpniu zaproponował on, by rząd zachęcał imigrantów do powrotu, wypłacając im z góry świadczenia dla bezrobotnych za 6 miesięcy. A to byłaby już calkiem spora kwota.

 

Jak wiemy z licznych maili i komentarzy jest to obecnie temat bardzo palący dla tysięcy Polaków pracujących za granicą. Wielu i tak zechce pozostać w Irlandii, jednak już niedługo mogą oni zostać zmuszeni do powrotu do Polski lub wyjazdu do któregoś z krajów skandynawskich (poza Islandią). Jak myślicie, co wybiorą?

 

Jeśli ktoś wie coś więcej na ten temat, prosimy o kontakt na donosy@hotmoney.pl

Leszek Sadkowski

leszek.sadkowski@hotmoney.pl

 

 

ITD., ITP...!!

 

 

 

STAN EKOLOGICZNY

 

„GAZETA WYBORCZA” 22.07.2003 r.

ZAGŁADA NA KARAIBACH

Smutny raport publikują na łamach „NATURE” biolodzy z Uniwersytetu Wschodniej Anglii w Londynie. Informują w nim, że powierzchnia raf koralowych w Morzu Karaibskim zmniejszyła się aż o 80 proc. w ciągu zaledwie trzech dziesięcioleci. – Jest znacznie gorzej, niż sądziliśmy – mówi Isabelle Cote, współautorka badań. (...) Raport ocenia rozmiary katastrofy jako „bezprecedensowe w skali milionów lat”.

Hold

 

 

„PRZEGLĄD” nr 19, 14.05.2006 r.

KATASTROFA CO DWA DNI

Dyrektor Państwowego Urzędu Ochrony Środowiska w Chinach, Zhou Shengxian, przyznał, że co dwa dni dochodzi tam do kolejnej katastrofy ekologicznej.

Szybki rozwój gospodarczy Chin w latach 80. i 90. XX w. stał się zmorą tego kraju. To przez niego Państwo Środka musi walczyć z kwaśnymi deszczami, a połowa rzek jest zanieczyszczona. Tylko w tym roku doszło tam do kilku bardzo groźnych katastrof.

Chodzi m.in. o wyciek kadmu do Rzeki Perłowej (na południu Chin) w styczniu i wyciek gazu w Chongqing (w centrum kraju), w wyniku którego trzeba było ewakuować 15 tys. osób.

Zdaniem Zhou Shengxiana, 50% ubiegłorocznych katastrof ekologicznych było związanych z zanieczyszczeniem rzek, a 40% - z zanieczyszczeniem powietrza.

 

 

„PRZEKRÓJ” nr 41, 12.10.2006 r.: Waste Isolation Pilot Project (WIPP) to otwarte w 1999 roku składowisko odpadów radioaktywnych. Stworzono je w nieczynnej kopalni soli w Carlsbad, w stanie Nowy Meksyk. Zanim przechowywane tu odpady przestaną być zagrożeniem, minie około 300 tysięcy lat.

 

 

„ANGORA” nr 30, 27.07.2003 r.

„CORRIERE DELLA SERA” 05.07.2003 r.

ZAGŁADA OCEANÓW

– Środowisko oceaniczne przechodzi poważny kryzys – alarmuje niezależna organizacja „Pew Oceans Commission” z Waszyngtonu, złożona ze światowej sławy intelektualistów, naukowców i obrońców środowiska. Według najnowszych badań przeprowadzonych przez amerykańską Akademię Nauk, ilość resztek paliw trafiających do wód przez osiem miesięcy jest równa wyciekowi ropy z tankowca Exxon Valdez w 1989 roku.

Ilość azotu wpuszczonego do wód Wybrzeża Atlantyckiego i Zatoki Meksykańskiej w wyniku działalności przemysłowej człowieka wzrosła pięciokrotnie od czasów preindustrialnych, a do roku 2030 może powiększyć się o kolejnych 30%. Dwie trzecie zatok i ujść rzecznych ulega procesowi eutrofizacji. W 2001 roku tylko w USA ponad 13 tys. plaż zamknięto z powodu zanieczyszczenia – 20% więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym. Według szacunków EPA (ministerstwa środowiska USA) w ciągu tygodnia 3 tys. pasażerów jednego rejsu produkuje 796 tys. litrów odchodów, 3,5 miliona litrów ścieków oleistych oraz ponad 8 ton śmieci.

Agresorzy, czyli nowe gatunki genetycznie zmodyfikowane przez człowieka i przystosowane do życia w niesprzyjających warunkach, przewyższają liczbę gatunków naturalnych i tym samym stanowią zagrożenie dla gospodarki morskiej. Rywalizując ze „starymi” odmianami, przyczyniają się do ich wyginięcia. W Zatoce San

 

Francisco co 14 tygodni odkrywany jest nowy gatunek. „Obcy” są trudni do zidentyfikowania i wykorzenienia z ekosystemu, bowiem bardzo szybko się rozwijają i wykorzystują do przemieszczania się wody balastowe, pompowane w czasie załadunku statków. Zazwyczaj woda jest nabierana w zanieczyszczonych portach, a następnie spuszczana na pełnym morzu. Każdego dnia ok. 7 tys. „obcych” gatunków podróżuje w ten sposób.

 

Groźnym czynnikiem są hodowle ryb, które umożliwiają gatunkom podbój siedlisk ich dzikich „kuzynów”. W grudniu 2000 roku na skutek burzy z hodowli w Maine uciekło 100 tys. łososi, co tysiąckrotnie przewyższa liczbę dorosłych osobników tego gatunku obecnych w wodach stanowych. Ostatnio około tysiąca łososi przedostało się do okolicznych rzek, powodując ogromne straty w lokalnej faunie: osobniki hodowlane atakowały gatunki naturalne oraz roznosiły choroby.

 

Intensywne połowy prowadzą do wyeliminowania ważnych drapieżników, co z kolei może powodować poważne zmiany w strukturze ekosystemu morskiego. W 1989 roku populacja dorsza i flądry uległa znacznej redukcji. Atlantycka populacja halibuta wyginęła w raz z odmianą rekina ostronosa – ofiarą nadmiernych połowów.

Bycatch, czyli polowanie, zabijanie i sortowanie gatunków w czasie połowów, stanowi jeden z poważniejszych problemów ekologicznych. Eksperci twierdzą, że w latach 1980-90 rybacy wyrzucali rocznie 26% (30 milionów kilogramów) złowionych ryb. (...)

Alessandra Farkas

 

 

„GAZETA WYBORCZA” 07.05.2004 r.

POTOP PLASTIKU

MIKROSKOPIJNE KAWAŁKI TWORZYW SZTUCZNYCH ZALEWAJĄ OCEANY. LEŻĄ NA PLAŻACH, PŁYWAJĄ W WODZIE, NAJWIĘCEJ JEST ICH NA DNIE MORSKIM

(...) Najpierw uczeni ruszyli na morskie wybrzeże najbliżej ich macierzystego uniwersytetu w Plymouth. Zebrali tam 30 próbek osadu – część wprost z plaży, część z delt rzecznych, a pozostałe z oceanicznego dna położonego poniżej strefy pływów. Czegóż tam nie znaleźli? Poczynając od włókien nylonu, przez kawałki polietylenu, poliestru, aż po mikroskopijne kawałki poliwinylu.

 

– To resztki ubrań, opakowań i sznurków –  twierdzą naukowcy.

Zaintrygowani badacze wybrali się w inne rejony wybrzeża. W sumie zebrali próbki z 17 plaż. „Mikroplastiki” były wszędzie. Ale może opadają one ne dno i nie krążą w wodzie? By to sprawdzić uczeni wykorzystali już zebrane próbki wody morskiej. Od lat 60. bowiem regularnie co roku na dwóch trasach, od Szkocji do Wysp Szetlandzkich (315), wyławiano wodę wraz z drobną ilością planktonu. Całość skrzętnie przechowywano. Trudno o lepszą gratkę dla poszukiwaczy zaginionych „mikroplastików”.

 

Kiedy badacze wzięli pod mikroskop historyczne próbki, ujrzeli w nich mnóstwo kolorowych drobinek. To były sztuczne tworzywa. Niektóre miały kształt kulisty, większość jednak stanowiły włókna o średnicy porównywalnej z ludzkim włosem. Prawdopodobnie stanowiły one tylko część wszystkich plastikowych zanieczyszczeń. Co gorsza, im młodsza była próbka, tym więcej takich małych fragmentów w niej pływało. Z analizy wynikało, że na przełomie lat 70. i 80. liczba „mikroplastików” w wodzie oceanicznej wzrosła kilka razy.

(...)

Brytyjczycy przeprowadzili prosty eksperyment. Do akwarium, w którym żyły drobne morskie skorupiaki i pierścienice, w lali wodę z niewielką liczbą „mikroplastików”. Kiedy po kilku dniach zajrzeli tam ponownie, wszystkie rodzaje tworzyw sztucznych można było odnaleźć wewnątrz zwierząt. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób plastiki szkodzą ich organizmom. Zapewne – spekulują autorzy badań – na rozdrobnionych kawałkach tworzyw sztucznych mogą się

 

zbierać i powstawać różnorodne szkodliwe związki chemiczne. Czy te toksyny trafią potem do żołądków zwierząt? Jeśli tak, to jak bardzo im szkodzą? Na to pytanie – ważne, bo przecież drobne organizmy morskie są pożerane przez ryby, z których część trafia potem na nasz stół – uczeni nie znają jeszcze odpowiedzi. Ale dowiemy się tego już wkrótce – powiedział „Gazecie” Richard Thompson. Właśnie dostaliśmy fundusze na kolejne trzy lata badań.

Wojciech Mikołuszko

 

 

„WPROST” nr 35, 29.08.2004 r.

PUSTYNIA BAŁTYCKA

DZIESIĄTA CZĘŚĆ BAŁTYKU JEST MARTWA

Polskie wybrzeże Bałtyku jest najczystsze od 30 lat - ogłosili niedawno burmistrzowie nadmorskich miast. I wkrótce otwarto prawie wszystkie plaże i kąpieliska jeszcze rok temu niedostępne dla turystów. Tymczasem badania zanieczyszczenia wód Bałtyku nie dają powodów do optymizmu. Kąpiel w rejonie Zalewu

 

Wiślanego i Zatoki Gdańskiej jest niebezpieczna, bo pełno tam gnijących glonów i sinic produkujących toksyczne dla ludzi substancje. Wpływające do morza ścieki zawierają pałeczki salmonelli i czerwonki, laseczki zgorzeli gazowej oraz zarazki wywołujące infekcje dróg oddechowych, układu moczowego i nerek. Plaże w

 

Orzechowie, Karwieńskich Błoniach i Dębinie zamknięto, bo odkryto tam bakterie coli.

Jak wynika z szacunków prof. Stefana Kozłowskiego, przewodniczącego Komitetu „Człowiek i Środowisko” PAN, tylko z Polski trafia rocznie do Bałtyku około miliarda litrów nie oczyszczonych ścieków. Z naszego kraju pochodzi prawie czwarta część zanieczyszczeń Bałtyku (...).

WODNE PUSTYNIE

Na Bałtyku powstaje coraz więcej tzw. Pustyń wodnych, gdzie wszelkie życie zabił siarkowodór. Te pustynie zajmują już ponad 10 proc. Powierzchni morza – wynika z danych Instytutu Badań Morza przy uniwersytecie w Rostoku. Dno Bałtyku w okolicach Głębi Gotlandzkiej, Bornholmskiej i Gdańskiej pokryte jest

 

białym nalotem i milionami martwych bezkręgowców. – przy obecnych zanieczyszczeniach odbudowa ekosystemu Bałtyku jest praktycznie nie możliwa. (...) Do tego morza wpływa rocznie niemal 700 tys. ton związków azotu i około 620 tys. ton fosforu. Poziom stężenia związków toksycznych w łowionych na Bałtyku rybach jest dwukrotnie wyższy niż w rybach z Morza Północnego, uznawanego za kloakę Europy.

W 1984 r. odławiano z Bałtyku 400 tys. ton dorszy, podczas gdy obecnie jest to jedynie 40 tys. ton. (...)

Jak zauważa dr Grażyna Kowalewska, kierownik Pracowni Chemicznych Zanieczyszczeń Morza PAN, mało kto zdaje sobie sprawę, że palenie opon czy plastikowych opakowań to ostatecznie zanieczyszczanie morza, bo toksyczne pyły są potem zmywane do rzek i wpadają do Bałtyku.

Tomasz Krzyżak

 

 

 www.o2.pl

Piątek, 12.09.2008 13:40

ZDROWIE: LEKI W WODZIE PITNEJ. PROBLEM JEST CORAZ POWAŻNIEJSZY

W amerykańskiej "kranówce" wykryto m.in. leki uspokajające, przeciwdrgawkowe oraz obniżające poziom cholesterolu.

 

Woda pitna w USA zawiera więcej leków niż dotychczas sądzono. Problem dotyczy 46 milionów Amerykanów - wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Associated Press.

 

Sytuacja ulega systematycznemu pogorszeniu. W podobnym badaniu wykonanym w marcu, wykryto że 41 milionów Amerykanów pije wodę, w której są chemikalia z leków.

 

Zdecydowana większość amerykańskich miast nie przeprowadziła testów wody pitnej na obecność leków. Osiem z nich - w tym Boston, Phoenix i Seattle - pomimo zwolnienia z testów, zdecydowało się na przeprowadzenie badań. Mieszkańcy mogli odetchnąć z ulgą. Leków w wodzie nie wykryto.

 

    Nie sądzę, byśmy mogli odkryć cokolwiek złego w naszej wodzie, ponieważ pochodzi ona z pierwotnych źródeł. Chcieliśmy jednak uspokoić mieszkańców naszego miasta i wykonaliśmy testy - powiedział Andy Ryan, rzecznik władz Seattle.

 

Jakie substancje wykryto w ostatnich badaniach? Środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, hormony, antybiotyki, leki przeciwdrgawkowe, uspokajające i regulujące ciśnienie - to najczęściej występujące w amerykańskiej kranówce farmaceutyki. Ich stężenie jest bardzo niskie - kilka części na miliard. Nie wiadomo jednak, jaki wpływ ma regularne i trwające całe życie narażanie ludzi na ich działanie. Zdaniem specjalistów konsekwencje mogą się ujawnić nawet w kolejnych pokoleniach.

 

W niektórych miastach woda pitna zawierała ponad 50 farmaceutyków. W Chicago znaleziono leki obniżające poziom cholesterolu oraz pochodne nikotyny. Ponad 18 milionów ludzi w południowej Kalifornii narażonych jest na nieświadome przyjmowanie leków uspokajających oraz przeciwdrgawkowych. W New Jersey 850 tysięcy mieszkańców pije wodę ze środkami przeciwdrgawkowymi i stabilizującymi nastrój (karbamazepiną) oraz przeciwzapalnymi.

 

Podawane codziennie nawet śladowe dawki leków, mogą uszkadzać komórki mózgu, wpływać na zachowanie, zaburzać gospodarkę hormonalną człowieka - powołuje się na badania naukowców agencja AP.

 

Testy laboratoryjne na komórkach ludzkich dowiodły, że nawet małe ilości niektórych lekarstw mogą przyspieszać wzrost nowotworów. Obecność antybiotyków w wodzie sprawia też, że bakterie uodporniają się na nie i do terapii potrzebne są większe dawki lub zupełnie nowe leki. Powodują one też m.in. deformację ciał ryb i uszkodzenia ich organów rozrodczych.

 

Jaką drogą leki dostają się do wody pitnej? Część jest wydalana przez ludzi, część pochodzi od zwierząt, którym podaje się środki pobudzające wzrost i chroniące przed chorobami. Pozostałe są wynikiem wysypywania nieużywanych lub przeterminowanych leków do toalet. Oczyszczalnie nie potrafią usunąć wszystkich substancji - część z nich trafia z powrotem do wodociągów.

Bartosz Dyląg

bartosz.dylag@hotmoney.pl

 

 

 www.onet.pl

25.09.2008 r.

 

GRUŹLICA I HIV - "TYKAJĄCA BOMBA" Z POLSKICH SZPITALI

Dziennik "Polska" pisze, że w ściekach wypływających z Pomorskiego Centrum Gruźlicy i Chorób Zakaźnych w Gdańsku wykryto wirusy HIV i wirusowego zapalenia wątroby, prątki gruźlicy, bakterie coli oraz dziesiątki innych wirusów i bakterii.

Szpitali, które nie mają skutecznych oczyszczalni ścieków, są w Polsce dziesiątki. Epidemiolodzy nie mają wątpliwości: To tykająca bomba biologiczna - alarmuje dziennik "Polska".

Od początku roku nie było miesiąca, aby przynajmniej w jednej sieci wodociągowej w Polsce nie wykryto bakterii coli. Wody nie wolno było pić w Pleszewie w Wielkopolsce, Baranowie Sandomierskim, Nisku czy w Korczynie na Podkarpaciu. Ale niebezpieczeństwo, że bakterie zatrują wodę w dużych miastach - jak Warszawa, Gdańsk czy Kraków - jest ogromne. Bo drobnoustroje opuszczają szpitale w ściekach i niezabite trafiają do rzek.

 

W Polsce nikt nie bada tego, co szpitale wypuszczają do kanalizacji. Nikt nawet nie pilnuje, czy przepisy w tej sprawie są przestrzegane. W Gdańsku skażenie odkryto przypadkowo - tylko dlatego, że Pomorskie Centrum Gruźlicy samo zleciło zbadanie swoich nieczystości.

Więcej na ten temat - w dzienniku "Polska".

 

 

 www.interia.pl

22.09.2008 r.

Poniedziałek, 22 września (05:52)

Skandal z mlekiem - 50 tys. chorych dzieci

ZATRUTE MLEKO

Ponad 50 tysięcy dzieci zachorowało w Chinach po spożyciu zanieczyszczonych chemicznie produktów mlecznych - poinformowały władze w Pekinie.

Blisko 13 tysięcy dzieci trafiło do szpitali, przy czym stan 104 pacjentów jest uważany za "ciężki" - podały chińskie media państwowe, powołując się na ministerstwo zdrowia. (...)

Czworo niemowląt zmarło po wypiciu odżywki ze skażonego mleka.

INTERIA.PL/PAP

 

 

„POLITYKA”  - nr 11 (2546), 18-03-2006; s. 52

ZAGROŻONY BAŁTYK

DZIEŃ, W KTÓRYM WYPŁYNIE RYBA

Na dnie Bałtyku i duńskich cieśnin spoczywa nadal ponad 100 tys. min i niezliczone ilości pojemników z gazami bojowymi. W rybackie sieci od lat zaplątują się wojenne pozostałości. Ale sprawa oczyszczenia dna wraca tylko przy okazji jakichś spektakularnych wypadków.

Mieszkańcy Göteborga, portowego miasta na zachodnim wybrzeżu Szwecji, przeżywali w grudniu chwile grozy. Do przystani rybackiej, położonej blisko historycznego centrum, przybył kuter rybacki z nieco przyciężkim tego wieczora połowem. Przy rozładowywaniu trału wypadła z niego, na szczęście na skrzynki z rybami, ogromna mina. Natychmiast zatrzymano ruch w promieniu ponad kilometra od portu, w tym także na mostach łączących miasto podzielone ujściem rzeki Göta. Mieszkańcom poradzono przez radio, żeby nie opuszczali domów i na wszelki wypadek nie zbliżali się do okien. Mina okazała się pozostałością z I wojny światowej, ale zanim to potwierdzono, miasto na jakiś czas zamarło, a mieszkańcy Sztokholmu odczuli konsekwencje tego wydarzenia, ponieważ nie otrzymali na czas ryb i skorupiaków na świąteczne stoły.

 

Minę wywiozła i zdetonowała marynarka wojenna. Wszystko skończyło się „i tym razem szczęśliwie”, komentowali rybacy, którzy od lat domagają się od szwedzkiego rządu ostatecznego oczyszczenia dna Bałtyku z wojennych pozostałości. Miny wielokrotnie wplątywały się w sieci, a rybacy bywali poparzeni iperytem, zwanym także (od swego zapachu) gazem musztardowym. Socjaldemokratyczny burmistrz Göteborga Göran Johansson wszedł w konflikt z socjaldemokratycznym rządem, który w ramach oszczędności usunął z miasta specjalną jednostkę wojskową wyszkoloną do usuwania takich zagrożeń.

 

Podczas ostatniej wojny na tym obszarze Bałtyku rozłożono około 165 tys. min morskich, których, po ustaniu działań wojennych, nie udało się od razu usunąć, bo nie pozwalała na to ówczesna technika. Mimo upływu lat miny, nawet te z pierwszej wojny, są nadal aktywne. Nie dalej jak przed rokiem zginęło 3 rybaków holenderskich, którzy też wyciągnęli z morza starą minę. Jeśli dotąd nie dochodziło do poważniejszych tragedii, to tylko dlatego, że pociski z czasem zagłębiały się w mułach dennych i nie były poruszane. Większe statki pływają z reguły po wyznaczonych torach, wolnych od podwodnych przeszkód.

 

Eksperci szwedzcy ostrzegają, że sytuacja zaczyna się powoli zmieniać na niekorzyść. Wkrótce na dnie Bałtyku zacznie być układany Gazociąg Północno-Bałtycki łączący Rosję z Niemcami. Prace inżynieryjne mogą spowodować przemieszczenie wielu ładunków wybuchowych, jeśli nie zostaną one w porę zidentyfikowane i rozbrojone. Szwedzi odnaleźli niedawno w pobliżu Gotlandii wrak swojego samolotu wywiadowczego DC 3, zestrzelonego przez Rosjan w latach zimnej wojny. Żeby wyciągnąć go na powierzchnię i pochować załogę, trzeba było w tym miejscu zlokalizować i usunąć ponad 50 min.

 

Trasa rurociągu przebiega m.in. przez znane składowiska zatopionej po wojnie niemieckiej broni chemicznej w pobliżu duńskiego Bornholmu. Wyciek bojowych gazów może doprowadzić do długotrwałego skażenia czułego środowiska morskiego, odnawiającego się niezwykle powoli z powodu ograniczonego dopływu świeżych wód atlantyckich poprzez duńskie cieśniny. Na niebezpieczeństwo zatrucia chemicznego swoich wód terytorialnych, które może się pojawić w wyniku budowy rurociągu, zwracali uwagę także Estończycy, a ostatnio Finowie, którzy zapowiedzieli też surową kontrolę przestrzegania nakazów ekologicznych podczas układania rur w Zatoce Fińskiej. Pod wpływem tych protestów Rosjanie zmuszeni zostali do kosztownych badań szerokiego na 2 km pasa, w którym umiejscowiony zostanie rurociąg.

 

Rurociąg gazowy nie jest jedynym z nowych zagrożeń.

Rozgłos wokół tej inwestycji sprawił zapewne, że nie zauważono innego kontraktu, jaki szwedzki armator Stena zawarł z rosyjskim koncernem żeglugowym Sovcomflot. Przewiduje on wprowadzenie na Bałtyk olbrzymich tankowców o nośności do 250 tys. ton, które będą transportowały rosyjską ropę (20–25 mln ton rocznie, w tym 15 mln ton już w tym roku) do różnych portów europejskich. Długi na ćwierć kilometra tankowiec „Stena Arctica” będzie największym statkiem w szwedzkiej flocie handlowej.

 

Szwedzcy armatorzy zapewniają, że ich tankowce mają najwyższą klasę lodową i będą bezpieczne w najbardziej niesprzyjających warunkach. Ich zdaniem, pozwolą one także wyeliminować dziesiątki przestarzałych, przeciekających jak sita, małych jednostek, eksploatowanych głównie przez Rosjan, co zmniejszy zagrożenie Bałtyku. Doświadczenia z przeszłości każą jednak z rezerwą traktować teorie o niezatapialnych statkach.

 

Podobne obawy wiążą się z zapowiedziami wprowadzenia na Bałtyk wielkich jednostek przystosowanych do przewozu skroplonego gazu. Polska nosi się z zamiarem budowy terminalu do odbioru i ponownego „ugazowienia” płynnego paliwa w celu rozprowadzenia go rurociągami do odbiorców. Ma to nam zapewnić większe zróżnicowanie źródeł dostaw. Obrońcy środowiska przestrzegają jednak przed możliwościami eksplozji takich statków i terminali, w których odbywać się będzie przeróbka. Niedawno, w wyniku krytyki i protestów ludności, odłożone zostały na półkę plany budowy wielkiego terminalu LPG w porcie Oxelesund w rejonie Sztokholmu. Nie pomogły zapewnienia europejskiego koncernu energetycznego E-ON (który jest też, wraz z rosyjskim Gazpromem, właścicielem gazociągu bałtyckiego), że technologia przewozu i przeróbki skroplonego gazu jest sprawdzona i nie stwarza niebezpieczeństw.

 

Pesymiści utrzymują, że atmosfera wokół tych przedsięwzięć przypomina znany przed laty kultowy film „Dzień, w którym wypłynęła ryba”. Beztroskę wakacyjnego karnawału na greckich wyspach przerywa w nim masowe pojawienie się śniętych ryb, zatrutych zgubionym przez amerykański samolot ładunkiem nuklearnym. I teraz, twierdzą krytycy, mówi się o świetlanej przyszłości, jaką mają nam zapewnić nowe inwestycje, zapominając, że ryba może znów niespodziewanie wypłynąć.

 

Wielka katastrofa ekologiczna na Bałtyku jest, ich zdaniem, równie pewna jak huragan, który zniszczył Nowy Orlean; o jego oczekiwanym nadejściu też wiedziano od dawna, niewiele robiąc, żeby się uchronić przed tragicznymi skutkami. Wystarczy, żeby poruszone w wyniku robót inżynieryjnych na dnie miny, dryfujące dalej w niekontrolowany sposób pod wpływem podwodnych prądów, spotkały się z jakimś tankowcem naftowym, niekoniecznie nawet tak wielkim jak „Stena Arctica”.

 

Rozmieszczenie min i trucizn chemicznych na dnie Bałtyku jest dość dobrze znane. Istnieje wiele europejskich organizacji współpracy, które uaktywniają się głównie wtedy, gdy dochodzi do spektakularnych wypadków. Kiedy w 1992 r. na jednej z plaż bornholmskich znaleziono ćwierćtonową bombę chemiczną wyrzuconą przez fale, natychmiast powołano specjalną grupę roboczą ds. zatopionej broni w ramach międzynarodowej Komisji Helsińskiej, której zadaniem jest przywrócenie równowagi ekologicznej Bałtyku. Grupa robocza zaleciła kontynuowanie badań i poszukiwań, a następnie rozwiązała się, poprzestając na zaleceniach.

 

Tymczasem dzisiaj dysponujemy już odpowiednią techniką, która pozwala uporać się z całym tym świństwem, które leży na dnie Bałtyku. Szwedzki Saab, producent luksusowych samochodów osobowych i myśliwców Grippen, znany jest również z doskonałych, zdalnie sterowanych podwodnych robotów, które wyszukują i unieszkodliwiają miny. Stały się one w ostatnich latach jednym z hitów eksportowych zakładów. Marynarka wojenna neutralnej Szwecji zapraszana jest z tego powodu na manewry NATO; podczas wspólnych ćwiczeń na Bałtyku we wrześniu 2004 r. tylko w rejonie Sztokholmu unieszkodliwiono setki min. Szwedzkie jednostki pomagały także nowym państwom nadbałtyckim w usuwaniu broni pozostawionej w wodach przez Armię Czerwoną.

 

Szwedzi, jeśli chodzi o miny, mają długoletnie tradycje. Immanuel Nobel, ojciec wynalazcy dynamitu i fundatora nagród Alfreda Nobla, i jego inny syn Robert pomogli Rosjanom w zaminowaniu Zatoki Fińskiej w czasie wojny krymskiej i przeszkodzili Anglikom i Francuzom w wysadzeniu słynnej twierdzy w Kronsztadzie.

 

Ekolodzy skandynawscy domagają się od Niemiec, żeby wypełniły część niezrealizowanych do dzisiaj zobowiązań powojennych i zajęły się utylizacją zatopionej wówczas tylko czasowo broni chemicznej, tym bardziej że jej unieszkodliwieniem mogą się zająć te same fabryki, które kiedyś ją produkowały. Również kilka brytyjskich firm złożyło oferty doprowadzenia do rozkładu najbardziej toksycznych substancji (sarinu, tabunu, iperytu i fosgenu) na mniej szkodliwe związki, jak tlenki azotu, kwasy i dwutlenek węgla.

 

Całej amunicji z dna nie da się, niestety, usunąć.

Przy obecnych środkach zajęłoby to ponad pół wieku. Niemniej można by znacznie zmniejszyć ryzyko katastrofy, po której na powierzchni morza pojawiłyby się martwe ryby.

Tomasz Walat ze Sztokholmu

 

 

„NEWSWEEK” nr 2, 14.01.2007 r.

POMORZE POD MORZE

Gdańską starówkę woda ma zalać jak Wenecję.

Czeka nas najcieplejszy rok w dziejach – przewiduje Brytyjski Instytut Meteo. Globalne ocieplenie roztapia arktyczne lodowce i woda w morzach wzbiera. Lustro Bałtyku podnosi się o 1,5-3 mm rocznie. Na razie, bo według organizacji ekologicznej WWF do 2080 r. podniesie się aż o 97 cm. To oznacza, że morze wedrze się w głąb polskiego wybrzeża, zajmując obszar 1800 km kw., a 120 tys. ludzi czeka wyprowadzka. Już kilka lat temu polski rząd przyjął program ochrony brzegów morskich. Dokument przewiduje m.in. uzupełnianie plaż piaskiem z dna i budowę falochronów. Na ochronę wybrzeża do 2023 roku budżet państwa przeznaczy 911 mln zł. Według prof. Zbigniewa Pruszaka z Instytutu Budownictwa Wodnego PAN to 18 razy za mało. – Bez większych inwestycji Polska będzie narażona na straty sięgające 90 mld zł – ocenia Pruszak. Urzędy morskie poszukują więc rozwiązań na własną rękę. Jednym z nich jest tzw. waveblock, system ochrony brzegów, montowanych właśnie w okolicach Kołobrzegu. Został opracowany dla polskiego wybrzeża na podstawie konstrukcji chroniących kanadyjskie brzegi Wielkich Jezior, które - podobnie jak Bałtyk - charakteryzują się niewielkimi pływami. Jednak nawet najnowsze metody wzmacniania brzegów mogą nie uratować przed zalewem gdańskiej starówki. – Nikt dotąd nie wymyślił, w jaki sposób skutecznie ochronić całe miasta – mówi dr Wojciech Stępniewski z WWF. Marcin Marczak

Według raportu naukowców z PAN do końca wieku poziom wody w Bałtyku podniesie się od 30 cm do 1 metra. Urzędy morskie już dziś chronią wybrzeże, stosując m.in. system waveblock.

 

 

„NEWSWEEK” nr 17, 30.04.2006 r., strona 70 ŚWIAT / BAŁKANY

OKRUTNY DUNAJ

Mieszkańcy miejscowości leżących nad Dunajem i jego dopływami nie spodziewali się tego w najczarniejszych snach. Olbrzymia, sięgająca miejscami kilkunastu metrów fala powodziowa przetacza się przez ogromne obszary - od Węgier poprzez Serbię i Rumunię aż po Bułgarię - już drugi raz w ciągu roku. Władze dotkniętych katastrofą krajów robią co mogą, by ratować mieszkańców i ich dobytek, ale dla tysięcy ludzi jedynym ratunkiem jest ucieczka. Straty i koszty walki z żywiołem mogą okazać się równie wysokie jak rok temu (wtedy sama tylko Rumunia straciła 1,5 mld dolarów), co dla ubogich państw bałkańskich jest wielkim ciosem. Niestety na tym nie koniec złych wiadomości: systematyczne wycinki lasów w Karpatach i osuszanie rzecznych rozlewisk w połączeniu z corocznymi już anomaliami pogodowymi to niemal pewna zapowiedź powtórzenia się klęski także w kolejnych latach.

 

 

„METROPOL” 16.09.2004 r.

3,4 MLD LUDZI BĘDZIE BEZ WODY

ONZ W 2025 roku może zacząć brakować wody kilku miliardom ludzi – ostrzegła wczoraj Organizacja Narodów Zjednoczonych. Za dwadzieścia lat od 2,4 do 3,4 miliarda mieszkańców Ziemi może nie mieć dostatecznego dostępu do wody. Dzisiaj takich ludzi jest pół miliarda. Zagrożenie, jakim jest niedobór wody, potęguje gwałtowny przyrost demograficzny.

PAP

 

 

„NEWSWEEK” 09.02.2003 r.

NIEBEZPIECZNE ŻNIWA

(...) Ekologów bardziej niepokoi trzebienie lasów tropikalnych południowo-wschodniej Azji, nazywanych – ze względu na zróżnicowanie tamtejszej flory i fauny – płucami ziemi. Nizinne obszary leśne Indonezji ulegają systematycznej degradacji na skutek niszczycielskiej działalności „gangów”, złożonych ze skorumpowanych oficerów wojska, potentatów przemysłu drzewnego i przedstawicieli międzynarodowych korporacji. Przy obecnym tempie wyrębu lasy na Sumatrze znikną z powierzchni ziemi do 2005 r., a w Kalimantanie (prowincji Borneo) do 2010 r. (...)

Około 40 proc. drewna sprowadzanego do Chin pochodzi z nielegalnego wyrębu.

Brook Larmer, Alexandra A. Seno

 

 

„PRZEGLĄD” 20.12.2005 r.

AGONIA AMAZONII

(...) Zdaniem ekspertów, jeśli wylesieniu ulegnie 40% zielonych płuc Ziemi, nic już nie powstrzyma procesu stepowienia. Wtedy dżungli amazońskiej nie uda się uratować. Konsekwencje dla klimatu planety okażą się katastrofalne. (...)

Marek Karolkiewicz

 

 

www.onet.pl

 

(Rzeczpospolita, dd/20.08.2008, godz. 09:10)

WYŚCIG DO ZŁÓŻ ROPY I GAZU W AMAZONII

Rozpoczął się wyścig do kolejnych złóż ropy i gazu. W ostatnich dziewiczych lasach Ameryki Południowej wyrosną lada chwila platformy wiertnicze i powstanie sieć dróg. Zagrożeni są rdzenni mieszkańcy tych ziem oraz wiele gatunków zwierząt - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Firmie naftowej działkę w puszczy amazońskiej wynajmę – takiej treści ogłoszenia upubliczniły rządy Boliwii, Kolumbii, Peru i Brazylii. Cztery państwa, w granicach których leżą złoża ropy w zachodniej Amazonii, podzieliły swoje zasoby na 180 działek zajmujących obszar ponaddwukrotnie większy niż Polska. Do pośpiechu w rozdziale terenów ropo- i gazonośnych leżących w dziewiczych lasach skłonił je obecny kryzys naftowy oraz to, że stawką jest kilka miliardów baryłek ropy. Aż 35 firm naftowych stara się o dzierżawę tych terenów. Raport obnażający kulisy wyścigu po południowoamerykańskie płynne złoto opublikowało naukowe pismo "PLoS ONE".

 

W Ekwadorze i Peru działki roponośne zajmują już ponad dwie trzecie puszczy amazońskiej. W Boliwii i zachodniej Brazylii ich powierzchnia jest nieco mniejsza, ale państwa te czynią zabiegi, by szybko wzrosła. O tym, jak prędko postępuje ten proces, świadczy przypadek Peru, gdzie jeszcze w 2004 r. obszary przeznaczone pod wydobycie ropy stanowiły zaledwie 15 proc. lasów tropikalnych, dziś – aż 72 proc.

 

Wschodnia część Amazonii, zwłaszcza należąca do Brazylii, zdołała boleśnie odczuć ciężar wydobycia ropy. Tam puszcza już dawno przestała być dziewicza głównie z powodu wyrębu dużych połaci lasu pod platformy wiertnicze i sieć dróg.

 

- Ropa pozostanie pod ziemią, jeśli co roku dostaniemy 350 mln USD – mówi prezydent Ekwadoru. Kto miałby zapłacić? Społeczność międzynarodowa pragnąca ocalenia lasów amazońskich. Propozycję Ekwadoru, którego 45 proc. dochodów pochodzi z ropy i gazu ziemnego, poważnie rozważają rządy Niemiec, Hiszpanii i Włoch.

 

Temu planowi przyklaskują również organizacje ekologiczne z Save America's Forests na czele, które uważają go za jedyny sposób ocalenia Amazonii.

Więcej w "Rzeczpospolitej".

 

 

„NEWSWEEK” 09.02.2003 r.

SMUGA CIEPŁA Z SAMOLOTU

CHMURY ZBIERAJĄ SIĘ NAD AMERYKĄ PÓŁNOCNĄ. A TAKŻE NAD INNYMI OBSZARAMI, GDZIE JEST DUŻY RUCH SAMOLOTÓW

(...) Na podstawie danych z lat 1974-94 Minnis wyliczył, że powierzchnia cirrusów nad USA zwiększa się o 1 proc. co dekadę. – To z kolei – dowodzi uczony w najnowszym „Journal of Climate” – podwyższa temperaturę powietrza blisko ziemi. (...) W cirrusach znad równika znaleziono dużo zanieczyszczeń, które napłynęły znad uprzemysłowionych terenów Ameryki Północnej, Europy i Azji.

– W pobranych próbkach było ich znacznie więcej niż materiału lokalnego. – Warto mieć świadomość , że to, co wypuszczamy z kominów  i rur wydechowych, wpływa na pogodę i klimat w krainach odległych od nas o dziesiątki tysięcy kilometrów.

Hold, Afp

 

 

„NEWSWEEK” nr 31, 07.08.2005 r.

EUROPEJSKA SAHARA

(...) Z badań prowadzonych w ramach programu "Desert Watch" Europejskiej Agencji Kosmicznej, którego celem jest obserwacja procesu pustynnienia, wynika, że ulega mu europejska część wybrzeża Morza Śródziemnego o powierzchni 300 tysięcy kilometrów kwadratowych (obszar większy niż terytorium Wielkiej Brytanii) zamieszkana przez 16,5 mln ludzi. W czerwcu minister ochrony środowiska Hiszpanii Cristina Narbona przestrzegała przed zmniejszającymi się opadami deszczu i znacznym wzrostem temperatur, czyli pierwszymi oznakami długiej ekstremalnej suszy. Krótkie okresy suszy, jak mówi José Luis Rubio, szef ośrodka badań nad dezertyfikacją Uniwersytetu w Walencji, można uważać za nieodłączne elementy europejskiego klimatu, jednak coraz mniejsza odporność gleby na silne wysuszenie, a także działalność człowieka są czynnikami przyspieszającymi proces pustynnienia. - Sytuacja wyraźnie się pogarsza - mówi Rubio. W miejscach takich jak Walencja "spada poziom wód gruntowych, a gleba staje się coraz słabsza". (...)

 

Wszyscy pamiętamy falę rekordowych upałów we Francji w 2003 roku. Tysiące starszych osób umierało z gorąca, a w tym samym czasie ich dzieci spędzały urlop w miejscowościach nadmorskich. To było najgorętsze lato od 150 lat. Tegoroczne upały jeszcze nie dorównały tamtym - przynajmniej na razie. Ale widząc bezchmurne niebo nad południową Europą, coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że nie były to tylko pogodowe anomalie. Według Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu IPCC (powołanego przez Światową Organizację Meteorologiczną, przy wsparciu programu ochrony środowiska ONZ) do końca obecnego wieku w lecie temperatury we Włoszech podniosą się o 7-8 stopni. Francuskie centrum meteorologiczne Météo France przewiduje, że w drugiej połowie wieku liczba dni z 35-stopniowymi upałami zwiększy się pięcio-, a nawet dziesięciokrotnie. O ile dziś w mieście N?mes obserwuje się średnio 4 dni wyjątkowych upałów, po roku 2070, według prognoz Météo France, liczba ta może dojść nawet do 40.

 

Takie zmiany przekształcą wszystko, od ekosystemów (którym wystarczy minimalne wahnięcie temperatury, by doprowadzić do radykalnych przeobrażeń) i podstawowego zaopatrzenia w wodę aż po rolnictwo i turystykę. Jak przewiduje IPCC, do końca tego stulecia opady zmniejszą się przeciętnie o 15 proc., a w czasie wyjątkowo gorących lat będą niższe aż o 40 proc. Naukowcy ostrzegają, że topnienie lodowców wpłynie na podniesienie poziomu mórz, co zagrozi obszarowi śródziemnomorskiemu. Podniesienie się temperatury i inne zmiany klimatyczne mogą sprowadzić do Europy malarię. Jak twierdzi Dieter Schoene, specjalista od spraw środowiska naturalnego z FAO, sytuacja w Afryce Północnej będzie z pewnością gorsza, ponieważ tamtejsze rządy rozporządzają znacznie skromniejszymi środkami na przygotowanie się do walki z trudnościami. Wynik? Jeszcze większa niż dzisiaj presja imigracyjna na Europę.

 

Żar lejący się z nieba i susze od Portugalii po Polskę to nie pogodowe anomalie. Pustynia wyciąga ręce w stronę Starego Kontynentu. Nie ma wątpliwości, że Stary Kontynent staje się coraz cieplejszy. W ciągu ostatniego stulecia przeciętna temperatura podniosła się mniej więcej o 0,7 stopnia Celsjusza. Lata 90. XX wieku były najcieplejszym dziesięcioleciem, odkąd zaczęto regularnie rejestrować temperatury, czyli od połowy XIX wieku. Na ostatnią dekadę poprzedniego stulecia przypadają też dwa z pięciu najcieplejszych lat, jakie zanotowano kiedykolwiek w historii.

 

Od początku XXI wieku zarejestrowano już trzy najgorętsze lata, od 2001 do 2003 r. Minione 12 miesięcy były stosunkowo chłodne, ale to tylko krótkie wytchnienie. W tym roku we Francji końcówka lipca była najgorętsza od 50 lat, a Polska w zeszłym tygodniu prażyła się w niemal 40-stopniowym upale.

Wysuszone lasy i pola, niski poziom wody i wysokie temperatury w prowincji Guadalajara na północny wschód od Madrytu sprawiły, że do wywołania tragedii wystarczyłaby iskra, a co dopiero ognisko rozpalone przez kogoś nieodpowiedzialnego. W całej Hiszpanii w tym samym czasie wybuchło szesnaście innych

 

pożarów. W niektórych okolicach od października ubiegłego roku nie spadła kropla deszczu, niektóre hiszpańskie zbiorniki retencyjne wypełnione są zaledwie w 20 proc. Portugalię nawiedziła najdotkliwsza z zanotowanych dotychczas susza. Raport opublikowany w zeszłym tygodniu przez Instituto da Água (Instytut Wody) określa ją jako "poważną", a w niektórych rejonach "skrajną". Wyschły strumienie i rzeczki. Ginie bydło. Marnieją uprawy. W zielonej zazwyczaj Francji w ponad 60 proc. departamentów wprowadzono ograniczenia w zużyciu wody. Wyjątkowa susza ostatnich miesięcy sprowadziła na departament Aveyron klęskę szarańczy. Roje owadów spustoszyły pola.

 

Szkody ponoszą nie tylko rolnicy. Spadek poziomu wody w rzekach wywołuje kłopoty w fabrykach i elektrowniach wodnych. Stefano Ciafani, koordynator do spraw naukowych włoskiej organizacji ekologicznej Legambiente, określił sytuację jako alarmującą. Zażarta rywalizacja o zasoby wodne zaczyna wpływać na stosunki polityczne w południowej Europie. Trwają rozmowy francusko-hiszpańskie na temat przesyłania dużych ilości wody z Francji do Barcelony, a nawet dalej wzdłuż wybrzeża Hiszpanii. Portugalia zwróciła się do Hiszpanii o 6 mld euro odszkodowania, ponieważ poziom wody w rzece Duero spadł poniżej stanu uzgodnionego w ramach umowy dwustronnej. Rządy prowincji hiszpańskich zaczęły oskarżać się nawzajem o nielegalne wiercenie studni, nadmierne zabudowywanie terenów i kradzieże wody. Jedna z prowincji wysłała nawet samolot szpiegowski, żeby śledzić zużycie wody przez sąsiadów i znaleźć dowody na zbytnie eksploatowanie zasobów.

 

- Historycznie rzecz biorąc, w obszarze śródziemnomorskim zawsze toczyły się walki o wodę. Dzisiejsze spory między regionami Hiszpanii to współczesna wersja tych dawnych wojen - mówi Rubio.

Zmiana stosunków wodnych wpływa nie tylko na sytuację na lądzie, ale także w morzu. Włoska państwowa agencja nowych technologii, energii i środowiska naturalnego (Ente per le Nuove tecnologie, l'Energia e l'Ambiente) ustaliła, że latem 2003 r. temperatura oceanicznych wód przybrzeżnych wzrosła o 3 stopnie. Jest to ostry skok, podkreślający tylko tendencje wieloletnie. Barweny molukańskie (Upeneus moluccensis), ciepłowodne ryby z Kanału Sueskiego, rozpowszechniły się w ostatnich latach w Morzu Śródziemnym i dzisiaj można je kupować na targach rybnych we Włoszech. Wśród innych nietypowych zjawisk odnotować należy superkolonię mrówek z Argentyny (gat. Linepithema humile), zajmującą ponad 6 tys. km kwadratowych we Włoszech, Francji, Portugalii i północno-zachodniej Hiszpanii.

 

- Wszystko wiąże się ze zmianą klimatu - mówi Anne Rogers, starszy ekonomista z Oddziału ds. Rozwoju Zrównoważonego ONZ.

Nieprzewidywalna pogoda jest jak złowieszcza fala zbliżająca się do tegorocznych letnich wakacji. W połowie lipca temperatury w południowej Francji osiągnęły 32-37 stopni Celsjusza. We wszystkich większych miastach w tym kraju ogłoszono alarm trzeciego stopnia - czwarty to stan klęski żywiołowej - automatycznie zwiększający między innymi liczbę pracowników szpitali jak w przypadku epidemii grypy. Wspomnienia zabójczej fali upałów z 2003 roku dają wiele powodów do obaw. Włoski urząd statystyczny zrewidował ostatnio liczbę ofiar lata 2003 z 8 tys. do 20 tys. Szacuje się, że upały sprzed dwóch lat zebrały w Europie żniwo ponad 40 000 ofiar śmiertelnych.

 

Zabezpieczenie się przed podobnymi katastrofami będzie trudne, zwłaszcza z powodu zachłanności człowieka. Krótkowzroczny sposób zarządzania ziemią i zasobami wodnymi ma swoje odbicie w zjawisku pustynnienia. W Hiszpanii najbardziej intensywna urbanizacja i ekspansja rolnictwa odbywają się w najsuchszych regionach kraju. Rolnicy z południowej Hiszpanii czasami zbierają plony nawet trzy lub cztery razy w roku. Wszystko kosztem zużycia dużych ilości wody i wyjaławiania gleby. Trzydzieści lat temu hiszpański region Almeria był bujnie porośniętą ziemią uprawną. Dziś jest prawie całkowicie pozbawiony zielonej roślinności, bo na obszarze 27 000 hektarów ciągną się tam pokryte plastikiem cieplarnie. Rozkwit przemysłu i turystyki przyczynia się do dalszej degradacji terenów wiejskich. Około 350 000 nowych domów wybudowano na śródziemnomorskim wybrzeżu Hiszpanii w 2004 roku. Przy każdym jest basen i pole golfowe - w sumie taka willa zużywa tyle wody co 13-tysięczne miasteczko. Hiszpańska telewizja pokazała w zeszłym tygodniu zdjęcia tysięcy ryb zdychających w wysuszonym i błotnistym korycie rzeki Guardiaro w Kadyksie. Wodę podobno zużyto do budowy domów i nawadniania pól golfowych.

 

W tym kontekście szalejące pożary wyglądają jak biblijna plaga. Średni obszar trawiony rocznie przez płomienie zwiększył się w Portugalii, Hiszpanii, Włoszech i Grecji czterokrotnie od lat 60. Ogień, z którym walczył Jesús Abad w Guadalajarze, był niemożliwy do okiełznania. Gdy do jego gaszenia wyruszyły samoloty, zrzucane przez nie bomby wodne o pojemności 5,5 tysiąca litrów wyparowywały, zanim zdążyły zetknąć się z płomieniami. Pożar na obszarze 12 000 hektarów opanowano dopiero po trzech dniach i po przekopaniu pasa ziemi o długości 10 kilometrów i 80 metrów szerokości. Z rezerwatu Alto Tajo, w którym żyło wiele

 

zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt i roślin, pozostały zaledwie osmalone szkielety drzew wbijające się w bezchmurne niebo. W tym samym czasie pożary w sąsiedniej Portugalii strawiły około 40 000 hektarów ziemi. Z powodu suszy obniżono tam prognozy finansowe dotyczące przychodów z rolnictwa o 35 proc., co oznacza stratę PKB rzędu 1,5 proc.

W rosnących temperaturach, zgiełku pożarów i w chmarach szarańczy można wręcz poczuć palący oddech Sahary, która zdaje się wołać do południowej Europy: "Jesteś moja".

Eric Pape; Współpraca: Mike Elkin, Santander; Jacopo Barigazzi, Mediolan

 

 

„PRZEGLĄD” nr 36, 05.09.2005 r.

PORTUGALIA W OGNIU

W ciągu trzech lat spłonęło 25% portugalskich lasów. Zdaniem ekspertów, jedynym sposobem uratowania reszty jest upaństwowienie

To było tak, jakbym znowu znalazł się na linii frontu - powiedział mi portugalski dziennikarz, Luis Ramos, którego redakcja wysłała, aby opisał walkę z ogniem w rejonie Serra da Estrela, a który przed laty był korespondentem wojennym w Angoli. - Gdy zaczął zapadać zmrok - opowiadał Luis - zdumieni mieszkańcy kilkunastotysięcznej Mirandy do Corvo niedaleko Coimbry zobaczyli, że słońce zachodzi na wschodzie. Ale szybko zrozumieli, że to łuna nie zachodu, lecz zbliżającego się pożaru lasu, na tle którego czarno rysowały się sylwetki ich domów. Bezradni ludzie patrzyli na beznadziejną bieganinę strażaków, którzy mieli do dyspozycji tyle wody, ile w cysternach ich samochodów. W miejskich wodociągach wody już dawno zabrakło z powodu suszy.

Mieszkańcy Mirandy do Corvo mieli szczęście - gdy na przedmieściach zaczęły płonąć ogrody i domki na działkach, wiatr się odwrócił.

Grozą powiało nawet w Lizbonie i na plażach miast Cascais i Estoril, gdy reklamowane w przewodnikach "niezmiennie błękitne niebo" zasnuły w ostatnich dniach sierpnia czarne dymy płonących lasów.

 

Bilans na pogorzelisku

Zielone Serra da Estrela, Góry Gwiaździste, rozciągające się od granicy Hiszpanii po uniwersyteckie miasto Coimbra, pokrywa dziś warstwa szarego popiołu. Wyginęły górskie orły i zające. Odtworzenie drzewostanu i roślinności w tej części kraju eksperci obliczają już nie na dziesiątki, lecz na setki lat.

Tegoroczne pożary w Portugalii strawiły 240 tys. ha lasów. To, że straty nie były większe, należy zawdzięczać jedynie ofiarności strażaków i żołnierzy oraz pomocy zagranicznych ekip lotniczej straży pożarnej. 14 osób straciło życie, wśród nich hiszpański lotnik.

Policja portugalska zatrzymała w tym roku ok. 500 osób podejrzanych o umyślne podpalanie lasów, a sprawy 50 skierowała do sądu. Zwłaszcza na atrakcyjnych turystycznie terenach nadmorskich lub takich jak park krajobrazowy Serra da Estrela wypalenie lasu to dobry sposób na ominięcie prawa i przekwalifikowanie gruntu na teren budowlany.

W ubiegłym roku spłonęło 129 tys. portugalskich lasów, a w smutnym, rekordowym roku 2003 - 425 tys. ha. Portugalska organizacja ekologiczna Quercus ocenia, że w ciągu ostatnich trzech lat ogień zniszczył 25% portugalskich lasów. Przeciętnie w ostatnich latach - jak podał lizboński dziennik "Publico" - w Portugalii wybucha co roku 25 tys. pożarów. Według sekretarza generalnego portugalskiej Ligi Ochrony Przyrody, Eugenia Sequeiry, na każde 1000 ha lasów w Portugalii przypada siedmiokrotnie więcej pożarów niż w sąsiedniej Hiszpanii i 20-krotnie więcej niż we Francji.

W Portugalii 93% lasów należy do pół miliona prywatnych właścicieli, z których 5 tys. ma 1/3 wszystkich lasów. To właśnie w prywatnej własności większość miejscowych specjalistów od gospodarki leśnej widzi główną przyczynę nieszczęścia.

Część prywatnych właścicieli eksploatuje lasy - 10% portugalskiego eksportu to papier i masa drzewna - ale mało kto reinwestuje w prowadzenie racjonalnej gospodarki leśnej.

Na miejsce odpornych na ogień, wycinanych bezlitośnie dębów i kasztanów właściciele sadzą sosny i eukaliptusy, które dają szybki przyrost masy drzewnej, ale w czasie suszy palą się jak zapałki. Z powodu procesów, jakie zaszły w rolnictwie po wstąpieniu kraju do Unii Europejskiej, opustoszało wiele gospodarstw, a 80% ludności mieszka dziś na wybrzeżu atlantyckim, gdzie pracę daje sektor turystyczny. Tzw. lasy chłopskie, działki nieprzekraczające 4 ha, ale stanowiące w sumie ponad 55% portugalskich lasów, pozostają właściwie bez gospodarza.

 

Prywatny teren łowiecki

Prezydent republiki, Jorge Sampaio, wobec rozmiarów klęski przerwał pod koniec sierpnia urlop i zwołał w Lizbonie konferencję prasową, na której, powołując się na raport ekspertów, obciążył odpowiedzialnością za katastrofę narodową prywatnych właścicieli lasów. Często inwestycje w lasy ograniczają oni do ustawienia na ich granicy tabliczek z napisem: "Prywatny teren łowiecki - wstęp wzbroniony".

Sampaio zapowiedział, że wystąpi z inicjatywą uchwalenia ustawy, która będzie zobowiązywała właścicieli do obowiązkowego oczyszczania terenów leśnych z łatwopalnego suszu i prowadzenia wyrębów w celu przerywania masywów leśnych korytarzami przeciwpożarowymi.

Wielu portugalskich ekspertów i stowarzyszenia ochrony przyrody domagają się radykalnej reformy ustawodawstwa dotyczącego terenów leśnych. Twierdzą, że jedynym sposobem uratowania tego, co zostało z ogromnych niegdyś leśnych bogactw kraju, jest przymusowy wykup przez państwo strategicznych obszarów leśnych.

Mirosław Ikonowicz

 

 

„PRZEKRÓJ” nr 29, 14.07.2005 r.

ZWIERZO-CZŁEKO-UPIÓR

(...) ŚWIŃSKI PERV
Jednak takie karkołomne związki międzygatunkowe to niejedyny problem. Badania świń, którym w życiu płodowym wszczepiono ludzkie komórki, pokazały zaskakujące zjawisko – istnienie komórek ludzko-świńskich. We wcześniejszych eksperymentach powstawał organizm, w którym obok siebie istniały dwa rodzaje komórek – zwierzęce i ludzkie – ale zawsze były one łatwe do rozróżnienia. Tymczasem badania Jeffreya Platta z Mayo Clinic zaskoczyły wszystkich – 60 procent

 

komórek innych niż zwierzęce miało w jądrze wymieszane DNA ludzkie i świńskie.
Takie hybrydowe komórki rozmywają granicę między tym, co jeszcze ludzkie, a tym, co już zwierzęce. Poza kolejnymi wątpliwościami natury etycznej są większe zagrożenia.
Świnie powszechnie zarażone są retrowirusem PERV – to drobny fragment kodu genetycznego od tysięcy lat obecny w kolejnych pokoleniach zwierząt. Nie wywołuje on u nich żadnej choroby i nie potrafił nigdy przekroczyć granicy między świnią a człowiekiem. Tymczasem ludzko-świńskie komórki były nim zarażone.

 

Tym samym została przełamana bariera gatunkowa – dzieli nas tylko krok od tego, by wirus PERV przeniósł się na ludzi. Być może wystarczyłby kontakt krwi zawierającej zarażone komórki-hybrydy z krwią człowieka. Nie wiadomo, czy PERV zachowywałby się u nas równie spokojnie jak u świń.

Sytuacja jest tym poważniejsza, że ludzko-świńskie chimery żyją na całym świecie. Poza wspomnianymi zastawkami istnieje wiele innych zastosowań obcych tkanek w medycynie. Lekarze z Niemiec używają płatów świńskiej skóry do leczenia rozległych oparzeń, w Szwecji trwają próby z przeszczepianiem komórek świńskiej trzustki ludziom chorym na cukrzycę, a w Kanadzie bada się możliwość czyszczenia ludzkiej krwi przez przepuszczanie jej przez wątrobę świni.

Na razie przebadano krew 160 chorych leczonych tkankami pobranymi od świń i nie wykryto wirusa PERV, jednak może być on obecny w ich organach. Badania trwają. Mechanizm powstawania komórkowych hybryd mógłby wyjaśnić tajemnicę pojawienia się wirusa HIV, który pochodzi prawdopodobnie od małp i jest spokrewniony z PERV. Być może jego tajemnicze pojawienie się w Afryce na początku XX wieku było wynikiem samoczynnego powstania ludzko-małpiej komórki hybrydowej. (...)

Piotr Stanisławski

 

 

„PRZEGLĄD” nr 26, 03.07.2005 r.

EKOLOGIA I PRZEGLĄD

(...) Podczas Konferencji Stron Konwencji o Bioróżnorodności, która odbyła się na początku roku w Kuala Lumpur, naukowcy doszli do wniosku, że w wyniku zmian klimatu i niszczenia środowiska naturalnego z powierzchni ziemi zniknie aż 34 tys. gatunków roślin i 5 tys. gatunków zwierząt. Jeszcze bardziej pesymistyczny był magazyn „Nature”, który napisał o milionie gatunków skazanych na wymarcie! Możemy więc być świadkami wyginięcia jednej trzeciej lub nawet połowy gatunków flory i fauny. (...)

Joanna Tańska

 

 

„PRZEGLĄD” nr 26, 03.07.2005 r. EKOINFORMACJE

ŚMIERĆ W SIECI

Prawie tysiąc ssaków morskich ginie codziennie w rybackich sieciach. Takimi przypadkowymi ofiarami są głównie wieloryby, delfiny i morświny – alarmują eksperci Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF) w opublikowanym właśnie raporcie. Niektóre z powszechnie używanych przez rybaków sieci są trudno zauważalne dla zwierząt – zarówno wizualnie jak za pomocą echolokacji. Dlatego ekolodzy z WWF proponują np. montowanie na sieciach alarmów dźwiękowych odstraszających zwierzęta.

 

 

„PRZEGLĄD” nr 28, 17.07.2005 r.

RAJ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE

(...) W ciągu ostatnich 50 lat wymarła połowa gatunków zwierząt i roślin występujących na Ziemi. Zdaniem naukowców to dopiero początek.

(...) Ciągnący się wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża atlantycki las deszczowy zajmuje obecnie 13% terytorium Brazylii (zachowało się tylko 7% stanu pierwotnego).

(...) Żyjące na Madagaskaże naczelne są uważane za najbardziej zagrożone wymarciem. Według naukowców, na wyspie wyginęło już 90% pierwotnej roślinności. Ponad 50 gatunków lemurów dożywa kresu swych dni.

(...) Z naturalnych lasów w południowo-zachodniej Australii zachowało się do dnia dzisiejszego zaledwie 10% stanu pierwotnego.

Aleksandra Zborowska

 

 

www.wp.pl

REUTERS | dodane 2008-10-03 (10:11)

LAS DESZCZOWY GINIE Z WINY RZĄDU BRAZYLIJSKIEGO?

Zgodnie z danymi jakie przedostały się do opinii publicznej, sześć obszarów gdzie na przełomie lipca i sierpnia odbywała się masowa wycinaka puszczy amazońskiej, należy do rządowego Instytutu Kolonizacji i Reformy Rolnej (INCRA). Zadaniem Instytutu jest wydzielanie ziemi ubogim farmerom. Informacje pozwalają zaklasyfikować rząd brazylijski jako jednego z największych podmiotów wycinających las deszczowy.

 

 

„ANGORA: dodatek ANGORKA” nr 25, 18.06.2006 r.

GINĄCA PRZYRODA EUROPY

Ponad połowa europejskich gatunków roślin i zwierząt oraz siedlisk, w których one żyją, jest źle chroniona i zagrożona wyginięciem. Tak wynika z najnowszego raportu Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF). Na podstawie zgromadzonych informacji specjaliści obliczyli, że możemy bezpowrotnie utracić 52% ryb słodkowodnych, 42% gadów i motyli. Na liście znalazły się (występujące także na terenach Polski) drapieżniki: niedźwiedzie brunatne, wilki i rysie.

Niestety, główną winą za niszczenie natury obarczany jest człowiek i jego działalność, a w szczególności: odwadnianie gleby, nadmierne używanie środków owadobójczych i nawozów sztucznych w rolnictwie, kłusownictwo, a także urbanizacja, czyli rozwój i rozbudowa miast na terenach jeszcze niedawno należących do przedstawicieli dzikiej przyrody i stanowiących ich naturalne środowisko.

Unia Europejska, co prawda, dysponuje odpowiednimi przepisami prawa zapewniającymi ochronę fauny i flory, ale stosowanie go w praktyce nie zawsze jest skuteczne.

Oz na podst. www.interia.pl

 

 

"FAKTY I MITY" nr 39, 04.102007 r.

PIERDZĄCE KROWY

Do coraz szybszej degradacji klimatu Ziemi przyczyniają się dymiące kominy elektrowni węglowych, spaliny samochodowe, wyziewy przemysłowe. Ale to wszystko nic w porównaniu z pierdzącymi krowami.

Zespół uczonych z Uniwerstetu Cambridge opublikował w medycznym piśmie „The Lancet” rezultaty swych dociekań. Bydło puszcza bąki, które zwiększają ilość metanu w atmosferze, przyczyniając się do globalnego ocieplenia. Brzmi to jak mało subtelny dowcip, ale wcale nim nie jest. Gaz wydalany przez krowy, owce i kozy w jednej czwartej przyczynia się do alarmujących zmian klimatycznych.

Ludzie przeciętnie spożywają 224 gramy mięsa wołowego dziennie (W Afryce – 31 gramów). Konsumpcja wzrasta – w Chinach np. w ciągu dekady podwoiła się. Więcej mięsa znaczy więcej bydła, czyli więcej „bąków”. „Redukcja konsumpcji jest jedynym możliwym rozwiązaniem” – stwierdza autor badań, dr John Powles. Gdyby ludzie ograniczyli się do 90 gramów dziennie, zapobiegłoby to dalszemu pogarszaniu się składu atmosfery.

Ograniczenie spożycia wołowiny przyczyniłoby się również do poprawy zdrowia konsumentów: czerwone mięso zwiększa ryzyko chorób serca i nowotworów. Prawdopodobieństwo zapadnięcia na raka odbytnicy zmniejsza się o jedną trzecią przy każdym zmniejszeniu dziennej konsumpcji o 100 gramów. Eksperci szacują jednak, że zmiana przyzwyczajeń dietetycznych zajmuje dekady.

JF

 

 

"FAKTY I MITY" nr 13, 05.04.2007 r.

DOM NA BIEGUNIE

Emigrując masowo do Wielkiej Brytanii, Polacy wykazali się zmysłem proroczym. Niedługo bowiem Europa przeistoczy się w ogromną pustynię, a Wyspy Brytyjskie będą jedną z nielicznych oaz. Na całej Ziemi.

Tak przynajmniej twierdzi James Lovelock – ogólnie szanowany naukowiec z dziedziny ochrony środowiska, a zarazem futurolog, który jest autorem wydanej właśnie książki „Zemsta Gai – Dlaczego Ziemia się mści i co uczynić, by uratować ludzkość”. Według magazynu „Prospect” – Lovelock należy do grona 100 najwybitniejszych intelektualistów na świecie.

Wszystkiemu winne globalne ocieplenie. Ludzie traktują ten temat ze znudzeniem – jak oglądany po raz setny film. Ale to nie fikcja. Wszyscy poważni uczeni alarmują. Jednak rzadko który roztacza tak makabryczną wizję jak 87-letni Lovelock.

Liczba mieszkańców Wielkiej Brytanii drastycznie wzrośnie, bo Wyspy wypełnią miliony uchodźców z Europy, która zamieni się w Saharę. Innym nowym terenem osiedleńczym stanie się daleka północ. Czapa lodowa wielkości kontynentu amerykańskiego stopi się i „większość ludności przeprowadzi się do Arktyki, bo będzie to jedno z nielicznych miejsc, gdzie da się żyć”.

Dlaczego Wielka Brytania ma ocaleć? Ocieplenie spowoduje zanik Golfsztromu, kierującego ciepłe wody Morza Karaibskiego w kierunku północnej Europy i klimat w tym rejonie się oziębi. Lovelock twierdzi, że przed końcem stulecia Chińczycy będą masowo emigrować na Syberię, gdzie polarne mrozy staną się przeszłością. Podczas wykładu Lovelocka na Uniwersytecie Stanforda liczni profesorowie, w tym laureaci Nagrody Nobla, indagowali go, w jakim rejonie Kanady należy kupować nieruchomości. „Oni wierzą mi, gdy mówię, że tereny USA nie będą nadawać się do życia – mówi. – Wszystko dzieje się bardzo szybko: polarne czapy lodowe, topiąc się, przestają odbijać światło słoneczne, które utrzymywało umiarkowaną temperaturę Ziemi, mimo że Słońce staje się coraz gorętsze”.

To dopiero początek grozy. Zdaniem brytyjskiego naukowca, z 6 miliardów mieszkańców planety przeżyje ten okres około pół miliarda, może miliard... „Jest nas za dużo. Zużywamy setki razy więcej energii niż Ziemia jest w stanie dostarczyć z surowców do jej produkcji. Należałoby skłonić kobiety, by rodziły mniej dzieci, ale my nie mamy na to czasu. Ziemia to za nas załatwi”. Nasza planeta ma 3,5 miliarda lat i starzeje się; pozostało jej nie więcej niż miliard lat egzystencji. W przyszłości, jeśli ocieplanie klimatu będzie postępować, może wyglądać jak Mars. Doprowadziliśmy do tego, paląc węgiel. Nie powinniśmy wycinać lasów, których Ziemia potrzebuje, by regulować temperaturę – twierdzi Lovelock. Aby wszystko funkcjonowało należycie, lasy powinny zajmować jedną trzecią powierzchni planety. Lovelock jest zwolennikiem energii jądrowej oraz energii pochodzącej z wykorzystania siły wiatru. Na pocieszenie przypomina, że w historii siedmiokrotnie przechodziliśmy poważne zmiany klimatyczne (epoki lodowe) i jesteśmy w stanie się przystosować.

Po raz pierwszy Lovelock wystąpił z „Hipotezą Gaja” przed 40 laty. Świat nauki go wyśmiał. Teraz nikt się nie śmieje. Meteorolodzy stwierdzili właśnie, że obecna zima jest najcieplejszą w historii pomiarów temperatury na całym świecie.

ZW

 

 

 www.onet.pl

31.07.2008 r.

GWAŁTOWNIE KURCZY SIĘ POKRYWA LODOWA ZIEMI

Według klimatologów powierzchnia lodu na biegunie zmniejsza się z roku na rok; jest to wynikiem globalnego ocieplenia. Niektóre prognozy wskazują, że w połowie wieku na Arktyce lodu nie będzie już wcale.

 

 

"POLITYKA" nr 25(2509), 25.06.2005 r. ; s. 22

ZAPISANE W MULE, CZYLI JAK ZMIENIA SIĘ ZIEMIA

Z profesorem Leszkiem Starklem, nestorem polskich geografów, odznaczonym prestiżowym medalem brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, rozmawia Sławomir Mizerski

(...)

POŻEGNANIE ŚNIEGÓW KILIMANDŻARO

 

SŁAWOMIR MIZERSKI: Ale do tego układu wymiany energii i materii między lądami, oceanami i atmosferą wmieszał się człowiek.

LESZEK STARKEL: – I zaburza go, przyczyniając się do powstania tzw. efektu cieplarnianego, czyli wzrostu poziomu dwutlenku węgla i metanu w atmosferze. Tworzy się w niej gazowa warstwa izolacyjna, w wyniku czego rośnie temperatura na naszej planecie. Zjawisko jest pogłębiane przez wycinanie lasów tropikalnych, które dzięki fotosyntezie pobierają z atmosfery dwutlenek węgla i produkują tlen, a więc stanowią wielkie płuca Ziemi. Gdy powierzchnia lasów się kurczy, rośnie nadwyżka dwutlenku i wzmaga się efekt cieplarniany. Szkodliwych gazów przybywa także w wyniku intensyfikowania upraw. Uprawy ryżu powodują np., że do atmosfery dostają się duże ilości metanu, który powstaje w procesie wzrostu tej rośliny oraz jej gnicia w płytkiej wodzie.

 

W efekcie zaburzony zostaje cały bilans cieplny, a więc ulega zmianie najważniejszy wskaźnik – temperatura.

– Równocześnie zakłócony zostaje bilans wodny, ponieważ wzrost temperatury powoduje wzrost parowania. Wysycha gleba, ale jednocześnie może rosnąć zachmurzenie, które w pewnych rejonach rodzi gwałtowne, często katastrofalne opady.

 

Rośnie temperatura i co dalej? Topnieją lodowce, podwyższa się poziom oceanów?

– No tak, w Alpach myśli się nawet o przykrywaniu lodowców folią, żeby latem za szybko nie topniały. Widać wyraźnie, że lądolód Grenlandii się kurczy, zmniejsza się również płat lodu na Kilimandżaro, który w końcu zupełnie zniknie i nie będzie już słynnych śniegów Kilimandżaro. Topnieje też wieloletnia zmarzlina na Syberii i Alasce, co odbija się na stosunkach wodnych i roślinności. Na obszarach, gdzie wody jest dużo, pojawiają się jeziora, bagna, a tam, gdzie jest sucho, np. w Mongolii, topnienie zmarzliny powoduje cofanie się lasu i pustynnienie.

 

Dlaczego?

– Bo południowa granica lasu w Azji Środkowej wiąże się ściśle z występowaniem zmarzliny, która zaczynając topnieć latem, zasila las w wodę. Jeśli nie ma zmarzliny, nie ma warstwy zatrzymującej wodę i zamiast lasu wkracza step.

(...)

I uchwycić moment, w którym człowiek mocno wkracza w przyrodę i zaczyna ją zmieniać.

– Tak, bo w tym momencie w osadach następuje generalne zmniejszenie ilości pyłków drzew, co oznacza, że człowiek zaczął karczować lasy pod uprawy. Pojawiają się pyłki chwastów i zbóż. Pod Krakowem stwierdziliśmy pojawienie się pyłków zbóż w osadach torfu sprzed 7 tys. lat. Pojawiają się też związki azotowe związane w hodowlą bydła. Pochodzą one z odchodów zwierząt.

 

CZŁOWIEK PRZESOLIŁ I ZASOLIŁ

 

Geograf mający do dyspozycji zarówno satelity jak i osady rzeczne i  jeziorne, dysponuje niezwykle szeroką wiedzą. Co z niej wynika?

– Stwierdzając w tych osadach obecność człowieka, jesteśmy w stanie ustalić, jak szybko następuje transformacja naturalnych ekosystemów, będąca efektem jego działalności. Czasem te zmiany mają charakter wręcz katastrofalny. W strefie suchej te zmiany nałożone na generalny spadek opadów doprowadziły szybko np. do zasolenia gleb i upadku całych kultur antycznych Bliskiego Wschodu, Indii.

 

Skąd się wzięło to zasolenie?

– Po zniszczeniu zwartej szaty roślinnej i w związku z małymi opadami woda z gleby parowała, tworzyły się wykwity solne. Jedną z konsekwencji erozji gleb poddanych karczowaniu lasów i uprawie jest przyspieszenie akumulacji, czyli nanoszenia przez rzeki namułów z terenów górzystych na niziny. Rzeki dzięki akumulacji tego zmytego materiału podnoszą poziom równin zalewowych. Dzisiaj w wielu rejonach Chin czy Włoch rzeki często są położone wyżej niż teren, na którym płyną. Pad we Włoszech płynie kilka metrów wyżej niż dno doliny. W efekcie wzrasta niebezpieczeństwo powodzi, częstych choćby na terenie Chin czy Bangladeszu.

 

Nie jesteśmy w stanie tej akumulacji zahamować budując zapory?

– Do pewnego stopnia możemy, ale zaburzamy naturalny obieg materii w przyrodzie. Doskonałym przykładem jest Nil i zapora assuańska, która co prawda doprowadziła do zmniejszenia niebezpieczeństwa powodzi i nawodnienia wielkich obszarów, ale jednocześnie ograniczyła akumulację żyznych mułów w delcie, zubożyła nawet Morze Śródziemne. W efekcie żywiące się drobnoustrojami sardynki uciekły od wybrzeży Egiptu, przyczyniając się do upadku egipskiego rybołówstwa.

 

Wygląda na to, że człowiek zaczął ingerować w przyrodę i w efekcie sam niszczy to, co stworzył.

– Nie tylko zresztą w prehistorii. Kiedy w USA zaczęto uprawiać czarnoziemy prerii, wprowadzając monokulturę pszenicy, pojawiły się czarne burze pyłowe, bo ten zaorany czarnoziem zaczął się unosić w powietrze i żyzna gleba z czasem zniknęła z tych obszarów. Na terenie byłego Związku Radzieckiego Morze Aralskie zanika, bo wody rzek skierowano do nawadniania pól bawełny. Pokazuje to, że człowiek nie powinien zmieniać układów charakterystycznych dla różnych stref klimatycznych. W strefie tropikalnej nie należy wycinać lasów, a w suchej – nawadniać pól uprawnych, prowadząc do zasolenia gleb. To jest proces nieodwracalny, niestety. Ponieważ nie możemy zmienić w tamtych rejonach rozkładu opadów, ich częstotliwości, należałoby znaleźć dla tamtejszych społeczeństw jakieś inne formy działalności gospodarczej. Na szczęście dziś od lekkomyślnej, niszczycielskiej działalności zaczyna się odchodzić.

 

Dzięki naukom geograficznym i myśleniu globalnemu?

– Owszem. Zdjęcia satelitarne z obszaru Afryki pokazują stały pochód pustyni. W efekcie rozszerza się strefa głodu, a na to nakładają się jeszcze konflikty plemienne. W strefie suchej i strefach tropikalnych zmniejszenie się zasobów wody i roślinności, erozja gleb zderzają się dodatkowo z eksplozją demograficzną, co prowadzi prosto ku katastrofie cywilizacyjnej. Tu global science spotyka się z globalnymi problemami ekonomicznymi i społecznymi. Groźnym przykładem nadmiernego wykorzystania wody jest Bliski Wschód. Kraje tego obszaru żyją z ropy, eksploatując zasoby wody gruntowej, które nagromadziły się przed tysiącami lat.

 

Rozumiem, że przyjdzie moment, kiedy nie tylko gleby ulegną zasoleniu, ale zabraknie wody.

– A potem skończą się zasoby ropy i być może jedyną opcją przetrwania tych narodów będzie inwazja na kraje bogate – zabraknie im energii do pozyskiwania wód gruntowych i odsalania wody morskiej, a zasolone gleby nie będą się nadawały do uprawy. Bicie na alarm, ostrzeganie przed nieracjonalnym gospodarowaniem zasobami przyrody jest ważną rolą nauk geograficznych. Chodzi nie tylko o ograniczone zasoby ropy czy wody, ale i o inne globalne zagrożenia, np. o wciąż nie do końca rozpoznany rytm zmian klimatycznych i związaną z nim wysokość opadów. Jeśli przyjdą lata suche, a wiemy, że one w historii były, mogą doprowadzić do światowej katastrofy.

 

LODU WIĘCEJ CZY MNIEJ?

 

Czy przyrodnicy potrafią ustalić, kiedy taka katastrofa nastąpi?

– Nie ma jasności, czy globalne ocieplenie klimatu, które obserwujemy w ostatnim stuleciu, to tylko efekt ingerencji człowieka i wzrostu produkcji gazów cieplarnianych, czy też mamy tu do czynienia z cyklem długookresowych zmian. Ciekawym przypadkiem w dyskusji na ten temat jest Antarktyda. Jej zachodnia część to lądolód okrywający, kurczący się obecnie. Lodowe platformy topnieją, pękają, tworzą się gigantyczne góry lodowe. Natomiast lądolód wschodniej części okrywa obszar zwarty, górzysty. Ta część reaguje odwrotnie. Tam dzisiaj lodu wręcz przybywa, co jest powodem naukowej kontrowersji dotyczącej efektów globalnego ocieplenia. Czy ono jest rzeczywiście globalne, skoro we wschodniej Antarktydzie jest lodu coraz więcej?

 

No więc jest, czy nie jest?

– Rytm zmian wywołanych ruchem wirowym Ziemi i jej położeniem wobec Słońca wykazuje m.in. wyraźną okresowość rzędu 20 tys. lat. Okazuje się, że ok. 20 tys. lat temu mieliśmy na półkuli północnej ostatnie zlodowacenie, które objęło także Polskę północną.

Ok. 10 tys. lat temu nastąpił wyraźny wzrost promieniowania słonecznego na tej półkuli, lądolód się stopił. I należałoby spodziewać się, że w najbliższych dwóch tysiącach lat przyjdzie następne ochłodzenie. Wskazuje na to rozszerzanie się od 3–4 tys. lat obszarów zmarzliny, zmiana gatunków w lasach mieszanych, pochód na południe drzew iglastych.

 

Tymczasem obserwujemy zjawisko odwrotne, krzywa temperatur rośnie.

– Ocieplanie się klimatu Ziemi jest faktem i na nim opiera się rozmaite scenariusze zmian. Według jednych średnia temperatura roku w ciągu stulecia może wzrosnąć o niecały jeden stopień Celsjusza, według innych nawet o 4 stopnie. Teorie te zakładają także wzrost intensywności zdarzeń ekstremalnych w wyniku zakłóceń w cyrkulacji atmosfery, wywołanych m.in. przez działalność człowieka. W Europie obserwujemy np. częstsze niż dawniej inwazje powietrza arktycznego, a bezpośrednio potem gorącego powietrza zwrotnikowego. Pytanie tylko, czy to ocieplenie to zaledwie jakiś mikrorytm obejmujący np. setki lat, po których trend się odwróci i zacznie się to oczekiwane ochłodzenie? A może zawinił człowiek i to nie tylko ten współczesny? Pojawiła się hipoteza, że wzrost ilości metanu i dwutlenku węgla w atmosferze nastąpił nie w ostatnich dziesięcioleciach, ale trwa już od okresu neolitu.

 

Czyli że wzrost ilości gazów cieplarnianych to zjawisko stare jak świat, związane z ingerencją człowieka neolitycznego w przyrodę, z karczowaniem przez niego lasów, uprawą ziemi.

– I że to zjawisko od tysięcy lat nakłada się na rytm zmian wywołanych ruchem orbitalnym Ziemi. Niewykluczone, że wpływ działalności człowieka jest tak przemożny, że w ogóle zahamował na najbliższe tysiące lat trend w kierunku ochłodzenia. Nie wiemy także, czy próby ograniczenia zanieczyszczeń i emisji gazów cieplarnianych, mające ograniczyć globalny wzrost temperatury, pustynnienie, tajfuny, susze i powodzie, nie spowodują przyspieszenia tego naturalnego ochłodzenia. Wiele zagadek wciąż stoi przed nami. By je rozwiązać, potrzebna jest współpraca specjalistów z dziedziny nauk o Ziemi, nauk ścisłych, biologicznych, rolniczych.

(...)

Rozmawiał Sławomir Mizerski

 

PROF. LESZEK STARKEL

(74 l.), geograf (geomorfologia, paleografia czwartorzędu), członek rzeczywisty PAN. Ma na swym koncie ponad 300 publikacji naukowych. Koordynator i uczestnik wielu międzynarodowych projektów badawczych z dziedziny geomorfologii. Jego koncepcja dotycząca zmian rzeźby Europy w okresie polodowcowym weszła do literatury światowej w latach 60. Członek m.in.: Polskiej Akademii Umiejętności, Polskiego Tow. Geograficznego, Królewskiego Tow. Fizjogeograficznego w Lund (Szwecja), British Quarternary Association, Academia Europea, New York Academy of Sciences.

 

 

 www.wp.pl

2008-08-30 (11:30)

NIESPOTYKANE ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE NAD POLSKIM MORZEM

Nad wodami Bałtyku w pobliżu plaż Ustki i Jarosławca przeszły w piątek późnym wieczorem trąby powietrzne. Były doskonale widoczne na tle ciemnych chmur burzowych. Podobne zjawiska jak dotąd nie występowały nad polskim morzem.

(...)

Jednak - jak niedawno przekonywali specjaliści z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej - Polska musi się przygotować, że ekstremalne zjawiska atmosferyczne będą się zdarzać coraz częściej. Wszystko z powodu zmian klimatycznych.

(zel)

 

 

„WPROST” 32/33(1285), 12-19.08.2007 r. NAUKA / ZDROWIE

PLAGA ŁOSOSIOWA

FARMY RYBNE TO WYLĘGARNIE CHORÓB I PASOŻYTÓW

Jeśli rybne farmy gruntownie się nie zmienią, czyste i obfitujące w ryby morza przejdą do historii. Hodowla owoców morza i ryb (zwana akwakulturą) miała się przyczynić do wzmocnienia ochrony naturalnych zasobów oceanów. Dzieje się odwrotnie – akwakultura stanowi dla nich dodatkowe zagrożenie. Rybołówstwu grozi więc potężny kryzys, gdyż oceany przestały być bezdenną spiżarnią.

 

RYBA PRZEMYSŁOWA

W Atlantyku Północnym, jednym z najbardziej przetrzebionych akwenów, popularnych fląder, dorszy, morszczuków, tuńczyków jest sześciokrotnie mniej niż sto lat temu. Tymczasem popyt na białko rośnie na całym świecie. Dlatego tak wielkie nadzieje wiązano z hodowlą ryb.

Co druga ryba, która trafia na stół, pochodzi z hodowli. Akwakultura jest najszybciej rosnącą gałęzią światowej gospodarki – co roku jej produkcja zwiększa się o ponad 10 proc. Tempo jej rozwoju to fenomen, gdyż wiąże się z udomowianiem nowych gatunków. Proces, który na lądach trwał 11 tys. lat, w morzach przebiega niemal na naszych oczach. W ostatnim stuleciu zaczęto hodować 430 gatunków (w ostatniej dekadzie – 107), co stanowi 97 proc. hodowanych obecnie wodnych organizmów. Niestety, to sukces pozorny – naukowcy coraz głośniej przestrzegają, że ta rewolucja przyspiesza trzebienie dzikich gatunków i zagraża środowisku.

 

TUCZENIE TUŃCZYKA

Na wyhodowanie 1 kg łososia, tuńczyka, dorsza czy krewetek trzeba przeznaczyć 2-5 kg innych ryb – sardyn, śledzi, makreli i innych niewielkich gatunków o tłustym mięsie. Według prof. Daniela Pauly’ego z University of British Columbia, to się po prostu nie opłaca, gdyż produkcja białka zwierzęcego wcale nie rośnie, lecz maleje. Ponadto duże farmy ryb produkują ścieki niczym małe miasto. Co to oznacza, można zobaczyć w Chile, gdzie eksport łososi przynosi rocznie 1 mld dolarów. W rejonach, w których koncentruje się hodowla, na wodzie unoszą się resztki ryb, zwierzęcego tłuszczu i paszy sojowej. W czasie odpływu zanieczyszczenia osiadają na plażach, które zwyczajnie cuchną. Tajlandia, światowy potentat w eksporcie krewetek, ma 25 tys. farm tych skorupiaków. Ceną za zysk z hodowli krewetek jest księżycowy krajobraz dominujący w przybrzeżnym pasie lądu. Drzewa mangrowe obumarły, a na szarej, spopielałej ziemi nic nie rośnie. To skutek odprowadzania ścieków z farm krewetek, które powodują wysokie zasolenie gleby i wody. Z podobnymi zniszczeniami muszą się liczyć Brazylia, Indie, Ekwador oraz południowe regiony Stanów Zjednoczonych.

 

ZMORA HODOWCÓW

W hodowlach choroby i pasożyty szerzą się niczym pożar. Zmorą jest tajemnicza choroba zwana zakaźną anemią łososi (ISA – infectious salmon anemia). Chore ryby mają krwawe plamy, wzdęte brzuchy, i wolno się poruszają. Z powodu ISA w Szkocji w latach 1998-1999 wybito wszystkie ryby hodowane w promieniu 25 mil od centrum epidemii (straty szacowano na 32 mln dolarów). W 1999 r. ISA kosztowała Norwegię 11 mln dolarów, a Kanadę – 14 mln dolarów.

Hodowcy próbują się chronić przed stratami, dodając do paszy i wody leki. Niektóre ze stosowanych antybiotyków łatwo przenikają do środowiska. W 2006 r. w dostarczanych do Europy krewetkach z Tajlandii i Wietnamu odkryto nitrofuran – antybiotyk mający działanie rakotwórcze. Podobne praktyki odkryto w Chinach. W lipcu 2007 r. amerykańska Food & Drug Administration ogłosiła wstrzymanie transportów hodowlanych ryb z tego kraju., bowiem często zawierają nielegalne w USA substancje – poza nitrofuranem również zieleń malachitową, fiolet gencjanowy oraz fluorochinolony.

Chore lub zaatakowane przez pasożyty ryby zagrażają dzikim gatunkom. Zdarza się, że hodowlany narybek ucieka na pełne morze, gdy zagrodę z siatki uszkodzą sztorm lub drapieżniki. Wszy morskie – pasożytnicze skorupiaki z gatunków Caligus elongatus i Lepeophtheirus salmonis żywiące się tkankami żywych ryb – to prawdziwa plaga okolic, w których się hoduje łososie. Niewielka w porównaniu z wyrośniętą rybą wesz jest dla narybku jak 25-kilogramowa pijawka dla dorosłego człowieka. W Irlandii ten pasożyt przyczynił się niemal do całkowitej likwidacji populacji pstrągów. Poza tym ryby uciekające z hodowli będą konkurować o pokarm i miejsca rozrodu z żyjącymi wolno gatunkami. Mogą się też krzyżować z dziką populacją i przekazywać jej osłabione geny.

 

RATUNEK W MAŁŻACH

Spośród 220 gatunków ryb i innych organizmów hodowanych na skalę przemysłową najmniej szkodzą środowisku małże. Omułki i ostrygi są filtratorami wody. Zastrzeżeń nie budzą także farmy raków. W Chinach te skorupiaki rosną razem z ryżem na zalanych wodą polach. Równie nieszkodliwe są słodkowodne roślinożerne ryby – karp, tilapia i sum.

Prowadzone są prace nad nowymi metodami hodowli. Dobre efekty dają eksperymenty prowadzone w Kanadzie na University of New Brunswick. W zbiornikach z łososiami są umieszczane małże i listownica cukrowa – glony o kilkumetrowych liściach. To bardzo wydajne połączenie, gdyż zanieczyszczające środowisko odpady z hodowli łososia są wykorzystywane jako pokarm przez inne organizmy. Okazuje się, że towarzystwo ryb dobrze służy i małżom, i glonom, które w takich warunkach bardzo szybko rosną.

 

Eksperci zalecają, by hodowla odbywała się w zbiornikach o litych ścianach, które odgrodzą hodowlę od otaczającej wody i pozwolą kontrolować ścieki. Inna propozycja to podwodne kamery monitorujące tempo żerowania ryb, by niepotrzebnie nie dosypywać karmy.

Ewa Nieckuła ( e.nieckula@wprost.pl )

 

 

„POLITYKA” nr 34 (2617), 25.08.2007 r.

SZPULA Z ULA!

Pszczoły znikają. Jest ich coraz mniej. Jeśli nic się nie zmieni, ucierpi na tym nie tylko przyroda, ale także gospodarka.

Pszczoły mają ciężkie życie. Klasa robotnicza pszczół żyje w przymusowym celibacie, zaś pszczelarze przywłaszczają sobie ciężko wypracowany przez nie miód. Na dodatek regularnie nękają je śmiertelne zarazy. Na początku XX w. pasożytniczy roztocz świdraczek pszczeli spowodował masowy pomór pszczół na całych Wyspach Brytyjskich. Od pełnej zagłady pszczoły uratował w latach 20. brat Adam, mnich z Opactwa Buckfast, któremu udało się wyhodować odporną na świdraczka krzyżówkę. W Ameryce – która pracy pszczół w dużej mierze zawdzięcza swą dzisiejszą potęgę – w 1987 r. pojawił się inny niszczycielski azjatycki roztocz Varroa destructor, który wcześniej zaatakował Europę. Kiedy już się wydawało, że warroza, której jest sprawcą, została opanowana, w styczniu 2007 r. z zachodu Stanów Zjednoczonych nadeszły złowrogie wieści o tajemniczym i masowym znikaniu całych pszczelich rojów. Dla podkreślenia wagi tego zjawiska nadano mu uczoną nazwę Colony Collapse Disorder (w skrócie CCD).

 

Ameryka kocha pszczoły

Warto zrobić historyczną dygresję, która pozwoli lepiej zrozumieć amerykańską wrażliwość na losy pszczół. W artykule „Ameryka odkryta i stracona”, opublikowanym w majowym numerze amerykańskiego wydania „National Geographic”, Charles C. Mann opisuje rewolucyjne zmiany, jakie w miejscowym środowisku naturalnym spowodował napływ do Ameryki europejskich osadników. Przyrodniczo było to dla nich obce środowisko, toteż „przetworzyli go w miejsce, które mogli zrozumieć. Czyniąc to, przypuścili na Północną Amerykę kompleksowy ekologiczny atak”.

 

W tej bitwie, która doprowadziła do dewastacji dawnego środowiska, szczególnie zasłużonymi żołnierzami (poza malarią i innymi sprowadzonymi z Europy patogenami) były pospolite europejskie pszczoły. Pierwsze roje przywieziono do Ameryki na początku 1622 r. do kolonii Jamestown. Produkując miód dokonywały jednak znacznie ważniejszej rzeczy – zapylały posadzone przez osadników drzewa owocowe i inne rośliny użytkowe, które bez pomocy tych owadów nie przynosiłyby plonów. Z czasem pszczoła stała się zwiastunem inwazji europejskich osadników. Kiedy stopniowo przemieszczali się na nowe tereny – pisał w 1782 r. autor „Listów amerykańskiego farmera” Jean de Crevecoeur – widok pierwszej zbłąkanej pszczoły „zasiewał smutek i konsternację w sercach Indian”.

 

Choć dziś, blisko 400 lat od przybycia pszczół europejskich na kontynent amerykański, gospodarka Stanów Zjednoczonych w znacznie mniejszym stopniu opiera się na rolnictwie i hodowli, ich wkład w dochód narodowy kraju jest nadal duży. Roczna produkcja miodu warta jest 200 mln dol., co stanowi niewielki ułamek ich gospodarczej wartości. Ale od zapylania przez pszczoły zależy 90 proc. amerykańskiej produkcji jabłek, czarnych jagód, cebuli i brokułów, 27 proc. pomarańczy, a migdałów bez nich w ogóle nie dałoby się uprawiać. Według szacunków departamentu rolnictwa, około jedna trzecia całkowitej produkcji żywności roślinnej w Stanach Zjednoczonych wymaga współudziału pszczół i – jak oświadczył pod koniec czerwca minister rolnictwa Mike Johanns – całkowite ich wyginięcie spowodowałoby straty ekonomiczne sięgające 75 mld dol. rocznie.

 

Trzecia po komarze

Zważywszy na gospodarcze znaczenie pszczół, nie można się dziwić, że od dawna interesują się nimi uczeni. Ostatnio ciekawią genetyków. W 2001 r. utworzono w USA konsorcjum z kilku wielkich instytucji naukowych. Jego zadaniem było odczytanie kodu genetycznego pszczoły. Wśród owadów jest ona trzecim gatunkiem, jaki spotkało to wyróżnienie. Wyprzedziły ją: muszka owocowa oraz przenoszący malarię komar i był to wybór dość oczywisty. Zainteresowanie pszczołą, obok motywacji ekonomicznej, miało także uzasadnienie czysto poznawcze. Jest ona gatunkiem o złożonej strukturze społecznej i rozszyfrowanie jej genów mogłoby rzucić pewne światło na kwestię genetycznego uwarunkowania skomplikowanych zachowań. Pierwsze ustalenia na temat jej genomu opublikowano w ubiegłym roku i choć na głębszą analizę trzeba będzie poczekać, to, czego już się dowiedzieliśmy, jest interesujące.

 

Po pierwsze, w porównaniu z komarem i muszką owocową ewolucja pszczoły odbyła się wolniej. Może to mieć związek z jej udomowieniem, które wyeliminowało wiele środowiskowych stresów przyspieszających selekcję. Co więcej, genom pszczoły zawiera pewne odpowiedniki ważnych genów, które – jak dotąd sądzono – pojawiły się dopiero u ssaków. Czyżby jej skłonność do współpracy z ludźmi wynikała z pewnego genetycznego powinowactwa? W sumie genom jej zawiera 236 mln par nukleotydów, czyli jest ponaddziesięciokrotnie uboższy od genomu człowieka (ok. 3 mld) i składa się z 10 tys. genów. Jak twierdzą naukowcy, 163 z tych genów koduje receptory zapachu, a jedynie 10 receptory smaku. Pszczoły kierują się więc raczej „nosem” niż „językiem”. Ich historia jest zadziwiająco podobna do historii gatunku ludzkiego, ponieważ, jak twierdzą badacze, gatunek ten powstał w Afryce i rozprzestrzenił się w Europie drogą co najmniej dwu wielkich migracji.

 

Porzucona królowa

Poznanie pszczelego genomu nie zbliżyło nas jednak na razie do rozwiązania zagadki obecnego pomoru amerykańskich pszczół. Wspomniany na wstępie fenomen objawia się w ten sposób, że z uli znikają niespodziewanie wszystkie dorosłe pszczoły nie pozostawiając po sobie trupów, natomiast porzucając dorastające w plastrach potomstwo i dobrze zaopatrzone magazyny żywności – a także bezradną królową-matkę. Przyczyny tej nagłej dezercji pozostają zagadką i na ten temat wysunięto wiele, karkołomnych niekiedy, hipotez. W kręgu podejrzeń jest wyczerpanie źródeł pokarmu, pestycydy, roztocza, grzybica bądź inne niezidentyfikowane patogeny, genetycznie zmodyfikowane rośliny uprawne, a nawet fale elektromagnetyczne generowane przez telefonię komórkową. Aż dziw bierze, że nie ma na tej liście efektu cieplarnianego...

 

W 1994 r. liczba dzikich pszczół zmniejszyła się o 98 proc. W tym samym czasie liczba uli utrzymywanych przez pszczelarzy zmniejszyła się o połowę i winę za to ponosiła wspomniana warroza. Obecny kryzys spowodowany przez CCD ma jakoby jeszcze bardziej apokaliptyczne proporcje. Doniesienia o znikaniu rojów dotarły już z co najmniej 24 stanów. Podobne raporty napływają także z Polski, Grecji, Włoch, Portugalii i Hiszpanii, choć brak potwierdzenia, że dotyczą one tego samego zjawiska.

 

Trupy po roju

Tymczasem, jak donoszą pszczelarze z Arizony, odporność na CCD wykazują pszczoły afrykańskie. Nie wiadomo, czy jest to wiadomość dobra czy zła. W połowie minionego stulecia 26 królowych-matek tego gatunku sprowadzono do badań naukowych z Tanzanii do Brazylii, gdzie w 1957 r. uciekły z laboratorium i zaczęły powoli migrować na północ. Wędrując, afrykańskie pszczoły krzyżują się z pszczołami europejskimi i przekazują im cechy, jakim zawdzięczają swą niepochlebną reputację. Są one, na przykład, znane z tego, że jeśli opiekujący się ich ulem pszczelarz zbyt często je niepokoi, cała kolonia pakuje się i odlatuje w nieznane. Co jednak ważniejsze, są one bardziej agresywne, a trasa ich przelotu przez Południową i Środkową Amerykę usłana jest ludzkimi trupami. Do dziś od ich żądeł zginęło około tysiąca osób. W Meksyku w latach 1988–1995 zanotowano 175 śmiertelnych przypadków użądleń.

 

Pierwsza afrykańska pszczoła przekroczyła granicę Stanów Zjednoczonych w 1990 r. Dziś zafrykanizowane pszczoły zadomowiły się już we wszystkich południowych stanach, od Kalifornii do Florydy, i zabiły ok. 20 osób. Nawet gdyby uznać, że jest to nieuchronna cena za ich usługi zapyleń, nie wiadomo, czy mogą one zrekompensować ewentualną utratę pszczoły europejskiej. Nie są równie jak ona pracowite i znacznie mniej odporne na niskie temperatury panujące na dużej części terytorium USA.

 

Na razie nie pozostaje nic innego, jak łudzić się nadzieją, że pogłoski o katastrofie CCD są przesadzone. Nie wszystko jeszcze stracone – amerykańskie pszczoły, jak doniosła na początku marca światowa prasa, cieszą się pełnym zrozumieniem i poparciem Hillary Clinton, prawdopodobnego kandydata Partii Demokratycznej na prezydenta Stanów Zjednoczonych...

Krzysztof Szymborski

 

 

„WPROST” nr 29, 18.07.2004 r.

KOMAR Z WYROKIEM ŚMIERCI

WIRUS ZACHODNIEGO NILU, KTÓRY WYWOŁAŁ EPIDEMIĘ W AMERYCE, DOTARŁ JUŻ DO POLSKI

(...) – Zarazek zaatakował już niektóre wróble i mazurki schwytane na skraju Puszczy Kampinowskiej w podwarszawskich Łomiankach – twierdzi prof. Józef Knap, doradca Głównego Inspektora Sanitarnego. Podobnie było pod koniec lat 90. w USA, gdzie najpierw masowo padały ptaki i zwierzęta, głównie konie, a dopiero potem wirus przeniósł się na ludzi. Od tej pory krąży we wszystkich stanach USA i w Kanadzie. Wniknął do krwioobiegu ponad 300 tys. Amerykanów, ponad 4 tys. osób zachorowało, a 240 chorych zmarło. Czy tak samo będzie w Polsce?

(...)

W Europie wirus zadomowił się już w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, we Włoszech i w Rumunii, gdzie zachorowało prawie 1,5 tys. osób, a 50 zmarło. Pojedyncze przypadki zachorowań odnotowano również u niemal wszystkich naszych sąsiadów: w Czechach, na Słowacji, Ukrainie i Białorusi.

Groźny wirus prawdopodobnie przeniosły do Polski ptaki migrujące z regionów tropikalnych. Od nich zaraziły się miejscowe...

(...)

Zarazki roznoszą głównie komary, a także meszki , muchówki, kleszcze - stawonogi, które żywią się zarówno krwią ptaków, jak i ssaków.

(...)

W Polsce nie prowadzi się na razie żadnych badań sprawdzających, czy chorzy na zapalenie opon mózgowych i mózgu byli zainfekowani wirusem gorączki Zachodniego Nilu, tymczasem aż 80 proc. tego typu zakażeń przebiega bezobjawowo. Okres wylęgania się choroby trwa 2-10 dni, a dolegliwości przypominają objawy grypy, z narastającą gorączką, dreszczami, ogólnym rozbiciem, bólami głowy i nieżytem żołądkowo-jelitowym. (...) Niektóre zainfekowane osoby mają objawy polio z ostrym porażeniem mięśni. Od 5 do 15 proc. osób dotkniętych gorączką umiera na skutek powikłań.

EBOLA W EUROPIE?

Do tej pory większość arbowirusów atakowała gęsto zaludnione tereny w krajach Trzeciego Świata, zwłaszcza położone w strefie międzyzwrotnikowej. Wzrost temperatury w ostatnich latach sprawił, że przenoszące śmiertelne choroby owady znajdują odpowiednie warunki do życia tam, gdzie dotychczas było im zbyt chłodno. Rozprzestrzenianiu się wirusów i pasożytów sprzyjają też coraz częstsze podróże oraz sprowadzanie zwierząt i roślin z egzotycznych zakątków świata.

 

We Włoszech zidentyfikowano pochodzącego z Azji komara tygrysiego, który przenosi wirusy powodujące zapalenie mózgu i gorączkę denga. Na Bałkany, do basenu Morza Śródziemnego i Morza Czarnego oraz na Węgry dotarła przenoszona przez kleszcze tzw. gorączka Krym-Kongo, która wywołuje silne wymioty, biegunkę i krwotoki. Jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ można się nią zarazić od człowieka.

 

Poza strefą zwrotnikową pojawiła się również choroba denga, która występuje już w ponad 100 krajach i coraz szybciej przesuwa się na północ. Niedawno pierwszy raz pojawiła się na Hawajach. Według WHO, wirus tan zagraża 40 proc. ludzi na świecie. Leiszmaniozę trzewną można „przywieźć” z południa Włoch. W naszym kraju z objawami tej choroby do lekarzy trafia około 10-20 osób rocznie.

- Do Polski może powrócić malaria, ponieważ jest u nas dużo jej przenosicieli - komarów z rodzaju Anopheles, które wylęgają się m.in. w pobliżu lotniska Gdańsk-Trójmiasto - podkreśla dr Beata Biernat.

Malarią może nas zarazić komar, który dostał się do Polski w samolocie, lub rodzimy widliszek, który nakarmił się krwią turysty wracającego ze strefy tropikalnej. W Europie w ostatnich 20 latach zarejestrowano 64 przypadki tej choroby. Za kilka lat większość ludzi będzie narażona na choroby tropikalne, nawet na wywoływaną przez wirus Ebola wyjątkowo groźną gorączkę krwotoczną.

Monika Florek

 

 

 www.interia.pl

ZAATAKUJĄ NAS NOWE, TROPIKALNE CHOROBY

W związku ze zmianami klimatu już niedługo chorować będziemy na choroby charakterystyczne dla cieplejszych stref klimatycznych.

 

O zagrożeniach z tym związanych rozmawiali eksperci z całej Europy na dwudniowym spotkaniu Europejskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) w Sztokholmie. - Musimy zdawać sobie sprawę z istniejącego ryzyka - apeluje Reanaud Lancelot z francuskiego instytutu CIRAD.

 

Chodzi głównie o choroby przenoszone przez wektory, czyli organizmy będące "transporterem" dla źródła zakażenia jak na przykład komary. - W najbliższym czasie przypadki zachorowań na takie choroby jak kleszczowe zapalenie mózgu czy gorączka chikungunya zaczną występować w niespotykanych dotąd liczbach i w miejscach, gdzie dotychczas ich nieodnotowywano - stwierdza Zsuzsanna Jakab, przewodnicząca ECDC.

 

Ocieplenie klimatu nie jest tutaj jedynym winowajcą. Liczba zachorowań wzrasta też w wyniku procesów globalizacji. Ludzie podróżują coraz więcej a z nimi jeżdżą po świecie zarazki.

 

Przykładem może być przypadek z zeszłego roku, gdy podróżnik zarażony gorączką chikungunya w Indiach został ugryziony przez komara we Włoszech i zapoczątkował wybuch epidemii, w wyniku której na tę chorobę zachorowało 250 osób.

 

Komar, który ugryzł podróżnika, nie był takim samym komarem jaki spotykamy u nas, tylko bardziej ciepłolubną odmianą. Ta pojawiła się we Włoszech dopiero niedawno. Nasz rodzimy, europejski komar nie przenosi tej choroby.

 

- Najbardziej prawdopodobne scenariusze zmian klimatu przewidują, że w wielu regionach Europy będzie coraz cieplej i wilgotniej. Oprócz chikungunya możemy spodziewać się przybycia gorączki Zachodniego Nilu, dengi czy goraczki doliny ryftowej - dodaje Jakab.

 

Kleszczowe zapalenie mózgu, najgroźniejsza w Europie infekcja atakująca centralny ośrodek nerwowy, drastycznie rozszerzy zakres występowania. - Widać to już w statystykach. W przeciągu 30 lat mamy 400-procentowy wzrost zachorowań na te chorobę - mówi Jakab.

 

Jak się bronić? - Musimy być przygotowani na możliwość wystąpienia nowych, niespotykanych chorób. Lekarze muszą wiedzieć, jak je rozpoznać, by móc zapobiec wybuchowi epidemii.

Tłum. ML

Źródło informacji: INTERIA.PL/AFP

 

 

www.wp.pl

22.10.2008

MASOWE WYMIERANIE GATUNKÓW

Na naszej planecie odbywa się kolejne, szóste wielkie wymieranie roślin i zwierząt. Dlatego należy się zastanowić, które gatunki są szczególnie cenne przyrodniczo i zintensyfikować wysiłki w celu ich ochrony - piszą biolodzy w tygodniku naukowym "Proceedings of the National Academy of Sciences".

 

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara są zdania, że w ciągu kilkunastu-kilkudziesięciu lat z powierzchni Ziemi zniknie około 50 proc. gatunków roślin i zwierząt. Naukowcy twierdzą, że na skutek zmian ekologicznych nasza planeta stanęła w obliczu wielkiego wymierania, przypominającego to, które 65 mln lat temu, po uderzeniu w Ziemię meteorytu, unicestwiło dinozaury.

 

"Obecne wymieranie to skutek działalności człowieka - zabetonowania planety, produkowania zanieczyszczeń i robienia wielu innych rzeczy" - mówi współautor badań Bradley J. Cardinale z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara. - "Ziemia może stracić nawet połowę gatunków w ciągu naszego życia. Chcemy wiedzieć, które z nich zasługują na najwyższy priorytet ochrony".

 

Naukowcy prowadzili międzynarodowe badania koncentrujące się na ekosystemach łąk. Ich zdaniem organizmy najważniejsze w ekosystemie to te, które są najbardziej wyjątkowe genetycznie. Powinny one znaleźć się na szczycie listy gatunków chronionych.

 

Zespół badaczy przeanalizował wyniki 40 badań dotyczących ekosystemów łąkowych i trawiastych z obszaru całego świata. Naukowcy zrekonstruowali historię ewolucyjną 177 gatunków roślin kwitnących.

Naukowcy doszli do wniosku, że pewne rośliny są ważniejsze od innych w stabilizowaniu i podtrzymywaniu funkcjonowania ekosystemu. Rośliny te są zarazem wyjątkowe genetycznie.

 

Jak wyjaśnia Marc W. Cadotte z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, obserwowane obecnie znikanie jaskra, który jest wyjątkowy ewolucyjnie, jest większą stratą dla ekosystemu niż stokrotki lub słonecznika - ponieważ są one ze sobą blisko spokrewnione genetycznie.

 

Najnowsze badania dowodzą, że system ekologiczny, w którym jest mniej gatunków roślin, produkuje mniejszą ilość biomasy. Mniej biomasy oznacza, że mniej dwutlenku węgla zostanie przechwycone z atmosfery i mniej tlenu zostanie wytworzone. Wpłynie to też na załamanie łańcuchów pokarmowych, ponieważ mniej pokarmu będą miały zwierzęta roślinożerne.

(PAP) krx/ tot/

 

 

www.interia.pl

Poniedziałek, 27 października (06:21)

NAJWIĘKSZA ZAGŁADA OD CZASÓW DINOZAURÓW

Człowiek jest odpowiedzialny za największą zagładę gatunków od czasów wyginięcia dinozaurów. W ciągu ostatnich 35 lat biodywersyfikacja zmniejszyła się o 35 proc., jak wykazują najnowsze badania - czytamy w dzienniku "Polska".

 

Ustalenia te znajdą się prawdopodobnie w ostatnim raporcie dotyczącym życia zwierząt i roślin na świecie, stworzonego przez organizację WWF (dawniej: World Wide Fund for Nature).

 

Autorzy ostrzegają, że bezwzględna eksploatacja środowiska naturalnego przez ludzkość tworzy niemożliwy do utrzymania "dług ekologiczny".

 

W ciągu ostatnich 35 lat zniknęło więcej gatunków niż na przestrzeni ostatnich 300. Wśród najbardziej znanych jest delfin z rzeki Jangcy. W ubiegłym roku stał się on pierwszym dużym kręgowcem od ponad 50 lat, który oficjalnie wyginął.

 

Raport to ostatnia z serii analiz, z których płyną równie ponure wnioski. Na początku tego miesiąca Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody opublikowała swoją Czerwoną Listę zagrożonych gatunków, ujawniając przy tym, że jedna czwarta gatunków ssaków zagrożona jest wyginięciem.

 

- To destrukcja na wielką skalę. Jeżeli nie podejmiemy jakichś naprawdę drastycznych kroków i decyzji politycznych, to tempo strat będzie tylko rosło - mówi profesor Kerry Turner, dyrektor departamentu nauk ekologicznych na Uniwersytecie Wschodniej Anglii.

 

Indeks WWF Living Planet, stanowiący podstawę raportu, który zostanie opublikowany w tym tygodniu, śledzi trendy populacyjne wśród ponad 1,8 tys. gatunków ssaków, ryb, ptaków, płazów i gadów. Ocenia również "ekologiczny odcisk" człowieka na naszej planecie.

 

Pomiędzy rokiem 1970 a 2005 liczba gatunków lądowych spadła o 25 proc., gatunków morskich o 28 proc., a słodkowodnych o 29 proc. W przeszłości takie szacunki próbowały po prostu wyliczyć listę gatunków zagrożonych wyginięciem, ale obecnie próbuje się ocenić takie straty także w kategoriach ekonomicznych. Dla przykładu niszczenie lasów tropikalnych w celu pozyskania tarcicy może przynieść krótkoterminowe zyski producentom drewna, ale zagładzie ulega źródło, z którego, gdyby je zostawić w spokoju, cała planeta mogłaby czerpać w nieskończoność.

 

W maju konferencja ONZ na temat biodywersyfikacji ostrzegła, że niszczenie żywych zasobów naturalnych - w tempie czterech gatunków w ciągu godziny - będzie do 2010 roku kosztować około 440 mln funtów, a w 2050 roku sięgnie 11 mld funtów.

 

Osobne szacunki pokazują, że ludzkość konsumuje 25 proc. zasobów naturalnych więcej, niż planeta jest w stanie odtworzyć.

 

Zużywamy zasoby naturalne w takim tempie, że gdyby to odtworzyć w skali globalnej, to światową populację musiałyby wspierać trzy planety. - Wchodzimy w fazę masowej zagłady gatunków, która nie ma precedensu od milionów lat. Nasze konsumpcyjne społeczeństwo po prostu odmawia przyjęcia tego do wiadomości - mówi Tony Juniper, działacz ekologiczny i były dyrektor organizacji Friend of the Earth.

 

W tym roku uznano już za gatunki wymarłe mniszkę antylską i ropuszkę pomarańczową, będącą narodowym symbolem Panamy. Ostatni czarny nosorożec zachodnioafrykański padł martwy w lipcu 2006 roku. Wyginął, ponieważ jego sproszkowany róg jest w Chinach uważany za afrodyzjak.

 

W Wielkiej Brytanii liczba zwierząt chronionych prawem wzrosła w ciągu 10 lat z 454 do 1149.

Źródło informacji: INTERIA.PL/Polska

 

 

www.wp.pl

sobota, 00:10 13.09.2008

"RZECZPOSPOLITA": GENETYCZNA KUKURYDZA ROBI FURORĘ

"Rzeczpospolita" pisze, że genetycznie zmodyfikowana kukurydza robi furorę w Polsce. Rolnicy obchodzą dotyczące jej zakazy, a powierzchnia upraw zmodyfikowanej żywności w naszym kraju wzrosła dziesięciokrotnie.

 

Dziennik dodaje, że polscy rolnicy masowo kupują nasiona kukurydzy GMO za granicą. W ten sposób obchodzą zakaz sprzedaży genetycznie modyfikowanego materiału siewnego, który od dwóch lat obowiązuje w Polsce.

 

Oficjalne dane Polskiego Związku Producentów Kukurydzy pokazują, że w ubiegłym roku w Polsce było około 320 hektarów upraw transgenicznych. Ze wstępnych szacunków producentów nasion wynika, że w tym roku powierzchnia ta przekroczyła w Polsce 3 tysiące hektarów.

 

"Rzeczpospolita" pisze, że sprzedające ziarno koncerny biotechnologiczne działają zgodnie z prawem: reklamują swoje odmiany kukurydzy zawierającej technologię MON 810, dopuszczoną do upraw w krajach Unii Europejskiej. Jednocześnie informują rolnika, że nie sprzedają tych nasion w Polsce, ale można je bez problemu kupić w Czechach, Niemczech czy na Słowacji.

Więcej na ten temat w "Rzeczpospolitej"

 

 

„NEWSWEEK” nr 37, 18.09.2005 r.

BIOLOGICZNE SZPIEGOSTWO

Na świecie produkuje się setki ton morderczych zarazków. Jest tylko kwestią czasu, kiedy użyją ich terroryści.

 

NEWSWEEK: Kilkanaście dni temu u 96 mieszkańców Niżnego Nowgorodu stwierdzono groźną chorobę tularemię.

Rozgłośnia Echo Moskwy twierdzi, że to z laboratoriów wojskowych "wyciekła" broń biologiczna. Czy pana zdaniem epidemia mogła być wywołana przez zarazki hodowane sztucznie?

ALEKSANDER KUZMINOW: - Moja kariera oficera rosyjskiego wywiadu biologicznego nauczyła mnie podejrzliwości wobec takich epidemii. Niewyjaśnione choroby ludzi i zwierząt, jak infekcja nieznanym wirusem SARS w Chinach i Hongkongu dwa lata temu, która rozszerzyła się niemal na cały świat, epidemie pryszczycy w Anglii w 2001 roku, kongijskiej gorączki krwotocznej w rejonie Rostowa w Rosji sześć lat temu czy gorączki zachodniego Nilu nad Wołgą są albo rezultatami eksperymentów z tajną bronią biologiczną, albo przypadkowej ucieczki zarazków preparowanych w laboratorium.

 

Czy epidemia SARS - ostrej niewydolności oddechowej, która przeraziła świat w 2003 roku, mogła być rzeczywiście efektem manipulacji biologicznych w tajnych laboratoriach?

- Zdaniem prof. Siergieja Kolesnikowa, członka Rosyjskiej Akademii Nauk Medycznych, SARS został stworzony sztucznie. Kolesnikow uważa, że skład genetyczny tego mikroba jest kombinacją dwóch dobrze znanych wirusów, których naturalne połączenie jest niemożliwe. Dokładne analizy próbek tego wirusa przeprowadzone w amerykanskim Centrum Kontroli Chorób i opublikowane w czasopiśmie medycznym "New England Journal of Medicine" wskazują, że wirus SARS nie jest spokrewniony z żadnym ze znanych wirusów ludzkich ani zwierzęcych. Musiał zostać skonstruowany w laboratorium.

 

To oznacza, że zakazane konwencją biologiczną eksperymenty nad groźnymi zarazkami trwają w najlepsze.

- Już w połowie lat 80., kiedy rozpoczynałem swoją karierę w KGB, mieliśmy cały morderczy arsenał. Szczepy śmiertelnych wirusów Eboli, przywiezione z Afryki,

zarazki ospy czarnej pochodzące z Indii, pałeczki tularemii, nieistniejące w naturze, zmodyfikowane genetycznie przez amerykańskich biologów, a wprowadzone do wyposażenia bojowego armii radzieckiej. Posiadaliśmy śmiertelnie niebezpieczne wirusy Marburg wywołujące gorączkę krwotoczną ze wschodniej Afryki, "przerobione" odpowiednio przez naukowców niemieckich. W 1990 r. zaakceptowano je jako broń do użytku wojsk radzieckich. Nie sądzę, aby z niej później zrezygnowano.

Dwa lata temu Ken Alibek, jeden z szefów radzieckiego programu wojny bakteriologicznej, powiedział w wywiadzie: "W latach 90. tej broni było tak wiele, że aby nad wszystkim zapanować, mieliśmy specjalny kod ich nazewnictwa. L1 oznaczało dżumę, L2 tularemię, L3 brucelozę, L4 wąglik, L5 nosaciznę itd. Od litery N zaczynały się z kolei nazwy śmiertelnych wirusów". Ken Alibek jest obecnie doradcą rządu USA do spraw bioobrony.

 

A pan jaką rolę pełnił w radzieckim KGB?

- Zajmowałem się szpiegostwem biologicznym w ściśle tajnym departamencie, stanowiącym część tak zwanego Dyrektoriatu Operacji Specjalnych. Do zadań tego

departamentu należało planowanie i przygotowywanie aktów terroru biologicznego, przeprowadzanie ich w wypadku konfliktu militarnego o dużej skali lub podczas wojny biologicznej. Moim szczególnym obowiązkiem było zdobywanie informacji o badaniach biologicznych najpierw w krajach Europy Zachodniej, a następnie także w innych państwach świata. Organizowałem sieć tzw. nielegalnych wywiadowców. Byli to obywatele Związku Radzieckiego działający poza krajem, mieli fałszywe nazwiska i życiorysy. Specjaliści w dziedzinie mikrobiologii, medycyny, genetyki.

 

Co było ich zadaniem?

- Wszystko, co mogło pomóc w wyprodukowaniu i doskonaleniu radzieckiej, a później rosyjskiej broni biologicznej. Ważne były informacje o prowadzonych eksperymentach, przysyłane szczepy niebezpiecznych zarazków, preparaty biotrucizn, raporty na temat szczepionek, programów bioobrony w różnych krajach itd.

 

A jaki był wynik tych szpiegowskich zabiegów?

- Związek Radziecki był jedynym krajem na świecie, który mógł rozpocząć i wygrać globalną wojnę biologiczną. Radzieckie Biuro Polityczne rozpatrywało swego czasu decydujące uderzenie na kraje zachodnie przy użyciu broni bakteriologicznej, jako sposób ostatecznego rozwiązania problemu równowagi sił na świecie.

 

Na świecie produkuje się setki ton morderczych zarazków. Jest tylko kwestią czasu, kiedy użyją ich terroryści. Co się zmieniło od tamtej pory?

- W laboratoriach wojskowych nie przechowuje się już tylko zwykłych morderczych wirusów i bakterii, ale także ich genetycznie zmodyfikowane wersje.

Pałeczki wąglika rozsyłane w Stanach Zjednoczonych w formie białego proszku po atakach al-Kaidy we wrześniu 2001 r. na Nowy Jork zostały tak zmienione, że stały się oporne na większość leków i antybiotyków. Zamachowcy wyposażyli je też w geny powodujące hemolizę, pękanie czerwonych ciałek u zakażonych ofiar.

 

Takie genetycznie modyfikowane wirusy to broń przyszłości?

- Kolejne rewolucje w genetyce dają nowe możliwości konstruowania broni, wobec których ludzie będą bezradni. Badania nad genomem człowieka posłużyły na przykład do wyodrębnienia specjalnych genów odpowiedzialnych za płeć, rasę, kolor skóry. Informacje te posłużyły do opracowania broni genetycznej, zwanej również etniczną. W sierpniu 2002 r. podejrzenie użycia broni etnicznej wywołała epidemia dziwnej grypy w kilku prowincjach Madagaskaru. Specjalny zespół medyczny Organizacji Narodów Zjednoczonych został wówczas zaalarmowany tym, że epidemia rozprzestrzeniła się tylko wśród osób z jednej grupy etnicznej.

Podobny przypadek miał miejsce na początku lat 90. w rejonie Nowego Meksyku w Stanach Zjednoczonych. Działo się to w pobliżu Fortu Wingate, stanowiącego placówkę armii amerykańskiej testującej nową broń biologiczną. Wybuchła tam tajemnicza choroba przypominająca ostre schorzenie dróg oddechowych. Ofiary umierały po dwóch dniach. Żaden lek nie mógł im pomóc. Najdziwniejszą cechą tej choroby był fakt, że atakowała tylko mężczyzn średniego wzrostu z plemienia Indian Navajo.

 

Czy to rzeczywiście możliwe?

- Niestety tak, a zdolność do sprowadzania zarazy tylko na wybrane ofiary pokazuje też przykład ukraiński. Na kilka lat przed wydarzeniami w Nowym Meksyku zapadały na dziwną grypę Ukrainki, ale tylko niebieskookie z jasnymi włosami, poniżej 14 lat. Symptomy były identyczne jak u Indian Navajo: wysoka temperatura, trudności z oddychaniem, halucynacje i śmierć.

Według raportu Brytyjskiego Stowarzyszenia Medycznego z ubiegłego roku broń etniczna działająca wybiórczo, tylko na ludzi o wybranych genach, może być wyprodukowana na dużą skalę w ciągu zaledwie kilku lat. Może też spowodować, że stare powiedzenie "śmierć nie wybiera" przestanie być aktualne. Bioterroryści wszczepią morderczym zarazkom coś w rodzaju kompasu, który je skieruje tylko do wybranych ofiar, oszczędzi zaś twórców broni.

 

Brytyjskie służby bezpieczeństwa dowiedziały się niedawno od pana, że rosyjscy szpiedzy w czasach zimnej wojny ukryli w Wielkiej Brytanii pojemniki z morderczymi zarazkami. W lipcu tego roku Brytyjczycy uzyskali informacje, że broń ta może zostać użyta podczas szczytu G8 przeciw przywódcom ośmiu najbogatszych państw świata, obradującym właśnie wówczas w Szkocji. Miał pan coś wspólnego z tym szpiegowskim desantem?

- Mówiąc ogólnie, doradzałem swego czasu w wyborze celów, których destrukcja byłaby najbardziej bolesna dla krajów zachodnich. Prowadziłem też ocenę miejsc, gdzie można te pojemniki zmagazynować. Nie tylko w Europie, ale też np. w Australii. Celami miały być między innymi zbiorniki wody pitnej, magazyny żywności, szczepionki, fabryki farmaceutyczne i biologiczne.

 

Według gazety "The Sunday Times" kontrwywiad brytyjski został ostrzeżony, że niektórzy z dawnych agentów KGB sprzedali al-Kaidzie informacje o miejscach ukrycia pojemników z bronią. Co pan o tym myśli?

- Od 10 lat nie jestem w służbie rosyjskiego wywiadu. Nie wiem, czy współcześni terroryści uzyskali dostęp do pojemników z zarazkami dzięki szpiegom rosyjskim.

 

Czy istnieje realna groźba terrorystycznego ataku biologicznego w Europie lub w Stanach Zjednoczonych?

- Nie wykluczam takiego rozwoju wypadków. I tu, i tam działają tajne grupy

terrorystyczne gotowe do użycia broni bakteriologicznej. Możliwość taką bierze też pod uwagę rząd USA. Po atakach na World Trade Center i Pentagon we wrześniu 2001 r. w USA dramatycznie zwiększono wydatki na bioobronę. Do roku 2001 przeznaczano na ten cel ze środków federalnych mniej niż miliard dolarów rocznie, po zamachach wydatki te urosły 22-krotnie, a w przyszłym roku mają już być 30 razy większe niż przed 5 laty. To robi wrażenie.

 

Zrezygnował pan z kariery w rosyjskich służbach wywiadowczych pod koniec 1994 roku. Dlaczego po 10 latach od opuszczenia Rosji zdecydował się pan ujawnić swoją przeszłość?

- Głównym powodem, dla jakiego napisałem "Biological Espionage", była potrzeba powiedzenia ludziom, jak wielkim niebezpieczeństwem jest bioterroryzm i niekontrolowane eksperymenty z zarazkami, które mogą służyć jako broń ofensywna.

 

Sądzi pan, że można się obronić przed bioterroryzmem?

- Nie istnieje skuteczna obrona przed atakiem terrorystycznym.

Nie sposób go wcześniej przewidzieć.

Jako były oficer wywiadu jestem przekonany, że tylko dobrze funkcjonujące siatki szpiegowskie mogą penetrować organizacje terrorystyczne i udaremniać ich

działania.

Współpracą takich służb wywiadowczych powinna kierować jedna organizacja międzynarodowa. Potrzebna jest też nowa konwencja, która czyniłaby bioterroryzm przestępstwem kryminalnym ściganym we wszystkich krajach. W przeciwnym wypadku możemy być wkrótce świadkami ataku z użyciem broni biologicznej, przeprowadzonego w taki sposób, by uzyskać dramatyczny efekt polityczny i spowodować masowe ofiary w ludziach.

 

 

– CZYŻ NIE ODNOSZĄ PAŃSTWO WRAŻENIA, IŻ PRZYRODA ZACZĘŁA SIĘ BRONIĆ PRZED LUDZKIM PASOŻYTEM?!

 

 

„WPROST” nr 13(1061), 2003 r.

ATAK MIKROBÓW

W KAŻDEJ CHWILI MOŻE DOJŚĆ DO WYBUCHU EPIDEMII NA SKALĘ AIDS

Zarazek wywołujący ciężkie zapalenie płuc w ciągu kilku tygodni przedostał się z Hongkongu i Wietnamu do Australii, Europy i Ameryki Północnej. W Holandii na fermie drobiu pięć osób zaraziło się występującą do tej pory wyłącznie w Azji ptasią grypą. W Azji, Australii i Ameryce Południowej z wyjątkową siłą wybuchła epidemia dengi, gorączki krwotocznej. W Kongo panika ogarnęła mieszkańców prowincji Brazzaville, gdzie w ciągu dwóch miesięcy ponad 80 osób zmarło na gorączkę krwotoczną wywołaną przez wirus Ebola.

W ostatnich dziesięcioleciach nie zdarzyło się, by w tak krótkim okresie pojawiło się tak wiele niepokojących infekcji w różnych regionach świata. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), w ostatnich kilku latach zidentyfikowano ponad trzydzieści nowych, bardzo agresywnych chorób zakaźnych. Niebezpieczne stają się zarówno nowe zarazki, takie jak wywołujące chorobę szalonych krów priony, jak również mutacje dawno - wydawało się - poskromionych drobnoustrojów, na przykład wirusów żółtaczki.

 

ZABÓJCZE MUTANTY

- Nie ma wygasających zakażeń i epidemii, ciągle powstają ich nowe odmiany - mówi dr Andrzej Kotłowski z Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni. Przykładem jest rozprzestrzeniający się od kilku tygodni po świece wirus wywołujący atypowe zapalenie płuc (SARS, Severe Acute Respiratory Syndrom). Wstępne badania w Hongkongu, Europie i USA wykazały, że prawdopodobnie jest to mutant tzw. paramiksowirusów. Tego typu zarazki powodują zakażenia i stany zapalne dróg oddechowych, m.in. świnkę, odrę i zapalenie przyusznic, czasami również zapalenie opon mózgowych. Wciąż powstają ich nowe odmiany. Jedną z nich jest wirus Nipah, który przed trzema laty wywołał epidemię ostrego zapalenia mózgu i układu oddechowego w Malezji i Singapurze. Zarazek zaatakował najpierw ptaki i świnie, a potem przeniósł się na ludzi. W ciągu kilku miesięcy zachorowało 265 osób, 105 chorych zmarło. W 2000 r. okazało się, że ten patogen jest spokrewniony z wirusem Hendra, który w latach 1994--1995 uśmiercił w Australii

15 koni oraz ich dwóch trenerów.

Wirusy SARS - wywołujące atypowe zapalenie płuc - mogą być kolejną odmianą paramiksowirusów, tym razem rozprzestrzeniającą się wyłącznie między ludźmi. Wiadomo, że pierwsze ognisko epidemii tej choroby pojawiło się już w listopadzie ubiegłego roku w Chinach. W lutym tego roku pochodzący z południa Chin profesor medycyny (jego nazwiska nie ujawniono) prawdopodobnie przeniósł zakażenie do Hongkongu. W hotelu Metropole, gdzie przebywał, atypowym zapaleniem płuc zaraziło się sześć osób, m.in. siedemdziesięcioośmioletnia kobieta, która na początku marca zmarła w Kanadzie.

 

RZEŹ W HOLANDII

- Zarazek powodujący atypowe zapalenie płuc nie wywoła występującej na kilku kontynentach pandemii, bo nie jest tak groźny jak wirus grypy - mówi Andrzej Gładysz, krajowy konsultant ds. zakażeń. Takiego zagrożenia nie stwarza na razie również ptasia grypa. W lutym trzydziestotrzyletni mężczyzna zmarł w Hongkongu na tę odmianę grypy, którą zaraził się na fermie kur. W marcu epidemia choroby wybuchła na fermach drobiu w Holandii. Mimo natychmiastowego odizolowania zaatakowanych wirusem hodowli wykryto prawie 40 nowych ognisk zakażenia, m.in. w Belgii (w pobliżu granicy z Holandią). Aby zapobiec szerzeniu się epidemii, Holendrzy wybili ponad milion kurczaków.

Na razie nie ma śmiertelnych ofiar ptasiej grypy wśród Europejczyków. Gdyby jednak doszło do skrzyżowania się wirusów atakujących ptactwo i ludzi, a nadal trwa sezon grypowy, mogłaby powstać nowa, wyjątkowo groźna odmiana tego zarazka. - Wirus grypy tak bardzo potrafi się mutować, że jest nieobliczalny - twierdzi prof. Lidia Brydak, szef Krajowego Ośrodka ds. Grypy Państwowego Zakładu Higieny. - Najbardziej obawiamy się nowej mutacji wirusa, który może wywołać pandemię grypy, zapowiadaną od ponad trzydziestu lat - mówi dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Zdrowia w Warszawie.

 

INWAZJA GORĄCZKI KRWOTOCZNEJ

Zmiany klimatyczne i dewastacja środowiska sprzyjają rozprzestrzenianiu się chorób tropikalnych na półkuli północnej. Denga występuje już w stu krajach i coraz bardziej przesuwa się z południa na północ. Według WHO, wirusem dengi zaraziło się 40 proc. populacji świata. Podobnie może się rozprzestrzeniać malaria i wirus Ebola.

Lekarze wykryli w ubiegłym roku przypadek malarii u zatrudnionego na lotnisku Heathrow pod Londynem. Podobno nigdy nie był w żadnym kraju, gdzie występuje ta choroba. David Sanders z Perdue University w stanie Indiana odkrył, że wirus Ebola może być przenoszony przez ptaki! Jeśli jego podejrzenia się potwierdzą, niebezpieczna gorączka krwotoczna może się przenieść z Afryki na inne kontynenty.

W każdej chwili może dojść do wybuchu nowej epidemii, nawet tak groźnej jak AIDS - ostrzega Światowa Organizacja Zdrowia. Zagrożenie stwarza rozprzestrzeniający się od dwóch lat w Ameryce Północnej wirus Zachodniego Nilu. Badania Centrum Kontroli Chorób w Atlancie wykazały, że zarazek wywołujący objawy podobne do grypy i zapalenia mózgu może być przenoszony zarówno przez komary, jak i skażoną krew - podobnie jak HIV!

Wirus Zachodniego Nilu po raz pierwszy wykryto przed 65 laty w Ugandzie. Nie wiadomo, dlaczego nagle pojawił się w USA. Podejrzewa się, że wniknął już do krwiobiegu ponad 300 tys. Amerykanów. Do tej pory zachorowało około 4 tys. osób, a prawie 240 zmarło. W Ontario w Kanadzie zmarła kobieta zakażona wirusem po transfuzji krwi. W stanie Georgia w USA zostało zakażonych czterech chorych, którym przeszczepiono narządy pobrane od zainfekowanej wirusem ofiary wypadku drogowego (jeden z biorców organów zmarł, a pozostali byli leczeni z powodu ostrego zapalenia mózgu).

 

LARM DLA POLSKI

Już ponad pół miliona Polaków jest zainfekowanych nową odmianą żółtaczki typu C. Zagrożeniem są również oporne na antybiotyki szczepy prątków Kocha, rozprzestrzeniające się w Rosji. - To bomba z opóźnionym zapłonem - twierdzi prof. Kazimierz Roszkowski, dyrektor Instytutu Gruźlicy w Warszawie. Jego zdaniem, oporna na leczenie gruźlica może się u nas pojawić w ciągu kilku lat. Jeszcze większym niebezpieczeństwem jest dla nas epidemia AIDS w Rosji, na Ukrainie i Białorusi. WHO prognozuje, że do 2010 r. na AIDS umrze nawet milion Rosjan!

 

NIEPOKOJĄCE OBJAWY

Pierwsze symptomy atypowego zapalenia płuc pojawiają się w ciągu 2-7 dni od zakażenia i przypominają przeziębienie lub grypę. Skutkiem zakażenia jest ciężka niewydolność oddechowa, grożąca śmiercią.

* gorączka powyżej 38°C

* trudności w oddychaniu (płytki oddech)

* kaszel

* bóle głowy

* sztywność mięśni

* brak apetytu

* biegunka

 

ŚMIERCIONOŚNE ZAKAŻENIA

Prawie 20 mln ludzi co roku umiera na choroby zakaźne. Najwięcej osób uśmiercają zakażenia dróg oddechowych, głównie zapalenie płuc - z tego powodu rocznie umiera ponad 4 mln chorych, w tym około miliona dzieci. Cholera, tyfus i czerwonka zabijają co roku 3,1 mln ludzi, AIDS prawie 2,5 mln, malaria 2 mln (głównie w Afryce).

1976 Wirus Ebola wywołuje w Zairze pierwszą epidemię gorączki krwotocznej

 

1986 W Wielkiej Brytanii zostaje wykryta choroba szalonych krów (BSE), wywoływana przez priony

 

1981 Centrum Kontroli Chorób w Atlancie poinformowało o wykryciu w USA pierwszych pięciu przypadków AIDS

 

1998 Wirus Nipah wywołuje epidemię zapalenia mózgu wśród mieszkańców Malezji i Singapuru

 

1999 Pierwsze w Nowym Jorku przypadki groźnej gorączki powodowanej przez wirus Zachodniego Nilu

 

2003 W Hongkongu i Wietnamie wybucha epidemia atypowego zapalenia płuc

 

Zbigniew Wojtasiński

 

 

„WPROST” nr 13(1061), 2003 r.

BIOHORROR

ROZMOWA Z KENEM ALIBEKIEM, DORADCĄ RZĄDU AMERYKAŃSKIEGO DS. BIOOBRONY, BYŁYM SZEFEM PROGRAMÓW WOJNY BAKTERIOLOGICZNEJ W ZSRR

Bożena Kastory: W Związku Radzieckim kierował pan produkcją najgroźniejszych bakterii: dżumy, tularemii, brucelozy, wąglika, a także zarazków ospy oraz wirusów Marburg, Ebola i innych, które miały być użyte przeciw Ameryce.

Ken Alibek: To prawda. Rozmnażaliśmy w laboratoriach tony zarazków. W latach 80. tej broni było tyle, że stosowaliśmy specjalny tajny kod, by nad wszystkim zapanować. L1 oznaczało dżumę, L2 - tularemię, L3 - brucelozę, L4 - wąglika, L5 - nosaciznę itd. Broń zawierająca wirusy zaczynała się od litery N: N1 - ospa, N2 - wirus Ebola, N3 - Marburg, N4 - Machupo...

Kilkanaście lat temu pewnie nie przypuszczał pan, że stanie się doradcą Amerykanów w sprawie zwalczania skutków tej broni?

- Nie mogłem tego przewidzieć. Gdy dziesięć lat temu przyjechałem do USA, miałem jasny cel: powiedzieć o rosyjskim programie broni biologicznej i pomóc w zrozumieniu rozmiarów tego zagrożenia.

Kiedy zdecydował pan, by - zamiast produkować nowe zabójcze szczepy - zająć się obroną przed nimi?

- Gdy w Związku Radzieckim pracowałem nad bronią biologiczną, częścią mojego zajęcia było też studiowanie możliwości bioobrony. Nie była więc to dla mnie zupełnie nowa dziedzina.

Pana specjalnością jest wąglik, patogen, który w ubiegłym roku rozsyłano w Stanach Zjednoczonych w listach. Kilka osób wówczas zmarło. Czy zakażenie wąglikiem można zwalczać antybiotykami?

- Tak, trzeba jednak pamiętać, że zwykle upływa pewien czas między zakażeniem a pojawieniem się objawów choroby. Im później zastosuje się leki, tym mniejsze są szanse przeżycia. Bakterie atakują węzły chłonne i w ciągu kilku godzin zajmują cały układ limfatyczny. Stamtąd przedostają się do krwiobiegu i zaczynają wydzielać toksyny atakujące wszystkie organy. Wywołują szok w organizmie, śmierć komórek, krwotoki. Wówczas już przed wąglikiem ucieczki nie ma. Dlatego potrzebne są zupełnie inne metody działania.

Myśli pan o szczepionkach?

- Szczepionki są dobrym rozwiązaniem dla pewnych grup - wojska czy służb medycznych. Nie sposób jednak szczepić wszystkich przeciw wszyst-kim możliwym patogenom. Moim zdaniem, nie należy zaczynać od zwalczania poszczególnych bakterii i wirusów, które mogą się stać narzędziem ataku terrorystycznego, ale od zwiększenia możliwości obronnych ludzkiego układu odpornościowego. Mamy przecież armię limfocytów, które tropią i niszczą obce białko. Można też użyć przeciwciał atakujących wybrane wirusy czy bakterie. Można również zastosować pewne czynniki hamujące wewnętrzne krwotoki i w ten sposób zwiększyć szanse przeżycia.

Czy te środki terapeutyczne są już dostępne na rynku? Można je kupić w aptekach?

- Nie, ale są w trakcie zaawansowanych badań. Problem polega na tym, że w ciągu wielu lat nikt nie uważał wąglika za realną groźbę. Na świecie zdarza się zaledwie od 100 do 500 zgonów rocznie z powodu tej choroby. Nie sądzono, by ten patogen był wykorzystany jako broń masowej zagłady.

Jest pan głównym naukowcem firmy Hadron Advanced Biosystems, zajmującej się bioobroną. Czego dotyczą te prace?

- Opracowaliśmy środek, który jest połączeniem antybiotyków i pewnych specyficznych ludzkich przeciwciał niszczących wąglika. Jego zastosowanie wydatnie zmniejsza śmiertelność z powodu tej choroby. Wykazaliśmy też, że pewne naturalne substancje aktywne w organizmie podczas procesów zapalnych czy zakażeń mogą, odpowiednio stymulowane, chronić przed skutkami ataku ospą.

To pan uświadomił Amerykanom, jak groźny może być teraz wirus ospy, zwłaszcza po wykorzenieniu tej choroby na całym świecie.

- Kiedy przyjechałem do USA, nikt tu nie wierzył, że ospa może być wykorzystana jako broń masowego rażenia. Udało mi się przekonać władze, że robią ogromny błąd i że wirus ospy jest produkowany w ogromnych ilościach.

Czy sądzi pan, że zawsze będzie istniała przepaść między tempem produkowania nowych zabójczych szczepów drobnoustrojów a opracowywaniem sposobów obrony przed nimi?

- Powiedziałbym tak: jeśli kilka lat temu była to różnica 15-20 lat, obecnie wynosi ona 25-30 lat.

Dlatego że tak wielu naukowców konstruuje zmienione genetycznie patogeny w celach terrorystycznych?

- Powód jest nieco inny. Jeśli będzie się próbowało zapewnić skuteczniejszą obronę tylko przez nowe szczepionki, ten dystans się nie zmniejszy. Samymi szczepionkami nigdy nie zapewnimy wszystkim ochrony przed tyloma różnymi chorobami. Jeśli natomiast postawimy na okresowe wzmocnienie zdolności obronnych naszego układu odpornościowego, możemy ten wyścig wygrać.

Czy sądzi pan, że Saddam Husajn wykorzysta swoje zapasy śmiertelnych wirusów i bakterii w tej wojnie?

- Trudno to przewidzieć. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że zrobią to grupy terrorystyczne, które otrzymały tę broń wcześniej od Husajna. Mogą jej użyć w trakcie wojny lub natychmiast po jej zakończeniu. Jeśli tak się stanie, czeka nas prawdziwy biohorror.

Wywiad przeprowadziła Bożena Kastory

 

KEN ALIBEK

Urodził się w 1950 r. w Kazachstanie jako Kanatjan Alibekow. Ukończył Instytut Medyczny w Tomsku. Doktorat otrzymał za badania nad dżumą i tularemią i za opracowanie technologii wytwarzania wąglika na skalę przemysłową. Był szefem wielu programów produkcji broni biologicznej w ZSRR. Jako zastępca dyrektora Biopreparatu, instytucji nadzorującej te prace, kierował wytwarzaniem ton zabójczych drobnoustrojów. Był odpowiedzialny za 40 zakładów i laboratoriów produkujących tę broń. W 1992 r. uciekł do USA. Pracował dla CIA. Jest doradcą rządu amerykańskiego ds. bioobrony, profesorem Uniwersytetu George'a Masona i prezesem firmy Hadron Advanced Biosystems, Inc. pracującej nad nowymi sposobami obrony przed atakami bioterrorystycznymi.

 

 

CZY WYGINIEMY?!

Najprawdopodobniej tak. A z jakiego powodu? No cóż, ponieważ jesteśmy równie pomysłowi co bezmyślni więc możliwości jest dość sporo, np. można do tego celu wykorzystać, świadomie, bądź bezwiednie, bezmyślnie (np. z powodu wirusów komputerowych), nanotechnologie. Kolejne zagrożenie to manipulowanie genami (przerabianie, udoskonalanie nas (uzależnianie od sztucznej manipulacji)...), oraz wpływ na nie sztucznymi zapłodnieniami (normalnie, naturalnie, partnerzy mający spłodzić potomstwo odbierają różne bodźce - informacje o partnerze - wzrokowe, zapachowe, werbalne; intelektualne, uczuciowe i inne, w tym doświadczenia; proces zapłodnienia przebiega zupełnie inaczej – naturalnie). Tak więc możemy to zrobić również b. inteligentnie...

Dodajmy też wpływ m.in. na geny tzw. leków i innych substancji. Trzeba też dodać skutki totalnego zatrucia środowiska, następnie wprowadzenie jakichś mikroorganizmów (np. z laboratoriów), skutki wojny. I inne możliwości. Tak więc szanse przeżycia naszego rozumnego... gatunku są niewielkie. A dlaczego takiego „...” rozumnego. Ano dlatego, iż nie chroni nas przed tym... rozumny dobór partnerów płodzących potomstwo - pozytywna selekcja - i w wyniku tego przybywa ludzi o niskim potencjale (...) – rośnie ich - i tak zawsze ogromny - udział w degeneracji, destrukcji! Stąd należałoby uzupełnić, czy przeredagować nazwę naszego gatunku na homo sapiens destruktus. Przeżyją nas za to „durne” robaki, szczury itp. (już są b. odporne na różne toksyny, spore dawki promieniowania).

Dodajmy jeszcze margines społeczny, czyli ludzi religijnie okaleczonych, różne gnojstwo, któremu religia umożliwia prosperowanie kosztem innych, a w przyszłości będą mogli wykorzystywać do manipulowania (w zasadzie religia wówczas nie będzie już im potrzebna) nowe technologie, techniki oddziaływania na psychikę, chemicznie, biologicznie, nanotechnologie i inne, w tym jeszcze nieznane.

PS

Trudno oczekiwać, iż ludzie nieświadomi, trwacze sami się zorganizują i przekażą władzę odpowiednim ludziom; podobnie od ludzi nieodpowiednich iż ustąpią...

Tak więc, zanim wyginiemy, będziemy się jeszcze wcześniej długo męczyć.

 

 

 

ZMIANY KLIMATYCZNE – ZAGŁADA ŻYCIA

 

 http://www.sciaga.pl/tekst/70052-71-rola_co2_i_so2_w_zaburzeniu_rownowagi_ekologicznej_w_atmosferze_i_skutki_tego

ROLA CO2 I SO2 W ZABURZENIU RÓWNOWAGI EKOLOGICZNEJ W ATMOSFERZE I SKUTKI TEGO ZJAWISKA

Szybki rozwój przemysłu i motoryzacji oraz związany z tym gwałtowny wzrost zużycia surowców energetycznych (węgiel, gaz ziemny, ropa naftowa) spowodowały zmiany w składzie powietrza. Samochody zatruwają je spalinami i związkami ołowiu. Kominy cementowni, hut, elektrowni i elektrociepłowni wypuszczają w powietrze trujące pyły i dymy. Wybuchy wulkanów i zmniejszanie się obszarów leśnych powodują wzrost ilości dwutlenku węgla i trującego tlenku węgla. Spalanie zsiarczonego tlenku kamiennego powoduje tworzenie się w powietrzu dwutlenku siarki, który rozpuszcza się w wodzie deszczowej i lako szkodliwy ,,kwaśny deszcz” spada na Ziemię, niszcząc roślinność i zabytkowe budowle. Obrazuje to równanie SO2 + H2O = H2SO3 SO3 + H2O = H2SO4 . Kwaśne deszcze niszczące środowisko przyrodnicze, powstają również w pobliżu zakładów azotowych, jeśli niedokładnie oczyszczone gazy, zawierające dwutlenek azotu, przedostaną się do atmosfery. Tak więc woda deszczowa bardzo często wykazuje odczyn lekko kwaśny. Mgła i śnieg bywają często bardziej kwaśne niż deszcz. Jeśli pH wody deszczowej osiąga wartość 4, stanowi to podstawę do ogłoszenia katastrofy ekologicznej. W zakwaszonych zbiornikach wodnych ginie plankton, zniszczeniu ulega flora i fauna. Kwaśny deszcz, spadając na ziemię wsiąka w glebę powodując jej zakwaszenie. Woda jest pobierana przez korzenie roślin. Następuje zniszczenie tkanek roślin, uszkodzenie aparatów szparkowych, wstrzymanie procesu fotosyntezy. Niszczone są zarówno trawy, mchy, płatki kwiatów, jak i drzewa liściaste i iglaste. Liście drzew pobierają więc kwas z chmur i mgły, która otacza korony drzew.

Oceany są zlewem dla całej naszej planety, wszystko, co dostało się do atmosfery, zostaje spłukane do rzek i jezior, a w końcu trafia do morza. Ponadto do mórz wpływają potoki ścieków i zanieczyszczeń chemicznych, co w pewnych przypadkach powoduje masowe ginięcie ryb i ptaków morskich.

Kwaśne opady powodują nie tylko niszczenie flory i fauny, lecz również korozję metali i ich stopów, niszczenie pomników, elewacji budynków, materiałów budowlanych zawierających związki wapnia (zaprawę murarską). Kwaśne opady mogą powstawać niekoniecznie w miejscach, w których zanieczyszczenia były emitowane. Zanieczyszczenia mogą być przenoszone z wiatrem na duże odległości nawet ponad granicami państw. Taki transport nazywamy transgranicznym przenoszeniem zanieczyszczeń atmosfery i jest on problemem międzynarodowym. Szacuje się, że w naszym kraju ok. 50% zanieczyszczeń gazowych pochodzi z sąsiednich państw.

Przy omawianiu zanieczyszczeń środowiska należy zwrócić uwagę na zjawiska, które wpływają na klimat i zmieniają warunki życia w biosferze. Należy do nich tzw. efekt cieplarniany. Jest on spowodowany głównie wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Szczególnie gwałtowny wzrost stężenia tego gazu nastąpił w latach pięćdziesiątych XX w. Ogromne ilości spalanych przez człowieka spalin m.in. z elektrowni, ze spalin samochodowych, spalanie paliw kopalnych (węgla, oleju, ropy), wycinanie drzew spowodowały wyraźny wzrost zawartości CO2 w powietrzu. Warstwa tego gazu działa jak dach w szklarni- wprawdzie przepuszcza światło słoneczne, które ogrzewa Ziemię i wody, ale nieużyta część tego promieniowania nie może z powrotem trafić poza atmosferę. Dzieje się to wg. następującego schematu: promieniowanie słoneczne docierające do powierzchni Ziemi emituje promieniowanie, które w dużym stopniu jest pochłaniane przez atmosferę, energia przekazana atmosferze jest przez nią wypromieniowywana gł. z powrotem w stronę Ziemi, częściowo w przestrzeń kosmiczną. Efekt cieplarniany wzmagają inne gazy, zwane cieplarnianymi, np. metan. Wskutek gromadzenia się promieniowania cieplnego mogą nastąpić zmiany klimatu. Niepokojące jest systematyczne ocieplanie się klimatu Ziemi. W XIX–XX w. Średnia globalna temperatura powietrza w latach 1890–1985 wzrosła od 0,2°C w strefie okołorównikowej do 5°C w strefie polarnej podczas zimy. W Europie (i Polsce) coraz cieplejsze są przede wszystkim zimy. Na przykład w Warszawie temperatura zimy wzrasta o 1°C na 100 lat, a temperatura lata tylko o 0,1 °C.

Obliczono, że całkowite stopnienie lodów najmniejszego kontynentu spowodowałoby podniesienie poziomu mórz o 65 m. Ponadto lody Grenlandii podwyższyłyby lustro wody o dalsze 7 m. Stopnienie lodowców himalajskich, indyjskich i alpejskich dałoby wzrost poziomu wód o 35 cm. Ponad siedemdziesięciometrowy przybór wód oceanu światowego zmieniłby kształt linii brzegowych kontynentów i wysp. Wszystkie mapy trzeba byłoby rysować od nowa. Dla krajów nadmorskich oznaczało to by pochłonięcie olbrzymich terenów przez wodę. Z obliczeń wynika, że podniesienie lustra wody o 1 m zatopi 17% powierzchni gęsto zaludnionego Bangladeszu. Do krajów najbardziej zagrożonych nalezą ponadto: Egipt, Indonezja, Maledywy, Mozambik, Pakistan, Senegal. Tajlandia, Gambia. Zmienią się warunki życia roślin i zwierząt. Wiele gatunków może wyginąć. Obecnie poziom wód wzrasta 3 mm rocznie i tempo tego procesu zwiększa się. Za 200-500 lat wody oceanu światowego mogą podnieść się nawet o 6 m. Wzrost średniej temperatury powietrza już w najbliższym czasie może wywołać zmiany klimatyczne, powodujące m.in. zakłócenia w wegetacji roślin i obniżenie wód gruntowych. Wycinanie lasów, a zwłaszcza ogromnych połaci dżungli, sprzyja powstawaniu efektu cieplarnianego, gdyż zielone rośliny, przyswajają dwutlenek węgla z powietrza i mogą, chociaż w pewnym stopniu zapobiec katastrofie. Aby opóźnić przewidywane skutki efektu cieplarnianego, ważne jest, byśmy pamiętali, że oszczędność energetyki to nie tylko zmniejszenie wydatków. Ważne jest także ograniczenie zużycia węgla w przemyśle energetycznym i zahamowanie wzrostu CO2, gdyż gaz ten jest odpowiedzialny za przegrzanie naszej planety.

 

 

 http://www.sciaga.pl/tekst/64538-65-skutki_efektu_cieplarnianego

SKUTKI EFEKTU CIEPLARNIANEGO

Najgroźniejszym z przewidywanych skutków efektu cieplarnianego jest globalne ocieplenie klimatu. Może spowodować to podwyższenie poziomu morza na kuli ziemskiej, które zostaną zasilone wodami z topniejących lodów i lodów polarnych (ocieplenie o 5 stopni Celsjusza wystarczy by roztopić lody Grenlandii i Antarktydy i podnieść poziom mórz o 60-75 metrów od poziomu dzisiejszego). Obliczono, że ilość wody powstałej po stopieniu lodów Grenlandii i Antarktydy wystarczy w zupełności, aby zalane zostały: Londyn, Hamburg, Kopenhaga i Sztokholm, Wenecja, Padwa, większość obszaru Belgii, prawie cała Holandia i Dania, ogromne obszary Bangladeszu, a w przypadku Polski zniknąłby Szczecin, Koszalin, Słupsk, większość Gdyni i Gdańska, Malbork, Elbląg, a nawet Grudziądz. To "tylko" niektóre z wielu miejsc, które wspólnie tworzą nasz Świat, lecz mogą w wyniku efektu cieplarnianego, będącego skutkiem naszej działalności, zniknąć pod wodą.

Drugą poważną konsekwencją ocieplania się Ziemi jest tzw. wędrówka stref klimatycznych to znaczy przesunięcie stref w kierunku bieguna. Wraz ze strefami przemieszczą się charakterystyczne dla danego klimatu opady. Przewiduje się, że całkowite opady na kuli ziemskiej zwiększą się, o 10-15 %, ale zachwiana cyrkulacja powietrza spowoduje zmniejszenie opadów nad kontynentami. Na przykład obecną strefę śródziemnomorską obejmie sucha strefa zwrotnikowa. Zmiana temperatur nawet o 2-3 stopnie oznacza również zmianę warunków występowania wielu gatunków roślin, a co za tym idzie wymarcie na niektórych terenach i zastąpienie ich miejsca przez inne gatunki.

Wszystkie te zjawiska przebiegały w historii Ziemi nieustannie, ale ich czas trwania liczył dziesiątki tysięcy lat - teraz chodzi o jedno stulecie, podczas którego z powodu podwojenia się poziomu dwutlenku węgla w atmosferze (nastąpi to w 2030 roku) średnia temperatura Ziemi wzrośnie o 1- 5 stopni Celsjusza, co spowodować może zwiększenie obszarów pustyń, stepów i sawanny, zalanie wielkich obszarów, migrację gatunków. Na pytanie o przyszłość klimatu nie możemy udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Z zestawienia faktów wynika, ze działalność ludzka w dostrzegalny sposób wpływa na klimat naszej planety. Dalsza emisja gazów cieplarnianych może spowodować wzmożenie efektu cieplarnianego prowadzącego do zmian klimatu w skali globalnej, przede wszystkim do podniesienia temperatury powietrza i zmian w bilansie wodnym.

Podsumowując skutki efektu cieplarnianego już teraz wprowadzają bardzo niepokojące zmiany w klimacie całego Świata. Jednak ekstremum tego zjawiska powinno nastąpić w najbliższym 50-cioleciu. Wtedy skutki mogą być katastrofalne: może nastąpić zalanie poważnych obszarów na całej Ziemi, mogą zwiększyć się obszary pustynne, stepy i sawanny. Może dojść to tego, iż tam, gdzie obecnie ziemie są żyzne, będziemy zmuszeni uprawiać kukurydzę. Jednak za 50 lat będzie już za późno, aby cokolwiek zmienić, uratować. Takie działania należy podjąć już dziś, a nawet teraz jest za późno. Niezbyt optymistyczna jest myśl, że wskutek rozwoju ludzkości Nasza Planeta będzie przypominała krajobraz z Marsa.

Dlatego należy natychmiast zacząć działać i rozwinąć już podejmowane działania prowadzące do ratowania Świata.

 

 

 http://www.klimatdlaziemi.pl/

PODNOSZENIE SIĘ POZIOMU OCEANÓW

Podnoszeniu się poziomu wody towarzyszy wzmożone występowanie sztormów i huraganów. Występując razem, zjawiska te stanowią ogromne zagrożenie dla wysp i rejonów nabrzeżnych.

 

Wyspy koralowe są najbardziej zagrożonymi rejonami. Wynika to zarówno z ich małych rozmiarów, jak i niewielkiej wysokości nad poziomem oceanu. Przykładowo, na Wyspach Marshalla średnia odległość między oceanem i laguną wynosi tylko 50 m. Z kolei maksymalna wysokość nad poziomem morza popularnych turystycznie Maledywów to jedynie 3 metry...

 

Przykładem rejonu zagrożonego katastrofą jest Bangladesz. Prawie połowę kraju stanowią delty takich rzek jak Brahmaputra, Ganges, czy Meghna. Większa część powierzchni jest równinna z niewielkimi wzniesieniami nad poziom morza. Na południu średnie wysokości to 1-2 m n.p.m. Częste tajfuny już teraz powodują śmierć wielu ludzi i powodzie. W roku 1970 cyklon zabił 500 tysięcy ludzi, a w 1991 100 tysięcy. W przeludnionym i gęsto zaludnionym kraju (1040 osób/km2) wielu ludzi zmuszonych jest żyć i uprawiać ziemię na terenach zalewanych przez powodzie. Większość mieszkańców to analfabeci. Już dziś wielu ludzi ma ograniczony dostęp do wody pitnej. Występują częste choroby wynikłe ze spożycia zakażonej lub zanieczyszczonej pestycydami wody.

Co się stanie, kiedy rosnące w siłę cyklony spowodują zalanie terenów, na których żyje 60 milionów ludzi, zniszczą ich dobytek i zmuszą do przeniesienia się na inne tereny? Czy gospodarka Bangladeszu to wytrzyma? Ile dziesiątek milionów ludzi ruszy przez granicę do sąsiednich krajów? Czy te kraje, same borykające się z olbrzymimi problemami zamiast przyjęcia uchodźców nie zdecydują się na postawienie zasieków i wojska i nie zawrócą uciekinierów z powrotem?

Taki los może grozić setkom milionów ludzi...

 

 

EFEKT CIEPLARNIANY W LICZBACH

 

0,6 - W celu podwojenia koncentracji CO2 w atmosferze na powierzchni Ziemi należałoby spalić warstwę węgla o grubości 0,6 mm

 

2 - Lecąc na wakacje na odległość 4000 km przyczyniasz się do emisji gazów cieplarnianych odpowiadających ponad 2 tony CO2

 

2,5 - Szacuje się, że jeśli wydobędziemy spod ziemi i spalimy wszystkie dostępne zasoby ropy, gazu i węgla, kwasowość oceanów wzrośnie ponad 2,5 raza. Dla organizmów budujących wapienne muszle i szkieleciki to katastrofa

 

3 - Gdyby zebrać cały rozproszony w atmosferze dwutlenek węgla w jednej warstwie, miałaby ona grubość niecałych 3 metrów

 

5 - Jadąc średniej wielkości samochodem na odległość 30 kilometrów emitujemy do atmosfery 5 kg CO2 – ilość, którą spore drzewo pochłania w ciągu całego roku

 

6 - Jadący samochód w ciągu sekundy podwaja ilość CO2 w objętości ~6m3

 

10 - Aby zapobiec załamaniu się klimatu, należy jak najszybciej ograniczyć emisje, nie o 10%, a do 10% poziomu z roku 2000. A może nawet jeszcze bardziej

 

20 - Z wyprodukowaniem, serwisowaniem i złomowaniem średnich rozmiarów samochodu związana jest emisja ok. 20 ton CO2

 

30 - Oceany co godzinę pochłaniają ponad milion ton CO2. Już teraz ich kwasowość wzrosła o 30%

 

33 - Naturalny efekt cieplarniany podnosi średnią temperaturę Ziemi o 33°C, z -18°C do 15°C

 

100 - Ludzie emitują do atmosfery ponad 100 razy więcej CO2 niż wulkany

 

1 000 - Po tysiącu lat z każdej wyemitowanej tony CO2 w atmosferze pozostanie około połowa, nawet po tak długim czasie podnosząc temperaturę planety o 5˚C

 

100 000 - Wyemitowany przez nas dwutlenek węgla zniknie z atmosfery dopiero po 100 tysiącach lat

 

 

 

CZŁOWIEK I ZIEMIA

Ludzie wielokrotnie wykazywali się krótkowzrocznością i brakiem perspektywicznego myślenia. Naturalną tendencją u ludzi jest myślenie w kategoriach krótkoterminowej wygody i bieżących korzyści materialnych. Niestety przy kompletnym ignorowaniu przyrody, ekologii, a także odpowiedzialności względem przyszłych pokoleń.

 

 Cytując wypowiedź jednego z bohaterów powieści fantastycznonaukowej:

„Wy, Ludzie, nie potraficie niczego porządnie zaplanować nawet na głupie kilka tysięcy lat do przodu”.

 

To niestety prawda... Nie myślimy w perspektywie czasowej adekwatnej do naszych możliwości i nie czujemy się odpowiedzialni za długofalowe następstwa naszych działań. Czy w rezultacie jako gatunek zasłużymy sobie na zbiorową nagrodę Darwina?

 

Wiele z katastrof wynikało właśnie z ograniczonej perspektywy myślenia ludzi. Jako przykłady można tu wymienić np.:

Wyspę Wielkanocną (Rapa Nui), której mieszkańcy sprowadzili na siebie katastrofę, doszczętnie wycinając rosnące na wyspie lasy palmowe. Drewno zużyto do budowy i transportu setek wielotonowych posągów, a także na opał i do budowy łodzi. Pozbawiona lasów ziemia wyspy uległa szybkiej erozji. Bezpowrotnie wyginęły rośliny i zwierzęta. Brakowało jedzenia. Nie było drewna na łodzie, więc przestano wyruszać na połowy. Chaos wywołany wyniszczeniem środowiska pchnął tubylców do wojny, a populacja wyspy skurczyła się kilkukrotnie.

 

Europejczycy, którzy przybyli na wyspę Rapa Nui w 1722 roku, zastali ludzi walczących o przeżycie na bezdrzewnej, pustynnej wyspie.

 

Losy odizolowanej od świata Wyspy Wielkanocnej – świata w miniaturze, którą ludzie bezmyślnie, sami sobie robiąc krzywdę zmienili z raju w pustynię, powinny być ostrzeżeniem dla nas wszystkich.

 

 

WYRĄB LASÓW TROPIKALNYCH

W wielu ubogich krajach Afryki, Azji i Ameryki Południowej lasy tropikalne są wycinane w zastraszającym tempie. Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. Przewiduje się, że w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu. Na co dzień wyrębem lasów zajmuje się tam aż 70% mieszkańców, dla których często karczowanie lasów jest głównym źródłem dochodów. 60% wyciętych drzew przeznacza się na opał, karczuje się też pola pod nowe uprawy i pastwiska.

 

Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować las na nowe pole. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. W Azji Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie, gdyż ogołocono z lasów ściany Himalajów.

 

Konsekwencje mogą być dramatyczne. Wycinając lasy lokalne społeczności podcinają w ten sposób gałąź, na której siedzą. Jezioro Czad, będące rezerwuarem wody dla ponad 20 milionów ludzi, w wyniku nieracjonalnej gospodarki wodą, pustynnienia i burz piaskowych w połączeniu w ocieplaniem się klimatu, skurczyło się z 22 tysięcy kilometrów kwadratowych w 1960 roku do zaledwie 1,5 tysiąca km2 w 2000 roku. Jeśli nic nie uda się zrobić to przestanie ono istnieć już w ciągu kilkunastu lat, a wówczas z braku wody mogą zginąć miliony ludzi.

 

Lokalne społeczności niestety zazwyczaj koncentrują się na bieżących potrzebach, często nawet nie uświadamiając sobie konsekwencji swojego postępowania.

 

 

OBSERWOWANE ZJAWISKA I ICH KONSEKWENCJE

Już teraz, przy podniesieniu się średniej temperatury o niecałe 0,8°C obserwujemy szereg niespotykanych wcześniej zjawisk: rekordowe upały, przesuwanie się stref klimatycznych, topnienie lodowców, huragany, rozmarzanie wiecznej zmarzliny, burze i nawałnice, susze i powodzie. Przyjrzyjmy się tym zjawiskom, dalszym trendom i ich następstwom.

 

Nawet w Polsce odnotowujemy nasilanie się nietypowych zjawisk, takich jak ekstrema temperaturowe, burze, nawałnice, powodzie czy trąby powietrzne. Polska jest niewielkim krajem, nie znającym prawdziwie ekstremalnych zjawisk, takich jak huragany, tornada, lawiny błotne czy prowadzące do pustynnienia susze, ale te zjawiska nasilają się na całym świecie na naszych oczach.

 

Wprowadzenie – zwykły dzień.

Już samo czytanie wiadomości pogodowych może dać do myślenia:

 

    * Ulewy i gradobicia zdewastowały Chiny

    * Powodzie i lawiny śnieżne w Afganistanie

    * Los Angeles: Największa susza w historii

    * W Zambii po powodziach groźba głodu

    * Rekordowe ulewy w Argentynie

    * Fala ulew, wichur i gradobić w USA

    * Najcieplejszy marzec w historii pomiarów

    * Piaski z pustyni Gobi dotarły do obu Korei

    * Gwałtowne burze i ulewy w RPA

    * Pożary w Kanadzie

    * Susza i płonące wzgórza w Los Angeles

 

A nie był to jakiś szczególny dzień...

 

Portale pogodowe (tutaj zaprezentowano artykuły z www.twojapogoda.pl) publikują coraz więcej takich wiadomości. Przy odrobinie świadomości można połączyć te zdarzenia w bardzo niepokojącą układankę...

 

ULEWY I GRADOBICIA ZDEWASTOWAŁY CHINY

Gwałtowne burze, ulewy, gradobicia i wichury przechodzą nad południowo-wschodnimi regionami Chin, głównie nad prowincją Fucien leżącą nad wodami Cieśniny Tajwańskiej. W ciągu zaledwie 24 godzin na region spadło 70 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi, a w ciągu 3 dni ta wartość wzrosła do aż 99 litrów. Najbardziej deszczowym miastem okazał się być Jiuxian Shan, gdzie podczas opadów pojawiła się gęsta mgła, kiedy przy wysokiej temperaturze woda natychmiast zaczęła parować. Ulewy doprowadziły do powodzi i obsunięć ziemi, w wyniku czego swe domy w pośpiechu musiało opuścić 11 tysięcy osób. Ulewom towarzyszył porywisty wiatr, który zrywał dachy, przewracał słupy energetyczne i powalał drzewa. Tymczasem w prowincji Syczuan bardzo groźny okazał się także grad wielkości jajka, który dziurawił dachy, zbijał szyby w oknach i wgniatał karoserie samochodów. Zawaliło się co najmniej 20 domów. W regionie uszkodzeniu uległo bardzo wiele drzew. Największe spustoszenia gradobicie poczyniło na polach, gdzie nie będzie plonów na łącznym obszarze 14 kilometrów kwadratowych. Według wstępnych bilansów straty materialne sięgają 1,5 miliona dolarów. Kwiecień na południowym wschodzie Chin jest miesiącem zmniejszonych sum opadów, jeszcze przed nadejściem corocznej pory deszczowej. Tak ulewnych

deszczów normalnie być nie powinno, ale nie można pominąć faktu, że w całych Chinach, a zwłaszcza na wschodzie tego kraju, temperatury są rekordowo wysokie. W ciągu dnia i nocami temperatura jest wyższa od tej jaka normalnie powinna występować o ponad 15 stopni, zupełnie jak w samym środku lata. Stąd też na początku wiosny zjawiska, które zwykle są zarezerwowane jedynie dla pory letniej.

 

 

REKORDOWE TEMPERATURY I FALE UPAŁÓW

W ciągu ostatnich 12 lat, 11 z nich należało do najcieplejszych w historii pomiarów. Najbardziej oczywistym następstwem globalnego ocieplania się klimatu są rekordowe temperatury. Upały skutkują nie tylko zwykłymi niedogodnościami. Długotrwałe fale upałów pociągają za sobą liczne ofiary śmiertelne, szczególnie wśród osób starszych i o słabszej kondycji.

Przykładowo, podczas upalnego lata 2003 roku w Europie w wyniku sięgających 40°C upałów zmarło około 70000 ludzi więcej, niż zazwyczaj.

 

W sierpniu 2003 roku w Paryżu w dniach, gdy temperatura sięgała zwykłego poziomu 25 stopni średnia liczba zgonów sięgała 50. Przy przekroczeniu 35 stopni w stolicy Francji umierało dziennie średnio 100 osób, a przy osiągnięciu 40 stopni liczba ofiar śmiertelnych przekraczała dziennie 300.

Rok 2007 również zapisał się jako rekordowy, południe Europy nawiedziła fala gorąca znad Sahary. Padły rekordy na Węgrzech, w Rumunii, Serbii, Bułgarii, Grecji, znowu odnotowano wzrost śmiertelności i pożary, systemy energetyczne nie były w stanie sprostać rekordowemu poborowi mocy przez klimatyzację.

 

Europa nie należy do najgorętszych miejsc, ale przykładowo w Indiach w 2003 roku panowały 50°C upały. W Europie jesteśmy jeszcze daleko od takich rekordów temperatury, ale przewidywany na to stulecie wzrost temperatury może spowodować, że i u nas takie upały się pojawią. A jakie będą w tedy temperatury w Indiach lub Arabii?

 

 

TOPNIENIE LODOWCÓW

Lodowce w stałych warunkach klimatycznych są w stanie równowagi, ani znacząco nie rosną, ani nie maleją. Wzrost temperatury powoduje topnienie i cofanie się lodowców. Masa lodowców i ich bezwładność termiczna są duże, topnienie lodowców jest więc zjawiskiem powolnym, potrzeba całych dekad, żeby zmiany stały się ewidentne. Okazuje się, że skala zmian już obecnie, przy dopiero rozpoczynającym się ocieplaniu klimatu, jest porażająca. Na zdjęciach znajduje się szereg obrazów tych samych miejsc dzisiaj i kilkadziesiąt lat temu. Tam, gdzie wcześniej był lodowiec, nierzadko kilkudziesięciometrowej grubości, dziś widać jeziora lub gołą skałę...

 

Ten lodowiec na Alasce miał ponad 70 metrów grubości...

 

 

Zmiany nie ograniczają się wyłącznie do terytorium Ameryki Północnej. Zdjęcia pokazują lodowiec w Patagonii. W 1928 roku i dziś.

 

 

Lodowce znikają również w Europie. Zdjęcia pokazują cofanie się lodowców w Szwajcarskich Alpach.

 

 

Sławny, położony w USA Park Narodowy Glacier, znika w oczach. Liczba lodowców spadła ze 150 w 1850 roku do zaledwie 27 obecnie.

 

 

ZACHWIANIE DOSTĘPNOŚCI WODY W ZWIĄZKU Z TOPNIENIEM LODOWCÓW

Lodowce pełnią stabilizującą rolę w gospodarce wodą słodką, szczególnie, kiedy opady w ciągu roku nie są rozłożone równomiernie, lecz występuje obfita w deszcze pora deszczowa i następująca po niej pora sucha. Lodowce gromadzą wodę opadową w porze deszczowej, uwalniając ją w miarę równomiernie przez cały rok i działając stabilizująco na ilość wody w rzekach. Dzięki lodowcom, pomimo braku opadów, poziom wody w rzekach nie spada do nazbyt niskiego poziomu. Gdyby nie stabilizująca obecność lodowców, ten cykl wyglądałby zupełnie inaczej – w porze deszczowej wody spływałaby w olbrzymich ilościach powodując powodzie, a w porze suchej rzeki wysychałyby. Brak wody dla ludzi, zwierząt i roślin może mieć jeszcze poważniejsze następstwa.

W podobny sposób działa roślinność, a szczególnie tereny leśne. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. Od kiedy ogołocono z lasów ściany Himalajów, Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie.

 

Tybet to miejsce, gdzie topnienie lodowców może mieć najpoważniejsze konsekwencje.

Naukowcy przewidują tu serię katastrof naturalnych. Największe rzeki południowo wschodniej Azji są zasilane w wodę pochodzącą z lodowców z Płaskowyżu Tybetańskiego.

Himalajskie lodowce, o objętości tysięcy kilometrów sześciennych zaopatrują azjatyckie rzeki 8,6 milionami metrów sześciennych wody każdego roku, między innymi Jangcy i Huag Ho w Chinach, Ganges w Indiach, Indus w Pakistanie, Brahmaputra w Bangladeszu, Salween i Irrawaddy w Birmie, a także Mekong, która płynie przez Chiny, Birmę, Tajlandię, Laos, Kambodżę i Wietnam.

 

Konsekwencjami topnienia lodowców będą potop, susza i epidemie. Jeśli eksperci się nie mylą, to nieszczęście mające spotkać Azję będzie porównywalne z biblijną katastrofą. Wszystko zacznie się od wylania rzek, które w wyniku topnienia lodów spowodują gigantyczne powodzie i zmyją domy i pola w Chinach, Indiach oraz południowo-wschodniej Azji.

Niezliczona ilość ludzi utonie lub umrze na skutek nieuniknionych epidemii oraz braku żywności. Inni utracą swoje domostwa i będą skazani na biedę w najgęściej zaludnionych obecnie rejonach na świecie.

Będzie to oznaczać ogromne problemy ekonomiczne i środowiskowe dla ludzi z zachodnich Chin, Nepalu i północnych Indii.

Największe zagrożenie pochodzi z powodzi na skutek wylania jezior polodowcowych. Jeziora polodowcowe formują się, kiedy roztopiony lód gromadzi się w dolinie przy lodowcu. Czasami jeziora te są utrzymywane jedynie przez słabą ścianę skał i zmrożonej ziemi, mogącej się zawalić bez żadnego ostrzeżenia, uwalniając ogromne ilości wody, która zaleje doliny, wyrywając skały, drzewa i wszystko, co stanie na jej drodze.

Nepal i Bhutan są podatne na takie powodzie; naukowcy zidentyfikowali mnóstwo jezior, które mogą się rozlać w ciągu następnych lat.

Po kilku dekadach, kiedy lodowce już stopnieją, nadejdą bezprecedensowe susze, kiedy te same rzeki podczas pory suchej skurczą się i zamienią w wąskie strugi. Zapotrzebowanie na wodę, wraz ze wzrostem temperatury i szybszym wyparowywaniem wody z gleby będzie szybko rosło, szczególnie w rolnictwie. Już dziś miliony ludzi w Chinach cierpią w następstwie nasilających się susz, a pamiętać trzeba, że 23 procent mieszkańców Chin jest zależnych od wody pochodzącej właśnie z lodowców Tybetu. Kiedy, jak przewidują naukowcy, do połowy stulecia Chiny stracą 2/3 swych lodowców odbije się to bezpośrednio na 300 mln ludzi.

 

Szacuje się, że około 2040 roku będzie następować całkowite stopienie się lodów Arktyki w lecie. Stan taki będzie miał miejsce po raz pierwszy o 3 milionów lat.

 

 

MOŻLIWE ZMIANY W CYRKULACJI PRĄDÓW OCEANICZNYCH

Kiedy lód morski i lodowce topnieją, uwalniają słodką wodę do oceanu. Woda słodka ma jednak mniejszą gęstość od wody słonej – nie jest dość gęsta, aby zatonąć. Może to przerwać cyrkulację oceaniczną i wpłynąć na wymianę ciepła między biegunami i równikiem. Czyli zmienić klimat... Drastycznie. W przypadku zaniku Golfsztromu oznaczałoby to spadek temperatur w Europie o blisko 10°C.

 

Bardzo podobne zdarzenie, stadium klimatyczne o nazwie Młodszy Dryas miało miejsce w latach 10 850 do 9 570 r. p.n.e., kiedy nastąpiło gwałtowne obniżenie temperatury na półkuli północnej, a szczególnie w rejonach północnego Atlantyku i Europy. Ochłodzenie nastąpiło, kiedy leżące w dzisiejszej Kanadzie ogromne polodowcowe jezioro Agassiz wlało do Atlantyku blisko 10000 km³ słodkiej wody, przerywając cyrkulację Prądu Zatokowego i powodując oziębienie półkuli północnej na 1 300 lat.

 

Powoduje to coraz groźniejsze susze w i tak już pustynnej Australii. Nasilanie się tego trendu jest główną przyczyną przewidywań, że Australia będzie kontynentem najbardziej dotkniętym przez pustynnienie wynikające ze zmian klimatycznych.

 

 

WZROST MOCY HURAGANÓW

Nad ciepłymi i wilgotnymi wodami zatoki Katrina nabrała mocy, stając się huraganem 5-tej, najwyższej kategorii. Ciśnienie w oku Katriny spadło do zaledwie 902 hPa, a prędkość wiatru sięgnęła 280 km/h.

Trasa huraganu nad ciepłymi wodami i gwałtowny wzrost jego mocy zaskoczył nawet zazwyczaj dobrze przygotowane amerykańskie służby meteorologiczne. Ostrzeżenie dla Luizjany wydano dopiero 27 sierpnia, dwa dni przed uderzeniem w Nowy Orlean.

 

Niszczycielska siła huraganów przejawia się na trzy sposoby.

Pierwszym jest potężny wiatr, zrywający wszystkie dachy, równający z ziemią wiele budynków i wyrywający drzewa z korzeniami. W przypadku huraganu piątej kategorii ludzie muszą szukać schronienia w schronach.

Drugim czynnikiem są opady, które mogą przekraczać 1,8 m w ciągu doby. Powodują powodzie, nasiąkanie ziemi wodą i osuwiska. Podczas przechodzenia huraganu Katrina na każdy metr kwadratowy ziemi spadło około 500 litrów wody.

Trzecim czynnikiem destrukcji są olbrzymie, mogące sięgać 6 metrów fale przypływowe spowodowane wiatrem oraz podnoszeniem się wody związanym z niskim ciśnieniem w oku cyklonu. Falom tym dodatkowo towarzyszą „normalne”, wysokie fale sztormowe.

Wały przeciwpowodziowe zostały przerwane i pod wodą znalazło się 80% miasta. W niektórych miejscach głębokość wody sięgała kilku metrów.

 

W katastrofie życie straciło 1836 osób, straty przekroczyły 100 miliardów dolarów. Odbudowa Nowego Orleanu potrwa 25 lat.

 

    *  W marcu 2004 pojawił się pierwszy w historii huragan na południowym Atlantyku.

    * Statystyki wykazują wzrost mocy huraganów na Pacyfiku. W ciągu ostatnich kilku dekad, występowanie huraganów kategorii 4 i 5 prawie się podwoiło.

    * W 2007 roku, po raz pierwszy w historii, sezon zainaugurowały dwa huragany najwyższej, 5-tej kategorii.

 

Katrina, jak każdy huragan, wyciągnęła ciepło z powierzchniowych warstw wody. Po jej przejściu temperatura wody spadła o 4°C. Po przejściu huraganu, następny na tym obszarze może powstać dopiero, kiedy temperatura wzrośnie do odpowiednio wysokiego poziomu. Im mocniejszy huragan, tym bardziej wychładza powierzchnię oceanu. Można więc oczekiwać, że po mocniejszym huraganie będzie dłuższa przerwa przed nadejściem kolejnego.

 

Przewiduje się, że globalne ocieplenie zwiększy intensywność występowania huraganów. Ponieważ woda w oceanach staje się coraz cieplejsza, tropikalne sztormy mogą pobierać więcej energii i stawać się dużo mocniejsze.

 

Przewiduje się, że szczególnie znacząco wzrośnie liczba najmocniejszych cyklonów. Nie jest wykluczone, że pojawi się konieczność rozszerzenia skali i dodania nowej, 6-tej kategorii.

 

Nowym, prognozowanym przez klimatologów zjawiskiem są hiperkany.

Hiperkany to huragany wyjątkowej energii, a w konsekwencji o dużo wyższej prędkości i niższym ciśnieniu w centrum niż w przypadku „normalnych” huraganów.

Przypuszcza się, że hiperkany mogą formować się przy temperaturach wody przekraczających 40-50°C, co przy dzisiejszych rekordach temperatury wody na poziomie 35°C wydaje się to niemożliwe. Pierwotnie naukowcy rozważali hiperkany w kontekście uderzenia w wodę asteroidu lub wybuchu podwodnych wulkanów. Ostatnio jednak pojawiły się przypuszczenia, że globalne ocieplenie może być w stanie spowodować pojawienie się zjawisk.

Wyższa energia hiperkanu pozwoliłaby mu na osiągnięcie prędkości wiatru na poziomie 500 km/h (niektóre teorie mówią nawet o ponad 700 km/h). Ciśnienie w centrum hiperkanu spadałoby do 650 hPa, a ściany wokół oka sięgałyby wysokości 30 km (w porównaniu z 15 km dla huraganu 5-tej kategorii). Hiperkanowi do istnienia potrzebna jest energia z gorącej wody, więc po wejściu nad ląd szybko osłabnie. Jednak zanim to nastąpi, uderzy z siłą ~4krotnie większą od huraganu 5-tej kategorii. Wiatry, przewyższające mocą tornado klasy F5 (o rozmiarach hiperkanu nie wspominając), zrywałyby drzewa, budynki, drogi, a nawet ziemię. W skrajnym scenariuszu, szalejące hiperkany byłyby w stanie w rejonach przybrzeżnych zedrzeć ziemię do gołej skały i cisnąć ją do oceanu...

http://en.wikipedia.org/wiki/Hypercane

 

 

ZWIĘKSZENIE DYNAMIKI ATMOSFERY: POWODZIE, LAWINY BŁOTNE, BURZE, GRAD, NAWAŁNICE

 

( http://www.noaanews.noaa.gov/stories2007/s2787.htm  )

 

Wzrost ilości opadów będzie szczególnie duży na wyższych szerokościach geograficznych (powyżej 45 równoleżnika), w rejonach zwrotnikowych opady zmaleją, co grozi tam suszami i pustynnieniem.

W wyższej temperaturze ziemia szybciej wysycha, sucha ziemia gorzej też pochłania wodę, możemy więc oczekiwać powodzi przeplatanych suszami..

Do tego dochodzi większa zawartość pyłów w atmosferze, będących jądrami kondensacji kropel wody. W przypadku chmur burzowych, charakteryzujących się szybkimi prądami wznoszącymi, unoszone na dużą wysokość krople wody zamarzają i rosną. Dzięki pyłom przemysłowym grad może narastać w sposób niespotykany w czystym powietrzu. Coraz częściej notuje się opady supergradu, rozmiaru kurzych jaj, a nawet większych.

Zjawiska takie zdarzają się coraz częściej. W 2007 roku wystąpiły wielkie powodzie monsunowe w Południowej Azji (katastrofa dotknęła 30 mln ludzi w Indiach, Nepalu, Bangladeszu, które straciły swój dobytek i uprawy), nadzwyczaj mocne opady deszczu w Danii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Chinach (120 osób zginęło w powodziach i osunięciach gruntu, które doświadczyły 14 mln ludzi), Sudanie, Mozambiku i Urugwaju. W Polsce w 2007 roku gwałtowne opady miały miejsce m.in. w Lublinie, Łodzi, Wrocławiu, na Mazurach, Pomorzu, Podkarpaciu, Dolnym Śląsku.

 

Ulewne deszcze prowadzą też do lawin błotnych i osuwania się terenu. Zjawiska takie występują i w krajach rozwijających się, ja Filipiny czy Kolumbia, jak i np. w USA.

 

Według przewidywań zawartych w 4 raporcie IPCC, liczba gwałtownych zjawisk pogodowych, które będą miały wpływ na życie człowieka zwiększy się nawet o 80 procent.

 

Zagrożenia powodowane przez te katastrofy naturalne są tym poważniejsze, że nasze zabezpieczenia i infrastruktura nie są na nie przygotowane. Kto na przykład buduje wały przeciwpowodziowe o 10 metrów wyższe niż poziom wody podczas najwyższej odnotowanej powodzi? Nikt, bo to po prostu byłoby nieopłacalne. Uważa się, że bardzo dobre zabezpieczenia, np. wały przeciwpowodziowy chroniące miasto, to takie, które są w stanie wytrzymać katastrofę, jaka zdarza się raz na 500 lat. Koszt większych wałów byłby tak wielki, że aż nieopłacalny – taniej zaryzykować przerwanie wałów i odbudowę w przypadku powodzi, jaka może się zdarzyć raz na 5000 lat...

To w zasadzie rozsądne założenie.

Dopóki nie zastanowimy się nad faktem, że zmiany klimatu spowodują, że katastrofy, które leżą poza granicą naszych zabezpieczeń będą zdarzać się nie co 1000 lat, a znacznie częściej...

 

 

SUSZE, PUSTYNNIENIE I ZANIK ZBIORNIKÓW WODNYCH

 

Powierzchnia terenów dotkniętych suszą od lat 70 podwoiła się – NCAR (National Center for Atmospheric Research)

Symulacje związanych z globalnym ociepleniem zmian pogodowych w XXI wieku przewidują zmiany opadów w różnych rejonach Ziemi. Z symulacji wynika, że olbrzymie rejony globu mogą nie tylko będą tracić wodę w wyniku przyspieszonego parowania w wyższej temperaturze, ale że w ogóle będą otrzymywać dużo mniej wody opadowej. Dotyczy to szczególnie terenów położonych w rejonach zwrotnikowych – pomiędzy 10 i 45 stopniem szerokości geograficznej.

 

Konsekwencją zmniejszenia opadów w rejonach zwrotników będzie poszerzenie pasa pustyń zwrotnikowych. Trend ten jest wyjątkowo groźny, dotknie bowiem terenów już dziś ubogich w opady i sąsiadujących z wielkimi pustyniami: Saharą, Kalahari, Sonora, Mojave, Atacama i innymi.

 

Najpoważniejsza katastrofa dotknie rejony położone na południe od Sahary. Już dziś nazwy Maghreb, Sahel, i Darfur kojarzą się nam z klęskami suszy i tragediami milionów ludzi. Prawdą jest, że w tych biednych, zacofanych rejonach do przyczyn susz wywoływanych globalnymi zmianami klimatu – mniejszymi opadami i większym parowaniem, dochodzi szereg przyczyn wywołanych bezmyślną działalnością człowieka. Te czynniki wzmagające kryzys to między innymi:

 

    * uprawy niedopasowane do systemu nawadniania

    * nadmierne wykorzystanie wody, bez jej oszczędzania i jakiegokolwiek planowania gospodarki wodnej

    * nadmierny rozrost stad, spowodowany zarówno eksplozją demograficzną, jak i panującymi zwyczajami, zgodnie z którymi własność dużego stada = prestiż i bogactwo. Rozrośnięte nad miarę stada nie tylko zużywają cenną wodę, ale przede wszystkim ogałacają ziemię z roślinności, powodując pustynnienie terenu

    * wypalanie traw sawanny i karczowanie drzew pod pola i pastwiska

    * „rabunkowe” technik uprawy

 

Konsekwencją takiej sytuacji są postępujące wieloletnie susze, które zmuszają ludzi do desperackiej walki o przeżycie.

Również Indie są  jednym z rejonów, który już dziś doświadczają 50 stopniowych upałów i susz, a do tego grozi im dalszy spadek ilości opadów.

 

Jangcy - najdłuższa rzeka Chin i kontynentu azjatyckiego, zarazem jedna z najdłuższych rzek na świecie - osiągnęła jeden z najniższych w historii poziomów.

Wiele rejonów Chin, łącznie z Pekinem, doświadcza potężnych burz piaskowych, nasilających się w związku z wycinaniem lasów.

 

Susze dotkną milionów ludzi. A pamiętać trzeba, że zapotrzebowanie na wodę, wraz ze wzrostem temperatury i szybszym wyparowywaniem wody z gleby będzie rosło, szczególnie w rolnictwie. Na domiar złego, w drugiej połowie XXI wieku, w związku z zanikiem lodowców Tybetu, płynące stamtąd największe rzeki Azji podczas suszy skurczą się i zamienią w wąskie strugi. Dotyczy to między innymi Jangcy i Huag Ho w Chinach, Gangesu w Indiach, Indusu w Pakistanie, Brahmaputry w Bangladeszu, Salween i Irrawaddy w Birmie, a także Mekongu, który płynie przez Chiny, Birmę, Tajlandię, Laos, Kambodżę i Wietnam.

 

Miliony ludzi w Chinach cierpią w następstwie nasilających się susz. 23 procent mieszkańców Chin jest zależnych od wody pochodzącej właśnie z lodowców Tybetu. Kiedy, jak przewidują naukowcy, do połowy stulecia Chiny stracą 2/3 swych lodowców odbije się to bezpośrednio na 300 milionach ludzi.

 

W Azji żyje najwięcej ludzi na świecie, ale kontynentem, który czekają największe susze będzie Australia.

„Naukowcy ostrzegają, że żaden inny kontynent nie odczuje braku wody tak bardzo jak Australia„

 

Już dziś Australia jest w większości pustynna. Wraz z coraz częstszym występowaniem zjawiska El Niño i wzrostem temperatury, Australii grożą coraz poważniejsze susze i dalsze pustynnienie. Hodowla bydła i owiec, a także uprawa zbóż może się okazać w tych warunkach coraz trudniejsza.

 

Również Europa, szczególnie jej część południowa, zostanie poważnie dotknięta suszami, a nawet pustynnieniem. Kraje takie jak Hiszpania, Grecja czy Włochy już teraz straty z powodu susz liczą w miliardach Euro. A sytuacja może stać się dużo poważniejsza.

Wystarczy zacytować kilka wypowiedzi na ten temat, żeby uświadomić sobie, że zmiany nie tylko zajdą „gdzieś daleko”, ale także u nas, w Unii Europejskiej.

 

    * „Do końca wieku połowa Hiszpanii będzie leżeć na Saharze”

    * „Wg rządu hiszpańskiego 1/3 kraju może zamienić się w pustynię”

    * „ONZ szacuje, że ryzyko zamienienia się w pustynię dotyczy 30-60% terytorium Hiszpanii i 12% terenu Europy” „Straty spowodowane zmianami klimatycznymi we Włoszech szacuje się na 50 mld euro rocznie - oświadczył minister ds. ochrony środowiska Alfonso Pecoraro Skanio”

 

Opublikowany przez "Independent" raport Centrum Prognoz i Badań Klimatycznych Hadley, działającego przy Biurze Meteorologicznym Wielkiej Brytanii, przewiduje, że pustynie, stanowiące obecnie 3 proc. powierzchni naszej planety, do 2100 zajmą aż 1/3 jej powierzchni.

 

Susze i pustynnienie wpływają nie tylko na dostępność wody, ale także zdolność produkowania żywności i utrzymania bezpiecznego systemu sanitarnego. Najbardziej oczywiście ucierpią najbiedniejsze kraje, które nie mają środków ani możliwości, żeby zabezpieczyć się przed nadciągającymi zmianami. Jest okrutną ironią losu, że kraje Afryki, które za globalne ocieplenie są odpowiedzialne jedynie w minimalnym stopniu, doświadczą nieszczęść, za które odpowiadają głównie kraje uprzemysłowione...

 

Kiedy oglądamy materiały z krajów Afryki, widzimy ludzi, którzy żyją w warunkach zupełnie dla nas niewyobrażalnych. Nieożywione, wychudzone dzieci, zbyt słabe, aby nawet opędzać się od chodzących po nich much. Ludzie pijący brudną, pełną odchodów i bakterii wodę.

 

Kiedy nie jest dostępna woda pitna, a do najbliższej studni i tak trzeba iść nawet kilka kilometrów, jak dbać o higienę osobistą? Ludziom, żyjącym w dotkniętych przez suszę regionach nie chodzi już o wygodne czy nawet normalne życie. Dla nich stawką jest przeżycie. Cierpienie, głód i choroby stały się już dla nich czymś zwyczajnym. W tych warunkach również cena życia ludzkiego jest niewielka. Ludzie walczą o przeżycie swoje, swoich rodzin i plemienia, konkurując o zasoby z wrogami swoich przodków.

W walce o zasoby odżywają odwieczne konflikty religijne i plemienne, prowadząc do wojen i ludobójstwa. Podczas tych konfliktów infrastruktura nie tylko jest zaniedbywana, ale wręcz celowo niszczona. Polityka spalonej ziemi – palenia wiosek, zasypywania i zatruwania studni jeszcze bardziej zaostrza sytuację i oddala perspektywy na jej rozwiązanie. Ludzie uciekają z zamieszkiwanych wcześniej terenów. Ci biedni, niewykształceni ludzie prawie nigdzie nie są przyjmowani z otwartymi ramionami. Nic dziwnego, dla sąsiednich, z reguły też biednych krajów stanowią nieakceptowane obciążenie. Miliony uchodźców żyją tam w prowizorycznych obozach w nieludzkich warunkach lub szukają szczęścia w dalszych krajach, w tym w Europie. Niektórzy uciekają rodzinami, inni ruszają na nowe tereny całymi grupami plemiennymi. Na ich drodze stają uzbrojeni rdzenni mieszkańcy terenów, objętych tymi wędrówkami ludów, którzy bronią swoich, i tak będących na wyczerpaniu zasobów... W suchych, subtropikalnych, biednych i przeludnionych obszarach mieszka 400 milionów ludzi. Jaki los ich czeka? Ilu i w jakich warunkach przeżyje? Ilu zostanie uchodźcami? Kto ich przyjmie? Ilu z tych ludzi zginie?

 

Więcej o suszach można przeczytać pod adresem:

http://www.twojapogoda.pl/encyklopedia/susza.htm

 

 

POŻARY

Globalne ocieplanie się klimatu powoduje susze i wzrost temperatur. Oba te zjawiska, działając łącznie, powodują powstawanie warunków korzystnych do powstawania pożarów.

Zagrożone rejony to m.in.:

 

    * południe Europy

    * Stany Zjednoczone

    * Australia

    * Chiny

    * …

 

Pożary i zanik lasów powodują nie tylko emisję dwutlenku węgla, ale też jałowienie gleby, pustynnienie i burze piaskowe. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, wywołując powodzie oraz unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu.

Pożary wybuchają nie tylko z przyczyn naturalnych. Bardzo często rozniecają je sami ludzie. Oczywiście dla krótkoterminowych korzyści i z pełnym samozadowoleniem, niezależnie czy jest to biedny chłop w Nigerii, który wypala las, aby na pogorzelisku urządzić pole bądź pastwisko, czy deweloper w Grecji, któremu las przeszkadzał w wybudowaniu pola golfowego. I o ile deweloperów w Grecji nie czeka z tego powodu tragedia (pomijając możliwe aresztowanie), to w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu. Jaki los czeka wtedy żyjące z lasu miliony ludzi?

 

 

WPŁYW OCIEPLENIA NA OCEANY

 

Dotychczas skupiliśmy się na zjawiskach zachodzących w atmosferze i na lądzie. Tymczasem ¾ powierzchni Ziemi zajmują oceany. Ze względu na ich olbrzymią bezwładność cieplną, dotychczas zachodzące tam zjawiska (pomijając może zanik lodów Arktyki) przebiegały bardzo powoli.

Tymczasem zmiany w oceanach już się zaczęły, a ich następstwa mogą być bardzo poważne. Zachodzi tu kilka procesów:

 

    *  woda o większej temperaturze gorzej rozpuszcza gazy. Może to prowadzić do odtlenienia wód mórz i oceanów.

    *  woda ciepła jest lekka, a zimna gęsta – wzrost temperatury powierzchniowej warstwy wody prowadzi do jej separacji z warstwą głębinową. Im różnica temperatur jest większa, tym słabiej mieszają się ich wody. Tymczasem zimne wody oceaniczne niosą ze sobą składniki odżywcze dla planktonu żyjącego w nasłonecznionych wodach powierzchniowych. Zmniejszenie ich dostępności powoduje spadek populacji planktonu.

    *  większa koncentracja CO2 w atmosferze skutkuje rozpuszczaniem się tego gazu w wodzie. To właśnie oceany są głównym miejscem absorpcji i usuwania CO2 z powietrza. W rezultacie następuje wzrost kwasowości (obniżenie pH) wody – tak, jakby oceany stawały się wodą gazowaną.

 

W konsekwencji tych zjawisk przewidywane jest wystąpienie szeregu niebezpiecznych zdarzeń:

 

    *  masowe wymieranie fauny morskiej, zarówno w wyniku wzrostu temperatury (wymieranie koralowców), jak i zmiany kwasowości wody (wymieranie planktonu o wapiennych szkielecikach) oraz spadku ilości planktonu (spadek populacji zwierząt nim się żywiących, np. wielorybów)

    *  zaburzenie mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. Plankton jest bardzo skutecznym środkiem na usuwanie dwutlenku węgla z przypowierzchniowych warstw wody, a w rezultacie – z atmosfery. Małe żyjątka pobierany z wody węgiel wbudowują w swoje organizmy. Plankton żyje krótko, a umierając opada na dno oceanu, w ten sposób usuwając nadmiar CO2 z powietrza. Kiedy w wyniku odtelenienia, zmniejszenia dostępności składników odżywczych i wzrostu kwasowości wody populacja planktonu spadnie, osłabieniu ulegnie mechanizm usuwający z atmosfery nadmiar CO2, którego ilość zacznie wzrastać jeszcze szybciej, przyczyniając się dalej do osłabienia mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. To jest dodatnie sprzężenie zwrotne.

    *  pojawienie się warunków do rozwoju bakterii siarkowych. To zjawisko nie jest powszechnie znane, ale wielu naukowców uważa, że przyczyniło się już do kilku wielkich wymierań istot żywych.

 

 

Siarkowodorowa Ziemia: Anoksja oceaniczna i wielkie wymieranie

Jak może dojść do zagłady życia poprzez nagromadzenie w atmosferze wielkich ilości siarkowodoru w wyniku wzrostu temperatury planety? Naukowcy są zdania, że może to nastąpić w wyniku namnożenia się fotosyntetyzujących bakterii siarkowych, produkujących wielkie ilości tego gazu, a zjawiska takie miały już miejsce kilkukrotnie w historii Ziemi. W każdym z okresów wielkich wymierań – z wyjątkiem końca kredy – oceany co najmniej raz osiągały stan anoksji (skrajnego zubożenia wody w tlen).

 

Z obliczeń wynika, że gdy natlenienie wód oceanu się zmniejsza, powstają warunki korzystne dla przydennych bakterii beztlenowych – a te namnażają się i produkują jeszcze większe ilości siarkowodoru. Symulacje wskazują, że jeśli stężenie siarkowodoru w strefie przydennej przekroczy pewną krytyczną wartość – tak jak podczas okresów globalnej anoksji – chemoklina może bardzo szybko przesunąć się aż do powierzchni oceanu. Zjawisko to miałoby straszliwy skutek: wydostawanie się ogromnych ilości trującego siarkowodoru do atmosfery.

 

Pod koniec permu wskutek „morskich erupcji” do atmosfery trafiło dość tego gazu, by spowodować wymieranie zarówno w morzach, jak i na lądach. Siarkowodór nie jest jednak jedynym zabójcą. Z modeli wykonanych w University of Arizona wynika, że siarkowodór atakuje również powłokę ozonową w górnych warstwach ziemskiej atmosfery, która chroni żywe organizmy przed promieniowaniem ultrafioletowym. Dowodem na takie zniszczenie warstwy ozonowej pod koniec permu są odkryte na Grenlandii skamieniałe zarodniki dawnych roślin, zdeformowane w wyniku długotrwałego naświetlania ultrafioletem o wysokim natężeniu. Obecnie również obserwuje się zanik planktonu pod dziurami ozonowymi, zwłaszcza w Antarktyce. A gdy pierwszy składnik łańcucha pokarmowego przestaje istnieć, w niedługim czasie zagłada spotyka również kolejne organizmy.

 

Ocenia się, że pod koniec permu powietrze tak bardzo nasyciło się siarkowodorem, że zabijał on zarówno zwierzęta, jak i rośliny, zwłaszcza że wraz z temperaturą rośnie toksyczne działanie tego gazu. A wiele mniejszych i większych wymierań zdarzyło się w tym samym czasie, co okresy globalnego ocieplenia.

Uważa się, że przyczyną ocieplania się klimatu w tamtych okresach mogła być wulkaniczna emisja gazów cieplarnianych – dwutlenku węgla i metanu, być może zapoczątkowana skruszeniem skorupy ziemskiej przez uderzenie asteroidu lub komety.

Powiązanie wysokiej koncentracji gazów cieplarnianych z wymieraniem istot żywych potwierdzają obecność siarki na wszystkich stanowiskach oraz pomiary izotopowe węgla wykazujące, że koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze gwałtownie rosła tuż przed początkiem wymierania i utrzymywała się na wysokim poziomie przez setki tysięcy, a nawet kilka milionów lat.

 

Najprawdopodobniej to oceany były czynnikiem decydującym. Im bowiem cieplej, tym mniej tlenu rozpuszcza się w wodzie. Jeśli w wyniku erupcji wulkanicznych podniosło się stężenie CO2 w atmosferze, obniżyło się stężenie tlenu, a globalne ocieplenie utrudniało wprowadzanie pozostałego tlenu do wód oceanicznych, to mogły zaistnieć warunki korzystne dla głębokomorskich bakterii beztlenowych. One zaś wkrótce potem wyprodukowały gigantyczne ilości siarkowodoru. W takich warunkach zaczęły masowo ginąć oddychające tlenem organizmy morskie. Doskonale natomiast funkcjonowały w nich fotosyntetyzujące zielone i purpurowe bakterie siarkowe, które mogły namnażać się już na samej powierzchni anoksycznego oceanu. Gdy siarkowodór zaczął dusić organizmy na lądzie i niszczyć warstwę ozonową planety, właściwie żadna forma życia nie była już na Ziemi bezpieczna.

 

Co więcej, zaproponowana tu sekwencja zdarzeń pasuje nie tylko do śladów z końca permu. Mniejsze wymieranie u schyłku paleocenu, 54 mln lat temu, zostało już uznane za wynik oceanicznej anoksji, wywołanej przez krótkotrwałe globalne ocieplenie. Obecność biomarkerów i skał osadowych charakterystycznych dla środowiska beztlenowego wskazuje, że taka sama gigantyczna katastrofa ekologiczna mogła wydarzyć się pod koniec triasu, środkowej kredy i dewonu. To dowodzi, że wielkie wymierania związane są z okresowo powtarzającym się w historii Ziemi ociepleniem klimatu.

 

 

ŹRÓDŁA EMISJI GAZÓW CIEPLARNIANYCH

 

Tymczasem atmosfera w skali planety jest bardzo cienka i delikatna. W warstwie o grubości 11 km znajduje się prawie ¾ masy atmosfery.

 

Gazy odpowiedzialne za ocieplanie się klimatu to przede wszystkim:

 

    *  Dwutlenek węgla (CO2)

    *  Metan (CH4)

    *  Tlenek azotu (N2O)

    *  Freony (CFC)

 

Gdyby w atmosferze były jedynie te gazy, ich warstwa miałaby raptem 3,5 metra grubości.

 

Aby podwoić ilość CO2 w atmosferze względem poziomu sprzed epoki przemysłowej (0,028%), wystarczyłoby w tym celu na powierzchni planety spalić warstwę węgla grubości zaledwie 0,6 mm!

 

Patrząc na planetę, na której żyjemy, w ten sposób, uświadamiamy sobie, że swoimi działaniami na skalę przemysłową, tysiącami kopalń i elektrowni na paliwa kopalne, blisko miliardem samochodów i ponad miliardem sztuk bydła jesteśmy w stanie zmieniać skład atmosfery, a co za tym idzie, jej właściwości.

 

Na diagramie jest pokazane, że emisja przez ludzkości wynosi 5,5 mld ton węgla, czyli 5,5*3,66 miliarda ton CO2. A więc rysunek pokazuje, że emitujemy trochę ponad 20 miliardów ton CO2 rocznie. Cóż... te dane pochodzą z lat 90-tych... W roku 2007 wyemitujemy do atmosfery już 28 miliardów ton CO2 (co odpowiada 7,6 miliardów ton węgla). Co roku wyrzucamy do atmosfery około 3% więcej, niż rok wcześniej.

 

Można porównać, jak nasza emisja ma się do zjawisk naturalnych. Na pierwszy rzut oka nie jest taka wielka. 7,6 miliarda ton węgla pochodzenia antropogenicznego w porównaniu z 90 miliardami ton z oceanów, 60 miliardami to z gleby czy 60 miliardami ton z roślin to na pierwszy rzut oka niewiele. Ale źródła naturalne równoważą się – 90 miliardom ton emisji z oceanów odpowiada pochłanianie przez oceany 92 miliardów ton, 120 miliardom ton emisji z roślin i gleby odpowiada pochłanianie 121,3 miliarda ton. Nasza emisja stanowi stałą nadwyżkę, gromadzącą się w atmosferze, co widać w danych pomiarowych wykazujących stały wzrost stężenia CO2.

 

Właściwie, gdyby nie to, że Ziemia jest w stanie pochłonąć mniej więcej połowę emitowanego przez nas dwutlenku węgla, to jego stężenie w atmosferze rosłoby 2 razy szybciej, niż obecnie.

 

Zwraca uwagę, że na diagramie nie umieszczono wulkanów. I nic dziwnego – ich sumaryczna emisja jest 150 razy mniejsza od naszej.

 

Emisja CO2, nie jest podzielona równomiernie między ludzi:

 

    *  Bezapelacyjnymi rekordzistami są mieszkańcy Zatoki Perskiej – w Katarze emisja na osobę przekracza 60 ton CO2 rocznie. Symboliczne ceny paliwa nie zachęcają do oszczędzania.

    *  Amerykanin lub Australijczyk odpowiadają za emisję około 20 ton CO2 na osobę. Wysokie zużycie paliwa związane jest między innymi z jego niską ceną i podporządkowaniem infrastruktury miejskiej ruchowi kołowemu.

    *  W Europie infrastruktura miejska nie jest podporządkowana samochodom, podatki w cenie paliwa zachęcają do oszczędności, a władze Unii czynią wysiłki ekologiczne. Emisja na osobę jest więc dużo niższa – od 6,2 tony w bazującej na hydroenergii Szwecji i 6,8 tony w opierającej energetykę na elektrowniach jądrowych Francji do 10-11 ton w innych europejskich krajach. Statystyczny Polak odpowiada za emisję 8 ton CO2 rocznie.

    *  Kraje uprzemysławiające się, jak Chiny i Indie, jak na razie mają emisję rzędu 1-3 tony CO2 na osobę rocznie, ale emisja bardzo szybko rośnie, a wielka liczebność populacji tych krajów powoduje, że w bezwzględnych ilościach emisji są w czołówce rankingu.

    *  Najmniej emitują mieszkańcy ubogich krajów afrykańskich. Tutaj emisja (pomijając wypalanie lasów) sięga kilku – kilkudziesięciu kilogramów CO2 na osobę rocznie.

 

Kraje uprzemysłowione – Ameryka, Europa, Japonia czy Australia wyznaczają dla reszty świata standardy w sposobie życia, gospodarce, zużyciu energii. Stanowią wzorzec dla krajów rozwijających, które je naśladują. Mieszkańcy krajów rozwijających, którzy tylko mogą sobie na to pozwolić, od Dubaju po Chiny, przechodzą z „niskoemisyjnego” sposobu życia na wzorce „wysokoenergetyczne” – wsiadają do samochodów, chcą latać samolotami na wakacje, budują betonowe drogi, domy i galerie handlowe oraz elektrownie do ich zasilania... Jeśli miliardy ludzi w krajach rozwiniętych osiągną „sukces” ekonomiczny, mierzony zużyciem paliwa takim, jak w USA – z emisją ponad 20 ton dwutlenku węgla na osobę, to w 2050 ludzkość emitowałaby do atmosfery ponad pięciokrotnie więcej dwutlenku węgla niż obecnie – sto kilkadziesiąt miliardów ton (ekwiwalent 43 miliardów ton węgla). Pomijając już wyczerpanie zasobów paliw kopalnych i wynikające stąd załamanie opartej o nie ekonomii, emisja taka oznaczałaby wprost niewyobrażalną katastrofę dla klimatu planety.

 

Kraje uprzemysłowione, świadome konsekwencji tego trendu i przykładu, jaki dają, powinny jak najszybciej odejść od obecnego modelu życia, upowszechniając energooszczędne technologie i promując podobne procesy w krajach rozwijających się. W innym przypadku cały świat z konsumpcyjnym samozadowoleniem będzie podążał ścieżką ku zagładzie... A przebudzenie będzie bolesne.

 

 

ŹRÓDŁA GAZÓW CIEPLARNIANYCH - ŹRÓDŁA I SKALA EMISJI

 

Skupimy się na dwutlenku węgla, któremu przypisano prawie ¾ wpływu na wzmacnianie się efektu cieplarnianego. Przyjrzyjmy się źródłom obecnej emisji.

 

Źródłami emisji są głównie:

 

    *  Energetyka – 30% emisji (+8% wydobycie)

    *  Przemysł – 20%

    *  Transport – 20%

    *  Budowa i eksploatacja budynków mieszkalnych, biurowych i handlowych – 10%

    *  Wylesianie i spalanie biomasy – 10%

 

Ponieważ na Ziemi jest 6,6 miliarda ludzi (stan na rok 2007) wynika z tego, że przy globalnej emisji 28 miliardów ton CO2, na jednego człowieka przypada średnio emisja 4,3 tony CO2 rocznie. Dla porównania, średniej wielkości drzewo absorbuje rocznie około 4-5 kg CO2.

Oznacza to, że potrzeba aż 1000 drzew, żeby uporać się z emisją generowaną przez pojedynczą osobę. Amerykanin lub Australijczyk potrzebowałby na to aż blisko 5 000 drzew, a mieszkaniec Kataru 15 000! Taka emisja, jeśli chcemy powstrzymać zmiany atmosfery planety, jest absolutnie nie do utrzymania. Co nie zmienia faktu, że rośnie o dobre 3% rocznie...

 

 

Emisja CO2: Energetyka

 

Wzrost liczby mieszkańców Ziemi oraz szybki rozwój gospodarczy poszczególnych państw zwiększył zapotrzebowanie na energię. Aby zaspokoić tak duży popyt, wzrosło zużycie paliw kopalnych. Większość produkowanej w elektrowniach energii elektrycznej pochodzi z paliw kopalnych – węgla, ropy i gazu. Ich spalanie uwalnia olbrzymie ilości dwutlenku węgla.

 

Aktualne zużycie energii wynosi 13,5 TW (13500 Gigawatów). Przewiduje się, że do 2050 roku zużycie energii elektrycznej wzrośnie do 35 TW.

 

Prognozy przewidują, że w najbliższych dekadach potrzeby energetyczne świata nadal będą zaspakajane przez paliwa kopalne. Energetyka konwencjonalna rozwija się bardzo dynamicznie, w samych Chinach średnio co 5 dni uruchamia się nową elektrownię węglową o mocy 1000 MW. Ekologiczny i społeczny koszt tego procesu, nawet pomijając kwestię globalnego ocieplenia, jest potworny.

 

A wszystko przy kiepskiej efektywności energetycznej. Chiny wytwarzają 4,4% światowego PKB, ale do tego potrzebują 7,8% światowego zużycia ropy i 32% światowego zużycia węgla.

 

 

Emisja CO2: Transport

 

Wzrost liczby samochodów oraz coraz większa dostępność podróżowania samolotami odrzutowymi to kolejne czynniki zwiększające emisję gazów cieplarnianych.

 

Aktualnie po drogach świata jeździ 1 miliard samochodów – 200 milionów ciężarówek i 800 milionów samochodów osobowych, a przewiduje się, że do 2050 roku liczba aut podwoi się do 2 miliardów.

 

Średnia emisja dwutlenku węgla na jeden przejechany przez samochód osobowy kilometr wynosi ponad 170 gram (dane dla UE), dla SUV jest to często nawet 0,5 kilograma.

 

Warto też zaznaczyć, że samochody odpowiadają za 65% zanieczyszczeń emitowanych na obszarze Unii Europejskiej. Do tego spaliny samochodowe są dużo bardziej szkodliwe dla ludzi niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu, bo rozprzestrzeniają się w dużych stężeniach na niskich wysokościach w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi.

 

Przykładowo, dla Wielkiej Brytanii transport lotniczy odpowiada za 7% emisji dwutlenku węgla.

 

Lot samolotem 5000 km w dwie strony na wakacje to ponad 1 tona CO2 na każdego pasażera. Transport lotniczy jest ponadto najszybciej rosnącym źródłem emisji. Większość przelotów jest związana z ruchem turystycznym. Nie ma to nic wspólnego z życiową koniecznością. I znowu osobista przyjemność wygrywa z rozsądkiem i odpowiedzialnością.

 

 

Emisja CO2: Przemysł

 

 

 

 

 

Chińska gospodarka to nie tylko szybko rozwijająca się fabryka świata. To także smog, pyły, kwaśne deszcze, martwe rzeki-ścieki, 35000 ginących co roku górników, choroby, oczekiwana długość życia skrócona o 10 lat.

 

Otacza nas coraz więcej rzeczy. Wysoko przetworzonych rzeczy. Dzieci gromadzą zabawki, dorośli gadżety – od elektroniki po samochody (wytworzenie samochodu to przykładowo emisja ~5 ton CO2). Nawet, kiedy idziemy do sklepu spożywczego, coraz częściej nie kupujemy nieprzetworzonego i nie zapakowanego jedzenia z warzywniaka na rogu, lecz gotowe jedzenie i półprodukty. Abstrahując nawet od zdrowotnych kwestii pochłaniania potężnych ilości gromadzących się w naszych organizmach konserwantów, barwników, spulchniaczy, emulgatorów, polepszaczy smaku i tym podobnych E-wynalazków, często od strony produkcyjnej produkt jest dodatkiem do swojego opakowania. I obowiązkowej foliowej reklamówki... Produkujemy, kupujemy i wyrzucamy miliardy opakowań i worków dziennie. Następnego dnia robimy to samo. Miliardy ludzi przez setki dni w roku...

 

Już nawet nie opłaca się naprawiać większości rzeczy. Po prostu je wyrzucamy. I idziemy kupić następne...

 

Recykling w Polsce jest bardzo zaniedbany. Ciągle nie ma ani świadomości ani bodźców ekonomicznych do oszczędzania.

 

Niski priorytet ekonomiczny redukcji CO2 powoduje, że nie ma nacisku na oszczędności w produkcji, procesach chemicznych, ogrzewaniu, chłodzeniu, oświetleniu czy wentylacji.

 

 

Emisja CO2: Wylesianie i wypalanie lasów tropikalnych

 

Rośliny rosnąc pochłaniają dwutlenek węgla i wbudowują go w siebie. Podczas spalania roślin i rozkładania się ściętego drewna zmagazynowany w nich węgiel trafia znowu w większości do atmosfery. W lasach będących w stanie równowagi ilość pochłanianego i uwalnianego dwutlenku węgla jest zbliżona nie wpływając na globalny bilans dwutlenku węgla. Jednak masowe wycinanie lasów i zmniejszanie ich areału powoduje, że w wyniku naszej działalności zmagazynowany w roślinach węgiel trafia do atmosfery. Rezultatem masowego wycinania lasów jest też pustynnienie terenów i zaburzenie gospodarki wodą. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. W Azji Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie, gdyż ogołocono z lasów ściany Himalajów. Giną mieszkające w lasach gatunki zwierząt i cenne, nie poznane jeszcze rośliny. Zagrożeni są też pierwotni mieszkańcy lasów deszczowych.

 

W wielu ubogich krajach Afryki, Azji i Ameryki Południowej lasy tropikalne są wycinane w zastraszającym tempie. Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. Przewiduje się, że w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu. Na co dzień wyrębem lasów zajmuje się tam aż 70% mieszkańców, dla których często karczowanie lasów jest głównym źródłem dochodów. 60% wyciętych drzew przeznacza się na opał, karczuje się też pola pod nowe uprawy i pastwiska. Nikt nie myśli, co będzie, kiedy już zostanie wycięte ostatnie drzewo. Jak na razie więc większość mieszkańców konkuruje o zasoby, eksploatując je w duchu „spiesz się z wycinaniem drzew, żeby inni nie skorzystali na tym przed Tobą”...

 

Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować kolejny las na nowe pole.

 

Proces wylesiania jest nasilany przez budowę dróg. Zdjęcia pokazują autostradę Transamazońską podczas budowy i kilka lat później. Na drugim zdjęciu wyraźnie widać wyrąb lasu wzdłuż autostrady.

 

 

 

Konsekwencje mogą być dramatyczne. Wycinając lasy ludzie podcinają gałąź, na której siedzą. Lokalne społeczności niestety zazwyczaj koncentrują się na bieżących potrzebach, często nawet nie uświadamiając sobie konsekwencji swojego postępowania. Poziom świadomości jak ważne są lasy z punktu widzenia absorpcji dwutlenku węgla wykracza niestety poza zdolność pojmowania tubylców. Nie żebyśmy my, mieszkańcy Zachodu, byli znacznie lepsi i mądrzejsi – to międzynarodowe koncerny, zarówno wydobywcze, jak i żywnościowe finansują wyrąb lasów na największą skalę.

 

 

CZYNNIKI ZMIAN KLIMATU

Do czasu. Od lat 50-tych XX wieku aktywność Słońca maleje, a temperatura coraz szybciej wzrasta. Tak więc – Słońce przez wieki sterowało klimatem Ziemi, ale od około 50 lat klimatem zaczęły sterować inne mechanizmy.

 

 

WPŁYW GLOBALNEGO OCIEPLENIA NA GOSPODARKĘ

W 2006 roku na zamówienie rządu brytyjskiego powstał raport, zawierający przewidywania wpływu globalnego ocieplania się klimatu na światową ekonomię. Raport przygotował Nicholas Stern, główny ekonomista Banku Światowego 2002-2003, doradca ekonomiczny rządu brytyjskiego.

 

Kluczowe konkluzje wynikające z tego raportu brzmią bardzo poważnie. Raport stwierdza, że walka z globalnym ociepleniem wymaga pilnych działań w ciągu najbliższych 10 lat, o ile świat chce uniknąć nieodwracalnych szkód ekonomicznych. Globalna gospodarka już teraz musi wydawać 1 proc. PKB (184 mld funtów) rocznie na przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu. W przeciwnym razie musimy się liczyć z tym, że za 10 lat koszty będą 20-krotnie wyższe. Straty ekonomiczne będą pochodną huraganów, burz i powodzi, klęsk suszy i nieurodzajów, rozpowszechnienia się szkodników i wybuchów epidemii.

 

Według raportu, bez natychmiastowych działań zmiany klimatyczne mogą spowodować do 2050 r. spadek produkcji gospodarki światowej o 6 bilionów (6 000 miliardów) funtów rocznie, czyli tyle, ile wynosi produkcja całej Unii Europejskiej.

 

Raport w wersji skróconej http://www.hm-treasury.gov.uk/media/9/9/CLOSED_SHORT_executive_summary.pdf.

Strona z raportem http://www.hm-treasury.gov.uk/independent_reviews/stern_review_economics_climate_change/stern_review_report.cfm.

 

Cytując opinię Josepha Stiglitza, laureata Nagrody Nobla z ekonomii w 2001 i głównego ekonomistę Banku Światowego do 1999: „Raport Sterna prawdopodobnie nie docenia kosztów zmian klimatu – niestabilność klimatu może być znacznie większa".

 

David Miliband, brytyjski minister ds. środowiska, od 2007 minister spraw zagranicznych, trafnie podsumował kwestię emisji dwutlenku węgla do atmosfery: „Nie można dłużej pompować CO2 do atmosfery nie licząc się z kosztami. Płaci za to środowisko. Jeżeli chcemy mieć przyszłość, to musimy uznać fakt, że to, jak żyjemy i jak pracujemy, ma swoją cenę ekonomiczną i środowiskową".

 

 

RAPORTY IPCC – wnioski naukowców

 

„Nawet jeśli kraje produkujące najwięcej zanieczyszczeń podejmują działania w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych i rozwijania energetyki ze źródeł odnawialnych, i tak ludzkość musi się przygotować na dziesięciolecia zawirowań i anomalii pogodowych.” Raport IPCC

 

Z uwagi na skalę zjawiska i jego przyczyny uznano, że problem ocieplania się klimatu nie może być rozwiązany przez żadne państwo z osobna, potrzebne są do tego uzgodnienia i współpraca na szczeblu międzynarodowym.

 

W 1988 dwie organizacje Narodów Zjednoczonych - Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) oraz United Nations Environment Programme (UNEP) utworzyły Intergovernmental Panel on Climate Change, czyli Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu (w skrócie IPCC). Cel powstania IPCC to ocena ryzyka związanego z działalnością ludzi na zmianę klimatu oraz określenia światowych uregulowań mających ograniczyć emisji spalin do atmosfery.

IPCC stanowi stałe forum współpracy setek naukowców z wielu krajów, publikując co kilka lat raporty, które mają duże znaczenie w formułowaniu narodowych i międzynarodowych programów klimatycznych i polityki finansowania badań zmian klimatycznych.

 

Sposób podejmowania decyzji o wnioskach do publikacji powoduje, że raporty IPCC są konserwatywne i zachowawcze. Struktura IPCC powstawał pod wpływem polityków, którzy obawiali się nazbyt „alarmistycznych” raportów, w przypadku, gdyby ich brzmienie było ustalane jedynie przez naukowców. Wnioski są formułowane podczas iteracyjnych rund, w których zespoły naukowców i rządowi negocjatorzy osiągają konsensus w kwestii ostatecznego brzmienia dokumentów.

 

„Porozumienie w sprawie raportu osiągnięto po całonocnym posiedzeniu, podczas którego z dokumentu wykreślano całe fragmenty, a naukowcy spierali się z rządowymi negocjatorami, którzy rozwadniali sens naukowych ustaleń” Opinia w temacie raportu IPCC 2007

 

Pierwszy raport IPCC został opublikowany w 1990 roku, kolejne w 1995 i 2001, a ostatni w 2007 roku.

 

Ostatni raport był tworzony przez ponad 600 autorów z 40 krajów, recenzowany przez ponad 620 ekspertów i przedstawicieli rządów. Streszczenie raportu zostało przyjęte przez przedstawicieli 113 krajów.

 

Więcej o IV raporcie IPCC i wnioskach w nim umieszczonych można przeczytać pod adresem http://www.twojapogoda.pl/encyklopedia/zmianyklimatyczne.htm

 

 

„Ludzie zaprzeczający zmianom klimatu stanowią obecnie odpowiednik Towarzystwa Płaskiej Ziemi. Ludzkość znalazła się w wyścigu o życie z globalnym ocieplaniem się klimatu”

Malcolm Wicks, minister ds. energetyki Wielkiej Brytanii

 

„Problem jest zbyt poważny, aby wystarczyły działania świadomych, szlachetnych jednostek, które w imię wspólnego dobra rezygnują z samochodu i oszczędzają energię. Konieczne są działania rządów na szczeblu międzynarodowym”.

Jack Straw, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii 2001-2006

 

„Musimy zmienić sposób życia – sama zmiana technologii nie wystarczy"

Rajendra Pachauri – przewodniczący IPCC, 2007

 

Jeśli porównać przewidywania z kolejnych raportów, widać, że w zasadzie w każdym obszarze, z raportu na raport przewidywane skutki globalnego ocieplania się klimatu są coraz bardziej poważne.

 

Więcej o IPCC

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Intergovernmental_Panel_on_Climate_Change

 

http://www.ipcc.ch/ 

 

 

LEPSZA PRZYSZŁOŚĆ - ALTERNATYWA KATASTROFY

 

A lista korzyści jest imponująca:

 

    * lepsze zrozumienie procesów rządzących klimatem – kto wie, czy rzeczywiście za jakiś czas nie staniemy w obliczu epoki lodowcowej, mega susz, zmian El Niño, pustynnienia, huraganów. Jeśli będziemy rozumieć te zjawiska, przewidywać je, i przygotować się do nich, to korzyści będą iść w setki miliardów euro. O dokładnej długoterminowej prognozie nie wspominając, co też ucieszy wszystkich, od turystów po rolników i farmerów w Australii.

    * rozwiązanie problemu wyczerpywania się ropy i gazu

    * uniezależnienie od Rosji i Bliskiego Wschodu

    * energooszczędny przemysł, domy, …

    * rozwój technologii ekologicznych. Ograniczenie emisji:

          o dwutlenku węgla

          o tlenków siarki, powodujących kwaśne deszcze, smog, choroby płuc i oskrzeli

          o tlenków azotu, powodujących nieżyty, choroby serca i nowotwory

          o pyłów i toksyn powodujących bronchity i nowotwory płuc

          o łatwo przyswajalnych metali ciężkich: rtęci, ołowiu i arsenu

          o promieniotwórczości: toru, uranu, radonu

 

    * odejście od modelu 1 człowiek – 1 samochód zaprocentuje na wiele sposobów:

          o ograniczenie zużycia materiałów przy produkcji samochodów i problemów złomowania

          o ograniczenie ruchu tankowców i katastrof z tym związanych

          o oszczędności (koszt transportu samochodem osobowym jest w rzeczywistości wyższy niż płacą za to użytkownicy samochodów – bezpośredni koszt jednego kilometra jest pokrywany w zaledwie 25 procentach przez użytkownika samochodu, resztę kosztów ponosi społeczeństwo)

          o ograniczenie liczby wypadków i ich kosztów (w Polsce wypadki pochłaniają 7 procent PKB)

          o poprawienie infrastruktury miejskiej w wyniku ograniczenia ruchu samochodów

          o odzyskanie terenów dróg i parkingów (w USA 70% powierzchni miast) przestrzenią dla ludzi, poprawa jakości życia

          o eliminacja hałasu

          o eliminacja korków i poprawa komunikacji przez zastąpienie samochodów komunikacją miejską i rowerową

          o ograniczenie kosztów zewnętrznych transportu samochodowego (pokrycie strat w środowisku wywołanych zanieczyszczeniami generowanymi przez transport, koszty leczenia ofiar wypadków, koszty renowacji niszczonych przez smog budynków i zabytków, utrzymanie administracji związanej z bezpieczeństwem transportu, bariery i okna dźwiękochłonne...)

    * uświadamianie ludziom konieczności myślenia, odpowiedzialności i decydowania w skali globalnej

 

 

Być może ten ostatni punkt jest najważniejszy... Skala projektu zwanego „ludzkość” jest zbyt duża, aby pozwolić sobie na tzw. „intuicyjne zarządzanie ryzykiem”. Powinniśmy jako ludzkość nauczyć się żyć świadomie, przewidując, planując i działając proaktywnie z wieloletnim wyprzedzeniem, a nie minimalizując straty katastrof, kiedy już coś złego się stanie. Abyśmy nauczyli się świadomie kształtować nasz świat, a nie żyli w takim świecie, który „jakoś tak sam wyszedł”...

 

Chcemy, aby osoby czytające ten tekst wiedziały, że nie chcemy tylko powiedzieć, że „jest źle, a będzie gorzej”. Uważamy, że ścieżka od niewiedzy wcale nie powinna prowadzić do rezygnacji i stwierdzenia „że jest już za późno, aby coś zmienić”, ale do wizji lepszej przyszłości

 

Chcemy pokazać wizję przyszłości, o którą warto walczyć, dla której warto się wysilić, nie tylko dla siebie i swoich dzieci, ale i wszystkich żyjących na Ziemi istot - „Za Waszą i Naszą przyszłość”!

 

Chcemy powiedzieć, że dalsze podążanie obecną drogą wiąże się z olbrzymim ryzykiem, ale są też inne drogi. Owszem – są inne od świata, w którym tu i teraz żyjemy – ale to wcale nie znaczy, że muszą być gorsze. To my, ludzie, w ostatecznym rozrachunku spowodujemy, że nie pójdziemy bezmyślnie drogą ku zagładzie, lecz świadomie, z właściwą nam pasją i energią zmienimy świat w lepsze miejsce – dla nas, naszych dzieci i wszystkich żyjących na Ziemi istot.

 

 

CO MOŻNA ZROBIĆ DLA KLIMATU?

 

Transport

 

Samochód osobowy emituje średnio 160g CO2/km. Przejechane samochodem 30 km oznacza emisję takiej ilości CO2, którą średniej wielkości drzewo będzie absorbować przez rok! Paliwożerny SUV może emitować prawie kilogram CO2 na każdy przejechany kilometr trasy!

 

Co możesz zrobić, żeby zmniejszyć emisję CO2 do atmosfery, którego źródłem jest transport?

 

    *  Korzystaj z transportu publicznego – tramwaj i autobus i tak jadą

    *  Chodź pieszo, jeźdź rowerem – to najmądrzejszy sposób transportu, także dla zdrowia

    *  Unikaj samolotów, przelot na wakacje w miejsce odległe o 5000 km to emisja 1 tony CO2

    *  Jeśli możesz, zrezygnuj z samochodu, wyprodukowanie samochodu to emisja ~5 ton CO2, nie mówiąc już o jego wykorzystywaniu.

    *  Jeśli samochód jest Ci niezbędny (np. mieszkasz za miastem i nie ma tam komunikacji lub Twoja praca wymaga przemieszczania się autem), wybierz model o najmniejszej emisji i jedź tylko wtedy, kiedy naprawdę musisz.

    *  Korzystaj z miejsc użyteczności publicznej, takich jak sklepy, kina czy obiekty sportowe, które są najbliżej

    *  Dbaj o dobry stan silnika i ciśnienie w oponach – możesz zmniejszyć zużycie paliwa o kilkanaście procent.

    *  Auto prowadź spokojnie, bez gwałtownych przyspieszeń i hamowania

    *  Staraj się nie przekraczać prędkości 100-120 km/h – jadąc szybciej zużyjesz znacznie więcej paliwa

    *  Pracuj blisko miejsca zamieszkania – oszczędzisz także swój czas

    *  Zmień paliwo na bardziej ekologiczne

    *  Współużytkuj samochód, pojedź z sąsiadem

    *  Jadąc daleko, jedź pociągiem – jest kilka razy efektywniejszy od samochodu

    *  Kupuj polskie, a najlepiej lokalne produkty – dowóz towaru to emisja CO2, a im większa odległość, tym więcej tego gazu trafi do atmosfery

 

 

Mieszkanie

 

    *  Kupuj mieszkanie na miarę swoich potrzeb – ogrzewanie i oświetlanie zbędnej powierzchni to dodatkowe zużycie energii

    *  Zbuduj dom energooszczędny (ocieplony, pompy ciepła, kolektory słoneczne, energia wiatrowa itp.) Dom pasywny kosztuje 10% więcej, ale pozwala zaoszczędzić ok. 90% na ogrzewaniu

    *  Ociepl dom – to często niewielki wydatek, który zwraca się już po kilku latach

    *  Wymień sprzęt AGD na energooszczędny – nowoczesny sprzęt (lodówka, pralka, monitor LCD) zużywa kilka razy mniej energii niż modele sprzed 20 lat.

    *  Zrezygnuj z klimatyzacji, otwórz okno – można żyć bez klimatyzacji, a wręcz jest to zdrowsze (przeziębienia, grzyby i bakterie znajdujące się w parowniku klimatyzacji szkodzą zdrowiu). Często wystarczy lżej się ubrać.

    *  Zainstaluj w kaloryferach termostaty, przykręć kaloryfery, szczególnie na noc. Zmiana temperatury o 1° to zużycie energii na ogrzewanie mniejsze o 10%.

    *  Wyłącz stand-by w telewizorach, ładowarkach, monitorach, drukarkach, zasilaczach. Urządzenia w stanie czuwania pobierają energię, czasem nawet więcej, niż na rzeczywiste działanie. W przypadku drukarek średnio 93% prądu idzie na czuwanie, a jedynie 7% na drukowanie. W UE to rocznie 50 000 GWh

    *  Zmień żarówki na energooszczędne – zużywają 5-krotnie mniej energii, a pracują kilka razy dłużej.

    *  Gaś niepotrzebne światło

    *  Przykryj garnek – podczas gotowania zużyjesz 3 razy mniej energii.

    *  Używaj czajnika elektrycznego, najlepiej z płytą grzewczą, gotuj taką ilość wody jak jest Ci potrzebna

    *  Domykaj lodówkę, ustawiaj chłodzenie na taką temperaturę, jakiej wymagają produkty zamiast ustawiać chłodzenie na maksymalny poziom

    *  Obniż temperaturę prania – nowoczesne proszki są skuteczne również w niskich temperaturach, zmiana temperatury prania z 60° do 40° to zużycie energii o 1/3 mniejsze

    *  Podczas kąpieli staraj się ograniczyć zużycie wody. Biorąc prysznic zużyjesz o połowę mniej wody (i energii na jej ogrzewanie), niż siedząc w wannie

 

 

Produkcja towarów przemysłowych/biurowych

 

    *  Odetnij się od postaw konsumpcyjnych, zadaj sobie pytanie, czy na pewno kupujesz coś, co naprawdę jest Ci niezbędne? Miej buddyjską mentalność: żyj prosto, mniej konsumuj, a myśl więcej

    *  Kupując produkt, wybierz ten w najprostszym opakowaniu – często produkcja samego produktu przy produkcji opakowania to drobiazg

    *  Kupuj towary wielokrotnego użytku – jednorazówki trzeba produkować w dużych ilościach

    *  Zrezygnuj z plastikowych toreb w sklepach – codziennie na świecie produkuje się i wyrzuca 3 miliardy takich toreb. Noś torbę na zakupy ze sobą

    *  Ogranicz zużycie papieru – może zamiast drukować w 3 kopiach wystarczy wysłać e-mail?

    *  Stosuj recykling – zazwyczaj dużo lepiej jest odzyskać, niż wyprodukować

    *  Decydując w sprawach biznesowych – pamiętaj, że ekologia jest ważniejsza od pieniędzy

 

 

Bądź za

 

    *  Podatek węglowy od zużycia paliw kopalnych – inne źródła energii staną się konkurencyjne, a upowszechniwszy się stanieją

    *  Ustalenie międzynarodowych limitów emisji i dopuszczenie handlu emisjami CO2

    *  Przestawienie systemu podatkowego na proekologiczny (jeździsz SUV-em i mieszkasz w wielkim energochłonnym domu - dużo za to zapłacisz). Oszczędzasz energię i jeździsz rowerem? Oszczędzisz i pieniądze.

    *  Wysokie standardy na zużycie energii i emisji CO2 (dla elektrowni, samochodów, domów, żarówek, opakowań)

    *  Zakaz budowy elektrowni węglowych, samochodów o wysokiej emisji CO2, żarówek żarowych itp.

    *  Ulgi ekologiczne (kredyty termo modernizacyjne, zakup hybrydy). Oszczędności się zwracają, ale warto ludziom w tym pomóc

    *  Popieraj zmiany przepisów ruchu drogowego korzystne dla transportu miejskiego, posiadaczy pojazdów ekologicznych i rowerzystów (wydzielone pasy ruchu, zakaz wjazdu samochodów do centrów miast)

 

 

PODSUMOWANIE - POMÓŻ WYBRAĆ PRZYSZŁOŚĆ!

Badania opinii publicznej na świecie i w Europie pokazują, że blisko 3/4 osób jest zaniepokojonych zmianami klimatu naszej planety. Jeśli i Tobie przychodzą Ci do głowy myśli „To jest poważna sprawa” „Trzeba działać, bo może być niedobrze” i wreszcie „Powinni coś z tym zrobić...” to bardzo dobrze – jesteś po jasnej stronie mocy J

 

Wierzymy, że nie staniesz z boku z założonymi rękami czekając aż inni zrobią coś za Ciebie Jak zacząć?

 

    * Dowiedz się. Czytaj o klimacie, o jego zmianach, o przewidywanych następstwach.

    * Zrozum. Same oderwane od siebie fakty to mało – trzeba ten obraz ułożyć w spójną całość. Uwaga! Podczas tego procesu grozi Ci, że pożegnasz się ze spokojem ducha...

    * Zmieniaj swoje zachowania. Jeśli żyjesz, tak jak statystyczny Polak, to będzie co zmieniać... Zarówno w kwestii transportu, jak i mieszkania i postaw konsumpcyjnych. W podejmowaniu decyzji pomoże Ci nasz kalkulator. Pobaw się nim i zobacz, jakie działania dadzą największy efekt. Na naszej stronie spisaliśmy też porady, na co zwrócić szczególną uwagę.

    * Opowiedz innym. Wiedza, którą trzymasz w głowie i nie dzielisz się nią jest marnotrawiona. Sam nie zmienisz rzeczywistości! Jesteś elementem łańcucha osób, które chcą pomóc Ziemi i zapewnić ludzkości dobrą przyszłość. A może jakąkolwiek przyszłość... Jeśli przekażesz tą postawę chociaż jednej osobie – komuś z rodziny, przyjacielowi, koledze lub koleżance z pracy i ta osoba też przekaże to dalej – proces zmian będzie narastać.

    * Dawaj przykład. Zmieniaj swoje zachowania i dawaj przykład swoją postawą. Jeśli nawet będziesz najgoręcej opowiadał o globalnym ociepleniu, ale do pracy będziesz jeździć SUVem, Twój dom będzie nieocieplany, a na wakacje latasz na Bali, nikt nie potraktuje Cię poważnie.

    * Dołącz do EKO Teamu! Uważasz, że praca tylko w Twoim najbliższym otoczeniu to za mało? Uważasz, że zmiany klimatu są niebezpieczne dla przyszłości świata? Nie chcesz siedzieć bezczynnie? Chcesz włączyć się w walkę z globalnym ociepleniem, wpływać na świadomość i postawy szerokiego grona odbiorców? Potrzebujemy osób takich jak Ty! Działaj z nami! Razem mamy większe możliwości! Rzuć okiem na nasze propozycje – na pewno znajdziesz coś dla siebie!:

    * Wyślij link do naszej strony znajomym

    * Wpisz EKOPozytywny komentarz J

    * Jeśli masz stronę, lub blog, umieść na nim link do naszej strony

    * Włączy się bezpośrednio w nasze prace, skontaktuj się z nami:

          o Prowadź wykłady i propaguj wiedzę – przeszkolimy Cię na naszych kursach

          o Pisz artykuły do naszej strony

          o Tłumacz materiały anglojęzyczne – wiele świetnych materiałów jest po polsku niedostępnych

          o Jesteś grafikiem? Może chciałbyś pomóc narysować komiks na podstawie opowiadania „Ostatnie dni”? Chętnie nawiążemy współpracę!

          o Jesteś naukowcem? Dokładamy starań, aby nasze materiały były na najwyższym poziomie. Pomóż nam!

          o Jesteś dziennikarzem, politykiem lub inną osobą, która może pomóc nam dotrzeć do szerokiego grona ludzi? Chętnie nawiążemy współpracę!

          o Zostań wolontariuszem i uczestnicz w pracach Fundacji Nasza Ziemia

          o Uczestnicz w organizowanym przez nas sadzeniu drzew

          o Zostań Partnerem/Sponsorem Fundacji Nasza Ziemia – zapraszamy zarówno osoby prywatne, jak i firmy

          o Masz własny ciekawy pomysł i poszukujesz współpracowników? Być może jest to strzał w dziesiątkę! Zapraszamy!

 

 

Kontakt

Fundacja Nasza Ziemia

ul. Hoża 3 m 5

00-528 Warszawa

tel./fax (0-22) 6228118, 6229868

www.klimatdlaziemi.pl

 

Formularz kontaktowy:

http://www.klimatdlaziemi.pl/index.php?kontakt=1

 

 

1. ZAGŁADA ŻYCIA. CZY WYGINIEMY:

 http://www.wolnyswiat.pl/1h2.html 

 

OŚ. CYWILIZACJI (CZ. 3)

OSTATNIE OFIARY WŁASNYCH ZMIAN

I rzekł tedy On: W pozytywnych zmianach ratunku szukajmy!

A pora na zmiany była już ostatnia.

I odezwali się siewcy strachu przed zmianami, a imię ich Trwacze, by w trwactwie pozostać bo wszelkie Trwactwo jest święte, a do zmian tylko zwodnicy zawołują! 

I nadejdzie dzień, gdy mędrcy głupcami, a głupcy mędrcami się okażą; a zwodnikami ci, którzy przed nimi ostrzegali.

I plaga plagę wydawać zacznie. I plagom wszelakim końca nie będzie. I nie będzie wolnej od niej ni jednej ziemi, wody, powietrza, i z czego pobudować.

I brat bratu będzie powietrza, wody, ziemi i strawy żałował.

I umierać zaczną oszukani, zwodzeni i wiedzieni przez głupich, ślepych i zaprzedanych. A głupcy i w godzinie śmierci dziękować będą zwodnikom za ustrzeżenie ich od zmian wszelakich.

I przebudzą się ludzie i przeklną siebie, zwodnikuw, a zwodnicy siebie. I zamilczanych będą słuchać chcieli; i ratunku w zmianach szukać zaczną. Lecz będzie to późna pora, bo zmiany już zajdą, nieodwracalne! 

I nadejdzie dzień końca tych, którzy chcieli się zmian ustrzec, a nie widzieli że sami zmiany powodują. Bo zmiany są zawsze, i kto nie umie nimi pokierować; kto za nimi nie podąża – ten znika.

 

 

 

STAN ZDROWOTNY

 

„METROPOL” 09.09.2004 r.

WIDMO HIV/AIDS NAD UNIĄ

W CAŁEJ EUROPIE ZACHODNIEJ ŻYJE OK. 580 TYS. OSÓB ZAKAŻONYCH HIV.

Krajom Unii i jej sąsiadom grozi epidemia AIDS, jeśli nie zostaną podjęte skoordynowane działania na rzecz jej przeciwdziałania. (...) Na początku lat 90. pojawiły się opinie, że epidemię AIDS w Europie Zachodniej udało się ustabilizować.

– Ta opinia okazała się przedwczesna. Liczba nowych zarejestrowanych zakażeń w Europie Zachodniej podwoiła się od 1995 r. – powiedział Teliczka. Należy też wziąć pod uwagę fakt, że wiele nowych zakażeń jest niezarejestrowanych i faktyczna liczba nosicieli HIV może być nawet kilkakrotnie wyższa.

PAP

 

 

„FAKTY I MITY” nr 51/52, 05.01.2005 r.:

Według opublikowanego przez ONZ raportu, liczba osób zakażonych wirusem HIV przekracza już 40 mln. Prawie 5 mln spośród nich zaraziło się w roku 2005. Epidemia szczególnie szybko narasta we wschodniej Europie oraz środkowej i wschodniej Azji. W roku 2005 ponad 3 mln ludzi zmarło z powodu chorób związanych z AIDS, w tym ponad 500 tys. dzieci.

Dominika Nagel, Marek Szenborn

[Czyli wkrótce zarażonych będzie 1% mieszkańców Ziemi! Najlepszym środkiem zaradczym jest racjonalne myślenie i w wyniku tego odpowiednie postępowanie zamiast emocjonalnego (np.: Co komu pisane... Będzie, co ma być... Jak ktoś ma umrzeć to i tak umrze... Będę uważać a i tak cegłówka mi na głowę spadnie itp...) – red.]

www.aids.gov.pl

 

 

 http://www.innastrona.pl/bq_safe2003.phtml

ŚWIATOWY DZIEŃ AIDS 2003

Chroniczna nieuleczalna choroba?

W wspomnianych już Niemczech, wirusem HIV zaraża się rocznie około dwóch tysięcy osób zaś w skali światowej czternaście tysięcy.

 

 

„NEWSWEEK” nr 48, 03.12.2006 r.: Każdego dnia wirusem HIV zakaża się na świecie 14 tys. osób. Ogólną liczbę chorych na AIDS i zakażonych szacuje się na ok. 40 mln osób.

Ok. 50% zakażeń dotyczy osób między 15. a 24. rokiem życia. Każdego dnia na świecie umiera z przyczyn związanych z HIV/AIDS około 8 tys. osób. W Polsce statystycznie każdego dnia dwie osoby dowiadują się, że są zakażone HIV.

 

 

 www.onet.pl

PAP, PU / 02.10.2008 20:03

1,1 MLN AMERYKANÓW ZARAŻONYCH WIRUSEM HIV

Ok. 1,1 mln Amerykanów jest zarażonych wywołującym AIDS wirusem HIV - wynika z opublikowanych nowych danych Ośrodka Prewencji i Zwalczania Chorób (CDC). Ludność USA liczy ponad 301 mln.

Te szacunki, które CDC opiera na danych z roku 2006, pokazują, że liczba nosicieli HIV rośnie za sprawą nowych zarażeń i tego, że więcej pacjentów przeżywa dzięki odpowiednim lekarstwom.

 

Poprzedni raport CDC dotyczący HIV i AIDS, wykorzystujący dane z roku 2003, mówił o 994 tysiącach zarażonych.

Najnowsze dane CDC potwierdziły wcześniejsze ustalenia, że ryzyko zakażenia jest większe wśród osób czarnoskórych bez względu na płeć, a także wśród homoseksualistów i biseksualistów.

Co roku w USA na AIDS umiera 15-18 tys. ludzi.

Na całym świecie wirusem nabytego upośledzenia odporności (HIV) zakażonych jest 33 mln osób, a 2 mln z nich co roku umiera.

 

 

 www.onet.pl 02.10.2008

SKAZANE NA HIV

W szpitalu chorób zakaźnych w Moskwie znajduje się najsmutniejszy oddział – oddział dla dzieci, które urodziły się z wirusem HIV. W Rosji jest około 330 tys. nosicieli wirusa. 50 tys. z nich ma tylko kilkanaście lat. 1,5 tys. chorych dzieci urodziło się już jako nosiciele wirusa.

 

 

 www.onet.pl

20.08.2008 07:00

"POLITYKA" NAUKA

STRACH SIĘ NIE BAĆ

Najpierw był paniczny lęk przed wirusem HIV

Potem, wraz z rozwojem terapii, oswoiliśmy się z tym zagrożeniem. I to jest najgorsze, co mogło się przytrafić.

Epidemiolodzy biją na alarm: ludzie zobojętnieli na codzienne niebezpieczeństwo związane z AIDS. Po 27 latach od wybuchu epidemii, która przeniosła się ze Stanów Zjednoczonych na wszystkie kontynenty, bilans sukcesów i porażek wygląda następująco: w arsenale środków stosowanych w kontrolowaniu zakażenia są już 22 leki antyretrowirusowe (HIV należy do grupy tzw. retrowirusów), dzięki różnym kombinacjom tych preparatów życie chorych udaje się wydłużyć do późnej starości, śmiertelność z powodu AIDS spadła w Europie i Ameryce Płn. o 40 proc., ale nadziei na skuteczną szczepionkę profilaktyczną wciąż nie ma, więc wirus rozprzestrzenia się nadal. Pomagają mu w tym najbardziej ci, którzy przestali się go bać.

(...)

W Meksyku niemal połowę nowych przypadków AIDS odnotowuje się w grupie wiekowej od 10 do 24 roku życia. Powód dość oczywisty: 40 proc. mężczyzn, najczęściej gejów, stroni od używania prezerwatyw (a prawicowy rząd, związany z Kościołem katolickim, odstąpił od ich promowania). Młodzi ludzie wierzą, że choroba ich nie dotknie, a jeśli nawet, to dopiero za jakiś czas, a leczenie pozwoli im dożyć późnej starości.

 

Michael z Los Angeles: – Młode pokolenie nigdy nie widziało fizycznych skutków zaawansowanej infekcji HIV: fioletowych plam mięsaka Kaposiego na twarzy bliskich przyjaciół, koszmaru zapaleń płuc zżeranych przez Pneumocystis carinii, skutków toksoplazmozy mózgu. Nie odwiedzali nikogo w hospicjach ani nie uczestniczyli w pogrzebach.

Paweł Walewski

 

 

 www.onet.pl

28.02.2008 09:53

„ŻYCIE WARSZAWY”

CO TRZECIA TIRÓWKA MOŻE MIEĆ HIV

Na drogach wylotowych z Warszawy ruszyły badania prostytutek

Kilkadziesiąt kobiet już przeszło testy. Pierwsze wyniki są porażające.

– Najgorzej, że większość przebadanych dziewczyn zupełnie nie zmartwiła się wynikiem testu – mówi prof. Mariusz Jędrzejko z warszawskiej fundacji Pedagogium, która rozpoczęła pilotażowe badania. – Za chwilę obsługiwały kolejnych mężczyzn – dodaje.

(...)

Fundacja będzie chciała wspólnie z Krajowym Centrum ds. AIDS przeprowadzić podobne badania w całym kraju. Z ostatniego raportu "Zachowania seksualne i wiedza na temat HIV/AIDS w grupie kobiet świadczących usługi seksualne w Polsce", przeprowadzonego przez TNS OBOP dla Krajowego Centrum ds. AIDS, wynika, że co trzecia prostytutka nie stosuje żadnych metod antykoncepcyjnych. W największej liczbie przypadków powodem, dla którego w trakcie stosunku nie została użyta prezerwatywa, był sprzeciw klienta.

 

– Mężczyźni dodatkowo płacą prostytutkom za to, by uprawiać seks bez zabezpieczenia, a one stawiają wszystko na jedną kartę – mówi prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog.

 

– Klienci sami powinni namawiać osoby sprzedające usługi seksualne do stosowania zabezpieczeń. Korzystanie z komercyjnych usług seksualnych niesie ze sobą olbrzymie ryzyko zakażenia HIV i innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową – przypomina Anna Marzec-Bogusławska, dyrektor Krajowego Centrum ds. AIDS.

 

TAKIE SĄ POLSKIE PROSTYTUTKI

Średni wiek inicjacji seksualnej prostytutek wynosi 16 lat. Co czwarta z badanych kobiet deklaruje, że swój pierwszy stosunek seksualny odbyła w wieku 17 lat.

 

Większość kobiet ma dziennie od jednego do trzech klientów. Ponad połowa prostytutek pracuje najczęściej pod wpływem alkoholu, co 10 pod wpływem narkotyków (marihuana, amfetamina).

 

Połowa kobiet świadczących usługi seksualne ma już za sobą przynajmniej jeden zabieg usunięcia ciąży.

Michał Cessanis

 

Źródło: TNS OBOP dla Krajowego Centrum ds. AIDS

 

 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8671182,wiadomosc.html?ticaid=16324

PAP | dodane 2007-01-05 (17:05)

KAMERUŃCZYK, KTÓRY ZARAŻAŁ HIV, POSIEDZI TRZY MIESIĄCE

Kameruńczyk Simon Moleke Njie, podejrzany o zakażenie wirusem HIV co najmniej czterech kobiet, zostanie aresztowany na trzy miesiące - zdecydował Sąd Rejonowy dla Warszawy Żoliborza.

 

W tej chwili prokuratura będzie intensywnie prowadzić śledztwo. Mam nadzieję, że z pomocą środków masowego przekazu w zakresie dojścia do kolejnych pokrzywdzonych, bo wszystko wskazuje na to, że może być tych osób więcej - powiedział rzecznik stołecznej prokuratury okręgowej Maciej Kujawski.

 

Policja cały czas apeluje też do kobiet, które spotykały się z podejrzanym i do osób, które mają informacje o tej sprawie, o kontakt z Komendą Rejonową Policji na Żoliborzu (przy ul. Żeromskiego 7). Można dzwonić pod numer telefonu 0 22 603-10-86.

(bart)

 

 

http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8683961&rfbawp=1168530408.668&ticaid=13059

IAR | dodane 2007-01-11 (15:40)

 

Simon Mol był w Gdańsku we wrześniu ubiegłego roku. Brał udział w Festiwalu "Muzyka Przeciwko Nietolerancji i Przemocy", organizowanym przez Nadbałtyckie Centrum Kultury. Nie wiadomo czy spotykał się wówczas z kobietami. Lekarze obserwują jednak wyraźny wzrost zainteresowania wykonaniem testów na HIV. Od kilkunastu dni codziennie robi je setka osób. Wcześniej było ich średnio kilkanaście - mówi doktor Ewa Zarazińska, kierownik Wojewódzkiej Przychodni Skórno-Wenerologicznej w Gdańsku.

 

Na badania zgłosili się m.in dwaj młodzi mężczyźni, których obecne partnerki miały kontakty seksualne z Simonem Molem. Obaj mężczyźni są bardzo zaniepokojeni. Na razie nie są znane jeszcze wyniki ich testów. Zdaniem lekarzy osób, które miały bezpośredni lub pośredni kontakt z zarażonym Kameruńczykiem może być więcej.

 

Śledztwo w sprawie celowego zarażania kobiet wirusem HIV przez Simona Mola prowadzi stołeczna komenda policji.

(reb)

 

 

 http://kronika.wordpress.com/2007/05/31/gang-homoseksualistow-zarazal-hiv/

31.05.2007

“GANG HOMOSEKSUALISTÓW ZARAŻAŁ HIV”

Interia (31.05): “Holenderski gang działał zawsze w ten sam sposób: poznanych w internecie homoseksualistów zapraszano do mieszkania. Tam podawano im narkotyki i gwałcono, by zarazić wirusem HIV.

 

Ujawniona w środę przez policję sprawa wstrząsnęła Holandią. Policjanci poinformowali, że dwa tygodnie wcześniej doszło do zatrzymania trzech homoseksualistów, nosicieli HIV, podejrzewanych o zgwałcenie i zarażenie wirusem czterech mężczyzn.

 

Ronald Zwarter, dowódca policji w Groningen - mieście, w którym doszło do przestępstw - powiedział, że dwójka z zatrzymanych przyznała się już do winy. - Zatrzymani tłumaczyli, że zarażali wirusem, ponieważ uważali, iż im więcej nosicieli HIV tym większa dla nich szansa na uprawnianie seksu bez zabezpieczenia - powiedział Zwarter. (…)”

 

 

 www.wp.pl

Rzeczpospolita | dodane 2008-10-15 (08:04)

WSTRZYKIWALI GEJOM ZAKAŻONĄ KREW

Mężczyźni w wieku od 33 do 49 lat są oskarżeni o gwałt, nielegalne posiadanie narkotyków i ciężkie uszkodzenie ciała dokonane z premedytacją - czytamy w "Rzeczpospolitej". Według prokuratury między 2006 a 2007 rokiem celowo zarazili 14 mężczyzn wirusem HIV. Grozi im za to do 20 lat więzienia.

 

Swoje ofiary poznawali przez Internet. Proponowali im udział w orgiach. Potem ich odurzali za pomocą tzw. pigułki gwałtu i wstrzykiwali własną, zarażoną krew. Ofiary traciły przytomność, nie pamiętały, co się z nimi działo. Podejrzani zostali aresztowani w maju ubiegłego roku. Wcześniej służba zdrowia w Groningen zauważyła wyraźny wzrost liczby przypadków zarażenia wirusem HIV wśród miejscowych homoseksualistów.

 

Wszyscy trzej przyznali się do winy. W czasie przesłuchania mówili, że zarażanie mężczyzn śmiercionośnym wirusem ich podnieca. Jeden z nich miał powiedzieć, że im więcej jest gejów chorych na AIDS, tym większe szanse na seks bez prezerwatywy. To jest dla mnie naturalny, czysty seks – wyznał. Potem jednak odwołał swoje zeznania.

 

Większość ofiar już zachorowała. Mają nadzieję, że dowiedzą się podczas procesu, dlaczego oskarżeni świadomie narazili ich na śmierć. Ich obrońca zapowiedział, że wniesie skargę o odszkodowanie, jeśli oskarżeni zostaną uznani za winnych.

 

Holendrzy są w szoku. Zdaniem ministra zdrowia Aba Klinka trzej mężczyźni dopuścili się wyjątkowo ohydnej zbrodni. Organizacje walczące z AIDS ostrzegają, że to jedynie wierzchołek góry lodowej.

 

Z badań opublikowanych przez holenderskie stowarzyszenie walki z HIV (HVN) wynika, że zaledwie 24 proc. gejów używa prezerwatyw podczas przypadkowych stosunków. Jedna trzecia nie wie, czy ich stały partner jest nosicielem śmiertelnego wirusa. Seks grupowy bez zabezpieczenia staje się coraz bardziej popularny.

 

W konsekwencji od 2006 roku liczba przypadków zarażenia wirusem HIV wśród homoseksualistów wzrosła w Europie o prawie 12 pkt proc.

 

Seks bez prezerwatywy jest uważany przez wielu gejów za sposób potwierdzenia męskości i chęci do życia.

 

„To, że nie wiem, czy się zarażę AIDS, zwiększa rozkosz seksualną" – cytuje HVN jednego z ankietowanych.

(kab)

 

 

 http://psr.racjonalista.pl/index.php/s,11/t,4437

(31-05-2005)

KANADYJSKI CZERWONY KRZYŻ ZARAŻAŁ HIV I ŻÓŁTACZKĄ

Kanadyjski Czerwony Krzyż przyznał się, że w latach 80. i 90. doprowadził do zarażenia wirusem HIV i żółtaczką tysięcy pacjentów. To największy skandal w historii kanadyjskiej służby zdrowia.

 

Okazało się, że brak testów krwi krwiodawców spowodował zakażenie wirusem HIV około tysiąca, a żółtaczką typu C ok. 20 tys. pacjentów. Większość ofiar to chorzy na hemofilię, którzy potrzebują częstych transfuzji, a spośród zakażonych 3 tys. już zmarło. W 1997 odebrano

[gazeta.pl]

 

 

 http://www.trendomierz.net/show/942192/celowo-zarazal-hiv.html

CELOWO ZARAŻAŁ HIV

38-letni mężczyzna, nosiciel wirusa HIV, został oskarżony w Kolonii o rozmyślne zarażenie trzech kobiet tym powodującym AIDS wirusem.

źródło: INTERIA.PL [podsumowanie dla źródła];

 

 

 http://test.gejowo.pl/index.php?pid=3&n_id=8049&n_offset=585&reply=60736

2007-01-17, 0:00

KOLEJNY MĘŻCZYZNA ZARAŻAŁ HIV

Nawet kilkanaście osób mógł zarazić wirusem HIV Jacek W. z Jastrzębia Zdroju.

Źródło: Interia.pl / RMF FM

 

  http://209.85.135.104/search?q=cache:fMapIgxtOxYJ:wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9027405,wiadomosc.html+zara%C5%BCa%C5%82a+HIV&hl=pl&ct=clnk&cd=2&gl=pl&client=firefox-a 

PAP | dodane 2007-07-16 (16:35)

24-LATKA ŚWIADOMIE ZARAŻAŁA HIV?

24-letnia mieszkanka jednej ze wsi niedaleko Piły (Wielkopolskie) została oskarżona o świadome narażanie swoich partnerów seksualnych na zakażenie wirusem HIV - poinformowała prokurator rejonowy w Pile, Maria Wierzejewska-Raczyńska.

 

Emilia G. od 2000 roku była świadoma, że jest nosicielem wirusa HIV, mimo to nie informowała o tym swoich partnerów seksualnych i nie stosowała żadnych zabezpieczeń.

 

 

 http://www.wprost.pl/ar/127540/Warszawa-ekskluzywna-prostytutka-zarazala-HIV/

2008-04-11 10:12

WARSZAWA: EKSKLUZYWNA PROSTYTUTKA ZARAŻAŁA HIV

Prokuratura apeluje o zgłaszanie się do śródmiejskiej policji klientów pięciu znanych warszawskich agencji towarzyskich, w których pracowała kobieta zakażona wirusem HIV. Według nieoficjalnych informacji PAP, kobieta mogła mieć związek ze sprawą Kameruńczyka Simona M.

 

Jak poinformował rzecznik komendanta stołecznego policji Marcin Szyndler chodzi o "ekskluzywne agencje przy ulicach: Waryńskiego 3, Hożej 38, Waszyngtona 2 B, Nowogrodzkiej 62 B i Rębkowskiej 14 i o osoby, które korzystały z ich usług w okresie od sierpnia do końca 2007 r.

 

"To wyjątkowa sytuacja. Staramy się ustalić krąg osób, które mogły zakazić się wirusem HIV. Prosimy osoby, który korzystały z tych agencji o zrobienie badań i w sytuacji gdy okaże się, że są zarażone zgłaszały się na śródmiejską komendę. Gwarantujemy dyskrecję" - podkreślił Szyndler.

PAP, SS

 

 

http://www.grabieniec.pl/pokaz_artykul.php?id_artykulu=559

SKUTECZNOŚĆ PREZERWATYWY

W Stanach Zjednoczonych każdego dnia jedną z powyższych chorób wenerycznych zaraża się około 7000 młodych ludzi, co daje liczbę 2,5 mln rocznie, mimo stosowania prezerwatywy.

 

 

 www.o2.pl

Czwartek [ 3.07.2008, 12:33]

NIE DO WIARY: LUDZIE CELOWO ZAKAŻAJĄ SIĘ HIV!

AIDS | HIV | geje | seks | prostytucja | głupota

 

Media zauważyły wreszcie, że do Polski dotarła niepojęta moda, obserwowana na świecie od 6-7 lat. Nosiciele wirusa HIV otrzymują od ludzi zdrowych propozycje, by ich... zakazili.

 

Polskie środowisko gejowskie zna subkulturowe zjawisko "bug chasingu" już od jakiegoś czasu - i na swój sposób z nim walczy. Dotychczas problem nikogo nie interesował. Dlatego wyniki badań prof. Zbigniewa Izdebskiego są dla "Rzeczpospolitej" wielką sensacją.

 

    Mnie kiedyś zaproponowano nawet pieniądze – 2500 złotych, żebym zakaził. Odmówiłem, bo takie miałem przekonanie.

 

    Miałem kiedyś taki przypadek, będąc na czacie gejowskim. Była najpierw rozmowa, że jestem zakażony HIV. On nalegał, żebyśmy się spotkali.

 

    Jeszcze rok temu było nie do pomyślenia, żeby znaleźć w Polsce ogłoszenia, że ktoś szuka partnera pozytywnego, żeby go zakaził, co słyszeliśmy wcześniej w Anglii. Teraz u nas to jest.

 

Sprawa bynajmniej nie ogranicza się jednak do środowiska gejów. Dr Grażyna Cholewińska wspomina pacjentkę-prostytutkę:

 

    Kiedy klient chciał uprawiać seks bez prezerwatywy, informowała go o chorobie. Pewien mężczyzna, gdy to usłyszał, był gotów zapłacić podwójnie, byle było bez zabezpieczenia.

 

Co kieruje takimi osobami? Skłonności samobójcze, jak trochę bezradnie przypuszcza "Rzeczpospolita"? Trudno w to uwierzyć, wirus HIV może wywołać AIDS po latach - a nawet wcale. A śmierć na AIDS jest wyjątkowo, drastycznie wręcz nieprzyjemna. Czy może, choć i w to trudno uwierzyć, chęć przeżycia silnych doznań? Tak sądzi prof. Izdebski.

 

    Prawie 4 proc. Polaków przyznaje, że możliwość zakażenia się HIV podczas stosunku stanowi dla nich dodatkową podnietę. Wykazały to moje wcześniejsze badania.

 

Profesor jest na dobrym tropie - choć zjawisko ma podłoże głębsze i bardziej złożone. Według prowadzonych od lat badań zachodnich, osoby które mu się oddają realizują po prostu w skrajny sposób właściwą większości ludzi potrzebę... oryginalności.

 

Szukają czegoś, co odróżniałoby ich od reszty ludzkości - im radykalniej i drastyczniej, tym lepiej. Oczywiście to również trudno pojąć, ale wiąże się w jakiś sposób z coraz większą popularnością skrajnie ryzykownych zachowań seksualnych. Co z kolei wynika zapewne z narastającej w naszej cywilizacji nudy.

 

Oraz poczucia alienacji. Zarazem bowiem, co paradoksalne, oprócz potrzeby wyróżnienia się ludzie chcą być częścią czegoś. Dr. Gerald Schoenewolf uważa, że środowisko osób HIV-pozytywnych może się stać substytutem rodziny dla ludzi pogubionych - bo chętnie przyjmie każdego. Biletem do akceptacji jest... wirus.

 

Ludzie chcą się więc zakazić HIV, gdyż to czyni ich wyjątkowymi - o co we współczesnej, uniformizującej cywilizacji popkultury coraz trudniej. Zarazem jednak pragną akceptacji. "Złapanie" HIV to droga na skróty. Nie musisz być wyjątkowy czy akceptowany przez swą osobowość - której wielu ludzi dziś po prostu nie posiada - ale przez swego wirusa.

 

Słowem, wyjątkowość i akceptację można sobie "kupić". Cena jest wysoka, ale płatność, jak na karcie kredytowej, odłożono w czasie.

 

Istnieje oczywiście motywacja nieco odmienna - choć po części pokrewna chęci wyróżnienia się. Przewrotność. Bycie oryginalnym przez automatyczne odwracanie zachowań ogólnie przyjętych. W tej optyce "warto" mieć HIV, gdyż większość ludzi ocenia go jako coś strasznego, złego. To takie robienie na złość. Głównie samemu sobie. Robisz to, czego nie powinieneś. Jesz mydło, choć ci nie smakuje.

 

Naukowcy wskazują nawet, że HIV został dopisany na listę... fetyszy seksualnych. Działa to na podobnej zasadzie jak środowisko BDSM. Skoro ból może być podniecający, dlaczego nie HIV? Mamy więc pełną listę przyczyn, z jakich ludzie dobrowolnie zakażają się HIV. Oryginalność, akceptacja, przewrotność, mocne wrażenia. HIV jako lek na uniformizację, samotność, banał - i pustkę.

 

Izdebski wskazał oficjalnie, że moda na "bug chasing" dotarła do Polski. Została zapoczątkowana w USA na początku obecnego wieku. Po raz pierwszy opisał ją w roku 2003 w “Rolling Stone” Gregory A. Freeman, w klasycznym już tekście “Bug Chasers: The men who long to be HIV+.”

 

Od dawna też mówi się, że nowoczesne terapie antyretrowirusowe, dość skutecznie powstrzymujące rozwój AIDS, doprowadziły do narastającego lekceważenia "bezpiecznego seksu". Ludzie uwierzyli, że z HIV można żyć.

 

    To jak cukrzyca. Bierzesz kilka proszków, i żyjesz dalej.

 

Nie zawsze. AIDS to brak odporności na infekcje. Umrzeć można na cokolwiek - wirus, bakterię, drożdżaki. Znakomity brytyjski pisarz Bruce Chatwin długo i boleśnie umierał na ogólną grzybicę organizmu. Skóry, płuc, oczu, błon śluzowych.

 

Podobno nie było w tym nic fajnego.

Magda Hartman

 

 

"FAKTY I MITY" nr 26, 03.07.2008 r.: 26 proc. nowojorczyków zarażonych jest herpesem genitalnym. To przenoszona drogą płciową nieuleczalna choroba, objawiająca się bolesnymi wrzodami na narządach płciowych. Dwukrotnie zwiększa ryzyko zarażenia się wirusem HIV. Więcej chorych jest wśród kobiet, alarmujący jest odsetek zarażonych murzynów - 49 proc. Ale nie tylko to. Dane statystyczne pokazują, że w Nowym Jorku jest znacznie więcej chorych na choroby weneryczne: kiłę, rzeżączkę i inne.

 

 

"FAKTY I MITY" nr 2, 17.01.2008 r.

STANY ZAROBACZENIA

Alarmująco duża liczba Amerykanów choruje na pasożyty charakterystyczne dla krajów Trzeciego Świata.

To konkluzja studium badawczego dra Petera Hoteza, eksperta z George Washington University.

Czwarta część murzyńskich dzieci z zabiedzonych, śródmiejskich gett cierpi na tasiemce i inne groźne pasożyty. 14 proc. całej populacji amerykańskiej zarażone jest robakami pochodzącymi od psów i kotów. Pasożyty są częstą przyczyną astmy i epilepsji u dzieci.

„Jestem głęboko przekonany – stwierdza dr Hotez – że te oraz inne groźne problemy zdrowotne są ignorowane przez służby medyczne, bo dotyczą biednych i czarnych. USA wydają setki milionów dolarów na profilaktykę bioterrorystyczną, tymczasem tuż pod nosem mamy epidemię pasożytów”.

PZ

 

 

„PRZEKRÓJ” nr 19, 09.05.2004 r.

TRUJĄCY DEPUTOWANI

Światowy Fundusz na rzecz Ochrony Przyrody przebadał w Strasburgu grupę 39 ochotników deputowanych do Parlamentu Europejskiego. W próbkach ich krwi poszukiwano śladów 101 toksycznych substancji stosowanych w produktach konsumpcyjnych.

Okazało się, że deputowani to chodzące zbiorniki toksyn – u rekordzisty wykryto aż 54 chemikalia z czarnej listy. Zaliczono do niej substancje o działaniu rakotwórczym, powodujące uszkodzenia organów wewnętrznych i systemu hormonalnego. Były tam pestycydy chloroorganiczne na czele ze słynnym DDT zakazanym od 1978 roku, polichlorobifenyle stopniowo wycofywane od 1979 roku i wiele dodatków stosowanych do poprawiania jakości tworzyw sztucznych.

Akcja miała na celu przekonanie Unii Europejskiej do ograniczania produkcji i wycofywania z obiegu szkodliwych produktów, które przez lata pozostają w ludzkim organizmie.

 

 

„METROPOL” nr 180, 7-9.10.2005 r.

ZATRUTA KREW

W naszej krwi można znaleźć kilkanaście różnych środków chemicznych. Wiele z nich powoduje raka i astmę.

Na zlecenie organizacji ekologicznej WWF holenderskie laboratorium przebadało próbki krwi trzypokoleniowych rodzin (matek, babć i córek) z 12 krajów Europy, w tym też z Polski. Krew uczestników była testowana na obecność 107 groźnych związków, z czego we krwi badanych znaleziono w sumie 73 z nich

We krwi badanych osób znaleziono co najmniej 18 związków chemicznych, które można spotkać w produktach codziennego użytku. Krew uczestników badania zawierała też związki, które dawno już wycofano z produkcji ze względu na ich szkodliwość, np. polichlorowane bifenyle.

Organizacja WWF zaapelowała o zaostrzenie przepisów kontroli substancji chemicznych.

PAP/DD

 

 

 www.wprost.pl /Forum „Główne”

Autor: Kormak Mak Art

Obecnie około 150 tysięcy funtów uranu skaża wodę, glebę, powietrze i żywność Iraku i Kuwejtu, zaś epidemia raka już zbiera swoje żniwo wśród dzieci obydwu krajów. Niektóre źródła szacują, że w ciągu najbliższych 20 lat umrze około 500 tysięcy obywateli Iraku w wyniku śmiertelnego wpływu pozostałego po tych pociskach pyłu. Zachorowalność na raka w Iraku wzrosła do 6158 przypadków w 1997 z 4341 w 1991, liczba ta może być o wiele wyższa. Z powodu sankcji gospodarczych nie można zapewnić odpowiedniej pomocy medycznej chorym. Sankcje gospodarcze w połączeniu z trującym promieniowaniem, zbombardowanymi szpitalami, zatrutymi zasobami wód pitnych etc. spowodowały w ciągu ostatnich siedmiu lat śmierć 1,7 miliona Irakijczyków, głównie dzieci i ludzi starszych.

 

 

"NEWSWEEK"nr 39, 02.10.2005 r.

ROZCHWIANA

Kobiecość i męskość odejdą do lamusa, jeśli nadal będziemy zatruwać środowisko. W gminie Aamjiwnaang leżącej w kanadyjskim stanie Ontario w ostatnich czterech latach urodziło się osiemdziesiąt sześć dziewcząt, a tylko czterdziestu sześciu chłopców. Na ogół natura dba o to, by na świat przychodziło tyle samo noworodków męskich co żeńskich. Skąd więc ten brak równowagi?

 

Naukowcy zwrócili uwagę - o czym informuje brytyjski tygodnik "New Scientist" z 3 września - że gmina, w której męscy potomkowie stają się rzadkością, znajduje się w pobliżu dużego kompleksu przemysłowego, produkującego między innymi ftalany. To substancje chemiczne używane do nadawania miękkości wyrobom z plastiku, np. zabawkom czy butelkom dla niemowląt. Ale ftalany mają też groźne dla ludzi właściwości, bo zaburzają działanie naszego układu hormonalnego. Ich skład chemiczny jest bowiem taki, że działają na ludzi jak antyandrogeny, czyli niszczą męskie hormony. Z otoczenia przenikają do krwi, z krwi kobiet w ciąży do płodów, a tam jak niszczące naboje rozrywają testosteron, hormon, który zwykle daje sygnał genom do tworzenia męskiego ciała i odpowiednich dla tej płci narządów seksualnych. W wyniku napaści ftalanów na ludzki układ rozrodczy rodzi się więcej dziewczynek, a chłopcy mają zdeformowane genitalia i cierpią na niepłodność.

 

Endokrynolodzy od dawna alarmują, że tak groźne dla naszego zdrowia substancje jak ftalany są dziś wszechobecne. Znajdują się w wodzie deszczowej i wodzie jezior, w środkach czystości i rozpuszczalnikach, w domowym kurzu i kosmetykach. Są to składniki DDT, pestycydy i wiele innych produktów przemysłu chemicznego. Jedne z nich naśladują działanie kobiecych hormonów - estrogenów, inne blokują działanie hormonów męskich. Powodując zaburzenia płci i kłopoty z reprodukcją, mogą doprowadzić do drastycznego zachwiania równowagi płciowej. Czy świat opanują kobiety?

 

Trzeba pamiętać, że droga ludzkiego zarodka do uzyskania konkretnej płci jest nie tylko skomplikowana, ale i łatwo ulega deformacji. Płeć dziecka nie jest czymś zdecydowanym raz na zawsze od momentu połączenia się plemnika z komórką jajową. Nawet jeśli plemnik wniósł do tej spółki męski chromosom Y, do końca nie wiadomo, czy dziecko narodzi się z wszelkimi cechami chłopca. Bo formowanie płci zależy nie tylko od genów chromosomu Y otrzymanych wraz z plemnikiem, ale też od hormonów wytwarzanych na różnych etapach rozwoju płodu.

 

Przez mniej więcej sześć tygodni od poczęcia wszyscy jesteśmy rodzaju nijakiego. Bezpłciowi. Wczesny płód, niezależnie od tego, czy otrzymał instrukcję na męskie ciało, zawartą w chromosomie Y, czy też nie, nie ma jeszcze określonej płci. Ma natomiast podstawowe wyposażenie dla obu: początki kobiecych jajowodów i męskich nasieniowodów. Dopiero z upływem tygodni geny płci ujawniają swój komunikat. Płód z chromosomem Y zaczyna produkować androgeny, hormony męskie, wśród których najważniejszy jest testosteron. Pod jego wpływem formuje się męskie ciało i mózg. W przeciwnym razie pozostałby kobiecy.

 

Hormony zmieniają między innymi sposób połączeń neuronów w mózgu.

Doświadczenia na zwierzętach pokazują, jak można manipulować płcią mózgu na różnych etapach jego rozwoju. Wstrzykując na przykład żeńskim małpim płodom hormon męski w czasie formowania się ich mózgu, można spowodować, że genetyczne samice będą się w przyszłości zachowywać jak samce i zalecać do samic.

Podobnie obecność we krwi pępowinowej ftalanów (zwanych antyandrogenami) niszczących męskie hormony może doprowadzić do tego, że genetycznie męskie niemowlę przyjdzie na świat z kobiecymi narządami rozrodczymi lub z narządami tak zdeformowanymi, że trudno je zakwalifikować jako męskie lub kobiece.

A że tak się dzieje, dowiodła grupa amerykańskich naukowców z Rochester University w stanie Nowy Jork pod kierunkiem doktor Shanny Swan. Uczeni przebadali 346 kobiet w ciąży wraz z ich męskimi potomkami. We krwi matek przed porodem sprawdzano poziom zanieczyszczenia ftalanami. Noworodkom mierzono genitalia. Wrześniowy numer "Environmental Health Perspective" donosi, że wnioski z badań okazały się przerażające.

 

Chłopcy, których matki miały wysoki poziom ftalanów we krwi, byli 90 razy bardziej narażeni na to, że ich narządy płciowe będą zdeformowane i o wiele mniejsze niż normalne.

Podobne wnioski wyciągnęli autorzy raportu Greenpeace i World Wild Foundation "Prezent na życie. Niebezpieczne chemikalia we krwi pępowinowej". Stwierdzają w nim, że działania substancji chemicznych naśladujących ludzkie hormony są szczególnie niebezpieczne dla organizmu w okresach szybkich podziałów komórek, czyli we wczesnych stadiach rozwoju płodu.

Jeśli jednak hormony mają tak ogromne znaczenie w kształtowaniu płci, musimy mieć świadomość, jaki "prezent na życie" szykujemy swoim potomkom, oferując im już w okresie płodowym pokarm skażony chemikaliami. Pokarm, który zaburza równowagę hormonalną i poczucie, że należą do tej, a nie innej płci.

 

W setkach produktów, z jakimi mamy na co dzień do czynienia, znajdują się nie tylko związki chemiczne niszczące hormony męskie, ale także naśladujące działanie estrogenów - kobiecych hormonów płciowych.

W organizmach ludzkich hormony te są wytwarzane w ilościach precyzyjnie kontrolowanych przez układ gruczołów wydzielania wewnętrznego i związanych z nimi enzymów.

Dodatkowe estrogeny z zewnątrz szkodzą więc zarówno kobietom, jak i mężczyznom. U tych pierwszych zwiększają ryzyko zachorowań na nowotwory piersi, ponieważ przyśpieszają tempo podziałów komórek w tym gruczole. U tych drugich - co wykazali naukowcy z King's College w Londynie - zmniejszają zdolności reprodukcyjne.

 

Prof. Lynn Fraser, kierująca badaniami, przedstawiła jeden z mechanizmów tej destrukcji. Naturalny estrogen, obecny w kobiecych narządach rozrodczych i w spermie, jest potrzebny w procesie zapłodnienia. Przyśpiesza osiąganie dojrzałości przez plemniki i ułatwia im wnikanie do komórki jajowej.

Natomiast estrogeny przedostające się do męskiego organizmu z otoczenia doprowadzają plemniki do stanu pełnej dojrzałości, niezależnie od tego, czy zbliża się moment kontaktu z płcią przeciwną, czy nie.

 

Tymczasem sperma, która nie jest w kontakcie z narządami kobiecymi, szybko traci zdolność do zapładniania i staje się bezużyteczna. Oznacza to zmniejszoną zdolność mężczyzn do posiadania potomstwa.

Okazało się też, że skutki narażenia płodu na szczególnie groźne chemikalia mogą się przenosić na następne pokolenia w sposób, którego naukowcy nigdy nie zaobserwowali. Zwykle konkretny zapis w sekwencji DNA przekazuje cechy rodziców czy dziadków dzieciom lub wnukom. Tymczasem defekty płci w niektórych przypadkach przechodzą do następnej generacji z pominięciem dziedziczenia genetycznego, twierdzą naukowcy z Johns Hopkins University.

Jak to się dzieje, nie wiadomo. Jest to jednak dodatkowy sposób przekazywania kolejnym pokoleniom wad, spowodowanych przez nadmiar sztucznych hormonów w naszym środowisku.

 

Grupa badaczy kierowana przez doktora Matthew Anwaya dowiodła, że niepłodność danej osoby może być rezultatem oddziaływania szkodliwych substancji na nią lub jej praprababkę, gdy ta znajdowała się jeszcze w łonie swojej matki. W każdym następnym pokoleniu (doświadczalnych szczurów) około 10 procent samców było kompletnie niepłodnych, a ponad 90 procent miało zmniejszoną liczbę plemników, choć skażenie chemikaliami, które było tego przyczyną, dotyczyło tylko jednego osobnika w odległej przeszłości.

 

Wobec coraz groźniejszych doniesień o skutkach chemicznego zatrucia środowiska Unia Europejska na początku września wprowadziła zakaz używania ftalanów do zmiękczania plastiku w zabawkach i butelkach na mleko dla niemowląt. Zakaz wejdzie w życie dopiero za rok. W dodatku dotyczy tylko tej jednej grupy związków "hormonopodobnych" i tylko wybranych produktów, w których one występują.

Może to więc oznaczać, że prezent na życie, jaki fundujemy naszym dzieciom, wydając je na świat pełen chemicznych zanieczyszczeń, okaże się prezentem przechodnim. Będzie prześladował także następne pokolenia.

Bożena Kastory

 

 

„WPROST” 08.12.2002 r.

TRAWKA W MÓZGU

Palenie konopi indyjskich w wieku kilkunastu lat zwiększa ryzyko pojawienia się schizofrenii w wieku dorosłym - twierdzą uczeni z Kings College w Londynie, którzy w latach 1972-1973 przebadali 1037 nastolatków. Badania niedawno powtórzono. W grupie tych, którzy przed laty mieli kontakt z marihuaną, przypadki schizofrenii zdarzały się czterokrotnie częściej.

(PG)

 

 

„WPROST” nr 16, 24.04.2005 r.

BABCIU, NIE PAL

Szkodliwe skutki nikotynizmu przenoszą się nawet na drugie pokolenie! Uczeni z University of South California odkryli, że jeśli kobieta pali, będąc w ciąży, zwiększa w ten sposób ryzyko zachorowania na astmę nie tylko u swoich dzieci, ale także wnuków! „Toksyny z dymu tytoniowego uszkadzają DNA w komórkach płodu, a w wypadku dziewczynek także w ich komórkach jajowych. Te uszkodzenia prowadzą do zaburzeń układu odpornościowego” - mówi prowadzący badania prof. Frank Gilliland. Okazuje się, że ryzyko wystąpienia astmy jest o ponad jedną trzecią wyższe u wnuków niż u dzieci palących matek.

(JAS)

 

 

„NEWSWEEK” nr 35, 04.09.2005 r.

BRZYDSZA SIOSTRA AMFETAMINY

(...) Niedobór dopaminy prowadzi do takich reakcji, jak irytacja, bezsenność, zagubienie, drżenia, napady drgawek, niepokój, paranoja. Może spowodować także chorobę Parkinsona - ciężkie schorzenie układu ruchowego. I to nie tylko u osoby, która brała narkotyk - dr Alfred Heller z University of Chicago dowiódł w swoich badaniach, że również synowie matek, które zażywały metamfetaminę, są bardziej narażeni niż inni na chorobę Parkinsona i wszelkie zaburzenia układu nerwowego.

 

Metamfetamina uszkadza komórki mózgowe, mówiąc obrazowo - robi z mózgu sito. Potwierdziły to badania przeprowadzone za pomocą rezonansu magnetycznego przez naukowców z University of California w San Diego. Wykazały, że metamfetaminowi nałogowcy, aby wykonać jakąkolwiek prostą czynność - np. policzyć pieniądze - muszą korzystać z większych obszarów mózgu niż osoby niezażywające tego narkotyku.

Jeszcze groźniejsze wydaje się jednak to, że zażywanie metamfetaminy wywołuje potworną agresję, niemożliwą do opanowania wściekłość. Pobudzony metamfetaminą narkoman jest nieobliczalny, skłonny do bójek, demolowania otoczenia, awantur. Znajdując się w takim stanie, nie kontroluje tego, co robi, a może nawet zabić. A przy tym wszystkim jest bardzo trudny do uspokojenia.

 

W Polsce w ogóle nie prowadzi się statystyk, z których wynikałoby, w jakiej mierze narkotyki (a co dopiero sama metamfetamina) przyczyniają się do wzrostu przestępczości. Wiadomo jednak, że w niektórych stanach USA zażywanie metamfetaminy jest bezpośrednią przyczyną przestępczości: w Minnesocie i Illinois aż 80 proc. czynów karalnych w 2003 i 2004 roku popełnionych zostało właśnie pod jej wpływem; była też przyczyną 89 proc. zeszłorocznych przypadków przemocy rodzinnej w Kalifornii.

 

Kolejny problem z met polega na tym, że szybko uzależnia i bardzo trudno jest się od niej uwolnić. Choć odstawienie tego narkotyku (w przeciwieństwie np. do opiatów) nie wywołuje fizycznych objawów, psychiczne skutki są jeszcze trudniejsze do zniesienia niż w przypadku amfy: metamfetaminista na głodzie odczuwa depresję, niepokój, chroniczne zmęczenie, paranoję. Ma samobójcze lub wręcz mordercze myśli. (...)

W tekście wykorzystano fragmenty artykułu Davida J. Jeffersona z amerykańskiego wydania "Newsweeka"

Dorota Kowalska Współpraca: Dorota Malesa, Katarzyna Wajda, Robert Nowakowski

 

 

"WPROST" nr 908, 23.04.2000 r.

POTĘGA DUCHA 

Marihuana, kokaina i narkotyki z grupy opiatów, podobnie jak większość środków psychostymulujących, łącznie z alkoholem, upośledzają układ immunologiczny. Zmniejszając skuteczność tej linii obrony organizmu, dramatycznie zwiększają podatność na choroby zakaźne, a także nowotwory. (…)

Odkryliśmy, że podanie morfiny myszom już po 48 godzinach wywołuje stan ogólnego zatrucia na skutek niebywałego wzrostu liczby drobnoustrojów, które zwykle stanowią nieszkodliwą florę bakteryjną jelit - relacjonował wyniki swoich badań prof. Toby Eisenstein, mikrobiolog i immunolog z Temple University School of Medicine w Filadelfii.

- Taki grożący życiu nagły rozsiew bakterii powoduje, podobne jak w wypadku ropiejących ran, zakażenie organizmu.

 

W Stanach Zjednoczonych infekcje tego typu stają się przyczyną około stu tysięcy zgonów rocznie. Zdaniem prof. Eisensteina, również morfina podawana pacjentom w szpitalach w celu znieczulenia po zabiegach chirurgicznych powinna być uważana za czynnik zwiększający niebezpieczeństwo zakażeń pooperacyjnych. Badania przeprowadzone przez prof. Eisensteina wykazały, że narkotyk ten nie tylko toruje drogę zakażeniom wywoływanym przez żyjące w organizmie drobnoustroje, ale także znacznie zwiększa podatność na infekcje z zewnątrz.

(...)

Kanabinoid, główny psychoaktywny składnik marihuany, hamuje z kolei aktywność układu immunologicznego, zwłaszcza tzw. limfocytów T regulujących

odpowiedź organizmu na czynniki zakaźne. Zależność tę wykazał dr Thomas Klein, immunolog z Uniwersytetu Florydy Południowej. Równie głębokie upośledzenie układu odpornościowego wywołuje ekstasy - narkotyk zbliżony strukturalnie do amfetamin i halucynogenów. Zdaniem naukowców z Wydziału Farmakologii Narodowego Uniwersytetu Irlandii w Galway, nawet niewielka dawka ekstasy ogranicza normalne funkcjonowanie limfocytów rozpoznających i niszczących chorobotwórcze bakterie i wirusy.

 

Do uszkodzenia limfocytów T, białych krwinek wytwarzających wiele cytokin, substancji koniecznych do niszczenia obcego lub zdegenerowanego białka, prowadzi również częste nadużywanie alkoholu. - Jedną z cytokin jest Tumor Necrosis Factor, inaczej: czynnik obumierania nowotworów. Organizm pozostający pod stałym wpływem alkoholu ma zmniejszone możliwości kontroli procesów nowotworowych i niszczenia komórek raka - twierdzą immunolodzy z australijskiego uniwersytetu w Newcastle i tamtejszego Oddziału Gastroenterologii Szpitala Johna Huntera. Zależność tę zaobserwowano również u dzieci z tzw. syndromem alkoholowym. Są one bardziej podatne niż ich rówieśnicy na choroby nowotworowe.

 

- Dzieci alkoholiczek już w momencie narodzin mają obniżoną odporność na infekcje na skutek niedoboru komórek grasicy. Ten ważny narząd programuje aktywność komórek układu odpornościowego - tłumaczy prof. Wojciech Kostowski, lekarz i psychofarmakolog z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Jeszcze do niedawna nikt nie umiałby wyjaśnić zaskakującego związku między przyjmowaniem narkotyków lub innych środków psychotropowych a zwiększoną skłonnością do zapadania na choroby zakaźne i nowotwory. Żeby to zrozumieć, trzeba było najpierw dostrzec, jak wieloma nićmi są powiązane układy nerwowy i

immunologiczny.

Bożena Kastory, Waszyngton

 

 

"FAKTY I MITY" nr 9, 06.03.2008 r.

TOKSYCZNY TATA

Ostrzeżenia, że podczas ciąży nie wolno palić ani pić i należy bardzo uważać z lekarstwami, słyszeli wszyscy. Wiedza, że zaszkodzić zdrowiu przyszłego dziecka może ojciec, i to przez swe postępowanie jeszcze przed zapłodnieniem, jest znacznie bardzie ograniczona.

Studia w Idaho University i Rutgers University wykazały, że toksyczne chemikalia powodują uszkodzenia plemników. Z doświadczeń na szczurach wynika, że plemniki zdegenerowane pestycydami powodują choroby i deformację potomków w kilku następnych pokoleniach. Chodzi głównie o uszkodzenia prostaty, bezpłodność i problemy z nerkami.

Dr Cynthia Daniels z Rutgers, ekspert w zakresie wpływu ojca na zdrowie dziecka, ostrzega: „Gdybym była młodym mężczyzną planującym w najbliższym czasie począć potomka, nie piłabym piwa ani nie paliłabym. Mężczyźni nadużywający alkoholu znacznie częściej produkują anormalne plemniki”. Wpływ na dziecko używek, a także niektórych leków branych przez rodzica, może być bardzo poważny i utrzymywać się przez kilka generacji. Do potencjalnych powikłań i patologii zaliczyć należy poronienie, niedowagę przy porodzie, zwiększone ryzyko wrodzonych defektów. Dzieci żołnierzy amerykańskich, którzy w Wietnamie i podczas pierwszej wojny irackiej wystawieni byli na działanie toksycznego pestycydu „agent orange”, cierpią na rozszczepienia kręgosłupa.

Dobra wiadomość jest taka, że wystarczy wstrzymać się od pobierania szkodliwych substancji lub unikać ekspozycji na nie przez dwa miesiące przed zapłodnieniem, aby uniknąć zagrożenia. Cykl produkcji spermy wynosi bowiem 74 dni.

PZ

[To ostatnie tylko zmniejszy negatywne skutki, nic więcej. – red.]

 

 

http://www.wprost.pl/ar/?O=77118  

Numer: 22/2005 (1174)

WYŁĄCZNIK NAŁOGÓW

10 mln Polaków jest uzależnionych od papierosów - rocznie choroby wywołane paleniem tytoniu zabijają 100 tys. osób. Alkoholików jest ok. 800 tys., ale liczba pijących w sposób niebezpieczny dla własnego zdrowia i otoczenia przekracza 2,5 mln. Trudno policzyć, ile osób zażywa narkotyki - poważne uzależnienie to problem co najmniej 60 tys. Polaków.

 

http://hyperreal.info/node/7087  

 

JAZDA PO NARKOTYKACH

Widać też wyraźną tendencję, jeśli chodzi o wiek zażywających narkotyki - im młodsi tym częściej po nie sięgają. W grupie ludzi do 24. roku życia niemal co dziesiąty brał narkotyk w ciągu roku przed sondażem. Trzy razy rzadziej po środki odurzające sięgali trochę starsi - w wieku 25 - 34 lat. Wskaźniki stosowania narkotyków przez osoby po 35. roku życia są już znikome. Wyjątkiem od tej reguły są najbardziej rozpowszechnione substancje - czyli marihuana i haszysz. - Wśród kierujących samochodami 1,2 proc. badanych przyznaje, że w ciągu ostatniego roku prowadziło pod wpływem narkotyków. Jeśli przenieść tę próbę na całe społeczeństwo, można przyjąć, że to około 175 tysięcy osób, tylko dwa razy mniej od tych, którzy przyznają się do jazdy po alkoholu - twierdzi Sierosławski. - Zaskoczyło mnie, iż tak wielu Polaków mówi otwarcie, że jeżdżą po narkotykach.

 

Warszawiacy zażywają najczęściej

Narkotyki to na razie problem dużych miast, głównie północno-zachodniej części kraju. Ale prym wiedzie Warszawa. Marihuana i haszysz używane były chociaż raz w życiu przez blisko połowę dorosłych mieszkańców stolicy w wieku do 24 lat. Do eksperymentowania z takimi substancjami jak amfetamina i LSD w tej grupie przyznaje sie około 15 proc. Co dziesiąty młody warszawiak miał do czynienia z grzybami halucynogennymi, ecstasy lub kokainą. Nawet wśród 35 -44-latków doświadczenia z przetworami z konopi stały się udziałem blisko co piątego warszawiaka.

 

[internal://e1f29cb854b0f7f4564eb6ff19903997.gif]

 

Andrzej Stankiewicz [Rzeczpospolita | http://www.rzeczpospolita.pl/] 25 sierpnia 2003

 

 

„WPROST” 02.04.2006 r.: Niedobór nienasyconych kwasów tłuszczowych, podobnie jak brak witaminy B, przyczynia się do choroby dwubiegunowej objawiającej się na przemian atakami manii i depresji, schizofrenii, a także zaburzeń koncentracji.

Monika Florek-Moskal

 

 

 www.interia.pl

Ponad 2 mln Polaków cierpi na cukrzycę, a nadwagę i otyłość, które są czynnikami ryzyka cukrzycy typu II, stwierdza się u ponad połowy naszych rodaków - alarmują diabetolodzy.

 

 

 www.onet.pl

21.09.2008 r.

MILIONY POLAKÓW ZAGROŻONE PRZEZ CUKRZYCĘ

W Polsce 2,5 mln ludzi choruje na cukrzycę, a co najmniej jedna trzecia z nich nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest chora. Drugie tyle osób wkroczyło w tzw. stan przedcukrzycowy - alarmuje serwis wprost.pl.

Z każdym pokoleniem obniża się też wiek, w którym ta choroba się rozwija. Teraz występuje już u osób po czterdziestce; zaczyna także coraz częściej atakować dzieci.

W żadnych kraju nie udało się jeszcze zahamować wzrostu zachorowań na cukrzycę - informuje serwis wprost.pl.

 

Więcej w poniedziałkowym wydaniu tygodnika "Wprost"

 

 

Mężczyźni z rodzin, w których kobiety chorowały na raka piersi, mają czterokrotnie wyższe szanse na to, że zachorują na raka prostaty, mówią najnowsze badania.

 

 

„WPROST” nr 2(1102), 2004 r.

POKOLENIE FAST DEATH

DZIECI SĄ KARMIONE RAKOTWÓRCZYMI PRODUKTAMI

Nowotworami, cukrzycą, zawałem serca, a w najlepszym wypadku próchnicą zębów grozi spożywanie produktów przeznaczonych dla dzieci, zawierających nadmierne ilości cukru bądź soli - ostrzega brytyjska organizacja konsumencka Consumers Association. Większość dzieci w Polsce cierpi z powodu niedoboru witamin, szczególnie B1, B2, B6, PP i C - alarmują polscy dietetycy w raporcie "Witaminy, żywienie, zdrowie". Głównym tego powodem jest lawinowy wzrost spożycia produktów typu fast food.

Źle żywionych jest prawie 80 proc. dzieci między pierwszym a trzecim rokiem życia, głównie z powodu mało urozmaiconej diety - wynika z raportu opracowanego przez Instytut Matki i Dziecka, Instytut Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka oraz Instytut Żywności i Żywienia. - Jedynie niemowlęta są na ogół żywione zgodnie z ich naturalnymi potrzebami - uważa prof. Jerzy Socha z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Immunologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Najmłodsi Polacy jedzą głównie produkty o małej wartości odżywczej, obfitujące w tłuszcze i cukry.

 

RAKOTWÓRCZE CHIPSY

Nieodpowiednie żywienie od wczesnego dzieciństwa zwiększa ryzyko wystąpienia prawie 80 schorzeń, głównie otyłości, chorób serca i cukrzycy - twierdzą autorzy raportu "Witaminy, żywienie, zdrowie". Jedzenie w dzieciństwie chipsów zawierających znaczne ilości soli może już w młodości wywołać nadciśnienie tętnicze oraz przedwczesną osteoporozę, ponieważ sód blokuje przyswajanie wapnia - mówi Lucjan Szponar, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie. - Chipsy, frytki i produkty serwowane w barach fast food zawierają m.in. rakotwórcze akryloamidy. Poza tym podczas obróbki termicznej w tłuszczu roślinnym wydzielają się szkodliwe dla zdrowia tzw. izomery trans nienasyconych kwasów tłuszczowych.

Popularne napoje gazowane zawierają cukry i kwasy rozpuszczające szkliwo na zębach. Ryzyko pojawienia się próchnicy zwiększają nawet napoje oznaczone: sugar free, reduced sugar czy low sugar. - Natura nie przygotowała nas do jedzenia dużych ilości słodkich pokarmów - mówi prof. Jerzy Socha. Dziecko przychodzące na świat łatwo przyzwyczaja się do słodyczy, bo ma już wykształcone receptory słodkiego smaku (laktoza - cukier zawarty w mleku matki - jest jednak znacznie mniej słodka niż używana przez nas sacharoza). Niektórzy badacze sugerują, że zbyt częste jedzenie słodkich produktów może prowadzić do uzależnienia.

Szczury na diecie zawierającej zwiększoną ilość cukrów wpadają w stany lękowe, kiedy cukier zostaje usunięty z ich posiłków. Gryzonie zaczynają szczękać zębami i mają drgawki przypominające te, jakie obserwuje się podczas wychodzenia na przykład z nałogu morfinowego - wykazały badania Johna Hoebla, psychologa z Princeton University. Długotrwałe wzbogacanie diety szczurów w cukry powoduje zmiany w chemii mózgu, podobne do tych, jakie pojawiają się podczas używania morfiny czy heroiny - przekonuje z kolei Ann Kelley z University of Wisconsin. Czekolada może uzależniać, oddziałując na mózgowy układ nagrody, ponadto zawiera śladowe ilości pochodnych narkotyku zawartego w liściach konopi indyjskich oraz pochodne amfetaminy - wykazały badania Neala Bernarda z Physicians Committee for Responsible Medicine.

 

GENERACJA XXXL

W USA od 1996 r. zanotowano wśród nastolatków aż sześciokrotny wzrost zachorowań na cukrzycę typu II. Średnia wieku nastoletnich diabetyków obniżyła się z 16 lat do 13 lat! Liczba otyłych dzieci i młodzieży w krajach uprzemysłowionych rośnie szybciej niż liczba otyłych dorosłych. Jest to szczególnie niepokojące, ponieważ im wcześniej rozwija się cukrzyca, tym szybciej ujawniają się jej powikłania: uszkodzenie nerek, wzroku i nerwów obwodowych oraz miażdżyca serca - mówi prof. Jan Tatoń, diabetolog z Akademii Medycznej w Warszawie.

Do niedawna problemy z otyłością dotyczyły głównie ludzi po 25.-30. roku życia. Teraz coraz częściej tyją osoby w wieku 20, 15, a nawet 10 lat. - W Polsce tzw. nadmierną masę ciała ma 5-15 proc. dzieci, a ta liczba stale rośnie - mówi dr Halina Weker z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Lekarze ostrzegają, że w następnej dekadzie stan zdrowia dzieci jeszcze się pogorszy. U 80 proc. uczniów amerykańskich szkół podstawowych występują co najmniej trzy czynniki zwiększające ryzyko pojawienia się chorób serca, takie jak nadciśnienie, zbyt wysoki poziom cholesterolu i trójglicerydów. Wielu rodziców zamiast mleka wlewa do butelek niemowląt słodkie napoje - wynika z badań Kathleen Reynolds z American Dietetic Society. Ponad 24 proc. dziewiętnastomiesięcznych dzieci w USA jest regularnie karmionych frytkami.

Pokarmy o dużej zawartości tłuszczu mogą łatwo zakłócić reakcję organizmu na leptynę - hormon, którego obecność w organizmie sygnalizuje sytość. Im więcej bogatych w tłuszcze potraw, tym większy apetyt. Zaledwie po 72 godzinach od zmiany sposobu żywienia na bardziej tłusty organizm prawie całkowicie traci naturalną zdolność reagowania na leptynę - wynika z badań Luciano Rosettiego z Albert Einstein College of Medicine z Nowego Jorku. Im bardziej otyły pacjent - twierdzi uczony - tym trudniej odwrócić tę niekorzystną reakcję, bo jedzenie pokarmów o dużej zawartości tłuszczu zmienia układ hormonalny tak, że organizm potrzebuje ich coraz więcej.

 

NASTOLETNI ZAWAŁOWCY

Prof. Sarah Leibovitz z Rockefeller University w Nowym Jorku wykazała, że jeden wysokotłuszczowy posiłek wystarczy, by podnieść poziom wydzielanej przez podwzgórze galaniny, neuroprzekaźnika stymulującego łaknienie. Te zmiany są szczególnie niebezpieczne u dorastających dzieci, u których skutki tych procesów są bardziej trwałe niż u dorosłych. Szczury karmione tłustymi pokarmami w pierwszych tygodniach życia jako dorosłe potrzebowały więcej tłuszczu i częściej były otyłe.

W USA u ponad 58 proc. dzieci i młodzieży przed 18. rokiem życia występuje przynajmniej jeden czynnik zwiększający ryzyko pojawienia się chorób serca, na przykład otyłość, nadciśnienie, cukrzyca, zbyt wysoki poziom cholesterolu i trójglicerydów. Roczne koszty hospitalizacji dzieci w wieku od sześciu do siedemnastu lat z powodów związanych z otyłością sięgają 127 mln dolarów. "Choroby powodowane złym żywieniem dzieci to bomba z opóźnionym zapłonem" - ostrzega John Krebs, szef Food Standards Agency. Niestety, na rozbrojenie tej bomby może być już za późno.

Paweł Górecki

 

 

www.onet.pl

Sobota, 20.09.2008 r.

WYCHOWANIE

POJEDYNEK Z FAST FOODEM

(...)

A że dawać odpór trzeba, przekonują również lekarze. Alarmują, że jeśli nie zadbamy o zdrowe żywienie dzieci, w przyszłości staniemy przed problemem chorób cywilizacyjnych i postępującej degeneracji mózgu, a co za tym idzie – trudności w uczeniu się.

 

Te problemy zresztą już się ujawniają: przybywa dzieci agresywnych, z ADHD, depresją. Skutki złego odżywiania widać gołym okiem – dzieci tyją, szybciej się męczą, częściej chorują. Coraz bardziej otwarcie mówi się o tym, że słodycze i przekąski oferowane dzisiaj przez producentów często są po prostu trujące. Ciągle za mało słychać o tym, że owe produkty niszczą również mózgi dzieci.

(...)

 

U dzieci w nadmiarze spożywających cukier dochodzi do niedoboru witamin i minerałów. Badania przeprowadzone przez Brytyjską Fundację Żywienia wykazały, że 50 procent dzieci cierpi na niedobór witaminy A, a 75 procent – cynku, czyli dwóch bardzo ważnych składników odżywczych. Z kolei wieloletnie badania przeprowadzone na uniwersytecie Południowej Kalifornii dowiodły, że jeśli przez pierwsze trzy lata życia dieta pozbawiona jest niezbędnych minerałów, ośmiolatki są bardziej skłonne do irytacji i agresji, dzieci w wieku lat 11 – do oszukiwania, a w wieku lat 17 do kradzieży i znęcania się nad innymi. Badania nad dziećmi z ADHD i dysleksją wielokrotnie wskazywały na niedobory minerałów i witamin. Istnieją dowody, że prawidłowe odżywianie poprawia warunki rozwoju i leczy jego zaburzenia.(...)

Alina Gutek

    * Warto przeczytać

Sue Palmer, Toksyczne dzieciństwo, Wydawnictwo Dolnośląskie 2007

 

 

1 kiełbaska z grilla dostarcza organizmowi 100 razy więcej substancji rakotwórczych niż 20 sztuk trucizny nikotynowej w postaci papierosów!

 

Szacuje się, iż ok. 90% chorób wywołanych jest niezdrowym odżywianiem.

W krajach uprzemysłowionych różnego rodzaju zatruciom pokarmowym ulega aż 30 proc. mieszkańców. W samych Stanach rocznie notuje się 76 mln zatruć i 5 tys. zgonów

 

348 kg  emitowanych pyłów przypada rocznie na jednego człowieka. Źródło: dr Joyce E. Penner z Uniwersytetu Michigan

 

3 tys. ton farmaceutyków wyrzucają do śmieci Polacy. Źródło: aktualne.pl

 

1,3 mld ton odpadów rocznie powstaje w Unii Europejskiej. Źródło: EEC

 

1,6 mln ton rocznie niebezpiecznych odpadów powstaje w Polsce

 

 

 www.interia.pl

22.09.2008 r.

Poniedziałek, 22 września (05:52)

Skandal z mlekiem - 50 tys. chorych dzieci

ZATRUTE MLEKO

Ponad 50 tysięcy dzieci zachorowało w Chinach po spożyciu zanieczyszczonych chemicznie produktów mlecznych - poinformowały władze w Pekinie.

Blisko 13 tysięcy dzieci trafiło do szpitali, przy czym stan 104 pacjentów jest uważany za "ciężki" - podały chińskie media państwowe, powołując się na ministerstwo zdrowia. (...)

Czworo niemowląt zmarło po wypiciu odżywki ze skażonego mleka.

INTERIA.PL/PAP

 

 

"FAKTY I MITY" nr 39, 04.102007 r.

PISOFRENIA PARANOIDALNA

Na zaburzenia psychiczne cierpi w naszym kraju ok. 2,4 mln osób (1,5 mln dorosłych oraz 900 tys. dzieci i młodzieży, czyli w sumie dwukrotnie więcej niż w 1990 r.). Ze specjalistycznej opieki psychiatrycznej korzysta co 27 Polak (3,7 proc. populacji) (...).

Dominika Nagel

 

 

 

STAN INTELEKTUALNY/POLITYKA/POSTĘPOWANIE (stan uświadomienia, rozumienia, postępowania)

 

POLACY I... WIEDZA, ŚWIADOMOŚĆ.

Jedną z dominujących cech Polaków jest naiwność/brak rozsądku, niski poziom świadomości; egoistyczna, bezwzględna zachłanność jako rekompensata nieudacznictwa (bo niekompetencja szybko się ujawni, więc trzeba się nachapać póki się da)(a ogromne trudności podczas (prób) uczciwego dochodzenia do czegoś demoralizują; osiągnięcia czegoś konstruktywnego, mizerne efekty zniechęcają; Bo i tak będzie tylko to, co komu pisane (jak koryto, to widocznie Bóg/Los tak chciał)). Stąd apatia, a przy sprzyjających okolicznościach rzut na kasę...; Brak chęci do prospołecznej działalności, współpracy – bo to konkurencja do i tak za małego koryta...; bo to robienie na innych (inni nie chcą robić na mnie, to dlaczego ja mam robić na innych – błędne koło); po co się nad czymś zastanawiać, zdobywać wiedzę skoro religia już dawno dała odpowiedzi na wszelkie pytania; po co wykazywać się inicjatywą skoro i tak to Opatrzność o wszystkim decyduje; wszelka władza pochodzi od Boga (czyli: dzięki kor – dla kor). Więc ci, którzy się na Niego nie powołują odpadają (co to ma za znaczenie że powołujący się to często, nie mający żadnych innych argumentów, ogłupieni nawiedzeńcy, nieudacznicy, koniunkturaliści, cwaniacy, oszuści, złodzieje, kanalie i inne kreatury – nikt nie jest doskonały, za to są z mojego religijnego stada (skoro to z religijnego stada dochodzą do władzy to warto być religijnym – sam mogę, bądź ktoś bliski awansować, zyskać prestiż w środowisku, dojść do władzy (a przecież kiepeły do tego nie mamy żadnej – więc w innych okolicznościach nie mielibyśmy na to szans – czyli bycie religijnym się opłaca) i będą chronione nasze interesy – więc trzeba pielęgnować religijność, być wdzięcznym tego propagatorom (kolejne błędne koło/układ – wzajemna zależność, wspieranie się tych, którzy powinni być na marginesie, ale dzięki religii dominują – jedni jako mesjasze, a drudzy opatrznościowi mężowie narodu); widocznie tak ma być; inni też by kradli).

Przykładem mogą być interesy... z dobroczynnym... zachodem, zarówno za czasów poprzedniego jak i obecnego ustroju (w tym uważanie że Unii Europejskiej chodzi oto by dawać nam pieniądze... (nam chodzi o kasę, a im nie... (ale to naiwni głupcy)))(czyli naiwne pokładanie nadziei w komercyjnym kapitalizmie, więc, praktycznie, konsumpcjonizmie, współrządzeniu ludzi bogatych, najczęściej pazernych, krótkowzrocznych, egoistycznych, promujących powolnych sobie – w celu osiągania własnych korzyści (do władzy dochodzi się dzięki pieniądzom i dla pieniędzy); demokracji - czyli, praktycznie, wykorzystywaniu manipulowanych, bezmyślnych, o niskim poziomie wiedzy, świadomości, ulegających instynktowi stadnemu mas – by dać im złudę wpływania na swój los, i że sami są sobie winni, bo kto wybrał ustrój, rządzących... - jako leku na większość bolączek).

A generalnie uważanie że wszystkim chodzi o własny interes, tylko wyjątek stanowią ci, którzy zadają się z Polakami... (członkom kor też chodzi o niebo, a nie o forsę – czego dowodzą na co dzień...) A zawdzięczamy to ogłupiającej religii, org. religijnej – prowokującej myślenie emocjonalne (m.in. życzeniowe, na tym przykładzie: chcę żeby był, w dodatku nasz, lokalny Boziek (chociaż WSZYSTKO TEMU ABSOLUTNIE PRZECZY!)(bo skoro jestem osobą religijną, to nie chcę wyjść na głupca (lepiej by nimi okazywali się pozostali)), a członkowie org. relig. Jego pośrednikami, i żeby można było za ich pośrednictwem wszystko załatwić (opłacić)(bo osobiście to nie chce mi się wykonywać żadnych tych religijnych bzdur (NIKOMU SIĘ NIE CHCE, członkom kor też – trzeba im słono zapłacić żeby COŚ ZROBILI, W DODATKU NA POKAZ)...); by członkowie danej org. byli pożyteczni, dobrzy, uczciwi (a ABSOLUTNIE NIE SĄ!)) zamiast racjonalnego.

PS

Żeby czerpać korzyści trzeba najpierw trafnie zainwestować (np. w osobę która podejmuje ważne decyzje). Żeby trafnie zainwestować trzeba najpierw posiąść odpowiednią wiedzę (np. czytając wartościowe pisma (nie czytającej reszcie może to, poprzez telewizję, umożliwić odpowiednia osoba u władzy. Jednak, praktycznie, trzeba najpierw bazować na tej pierwszej grupie i jej aktywności w propagowaniu inf., wiedzy)).

Mądry Polak po szkodzie.../Polak przed szkodzą i po szkodzie głupi (Jan Kochanowski w XVI w.)...

Co Państwo sądzą o ciągłym mówieniu o życiu duchowym a następnie wyłudzaniu za to pieniędzy, zajmowaniu się biznesem i uciechami... (ciekawe do ilu Polaków to dotrze... – znaczna część zamiast rozumowego czy logicznie z doświadczenia wynikającego wniosku, wyciągnie wniosek tradycyjny...)

 

 

NIEMAL WSZYSTKO CO ROBI LUDZKOŚĆ JEST BEZMYŚLNE, ABSURDALNE, DESTRUKCYJNE; PRZYCZYNIA SIĘ DO PROBLEMÓW NA WŁASNE ŻYCZENIE...!!

Np.:

- realizowanie utopii ustrojowych, ideologicznych (religijne, moralne (obyczajowe)), ekonomicznych, edukacyjnych (z negatywnymi intelektualnymi, zdrowotnymi, gospodarczymi, ekonomicznymi, ekologicznymi, społecznymi, gatunkowymi tego skutkami (np. homomaniacy regularnie przypominają, propagując, o tej orientacji, piorą mózgi osobom heteroseksualnym – by ciągle myśleli o homoseksualizmie (zachowywanie ciągłości myślenia o tej orientacji...; sami są zatruci, okaleczeni, więc trują umysły innych – chcą by inni też o tym myśleli, kodowali sobie w umyśle tą opcję, znajdowali się w takim stanie jak oni... ( jakby nie wiedzieli czym kieruje się większość ludzi, jakie są skutki propagowania, propagandy)...!))

- komercyjna, a nie racjonalna ekonomia; zużywanie bezcennych surowców na cele energetyczne; wyobcowane traktowanie własnego, wspólnego, środowiska naturalnego (czego skutkiem są m.in. płatne zajęcia; wyczerpywanie się surowców; zatruwanie środowiska; zwiększanie cen surowców, przewroty polityczne, konflikty, wojny o zasoby)

- nie szanowanie, nie dbanie o własny i innych intelekt, zdrowie (negatywne skutki dla każdego w dwójnasób; m.in. udzielające się nałogi (przy czym każdy wie jakie będą skutki rozpoczęcia trucia się – wzięcia pierwszy, kluczowy, raz))

- zamiast uświadamiającego przekazu mamy komercję, ogłupianie m.in. tzw. reklamami, programami, inf. religijnymi, manipulowanie, propagandę itp. (co przekłada się na cały szereg tego negatywnych skutków wynikłych m.in. z niedoinformowania, nie rozumienia treści przekazu, ulegania manipulacji, propagandzie)

- tzw. działalność religijna (czego skutkiem jest m.in. ogłupianie, wykorzystywanie i pogrążanie ludzi, społeczeństw, państw)

- nieefektywna, nieprzemyślana, zmanipulowana edukacja (poddani temu procesowi m.in. uczą się mnóstwa rzeczy zbędnych (ich umysły są zaśmiecane), a nie uczą wielu niezbędnych; uczenie na pamięć, posłuszeństwo, podporządkowanie; ograniczanie, a nie myślenie, analizowanie, rozumienie, odkrywanie, rozwój)

- tzw. wychowywanie dzieci (bezmyślność, anarchia, bo zamiast konstruktywnie edukować, wpajać pozytywne wzorce, cechy, przekazuje, wpaja się własne urazy, wypaczone postrzeganie, rozumienie rzeczywistości, traktowanie siebie, innych, otoczenia, środowiska, życia; powoduje urazy, okaleczenie, zwichrowanie intelektualne, emocjonalne, choroby psychiczne – i tego dalsze konsekwencje)

- hazard, i tego propagowanie (powodujący ekonomiczne i psychiczne pogrążanie tego ofiar)

- produkcja, sprzedaż broni, wojny (czemu towarzyszy wyścig zbrojeń; co jest związane z ogromnymi wydatkami, co przyczynia się do niedostatku, biedy, i sprzyja m.in. wojnom...)

- niezdrowa produkcja żywności i takie odżywianie się (czego skutkiem m.in. są ogromne wydatki na lecznictwo, renty; choroby, degeneracja naszego gatunku)

- rozmnażanie się bez rozsądku (co przyczynia się m.in. do degeneracji naszego gatunku, problemów związanych z biedą, chorobami, przestępczością i wszelkimi innymi wynikłymi z nierozumienia elementarnych rzeczy przez prymitywy, osoby niedorozwinięte, zdegenerowane, niewyedukowane, chore psychicznie, psychopatyczne...!!); absurdalne, bezmyślne podejście do seksu, zakażonych (co przyczynia się m.in. do zboczeń, gwałtów; zakażeń chorobami, np. HIV-em (w wyniku czego tracimy też i wartościowy materiał genetyczny, bo giną już całe zarażone populacje)(otóż na śmiertelnie zarażonych, w tym zarażających kolejnych, wydaje się więcej pieniędzy niż na zdrowych (mających pracować, spłodzić zdrowe potomstwo)...), chorych psychicznie, psychopatów generujących, bezpośrednio i pośrednio, wyłącznie wydatki, problemy, w tym robią krzywdę zdrowym, pożytecznym ludziom, oraz rozmnażają się, by kolejne pokolenia miały kim i czym się zajmować...!!

Więcej:

19. CHOROBY ZAKAŹNE, BRAK HIGIENY:

 http://www.wolnyswiat.pl/19h1.html  

 

ITP., ITD...

 

PS

No i oczywistym tego skutkiem jest nie rozumienie dalekowzrocznych propozycji zmian – niezbędnych, rzeczywiście, i to dogłębnie, etycznych, koniecznych działań; trwactwo, czyli stagnacja; degeneracja, destrukcja, zagłada życia!!!

 

 

Ø      Ludzie zdrowi/hoży; abstynenci/uzależnieni; mądrzy/głupi; normalni/nienormalni; o normalnych preferencjach seksualnych/dewianci; o normalnym, niezależnym umyśle/okaleczeni psychicznie, ogłupieni; dobrzy/źli; racjonaliści/utopiści – równają do siebie. Komu sprzyjać, a komu maksymalnie ograniczać możliwość działania...

TO LEPSI SĄ WINNI (POSIADANIE POZYTYWNYCH CECH JEST WADĄ, KTÓRĄ NALEŻY LECZYĆ)...

Są psychopatyczni osobnicy, którzy uważają, że skoro oni są ogłupieni, głupi, hoży, okaleczeni psychicznie, uzależnieni itp., to inni też powinni znaleźć się w takim stanie jak oni (równanie w dół). A ci, którzy się przed tym bronią, stoją im na przeszkodzie wzbudzają ich agresję (są winni).

 

LUDZKIM PROBLEMEM, PEWNIE OD ZARANIA DZIEJÓW, JEST SELEKCJA NEGATYWNA.

Kto zawsze był popierany, prosperował, triumfował...; jakie ideologie wzbudzały uznanie i były wprowadzane w czyn...

A kogo tępiła np. kor w średniowieczu, później m.in. Stalin, Hitler itp...; kto zawsze wyprzedza epokę...; jacy ludzie wzbudzali zawiść...; jacy ludzie byli osobami drugiej kategorii... – ludzie najinteligentniejsi, najbardziej świadomi, odważni, niezależni, twórczy; niezrozumiani; stanowiący zagrożenie dla nikczemników, kreatur, nieudaczników itp. I tak jest po dziś dzień. Oczywiście były i są wyjątki, którym się w większym czy mniejszym stopniu poszczęściło (przynajmniej do czasu) – stąd o nich wiemy.

 

 

"PRZEGLĄD" nr 15(329), 16.04.2006 r.

IRAK W OBLICZU WOJNY DOMOWEJ

ŻYCIE W IRAKU STAJE SIĘ CORAZ BARDZIEJ BRUTALNE. MIESZKAŃCY MASOWO SIĘ ZBROJĄ, ABY BRONIĆ SIĘ PRZED BANDYTAMI

Irak pogrąża się w krwawym chaosie. Codziennie na skutek zamachów, bandyckich napadów oraz walk między szyitami a sunnitami ginie kilkudziesięciu ludzi.

Każdego miesiąca 150 irackich policjantów umiera gwałtowną śmiercią. Od 2003 r. zgładzono 110 członków rad miejskich stolicy. Amerykanie dostarczyli ciężarówki chłodnie, gdyż zabrakło miejsca na składowanie zwłok. Ambasador USA, Zalmay Khalilzad, oskarżył milicje szyickie, że mordują więcej ludzi niż "terroryści". Każdego dnia pod mostami, w rowach przydrożnych, w samochodach porzucane są ciała młodych mężczyzn, uprowadzonych, skutych kajdankami, pobitych, zastrzelonych lub uduszonych. Często świeże groby zabitych można znaleźć, gdy krew wypływa spod cienkiej warstwy piasku. Juan Cole, profesor historii z Michigan i znawca problematyki bliskowschodniej, uważa, że spływająca krwią ziemia jest metaforą obecnej sytuacji w Iraku. Ofiary tych mordów to zazwyczaj sunnici, zgładzeni przez szyickie bojówki. (...)

Krzysztof Kęciek

 

 

"FAKTY I MITY" nr 10, 7-13.03.2008 r.

WYROK ZA SZMINKĘ

Rezultaty przywracania demokracji w Iraku są ogólnie znane. Kraj w ruinie, wojna domowa, miliony obywateli uciekło i tuła się za granicą.

Przeciętni ludzie, wychodząc do pracy czy na targ, nie wiedzą, czy przed końcem dnia nie zostaną po nich strzępy mięsa. Jest jeszcze jeden, mniej znany aspekt akcji okupantów: wolność poczynań zyskali ekstremiści muzułmańscy, których ofiarami padają kobiety.

Irak był za Husajna jednym z najbardziej świeckich krajów islamskich. Dziś jego obywatelki, terroryzowane, żyją pod butem samców egzekwujących swoją wizję islamskiego zamordyzmu.

Najgorsza sytuacja jest w drugim co do wielkości mieście – Basrze. Po wycofaniu się Brytyjczyków we wrześniu ubiegłego roku kontrolę przejęli konserwatywni szyici o skrajnych poglądach religijnych. Przed wejściem na bazar transparent obwieszcza: „Ostrzegamy kobiety: makijaż i chodzenie bez nakrycia głowy są zakazane. Te, które się nie podporządkują, będą karane. Bóg nam świadkiem, że was ostrzegaliśmy”.

„Kara” to zabójstwo – uduszenie, obcięcie głowy, odrąbywanie kończyn... Matki zabijane są w obecności małych dzieci. Zwłoki noszą zazwyczaj ślady tortur. W minionym roku w ten sposób zamordowano 133 kobiety za brak czadora lub użycie szminki. Czasem można ponieść śmierć za niewłaściwy kolor chusty (zaleca się brązowe, szare i czarne). Policja prawie nigdy nie znajduje sprawców mordów. Czy w ogóle ich szuka...?

Amnesty International bije na alarm: sytuacja pogarsza się. Ale wyzwoliciele nie reagują. Mają dosyć własnych kłopotów.

JF

 

 

„POLITYKA” nr 30, 28.07.2007 r. TROCKIŚCI ISLAMU Skąd się bierze nienawiść między szyitami i sunnitami, która dziś zagraża nie tylko przyszłości Iraku, lecz całego świata islamu? I że to najczęściej Irakijczycy gotują ten los Irakijczykom.

Ekstremiści mordują współwyznawców pod pretekstem, że ktoś nie praktykuje islamu dość ortodoksyjnie lub wręcz udaje, że jest wierzącym muzułmaninem (...)

Adam Szostkiewicz

 

 

„WPROST” nr 19, 11.05.2008 r.

TERROR PRZECIW MUZUŁMANOM

Pod znakiem rosnącej fali terroru upłynął na świecie rok 2007. Według badań amerykańskiego Narodowego Centrum do Walki z Terroryzmem, w 2007 r. w zamachach terrorystycznych zginęło 22 685 osób, podczas gdy w 2006 r. z rąk terrorystów śmierć poniosły 20 872 osoby. Największe żniwo terroryści zebrali w Iraku, gdzie w zamachach zginęło ponad 13 tys. osób. Paradoksalnie, większość zabitych w zamachach, przeprowadzonych przez Al-Kaidę, stanowią muzułmanie, najczęściej będący przypadkowymi ofiarami. Za najważniejszego sponsora terroryzmu uznano Iran, który wspiera bojówki libańskiego Hezbollahu, palestyński Hamas i szyickich rebeliantów w Iraku.

(PB)

[Trzeba uświadomić, pomóc wyzwolić się od religijnego zatrucia, wpływu ogłupiaczy-trucicieli, i nakłonić do współpracy ludzi z otoczenia tych fanatyków. – red.]

 

 

 www.onet.pl 20.08.2008 r. ZAMIENILI ŚWIĄTYNIĘ W SALĘ TORTUR W południowym Bagdadzie odkryto meczet, który służył jako sala tortur. Znaleziono w nim około 30 ciał – informuje serwis CNN.

 

 

„FAKTY I MITY” nr 12, 25.03.2004 r.

OSTATNIA INKWIZYCJA NA ŚWIECIE

Terror, mordy, gwałty,

grabieże, stosowanie

tortur – w tym obdzieranie

żywcem ze skóry.

Czy to opis średniowiecznych

praktyk inkwizycji?

Nie... W ten sposób

z innowiercami walczy

OBECNIE Boża Armia

Oporu, przyznająca się do

katolickich korzeni. Świat

udaje, że nic nie wie...

(...) w afrykańskim państwie

pojawił się były katolicki katecheta

Joseph Kony.

Kony, znany z częstych ekstatycznych

wizji i prywatnych rozmów

z Bogiem, obwołał się prorokiem

i posłańcem bożym. W 2002 roku

ogłosił manifest, w którym stwierdził,

że wszelkie nieszczęścia ludu

Ugandy wynikają stąd, że ten przestał

przestrzegać przykazań bożych

i dba tylko o dobra doczesne. By „ratować

Ugandczyków przed losem Sodomy

i Gomory”, założył ugrupowanie

zbrojne – Boża Armia Oporu

(Lord’s Resistance Army, LRA).

Jego boska armia chce wyzwolić

lud z uścisku diabła i stawia sobie

za cel polityczny przekształcenie

Ugandy w katolickie państwo

wyznaniowe, gdzie stosunki

polityczne oparte byłyby wyłącznie

na dekalogu.

Ponieważ część obywateli Ugandy

nie chce być nawrócona, a inni

mają pecha być muzułmanami, katolicka

armia SIŁĄ robi to rzekomo

dla ich własnego dobra. Prowadzony

w klasycznie inkwizycyjny sposób

terror LRA, kosztował już życie około

100 tysięcy ludzi!

Z raportów UNICEF, Amnesty

International i Human Rights

Watch wynika, że działacze tej katolickiej

organizacji uprowadzili

20 tysięcy dzieci, zmuszając je do

walki z oddziałami rządowymi prezydenta

Y. Museveniego oraz na

froncie sudańskim, gdyż LRA

współpracuje z Sudańczykami i pomaga

im pacyfikować walczące

o secesję południa kraju odziały

Sudańskiej Ludowej Armii Wyzwoleńczej

(SPLA). LRA jest ponadto

oskarżana o porywanie dziewcząt,

które są później wykorzystywane

seksualnie przez dowódców

polowych.

W ciągu tylko ostatniego miesiąca

katolicka Armia urządziła

krwawą masakrę mieszkańcom kilkunastu

ugandyjskich wiosek.

W jednym przypadku zaszlachtowano

maczetami 53 osoby. W innym

rebelianci wdarli się do obozu

cywilnych uchodźców na północy

kraju, dokonując rzezi ponad 170

osób. Nieopodal miasta Kitgum, na

centralnym placu wioski zebrano

kilkuset okolicznych mieszkańców.

Wszyscy mieli wyznać swoje grzechy

i poddać się ceremonii chrztu.

Tubylcy, chcąc zachować życie, gremialnie

przeszli na katolicyzm. Za

pomocą maczet i kijów zamordowano

jednak 42 cywilów, gdyż – według

katechety Kony’ego – nie wykazali

wystarczającej skruchy za

swoje złe uczynki. Podejrzane o odprawianie

czarów małe dziewczynki

rozciągano na palach i powoli

zdejmowano z nich skórę.

Dobijano je, gdy w wyniku nieopisanego

bólu zaczynały wyć.

Dopiero wtedy inkwizytorzy uznawali,

że diabeł opuszcza zniewolone ciało.

Dodatkowo do armii wcielono

siłą 50 młodych chłopców, bo w wyniku

nowej ofensywy wojsk rządowych

pastor ma coraz poważniejsze

problemy z masową rekrutacją owieczek.

Chłopcy służą jako tragarze,

żołnierze i... zabawki seksualne.

Na terenach kontrolowanych

przez LRA panuje ściśle katolicki reżim.

Stosunki seksualne, nawet te

podczas gwałtów, są dozwolone tylko

w celu prokreacji. Jeśli małżeństwo

zbyt długo pozostaje bezdzietne,

zazwyczaj się je morduje, uznając

bezdzietność za karę boską. Zakazane

są wszelkie używki, tańce, zabawy.

Nie wolno oglądać TV, słuchać

radia ani czytać gazet. Ci lepiej

wykształceni są zabijani w pierwszej

kolejności, gdyż, według katechety,

umiejętności czytania i pisania

nabywa się przez stosunek z diabłem.

Niewierzących lub muzułmanów kamienuje

się lub za pomocą maczety

publicznie odcina im się głowę. Kobiety

– źródło wszelkiego zła i rozpusty

– nie mają żadnych praw. Każdy

może je zabić, jeśli podejrzewa, że mają

konszachty z diabłem. Zabronione

jest opuszczanie domostw w nocy.

Inkwizytorzy posunęli się w swoim

okrucieństwie już zbyt daleko, by

mieć poparcie katolickiej hierarchii.

Tym bardziej że Armia zaatakowała

niedawno kilka misji katolickich.

Jednak gdy w zeszłym roku strona

rządowa podjęła pertraktacje z „bożą

armią”, negocjatorami byli przedstawiciele

Kościoła katolickiego. Rozmowy

zerwano, gdyż – według strony

rządowej – katoliccy duchowni

usiłowali zmusić rząd do przyjęcia

części programu politycznego LRA.

Na szczęście prezydent uznał, że czego

jak czego, ale katolicyzmu w wydaniu

średniowiecznym jego obywatele

nie potrzebują i wrócił do „akcji

bezpośredniej”. Jednocześnie

oskarżył Kościół katolicki, że ten

– choć formalnie od LRA się odcina

– chce wykorzystać konflikt i ustanowić

w Ugandzie katolickie państwo

wyznaniowe. Szanse na to są

raczej nikłe, bo ofensywa wojsk rządowych

jest wspierana przez kilka

innych państw regionu, a sam prezydent

cieszy się dużym poparciem

wśród swoich obywateli.

Maciej Stańczykowski

 

 

 www.faktyimity.pl Forum / Kapitan / śro, 13 sierpień 2008 23:09

Tylko pytanie – dlaczego negatywna, a nie odwrotnie!??

Co spowodowało, że człowiek wybiera źle?

 

 

OTO JEST - GENIALNE, KLUCZOWE - PYTANIE(???!!!)

Może miał na to wpływ powszechny w przeszłości kanibalizm – ludzie etyczni, wrażliwi, prospołeczni, inteligentni (radzący sobie bez kanibalizmu), byli zjadani przez pozostałych...; w późniejszym okresie ludzie wartościowi - jako konkurencja - byli przez pozostałych po prostu zabijani; dodajmy też socjotechnikę, pranie mózgu, obłudne kłamstwa stosowane przez zdegenerowanych, bezwzględnych egoistów, również, w ten sposób, eliminujących konkurencję.

Lepiej też trzymać z tymi, co mogą zniszczyć kogoś psychicznie, fizycznie (zjeść), niż być ich ofiarą. Stąd dużo większy posłuch i okazywaną lojalność, chęć do współpracy, mieli najagresywniejsi, najbezwzględniejsi osobnicy (w ten sposób rekompensujący swoje niedostatki umysłowe); czyli w ten sposób miała mse promocja destrukcji, krótkowzrocznego egoizmu, strachu, intryganctwa itp. (najlepiej siedzieć cicho, być posłusznym i nie podskakiwać, gdyż wykazując się konstruktywną działalnością, pomysłowością, inteligencją stwarzasz zagrożenie dla pozycji pozostałych, do tego niezdolnych) – eliminacja zdolnych do prospołecznych, konstruktywnych działań.

A ponieważ nikt sam nie da się zabić, zjeść; wyeliminować to trzeba było opanować różne pomocne w tym techniki, jak intryga, kłamstwo, fałsz (co sprzyja też tworzeniu i szerzeniu absurdalnych plotek, pogłosek, wymysłów, pomówień, utopii itp.), zastraszanie, podporządkowywanie sobie innych, przemoc itp.; wytłumić uczucia wyższe – osiągnąć przebiegłość, skuteczność.

– Czyli zwyciężali i zwyciężają najokrutniejsi, najbewzgledniejsi, najprzebieglejsi i najposłuszniejsi osobnicy, przekazując, dominując dzięki temu, swoje geny w populacji.

 

Podłożem psychopactwa (oprócz choroby) czyli szkodzenia innym, psychiczne, intelektualne, ekonomiczne, fizyczne (np. trucizną nikotynową, nikotynizmem; wciągając w jakiś nałóg), szczególnie lepszym od siebie, jest chęć zwiększenia swoich szans życiowych, wśród swoich bezpośrednich oraz zastraszonych ofiar.

Psychopatów dzielimy m.in. na świadomych i nieświadomych swojego stanu, przyczyn i skutków swojego postępowanie (ci drudzy uważają swoje postępowanie za słuszne, dobre, bo np. pokierowane są one wiarą religijną, ustrojową, bo wykonują słuszną, potrzebną pracę (np wmuszania odbierania tzw. reklam, nazw stacji radiowych), bo uważają, że tak prawidłowo wychowują, pomagają podopiecznym). Podłożem wielu destrukcyjnych dyktatur, realizacji utopii również jest psychopactwo.

PS

W przeszłości mordowany był co piąty członek społeczności.

 

„POLITYKA” nr 34 (2617), 25.08.2007 r.

HOMO KILER

(...) Dobry, miłujący pokój dzikus nigdy nie istniał. Nie dość, że ludzie mordowali się od zarania dziejów, to na dodatek robili to z jeszcze większą zaciętością niż dzisiaj: krwawe żniwo zbierało nawet do 20 proc. populacji, z rąk zabójców ginęły kobiety i dzieci. Zazwyczaj oszczędzano jedynie kobiety w wieku reprodukcyjnym.

 

Jaki zysk przynosi morderstwo? Buss wyjaśnia: „Zacznijmy od tego, że nieszczęsna ofiara zabójstwa traci wszelkie szanse na przekazanie swoich genów potomstwu. Zamordowany mężczyzna już nigdy nie będzie zabiegał o względy kobiety i z pewnością żadnej nie uwiedzie. Nigdy więcej nie będzie się kochał ze swoją żoną”. (...)

Edwin Bendyk

 

 

„WPROST” 02.04.2006 r.

MAŁOŚĆ I WIELKOŚĆ

Polska staje się krajem hałaśliwej małości

Dla ludzi wybitnych, obdarzonych wiedzą, odwagą i charakterem, a podejmujących trudne, odpowiedzialne i niepopularne zadania bywa nie do pozazdroszczenia. Uznanie dla ich osiągnięć pojawia się późno i bywa deprecjonowane zarzutami ludzi słabo wykształconych, niezdolnych do prawidłowych i obiektywnych ocen. W społeczeństwie demokratycznym nie brakuje besserwisserów i opluwaczy. Mają prawo głosu. Są bezkarni. To normalne. Chodzi jednak o to, by hałaśliwa, demagogiczna mniejszość nie zdominowała opinii publicznej. Zarzuty najcięższego kalibru stawiają ci, którzy na ważnym zakręcie historii nie mieli nic do zaproponowania, nie umieli ani postawić diagnozy, ani zaproponować właściwej terapii, a przede wszystkim się bali. (...)

Wacław Wilczyński

 

 

DLACZEGO LUDZIE POSTĘPUJĄ ŹLE, ABSURDALNIE, DESTRUKCYJNIE

Czy dalej P. nie zdajecie sobie sprawy z jakimi osobnikami mamy do czynienia, że im, w sposób uświadomiony bądź nieuświadomiony, chodzi o destrukcję (jest to też jedyny sposób by zwrócić na siebie uwagę - negatywne emocje - twierdząc, że są pozytywne (okaleczanie, pranie mózgu - kolejna korzyść...))!; że nie rozumieją, nie kojarzą, elementarnych rzeczy...

SZUKANIE SENSU W BEZSENSIE (oczekiwanie zrozumienia od osób bezmyślnych; rozsądnego postępowania od osób destrukcyjnych itp.)

Do tych osobników racjonalne, merytoryczne, rozsądne argumenty nie docierają. Więc "dyskutując" z nimi zbliżacie się P. do ich poziomu (tracicie zdrowie, intelekt i czas) – i oto im chodzi...!

 

SĄ RÓŻNE ŚWIATY - czy tego chcemy czy nie -, ja proponuję to powszechnie ogłosić, i je rozdzielić.

JEST M.IN. ŚWIAT LUDZI:

młodych, zdrowych, pełnosprawnych/starych, chorych, niepełnosprawnych (m.in. zajmujących kolejki do lekarzy, czas lekarzom, kolejki w aptekach, gramolących się do i z pojazdu publicznego kilka razy wolniej od ludzi młodych, mających utrwalone uciążliwe tyki, nawyki, które, oprócz, że irytują, powodują urazy, udzielają się też innym, następnym tak postępującym;

 

wrażliwych, mądrych, dobrych, konstruktywnych, twórczych, pożytecznych/ psychopatycznych, głupich, debilnych, złych, destrukcyjnych, szkodliwych (m.in. niszczących innych ludzi psychopatów, przyczyniających się do stresów, problemów, nieszczęść, utraty zdrowia; straty czasu, inwencji, wydatków, świadomie i nieświadomie zarażających swoimi nałogami (trujących dymem nikotynowym), realizujących utopie; pogrążających ludzi, społeczeństwa, kraje, państwa; przyrodę)

 

Np. jeden debil czy psychopata potrafi bezpośrednio zrujnować zdrowie, życie dziesiątkom ludzi, a gdy ma możliwość, podejmując decyzje mające wpływ na durze rzesze ludzkie, na dużą skalę, to tysiącom, milionom!!; doprowadzić do zagłady przyrody, życia!!

 

Trzeba wprowadzić ogólnokrajowy rejestr osób psychopatycznych, debilnych (a stanowią oni co najmniej kilka procent społeczeństwa!) i wpisywać status danej osoby do jej dokumentów. Również osoby wybitne zasługują, ale na chlubne wyróżnienie. Najlepiej więc wprowadzić kilka kategorii, osoba: wybitna/przeciętna/szkodliwa/b. szkodliwa – z dopiskiem w jaki sposób, w jakiej dziedzinie. I odpowiednio, do ich postępowania, traktować takich ludzi (np. psychopaci, debile dewianci seksualni nie będą mogli wykonywać zawodów, prac, zajmować stanowisk, mieli wstępu do msc, mieszkać – gdzie mogliby robić krzywdę ludziom).

Przy okazji. Dokumenty powinny mieć elektroniczne chipy – umożliwiające natychmiastową identyfikację, wpis danych do komputera.

 

 

 www.o2.pl

Niedziela [28.09.2008, 9:30]

POLACY NIE ROZUMIEJĄ PROGRAMÓW TV. NARÓD IDIOTÓW?

Nie rozumiemy aż 75 proc. informacji przekazywanych w "Faktach" i "Wiadomościach".

Obraz jaki wyłania się z rozmowy "Gazety Wyborczej" z psychologiem mediów dr Lucyną Kirwil jest bardzo niepokojący. Okazuje się, że polscy telewidzowie nie rozumieją od 65 do 75% informacji podawanych w TV, a politykę traktują jak kolejny serial w TV. Może to świadczyć o tym, że polski widz wciąż nie przystosował się do życia w mediokracji i błądzi w natłoku informacji. Dr Kirwil powiedziała:

 

    W Polsce o polityce rozmawia się często jak o serialu, w kategoriach "co tam się komu przydarzyło". Polityków ogląda się chętnie, ale raczej nie mają na nas większego wpływu. Gdyby mieli, ludzie garnęliby się do aktywności politycznej, a Polska pośród wszystkich krajów UE ma jeden z najniższych odsetków ludzi aktywnych społecznie. Zresztą widzowie nie rozumieją średnio od 65 do 75 proc. materiału pokazanego w programach informacyjnych. Pamiętają jedną trzecią informacji, i to w zniekształconej formie.

 

Przypomina to sytuację półślepego człowieka w różowych okularach. Gorzej, że nawet telewidzowie zainteresowani polityką, podążają za krzykaczami z ADHD, uważając najwyraźniej spokojnych i rzeczowych polityków za mało atrakcyjnych. Czy w innym wypadku Ferdynand Kiepski polskiej polityki - Andrzej Lepper, wszedłby w upapranych błotem gumofilcach do sejmu?

 

    Politykę oglądają głównie mężczyźni w średnim wieku. Jak to na nich działa? Politycy wygrywają wizerunkiem, wyrazistym, często emocjonalnym zachowaniem. Jeden zachowuje się spokojnie, trzeźwo, mówi o rzeczach ważnych. Drugi jest ruchliwy, porywczy, nerwowy, przeskakuje z tematu na temat. Kogo lepiej widz pamięta? Tego, który robi więcej zamieszania.

 

Trudno ocenić, czy problemem jest nieprzystosowanie do życia w społeczeństwie informacyjnym, czy też ogłupiające działanie telewizji, która buduje swój przekaz na pojedynczych, wyrwanych z kontekstu zdaniach. Przed wydaniem miażdżącego werdyktu na temat intelektualnej kondycji polskiego telewidza, warto też sprawdzić podobne statystyki w innych krajach.

 

Mamy sporo do nadrobienia, więc nawet europejska średnia to za mało, a wielokrotnie już bito na alarm, że Polacy nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Będzie to jednak niewielki problem, jeśli okaże się, że równie ciężko przychodzi im przyswojenie sobie wiadomości w TV. Wtedy Polaków czeka powtórka z rozrywki, czyli kolejne lata narzekania na polityków, których sami sobie wybrali.

Gniewomir Świechowski

 

 

CZY MOŻNA NAZYWAĆ NORMALNYM, WOLNYM, KRAJ, W KTÓRYM OGŁUPIA SIĘ, TORTURUJE, W TYM INTELIGENTNYCH, WRAŻLIWYCH WARTOŚCIOWYCH, NAJWARTOŚCIOWSZYCH LUDZI, ZMUSZAJĄC ICH DO ODBIORU/, CZY PODCZAS ODBIORU, RADIA, TELEWIZJI, ROBIENIA ZAKUPÓW - ZATRUWAJĄCYCH UMYSŁY BREDNI - WYPŁOCIN REKLAMOWYCH I RELIGIJNYCH??!!...

W żadnym normalnym państwie nie ma mowy o religijnym, pseudomedycznym, reklamowym i jakimkolwiek innym szkodzeniu! Od kiedy to niedoinformowanie, w tym unikanie wiarygodnych źródeł informacji, nie przyjmowanie ich do wiadomości, słuchanie bzdur, kłamstw, wymysłów i bredni; serwujących je oszustów; podporządkowywanie się ogłupiającym, wyzyskującym, pogrążającym org. religijnym, bezmyślne uleganie instynktowi stadnemu i wynikła stąd religijność zasługuje na szacunek?! Tylko w chorym, wyznaniowym państwie – opanowanym przez org. religijną! Od kiedy wmuszanie odbioru wypłocin reklamowych jest objawem prawidłowego funkcjonowania m.in. śr. przekazu?! Od kiedy zezwalanie na szkodzenie ludziom pseudomedycyną  jest objawem zdrowej swobody działalności gospodarczej i jest korzystne (w tym dla gospodarki)?!

 

 

DEMOKRACJA TO: uleganie presji bezmyślnych mas; bezmyślna, egoistyczna walka grup interesów kosztem siebie nawzajem, a w perspektywie i własnym!; czyli realizacja własnych egoistycznych, krótkowzrocznych interesów; więc podział na rywalizujące, kosztem innych, grupy; To szybkie, doraźne, bezrefleksyjne, prymitywne, nieefektywne, kosztowne, przyczyniające się do całej masy negatywnych skutków, problemów, kosztem wszystkich i wszystkiego, zaspokajanie rozsądnych oraz absurdalnych, wyimaginowanych potrzeb (dzięki realizacji utopii, praniu mózgów tzw. reklamami o tzw. usługach, produktach), co doprowadza do kryzysów, klęsk, katastrof, biedy mas (co w perspektywie b. utrudnia a nawet uniemożliwia zaspakajanie nawet rozsądnych, elementarnych potrzeb).

Dzięki temu do władzy dochodzą najwięksi i najprzemyślniejsi rozdawacze dla własnych korzyści-, popularności – zajmujący się jawną korupcją – przekupywaniem wyborców; schlebiający gustom silnych, dużych grup, mas – wyborcom. W takim systemie wygrywają prymitywy, egoistyczni, bezmyślni rozdawacze-populiści rujnujący gospodarkę, przyczyniający się wyeksploatowywania surowców, zatruwania, niszczenia środowiska; do problemów (by następcy mieli argumenty w czasie kampanii, i czym się zajmować po wygranych wyborach – powodując następne problemy...)(W dalszej perspektywie, materialnie, najlepiej na tym wychodzą wybrani, przez pogrążanych, zwycięzcy licytacji: kto szybciej spełni („”) bezrefleksyjne zachcianki mas/najwięcej naobiecuje, czyli rozdawacze - obiecywacze...); to samonapędzający się obłęd.

Lub jeszcze inaczej: Jest to szybkie i skuteczne doprowadzanie do problemów, kryzysów, klęsk, katastrof, dzięki spełnianiu zachcianek mas (schlebianiu ich gustom) przez wybranych do tego celu, przez nie, równie rozsądnych, dalekowzrocznych realizatorów tej utopi, rozdawaczy-populistów...

 

Komercyjny kapitalizm daje te same efekty – korzystają na nim najcwańsze, najbezwzględniejsze jednostki kosztem eksploatowanych, wyzyskiwanych, mas, przyrody, przyszłych pokoleń.

 

Te systemy są też demoralizujące, przyczyniają się do dewastacji i degeneracji – wszystko jest krótkowzroczne, sprowadza się do wyzysku, eksploatacji, wykorzystywania mas (jako wyborców, pracowników, konsumentów; mieszkańców Ziemi) dla własnych korzyści przez najbardziej przebiegłe jednostki; zamiast współpracy ma mse walka, wyścig – kto zdobędzie szybciej i więcej.

 

Osoby zajmujące się rozwiązywaniem i zapobieganiem problemom, dogłębnie etyczne, działające w sposób przemyślany, dalekowzroczne, wybitne są na marginesie – czyli odbywa się selekcja negatywna.

 

 

 www.faktyimity.pl Forum / Kapitan / czw, 07 sierpień 2008 14:23

PANIE PIOTRZE, PROSZĘ POWIEDZIEĆ NAM WSZYSTKIM CO ROBIĆ?

Przecież zatrzymanie tej ogromnej maszyny do mielenia wszystkich i wszystkiego spowoduje katastrofę, która i tak nas czeka, ale każdy myśli "a po nas choćby potop".

Sam napisałeś, że jednostki wartościowe, powiedzmy mądre, są marginalizowane.

W głowach prawie wszystkich ludzi brzęczą pieniądze, nie słychać cichej pracy uzwojeń szarych komórek, tylko kasa, kasa, kasa.

Ludzie mają spieniężone sumienia, myślą tylko, kto kogo przechytrzy, kto pierwszy dorwie się do konfitur, kto kogo wykiwa, oszuka, okłamie, wycycka, ogłupi, obłupi itp., itd.

Wiem, że kapitalizm tak na prawdę jest systemem gdzie wszyscy starają się wszystkich oszukać, na czym tylko się da. To wszystko pięknie jest poukrywane za postanowieniami prawa, konstytucji, różnych przepisów, kodeksów, regulaminów, i tak jak zwykle najbardziej korzystają z tego najbogatsi oraz wspomagający ich kler.

PYTAM: CZY TEN ŚWIAT STWORZONY JEST TYLKO DLA BOGATYCH? – czy wytwór chorej, ludzkiej psychiki - pieniądz - zawładnął światem, i kto ma go więcej jest panem innych, mniej posiadających? - A gdzie tu miejsce na wolność? (chyba sterowaną – tylko).

To demokracja jest kpiną z ludzkości i człowieczeństwa, skoro sprawdza się powiedzenie W.Churchilla – wiesz jakie.

Dopóki będzie istniał taki system myślenia większości ludzi, NIE ZMIENI SIĘ NIC.

Powtarzam jak mantrę: ludzie od tysięcy lat mają chore mózgi i wszelkie zło z tego się bierze, trzeba ponaprawiać te mózgi – lekarz już jest, ale jak zwykle Posiadacze Wszystkiego mają go gdzieś. Nie podetną gałęzi na której siedzą, to musi zrobić ktoś spoza tej uprzywilejowanej kasty. – Wypełni  się przepowiednia A.de Toquevilla, potwierdzi teoria G.le Bona, nawet JHS.

 

 

 www.faktyimity.pl Forum / tititit / czw, 07 sierpień 2008 10:21

Demokracja jest dla ludzi mądrych.

 

 

[Tym razem będzie trochę filozoficznie]

RZĄDZENIEM POWINNA ZAJMOWAĆ SIĘ ELITA, A NIE MOTŁOCH

Ludzkość, o czym, i jak temu zaradzić, wielokrotnie pisałem jest nieodpowiednio edukowana i stąd nękają ją stresy (strach), problemy, m.in. egzystencjonalne. A gdy jest się nimi przytłoczonym, to trudno w takich warunkach o refleksje, analizy, więc i głębsze wnioski. Więc zamiast m.in. edukacją, uświadamianiem się, ludzkość zajmuje się w wolnym czasie odreagowywaniem stresów (co często przyczynia się do kolejnych problemów). Więc życie, aktywność, sprowadza się do bezpośredniej obrony swojej egzystencji, walki z wszystkim i wszystkimi (m.in. głosowaniu przeciw komuś, a nie za czymś pozytywnym), a nie usuwaniu, zapobieganiu problemom. To jakby stan wojny. A na wojnie z wrogami się walczy, a nie współpracuje. Są też na niej jeńcy, półniewolnicy, czyli tzw. robole.

Zwyciężają w tej walce ci, którzy mają najmniej skrupułów, najbezwzględniejsi – czyli najbardziej obłowieni, gloryfikowani bohaterowie... (Przy okazji. Bardzo podoba mi się... podziw dla milionerów za to, że tysiące pracujących na nich ludzi nie otrzymało sowitej zapłaty, są eksploatowani, wyzyskiwani, stracili zdrowie; że ktoś jest bogaty dzięki masowym płatnym zajęciom, praniu mózgów tzw. reklamami, kombinacjom polityczno-gospodarczym, zubożeniu zasobów surowców, zatruciu środowiska itp.)(proszę zauważyć, że wybrańcy, politycy, strasznie cieszą się już samym faktem dostania do sejmu (normalnie, msa znojnej, odpowiedzialnej pracy), a nie dopiero z ew. pozytywnych efektów swoich działań (bo wtedy są akurat smutni))...

 

NIESTETY TACY JAK MY SĄ WCIĄŻ ZAMILCZANI (nierozumiani/stanowimy zagrożenie dla opisanych interesów-, osobników)(nic nie wyszło nawet z wydania mojej książki).

SKORO OBECNIE ŚWIATEM RZĄDZI PIENIĄDZ, TO TRZEBA UŻYĆ TEGO SKUTECZNEGO ŚRODKA, ALE DO KONSTRUKTYWNYCH DZIAŁAŃ

Cały czas apeluję, tłumaczę: NIE DA SIĘ ZROBIĆ CZEGOŚ NA DUŻĄ SKALĘ BEZ PIENIĘDZY! Dają one duże możliwości, m.in.: możliwość wydania książki, zamieszczania ogłoszeń w prasie, proekologicznych działań, które dadzą pozytywny, uświadamiający efekt i rozgłos, byłaby nawet możliwość mojego kandydowania (..); mógłbym poświęcić więcej czasu na ważne działania. A naprawdę duże pieniądze dałyby ogromne możliwości.

Spróbujcie dotrzeć do milionerów, miliarderów (w tym z innych krajów)(potrzebuję też osób do profesjonalnego przetłumaczenia kilku ulotek na j. angielski).

Głoście też dobrą nowinę: Jest źródło uświadamiającej wiedzy; na kogo głosować:

9. STOPNIE ŚWIADOMOŚCI I TEGO OBJAWY ORAZ SKUTKI:

http://www.wolnyswiat.pl/9h5.html

 

11. MYŚLI (kompentium mojego pisma www.wolnyswiat.pl):

 http://www.wolnyswiat.pl/10h5.html   

 

16. KANDYDAT NA PREZYDENTA:

 http://www.wolnyswiat.pl/16h3.html   

 

17. ELEKTRONICZNE ZBIERANIE PODPISÓW (pod inicjatywami ustawodawczymi, moją kandydaturą na prezydenta)

 http://www.wolnyswiat.pl/17.php

 

21. WPŁATY I WYDATKI

 http://www.wolnyswiat.pl/21.html

 

 

Zrównoważony rozwój, harmonia, etyka, logika – racjonalizm, czy utopia?

POLSKA UTOPIJNA (KOMUNISTYCZNA, KAPITALISTYCZNA; WYZNANIOWA; SOCJALNA, KONSUMPCYJNA; ZDEGENEROWANA, W TYM POPULACYJNIE) CZY ROZSĄDNA -, RACJONALNA; SPOŁECZEŃSTWO SCHOROWANE, BIEDNE, CIEMNE, INTELEKTUALNIE I EKONOMICZNIE ROZWARSTWIONE, Z ZNISZCZONYM ŚRODOWISKIEM NATURALNYM, CZY ZDROWE, O WYSOKIM POZIOMIE WIEDZY, ŚWIADOMOŚCI, EFEKTYWNIE WYKORZYSTYWANYM KONSTRUKTYWNYM POTENCJALE, ZARADNE, ZAMOŻNE, ŻYJĄCE W ZDROWYM, W STANIE RÓWNOWAGI, ŚRODOWISKU NATURALNYM?

PS1

DO OPONENTÓW MOJEJ OCENY DEMOKRACJI W PRAKTYCE A JEDNOCZEŚNIE ZWOLENNIKÓW MOICH POSTULATÓW: ONA SIĘ WAM PODOBA ALE TYLKO W TEORII; WAM BARDZIEJ ZALEŻY NA SPOSOBIE, MI – NA EFEKCIE DZIAŁAŃ (NAWET W NAJBARDZIEJ OPTYMISTYCZNYM WARIANCIE DEMOKRACJA NIE DA NAWET POŁOWY TEGO CO USTRÓJ RACJONALNY W NAJGORSZYM).

METODY DZIAŁANIA, SYSTEMY RZĄDZENIA MOŻNA PODZIELIĆ M.IN. POD WZGLĘDEM SKUTECZNOŚCI (OCZEKIWANIA TO JUŻ ODRĘBNA SPRAWA, I NA TEJ PODSTAWIE JUŻ MOGĄ BYĆ ODRĘBNE OCENY. ALE DO CZEGO PROWADZĄ OBECNE ROZWIĄZANIA (...)...) NA 3 PODSTAWOWE GRUPY: 1. SKUTECZNE, 2. ŚREDNIO SKUTECZNE, 3. NIESKUTECZNE. DO JAKIEJ ZALICZA SIĘ DEMOKRACJA...

Proszę zrealizować moje postulaty w ustroju demokratycznym/kapitalistycznym przed wymarciem większości gatunków fauny i flory, zatruciem resztek względnie czystej wody, powietrza, gleby, przed wystąpieniem zmian klimatycznych, wyczerpaniem surowców itp. (ja się staram od 2000 roku)... (Na przykładzie mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, którzy w ciągu kilkuset lat praktycznie doszczętnie wytrzebili na niej zwierzęta, rośliny, w tym wycieli wszystkie drzewa, i w efekcie zostali kanibalami, zjadaczami skorupiaków, itp... Czy też współprzyczyniły się do tego, bądź stało się to za sprawą  przywiezionych beztrosko (trudno by je na łodziach nie zauważyć, tym bardziej że musiały coś jeść) czy świadomie bezmyślnie szczurów. Nie potrafiono się też zmobilizować by je wytrzebić.)

( „WPROST” nr 6, 13.02.2005 r.

WYPALILI AUSTRALIĘ?

To ludzie sprawili, że środkowa część kontynentu australijskiego jest pustynią. Badania uczonych z University of Colorado wskazują, że gdy przed 50 tys. lat do Australii dotarli pierwsi osadnicy, szybko wyginęło tam wiele dużych zwierząt (m.in.19 gatunków torbaczy, siedmiometrowe jaszczurki oraz żółwie wielkości małego samochodu) i roślin. Wykopaliska wskazują, że osadnicy używali ognia do polowań, oczyszczania ścieżek i pól uprawnych czy wysyłania sygnałów. „Systematyczne wypalanie roślinności doprowadziło do zmian klimatycznych na kontynencie” – mówi prowadzący badania prof. Gifford Miller. Dziś w środkowej Australii spada trzy razy mniej deszczu niż na jej wybrzeżach.

(JAS)

„FAKTY I MITY” nr 10, 13.03.2008 r.

JAK NIE OSAMA, TO PYTONY

Inwazja boa dusicieli, na USA. Wkrótce ogromne pytony opanują jedną trzecią terytorium kraju. Brzmi to jak szkic scenariusza trzeciorzędnego horroru, ale naukowcy zapewniają, że taka jest prawda.

Pyton birmański, kiedy osiągnie dojrzałość, ma długość 7 metrów i wagę ponad 100 kg. Wkrótce po narodzinach wcale na to nie wygląda i dlatego Amerykanie chętnie kupowali pytonki jako zwierzątka domowe dla dzieci. Zdając sobie poniewczasie sprawę z realiów, pozbywali się węży, wypuszczając je na wolność.

Pierwsze pytony odkryto w połowie lat 90. we florydzkim parku narodowym Everglades. Do roku 2003 zadomowiły się tam na dobre i zaczęły rozmnażać. Pytony  z reguły nie atakują ludzi, żywią się jeleniami, rysiami, kotami, psami, nawet aligatorami; owijają się wokół ofiary i miażdżą  ją. Są to stworzenia łatwo adoptujące się do nowych warunków i kolonizujące nowe obszary. Wkrótce pojawią się w teksasie i innych południowych stanach, przemieszczając się aż do San Francisco na zachodzie i Wirginii na wschodzie. Ponieważ są łakome, stanowią duże zagrożenie dla miejscowej fauny. Gdy tę przetrzebią, mogą zainteresować się istotami dwunożnymi...

ST

[Żadnych rozsądnych wniosków ze skutków wypuszczenia na wolność, przez pierwszych przybyszów z poza tego kontynentu, w Australii m.in. psów, świń, królików i kotów – które doprowadzają do zagłady lokalną faunę i florę. Tak więc nie tylko Polacy są przed szkodą i po szkodzie głupi... – red.])

PS2

PARTIE POLITYCZNE W PRAKTYCE...

Wiadomo iż jawnie przestępcze organizacje budzą powszechną niechęć, potępienie i są prawnie ścigane – ich członkowie ponoszą  prawnie przewidziane konsekwencje swojej działalności. Pytanie jednak brzmi: czym się one różnią od organizacji politycznych czyli tzw. partii jeśli chodzi o skutki dla nas: dla gospodarki, naszej sytuacji finansowej, zdrowotnej? – Otóż m.in. znaczną bezkarnością i aprobatą części społeczeństwa (oprócz że zalegalizowaną formą pobierania haraczu)(członkowie org. politycznych również kierują się jedynie swoimi pobudkami materialnymi. Również straszą, obiecują, zapewniają tzw. ochronę, przekupują siebie nawzajem (m.in. stanowiskami, ignorowaniem łamania prawa przez tzw. swoich, bądź/i przeciwników politycznych), wyborców dotacjami, a członków katolickiej org. relig. jeszcze m.in. nieruchomościami, gruntami – oczywiście wszystko nie własnymi)(...)...

Ktoś powie: no dobrze, ale niektóre ich działania np. ustawy przynoszą korzyści.

Mafie też dają korzyści, gdyż zajmują się m.in. legalną działalnością, zapewniając pracę, załatwiają różne sprawy np. u urzędników, dostarczają też tanie... fałszywe pieniądze, alkohol, narkotyki, papierosy – zaspokajają potrzeby (podobnie jak np. dotowane (przekupywani) dzięki politykom rolnictwo, górnictwo – przyczyniające się m.in. do degradacji środowiska, chorób, śmierci; ubóstwa społeczeństwa, wydatków)...

Tak więc porównanie jest dość adekwatne i powinno dać do myślenia (a dodam jeszcze, iż wielu polityków współpracowało a nawet działało dzięki mafiom; wiele zaniechań, czy działań prawnych było robionych pod ich dyktando).

Napiszę na wszelki wypadek wprost: skoro politycy są wybierani dla działań prospołecznych, a zamiast tego zajmują się jedynie własnym interesem (w efekcie, praktycznie, ich działania są też aspołeczne, za co jeszcze pobierają wypracowane prze społeczeństwo pieniądze) to jaki ma sens dalsze na to zezwalanie, taka forma rządzenia?! Przecież to jest oszustwo, rabunek – działalność szkodliwa, w tym demoralizująca!

PS3

Do zwolenników demokratycznej utopii. Co P. mówią m.in. takie nazwiska jak: Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński...; nazwy partii jak: AWS (obecnie PO), SLD, PiS (była AWS), Samoobrona, LPR; jak Państwo interpretują takie inf.: 500 miliardów/pół biliona zł wynosi zadłużenie, prawie 60 proc. społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego, 13 proc w skrajnej nędzy, wszystkie wody powierzchniowe i znaczna część tzw. podskórnych są zanieczyszczone, mamy schorowane społeczeństwo, w tym miliony rencistów (efekty wyborów większości, milionów wyborców), 70 proc odbiorców informacji nie rozumie ich treści, z tego ponad 40 proc. prawie w ogóle itp...; Dodajmy jeszcze, że nasze społeczeństwo wydaje rocznie prawie 12 mld zł na truciznę nikotynową, trując nią siebie i innych, kolejne miliardy na truciznę alkoholową i narkotyki, następne miliardy na szkodliwe produkty spożywcze, kolejne miliardy przeznacza na pogrążającą gospodarczo nasz kraj i intelektualnie nasze społeczeństwo wiadomą org. religijną...; itp., itd...

PS4

Kim trzeba być, w tym jak bardzo zaślepionym, upartym, by nie przyjmować tych faktów do wiadomości...; nie rozumieć sytuacji, nie wyciągać z tego rozsądnych wniosków (nie mieć na to odwagi)...; by propagować system przyczyniający się do takich efektów...; utopijnym, by w jego umacnianiu widzieć szansę polepszenia sytuacji...

PS5

Jako analogię podam jeszcze przykład mitu o dobroczynnych, kochających zwierzęta, psiarzach.

Czy psiarze tak kochający zwierzęta (i ludzi)... zastanowili się też [oprócz że: nad cierpieniami m.in. zamykanych na wiele godzin psów; skutkami powodowanych przez psy hałasów, robionych kup - a więc stresami i innymi problemami - dla otoczenia]: skąd się bierze mięso dla ich pieseczków – wzięli pod uwagę cierpienia zwierząt podczas chowu i uboju przemysłowego, skutki tego chowu, przemysłu dla przyrody i ludzi...?!!

Dodam jeszcze, iż miliony ludzi (w tym część to dzieci) nie mają co jeść, podczas gdy kochający ludzi psiarze... wydają  miliony złotych m.in. na karmy dla psów!

 

Demokracja to rządy głupców; jest najgorszym z możliwych ustrojów, gdyż są to rządy hien nad osłami (Arystoteles, ur. 384 p.n.e., zm. 324 p.n.e.)...

 

 

Zawsze będą użyteczni... idioci propagujący, w odpowiednim czasie..., faszyzm, komunizm, katolicyzm, narkomanię (chcą legalizacji narkotyków), homoseksualizm (homomaniacy tych, którzy nie chcą mieć z tym nic wspólnego nazywają homofobami... Proszę nie mylić natręctwa, nachalności, eksponowania, propagowania z równouprawnieniem, a braku rozsądku z tolerancją).

PS

GDYBY CI LUDZIE POSIADALI CHOCIAŻ PODSTAWĄ WIEDZĘ NA TEMAT TEGO CO PROPAGUJĄ TO ZAJMOWALIBY SIĘ PRZED TYM PRZESTRZEGANIEM, A NIE PROPAGOWANIEM!

Czy ludzie nie posiadający elementarnej wiedzy na temat danej religii, organizacji religijnej; unikający/nie przyjmujący do wiadomości (niektórzy nawet walczą z jej źródłami) RZETELNEJ WIEDZY - czyli niekompetentni w tym temacie - powinni wypowiadać się na te tematy, a co dopiero zajmować tego propagowaniem...

A co sądzić o tych, którzy wiedzą - w tym o opartym na całkowitym fałszu; destrukcyjnym jej działaniu - a mimo to wspierają - z wzajemnością... - daną organizację religijną...

 

 

NIE WIDZĘ MSA W POLITYCE DLA POSTKOMUNISTÓW/I KATOLIKÓW.

Byli komuniści mają kompleksy, poczucie winy za współudział, współtworzenie poprzedniego, niepopularnego, systemu. Stąd tak ogromna u nich potrzeba akceptacji społecznej, dlatego też tak ochoczo weszli w kolejny - aktualny... - nurt katolicyzmu; zawsze będą  posłuszni aktualnemu systemowi - tak samo jak rasowi katolicy - a nie interesowi społeczeństwa.

 

 

Najlepsze prawicowe i lewicowe sposoby na pogrążanie społeczeństw, wywoływanie wojen: szerzenie, wprowadzanie, religijnej, ustrojowej, socjalnej - pogrążającej ekonomicznie, intelektualnie (w tym prowokowanie emocjonalnego (stadnego) myślenia, a w efekcie takiego postępowania) - utopii, rozmnażanie się bez dbania o jakość potomstwa i umiaru, utrzymywanie uprzywilejowanych nierobów (a w efekcie m.in. rabunkowa eksploatacja surowców, zagłada życia; długi, bieda) – razem = OSIĄGNIĘCIA CYWILIZACJI...!!! („WŚ” nr 1, 2, 3).

PS

Ci ludzie mają niski poziom świadomości, więc postrzegają rzeczywistość w b. ograniczonej perspektywie, terytorialnej, czasowej (a co ich to obchodzi co będzie po ich kadencji; jak umrą), odnośnie form życia, a nawet w obrębie własnego gatunku dzieląc go na naszych oraz pozostałych, konkurentów, przeciwników ich grupy – jej interesów (a nie np. na szkodliwych i pożytecznych – z uwagi na swe zdolności. Więc dobierają ludzi według przynależności, a nie kompetencji). Ich działania, wynikłe z instynktu stadnego, egoizmu (własnego powodzenia, kariery), ograniczają się do walki, niszczenia wrogów (co daje wyznawcom, członkom stada, poczucie bezpieczeństwa – skoro wrogowie są niszczeni, a przynajmniej trzymani na dystans, oraz popularność walczącym – obrońcom) – więc energia jest w ten sposób marnotrawiona; płytkiego, krótkowzrocznego zaspokajania potrzeb, własnej grupy, ku własnej (krótkotrwałej) chwały. Więc potencjał twórczy konkurentów, ich powodzenie jest według nich dla nich szkodliwy (stąd to słynne, odzwierciedlające rzeczywistość, powiedzenie: Nim gorzej, tym lepiej...). Więc jakie warunki takie efekty...!

 

 

Demokracja jest z góry, czyli nawet teoretycznie, skazana na niepowodzenie. Bo z góry wiadomo, iż decyzje większości będą błędne! Bo większość ludzi ulega instynktowi stadnemu, więc/bo myśli emocjonalnie, to trwacze, nie posiada elementarnej wiedzy, zdolności – i jest to wykorzystywane przez karierowiczów-egoistów. Więc nic dobrego z tego nie wynika, w tym dla tej większości! – co potwierdza praktyka. Więc demokracja to utopia, patologia (i to podwójna: z efektami bezpośrednimi wprowadzenia utopii i wtórnymi dokonywanymi przez wykorzystujących ją, jej realizatorów/uczestników) bo dająca, praktycznie, tylko ułudę wpływu społeczeństwa, które i tak nie potrafiłoby podejmować trafnych decyzji, na rządzenie – bo jest ono manipulowane. 

PS

Trwactwo, wynikłe z instynktu stadnego, powoduje też świadomą, nieświadomą stygmatyzację osób będących u tzw. władzy – automatyczne przypisywanie im wyjątkowości; nieposiadanych - niestety - atrybutów; uważanie iż WŁADZA WIE LEPIEJ, czego skutkiem jest m.in. godzenie się z sytuacją i ew. walka z problemami, a nie jej przyczynami...; banie się tzw. władzy (oni boją się jeszcze bardziej, utraty władzy-profitów, gniewu mas-wyborców – stąd te bezmyślne - doprowadzające do problemów, kryzysów - łapówki dla górników, rolników, kor); uważanie, iż jeżeli się nie rozumie postępowania władzy, to widocznie jest ono za trudne (za mądre) do zrozumienia (jest się za głupim by to zrozumieć; stąd dlatego nie jest się u władzy); powoduje to też ignorowanie a nawet krytykowanie osób chcących coś zdziałać a nie posiadających stygmatu władzy... Ta masa ludzka nie zdaje sobie sprawy iż są to dokładnie TACY SAMI LUDZIE JAK ONI - równie inteligentni, zdolni, uczciwi... - tylko splotem różnych okoliczności zamiast np. nosić worki na budowie, noszą teczki w msh tzw. urzędowania.

Żeby dopełnić paranoi trzeba dodać iż wielu z tych którzy są u tzw. władzy, sami wierzą w swoje zdolności (no skoro są u władzy to widocznie nie bez powodu); wczuwają się też w swoją  „misyjną” rolę m.in. „chroniąc” społeczeństwo przed wichrzycielami, burzycielami, wywrotowcami itp. (czyli już w ten sposób działają, są pożyteczni a nawet b. potrzebni)...

Potrzebni też są wrogowie przed działaniami których się bohatersko, z poświęceniem, dla dobra ogółu walczy (więc jest się bohaterem; w kolejny sposób b. pożytecznym, niezbędnym)(niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę z ich pożytku...; tajemnicy władzy...), winni problemów - bo przeciecz wiadomo że nie są nimi jedynie słuszni rządzący -: aktualna opozycja; Rosja, Niemcy, Unia Europejska, Żydzi, masoni, komuniści, obcokrajowcy; bo ludziom nie chce się pracować (za marne pieniądze – od zawsze; na afery, łapówki dla kast, marnotrawstwo); bo ludzie są za mało gorliwi religijnie, podczas wyborów oddali za mało głosów na jedynie słusznych mężów stanu (wzbudzanie poczucia winy u poszkodowanych); Dobrze jest też dawać nadzieję że w przyszłości będzie lepiej dzięki pracy, działaniom troskających się oto rządzących (to będzie już ponad pół wieku jak się robi lepiej... – licząc o dostatniej wojny); modłom.

Chyba wystarczy by było tak, w tym tak długo, źle i nie było perspektyw na tego zmianę (poza pomocą co najmniej milionera, bądź z miliona ludzi po co nieco, plus kilka milionów podpisów (które można składać na mojej stronie internetowej), bądź przewrotem – ale kto mi pomorze – przecież nie mam stygmatu...); i przepis na trwanie (w tym u władzy) gotowy... (poza tym jaką dotychczasowi wybrańcy mają motywację do konstruktywnych działań skoro ludzie w kółko ich wybierają (tylko pod różnym szyldem) ...).

 

 

Jak długo będzie się realizować utopie, tak długo będzie się propagować, prowokować - szerzyć - myślenie emocjonalne (stadne) by je wprowadzać – jak długo społeczeństwa będą myśleć emocjonalnie (stadnie) tak długo będą  propagowane - wprowadzane - utopie (stąd tak trudno wprowadzić, w tym racjonalne, zmiany – przerwać ten obłędny krąg!).

Niech utopiści (religijni, ustrojowi, ekonomiczni, socjalni) realizują swoje wizje za swoje pieniądze (jestem również za tym by przydzielać im odpowiednie obszary danego kraju do ich realizacji. W razie sukcesu... będą mogli je poszerzać)!

 

 

OPINIA PUBLICZNA, GŁOSOWANIE.

Ludzie niekompetentni wybierają osoby niekompetentne (dający się oszukać – oszustów).

DECYZJE POWINNY BYĆ MĄDRE CZY DOKONYWANE WIĘKSZOŚCIĄ GŁOSÓW?

Przeciętny człowiek nie jest od tego, nie potrafi i nie chce zajmować się polityką, działaniami samorządów, wyborami. On chce tylko zarabiać tyle, by co najmniej wystarczało mu na zaspokajanie potrzeb, na miarę czasów w jakich żyje, by było bezpiecznie, by nie musiał chodzić po urzędach, wypełniać formularzy; robić nic ponad to, co jest absolutnie niezbędne itp. Czyli interesują go jego własne egzystencjonalne problemy. Więc w tej materii również muszą wyręczać go osoby kompetentne - z korzyścią dla ogółu - a wówczas uśmiechy, ujęcia rodzin, znanych i lubianych postaci, symboli religijnych, emocjonalny bełkot itp. - adresowane do niekompetentnych ludzi - strącą rację bytu – jak i ci, którzy tylko dzięki temu robili tzw. karierę polityczną.

 

Jakich ludzi jest więcej: dobrze poinformowanych, umiejących wyciągać racjonalne wnioski, mądrych, czy w przeogromnej większości pozostałych (większość ludzi: truje się alkoholem, nikotyną, narkotykami – razem licząc; degraduje swoje umysły wystawiając je bezmyślnie - co by nie leciało - na oddziaływanie ogłupiaczy radiowych; utrzymuje ogłupiające ich i pasożytujące na nich organizacje religijne; wybiera nieudaczników, złodziei do tzw. władzy; to trwacze (...); nieodpowiednio się odżywia (90% chorób jest tym wywołanych). A do tego trzeba dodać całą pośrednią gamę ludzi, oraz fakt, iż większość ulega instynktowi stadnemu i naśladuje innych)?!... – To dalej oni mają decydować o losach kraju?!).

Czy stosowanie obecnych zasad wyborczych przynosi korzyści?!...

 

 

DEMOKRACJA, CZYLI DYKTATURA…

Jak dowodzi niemal cała historia ludzkości, większość często nie ma racji. Jest nieporozumieniem, absurdem oczekiwanie swojego zdania na jakiś temat od osób

najbardziej poszkodowanych przez org. religijne... zwanych: głęboko wierzącymi, religijnymi, praktykującymi. Bo: im ksiundz powiedzioł i Łojciec Świnty i łoni wiedzom. Czy też słuchajom zatruwającego umysły radia..., bądź zobaczom u kandydata/ki krzyżyk czy „Matkie Boskie”. Takie osoby nie są w stanie racjonalnie - obiektywnie - podjąć decyzji np. podczas głosowania. Tak samo „ich” opinia nie jest miarodajna np. podczas ankiet. Dlatego pierwsze pytanie ankietera powinno brzmieć: Czy pan/i jest osobą myślącą – obiektywnie odbierającą i oceniającą rzeczywistość, czy głęboko wierzącą, praktykującą, religijną (ulegającą instynktowi stadnemu). Ponieważ mieszanie polityki - czegokolwiek zresztą - z religią przynosi katastrofalne skutki (nie tylko w Polsce, czy w Afganistanie) takie osoby powinny być pozbawione praw wyborczych i możliwości kandydowania. Kariera... w strukturach lokalnej org. „religijnej” stoi przed takimi osobnikami otworem.

 

Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, iż na budowie decyzje podejmuje nie główny inżynier z kierownikiem tylko na podstawie głosowania robotnicy...; albo nie lekarze w szpitalu, tylko pacjenci...; czy w samolocie, bądź na statku, pasażerowie zamiast kapitana... – itp.! W interesie robotników, pacjentów, pasażerów (i wielu innych grup społeczeństwa) - wyborców - jest by tak nie było.

PRAKTYCZNIE NAJROZSĄDNIEJSZYM ROZWIĄZANIEM JEST KONSTRUKTYWNA DYKTATURA RACJONALISTÓW/USTRÓJ RACJONALNY.

 

 

"WPROST" nr 40, 09.10.2005 r.

OSZUSTWO DEMOKRATYCZNE

W POLSCE GRA SIĘ Z WYBORCĄ W SALONOWCA: WYBORCA WYSTAWIA TYŁEK, ALE NIE WIE, KTO GO UDERZYŁ

Jak się nazywa ktoś, kto wybiera oszustów? Polski wyborca. Od 15 lat uczestniczy on w wyborczym paserstwie. Nie wie, na kogo konkretnie głosuje, bo to ustalają za niego partie, tworząc swoje listy. Nie wie, jaką politykę będzie prowadził rząd, bo to wypadkowa koalicyjnych porozumień. Nie wie nawet, jaki rząd powstanie. Nie wie, kogo rozliczać z obietnic w następnych wyborach, bo koalicja jest zupełnie innym podmiotem niż partia, na którą głosował. Właściwie to manifestuje swoje polityczne sympatie i może się tylko modlić, żeby jego wybrańcy nie okazali się złodziejami albo hochsztaplerami. Można powiedzieć, że od ponad 15 lat w Polsce gra się z wyborcą w salonowca: wyborca wystawia tyłek, ale nie wie, kto go uderzył. To tak, jakbyśmy wsiadali do pociągu i nie wiedzieli, dokąd jedziemy.

 

Oszustwo z ordynacją

Aż 62 proc. Polaków w sondażu przeprowadzonym przez OBOP chciałoby głosować na konkretnych ludzi, a nie na partie. A zatem chciałoby jednomandatowych okręgów (przeciwko nim opowiedziało się jedynie 27 proc. ankietowanych). Większość wyborców tego chce, ale nic się nie dzieje - nadal obowiązuje proporcjonalna ordynacja. Po prostu w poprzednich Sejmach było za dużo beneficjentów tego systemu, żeby podcięli gałąź, na której siedzą. I chyba tak będzie nadal, bo tylko Platforma Obywatelska opowiada się za jednomandatowymi okręgami (PiS chce ordynacji mieszanej).

W proporcjonalnym systemie o wynikach wyborów decydują liderzy partii układający listy wyborcze. Potem popularny lider listy jest w stanie wciągnąć do Sejmu osoby mające poparcie zaledwie tysiąca wyborców. W nowo wybranym Sejmie posłem PiS będzie na przykład Andrzej Adamczyk, który w Krakowie otrzymał 1582 głosy (0,38 proc. w okręgu). - Sytuacja, w której do parlamentu weszli ludzie mający 2-3 tys. głosów poparcia, jest parodią demokracji - uważa prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. Przy jednomandatowych okręgach decydujący głos ma wyborca, a do parlamentu nie wchodzą osoby ze znikomym poparciem. Przeciwnicy większościowej ordynacji, na przykład prof. Jacek Raciborski, Jacek Żakowski (taka ordynacja "prowadzi do wykluczenia mniejszości"), dr Bartłomiej Nowotarski czy Jarosław Flis (na łamach "Tygodnika Powszechnego"), traktują wyborców jak idiotów, gdy twierdzą, że jest na nią za wcześnie, bo po pierwsze - skutkowałaby rozdrobnieniem parlamentu, po drugie - wchodziłyby do niego osoby kupujące sobie mandat, a po trzecie - parlament byłby niereprezentatywny. Wyniki wyborów do Senatu, przeprowadzanych wedle większościowej ordynacji, pokazują, że gdyby obowiązywała ona także w wyborach do Sejmu, cztery lata temu samodzielnie rządziłby SLD, a obecnie PiS. Przykład włoski dowodzi, że proporcjonalne wybory mogą być dla państwa prawdziwą plagą, przyczyną niestabilności rządów. Po 1945 r., kiedy we Włoszech obowiązywała proporcjonalna ordynacja, kraj ten miał aż 57 rządów. Od 1945 r. do 1953 r. ówczesny premier Alcide de Gasperi sformował aż osiem gabinetów. Ostatni z nich przetrwał nieco ponad dwa tygodnie. Tylko kilkanaście dni przetrwał też w 1954 r. rząd Amintore Fanfaniego. Od 1994 r., gdy zmieniono ordynację na mieszaną, rządziły już tylko trzy gabinety - raz Romano Prodiego i dwa razy Silvio Berlusconiego. 

Pewnie przy jednomandatowych okręgach byłoby możliwe kupienie kilku mandatów do Sejmu, ale nie miałoby to żadnego wpływu na jego kształt. Przykład Henryka Stokłosy, który po raz pierwszy nie dostał się do Senatu, świadczy, że wyborcy nie są już skłonni dać się kupić. Straszenie niereprezentatywnością Sejmu jest z kolei dowodem na to, że ludzie mają w głowach Sejm PRL i funkcjonujące wtedy organizacje, gdzie musiała być prządka, profesor i wytapiacz stali. Parlament nie ma być reprezentatywny, tylko efektywny w tworzeniu prawa i zdolny do stworzenia stabilnego zaplecza rządu.

 

Oszustwo z koalicją

Ordynacja większościowa ma trzy fundamentalne zalety: jest sprawiedliwa, skuteczna i pobudza obywatelską aktywność. - Taki system funkcjonuje w USA i Wielkiej Brytanii i tam zainteresowanie wyborami jest bardzo duże. Wyborcy nie są rozczarowani, bo wybierani są kompetentni politycy - mówi "Wprost" prof. Jadwiga Staniszkis. Pozbylibyśmy się plagi koalicji zawieranych ze sprzedawcami mandatów za stołki - w rodzaju Polskiego Stronnictwa Ludowego czy Unii Pracy. Zwycięzcy wyborów wedle większościowej ordynacji nie muszą wchodzić w niewygodne koalicje i rozwadniać programu, z którym szli do wyborów. Dla wyborcy koalicja to produkt, którego nie ma - kot w worku. Przy urnie zawiera on umowę z partią, na którą głosuje, a po stworzeniu koalicji okazuje się, że ta umowa jest nieważna. To tak, jakby klient zawierał umowę na kupno - powiedzmy - toyoty, a otrzymał powypadkowego składaka. I do kogo ma mieć pretensję, skoro koalicja nie ponosi odpowiedzialności za to, co obiecywali jej uczestnicy przed wyborami? Głosowanie na partie, a nie na ludzi, ma jeszcze tę wadę, że często wybiera się osoby zagrażające demokracji. Gdyby w 1933 r. w Niemczech obowiązywała ordynacja oparta na jednomandatowych okręgach, do władzy nie doszedłby Adolf Hitler. Gdy w połowie lat 80. we Francji Francois Mitterrand na krótko wprowadził system proporcjonalny, by poprawić wynik Partii Socjalistycznej, do parlamentu weszło nacjonalistyczne ugrupowanie Jeana-Marie Le Pena. Z dobrodziejstw proporcjonalnej ordynacji skorzystał również w Austrii Jšrg Haider. I odwrotnie, gdyby w Wielkiej Brytanii obowiązywał system proporcjonalny, wybory w 1983 r. przegrałaby Margaret Thatcher i Zjednoczone Królestwo byłoby dziś zupełnie innym krajem - czymś w rodzaju obecnych Niemiec.

 

Oszustwo z premierem

Jarosław Kaczyński, prezes PiS, w ubiegłotygodniowym wywiadzie dla "Wprost", widział siebie w roli premiera. Kilka dni później ogłosił jednak, że mimo zwycięstwa w wyborach na czele rządu nie stanie, a premierem będzie Kazimierz Marcinkiewicz. To efekt m.in. konieczności ustawiania premiera pod koalicjanta. W III RP scenariusz z premierem dopasowanym do potrzeb koalicji przerabialiśmy wiele razy. Wyjątkiem był pierwszy rząd - Tadeusza Mazowieckiego. Paradoksalnie, ten rząd wiele zdziałał, bo żadne przedwyborcze ustalenia i programy nie wiązały mu rąk. Podobnie było też z gabinetem Leszka Millera, który od początku był przewidywany na szefa rządu, a jednocześnie był przewodniczącym partii. Wprawdzie Waldemar Pawlak z PSL też był szefem partii, ale nie wygrała ona wyborów, a on sam premierem został w wyniku serii kompromisów zawartych po to, by odsunąć od władzy ekipę Jana Olszewskiego. Wszyscy pozostali premierzy III RP - Jan Krzysztof Bielecki, Hanna Suchocka, Jan Olszewski, Józef Oleksy, Włodzimierz Cimoszewicz i Jerzy Buzek - obejmowali stanowisko szefa rządu, bo byli do przełknięcia dla koalicjantów.

 

Oszustwo z programem

Rządy, które powstawały po kolejnych wyborach parlamentarnych w III RP, były rządami koalicyjnymi. Programy realizowane przez te rządy nigdy nie pokrywały się z programami partii koalicyjnych. Jeszcze w największym stopniu z programem wyborczym pokrywał się program rządu AWS, realizującego zapowiadane cztery wielkie reformy - administracyjną, ubezpieczeń, służby zdrowia i edukacji. Inne rządy realizowały wyłącznie programowe hybrydy. Programy partii służą do tego, by uwieść wyborcę, a potem koalicja tego wyborcę porzuca. Wyborcze programy partii są tylko zarysem intencji. I dobrze, jeśli nie są zbyt rozbudowane, bo wtedy po wyborach łatwiej je uzgodnić z koalicjantami. A wyborca nie jest wtedy bardzo rozczarowany. Ponad połowa (50,8 proc.) badanych przez Pentor przyznaje, że tylko "mniej więcej" orientuje się, co zamierza zrobić rząd koalicji PO-PiS. Aż 43,8 proc. twierdzi jednak, że o programie nowego rządu nie ma zielonego pojęcia. To wynika właśnie z faktu, że program rządu koalicyjnego musi być hybrydą.

Gdy programy wyborcze służą tylko do uwodzenia, obywatele tracą zaufanie do polityków, uważają, że są przez nich oszukiwani i porzucani, gdy ci już rządzą. Z badań Pentora dla "Wprost" wynika, że aż 67,2 proc. Polaków uważa, że żaden rząd III RP nie zrealizował większości swoich planów i obietnic. Tylko 0,9 proc. badanych jest zdania, że gabinety rządzące przez ostatnie 15 lat spełniły obietnice. W opinii badanych w największym stopniu zawiódł wyborców rząd Leszka Millera (33,2 proc.). Znacznie lepiej badani przez Pentor ocenili dotrzymywanie słowa przez rząd Jana Olszewskiego (tylko 5,6 proc. oceniło, że Olszewski zawiódł wyborców). Prawdopodobnie ten dobry rezultat wynika z tego, że rząd Olszewskiego został zapamiętany jako ten, który chciał przeprowadzać lustrację i dekomunizację, a o tym było ostatnio głośno. Jeśli nie chcemy być paserami demokracji, czyli nie chcemy być zaskakiwani tym, kto zostaje premierem, jaka jest koalicja, jaki realizuje program, kto za co odpowiada i kogo rozliczyć, powinniśmy się pożegnać z III Rzecząpospolitą i funkcjonującym w niej wielkim wyborczym oszustwem.

Rafał Pleśniak, Grzegorz Pawelczyk

 

 

Ø       Kto wymyślił wierzenia religijne, ustrojowe (komercyjny kapitalizm, komunizm)... Kto zawsze rządził, rządzi, i jakie metody stosuje (...)... Więc by zastąpić perswazję fizyczną, która jest pracochłonna i wymaga ciągłej kontroli podporządkowanych, wykorzystywanych, wmyślono perswazję, presję psychiczną, a mianowicie wierzenia; przemoc fizyczną – przemocą psychiczną dla ułatwienia sobie rządzenia-, prosperowania.

NIEKTÓRE, EGOISTYCZNE, KRÓTKOWZROCZNE GENY POBUDZAJĄ DO DOMINACJI NIEKTÓRYCH OSOBNIKÓW KOSZTEM INNYCH PRZEDSTAWICIELI WŁASNEGO GATUNKU, A W EFEKCIE NAWET CAŁEJ POPULACJI – CZYLI WBREW JEGO INTERESOWI! A SPRZYJA TEMU ZJAWISKU INSTYNKT STADNY.

INSTYNKT STADNY POWODUJE WYTŁUMIENIE ZDOLNOŚCI DO RACJONALNEGO MYŚLENIA NA RZECZ EMOCJONALNEGO; NAŚLADOWNICTWO, A WIĘC POWIELANIE ZACHOWAŃ WIĘKSZOŚCI; SŁUCHANIE NAJSILNIEJSZEGO – MAJĄCEGO NAJWIĘKSZE POWAŻANIE OSOBNIKA I JEGO PRZYBOCZNYCH.

Czym się różni myślenie racjonalne od emocjonalnego (stadnego) na jednym przykładzie.

Racjonalne: nie obchodzi mnie jaką ktoś zajmuje pozycję, co inni o nim sądzą, co deklaruje, na co się powołuje, tylko co robi, do czego się przyczynia. Emocjonalne: nie obchodzi mnie (nie zastanawiam się) co ktoś robi, do czego się przyczynia, tylko jaką zajmuje pozycję, co inni o nim sądzą, co deklaruje, na co się powołuje.

Jakie są konsekwencje myślenia, postępowania, emocjonalnego. Otóż wykorzystujący te zjawisko, co też właśnie umożliwia wykorzystywanie, najpierw przygotowują odpowiednią, emocjonalną, argumentację swoich poczynań, tak by się podobała, a następnie robią co chcą...

PS

NAWIEDZENI KATOLICY ZACZNIJCIE WRESZCIE MYŚLEĆ, A NIE NAŚLADOWAĆ I SŁUCHAĆ! PRZYJMIJCIE WRESZCIE DO WIADOMOŚCI FAKTY!: iż członkowie kor mają gdzieś jakiekolwiek życie (aborcje, życia poczęte (w tym te do których sami się przyczynili...) itp. POZA WŁASNYM! A te tematy służą im tylko do odwrócenia uwagi od swojej RZECZYWISTEJ DZIAŁALNOŚCI i zwrócenia na pożądany kierunek: siebie ale W ROLI WYBITNYCH MORALISTÓW, OBROŃCÓW ITP.) bo m.in. bezpośrednio – pazernością i pośrednio – ogłupiając zabijają, pogrążają społeczeństwa! Czy jesteście już takimi skończonymi ślepcami, głupcami iż tego nie widzicie - ŻE LICZY SIĘ TYLKO ICH NIERÓBSTWO, FORSA, BEZKARNOŚĆ I NIC WIĘCEJ! - i jeszcze ich nie tylko za to szanujecie ale i w tym wspomagacie?!!

Lub jeszcze inaczej. Mam retoryczne pytanie do bezpośrednich ofiar katolickiej organizacji religijnej: Czy dzięki działalności tej organizacji jest Wam, Nam, lepiej czy gorzej...; czy działalność tych ludzi leży w naszym interesie... (czy w ich krótkowzrocznym, egoistycznym interesie leży przyznanie się do tego i zaprzestanie swej destrukcyjnej, pasożytniczej działalności (czy oszuści ujawniają swoje prawdziwe intencje...; czy oszustów należy słuchać, im ufać...)... czy też dalej będą kontynuować swoją działalność m.in. piorąc mózgi swym ofiarom m.in. twierdząc że to dla ich (A NIE WYŁĄCZNIE WŁASNEGO) dobra...) I co w związku z tym należy zrobić, jak postępować...

"FAKTY I MITY" nr 1, 10.01.2008 r. KOMENTARZ NACZELNEGO: (...) Wnioski z tego wszystkiego niech każdy wyciągnie sam. Rzymskim katolikom przypomnę jednak, że należąc do tego Kościoła, biorą na swoje sumienia wszelkie bezeceństwa, które papieski system głosi i uskutecznia, w tym działania jawnie antyludzkie i antyhumanitarne. To nie są żarty. To jest bierny współudział w bezmiarze zła i popieranie ideologii kłamstwa. (...)

Jonasz

 

 

Ludziom to nigdy dogodzić nie można, zamiast się cieszyć, że wszystko rośnie, to oni narzekają...

TRZA MIEĆ ROLNICZE PODEJŚCIE DO ŻYCIA – CIESZYĆ SIĘ JAK WSZYSTKO ROŚNIE

Długi rosną? Rosną!

Ceny rosną? Rosną!

Bieda rośnie? Rośnie!

Majątki bogaczy rosną? Rosną!

Zarobki parlamentarzystów rosną? Rosną!

Zawartość CO2 w atmosferze rośnie? Rośnie!

Globalna temperatura rośnie? Rośnie!

Liczba wyciętych lasów rośnie? Rośnie!

Liczba i siła huraganów rośnie? Rośnie!

Liczba i natężenie susz rośnie? Rośnie!

Liczba topniejących lodowców rośnie? Rośnie!

Pustynnienie gleby rośnie? Rośnie!

Koszty zmian klimatycznych rosą? Rosną!

Liczba ludzi rośnie? Rośnie!

Zanieczyszczenie, degradacja środowiska rośnie? Rośnie!

Liczba głodujących i umierających rośnie? Rośnie!

Liczba zarażonych rośnie? Rośnie!

Ilość chorób rośnie? Rośnie!

Liczba chorych rośnie? Rośnie!

Coraz bardziej chora i głupia młodzież rośnie? Rośnie!

Degeneracja naszego gatunku rośnie? Rośnie!

Liczba emerytów i rencistów rośnie? Rośnie!

Wydatki na emerytów i rencistów rosną? Rosną!

Wydatki na urzędników rosną? Rosną!

Wyczerpywanie surowców rośnie? Rośnie!

Ilość reklam rośnie? Rośnie!

Ilość problemów i problemy rosną? Rosną!

Wszystko rośnie!

 

No to o co się rozchodzi???

 

 

CO ZROBIĆ BY DALEJ BYŁO TAK DOBRZE/DLACZEGO NA ŚWIECIE JEST TAK ŹLE I BĘDZIE JESZCZE GORZEJ!

By było dalej tak dobrze, to trzeba nic nie robić.

Ewentualnie by jeszcze szybciej było coraz lepiej, to trzeba zwiększyć, po pierwsze, demokrację, po drugie – komercyjny kapitalizm; po trzecie – liczbę reklam; po czwarte – obniżyć cenę ropy – by ją szybciej zużyć i zwiększyć przy okazji zawartość CO2 w atmosferze.

 

No i najważniejsze: dalej musi być tyle racjonalizmu co obecnie!!!/trzeba realizować utopie!!! Wtedy będzie coraz szybciej lepiej...

 

11. MYŚLI (kompentium mojego pisma www.wolnyswiat.pl):

 http://www.wolnyswiat.pl/11h5.html 

 

2. M.IN. ZAGROŻENIA EKOLOGICZNE, EKOLOGIA, EKONOMIA:

 http://www.wolnyswiat.pl/15p2.html

 

3. M.IN. POLITYKA, NAUKA, INNA DZIAŁALNOŚĆ:

 http://www.wolnyswiat.pl/15p3.html

 

21. WPŁATY I WYDATKI

 http://www.wolnyswiat.pl/21.html

 

 

"Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie." Peter Drucker

 

DLACZEGO ZWYCIĘŻA ZŁO

Większość nigdy nie miała predyspozycji do podejmowania trafnych decyzji, i jeszcze długo nie będzie mieć (co najwyżej będą podejmować mniej złe).

 

Tu trzeba nie realizować utopie, przyczyniać się do zagłady, tylko postępować racjonalnie, ratować świat!!

DESTRUKCYJNA CZY KONSTRUKTYWNA DYKTATURA (czy ludzkość jakikolwiek problem rozwiązała rozsądnie (problemów ubywa czy przybywa, ich skala się zmniejsza czy zwiększa))…

Predyspozycje do rządzenia - z uwagi na wysokie walory, jak prawość, etyka, rozsądek, racjonalizm, intelektualne, mądrość - ma b. niewielka grupa ludzi (ledwo mierzalna), dodam jeszcze, że nie rozumiana bo dalekowzroczna, ignorowana bo niepopulistyczna, marginalizowana bo stanowi zagrożenie dla pazernych, krótkowzrocznych egoistów. I tą grupę nie wybierze bezmyślna, ogłupiana, zmanipulowana, wykorzystywana (pogrążana) masa. Stąd konieczna jest, w początkowym okresie, konstruktywna dyktatura racjonalistów/ustrój racjonalny (obecnie ma mse destrukcyjna dyktatura (...)). I to jest najlepsze z możliwych rozwiązanie, ustrój wychodzący naprzeciw zdolnościom, możliwościom, ułomnościom, niedoskonałościom ludzkości. Inaczej dalej ludzkość będą nękać plagi, nieszczęście, cierpienia itp.; będzie kontynuowana destrukcja, zniszczenia, samozagłada. (...)

PS1

Komercyjny kapitalizm, to ustrój (m.in. piorących mózgi swoich ofiar, jego "zaletami" (tak, dla nich jest to najlepszy ustrój...)) psychopatycznych egoistów (w tym m.in. wmuszających i piorących mózgi swoich ofiar tzw. reklamami) wykorzystujących roboli, przyczyniających się do wyczerpywania surowców, konsumpcjonizmu, zatruwania środowiska, chorób, zagłady życia (po nich choćby potop)!!!

To, określenie od posiadania, obracania kapitałem, postępowanie, płatne zajęcie mające przynieść, w jak najkrótszym czasie, dzięki spekulacjom, wyzyskowi, egoizmowi, przeliczaniu wszystkiego na pieniądze, traktowaniu wszystkiego w sposób materialny, egoistyczny (liczy się tylko on, czas – teraz, mse – tu), jak największy kapitał; sposób pozyskiwania kapitału jest sprawą drugorzędną (gromadzenie kapitału, kapitał, staje się celem samym w sobie, nawet nie środkiem do realizacji wyższych celów).

 

PS2

Jedno z zarządzeń w mojej konstruktywnej dyktaturze:

JEŻELI KTOŚ POSIADŁ, WYKORZYSTAŁ KAPITAŁ ZE SZKODĄ DLA LUDZKOŚCI, W TYM PRZYRODY, NASTĘPOWAŁBY JEGO PRZEPADEK, PLUS KARA. A JEŚLI POSIADA BEZ POŻYTKU, BYŁBY PRZYMUSOWO RACJONALNIE WYKORZYSTYWANY, A JEGO BYŁY WŁAŚCICIEL OTRZYMAŁBY UDZIAŁY W TAKIM PRZEDSIĘWZIĘCIU (to mobilizowałby też posiadaczy kapitału do takiego inwestowania). Np. na budowę elektrowni wykorzystujących energię odnawialną, zamiast zatruwających środowisko i przyczyniających się do wyczerpywania surowców elektrowni węglowych, w sprzyjającą ludzkości technikę, a nie inwestować go w przemysł zbrojeniowy (wojny), trucizny, jak nikotyna, alkohol (zachęcanie do trucia się tzw. reklamami), energooszczędny transport publiczny (zbiorowy), a nie przemysł indywidualnych pojazdów, rozsądną rozrywkę, a nie w pogrążający materialnie, psychicznie, intelektualnie (ogłupiający) i uzależniający hazard, wytwarzanie zdrowej, a nie niezdrowej żywności, produkcję rzeczy pożytecznych, a nie dupereli, ozdóbek na groby, większości kosmetyków, wyrobów jubilerskich, szkodliwych tzw. leków, religijnego tałatajstwa, bzdurnych, ogłupiających pism, książek, filmów, programów w telewizji (w tym wypłocin reklamowych), i innego badziewia, śmieci, itp.

 

Równowartość tego, co ma 455 najbogatszych ludzi na świecie jest większa niż wynosi roczny dochód ludzkości.

Produkt Krajowy Brutto 48 najbiedniejszych krajów świata (czyli prawie 1% ludności świata) jest mniejszy niż łączny majątek trzech najbogatszych ludzi na świecie.

„NEWSWEEK” nr 50, 18.12.2005 r.: Około 15 proc. Amerykanów żyje poniżej progu ubóstwa.

„FAKTY I MITY” nr 18, 08.05.2003 r.: Łączna wartość majątku pierwszej dwudziestki z listy 100 najbogatszych ludzi w Polsce wynosi ponad 40 miliardów złotych, czyli więcej niż roczny deficyt budżetowy kraju (w 2003 r. – 38,7 mld zł).

 

Szacuje się, iż równowartość tego, co katolicka organizacja religijna rocznie wyłudza od państwa - czyli okrężną drogą od nas - sięga 5 mld zł! A do tego trzeba dodać bezpośrednie wyłudzenia - od... swoich ofiar - szacowane na ponad 3 mld zł rocznie!

 

 

CZY TERAZ JUŻ P. WIECIE, ROZUMIECIE co to jest demokracja, komercyjny kapitalizm, religia – przez kogo, w jakim celu zostały te systemy stworzone, co, kto w tych utopiach triumfuje, prosperuje, zwycięża, komu one służą, jak się w takich warunkach żyje...?!;

kim jesteście (jako np. wyborcy, politycy – obywatele...; kler, parafianie – jako tzw. osoby religijne...; biznesmeni, robotnicy – jako pracujący...; indywidualnie, zbiorowo – jako mieszkańcy Ziemi...)...?!;

co rozumiecie, jak rozumujecie, jak postrzegacie świat, postępujecie, do czego jesteście zdolni...?!

– DO CZEGO TO WSZYSTKO PROWADZI...?!!

 

PS

BY ŻYĆ W RAJU, TO TRZEBA SOBIE NA TO ZAPRACOWAĆ (GDYBY DO RAJU DOSTAWALI SIĘ WSZYSCY, TO JUŻ NIE BYŁBY RAJ).

W normalnych warunkach - selekcji, specjalizacji, postępowaniu rozsądnym, dalekowzrocznym – racjonalnym - żylibyśmy jak w raju, a obecnie żyjemy jak w piekle...

 

Trzeba natychmiast zakończyć demoralizujące, degenerujące, płacenie za choroby, cierpienie, stanowisko, uprzywilejowywanie za samą przynależność do określonej grupy; Myślenie, a w efekcie postępowanie emocjonalne, irracjonalne – promowanie degeneracji, powodowanie destrukcji.

ZAMIAST DEGENERACJI, MARNOTRAWSTWA – ROZWÓJ, POSTĘPOWANIE RACJONALNE.

O przywilejach ma decydować przydatność, pożytek - racjonalny sens - a nie emocjonalne i krótkowzroczne postrzeganie świata i takie w efekcie - prowadzące do katastrof - postępowanie.

Należy pobudzać, promować i wspierać rozwój, pozytywną postawę, dbania o siebie i innych, konstruktywną działalność, a nie nieróbstwo, pasożytnictwo, degenerację, szkodzenie.

Wszelkie działania mają wynikać z racjonalnie uzasadnionych potrzeb, być przemyślane całościowo, a nie tylko dla np. krótkowzrocznego, teraźniejszego zysku; realizacji jakiejś utopii.

 

NIE MARNUJMY POTENCJAŁU LUDZI WYBITNYCH, POŻYTECZNYCH, NIE ZNIECHĘCAJMY DO POŻYTECZNYCH DZIAŁAŃ, INDYWIDUALNIE I ZBIOROWO, NIE TRAĆMY TEGO TWÓRCZEGO KAPITAŁU, PROMUJMY, WSPIERAJMY POZYTYWNE POSTĘPOWANIE, DZIAŁANIA.

Trzeba utworzyć fundusz dla osób wybitnych, konstruktywne działających grup (bez emocjonalnych bzdur, utopii).

 

 

PS

Muszę dać Państwu trochę czasu – przestawienie umysłu z postępowania stadnego, myślenia emocjonalnego, krótkowzrocznego na racjonalne trochę trwa.

Nie wiem jak ze zrozumieniem moich tekstów. Mam nadzieję, że chociaż kilka procent czytających zrozumiało i wyciągnęło trafne wnioski przynajmniej z kilku procent treści; z osobistych doświadczeń wynika, iż wiele osób podczas prób wręczenia moich uświadamiających ulotek, mimo mojej wielokrotnej perswazji,  absolutnie nie chce czytać moich tekstów, bo ich nie rozumieją, wyciągają z ich treści absurdalne wnioski, bulwersują je już na samym początku, uważają że ich obraziłem, w żadnym razie nie chcą ich przemyśleć, przeanalizować/bo oni JUŻ WSZYSTKO WIEDZĄ! - ŻE ICH STAN UMYSŁU; WIARA RELIGIJNA, POGLĄDY (sama próba ich zmiany jest z zasady zła!; stałość poglądów jest z zasady dobra, moralna – TRWANIE w błędzie jest lepsze niż zmiana poglądów na trafne...) SĄ JEDYNIE SŁUSZNE - I ABSOLUTNIE NIC ANI NIKT ICH NIE PRZEKONA ŻE JEST INACZEJ, DO ZMIANY POGLĄDÓW; TEGO NIE ZMIENI!...!; kto pierwszy im coś wpoił – miał rację (kto pierwszy ten lepszy)...

Większość, ale nie wszyscy rezygnują z intelektualnego rozwoju – i tych ostatnich, silniejszych, odważniejszych, na szczęście przybywa (proszę zwrócić uwagę chociażby na liczbę wejść na moje wątki. A na początku było kiepsko, spotykałem się nawet z agresją). Gratuluję! Sadzę, że gdy znów spotkamy się za jakiś czas na moim wątku, niektórzy z Was będą już, godnymi uwagi, moimi partnerami na nich, a nie tylko czytelnikami, czego jak największej liczbie z Was życzę. Bądźcie tylko wytrwali i cierpliwi, aż po pewnym czasie zaczniecie wiele rzeczy rozumieć, a zdobywanie wiedzy, intelektualny rozwój zacznie Was pasjonować (sądzicie że na początku sam wiedziałem i rozumiałem tyle co obecnie...). Tym bardziej, iż macie wytyczoną drogę i nie musicie błądzić, tracić czasu (może ktoś zajdzie nawet dalej niż ja). Powodzenia!

Pozdrawiam wszystkich Czytelników.

 

 

WYPŁOCINY REKLAMOWE – CZYLI PSYCHOFIZYCZNY TERROR!

 

OGŁUPIANIE LUDZI, DOPROWADZANIE DO CHORÓB PSYCHICZNYCH, WYCZERPYWANIE SUROWCÓW, ZATRUWANIE ŚRODOWISKA, PRZYCZYNIANIE SIĘ I W TEN SPOSÓB DO CHORÓB, WYDATKÓW – TO CZYSTY ZYSK, I NALEŻY NA TAKIE POSTĘPOWANIE ZEZWALAĆ...

 

NIE MYŚL – KUPUJ!

Nie wolno dać ci szansy, dopuścić do myślenia – trzeba więc stosować eskalację (tzw.) reklam...!; przekaz ma służyć podporządkowaniu się interesom zleceniodawcy, a nie jego odbiorcy...; zakupy mają wynikać z prania mózgu, a nie rozsądnych potrzeb...; produkcja ma przynosić zysk producentowi, sprzedawcy, a nie korzyść społeczeństwu...)(współprzyczyniaj się - kupując - i przyczyniaj - wyrzucając śmieci – do wyczerpywania surowców (zwiększana ich ceny), zatruwania środowiska, chorób, zagłady przyrody, życia...

 

WSZYSTKO - M.IN. KAŻDA PASTA DO ZĘBÓW, ŚRODEK CZYSZCZĄCY, PROSZEK DO PRANIA, SAMOCHÓD - JEST NAJLEPSZE I DLA CIEBIE...; WSZYSTKO POWINIENEŚ KUPIĆ...

 

WYMUŚMY - EKONOMICZNIE - NORMALNOŚĆ!

Bojkot msc wmuszania wypłocin reklamowych! – gdzie zmusza się do słuchania debilizmów, kłamstw i bredni – niechcianych „inf.”!!; jazgotu; nie szanuje się zdrowia psychofizycznego i inteligencji, ogłupia – truje ludzkie umysły!!; postępuje bezmyślnie, egoistycznie – krótkowzrocznie, zatruwając ludziom życie!!

Proszę się zastanowić, czy warto słuchać setki tysięcy razy nazw stacji, ich sloganów reklamowych odnośnie stacji i jej oferty, nie tylko dziesiątki tysięcy godzin tzw. reklam, ale nawet sekundy niechcianych, ogłupiających i zatruwających umysł, życie „informacji”; czy warto, świadomie, nieświadomie, nabywać urazy, zezwalać na powodowanie braku zdolności do skupienia się, myślenia, rozumienia...

 

NIKT ROZSĄDNY NIE CHCE, NIE PRZYCZYNIA SIĘ DO TEGO, ŻYĆ W SPOŁECZEŃSTWIE ZESTRESOWANYM, SFRUSTROWANYM, ZNERWICOWANYM, SCHOROWANYM I OGŁUPIONYM!

 

UWAGA, STREFA WMUSZANIA WYPŁOCIN REKLAMOWYCH (WR)! PAŃSTWO WIEDZĄ LEPIEJ... OD KLIENTÓW/, PRZECHODNIÓW, CZY, CO, KIEDY I GDZIE POWINNI SŁUCHAĆ?!

My nie życzymy sobie być zmuszani do słuchania czegokolwiek, w tym tzw. radia – przekaźnika (jazgotu) bełkotu, wypłocin reklamowych, ogłupiacza degradującego psychikę, czyniąc w niej śmietnik i spustoszenie, o czym się od dawna - oczywiście nie tam - mówi (wr to trucizna dla umysłu, tak jak nikotyna dla organizmu) – jesteś taki jakie inf. odbierasz. Proszę nie traktować nas jak bezwolnego bydła – albo żresz/słuchasz co dają/nadają albo zdychaj...!

Czy państwo mają zgodę przechodniów, klientów na puszczanie czegokolwiek, w tym radia?! Każdy chce coś np. kupić, sprzedać, zamienić, wynająć, prowadzi jakąś działalność (a artykułów, ludzi i firm są dziesiątki tysięcy), ale tylko osoby bezmyślne, egoistyczne zatruwają innym z tego powodu życie zawłaszczając publiczną przestrzeń!

 

JEŻELI KTOŚ NIE SZANUJE NIE TYLKO SWOJEJ, ALE I CZYJEJŚ INTELIGENCJI, CZYJEGOŚ SAMOPOCZUCIA, ZDROWIA, TO KIM JEST, I NA CO SAM ZASŁUGUJE...; kim są aktywni, nie rozumiejący elementarnych rzeczy, nieświadomi - destrukcyjnie oddziaływujący na otoczenie (psychikę – zdrowie psychiczne, intelekt) i nie zdając sobie z tego sprawy - głupcy... Jest rzeczą logiczną i oczywistą, że jak ktoś będzie chciał czegoś posłuchać, czegoś dowiedzieć się to zrobi to, po pierwsze, wtedy gdy będzie chciał. Po drugie, będzie to dotyczyło tego, co go interesuje. Po trzecie, w wybranym msu i czasie. Kim trzeba być by tego nie rozumieć; postępować wbrew temu?!...

LUB JESZCZE INACZEJ: Czy ludzie cierpią z powodu niedostatku muzyki, tzw. reklam (jazgotu, hałasów; stresów, chorób psychicznych), czy tego nadmiaru, eskalacji...

 

ŻĄDAM MOŻLIWOŚCI NORMALNEGO - TZN. BEZ KONIECZNOŚCI SŁUCHANIA CZEGOKOLWIEK, A WR W SZCZEGÓLNOŚCI! - ZROBIENIA ZAKUPÓW, SKORZYSTANIA Z USŁUGI ITP. CHOCIAŻ W DNI NIEPARZYSTE!; UWOLNIENIA - NA CO DZIEŃ - ULIC OD JAZGOTU, REKLAM!; PRAWA DO WOLNOŚCI OD STRESU, ZACHOWANIA ZDROWIA PSYCHICZNEGO, POZIOMU INTELEKTU!!

 

Nikt z Tobą (...) nie chce się nie tylko kłócić, dyskutować, ale nawet rozmawiać! Więc po to przekazuję tą ulotkę by temu zapobiec, a jednocześnie by Cię uświadomić, bo nie chcę ponosić jakichkolwiek konsekwencji twojego postępowania, które wynika z niezrozumienia elementarnych rzeczy (...), więc Ci je wyjaśniam: 

NIKT NIE MA PRAWA ZMUSZAĆ INNYCH DO SŁUCHANIA CZEGOKOLWIEK; STRESOWANIA, POWODOWANIA URAZÓW, WYWOŁYWAĆ CHOROBY; PRZYCZYNIAĆ SIĘ DO OGŁUPIANIA – BO ZAMIAST, M.IN., INTELEKTUALNYMI ZAJMUJEMY SIĘ SPRAWAMI, SKUTKAMI STRESÓW – LICZBĘ STRESÓW, I TEGO KONSEKWENCJI, TRZEBA ZMNIEJSZAĆ (M.IN. UŚWIADAMIAJĄC LUDZI)!; ELEMENTARNYM PRAWEM CZŁOWIEKA JEST M.IN. PRAWO DO ZDROWIA PSYCHICZNEGO. A NAJLEPSZYM SPOSOBEM JEGO ZACHOWANIA JEST ZAPOBIEGANIE CHOROBOM (USUWAJĄC ICH PRZYCZYNY). ASPOŁECZNE POSTĘPOWANIE UDZIELA SIĘ INNYM (W WYNIKU NAŚLADOWNICTWA (...)), JEST DEMORALIZUJĄCE (BO M.IN. JEST PRECEDENS – A ON/A MOŻE A JA NIE MOGĘ?!)

 

A może by tak wypłocinoreklamodawcom zainstalować emitery jazgotu muzycznego i reklam w msh pracy i zamieszkania (oczywiście bez możliwości ich wyłączenia (opancerzone))...

 

Nawet dowcipy, muzyka (dziesiątki odmian, tysiące utworów) – jednych dane relaksują (a i wtedy nie sposób słuchać ich wszędzie; non stop!), drugich doprowadzają do wściekłości, rozstroju. Więc proszę nie obrzydzać nam również jej! Państwo są właścicielami/najemcami tylko i wyłącznie tutejszego gruntu, nieruchomości, a nie naszych (w tym swoich pracowników) umysłów z którymi sobie można postępować wedle swojego uznania (w tym według bezmyślnych teorii, zasad)!). Skoro to wszystko jedno czego się słucha, to czemu w szkołach, na uczelniach, na kursach itp. nie puszczają tzw. radia (po co się męczyć? Puścić im radio i niech słuchają...)?! Nawet za komuny ludzie nie byli zmuszani do słuchania czegokolwiek! A gdzie wolność i jej element: prawo wyboru (czyli m.in. do rezygnacji)?! – Czy należy schlebiać najniższym gustom i pozostałych zmuszać by do takiego poziomu zeszli?! – Czy reklamy są mądre?!... Czy słuchanie dziesiątki tys. razy, godzin nazwy stacji jej częstotliwości, wr, bełkotu (m.in. o małyszomani, wojtyłomani, o tzw. sporcie wyczynowym, wypadkach samochodowych, plotek, „zostańcie z nami” itp.) jest obojętne dla intelektu, psychiki, zdrowia?!... Czy też jest to koszmarem, torturą dla wrażliwszych inteligentniejszych ludzi?! Czy wszyscy są tacy sami?! Czy to jest kompromis?!... Czy tak należy postępować?!... Po co sprzęty odtwarzające muzykę, RTV mają regulację głośności, wyłączniki?... Proszę zaprzestać „uszczęśliwiać” nas na siłę – zakończyć ten radiowy/muzyczny jazgot, terror! I dać nam możliwość wyboru (jak ktoś będzie chciał czegoś posłuchać to zrobi to w wybranym przez siebie czasie, za pomocą indywidualnego nośnika muzyki (używając do tego celu np. walkmana, discmana czy elektroniczny odtwarzacz), zgodnie z swoim gustem, nastrojem, upodobaniami)!

Jeżeli P. szermują emocjonalnym - irracjonalnym - argumentem, iż to większość (a nie racjonalne argumenty!) powinna decydować o tym co należy robić! No to ja mogę zebrać 90% głosów, żeby np. banki rozdały wszystkim chętnym pieniądze, sklepy artykuły, by pracodawcy wypłacali wypłaty bez wymagania pracy, by nie trzeba było zdawać egzaminu na prawo jazdy, płacić podatków itp. Co P. na to?... Dam też inny przykład: otóż załóżmy, iż większość przebywających w danym msu osób to wyznawcy szatana (czy innej sekty czy religii) /narkomani/homoseksualiści/sadyści/psychopaci/czy skończeni debile itp. Czy taka większość powinna decydować co mają robić pozostali?! Przykłady można by mnożyć. Więc jedynym rozsądnym kompromisem w tej sytuacji - w zbiorowości ludzkiej - jest rezygnacja z zaspokajania swoich indywidualnych zainteresowań, nałogów, egoistycznych interesów itp. by inni (samemu) nie ponosili tego skutków.

 

Czy decyzje powinny być dokonywane większością głosów, czy mądre?! – Jakich ludzi jest więcej: dobrze poinformowanych, umiejących wyciągać racjonalne wnioski, mądrych, czy w przeogromnej większości pozostałych (większość ludzi: truje się alkoholem, nikotyną , narkotykami – razem licząc; degraduje swoje umysły wystawiając je bezmyślnie - co by nie leciało - na oddziaływanie ogłupiaczy radiowych, telewizyjnych; utrzymuje ogłupiające ich i pasożytujące na nich organizacje religijne; wybiera nieudaczników, oszustów i złodziei do tzw. władzy; to trwacze (...); nieodpowiednio się odżywia (90% chorób jest tym wywołanych)?!... – To ta większość ma decydować jak należy postępować?!

Większość czytających to pismo ludzi nawet go nie rozumie (bo posługują się emocjonalnym bełkotem, oczywistościami i debilizmami np.: „Ale to mnie nie obchodzi”, „Ale ja tak chcę/lubię”, „To nie słuchaj jak cię to denerwuje” itp....)(oni robią to, co większość i to jest mądre, a jak czegoś nie rozumieją to, to jest głupie... (widocznie otaczają ich głupcy…)). I Państwo chcą pozostałych do takiego stanu doprowadzić?! Na tym polega konstruktywne postępowanie, rozwój?! Historia już dawno wykazała, iż większość najczęściej nie ma racji. Pozytywne zmiany zawdzięczamy wybitnym, b. często wyśmiewanym, podejrzewanym o choroby psychiczne, prześladowanym, w tym więzionym, mordowanym (rehabilitowanym po śmierci) jednostkom.

 

Wystawianie swojej psychiki na takie destrukcyjne oddziaływanie skutkuje m.in. nie rozumieniem elementarnych rzeczy.

Nie zachowujmy się jak bezmyślne bydło i BROŃMY SIĘ! PRZED OGŁUPIANIEM, DEGRADOWANIEM - ZAŚMIECANIEM, PUSTOSZENIEM - PSYCHIKI, FRUSTROWANIEM, DENERWOWANIEM, STRESOWANIEM, ZADRĘCZANIEM, WYWOŁYWANIEM URAZÓW – WPĘDZANIEM W NERWICĘ, CHOROBĘ (WRAŻLIWSZYCH, INTELIGENTNIEJSZYCH LUDZI; NIE WARTO ZAPRZEPASZCZAĆ SZANSY STANIA SIĘ JEDNYM Z NICH)!

– Nie przebywajmy (nie kupujmy, nie korzystajmy z usług, lokali) tam gdzie nas tak traktują (nie warto), to najskuteczniejszy (jak na razie) sposób by zmusić ich do zaprzestania bombardowania naszych umysłów kłamstwami, debilizmami itp.!! Nie zezwalajmy na degradowanie naszego umysłu do poziomu odbieracza nawet raz, a nie tysięcy razy, nazwy stacji, ich częstotliwości, wr – nie dajmy się poniżać. Omijajmy msa gdzie niestosuje się żadnych zasad (np. przynajmniej, że wr, w tym tzw. radio, włączone jest wyłącznie wewnątrz lokali i w dni parzyste). Dla naszego i następnych pokoleń dobra.

 

 

LUDZI DZIELIMY M.IN. NA: TRWACZY*, ODBIERACZY (A WŚRÓD NICH UŁOMNYCH INTELEKTUALNIE, W TYM AKTYWNYCH GŁUPCÓW CZYLI DEBILI [Tylko kilkanaście procent ludzi czyta coś wartościowego, z tego tylko 30% procent rozumie to, co czyta, a z nich tylko kilka procent wyciąga wnioski... 70% czytających, odbiorców programów inf. nie rozumie treści przekazu, z tego ponad 40% niemal kompletnie...]) – BIERNYCH BĄDŹ CZYNNYCH UTRWALACZY ZASTANEJ SYTUACJI, RZECZYWISTOŚCI (m.in. dlatego rozczarowuje nas tak wielu np. tzw. rządzących, przełożonych, współpracowników, nauczycieli itp. Dlatego tak trudno obalić reżimy, organizacje religijne mają się, w tym tak długo, dobrze (często po stosunku do nich można ustalić kto kim jest); zrobić coś konstruktywnego), ORAZ O WYSOCE WYRAFINOWANYCH ZDOLNOŚCIACH INTELEKTUALNYCH TWÓRCÓW (w tym skupiających się na tym co odbierają bo mających umysł analityczny – czyli to, co odbierają... analizują); BEZWZGLĘDNYCH - NIECZUŁYCH - PSYCHOPATÓW(-DEBILI)*/OSOBY UPOŚLEDZONE, OKALECZONE PSYCHICZNIE, ORAZ WRAŻLIWCÓW (często są nimi twórcy) [– Szerzej o tym w 4., ostatnim ne „WŚ”]

*TRWACZY – co do przyczyn trwactwa, trzeba podać lęk przed zmianami (aktywni trwacze potrafią nawet walczyć z próbami zmian, m.in. zyskując aprobatę (awans) w swoim otoczeniu za obronę jedynie słusznego stanu/; wolą by było źle, bo zmiany mogą spowodować że będzie jeszcze gorzej (a tacy ludzie często nie są zdolni do oceny potencjału jaki mogłyby przynieść zmiany)), a więc koniecznością dostosowania się do nowych warunków, co potencjalnie wiąże się z ryzykiem pogorszenia swojej sytuacji/utraty obecnych zdobyczy (szczególnie gdy będzie ona wymagała konstruktywnych zdolności (boją się tego osoby o niskim potencjale)); Poglądy w znacznej mierze zależą od otoczenia w jakim żyjemy, więc ich zmiana może wiązać się z dezaprobatą, agresją tego otoczenia (a ci ludzie chcą być akceptowani); stąd tak trudno jest to zjawisko przełamać, zachęcić kogoś do zdobycia informacji innych, niż takie, które nie utwierdzałyby o słuszności swoich poglądów, postępowania.

*PSYCHOPATÓW(-DEBILI) – świadomie, celowo, szkodzących innym ludziom; debili – gdyż nikt nie odnosi realnych korzyści z ich atakowania ludzi/ogólny bilans jest zdecydowanie ujemny, a więc postępują nie tylko aspołecznie ale i absurdalnie!

 

 

CO JEST NAJPIERW, SKUTEK CZY PRZYCZYNA…

Nie zajmuję się obrażaniem. Racjonalnie uzasadnione stwierdzenie faktu nie jest obrażaniem, tylko opisywaniem rzeczywistości, uświadamianiem (inaczej bym kłamał). A że jest ona taka... to nie moja wina (i ewentualne pretensje proszę kierować nie w moją stronę...). Czasem dosadna, ale adekwatna ocena daje do myślenia adresatowi z korzyścią dla niego i otoczenia. Czyli celem tego pisma jest rozwiązanie problemów; zapobiegnięcie kolejnym (bezpośrednim, pośrednim, w tym ich skutkom dla psychiki, relacji międzyludzkich, zdrowia, życia).

PS

Więc zanim p. Coś zrobią proszę się najpierw zastanowić: jakie będzie to miało konsekwencje (dla kogoś – p.)!

Jeżeli racjonalne, merytoryczne, etyczne, argumenty nie przemawiają do kogoś, są nierozumiane, to trzeba użyć innych... (sprawy należy nazywać po imieniu), skutecznych!

 

 

Ludziom wybitnie inteligentnym pełną satysfakcję dają własne procesy, w tym wnioski, myślowe. I nie tylko nie mają potrzeby wypowiadania, słuchania oczywistości, emocjonalnego bełkotu i debilizmów (w tym bełkotu z RTV) ale wręcz stanowi on dla nich źródło stresu, irytacji, frustracji – jest torturą (i może doprowadzić do choroby psychicznej, tym bardziej jeśli zmuszony do odbioru tego jest wrażliwcem!)!

 

 

DEFINICJE:

TOLERANCJA – Mamy z nią do czynienia wówczas, gdy ktoś akceptuje np. czyjś wygląd (np. ubiór, fryzurę), kolekcjonowanie przedmiotów, wystrój mieszkania itp.

 

BEZMYŚLNOŚĆ, MASOCHIZM, OKALECZENIE I CHOROBY PSYCHICZNE (PRZECIWIEŃSTWO NORMALNEGO STANU: OBRONY – INSTYNKTU SAMOZACHOWAWCZEGO) – Mamy z nimi do czynienia wówczas, gdy ktoś wystawia, zezwala na negatywne oddziaływanie na siebie (np. tn, wr, jazgotem muzycznym, psimi czy innymi hałasami) za co się płaci zdrowiem psychicznym i fizycznym. Czego często poszkodowani nie zauważają, przynajmniej z początku (wyraźne objawy występują najczęściej po latach), bądź nie wiążą z rzeczywistą przyczyną. Jest to też b. absorbujące (walka z skutkami) dla umysłu, co m.in. ogranicza jego możliwości. Takie osoby często się też chwalą jak to im coś nie przeszkadza (jeśli czyjeś procesy myślowe dotyczą głównie zaspokajania potrzeb fizjologicznych, są związane z odbieraniem bodźców dźwiękowych (np. z RTV) to istotnie niewiele słyszą i niewiele im przeszkadza)...! Jeżeli ktoś staje się debilem, leczy psychiatrycznie (3,7% społeczeństwa, a z pozostałej grupy znaczna część cierpi na różne dolegliwości o tym podłożu!), ląduje w szpitalu czy kostnicy – to nie z powodu tolerancji...!!

 

INFORMACJE – mamy z nimi do czynienia wówczas, gdy treść i forma przekazu spełnia warunki zawarte w postulacie 7a). Więc m.in. znajdują się one w zasadnych msh i są rzeczowe – sensowne.

 

REKLAMA – mamy z nią do czynienia wówczas, gdy przekaz spełnia warunki postulatu 7a) z wyjątkiem msa, które jest nie sensowne.

 

WYPłOCINY REKLAMOWE – nie spełniają one warunków postulatu 7a), gdyż ich treść jest pozbawiona sensu, spotkać je można niemal wszędzie, bardzo często nie mają nic wspólnego z msm, w którym się znajdują, wymuszonymi odbiorcami i praktycznie z towarem, czy usługą, której teoretycznie dotyczą.

 

Ściszanie radia, gdy ktoś nie chce go w ogóle słuchać – zmuszanie innych do cichego słuchania, ma się tak, jak zamiast mocnego to lekkie bicie, mniejszą ilością śliny opluwanie, jedzenie zamiast w dużych to w małych ilościach zlewek, kupy itp... Jak ktoś czegoś NIE CHCE tzn. że w żadnym stopniu - W OGÓLE! - czyli m.in. nie chce też przypominać sobie innych (tysięcy!) podobnych sytuacji! – Czy teraz P. zrozumieli, że jak ktoś nie chce, i ma urazy (był dziesiątki tys. razy, godzin zmuszany do słuchania radia, a więc dziesiątków tysięcy razy reklam, nazw stacji, jazgotu muzycznego) to nie chce go słuchać ani przez ułamek sekundy, nawet ciszej od dźwięku komara – przypominając sobie tych dziesiątków tysięcy razy, godzin słuchania, scysji, kłótni z tego powodu, przechodząc kawalkadę traumatycznych wspomnień?! Na zarzut, iż to nie adekwatny, wyjaskrawiony, przykład. Otóż nie, jest jak najbardziej trafny. Kupa wpływa na organizm człowieka tak jak treści z RTV (wr, nazwy stacji, programów, bełkot itp.) na umysł intelektualisty, wrażliwca!

A przecież wystarczyłby jeden ruch ręką, korzystanie z słuchawek itp.

PS

Dosłownie - tysiące razy - przechodziłem (i dalej przechodzę; z ocenianiem poziomu mojej inteligencji, mojego zdrowia psychicznego włącznie...) scysje, kłótnie niemal w wszelkich możliwych, publicznych msh, o prawo do zrobienia zakupów, skorzystania z usługi itp., itd. bez słuchania reklam, przekazu z radia czy telewizora (ale on/a nie może przerwać kilku-kilkunastogodzinnego słuchania na kilka minut (bo np. właśnie lecą 10-ty raz (niemal identyczne) informacje. No ewentualnie może, w kilku etapach, ściszać...)(słuchanie wszystkiego (...), uzależnienie i przymuszanie do słuchania tego innych jest objawem inteligencji i zdrowia psychicznego)...

 

 

>Proszę o kontakt prawnika, który zechce poprowadzić sprawę przeciw opisanym właścicielom odbiorników/stacji radiowych, zmuszających do słuchania wr (niechcianych, niepotrzebnych informacji, kłamstw, bredni!), nazw stacji i częstotliwości, bełkotu – tego, co one emitują!!; państwu, które na taką sytuację zezwala, zamiast nie tylko chronić zdrowie i inteligencję obywateli, ale sprzyjać jej rozwojowi!; zezwalającemu na ogłupianie, degradowanie, doprowadzanie do urazów, nerwic i chorób!! – eliminację przedstawicieli tej zdecydowanie mniejszej, ale najwartościowszej bo najinteligentniejszej (najczęściej twórczej, dbającej o rozwój umysłu, a nie jego degradację), najwrażliwszej części społeczeństwa – uniemożliwiając im normalne funkcjonowanie (w tym utrzymanie z pracy)!; na bezkarne zmuszanie (torturowanie!) do słuchania tego, co emitują stacje radiowe, triumfowanie (w tym wyrażanie podejrzeń i „diagnoz” odnośnie zdrowia psychicznego) – przez pozostałą część społeczeństwa (dla której każda zastana sytuacja jest normalna..., a poza tym i tak nie można - według nich - nic zmienić, a takie próby są dowodem choroby...)...

Obecna sytuacja w tym względzie powoduje m.in. niezdrowe relacje między przedstawicielami tych grup!

Sam byłem - przez  tysiące godzin!! - zmusza/ony do słuchania - oprócz wdychania tn oczywiście!!! - tego, co emitują stacje radiowe (...). I mam na koncie setki scysji, kłótni, odsłuchanych inwektyw, wulgaryzmów, gróźb i „ lekarskich diagnoz”. Musiałem wielokrotnie zwalniać się z pracy, a w wyniku tego, pozbawiony śr. do życia , nie miałem co jeść, czym opłacić czynsz itp.!! Nabawiłem się też ciężkiej nerwicy z tego powodu (dostaję rozstroju nerwowego gdy słyszę wr, nazwę stacji, częstotliwości, nikczemną, zaprzedaną - triumfującą - cieszącą się intonację głosu)!! Nie ma dnia bym nie był zmuszony - oprócz wdychania tn!!! - słuchać wr, nazw stacji i ich częstotliwości, bełkotu radiowego (w śr. komunikacji, sklepach, na ulicy, w msh usług – niemal wszędzie!!).

 

 Hałasy powodują m.in. nerwice, zaburzenia snu, pamięci, koncentracji, arytmię serca, stany, zmęczenia, wyczerpania, depresji!

 

 

To jest powrót do średniowiecznych praktyk, tylko, że zamiast do jedynie słusznej religii zmusza się do słuchania radia (...)!! A jak ktoś nie chce to niech zdycha z głodu i zimna (nie ma schroniska dla bezdomnych bez konieczności słuchania RTV)!!

Nawróć się na słuchanie RTV, WR a będziesz zbawiony...

 

 

>Proszę o kontakt osoby, które potrafią zaprojektować, wykonać, podjęłyby się produkcji urządzenia uniemożliwiającego odbiór stacji radiowych (zakłócacza) z regulowanym zasięgiem (kilkanaście-kilkadziesiąt metrów) działania.

 

Zabrania się używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast, terenach zabudowanych oraz na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe. (Ustawa „Prawo ochrony środowiska” z 27 kwietnia 2001 r.)  

 

 

(TZW.) REKLAMA DŹWIGNIĄ... WMUSZANIA DEBILIZMÓW, KŁAMSTW I BREDNI Z TEGO SKUTKAMI!! DO WŁAŚCICIELI STACJI RADIOWYCH (KANAŁÓW TV) (Do osób ograniczonych umysłowo (bezmyślnych naśladowców)/psychopatycznych/pozbawionych skrupułów egoistów?! Którzy, praktycznie, zmuszają miliony ludzi do słuchania (czytania) dziesiątki tysięcy razy nazwy stacji, jej częstotliwości, charakterystycznej melodii, wypłocin reklamowych (wr) – myślenia o tym non stop, szczególnie przez osoby inteligentne i wrażliwe, z tego skutkami (w tym prób „niesłuchania” - tzw. wyłączania umysłu, logiki [A efektem są kłopoty z skupieniem się, zrozumieniem przekazu, w tym przez młodzież (uczniów).] - do czego przecież - w normalnych warunkach - umysł nie powinien służyć, a wręcz przeciwnie powinniśmy go maksymalnie rozbudzać, wykorzystywać – rozwijać). Co jest nikczemne, chore - chorobotwórcze - alogiczne, irracjonalne szczególnie dla tej zdecydowanie mniejszej (...) grupy społeczeństwa (a niezrozumiałym... problem dla tej większej (...).)

MY CZYTAĆ, SŁUCHAĆ - MYŚLEĆ - O PAŃSTWA STACJACH RADIOWYCH, KANAŁACH TELEWIZYJNYCH, ABSOLUTNIE NIGDY I NIGDZIE NIE CHCEMY!! A PONIEWAŻ - NA DZIEŃ DZISIEJSZY - JEST TO NIEMOŻLIWE DOMAGAMY SIĘ WPROWADZENIA NORMALNYCH (...) ZASAD EMISJI P. PROGRAMU!

 

Macie państwo (m.in. taki właśnie!) wpływ na miliony ludzi, a jest możliwość pozytywnego, konstruktywnego oddziaływania na taką ogromna rzeszę (w tym wymuszonych – jak na razie...!) słuchaczy. – Przestrzegając prostych, zdrowych zasad można rozwijać intelekt, oprócz zapewnienia zdrowego relaksu, zamiast ogłupiać, zatruwać życie. Jednak z powodu bezmyślności/krótkowzrocznej pazerności państwa wpływ jest destrukcyjny. Dla wszystkich, tylko że ogromna, wystawiona na to część słuchaczy, nie zdaje sobie z tego sprawy! Jaki sens ma takie postępowanie?! – W jakim celu państwo emitują, nie tylko setki tysięcy razy, ale w ogóle nazwę, częstotliwość (melodię) swojej stacji radiowej – obrzydzając ją, życie! Co p. sobą reprezentują, u kogo mają uznanie?!... Jest się z czego cieszyć, być dumnym?!... Zdajecie sobie państwo sprawę z skutków swojego postępowania – potrafią państwo je przeanalizować, przewidzieć, zrozumieć (czy osoby, które nie są do tego zdolne powinny mieć możliwość oddziaływania na rzesze ludzi)?! Czym się państwo kierujecie, jakimi zasadami?! – Czy krótkowzroczna, egoistyczna - płytka - („”) korzyść - kosztem innych (...) - niemal za wszelką cenę - jest najważniejsza?!... – Czy to jest racjonalne, konstruktywne, etyczne, korzystne w głębszej perspektywie?!...

Tak, państwo nie macie wpływu na to, czy, gdzie i jaka jest włączona stacja radiowa; że niemal wszędzie trzeba słuchać radia. Ale wiedząc o tym, że tak jest, i jakie są tego skutki, można te negatywne usunąć z pożytkiem dla wszystkich – całego społeczeństwa (którego przecież stanowią państwo integralną część). Czy w Waszym interesie jest by przybywało debili, ludzi sfrustrowanych, chorych psychicznie, z negatywnymi, w tym z ekonomicznymi tego skutkami, czy wręcz przeciwnie, by przybywało ludzi zdrowych, mądrych, pożytecznych...; by w jak największym stopniu wykorzystywać potencjał ludzki!

Czy z podawania (bezpośrednio, pośrednio) dziesiątków tysięcy razy nazwy stacji, jej częstotliwości (melodii) macie państwo jakieś korzyści?!..

A gdyby były, to osiągnięte takim kosztem (...) są tego warte (?!), dają wam satysfakcję?!

Czy są dla państwa jakieś granice (w tym chodzi również o oznaczanie niemal wszystkiego, m.in. pism, plakatów, nazwą stacji. Przeoczyliście państwo jeszcze papier toaletowy...)?!

Jaką masę pieniędzy pochłania uprzykrzanie się ludziom?! Ile konstruktywnych działań można by było z ich pomocą dokonać?!

Naprawdę uważają państwo iż (wszyscy) ludzie powinni non stop słuchać, czytać - myśleć - o państwa stacji?!...; i, że jest to mądre, zdrowe, etyczne korzystne?!... Mają państwo sumienie, takim kosztem, tak bezmyślnie zarabiać pieniądze?!... – Są państwo zdolni do wyższych, głębszych przemyśleń, refleksji na temat skutków swojego – obecnie: egoistycznego bezmyślnego, krótkowzrocznego - płytkiego, agresywnego, destrukcyjnego - postępowania?!... Ile lat to już trwa (nie było na to czasu)?!... A może by tak zamiast takiego postępowania warto byłoby stosować pozytywne (w tym naśladownictwo)? I mieć z tego odpowiednią satysfakcję.

Nazwę, częstotliwość (melodię) waszej stacji byłem zmuszony słuchać dziesiątki tys. razy, oraz tysiące razy wr!! A nie chciałem ani razu!! – Zapłaciłem - i płacę - za to zdrowiem. Skąd ten paranoiczny, hory pomysł by tak zadręczać ludzi?! – Praktycznie każdorazowe przebywanie w msh publicznych = słuchanie: „...Raaadiooo Zeeet... Ciesz się...(hyyy)... Kup...(hyyy)... Miej...(hyyy)... Raaadiooo Zeeet... Dla ciebie... Raaadiooo Zeeet... Kup... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy) ...Bądź sobą... (hyyyy)... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... Eeeska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... w TVN... RFMFM... Słuchaj... RFMFM... Kup... RFMFM... Wszyscy mówią Radio Złote Przeboje(hyyy)... Radio Złote Przeboje(hyyy)... Tylko Twoje przeboje(hyyy)...  Raaadiooo Zeeet... Poczuj... Raaadiooo... w TVN... Gorąca dwudziestka... Raaadiooo Zeeet... Ciesz się...(hyyy)... Kup...(hyyy) ... Miej...(hyyy) ... Raaadiooo Zeeet... Dla ciebie... Raaadiooo Zeeet... Kup... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy) ...Bądź sobą...(hyyyy) ... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... Eeeska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... RFMFM... Słuchaj... RFMFM... Kup... RFMFM... Radiostacjaaa... Wszyscy mówią Radio Złote Przeboje(hyyy)... Tylko Twoje przeboje(hyyy)... Radio Złote Przeboje(hyyy)... Raaadiooo Zeeet... Radio Zet pierwsze źródło informacji...”  – Ano to tylko bezmyślne naśladownictwo (po co myśleć skoro można naśladować)?!... Czy to jest zdrowe mądre, konstruktywne postępowanie (m.in. kodowanie takich rzeczy w umyśle, w tym wymuszonych, słuchaczy)... Po co się nad tym zastanawiać, przejmować się, prawda?... Jedni w kółko zatruwają umysły - życie - to pozostali też powinni...! Państwa - nadawców - wspólne dogadanie się, by tak nie postępować, jest kosmicznie trudne?!...  A przede wszystkim niepotrzebne – przecież większość (...) tak robi, a więc jest to normalne... Mało tego, to jest zgodne, z obecnym, prawem... [Podobnie jak niedawno też było np.: zachęcanie do popełniania samobójstwa (dokonywanie zabójstw!) za pomocą trucizny nikotynowej! A ile osób mi tłumaczyło, że to jest słuszne, itp... I żebym dał sobie spokój z zwalczaniem tego. – Tak, każda zastana sytuacja jest słuszna... dla wielu ludzi (...).] Więc o co mi chodzi? Czyż ja nie mam nic lepszego do roboty jak zajmować się takimi problemikami... Po co się zastanawiać nad skutkami swojego postępowania zwłaszcza że państwo tego nie rozumieją, prawda?! I mógłbym tak pisać – tłumaczyć i wyjaśniać. Ale po co?...

Życzę konstruktywnych przemyśleń. Jedna (praktycznie) z Waszych, torturowanych od lat, ofiar Piotr Kołodyński

PS

Jeżeli przyjąć, iż przeciętny odbiorca RTV słyszy nazwę stacji, kanału, programu „tylko” 100 razy dziennie (a najczęściej dużo więcej) i każdy taki komunikat trwa 1 sekundę (najczęściej dłużej), to rocznie daje to 360 (dla uproszczenia obliczeń) x 100 = 36 000 sekund/razy = 10 godzin! x 10 lat = 100 godzin/360 000 razy!! A do tego trzeba dodać jeszcze wr, slogany, charakterystyczne melodie! Czyli, praktycznie, przez tysiące godzin, setki tysięcy razy słuchamy tej ogłupiającej, zatruwającej i pustoszącej umysły trucizny!! I pewni osobnicy..., stanowiący prawo, uważają, że wszystko jest OK, a nawet, że jest to nie tylko potrzebne ale i dobre (prezydent Kwaśniewski zawetował inicjatywę ustawodawczą ograniczającą emisję tego syfu!)...! Czy ktoś się jeszcze dziwi, że mamy społeczeństwo takie, jakie mamy (i m.in. takich osobników wybiera do tzw. władzy)...

Jaki sens ma powtarzanie czegoś, czego się nie chce słuchać?!; co się wie?!: w kółko dziesiątki razy, a co dopiero setki tys. razy?!

 

 

TO CO ROBICIE, TO JEST DLA NAS (...) PSYCHOPACTWO!!

Jeżeli jedni zaczynają negatywne oddziaływanie na psychikę, by odnieść jakieś korzyści (...), to pozostali wezmą przykład – dla zachowania równowagi. Czyli, że jest i odwrotna - konstruktywna - możliwość funkcjonowania, z zachowaniem równowagi. – Dotarło?!

Dam (na wszelki wypadek) inny, bardziej dosłowny przykład: Otóż proszę sobie wyobrazić 3 sytuacje sprzedaży (żeby wszystko było jasne: jest to analogia do wszelkiej działalności):

1. Normalna: Są 3 sąsiadujące stoiska sprzedaży owoców. Cisza, spokój. Ktoś chce to kupuje, ktoś nie chce to myśli o, i zajmuje się swoimi sprawami (siedzi, np. czytając, czy idzie sobie spokojnie).

2. Jeden z sprzedających zaczyna nawoływać do kupowania i w wyniku tego do niego przychodzi więcej klientów. Co zrobi konkurencja? Ano wiadomo, też zacznie - dla zachowania równowagi - nawoływać (spokoju już nie ma...!)...

3. No to jeden z sprzedających zaczyna stosować różne (kosztowne – na koszt ofiar: klientów) techniki oddziaływania na psychikę (...) i w wyniku tego znowu sprzedaje więcej niż konkurencja. Co zrobią pozostali konkurenci i do czego to prowadzi?!... Mam nadzieję, że teraz dotarło?!, jaka jest!..., a jaka może być, sytuacja (zdrowa, korzystna – w szerokim tego słowa znaczeniu). Doszło do paranoicznej - chorej - sytuacji, w której ten, kto jest bezczelniejszy, agresywniejszy, bezwzględniejszy - ma mniej skrupułów - przeznaczając na ten cel - atakowanie psychiki ludzkiej - więcej pieniędzy, ten zwycięża...! Gratuluję osiągnięcia takiego stanu!...

 

PROSZĘ NIE SŁUCHAĆ RADIA ESSSKA 105 I 6(hyyy), RAAADIAAA ZEEET, RMF FM, W TVN ITP., ITD.

To ciężko niezdrowe... stacje. Ich twórcy to nie są inteligentni, wartościowi a nawet normalni ludzie. Wasz intelekt, zdrowie mają gdzieś – i funkcjonują właśnie takim kosztem dzięki Wam! Nikt inteligentny, wrażliwy, normalny nie podaje (nie wbudowuje je w zdania) nie tylko setki tys. razy jakąś nazwę, ale bez powodu w ogóle (jakbyście zareagowali na np. jakiegoś sąsiada który by do Was pukał co kilka minut i się przedstawiał, a w dodatku jeszcze coś reklamował na co nie macie absolutnie ochoty i z czego potencjalnie mogłoby Was zainteresować poniżej 1% z nich... ). To patologia – zarówno z ich, Waszej - słuchaczy - i państwa strony, które na coś takiego pozwala! Ludzie inteligentni, normalni przewidują skutki swojego postępowania i starają się by były pozytywne (postępują KONSTRUKTYWNIE, logicznie) – czyli szkodliwych unikają. A tym ludziom nie zależy na niczym takim...! Trzeba więc dać im - wymusić je - do myślenia; postarać o zmianę obsady; podobnie z twórcami takiego prawa...

 

Nie ma takiej możliwości by słuchanie takich rzeczy było obojętne dla zdrowia, intelektu!

Najkorzystniej - najzdrowiej, najtaniej - jest bezpośrednio opłacać abonamentem RTV stacje radiowe i telewizyjne. Zamiast korzystać z b. drogiego i szkodliwego pośrednictwa  reklamodawców (firm zlecających, realizujących i wmuszających wr). Na co przekazujemy im pieniądze kupując towary i usługi – czyli sami fundujemy sobie ten koszmar! Co jest kolejną paranoją!

Ustawodawcy też mają ważniejsze sprawy (no przecież większość/ci..., itp. prawda?) na głowie niż zdrowie psychiczne (a gdy ludzie nie mogą z tego powodu podjąć pracy – również fizyczne) i inteligencja społeczeństwa!...; zajęcie się uwolnieniem msc publicznych od konieczności słuchania czegokolwiek (a w szczególności stacji radiowych). – Zapewnieniem wolności i jej elementu: prawa do niesłuchania tego co komuś nie odpowiada i dzięki temu zapewnienie równiejszych szans (m.in. na rynku pracy) życiowych! Ale kogóż my tam mamy... w parlamencie (nie wszyscy oczywiście). Do czego toto jest zdolne... Czy toto zrozumie chociaż znaczący fragment tego pisma...  A poza tym jejim nie przeszkadzajom (prędzej kolejka po wypłatę i do bufetu) jakoweś wr (a tym bardziej ewentualna walizka z pieniędzmi od reklamodawców...).

Proszę adresata, by darował sobie odpowiedzi – bo to nie jest celem tego pisma: prowadzenie korespondencji, zamieszczanie publikacji. Tym bardziej jeśli będzie to emocjonalny bełkot, oczywistości, debilizmy. W rodzaju: ...Nawiązując do pańskiego pisma ...Jak Pan sam zauważył postępujemy zgodnie z prawem... [Czy wszystko co jest zgodne z prawem jest mądre?!.. A czy jest to z godne np. z etyką, elementarnymi prawami, w tym o decydowaniu o sobie?!] ...

W naszej ofercie znajdują się również informacje [Ja nie słucham (...) RTV, czy jestem niedoinformowany? A słuchający są dobrze, w tym istotnymi informacjami, poinformowani (poza tym kto je pamięta po kilku dniach?)?...], oraz muzyka. [To kwestia gustu, nastroju. Poza tym jakim kosztem jest ta oferta?!...]

Jak P. sam zwrócił uwagę ludzie chcą nas słuchać... Mamy setki tysięcy słuchaczy i jakoś nikt nam nie sygnalizował problemów, które P. poruszył... [Kto chce słuchać, nie tylko dziesiątki tys. razy, ale w ogóle nazwę stacji, jej częstotliwość, wr?! Jaki Ci ludzie mają wybór?! – Praktycznie wszyscy nadawcy tak postępują. Jak ludzie niedojadają, brakuje im na jedzenie i inne elementarne potrzeby to oznacza, że im to odpowiada(?!)(GUS podaje, iż 60% społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego!)?!... Alkoholicy, narkomani, zażywacze trucizny nikotynowej, lekomani, ofiary org. religijnych, cierpiący na bulimię (– a są ich setki milionów, miliardy!) itp. też wiadomo co chcą i robią!... I jakie są tego skutki?!... To, że ludzie nie sygnalizują opisanych problemów świadczy o sytuacji!...]

Warunkiem funkcjonowania stacji radiowych, telewizyjnych jest przychód z reklam... [Obecnie tak, ale można to - z praktyczną, w tym ekonomiczną, korzyścią dla wszystkich - zmienić, o czym już napisałem.] Nie mamy wpływu... [Macie wpływ i duże możliwości, tylko proszę skierować je w inną stronę...] Itp., itd.

Nie, nie otrzymałem żadnego pisma, tylko łatwo zachowania (argumenty) pewnych... osób przewidzieć (wystarczy nie słuchać radia i telewizji...).

Więc już wiadomo czego oczekuję („...Raaadiooo Zeeet... Ciesz się...(hyyy)... Kup...(hyyy)... Miej...(hyyy)... Raaadiooo Zeeet... Dla ciebie... Raaadiooo Zeeet... Kup... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy) ...Bądź sobą... (hyyyy)... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... Eeeska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... w TVN... RFMFM... Słuchaj... RFMFM... Kup... RFMFM... Radiostacjaaa... Wszyscy mówią Radio Złote Przeboje(hyyy)... Radio Złote Przeboje(hyyy)... Tylko Twoje przeboje(hyyy)...  Raaadiooo Zeeet... Poczuj... Raaadiooo... w TVN... Raaadiooo Zeeet... Ciesz się...(hyyy)... Kup...(hyyy)... Miej...(hyyy)... Raaadiooo Zeeet... Dla ciebie... Raaadiooo Zeeet... Kup... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy) ...Bądź sobą... (hyyyy)... Eeessska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... Eeeska(hyyy), 105 i 6(hyyy)... RFMFM... Słuchaj... RFMFM... Kup... RFMFM... Radiostacjaaa... Wszyscy mówią Radio Złote Przeboje(hyyy)... Tylko Twoje przeboje(hyyy)... Radio Złote Przeboje(hyyy)...   Raaadiooo Zeeet... Raaadiooo Zeeet – pierwsze źródło informacji...” – Prawda, jacy mądrzy ludzie słuchają i zmuszają innych do słuchania podobnych rzeczy..., nie szanując czyjegoś intelektu, nie przejmując się czyimś zdrowiem psychicznym, a nienormalni nie chcą, a powinni doprowadzić się do stanu w którym będą chcieli...)

 

 

DLA ZWIĘKSZENIA SZANS ZROZUMIENIA (PRZYNAJMNIEJ CZĘŚCI) PISMA KILKA PYTAŃ Z ODPOWIEDZIAMI (NA WSZELKI WYPADEK...) NA NIE.

1.                  Dlaczego jedni ludzie mają radio, telewizor, a inni nie? – Dlatego że część ludzi chce słuchać radia, odbierać przekaz z telewizora, a inni nie.

2.                  Dlaczego odbiorniki radiowe, telewizyjne mają wyłączniki? – Dlatego że nawet ci, którzy z nich korzystają nie chcą tego robić non stop, a tylko w wybranym przez siebie czasie.

3.                  Dlaczego odbiorniki radiowe, telewizyjne mają regulację głośności? – Dlatego by można było indywidualnie, z godnie z gustem, potrzebami ustawić sobie natężenie dźwięku.

4.                  Dlaczego wymyślono i stosuje się słuchawki [Chętnym można, m.in. w hipermarketach, zaproponować słuchawki bezprzewodowe do odbioru muzyki, informacji (z elektronicznym chipem zabezpieczającym je przed kradzieżą)]? – M.in. dlatego, by nie zmuszać innych do słuchania rzeczy których słuchania sobie nie życzą.

5.                  Dlaczego są dziesiątki stacji radiowych i setki telewizyjnych? – Dlatego, że ludzie mają różne gusty, nastroje, potrzeby – by dać im wybór.

6.                  Dlaczego jest tyle różnych ofert programowych, rodzajów, odmian muzyki, filmów? – Dlatego że ludzie mają różne gusty, nastroje, potrzeby – by dać im wybór.

7.                  Dlaczego są aktywni ludzie, którzy tego nie rozumieją i zmuszają innych do ponoszenia tego skutków? – Dlatego, że sama sytuacja (...) doprowadza do tworzenia debili; dlatego, że nasz system edukacji nie obejmuje m.in. takich elementarnych rzeczy; dlatego, że edukacja, rekrutacja dokonuje selekcji negatywnej; dlatego, że opanowane przez właśnie takich osobników i w efekcie koniunkturalne, sprzedajne media również dokonują negatywnej selekcji – promują opisanych osobników, a posiadających konstruktywny potencjał zamilczają; system wyborczy również dokonuje negatywnej selekcji.

8.                  Czy można to zmienić? – Można, tylko trzeba dokonać całego szeregu zmian systemowych obejmujących m.in. edukację, politykę, gospodarkę – Co opisuję w swoim piśmie: www.wolnyswiat.pl (jego kompentium stanowi ulotka MYŚLI).

9.                  Czy samo przeczytanie mojego pisma i czekanie coś zmieni? – Samo przeczytanie mojego pisma zwiększy poziom świadomości i tą drogą dokonuje się, acz powolny, proces zmian; czekanie, czyli wykazywanie się biernością, poza opisanym procesem, nic nie zmieni. Na mojej stronie można złożyć, drogą elektroniczną, podpis poparcia dla mojej kandydatury na prezydenta/,inicjatywą ustawodawczą: INTERNAUCI TO TEŻ WYBORCY.

10.              Ile lat aktywnie (...) czekam na pomoc, np. materialne wsparcie? – Na jakąkolwiek pomoc, w tym materialne wsparcie czekam bezskutecznie od 2000 roku.

PS

Jeszcze jedno pytanie i odpowiedź: Dlaczego wypłociny reklamowe są, niemal na wszelkie sposoby, wmuszane?! – Dlatego że ludzie nie chcą ich odbierać i wmuszający je o tym wiedzą...!; dlatego że ludzi egoistycznych, krótkowzrocznych, bezmyślnych, wyższe wartości, wspólny interes nie obchodzi...!; dlatego, że tworzący prawo pozwalają na to (bo to jest demokracja...)!

W związku z powyższym skutecznie aktywni są - ustalają  jak ma wyglądać nasza sytuacja, życie - opisani osobnicy...; do władzy będą dochodzić tacy kolejni...

 

 

§          W Czechach planuje się dwukrotny wzrost abonamentu, ale za to widzowie telewizji publicznej uwolnieni  zostaną od koszmaru wr! Jeśli by połączyć to z zmniejszeniem o połowę sumy jaką firmy mogą przeznaczyć m.in. na wr, to wreszcie widzowie będą sami opłacać telewizję, a nie za pośrednictwem wypłocinoreklamodawców!

 

 

 „WPROST” nr 16, 24.04.2005 r. E-MAILEM ZA KRATKI

Na dziewięć lat więzienia został skazany Amerykanin Jeremy Jaynes za rozsyłanie spamu w Internecie. To pierwsza osoba w Stanach Zjednoczonych, która otrzymała wyrok (prokurator żądał 15 lat więzienia) na podstawie obowiązującej od niedawna ustawy o walce z niechcianą pocztą reklamową. Jaynes wysyłał dziennie do 10 mln e-maili, wykorzystując kradzione bazy adresowe. Miesięcznie zarabiał w ten sposób nawet 750 tys. USD. Według badań Ferris Research, spam stanowi już ponad 80 proc. poczty elektronicznej.

 

 

„RZECZPOSPOLITA” 27-28.04.2002 r.

AGRESJA KOSZTUJE

Na łamach „Tygodnika Powszechnego” zaproponował pan, żeby telewizor traktować jak żywego człowieka. Jak pan to rozumie?

Krzysztof Krauze: telewizor nie jest tylko źródłem informacji, ale gada z nami, jest interaktywny, obecny. Pozwalamy mu wychowywać nasze dzieci, stał się trzecim rodzicem. Musimy zatem stawiać mu normalne wymagania. Powinniśmy być czujnie i nie odpuszczać. Problem polega na tym, że to, co widzimy w telewizji ujmujemy w niepotrzebny cudzysłów, nie bierzemy tego wprost. A telewizor ma szalenie realny wpływ – zwłaszcza na dzieci, które naśladują to, co w nim widzą.

 

Czy to znaczy, że mamy go częściej wyłączać? Do tego się to sprowadza. Oblicza się, że dziecko przez cały cykl edukacji jest świadkiem, przez media, kilkunastu tysięcy zabójstw, ma do czynienia z kilkoma tysiącami gwałtów. To powoduje zobojętnienie, brak wrażliwości na cierpienie. Zbrodnia staje się oswojona. Czy pani wie, o ile w Polsce w ciągu 10 lat wzrósł udział młodych chłopców w aktach przemocy? O blisko 2700 procent! A dziewcząt – o prawie 2500

procent. Ostatnio Amerykanie opublikowali wyniki szeroko zakrojonych badań o wpływie telewizji na zachowania agresywne. Stwierdzili, że telewizja działa jak bomba z opóźnionym zapłonem. Oglądanie telewizji godzinę dziennie – nie przemocy, ale samej telewizji – powoduje po kilkunastu latach wzrost zachowań agresywnych u chłopców o 4 procent. Ale już 2 godziny telewizji w ciągu dnia powoduje ten wzrost o 30 procent.

 

Jednak telewizja sama w sobie chyba nie jest złem? Z Amerykańskich badań wynika, że częściej jest, niż nie jest. Oczywiście dziś trudno sobie wyobrazić program z paskiem informującym, że oglądanie szkodzi zdrowiu psychicznemu. Ale nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. W Ameryce były już przecież – wygrane! – procesy przeciw koncernom tytoniowym, które nie ostrzegały, że palenie jest chorobotwórcze.

 

Ale przecież telewizję można by wypełnić szlachetniejszą treścią. Na początek, myślę, że nic by się nie stało, gdyby zniknęło kilka stacji telewizyjnych. Przeskakując kanały frustrujemy się, maleje nasza zdolność koncentracji. W ciągu życia jednego pokolenia zdolność koncentracji zmalała – jak się oblicza – przynajmniej pięciokrotnie. Dlatego firmy fabularne składają się z coraz większej liczby scen? To nie jest kwestia zmysłów artystycznych reżysera, ale wymagań rynku. Młodzi ludzie nie są w stanie skupić się dłużej niż na 45 sekund. Po tym czasie trzeba zmienić okoliczności, scenerię, żeby skupić uwagę widza. Tak wychowane dzieci nie są w stanie się uczyć, bo jak można uczyć się robiąc przerwy co minutę? Nawet książki są dziś inaczej konstruowane niż kiedyś, mają o wiele więcej akapitów.

 

Z tego co pan mówi, wynika, że telewizja jest szkodliwa jako rodzaj przekazu i wpływa negatywnie na naszą psychikę. Przedawkowana – tak. Lepiej zgasić telewizor, wyjść na dwór, pogrzebać w ziemi, posadzić coś. Dzisiaj już rozumiemy, że po oglądaniu telewizji jesteśmy męczeni, ogłupiali, zdekoncentrowani. Znikają związki między ludźmi. Kiedy wstajemy od telewizora, mamy sobie mniej do powiedzenia, niż kiedy zasiadaliśmy przed nim.

 

Chyba zbyt pan uogólnia. Telewizja jest przecież także przekazem kultury. Bywa. Nie apelują o likwidację telewizji, tylko o umiarkowanie apetytów.

Czym należałoby wypełnić telewizję, żeby była mniej szkodliwa? Chodzi o intencje, z jakimi jest tworzona, jeśli na podstawie rzeczywistych wartości – takich jak prawda, praworządność, miłość pojęta jako bezinteresowna służba, pokój, nie krzywdzenie – może przynieść społeczną korzyść. Jeśli tworzona jest z myślą o maksymalizacji zysku, to społeczne koszty takiej telewizji będą bardzo wysokie. Taka telewizja zabawi nas na śmierć. Niemal wszystko, co pokazują telewizje, a już zwłaszcza prywatne, służy rozrywce. Olbrzymia popularność „Big Brothera” spowodowana jest umiejętnościami manipulowaniem widzami. Twórcy tego programu wiedzą, że siła telewizji jest transmisja, przyzwyczajenie i interaktywna gra. Pamiętam z TVN z 11 września ubiegłego roku, kiedy tuż po wybuchu zmontowano czołówkę z muzyką niemal z „Gwiezdnych wojen”, którą dopiero po jakimś czasie zdjęto i zamieniono na coś stosowniejszego. Ktoś zrozumiał, że wojna w Afganistanie to nie gra komputerowa  w poszukiwanie Bin Ladena. Trzeba bardzo uważać, by nie zamienić wszystkiego w rozrywkę. Od gier można się uzależnić. Marek Kotański opowiadał, że zna przypadki narkomanów, którzy oddawali swoją działkę, żeby zagrać.

 

Telewizje przynoszą krociowe zyski, a pieniądz wprawia w ruch świat – zwłaszcza dzisiaj.  Nawet jeśli dziś są to pieniądze, za jakiś czas będzie to strata, najpierw wyrażająca się w kategoriach moralnych, a potem w liczbach. Agresja, przemoc kosztują. To tylko sprawa czasu. Wiele zmieni nasze wejście do Unii. Na Zachodzie istnieje znacznie większa świadomość cywilizacyjnych zagrożeń. Znakowanie programów, które trafiło i do nas, przyszło stamtąd.

 

Mimo bardziej zaawansowanego rozwoju cywilizacyjnego, telewizje zachodnie nie rezygnują z pokazywania przemocy. Myślę, że wyniki ostatnich amerykańskich badań, o których mówiłem, pociągną za sobą regulacje prawne.

 

Czy chęć wykluczania pewnych programów z telewizji nie jest rodzajem cenzorskiego myślenia? Telewizja ma pomóc nam czynić życie wartym przeżycia. Nie może być przeciwko społeczeństwu. Społeczeństwo ma prawo się bronić. Nieszczęściem polskiego systemu jest to, że nasza telewizja państwowa nie ma jasno określonych obowiązków. Tzw. misja miesza się z pieniędzmi. Repertuar telewizji publicznej przestaje z wolna być alternatywą dla programów telewizji komercyjnej. Telewizja publiczna powinna być instytucją subkonwencjonalną i abonamentową. Nie powinna emitować reklam. Natomiast telewizję komercyjne należałoby w znacznym stopniu opodatkować i osiągnięte w ten sposób zyski przeznaczyć na kulturę. Należy stworzyć mechanizm powodujący, że komercyjne stację będą finansowały coś, co stanowiłoby ich antyofertę.

 

Co pan chciałby w niej oglądać? Niepokoi mnie zamerykanizowanie telewizji. Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o swoich sąsiadach. Nie wiem, jak żyją Niemcy, Czesi ani sąsiedzi za wschodnią granicą. Telewizja jest zbyt upolityczniona, wiemy coraz więcej o coraz mniejszej liczbie spraw. Jak po obejrzeniu serialu. 

Z Krzysztofem Krauze rozmawiała Malgorzata Piwowar

 

 

„RZECZPOSPOLITA” 27-28.04.2002 r.

DZIECKO PRZED EKRANEM

Czas, jaki dziecko poświęca na oglądanie telewizji, ma zasadniczy wpływ na jego skłonność do agresywnych zachowań, gdy będzie już dorosłe. Takie są opublikowane w marcu w „Science” wyniki badań uczonych z Nowojorskiego Columbia University. zespół badawcze Jeffreja Johnsona obserwował 707 dzieci przez ponad 20 lat od dzieciństwa do dorosłości. U 28,8% dzieci, które oglądały w dzieciństwie telewizję więcej niż 3 godz. dziennie, zaobserwowano później skłonność do agresji. Wśród dzieci patrzących w telewizor przez godz. do trzech godzin dziennie odsetek ten wynosił 22,5 %. Agresywne zachowania przejawiało tylko 5,7% dzieci oglądających telewizje krócej niż godz. dziennie. Naukowcy amerykańscy wywnioskowali z badań, że rodzice nie powinni pozwalać potomstwu zbyt długo i często przesiadywać przed telewizorem. z b. wielu przyczyn.(...)

Ł.K

 

 

„RZECZPOSPOLITA”

TELEWIZJA DEKONCENTRUJE

Im częściej dziecko w wieku około 2 lat ogląda telewizję, tym większa szansa, że gdy pójdzie do szkoły, będzie miało problemy ze skupieniem uwagi – dowodzą naukowcy ze Szpitala Dziecięcego w Seattle (USA). Artykuł na ten temat opublikowało czasopismo „Pediatrics”. Naukowcy z Seattle zbadali 1345 dzieci. Sprawdzili, jak często dzieci te oglądały telewizję w wieku jednego roku i lat trzech, oraz czy miały problemy z koncentracją, kiedy miały siedem lat. Okazało się, że każda godzina telewizji dziennie w najwcześniejszym dzieciństwie o 10 proc. zwiększa szanse późniejszych problemów z koncentracją. – Jest to kolejny powód, dla którego dzieci nie powinny oglądać telewizji – powiedział dr Dimitri Christakis, który kierował pracami.

Ł.K.

 

 

„WPROST” nr 23(1276), 10.06.2007 r.

TELEINFEKCJA

PRZED UKOŃCZENIEM DRUGIEGO ROKU ŻYCIA DZIECI NIE POWINNY OGLĄDAĆ TELEWIZJI

Nowoczesne technologie korzystnie wpływają na umysł dziecka - przekonuje wielu uczonych. Dzięki nim dzieci uczą się selekcji informacji, i strategicznego myślenia. Problemem jest to, w jakim wieku dzieci mają dostęp do telewizji i komputera.

Z raportu "Archives of Pediatrics & Adolescent Medicine" wynika, że dzieci przed ukończeniem drugiego roku życia nie powinny oglądać telewizji. - Ilość impulsów wzrokowych i słuchowych, które dziecko w ten sposób otrzymuje, przekracza jego możliwości percepcji.

Dziecko nie rozumie treści, które do niego docierają - mówi dr Anita Bryńska z Kliniki Psychiatrii Wieku Rozwojowego AM w Warszawie. W efekcie wzrok zatrzymuje się w jednym punkcie, a słuch przestaje rozróżniać dźwięki. Dziecko nie potrafi powiązać obrazów ze słowami i staje się rozkojarzone. Takie dzieci mogą mieć później kłopoty z nauką. Choć ich wyobraźnia przestrzenna jest rozwinięta, słabiej czytają, nie potrafią się płynnie wypowiadać, gorzej liczą i mają kłopoty z koncentracją. Badania Kaiser Family Foundation wykazały, że dzieci rodziców, którzy przyznawali, że telewizor w ich domach jest włączony przez większość czasu, w wieku sześciu lat nie potrafiły czytać. Krócej także mogły skupić uwagę na jednej czynności. W USA 40 proc. trzymiesięcznych i 90 proc. rocznych niemowląt codziennie przebywa przy włączonym telewizorze co najmniej przez godzinę. Nawet jeśli nie wpatrują się w ekran, odbierają impulsy wizualne i dźwiękowe. Zbyt duża liczba takich bodźców zaburza działanie niedojrzałego układu nerwowego i zamiast zwiększyć potencjał intelektualny dziecka, utrudnia uczenie się i może doprowadzić do zaburzeń zachowania. Wirtualne bodźce, które początkowo działają na umysł stymulująco, po pewnym czasie utrudniają zapamiętywanie.

 

KOMPUTEROWY NIEMOWA

Mózg od pierwszych chwil życia uczy się, jak przyjmować informacje i tworzy w tym celu rodzaj matrycy. Jeśli od dzieciństwa jesteśmy zmuszeni do zdobywania wiedzy z telewizji, przyzwyczajamy się do uczenia bez zaangażowania. Dlatego dzieciom wychowanym w nieustannym towarzystwie mediów elektronicznych w przyszłości trudno jest zdobywać wiedzę z książek. Mają dużą wiedzę encyklopedyczną, ale jest ona dla nich prawie bezużyteczna, bo nie umieją logicznie łączyć z sobą przyswajanych informacji ani odróżniać rzeczy istotnych od mało ważnych. Dowiedziono, że IQ dzieci przesiadujących godzinami przed komputerem czy telewizorem może spaść o 10 proc. Co więcej, mają one kłopoty z posługiwaniem się językiem. Choć rozumieją treść zdarzenia, nie potrafią o nim opowiedzieć.

 

WINNI RODZICE

Niektórzy dorośli sami podsuwają dzieciom gry akcji. Uważają, że dając im możliwość wygrywania, zwiększą ich poczucie wartości i wzmocnią pozytywną samoocenę. Tyle że im więcej godzin dziennie dzieci korzystają z elektronicznych mediów, tym większą wykazują skłonność do przemocy. Dr Jeffrey Johnson z Columbia University przez 17 lat prowadził badania wśród 700 rodzin. Obserwował, jak ich zwyczaje i styl życia wpływają na stan zdrowia oraz zachowanie dzieci. Młodzież, która w wieku 14 lat oglądała telewizję ponad trzy godzinny dziennie, trzykrotnie częściej dopuszczała się aktów przemocy, począwszy od gróźb po ataki fizyczne, niż młodzież, która oglądała telewizję niespełna godzinę dziennie. Zjawisko to w równym stopniu dotykało dzieci zaniedbywane przez rodziców, jak i te, które miały dobre relacje z rodzicami.Wirtualne sceny przemocy największą szkodę wyrządzają dzieciom do ósmego, dziewiątego roku życia. Dopiero wtedy dzieci osiągają wiedzę społeczną, która pozwala im świadomie wybierać między dobrem a złem. - Cztero- czy pięciolatki rozwiązują problemy w prosty sposób: jeśli ktoś im przeszkadza, uważają, że trzeba go zabić. Gry komputerowe i filmy przedstawiające ciągłą walkę wzmacniają aspołeczne wzorce zachowania - mówi prof. Maria Kielar-Turska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wyjątkowo szkodliwy dla dziecięcej psychiki jest sposób, w jaki są prezentowani sprawcy przemocy i ich ofiary. Przemoc jest zwykle prezentowana humorystycznie, jej sprawca nie jest karany, a ofiara nie odczuwa bólu. - To powoduje, że w dziecku rodzi się znieczulenie na potrzeby innych i brak chęci niesienia pomocy - mówi dr Bryńska. Bruce Bartholow z University of Missouri podczas badań mózgu dzieci mających do czynienia z wirtualną przemocą zauważył, że słabiej reagują one na akty przemocy i wręcz uważają je za normalne. Co więcej, okazało się, że dzieci przechowują agresywne sceny w pamięci długotrwałej. Te obrazy mogą dawać o sobie znać nieoczekiwanie jako tzw. flashbacki i budzić nagłe, nieuzasadnione lęki.

Niektórzy rodzice ograniczają dzieciom dostęp do telewizji i komputera. Z badań American Academy of Pediatrics wynika, jednak, że najczęściej zdarza się to dopiero wtedy, gdy pojawiają się poważne kłopoty w nauce lub zaburzenia zachowania.

A wtedy jest już za późno.

 

TELETUBISIE NIE MAJĄ PŁCI, BO SĄ KOSMITAMI.

To, że nie można ich przyporządkować ani do grupy chłopców, ani dziewcząt, nie zaburza rozwoju seksualnego dzieci. Bajka jest przeznaczona dla dzieci od roku do trzech lat, a w tym wieku dzieci jeszcze nie zdają sobie sprawy z różnic płci. "Teletubbies" to jedna z najlepszych bajek dla dzieci. Zdaniem neurologów, w odróżnieniu od wielu innych bajek nie zaburza ona rozwoju małych dzieci, bo nie naraża ich na nadmiar bodźców. Dźwięki są stonowane, barwy żywe, ale jednolite. Teletubisie powtarzają proste frazy, a akcja nie toczy się zbyt szybko dla malucha. To wyrabia umiejętność kojarzenia treści z obrazem i rozumienia ich.

Impulsy płynące z telewizorów i komputerów oddziałują na układ nerwowy dziecka silniej niż bodźce pochodzące z naturalnego otoczenia, a znaczna część informacji wpływa na podświadomość. Efekt jest tym silniejszy, im dziecko jest młodsze, ponieważ w pierwszych latach życia mózg rozwija się najintensywniej. Znaczenie ma także generowane przez urządzenia elektroniczne promieniowanie elektromagnetyczne. Może zaburzać rozwój komórek nerwowych, wywoływać zmiany w DNA i zakłócać działanie układu odpornościowego. Migotanie obrazu telewizora czy komputera może u niektórych dzieci wywołać ataki przypominające padaczkę lub zaburzenia widzenia. Przedszkolakom neurolodzy zalecają oglądanie telewizji czy korzystanie z komputera nie dłużej niż pół godziny dziennie, dzieciom w wieku szkolnym ok. 1 godz., a młodzieży do 2 godzin.

Monika Florek-Moskal

 

 

 „FAKTY I MITY” nr 34, 28.08.2003 r.

ZBRODNIE Z EKRANU

Telewizja odpowiada aż za

20 procent przestępstw – wynika

z raportu amerykańskich naukowców,

który opublikowano w „The

Western Journal of Medicine”. Na

szkody psychiczne powstałe w wyniku

oglądania brutalnych filmów

narażone są przede wszystkim dzieci

i młodzież. Amerykańskie dziecko

w ciągu roku ogląda w telewizji

8 tys. zabójstw i 100 tys. aktów

przemocy. Naukowcy skrytykowali

też telenowele jako obrazy negatywnie

wpływające na kształtowanie

wrażliwości.

Pas

 

 

"FAKTY I MITY" nr 39, 04.102007 r.

PISOFRENIA PARANOIDALNA

Na zaburzenia psychiczne cierpi w naszym kraju ok. 2,4 mln osób (1,5 mln dorosłych oraz 900 tys. dzieci i młodzieży, czyli w sumie dwukrotnie więcej niż w 1990 r.). Ze specjalistycznej opieki psychiatrycznej korzysta co 27 Polak (3,7 proc. populacji) (...).

Dominika Nagel

 

 

 

 

 


ALTERNATYWA

JEST TYLKO JEDEN - WSPÓLNY - OGÓLNOŚWIATOWY - GLOBALNY - INTERES. INNE PODEJŚCIE POWODUJE M.IN. WOJNY, OGÓLNOŚWIATOWĄ KATASTROFĘ EKOLOGICZNĄ – ZAGŁADĘ ŻYCIA, NĘDZĘ I TEGO SKUTKI, W TYM CIEMNOTĘ, PRZESTĘPCZOŚĆ I WIELE INNYCH!! KTO TEGO NIE ROZUMIE (EFEKTU DOMINA), NIE POWINIEN PODEJMOWAĆ DECYZJI MAJĄCYCH WPŁYW NA INNYCH

 

Albert Einstein: „Świat jest miejscem niebezpiecznym nie tylko z powodu tych, którzy czynią zło, ale również tych, którzy na to patrzą i nic nie robią”

 

RACJONALIZM – jest to logiczne, rozumowe analizowanie danych (przyjmowanie do wiadomości i wykorzystywanie wyników badań, doświadczeń), dedukowanie, wyciąganie wniosków, rozsądne, przemyślane postępowanie; to chłodna, na ludzką miarę, logika (często inspirowana intuicją – wyćwiczonego w wyciąganiu trafnych wniosków umysłu)(a więc wolna od absurdalnych dogmatów, uprzedzeń, stadnych presji); dogłębna, dalekowzroczna (stąd dla pozostałych niezrozumiała, niepojęta...) etyka mająca na celu w maksymalnie szerokim aspekcie, a więc obejmującym całą przestrzeń i w dalekiej perspektywie czasowej, dobro wszelkich istnień (z zachowaniem rozsądku).

 

 

Problemy ludzkości wynikają z niezrozumienia, strachu (w tym przed myśleniem), podporządkowania; ogłupiania, okaleczania, manipulowania, wykorzystywania ludzi; szkodzenia im przez (tego świadomych bądź nie) psychopatów wykorzystujących w tym celu m.in. utopijne ideologie (ustrojowe, ekonomiczne, edukacyjne, religijne, moralne (obyczajowe)).

NIEMAL WSZYSCY WIDZĄ ZAGROŻENIE DLA SWOICH INTERESÓW Z POWODU WIĘKSZEGO POZIOMU INTELIGENCJI INNYCH...; MYŚLENIA...

Np.: członkowie organizacji religijnych, politycznych, reklamodawcy, tzw. pedagodzy, tzw. opiekunowie dzieci, młodzieży, właściciele wielu firm względem pracowników, klientów...

Racjonaliści natomiast widzą zagrożenia z powodu zbyt niskiego poziomu inteligencji ludzi; braku myślenia – więc ich propozycje nie są aprobowane...

– Oto oblicze selekcji negatywnej...!!

 

 

PRZYSZŁOŚĆ TAKA, JAKA PRZESZŁOŚĆ-, TERAŹNIEJSZOŚĆ...; TENDENCJA...

Znając ludzką tendencję do unikania wysiłku fizycznego, intelektualnego, łatwo sobie wyobrazić świat przyszłości z degenerowanym ludźmi podłączonymi do maszynerii dostarczającej im wrażeń i substancji odżywczych, uzależnionymi od niej i niezdolnymi do konstruktywnej działalności, a nawet obiektywnej oceny swojej sytuacji (przyszłości)(!!); opanowany dzięki terminatorom (czy robotom, jak np. w filmie: „Ja, robot”), nowym technikom, technologiom przez wszelkiej maści psychopatów, dewiantów i fanatyków – selekcja negatywna (jak zwykle) naszego gatunku, jakościowo i ilościowo, perfekcyjna(!!!)

 

 

BY ŻYĆ W RAJU, TO TRZEBA SOBIE NA TO ZAPRACOWAĆ (GDYBY DO RAJU DOSTAWALI SIĘ WSZYSCY, TO JUŻ NIE BYŁBY RAJ).

W normalnych warunkach - selekcji, specjalizacji, postępowaniu rozsądnym, dalekowzrocznym – racjonalnym - żylibyśmy jak w raju, a obecnie żyjemy jak w piekle...

 

 

TRZEBA STWORZYĆ RACJONALNY RZĄD ŚWIATOWY

JEGO ZADANIEM BĘDZIE m.in. ochrona naszego życia, zdrowia i tego, co jeszcze pozostało z przyrody - naszego wspólnego dobra - a jego decyzje muszą obowiązywać wszystkich. To on wydawałaby zgodę na działania o znaczącym wpływie na przyrodę, czyli musi mieć m.in. możliwość wydawania i egzekwowania nakazu przesiedlenia się ludzi z rejonów, w których ich pobyt związany jest z degradacją środowiska. Analogicznie ma się sytuacja z wydobywaniem czy sposobem transportu surowców; ZARZĄDZANIE I PILNOWANIE REALIZACJI M.IN. NASTĘPUJĄCYCH, RACJONALNYCH PROGRAMÓW:

 

·

Trzeba wprowadzić (obok lokalnego) język ogólnoświatowy, którym uczono by w szkołach i który byłby językiem urzędowym (ustalając jego oficjalne wejście

np. za kilkanaście lat). Zniknęłaby wreszcie bariera dla: techniki, medycyny, turystyki, dyplomacji itp. Pozwoliłoby to wyeliminować kolejne wydatki liczone w

milionach (np. na obsługę tłumaczy, personelu, sprzętu, itp.).

 

·

Trzeba nawiązać ogólnoświatową współpracę w celu wyeliminowania chorób zakaźnych i pasożytów – globalnie i ostatecznie. Jej elementem muszą być m.in. bezpłatne, obowiązkowe badania i leczenie (izolowanie) zarażonych ludzi, zwierząt. Osoby, u których wykryje się formę nieuleczalną muszą mieć to wpisane do dokumentów i być oznaczone np. ostrzegawczym tatuażem na przedramieniu.

Nieświadome i świadome zarażanie innych nie jest rzadkością o czym „najlepiej”(!!) świadczą statystyki inf. o milionach takich ofiar (są kraje gdzie co 4-3-cia osoba jest zarażona HIV...)!!!

Jeżeli takie osoby stanowiłyby zagrożenie np. prostytuując się (bądź w inny sposób) byłyby izolowane, a za zarażenie kogoś odpowiadałyby jak za uszkodzenie ciała prowadzące do śmierci. – Należy chronić zdrowie, a nie chorobę  jak obecnie.

Ponieważ będzie to związane z wieloma problemami (m.in. z wprowadzeniem odp. norm prawnych), program musi być skuteczny, tak by nie trzeba go było powtarzać. A więc jego zasady muszą być bezwzględnie i przez wszystkich przestrzegane. Tym bardziej, że będzie to też związane z sporymi wydatkami, które będą się jednak z każdym rokiem coraz szybciej zwracać, dzięki regularnemu zmniejszaniu się (obecnie ogromnych) wydatków związanych z tymi chorobami. Począwszy od ich wykrywania, poprzez koszty niedyspozycji zdrowotnej i leczenia (ogromna rzesza ludzi, których trzeba wykształcić i utrzymywać infrastrukturę, przemysł z tym związany, a więc również skażenie środowiska, w tym wydalinami z resztkami leków).

Zdrowie i życie ma wartość ponad narodową, a choroba nie może podlegać suwerenności. Dajmy ten prezent przyszłym pokoleniom. Może stwierdzą, że nie byliśmy tak do końca bezmyślną, egoistyczną bandą, która nie potrafiła zrobić nic ponadczasowego.

 

·

Sposobem na zmniejszenie bolączek nękających ludzkość, w tym z własnej winy, a niektórych usunięcie jest m.in. zmniejszenie przyrostu naturalnego, tak by było nas poniżej 1 miliarda. Trzeba też przeprowadzić migrację ludności z msc z ekstremalnymi, nieprzyjaznymi warunkami, w tym klimatycznymi, by m.in. zredukować negatywne skutki oddziaływania ludzi na przyrodę, skutki kataklizmów (jak trzęsienia ziemi, susze, powodzie, lawiny, huragany), liczbę zarażeń chorobami, by zredukować potrzebę ogrzewania, chłodzenia pomieszczeń (a więc potrzeby energetyczne), zmniejszyć koszty i skutki produkcji, w tym rolnej i inne.

 

Trzeba nawiązać ogólnoświatową współpracę  w celu zmniejszenia liczby ludzi i utrzymania jej na rozsądnym poziomie. Bo inaczej naprawdę nastąpi koniec świata z: przeludnienia, wyeksploatowania surowców, zatrucia i zaśmiecenia. Nie chodzi o to, by mieć tylko jedno dziecko, ale by wyłącznie zdrowi, odpowiednio dobrani - mający do przekazania potomstwu korzystne cechy - ludzie (a jest ich niewielu) mieli dzieci, których nie trzeba będzie leczyć za ogromne pieniądze, a niekiedy jeszcze utrzymywać na rencie. Chodzi o sam fakt biologicznego posiadania potomstwa, bo związki partnerskie powinny mieć inne oparcie. Czyli dalszym krokiem  byłoby zniesienie obowiązku alimentacyjnego, który przejęłoby - dla tych kobiet - państwo. Wówczas zwiększy to komfort życiowy takich matek i ich dzieci. Bo m.in. związki partnerskie będą częściej mieć podstawę uczuciową, zamiast finansowej. Zmniejszy się również liczba aborcji, oraz sytuacji, iż zdrowe, inteligentne i ładne dziecko będzie postrzegane - i traktowane - jako źródło nieszczęścia. Takie podejście to inwestycja w prawidłowy rozwój m.in. przyszłego podatnika łożącego na następne pokolenie takich jak on.

 

·

EUTANAZJA, SELEKCJA

 

Ø      Rodzenie dzieci z wadami rozwojowymi, chorych psychicznie (psychopatów), fizycznie, brzydkich (zboczeńców, gwałcicieli), głupich (debili); do utrzymywania na rencie; cierpiących, nieszczęśliwych i przyczyniających się do cierpienia, nieszczęść innych jest dobre, moralne, dowodem wrażliwości… A rodzenie dzieci zdrowych, inteligentnych, atrakcyjnych, zaradnych, samodzielnych, szczęśliwych i dających korzyści innym jest niemoralne, okrutne, złe…

 

CZY WARTOŚĆ KAŻDEGO ŻYCIA JEST TAKA SAMA – KAŻDE ŻYCIE JEST BEZCENNE…; LUDZI NIE MOŻNA DZIELIĆ – WSZYSCY POWINNI MIEĆ TAKIE SAME PRAWA ITP...

Temu nieprzemyślanemu i bardzo szkodliwemu (tak, jak utrzymywanie przy życiu ludzi niepożytecznych, szkodliwych kosztem pozostałych, w tym ich życia (co już jest samowykluczającą się sprzecznością z tytułową tezą), przyszłych pokoleń, przyrody – przyczyniając się do jej zagłady) twierdzeniu zaprzecza istnienie chociażby morderców (zarażających chorobami (zarazkami, nałogami)); to emocjonalny bełkot. Z większości będzie pożytek... dopiero po ich śmierci. Naprawdę bezcenne życie to arcyrzadkość, tak jak ludzie wyjątkowi, wybitni – naprawdę pożyteczni (więc mobilizujmy do stania się kimś takim, bo obecne gloryfikowanie za samo istnienie demoralizuje).

Czy bycie chorym, zniedołężniałym, starym, niepełnosprawnym; nieproduktywnym, niepożytecznym (z powodu nie dbania o zdrowie, trucia się, bezsensownego, bezmyślnego postępowania) jest jakąś zasługą takich osób...!; dbanie o takie osoby (i tą m.in. drogą też ich „produkcja”) - kosztem innych - winno być priorytetem i jest w społeczeństwa interesie...!!

To jakość życia i z niego pożytek powinny decydować o jego wartości, inaczej będzie ono tak traktowane - tyle warte - jak jest obecnie...

Winni swojej choroby muszą sami ponosić konsekwencje swojego postępowania, bo inaczej jest to niesprawiedliwe i demoralizujące.

Czy np. produkujący, sprzedający truciznę alkoholową, narkotykową są równi lekarzom którzy leczą ich ofiary..., policjantom ich wyłapującym...; czy żebrzący alkoholik, narkoman jest równy pracującemu abstynentowi; czy świadomie zarażający np. HIV są równi zdrowym, naukowcom opracowującym szczepionki, lekarzom..., policjantom ich wyłapującym...; nieuleczalnie chorzy – zdrowym...; złodzieje, bandyci oszuści – uczciwym ludziom, policjantom ich wyłapującym...; płatni mordercy – swoim ofiarom..., policjantom ich wyłapującym...; renciści – pracującym...; starcy – dzieciom...; psychopaci – wrażliwcom...; debile – intelektualistom...; nauczyciele – członkom organizacji religijnych...; itp., itd...

 

Czy w interesie społeczeństwa leży, by wszystkich traktować tak samo (np. by w kolejce, z nierobami, menelami, tzw. szarymi pracownikami, stały, marnowały czas, swój potencjał, osoby wybitne, np. naukowcy, wynalazcy, prospołeczni działacze)...

 

Może zamiast wpierać ludzi bezużytecznych, zdegenerowanych, pasożytniczych, szkodliwych (co też udziela się i innym), warto zająć się, promować, ludźmi pożytecznymi?

Trzeba wprowadzić prawnie EUTANAZJĘ ZE WZGLĘDÓW MEDYCZNO-SPOŁECZNO-EKONOMICZNO-EKOLOGICZNYCH, i ją stosować.

JAK USTALIĆ WARTOŚĆ CZYJEGOŚ ŻYCIA.

Otóż trzeba oszacować czy brak danej osoby przyniósłby straty czy korzyści.

PS1

CZY SOCJALNO-EMOCJONALNI UTOPIŚCI ZASTANOWILI SIĘ SKĄD - JAKIM KOSZTEM - BIORĄ SIĘ PIENIĄDZE, LEKI, SZPITALE, PRZYCHODNIE, APTEKI, MIESZKANIA, DROGI, FABRYKI; LEKARZE, APTEKARZE I INNI PRACOWNICY ITP., ITD...

Obecnie często działalność dobroczynna, postępowanie moralne, okazywanie wrażliwości polega na przeznaczaniu pieniędzy m.in. na siki i kupy z toksycznym - bo od leków - składem i ich obsługę (dodajmy też skutki eksploatacji surowców, produkowania energii, emitowanych zanieczyszczeń, powstających śmieci, zatruwania powietrza, wody, ziemi – przyrody; przyczyniania się do chorób, kalectwa, śmierci)...

Gdy miliony (zdrowych) młodych ludzi ginie w męczarniach w wojnach, od chorób wywołanych głodem, samego głodu; zapracowuje się, cierpi od stresów, chorób zawodowych, ulega wypadkom, w tym stając się kalekami-rencistami, traci czas, swoją młodość, cierpi z niedostatku, skażenia środowiska, uciążliwych warunków życia, i również z tych powodów chorując, w tym stając się rencistami, by m.in. utrzymać innych (...) – to trudno. Jak temu zapobiegać, m.in. z pomocą eutanazji, to już źle...

Jako analogię podam jeszcze przykład mitu o dobroczynnych, kochających zwierzęta, psiarzach.

Czy psiarze tak kochający zwierzęta (i ludzi)... zastanowili się też [oprócz że: nad cierpieniami m.in. zamykanych na wiele godzin psów; skutkami powodowanych przez psy hałasów, robionych kup - a więc stresami i innymi problemami - dla otoczenia]: skąd się bierze mięso dla ich pieseczków – wzięli pod uwagę cierpienia zwierząt podczas chowu i uboju przemysłowego, skutki tego chowu, przemysłu dla przyrody i ludzi...?!!

Dodam jeszcze, iż miliony ludzi (w tym część to dzieci) nie mają co jeść, podczas gdy kochający ludzi psiarze... wydają  miliony złotych m.in. na karmy dla psów!

 

 

"FAKTY I MITY" nr 39, 04.102007 r.

PIERDZĄCE KROWY

Do coraz szybszej degradacji klimatu Ziemi przyczyniają się dymiące kominy elektrowni węglowych, spaliny samochodowe, wyziewy przemysłowe. Ale to wszystko nic w porównaniu z pierdzącymi krowami.

Zespół uczonych z Uniwerstetu Cambridge opublikował w medycznym piśmie „The Lancet” rezultaty swych dociekań. Bydło puszcza bąki, które zwiększają ilość metanu w atmosferze, przyczyniając się do globalnego ocieplenia. Brzmi to jak mało subtelny dowcip, ale wcale nim nie jest. Gaz wydalany przez krowy, owce i kozy w jednej czwartej przyczynia się do alarmujących zmian klimatycznych.

Ludzie przeciętnie spożywają 224 gramy mięsa wołowego dziennie (W Afryce – 31 gramów). Konsumpcja wzrasta – w Chinach np. w ciągu dekady podwoiła się. Więcej mięsa znaczy więcej bydła, czyli więcej „bąków”. „Redukcja konsumpcji jest jedynym możliwym rozwiązaniem” – stwierdza autor badań, dr John Powles. Gdyby ludzie ograniczyli się do 90 gramów dziennie, zapobiegłoby to dalszemu pogarszaniu się składu atmosfery.

Ograniczenie spożycia wołowiny przyczyniłoby się również do poprawy zdrowia konsumentów: czerwone mięso zwiększa ryzyko chorób serca i nowotworów. Prawdopodobieństwo zapadnięcia na raka odbytnicy zmniejsza się o jedną trzecią przy każdym zmniejszeniu dziennej konsumpcji o 100 gramów. Eksperci szacują jednak, że zmiana przyzwyczajeń dietetycznych zajmuje dekady.

JF

 

 

 http://www.klimatdlaziemi.pl

Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować las na nowe pole. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. W Azji Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie, gdyż ogołocono z lasów ściany Himalajów.

 

Do wyprodukowania jednego 1 kg wołowiny zużywa się 100 000 litrów wody!

 

 

JAKI SENS, CEL, MA LECZENIE, UTRZYMYWANIE PRZY ŻYCIU LUDZI PO TO, BY ICH DALEJ LECZYĆ, TYLKO UTRZYMYWAĆ PRZY ŻYCIU, WYPŁACAĆ RENTY (W TYM BY MIELI ZA CO SIĘ TRUĆ) – KOSZTEM POŻYTECZNYCH...

Życie musi mieć rozsądny sens, cel! Jeżeli ogranicza się ono, w dodatku w ograniczonym, niepełnym, upośledzonym stopniu, jedynie do elementarnych funkcji biologicznych, życiowych – czynnego, biernego szkodzenia innym (...), to jaki to ma sens, jaka to jest etyka, moralność, wrażliwość…

 

CZYŻ W SWOICH DZIAŁANIACH, POSTĘPOWANIU NIE POWINNO KIEROWAĆ SIĘ ZDROWYM ROZSĄDKIEM, RACJONALNYM SENSEM, CELEM! Jaki sens, cel, ma egzystencja ludzi zniedołężniałych, schorowanych, cierpiących, nieszczęśliwych i powodujących, przyczyniających się do nieszczęścia innych (...)(którzy w dodatku często jeszcze głosują na ludzi pogrążających naszą gospodarkę, intelektualnie społeczeństwo), którzy i tak umrą, i wielu w męczarniach?! Jaka to wrażliwość, etyka, moralność...

Do tego dodajmy wymieranie Europejczyków, w tym Polaków, bo brak środków, warunków na zachętę, stymulowanie przyrostu - wymiany - pokoleniowej!

PS2

Trzeba zmniejszyć negatywne skutki nikotynizmu, alkoholizmu, narkomani (co m.in. udziela się i innym (są też wciągani)) np. organizując nie absorbujące zbytnio drobne prace (na rzecz ośrodka) dla zdeklarowanych, nie rokujących nadziei alkoholików, narkomanów, m.in. w zamian za nocleg, posiłek, alkohol, narkotyki, substytuty narkotyków, nikotynę. Można na to przeznaczyć jakiś pustostan, ośrodki w odosobnionych msh, i mieć tam takie osoby pod kontrolą w 1-dnym msu. Obecnie tacy ludzie m.in. generują spore wydatki związane z interwencjami, przestępczością i dewastacją! Można też stosować obroże elektroniczne – by wymusić pozostawanie w wyznaczonym obszarze (za nieupoważnione opuszczenie go byłaby egzekwowana kara).

Trzeba też zalegalizować eutanazję.

Ci ludzie i tak popełniają, z tym że bolesne, powolne i kosztowne samobójstwo; i tak umrą z powodu chorób, zatrucia się – jako samobójcy.

 

Problemom, np. stresom, chorobom, najlepiej zapobiegać (wtedy będzie m.in. mniej osób do leczenia, utrzymywania itp.).

TRZEBA PRZEDE WSZYSTKIM, NAJPIERW, DBAĆ O LUDZI ZDROWYCH, POŻYTECZNYCH (BY NIE STAWALI SIĘ CHORZY. BY BYŁY M.IN. PIENIĄDZE, WARUNKI DO ŻYCIA I DLA POZOSTAŁYCH (ALE NIE KOSZTEM ZDROWYCH, POŻYTECZNYCH)) – TO JEST WŁAŚNIE DALEKOWZROCZNA, ROZSĄDNA - RACJONALNA - WRAŻLIWOŚĆ

By jedni mogli wegetować, dogorywać, inni muszą za to ponosić negatywne konsekwencje!

Proszę wziąć pod uwagę całościowo wszelkie skutki działania, postępowania (utrzymywania), a nie tylko, emocjonalnie i krótkowzrocznie, na wąski odcinek momentu przekazywania i konsumpcji – bo jest jeszcze droga przed i po (...).

Selekcja osobników (obecnie to zdegenerowani, chorzy często się rozmnażają, a posiadający korzystny potencjał genetyczny, zdrowotny, z braku odpowiednich warunków, nie przedłużają gatunku), śmierć biologiczna jest to prawo absolutnie niezbędne by mogła być kontynuowana ewolucja, by pozyskać zasoby, przestrzeń życiową, by powstało kolejne życie – cykl życia musi być też zamykany (cyklowi życia jest bezwzględnie przypisana śmierć, m.in. na niej opiera się cykl). To religie zrobiły z tego oczywistego, naturalnego, nieuniknionego procesu coś zatrważającego, strasznego, demonicznego; spowodowały emocjonalne, krótkowzroczne podejście do życia; moralne stało się nie rozsądne - z korzyścią dla ogółu i w perspektywie - podejście do tego etapu cyklu, tylko absurdalne, destrukcyjne jak najdłuższe wegetowanie, dogorywanie – kosztem wszystkich i wszystkiego!; współprzyczyniły się do problemów ekologicznych, ekonomicznych!

PS1

M.in. o bilansie ekologicznym, ekonomicznym m.in. działalności dobroczyńców (socjalnych, zapewniających płatne zajęcie)... można przeczytać m.in. w ulotkach w HTML:

1. ZAGŁADA ŻYCIA!!! CZY WYGINIEMY?!: http://www.wolnyswiat.pl/1h2.html

6. ZMIANY KLIMATYCZNE - ZAGŁADA ŻYCIA!!!: http://www.wolnyswiat.pl/6h2.html

7. DOPŁATY. M.IN. DO GÓRNIKÓW, ROLNIKÓW I PARLAMENTARZYSTÓW: http://www.wolnyswiat.pl/7h3.html

PS2

Czy utopiści sami chcieliby urodzić się z wadami rozwojowymi, cierpieć fizycznie, psychicznie itp... Czy utopiści są gotowi sami zajmować się takimi osobami i za własne pieniądze...

 

 

 www.onet.pl

Środa, 15.10.2008

PAP, PU /11:17

W. BRYTANIA: MAFIA SPROWADZA POLSKICH INWALIDÓW

Zorganizowany świat przestępczy sprowadza inwalidów i niepełnosprawnych z Polski do Anglii z intencją nadużywania brytyjskiego systemu świadczeń socjalnych - twierdzi tabloid "Daily Star", powołując się na polskie źródła.

Gangi pomagają niepełnosprawnym załatwić formalności i uzyskać świadczenia, którymi ludzie ci muszą się następnie z nimi dzielić, zatrzymując dla siebie tylko niewielką część.

 

Gazeta sugeruje, że za tym procederem stoją romskie klany działające w obu krajach, znające na wylot brytyjski system świadczeń socjalnych i doświadczone w jego nadużywaniu. Obok wykorzystywania systemu opieki socjalnej, gangi zmuszają inwalidów do zaciągania oszukańczych pożyczek w bankach i wyrabiania kart kredytowych.

 

Inwalidzi "otrzymują transport, zakwaterowanie i wikt, ale muszą podpisać dokumenty. Mówi się im, że dotyczą one formalności związanych z przekroczeniem granicy, ale według nas to umowy o spłacie pożyczki" - cytuje gazeta Eugeniusza Dańczaka, wójta gminy Dębnica Kaszubska.

 

- Wszczęliśmy dochodzenie w tej sprawie i przekazaliśmy nasze ustalenia Brytyjczykom, ale nie mieliśmy od nich odpowiedzi - mówi Jacek Bujarski, rzecznik słupskiej policji.

 

- Gangi ustaliły, że niepełnosprawni mogą ubiegać się w W. Brytanii o liczne zasiłki i zapomogi i zachodzi niewielkie ryzyko, że wzbudzą podejrzenia (władz brytyjskich). Nie ma też większego ryzyka, że będą stwarzać trudności gangom i tylko drobną część ich przychodów pozwala się im zatrzymać - dodaje Bujarski.

 

"Daily Star" cytuje niewymienionego z nazwiska niepełnosprawnego studenta, który potwierdził, że otrzymał "od mafii" propozycję wyjazdu do Anglii autobusem, obietnicę otwarcia konta bankowego i stałego wynagrodzenia.

 

Gdy inwalida przestaje być użyteczny dla gangu, jest albo porzucany na ulicy, albo ściągany do Polski po to, by uniknąć ryzyka, że zainteresuje się nim policja, a tym samym natrafi na ślad gangu - pisze "Daily Star".

 

 

ZESTAWIENIE – DZIAŁALNOŚĆ DOBROCZYNNA/OKAZYWANIE WRAŻLIWOŚCI/POSTĘPOWANIE MORALNE...

SELEKCJA POZYTYWNA/NEGATYWNA...

 

Na początek powszechnie stosowana zasada w przyrodzie (aczkolwiek zabrzmi nieco metaforycznie): by ocalić życie, trzeba poświęcić życie.

JAKA JEST RZECZYWISTA WARTOŚĆ LUDZKIEGO ŻYCIA

Czy ludzi jest za mało, czy za dużo...; jak ich ubędzie (np. o 90%), to będzie gorzej czy dużo, dużo, dużo lepiej (będą dużo większe szanse samego przeżycia ludzkości, zwiększy się nieporównywalnie jakość, wartość życia)...

No to już wiemy jaka jest wartość ludzkiego życia (obecnie, góra, umowne, kilkanaście procent). I co należy zrobić by wyniosła 100%.

A więc wprowadzić POZYTYWNĄ selekcję przyszłych rodziców, więc i sterylizację osobników o niepożądanych cechach, jednocześnie uzyskamy zmniejszenie przyrostu naturalnego, bo wartościowi kandydaci stanowią nieznaczną część ludzkości, eutanazję – jako wybawienie, RACJONALNE lecznictwo.

 

 

Niestosowanie selekcji pozytywnej/stosowanie, przyczynianie się do selekcji negatywnej, utrzymywanie przy życiu ludzi niepożytecznych, szkodliwych; cierpiących, nieszczęśliwych - kosztem pozostałych - JEST B. ZŁE (!!!), A NIE DOBRE; dowodem braku, a nie wrażliwości!

SELEKCJA POZYTYWNA - TAK JAK ŚMIERĆ - JEST WPISANA W NORMALNĄ EWOLUCJĘ I ABSOLUTNIE NIEZBĘDNA DLA NORMALNEGO ROZWOJU, A NAWET PRZETRWANIA GATUNKU!!!

Bezmyślne, krótkowzroczne, emocjonalne, utopijne zakłócanie, przeciwstawianie się temu prawidłowemu, zdrowemu, naturalnemu procesowi przynosi katastrofalne skutki prowadzące do cierpień (psychicznych i fizycznych), degeneracji (intelektualnej, zdrowotnej, estetycznej), zagłady (ekologicznej, gospodarczej) naszego gatunku!!!

 

 

PO JEDNEJ STRONIE MŁODZI, (POWINNI BYĆ:) ZDROWI, (POWINNI BYĆ WYKSZTAŁCENI:) LUDZIE, KTÓRZY POWINNI ZAJĄĆ SIĘ M.IN. ZDROWĄ PROKREACJĄ (A O JAKOŚCI POTOMSTWA DECYDUJE M.IN. JAKOŚĆ ODŻYWIANIA SIĘ PRZEZ CAŁY DOTYCHCZASOWY OKRES, OPRÓCZ POSTĘPOWANIA WŁASNYCH RODZICÓW, OTRZYMANYCH GENÓW).

A PO DRUGIEJ DOGORYWAJĄCY STARCY, SCHOROWANI, PARALITYCY; CIERPIĄCY, NIESZCZĘŚLIWI I WSPÓŁPRZYCZYNIAJĄCY, PRZYCZYNIAJĄCY SIĘ DO GŁODU, CHORÓB, CIERPIEŃ, NIESZCZĘŚĆ INNYCH; OBSŁUGIWANI PRZEZ TYSIĄCE LEKARZY, PIELĘGNIAREK, RODZINĘ - BY JAK NAJDŁUŻEJ PRZECIĄGAĆ TO, CO I TAK NIEUNIKNIONE, I BY UMIERALI W MĘCZARNIACH; POCHŁANIAJĄCY MILIARDY GODZIN, PIENIĘDZY ITP...; WSPÓŁPRZYCZYNIAJĄCY, PRZYCZYNIAJĄCY SIĘ DO ZAGŁADY ŻYCIA!!! CZYLI - JAK ZWYKLE - SELEKCJA NEGATYWNA/REALIZACJA UTOPII!!!

 

 

Utopia żyje własnym życiem i się rozwija...

PROPOZYCJE ZMIAN W USTAWIE PRZYGOTOWANE PRZEZ RODZICÓW DZIECI NIEPEŁNOSPRAWNYCH TO M.IN.:

*  podwyższenie obecnej kwoty świadczenia pielęgnacyjnego (...) i uzależnienie jej od stopnia niepełnosprawności; [Nim bardziej debilne dziecko, im bardziej schorowane, sparaliżowane to tym większa nagroda się należy... – red.]

*  coroczna waloryzacja;

*  przywrócenie prawa do świadczenia pielęgnacyjnego dla obojga rodziców (opiekunów) rezygnujących z pracy zawodowej na rzecz opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi, jeżeli w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko niepełnosprawne; [Rozmnażajcie się, a będzie wam dane...]

*  przywrócenie prawa do wcześniejszych emerytur dla rodziców (opiekunów) dzieci niepełnosprawnych; [Nagroda za kawał pożytecznej roboty się należy...]

*  wprowadzenie uwarunkowań prawnych pozwalających na stworzenie nowego zawodu asystenta-pielęgniarza dla rodziców rezygnujących z pracy zawodowej za względu na stan zdrowia swoich niepełnosprawnych dzieci. [A po przepracowaniu np. 30 lat dać emeryturę...]

ITP.

 

– DAJCIE, ZAPŁAĆCIE, UTRZYMUJCIE, PONOŚCIE (zapewnijcie dojazdy, lokum, sanatoria, sprzęt, leki, lekarzy itp.)...

Pytam się: kto to to zrobił, urodził... No to kto ma za to ponosić konsekwencje...!; Do czego jest to to nam, komukolwiek potrzebne (a część się jeszcze rozmnoży)(i jakie to przepiękne widoki... te zdeformowane ciała, twarze wykrzywione chorobą, niedorozwojem umysłowym, nieszczęściem (podobnie jak ich opiekunów (a niektórzy jeszcze traktują swoich „podopiecznych” tak dobrze jak te stworki wyglądają..., albo jeszcze gorzej)))...!!

PS

Ale okrutnik ze mnie, w przeciwieństwie do dobrych ludzi, którzy te dzieci zrobili i tych, którzy na robienie, rodzenie i hodowanie takich egzemplarzy pozwalają, oraz zabraniają eutanazji...

W 2004 roku w Polsce było ponad 209 tysięcy dzieci niepełnosprawnych (wg departamentu statystyki społecznej dla Głównego Urzędu statystycznego).

 

 

NO TO DO ROBOTY...

 

WYPADKI PRZY PRACY

 

 www.ciop.pl

SPOŁECZNE KOSZTY WYPADKÓW PRZY PRACY W POLSCE

Wypadki przy pracy, poza aspektem społecznym, a zwłaszcza humanitarnym, mają znaczny wymiar ekonomiczny dla osoby poszkodowanej i jej rodziny, przedsiębiorstwa oraz całego społeczeństwa. (...)

Znaczna część kosztów wypadków ponoszona jest przez całe społeczeństwo. Urazy spowodowane wypadkami zwiększają m.in. zapotrzebowanie na różne usługi sektora publicznego, np. usługi służby zdrowia. Koszty te są trudne do oszacowania, a w związku z tym najmniej uświadamia je sobie społeczeństwo. W rezultacie wypadki powodują znaczne straty w gospodarce, których koszty, według szacunków Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Higieny Pracy w Bilbao, dla „starych” krajów członkowskich UE wynoszą od 2,6% do 3,8% PKB.

Centralny Instytut Ochrony Pracy

– Państwowy Instytut Badawczy

 

 

 www.nszzsol.lodz.pl

Skala problemu jest ogromna. Rocznie w świecie ponad 2 mln osób ulega wypadkom przy pracy. Największa wypadkowość występuje w budownictwie, górnictwie, rolnictwie. W Polsce w 2007 roku zginęło w wypadkach przy pracy 593 osoby, a ok. 12 tysięcy doznało trwałego uszczerbku na zdrowiu. Liczby są alarmujące, a każdy wypadek to ogrom cierpień dla poszkodowanych, nieszczęść dla rodziny.

 

 

 www.pb.pl

Na świecie każdego roku notuje się 270 milionów wypadków - powiedział prezes Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach Wojciech Bradecki, powołując się na szacunki Międzynarodowej Organizacji Pracy. 160 milionów pracowników cierpi rocznie z powodu chorób i schorzeń związanych z wykonywaną pracą.

 

"Każdego roku mamy ponad tysiąc tzw. ciężkich wypadków przy pracy. Te statystyki zmuszają do refleksji. Każdy ma prawo do bezpiecznej pracy i wychodząc do niej musi wiedzieć, że wróci do domu. Naszym zdaniem, pracodawcy powinni się nad tym pochylić i zastanowić się nad zagrożeniami, które istnieją w ich zakładach pracy" - powiedział PAP zastępca głównego inspektora pracy Witold Zalewski.

 

Według Bradeckiego, niebezpieczne warunki pracy pociągają za sobą nie tylko te najbardziej dotkliwe straty - na zdrowiu i życiu - ale też określone straty ekonomiczne. "Nie opłaca się oszczędzać na bezpieczeństwie" - powiedział.

 

 

 www.e-book.com.pl Poniedziałek, 28.04.2008, 06:47

Jak podaje Międzynarodowa Organizacja Pracy rocznie w wypadkach przy pracy ginie ponad dwa miliony pracowników, 1,2 mln zostaje rannych a 160 mln pracuje w ciężkich warunkach!

 

W 2007 r. w Polsce poszkodowanych w wypadkach przy pracy zostało 99 171 pracowników. Przy pracy zginęło 479 osób. Na jednego poszkodowanego przypadało 35,3 dni niezdolności do pracy, co daje łącznie 3 354 046 dni. Najczęściej wypadkom ulegają pracownicy najmłodsi, do 29 lat (ponad 27 tys. poszkodowanych) i w pierwszym roku pracy (37 tys. poszkodowanych). Najwięcej wypadków ma miejsce w przetwórstwie przemysłowym (40 tys.), w handlu detalicznym i hurtowym (10 tys.), budownictwie (8895 wypadków) oraz ochronie zdrowia (7797 wypadków).

 

 

 www.money.pl

2008-06-24

Wypadkom na wsi ulega 1500 dzieci rocznie.

(IAR)

 

 

 http://www.mojawyspa.co.uk  12-07-2008

Praca w gospodarstwie odbija się także na rozwoju dziecka. Długotrwałe przybywanie w otoczeniu szkodliwych środków chemicznych, hałasujących maszyn, czy dźwiganie ciężkich przedmiotów, prowadzi często do wielu wad rozwojowych i schorzeń.

 

Nasze zapóźnienia w rolnictwie w dużej mierze opierają się również na tym, że rolnicy nie wykonują badań profilaktycznych. - W krajach zachodnich rolnikom nie trzeba tego nakazywać. Dbają o zdrowie, bo mają świadomość tego, że im wcześniej wykryje się schorzenie, tym lepiej. Nasi rolnicy idą do lekarza dopiero po fakcie, kiedy coś się wydarzy. A potem wszyscy podatnicy płacą za ich leczenie, rehabilitację, czy sanatorium – mówi Giedrojć.

 

Według ubiegłorocznych danych Międzynarodowej Organizacji Pracy, w rolnictwie pracuje 100 mln dzieci w wieku 5-14 lat. Są zatrudniane do pracy w gospodarstwach, fermach, plantacjach, często w warunkach zagrażających ich zdrowiu, np. przy stosowaniu toksycznych substancji chemicznych.

 

Łącznie w rolnictwie pracuje 70% ze wszystkich dzieci zatrudnionych na świecie. Rocznie ponad 22 tysiące dzieci traci życie z powodu wypadków przy pracy. Najwięcej dzieci pracuje w Chinach, Indiach, Bangladeszu, Nigerii, Brazylii i Filipinach.

Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska

 

 

 www.ciop.pl

Dochodzi do 40 000 wypadków rocznie przy pracy pilarkami łańcuchowymi.

 

 

2,7% PKB – czyli równowartość 3 mld. dolarów (Instytut Transportu Samochodowego szacuje je na 30 mld zł), to roczne koszty wypadków samochodowych w Polsce, których w 2003 r. było 50 tys!! Ginie w nich rocznie około 6 tys. osób, a 50 tys. zostaje rannych. Światowa Org. Zdrowia (WHO) oraz Bank Światowy podają, iż rocznie w wypadkach samochodowych ginie na świecie ponad 1,2 mln osób, a ok. 50 mln odnosi obrażenia!!

 www.o2.pl  25.05.2008

W całej Unii Europejskiej roczny koszt wypadków to 180 mld euro.

 www.money.pl  2008.03.05

Na stłuczki na drodze Amerykanie wydają nawet 160 mld dolarów rocznie.

 

 

„WPROST” nr 4(1104), 25.01.2004 r. NAUKA I ZDROWIE

WSTRZYMAJ ODDECH!

(...) Uczeni w Grecji po raz pierwszy wykazali, że istnieje bezpośredni związek między wzrostem poziomu pyłu czy dwutlenku siarki a liczbą zgonów spowodowanych chorobami układu krążenia. "W mieście takim jak Ateny każdy kolejny miligram tlenku węgla w metrze sześciennym powietrza oznacza, że dziennie zanotujemy dwa śmiertelne zawały więcej" - wyjaśnia prof. Demostenes Panagiotakos z Uniwersytetu Ateńskiego. Jego zdaniem, nie można mówić o bezpiecznych poziomach zanieczyszczeń powietrza, bo ludzie umierają częściej nawet wtedy, gdy nie zostały przekroczone obowiązujące normy ochrony środowiska.

Do podobnych wniosków doszli uczeni z Francji. Z przeprowadzonych przez nich badań wynika, że pyły wydostające się z rur wydechowych samochodów sprzyjają zawałom serca, nawet jeśli ich poziom w powietrzu mieści się w tzw. dopuszczalnych granicach. "Wystarczy, by stężenie mikrocząstek spalin przekroczyło 25 mg w metrze sześciennym, a do szpitali trafia o 91 proc. więcej ofiar zawału serca" - mówi prof. Yves Cottin z uniwersytetu w Dijon. (...)

Jan Stradowski

 

 

§          

348 kg  emitowanych pyłów przypada rocznie na jednego człowieka. Źródło: dr Joyce E. Penner z Uniwersytetu Michigan

 

99 mld puszek aluminiowych rocznie wyrzucają Amerykanie Źródło: EPA

 

W Polsce ok. 1 os. na 80 jest zakażona wirusowym zapaleniem wątroby typu C (jest to bardzo zakaźna i nieuleczalna forma, która często prowadzi do śmierci. 1 gram skażonej wydzieliny wystarczy do zakażenia 1 mln ludzi – to nie pomyłka), a ok. 1 os. na 700 HIV – ze stałą tendencją wzrostową zakażeń!!

 

3 tys. ton farmaceutyków wyrzucają do śmieci Polacy. Źródło: aktualne.pl

 

71 kg odpadów nuklearnych przypada na mieszkańca USA. Źródło: EEC

 

„PRZEKRÓJ” nr 41, 12.10.2006 r.: Waste Isolation Pilot Project (WIPP) to otwarte w 1999 roku składowisko odpadów radioaktywnych. Stworzono je w nieczynnej kopalni soli w Carlsbad, w stanie Nowy Meksyk. Zanim przechowywane tu odpady przestaną być zagrożeniem, minie około 300 tysięcy lat.

 

1,3 mld ton odpadów rocznie powstaje w Unii Europejskiej. Źródło: EEC

 

1,6 mln ton rocznie niebezpiecznych odpadów powstaje w Polsce

 

Rolnictwo przemysłowe jest jednym z głównych źródeł zanieczyszczeń. Z tego powodu 2,5% obszaru Polski jest narażone na zanieczyszczenia azotanami.

 

 

 http://www.klimatdlaziemi.pl

Ponieważ na Ziemi jest 6,6 miliarda ludzi (stan na rok 2007) wynika z tego, że przy globalnej emisji 28 miliardów ton CO2, na jednego człowieka przypada średnio emisja 4,3 tony CO2 rocznie. Dla porównania, średniej wielkości drzewo absorbuje rocznie około 4-5 kg CO2.

Oznacza to, że potrzeba aż 1000 drzew, żeby uporać się z emisją generowaną przez pojedynczą osobę. Amerykanin lub Australijczyk potrzebowałby na to aż blisko 5 000 drzew, a mieszkaniec Kataru 15 000! Taka emisja, jeśli chcemy powstrzymać zmiany atmosfery planety, jest absolutnie nie do utrzymania. Co nie zmienia faktu, że rośnie o dobre 3% rocznie...

 

Emisja CO2: Energetyka

Aktualne zużycie energii wynosi 13,5 TW (13500 Gigawatów). Przewiduje się, że do 2050 roku zużycie energii elektrycznej wzrośnie do 35 TW.

Prognozy przewidują, że w najbliższych dekadach potrzeby energetyczne świata nadal będą zaspakajane przez paliwa kopalne. Energetyka konwencjonalna rozwija się bardzo dynamicznie, w samych Chinach średnio co 5 dni uruchamia się nową elektrownię węglową o mocy 1000 MW. Ekologiczny i społeczny koszt tego procesu, nawet pomijając kwestię globalnego ocieplenia, jest potworny.

 

 

 http://www.klimatdlaziemi.pl

* odejście od modelu 1 człowiek – 1 samochód zaprocentuje na wiele sposobów:

          o ograniczenie zużycia materiałów przy produkcji samochodów i problemów złomowania

          o ograniczenie ruchu tankowców i katastrof z tym związanych

          o oszczędności (koszt transportu samochodem osobowym jest w rzeczywistości wyższy niż płacą za to użytkownicy samochodów – bezpośredni koszt jednego kilometra jest pokrywany w zaledwie 25 procentach przez użytkownika samochodu, resztę kosztów ponosi społeczeństwo)

          o ograniczenie liczby wypadków i ich kosztów (w Polsce wypadki pochłaniają 7 procent PKB)

          o poprawienie infrastruktury miejskiej w wyniku ograniczenia ruchu samochodów

          o odzyskanie terenów dróg i parkingów (w USA 70% powierzchni miast) przestrzenią dla ludzi, poprawa jakości życia

          o eliminacja hałasu

          o eliminacja korków i poprawa komunikacji przez zastąpienie samochodów komunikacją miejską i rowerową

          o ograniczenie kosztów zewnętrznych transportu samochodowego (pokrycie strat w środowisku wywołanych zanieczyszczeniami generowanymi przez transport, koszty leczenia ofiar wypadków, koszty renowacji niszczonych przez smog budynków i zabytków, utrzymanie administracji związanej z bezpieczeństwem transportu, bariery i okna dźwiękochłonne...)

 

    *  Jeśli możesz, zrezygnuj z samochodu, wyprodukowanie samochodu to emisja ~5 ton CO2, nie mówiąc już o jego wykorzystywaniu.

 

20 - Z wyprodukowaniem, serwisowaniem i złomowaniem średnich rozmiarów samochodu związana jest emisja ok. 20 ton CO2

 

 

Według szacunków UNICEF, 1 mld młodocianych na świecie żyje w skrajnej nędzy!

– Codziennie umiera z głodu 110.000 osób, w ciągu roku zaś 40 milionów ludzi, w tym 7 milionów dzieci!

– Każdego roku przeszło 12 milionów dzieci umiera na choroby związane z niewłaściwym odżywianiem!

– 1,3 miliarda ludzi nie ma dostępu do czystej wody, z drugiej strony do wyprodukowania jednego samochodu zużywa się 380 ton wody, kilograma bawełny 50 ton wody, a 1 kg wołowiny 100 000 litrów!

W najbiedniejszych krajach do szkoły podstawowej uczęszcza mniej niż połowa dzieci i mniej niż 20 procent uczy się w szkołach ponadpodstawowych. Na całym świecie 114 milionów dzieci nie uzyskuje nawet podstawowego wykształcenia i 584 miliony kobiet są analfabetkami!

http://bezkomentarza.eu/archives/4

W Polsce różne organizacje podają, że około 10-25 % dzieci w wieku do 14 lat cierpi przez głód i spożywa najwyżej jeden posiłek dziennie. Według obecnych szacunków minimum egzystencji to około 350-390 złotych na osobę! (wikipedia.org)

– GUS podaje, iż 60% (23 mln) polskiego społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego (z tego 5 mln w skrajnej nędzy)! 

„FAKTY I MITY” nr 7, 22.02.2007 r.: „Jak wynika z danych Eurostatu, Polska znalazła się po raz pierwszy na pierwszym msu w rankingu państw UE. Jesteśmy liderem... w biedzie. Przegoniliśmy nawet Rumunów i Bułgarów! Z 1/3 obywateli żyjących poniżej minimum socjalnego staliśmy się prawdziwą europejską potęgą!

 

 

 www.o2.pl

2008-10-20 06:24

POLSKIE DZIECI SĄ ŹLE LECZONE

Powód? To efekt złej opieki medycznej: braku szczepień ochronnych oraz kolejek do specjalistów - donosi "Dziennik".

Autorzy opracowania z Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego przytaczają konkretne dane: na każde 100 tys. dzieci w Polsce z różnych przyczyn umiera aż 75. To o jedną czwartą więcej, niż wynosi unijna średnia i aż o 40 proc. więcej niż w słynącej z doskonałej opieki lekarskiej Szwecji.

 

Przynajmniej co czwarte polskie dziecko do 14. roku życia jest dotknięte przewlekłą chorobą - np. alergią, astmą albo schorzeniem oczu. Co dziesiąte korzysta z aparatu słuchowego, okularów albo chodzi o kuli.

("Dziennik")

 

 

 www.interia.pl

22.09.2008 r.

Poniedziałek, 22 września (05:52)

Skandal z mlekiem - 50 tys. chorych dzieci

ZATRUTE MLEKO

Ponad 50 tysięcy dzieci zachorowało w Chinach po spożyciu zanieczyszczonych chemicznie produktów mlecznych - poinformowały władze w Pekinie.

Blisko 13 tysięcy dzieci trafiło do szpitali, przy czym stan 104 pacjentów jest uważany za "ciężki" - podały chińskie media państwowe, powołując się na ministerstwo zdrowia. (...)

Czworo niemowląt zmarło po wypiciu odżywki ze skażonego mleka.

INTERIA.PL/PAP

 

 

 www.o2.pl

Piątek, 12.09.2008

ZDROWIE: LEKI W WODZIE PITNEJ. PROBLEM JEST CORAZ POWAŻNIEJSZY

W amerykańskiej "kranówce" wykryto m.in. leki uspokajające, przeciwdrgawkowe oraz obniżające poziom cholesterolu.

Woda pitna w USA zawiera więcej leków niż dotychczas sądzono. Problem dotyczy 46 milionów Amerykanów - wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Associated Press.

Sytuacja ulega systematycznemu pogorszeniu. W podobnym badaniu wykonanym w marcu, wykryto, że 41 milionów Amerykanów pije wodę, w której są chemikalia z leków.

(...)

Zdaniem specjalistów konsekwencje mogą się ujawnić nawet w kolejnych pokoleniach.

W niektórych miastach woda pitna zawierała ponad 50 farmaceutyków. W Chicago znaleziono leki obniżające poziom cholesterolu oraz pochodne nikotyny. Ponad 18 milionów ludzi w południowej Kalifornii narażonych jest na nieświadome przyjmowanie leków uspokajających oraz przeciwdrgawkowych. W New Jersey 850 tysięcy mieszkańców pije wodę ze środkami przeciwdrgawkowymi i stabilizującymi nastrój (karbamazepiną) oraz przeciwzapalnymi.

Podawane codziennie nawet śladowe dawki leków, mogą uszkadzać komórki mózgu, wpływać na zachowanie, zaburzać gospodarkę hormonalną człowieka - powołuje się na badania naukowców agencja AP.

Testy laboratoryjne na komórkach ludzkich dowiodły, że nawet małe ilości niektórych lekarstw mogą przyspieszać wzrost nowotworów. Obecność antybiotyków w wodzie sprawia też, że bakterie uodporniają się na nie i do terapii potrzebne są większe dawki lub zupełnie nowe leki. Powodują one też m.in. deformację ciał ryb i uszkodzenia ich organów rozrodczych.

Jaką drogą leki dostają się do wody pitnej? Część jest wydalana przez ludzi, część pochodzi od zwierząt, którym podaje się środki pobudzające wzrost i chroniące przed chorobami. Pozostałe są wynikiem wysypywania nieużywanych lub przeterminowanych leków do toalet. Oczyszczalnie nie potrafią usunąć wszystkich substancji - część z nich trafia z powrotem do wodociągów.

Bartosz Dyląg

bartosz.dylag@hotmoney.pl

 

 

 www.onet.pl

25.09.2008 r.

GRUŹLICA I HIV - "TYKAJĄCA BOMBA" Z POLSKICH SZPITALI

Dziennik "Polska" pisze, że w ściekach wypływających z Pomorskiego Centrum Gruźlicy i Chorób Zakaźnych w Gdańsku wykryto wirusy HIV i wirusowego zapalenia wątroby, prątki gruźlicy, bakterie coli oraz dziesiątki innych wirusów i bakterii.

Szpitali, które nie mają skutecznych oczyszczalni ścieków, są w Polsce dziesiątki. Epidemiolodzy nie mają wątpliwości: To tykająca bomba biologiczna - alarmuje dziennik "Polska".

Od początku roku nie było miesiąca, aby przynajmniej w jednej sieci wodociągowej w Polsce nie wykryto bakterii coli. Wody nie wolno było pić w Pleszewie w Wielkopolsce, Baranowie Sandomierskim, Nisku czy w Korczynie na Podkarpaciu. Ale niebezpieczeństwo, że bakterie zatrują wodę w dużych miastach - jak Warszawa, Gdańsk czy Kraków - jest ogromne. Bo drobnoustroje opuszczają szpitale w ściekach i niezabite trafiają do rzek.

 

W Polsce nikt nie bada tego, co szpitale wypuszczają do kanalizacji. Nikt nawet nie pilnuje, czy przepisy w tej sprawie są przestrzegane. W Gdańsku skażenie odkryto przypadkowo - tylko dlatego, że Pomorskie Centrum Gruźlicy samo zleciło zbadanie swoich nieczystości.

Więcej na ten temat - w dzienniku "Polska".

 

 

W Polsce ok. 1 os. na 80 jest zakażona wirusowym zapaleniem wątroby typu C (jest to bardzo zakaźna i nieuleczalna forma, która często prowadzi do śmierci. 1 gram skażonej wydzieliny wystarczy do zakażenia 1 mln ludzi – to nie pomyłka), a ok. 1 os. na 700 HIV – ze stałą tendencją wzrostową zakażeń!!

 

 

 www.onet.pl

PAP, POg/ 24.10.2008

W POLSCE JEST NAJWIĘCEJ ALERGIKÓW NA ŚWIECIE

W Polsce odsetek alergików należy do najwyższych na świecie - wynika z badania "Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce - ECAP 2008", którego wyniki ogłoszono podczas konferencji na warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Alergia sprzyja innym chorobom i upośledza jakość życia. Jak mówił prof. Bolesław Samoliński, mamy jeszcze dużo do zrobienia, jeśli chodzi o rozpoznawanie, leczenie i monitoring chorób alergicznych, w których układ odpornościowy zbyt energicznie reaguje na uczulające substancje. Ważna jest także edukacja.

W zależności od regionu i płci, cechy alergii deklaruje nawet 40 procent respondentów, stany zapalne błony śluzowej nosa występują u ponad 35 procent populacji niektórych wielkich miast, alergiczny nieżyt nosa - u 25 procent, rozpoznana astma - u 10 procent.

Całoroczne nieżyty nosa aż 8-krotnie zwiększają ryzyko astmy, a ta z kolei jest jednym z najwyższych czynników ryzyka rozwoju przewlekłej choroby płuc. Spośród respondentów, u których rozpoznano astmę w programie ECAP, tylko 30 procent miało postawione prawidłowe rozpoznanie przed włączeniem ich do badań. Nierozpoznanych jest więc około 70 procent przypadków, zarówno wśród mieszkańców miast, jak i terenów wiejskich.

Ponad 40 procent badanych w ambulatorium programu ECAP respondentów ma dodatnie testy na powszechnie występujące alergeny, a zmiany skórne deklaruje od 40 do 45 procent Polaków. Wyniki te pozwalają również wstępnie ocenić wpływ czynników środowiskowych na choroby alergiczne - sprzyja im bierne i czynne palenie oraz spaliny samochodowe.

Szczegółowa analiza wykazała, iż osoby, które cierpią z powodu chorób alergicznych, ale o tym wcześniej nie wiedziały, mają we własnych domach wiele czynników nasilających alergię: pierze, dywany, zwierzęta.

Badanie ECAP 2008 zrealizowane zostało przez Zespół Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych i Alergologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, pod kierownictwem prof. Bolesława Samolińskiego. To jedyny tego typu projekt badawczy w Europie Środkowej i Wschodniej.

Zbieranie danych trwało trzy lata, a wyniki oparto na osobistych ankietach przeprowadzonych u ponad 22,5 tys. osób z 9 regionów Polski, z czego jedna czwarta przeszła dodatkowe, szczegółowe badania lekarskie.

Metodologię oparto o ankiety ECRHS II i ISAAC, dzięki czemu wyniki uzyskane w Polsce mają światową rangę i wiarygodność. Bardzo dużą dokładność zapewniła aż 400-pytaniowa ankieta. Po raz pierwszy zastosowano do zbierania danych nowatorskie rozwiązania technologiczne, oparte na całkowitej informatyzacji systemu, wspartego telekomunikacyjnymi technikami z 4-stopniowym systemem kontroli ich jakości - wszystko własnymi siłami polskich ekspertów.

 

 

 www.interia.pl

Poniedziałek, 27 października (06:44)

KAŻDY Z NAS ZOSTANIE ALERGIKIEM

Łzawienie oczu, ciągły katar, wysypka i problemy z oddychaniem - te nieprzyjemne dolegliwości odczuwa coraz więcej z nas. Dziś prawie co drugi Polak ma alergię - wynika z najnowszych badań ECAP ("Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce") przeprowadzonych przez Uniwersytet Medyczny w Warszawie, czytamy w dzienniku "Polska".

 

- W naszym kraju jest największy odsetek alergików na świecie. Każdy z nas prędzej czy później zachoruje na alergię - mówił na konferencji prof. Bolesław K. Samoliński, kierownik badania.

 

Wyniki badań są zatrważające - aż 40 proc. Polaków cierpi na alergię, u 35 proc. zdarzają się stany zapalne błony śluzowej nosa, a alergiczny nieżyt nosa, który może prowadzić do astmy, ma co czwarty badany.

 

Astma, czyli przewlekłe zapalenie oskrzeli wywołane przewlekłą alergią, jest dziś naszym największym problemem zdrowotnym. Choruje na nią aż 3 mln rodaków. - Przy tym aż 70 proc. astmatyków nie wie, że jest chorych - alarmuje prof. Samoliński.

 

Astma atakuje ludzi młodych. Z danych GUS wynika, że w grupie osób do 29. roku życia jest najczęstszą chorobą przewlekłą. To choroba cywilizacyjna. Dziś na świecie choruje na nią aż 300 mln ludzi, a w ciągu kolejnych 15 lat ich liczba wzrośnie o kolejne 100 mln. Astma jest chorobą śmiertelną. W jej wyniku w Europie co godzinę umiera jedna osoba.

 

Alergolodzy oceniają, że najczęściej na astmę chorują palacze i mieszkańcy dużych aglomeracji. W mieście astmę ma 18,4 proc. dzieci i 13,2 proc. dorosłych, podczas gdy na wsi odpowiednio 6 proc. i 4,2 proc.

 

W Polsce najwięcej astmatyków mieszka we Wrocławiu. - Podejrzewamy, że jest to związane z powodzią, która miała miejsce kilka lat temu. W zalanych domach zagnieździł się grzyb i stąd tyle nowych zachorowań - mówi "Polsce" prof. Samoliński.

 

Najlepiej jest we wschodniej części kraju. Z badań wynika, że najmniej chorych na astmę mieszka w okolicach Zamościa i Krasnegostawu.

 

Astmę trzeba leczyć - alarmują lekarze. Bo nieleczona oznacza poważne kłopoty - nie tylko zdrowotne, ale też np. w pracy. Astmatycy się nie wysypiają i pracują mniej wydajnie. Co roku unijna gospodarka z tego powodu traci aż 9,8 mld euro. Do tego dochodzą koszty związane z nieobecnością w pracy i szkole - astma była przyczyną absencji u co piątego dorosłego i u co drugiego dziecka.

 

- A przecież mamy dobre refundowane leki na astmę, które umożliwiają choremu w miarę normalne życie. Problem w tym, że mało kto je dostaje, bo nasi lekarze rodzinni nie potrafią diagnozować astmy - mówi "Polsce" prof. Jerzy Kruszewski, krajowy konsultant w dziedzinie alergologii.

 

Dlatego specjaliści biją na alarm: jeśli chory zauważy u siebie niepokojące objawy, jak częste przeziębienia czy świszczący oddech, powinien jak najszybciej iść do specjalisty, a nie leczyć się doraźnie u lekarza rodzinnego.

Źródło informacji: INTERIA.PL/Polska

 

 

 www.o2.pl

2008-10-30 20:02

POLACY NAJCZĘŚCIEJ MAJĄ PROBLEMY ZE WZROKIEM, NADCIŚNIENIEM I NADWAGĄ

Problemy ze wzrokiem (57 proc.), nadciśnienie tętnicze (56 proc.) oraz nadwaga lub otyłość (47 proc.) to główne dolegliwości, na które cierpią Polacy - wynika z europejskiego sondażu na temat zdrowia Europe Health 2008.

 

Europejczycy najczęściej borykają się z nadciśnieniem tętniczym (42 proc.), problemami ze wzrokiem i nadwagą (po 38 proc.). Mają problem także z wysokim poziomem cholesterolu (35 proc.) i cierpią na stres (31 proc.). Co trzeci badany zmaga się z bezsennością lub zaburzeniami snu. Za najzdrowszych uważają się Szwajcarzy i Belgowie. Najmniej ze swojego stanu zdrowia zadowoleni są Rosjanie.

(...)

Znaczna część badanych Polaków dotknięta jest chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak stres (41 proc.) i bezsenność, zaburzenia snu (36 proc.) lub depresja (22 proc.). Ponad jedna trzecia (34 proc.) badanych Polaków cierpi na zbyt wysoki poziom cholesterolu.

 

Problemy ze słuchem ma 29 proc. polskich respondentów, a 24 proc. ma problem z zaparciami (częściej niż średnia europejska). Co piąty badany miał problemy z pamięcią, a 20 proc. badanych Polaków choruje na cukrzycę.

 

Polacy rzadko deklarowali, że zmagają się z zaburzeniami sprawności seksualnej (9 proc.), z menopauzą (14 proc.) i nietrzymaniem moczu (15 proc.). Stosunkowo rzadko też cierpią z powodu osteoporozy (17 proc.).

(PAP)

 

 

Budżet Służby Zdrowia wynosił w 2005 r. prawie 37 mld zł („WPROST” podaje (...) że łącznie wydatki wyniosły 65-70  mld zł)).

 

 

Zadłużenie Skarbu Państwa w 2008 roku przekroczyło 514 mld zł

 

 

 www.wp.pl

02:15 17.07.2008

CZY POLSKĘ CZEKA FINANSOWA KATASTROFA?

W 2030 roku czeka nas 120 mld zł deficytu budżetowego: 80 mld zł więcej będziemy musieli przeznaczyć z państwowej kasy na emerytury i 40 mld zł na służbę zdrowia (...)

Polska stanie w obliczu ok. 10% deficytu budżetowego albo rozpadu systemów zabezpieczenia społecznego i zdrowotnego.

O ile dzisiaj 16% polskiego społeczeństwa jest w tzw. wieku poprodukcyjnym, to w 2030 roku będzie to już 30%, ponieważ na emeryturę przejdą roczniki powojennego wyżu demograficznego. Pociągnie to za sobą wzrost wydatków budżetowych na świadczenia emerytalne i zdrowotne o 120 mld zł rocznie.

 

 

W 2008 roku wypłaty dla rencistów i emerytów (ok. 80% sumy) przekroczą sumę 100 mld zł.

 

 

www.o2.pl

2008-10-21 05:09

PACJENCI Z BÓLU ODBIERALI SOBIE ŻYCIE...

Tajemnicza seria samobójstw pacjentów w polskich szpitalach. "Dziennik" twierdzi, że conajmniej trzy osoby odebrały sobie życie, bo potwornie cierpiały.

Prasa pisała już o przypadkach samobójstw pacjentów, które latem br. miały miejsce w szpitalach w Otwocku, Jastrzębiu-Zdroju i Opolu. Przyczyną tragedii mógł być niewłaściwie uśmierzany ból - przypomina "Dziennik". Gazeta dotarła też do kolejnych dwóch niewyjaśnionych przypadków śmierci: w Sulęcinie w Lubuskiem i w Sandomierzu. Sprawy znalazły swój finał w prokuraturze, zaś wyjaśnień od Ministerstwa Zdrowia zażądał rzecznik praw obywatelskich.

 

51-letni mężczyzna umarł w męczarniach w szpitalu w Zawierciu. Wcześniej przez kilka godzin bezskutecznie błagał o pomoc. Wstrząśnięci tą sytuacją inni pacjenci i ich rodziny zadzwonili na policję. Sprawa jest w toku.

 

Z kolei w Warszawie 85-letni mężczyzna, nie mogąc patrzeć na cierpienia żony w szpitalu, ugodził ją brzytwą, a potem podciął sobie gardło. Kobieta zmarła, mężczyznę w ciężkim stanie odratowano.

 

Wszystkie opisywane przez "Dziennik" ofiary to albo pacjenci na salach pooperacyjnych, albo osoby leczone na raka. Odebrały sobie życie w czasach, gdy podstawowy dogmat medycyny brzmi: każdy ból można zlikwidować - podkreśla gazeta i dodaje, że oszczędzanie na środkach przeciwbólowych oraz obarczanie pielęgniarek zadaniami uciekających z Polski anestezjologów to u nas codzienność.

("Dziennik")

 

 

 www.wp.pl

22.10.2008

MASOWE WYMIERANIE GATUNKÓW

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara są zdania, że w ciągu kilkunastu-kilkudziesięciu lat z powierzchni Ziemi zniknie około 50 proc. gatunków roślin i zwierząt. Naukowcy twierdzą, że na skutek zmian ekologicznych nasza planeta stanęła w obliczu wielkiego wymierania, przypominającego to, które 65 mln lat temu, po uderzeniu w Ziemię meteorytu, unicestwiło dinozaury.

 

"Obecne wymieranie to skutek działalności człowieka - zabetonowania planety, produkowania zanieczyszczeń i robienia wielu innych rzeczy" - mówi współautor badań Bradley J. Cardinale z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara. - "Ziemia może stracić nawet połowę gatunków w ciągu naszego życia. Chcemy wiedzieć, które z nich zasługują na najwyższy priorytet ochrony".

 

Najnowsze badania dowodzą, że system ekologiczny, w którym jest mniej gatunków roślin, produkuje mniejszą ilość biomasy. Mniej biomasy oznacza, że mniej dwutlenku węgla zostanie przechwycone z atmosfery i mniej tlenu zostanie wytworzone. Wpłynie to też na załamanie łańcuchów pokarmowych, ponieważ mniej pokarmu będą miały zwierzęta roślinożerne.

(PAP) krx/ tot/

 

 

www.interia.pl

Poniedziałek, 27 października (06:21)

NAJWIĘKSZA ZAGŁADA OD CZASÓW DINOZAURÓW

Człowiek jest odpowiedzialny za największą zagładę gatunków od czasów wyginięcia dinozaurów. W ciągu ostatnich 35 lat biodywersyfikacja zmniejszyła się o 35 proc., jak wykazują najnowsze badania - czytamy w dzienniku "Polska".

 

Autorzy ostrzegają, że bezwzględna eksploatacja środowiska naturalnego przez ludzkość tworzy niemożliwy do utrzymania "dług ekologiczny".

 

- To destrukcja na wielką skalę. Jeżeli nie podejmiemy jakichś naprawdę drastycznych kroków i decyzji politycznych, to tempo strat będzie tylko rosło - mówi profesor Kerry Turner, dyrektor departamentu nauk ekologicznych na Uniwersytecie Wschodniej Anglii.

 

Dla przykładu niszczenie lasów tropikalnych w celu pozyskania tarcicy może przynieść krótkoterminowe zyski producentom drewna, ale zagładzie ulega źródło, z którego, gdyby je zostawić w spokoju, cała planeta mogłaby czerpać w nieskończoność.

 

W maju konferencja ONZ na temat biodywersyfikacji ostrzegła, że niszczenie żywych zasobów naturalnych - w tempie czterech gatunków w ciągu godziny - będzie do 2010 roku kosztować około 440 mln funtów, a w 2050 roku sięgnie 11 mld funtów.

 

Osobne szacunki pokazują, że ludzkość konsumuje 25 proc. zasobów naturalnych więcej, niż planeta jest w stanie odtworzyć.

 

Zużywamy zasoby naturalne w takim tempie, że gdyby to odtworzyć w skali globalnej, to światową populację musiałyby wspierać trzy planety. - Wchodzimy w fazę masowej zagłady gatunków, która nie ma precedensu od milionów lat. Nasze konsumpcyjne społeczeństwo po prostu odmawia przyjęcia tego do wiadomości - mówi Tony Juniper, działacz ekologiczny i były dyrektor organizacji Friend of the Earth.

Źródło informacji: INTERIA.PL/Polska

 

 

 www.onet.pl

IAR, PKo /06:27, 29.10.2008

Większość naukowców sugeruje jednak, że głównym powodem są zmiany klimatyczne wywołane szkodliwą działalnością człowieka. Według niektórych szacunków arktyczna pokrywa lodowa może stopnieć do zera przed rokiem 2040.

 

 

 www.onet.pl

(PAP, tm/31.10.2008, godz. 15:27)

NORWEGIA: NIE MOŻNA ODKŁADAĆ SPRAWY KLIMATU Z POWODU KRYZYSU

"Zmiana klimatu nie jest tylko sprawą naszych dzieci i wnuków, to problem, który występuje teraz i teraz musi być rozwiązany. To jest absolutny priorytet, problem dużo głębszy, poważniejszy i trwalszy niż kryzys finansowy" - podkreślił Solheim.

 

 

1. ZAGŁADA ŻYCIA!!! CZY WYGINIEMY?!: http://www.wolnyswiat.pl/1h2.html

6. ZMIANY KLIMATYCZNE – ZAGŁADA ŻYCIA!!!: http://www.wolnyswiat.pl/6h2.html 

 

 

Ø      Czy moralność jest to coś doskonałego, w tym niezawodnego? Czy to nie za jej sprawą np. rodzą się i są utrzymywane przy życiu chore, nieszczęśliwe dzieci, z których powodu cierpią i ponoszą inne negatywne konsekwencje również inni?! Czyż to nie z jej powodu ludzie staży, zniedołężniali, nieuleczalnie hoży, cierpiący, nieszczęśliwi kontynuują taką wegetację jak długo się da, w tym również z negatywnymi konsekwencjami dla innych?! Czy to nie za jej sprawą zezwala się na rozplenianie wypaczających, zatruwających życie, pogrążających społeczeństwa religii, by ich propagatorzy (i poplecznicy) mogli żyć w nieróbstwie, poważaniu i dobrobycie kosztem pozostałych?! Czyż to nie ona, w konsekwencji, przyczynia się do dewiacji seksualnych?! Czy to nie pod jej przykrywką ważne funkcje pełnią osoby niekompetentne, a kompetentne są z braku spełniania takich norm dyskwalifikowane?! Czyż to nie ona narzuca irracjonalne normy społeczne jak chociażby okazywanie szacunku *starszym (...), rodzicom i ich słuchanie (– więzienia i zakłady psychiatryczne są ich pełne)?! – Czyż to nie „ona” powoduje płytkie, emocjonalne podejście do tych problemów i uważa że racjonalne jest niemoralne?!...

PS

* Wyobraźmy sobie że jest dwóch aspołecznych, nikczemnych osobników, którzy w takim samym stopniu robią ludziom krzywdę, z tym że jeden żyje 45 lat, a drugi 90. Rozumiem, że temu drugiemu należy się większy szacunek...

 

Każdy ma do spłacenia kredyt za urodzenie nas i opiekę nad nami DO SPŁACENIA SWOIM, BĄDŹ PRZYBRANYM DZIECIOM, SPOŁECZEŃSTWU – TO JEST INWESTYCJA, a nie swoim rodzicom, którzy spłacili własny dług.

Często szermuje się argumentem, iż osoby kalekie też niekiedy osiągają sukces (są szczęśliwe). Otóż to NIEKIEDY, a więc jak rzadko w stosunku do pozostałych?! Jakie też są  proporcje korzyści do niekorzyści?! Czy już zaspokoiliśmy chociaż podstawowe potrzeby ludzi młodych, zdrowych, pożytecznych

– zadbaliśmy o przyszłość?!...

 

 

Ø      JEŻELI COŚ MA WARTOŚĆ, TO TEGO POZBYCIE SIĘ POWINNO PRZYNIEŚĆ STRATY, A NIE KORZYŚCI...

TRZEBA USTALIĆ TAK OCZYWISTĄ, PODSTAWOWĄ SPRAWĘ, JAK: CO LEŻY, A CO NIE W INTERESIE NASZEGO GATUNKU, CYWILIZACJI.

Czy - praktycznie -:

– demokracja.

– nikotynizm, alkoholizm, narkomania, homoseksualizm, religijność, org. religijne – i tego, takie czy inne, propagowanie.

– reklamy i wypłociny reklamowe.

– zapewnianie anonimowości zarażonym nieuleczalnymi, zakaźnymi chorobami (i póki mogą zarazić i pozostałymi).

– rozmnażanie się bez umiaru i dbania o jakość potomstwa.

– dbanie o ludzi chorych, zniedołężniałych, nieproduktywnych, zdegenerowanych kosztem pozostałych (którzy, mimo iż mają korzystny potencjał genetyczny, zdrowotny, z braku odpowiednich warunków, nie przedłużają gatunku, więc rozmnażają się chorzy), środowiska naturalnego.

– nie przejmowanie się ekologią, przyszłością.

I inne osiągnięcia...

 

Np. obecnie postępowanie moralne, dobre, polega na robieniu, rodzeniu dzieci chorych, upośledzonych, ułomnych, z wadami; cierpiących, nieszczęśliwych; przyczynianiu się do niszczenia przyrody, zagłady życia, a jeszcze wcześniej degeneracji naszego gatunku, pogrążaniu ludzkości ekonomicznie, ekologicznie, estetycznie, intelektualnie, psychicznie...!!

PS

Czy utopiści sami chcieliby urodzić się z wadami rozwojowymi, cierpieć fizycznie, psychicznie itp... Czy utopiści są gotowi sami zajmować się takimi osobami i za swoje pieniądze...

 

 

O działalności dobroczynnej...

Czy aby na pewno przedłużając wegetację ludzi starych, schorowanych, zarażonych, kosztem pozostałych (w tym środowiska naturalnego) mających zająć się m.in. reprodukcją, pomagamy danemu społeczeństwu?

TZW. POMOC HUMANITARNA (krótki, uproszczony przykład myślenia całościowego)

 

Proszę się logicznie zastanowić.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację, otóż jest głodujące społeczeństwo, i chcemy mu pomóc w następujący sposób:

a) przeznaczamy pieniądze na żywność dla wszystkich.

b) dajemy żywność tylko zdrowym i młodym, a ludzi starych, schorowanych, zarażonych (m.in. HIV-em) poddajemy eutanazji (zamiast śmierci w męczarniach z powodu chorób, głodu), stosujemy pozytywną selekcję kandydatów do prokreacji. Za resztę pieniędzy organizujemy pozostałym energię z źródeł odnawialnych, by nie wycinali drzew, nie degradowali, nie zatruwali środowiska, a mogli normalnie funkcjonować (m.in. mieć własne płody rolne, móc przyrządzać posiłki, produkować artykuły przemysłowe (w tym środki antykoncepcyjne)), mieli odpowiednie warunki sanitarne, zapewnioną edukację, bezpieczeństwo itp.).

 

Co zyskujemy w pierwszym przypadku.

Po przejedzeniu darowizny wszyscy znów zaczną głodować. Wiadomo, że ocaleni chorzy, w tym zarażeni chorobami zakaźnymi (np. HIV-em), będą uprawiać seks, się rozmnożą zwiększając liczbę zakażonych, chorych i głodujących, co przyczyni się do kolejnych chorób i śmierci z głodu zdrowych. Człowiek oprócz jedzenia ma też i inne potrzeby, co wiąże się z zużywaniem surowców, zatruwaniem, degeneracją środowiska itp. Są też społeczne problemy, jak chociażby analfabetyzm, ciemnota, religijność, przestępczość, wojny.

Dodajmy też skutki migracji dla nawiedzanych krajów: przestępczość; skutki obciążenia ekonomicznego („WPROST” nr 21, 28.05.2006 r.: W Niemczech bez pracy pozostaje co czwarty emigrant, w Holandii – co trzeci. Podobnie jest we Francji i Wielkiej Brytanii. Dominika Ćosić z Brukseli, Agata Jabłońska.), ekologicznego itp.

Perspektywy, w tej opcji, są więc pesymistyczne – będzie coraz gorzej.

 

Co zyskujemy w drugim przypadku.

Kontrolę, ograniczenie zakażeń, chorób, przyrostu naturalnego, zużywania surowców, zatruwania, degenerowania środowiska; zmniejszenie biedy, głodu, ciemnoty, przestępczości; samodzielność tej społeczności („WPROST” nr 33/34, 27.08.2006 r.: Bandyci między czwartą a siódmą rano przyjeżdżają busem na główny plac miasteczka i tam wybierają spośród imigrantów tych, którzy wydają się najsilniejsi, zdolni pracować dwanaście czy czternaście godzin. Dochodzi do tego, że zdesperowani i chyba pogodzeni z brutalną rzeczywistością robotnicy orzą ziemię własnymi rekami. Im więcej skrzynek napełnią ziemniakami, tym większą szansę mają na zatrudnienie następnego dnia. Jolanta Kondraciuk z Rzymu)( www.onet.pl, PAP, POg /09.10.2008 22:06, ZATONĘŁA ŁÓDŹ Z 50 IMIGRANTAMI

Około 50 nielegalnych imigrantów zaginęło po tym jak u wybrzeży Maroka wywróciła się łódź, którą płynęli do Hiszpanii - poinformowała państwowa marokańska agencja prasowa MAP. (...) Każdego roku tysiące nielegalnych imigrantów z Afryki, szukających szansy na lepsze życie w Europie, podejmuje ryzykowne wyprawy w przepełnionych łodziach. Większość zostaje zatrzymana, a setki toną lub umierają z wyczerpania); mamy coraz zdrowsze, inteligentniejsze, zaradniejsze, urodziwsze, atrakcyjniejsze itp. – szczęśliwsze społeczeństwo.

Perspektywy, w tej opcji, są więc optymistyczne – będzie coraz lepiej, w tym i dla innych krajów.

 

Pytam się więc: Kto jest tak naprawdę etyczny, humanitarny, rozsądny – racjonalny, a kto robi ludzkości krzywdę uchodząc przy tym za dobroczyńcę...

To jest właśnie ta różnica między postępowaniem emocjonalnym a racjonalnym; bezmyślną krótkowzrocznością, a dogłębną etyką, racjonalną dalekowzrocznością.

 

 

·

EKONOMIA

 

Proszę się logicznie zastanowić: Czy dzięki nieefektywnemu wydaniu, wydawaniu pieniędzy na np. pojazdy (a więc m.in. surowce, energię, fabryki je produkujące; dodatkowe drogi dla nich (by kierowcy mieli gdzie ginąć i zabijać)), paliwo (a więc m.in. na przemysł wydobywczy, rafinerie); przyczynianiu się w ten sposób do wyczerpywania surowców, co powoduje wzrost ich ceny, skażaniu środowiska, powodowaniu wypadków, angażowaniu, opłacaniu związanych z tym wszystkim ludzi, będzie dobrobyt (skoro za wielokrotnie mniejsze pieniądze, i z podobnie mniejszymi skutkami ubocznymi można zapewnić komfortowy transport publiczny (na co obecnie brakuje pieniędzy))... (analogicznie ma się sytuacja np. z budownictwem)

M.IN. BUDOWNICTWO, PRZEMYSŁ SAMOCHODOWY (W TYM BUDOWA DLA JEGO PRODUKTÓW DRÓG) GENERUJĄ OGROMNE KOSZTY, W TYM ICH UTRZYMANIA, I INNE PROBLEMY, A NIE ZYSKI, ROZWÓJ. NATOMIAST ICH EFEKTYWNE, OPTYMALNE, A WIĘC EKOLOGICZNE, ENERGOOSZCZĘDNE (NP. TRANSPORT PUBLICZNY (SZCZEGÓLNIE ELEKTRYCZNA KOLEJ)), RACJONALNE WYKORZYSTYWANIE DAJE KORZYŚCI.

Nie ma ścisłej zależności między wysoką produkcją, konsumpcją a rozwojem, dobrobytem. Bo wystarczyłoby by wszyscy coś produkowali i się wymieniali swoimi produktami a już byłby dobrobyt. A z tym nie ma problemu (np. rolnicy, górnicy, producenci, w tym samochodów, RTV itp. cierpią z powodu nadprodukcji – niemożności sprzedaży swoich produktów). Każda produkcja (a więc m.in. transport i konsumpcja) = zużyciu surowców, energii, powietrza, wody; zanieczyszczeniu powietrza, wody (powstawaniu efektu cieplarnianego), ziemi; powstawaniu śmieci; chorobom, śmierci; wydatkom na lecznictwo, renty. Itp. – TO STRATY EKOLOGICZNE, ZDROWOTNE I WYDATKI!

Tylko gospodarka racjonalna daje korzyści – a więc tak uzasadnione wydobywanie, transport, przetwarzanie i wykorzystywanie surowców; produkcja, konsumpcja – mają sens. Proszę nie mylić egoistycznych, krótkowzrocznych korzyści materialnych w postaci sum na koncie w banku, z korzyściami dla ogółu, w tym w większej, dalszej perspektywie (...).

Dobrobyt zapewnia rozwój racjonalnie użytecznej techniki; jak najmniejsze, efektywne wykorzystywanie surowców (ich odzysk), zużywanie energii, jak najmniejsza produkcja przy jednoczesnym efektywnym zaspokajaniu racjonalnie uzasadnionych potrzeb; optymalna, efektywna, ekologiczna produkcja i takie korzystanie z produktów, ich wysoka jakość, funkcjonalność, trwałość, użyteczność (np. dzięki modernizacji, w tym ociepleniu budynku są mniejsze wydatki na jego eksploatację; dzięki rezygnacji z indywidualnego środka lokomocji na rzecz transportu publicznego mamy kolejne oszczędności (...). – A tak zaoszczędzone pieniądze można spożytkować na inny cel, co może sprzyjać dobrobytowi (czyli mniejsze wydatki egzystencjonalne (konsumpcyjne); więc zminimalizowanie niepożądanych skutków ubocznych ludzkiej działalności)).

Selekcja osobników (obecnie to zdegenerowani, chorzy często się rozmnażają, a posiadający korzystny potencjał genetyczny, zdrowotny, z braku odpowiednich warunków, nie przedłużają gatunku), wymiana pokoleniowa – normalne - a nie emocjonalne - podejście do tego naturalnego, nieuniknionego procesu – tak, by przynosiło to korzyść a nie problemy (nas - twór przyrody - też dotyczy konieczność zachowania równowagi – może warto powrócić do tej podstawowej zasady w przyrodzie, bo obecnie żyjemy ponad nasze, jej, możliwości?!).

Inaczej rosną ceny wyczerpujących się surowców, energii, koszty składowania śmieci, skutków zanieczyszczenia środowiska (a więc m.in. leczenia i utrzymywania na rentach ludzi); dochodzi do kosztownych i przyczyniających się do innych problemów wojen; nędzy z jej skutkami; itp.!

 

 

Elektrownie wykorzystujące odnawialną energię mają 2 wady: nie dają łapówek i nie głosują... Po usunięciu tych wad są do uwzględnienia...

 

 

b)   TRANSPORT PUBLICZNY (szczególnie elektryczna kolej)(w tym przewóz rowerów itp.)(miejski, podmiejski i międzymiastowy) powinien być bez biletowy („bezpłatny”), ale dla niepracujących tylko poza godzinami szczytu (proponuję między godz. 10.00-14.00 i 20.00-06.00). Nie ma obawy, iż pracujący będą nadużywać tego przywileju, gdyż właśnie pracują (i takich ludzi dzięki temu - w tym dochodu - przybędzie). Bezrobotni będą mieli z kolei większą możliwość i motywację do podjęcia - w dodatku legalnej - pracy. Nie jest to żaden luksus, tylko uciążliwa konieczność umożliwiająca funkcjonowanie w współczesnym społeczeństwie.

Proszę nie protestować twierdzeniem, że nie ma na to pieniędzy. To na budowę ogromnych, zatruwających środowisko fabryk produkujących samochody, kupno setek tysięcy aut (po kilkadziesiąt tys. sztuka, by większość czasu stały, zajmując mse, niszczejąc, były okradane, kradzione), koszty ich eksploatacji (miliardy litrów paliwa, koszty napraw, opłaty (w tym parkingowe), policję zajmującą się kontrolą ruchu, wykrywaniem sprawców wypadków (2,7% PKB – czyli równowartość 3 mld dolarów (Instytut Transportu Samochodowego szacuje je na 30 mld zł), to roczne koszty wypadków samochodowych w Polsce, których w 2003 r. było 50 tys.!!! Ginie w nich rocznie około 6 tys. osób, a 50 tys. zostaje rannych, Światowa Org. Zdrowia (WHO) oraz Bank Światowy podają, iż rocznie w wypadkach samochodowych ginie na świecie ponad 1,2 mln osób, a ok. 50 mln odnosi obrażenia!!!), kradzieży pojazdów (więc i wymiar sprawiedliwości, więzienia), budowę i naprawę zwiększonej liczby i bardziej eksploatowanych dróg, autostrad, mostów, pokrywanie ogromnych kosztów leczenia i utrzymywania na rencie ofiar wypadków, skutki skażenie środowiska (w tym w wyniku katastrof ekologicznych), miliardy dolarów na wojsko, konflikty i wojny o ropę itp. – są

pieniądze?!! Takie rozwiązanie zwiększy też szansę pełniejszego wykorzystania możliwości jakie daje zapewnienie środków do życia (wymienionych w pp. 4) w postaci zasiłku, a zmniejszy skutki spowodowane obecną nieefektywną (m.in. głównym zajęciem kierowców jest stanie na skrzyżowaniach, w korkach oraz szukanie msa na parkingu), drogą, wypadkowo, spalinowo (chorobowo), hałasową – rozdrobnioną komunikacją indywidualną. Zmniejszy się też zanieczyszczenie środowiska (zdrowsze powietrze, woda, żywność – a więc zmniejszą się wydatki na lecznictwo), w tym hałasem. Mniej będzie wypadków, a więcej msa dla pieszych i rowerzystów. A dopóki będą odbywać się debaty na ten temat, trzeba zakończyć pogrążanie osób najuboższych wykazujących jednak inicjatywę i wypisywać im kredytowe bilety (w tym miesięczne, kwartalne wraz z ustawowymi odsetkami), zamiast pogrążać ich m.in. karą za jazdę bez biletu – ludzi bez środków finansowych?! – Na kim państwo chce zarabiać, czy jak zdobytymi pieniędzmi pokrywać straty?!

 

 

"Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie". Peter Drucker

 

 

„POLITYKA: NIEZBĘDNIK INTELIGENTA nr 16” nr 42, 18.10.2008 r.

 ZIELONY DUCH KAPITALIZMU

(...) CUDA EKONOMII

Ten rachunek zgadza się jednak tylko tak długo, jak długo na ekologię patrzy się w kategoriach kosztów, a nie inwestycji służących rozwojowi. Brzmi to jak recepta na cud – wystarczy tylko zmienić kategorię, nadać inną nazwę, by coś, co jest przeszkodą, stało się stymulującym impulsem. (...)

Na czym polega cudowna przemiana? Dobrze wyjaśnia ją raport firmy badawczej McKinsey, która w 2007 r. policzyła, jakie byłyby konsekwencje redukcji emisji dwutlenku węgla w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że nakłady potrzebne na wprowadzenie nowych technologii i rozwiązań antyemisyjnych zostałyby zrównoważone z dużym naddatkiem przez pozytywne efekty tych inwestycji, głównie przez zmniejszenie zużycia energii. McKinsey analizuje jedynie rozwiązania wykorzystujące znane technologie, nie zajmuje się stroną polityczną zielonej rewolucji. Do zysków z proekologicznych inwestycji należałoby więc jeszcze doliczyć korzyści wynikające ze zmniejszenia uzależnienia od importu surowców oraz wpływy ze sprzedaży nowych technologii (na podobnej zasadzie, jak czerpią zyski z zielonej rewolucji Duńczycy).

Jak widać, szefowie amerykańskich koncernów zachowują się zupełnie racjonalnie – dostrzegli bowiem, że to, co im zazwyczaj przeszkadzało w biznesie, staje się szansą na nowy, jeszcze lepszy biznes. By tak się jednak stało, należy uważnie przeczytać wnioski ze wspomnianego badania McKinseya – uzyskanie pozytywnych efektów wymaga skoordynowanych i konsekwentnych działań o skali ogólnokrajowej. Jeff Immelt krótko skwitował ten problem podczas rozmowy z dziennikarzem „Polityki”: potrzebne jest silne polityczne przywództwo, a mniej wiary, że wszystkie problemy załatwi wolny rynek.

Edwin Bendyk

 

 

KONSUMPCJONIZM ZABIJA!!

Na każdy milion euro (ileś np. budynków, dróg, pojazdów) przypada - praktycznie - ileś ofiar – kalek, ludzi schorowanych, osób, które zapłaciły życiem, by go (te dobra) wypracować; następnymi ofiarami będą ci, którzy zapłacą za ich, co pochłonie kolejne pieniądze, eksploatację (co związane jest z kolejnymi wydatkami (m.in. z wyprodukowaniem i eksploatacją kolejnych budynków, pojazdów, leków itd.)).

Założenie, że nim więcej ludzi będzie zajmować się tzw. pracą - bez sprecyzowania, że »UŻYTECZNĄ« - tym dla gospodarki, społeczeństwa będzie lepiej jest całkowicie błędne i prowadzi do katastrofy ekologiczno-zdrowotno-ekonomicznej (realizacji kolejnej utopii), gdyż nieużyteczna praca (czyli tak naprawdę tylko płatne zajęcie) generuje problemy, straty i wydatki!

Taniej, zdrowiej - pożyteczniej, korzystniej - będzie, jeśli zrobi się podział na 2 grupy:

a) poświęcających się pracy (w tym technicznej, naukowej, edukacji),

b) poświęcających się przedłużaniu gatunku i opieką nad potomstwem.

Generalnie jednak trzeba ustalić jaka praca jest, a jaka nie jest użyteczna; kto, co powinien robić.

PS

Więc często lepiej będzie, gdy część ludzi nie będzie zajmowała się tzw. pracą; wskaźnik bezrobocia nie jest miarodajną wskazówką sytuacji gospodarczej (i nie tylko).

 

 

Czy produkowanie, zachęcanie do kupna tzw. reklamami (prania mózgu – samo pranie mózgu), sprzedaż, używanie np.: trucizny nikotynowej, alkoholu, większości samochodów osobowych, szkodliwej żywności, ozdóbek na groby, większości kosmetyków, szkodliwych tzw. leków, religijnego tałatajstwa, bzdurnych, ogłupiających pism, książek, i innego badziewia, hazard itp. jest korzystne zdrowotnie, etycznie, ekologicznie, ekonomicznie...!!

 

 

Z uwagi na efekty/skutki wyróżniamy 2 rodzaje działalności:

PRACA – jest to racjonalnie - ekonomiczno-ekologiczno-etycznie - zasadne zajęcie przynoszące najbardziej efektywnie rzeczywiste korzyści (np. produkcja zdrowej żywności, energii z źródeł odnawialnych, budowa energooszczędnych budynków, transport publiczny (zbiorowy), dostarczanie istotnych, sensownych informacji itp.).

 

PŁATNE ZAJĘCIE – jest to irracjonalne, krótkowzroczne, utopijne imitowanie pracy; zużywanie energii, surowców, zatruwanie środowiska, tracenie zdrowia, czasu, pieniędzy; postępowanie mające na celu obrót pieniędzmi, pobierając za to zajęcie prowizję, czemu często towarzyszy jeszcze pranie mózgu tzw. klientom, by skorzystali z oferty (np. produkcja tzw. dupereli, w tym zniczy, wiązanek, kwiatów, które po kliku dniach stają się śmieciami, produkcja i używanie lakierów, farb do paznokci, mazideł, trucizny nikotynowej, alkoholowej, szkodliwej żywności i takich dodatków do niej, w tym konserwantów, barwników, większości samochodów osobowych, przemysł jubilerski, zbrojenia, przeznaczanie ropy, węgla na cele energetyczne, działalność org. religijnych, robienie politycznej kariery, ogłupiających, zabierających czas filmów, programów w telewizji, radiu (w tym wypłocin reklamowych), podobnie z treściami większości pism, książek, hazard itp., itd.).

 

 

Bieda, niedobór użytecznych produktów, usług, wynika z działań, produkcji rzeczy zbytkowych, szkodliwych, zbędnych; z powodu marnotrawstwa potencjału produkcyjnego, działań irracjonalnych.

To racjonalna użyteczność oferty ma decydować o produkcji, sprzedaży, usłudze, a nie pranie mózgów potencjalnym tzw. klientom za pośrednictwem tzw. reklam.

ZEZWOLENIA/KONCESJE EKONOMICZNO-EKOLOGICZNO-ETYCZNE

Na rynku muszą funkcjonować najlepsi, a nie, kosztem zdrowia, jakości, dzięki kombinatorstwu, najtańsi (...) producenci i usługodawcy! Bo trzeba dodać fatalne, kosztowne skutki funkcjonowania takich firm.

Ilość koncesji np. na otworzenie sklepu, zakładu usługowego powinna być wydawana na podstawie sytuacji ekonomicznej już istniejących firm/liczby potencjalnych klientów. Na zarzut, iż tak się właśnie dzieje (prawa (dzikiego) rynku) odpowiadam tekstem poniżej.

Trzeba wprowadzić koncesje ekonomiczno-ekologiczne, by nie miało mse - masowe - dogorywanie, egzystencja, zapracowywanie się (praca po 6-7 dni w tygodniu, po 10-12 godzin dziennie nie należy do rzadkości) by tylko przetrwać, bo obok konkurencja tylko czyha.... Taka działalność, oprócz zaharowywania się tych ludzi, prowadzi też do prowadzenia jej kosztem jakości, zdrowia klientów, środowiska naturalnego (...)(bo kogo na dbanie o nie stać...), pracowników, współpracujących firm. – „tańszy”, czyli nierzadko najgorszy, wygrywa. – Jak jeden z oferentów wprowadza tańszą... ofertę, wiadomo jakim kosztem (...), to pozostali mają wybór: albo wziąć przykład albo splajtować. To, co się dowiadujemy z prasy, własnych i znajomych doświadczeń (np. o przebijaniu dat ważności, zepsutej, brudnej żywności, kłopotach z wyegzekwowaniem reklamacji) to tylko wierzchołek góry!

Częste są też sytuacje rzeczywistego pracowania (np. w sklepach, punktach gastronomicznych, msh usług), łącznie, np.1-2 godziny dziennie, a reszta czasu to czekanie na klientów, którzy za to zapłacą, w tym zdrowiem w związku z ekologicznymi skutkami małej wydajności, efektywności takich rozmnożonych msc pracy, których wybudowanie, wyposażenie i eksploatacja pochłania materiały i energię, więc odbywa się kosztem zużywania surowców, środowiska.

 

Racjonalna użyteczność, korzyść z działalności.

Trzeba ustalać, czy dana działalność jest korzystna - w całym, ogólnym bilansie, a więc jej wpływ na przyrodę i ludzi, bilans zysków do strat; jej racjonalną i etyczną użyteczność - począwszy od np.: wydobycia, transportu, sprzedaży i przerobu surowców, następnie sprzedaży i transportu półproduktów do hurtowni, ich ponownej sprzedaży indywidualnym odbiorcom i ponownego transportu do msa przerobu, wytworzenia docelowego produktu, a następnie jego transport do kolejnych hurtowni, sprzedaż, a z nich do punktów sprzedaży dla indywidualnych odbiorców, ich sprzedaż, po czym jego wykorzystywanie, a na końcu, po zużyciu, jego pozbycie się (przetworzenie).

 

 

ZASPOKAJANIE ZACHCIANEK BOGACZY

Czy ktoś, kto kupuje kawałek obrobionego kryształu, który tylko specjaliści potrafią odróżnić od szkła zastanowił się nad tego sensem, jaka jest tego cena?!

W celu wydobycia diamentu 1 karatowego (0,2 grama) trzeba przesiać co najmniej 250 ton skał!! A jego obróbka trwa niekiedy 2 tygodnie (!), by zmienił wygląd z matowego szkiełka na brylant. Już od dawna wytwarza się sztuczne diamenty, ale one nie zaspokajają  ludzkiej próżności.

Zaspokajanie bezmyślnej, niszczącej próżności.

Krajobraz księżycowy, pustynnienie gleby, dewastacja środowiska, ogromne ilości marnowanej energii, czasu, inwencji, utrzymywanie całej rzeczy ludzi...

Czy ci, którzy prowokują cały przemysł do zaspokojenia swojej prymitywnej, bezmyślnej chciwości zastanowili się kiedyś: po co to robią?!; jak wysoka jest cena takiego postępowania (m.in. manifestowania: mam tyle pieniędzy, że kupuję to co inni (a nie jest mi to niezbędne); że nie muszę mieć ambicji, a i tak będą mnie podziwiać (a przynajmniej dobrze to udawać; że nie muszę myśleć – mogę bezmyślnie naśladować...!)?!

 

DO BOGACZY

Ludzie dążą do równomierniejszego podziału dóbr, szans życiowych. W jaki sposób będzie się to odbywać zależy od ich dysponentów...

I tak utrzymujecie biednych w: więzieniach, szpitalach, na rentach itp.!; ponosicie skutki, w tym koszty, przestępstw (...) Czyż nie można by było tych pieniędzy przekazać w inny, bardziej rozsądny sposób? Czy nie mielibyście większej satysfakcji z dokonywania rzeczy wielkich, zmieniających pozytywnie rzeczywistość, zamiast otaczać się przedmiotami, zajmować zaspokajaniem próżności? Może to jest sposób na poczucie szczęścia, zamiast cierpieć na tzw. choroby milionerów (udowodniono, iż najszczęśliwsi są ci, którzy zarabiają pomiędzy 5000 € - 20 000 €. I takie sumy zapewniają komfort, a powyżej dochodzi do dewiacji, odchył  bezpośrednio i pośrednio szkodliwych i dla ich posiadaczy i dla innych!).

PS

Bardzo podoba mi się... podziw dla milionerów za to, że tysiące pracujących na nich ludzi nie otrzymało sowitej zapłaty, są eksploatowani, wyzyskiwani, stracili zdrowie; że ktoś jest bogaty dzięki masowym płatnym zajęciom, praniu mózgów tzw. reklamami, kombinacjom polityczno-gospodarczym, zubożeniu zasobów surowców, zatruciu środowiska itp.

 

 

„POLITYKA: WYDANIE SPECJALNE” nr 1, 12.2004 – 02.2005 r.

ARCHITEKCI, RATUJCIE PLANETĘ

NA ARCHITEKTACH CIĄŻY WIELKA ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA STAN ŚRODOWISKA – UWAŻA NORMAN FOSTER, CZOŁOWY BRYTYJSKI PRZEDSTAWICIEL TEGO ZAWODU

Kiedy piszę te słowa, media są pełne doniesień o katastrofach ekologicznych: powódź w Bangladeszu, susza w dolinie Huang-ho, rozpad lądolodu grenlandzkiego, zagłada na Karaibach. Naukowcy przewidują, że do 2100 r. atmosfera ziemska ogrzeje się o 1,4-5,8 stopni C – uważa się, że tak wielkiej zmiany temperatury nasza planeta nie zaznała od zarania ludzkości. Powszechnie przyjmuje się dziś, że wynika to w dużym stopniu z rosnącego stężenia gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla. Kto jednak zdaje sobie sprawę, że to budynki zużywają w krajach rozwiniętych połowę wytwarzanej energii i są przyczyną połowy emisji CO2 (za pozostałą część odpowiadają niemal po równo transport i przemysł)?

Już to jest przerażające. A co stanie się, kiedy kraje rozwijające się odrobią zaległości? Np. w Chinach trwa bezprecedensowy, szaleńczy boom budowlany. Wznoszenie nowego terminalu lotniczego w Pekinie ostro kontrastuje z tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Ponad milion metrów kwadratowych – to więcej niż wszystkie cztery terminale na Heathrow razem wzięte, łącznie z planowanym terminalem 5. W Chinach pracuje dziś połowa z istniejących w świecie dźwigów budowlanych. Jednak świadomość ekologicznych skutków tej sytuacji powinna nas otrzeźwić. Chiny zużywają obecnie połowę światowej produkcji cementu, a wytworzenie tony cementu to emisja tony dwutlenku węgla do atmosfery.

Aby uniknąć globalnej katastrofy ekologicznej, każde państwo musi przyjąć strategię zrównoważonego rozwoju. Taki rozwój wymaga całościowego myślenia. Lokalizacja budynku i jego funkcja; możliwość elastycznego wykorzystania i przewidywany okres użytkowania; orientacja, kształt i konstrukcja; systemy ogrzewania i wentylacji, a także użyte materiały – wszystko to wpływa na ilość energii potrzebnej do budowy, eksploatacji i konserwacji budynku. Niemal każdy nowy budynek można zaprojektować tak, by zużywał zaledwie ułamek tej co obecnie energii. Nawet jednak gdyby budynki nie zużywały w ogóle energii i nie powodowały emisji dwutlenku węgla, problemy i tak pozostają.

Kluczowe znaczenia mają też dwa inne zagadnienia: przyrost naturalny i migracja do miast. Ludność świata to obecnie 6,4 mld mieszkańców; przewiduje się, że w ciągu 10 lat osiągnie 7,5 mld. W 2015 r. będą na świecie 23 megametropolie przekraczające 10 mln mieszkańców. Z tej liczby 19 będzie znajdować się w krajach rozwijających się, w których odsetek ludności miejskiej może osiągnąć 50 proc. Miasta, które rozrastają się na dużym obszarze, mają o wiele mniej korzystny bilans energetyczny niż bardziej zwarte. Decyduje o tym ruch samochodowy. Wyobraźmy sobie, że ktoś dojeżdża codziennie do pracy 20 km samochodem. Ogrzanie jego mieszkania pochłonie rocznie 720 l. ropy, miejsca pracy 285 l., natomiast dojazdy – 900 l.

 

Monako i Kensington: gęsto ale przyjemnie

Aby ograniczyć dojazdy samochodami, powinniśmy promować zabudowę zwartą i dużą gęstość zaludnienia nowych dzielnic. Przeciwnicy dowodzą, że dzielnica o większej gęstości zaludnienia biednieje. Tak jednak nie jest. Monako i Makau – dwa obszary miejskie o największej w świecie gęstości zaludnienia – zajmują skrajne bieguny ekonomicznego spektrum. Niektóre z najgęściej zaludnionych części Londynu zapewniają najlepsze warunki życia, choć gęstość zaludnienia w dzielnicach Kensington i Chelsea jest do trzech razy wyższa niż w najuboższych regionach stolicy Anglii.

Myślenie całościowe trzeba też stosować do infrastruktury, systemów komunikacyjnych, układu ulic i przestrzeni publicznej – tego, co określa się jako spoiwo miasta. Jakość infrastruktury bezpośrednio przekłada się na jakość życia w mieście. Ponieważ w gospodarce postindustrialnej istnieje wiele rodzajów działalności czystej, miejsca pracy można lokalizować w dzielnicach mieszkaniowych, tworząc społeczności lokalne, gdzie połączenia komunikacyjne, zakłady pracy, szkoły i sklepy są dla mieszkańców w bliskim zasięgu – można do nich dotrzeć piechotą lub rowerem.

Architekci będą mieli do odegrania na całym świecie kluczową rolę jako rzecznicy zrównoważonych rozwiązań. Ale potrzebujemy też bardziej przyszłościowo myślących inwestorów i polityków. Niektóre kraje dają dobry przykład: w Niemczech od dawna rozumie się potrzebę ograniczania konsumpcji energii i korzystania z jej odnawialnych źródeł, co odzwierciedla prawo budowlane. Inne kraje pozostają bardziej lub mniej w tyle. Przeszkodą dla zrównoważonego rozwoju nie są problemy techniczne – wszystko jest kwestią woli politycznej. Jeśli chcemy uniknąć zniszczeń ekologicznych powodowanych przez odziedziczoną z przeszłości politykę niezrównoważonego rozwoju, najbogatsze jak i wschodzące gospodarki będą musiały działać wspólnie. I to szybko – w 2006 r. może być za późno.

 

[Trzeba też dodać zużycie energii przez windy (dziennie przewożą one ok. 2 mld ludzi), które stale rośnie (jeśli ich zastosowanie jest racjonalne to powinny być energooszczędne, np. poruszając się w próżni, odzyskujące energię).

Trzeba wprowadzić bezpłatny transport publiczny (zbiorowy) oraz zapewnić odpowiednie warunki w nim przejazdu (ulotka: „1. ZACHOWANIA...”). Również pracownicy potrzebują odpowiednie warunki pracy, a jako mieszkańcy komfort zamieszkiwania (POSTULATY w „WŚ” nr 1 (oraz w ulotce: „TO TYLKO... WARSZAWA”)). – red.]

 

 

„POLITYKA: NIEZBĘDNIK INTELIGENTA” - nr 25 (2509), 25.06.2005 r. s. 4

W SZPONACH RYZYKA

(...) Bardzo długo ludzie nie rozumieli, że likwidując naturalne niebezpieczeństwo zarazem tworzą ryzyko. Tak samo jak dziś nie całkiem rozumieją, że ograniczenie każdego ryzyka ma zawsze skutki uboczne powodujące jakieś nowe ryzyko. By zmniejszyć naturalne niebezpieczeństwo głodu, wymyśliliśmy przemysłowe rolnictwo, które tworzy ryzyko ekologiczne na przykład zanieczyszczając wodę. By się przed tym ryzykiem uchronić, pijemy wodę źródlaną dostarczaną w pojemnikach, które zanieczyszczają środowisko podobnie jak samochody rozwożące tę wodę. Mamy też efekt uboczny w postaci większego uzależnienia od ropy, której przetworów potrzebują rolnicy, producenci butelek i samochody dostarczające wodę. To powoduje efekt uboczny w postaci uzależnienia od sytuacji w rejonach, gdzie wydobywa się ropę, i ryzyko zaangażowania w tamtejsze kryzysy. Do tego dochodzi ryzyko bezrobocia, chemicznie skażonej żywności, nadprodukcji, napięć międzykulturowych... (...)

Z niemieckim socjologiem Ulrichem Beckiem autorem książki „Społeczeństwo Ryzyka”, rozmawiał Jacek Żakowski

 

 

„POLITYKA” nr 37, 13.09.2008 r.

STĄPANIE PO CIENKIM LODZIE

Rozmowa z prof. Dieterem Helmem, ekonomistą, specjalistą od ocieplenia klimatu i energetyki, doradcą rządu Wielkiej Brytanii

(...)

Co się stanie jeśli zlekceważymy zmianę klimatyczną?

- Efekty będą odczuwalne głównie w drugiej połowie stulecia. Spore, zamieszkane dziś obszary globu nie będą nadawały się do życia, a niektóre znajdą się pod wodą, wiele ziem przestanie nadawać się pod uprawę. (...)

Mimo to świat wydaje się dziś bardziej zajęty niedoborem energii.

- To krótkowzroczne, bo usmażymy się, zanim zdołamy zużyć całą dostępną ropę.

Jak to usmażymy?

- Jeśli spalimy całe znane dziś zasoby paliw kopalnych, ilość dwutlenku węgla w atmosferze wzrośnie trzykrotnie, a temperatura poszybuje do górnej granicy obecnych prognoz. (...)

W 2050 r. będziemy musieli utrzymać dodatkowe 3 mld ludzi. To więcej niż cała populacja świata w 1950 r. Trzeba będzie ich nakarmić, ubrać i zaopatrzyć w energię, wycofując się jednocześnie z paliw kopalnych. (...)

Nawet nie tknęliśmy sposobów, które pozwoliłyby naszym dzieciom i wnukom pod koniec stulecia utrzymać tę samą jakość życia co nasza.

Z jakim wyzwaniem cywilizacyjnym porównałby pan zmianę klimatyczną?

- W sensie zagrożenia – z bronią atomową, bo tak jak ona ocieplenie klimatu może przynieść zniszczenia o zasięgu globalnym, zabić mnóstwo ludzi i w ciągu najbliższego stulecia wyeliminować połowę gatunków zwierząt i roślin na Ziemi. (...)

- Skoro to czysta ekologia, skąd tyle kontrowersji?

Bo poradzenie sobie z globalnym ociepleniem będzie wymagać dużych zmian w naszym sposobie życia, dużych wydatków i rewolucji w sektorze energetycznym. Do tego wszystkiego będzie potrzebne poparcie opinii publicznej, którego dziś praktycznie nie ma. Po części dlatego, że politycy nie wytłumaczyli ludziom samego problemu, a po części dlatego, że nie powiedzieli im, jaki będzie rzeczywisty koszt tej transformacji. (...)

Rozmawiał Wawrzyniec Smoczyński

 

 

A skoro jesteśmy przy ekonomii.

CO JEST KORZYSTNIEJSZE, WYJDZIE TANIEJ, POWODUJĄCY CHOROBY PRODUKT SPOŻYWCZY ZA 5 ZŁ, CZY DAJĄCY ZDROWIE ZA 10 ZŁ (WIĘC KTÓRE NALEŻY ZWOLNIĆ Z PODATKU – STYMULUJĄC, POBUDZAJĄC, ICH PRODUKCJĘ, KONSUMPCJĘ, A KTÓRE OPODATKOWAĆ)...

 

§          

Szacuje się, iż ok. 90% chorób wywołanych jest niezdrowym odżywianiem.

W krajach uprzemysłowionych różnego rodzaju zatruciom pokarmowym ulega aż 30 proc. mieszkańców. W samych Stanach rocznie notuje się 76 mln zatruć i 5 tys. zgonów.

 

§          

348 kg  emitowanych pyłów przypada rocznie na jednego człowieka. Źródło: dr Joyce E. Penner z Uniwersytetu Michigan

 

99 mld puszek aluminiowych rocznie wyrzucają Amerykanie Źródło: EPA

 

W Polsce ok. 1 os. na 80 jest zakażona wirusowym zapaleniem wątroby typu C (jest to bardzo zakaźna i nieuleczalna forma, która często prowadzi do śmierci. 1 gram skażonej wydzieliny wystarczy do zakażenia 1 mln ludzi – to nie pomyłka), a ok. 1 os. na 700 HIV – ze stałą tendencją wzrostową zakażeń!!

 

3 tys. ton farmaceutyków wyrzucają do śmieci Polacy. Źródło: aktualne.pl

 

71 kg odpadów nuklearnych przypada na mieszkańca USA. Źródło: EEC

 

„PRZEKRÓJ” nr 41, 12.10.2006 r.: Waste Isolation Pilot Project (WIPP) to otwarte w 1999 roku składowisko odpadów radioaktywnych. Stworzono je w nieczynnej kopalni soli w Carlsbad, w stanie Nowy Meksyk. Zanim przechowywane tu odpady przestaną być zagrożeniem, minie około 300 tysięcy lat.

 

1,3 mld ton odpadów rocznie powstaje w Unii Europejskiej. Źródło: EEC

 

1,6 mln ton rocznie niebezpiecznych odpadów powstaje w Polsce

 

Rolnictwo przemysłowe jest jednym z głównych źródeł zanieczyszczeń. Z tego powodu 2,5% obszaru Polski jest narażone na zanieczyszczenia azotanami.

 

§          

„WPROST” nr 4(1104), 25.01.2004 r. NAUKA I ZDROWIE

WSTRZYMAJ ODDECH!

(...) Uczeni w Grecji po raz pierwszy wykazali, że istnieje bezpośredni związek między wzrostem poziomu pyłu czy dwutlenku siarki a liczbą zgonów spowodowanych chorobami układu krążenia. "W mieście takim jak Ateny każdy kolejny miligram tlenku węgla w metrze sześciennym powietrza oznacza, że dziennie zanotujemy dwa śmiertelne zawały więcej" - wyjaśnia prof. Demostenes Panagiotakos z Uniwersytetu Ateńskiego. Jego zdaniem, nie można mówić o bezpiecznych poziomach zanieczyszczeń powietrza, bo ludzie umierają częściej nawet wtedy, gdy nie zostały przekroczone obowiązujące normy ochrony środowiska.

Do podobnych wniosków doszli uczeni z Francji. Z przeprowadzonych przez nich badań wynika, że pyły wydostające się z rur wydechowych samochodów sprzyjają zawałom serca, nawet jeśli ich poziom w powietrzu mieści się w tzw. dopuszczalnych granicach. "Wystarczy, by stężenie mikrocząstek spalin przekroczyło 25 mg w metrze sześciennym, a do szpitali trafia o 91 proc. więcej ofiar zawału serca" - mówi prof. Yves Cottin z uniwersytetu w Dijon. (...)

Jan Stradowski

 

§          

http://www.sciaga.pl/tekst/70052-71-rola_co2_i_so2_w_zaburzeniu_rownowagi_ekologicznej_w_atmosferze_i_skutki_tego

Szacuje się, że w naszym kraju ok. 50% zanieczyszczeń gazowych pochodzi z sąsiednich państw.

Obliczono, że całkowite stopnienie lodów najmniejszego kontynentu spowodowałoby podniesienie poziomu mórz o 65 m. Ponadto lody Grenlandii podwyższyłyby lustro wody o dalsze 7 m. Stopnienie lodowców himalajskich, indyjskich i alpejskich dałoby wzrost poziomu wód o 35 cm.

 

http://www.klimatdlaziemi.pl

PODNOSZENIE SIĘ POZIOMU OCEANÓW

Podnoszeniu się poziomu wody towarzyszy wzmożone występowanie sztormów i huraganów.

Częste tajfuny już teraz powodują śmierć wielu ludzi i powodzie. W roku 1970 cyklon zabił 500 tysięcy ludzi, a w 1991 100 tysięcy.

EFEKT CIEPLARNIANY W LICZBACH

0,6 - W celu podwojenia koncentracji CO2 w atmosferze na powierzchni Ziemi należałoby spalić warstwę węgla o grubości 0,6 mm

2 - Lecąc na wakacje na odległość 4000 km przyczyniasz się do emisji gazów cieplarnianych odpowiadających ponad 2 tony CO2

2,5 - Szacuje się, że jeśli wydobędziemy spod ziemi i spalimy wszystkie dostępne zasoby ropy, gazu i węgla, kwasowość oceanów wzrośnie ponad 2,5 raza. Dla organizmów budujących wapienne muszle i szkieleciki to katastrofa

3 - Gdyby zebrać cały rozproszony w atmosferze dwutlenek węgla w jednej warstwie, miałaby ona grubość niecałych 3 metrów

5 - Jadąc średniej wielkości samochodem na odległość 30 kilometrów emitujemy do atmosfery 5 kg CO2 – ilość, którą spore drzewo pochłania w ciągu całego roku

6 - Jadący samochód w ciągu sekundy podwaja ilość CO2 w objętości ~6m3

10 - Aby zapobiec załamaniu się klimatu, należy jak najszybciej ograniczyć emisje, nie o 10%, a do 10% poziomu z roku 2000. A może nawet jeszcze bardziej

20 - Z wyprodukowaniem, serwisowaniem i złomowaniem średnich rozmiarów samochodu związana jest emisja ok. 20 ton CO2

30 - Oceany co godzinę pochłaniają ponad milion ton CO2. Już teraz ich kwasowość wzrosła o 30%

33 - Naturalny efekt cieplarniany podnosi średnią temperaturę Ziemi o 33°C, z -18°C do 15°C

100 - Ludzie emitują do atmosfery ponad 100 razy więcej CO2 niż wulkany

1 000 - Po tysiącu lat z każdej wyemitowanej tony CO2 w atmosferze pozostanie około połowa, nawet po tak długim czasie podnosząc temperaturę planety o 5˚C

100 000 - Wyemitowany przez nas dwutlenek węgla zniknie z atmosfery dopiero po 100 tysiącach lat

 

WYRĄB LASÓW TROPIKALNYCH

W wielu ubogich krajach Afryki, Azji i Ameryki Południowej lasy tropikalne są wycinane w zastraszającym tempie. Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. Przewiduje się, że w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu.

Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować las na nowe pole. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. W Azji Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie, gdyż ogołocono z lasów ściany Himalajów.

Konsekwencje mogą być dramatyczne. Wycinając lasy lokalne społeczności podcinają w ten sposób gałąź, na której siedzą. Jezioro Czad, będące rezerwuarem wody dla ponad 20 milionów ludzi, w wyniku nieracjonalnej gospodarki wodą, pustynnienia i burz piaskowych w połączeniu w ocieplaniem się klimatu, skurczyło się z 22 tysięcy kilometrów kwadratowych w 1960 roku do zaledwie 1,5 tysiąca km2 w 2000 roku. Jeśli nic nie uda się zrobić to przestanie ono istnieć już w ciągu kilkunastu lat, a wówczas z braku wody mogą zginąć miliony ludzi.

Lokalne społeczności niestety zazwyczaj koncentrują się na bieżących potrzebach, często nawet nie uświadamiając sobie konsekwencji swojego postępowania.

 

OBSERWOWANE ZJAWISKA I ICH KONSEKWENCJE

Już samo czytanie wiadomości pogodowych może dać do myślenia:

    * Ulewy i gradobicia zdewastowały Chiny

    * Powodzie i lawiny śnieżne w Afganistanie

    * Los Angeles: Największa susza w historii

    * W Zambii po powodziach groźba głodu

    * Rekordowe ulewy w Argentynie

    * Fala ulew, wichur i gradobić w USA

    * Najcieplejszy marzec w historii pomiarów

    * Piaski z pustyni Gobi dotarły do obu Korei

    * Gwałtowne burze i ulewy w RPA

    * Pożary w Kanadzie

    * Susza i płonące wzgórza w Los Angeles

A nie był to jakiś szczególny dzień...

 

W ciągu zaledwie 24 godzin na region spadło 70 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi, a w ciągu 3 dni ta wartość wzrosła do aż 99 litrów.

 

Przykładowo, podczas upalnego lata 2003 roku w Europie w wyniku sięgających 40°C upałów zmarło około 70000 ludzi więcej, niż zazwyczaj.

W sierpniu 2003 roku w Paryżu w dniach, gdy temperatura sięgała zwykłego poziomu 25 stopni średnia liczba zgonów sięgała 50. Przy przekroczeniu 35 stopni w stolicy Francji umierało dziennie średnio 100 osób, a przy osiągnięciu 40 stopni liczba ofiar śmiertelnych przekraczała dziennie 300.

 

TOPNIENIE LODOWCÓW

Sławny, położony w USA Park Narodowy Glacier, znika w oczach. Liczba lodowców spadła ze 150 w 1850 roku do zaledwie 27 obecnie.

 

Ten lodowiec na Alasce miał ponad 70 metrów grubości...

 

Zmiany nie ograniczają się wyłącznie do terytorium Ameryki Północnej. Zdjęcia pokazują lodowiec w Patagonii. W 1928 roku i dziś.

 

Lodowce znikają również w Europie. Zdjęcia pokazują cofanie się lodowców w Szwajcarskich Alpach.

 

ZACHWIANIE DOSTĘPNOŚCI WODY W ZWIĄZKU Z TOPNIENIEM LODOWCÓW

Lodowce pełnią stabilizującą rolę w gospodarce wodą słodką, szczególnie, kiedy opady w ciągu roku nie są rozłożone równomiernie, lecz występuje obfita w deszcze pora deszczowa i następująca po niej pora sucha. Lodowce gromadzą wodę opadową w porze deszczowej, uwalniając ją w miarę równomiernie przez cały rok i działając stabilizująco na ilość wody w rzekach. Dzięki lodowcom, pomimo braku opadów, poziom wody w rzekach nie spada do nazbyt niskiego poziomu. Gdyby nie stabilizująca obecność lodowców, ten cykl wyglądałby zupełnie inaczej – w porze deszczowej wody spływałaby w olbrzymich ilościach powodując powodzie, a w porze suchej rzeki wysychałyby. Brak wody dla ludzi, zwierząt i roślin może mieć jeszcze poważniejsze następstwa.

W podobny sposób działa roślinność, a szczególnie tereny leśne. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. Od kiedy ogołocono z lasów ściany Himalajów, Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie.

Tybet to miejsce, gdzie topnienie lodowców może mieć najpoważniejsze konsekwencje.

Naukowcy przewidują tu serię katastrof naturalnych. Największe rzeki południowo wschodniej Azji są zasilane w wodę pochodzącą z lodowców z Płaskowyżu Tybetańskiego.

Himalajskie lodowce, o objętości tysięcy kilometrów sześciennych zaopatrują azjatyckie rzeki 8,6 milionami metrów sześciennych wody każdego roku, między innymi Jangcy i Huag Ho w Chinach, Ganges w Indiach, Indus w Pakistanie, Brahmaputra w Bangladeszu, Salween i Irrawaddy w Birmie, a także Mekong, która płynie przez Chiny, Birmę, Tajlandię, Laos, Kambodżę i Wietnam.

Szacuje się, że około 2040 roku będzie następować całkowite stopienie się lodów Arktyki w lecie. Stan taki będzie miał miejsce po raz pierwszy o 3 milionów lat.

 

MOŻLIWE ZMIANY W CYRKULACJI PRĄDÓW OCEANICZNYCH

Kiedy lód morski i lodowce topnieją, uwalniają słodką wodę do oceanu. Woda słodka ma jednak mniejszą gęstość od wody słonej – nie jest dość gęsta, aby zatonąć. Może to przerwać cyrkulację oceaniczną i wpłynąć na wymianę ciepła między biegunami i równikiem. Czyli zmienić klimat... Drastycznie. W przypadku zaniku Golfsztromu oznaczałoby to spadek temperatur w Europie o blisko 10°C.

 

WZROST MOCY HURAGANÓW

W katastrofie życie straciło 1836 osób, straty przekroczyły 100 miliardów dolarów. Odbudowa Nowego Orleanu potrwa 25 lat.

*  W marcu 2004 pojawił się pierwszy w historii huragan na południowym Atlantyku.

* Statystyki wykazują wzrost mocy huraganów na Pacyfiku. W ciągu ostatnich kilku dekad, występowanie huraganów kategorii 4 i 5 prawie się podwoiło.

* W 2007 roku, po raz pierwszy w historii, sezon zainaugurowały dwa huragany najwyższej, 5-tej kategorii.

Przewiduje się, że globalne ocieplenie zwiększy intensywność występowania huraganów. Ponieważ woda w oceanach staje się coraz cieplejsza, tropikalne sztormy mogą pobierać więcej energii i stawać się dużo mocniejsze.

Przewiduje się, że szczególnie znacząco wzrośnie liczba najmocniejszych cyklonów. Nie jest wykluczone, że pojawi się konieczność rozszerzenia skali i dodania nowej, 6-tej kategorii.

Nowym, prognozowanym przez klimatologów zjawiskiem są hiperkany.

Wyższa energia hiperkanu pozwoliłaby mu na osiągnięcie prędkości wiatru na poziomie 500 km/h (niektóre teorie mówią nawet o ponad 700 km/h).

Wiatry, przewyższające mocą tornado klasy F5 (o rozmiarach hiperkanu nie wspominając), zrywałyby drzewa, budynki, drogi, a nawet ziemię. W skrajnym scenariuszu, szalejące hiperkany byłyby w stanie w rejonach przybrzeżnych zedrzeć ziemię do gołej skały i cisnąć ją do oceanu...

http://en.wikipedia.org/wiki/Hypercane

 

ZWIĘKSZENIE DYNAMIKI ATMOSFERY: POWODZIE, LAWINY BŁOTNE, BURZE, GRAD, NAWAŁNICE

( http://www.noaanews.noaa.gov/stories2007/s2787.htm  )

Dzięki pyłom przemysłowym grad może narastać w sposób niespotykany w czystym powietrzu. Coraz częściej notuje się opady supergradu, rozmiaru kurzych jaj, a nawet większych.

Według przewidywań zawartych w 4 raporcie IPCC, liczba gwałtownych zjawisk pogodowych, które będą miały wpływ na życie człowieka zwiększy się nawet o 80 procent.

 

SUSZE, PUSTYNNIENIE I ZANIK ZBIORNIKÓW WODNYCH

Powierzchnia terenów dotkniętych suszą od lat 70 podwoiła się – NCAR (National Center for Atmospheric Research)

Jangcy - najdłuższa rzeka Chin i kontynentu azjatyckiego, zarazem jedna z najdłuższych rzek na świecie - osiągnęła jeden z najniższych w historii poziomów.

Wiele rejonów Chin, łącznie z Pekinem, doświadcza potężnych burz piaskowych, nasilających się w związku z wycinaniem lasów.

* „Do końca wieku połowa Hiszpanii będzie leżeć na Saharze”

* „Wg rządu hiszpańskiego 1/3 kraju może zamienić się w pustynię”

* „ONZ szacuje, że ryzyko zamienienia się w pustynię dotyczy 30-60% terytorium Hiszpanii i 12% terenu Europy” „Straty spowodowane zmianami klimatycznymi we Włoszech szacuje się na 50 mld euro rocznie - oświadczył minister ds. ochrony środowiska Alfonso Pecoraro Skanio”

 

Opublikowany przez "Independent" raport Centrum Prognoz i Badań Klimatycznych Hadley, działającego przy Biurze Meteorologicznym Wielkiej Brytanii, przewiduje, że pustynie, stanowiące obecnie 3 proc. powierzchni naszej planety, do 2100 zajmą aż 1/3 jej powierzchni.

 

POŻARY

Globalne ocieplanie się klimatu powoduje susze i wzrost temperatur. Oba te zjawiska, działając łącznie, powodują powstawanie warunków korzystnych do powstawania pożarów.

Pożary i zanik lasów powodują nie tylko emisję dwutlenku węgla, ale też jałowienie gleby, pustynnienie i burze piaskowe. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, wywołując powodzie oraz unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu.

Pożary wybuchają nie tylko z przyczyn naturalnych. Bardzo często rozniecają je sami ludzie. Oczywiście dla krótkoterminowych korzyści i z pełnym samozadowoleniem, niezależnie czy jest to biedny chłop w Nigerii, który wypala las, aby na pogorzelisku urządzić pole bądź pastwisko, czy deweloper w Grecji, któremu las przeszkadzał w wybudowaniu pola golfowego. I o ile deweloperów w Grecji nie czeka z tego powodu tragedia (pomijając możliwe aresztowanie), to w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu. Jaki los czeka wtedy żyjące z lasu miliony ludzi?

 

WPŁYW OCIEPLENIA NA OCEANY

Dotychczas skupiliśmy się na zjawiskach zachodzących w atmosferze i na lądzie. Tymczasem ¾ powierzchni Ziemi zajmują oceany. Ze względu na ich olbrzymią bezwładność cieplną, dotychczas zachodzące tam zjawiska (pomijając może zanik lodów Arktyki) przebiegały bardzo powoli.

Tymczasem zmiany w oceanach już się zaczęły, a ich następstwa mogą być bardzo poważne. Zachodzi tu kilka procesów:

    *  woda o większej temperaturze gorzej rozpuszcza gazy. Może to prowadzić do odtlenienia wód mórz i oceanów.

    *  woda ciepła jest lekka, a zimna gęsta – wzrost temperatury powierzchniowej warstwy wody prowadzi do jej separacji z warstwą głębinową. Im różnica temperatur jest większa, tym słabiej mieszają się ich wody. Tymczasem zimne wody oceaniczne niosą ze sobą składniki odżywcze dla planktonu żyjącego w nasłonecznionych wodach powierzchniowych. Zmniejszenie ich dostępności powoduje spadek populacji planktonu.

    *  większa koncentracja CO2 w atmosferze skutkuje rozpuszczaniem się tego gazu w wodzie. To właśnie oceany są głównym miejscem absorpcji i usuwania CO2 z powietrza. W rezultacie następuje wzrost kwasowości (obniżenie pH) wody – tak, jakby oceany stawały się wodą gazowaną.

 

W konsekwencji tych zjawisk przewidywane jest wystąpienie szeregu niebezpiecznych zdarzeń:

 

    *  masowe wymieranie fauny morskiej, zarówno w wyniku wzrostu temperatury (wymieranie koralowców), jak i zmiany kwasowości wody (wymieranie planktonu o wapiennych szkielecikach) oraz spadku ilości planktonu (spadek populacji zwierząt nim się żywiących, np. wielorybów)

    *  zaburzenie mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. Plankton jest bardzo skutecznym środkiem na usuwanie dwutlenku węgla z przypowierzchniowych warstw wody, a w rezultacie – z atmosfery. Małe żyjątka pobierany z wody węgiel wbudowują w swoje organizmy. Plankton żyje krótko, a umierając opada na dno oceanu, w ten sposób usuwając nadmiar CO2 z powietrza. Kiedy w wyniku odtelenienia, zmniejszenia dostępności składników odżywczych i wzrostu kwasowości wody populacja planktonu spadnie, osłabieniu ulegnie mechanizm usuwający z atmosfery nadmiar CO2, którego ilość zacznie wzrastać jeszcze szybciej, przyczyniając się dalej do osłabienia mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. To jest dodatnie sprzężenie zwrotne.

    *  pojawienie się warunków do rozwoju bakterii siarkowych. To zjawisko nie jest powszechnie znane, ale wielu naukowców uważa, że przyczyniło się już do kilku wielkich wymierań istot żywych.

 

Siarkowodorowa Ziemia: Anoksja oceaniczna i wielkie wymieranie

Jak może dojść do zagłady życia poprzez nagromadzenie w atmosferze wielkich ilości siarkowodoru w wyniku wzrostu temperatury planety? Naukowcy są zdania, że może to nastąpić w wyniku namnożenia się fotosyntetyzujących bakterii siarkowych, produkujących wielkie ilości tego gazu, a zjawiska takie miały już miejsce kilkukrotnie w historii Ziemi. W każdym z okresów wielkich wymierań – z wyjątkiem końca kredy – oceany co najmniej raz osiągały stan anoksji (skrajnego zubożenia wody w tlen).

 

Z obliczeń wynika, że gdy natlenienie wód oceanu się zmniejsza, powstają warunki korzystne dla przydennych bakterii beztlenowych – a te namnażają się i produkują jeszcze większe ilości siarkowodoru. Symulacje wskazują, że jeśli stężenie siarkowodoru w strefie przydennej przekroczy pewną krytyczną wartość – tak jak podczas okresów globalnej anoksji – chemoklina może bardzo szybko przesunąć się aż do powierzchni oceanu. Zjawisko to miałoby straszliwy skutek: wydostawanie się ogromnych ilości trującego siarkowodoru do atmosfery.

 

Pod koniec permu wskutek „morskich erupcji” do atmosfery trafiło dość tego gazu, by spowodować wymieranie zarówno w morzach, jak i na lądach. Siarkowodór nie jest jednak jedynym zabójcą. Z modeli wykonanych w University of Arizona wynika, że siarkowodór atakuje również powłokę ozonową w górnych warstwach ziemskiej atmosfery, która chroni żywe organizmy przed promieniowaniem ultrafioletowym. Dowodem na takie zniszczenie warstwy ozonowej pod koniec permu są odkryte na Grenlandii skamieniałe zarodniki dawnych roślin, zdeformowane w wyniku długotrwałego naświetlania ultrafioletem o wysokim natężeniu. Obecnie również obserwuje się zanik planktonu pod dziurami ozonowymi, zwłaszcza w Antarktyce. A gdy pierwszy składnik łańcucha pokarmowego przestaje istnieć, w niedługim czasie zagłada spotyka również kolejne organizmy.

 

Ocenia się, że pod koniec permu powietrze tak bardzo nasyciło się siarkowodorem, że zabijał on zarówno zwierzęta, jak i rośliny, zwłaszcza że wraz z temperaturą rośnie toksyczne działanie tego gazu. A wiele mniejszych i większych wymierań zdarzyło się w tym samym czasie, co okresy globalnego ocieplenia.

Uważa się, że przyczyną ocieplania się klimatu w tamtych okresach mogła być wulkaniczna emisja gazów cieplarnianych – dwutlenku węgla i metanu, być może zapoczątkowana skruszeniem skorupy ziemskiej przez uderzenie asteroidu lub komety.

Powiązanie wysokiej koncentracji gazów cieplarnianych z wymieraniem istot żywych potwierdzają obecność siarki na wszystkich stanowiskach oraz pomiary izotopowe węgla wykazujące, że koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze gwałtownie rosła tuż przed początkiem wymierania i utrzymywała się na wysokim poziomie przez setki tysięcy, a nawet kilka milionów lat.

 

Najprawdopodobniej to oceany były czynnikiem decydującym. Im bowiem cieplej, tym mniej tlenu rozpuszcza się w wodzie. Jeśli w wyniku erupcji wulkanicznych podniosło się stężenie CO2 w atmosferze, obniżyło się stężenie tlenu, a globalne ocieplenie utrudniało wprowadzanie pozostałego tlenu do wód oceanicznych, to mogły zaistnieć warunki korzystne dla głębokomorskich bakterii beztlenowych. One zaś wkrótce potem wyprodukowały gigantyczne ilości siarkowodoru. W takich warunkach zaczęły masowo ginąć oddychające tlenem organizmy morskie. Doskonale natomiast funkcjonowały w nich fotosyntetyzujące zielone i purpurowe bakterie siarkowe, które mogły namnażać się już na samej powierzchni anoksycznego oceanu. Gdy siarkowodór zaczął dusić organizmy na lądzie i niszczyć warstwę ozonową planety, właściwie żadna forma życia nie była już na Ziemi bezpieczna.

 

Co więcej, zaproponowana tu sekwencja zdarzeń pasuje nie tylko do śladów z końca permu. Mniejsze wymieranie u schyłku paleocenu, 54 mln lat temu, zostało już uznane za wynik oceanicznej anoksji, wywołanej przez krótkotrwałe globalne ocieplenie. Obecność biomarkerów i skał osadowych charakterystycznych dla środowiska beztlenowego wskazuje, że taka sama gigantyczna katastrofa ekologiczna mogła wydarzyć się pod koniec triasu, środkowej kredy i dewonu. To dowodzi, że wielkie wymierania związane są z okresowo powtarzającym się w historii Ziemi ociepleniem klimatu.

 

ŹRÓDŁA EMISJI GAZÓW CIEPLARNIANYCH

Tymczasem atmosfera w skali planety jest bardzo cienka i delikatna. W warstwie o grubości 11 km znajduje się prawie ¾ masy atmosfery.

 

Aby podwoić ilość CO2 w atmosferze względem poziomu sprzed epoki przemysłowej (0,028%), wystarczyłoby w tym celu na powierzchni planety spalić warstwę węgla grubości zaledwie 0,6 mm!

 

Patrząc na planetę, na której żyjemy, w ten sposób, uświadamiamy sobie, że swoimi działaniami na skalę przemysłową, tysiącami kopalń i elektrowni na paliwa kopalne, blisko miliardem samochodów i ponad miliardem sztuk bydła jesteśmy w stanie zmieniać skład atmosfery, a co za tym idzie, jej właściwości.

 

W roku 2007 wyemitujemy do atmosfery już 28 miliardów ton CO2 (co odpowiada 7,6 miliardów ton węgla). Co roku wyrzucamy do atmosfery około 3% więcej, niż rok wcześniej.

 

Można porównać, jak nasza emisja ma się do zjawisk naturalnych. Na pierwszy rzut oka nie jest taka wielka. 7,6 miliarda ton węgla pochodzenia antropogenicznego w porównaniu z 90 miliardami ton z oceanów, 60 miliardami ton z gleby czy 60 miliardami ton z roślin to na pierwszy rzut oka niewiele. Ale źródła naturalne równoważą się – 90 miliardom ton emisji z oceanów odpowiada pochłanianie przez oceany 92 miliardów ton, 120 miliardom ton emisji z roślin i gleby odpowiada pochłanianie 121,3 miliarda ton. Nasza emisja stanowi stałą nadwyżkę, gromadzącą się w atmosferze, co widać w danych pomiarowych wykazujących stały wzrost stężenia CO2.

 

Emisja CO2, nie jest podzielona równomiernie między ludzi:

    *  Bezapelacyjnymi rekordzistami są mieszkańcy Zatoki Perskiej – w Katarze emisja na osobę przekracza 60 ton CO2 rocznie. Symboliczne ceny paliwa nie zachęcają do oszczędzania.

    *  Amerykanin lub Australijczyk odpowiadają za emisję około 20 ton CO2 na osobę. Wysokie zużycie paliwa związane jest między innymi z jego niską ceną i podporządkowaniem infrastruktury miejskiej ruchowi kołowemu.

    *  W Europie infrastruktura miejska nie jest podporządkowana samochodom, podatki w cenie paliwa zachęcają do oszczędności, a władze Unii czynią wysiłki ekologiczne. Emisja na osobę jest więc dużo niższa – od 6,2 tony w bazującej na hydroenergii Szwecji i 6,8 tony w opierającej energetykę na elektrowniach jądrowych Francji do 10-11 ton w innych europejskich krajach. Statystyczny Polak odpowiada za emisję 8 ton CO2 rocznie.

    *  Kraje uprzemysławiające się, jak Chiny i Indie, jak na razie mają emisję rzędu 1-3 tony CO2 na osobę rocznie, ale emisja bardzo szybko rośnie, a wielka liczebność populacji tych krajów powoduje, że w bezwzględnych ilościach emisji są w czołówce rankingu.

    *  Najmniej emitują mieszkańcy ubogich krajów afrykańskich. Tutaj emisja (pomijając wypalanie lasów) sięga kilku – kilkudziesięciu kilogramów CO2 na osobę rocznie.

 

Kraje uprzemysłowione – Ameryka, Europa, Japonia czy Australia wyznaczają dla reszty świata standardy w sposobie życia, gospodarce, zużyciu energii. Stanowią wzorzec dla krajów rozwijających, które je naśladują.

Jeśli miliardy ludzi w krajach rozwiniętych osiągną „sukces” ekonomiczny, mierzony zużyciem paliwa takim, jak w USA – z emisją ponad 20 ton dwutlenku węgla na osobę, to w 2050 ludzkość emitowałaby do atmosfery ponad pięciokrotnie więcej dwutlenku węgla niż obecnie – sto kilkadziesiąt miliardów ton (ekwiwalent 43 miliardów ton węgla). Pomijając już wyczerpanie zasobów paliw kopalnych i wynikające stąd załamanie opartej o nie ekonomii, emisja taka oznaczałaby wprost niewyobrażalną katastrofę dla klimatu planety.

Kraje uprzemysłowione, świadome konsekwencji tego trendu i przykładu, jaki dają, powinny jak najszybciej odejść od obecnego modelu życia, upowszechniając energooszczędne technologie i promując podobne procesy w krajach rozwijających się. W innym przypadku cały świat z konsumpcyjnym samozadowoleniem będzie podążał ścieżką ku zagładzie... A przebudzenie będzie bolesne.

 

ŹRÓDŁA GAZÓW CIEPLARNIANYCH - ŹRÓDŁA I SKALA EMISJI

    *  Energetyka – 30% emisji (+8% wydobycie)

    *  Przemysł – 20%

    *  Transport – 20%

    *  Budowa i eksploatacja budynków mieszkalnych, biurowych i handlowych – 10%

    *  Wylesianie i spalanie biomasy – 10%

 

Ponieważ na Ziemi jest 6,6 miliarda ludzi (stan na rok 2007) wynika z tego, że przy globalnej emisji 28 miliardów ton CO2, na jednego człowieka przypada średnio emisja 4,3 tony CO2 rocznie. Dla porównania, średniej wielkości drzewo absorbuje rocznie około 4-5 kg CO2.

Oznacza to, że potrzeba aż 1000 drzew, żeby uporać się z emisją generowaną przez pojedynczą osobę. Amerykanin lub Australijczyk potrzebowałby na to aż blisko 5 000 drzew, a mieszkaniec Kataru 15 000! Taka emisja, jeśli chcemy powstrzymać zmiany atmosfery planety, jest absolutnie nie do utrzymania. Co nie zmienia faktu, że rośnie o dobre 3% rocznie...

 

Emisja CO2: Energetyka

Aktualne zużycie energii wynosi 13,5 TW (13500 Gigawatów). Przewiduje się, że do 2050 roku zużycie energii elektrycznej wzrośnie do 35 TW.

Prognozy przewidują, że w najbliższych dekadach potrzeby energetyczne świata nadal będą zaspakajane przez paliwa kopalne. Energetyka konwencjonalna rozwija się bardzo dynamicznie, w samych Chinach średnio co 5 dni uruchamia się nową elektrownię węglową o mocy 1000 MW. Ekologiczny i społeczny koszt tego procesu, nawet pomijając kwestię globalnego ocieplenia, jest potworny.

 

A wszystko przy kiepskiej efektywności energetycznej. Chiny wytwarzają 4,4% światowego PKB, ale do tego potrzebują 7,8% światowego zużycia ropy i 32% światowego zużycia węgla.

 

Emisja CO2: Transport

Aktualnie po drogach świata jeździ 1 miliard samochodów – 200 milionów ciężarówek i 800 milionów samochodów osobowych, a przewiduje się, że do 2050 roku liczba aut podwoi się do 2 miliardów.

 

Warto też zaznaczyć, że samochody odpowiadają za 65% zanieczyszczeń emitowanych na obszarze Unii Europejskiej. Do tego spaliny samochodowe są dużo bardziej szkodliwe dla ludzi niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu, bo rozprzestrzeniają się w dużych stężeniach na niskich wysokościach w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi.

 

Przykładowo, dla Wielkiej Brytanii transport lotniczy odpowiada za 7% emisji dwutlenku węgla.

 

Lot samolotem 5000 km w dwie strony na wakacje to ponad 1 tona CO2 na każdego pasażera.

 

Emisja CO2: Przemysł

 

 

Chińska gospodarka to nie tylko szybko rozwijająca się fabryka świata. To także smog, pyły, kwaśne deszcze, martwe rzeki-ścieki, 35000 ginących co roku górników, choroby, oczekiwana długość życia skrócona o 10 lat.

 

wytworzenie samochodu to przykładowo emisja ~5 ton CO2

 

Emisja CO2: Wylesianie i wypalanie lasów tropikalnych

Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. Przewiduje się, że w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu.

 

Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować kolejny las na nowe pole.

 

Proces wylesiania jest nasilany przez budowę dróg. Zdjęcia pokazują autostradę Transamazońską podczas budowy i kilka lat później. Na drugim zdjęciu wyraźnie widać wyrąb lasu wzdłuż autostrady.

 

 

 

CZYNNIKI ZMIAN KLIMATU

Do czasu. Od lat 50-tych XX wieku aktywność Słońca maleje, a temperatura coraz szybciej wzrasta. Tak więc – Słońce przez wieki sterowało klimatem Ziemi, ale od około 50 lat klimatem zaczęły sterować inne mechanizmy.

 

WPŁYW GLOBALNEGO OCIEPLENIA NA GOSPODARKĘ

Globalna gospodarka już teraz musi wydawać 1 proc. PKB (184 mld funtów) rocznie na przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu. W przeciwnym razie musimy się liczyć z tym, że za 10 lat koszty będą 20-krotnie wyższe.

 

RAPORTY IPCC – wnioski naukowców

Z uwagi na skalę zjawiska i jego przyczyny uznano, że problem ocieplania się klimatu nie może być rozwiązany przez żadne państwo z osobna, potrzebne są do tego uzgodnienia i współpraca na szczeblu międzynarodowym.

„Porozumienie w sprawie raportu osiągnięto po całonocnym posiedzeniu, podczas którego z dokumentu wykreślano całe fragmenty, a naukowcy spierali się z rządowymi negocjatorami, którzy rozwadniali sens naukowych ustaleń” Opinia w temacie raportu IPCC 2007

„Problem jest zbyt poważny, aby wystarczyły działania świadomych, szlachetnych jednostek, które w imię wspólnego dobra rezygnują z samochodu i oszczędzają energię. Konieczne są działania rządów na szczeblu międzynarodowym”.

Jack Straw, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii 2001-2006

Więcej o IPCC

http://pl.wikipedia.org/wiki/Intergovernmental_Panel_on_Climate_Change

http://www.ipcc.ch/ 

 

 

LEPSZA PRZYSZŁOŚĆ - ALTERNATYWA KATASTROFY

A lista korzyści jest imponująca:

    * lepsze zrozumienie procesów rządzących klimatem – kto wie, czy rzeczywiście za jakiś czas nie staniemy w obliczu epoki lodowcowej, mega susz, zmian El Niño, pustynnienia, huraganów. Jeśli będziemy rozumieć te zjawiska, przewidywać je, i przygotować się do nich, to korzyści będą iść w setki miliardów euro. O dokładnej długoterminowej prognozie nie wspominając, co też ucieszy wszystkich, od turystów po rolników i farmerów w Australii.

    * rozwiązanie problemu wyczerpywania się ropy i gazu

    * uniezależnienie od Rosji i Bliskiego Wschodu

    * energooszczędny przemysł, domy, …

    * rozwój technologii ekologicznych. Ograniczenie emisji:

          o dwutlenku węgla

          o tlenków siarki, powodujących kwaśne deszcze, smog, choroby płuc i oskrzeli

          o tlenków azotu, powodujących nieżyty, choroby serca i nowotwory

          o pyłów i toksyn powodujących bronchity i nowotwory płuc

          o łatwo przyswajalnych metali ciężkich: rtęci, ołowiu i arsenu

          o promieniotwórczości: toru, uranu, radonu

 

    * odejście od modelu 1 człowiek – 1 samochód zaprocentuje na wiele sposobów:

          o ograniczenie zużycia materiałów przy produkcji samochodów i problemów złomowania

          o ograniczenie ruchu tankowców i katastrof z tym związanych

          o oszczędności (koszt transportu samochodem osobowym jest w rzeczywistości wyższy niż płacą za to użytkownicy samochodów – bezpośredni koszt jednego kilometra jest pokrywany w zaledwie 25 procentach przez użytkownika samochodu, resztę kosztów ponosi społeczeństwo)

          o ograniczenie liczby wypadków i ich kosztów (w Polsce wypadki pochłaniają 7 procent PKB)

          o poprawienie infrastruktury miejskiej w wyniku ograniczenia ruchu samochodów

          o odzyskanie terenów dróg i parkingów (w USA 70% powierzchni miast) przestrzenią dla ludzi, poprawa jakości życia

          o eliminacja hałasu

          o eliminacja korków i poprawa komunikacji przez zastąpienie samochodów komunikacją miejską i rowerową

          o ograniczenie kosztów zewnętrznych transportu samochodowego (pokrycie strat w środowisku wywołanych zanieczyszczeniami generowanymi przez transport, koszty leczenia ofiar wypadków, koszty renowacji niszczonych przez smog budynków i zabytków, utrzymanie administracji związanej z bezpieczeństwem transportu, bariery i okna dźwiękochłonne...)

    * uświadamianie ludziom konieczności myślenia, odpowiedzialności i decydowania w skali globalnej

 

CO MOŻNA ZROBIĆ DLA KLIMATU?

Transport

Samochód osobowy emituje średnio 160g CO2/km. Przejechane samochodem 30 km oznacza emisję takiej ilości CO2, którą średniej wielkości drzewo będzie absorbować przez rok! Paliwożerny SUV może emitować prawie kilogram CO2 na każdy przejechany kilometr trasy!

 

Co możesz zrobić, żeby zmniejszyć emisję CO2 do atmosfery, którego źródłem jest transport?

    *  Korzystaj z transportu publicznego – tramwaj i autobus i tak jadą

    *  Chodź pieszo, jeźdź rowerem – to najmądrzejszy sposób transportu, także dla zdrowia

    *  Unikaj samolotów, przelot na wakacje w miejsce odległe o 5000 km to emisja 1 tony CO2

    *  Jeśli możesz, zrezygnuj z samochodu, wyprodukowanie samochodu to emisja ~5 ton CO2, nie mówiąc już o jego wykorzystywaniu.

    *  Jeśli samochód jest Ci niezbędny (np. mieszkasz za miastem i nie ma tam komunikacji lub Twoja praca wymaga przemieszczania się autem), wybierz model o najmniejszej emisji i jedź tylko wtedy, kiedy naprawdę musisz.

    *  Korzystaj z miejsc użyteczności publicznej, takich jak sklepy, kina czy obiekty sportowe, które są najbliżej

    *  Dbaj o dobry stan silnika i ciśnienie w oponach – możesz zmniejszyć zużycie paliwa o kilkanaście procent.

    *  Auto prowadź spokojnie, bez gwałtownych przyspieszeń i hamowania

    *  Staraj się nie przekraczać prędkości 100-120 km/h – jadąc szybciej zużyjesz znacznie więcej paliwa

    *  Pracuj blisko miejsca zamieszkania – oszczędzisz także swój czas

    *  Zmień paliwo na bardziej ekologiczne

    *  Współużytkuj samochód, pojedź z sąsiadem

    *  Jadąc daleko, jedź pociągiem – jest kilka razy efektywniejszy od samochodu

    *  Kupuj polskie, a najlepiej lokalne produkty – dowóz towaru to emisja CO2, a im większa odległość, tym więcej tego gazu trafi do atmosfery

 

Mieszkanie

    *  Kupuj mieszkanie na miarę swoich potrzeb – ogrzewanie i oświetlanie zbędnej powierzchni to dodatkowe zużycie energii

    *  Zbuduj dom energooszczędny (ocieplony, pompy ciepła, kolektory słoneczne, energia wiatrowa itp.) Dom pasywny kosztuje 10% więcej, ale pozwala zaoszczędzić ok. 90% na ogrzewaniu

    *  Ociepl dom – to często niewielki wydatek, który zwraca się już po kilku latach

    *  Wymień sprzęt AGD na energooszczędny – nowoczesny sprzęt (lodówka, pralka, monitor LCD) zużywa kilka razy mniej energii niż modele sprzed 20 lat.

    *  Zrezygnuj z klimatyzacji, otwórz okno – można żyć bez klimatyzacji, a wręcz jest to zdrowsze (przeziębienia, grzyby i bakterie znajdujące się w parowniku klimatyzacji szkodzą zdrowiu). Często wystarczy lżej się ubrać.

    *  Zainstaluj w kaloryferach termostaty, przykręć kaloryfery, szczególnie na noc. Zmiana temperatury o 1° to zużycie energii na ogrzewanie mniejsze o 10%.

    *  Wyłącz stand-by w telewizorach, ładowarkach, monitorach, drukarkach, zasilaczach. Urządzenia w stanie czuwania pobierają energię, czasem nawet więcej, niż na rzeczywiste działanie. W przypadku drukarek średnio 93% prądu idzie na czuwanie, a jedynie 7% na drukowanie. W UE to rocznie 50 000 GWh

    *  Zmień żarówki na energooszczędne – zużywają 5-