www.wolnyswiat.pl

 

[Ostatnia aktualizacja: 02.2012 r.]

 

 

TO TYLKO... REALIZACJA UTOPII/ZBRODNIE PRZECIWKO NAM I NASTĘPNYM POKOLENIOM, NATURZE; ŻYCIU NA ZIEMI (a jedną z nich jest - w skutkach - przeludnienie)!!! (plik uniwersalny)(cz. 3)

 

 

SPIS TEMATÓW:

W części 1:

1. BEZMYŚLNOŚĆ, GŁUPOTA; NIE DO WIARY (ZBIOROWE SAMOBÓJSTWO; ZAGŁADA?! KTO, I W IMIĘ CZEGO NA TO POZWALA)??!!

2. CHOROBY ZAKAŹNE

3. TZW. LECZNICTWO (m.in. kolejne oblicze tzw. reklam)...

4. EUTANAZJA; SELEKCJA POZYTYWNA/UTOPIA; SELEKCJA NEGATYWNA (to tylko... psychopaci, debile; kanalie; degeneraci; skutki braku selekcji/selekcji negatywnej)

5. ZWIERZĘCA (PSIA) MANIA!

 

W części 2:

6. CZAS PLAG (W MIASTACH)

7. CZAS PLAG (WSZĘDZIE)

8. (TZW.) PRACA...

9. KOLEJNA PLAGA – ŚMIECI

10. TO JEDNAK DOŻYLIŚMY DO KOLEJNEJ PLAGI – SKUTKÓW WCZORAJSZYCH BŁĘDÓW/TO TYLKO... SKUTKI TRUCIA

 

W części 3 (tutaj):

11. ZAGŁADA ŻYCIA (ZANIECZYSZCZANIE, ZATRUWANIE; ZAMIANY KLIMATYCZNE)

12. MIGRACJA

13. O BEZPIECZNEJ, EKOLOGICZNEJ, TANIEJ ENERGETYCE NUKLEARNEJ...

14. TO TYLKO PROKONSUMPCYJNA (POJAZDOWA) EKONOMIA...

15. TO TYLKO NISKIE CENY SUROWCÓW, DOPŁATY, PRODUKCJA (następne oblicze tzw. reklam)(czy to jeszcze jest powietrze, ziemia, woda, żywność)...

 

W części 4:

16. A MOŻE JEDNAK EKONOMIA RACJONALNA?

17. AMERYKA, AMERYKA...

18. TO TYLKO PROKOMERCYJNY KAPITALIZM...

19. TO TYLKO MEDIA...

20. NA ZAKOŃCZENIE

 

 

 

 

11. ZAGŁADA ŻYCIA (ZANIECZYSZCZANIE, ZATRUWANIE; ZAMIANY KLIMATYCZNE)

 

www.o2.pl | www.sfora.pl Poniedziałek [12.04.2010, 21:50]

AUSTRALIJCZYKÓW JEST CORAZ WIĘCEJ. TO ICH ZABIJE

Eksperci: zatłoczone miasta czeka plaga chorób.

Zapowiadany, ogromny wzrost liczby mieszkańców Australii wywoła poważne konsekwencje dla zdrowia społecznego. Eksperci ostrzegają przed epidemią depresji, astmy i chorób związanych z otyłością - alarmuje "The Daily Telegraph".

Analizy rządowe wskazują, że w najbliższych 40 latach liczba ludności tego kraju wzrośnie o ponad 60 proc. i w roku 2050 sięgnie 35 milionów.

Australijski dziennik przypomina, że będzie to przede wszystkim efekt wzrastającej liczby imigrantów. Już teraz co czwarty mieszkaniec Australii pochodzi spoza kraju.

Czeka nas więc zwiększenie gęstości zaludnienia miast. Jednak wyższy wskaźnik urbanizacji wiążę się ze wzrostem chorób cywilizacyjnych - ostrzega dr Deborah Pelser z instytutu psychiatrii Lunbeck Australia.

Jej zdaniem przybędzie chorych na depresję, schizofrenię, choroby serca, cukrzycę oraz cierpiących na przewlekłe bóle stawów, astmę i migreny.

Istnieje bardzo duży związek między brakiem zieleni, a rozwojem depresji i zaburzeń lękowych. Inne badania wskazują, że życie w zatłoczonym mieście - jakim jest chociażby Sydney, ogranicza aktywność fizyczną i powoduje otyłość, choroby układu krążenia, a nawet wywołuje nowotwory - dodaje dr Pelser. | AJ

 

 

„NEWSWEEK” nr 45, 13.11.2005 r. NAUKA MEDYCYNA

POWRÓT DO NATURY

Leśna szyszka, gąbka morska czy zwykły z pozoru cis kryją tajemnice, o jakich nie śniło się naukowcom. Tylko natura - mówią dziś koncerny farmaceutyczne.

Każdy, kto pływa w pobliżu raf koralowych na Filipinach, wie, że musi uważać na morskiego ślimaka Conus magus. Mięczak ten, choć ma ledwie kilka centymetrów długości, jest niezwykle niebezpieczny. Jego jad paraliżuje. Naukowcy dopiero niedawno odkryli skład chemiczny trucizny. I od razu podjęli starania, by skopiować związek, który tak udanie blokuje komórki nerwowe, że uniemożliwia im wysyłanie sygnałów do mózgu. Wynikiem ich pracy jest prialt, nowy lek przeciwbólowy o działaniu 1000 razy silniejszym od morfiny, najmocniejszy z dotychczas poznanych. To jeden z wielu specyfików powstałych na bazie związków pochodzących z najróżniejszych żywych organizmów - począwszy od brazylijskich węży hawajskich mięczaków, a skończywszy na sosnach i cisach.

 

Dla naukowców starej daty to nic innego jak powrót do źródeł. Nie jest przecież tajemnicą, że prawie połowa leków znajdujących się we współczesnej apteczce pochodzi z natury. Są wśród nich te najpopularniejsze, na przykład aspiryna, czyli wyciąg z kory wierzby, której właściwości - co wiadomo już od 2000 lat - pozwalają obniżyć gorączkę.

 

Dziś substancje lecznicze zawarte w roślinach i zwierzętach są tylko inspiracją do wytworzenia związków syntetycznych. A to oznacza, że nie trzeba zabijać tysięcy zwierząt ani wycinać lasu, by powstał lek.

 

Powrót do natury oznacza też zmianę podejścia do tworzenia leków. W latach 80. najtęższe umysły farmakologii orzekły, że tak zwana chemia kombinatoryjna może stać się głównym źródłem nowych leków. Maszyny automatycznie mieszały i dobierały składniki chemiczne, a w efekcie wyrzucały dziesiątki tysięcy wariantów, których możliwości lecznicze były natychmiast testowane. - Koncerny farmaceutyczne bardzo wnikliwie przeglądały ogromne "biblioteki" związków chemicznych - mówi Ian Paterson, profesor chemii Uniwersytetu Cambridge. - Wyznawano zasadę, że jeśli kupi się wystarczająco dużo losów na loterii, to uzyska się cudowny lek - dodaje Paterson. Nie do końca była to prawda. Dziś wiemy, że trudno przewidzieć, jakie działanie będzie miał całkowicie sztuczny produkt w prawdziwym świecie.

 

Konsekwencją tych reguł jest spadek liczby nowych leków dopuszczonych do użycia przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA): z 53 w 1996 roku do 23 w 2004.

 

Pomysłów na nowe specyfiki zaczęto więc szukać gdzie indziej. Zauważono, że natura wspomagana przez ewolucję jest często równie skuteczna w dostarczaniu substancji czynnych do produkcji leków, jak naukowcy pracujący w laboratorium. Organizmy żywe poświęciły przecież całą wieczność na naukę współpracy i współzawodnictwa oraz tworzenie często bardzo złożonych i niezwykle silnych związków chemicznych. - Przyroda pracowała za nas przez prawie trzy miliardy lat - mówi Chris Molloy, menedżer ds. rozwoju singapurskiej MerLion. To jedna z czołowych firm w branży, która skompletowała "bibliotekę" złożoną ze 100 tysięcy szczepów mikroorganizmów oraz 38 tysięcy próbek roślinnych.

 

Lista związków chemicznych produkowanych przez morskie organizmy, a poddawanych badaniom klinicznym, jest bardzo długa. Znajduje się wśród nich działająca przeciwnowotworowo briostatyna-1 wytwarzana przez mszywioły Bugula neritina, małe bezkręgowce obrastające portowe doki i łodzie cumujące u wybrzeży Pacyfiku.

 

W gąbkach morskich żyjących w Oceanie Indyjskim znaleziono phorboxazole A, silną toksynę, która hamuje wzrost komórek nowotworowych, oraz xestospongin C, który reguluje gospodarkę wapnia w komórkach, a dzięki temu pomaga w leczeniu chorób układu krążenia. Może kiedyś posłuży także do opracowania leku na niepłodność. Z kolei hiszpańska firma farmaceutyczna Pharmamar finansuje badania kliniczne kahalolidu F, pozyskiwanego ze ślimaka morskiego Elysia rufescens, który żyje w pobliżu Hawajów. Związek ten jest testowany w walce z czerniakiem, nowotworem złośliwym skóry.

 

Natura dla naukowców jest tylko inspiracją. W laboratoriach, gdzie odtwarzany jest skład chemiczny naturalnych związków, próbuje się również zwiększać skuteczność danej substancji. Na przykład w Eisai Research Institute w stanie Massachusetts naukowcy stworzyli zmodyfikowaną wersję związku o nazwie halichondrin B, uzyskiwanego z gąbki Halichondria żyjącej w głębinach oceanu u wybrzeży Nowej Zelandii. W testach klinicznych wykazano, że związek jest doskonały w walce z nowotworami. Bristol-Myers Squibb prowadzi właśnie testy z udziałem kobiet z zaawansowanym rakiem piersi leku o nazwie ixabepilone. Jest on zmodyfikowaną wersją pewnej bakterii żyjącej w ziemi. Novartis produkuje kilkanaście środków przeciwnowotworowych, które mają swój pierwowzór w naturze.

 

Najbardziej obiecującym specyfikiem wyprodukowanym natomiast przez koncern farmaceutyczny Wyeth jest rapamune. Stworzony z substancji zawartych w glebie Wyspy Wielkanocnej, zapobiega odrzuceniu nerek po przeszczepie.

 

W przeszłości niezwykle skomplikowana receptura naturalnych leków sprawiała, że trudno było odtworzyć w laboratorium ich skład chemiczny, a co dopiero rozpocząć produkcję na skalę masową. Obecnie naukowcy opracowali całą gamę nowoczesnych metod, dzięki którym są w stanie rozłożyć na czynniki pierwsze nawet najbardziej skomplikowane związki chemiczne. Weźmy na przykład szybki postęp w dziedzinie chromatografii, czyli techniki analizowania składu mieszanin, która polega na badaniu prędkości, z jaką poruszają się tworzące ją składniki. - W ciągu ostatnich 10 lat urządzenia, jakie mamy do dyspozycji, stały się tysiąc razy bardziej precyzyjne - twierdzi Jon-Paul Bingham, biochemik z Clarkson University w Stanach Zjednoczonych.

 

Badania genetyczne również odkrywają przed naukowcami tajemnice składu chemicznego milionów organizmów i pozwalają wyizolować te substancje, które mogą być cennym budulcem nowych specyfików. - Naukowcy w końcu zaczęli rozumieć mechanizmy działania leków występujących w przyrodzie - mówi Lars Ekman, kierownik działu badań firmy farmaceutycznej Elan Pharmaceuticals, produkującej prialt.

 

Zagrożeniem dla leków natury są globalne ocieplenie i zanieczyszczenie środowiska, które niszczą różnorodność przyrody, a wraz z nią cenne źródło potencjalnych specyfików. Do tej pory naukowcy zidentyfikowali i nadali łacińskie nazwy 1,7 miliona gatunków. Twierdzą jednak, że na Ziemi jest przynajmniej 10 razy więcej organizmów. - Z każdym dniem przekonujemy się, że poznaliśmy zaledwie niewielki fragment różnorodności świata przyrody - twierdzi Ben Shen, profesor farmakologii na amerykańskim Wisconsin-Madison University. - Pytanie brzmi, czy zdążymy to wykorzystać, zanim będzie za późno - dodaje Shen. Bo choć jad morskiego ślimaka jest groźny, przed człowiekiem zwierzę się nie obroni.

William Underhill

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [06.12.2010, 09:01]ostatnia aktualizacja: Wt [07.12.2010, 09:02]

LUDZIOM BĘDĄ ODRASTAĆ NOGI I RĘCE? JAK U SALAMANDRY

Oto tajemnica ich regeneracji.

Pierwsze testy na ludzkich tkankach są zachęcające. Udało się znacznie przyspieszyć proces gojenia ran. To dzięki tajemniczemu zwierzęciu z dna meksykańskiego jeziora.

Ambystoma meksykańska potrafi nie tylko regenerować całe kończyny, ale nawet fragmenty mózgu i kręgosłupa - podkreśla "The Daily Mail".

Zwierzę jest niezwykle rzadkie. Żyje w wodach jeziora Xochimilco w Meksyku. Jego sekrety badają naukowcy z Hanowerskiej Szkoły Medycyny.

Zauważyli, że po odcięciu nogi salamandry w miejscu amputacji natychmiast powstaje warstwa komórek skóry.

Proces gojenia postępuje tak szybko, że praktycznie można go zaobserwować gołym okiem - mówi gazecie jeden z badaczy.

Najpierw powstaje tkanka bliznowata, a pod nią zaczynają odrastać naczynia krwionośne, mięśnie, kości i nerwy. Naukowcy koncentrują się na enzymie amblox, który odpowiada za ten proces. Chcą stworzyć sztuczny enzym, którego działanie doprowadzi do odrastania kończyn. | JS

 

 

"WPROST" nr 9/2009 (1364)

GĄBKA NA BAKTERIE

Gdyby antybiotyki były tak skuteczne jak morskie gąbki, nie byłoby problemu z opornymi bakteriami. Okazuje się, że algeferyna – substancja wydzielana przez gąbki – przeprogramowuje oporne na antybiotyki bakterie i przywraca im podatność na leki. To odkrycie może zrewolucjonizować leczenie infekcji. Algeferyna jest skuteczna w wypadku bakterii wywołujących koklusz, infekcje ucha, zatrucia pokarmowe, sepsę i ropę błękitną – sprawców najgroźniejszych zakażeń szpitalnych. | EN

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 30.01.2012, 06:40

TO STWORZENIE URATUJE RAFY KORALOWE PRZED ZAGŁADĄ

O ile człowiek go nie wytępi.

Niepozorny bezkręgowiec może okazać się wybawieniem dla umierającej Wielkiej Rafy Koralowej. Ogórek morski czyli strzykwa to naturalne remedium dla zakwaszonych oceanów - informuje news.com.au.

Kiedy zjada muł, z którego pozyskuje składniki odżywcze, w jego jelitach zachodzą naturalne procesy chemiczne. Kał, który wydala zwiększa ph wody - tłumaczy prof. Maria Byrne, dyrektor stacji badawczej na wyspie One Tree Island na rafie koralowej.

Ogórek morski wydala także duże ilości węglanu wapnia, który jest składnikiem budulcowym rafy koralowej. Produktem trawienia tych bezkręgowców są także duże ilości azotu, które służą do nawożenia i odżywiania rafy koralowej.

Strzykwy to największe morskie bezkręgowce, jakie można znaleźć w rejonie rafy koralowej. Niestety, ok. 30 gatunków tych stworzeń jest komercyjnie odławianych przez człowieka - służą jako cenne źródło białka, są wykorzystywane w medycynie ludowej i przemyśle farmaceutycznym. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 03.02.2011, 20:04

TO STWORZENIE URATUJE OCEANY PRZED ZAGŁADĄ

Stanie się również kulinarnym przysmakiem?

Strzykwy, nazywane ogórkami morskimi, mogą być organizmami, które uratują morza i oceany przez zagładą - uważają naukowcy z Wielkiej Brytanii.

Wszystko dlatego, że strzykwy żywią się planktonem i szczątkami organicznymi, które zbierają z dna. Zdaniem naukowców powinny stać się więc naturalnymi czyścicielami w farmach rybnych na całym świecie, które produkują tony zanieczyszczeń.

Chcieliśmy znaleźć sposób, aby oczyścić te odpady, tak by farmy nie miały żadnego wpływu na życie w morzach i oceanach - mówi Matthew Plater z Uniwersytetu Newcastle.

Jednocześnie też ogórki morskie mogą stać się hitem żywnościowym. Są używane powszechnie w chińskiej medycynie i kuchni. Tam właśnie trafia większość brytyjskiego eksportu tych stworzeń. | MK

 

Fot. PAP/DPA

 

Fot. PAP/Stefan Kraszewski

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [27.10.2009, 19:40] 1 źródło

TO STWORZENIE JEST NADZIEJĄ LUDZKOŚCI

Co możemy mu zawdzięczać?

Golce czyli gryzonie z gatunku kretoszczurów nie chorują na raka. Żyją nawet 30 lat, ale ich komórki nigdy nie zmutują do tej postaci.

Brytyjskim naukowcom udało się odkryć dlaczego. Istnieje więc szansa, by system obronny jaki powstał u heterocephalus glaber odtworzyć u ludzi - czytamy na serwisie eurekalert.org.

Gen p16 w komórkach nagich kretoszczurów czyni te komórki niechętnymi do szybkiej replikacji. Jeżeli komórki w którejś z tkanek zaczynają nagle szybko zwiększać swoją liczbę, rozrost jest powstrzymywany, odcinany i uśmiercany przez organizm - tłumaczą eksperci z uniwersytetu w Rochester.

Tak samo zachowują się komórki w środowisku naturalnym jak i w trakcie eksperymentu w laboratorium.

Naukowcom zwyczajnie nie udało się doprowadzić do powstania raka w komórkach golca gdy tymi samymi metodami rak pojawił się w komórkach myszy - czytamy na eurekalert.org.

Większość organizmów chroni się przed niekontrolowaną replikacją komórek (rakiem) za pomocą genu P27.

U golca gen P16 jest dodatkową linią obrony przed rakiem jakiej nie ma żadna inna znana istota na Ziemi - czytamy na serwisie.

Druga faza badań nad genetyką golca ma pokazać, czy taki podwójny system obrony przed rakiem jest do odtworzenia u ludzi. | JS

 

[Co za niedopatrzenie - jeszcze ich nie wybito!? Ale bądźmy dobrej myśli, wkrótce beton, asfalt i chemikalia dotrą i tam...

PS

Są tysiące gatunków zwierząt, roślin, na lądzie i w morzu, które wyginęły zanim poznał je, ich możliwości człowiek: dobra i mądra istota... - red.]

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [08.11.2009, 15:06] 3 źródła

PIJĄC TEN SOK, ZAPOBIEGNIESZ WIELU PROBLEMOM ZDROWOTNYM

Ochroni cię także przed wirusami.

Woda z orzecha kokosowego jest zdrowsza niż mleko. Zawiera bowiem mniej cholesterolu i tłuszczu - twierdzą specjaliści. Poprawia krążenie, oczyszcza przewód pokarmowy, wzmacnia układ odpornościowy i pomaga organizmowi w walce z wirusami - uważają lekarze.

Wodę kokosową powinni pić także chorzy na nerki.

Zawiera także duże ilości potasu. To pomaga w ustabilizowaniu ciśnienia krwi i pracy serca - pisze "The Times of India". | TM

 

[Wyciąć to i zalać uwolnione mse betonem i asfaltem, to wtedy zwiększy się PKB, a wówczas będziemy bogatsi... – red.]

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [28.10.2009, 08:04] 3 źródła

JEDZ CURRY. ZABIJA KOMÓRKI RAKOWE

I to już po 24 godzinach.

Kurkuma, składnik curry, od dawna znana jest z wielu właściwości leczniczych. Używa się jej przy leczeniu zapalenia stawów, a nawet demencji.

Ten dobroczynny wpływ na nasze zdrowie ma substancja chemiczna występująca w kurkumie - kurkumina. Teraz naukowcy odkryli, że związek ten uśmierca również komórki rakowe.

Naukowcy z Cork Cancer Research Centre dodali do hodowanych w laboratorium komórek nowotworu przełyku kurkuminę. Okazało się, że już po 24 godzinach komórki te zaczęły umierać.

Naukowcy od dawna wiedzą, że naturalne związki potrafią leczyć uszkodzone komórki, które przekształcają się w komórki nowotworowe.  Teraz wiemy, że taką wartość terapeutyczną ma kurkumina - stwierdziła dr Sharon Mc Kenna, która prowadziła badania. | WB

 

[Kolejne niedopatrzenie, to ta roślina jeszcze nie wyginęła, w imię dobra... - red.]

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [29.10.2009, 13:15] 3 źródła

NIE UŻYWAJ TYCH PRZYPRAW, TO TRUCIZNA!

W których produktach odkryto pestycydy.

Ponad 25 proc. suszonych przypraw sprzedawanych w niemieckich sklepach zawiera pestycydy - wynika z najnowszego raportu Greenpeace.

Najbardziej zanieczyszczona jest papryka, curry i pietruszka. W curry odkryto nawet zabroniony pestycyd DDT.

Dodanie do potrawy odrobiny curry lub papryki sprawia, że zjadamy truciznę zawierającą nawet 20 substancji chemicznych - powiedział Manfred Straten z Greenpeace.

Badania pokazały jednocześnie, że znacznie poprawiła się jakość

świeżych ziół, owoców i warzyw. Są one mniej skażone substancjami chemicznymi niż w latach poprzednich.

Najbardziej niebezpieczna okazała się pietruszka sprzedawana w sieci sklepów Metro. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [30.11.2009, 11:16] 2 źródła

GRZYBY URATUJĄ CI ŻYCIE

Pomagają w leczeniu bardzo groźnej choroby.

Jedzenie grzybów pomaga w leczeniu chorych na raka pęcherza moczowego i raka prostaty - uważają naukowcy z New York Medical College.

Spożywanie grzybów powoduje kurczenie się guzów nawet o 75 proc. To, zdaniem badaczy, otwiera także drogę do stosowania nowych metod leczenia.

Grzyby zwiększają skuteczność leczenia oraz poprawiają ogólny stan zdrowia chorych. To dlatego, mogą przyjmować mniejsze dawki konwencjonalnych leków - powiedział Sensuke Konno z NYMC.

Specjaliści podkreślają, że już teraz do produkcji leków onkologicznych wykorzystuje się wiele substancji roślinnych. | TM

 

[To jeszcze gdzieś są grzyby, zamiast autostrad, bloków, garaży, hipermarketów, fabryk, wysypisk śmieci, szpitali, cmentarzy, itp... - red.]

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [05.11.2009, 09:37] 4 źródła

PIJESZ ZIELONĄ HERBATĘ? MOŻESZ SIĘ OTRUĆ!

Co znaleziono w torebkach z suszem.

W ośmiu z dziesięciu marek zielonej herbaty sprzedawanych w Szwecji stwierdzono substancje chemiczne, które mogą być niebezpieczne dla zdrowia. W opakowaniu herbaty Kung Markatta wykryto nawet pestycydy oficjalnie uznane przez Unię Europejską za truciznę - donosi thelocal.se.

Dłuższe spożywanie tej herbaty mogło doprowadzić nawet do śmierci. Po kontroli już wycofano ją ze sprzedaży. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dystrybutor oznaczał swój produkt jako "ekologiczny".

Także w zielonych herbatach innych marek stwierdzono niebezpieczne substancje. To m.in. cypermetryna, deltametryna, bifenyl i azynofos metylowy. Jednak zawartość pestycydów i innych chemikaliów była śladowa i nie przekroczyła dozwolonych w Szwecji norm. | AJ

 

www.o2.pl | Piątek [19.12.2008, 09:31]

SOKI OWOCOWE SĄ RAKOTWÓRCZE

Dodatkowo u mężczyzn mogą wywołać bezpłodność.

Do takich wniosków doszli uczeni i swoje badania opublikowali na łamach Analytical Chemistry.

Napoje owocowe sprzedawane na rynkach takich jak Hiszpania i Wielka Brytania zawierają "stosunkowo wysoki" procent pestycydów - twierdza eksperci.

Jednak najwyższy poziom chemikaliów analitycy wykryli w próbkach pochodzących z Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.

Pestycydy to substancje stosowane do zwalczania szkodników roślin uprawnych, a także robactwa w mieszkaniach, biurach i szpitalach.

Eksperci alarmują, że w większości krajów nie istnieją żadne przepisy regulujące dozwolony poziom pestycydów w sokach i napojach owocowych. | AH

 

[Człowiek jest jednak niezawodny... – red.]

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [22.04.2010, 13:52]

ODKRYTO NOWE GATUNKI ZWIERZĄT I ROŚLIN

Jakie nowe gatunki odkryli naukowcy.

Fot. sxc.hu

 

To na Borneo naukowcy odkryli nieznane dotąd gatunki zwierząt: żabę, która nie ma płuc i oddycha przez skórę, pomarańczowego węża, czy niezwykłego ślimaka. Ten ostatni w czasie zalotów strzela do przyszłej partnerki węglanem wapnia. I kompletnie ją ogłupia. Potem przystępuje do miłosnej konsumpcji. A do tego jego ogon jest trzy razy większy od głowy.

Inną sensacją jest największy karaluch na świecie. Ma aż 10 centymetrów długości. W rozmiarach pobił go jednak inny owad. Liczy sobie ponad pół metra. To z pewnością rekordzista globu. Oczywiście w swojej rodzinie.

Naukowcy przemierzali lasy Borneo od 2007 roku. Przez trzy lata odkryli aż 127 nowych, zupełnie nieznanych dotąd gatunków. Niestety, ich los jest prawdopodobnie przesądzony. Wszystkie zginą.

Borneo, jest źródłem taniego egzotycznego drewna. Tamtejsze lasy deszczowe giną w zastraszającym tempie. To dla nas wyzwanie, by zachować ten obszar dla przyszłych pokoleń - stwierdza raport organizacji WWF.

Łącznie naukowcy przemierzający lasy Bornego odkryli 67 nowych roślin, 29 bezkręgowców, 17 ryb, 5 żab, trzy węże, dwie jaszczurki i nowy gatunek ptaka. | M

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [30.09.2010, 06:54]

ONZ: PRZYRODĘ CZEKA ZAGŁADA. ZGINIE CO 5. ROŚLINA

Aż jedna piąta gatunków roślin na świecie jest zagrożona wyginięciem. Także te służące do produkcji lekarstw i będące podstawą pożywienia ludzi - alarmuje BBC News.

Raport przygotowany na zamówienie ONZ przez botaników z Królewskich Ogrodów Botanicznych w Kew ostrzega, że już 22 proc. czyli prawie 4 tys. gatunków niebawem przestanie istnieć. Liczba kolejnych 33 proc. już wkrótce też spadnie poniżej tej, która gwarantuje imprzetrwanie.

Pamiętajmy, że to oznacza problemy także dla ludzi. Rośliny są podstawą wszelkiego życia na ziemi. Zapewniają czyste powietrze i wodę, żywność oraz paliwa - mówi prof. Hopper Stephen.

Najbardziej zagrożone są rośliny z tropikalnych lasów deszczowych. Jednak wycinka lasów na potrzeby rolnictwa to główna przyczyna nadchodzącej zagłady flory. | AJ

 

[No, wreszcie coś konkretnego.../jak coś robic, to porządnie... Z resztką roślin i zwierząt będzie już z górki... – red.]

 

 

 

 

 

 

 

Nie kąp się…

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [29.01.2010, 15:45]

PUBLICZNE BASENY TO WYLĘGARNIA ZARAZKÓW

Nie masz szansy uniknąć zatrucia.

Pływając w osiedlowym basenie aż o 77 proc. rosną szanse na potężne rozwolnienie - donosi nationalpost.com.

Choroby układu pokarmowego to najczęstsze przekleństwo masowego taplania się w wodzie.

Potwierdziło to 15-miesięczne badanie 2,8 tys. dzieci i dorosłych w Australii.

Bakterie, pasożyty i wirusy - w wodzie jest cała karta trujących dań. Kontakt z większością kończy się stanem zapalnym któregoś z odcinków przewodu pokarmowego - czytamy na portalu.

Do biegunki dochodzą ataki wymiotów, bóle podbrzusza i szalejąca gorączka.

Jeżeli ktoś miał pecha i coś złapał, dowie się o tym w ciągu dwóch tygodni od wizyty na basenie - informują badacze.

Podczas badania naukowcy odnotowali 2700 przypadków zatruć. Chorowała połowa badanych.

Eksperci z Monash University w Melbourne opisali swoje badania w najnowszym wydaniu "American Journal of Epidemiology". | JS

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [25.03.2010, 10:51]

TONY ZDECHŁYCH RYB SPŁYWAJĄ DO WISŁY

Razem z nimi płyną groźne bakterie.

Kilkanaście ton zdechłych ryb pływa w Stoczni Rzecznej w centrum Płocka. Mimo alarmów nikt nie zapobiegł skażeniu wody - informuje portal wędkuję.pl.

Ryby podduszały się ponieważ brakowało tlenu w wodzie - twierdzi Jerzy Suchodoski z Polskiego Związku Wędkarskiego.

Stocznia Rzeczna do produkcji barek używa bardzo toksycznych farb.

W tych wodach jest cała tablica Mendelejewa. Odpady wpadają do wody i wiążą tlen potrzebny rybom do oddychania - twierdza wędkarze.

Urząd Miasta w Płocku twierdzi, że zgodnie z przepisami ryb nie można uznać za odpady i nie może ich usunąć z wody.

Do Wisły spływa olbrzymia ilość martwych ryb oraz bakterie E.coli, paciorkowca czy gronkowca. Nawet po lekkim uszkodzeniu ciała kontakt ze skażoną wodą, a może się okazać niebezpieczny - alarmują specjaliści. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa 23.11.2011, 19:24

EUROPEJSKIM RZEKOM GROZI ZAGŁADA

Rekordowa liczba zagrożonych gatunków.

Aż 37 proc. ryb słodkowodnych z rzek i jezior w krajach Unii Europejskiej zagrożonych jest wymarciem. Z bioróżnorodnością na kontynencie jest coraz gorzej - alarmuje BBC News.

Z danych przedstawionych przez biologów pracujących dla Komisji Europejskich wynika też, że wyginąć może nawet 44 proc. mięczaków wodnych (małży i ślimaków) oraz 23 proc. płazów.

W przypadku ryb to efekt przełowienia. Innym organizmom szkodzą ścieki i chemikalia zrzucane do rzek oraz zabudowa czy rolnictwo na brzegach - dodaje stacja.

Raport KE ostrzega też przed rozprzestrzenianiem się obcych gatunków w rzekach, a jako najgroźniejsze wskazuje kraba wełnistorękiego, ale także rośliny: rdestowca oraz niecierpka himalajskiego.

Sytuacja w rzekach i jeziorach jest najgorsza, ale zagrożonych wymarciem jest też np. co szósty europejski gatunek ssaków oraz co dziewiąty ptaków. | AJ

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 1 źródło Czwartek [25.03.2010, 09:07]

COCA-COLA UKARANA ZA TOKSYCZNE CHEMIKALIA

Koncern truł ciężkimi metalami.

Fabryka Coca-Coli zanieczyściła chemikaliami wodę i glebę w swoim otoczeniu – do takiego wniosku doszła komisja rządowa w stanie Kerala w Indiach. Kara, jaka została nałożona na giganta, to 47 mln dolarów (ok. 2 mld rupii indyjskich) – podaje serwis tok.fm.

Toksyczne chemikalia (zawierające m.in. kadm i ołów) miały trafić do wody i gleby właśnie z fabryki produkującej opakowania napojów Coca-Coli. W wyniku jej działalności najbardziej ucierpiało rolnictwo, ale też zdrowie ludności – oceniła komisja.

Fabryka działała zaledwie przez pięć lat – w 2005 roku została zamknięta przez lokalne władze po skargach mieszkańców.

Jak zareagowała Coca-Cola na ustalenia komisji? Przewodniczący komisji, K Jayakumar, powiedział mediom, że koncern nie chciał współpracować w badaniach nad zanieczyszczeniem środowiska.

Coca-Cola odrzuciła raport komisji i stwierdziła, że jej prace opierały się na "niesprawdzonych założeniach". | R

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [06.08.2009, 10:43] 3 źródła

JEDZIESZ DO FRANCJI? UWAŻAJ NA PLAŻY!

Gnijące wodorosty wydzielają zabójcze opary.

Francuscy lekarze ostrzegają urlopowiczów przed wypoczynkiem na plażach w północnej części kraju - pisze "Times".

Część plaż została zamknięta po tym jak 27-letni turysta z Paryża stracił przytomność podczas przejażdżki konnej, zaś jego wierzchowiec zmarł od oparów.

Do incydentu doszło w Bretanii, gdzie azotan spływa z intensywnie nawożonych pól do wody i przyspiesza wzrost wodorostów.

Te toksyczne gazy, pachną zgniłymi jajkami. Atakują system oddechowy, mogą powalić człowieka w przeciągu kilku minut - mówi Alain Menesguen kierownik badań we Francuskim Instytucie Badań Morskich i Eksploatacji.

Naukowcy twierdzą, że wodorosty rozkładając się tworzą białawą powłokę pod która gromadzi się Siarkowodór. Pękając, powłoka uwalnia szkodliwy gaz.

Siarkowodór jest dla ludzi równie szkodliwy co cyjanek.

5 plaż jest już zamkniętych dla turystów a problem wciąż rośnie - mówi Jean-Francois Piquot z organizacji ekologicznej Eau et Rivieres. | JP

 

 www.o2.pl | Czwartek [16.07.2009, 21:49] 1 źródło

IDZIESZ NA PLAŻĘ? UWAŻAJ NA PIACH!

Pomiędzy ziarenkami czyha niebezpieczeństwo.

Trwające 4 lata badanie 27 tys. plażowiczów pokazało, że ci, którzy wyjścia na plażę nie ograniczają wyłącznie do grzecznego leżenia na kocyku tylko grzebią się w piachu, częściej chorują.

Najczęściej na żołądek. Źródeł należy dopatrywać w niezliczonej ilości sproszkowanego ptasich odchodów, padliny i ścieków pokrywających wybrzeża - ostrzega "San Diego Union-Tribune".

Jak radzi gazeta, jeżeli ktoś koniecznie musi iść na plażę, niech poczyta sobie książkę albo pospaceruje wzdłuż brzegu.

Już lepiej pływać w ściekach niż wchłaniać je przez piach - zauważa gazeta. - Też się choruje, ale rzadziej - dodaje.

Najważniejsze to nic nie jeść, gdy ręce pokrywa piach. Zarazki pokrywające ziarenka dostają się bowiem do naszego organizmu właśnie przez zapiaszczone ręce.

Badanie przeprowadziła amerykańska Environmental Protection Agency na zlecenie władz regionu San Diego. | JS

 

 www.o2.pl | Wtorek [23.06.2009, 17:06] 4 źródła

TU NIE WCHODŹ DO WODY, BO STRACISZ ZDROWIE!

Unikaj niebezpiecznych kąpielisk nad Bałtykiem.

Pomorski sanepid ostrzega przed zażywaniem kąpieli w ośmiu miejscach.

Ze względu na złą jakość wody nie powinniśmy wchodzić do Zatoki Gdańskiej w Gdyni Orłowie oraz Gdańsku Jelitkowie i Brzeźnie.

Niebezpiecznie jest także w okolicach przystani w rybackich znajdujących się w Jantarze, Stegnie, Kątach Rybackich, Krynicy Morskiej i Piaskach.

Lepiej sytuacja wygląda w kąpieliska położonych na zachodniopomorskim wybrzeżu Bałtyku. Możemy bezpiecznie wchodzić do morza na 39 kąpieliskach znajdujących się pomiędzy Świnoujściem, a Wickiem Morskim.

Kontrole będą prowadzone przez całe wakacje. Należy spodziewać się wprowadzeniu zakazu kąpieli z powodu wykrycia w wodzie pałeczek salmonelli, zakwitu sinic oraz bakterii coli (kąpieliska śródlądowe). | JS

 

 www.o2.pl | Środa [01.07.2009, 16:28] 5 źródeł

GROŹNE GLONY ZAATAKOWAŁY BAŁTYK

Sprawdź, gdzie się nie wykąpiesz.

Sanepid zamknął większość kąpielisk w Trójmieście. Nie wykąpiemy się w Sopocie, w Gdyni tylko w Babich Dołach i na Oksywiu. W Gdańsku natomiast zamknięte jest kąpielisko w Brzeźnie i Jelitkowie.

Wysoka temperatura i brak wiatru sprzyjają namnażaniu sinic. Tak silne zakwity toksycznych glonów zawdzięczamy też nawozom, które trafiają do Bałtyku - powiedział Marian Piaskowski z gdyńskiego Sanepidu.

Jeśli woda z sinicami dostanie się do ust, może to spowodować nieżyt przewodu pokarmowego i skórne alergie.

Kontakt z glonami jest wyjątkowo niebezpieczny dla dzieci | TM

 

 www.o2.pl | Sobota [14.02.2009, 12:37] 1 źródło

GRONKOWCEM MOŻESZ ZARAZIĆ SIĘ W MORZU

Ostrzegają amerykańscy naukowcy.

Uczeni z Miami University odkryli, że kąpiele morskie mogą sprzyjać  rozprzestrzenianiu się gronkowca złocistego. Ten lekoodporny szczep bakterii - jak informuje "Daily Mail" - powoduje co roku śmierć około 1500 Brytyjczyków.

Jak się okazało, w ciepłych morskich wodach, w okolicach Hiszpanii, Portugalii i na Florydzie znaleziono gronkowca.

Naukowcy dowiedli, że na 100 osób, które przez co najmniej piętnaście minut zanurzą się w morzu, 37 zarazi się tą niebezpieczną bakterią. | BW

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [02.05.2010, 18:51]

NADCHODZI WIELKA EPIDEMIA. JEST GROŹNIEJSZA NIŻ AIDS

Niebezpieczna bakteria zaatakowała już miliony ludzi.

Chodzi o szpitalnego gronkowca złocistego (MRSA), który jest odporny na większość antybiotyków. Ta bakteria zaatakowała już około 4,5 mln ludzi na całym świecie.

Istnieją tylko dwa leki, które mogą walczyć z tą bakterią, ale nie zawsze działają. Dlatego MRSA bardzo często jest śmiertelny - donosi portal failuremag.com.

Do tej pory atakował głównie w szpitalach. Teraz jednak bakteria stała się groźna także poza lecznicami.

W zmutowanej formie pojawiła się nawet u zwierząt, a od nich zarażają się MRSA ludzie - informuje failuremag.com.

Zdaniem autorki książki o gronkowcu złocistym, ludzkości grozi epidemia gorsza niż AIDS. Na domiar złego, nie ma skutecznego sposobu, by z nią walczyć. | M

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [27.07.2010, 22:41]

TE BAKTERIE ZNISZCZĄ LUDZKOŚĆ

Żaden antybiotyk im niestraszny.

Rekiny i karmazyny żyjące na Atlantyku mają w sobie szczepy groźnych dla człowieka bakterii E. coli i Staphylococcus, które są odporne na leki. By się nimi zarazić wystarczy dotknąć ich skóry. Dlatego naukowcy obawiają się, że szybko groźne bakterie przeniosą się na ludzi. To może grozić nawet pandemią.

Nowych szczepów bakterii nie można zniszczyć żadnymi znanymi obecnie antybiotykami. Nie działają na nie ani penicylina, ani syntetyczne leki jak cyprofloksacyna i doksycyklina - donosi Agencja DNA.

Oprócz E. coli i Staphylococcus, zidentyfikowano jeszcze 141 innych, odpornych na medykamenty i groźnych, dla człowieka drobnoustrojów.

Nie wiadomo, jak nowe szczepy znalazły się w rybach.

Najbardziej prawdopodobną teorią jest to, że pochodzą z leków, które jako zanieczyszczenia trafiają do oceanu - stwierdza agencja. | MK

 

 

 www.o2.pl | Piątek [12.06.2009, 17:12] ostatnia aktualizacja: Pt [12.06.2009, 17:13] 1 źródło

WAKACYJNY SEKS JEST NIEBEZPIECZNY DLA ZDROWIA

Najniebezpieczniejszy jest seks na plaży i w wodzie - przekonują lekarze. A to za sprawą obecnych tam wielu bakterii.

Zanieczyszczony piasek, źle utrzymane baseny, jacuzzi czy brudne wody jezior i mórz mogą spowodować poważną infekcję. A letni okres, to idealny okres wylęgu groźnych bakterii - ostrzega LiveScience.

Infekcja może zagrozić układowi trawiennemu, oddechowemu, a także doprowadzić do gnicia niezagojonych skaleczeń. Do tego, jak twierdzą lekarze, groźne bakterie mogą się dostać do układu moczowego i rozrodczego. Największe zagrożenie płynie ze strony bakterii rodzaju enterokoki i E.coli.

 

Jeżeli dany odcinek morza czy oceanu zamknięto z powodu skażenia bakteryjnego, plaża wcale nie jest bezpiecznym miejscem do erotycznych zabaw. Wyniki badań stanu ich czystości, opublikowane w 2007 roku w piśmie "Environmental Science & Technology", wskazują na obecność tych samych mikrobów w wodzie i w piachu - donosi portal.

Gdyby tego było za mało, warto pamiętać że zbyt częste wizyty w jacuzzi mogą wywołać u mężczyzn bezpłodność. Prowadzić do tego może już pół godziny w tygodniu, przez trzy miesiące. Wystarczy, że temperatura wody przekracza temperaturę ciała.

 

Nie liczmy także, że ochronią nas prezerwatywy i to zarówno przed infekcją, czy niechcianą ciążą.

Choć słona woda morska nie ma fizycznego wpływu na tworzywo z którego zrobione są prezerwatywy, środki chemiczne obecne w basenach, jak chlor czy ozon, już mają - rzecznik firmy Durex tłumaczy portalowi LiveScience. | JS

 

 

 

 

„POLITYKA” - nr 49 (2734) z dnia 2009-12-05; s. 72 Nauka

OBCY Z GŁĘBIN

Życie istnieje w wiecznych lodach, w gorących źródłach, na pustyniach, ale zdecydowanie najbogatszy jest tajemniczy ekosystem morskich głębin. Po latach badań naukowcy ogłosili, że poniżej 200 m żyje na świecie 17 650 organizmów, z czego 5722 km i głębiej. Wiele z nich to nieznane dotąd zwierzęta przypominające przybyszów z innych planet, jak występujący w Pacyfiku dwumetrowy głowonóg Dumbo (Dumbo-Octopus), żyjący w zatoce meksykańskiej rurkoczułkowiec z rodzaju Lamellibrachia czy żywiący się kośćmi wielorybów przedstawiciel pierścienic z wybrzeży Antarktyki. Te i inne morskie dziwy zobaczyć można na stronie www.coml.org.

 

 

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [22.11.2009, 21:10] 1 źródło, 2 wideo

TO NIE SAMOCHODY SĄ ZAGROŻENIEM DLA ŚRODOWISKA

Jak trują nas statki.

Szesnaście największych kontenerowców świata wypuszcza do atmosfery tyle samo siarki, co wszystkie auta na Ziemi - twierdzi konsultant naukowy "The New Scientist", Fred Pearce.

Każdy, jak np. pokazana na zdjęciu "Emma" linii Maersk, ma silnik o wadze małego okrętu.

Te statki żłopią ropę niczym elektrownia zasilająca miasto. Jednak okręty napędza się najtańszą i najbardziej toksyczną (zasiarczoną) ropą.

Takim paliwem na stałym lądzie nikt nie może się posługiwać - zauważa "The Daily Mail".

Obliczono, że w najbliższych 10 latach toksyczne wyziewy tylko z tych 16 okrętów przyczynią się do śmierci miliona osób. Na morzach i oceanach pływa obecnie 100 tys. okrętów.

Międzynarodowa Organizacja Morska, morska agenda ONZ, pozwala by statki napędzane były paliwem, w którym jest do 4,5 proc. siarki. To 4,5 tys. razy więcej niż normy dla aut - wylicza gazeta. | JS

 

 

 

 

 http://info.wiadomosci.gazeta.pl/szukaj/wiadomosci/zatruta+woda [tytuły newsów i ich  fragmenty]

 

Zatrute wody Białego Dunajca | 2005-02-22 00:00

- Natychmiast podjęliśmy decyzję o zamknięciu ujęcia wody pitnej w Szaflarach - mówi Marek Fryźlewicz, burmistrz Nowego Targu. - Miasto oplakatowaliśmy informacjami o zatruciu wody.

Tysiące ludzi stanęły w kolejkach do studni i beczkowozów. Także w sklepach w hurtowych ilościach kupowano wodę mineralną.

Do podobnego zatrucia wód Białego Dunajca doszło przed dwoma laty. Wtedy wodociągi w Nowym Targu trzeba było zamknąć aż na trzy tygodnie, żeby zwalczyć bakterie.

O tym, że to właśnie zakopiańska oczyszczalnia regularnie spuszcza ścieki do potoku Cicha Woda - dopływu Białego Dunajca - pisaliśmy już w wakacje 2003 r. Sytuacja powtórzyła się także w lutym 2004 r., podczas szczytu sezonu zimowego w Zakopanem. Wynika to z ograniczonych możliwości przerobowych zakładu - maksymalnie może oczyścić tysiąc metrów sześciennych nieczystości. Tymczasem, kiedy do kurortu zjeżdżają dziesiątki tysięcy gości, przyjmuje przynajmniej dwa razy więcej ścieków. Ich nadmiar spuszcza wprost do potoku.

 

 

Wody zatrute rtęcią

...w Japonii, gdzie od zjedzenia ryb zatrutych rtęcią zmarło ponad tysiąc osób...

 

 

Zatruta woda w Solcu Kujawskim | 2004-10-14 00:00

Władze Solca spotkały się wczesnym wieczorem z mieszkańcami bloków i domów z rejonu ulicy Robotniczej, którzy otrzymują wodę z zatrutego ujęcia.

 

 

Zatruta woda w Nowym Targu | 2003-03-17 20:10

Minęło dwa tygodnie od zatrucia Białego Dunajca, z którego czerpie wodę 35-tysięczny Nowy Targ. W mieście nie ma pitnej wody. Gdy rzekę zatruwają wciąż nowe ścieki, a oczyszczalnia ma awarie, złożony z urzędników sztab kryzysowy bezradnie rozkłada ręce. A zatruta fala dotrze niebawem do Nowego Sącza

Mieszkańcy Nowego Targu wodę czerpią wiadrami z osiedlowych studni lub z beczkowozów. Prawdopodobnie zawiniła oczyszczalnia ścieków w odległym o 30 km Zakopanem, która na skutek awarii musiała zrzucić do rzeki 1800 m. sześc. ścieków. 28 lutego awarię usunięto. W niedzielę jednak w tej samej oczyszczalni zabrakło prądu. W Białym Dunajcu wylądowały kolejne zanieczyszczenia, a miasto całkowicie pozbawiono wody.

Woda z kranów nie nadaje się do spożycia nawet po przegotowaniu...

 

 

Zatruta woda pod Kruszwicą | 2008-02-15 00:00

Mieszkańcy miejscowości Gocanowo, Głębokie, Rusinowo i Tarnówek (gm. Kruszwica) nie mogą korzystać z wodociągu publicznego. Podczas kontroli instalacji, należących do przedsiębiorstwa Kom-rol w Kobylnikach, w wodzie wykryto bakterie coli.

 

 

Zatruta woda pod Wrocławiem | 2007-02-20 00:00

Pięć tysięcy mieszkańców podwrocławskich miejscowości od prawie dwóch tygodni wodę do picia i mycia czerpie z beczkowozów. Woda z kranów nie nadaje się do użytku. I nikt nie wie, jak doszło do zatrucia.

Ograniczony dostęp do wody powodują trujące azotany, mangan, związki amoniaku i paciorkowiec kału odkryte w wodzie czerpanej ze studni głębinowej w Lubnowie.

Spożywanie tych trucizn grozi rakiem i odczynami alergicznymi.

 

 

W Klebarku woda nadal zatruta | 2004-12-14 00:00

Już drugi tydzień mieszkańcy podolsztyńskiego Klebarka chodzą po wodę pitną do beczkowozów. Kiedy w ich kranach popłynie czysta woda? Nikt nie wie.

Woda w podziemnym zbiorniku z którego korzystają mieszkańcy Klebarka jest skażona - do warstwy wodonośnej przeniknęły środki ochrony roślin z byłego PGR. Sanepid w Elblągu bada właśnie co to były za substancje.

 

 

Śledztwo w sprawie zatrutej wody | 2007-09-11 00:00

Zamojska prokuratura sprawdzi, dlaczego doszło do zatrucia bakterią coli ujęcia wody w Zwierzyńcu.

Od prawie tygodnia pięć tysięcy mieszkańców Zwierzyńca nie może pić wody z kranów. W czwartek sanepid wykrył w ujęciu wody Rudka bakterię coli. Woda dostarczana jest beczkowozami.

 

 

Zatruty staw | 2005-01-17 00:00

Ryby nie mają w takich warunkach szans na przeżycie - mówi Maria Suchy.

Niestety nie wiadomo, kto odprowadza ścieki do tego stawu.

W efekcie w tym zbiorniku życie biologiczne zostało całkowicie zniszczone - mówi Roman Depowski z PZW.

 

 

Zatruta rzeka w Olecku | 2003-06-02 20:56

Kilkaset metrów za oczyszczalnią ścieków rzeką płynęły śnięte ryby - krąpie, płocie i niewielkie leszcze. Martwe ryby było widać na odcinku prawie kilometra.

 

 

Bystrzyca zatruta. Padło tysiące pstrągów | 2009-05-04 11:53

Kontrola wykazała, że zanieczyszczony został odcinek rzeki poniżej galwanizerni, która już cztery lata temu oskarżona była za wyrządzenie podobnej szkody.

 

 

Kolejna rzeka rumuńska została zatruta cyjankiem

...unijna komisja powołana do zbadania przyczyn katastrofy na Cisie zatrutej w ub.r. cyjankiem z odpadów przy wydobyciu złota w Baia Mare...

 

 

Dopływ Raduni zatruty gorzelnianym wywarem | 2006-05-05 00:00

 

 

Zatrute źródło w Leśniowie? | 2007-06-05 00:00

Na miejsce ściągnięto inspektorów ochrony środowiska. Wyniki badania próbek odpadów są niepokojące: przekroczone normy zawartości metali ciężkich, takich jak kadm, ołów, cynk, a także niebezpiecznych węglowodorów wielopierścieniowych.

 

 

Strumyk Górczynka zatruty kwasem | 2007-08-09 00:00

Kontrola kanałów łączących się z Górczynką doprowadziła strażników do zakładu galwanizacyjnego. Pracownicy ochrony środowiska w asyście strażników skontrolowali zakład. Znaleźli tam opróżniony zbiornik o pojemności około tysiąca litrów, którego zawór spustowy znajdował się bezpośrednio na studzienką kanalizacji deszczowej!

 

 

Zalew zatruty przez sinice | 2007-06-13 00:00

Wysypki, zapalenie spojówek, a nawet uszkodzenie wątroby grozi osobom, które będą się kąpać w Zalewie Zemborzyckim. - Jeżeli ktoś podczas pływania nałyka się wody, naraża się też na wymioty i biegunkę. Jak co roku znów zakwitły sinice.

W sumie od 2003 r władze miasta wydały na walkę z tymi organizmami 1,5 mln zł.

W tej chwili dolina rzeki jest obudowana z obu stron przez domki i zaczyna przypominać ulicę z kanałem w środku, a nie system przyrodniczy o wysokich walorach rekreacyjnych. Dolina musi oddychać, trzeba odtworzyć zdolności Bystrzycy do samooczyszczania się - tłumaczy. Niezbędne jest przyrodnicze wzbogacenie doliny, czyli m.in. zadrzewienie, czy stworzenie małych oczek wodnych w pobliżu rzeki. Jak twierdzi prof. Chmielewski część samorządowców ma za małą wiedzę na temat ochrony przyrody. - W jednej gminie powstał skandaliczny projekt zbudowania dwóch zbiorników retencyjnych w pobliżu wysypiska śmieci - podaje przykład.

Na razie zapowiada kary dla właścicieli domków nad zalewem, którzy wylewają szamba do wody. - Jest około 50 osób, które mimo wcześniejszych napomnień nie załatwili sprawy wywozu nieczystości.

Kiedy będziemy się mogli bezpiecznie kąpać w Zalewie Zemborzyckim? - Nieprędko. Przyrodę zepsuć jest łatwo, wystarczy kilka miesięcy. Naprawa trwa latami i wymaga dużych pieniędzy i znakomitych fachowców - mówi prof. Tadeusz Jan Chmielewski.

 

 

Rzeki zatrute u źródeł | 2004-04-21 00:00

Ciągle nierozwiązany pozostaje problem jakości wody "u źródła" - część gmin nadal nie ma kanalizacji, więc nieoczyszczone ścieki trafiają wprost do gleby i wód.

Najgorzej przedstawia się sytuacja w zlewni Dłubni obsługującej 150 tysięcy mieszkańców Nowej Huty, gdzie regularnie występują zwiększone stężenia azotu, manganu, bakterii grupy coli (w tym również kałowych) oraz enterokoków. Podobnie jest w przypadku rzeki Sanki (Bielany, Przegorzały i Zwierzyniec).

 

 

Biały Dunajec znowu zatruty ściekami | 2004-02-06 23:28

Zakopiańska oczyszczalnia ścieków znów spuszcza nieczystości do Białego Dunajca.

Kiedy po wakacyjnych spustach ścieków do Białego Dunajca przeprowadziliśmy kontrolę w Zakopanem, stwierdziliśmy nieszczelność miejscowej sieci kanalizacyjnej. Stąd w czasie deszczów czy roztopów ilość ścieków podwaja się. Zaleciliśmy uszczelnienie sieci kanalizacyjnej, zdając sobie sprawę, że wymaga to czasu, może nawet dwóch lat. Dopóki to nie zostanie zrobione, takie sytuacje będą się powtarzać.

 

Zatrute kaczki w Ogrodzie Saskim | 2003-08-10 21:05

 

 

Biały Dunajec znów zatruty | 2005-07-26 00:00

W weekend doszło do kolejnego niekontrolowanego zrzutu ścieków do Białego Dunajca. Znowu wypłynęły one z Zakopanego

 

 

KGHM grozi odcięciem wody w podlubińskich wsiach | 2009-11-04 07:38

Mieszkańcy podlubińskich wiosek Owczary i Szklary Górne lada moment zostaną pozbawieni wody. 30 lat temu miedziowy kombinat zatruł im studnie, przez co miejscowe dzieci chorowały na ołowicę. Jako zadośćuczynienie miał dostarczać czystą wodę nieodpłatnie. Teraz żąda za to pieniędzy i grozi, że jeśli ich nie dostanie, krany wyschną.

Sprawa zatrutych studni w Szklarach wyszła na jaw pod koniec lat 60., kiedy w stawach przemkowskich padły tysiące ryb. Okazało się, że winowajcami są zakłady górnicze Lubin i Polkowice, które zrzuciły do potoku Zielenica ścieki przemysłowe. Potok zasilił pobliską rzeczkę, a ta stawy w Przemkowie - zatruwając przy okazji wody gruntowe w położonych pod Lubinem wioskach.

 

- Zanim okazało się, że pijemy zatrutą wodę, minęło kilka lat - mówi Kazimierz Chudy ze Szklar, w latach 60. i 70. dyrektor tamtejszego PGR-u.

 

Przebadano dzieci w obu wsiach - 14 proc. z nich chorowało na ołowicę. Dlatego w 1974 r. wojewoda wrocławski wydał decyzję, zgodnie z którą woda do gospodarstw w Szklarach Górnych i Owczarach miała być dostarczana bezpłatnie wodociągiem zbudowanym przez zakłady w Lubinie i Polkowicach. Po latach obowiązek dostawy przejął KGHM, który próbował uchylić decyzję sprzed lat. Mieszkańcy jednak walczyli o swoje i doprowadzili do tego, że w 2001 rację przyznał im NSA.

Jako prezes zarządu spółki byłbym posądzany o niegospodarność, gdybym wodę rozdawał za darmo - tłumaczy prezes Siwek. I dodaje, że Energetykę darmowa woda dla dwóch wiosek kosztuje kilkaset tysięcy rocznie.

 

 

Już dwa tygodnie Pleszew nie ma wody pitnej | cheko, PAP | 2007-04-01 00:00

Liczący ponad 20 tysięcy mieszkańców Pleszew (Wielkopolska) już dwa tygodnie pozostaje bez wody pitnej. Do miejskiego wodociągu dostały się bakterie coli.

Brak wody powoduje ogromne straty miasta, przedsiębiorstwa wodociągowego, restauratorów, właścicieli firm i zwykłych obywateli. M.in. miejscowy szpital, który przez 6 dni nie mógł realizować kontraktów z NFZ - w tym nie przeprowadzał operacji i nie przyjmował pacjentów - szacuje wstępnie, że z powodu braku wody pitnej stracił co najmniej 500 tys zł.

 

 

Bakterie coli w ujęciu wody pleszewskiego szpitala | mar, PAP | 2007-03-24 00:00

Po skażeniu ujęcia wody w Pleszewie bakteriami coli, około 21 tysięcy mieszkańców tej miejscowości nie może już szósty dzień korzystać z miejskiego wodociągu.

 

 

Rzeka Supraśl już zanieczyszczona | 2005-05-24 00:00

Po ostatnich opadach rzeka Supraśl znów jest poważnie zanieczyszczona. Skala skażenia tego lata może być większa niż w roku ubiegłym. Wystarczy porządna ulewa, a miastu znów zagrozi brak wody

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że woda w Supraśli jest pozaklasowa. Powinna mieć przynajmniej drugą lub - ostatecznie - trzecią klasę czystości.

 

 

Francja: bretońscy rolnicy zatruwają ziemię

Rzeki zatrute jonami azotanowymi i pestycydami ...katastrofalne zanieczyszczenie wody pitnej... ...za dostarczanie wody zatrutej nitratami

 

 

Czy przez smród Stokłosa nie wejdzie do Senatu? | 2005-08-04 00:00

Protestujących fotografował pracownik Stokłosy. Zrobił zdjęcie także dziennikarce poznańskiego radia Merkury Wandzie Wasilewskiej, która chciała z nim porozmawiać. W ub. roku ekipa dziennikarzy TVP 3 Poznań chciała zrobić reportaż o fetorze z zakładów w Śmiłowie, ale została zatrzymana na terenie zakładu na 13 godzin.

Mieszkaniec Kaczorów Dariusz Rejek: - Smród jest straszny, jezioro Kopcze jest zatrute tłuszczem zwierzęcym, nie można się w nim kąpać. Pryszcze ludziom wychodzą, a brzegi są białe od dziwnego szlamu. Domki wczasowe stoją puste. Kiedyś były kajaki i rowery wodne, a teraz nie ma nic.

Jednocześnie od kilku miesięcy pracownicy zakładów Stokłosy niezgodnie z prawem rozrzucają śmierdzącą mączkę mięsno-kostną na pola we wsi Linie pod Lwówkiem.

- Mączka niewymieszana z glebą przedostaje się do wód gruntowych i może być niebezpieczna dla zdrowia ludzi i zwierząt - mówi prof. Czesław Maćkowiak z Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach.

 

 

Henryk Stokłosa kontratakuje | 2005-08-12 00:00

Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej próbuje udowodnić, że na terenie zakładów Farmutil HS senatora Henryka Stokłosy w Śmiłowie zakopane zostały tony padliny i że Farmutil próbuje zatrzeć ślady.

Zatruta woda w Śmiłowie

 

 

Skażenie w zakolu Łyny. Jak ratować ziemię? | 2008-04-09 00:00

Grunt na którym miała powstać druga starówka, jest jednak zanieczyszczony - wynika z badań naukowców.

W ziemi przy ul. Knosały - od zamknięcia w latach 70. starej gazowni - znajdują się zbiorniki z fenolem i smołą pogazową. Fenol jest substancją żrąca i toksyczną, smoła - jednym z najbardziej uciążliwych dla środowiska odpadów przemysłowych. W połowie lat 90. przedostały się do płynącej w pobliżu Łyny. Ratownicy zebrali fenol i smołę i przewieźli do olsztyńskiej oczyszczalni przy ul. Leśnej. To, co zostało w zbiornikach, próbowali zneutralizować.

Tamtejsi naukowcy podjęli się zbadania stanu wód podziemnych w pobliżu składowiska. Koszt tych prac to 1,5 mln zł, w większej części sfinansowany został z unijnego programu ochrony wód podziemnych.

Kilka dni temu urzędnicy dostali wyniki badań terenów w zakolu rzeki. - Ziemia jest zanieczyszczona, nawet do głębokości dziewięciu metrów - przyznaje Barbara Olszewska, dyrektor wydziału ochrony środowiska urzędu miasta. - Trujące substancje mogły się dostać do wód podziemnych. A to może zagrozić jednemu z miejskich ujęć wody. Dlatego trzeba jak najszybciej przystąpić do oczyszczania ziemi.

Prof. Zbigniew Endler z wydziału ochrony środowiska Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego: - Związki chemiczne, które przedostaną się do wody, mogą być przez jakiś czas "uśpione" i wywołać niepożądane skutki dopiero za kilka lat.

Oczyszczenie ziemi w zakolu Łyny nie będzie jednak takie proste. Urzędnicy ratusza wyliczyli, że potrzeba na to kilka milionów złotych. A to może opóźnić zagospodarowanie tej części Olsztyna, która od roku przedstawiana jest przez miejskich planistów jako druga starówka.

 

 

Bezkarny Grabek | 2005-11-11 00:00

Inspektorzy środowiska w Łodzi notorycznie przegrywają sprawy, które wytaczają trucicielom przyrody, ostatnio z Kazimierzem Grabkiem, ?królem żelatyny?. Powodem jest nieprecyzyjny artykuł z kodeksu karnego

Przypomnijmy: z hali produkcyjnej fabryki żelatyny w Zgierzu wychodziła kilkudziesięciometrowa rura kończąca się w lesie. Wylano w nim kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych rozpuszczonych w kwasie solnym kości zwierząt (pozostałości po produkcji żelatyny). Jak wynika z ekspertyzy zamówionej przez WIOŚ w Instytucie Badawczym Leśnictwa, ścieki z fabryki Grabka zniszczyły 1400 mkw. lasu. Drzewa dosłownie zadusiły się na skutek zalania korzeni zwierzęcym tłuszczem.

W styczniu, gdy "Gazeta" ujawniła skandal z wypuszczaniem ścieków, sprawą zajął się od razu Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i prokuratura. Zgierska prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko trucicielom i umorzyła je.

 

 

Trucizna w Kucelince | 2007-01-22 00:00

Do rzeki dostał się fenol - 15 stycznia, po awarii w koksowni ISD Huty Częstochowa. Huta jednak nikogo o tym nie poinformowała.

 

 

Ratusz: solić ulice i walczyć z solą | 2007-11-09 00:00

Jak ochronić usychające drzewa przed tonami soli, które zimą spłyną na nie z ulic?

 

 

Znany ekolog Wu Lihong odsiedzi trzy lata | 2007-11-05 17:44

Ekolog Wu Lihong, który poświęcił się ratowaniu słynnego jeziora Tai w Chinach wschodnich, spędzi trzy lata w więzieniu

Przez kilka dni dwa miliony ludzi było bez wody. Miejscowe władze zrzuciły z początku winę na upały i niski poziom wody, ale rząd centralny nakazał masowe zamykanie fabryk chemicznych i ukaranie urzędników z miejscowego wydziału ochrony środowiska.

 

 

Druga strona morza wciąż umiera | 2007-04-16 00:00

Uzbekistan nadal nie robi nic w celu ratowania swojej - południowej i większej - części jeziora. Została ona odcięta przez tamę Kokaral od wód Syr-darii, a z Amu-darii również nie wpływa tam najmniejszy strumyczek, bo bieg tej rzeki zamiera całkowicie przed ujściem - wszystkie wody są zużywane na polach bawełny i ryżu. W najbliższych latach południowa część Morza Aralskiego skurczy się więc o co najmniej połowę, choć nie zniknie całkowicie. Naukowcy wykryli, że część parującej wody jest uzupełniana z warstw wodonośnych ciągnących się zapewne spod dalekich gór. Ta resztka morza pozostanie jednak całkowicie zatruta i martwa.

 

 

Źródło: Gazeta Wyborcza

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | [13.08.2010, 21:15]

Z KRANÓW W POLSCE LECI ZATRUTA WODA

Doszło do skażenia bakteriologicznego.

Z kranów mieszkańców kilkunastu miejscowości na Dolnym Śląsku leci zanieczyszczona bakteriami coli woda - donosi tvn24.pl.

Woda jest zanieczyszczona w miejscowościach: Ziębice, Henryków, Brukalice, Wadochowice, Raczyce, Witostowice, Lipa, Krzelków, Skalice, Czerńczyce, Służejów, Rososznica, Niedźwiednik - wylicza portal.

W zakładzie wodociągów i kanalizacji w Ziębicach twierdzą, że pośpiesznie oczyszczają wodę chlorując ją. Nie wiadomo jednak, kiedy zniknie zagrożenie.

Pracownicy wodociągów podkreślają, że woda nadaje się do spożycia wyłącznie po przegotowaniu - zauważa tvn24.pl.

Nie można nią ani myć zębów ani naczyń. Nie można w niej też kąpać małych dzieci ani myć owoców. | JS

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [03.06.2010, 14:54]

ZATRUTY BAŁTYK. KILOMETRY PLAŻ POKRYŁA LEPKA SUBSTANCJA

Policja poszukuje trucicieli.

Z 22 km plaż w landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie zebrano już ponad 100 metrów sześciennych parafiny.

O pojawieniu się na Bałtyku lepkiej substancji jako pierwsi donieśli rybacy z Niemiec - czytamy na thelocal.de.

Wiadomo już, że parafina pochodzi z jednego źródła. Władze niemieckiego landu nadal szukają winnych.

Najbardziej dotknięte zostały niemieckie wyspy, szczególnie największa z nich, Rugia - dodaje serwis.

Nad Bałtykiem krążą teraz samoloty straży wybrzeża oceniając rozmiar skażenia. | JS

 

 

 

 

 http://naszaekologia.pl/zanieczyszczenia_wody.php [fragmenty]

RODZAJE SUBSTANCJI ZANIECZYSZCZAJĄCYCH WODY

W rolnictwie używa się coraz więcej chemikaliów, które po pewnym czasie nieuchronnie trafiają do wód śródlądowych. Należą do nich środki owadobójcze, chwastobójcze, roztoczobójcze, grzybobójcze i środki pielęgnacyjne dla owiec, które w sumie zawierają ponad 450 aktywnych chemicznie składników niszczących mikroflorę i mikrofaunę. W celu poprawienia żyzności gleby rolnicy nawożą ją fosforanami i azotanami. Ziemia jest także zanieczyszczana toksycznymi związkami wydobywających się z silosów i ferm hodowlanych. Produkty farmaceutyczne wykorzystywane w fermach hodowlanych, np. antybiotyki czy hormony, po pewnym czasie, wraz z odchodami i środkami dezynfekującymi, dostają się do okolicznych zbiorników wodnych.

 

W przedsiębiorstwach zajmujących się uzdatnianiem wody pitnej regularnie prowadzi się badania jakości, to znaczy sprawdza się, czy zawartość szkodliwych związków nie przekracza dozwolonych norm. Jednak również proces uzdatniania nie pozostaje bez wpływu na jakość wody. Na przykład w wyniku chlorowania wody powstaje substancja, która prawdopodobnie ma działanie rakotwórcze. W 1988 roku okazało się, że również stosowany do oczyszczania wody siarczan glinu ma niekorzystny wpływ na środowisko naturalne. Kilka ton tej substancji zostało wówczas wrzuconych do wody w Camelford w Kornwalii i wkrótce okazało się, że zaczęły chorować niemal wszystkie żyjące w okolicy zwierzęta.

 

Innym bardzo ważnym źródłem zanieczyszczeń jest przemysł. Przemysłowe polutanty to przede wszystkim metale ciężkie - kadm, ołów i cynk. Zanieczyszczające wodę kwaśne deszcze spowodowane są spalinami powstającymi w procesie spalanie paliw kopalnych - ropy i węgla.

 

 

Jak do tego dochodzi

Trucizny dostają się do wody w różny sposób, niektóre bezpośrednio, inne pośrednio, najczęściej w wyniku świadomych działań człowieka, czasami przypadkowo, wskutek przecieków lub innych nieszczelności w systemach odprowadzających toksyczne ścieki.

 

Największym potencjalnym trucicielem wód śródlądowych jest rolnictwo. Nie przetworzony nawóz zwierzęcy rozrzucany jest na polach i pewna jego część zawsze zostaje spłukiwana przez deszcze do najbliższych zbiorników wodnych. Rolnicy użyźniają co roku swoje ziemie wieloma milionami ton azotu, fosforu i potasu. Część tych substancji po pewnym czasie trafia do wody. Niektóre nawozy, zwłaszcza związki organiczne, rozkładają się latami, a przez ten czas wchodzą w ciąg łańcucha pokarmowego, wyrządzając po drodze wiele szkód w lokalnym ekosystemie.

 

Coraz większym zagrożeniem dla ryb słodkowodnych stają się wypływające z akwenów hodowlanych ścieki, zawierające środki farmaceutyczne, masowo stosowane w hodowli w celu zapobiegnięcia chorobom.

 

Wycinka lasów i coraz gęstsza sieć rowów melioracyjnych sprawiają, że do wody przedostają się związki żelaza, glinu i kadmu.

 

Zwierzęce odchody są 100 razy bardziej szkodliwe, od tych które przeszły przez oczyszczalnie ścieków. Dostając się do rzek i jezior, powodują katastrofalne zmiany w ekosystemie. Nawet jeżeli większa część ludzkich fekaliów zostaje oczyszczona w oczyszczalniach ścieków, to jednak pewna ich ilość dostaje się bezpośrednio do wód śródlądowych, powodując rozprzestrzenianie się wielu chorób zakaźnych.

 

Woda zanieczyszczana jest również z powietrza. Toksyczne związki przedostające się do wody z powietrza są szczególnie szkodliwe. Zaliczyć do nich należy popiół, sadzę, kurz i krople toksycznych cieczy oraz gazy, zwłaszcza dwutlenek siarki i podtlenek azotu. Wszystkie te polutanty pochodzą zarówno z przemysłu, jak i z rolnictwa. Dla środowiska naturalnego niebezpieczne są zwłaszcza gazy, które w połączeniu z wodą tworzą kwasy: siarkowy i azotowy.

 

Jak rozprzestrzeniają się zanieczyszczenia wody

Wycieki to główne źródło zanieczyszczeń wód śródlądowych. Substancje zanieczyszczające mogą być zarówno w stanie stałym, jak i w ciekłym. Odpadki pozostawione na powierzchni i wystawione na działanie deszczu, który rozpuszcza je, dzięki czemu substancje toksyczne łatwiej mogą się dostać do wód gruntowych, a stamtąd do zbiorników wodnych. Szkodliwe substancje w stanie płynnym dostają się do systemu wodnego znacznie szybciej. Spośród rozpylanych na rośliny środków chemicznych, niektóre po zetknięciu z glebą stają się nieaktywne, inne zaś przedostają się do okolicznych strumieni i rzek bezpośrednio, bądź przez wody gruntowe. Prawie 80% rozpylanych substancji zamiast na rośliny opada na ziemię i niemal natychmiast w nią wsiąka.

 

Czas, jaki upływa od zetknięcia się z glebą związków azotu i fosforu do momentu przeniknięcia do wód gruntowych, nie jest dokładnie znany, jednak dowiedziono, że proces ten może trwać dziesiątki, a nawet setki lat. Najszybsze i najgroźniejsze jest zanieczyszczenie wód nie oczyszczonymi ściekami przemysłowymi, które zwykle zawierają największe ilości substancji toksycznych i wpływają wprost do rzek.

 

 

Wpływ zanieczyszczenia wód na życie w zbiornikach wodnych

Sytuacja pogorszyła się znacznie w ciągu ostatnich 20 lat. W tym czasie wiele światowych zbiorników pokryło się zielonym kożuchem, a ich wody zostały skażone bakteriologicznie. Wody śródlądowe stały się wylęgarnią niebezpiecznych bakterii, pierwotniaków i grzybów. Niektóre gatunki bakterii, np. salmonella czy Listeria, i pierwotniaków są niemal tak samo niebezpieczne dla zdrowia człowieka jak przecinkowiec cholery.

 

Kwaśne deszcze spowodowały katastrofę ekologiczną w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i północno-zachodnej Europie. Na przykład aż 16 tysięcy spośród 85 tysięcy wszystkich szwedzkich jezior jest obecnie zakwaszonych, a w 5 tysiącach całkowicie wyginęły ryby. W 1976 roku 4000 szwedzkich jezior było wapnowanych w celu odkwaszenia. Sposób ten wykorzystano również w Szkocji, gdzie ilość ryb zmniejszyła się wskutek zakwaszenia wody o ponad 40%. We wschodniej części USA zakwaszenie jezior spowodowało straty rzędu miliarda dolarów. Suma ta zwykle wpływa do kas lokalnych władz samorządowych od wędkarzy łowiących w jeziorach pstrągi, jednak kiedy pstrągów zabrakło, wędkarze przenieśli się w inne rejony. Wapniowanie jezior w celu zmniejszenia zakwaszenia nie jest jednak obojętne dla innych elementów ekosystemu. Na przykład powoduje ogromne, sięgające 90%, straty wśród porastających okolice jezior mchów i porostów. Duża część padających nad Skandynawią kwaśnych deszczy dociera tu znad Wielkiej Brytanii, której przemysł emituje do atmosfery 3,7 miliona ton dwutlenku siarki rocznie.

 

 

Metale ciężkie

Jednym z ciężkich metali powodujących zanieczyszczenie wód jest ołów. Źródłem zanieczyszczania są ołowiane obciążniki rybackich sieci, lekkomyślnie porzucane, ilekroć sieć się zaplącze. Rozpuszczone w wodzie związki ołowiu stanowią zagrożenie dla ptactwa, które wchłania je ze zjadanych przez siebie roślin wodnych. Typowym objawem zatrucia ołowiem u łabędzi jest tak zwana "złamana szyja". Zatrute ołowiem mięśnie nie są w stanie utrzymać długiej szyi ptaka, który ginie z głodu. Innym metalem ciężkim zatruwającym wody śródlądowe jest kadm, który poprzez zatrute ryby przenika również do organizmów ludzi.

 

 

Oczyszczanie Tamizy

Tamiza była kiedyś jedną z najbardziej zanieczyszczonych rzek świata. Jeszcze nie tak dawno nie było w niej ani jednej ryby. Obecnie, po długiej walce ekologów, w Tamizie żyje ponad 100 gatunków, w tym pstrągi i łososie. Batalia o przywrócenie Tamizie jej pierwotnego stanu toczyła się głównie z przemysłowymi trucicielami. Zbudowano cały system oczyszczalni ścieków, a tych, którzy wciąż zatruwali rzekę, obciążano wysokimi karami.

 

Wielka akcja oczyszczania Tamizy jest jedynym udanym przedsięwzięciem tego typu, przeprowadzonym na taką skalę. Podejmowane w innych krajach próby niestety się nie powiodły. Nie udało się oczyścić Renu, ani rzeki Ohio, słynną z tego, że była tak zanieczyszczona produktami naftowymi, że kiedyś po prostu się zapaliła.

 

 

Uregulowania prawne

Prawdopodobnie pierwszym krajem, który wprowadził prawne regulacje dotyczące zanieczyszczenia rzek, była Anglia. Już w 1197 roku król Ryszard I ogłosił pierwsze w świecie prawo rzeczne. Obecnie standardy jakości wody określa się w ramach Unii Europejskiej, jednak mimo precyzyjnych wytycznych, rządy europejskich krajów zbliżają się do wytyczonego celu niezwykle powoli. Na przykład w 1992 roku aż w 9 z 12 krajów Wspólnoty Europejskiej poziom azotu w wodzie przekraczał zalecaną normę.

 

 

 

 

„WPROST” nr 35, 29.08.2004 r.

PUSTYNIA BAŁTYCKA

DZIESIĄTA CZĘŚĆ BAŁTYKU JEST MARTWA

Polskie wybrzeże Bałtyku jest najczystsze od 30 lat - ogłosili niedawno burmistrzowie nadmorskich miast. I wkrótce otwarto prawie wszystkie plaże i kąpieliska jeszcze rok temu niedostępne dla turystów. Tymczasem badania zanieczyszczenia wód Bałtyku nie dają powodów do optymizmu. Kąpiel w rejonie Zalewu

Wiślanego i Zatoki Gdańskiej jest niebezpieczna, bo pełno tam gnijących glonów i sinic produkujących toksyczne dla ludzi substancje. Wpływające do morza ścieki zawierają pałeczki salmonelli i czerwonki, laseczki zgorzeli gazowej oraz zarazki wywołujące infekcje dróg oddechowych, układu moczowego i nerek. Plaże w Orzechowie, Karwieńskich Błoniach i Dębinie zamknięto, bo odkryto tam bakterie coli.

Jak wynika z szacunków prof. Stefana Kozłowskiego, przewodniczącego Komitetu „Człowiek i Środowisko” PAN, tylko z Polski trafia rocznie do Bałtyku około miliarda litrów nie oczyszczonych ścieków. Z naszego kraju pochodzi prawie czwarta część zanieczyszczeń Bałtyku (...).

 

WODNE PUSTYNIE

Na Bałtyku powstaje coraz więcej tzw. Pustyń wodnych, gdzie wszelkie życie zabił siarkowodór. Te pustynie zajmują już ponad 10 proc. powierzchni morza – wynika z danych Instytutu Badań Morza przy uniwersytecie w Rostoku. Dno Bałtyku w okolicach Głębi Gotlandzkiej, Bornholmskiej i Gdańskiej pokryte jest białym nalotem i milionami martwych bezkręgowców. – przy obecnych zanieczyszczeniach odbudowa ekosystemu Bałtyku jest praktycznie niemożliwa. (...) Do tego morza wpływa rocznie niemal 700 tys. ton związków azotu i około 620 tys. ton fosforu. Poziom stężenia związków toksycznych w łowionych na Bałtyku rybach jest dwukrotnie wyższy niż w rybach z Morza Północnego, uznawanego za kloakę Europy.

W 1984 r. odławiano z Bałtyku 400 tys. ton dorszy, podczas gdy obecnie jest to jedynie 40 tys. ton. (...)

Jak zauważa dr Grażyna Kowalewska, kierownik Pracowni Chemicznych Zanieczyszczeń Morza PAN, mało kto zdaje sobie sprawę, że palenie opon czy plastikowych opakowań to ostatecznie zanieczyszczanie morza, bo toksyczne pyły są potem zmywane do rzek i wpadają do Bałtyku.

Tomasz Krzyżak

 

 

„ANGORA” nr 30, 27.07.2003 r.

„CORRIERE DELLA SERA” 05.07.2003 r.

ZAGŁADA OCEANÓW

– Środowisko oceaniczne przechodzi poważny kryzys – alarmuje niezależna organizacja „Pew Oceans Commission” z Waszyngtonu, złożona ze światowej sławy intelektualistów, naukowców i obrońców środowiska. Według najnowszych badań przeprowadzonych przez amerykańską Akademię Nauk, ilość resztek paliw trafiających do wód przez osiem miesięcy jest równa wyciekowi ropy z tankowca Exxon Valdez w 1989 roku.

Ilość azotu wpuszczonego do wód Wybrzeża Atlantyckiego i Zatoki Meksykańskiej w wyniku działalności przemysłowej człowieka wzrosła pięciokrotnie od czasów preindustrialnych, a do roku 2030 może powiększyć się o kolejnych 30%. Dwie trzecie zatok i ujść rzecznych ulega procesowi eutrofizacji. W 2001 roku tylko w USA ponad 13 tys. plaż zamknięto z powodu zanieczyszczenia – 20% więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym. Według szacunków EPA (ministerstwa środowiska USA) w ciągu tygodnia 3 tys. pasażerów jednego rejsu produkuje 796 tys. litrów odchodów, 3,5 miliona litrów ścieków oleistych oraz ponad 8 ton śmieci.

Agresorzy, czyli nowe gatunki genetycznie zmodyfikowane przez człowieka i przystosowane do życia w niesprzyjających warunkach, przewyższają liczbę gatunków naturalnych i tym samym stanowią zagrożenie dla gospodarki morskiej. Rywalizując ze „starymi” odmianami, przyczyniają się do ich wyginięcia. W Zatoce San

 

Francisco co 14 tygodni odkrywany jest nowy gatunek. „Obcy” są trudni do zidentyfikowania i wykorzenienia z ekosystemu, bowiem bardzo szybko się rozwijają i wykorzystują do przemieszczania się wody balastowe, pompowane w czasie załadunku statków. Zazwyczaj woda jest nabierana w zanieczyszczonych portach, a następnie spuszczana na pełnym morzu. Każdego dnia ok. 7 tys. „obcych” gatunków podróżuje w ten sposób.

 

Groźnym czynnikiem są hodowle ryb, które umożliwiają gatunkom podbój siedlisk ich dzikich „kuzynów”. W grudniu 2000 roku na skutek burzy z hodowli w Maine uciekło 100 tys. łososi, co tysiąckrotnie przewyższa liczbę dorosłych osobników tego gatunku obecnych w wodach stanowych. Ostatnio około tysiąca łososi przedostało się do okolicznych rzek, powodując ogromne straty w lokalnej faunie: osobniki hodowlane atakowały gatunki naturalne oraz roznosiły choroby.

 

Intensywne połowy prowadzą do wyeliminowania ważnych drapieżników, co z kolei może powodować poważne zmiany w strukturze ekosystemu morskiego. W 1989 roku populacja dorsza i flądry uległa znacznej redukcji. Atlantycka populacja halibuta wyginęła w raz z odmianą rekina ostronosa – ofiarą nadmiernych połowów.

Bycatch, czyli polowanie, zabijanie i sortowanie gatunków w czasie połowów, stanowi jeden z poważniejszych problemów ekologicznych. Eksperci twierdzą, że w latach 1980-90 rybacy wyrzucali rocznie 26% (30 milionów kilogramów) złowionych ryb. (...)

Alessandra Farkas

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [26.08.2010, 21:33]

BAŁTYK CZEKA ZAGŁADA. JUŻ ZA 20 LAT KĄPIEL BĘDZIE ZAKAZANA

WWF: działać trzeba natychmiast.

Jeśli rządy państw nadbałtyckich nie podejmą szybko wspólnych działań to w 2030 roku akwen ten czeka prawdziwa zagłada. To ostrzeżenie międzynarodowej organizacji ekologicznej World Wildlife Fund (WWF), która przygotowała raport na temat przyszłości środowiska Morza Bałtyckiego.

Największym zagrożeniem dla Bałtyku jest niekontrolowany wzrost ruchu statków oraz rozwój elektrowni wiatrowych na morzu. Nie bez znaczenie jest także zrzut nieczystości z rzek, szczególnie fosforanów - informuje thelocal.se.

Eksperci WWF szacują, że w ciągu 20 lat liczba jednostek pływających po Morzu Bałtyckim wzrośnie dwukrotnie. Transportów ropy będzie o 63 proc. więcej, a olbrzymich wycieczkowców i promów nawet 6 razy więcej.

Ekolodzy ostrzegają, że wskutek braku planowania liczba elektrowni na Bałtyku wrośnie w drastyczny sposób, ingerując w środowisko. W 2030 roku turbiny wiatrowe mogą dawać nawet 25 tys. MW przy obecnych 400 MW.

Nie ma wspólnej wizji, jak w sposób zrównoważony eksploatować to morze. To prawdziwy "dziki zachód", który zagraża przyrodzie - mówi Åsa Andersson ze szwedzkiego oddziału WWF. | AJ

 

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Niedziela [03.10.2010, 20:07]ostatnia aktualizacja: Nd [03.10.2010, 20:09]

TE BAKTERIE ZAGRAŻAJĄ LUDZKOŚCI. SĄ W WODZIE

Stają się odporne na antybiotyki.

Bakterie żyjące w wodzie w pobliżu hodowli łososi stają się coraz bardziej odporne na antybiotyki.

To poważne zagrożenie dla ludzi i zwierząt, bo mogą one wywoływać choroby takie jak błonica, borelioza, listerioza, gruźlica czy posocznica - alarmują mikrobiolodzy z University of Washington.

Zdaniem naukowców, którzy badali bakterie występujące w pobliżu kanadyjskiego archipelagu Broughton, wyższa odporność wynika z niewłaściwego stosowania i nadużywania antybiotyków przez hodowców ryb w regionie British Columbia.

W czasie testów laboratoryjnych konieczne było zastosowanie dużo wyższego stężenia antybiotyków, żeby powstrzymać rozwój tych bakterii w porównaniu do innych, pobranych z wód oddalonych o 130 km od hodowli - mówi dr Michael Kelly.

Jego zdaniem czeka nas epidemia chorób wywołanych przez odporne na antybiotyki bakterie. Dodaje, że jedząc ryby z hodowli także inne bakterie we florze bakteryjnej w przewodzie pokarmowym mogą stać się praktycznie niezniszczalne. | AJ

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [11.08.2010, 21:15]

TU GROŹNE MEDUZY POPSUJĄ CI WAKACJE

Parzą i są tak małe, że trudno je zauważyć.

Małe, praktycznie niewidoczne meduzy w ostatnim tygodniu poparzyły setki ludzi na hiszpańskich plażach. Zdaniem biologów, zmieniający się klimat i intensywne rybołówstwo sprawią, że parzydełkowców będzie przybywać - donosi "Polska".

Od niedzieli przezroczyste meduzy poparzyły ponad 700 turystów, którzy kąpali się w pobliżu popularnych plaż na Costa Blanca w okolicach Elche.

Na kąpieliskach pojawiły się ostrzeżenia o zagrożeniu, a jeśli parzących meduz jest zbyt wiele ratownicy czasowo wywieszają czerwoną flagę i zakazują wchodzenia do wody.

Z kolei plażowiczom na północy Hiszpanii zagraża inny niebezpieczny gatunek meduz, zwany żeglarzem portugalskim czy też bąbelnicą (Physalia physalis) - dodaje RMF FM.

Na kąpieliskach Kantabrii i Kraju Basków pomocy udzielono ponad 300 poparzonym turystom. | AJ

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [03.08.2010, 08:21]

MORZE ŚRÓDZIEMNE CZEKA ZAGŁADA. ZAWŁADNĄ NIM OBCY

Już wkrótce nie będzie można się tam kąpać.

Morze Śródziemne to najbardziej zagrożony ekologicznie obszar świata.

Choć to morze jest siedliskiem ponad 17 tys. gatunków roślin i zwierząt to niebawem część z nich może wyginąć. Zastąpią je obce gatunki - nie zawsze przyjazne ludziom - ostrzega France24.

Raport "Marine Life" przygotowany przez międzynarodowy zespół naukowców wskazuje, że to efekt rabunkowej polityki rybackiej, zanieczyszczeń zrzucanych przez państwa basenu Morza Śródziemnego oraz zmian klimatycznych.

W wodach Morza Śródziemnego już teraz żyje prawie trzy razy więcej gatunków inwazyjnych niż w przypadku innych zagrożonych akwenów. To zagrożenie dla ekosystemu - zauważa stacja.

To chociażby olbrzymie meduzy amerykańskie, które skutecznie mogą zahamować także rozwój turystyki. Są tak niebezpieczne, że niebawem kąpiel w Morzu Śródziemnym będzie po prostu zakazana.

Największą stratę poniesie jednak nauka. Szacujemy, że nawet 75 proc. gatunków głębinowych nie jest jeszcze opisana. Wszystko wskazuje na to, że wyginą zanim zostaną zidentyfikowane - mówi prof. Marta Coll z Uniwersytetu Dalhousie. | AJ

 

 

 www.o2.pl | Czwartek [01.01.2009, 22:23] 1 źródło, 1 wideo

W MORZACH NIEBAWEM NIE BĘDZIE ŻYCIA

MORZE UMIERA. A WINNI JESTEŚMY MY.

Chociaż ludzie nie muszą już mieszkać tak blisko zbiorników wodnych, jak dawniej, wciąż ponad połowa ludności świata mieszka w promieniu 100 kilometrów od brzegów mórz i oceanów. Co więcej, aż jedna dziesiąta ma do wody morskiej nie więcej niż 10 kilometrów. Niestety...

Niestety, bo efekty tego są coraz bardziej widoczne. Właśnie przez ludzką obecność brzegi mórz podlegają stałej i stopniowej degradacji. Tyczy się to nie tylko morskiego krajobrazu, który zmienia się przez rozwój turystycznej infrastruktury, lecz także tego, co się dzieje w samym morzu.

Jak pisze "The Economist", według niektórych naukowców wyginęło już ponad 90 procent wielkich drapieżnych ryb, takich jak tuńczyk czy rekin. Ale zagrożone są też inne gatunki.

W przybrzeżnych rewirach morza wyginęło już 85 procent waleni. Także morskie gatunki ptaków, np. mewy czy albatrosy, przy obecnych warunkach mają małe szanse na przetrwanie - ostrzegają naukowcy.

 

Jak pisze "The Economist", stały wzrost poziomu wody w morzach i oceanach wywołany efektem cieplarnianym prowadzi do paradoksalnej sytuacji: wody przybywa, ale życia w niej jest coraz mniej. | AB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [29.07.2010, 06:08]

ŻYCIE W OCEANACH CZEKA ZAGŁADA

Wyginą wszystkie ryby i zwierzęta morskie?

W oceanach i morzach całego świata systematycznie spada ilość fitoplanktonu, który jest częścią łańcucha pokarmowego wszystkich podwodnych zwierząt.

Biolodzy z Dalhousie University w Kanadzie alarmują, że zagraża to populacji wszystkich gatunków ryb, ssaków i skorupiaków morskich. Skutki tej zagłady odczują także ludzie - ostrzega France24.

Od 1950 roku ilość fitoplanktonu w oceanach spadła już o 40 proc. i co roku zmniejsza się o procent. A utrzymuje on całe oceaniczne życie - od małych krewetek po olbrzymie wieloryby.

Naukowcy twierdzą, że to efekt globalnego ocieplenia i podnoszenia się temperatury oceanicznych wód.

Z tego powodu powstaje coraz więcej martwych stref, gdzie fitoplankton nie ma wystarczającej ilości substancji odżywczych potrzebnych do rozwoju - tłumaczy prof. Daniel Boyce.

Jego współpracownik - Boris Worm dodaje, że to zjawisko nie tylko zmieni jadłospis ludzi na całym świecie, bo zabraknie ryb czy skorupiaków, ale wpłynie także na skład atmosfery. Mało kto zdaje sobie bowiem sprawę, że morskie glony i inne mikroorganizmy produkują połowę tlenu na Ziemi - zauważa Worm. | AJ

 

 

www.o2.pl / www.wiadomosci.gazeta.pl | 2009-08-04 18:52

NAUKOWCY ZBADAJĄ PLASTIKOWĄ ZUPĘ

Plastikowa zupa śmieciowa to ogromny (rozciąga się na 500 mil morskich) kożuch składający się z plastikowych odpadków. To największe na Ziemi wysypisko śmieci - ciągnie się od wybrzeży Hawajów aż po Japonię - wreszcie zostanie zbadane.

Na spotkanie z jednym z najbardziej niezwykłych zjawisk naszej planety wyrusza kalifornijski statek New Horizon. Na jego pokładzie popłynie ponad 30 naukowców, i techników. Wyprawa współorganizowana przez University of California ma potrwać około trzech tygodnie.

Naukowcy z załogi New Horizon umieszczają specjalne urządzenie do pomiaru głębokości i temperatury wód

W "Wielkim Pacyficznym Płacie Śmieci" (Great Pacific Garbage Patch) pływa około 100 mln ton plastiku. Zupa śmieciowa nie jest wykrywana przez satelity, dostrzec ją można jedynie ze statków. Według Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Ochrony Środowiska (UNEP) co roku przez plastikowe śmieci ginie ponad milion morskich ptaków oraz ponad 100 tys. morskich ssaków. W ich żołądkach znajdowane są strzykawki, zapalniczki i szczoteczki do zębów.

Ekspedycja ma na celu przede wszystkim zbadanie wpływu, jaki plastikowa zupa wywołuje w ekosystemie Pacyfiku. Naukowcy chcą także rozwiązać zagadkę stojącą za powstaniem zjawiska. Niestety do tej pory nie stworzono wiarygodnej teorii wyjaśniającej przyczyny powstania śmieciowej zupy.

Długi na 52 metry New Horizon jest wyposażony w niezwykle nowoczesne laboratoria, jednak naukowcy będą prowadzili badania także na lądzie. W tym celu pobrane zostaną próbki plastikowego kożucha. | tm, Reuters

 

[Tą chorobotwórczą, śmiercionośną „zupę” trzeba jak najszybciej wydobyć i zneutralizować! I nigdy nie tworzyć! A więc nie wolno wrzucać śmieci, wpuszczać ścieków do jakichkolwiek wód, w tym rzek, jezior, mórz! – red.]

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 04.10.2011, 07:38

CO ROKU GINĄ MILIONY ZWIERZĄT. PRZEZ ZANIECZYSZCZENIA

WWF: oszczędzajmy energię, by je ratować.

World Wide Fund for Nature (WWF) alarmuje, że jesteśmy świadkami największego wymierania gatunków od czasów zagłady dinozaurów. Zagrożony jest co czwarty gatunek ssaków i co trzeci gatunek płazów - informuje stooq.com.

Najgorzej sytuacja przedstawia się w strefie równikowej - najbogatszej pod względem przyrodniczym, gdzie liczebność zwierząt zmniejszyła się aż o 60 proc. - informuje WWF w specjalnym oświadczeniu z okazji Światowego Dnia Zwierząt.

Jak można temu zapobiec? Według WWF powinniśmy zacząć oszczędzać energię, zrezygnować z jazdy autem na rzecz roweru oraz przestać śmiecić.

Ponad milion ptaków i 100 tysięcy ssaków ginie co roku z powodu zanieczyszczenia mórz i oceanów plastikowymi odpadami. Żyjące w oceanach od milionów lat żółwie morskie są obecnie zagrożone wyginięciem m.in. z powodu zjadania plastikowych torebek, które do złudzenia przypominają meduzy - przysmak żółwi. Albatrosy zjadają plastikowe zakrętki od butelek, biorąc je mylnie za pokarm - informuje WWF. | WB

 

„GAZETA WYBORCZA” 07.05.2004 r.

POTOP PLASTIKU

MIKROSKOPIJNE KAWAŁKI TWORZYW SZTUCZNYCH ZALEWAJĄ OCEANY. LEŻĄ NA PLAŻACH, PŁYWAJĄ W WODZIE, NAJWIĘCEJ JEST ICH NA DNIE MORSKIM

(...) Najpierw uczeni ruszyli na morskie wybrzeże najbliżej ich macierzystego uniwersytetu w Plymouth. Zebrali tam 30 próbek osadu – część wprost z plaży, część z delt rzecznych, a pozostałe z oceanicznego dna położonego poniżej strefy pływów. Czegóż tam nie znaleźli? Poczynając od włókien nylonu, przez kawałki polietylenu, poliestru, aż po mikroskopijne kawałki poliwinylu.

 

– To resztki ubrań, opakowań i sznurków –  twierdzą naukowcy.

Zaintrygowani badacze wybrali się w inne rejony wybrzeża. W sumie zebrali próbki z 17 plaż. „Mikroplastiki” były wszędzie. Ale może opadają one na dno i nie krążą w wodzie? By to sprawdzić uczeni wykorzystali już zebrane próbki wody morskiej. Od lat 60. bowiem regularnie co roku na dwóch trasach, od Szkocji do Wysp Szetlandzkich (315), wyławiano wodę wraz z drobną ilością planktonu. Całość skrzętnie przechowywano. Trudno o lepszą gratkę dla poszukiwaczy zaginionych „mikroplastików”.

 

Kiedy badacze wzięli pod mikroskop historyczne próbki, ujrzeli w nich mnóstwo kolorowych drobinek. To były sztuczne tworzywa. Niektóre miały kształt kulisty, większość jednak stanowiły włókna o średnicy porównywalnej z ludzkim włosem. Prawdopodobnie stanowiły one tylko część wszystkich plastikowych zanieczyszczeń. Co gorsza, im młodsza była próbka, tym więcej takich małych fragmentów w niej pływało. Z analizy wynikało, że na przełomie lat 70. i 80. liczba „mikroplastików” w wodzie oceanicznej wzrosła kilka razy.

(...)

Brytyjczycy przeprowadzili prosty eksperyment. Do akwarium, w którym żyły drobne morskie skorupiaki i pierścienice, w lali wodę z niewielką liczbą „mikroplastików”. Kiedy po kilku dniach zajrzeli tam ponownie, wszystkie rodzaje tworzyw sztucznych można było odnaleźć wewnątrz zwierząt. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób plastiki szkodzą ich organizmom. Zapewne – spekulują autorzy badań – na rozdrobnionych kawałkach tworzyw sztucznych mogą się

 

zbierać i powstawać różnorodne szkodliwe związki chemiczne. Czy te toksyny trafią potem do żołądków zwierząt? Jeśli tak, to jak bardzo im szkodzą? Na to pytanie – ważne, bo przecież drobne organizmy morskie są pożerane przez ryby, z których część trafia potem na nasz stół – uczeni nie znają jeszcze odpowiedzi. Ale dowiemy się tego już wkrótce – powiedział „Gazecie” Richard Thompson. Właśnie dostaliśmy fundusze na kolejne trzy lata badań.

Wojciech Mikołuszko

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota 28.01.2012, 17:51

NAUKOWCY ALARMUJĄ: ZJADAMY TO, CO WYPŁYWA Z PRALEK

Zdziwisz się, ile mikroplastiku jest w jedzeniu.

Mikroskopijne plastikowe śmieci z pralki dostają się do wody i trafiają do oceanów. Są potem zjadane przez zwierzęta i trafiają do łańcucha pokarmowego - informuje bbc.co.uk.

Około 80 proc. wszystkich plastikowych odpadków, które trafiają do środowiska naturalnego, jest mikroskopijnej wielkości. Zastanawialiśmy się, nad ich pochodzeniem. Teraz nie mamy już wątpliwości, ich źródłem są nasze pralki - twierdzi dr Mark Brown z University of California, współautor badania.

Badacze zebrali próbki z 18 plaż na całym świecie. Okazało się, że we wszystkich znaleźli mikroplastik, czyli drobinki tworzyw sztucznych mniejsze niż 1 mm. Największe stężenie mikroplastiku występowało jednak w pobliżu dużych skupisk ludzkich.

Większość tych odpadów miała włóknistą strukturę. Przede wszystkim były to cząsteczki poliestru, akrylu i nylonu - opowiada dr Brown.

Naukowcy postanowili sprawdzić, czy źródłem tego skażenia mogły być miejskie ścieki. Okazało się, że odkryli w nich te same mikroplastiki.

W rezultacie Brown i jego kolega profesor Richard Thompson z University of Plymouth przeprowadzili szereg eksperymentów z pralką, by sprawdzić, czy w odprowadzanej z niej wodzie znajdą mikroplastik.

Byliśmy zaskoczeni, gdy okazało się, że z jednego ubrania z poliestru podczas prania oddziela się aż 1900 mikrowłókien - opowiada dr Brown.

Te mikroskopijne fragmenty plastiku zjadają później zwierzęta, np. ryby. Mikroplastik trafia do ich układu krwionośnego i odkłada się w komórkach. Potem wraz z rybami trafia na nasz stół. | WB

 

www.o2.pl | Piątek [20.02.2009, 20:37] 1 źródło

GLOBALNE OCIEPLENIE TO WIĘKSZY PROBLEM NIŻ KRYZYS GOSPODARCZY

W samej Wielkiej Brytanii przemysł odzieżowy i tekstylny produkuje około 3,1 mln ton dwutlenku węgla, 2 mln ton śmieci i ok. 70 mln ton zanieczyszczonej wody w ciągu roku. | AB

 

[M.in. mikroplastiki są także m.in. w glebach uprawnych, a to za sprawą podlewania ich skażoną wodą, ścierania się opon, lakierów, farb samochodowych, plastikowych pługów, szczotek w odśnieżarkach, oczyszczarkach drogowych, a następnie rozwiewania takiego pyłu przez wiatr, wyrzucanych gdzie popadnie plastikowych śmieci, w tym reklamówek, które wiatr znosi na pola, gdzie są zaorywane wraz z glebą, a także za sprawą nawożenia pól organicznymi odpadami z hurtowni warzyw, owoców, gdzie także trafiają plastikowe odpady (część jest razem z odpadami organicznymi na msu mielona)!

No to jak będzie z tym PKB, dążeniem do bogactwa/co naprawdę rośnie, do czego dążymy, co osiągamy...!!! – red.]

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [29.07.2010, 06:08]

ŻYCIE W OCEANACH CZEKA ZAGŁADA

Wyginą wszystkie ryby i zwierzęta morskie?

W oceanach i morzach całego świata systematycznie spada ilość fitoplanktonu, który jest częścią łańcucha pokarmowego wszystkich podwodnych zwierząt.

Biolodzy z Dalhousie University w Kanadzie alarmują, że zagraża to populacji wszystkich gatunków ryb, ssaków i skorupiaków morskich. Skutki tej zagłady odczują także ludzie - ostrzega France24.

Od 1950 roku ilość fitoplanktonu w oceanach spadła już o 40 proc. i co roku zmniejsza się o procent. A utrzymuje on całe oceaniczne życie - od małych krewetek po olbrzymie wieloryby.

Naukowcy twierdzą, że to efekt globalnego ocieplenia i podnoszenia się temperatury oceanicznych wód.

Z tego powodu powstaje coraz więcej martwych stref, gdzie fitoplankton nie ma wystarczającej ilości substancji odżywczych potrzebnych do rozwoju - tłumaczy prof. Daniel Boyce.

Jego współpracownik - Boris Worm dodaje, że to zjawisko nie tylko zmieni jadłospis ludzi na całym świecie, bo zabraknie ryb czy skorupiaków, ale wpłynie także na skład atmosfery. Mało kto zdaje sobie bowiem sprawę, że morskie glony i inne mikroorganizmy produkują połowę tlenu na Ziemi - zauważa Worm. | AJ

 

 

„PRZEGLĄD” nr 26, 03.07.2005 r. EKOINFORMACJE

ŚMIERĆ W SIECI

Prawie tysiąc ssaków morskich ginie codziennie w rybackich sieciach. Takimi przypadkowymi ofiarami są głównie wieloryby, delfiny i morświny – alarmują eksperci Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF) w opublikowanym właśnie raporcie. Niektóre z powszechnie używanych przez rybaków sieci są trudno zauważalne dla zwierząt – zarówno wizualnie jak za pomocą echolokacji. Dlatego ekolodzy z WWF proponują np. montowanie na sieciach alarmów dźwiękowych odstraszających zwierzęta.

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 27.09.2011, 13:27 ostatnia aktualizacja: Wczoraj o 14:52

CO ROKU PRZEZ RYBAKÓW GINIE 300 TYS. PTAKÓW

Wielu gatunkom grozi wyginięcie.

Rybackie sieci to śmiertelna pułapka dla wielu gatunków morskich zwierząt, w tym ptaków. Jeśli rybacy nic nie zrobią, wiele z nich może wkrótce wyginąć - informuje express.co.uk.

Najbardziej niebezpieczne dla ptaków są pelagiczne sznury haczykowe. Składają się z długiej głównej liny, która może mieć nawet 150 km długości i umocowanych do nich krótszych linek na których końcach umieszczony jest hak z przynętą. W ten sposób łowi się m.in. tuńczyki.

Niestety, często poszukujące pożywienia ptaki nurkują widząc pływająca pod lustrem wody przynętę i połykają ją razem z hakiem. Giną pod wodą.

Zdaniem naukowców, którzy wzięli udział w międzynarodowej konferencji dotyczącej bioróżnorodności mórz o oceanów, już 17 z 22 gatunków albatrosów zagrożonych jest wyginięciem z powodu rybackich sieci.

Co mogą zrobić rybacy? Wystarczy, by umieścili na sieciach odstraszacze ptaków i obciążyli haki tak, by szybko zanurzały się z przynętą, zamiast unosić się pod powierzchnią wody. | WB

 

 

 www.o2.pl | Czwartek [26.03.2009, 19:34] 1 źródło

AMERYKAŃSKIE DARY NISZCZĄ FAUNĘ U WYBRZEŻY KENII

A chcieli pomóc rybakom.

Do Kenii, na plażę Diani, przybywają turyści z Ameryki i Europy głównie po to, by nurkując podziwiać podmorskie piękno tego zakątka świata. Przybywa ich coraz więcej, więc zwiększa się zapotrzebowanie na ryby, które dostarczają im miejscowi rybacy.

Ci łowią więcej, ryb ubywa, więc muszą sięgać po inne niż tradycyjne metody łowienia. Poprosili więc o pomoc organizację USAID. I tu zaczęły się ich kłopoty - donosi "MSNBC".

USAID rozpoczęła wart blisko 600 tys. dolarów program przekazywania rybakom z Kenii zamrażarek, łodzi i sieci. Dzięki temu mogli łowić więcej, wychodzić dalej w morze i wyjść na swoje przy sprzedaży ryb.

Problem jednak w tym, że USAID, by zaoszczędzić, dała rybakom tanie, plastikowe sieci, które choć poprawiają wyniki połowów to szkodzą przyrodzie. Plączą się w nie żółwie i wieloryby, które są zabijane, bo rybakom szkoda jest ciąć sieci. Kilometry plastiku rozciągnięte po dnie niszczą też rafę koralową. Coś co miało pomóc rybakom i zapewnić zarobek na sprzedawaniu ryb turystom niszczy powód, dla którego ci turyści w ogóle przyjeżdżają - tłumaczy serwis internetowy telewizji.

Rybacy tego nie chcieli. Miejscowe organizacje rybaków prosiły USAID o specjalistyczny osprzęt do bardziej efektywnego (ale i bezpieczniejszego dla środowiska) łowienia ryb. Zamiast tego dostali tańszą i bardzo szkodliwą alternatywę.

Skoro dostaliśmy tylko to, nie mogliśmy odmówić - tłumaczy Isaak Mwachala, szef jednego ze kenijskich stowarzyszeń rybackich. JS

 

 

„WPROST” nr 34, 28.08.2005 r.

EKOLOGICZNY PLASTIK

97 proc. ptaków i zwierząt żerujących nad Morzem Północnym ma w żołądkach fragmenty opakowań foliowych – alarmuje organizacja Save the North Sea. To kolejny argument ekologów w walce z tworzywami sztucznymi, które w ziemi rozkładają się nawet 500 lat. Nadzieją na redukcję śmieci aż o 30 proc. jest produkcja toreb i folii z samorozkładających się tworzyw. Takie produkty – na przykład firmy Ecoplastic – rozkładają się na związki proste całkowicie w ciągu trzech miesięcy.

 

 www.o2.pl / www.wiadomosci.gazeta.pl | 2009-08-04 18:52

NAUKOWCY ZBADAJĄ PLASTIKOWĄ ZUPĘ

Plastikowa zupa śmieciowa to ogromny (rozciąga się na 500 mil morskich) kożuch składający się z plastikowych odpadków. To największe na Ziemi wysypisko śmieci - ciągnie się od wybrzeży Hawajów aż po Japonię - wreszcie zostanie zbadane.

Na spotkanie z jednym z najbardziej niezwykłych zjawisk naszej planety wyrusza kalifornijski statek New Horizon. Na jego pokładzie popłynie ponad 30 naukowców, i techników. Wyprawa współorganizowana przez University of California ma potrwać około trzech tygodnie.

Naukowcy z załogi New Horizon umieszczają specjalne urządzenie do pomiaru głębokości i temperatury wód

W "Wielkim Pacyficznym Płacie Śmieci" (Great Pacific Garbage Patch) pływa około 100 mln ton plastiku. Zupa śmieciowa nie jest wykrywana przez satelity, dostrzec ją można jedynie ze statków. Według Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Ochrony Środowiska (UNEP) co roku przez plastikowe śmieci ginie ponad milion morskich ptaków oraz ponad 100 tys. morskich ssaków. W ich żołądkach znajdowane są strzykawki, zapalniczki i szczoteczki do zębów.

Ekspedycja ma na celu przede wszystkim zbadanie wpływu, jaki plastikowa zupa wywołuje w ekosystemie Pacyfiku. Naukowcy chcą także rozwiązać zagadkę stojącą za powstaniem zjawiska. Niestety do tej pory nie stworzono wiarygodnej teorii wyjaśniającej przyczyny powstania śmieciowej zupy.

Długi na 52 metry New Horizon jest wyposażony w niezwykle nowoczesne laboratoria, jednak naukowcy będą prowadzili badania także na lądzie. W tym celu pobrane zostaną próbki plastikowego kożucha. | tm, Reuters

 

 

„WPROST” 32/33(1285), 12-19.08.2007 r. NAUKA / ZDROWIE

PLAGA ŁOSOSIOWA

FARMY RYBNE TO WYLĘGARNIE CHORÓB I PASOŻYTÓW

Jeśli rybne farmy gruntownie się nie zmienią, czyste i obfitujące w ryby morza przejdą do historii. Hodowla owoców morza i ryb (zwana akwakulturą) miała się przyczynić do wzmocnienia ochrony naturalnych zasobów oceanów. Dzieje się odwrotnie – akwakultura stanowi dla nich dodatkowe zagrożenie. Rybołówstwu grozi więc potężny kryzys, gdyż oceany przestały być bezdenną spiżarnią.

 

RYBA PRZEMYSŁOWA

W Atlantyku Północnym, jednym z najbardziej przetrzebionych akwenów, popularnych fląder, dorszy, morszczuków, tuńczyków jest sześciokrotnie mniej niż sto lat temu. Tymczasem popyt na białko rośnie na całym świecie. Dlatego tak wielkie nadzieje wiązano z hodowlą ryb.

Co druga ryba, która trafia na stół, pochodzi z hodowli. Akwakultura jest najszybciej rosnącą gałęzią światowej gospodarki – co roku jej produkcja zwiększa się o ponad 10 proc. Tempo jej rozwoju to fenomen, gdyż wiąże się z udomowianiem nowych gatunków. Proces, który na lądach trwał 11 tys. lat, w morzach przebiega niemal na naszych oczach. W ostatnim stuleciu zaczęto hodować 430 gatunków (w ostatniej dekadzie – 107), co stanowi 97 proc. hodowanych obecnie wodnych organizmów. Niestety, to sukces pozorny – naukowcy coraz głośniej przestrzegają, że ta rewolucja przyspiesza trzebienie dzikich gatunków i zagraża środowisku.

 

TUCZENIE TUŃCZYKA

Na wyhodowanie 1 kg łososia, tuńczyka, dorsza czy krewetek trzeba przeznaczyć 2-5 kg innych ryb – sardyn, śledzi, makreli i innych niewielkich gatunków o tłustym mięsie. Według prof. Daniela Pauly’ego z University of British Columbia, to się po prostu nie opłaca, gdyż produkcja białka zwierzęcego wcale nie rośnie, lecz maleje. Ponadto duże farmy ryb produkują ścieki niczym małe miasto. Co to oznacza, można zobaczyć w Chile, gdzie eksport łososi przynosi rocznie 1 mld dolarów. W rejonach, w których koncentruje się hodowla, na wodzie unoszą się resztki ryb, zwierzęcego tłuszczu i paszy sojowej. W czasie odpływu zanieczyszczenia osiadają na plażach, które zwyczajnie cuchną. Tajlandia, światowy potentat w eksporcie krewetek, ma 25 tys. farm tych skorupiaków. Ceną za zysk z hodowli krewetek jest księżycowy krajobraz dominujący w przybrzeżnym pasie lądu. Drzewa mangrowe obumarły, a na szarej, spopielałej ziemi nic nie rośnie. To skutek odprowadzania ścieków z farm krewetek, które powodują wysokie zasolenie gleby i wody. Z podobnymi zniszczeniami muszą się liczyć Brazylia, Indie, Ekwador oraz południowe regiony Stanów Zjednoczonych.

 

ZMORA HODOWCÓW

W hodowlach choroby i pasożyty szerzą się niczym pożar. Zmorą jest tajemnicza choroba zwana zakaźną anemią łososi (ISA – infectious salmon anemia). Chore ryby mają krwawe plamy, wzdęte brzuchy, i wolno się poruszają. Z powodu ISA w Szkocji w latach 1998-1999 wybito wszystkie ryby hodowane w promieniu 25 mil od centrum epidemii (straty szacowano na 32 mln dolarów). W 1999 r. ISA kosztowała Norwegię 11 mln dolarów, a Kanadę – 14 mln dolarów.

Hodowcy próbują się chronić przed stratami, dodając do paszy i wody leki. Niektóre ze stosowanych antybiotyków łatwo przenikają do środowiska. W 2006 r. w dostarczanych do Europy krewetkach z Tajlandii i Wietnamu odkryto nitrofuran – antybiotyk mający działanie rakotwórcze. Podobne praktyki odkryto w Chinach. W lipcu 2007 r. amerykańska Food & Drug Administration ogłosiła wstrzymanie transportów hodowlanych ryb z tego kraju., bowiem często zawierają nielegalne w USA substancje – poza nitrofuranem również zieleń malachitową, fiolet gencjanowy oraz fluorochinolony.

Chore lub zaatakowane przez pasożyty ryby zagrażają dzikim gatunkom. Zdarza się, że hodowlany narybek ucieka na pełne morze, gdy zagrodę z siatki uszkodzą sztorm lub drapieżniki. Wszy morskie – pasożytnicze skorupiaki z gatunków Caligus elongatus i Lepeophtheirus salmonis żywiące się tkankami żywych ryb – to prawdziwa plaga okolic, w których się hoduje łososie. Niewielka w porównaniu z wyrośniętą rybą wesz jest dla narybku jak 25-kilogramowa pijawka dla dorosłego człowieka. W Irlandii ten pasożyt przyczynił się niemal do całkowitej likwidacji populacji pstrągów. Poza tym ryby uciekające z hodowli będą konkurować o pokarm i miejsca rozrodu z żyjącymi wolno gatunkami. Mogą się też krzyżować z dziką populacją i przekazywać jej osłabione geny.

 

RATUNEK W MAŁŻACH

Spośród 220 gatunków ryb i innych organizmów hodowanych na skalę przemysłową najmniej szkodzą środowisku małże. Omułki i ostrygi są filtratorami wody. Zastrzeżeń nie budzą także farmy raków. W Chinach te skorupiaki rosną razem z ryżem na zalanych wodą polach. Równie nieszkodliwe są słodkowodne roślinożerne ryby – karp, tilapia i sum.

Prowadzone są prace nad nowymi metodami hodowli. Dobre efekty dają eksperymenty prowadzone w Kanadzie na University of New Brunswick. W zbiornikach z łososiami są umieszczane małże i listownica cukrowa – glony o kilkumetrowych liściach. To bardzo wydajne połączenie, gdyż zanieczyszczające środowisko odpady z hodowli łososia są wykorzystywane jako pokarm przez inne organizmy. Okazuje się, że towarzystwo ryb dobrze służy i małżom, i glonom, które w takich warunkach bardzo szybko rosną.

 

Eksperci zalecają, by hodowla odbywała się w zbiornikach o litych ścianach, które odgrodzą hodowlę od otaczającej wody i pozwolą kontrolować ścieki. Inna propozycja to podwodne kamery monitorujące tempo żerowania ryb, by niepotrzebnie nie dosypywać karmy.

Ewa Nieckuła ( e.nieckula@wprost.pl )

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Niedziela [03.10.2010, 20:07]ostatnia aktualizacja: Nd [03.10.2010, 20:09]

TE BAKTERIE ZAGRAŻAJĄ LUDZKOŚCI. SĄ W WODZIE

Stają się odporne na antybiotyki.

Bakterie żyjące w wodzie w pobliżu hodowli łososi stają się coraz bardziej odporne na antybiotyki.

To poważne zagrożenie dla ludzi i zwierząt, bo mogą one wywoływać choroby takie jak błonica, borelioza, listerioza, gruźlica czy posocznica - alarmują mikrobiolodzy z University of Washington.

Zdaniem naukowców, którzy badali bakterie występujące w pobliżu kanadyjskiego archipelagu Broughton, wyższa odporność wynika z niewłaściwego stosowania i nadużywania antybiotyków przez hodowców ryb w regionie British Columbia.

W czasie testów laboratoryjnych konieczne było zastosowanie dużo wyższego stężenia antybiotyków, żeby powstrzymać rozwój tych bakterii w porównaniu do innych, pobranych z wód oddalonych o 130 km od hodowli - mówi dr Michael Kelly.

Jego zdaniem czeka nas epidemia chorób wywołanych przez odporne na antybiotyki bakterie. Dodaje, że jedząc ryby z hodowli także inne bakterie we florze bakteryjnej w przewodzie pokarmowym mogą stać się praktycznie niezniszczalne. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 5 źródeł, 2 wideo Wtorek [09.03.2010, 14:45]

INWAZJA KARPI. POŻERAJĄ WSZYSTKO, ATAKUJĄ LUDZI (WIDEO)

Amerykanie walczą z "wodną szarańczą".

Ogromne azjatyckie karpie opanowują akweny w USA. Wypierają z wód nie tylko inne gatunki ryb, ale mogą również wyskakiwać z wody i ranić ludzi - alarmują amerykańskie media.

W słodkich wodach karpie osiągają rozmiar ok. 1,2 m. i wagę do 60 kg. W niektórych rzekach stanowią już 90 proc. wszystkich ryb.

Mogą one wyskakiwać ponad 2 metry ponad taflę wody. Robią to zazwyczaj wtedy, gdy słyszą dźwięk motorowych łodzi. Raniły już wiele osób - twierdzą specjaliści.

Azjatyckie karpie były importowane w południowe rejony USA w latach 70. ubiegłego wieku. Miały wówczas uwolnić amerykańskie akweny od nadmiaru alg.

Tymczasem, w wyniku powodzi, część z nich znalazła się w rzece Missisipi i zaczęła płynąć na północ. Wkrótce dopłyną do Wielkich Jezior.

Aby je powstrzymać Amerykanie chcą zamknąć tamy w okolicach Chicago.

Na walkę z rybami Biały Dom przeznaczył już 78 mln dolarów. | TM

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [05.09.2009, 07:57] 1 źródło, 1 wideo

RZEŹ DELFINÓW (WIDEO - UWAGA! DRASTYCZNE)

Ich mięso jedzą dzieci w szkolnych stołówkach w Japonii.

Japończycy nie tylko polują na wieloryby omijając wszelkie międzynarodowe

zakazy. W tym kraju trwa też od lat rzeź delfinów.

Japońscy rybacy pałkami i metalowymi rurami tłuką w wodę, by zagłuszyć działanie

"sonarów" tych ssaków, dzięki którym potrafią one bezbłędnie określić swoje położenie. Potem zaganiają je do małej zatoczki i odgradzają je od morza siecią. Dzień później, rozpoczynają rzeź przerażonych i okaleczonych zwierząt - czytamy w "Daily Mail".

Część zwierząt trafia w niewolę, do prywatnych akwariów. Część w okrutny sposób zamordowana trafia na stoły Japończyków, którzy twierdzą, że dzięki takiemu sposobowi zabijania ich mięso jest "delikatniejsze i słodsze".

Te wspaniałe ssaki, które znane są z inteligencji i przyjacielskiego nastawienia wobec ludzi - znane są przypadki, gdy narażały własne życie, by ratować ludzi z paszczy rekina - trafiają głównie na stoły w szkolnych stołówkach. Jednak, jak donosi "Daily Mail" wcale nie służy to zdrowiu japońskich dzieci.

Przybrzeżne wody Japonii są bardzo zanieczyszczone. To prawdziwa zupa, w której skład wchodzi wiele niebezpiecznych

związków chemicznych: takich jak rtęć, kadm, DDT czy dioksyny.

 

Ten pierwszy pierwiastek, rtęć, jest szczególnie groźny. A w kawałkach mięsa z delfinów wykryto stężenie rtęci 5 tysięcy razy przekraczające dopuszczalną normę! Dzieci są więc narażone na uszkodzenie systemu nerwowego a nawet obłęd.

Co roku - jak informuje "Daily Mail" - ginie w Japonii ok. 40 tysięcy delfinów. | WB

 

www.o2.pl | Niedziela [28.06.2009, 22:02] 1 źródło

CHOROBĄ SZALONYCH KRÓW ZŁAPIESZ JEDZĄC RYBY

Naukowcy z USA alarmują.

Chorobą Creutzfeldta-Jakoba, znaną bardziej jako chorobą szalonych krów, można zarazić się jedząc... ryby hodowlane.

Wszystko przez karmę dla ryb, która pochodzi ze zmielonych części krów. Mogą być one zarażone encefalopatią gąbczastą. Jedząc ryby, ludzie mogą więc zapaść na chorobę Creuztfeldta-Jakoba - ostrzeżenia neurologów z uniwersytetu Louisville w stanie Kentucky cytuje "The Boston Globe".

Informacje o ich badaniach opublikowane zostały właśnie w piśmie "Journal of Alzheimer's Disease".

Lekarze wnioskują, by władze w USA zakazały karmienia ryb kostną mączką z krów. Choć, jak przyznali, nie dowiedli, że transmisja miała miejsce. Jednak lekarze uważają problem za bardzo poważny - pisze gazeta. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [12.11.2009, 10:14] 4 źródła

JESZ OWOCE MORZA? ZABIJE CIĘ WIRUS

Eksperci ostrzegają przed jedzeniem owoców morza.

Wszystkie ostrygi muszą być przetwarzane. Tylko w ten sposób można zabić odkrytego w nich śmiertelnego wirusa Vibrio vulnificus - twierdzą eksperci z US Food and Drug Administration.

Przeciwko takiemu rozwiązaniu protestują jednak producenci jedzenia. Uważają, że poddawanie ostryg szybkiemu zamrażaniu, działaniu wysokiego ciśnienia i promieniowaniu gamma podniesie cenę ich produktów oraz zabije soczystych i delikatny smak ostryg.

Wirus jest szczególnie niebezpieczny dla osób często pijących alkohol, cierpiących na AIDS, nowotwory, cukrzycę i choroby nerek - powiedział Michael Taylor z FDA.

W ostatnim roku zabił 15 Amerykanów. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 06.10.2011, 08:50

LEKARZE OSTRZEGAJĄ: TE MORSKIE PRZYSMAKI SĄ SKAŻONE

Co można w nich znaleźć

Owoce morza, zwłaszcza te importowane, mogą być brudne i skażone. Łatwo można się nimi zatruć - ostrzegają amerykańskie służby sanitarne.

Według weterynarzy, na amerykańskie stoły trafiają ryby i owoce morza, które hodowane były na antybiotykach, były przechowywane w niehigienicznych warunkach lub skażone są różnymi chorobami.

Ok. 20 proc. skontrolowanych produktów zawierało pałeczki salmonelli. Często zdarza się również, że w owocach morza znajdowano fragmenty owadów oraz sierść gryzoni - donosi portal msnbc.msn.com.

Według lekarzy problem jest bardzo poważny, ponieważ ludzie często jedzą surowe lub niedogotowane mięso ryb i morskich mięczaków. To naraża ich na groźne choroby układu pokarmowego.

Chodzi głównie o produkty importowane. Największymi dostarczycielami owoców morza są: Chiny, Tajlandia, Wietnam oraz Indonezja. Weterynarze podkreślają, że w tych krajach standardy hodowli i produkcji w przemyśle spożywczym są niższe niż na Zachodzie.

Aż 80 proc. owoców morza, które trafiają do USA pochodzi z importu. Ale nie jest to wyłącznie problem Stanów Zjednoczonych. To dotyczy każdego państwa, które sprowadza ryby z Azji - podkreśla Brett C. Hall z Departamentu Rozwoju i Rolnictwa w Alabamie. | BB

 

 

 www.o2.pl | Wtorek [21.04.2009, 19:26] 5 źródeł

MAMY WIĘCEJ RYBAKÓW NIŻ... RYB

Gospodarkę rybną czeka katastrofa - uważa Komisja Europejska.

Zdaniem urzędników UE rybacy powinni wziąć na siebie większą odpowiedzialność za połowy. Według ostatniego raportu na wodach należących do UE połowy powinny zostać ograniczone o 30 procent. W najgorszej sytuacji znajdują się dorsze z Morza Północnego, którym zagraża wyginięcie.

Chociaż wielkość floty rybackiej zmniejsza się w Europie o około 2-3 procent rocznie to jednak nie przekłada się to na zmniejszenie ilości połowów. Powodem jest coraz lepsze wyposażenie łodzi - uważają członkowie KE.

Malejące zasoby to jednocześnie niższe połowy, w ten sposób tworzy się błędne koło - ostrzegają urzędnicy. | TM

 

 www.o2.pl | Niedziela [19.04.2009, 14:41] 1 źródło

MYŚLIWI Z OCEANÓW GŁODUJĄ

Zwierzęta walczą z rybakami o każdy posiłek.

Jedzenia brakuje dużym i małym. Głodują wieloryby, tuńczyk, foki i maskonury. Najnowsze wyniki badań pokazują, że rabunkowe połowy ryb zagrażają myśliwym mórz i oceanów - donosi serwis "The Independent".

Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) twierdzi, że małe ryby, którymi żywią się ptaki i morskie ssaki stały się głównym celem połowów.

Ludzie zjedli już większe ryby, rybacy wypływają więc po mniejsze. Łowią ich cztery razy więcej niż pół wieku temu - twierdzi FAO.

Blisko 80 procent małych złowionych ryb jest przerabiana na olej albo jest przerabiane na karmę dla mięsożernych ryb, które hoduje się na farmach (np. łosoś). | JS

 

www.o2.pl | Poniedziałek [20.07.2009, 09:22] 2 źródła

RYBY I ZWIERZĘTA SĄ CORAZ MNIEJSZE

Zmiany w przyrodzie nie ominęły także Polski.

Ryby pływające w europejskich wodach straciły już blisko połowę swojej średniej masy.

To skutki globalnego ocieplenia - twierdzi Martin Daufresne z Cemagref Public Agricultural and Environmental Research Institute w Lyonie.

Naukowcy przypominają, że rozmiar wpływa bezpośrednio na zdolności reprodukcyjne ryb. Mniejsze ryby składają mniej jaj. Oznacza to także mniejsze ilości pokarmu dla drapieżników.

Z wcześniejszych badań wiemy, że ryby zmieniają trasy swoich wędrówek z powodu wzrostu temperatury wody, a cieplejsze regiony zamieszkują głównie mniejsze gatunki - twierdzą naukowcy.

Spadek wielkości ryb wpłynął też na wielkość połowów. W ciągu 30 lat zmniejszyły się one w Europie o 60 proc.

Naukowcy przeprowadzili badania w europejskich rzekach oraz w wodach Morza Bałtyckiego i Północnego.

Podobny efekt zaobserwowano u szkockich owiec. Globalne ocieplenie ma znaczący wpływ na zmniejszenie rozmiarów wszystkich gatunków - uważa Martin Daufresne. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [18.05.2010, 10:29]

ONZ: ZA 40 LAT LUDZIE NIE ZJEDZĄ JUŻ RYBY

Będzie ich tak mało, że połowy staną się nieopłacalne.

W 2050 roku populacja ryb w oceanach zostanie przetrzebiona w takim stopniu, że rybakom nie będzie opłacało się łowić. Nawet 200 milionów ludzi straci pracę - alarmują eksperci ONZ.

Zagrożony jest nie tylko tuńczyk, ale praktycznie wszystkie ryby wykorzystywane w przemyśle spożywczym. Już teraz jedynie w przypadku ok. 25 proc. gatunków można mówić o zasobach

pozwalających na racjonalne rybołówstwo.

Naukowcy apelują o kolejne ograniczenia limitów połowowych oraz ustanowienie morskich

rezerwatów przyrody na dużych obszarach.

Tuńczyk to tylko symbol nadchodzącej katastrofy gospodarczej. Pracy pozbawionych zostanie 35 mln rybaków z całego świata i kolejne 170 milionów zatrudnionych w przemyśle przetwórczym - ostrzega Pavan Sukhd z Environment Program's Green Economy Initiative, działającej przy ONZ. | AJ

 

[Czy oni już wszyscy powariowali, przecież to dopiero będzie jak już nas nie będzie! Więc zwiększajmy połowy, by ratować życieee... niedorozwiniętych, upośledzonych, sparaliżowanych, obłożnie, nieuleczalnie chorych – by jak najdłużej produkowali siki i kupy...; w imię dobraaa... – red.]

 

 

„ANGORA” nr 4, 25.01.2009 r.

„DZIENNIK” nr 10, 13.01.2009 r.

Masowe odłowy ryb spowodowały, że w ciągu dwóch dekad ich

masa ciała spadła o 20 proc.

NIESPODZIANKA DLA DARWINA

Według naukowców, to człowiek

spowodował, że ewolucja

zwierząt w ostatnich latach gwałtownie

przyspieszyła. Jaki gatunek

jest najgroźniejszym drapieżnikiem

na Ziemi? Oczywiście

człowiek. To on powoduje, że

zwierzęta zmieniają się znacznie

szybciej, niż przewiduje ewolucja

– czytamy w najnowszym numerze

„Proceedings of the National

Academy of Sciences”.

Od dawna wiadomo, że komercyjne

odłowy ryb i sezonowe polowania

zmniejszają liczbę osobników

danego gatunku. Jednak dotychczas

żaden z badaczy nie

przeanalizował innych skutków naszej

drapieżniczej działalności.

Po raz pierwszy uczynił to Chris

Darimont z University of California

w Santa Cruz. Prześledził on dane

dotyczące 29 stworzeń rozsianych

po całej Ziemi. Najwięcej było

wśród nich ryb, ale Darimont badał

też ślimaki, karibu, muflony kanadyjskie,

a nawet rośliny, np. żeń-

-szeń.

Co się okazało? Tempo zmian

ewolucyjnych, jakim podlegają gatunki

masowo dziesiątkowane

przez ludzi, jest o 300 proc. większe

niż w przypadku tych, którymi się

nie interesujemy. Zmiany te dotyczą

szczególnie masy ciała zwierząt,

która zmniejszyła się o 20 proc.

(w stosunku do poprzednich pokoleń).

Zwiększyło się natomiast tempo

wydawania na świat kolejnych

generacji – o 25 proc.

Liczby te najłatwiej wyjaśnić

na przykładzie ryb. W ich przypadku

ewolucja w oczywisty sposób

faworyzuje te najmniejsze, które

są w stanie przecisnąć się przez

oka sieci. Przy masowych odłowach

tylko one przeżywają i przekazują

swoje geny potomstwu.

A to pojawia się znacznie częściej.

Dlaczego? Bo człowiek odławia

tak dużo ryb, że dla pozostałych

zostaje więcej pokarmu. W rezultacie

szybciej dojrzewają. Takie

właśnie zmiany dotknęły ławice

dorsza żerujące wokół wschodnich

wybrzeży Kanady. Jak szacują

naukowcy, jeszcze dwie dekady

temu tamtejsze dorsze po raz

pierwszy rozmnażały się w wieku

sześciu lat. Teraz – już tylko pięciu.

Działalność człowieka wpłynęła

w jeszcze bardziej zaskakujący

sposób na muflona kanadyjskiego.

Polowanie na niego obwarowane

jest zakazami. – Myśliwi nie

mogą strzelać do tych muflonów,

które są mniejsze od średniej i mają

krótsze rogi – opowiada Darimont.

Efekt? W ciągu ostatnich

30 lat masa ciała muflonów i długość

ich rogów zmniejszyła się

przeciętnie o 20 proc. Oczywiście

dlatego, że największe ssaki częściej

padały ofiarą myśliwych.

– Obecnie to ludzie są głównym

motorem ewolucji – wyjaśnia Darimont.

– I to nie tylko dlatego, że

ich działalność dotyczy ogromnej

liczby gatunków, ale też z tego powodu,

że zabijają ogromną część

danej populacji.

Przykłady? Białe wilki polują tylko

na 20 zwierząt, ludzie – na tysiące.

Co więcej, naturalni drapieżnicy nie

są w stanie wybić więcej niż

10 proc. populacji danego gatunku.

W przypadku ludzi ten odsetek może

dochodzić nawet do połowy.

– Oczywiście, zdajemy sobie sprawę,

że np. odławiamy za dużo ryb

– mówi Darimont. – Jednak rzadko

kiedy rozumiemy wszystkie tego

konsekwencje. Nie tylko możemy

doprowadzić do zagłady jakiegoś

gatunku, ale również potrafimy całkowicie

go zmienić. I to zaledwie

w ciągu dwóch dekad – podsumowuje

naukowiec.

Magdalena Salik

 

 

 www.o2.pl | Poniedziałek [27.04.2009, 22:53] 2 źródła

700 TYSIĘCY SZCZURÓW OPANOWAŁO LONDYN

Oszczędności na wywożeniu śmieci grożą epidemią.

W ciągu ostatniego roku szczurza populacja na Wyspach Brytyjskich urosła o 13 procent do ponad 50 milionów osobników. W samej tylko stolicy kraju żyje ich ponad 700 tysięcy.

W tym czasie codzienny odbiór śmieci z 12,5 miliona domostw zmniejszył się o 7,1 procent. O jedną trzecią wzrosła za to liczba usługodawców oferujących odbiór zaledwie dwa razy w tygodniu - donosi serwis branżowy "Waste Data Flow".

 

Brytyjskim szczurom kryzys w gospodarce bardzo odpowiada.

 

Oszczędności na wywożeniu śmieci, do których okrojone budżety miejskie bezpośrednio doprowadziły, dają szansę rozwoju epidemiom. Szczury przenoszą 35 rodzajów chorób zakaźnych, które człowiek złapać może np. przez kontakt z szczurzą uryną, odchodami, przez ugryzienie - donosi serwis Bloomberg.com. | JS

 

 www.o2.pl | Sobota [16.05.2009, 13:13] 5 źródeł

NARODZIŁY SIĘ SZCZURY ODPORNE NA TRUCIZNY

Brytyjczycy walczą z nimi pułapkami i psami.

Brytyjskie Stowarzyszenie Zwalczania Szkodników zaapelowało już do rządu o akceptację silniejszych trucizn.

To zmiany genetyczne doprowadziły do wyłonienia nowego gatunku superszczura - powiedział profesor Robert Smitha z uniwersytetu w Huddersfield. - Selekcja naturalna powoduje, iż trucizna zabija osobniki nie mające odporności na truciznę, zaś te, które przeżyją, mogą mieć nowy gen, przekazywany następnie potomstwu.

W Swindon w ostatnich latach populacja szczurów wzrosła o 500 procent. Liczba gryzoni na Wyspach szacowana jest na około 80 milionów. W ciągu dwóch lat wzrosła o 100 procent. | TM

 

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Piątek [17.09.2010, 15:27]

INWAZJA OBCYCH GATUNKÓW RUJNUJE EUROPĘ

Są groźne dla ludzi i gospodarki.

Aż 1,3 tys. obcych gatunków zwierząt, roślin i mikroorganizmów, które dotarły do Europy zagraża bioróżnorodności kontynentu i powoduje co roku straty rzędu 12 mld euro - donosi BBC News.

Są groźne dla gospodarki powodując straty w rolnictwie i leśnictwie. Obce gatunki stanowią także zagrożenie dla ludzi, bo bakterie i wirusy mogą dzięki nim łatwiej mutować.

Dlatego biolodzy obradujący na konferencji Neobiota w Kopenhadze apelują do władz Unii Europejskiej o wprowadzenie przepisów ograniczających chociażby możliwość przywożenia roślin i zwierząt w celach hodowlanych.

Takie prawo obowiązuje już w Australii czy Nowej Zelandii. To konieczne, bo suma strat w wysokości 12 mld euro jest raczej niedoszacowana. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich negatywnych skutków inwazji obcych gatunków - mówi Piero Genovesi z Invasive Species Specialist Group.

Liczba takich zwierząt i roślin odkrytych w Europie wzrosła o 76 proc. w ciągu ostatnich 30 lat. To chociażby komary azjatyckie roznoszące groźne choroby, ale także sterniczki jamajskie - kaczki z Ameryki, które wypierają rodzime gatunki. | AJ

 

 

 www.o2.pl | Wtorek [19.05.2009, 12:59] 4 źródła

PLAGA JADOWITYCH PAJĄKÓW NA WYSPACH

Ewoluowały przez zmiany klimatyczne.

Postrachem Wysp stał się pająk fałszywa wdowa, kuzyn cieszącej się ponurą sławą czarnej wdowy.

Jego ugryzienie może zabić człowieka - ostrzegają eksperci.

Pająk przybył tu z Wysp Kanaryjskich w kiści bananów w roku 1870. Jednak do tej pory mroźne zimy nie pozwalały na nadmierne rozmnażanie się tych pajęczaków.

Ostatnio duże kolonie fałszywej wdowy odkryto w Gloucestershire i Wiltshire. Ten błyszczący, czarny osobnik potrafi ukryć się w miejscach, gdzie najmniej się go spodziewamy, na przykład w ogrodowych rękawicach.

"The Sun" pisze o przypadkach kilku osób, które po ugryzieniu przez pająka zapadły w śpiączkę lub zostały czasowo sparaliżowane. | K

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Środa [10.11.2010, 10:18]

ZABÓJCZE PAJĄKI OPANOWUJĄ MIASTA

Znakomicie adaptują się w nowym środowisku.

Zabójcze pająki redback (czarna wdowa) opanowują Nową Zelandię. Przybyły tam z Australii. Wykazują niesamowite zdolności adaptacyjne. Eksperci ostrzegają przed "zagrożeniem zdrowia publicznego".

Okazało się, że są bardziej odporne na zimno i mokre zimy niż pierwotnie zakładano - pisze "Herald Sun".

Do Nowej Zelandii dostały się wraz z towarami przewożonymi z Australii. Ich obecność zauważono zarówno na Wyspie Północnej jak i Południowej.

Są olbrzymim zagrożeniem dla ludzi, bowiem na swoje siedliska wybierają miejsca, gdzie żyją duże skupiska ludzi. Szczególnie w miastach - informuje gazeta.

Naukowcy obawiają się także, że redback wykończy także miejscowe populacje innych gatunków pająków. | MK

 

Zabójcze pająki opanowują miasta

Fot. wikiemedia.org

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [22.08.2010, 17:28]

PLUSKWY ZJADAJĄ LUDZI. OPANOWAŁY JUŻ CAŁĄ AMERYKĘ

To prawdziwy horror.

Najpierw pojawiły się w centrach gęsto zaludnionych miast, takich jak Nowy Jork, przez którego pokoje hotelowe przewijają się miliony gości.

Opanowały San Francisco, którego władze wprowadziły specjalny program edukacyjny dla gospodarzy domów, by nie dopuścić do rozprzestrzeniania się szkodników. O czym mowa? O krwiożerczych pluskwach - informuje portal npr.org.

Niestety, to już prawdziwa plaga. Pluskwy opanowały już domy i hotele od Teksasu do Ohio. I rozpleniają się dalej...

To prawdziwy horror - opowiada James Self z firmy Ameritex Pest Control, która zajmuje się tępieniem tych owadów. - Niedawno wezwano mnie do pewnego domu... Stanąłem przed ścianą i zastanawiałem się, co to za tapeta... Miała taki nietypowy gęsty wzór i fakturę... Gdy podszedłem bliżej zorientowałem się, że to nie wzór, tylko pluskwy. Miliony... W życiu czegoś takiego nie widziałem.

Zdaniem Michaela Rauppa, entomologa z Uniwersytetu w Maryland, Amerykanie powinni zacząć się martwić. I to bardzo.

Dlaczego? Bo jesteśmy coraz bardziej mobilni. Ludzie codziennie podróżują do odległych zakątków świata, chodzą do pracy, kina, teatru, restauracji. Korzystają z hotelowych pokoi. A te owady żyją wszędzie tam, gdzie znajdą żywność. A to my nią jesteśmy - mówi Raupp. - Potrafią przenosić się na naszych torbach i w ubraniach do nowych miejsc, gdzie rozmnażają się w zastraszającym tempie. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [01.09.2010, 15:39]

PLUSKWY ZJEDZĄ POLAKÓW. ZARAZ PO WAKACJACH

Są w siedzeniach samolotów i autobusów.

Po Stanach Zjednoczonych, gdzie mówi się o największej pladze krwiożerczych pluskiew od czasów II Wojny Światowej, te pasożyty masowo rozmnażają się także w Wlk. Brytanii.

Liczba domów, biur, hoteli i innych budynków użyteczności publicznej na Wyspach, gdzie pojawiły się pluskwy w ostatnim roku wzrosła o 24 proc. - ostrzega "The Daily Mail".

Eksperci nie mają wątpliwości, że to efekt coraz większej mobilności ludzi, którzy przemieszczają się w stopniu niespotykanym do tej pory.

Hotele i schroniska to najczęstsze miejsca skąd podróżni zabierają w bagażu czy w odzieży pluskwy do domu. Spotkać można je również w siedzeniach wagonów kolejowych, autobusów i samolotów.

Badania epidemiologów z University of Kentucky sugerują, że cały świat jest o krok od inwazji tych pasożytów. Tym bardziej, że stają się one coraz odporniejsze na trucizny stosowane przeciwko nim do tej pory - dodaje dziennik. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [27.02.2011, 18:47]

NOWA PLAGA NA ZIEMI: MRÓWKI OGNISTE

Atakują ludzi na kolejnych kontynentach.

Niebezpieczne mrówki ogniste zakładają swoje kolonie już na całym świecie. To przez rozwój handlu i ruchu turystycznego, bo to ludzie sami roznoszą te owady po świecie - donosi scientificamerican.com.

Mrówki ogniste pochodzą z Ameryki Południowej, ale ponad 80 lat temu pojawiły się na północy i teraz jad z ich żądeł zabija co roku w USA 100 osób, a przez ukąszenia 80 tys. ludzi trafia do szpitali ze wstrząsem anafilaktycznym.

Teraz entomolodzy z University of Georgia odkryli, że mrówki z kolonii w Stanach Zjednoczonych migrują dalej. Badania genetyczne wykazały, że to właśnie z USA trafiły do Chin, Australii oraz na Karaiby i Tajwan.

Niebawem ten gatunek może zająć nawet połowę lądów na świecie - także tych o klimacie suchym czy mroźnym - mówi dr Kenneth Ross.

Z kolei Ed Vargo, entomolog z North Carolina State University w Raleigh apeluje do rządów o wprowadzenie systemu kontroli ładunków, trafiających na inne kontynenty. Tym bardziej, że udowodniono, iż mrówki ogniste trafiły przed laty do Florydy na paletach do transportu

pszczół.

Mrówki ogniste mogą na statku przetrwać miesiące bez jedzenia, a nawet zjeść swoje młode, aby uniknąć śmierci głodowej. Do tej pory nie znaleziono skutecznej metody walki z tymi owadami - zauważa portal | AJ

 

 

„WPROST” nr 29, 18.07.2004 r.

KOMAR Z WYROKIEM ŚMIERCI

WIRUS ZACHODNIEGO NILU, KTÓRY WYWOŁAŁ EPIDEMIĘ W AMERYCE, DOTARŁ JUŻ DO POLSKI

(...) – Zarazek zaatakował już niektóre wróble i mazurki schwytane na skraju Puszczy Kampinowskiej w podwarszawskich Łomiankach – twierdzi prof. Józef Knap, doradca Głównego Inspektora Sanitarnego. Podobnie było pod koniec lat 90. w USA, gdzie najpierw masowo padały ptaki i zwierzęta, głównie konie, a dopiero potem wirus przeniósł się na ludzi. Od tej pory krąży we wszystkich stanach USA i w Kanadzie. Wniknął do krwioobiegu ponad 300 tys. Amerykanów, ponad 4 tys. osób zachorowało, a 240 chorych zmarło. Czy tak samo będzie w Polsce?

(...) W Europie wirus zadomowił się już w Grecji, Hiszpanii, portugalii, we Włoszech i w Rumunii, gdzie zachorowało prawie 1,5 tys. osób, a 50 zmarło. Pojedyncze przypadki zachorowań odnotowano również u niemal wszystkich naszych sąsiadów: w Czechach, na Słowacji, Ukrainie i Białorusi.

Groźny wirus prawdopodobnie przeniosły do Polski ptaki migrujące z regionów tropikalnych. Od nich zaraziły się miejscowe... (...) Zarazki roznoszą głównie komary, a także meszki , muchówki, kleszcze - stawonogi, które żywią się zarówno krwią ptaków, jak i ssaków. (...) W Polsce nie prowadzi się na razie żadnych badań sprawdzających, czy chorzy na zapalenie opon mózgowych i mózgu byli zainfekowani wirusem gorączki Zachodniego Nilu, tymczasem aż 80 proc. tego typu zakażeń przebiega bezobjawowo. Okres wylęgania się choroby trwa 2-10 dni, a dolegliwości przypominają objawy grypy, z narastającą gorączką, dreszczami, ogólnym rozbiciem, bólami głowy i nieżytem żołądkowo-jelitowym. (...) Niektóre zainfekowane osoby mają objawy polio z ostrym porażeniem mięśni. Od 5 do 15 proc. osób dotkniętych gorączką umiera na skutek powikłań.

 

EBOLA W EUROPIE?

Do tej pory większość arbowirusów atakowała gęsto zaludnione tereny w krajach Trzeciego Świata, zwłaszcza położone w strefie międzyzwrotnikowej. Wzrost temperatury w ostatnich latach sprawił, że przenoszące śmiertelne choroby owady znajdują odpowiednie warunki do życia tam, gdzie dotychczas było im zbyt chłodno. Rozprzestrzenianiu się wirusów i pasożytów sprzyjają też coraz częstsze podróże oraz sprowadzanie zwierząt i roślin z egzotycznych zakątków świata.

We Włoszech zidentyfikowano pochodzącego z Azji komara tygrysiego, który przenosi wirusy powodujące zapalenie mózgu i gorączkę denga. Na Bałkany, do basenu Morza Śródziemnego i Morza Czarnego oraz na Węgry dotarła przenoszona przez kleszcze tzw. gorączka Krym-Kongo, która wywołuje silne wymioty, biegunkę i krwotoki. Jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ można się nią zarazić od człowieka.

Poza strefą zwrotnikową pojawiła się również choroba denga, która występuje już w ponad 100 krajach i coraz szybciej przesuwa się na północ. Niedawno pierwszy raz pojawiła się na Hawajach. Według WHO, wirus ten zagraża 40 proc. ludzi na świecie. Leiszmaniozę trzewną można

„przywieźć” z południa Włoch. W naszym kraju z objawami tej choroby do lekarzy trafia około 10-20 osób rocznie.

- Do Polski może powrócić malaria, ponieważ jest u nas dużo jej przenosicieli - komarów z rodzaju Anopheles, które wylęgają się m.in. w pobliżu lotniska Gdańsk-Trójmiasto - podkreśla dr Beata Biernat.

Malarią może nas zarazić komar, który dostał się do Polski w samolocie, lub rodzimy widliszek, który nakarmił się krwią turysty wracającego ze strefy tropikalnej. W Europie w ostatnich 20 latach zarejestrowano 64 przypadki tej choroby. Za kilka lat większość ludzi będzie narażona na choroby tropikalne, nawet na wywoływaną przez wirus Ebola wyjątkowo groźną gorączkę krwotoczną.

Monika Florek

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [02.08.2010, 15:32]

TROPIKALNE KOMARY ATAKUJĄ EUROPĘ. BĘDĄ ZABIJAĆ LUDZI

Rozmnażają się u nas już trzy niebezpieczne gatunki.

Azjatyckie komary tygrysie, afrykańskie Aedes aegypti oraz występujące w Ameryce Anopheles odkryto w holenderskim regionie Brabant. Obce gatunki są bardzo niebezpieczne dla ludzi, bo przenoszą śmiertelne choroby - alarmuje dutchnews.nl.

Holenderskie służby sanitarne przypuszczają, że groźne owady trafiły do Europy w używanych oponach sprowadzonych przez kilka firm z kontynentów południowych.

Komary zdążyły już jednak się rozmnożyć i teraz - w opinii resortu zdrowia Holandii, stanowią poważne zagrożenie dla mieszkańców.

Mogą roznosić chociażby dengę, malarie, gorączkę zachodniego Nilu czy żółtą febrę oraz wirusowe zapalenie opon mózgowych - ostrzega Ab Klink, holenderski minister zdrowia.

Holendrzy o pomoc poprosili francuskich ekspertów, którzy mają już doświadczenie w walce z obcymi gatunkami komarów. | AJ

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [20.08.2009, 16:08] 2 źródła

GROZI NAM KOLEJNA EPIDEMIA?

Naukowcy ostrzegają przed wirusem Zachodniego Nilu.

Wirusolodzy mają pełne ręce roboty. Ludzi atakuje nie tylko wirus świńskiej grypy, zagraża nam także - do tej pory egzotyczny - wirus przywleczony przez ptaki z Egiptu. O jego pojawieniu się wśród ptasiej populacji na skraju Puszczy Kampinoskiej mówił już w 2004 roku prof. Józef Knap z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Teraz  specjaliści z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego twierdzą, że zagrożenie przeniesienia się tego wirusa na ludzi jest całkiem realne - donosi "Newsweek".

Wirus przenoszą ptaki. Trafia on do ludzkiego organizmu poprzez ugryzienie komara. A tegoroczne ciepłe i wilgotne lato sprzyja rozmnażaniu się tych owadów. Również gatunku, który przenosi wirusa z ptaka na człowieka.

Niebezpieczeństwo jest realne. Dlatego należy stworzyć system wczesnego ostrzegania, polegający na monitorowaniu obecności wirusa u dzikich ptaków. W okresie wzmożonej aktywności komarów może łatwo dojść do przeniesienia wirusa na ludzi - ostrzega w rozmowie z serwisem Newsweek.pl prof. dr hab. Elżbieta Samorek - Salamonowicz z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego - Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach.

Wirus powoduje chorobę zwaną gorączką Zachodniego Nilu. W 80 proc. zakażenie przechodzi bezobjawowo, pozostali odczuwają bóle głowy, mają nudności, kłopoty z koordynacją, wysoką gorączkę. W skrajnych przypadkach choroba powoduje objawy podobne do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i zapalenia mózgu czy zbliżone do choroby Parkinsona. Śmiertelność osób hospitalizowanych waha się między 2 a 35 proc. - przypomina "Newsweek".

Choroba ta w 1999 roku dotarła do USA. Rocznie choruje tam na nią kilka tysięcy osób. Przypadki zachorowań odnotowuje się także co roku u naszych południowych sąsiadów. Do dzisiaj nie ma chroniącej przed wirusem szczepionki. | WB

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [17.02.2010, 16:59]

ŚWIATU GROZI NOWA EPIDEMIA

Ta choroba rozprzestrzenia się błyskawicznie.

Pandemia świńskiej grypy wywołała panikę na świecie, a niepostrzeżenie pojawiło się inne zagrożenie: denga. Przypadków tej potencjalnie śmiertelnej choroby roznoszonej przez komary przybywa w zawrotnym tempie - alarmuje "Newsweek".

Tygodnik zauważa, że Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób odnotowało do tej pory 11.749 zgonów spowodowanych przez wirus A/H1N1.

Tymczasem ze statystyk Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że z powodu epidemii dengi w ubiegłym roku do szpitali trafiło ponad pół miliona ludzi.

Czterdzieści lat temu wirus dengi występował w zaledwie dziewięciu krajach Afryki i Azji, obecnie jest rozpowszechniony w ponad stu. Denga jest drugą pod względem częstości chorobą przywożoną przez europejskich podróżników z wypraw - zauważa gazeta.

Denga to śmiertelna choroba, która występuje także u małp. Jej objawy są podobne jak w przypadku gorączki krwotocznej - to gorączka, silne bóle i sztywność stawów.

Jeśli wskutek globalnego ocieplenia przybywać będzie terenów sprzyjających rozwojowi komarów, ryzyko zakażenia dengą według Lowy Institute z Sydney obejmie ponad połowę populacji Ziemi - ostrzega "Newsweek". | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [09.06.2010, 17:40]

TROPIKALNE KOMARY TYGRYSIE ZAGRAŻAJĄ EUROPIE

Przenoszą groźne choroby.

Pokryty czarno-białymi pasami, Aedes albopictus dociera do nas z Afryki i Azji i stanowi poważne zagrożenie epidemiologiczne.

Francuskie ministerstwo zdrowia ostrzega, że komary tygrysie mogą przenosić takie tropikalne choroby jak chikungunya, denga i żółta febra oraz prawdopodobnie rozprzestrzeniać wirusowe zapalenie mózgu - donosi rmf24.pl.

Najnowszy komunikat o rozrastającej się pladze krwiopijców pochodzi właśnie z Francji, ale są też problemem we Włoszech, a znajdywano je już u naszych niemieckich sąsiadów.

W Marsylii trwa właśnie akcja spryskiwania ulic i budynków środkami owadobójczymi. Zagrożeni są właściwie wszyscy przebywający na Francuskiej Riwierze.

Władze apelują do mieszkańców o noszenie po zmierzchu długich spodni i koszul z długimi rękawami - dodaje portal.

Idealnym miejscem do rozmnażania się komarów są zbiorniki stojącej wody, m.in. te pod rynnami, ale i w wazonach czy w podstawkach pod doniczkami. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [12.06.2010, 15:29]

IDZIE ZARAZA! BĘDZIEMY UMIERAĆ NA DŻUMĘ, MALARIĘ I FEBRĘ

Jakie epidemie zbliżają się do Europy.

Naukowcy ostrzegają, że rosnące temperatury na świecie spowodują przesuwanie się na północ tropikalnych chorób zakaźnych. Grożą nam epidemie żółtej febry, gorączki denga, malarii a nawet dżumy - informuje serwis health24.com.

Wpływ zmian klimatu na choroby zakaźne daje się już odczuć i jest prawdopodobne, że w ciągu najbliższych kilku lat pojawią się i utrwalą w Europie nowe wektory i nowe patogeny - można przeczytać w najnowszym raporcie European Academies Science Advisory Council (EASAC).

W skład tej niezależnej instytucji wchodzi 26 narodowych akademii nauk z Unii Europejskiej.

Dla mnie nie robi różnicy jak to nazwiemy, ale udokumentowane jest to, że od ostatnich 20-30 lat mamy wyższe temperatury. Umożliwiają one owadom szerzącym choroby i wirusom szybszy rozwój i reprodukcję, a to będzie powodowało wzrost zachorowań - oświadczył przewodniczący EASAC dr Volker ter Meulen.

Przykład? Rosnące temperatury w Europie tworzą nowe siedliska dla komara przenoszącego żółtą febrę, wirusa zachodniego Nilu, gorączkę denga i zapalenie mózgu.

Ten komar wiązany jest już z ponad 200 przypadkami w Europie choroby o nazwie chikungunya, powodowanej przez wirusa i objawiającej się gorączką oraz uszkodzeniami stawów. | WB

 

„WPROST” nr 4(1104), 2004 r.

BIAŁY TRĄD W BAGDADZIE

Kilkuset żołnierzy służących w Iraku zachorowało na leiszmaniozę, chorobę zakaźną wywoływaną przez pierwotniaki z rodzaju Leishmania atakujące białe krwinki i układ limfatyczny. Przenoszą ją pustynne moskity, które podczas obecnego konfliktu są bardzo uciążliwe.

Chorują Amerykanie i Brytyjczycy, Polacy na razie są zdrowi. Wojskowych atakuje głównie odmiana skórna choroby (CL), zwana białym trądem. Prowadzi ona do powstania na twarzy nie gojących się owrzodzeń oraz blizn, które długo mają siny kolor. Groźniejsza dla zdrowia jest postać trzewna (VL), wywołująca gorączkę, powiększenie śledziony i zmniejszenie produkcji krwinek w szpiku. Nie leczona może prowadzić do śmierci. W czasie operacji "Pustynna burza" w 1991 r. na leiszmaniozę zachorowało kilkudziesięciu żołnierzy z USA.

Leiszmanioza powszechnie występuje w ciepłym klimacie - zagrożonych nią jest 16 mln ludzi na całym świecie, co roku 1,5 mln osób choruje na CL, a 500 tys. na VL. Nie ma na nią szczepionki, leczenie nie zawsze jest skuteczne. W niektórych krajach podzwrotnikowych leiszmanioza jest uważana za typową chorobę wieku dziecięcego, tak jak u nas różyczka czy odra. | (JAS)

 

  

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [02.08.2010, 12:41]

MASZ PSA? ZOBACZ, ILE BAKTERII ŻYJE W TWOJEJ KUCHNI

Podłoga jest brudniejsza niż toaleta w pubie.

Myślisz, że publiczna toaleta i studenckie mieszkanie to synonim brudu? Mylisz się. Brytyjscy badacze dowiedli, że brudniejsza może być kuchenna podłoga w mieszkaniu miłośników zwierząt - informuje "express.co.uk".

Mikrobiolodzy z Leeds Metropolitan University pobrali próbki z podłóg w kuchni bezdzietnych par, małżeństw z dziećmi oraz małżeństw, które mają i dzieci i zwierzęta.

Co się okazało? Poziom bakterii w kuchni u par bezdzietnych wynosił 167. Gdy w domu pojawiały się dzieci wzrastał do 232.

Jednak gdy w domu były zwierzęta poziom bakterii rósł prawie 20-krotnie i osiągał 2844 pkt.

To oznacza, że na przeciętnej wielkości podłodze żyje ponad 6 milionów bakterii. Wystarczy, że przez tydzień jej nie zmyjemy i bakterii będzie więcej niż w publicznej toalecie w pubie - twierdzi dr Alan Edmondson. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [06.01.2010, 06:15] 6 źródeł

LUDZIE WYGINĄ PRZEZ ZWIERZĘTA? TO MOŻLIWE

Zarażają nas coraz groźniejszymi chorobami.

Naukowcy ostrzegają przed wyraźnym wzrostem liczby chorób, które przenoszą się ze zwierząt na ludzi. Eksperci z amerykańskiej Environmental Protection Agency twierdzą, że to zjawisko będzie przybierać jeszcze na sile - donosi "The Daily Telegraph".

Ich zdaniem spowodują to zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie środowiska, globalizacja i urbanizacja oraz nowoczesne metody uprawy roślin. To wszystko wpłynie na mutację wirusów.

Naukowcy z amerykańskiej agencji twierdzą, że w ostatnich 2 latach Światowa Organizacja Zdrowia zanotowała co najmniej 45 chorób, które pochodzą od zwierząt. Podczas gdy od 1940 roku do początku tego wieku było ich jedynie około 160.

Czeka nas zmiana sposobu rozprzestrzeniania się chorób na całym świecie. Grożą nam coraz to nowsze choroby zakaźne, których epidemie rozwijać się będą bardzo szybko bo ludzie w nieograniczony przecież sposób przemieszczają się z kontynentu na kontynent - twierdzi dr Montira Pongsiri.

Zdaniem ekspertów z EPA zagrożeniem ponownie będą także choroby, których epidemie udało się opanować. To malaria, przenoszona przez kleszcze choroba z Lyme, wirus Hantaan (rozprzestrzeniany przez myszy i szczury), gorączka Zachodniego Nilu (przenoszona przez komary) czy schistosomatoza, którą roznoszą ślimaki.

W swoim raporcie amerykańscy naukowcy twierdzą, że musimy liczyć się także ze wzrostem zachorowań na raka oraz częstsze występowanie alergii i wad wrodzonych. Jednym z czynników, które to spowodują będą zmiany genetyczne u zwierząt oraz powstawanie siedlisk ludzkich w miejscach, które powodują częsty kontakt z dzikimi zwierzętami - niespotykany do tej pory w dziejach ludzkości - dodaje gazeta.

Dziennik przypomina także, że to właśnie od zwierząt pochodzi wirus HIV oraz ten, który wywołał epidemię świńskiej grypy. | AJ

 

 

www.o2.pl | Poniedziałek [27.07.2009, 16:19] 1 źródło

BOŻE KRÓWKI ATAKUJĄ POLSKĘ

Inwazja miliardów biedronek na zachodnie wybrzeże.

Są ich miliardy, prawdziwa inwazja, w życiu czegoś takiego nie widziałem. Niech miasto z tym coś zrobi, bo się ludzie wyniosą - "Gazeta Wyborcza" cytuje słowa  wypoczywającego w Świnoujściu Piotra Podbornego z Torunia.

 

Razem z mailem do gazety wysłał też zdjęcia oblepionych biedronkami namiotów plażowych, ubrań i ręczników. Zamiast opalać się, ludzie spędzają większość czasu na plaży oganiając się od owadów. Słowa turystów potwierdzają władze nadmorskich miast.

 

 Słyszeliśmy, że podobny problem występuje na całym wybrzeżu, od niemieckiego Ahlbecku aż do Rewala. Słyszałam, że to te azjatyckie biedronki - sugeruje Grażyna Melerska, zastępca naczelnika wydziału gospodarki komunalnej i środowiska w Urzędzie Miasta Świnoujście.

 

Ponoć to pogoda (ciepło i wilgoć) sprzyjają mszycom. A zaraz za nimi pojawiają się biedronki. Niestety najeźdźca z Azji jest wrogiem naszych rodzimych biedronek.

Zjadają ich jaja i larwy. Trzeba jednak pamiętać, że biedronka nie zaatakuje nikogo pierwsza. Ona tylko się broni - mówi "Gazecie Wyborczej" dr inż. Andrzej Mazur z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [26.07.2010, 21:03]

KOLEJNA PLAGA ZAMIENIA POLSKĘ W PUSTYNIĘ. TO OBCY

Znowu wszystko przez pogodę.

Mięczaki wylegają na ścieżki w parkach i alejkach. Pustoszą działki i przydomowe ogródki. Wdzierają się na plantacje - ostrzega polskieradio.pl.

Jak twierdzą eksperci, to nie są nasze ślimaki. Do Polski dotarły z transportami zza granicy.

Jedzą nie tylko sałatę czy kapustę, ale i rośliny ozdobne. Mają tu dużo pożywienia, dlatego rozmnożyły się w ekspresowym tempie - mówi portalowi małopolski konserwator przyrody, Bożena Kotońska.

Klimat też im ostatnio sprzyjał, bo im cieplej tym lepiej im się żyje.

Dominują bezskorupowe ślimaki zwane pomrowami. Są pomarańczowe, czarne i niebieskie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by z nimi walczyć.

Ślimaki które pożerają nasze ogródki nie należą do gatunków chronionych. Nie są też jadalne, w przeciwieństwie do winniczków, które można zbierać tylko w maju - polskieradio.pl cytuje Tomasza Ciepłego z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Krakowie. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [11.08.2010, 16:54]

GROŹNE GĄSIENICE ATAKUJĄ EUROPĘ

Plaga dotyka kolejne kraje. Tu lepiej unikać lasów.

Po Niemcach, teraz Holendrzy walczą z niebezpiecznymi gąsienicami ćmy korowódki dębowej. Owady pokryte są haczykowatymi, trującymi włoskami, które są groźne dla ludzi i zwierząt.

Nie potrzeba kontaktu z gąsienicą, bo włoski rozwiewa także wiatr. Kontakt z nimi powoduje podrażnienia skóry, problemy z oddychaniem, bóle głowy, a w skrajnych przypadkach - wstrząs anafilaktyczny - ostrzega dutchnews.nl.

Portal zauważa, że gąsienice korowódki dębowej zazwyczaj nie występują w lasach północnej Europy. W tym roku owady dotarły jednak aż do Groningen.

Leśnicy usuwają gniazda trujących gąsienic z drzew, ale ostrzegają mieszkańców, przed wchodzeniem do lasów dębowych, bo owady mogą gniazdować także pod ziemią. | AJ

 

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Sobota [30.10.2010, 15:53]

TEN PASOŻYT ZABIJE WSZYSTKIE NIETOPERZE. GROZI NAM KATASTROFA

Owady opanują świat?

To prawdziwa epidemia. Miliony amerykańskich nietoperzy giną z powodu groźnego pasożyta, który najprawdopodobniej, tak jak ospa, został przywleczony z Europy. Jego ofiarą padły już miliony nietoperzy w północno-wschodnich stanach USA.

Pasożyt zabija nietoperze także w Kanadzie. Jeśli ludzie go nie powstrzymają, to będziemy świadkami ekologicznej katastrofy - informuje "The Independent".

Nietoperze są niezwykle cennym ogniwem w łańcuchu pokarmowym. Jedno liczące ok. miliona osobników stado małych nietoperzy potrafi zaledwie w ciągu 180 dni zjeść - a są to ostrożne szacunki - ok. 500 ton owadów - twierdzi biolog Thomas Kunz. - Jeśli nietoperze wyginą pozostaną nam tylko pestycydy.

Pierwsze chore nietoperze zaobserwowano w 2006 roku w stanie Nowy Jork. Rok później epidemia zaatakowała już stada nietoperzy w Vermont, Massachusetts i Pensylwanii. W 2009 roku dotarła do Kanady. W tym roku okazało się, że rozprzestrzenia się także na południe pustosząc siedliska tych ssaków w Tennessee, Oklahomie i Missouri.

Choroba atakuje zimą, gdy zimujące w jaskiniach nietoperze tłoczą się, by nawzajem się ogrzać. Pasożyt niszczy układ odpornościowy zwierząt, wybudza je także ze snu. To sprawia, że na wiosnę zwierzęta budzą się osłabione i nie są w stanie polować. Umierają tysiącami.

Jeden zakażony osobnik jest w stanie zarazić 75 proc. stada. Po roku pada nawet 90 proc. populacji nietoperzy w danym siedlisku.

To największe w historii wymieranie zwierząt w Ameryce Północnej spowodowane przez chorobę zakaźną - twierdzi Kunz.

Skąd wzięła się ta choroba? Podobnego pasożyta znaleziono u nietoperzy w Niemczech, na Węgrzech i w Szwajcarii. Wydaje się jednak, że europejskie nietoperze są na niego odporne. | WB

 

[Trzeba tak jak ludzie, jak najdłużej te zrażające utrzymywać przy życiu, w imię dobra... – red.]

 

 

„POLITYKA” nr 34 (2617), 25.08.2007 r.

SZPULA Z ULA!

Pszczoły znikają. Jest ich coraz mniej. Jeśli nic się nie zmieni, ucierpi na tym nie tylko przyroda, ale także gospodarka.

Pszczoły mają ciężkie życie. Klasa robotnicza pszczół żyje w przymusowym celibacie, zaś pszczelarze przywłaszczają sobie ciężko wypracowany przez nie miód. Na dodatek regularnie nękają je śmiertelne zarazy. Na początku XX w. pasożytniczy roztocz świdraczek pszczeli spowodował masowy pomór pszczół na całych Wyspach Brytyjskich. Od pełnej zagłady pszczoły uratował w latach 20. brat Adam, mnich z Opactwa Buckfast, któremu udało się wyhodować odporną na świdraczka krzyżówkę. W Ameryce – która pracy pszczół w dużej mierze zawdzięcza swą dzisiejszą potęgę – w 1987 r. pojawił się inny niszczycielski azjatycki roztocz Varroa destructor, który wcześniej zaatakował Europę. Kiedy już się wydawało, że warroza, której jest sprawcą, została opanowana, w styczniu 2007 r. z zachodu Stanów Zjednoczonych nadeszły złowrogie wieści o tajemniczym i masowym znikaniu całych pszczelich rojów. Dla podkreślenia wagi tego zjawiska nadano mu uczoną nazwę Colony Collapse Disorder (w skrócie CCD).

 

Ameryka kocha pszczoły

Warto zrobić historyczną dygresję, która pozwoli lepiej zrozumieć amerykańską wrażliwość na losy pszczół. W artykule „Ameryka odkryta i stracona”, opublikowanym w majowym numerze amerykańskiego wydania „National Geographic”, Charles C. Mann opisuje rewolucyjne zmiany, jakie w miejscowym środowisku naturalnym spowodował napływ do Ameryki europejskich osadników. Przyrodniczo było to dla nich obce środowisko, toteż „przetworzyli go w miejsce, które mogli zrozumieć. Czyniąc to, przypuścili na Północną Amerykę kompleksowy ekologiczny atak”.

 

W tej bitwie, która doprowadziła do dewastacji dawnego środowiska, szczególnie zasłużonymi żołnierzami (poza malarią i innymi sprowadzonymi z Europy patogenami) były pospolite europejskie pszczoły. Pierwsze roje przywieziono do Ameryki na początku 1622 r. do kolonii Jamestown. Produkując miód dokonywały jednak znacznie ważniejszej rzeczy – zapylały posadzone przez osadników drzewa owocowe i inne rośliny użytkowe, które bez pomocy tych owadów nie przynosiłyby plonów. Z czasem pszczoła stała się zwiastunem inwazji europejskich osadników. Kiedy stopniowo przemieszczali się na nowe tereny – pisał w 1782 r. autor „Listów amerykańskiego farmera” Jean de Crevecoeur – widok pierwszej zbłąkanej pszczoły „zasiewał smutek i konsternację w sercach Indian”.

 

Choć dziś, blisko 400 lat od przybycia pszczół europejskich na kontynent amerykański, gospodarka Stanów Zjednoczonych w znacznie mniejszym stopniu opiera się na rolnictwie i hodowli, ich wkład w dochód narodowy kraju jest nadal duży. Roczna produkcja miodu warta jest 200 mln dol., co stanowi niewielki ułamek ich gospodarczej wartości. Ale od zapylania przez pszczoły zależy 90 proc. amerykańskiej produkcji jabłek, czarnych jagód, cebuli i brokułów, 27 proc. pomarańczy, a migdałów bez nich w ogóle nie dałoby się uprawiać. Według szacunków departamentu rolnictwa, około jedna trzecia całkowitej produkcji żywności roślinnej w Stanach Zjednoczonych wymaga współudziału pszczół i – jak oświadczył pod koniec czerwca minister rolnictwa Mike Johanns – całkowite ich wyginięcie spowodowałoby straty ekonomiczne sięgające 75 mld dol. rocznie.

 

Trzecia po komarze

Zważywszy na gospodarcze znaczenie pszczół, nie można się dziwić, że od dawna interesują się nimi uczeni. Ostatnio ciekawią genetyków. W 2001 r. utworzono w USA konsorcjum z kilku wielkich instytucji naukowych. Jego zadaniem było odczytanie kodu genetycznego pszczoły. Wśród owadów jest ona trzecim gatunkiem, jaki spotkało to wyróżnienie. Wyprzedziły ją: muszka owocowa oraz przenoszący malarię komar i był to wybór dość oczywisty. Zainteresowanie pszczołą, obok motywacji ekonomicznej, miało także uzasadnienie czysto poznawcze. Jest ona gatunkiem o złożonej strukturze społecznej i rozszyfrowanie jej genów mogłoby rzucić pewne światło na kwestię genetycznego uwarunkowania skomplikowanych zachowań. Pierwsze ustalenia na temat jej genomu opublikowano w ubiegłym roku i choć na głębszą analizę trzeba będzie poczekać, to, czego już się dowiedzieliśmy, jest interesujące.

 

Po pierwsze, w porównaniu z komarem i muszką owocową ewolucja pszczoły odbyła się wolniej. Może to mieć związek z jej udomowieniem, które wyeliminowało wiele środowiskowych stresów przyspieszających selekcję. Co więcej, genom pszczoły zawiera pewne odpowiedniki ważnych genów, które – jak dotąd sądzono – pojawiły się dopiero u ssaków. Czyżby jej skłonność do współpracy z ludźmi wynikała z pewnego genetycznego powinowactwa? W sumie genom jej zawiera 236 mln par nukleotydów, czyli jest ponaddziesięciokrotnie uboższy od genomu człowieka (ok. 3 mld) i składa się z 10 tys. genów. Jak twierdzą naukowcy, 163 z tych genów koduje receptory zapachu, a jedynie 10 receptory smaku. Pszczoły kierują się więc raczej „nosem” niż „językiem”. Ich historia jest zadziwiająco podobna do historii gatunku ludzkiego, ponieważ, jak twierdzą badacze, gatunek ten powstał w Afryce i rozprzestrzenił się w Europie drogą co najmniej dwu wielkich migracji.

 

Porzucona królowa

Poznanie pszczelego genomu nie zbliżyło nas jednak na razie do rozwiązania zagadki obecnego pomoru amerykańskich pszczół. Wspomniany na wstępie fenomen objawia się w ten sposób, że z uli znikają niespodziewanie wszystkie dorosłe pszczoły nie pozostawiając po sobie trupów, natomiast porzucając dorastające w plastrach potomstwo i dobrze zaopatrzone magazyny żywności – a także bezradną królową-matkę. Przyczyny tej nagłej dezercji pozostają zagadką i na ten temat wysunięto wiele, karkołomnych niekiedy, hipotez. W kręgu podejrzeń jest wyczerpanie źródeł pokarmu, pestycydy, roztocza, grzybica bądź inne niezidentyfikowane patogeny, genetycznie zmodyfikowane rośliny uprawne, a nawet fale elektromagnetyczne generowane przez telefonię komórkową. Aż dziw bierze, że nie ma na tej liście efektu cieplarnianego...

 

W 1994 r. liczba dzikich pszczół zmniejszyła się o 98 proc. W tym samym czasie liczba uli utrzymywanych przez pszczelarzy zmniejszyła się o połowę i winę za to ponosiła wspomniana warroza. Obecny kryzys spowodowany przez CCD ma jakoby jeszcze bardziej apokaliptyczne proporcje. Doniesienia o znikaniu rojów dotarły już z co najmniej 24 stanów. Podobne raporty napływają także z Polski, Grecji, Włoch, Portugalii i Hiszpanii, choć brak potwierdzenia, że dotyczą one tego samego zjawiska.

 

Trupy po roju

Tymczasem, jak donoszą pszczelarze z Arizony, odporność na CCD wykazują pszczoły afrykańskie. Nie wiadomo, czy jest to wiadomość dobra czy zła. W połowie minionego stulecia 26 królowych-matek tego gatunku sprowadzono do badań naukowych z Tanzanii do Brazylii, gdzie w 1957 r. uciekły z laboratorium i zaczęły powoli migrować na północ. Wędrując, afrykańskie pszczoły krzyżują się z pszczołami europejskimi i przekazują im cechy, jakim zawdzięczają swą niepochlebną reputację. Są one, na przykład, znane z tego, że jeśli opiekujący się ich ulem pszczelarz zbyt często je niepokoi, cała kolonia pakuje się i odlatuje w nieznane. Co jednak ważniejsze, są one bardziej agresywne, a trasa ich przelotu przez Południową i Środkową Amerykę usłana jest ludzkimi trupami. Do dziś od ich żądeł zginęło około tysiąca osób. W Meksyku w latach 1988–1995 zanotowano 175 śmiertelnych przypadków użądleń.

 

Pierwsza afrykańska pszczoła przekroczyła granicę Stanów Zjednoczonych w 1990 r. Dziś zafrykanizowane pszczoły zadomowiły się już we wszystkich południowych stanach, od Kalifornii do Florydy, i zabiły ok. 20 osób. Nawet gdyby uznać, że jest to nieuchronna cena za ich usługi zapyleń, nie wiadomo, czy mogą one zrekompensować ewentualną utratę pszczoły europejskiej. Nie są równie jak ona pracowite i znacznie mniej odporne na niskie temperatury panujące na dużej części terytorium USA.

 

Na razie nie pozostaje nic innego, jak łudzić się nadzieją, że pogłoski o katastrofie CCD są przesadzone. Nie wszystko jeszcze stracone – amerykańskie pszczoły, jak doniosła na początku marca światowa prasa, cieszą się pełnym zrozumieniem i poparciem Hillary Clinton, prawdopodobnego kandydata Partii Demokratycznej na prezydenta Stanów Zjednoczonych...

Krzysztof Szymborski

 

 www.o2.pl | Wtorek [17.02.2009, 22:24] 3 źródła

LUDZKOŚĆ BĘDZIE GŁODOWAĆ, BO WYMIERAJĄ PSZCZOŁY

A bez tych owadów nie będzie można zapylić wielu upraw.

Naukowcy alarmują. Pszczoły wymierają na całym świecie. Dla ludzkości oznacza to jedno - głód. A to dlatego, że jedną trzecią naszego pożywienia jemy właśnie dzięki pszczołom, które zapylają rośliny.

Za zbliżającą się zagładę całej populacji pszczół odpowiadają w równym stopniu infekcje bakteryjne, brak pożywienia, pestycydy i błędy w hodowli. Ale za osłabienie ich organizmów odpowiada jednak roznoszona przez roztocza warroza - donosi magazyn "New Scientist".

 

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii zginęła jedna trzecia pszczół. We Włoszech zginęła prawie połowa. Epidemia przeszła nad Europą i pierwsze doniesienia o śmierci pszczół dochodzą z Indii i Chin.

 

Warroza powoduje podatność na ataki wirusów. Jedynym kontynentem wolnym od roztocza "Varroa destructor" jest na razie Australia. Rozwiązaniem problemu wymierania kolonii zajmują się naukowcy z 36 państw, pracujący nad projektem COLOSS.

 

Bez pieniędzy nie będziemy wstanie niczego zrobić. W tej chwili nie możemy nawet ocenić sytuacji jaka panuje w koloniach w Europie, nie mówiąc już o całym świecie - martwi się Peter Neumann ze szwajcarskiego oddziału COLOSSa w Brnie. J

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [31.08.2009, 15:43] 1 źródło

PSZCZOŁY NIE LUBIĄ TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH

Bo uniemożliwiają im powrót do ula.

Fale elektromagnetyczne emitowane przez nadajniki telefoni komórkowej i same telefony stanowią zagrożenie dla pszczół miodnych - wynika z opublikowanych w Indiach badań.

Fale te zaburzają "nawigacyjne umiejętności" robotnic, które wyszły zbierać nektar z kwiatów w celu utrzymania rodzin pszczelich - twierdzi dr Sainuddin Pattazhy, który przeprowadził badania w znanym z pszczelarstwa regionie Kerala na południu Indii.

Stwierdził on, że gdy komórka była trzymana w pobliżu ula, robotnice nie były w stanie do niego wrócić. Pozostała w ulu królowa i jaja ginęły w ciągu 10 dni.

Jeśli nadal będzie przybywać nadajników i telefonów komórkowych w regionach gdzie hoduje się pszczoły mogą one wyginąć w ciągu 10 lat - stwierdził Pattazhy. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 20.10.2011, 06:58

UE BIJE NA ALARM: ZABRAKNIE JEDZENIA W EUROPIE!

Musimy ratować pszczoły.

Masowe wymieranie pszczół w Europie zagraża produkcji jedzenia i stabilności przyrody. Parlament Europejski bije na alarm i wzywa wszystkie kraje do bezwzględnej ochrony tych owadów.

Pszczoły wymierają zwłaszcza w regionach, gdzie prowadzone są intensywne wielkoobszarowe, jednorodne gatunkowo uprawy rolne - zauważa "Puls Biznesu".

Jeśli jest ich zbyt mało, nie zapylają wystarczającej liczy roślin, a te wtedy nie mogą się rozwijać. Najwięcej pszczół wymarło w Niemczech, Francji i we Włoszech. Problem dotyczy także naszego kraju.

W Polsce żyje obecnie około 890 tys. rodzin pszczelich, a powinno ich być co najmniej 2 mln - mówi Tadeusz Sabat z Polskiego Związku Pszczelarskiego.

Eksperci są podzieleni co do przyczyny wymierania pszczół. Większość jednak twierdzi, że owady wymierają przez toksyczne dla nich pestycydy stosowane w rolnictwie. | AJ

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [16.04.2010, 11:07]

NADLATUJĄ OGROMNE SZERSZENIE. TO PRAWDZIWI ZABÓJCY

Europę pustoszą "azjatyckie potwory".

Europie zagraża plaga azjatyckich szerszeni. Owady te są cztery razy większe od naszych pszczół, mają żądło długości ludzkiego paznokcia. W ciągu kilku godzin mogą zniszczyć nawet 30 tys. pszczół.

Właściciele pasiek są zrozpaczeni. Azjatyckie szerszenie niszczą już ule w południowo-zachodniej Francji. Specjaliści przypuszczają, że owady zostały przywiezione do Europy z transportem roślin doniczkowych.

Azjatyckie pszczoły nauczyły się walczyć z intruzami: otaczają je i nie pozwalają im się ruszyć, a wtedy szerszenie przegrzewają się na słońcu i giną. Jednak europejskie pszczoły są wobec nich bezbronne - pisze "Daily Mail".

Owady te są także niebezpieczne dla ludzi. Ich użądlenie jest niezwykle bolesne. | TM

 

 

 www.o2.pl | Niedziela [22.02.2009, 11:49] 5 źródeł

WIĘKSZOŚĆ WOJEN WYBUCHA W PRZYRODNICZYCH RAJACH

80 procent konfliktów toczy się w zagrożonych katastrofą ekologiczną regionach.

Większość wojen i konfliktów zbrojnych drugiej połowy xx wieku wybuchła w miejscach niezwykle zróżnicowanych biologicznie - donosi "Conservation Biology".

W badaniu pod hasłem "Warfare in Biodiversity Hotspots" naukowcy wskazali 34 miejsca zapalne, w których jednocześnie rośnie ponad połowa zagrożonego (w danym regionie) gatunku roślin lub 42 procent kręgowców.

W 23 z nich toczyły się już poważne konflikty zbrojne, które pociągnęły za sobą co najmniej 1000 ofiar.

Wnioski naszego badania porażają. Najbogatsze przyrodniczo miejsca na Ziemi są też miejscami w których najczęściej trwają wojny. Jak widać, w tych samych miejscach trzeba równie mocno walczyć o szansę przetrwania roślin, co ludzi - uważa Russell A. Mittermeier, dyrektor Conservation International. J

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [24.11.2009, 22:35] 1 źródło

ZA ZBROJNE KONFLIKTY ODPOWIADA GLOBALNE OCIEPLENIE

Przez kilka dodatkowych stopni zginie 400 tys. ludzi.

Zginą w wojnach jakie wybuchnąć w Afryce do 2030 roku. Powodem wojen będą zmiany klimatyczne - donosi "The New Scientist".

Do niedawna przewidywanie ognisk zapalnych konfliktów w Afryce opierało się na mapie

opadów.

Naukowcy z Berkeley i Stanford odkryli jednak równie silną zależność między wojną a temperaturą - tłumaczy pismo.

Za podstawę do badania wzięli dane o konfliktach na Czarnym Lądzie z lat 1981 - 2002. Tam gdzie rosły temperatury bardzo często wybuchały wojny domowe.

Jako że wieloletnie modele pogodowe są dosyć stałe, na ich podstawie obliczono też 54 proc. wzrost w ilości konfliktów zbrojnych na kontynencie afrykańskim - tłumaczy "The New Scientist". | JS

 

 

„GW” piątek, 13.02.2004 r.

EGZOTYCZNE OFIARY

ZWIERZĘTA Z PRZEMYTU.

Co drugie sprzedawane w Polsce egzotyczne zwierzę rzadkiego gatunku może pochodzić z przemytu. Być może jest tym jednym na dziesięć, które przeżyło podróż upchane w butelce, termosie, oponie samochodowej czy walizce.

Nielegalny handel zagrożonymi gatunkami to – po przemycie narkotyków i broni – trzeci co do opłacalności przestępczy biznes świata. – Kupując takie zwierzęta, popieramy wyniszczanie ginących gatunków i przemyt, w trakcie którego ugina miliony zwierząt. Łamiemy też prawo – mówi Marta Kaczyńska z WWF Polska, organizacji należącej do Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF). (...)

Tymczasem przemycane zwierzęta nie tylko nie nadają się do hodowli – nie przystosowują się do  życia w niewoli i nie dają oswoić – ale też przenoszą wiele niebezpiecznych chorób. Przemyt i nielegalny handel będzie trwał tak długo, jak długo klienci będą kupować takie zwierzęta... (...) Na stronie internetowej WWF Polska (www.wwf.pl) można znaleźć listę zwierząt chronionych konwencją waszyngtońską, wzór zaświadczenia, jakie powinno mieć zwierzę, listę sklepów, które przyłączyły się do kampanii. | ES

 

„ANGORA: dodatek ANGORKA” nr 25, 18.06.2006 r.

GINĄCA PRZYRODA EUROPY

Ponad połowa europejskich gatunków roślin i zwierząt oraz siedlisk, w których one żyją, jest źle chroniona i zagrożona wyginięciem. Tak wynika z najnowszego raportu Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF). Na podstawie zgromadzonych informacji specjaliści obliczyli, że możemy bezpowrotnie utracić 52% ryb słodkowodnych, 42% gadów i motyli. Na liście znalazły się (występujące także na terenach Polski) drapieżniki: niedźwiedzie brunatne, wilki i rysie.

Niestety, główną winą za niszczenie natury obarczany jest człowiek i jego działalność, a w szczególności: odwadnianie gleby, nadmierne używanie środków owadobójczych i nawozów sztucznych w rolnictwie, kłusownictwo, a także urbanizacja, czyli rozwój i rozbudowa miast na terenach jeszcze niedawno należących do przedstawicieli dzikiej przyrody i stanowiących ich naturalne środowisko.

Unia Europejska, co prawda, dysponuje odpowiednimi przepisami prawa zapewniającymi ochronę fauny i flory, ale stosowanie go w praktyce nie zawsze jest skuteczne.

Oz na podst. www.interia.pl

 

www.o2.pl | Czwartek [21.05.2009, 14:27] 3 źródła

NA CAŁYM ŚWIECIE WYMIERAJĄ WĘDROWNE PTAKI

A w Europie masowo giną żaby i węże.

Wodne ptaki jak czajki, szlamiki, siewki i kuliki co roku podejmują ogromne ryzyko przemieszczając się z terenów lęgowych na ciepłe obszary zimowania. Często aż z Arktyki muszą dotrzeć do południowego skrawka Afryki.

Co istotne, większość zbiera się tłumnie w kilku tylko miejscach, co czyni te obszary kluczowymi dla przetrwania całych populacji. Wetlands International opublikował właśnie atlas tych niezwykle ważnych dla ziemskiego ekosystemu miejsc. O ile takie habitaty objęte są ochroną w Unii Europejskiej, gorzej jest z Afryką i Bliskim Wschodem. To naglący problem - tłumaczą autorzy atlasu.

 

Najbardziej zagrożone przystanki ptaków migrujących znajdują się wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki, rzeki Niger i wokół jeziora Czad oraz we wschodniej części Czarnego Lądu, wzdłuż doliny Rift. Te, oraz inne podmokłe tereny w Azji, stale zmniejszają swoją powierzchnię.

 

Wszystko przez rabunkowe dla środowiska programy irygacyjne, zamiana ich na ziemię rolniczą i zabudowa. I tak np. delta rzeki Tana w Kenii staje się centrum uprawy trzciny cukrowej - wymieniają eksperci z WI.

 

Ale nie tylko ptaki są w niebezpieczeństwie. W Unii Europejskiej zagrożone wyginięciem są żółwie, żmije i jaszczurki.

 

 Jedna piąta gadów i blisko jedna czwarta płazów w Europie jest zagrożona, gdyż ich środowisko naturalne kurczy się z powodu działalności człowieka, wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Komisji Europejskiej - informuje "Rzeczpospolita".

 

W Europie przybywa ludzi, uprawy są coraz bardziej intensywne, a zabudowa miejska rozwija się bez kontroli.

 

Jako jedne z najważniejszych środowisk naturalnych dla płazów wymieniono Hiszpanię, Portugalię, Włochy i Bałkany. W płazy szczególnie obfituje Europa Południowa, ale ich słodkowodne środowiska są pod ogromną presją z powodu zmian klimatycznych i innych zagrożeń [...] Jak wynika z badania, spada liczebność 42 proc. gatunków gadów i 59 proc. gatunków płazów. W przypadku ssaków odsetek ten wynosi 27 proc. - donosi gazeta. | JS

 

„PRZEGLĄD” nr 26, 03.07.2005 r.

EKOLOGIA I PRZEGLĄD

(...) Podczas Konferencji Stron Konwencji o Bioróżnorodności, która odbyła się na początku roku w Kuala Lumpur, naukowcy doszli do wniosku, że w wyniku zmian klimatu i niszczenia środowiska naturalnego z powierzchni ziemi zniknie aż 34 tys. gatunków roślin i 5 tys. gatunków zwierząt. Jeszcze bardziej pesymistyczny był magazyn „Nature”, który napisał o milionie gatunków skazanych na wymarcie! Możemy więc być świadkami wyginięcia jednej trzeciej lub nawet połowy gatunków flory i fauny. (...)

Joanna Tańska

 

„PRZEGLĄD” nr 28, 17.07.2005 r.

RAJ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE

(...) W ciągu ostatnich 50 lat wymarła połowa gatunków zwierząt i roślin występujących na Ziemi. Zdaniem naukowców to dopiero początek.

(...) Ciągnący się wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża atlantycki las deszczowy zajmuje obecnie 13% terytorium Brazylii (zachowało się tylko 7% stanu pierwotnego).

(...) Żyjące na Madagaskaże naczelne są uważane za najbardziej zagrożone wymarciem. Według naukowców, na wyspie wyginęło już 90% pierwotnej roślinności. Ponad 50 gatunków lemurów dożywa kresu swych dni.

(...) Z naturalnych lasów w południowo-zachodniej Australii zachowało się do dnia dzisiejszego zaledwie 10% stanu pierwotnego.

Aleksandra Zborowska

 

www.o2.pl / www.sfora.pl |Poniedziałek [18.10.2010, 13:38]

ŻYCIE NA ZIEMI WYMIERA JAK DINOZAURY

Jesteśmy na progu globalnej katastrofy.

Mamy tylko dziesięć lat na uratowanie Ziemi. Jeśli natychmiast nie zaczniemy chronić środowiska, zmiany będą nieodwracalne - alarmują eksperci zgromadzeni na konferencji ONZ dotyczącej ochrony bioróżnorodności na naszej planecie.

Stoimy na progu wymierania gatunków, które można porównać do tego co wydarzyło się 65 mln lat temu z dinozaurami - stwierdził Achim Steiner, szef programu ochrony środowiska ONZ.

Tempo wymierania gatunków - zdaniem ekspertów - jest obecnie od 100 do nawet 1000 razy szybsze niż wynosi średnia historyczna.

Eksperci twierdzą, że musimy natychmiast zacząć chronić i przywracać do życia takie ekosystemy jak lasy, rzeki, rafy koralowe i oceany, które są niezbędne dla stale rosnącej populacji ludzkiej.

Straty spowodowane przez rozwój gospodarczy tylko w 2008 roku - według badań ONZ - wyniosły 6,6 biliona dolarów. To równowartość 11 proc. światowego PKB. | WB

 

 www.wp.pl | 22.10.2008 r.

MASOWE WYMIERANIE GATUNKÓW

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara są zdania, że w ciągu kilkunastu-kilkudziesięciu lat z powierzchni Ziemi zniknie około 50 proc. gatunków roślin i zwierząt. Naukowcy twierdzą, że na skutek zmian ekologicznych nasza planeta stanęła w obliczu wielkiego wymierania, przypominającego to, które 65 mln lat temu, po uderzeniu w Ziemię meteorytu, unicestwiło dinozaury.

 

"Obecne wymieranie to skutek działalności człowieka - zabetonowania planety, produkowania zanieczyszczeń i robienia wielu innych rzeczy" - mówi współautor badań Bradley J. Cardinale z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara. - "Ziemia może stracić nawet połowę gatunków w ciągu naszego życia. Chcemy wiedzieć, które z nich zasługują na najwyższy priorytet ochrony".

 

Najnowsze badania dowodzą, że system ekologiczny, w którym jest mniej gatunków roślin, produkuje mniejszą ilość biomasy. Mniej biomasy oznacza, że mniej dwutlenku węgla zostanie przechwycone z atmosfery i mniej tlenu zostanie wytworzone. Wpłynie to też na załamanie łańcuchów pokarmowych, ponieważ mniej pokarmu będą miały zwierzęta roślinożerne.

(PAP) krx/ tot/

 

www.interia.pl | Poniedziałek, 27.10.2008 r., (06:21)

NAJWIĘKSZA ZAGŁADA OD CZASÓW DINOZAURÓW

Człowiek jest odpowiedzialny za największą zagładę gatunków od czasów wyginięcia dinozaurów. W ciągu ostatnich 35 lat biodywersyfikacja zmniejszyła się o 35 proc., jak wykazują najnowsze badania - czytamy w dzienniku "Polska".

Autorzy ostrzegają, że bezwzględna eksploatacja środowiska naturalnego przez ludzkość tworzy niemożliwy do utrzymania "dług ekologiczny".

- To destrukcja na wielką skalę. Jeżeli nie podejmiemy jakichś naprawdę drastycznych kroków i decyzji politycznych, to tempo strat będzie tylko rosło - mówi profesor Kerry Turner, dyrektor departamentu nauk ekologicznych na Uniwersytecie Wschodniej Anglii.

Dla przykładu niszczenie lasów tropikalnych w celu pozyskania tarcicy może przynieść krótkoterminowe zyski producentom drewna, ale zagładzie ulega źródło, z którego, gdyby je zostawić w spokoju, cała planeta mogłaby czerpać w nieskończoność.

 

W maju konferencja ONZ na temat biodywersyfikacji ostrzegła, że niszczenie żywych zasobów naturalnych - w tempie czterech gatunków w ciągu godziny - będzie do 2010 roku kosztować około 440 mln funtów, a w 2050 roku sięgnie 11 mld funtów.

 

Osobne szacunki pokazują, że ludzkość konsumuje 25 proc. zasobów naturalnych więcej, niż planeta jest w stanie odtworzyć.

Zużywamy zasoby naturalne w takim tempie, że gdyby to odtworzyć w skali globalnej, to światową populację musiałyby wspierać trzy planety. - Wchodzimy w fazę masowej zagłady gatunków, która nie ma precedensu od milionów lat. Nasze konsumpcyjne społeczeństwo po prostu odmawia przyjęcia tego do wiadomości - mówi Tony Juniper, działacz ekologiczny i były dyrektor organizacji Friend of the Earth.

Źródło informacji: INTERIA.PL/Polska

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 3 źródła Niedziela [09.05.2010, 21:02]

ONZ: NADCHODZI TOTALNA ZAGŁADA PRZYRODY

Ilu gatunków już nigdy nie zobaczysz.

Jednej trzeciej wszystkich gatunków roślin i zwierząt grozi wyginięcie. Najbardziej zagraża im szybki wzrost gospodarczy takich państw jak Chiny, Indie i Brazylia - alarmuje najnowszy raport ONZ.

Autorzy "Global Biodiversity Outlook" wskazują, że o ile kraje zachodnie już są świadome potrzeby ochrony gatunków zagrożonych to państwa rozwijające się prowadzą wręcz rabunkową politykę wobec przyrody.

Wyginięciem zagrożonych jest 21 proc. gatunków ssaków, 30 proc. płazów i 36 proc. bezkręgowców. To dane zebrane w ponad 120 państwach świata - wylicza "The Daily Telegraph".

Największymi zagrożeniami dla świata zwierząt i roślin są wzrost liczby ludności, zanieczyszczenie środowiska oraz rozprzestrzenianie się konsumpcyjnego stylu

życia.

Jeżeli nic się nie zmieni to już w 2050 roku do życia potrzebna nam będzie nie jedna, ale pięć planet - mówi Ahmed Djoghlaf z Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody. | AJ

 

 

www.o2.pl | Czwartek [09.04.2009, 17:48] 1 źródło

DOMOWE ZWIERZĘTA OFIARAMI GLOBALNEGO OCIEPLENIA

Wyższe temperatury sprzyjają wylęganiu pasożytów.

Populacja kleszczy w Europie zdaje się rosnąć z roku na rok. Zimy stają się łagodniejsze, więc insekty zaczynają zagrażać zwierzętom w wolnych od nich dotąd porach roku - ostrzega "New Scientist".

Kleszcze mogą zarazić psy chorobą podobną do malarii - babesjozą.

W krajach jak Polska, Niemcy czy Holandia, gdzie kiedyś pojawiała się ona bardzo rzadko, staje się coraz bardziej groźna - czytamy w "NS".

Fredereic Beugnet z Merial Animal Health ostrzega przed rosnącym problemem przenoszonego przez pchły kociego tyfusu.

Claudio Genchi z uniwersytetu w Mediolanie ostrzega z kolei właścicieli psów przed coraz powszechniejszymi, przenoszonymi przez komary nicieniami Dirofilaria immitis. JS

 

 

 www.o2.pl | Piątek [16.01.2009, 17:26] 4 źródła

OCIEPLENIE KLIMATU SPRZYJA EPIDEMIOM

Przykładem może być Belgia, która w 2007 roku "zaraziła" swoich sąsiadów nefropatią.

Wirus Puumala, wywołujący nefropatię, rozniosły nornice rude. A stało się tak dzięki ociepleniu klimatu.

Nornice żywią się głównie nasionami. Coraz cieplejsze lato i mniej mroźne zimy powodują, że gryzonie mają pod dostatkiem pożywienia i ich populacja rośnie. Ponieważ nornice żyją w sąsiedztwie osiedli mieszkalnych, o zarażenie nietrudno - tłumaczy dr Jan Clement z wydziału Mikrobiologii i Immunologii Uniwersytetu w Lowanium.

Zanalizował on ponad 2000 przypadków nefropatii u belgijskich pacjentów. Wedle jego ustaleń apogeum zapadalności na tę chorobę miało miejsce w latach 2005-2007. W tym samym czasie zapadalność na nefropatię rozszerzyła się na kraje sąsiadujące z Belgią: Holandię, Luksemburg, Francję i Niemcy.

Objawami nefropati są m.in. nadciśnienie, choroby nerek i krwiomocz. | AB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [08.12.2010, 10:17]

WSZYSTKIE WRÓBLE WYGINĄ. PRZEZ BIOPALIWA

Los ptaków jest już przesądzony.

Gigantyczne uprawy soi i kukurydzy zniszczą populację ptaków polnych - alarmują naukowcy z USA.

Wszystko dlatego, że rolnicy masowo uprawiają zboża ze względu na ich opłacalność. To bowiem podstawowy składnik produkcji biopaliw.

Wielkość upraw rośnie w zastraszającym tempie. A to powoduje, że liczba ptaków polnych gwałtownie się zmniejsza - donosi "Miami Herald".

W wypadku wróbla mowa jest już o spadku liczebności nawet o 90 procent - te dane dotyczą Ohio. Problem dotyczy również innych ptaków - z rodziny

kacykowatych - ich populacja zmniejszyła się o 70 proc.

Zwiększone areały rolnicze niszczą po prostu ich naturalne siedliska. Dodatkowo ptaki tracą swoje naturalne źródła pożywienia.

Przykładowo wróbel polny je nasiona z różnych roślin polnych, które są wypierane przez monokultury rolnicze - informuje gazeta. | MK

 

 www.o2.pl | Piątek [20.03.2009, 10:38] 4 źródła

GROZI NAM EPIDEMIA GŁODU?

Groźna plaga niszczy zbiory pszenicy na świecie.

Zarodniki rdzy źdźbłowej, która pojawiła się w Ugandzie w 1999 roku, przenosi na duże odległości wiatr. Epidemia zniszczyła już zbiory w Etiopii i Kenii oraz Jemenie. Teraz dotarła z Afryki do Iranu.

Według biologów epidemia może zaatakować zboża w Azji Środkowej i w Indiach. Zagrożone jest już około 80 procent upraw w Azji i Afryce, m.in. w Afganistanie, Pakistanie, Turkmenistanie, Uzbekistanie i Kazachstanie.

To zagłada dla producentów chleba pszennego na całym świecie. Wcześniej lub później dotrze do Ameryki Północnej, Europy, Australii i Ameryki Południowej - powiedział Norman Ernest Borlaug, laureat Nagrody Nobla, który zapoczątkował tzw. zieloną rewolucję w krajach Trzeciego Świata.

 

Rdze są pasożytami, które na częściach nadziemnych roślin wytwarzają skupienia zarodników - plamy o rdzawym lub żółtym zabarwieniu. Pochodzące z nich ziarno jest bardzo niskiej jakości. | TM

 

[To są skutki upraw monokulturowych, wylesiania, co umożliwia łatwe przenoszenie się plag. – red.]

 

 www.o2.pl | Środa [08.04.2009, 20:31] 2 źródła

MOŻE ZABRAKNĄĆ CZEKOLADY

Grzyb zagraża brazylijskim uprawom kakaowca.

Za rok na Wielkanoc w sklepach może już nie być czekoladowych króliczków. Chrześcijańskiego symbolu odrodzenia, jajek, wykonanych z kakaowej masy, w króliczym koszyczku też może nie być. Za ewentualny kryzys na rynku czekolady odpowiadać będzie grzybica.

 

Moniliophthora roreri oraz Crinipellis perniciosa już od kilku lat pustoszą uprawy kakaowca w Ameryce Środkowej i Południowej. Grzyby atakują wszystkie części kakaowca, a zaatakowane grzybem owoce stają się czarne. Zaatakowane przez pierwszego grzyba kakaowce wyglądają jak pokryte szronem. Drugi grzyb objawia się naroślami przypominającymi miotłę (stąd angielska nazwa witches broom - miotła czarownicy) - czytamy na serwisie "biolog.pl".

 

Najnowszym zagrożeniem jest wirus CSSV (wirus spuchniętej łodygi kakaowca). Jest on dużo groźniejszy i, niestety, atakuje w Afryce Zachodniej. Choć kakao pochodzi z Ameryki Południowej, 70 proc. upraw jest właśnie w Afryce. Tegoroczne światowe uprawy zmniejszą się o prawdopodobnie o jedną trzecią.

 

Coraz częściej kakao uprawia się jako monokulturę. To ułatwia przenoszenie się chorób. Drzewka rosną w rejonach coraz częściej dotykanych przez suszę. Brak wody dodatkowo je osłabia - tłumaczy Paul Hadley z uniwersytetu w brytyjskim Reading.

 

Sprawa CSSV stała się na tyle paląca, że za powstrzymanie wirusa wzięli się genetycy. Rozpoczęto niedawno przyśpieszone badania nad genomem kakaowca.

 

Poznając mapę genów rośliny będzie można zaszczepić ją skutecznie przed atakiem CSSV. Nim to się stanie jedyną formą obrony jest wycinanie milionów zdrowych drzewek, by stworzyć zaporę między chorymi a zdrowymi uprawami - czytamy w "New Scientist". | JS

 

 

 

 

O ZMIANACH W ŚRODOWISKU, KLIMATYCZNYCH

 http://www.wolnyswiat.pl/12h2.html

 

 

 

 

 http://www.klimatdlaziemi.pl

PODNOSZENIE SIĘ POZIOMU OCEANÓW

Podnoszeniu się poziomu wody towarzyszy wzmożone występowanie sztormów i huraganów.

Częste tajfuny już teraz powodują śmierć wielu ludzi i powodzie. W roku 1970 cyklon zabił 500 tysięcy ludzi, a w 1991 100 tysięcy.

EFEKT CIEPLARNIANY W LICZBACH

0,6 - W celu podwojenia koncentracji CO2 w atmosferze na powierzchni Ziemi należałoby spalić warstwę węgla o grubości 0,6 mm

2 - Lecąc na wakacje na odległość 4000 km przyczyniasz się do emisji gazów cieplarnianych odpowiadających ponad 2 tony CO2

2,5 - Szacuje się, że jeśli wydobędziemy spod ziemi i spalimy wszystkie dostępne zasoby ropy, gazu i węgla, kwasowość oceanów wzrośnie ponad 2,5 raza. Dla organizmów budujących wapienne muszle i szkieleciki to katastrofa

3 - Gdyby zebrać cały rozproszony w atmosferze dwutlenek węgla w jednej warstwie, miałaby ona grubość niecałych 3 metrów

5 - Jadąc średniej wielkości samochodem na odległość 30 kilometrów emitujemy do atmosfery 5 kg CO2 – ilość, którą spore drzewo pochłania w ciągu całego roku

6 - Jadący samochód w ciągu sekundy podwaja ilość CO2 w objętości ~6m3

10 - Aby zapobiec załamaniu się klimatu, należy jak najszybciej ograniczyć emisje, nie o 10%, a do 10% poziomu z roku 2000. A może nawet jeszcze bardziej

20 - Z wyprodukowaniem, serwisowaniem i złomowaniem średnich rozmiarów samochodu związana jest emisja ok. 20 ton CO2

30 - Oceany co godzinę pochłaniają ponad milion ton CO2. Już teraz ich kwasowość wzrosła o 30%

33 - Naturalny efekt cieplarniany podnosi średnią temperaturę Ziemi o 33°C, z -18°C do 15°C

100 - Ludzie emitują do atmosfery ponad 100 razy więcej CO2 niż wulkany

1 000 - Po tysiącu lat z każdej wyemitowanej tony CO2 w atmosferze pozostanie około połowa, nawet po tak długim czasie podnosząc temperaturę planety o 5˚C

100 000 - Wyemitowany przez nas dwutlenek węgla zniknie z atmosfery dopiero po 100 tysiącach lat

 

WYRĄB LASÓW TROPIKALNYCH

W wielu ubogich krajach Afryki, Azji i Ameryki Południowej lasy tropikalne są wycinane w zastraszającym tempie. Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. Przewiduje się, że w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu.

Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować las na nowe pole. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. W Azji Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie, gdyż ogołocono z lasów ściany Himalajów.

Konsekwencje mogą być dramatyczne. Wycinając lasy lokalne społeczności podcinają w ten sposób gałąź, na której siedzą. Jezioro Czad, będące rezerwuarem wody dla ponad 20 milionów ludzi, w wyniku nieracjonalnej gospodarki wodą, pustynnienia i burz piaskowych w połączeniu w ocieplaniem się klimatu, skurczyło się z 22 tysięcy kilometrów kwadratowych w 1960 roku do zaledwie 1,5 tysiąca km2 w 2000 roku. Jeśli nic nie uda się zrobić to przestanie ono istnieć już w ciągu kilkunastu lat, a wówczas z braku wody mogą zginąć miliony ludzi.

Lokalne społeczności niestety zazwyczaj koncentrują się na bieżących potrzebach, często nawet nie uświadamiając sobie konsekwencji swojego postępowania.

 

OBSERWOWANE ZJAWISKA I ICH KONSEKWENCJE

Już samo czytanie wiadomości pogodowych może dać do myślenia:

    * Ulewy i gradobicia zdewastowały Chiny

    * Powodzie i lawiny śnieżne w Afganistanie

    * Los Angeles: Największa susza w historii

    * W Zambii po powodziach groźba głodu

    * Rekordowe ulewy w Argentynie

    * Fala ulew, wichur i gradobić w USA

    * Najcieplejszy marzec w historii pomiarów

    * Piaski z pustyni Gobi dotarły do obu Korei

    * Gwałtowne burze i ulewy w RPA

    * Pożary w Kanadzie

    * Susza i płonące wzgórza w Los Angeles

A nie był to jakiś szczególny dzień...

 

W ciągu zaledwie 24 godzin na region spadło 70 litrów deszczu na metr kwadratowy ziemi, a w ciągu 3 dni ta wartość wzrosła do aż 99 litrów.

 

Przykładowo, podczas upalnego lata 2003 roku w Europie w wyniku sięgających 40°C upałów zmarło około 70000 ludzi więcej, niż zazwyczaj.

W sierpniu 2003 roku w Paryżu w dniach, gdy temperatura sięgała zwykłego poziomu 25 stopni średnia liczba zgonów sięgała 50. Przy przekroczeniu 35 stopni w stolicy Francji umierało dziennie średnio 100 osób, a przy osiągnięciu 40 stopni liczba ofiar śmiertelnych przekraczała dziennie 300.

 

TOPNIENIE LODOWCÓW

Sławny, położony w USA Park Narodowy Glacier, znika w oczach. Liczba lodowców spadła ze 150 w 1850 roku do zaledwie 27 obecnie.

 

Ten lodowiec na Alasce miał ponad 70 metrów grubości...

 

Zmiany nie ograniczają się wyłącznie do terytorium Ameryki Północnej. Zdjęcia pokazują lodowiec w Patagonii. W 1928 roku i dziś.

 

Lodowce znikają również w Europie. Zdjęcia pokazują cofanie się lodowców w Szwajcarskich Alpach.

 

 

 www.o2.pl | Poniedziałek [27.07.2009, 11:59] 2 źródła

OBAMA ODTAJNIŁ ZDJĘCIA ZE SZPIEGOWSKIEGO SATELITY

Ukazują niszczycielski wpływ globalnego ocieplenia.

Prezydent Barack Obama prowadzi kampanię, która ma na celu przekonanie Amerykanów do wydania ogromnych kwot na rzecz walki z globalnym ociepleniem. Zdecydował się nawet na odtajnienie zdjęć z satelity szpiegowskiego, które ukazują jak szybko znika lądolód z Alaski.

Zdjęcia te, dokumentujące topnienie lodu w pobliżu alaskańskiego portu Barrow, wykonywano przez 10 lat. Utajniła je administracja George'a Busha. Biały Dom ujawnił je światu w ubiegłym tygodniu - donosi "Guardian".

Najbardziej przemawiają do wyobraźni dwa zdjęcia: z lipca 2006 i lipca 2007 roku. Na pierwszym widać grubą warstwę lodu, na drugim nie ma po nim śladu.

Naukowcy są zachwyceni zdjęciami, głównie z powodu ich dokładności - do 1 metra kwadratowego. Zdjęcia z cywilnych satelitów nie są tak precyzyjne. | WB

 

 

ZACHWIANIE DOSTĘPNOŚCI WODY W ZWIĄZKU Z TOPNIENIEM LODOWCÓW

Lodowce pełnią stabilizującą rolę w gospodarce wodą słodką, szczególnie, kiedy opady w ciągu roku nie są rozłożone równomiernie, lecz występuje obfita w deszcze pora deszczowa i następująca po niej pora sucha. Lodowce gromadzą wodę opadową w porze deszczowej, uwalniając ją w miarę równomiernie przez cały rok i działając stabilizująco na ilość wody w rzekach. Dzięki lodowcom, pomimo braku opadów, poziom wody w rzekach nie spada do nazbyt niskiego poziomu. Gdyby nie stabilizująca obecność lodowców, ten cykl wyglądałby zupełnie inaczej – w porze deszczowej wody spływałaby w olbrzymich ilościach powodując powodzie, a w porze suchej rzeki wysychałyby. Brak wody dla ludzi, zwierząt i roślin może mieć jeszcze poważniejsze następstwa.

W podobny sposób działa roślinność, a szczególnie tereny leśne. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. Od kiedy ogołocono z lasów ściany Himalajów, Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie.

Tybet to miejsce, gdzie topnienie lodowców może mieć najpoważniejsze konsekwencje.

Naukowcy przewidują tu serię katastrof naturalnych. Największe rzeki południowo wschodniej Azji są zasilane w wodę pochodzącą z lodowców z Płaskowyżu Tybetańskiego.

Himalajskie lodowce, o objętości tysięcy kilometrów sześciennych zaopatrują azjatyckie rzeki 8,6 milionami metrów sześciennych wody każdego roku, między innymi Jangcy i Huag Ho w Chinach, Ganges w Indiach, Indus w Pakistanie, Brahmaputra w Bangladeszu, Salween i Irrawaddy w Birmie, a także Mekong, która płynie przez Chiny, Birmę, Tajlandię, Laos, Kambodżę i Wietnam.

Szacuje się, że około 2040 roku będzie następować całkowite stopienie się lodów Arktyki w lecie. Stan taki będzie miał miejsce po raz pierwszy o 3 milionów lat.

 

MOŻLIWE ZMIANY W CYRKULACJI PRĄDÓW OCEANICZNYCH

Kiedy lód morski i lodowce topnieją, uwalniają słodką wodę do oceanu. Woda słodka ma jednak mniejszą gęstość od wody słonej – nie jest dość gęsta, aby zatonąć. Może to przerwać cyrkulację oceaniczną i wpłynąć na wymianę ciepła między biegunami i równikiem. Czyli zmienić klimat... Drastycznie. W przypadku zaniku Golfsztromu oznaczałoby to spadek temperatur w Europie o blisko 10°C.

 

WZROST MOCY HURAGANÓW

W katastrofie życie straciło 1836 osób, straty przekroczyły 100 miliardów dolarów. Odbudowa Nowego Orleanu potrwa 25 lat.

*  W marcu 2004 pojawił się pierwszy w historii huragan na południowym Atlantyku.

* Statystyki wykazują wzrost mocy huraganów na Pacyfiku. W ciągu ostatnich kilku dekad, występowanie huraganów kategorii 4 i 5 prawie się podwoiło.

* W 2007 roku, po raz pierwszy w historii, sezon zainaugurowały dwa huragany najwyższej, 5-tej kategorii.

Przewiduje się, że globalne ocieplenie zwiększy intensywność występowania huraganów. Ponieważ woda w oceanach staje się coraz cieplejsza, tropikalne sztormy mogą pobierać więcej energii i stawać się dużo mocniejsze.

Przewiduje się, że szczególnie znacząco wzrośnie liczba najmocniejszych cyklonów. Nie jest wykluczone, że pojawi się konieczność rozszerzenia skali i dodania nowej, 6-tej kategorii.

Nowym, prognozowanym przez klimatologów zjawiskiem są hiperkany.

Wyższa energia hiperkanu pozwoliłaby mu na osiągnięcie prędkości wiatru na poziomie 500 km/h (niektóre teorie mówią nawet o ponad 700 km/h).

Wiatry, przewyższające mocą tornado klasy F5 (o rozmiarach hiperkanu nie wspominając), zrywałyby drzewa, budynki, drogi, a nawet ziemię. W skrajnym scenariuszu, szalejące hiperkany byłyby w stanie w rejonach przybrzeżnych zedrzeć ziemię do gołej skały i cisnąć ją do oceanu...

http://en.wikipedia.org/wiki/Hypercane

 

ZWIĘKSZENIE DYNAMIKI ATMOSFERY: POWODZIE, LAWINY BŁOTNE, BURZE, GRAD, NAWAŁNICE

( http://www.noaanews.noaa.gov/stories2007/s2787.htm  )

Dzięki pyłom przemysłowym grad może narastać w sposób niespotykany w czystym powietrzu. Coraz częściej notuje się opady supergradu, rozmiaru kurzych jaj, a nawet większych.

Według przewidywań zawartych w 4 raporcie IPCC, liczba gwałtownych zjawisk pogodowych, które będą miały wpływ na życie człowieka zwiększy się nawet o 80 procent.

 

SUSZE, PUSTYNNIENIE I ZANIK ZBIORNIKÓW WODNYCH

Powierzchnia terenów dotkniętych suszą od lat 70 podwoiła się – NCAR (National Center for Atmospheric Research)

Jangcy - najdłuższa rzeka Chin i kontynentu azjatyckiego, zarazem jedna z najdłuższych rzek na świecie - osiągnęła jeden z najniższych w historii poziomów.

Wiele rejonów Chin, łącznie z Pekinem, doświadcza potężnych burz piaskowych, nasilających się w związku z wycinaniem lasów.

* „Do końca wieku połowa Hiszpanii będzie leżeć na Saharze”

* „Wg rządu hiszpańskiego 1/3 kraju może zamienić się w pustynię”

* „ONZ szacuje, że ryzyko zamienienia się w pustynię dotyczy 30-60% terytorium Hiszpanii i 12% terenu Europy” „Straty spowodowane zmianami klimatycznymi we Włoszech szacuje się na 50 mld euro rocznie - oświadczył minister ds. ochrony środowiska Alfonso Pecoraro Skanio”

 

Opublikowany przez "Independent" raport Centrum Prognoz i Badań Klimatycznych Hadley, działającego przy Biurze Meteorologicznym Wielkiej Brytanii, przewiduje, że pustynie, stanowiące obecnie 3 proc. powierzchni naszej planety, do 2100 zajmą aż 1/3 jej powierzchni.

 

POŻARY

Globalne ocieplanie się klimatu powoduje susze i wzrost temperatur. Oba te zjawiska, działając łącznie, powodują powstawanie warunków korzystnych do powstawania pożarów.

Pożary i zanik lasów powodują nie tylko emisję dwutlenku węgla, ale też jałowienie gleby, pustynnienie i burze piaskowe. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód, wywołując powodzie oraz unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu.

Pożary wybuchają nie tylko z przyczyn naturalnych. Bardzo często rozniecają je sami ludzie. Oczywiście dla krótkoterminowych korzyści i z pełnym samozadowoleniem, niezależnie czy jest to biedny chłop w Nigerii, który wypala las, aby na pogorzelisku urządzić pole bądź pastwisko, czy deweloper w Grecji, któremu las przeszkadzał w wybudowaniu pola golfowego. I o ile deweloperów w Grecji nie czeka z tego powodu tragedia (pomijając możliwe aresztowanie), to w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu. Jaki los czeka wtedy żyjące z lasu miliony ludzi?

 

WPŁYW OCIEPLENIA NA OCEANY

Dotychczas skupiliśmy się na zjawiskach zachodzących w atmosferze i na lądzie. Tymczasem ¾ powierzchni Ziemi zajmują oceany. Ze względu na ich olbrzymią bezwładność cieplną, dotychczas zachodzące tam zjawiska (pomijając może zanik lodów Arktyki) przebiegały bardzo powoli.

Tymczasem zmiany w oceanach już się zaczęły, a ich następstwa mogą być bardzo poważne. Zachodzi tu kilka procesów:

    *  woda o większej temperaturze gorzej rozpuszcza gazy. Może to prowadzić do odtlenienia wód mórz i oceanów.

    *  woda ciepła jest lekka, a zimna gęsta – wzrost temperatury powierzchniowej warstwy wody prowadzi do jej separacji z warstwą głębinową. Im różnica temperatur jest większa, tym słabiej mieszają się ich wody. Tymczasem zimne wody oceaniczne niosą ze sobą składniki odżywcze dla planktonu żyjącego w nasłonecznionych wodach powierzchniowych. Zmniejszenie ich dostępności powoduje spadek populacji planktonu.

    *  większa koncentracja CO2 w atmosferze skutkuje rozpuszczaniem się tego gazu w wodzie. To właśnie oceany są głównym miejscem absorpcji i usuwania CO2 z powietrza. W rezultacie następuje wzrost kwasowości (obniżenie pH) wody – tak, jakby oceany stawały się wodą gazowaną.

 

W konsekwencji tych zjawisk przewidywane jest wystąpienie szeregu niebezpiecznych zdarzeń:

    *  masowe wymieranie fauny morskiej, zarówno w wyniku wzrostu temperatury (wymieranie koralowców), jak i zmiany kwasowości wody (wymieranie planktonu o wapiennych szkielecikach) oraz spadku ilości planktonu (spadek populacji zwierząt nim się żywiących, np. wielorybów)

    *  zaburzenie mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. Plankton jest bardzo skutecznym środkiem na usuwanie dwutlenku węgla z przypowierzchniowych warstw wody, a w rezultacie – z atmosfery. Małe żyjątka pobierany z wody węgiel wbudowują w swoje organizmy. Plankton żyje krótko, a umierając opada na dno oceanu, w ten sposób usuwając nadmiar CO2 z powietrza. Kiedy w wyniku odtelenienia, zmniejszenia dostępności składników odżywczych i wzrostu kwasowości wody populacja planktonu spadnie, osłabieniu ulegnie mechanizm usuwający z atmosfery nadmiar CO2, którego ilość zacznie wzrastać jeszcze szybciej, przyczyniając się dalej do osłabienia mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. To jest dodatnie sprzężenie zwrotne.

    *  pojawienie się warunków do rozwoju bakterii siarkowych. To zjawisko nie jest powszechnie znane, ale wielu naukowców uważa, że przyczyniło się już do kilku wielkich wymierań istot żywych.

 

Siarkowodorowa Ziemia: Anoksja oceaniczna i wielkie wymieranie

Jak może dojść do zagłady życia poprzez nagromadzenie w atmosferze wielkich ilości siarkowodoru w wyniku wzrostu temperatury planety? Naukowcy są zdania, że może to nastąpić w wyniku namnożenia się fotosyntetyzujących bakterii siarkowych, produkujących wielkie ilości tego gazu, a zjawiska takie miały już miejsce kilkukrotnie w historii Ziemi. W każdym z okresów wielkich wymierań – z wyjątkiem końca kredy – oceany co najmniej raz osiągały stan anoksji (skrajnego zubożenia wody w tlen).

 

Z obliczeń wynika, że gdy natlenienie wód oceanu się zmniejsza, powstają warunki korzystne dla przydennych bakterii beztlenowych – a te namnażają się i produkują jeszcze większe ilości siarkowodoru. Symulacje wskazują, że jeśli stężenie siarkowodoru w strefie przydennej przekroczy pewną krytyczną wartość – tak jak podczas okresów globalnej anoksji – chemoklina może bardzo szybko przesunąć się aż do powierzchni oceanu. Zjawisko to miałoby straszliwy skutek: wydostawanie się ogromnych ilości trującego siarkowodoru do atmosfery.

 

Pod koniec permu wskutek „morskich erupcji” do atmosfery trafiło dość tego gazu, by spowodować wymieranie zarówno w morzach, jak i na lądach. Siarkowodór nie jest jednak jedynym zabójcą. Z modeli wykonanych w University of Arizona wynika, że siarkowodór atakuje również powłokę ozonową w górnych warstwach ziemskiej atmosfery, która chroni żywe organizmy przed promieniowaniem ultrafioletowym. Dowodem na takie zniszczenie warstwy ozonowej pod koniec permu są odkryte na Grenlandii skamieniałe zarodniki dawnych roślin, zdeformowane w wyniku długotrwałego naświetlania ultrafioletem o wysokim natężeniu. Obecnie również obserwuje się zanik planktonu pod dziurami ozonowymi, zwłaszcza w Antarktyce. A gdy pierwszy składnik łańcucha pokarmowego przestaje istnieć, w niedługim czasie zagłada spotyka również kolejne organizmy.

 

Ocenia się, że pod koniec permu powietrze tak bardzo nasyciło się siarkowodorem, że zabijał on zarówno zwierzęta, jak i rośliny, zwłaszcza że wraz z temperaturą rośnie toksyczne działanie tego gazu. A wiele mniejszych i większych wymierań zdarzyło się w tym samym czasie, co okresy globalnego ocieplenia.

Uważa się, że przyczyną ocieplania się klimatu w tamtych okresach mogła być wulkaniczna emisja gazów cieplarnianych – dwutlenku węgla i metanu, być może zapoczątkowana skruszeniem skorupy ziemskiej przez uderzenie asteroidu lub komety.

Powiązanie wysokiej koncentracji gazów cieplarnianych z wymieraniem istot żywych potwierdzają obecność siarki na wszystkich stanowiskach oraz pomiary izotopowe węgla wykazujące, że koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze gwałtownie rosła tuż przed początkiem wymierania i utrzymywała się na wysokim poziomie przez setki tysięcy, a nawet kilka milionów lat.

 

Najprawdopodobniej to oceany były czynnikiem decydującym. Im bowiem cieplej, tym mniej tlenu rozpuszcza się w wodzie. Jeśli w wyniku erupcji wulkanicznych podniosło się stężenie CO2 w atmosferze, obniżyło się stężenie tlenu, a globalne ocieplenie utrudniało wprowadzanie pozostałego tlenu do wód oceanicznych, to mogły zaistnieć warunki korzystne dla głębokomorskich bakterii beztlenowych. One zaś wkrótce potem wyprodukowały gigantyczne ilości siarkowodoru. W takich warunkach zaczęły masowo ginąć oddychające tlenem organizmy morskie. Doskonale natomiast funkcjonowały w nich fotosyntetyzujące zielone i purpurowe bakterie siarkowe, które mogły namnażać się już na samej powierzchni anoksycznego oceanu. Gdy siarkowodór zaczął dusić organizmy na lądzie i niszczyć warstwę ozonową planety, właściwie żadna forma życia nie była już na Ziemi bezpieczna.

 

Co więcej, zaproponowana tu sekwencja zdarzeń pasuje nie tylko do śladów z końca permu. Mniejsze wymieranie u schyłku paleocenu, 54 mln lat temu, zostało już uznane za wynik oceanicznej anoksji, wywołanej przez krótkotrwałe globalne ocieplenie. Obecność biomarkerów i skał osadowych charakterystycznych dla środowiska beztlenowego wskazuje, że taka sama gigantyczna katastrofa ekologiczna mogła wydarzyć się pod koniec triasu, środkowej kredy i dewonu. To dowodzi, że wielkie wymierania związane są z okresowo powtarzającym się w historii Ziemi ociepleniem klimatu.

 

ŹRÓDŁA EMISJI GAZÓW CIEPLARNIANYCH

Tymczasem atmosfera w skali planety jest bardzo cienka i delikatna. W warstwie o grubości 11 km znajduje się prawie ¾ masy atmosfery.

 

Aby podwoić ilość CO2 w atmosferze względem poziomu sprzed epoki przemysłowej (0,028%), wystarczyłoby w tym celu na powierzchni planety spalić warstwę węgla grubości zaledwie 0,6 mm!

 

Patrząc na planetę, na której żyjemy, w ten sposób, uświadamiamy sobie, że swoimi działaniami na skalę przemysłową, tysiącami kopalń i elektrowni na paliwa kopalne, blisko miliardem samochodów i ponad miliardem sztuk bydła jesteśmy w stanie zmieniać skład atmosfery, a co za tym idzie, jej właściwości.

 

W roku 2007 wyemitujemy do atmosfery już 28 miliardów ton CO2 (co odpowiada 7,6 miliardów ton węgla). Co roku wyrzucamy do atmosfery około 3% więcej, niż rok wcześniej.

 

Można porównać, jak nasza emisja ma się do zjawisk naturalnych. Na pierwszy rzut oka nie jest taka wielka. 7,6 miliarda ton węgla pochodzenia antropogenicznego w porównaniu z 90 miliardami ton z oceanów, 60 miliardami ton z gleby czy 60 miliardami ton z roślin to na pierwszy rzut oka niewiele. Ale źródła naturalne równoważą się – 90 miliardom ton emisji z oceanów odpowiada pochłanianie przez oceany 92 miliardów ton, 120 miliardom ton emisji z roślin i gleby odpowiada pochłanianie 121,3 miliarda ton. Nasza emisja stanowi stałą nadwyżkę, gromadzącą się w atmosferze, co widać w danych pomiarowych wykazujących stały wzrost stężenia CO2.

 

Emisja CO2, nie jest podzielona równomiernie między ludzi:

    *  Bezapelacyjnymi rekordzistami są mieszkańcy Zatoki Perskiej – w Katarze emisja na osobę przekracza 60 ton CO2 rocznie. Symboliczne ceny paliwa nie zachęcają do oszczędzania.

    *  Amerykanin lub Australijczyk odpowiadają za emisję około 20 ton CO2 na osobę. Wysokie zużycie paliwa związane jest między innymi z jego niską ceną i podporządkowaniem infrastruktury miejskiej ruchowi kołowemu.

    *  W Europie infrastruktura miejska nie jest podporządkowana samochodom, podatki w cenie paliwa zachęcają do oszczędności, a władze Unii czynią wysiłki ekologiczne. Emisja na osobę jest więc dużo niższa – od 6,2 tony w bazującej na hydroenergii Szwecji i 6,8 tony w opierającej energetykę na elektrowniach jądrowych Francji do 10-11 ton w innych europejskich krajach. Statystyczny Polak odpowiada za emisję 8 ton CO2 rocznie.

    *  Kraje uprzemysławiające się, jak Chiny i Indie, jak na razie mają emisję rzędu 1-3 tony CO2 na osobę rocznie, ale emisja bardzo szybko rośnie, a wielka liczebność populacji tych krajów powoduje, że w bezwzględnych ilościach emisji są w czołówce rankingu.

    *  Najmniej emitują mieszkańcy ubogich krajów afrykańskich. Tutaj emisja (pomijając wypalanie lasów) sięga kilku – kilkudziesięciu kilogramów CO2 na osobę rocznie.

 

Kraje uprzemysłowione – Ameryka, Europa, Japonia czy Australia wyznaczają dla reszty świata standardy w sposobie życia, gospodarce, zużyciu energii. Stanowią wzorzec dla krajów rozwijających, które je naśladują.

Jeśli miliardy ludzi w krajach rozwiniętych osiągną „sukces” ekonomiczny, mierzony zużyciem paliwa takim, jak w USA – z emisją ponad 20 ton dwutlenku węgla na osobę, to w 2050 ludzkość emitowałaby do atmosfery ponad pięciokrotnie więcej dwutlenku węgla niż obecnie – sto kilkadziesiąt miliardów ton (ekwiwalent 43 miliardów ton węgla). Pomijając już wyczerpanie zasobów paliw kopalnych i wynikające stąd załamanie opartej o nie ekonomii, emisja taka oznaczałaby wprost niewyobrażalną katastrofę dla klimatu planety.

Kraje uprzemysłowione, świadome konsekwencji tego trendu i przykładu, jaki dają, powinny jak najszybciej odejść od obecnego modelu życia, upowszechniając energooszczędne technologie i promując podobne procesy w krajach rozwijających się. W innym przypadku cały świat z konsumpcyjnym samozadowoleniem będzie podążał ścieżką ku zagładzie... A przebudzenie będzie bolesne.

 

ŹRÓDŁA GAZÓW CIEPLARNIANYCH - ŹRÓDŁA I SKALA EMISJI

    *  Energetyka – 30% emisji (+8% wydobycie)

    *  Przemysł – 20%

    *  Transport – 20%

    *  Budowa i eksploatacja budynków mieszkalnych, biurowych i handlowych – 10%

    *  Wylesianie i spalanie biomasy – 10%

 

Ponieważ na Ziemi jest 6,6 miliarda ludzi (stan na rok 2007) wynika z tego, że przy globalnej emisji 28 miliardów ton CO2, na jednego człowieka przypada średnio emisja 4,3 tony CO2 rocznie. Dla porównania, średniej wielkości drzewo absorbuje rocznie około 4-5 kg CO2.

Oznacza to, że potrzeba aż 1000 drzew, żeby uporać się z emisją generowaną przez pojedynczą osobę. Amerykanin lub Australijczyk potrzebowałby na to aż blisko 5 000 drzew, a mieszkaniec Kataru 15 000! Taka emisja, jeśli chcemy powstrzymać zmiany atmosfery planety, jest absolutnie nie do utrzymania. Co nie zmienia faktu, że rośnie o dobre 3% rocznie...

 

Emisja CO2: Energetyka

Aktualne zużycie energii wynosi 13,5 TW (13500 Gigawatów). Przewiduje się, że do 2050 roku zużycie energii elektrycznej wzrośnie do 35 TW.

Prognozy przewidują, że w najbliższych dekadach potrzeby energetyczne świata nadal będą zaspakajane przez paliwa kopalne. Energetyka konwencjonalna rozwija się bardzo dynamicznie, w samych Chinach średnio co 5 dni uruchamia się nową elektrownię węglową o mocy 1000 MW. Ekologiczny i społeczny koszt tego procesu, nawet pomijając kwestię globalnego ocieplenia, jest potworny.

 

A wszystko przy kiepskiej efektywności energetycznej. Chiny wytwarzają 4,4% światowego PKB, ale do tego potrzebują 7,8% światowego zużycia ropy i 32% światowego zużycia węgla.

 

Emisja CO2: Transport

Aktualnie po drogach świata jeździ 1 miliard samochodów – 200 milionów ciężarówek i 800 milionów samochodów osobowych, a przewiduje się, że do 2050 roku liczba aut podwoi się do 2 miliardów.

 

Warto też zaznaczyć, że samochody odpowiadają za 65% zanieczyszczeń emitowanych na obszarze Unii Europejskiej. Do tego spaliny samochodowe są dużo bardziej szkodliwe dla ludzi niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu, bo rozprzestrzeniają się w dużych stężeniach na niskich wysokościach w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi.

 

Przykładowo, dla Wielkiej Brytanii transport lotniczy odpowiada za 7% emisji dwutlenku węgla.

 

Lot samolotem 5000 km w dwie strony na wakacje to ponad 1 tona CO2 na każdego pasażera.

 

Emisja CO2: Przemysł

 

 

Chińska gospodarka to nie tylko szybko rozwijająca się fabryka świata. To także smog, pyły, kwaśne deszcze, martwe rzeki-ścieki, 35000 ginących co roku górników, choroby, oczekiwana długość życia skrócona o 10 lat.

 

Wytworzenie samochodu to przykładowo emisja ~5 ton CO2

 

Emisja CO2: Wylesianie i wypalanie lasów tropikalnych

Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. Przewiduje się, że w Nigerii niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych doprowadzi do tego, że w 2010 roku, czyli już za 3 lata, w całym kraju nie będzie już ani jednego lasu.

 

Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować kolejny las na nowe pole.

 

Proces wylesiania jest nasilany przez budowę dróg. Zdjęcia pokazują autostradę Transamazońską podczas budowy i kilka lat później. Na drugim zdjęciu wyraźnie widać wyrąb lasu wzdłuż autostrady.

 

 

 

CZYNNIKI ZMIAN KLIMATU

Do czasu. Od lat 50-tych XX wieku aktywność Słońca maleje, a temperatura coraz szybciej wzrasta. Tak więc – Słońce przez wieki sterowało klimatem Ziemi, ale od około 50 lat klimatem zaczęły sterować inne mechanizmy.

 

 

Straty i koszty spowodowane powodzią w 1997 roku wyniosły około 13-15 mld zł (według obecnych cen to około 20 mld zł).

Straty i koszty spowodowane powodziami w 2010 roku wyniosły około 12-14 mld zł.

 

 http://forsal.pl/artykuly/450167,straty_po_powodzi_siegaja_12_mld_zl_rzadowi_brakuje_9_mld_zl.html | 2010-09-08 10:29

Zniszczonych 811 gmin

Drobiazgowy raport szkód sporządzony w resorcie spraw wewnętrznych obrazuje skalę katastrofy. Zniszczonych zostało: 80 tys. km dróg, 59 mostów, 680 tys. ha

ziemi uprawnej znalazło się pod wodą, 18 tys. budynków, 808 szkół.

Same szkody w infrastrukturze drogowej i kolejowej wyniosą co najmniej miliard złotych – dodaje Adam Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Ofiarą tegorocznych żywiołów padło też 1300 przedsiębiorstw.

Artykuł z: www.gazetaprawna.pl Autorzy: Robert Zieliński, Sylwia Czubkowska

 

 http://polskalokalna.pl/raport/poludnie-polski-walczy-z-woda/news/malopolska-po-powodzi-bilans-strat,1492106 | 14.06.2010 (11:46)

W wyniku powodzi uaktywniło się na terenie województwa ok. 1 tys. osuwisk.

Liczba poszkodowanych gospodarstw rolnych wynosi ok. 18 tys. Ilość zalanych i podtopionych obszarów rolnych to ponad 81 tys. ha.

Według danych sanepidu podczas powodzi zalanych zostało 7245 studni przydomowych, 30 wodociągów wyłączonych zostało z eksploatacji, uszkodzonych zostało 15 oczyszczalni ścieków, zalanych zostało 8 cmentarzy. Przeciw tężcowi zaszczepiono ponad 1 tys. osób.

Szkody w wyniku podtopień i zalań wystąpiły w 246 placówkach oświatowych (228 szkół i 18 przedszkoli) - wszystkie one wymagają remontu. W 11 szkołach ze względu na zniszczenia nie odbywają się zajęcia (5 szkół zawiesiło zajęcia do końca zajęć szkolnych; 4 z powodu przeznaczenia budynku na ewakuację ludności ze zniszczonych domów).

www.interia.pl 

 

[No to za karę wybudują jeszcze więcej domów.... A gdy będzie jeszcze gorzej, no to wybudują jeszcze więcej... – jak wojna z naturą, to wojna!... – red.]

 

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Niedziela [14.11.2010, 21:32]

SAMOLOTY BĘDĄ SPADAĆ CORAZ CZĘŚCIEJ. TO KARA ZA NISZCZENIE PRZYRODY

Wszystko przez zmiany klimatu.

Samoloty pasażerskie są coraz bardziej narażone na zderzenia w powietrzu ze stadami ptaków. Tylko w Wielkiej Brytanii odnotowano 23 proc. więcej takich przypadków niż rok wcześniej - alarmuje "The Sunday Express".

Brytyjski Urząd Lotnictwa Cywilnego otrzymał ponad 1,8 tys. zgłoszeń o kolizji z ptakami. 119 wypadków było na tyle poważnych, że zagrażały bezpieczeństwu pasażerów i wymagały pełmego dochodzenia wyjaśniającego.

Eksperci mówią, że ptaki zmieniły trasy swoich migracji jesienią i wiosną przez zmiany klimatu. Pojawiają się teraz niespodziewanie w korytarzach powietrznych i w pobliżu lotnisk, gdzie do tej pory starty i lądowania były bezpieczne - wyjaśnia dziennik.

Najgroźniejsze są mewy oraz stada gęsi. Szacuje się, że naprawy samolotów zniszczonych po zderzeniu z ptakami, kosztują brytyjskie linie lotnicze nawet 770 mln funtów. | AJ

 

 

www.twojapogoda.pl | 13-02-2011, 17:38

ULEWA + WAPIEŃ = WROTA PIEKIEŁ

Gigantyczne dziury w ziemi pojawiające się w różnych regionach świata. Brama do piekieł czy problem geologiczny? Weźmiemy pod lupę zjawisko, które spędza sen z powiek także mieszkańcom naszego kraju.

Gigantyczne studnie pojawiają się w ciągu zaledwie kilku chwil. Wszystko, co znajdzie się nad taką dziurą jest pochłaniane.

Ostatnio z wrotami piekieł mieliśmy do czynienia przy okazji przejścia cyklonu tropikalnego Agatha nad stolicą Gwatemali w Ameryce Środkowej. W centrum miasta powstała dziura w ziemi o szerokości 30 metrów i głębokości 60 metrów.

Sprawcą tego zjawiska były ulewne deszcze, które przenikając w głąb gleby doprowadziły do stopniowego osuwania się słabo związanego podłoża skalnego.

Ostatecznie doszło do zapadnięcia się gruntu na tak dużym obszarze. Fabryka położona nad osuwiskiem została wciągnięta na samo dno leja zwanego lejem krasowym.

Jednak spokojnie spać nie mogą nie tylko mieszkańcy Gwatemali, lecz również Polski. W naszym kraju największe prawdopodobieństwo pojawienia się leju krasowego występuje na południu i południowym wschodzie. Szczególnie niebezpiecznie jest podczas ulewnych deszczy.

Mogliśmy się o tym przekonać latem ubiegłego roku, gdy ulewy doprowadziły do osunięć ziemi w województwie śląskim, małopolskim i podkarpackim. Poniżej możecie się przekonać, co może się zdarzyć, gdy ulewy nawiedzą region z wapiennym podłożem skalnym.

www.twojapogoda.pl

 

http://www.boston.com/bigpicture/2010/12/2010_in_photos_part_2_of_3.html#photo35

 

 

WPŁYW GLOBALNEGO OCIEPLENIA NA GOSPODARKĘ

Globalna gospodarka już teraz musi wydawać 1 proc. PKB (184 mld funtów) rocznie na przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu. W przeciwnym razie musimy się liczyć z tym, że za 10 lat koszty będą 20-krotnie wyższe.

 

RAPORTY IPCC – wnioski naukowców

Z uwagi na skalę zjawiska i jego przyczyny uznano, że problem ocieplania się klimatu nie może być rozwiązany przez żadne państwo z osobna, potrzebne są do tego uzgodnienia i współpraca na szczeblu międzynarodowym.

„Porozumienie w sprawie raportu osiągnięto po całonocnym posiedzeniu, podczas którego z dokumentu wykreślano całe fragmenty, a naukowcy spierali się z rządowymi negocjatorami, którzy rozwadniali sens naukowych ustaleń” Opinia w temacie raportu IPCC 2007

„Problem jest zbyt poważny, aby wystarczyły działania świadomych, szlachetnych jednostek, które w imię wspólnego dobra rezygnują z samochodu i oszczędzają energię. Konieczne są działania rządów na szczeblu międzynarodowym”.

Jack Straw, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii 2001-2006

Więcej o IPCC

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Intergovernmental_Panel_on_Climate_Change

 http://www.ipcc.ch/ 

 

 

LEPSZA PRZYSZŁOŚĆ - ALTERNATYWA KATASTROFY

A lista korzyści jest imponująca:

    * lepsze zrozumienie procesów rządzących klimatem – kto wie, czy rzeczywiście za jakiś czas nie staniemy w obliczu epoki lodowcowej, mega susz, zmian El Niño, pustynnienia, huraganów. Jeśli będziemy rozumieć te zjawiska, przewidywać je, i przygotować się do nich, to korzyści będą iść w setki miliardów euro. O dokładnej długoterminowej prognozie nie wspominając, co też ucieszy wszystkich, od turystów po rolników i farmerów w Australii.

    * rozwiązanie problemu wyczerpywania się ropy i gazu

    * uniezależnienie od Rosji i Bliskiego Wschodu

    * energooszczędny przemysł, domy, …

    * rozwój technologii ekologicznych. Ograniczenie emisji:

          o dwutlenku węgla

          o tlenków siarki, powodujących kwaśne deszcze, smog, choroby płuc i oskrzeli

          o tlenków azotu, powodujących nieżyty, choroby serca i nowotwory

          o pyłów i toksyn powodujących bronchity i nowotwory płuc

          o łatwo przyswajalnych metali ciężkich: rtęci, ołowiu i arsenu

          o promieniotwórczości: toru, uranu, radonu

 

    * odejście od modelu 1 człowiek – 1 samochód zaprocentuje na wiele sposobów:

          o ograniczenie zużycia materiałów przy produkcji samochodów i problemów złomowania

          o ograniczenie ruchu tankowców i katastrof z tym związanych

          o oszczędności (koszt transportu samochodem osobowym jest w rzeczywistości wyższy niż płacą za to użytkownicy samochodów – bezpośredni koszt przejazdu jednego kilometra jest pokrywany w zaledwie 25 procentach przez użytkownika samochodu, resztę kosztów ponosi społeczeństwo)

          o ograniczenie liczby wypadków i ich kosztów (w Polsce wypadki pochłaniają 7 procent PKB)

          o poprawienie infrastruktury miejskiej w wyniku ograniczenia ruchu samochodów

          o odzyskanie terenów dróg i parkingów (w USA 70% powierzchni miast) przestrzenią dla ludzi, poprawa jakości życia

          o eliminacja hałasu

          o eliminacja korków i poprawa komunikacji przez zastąpienie samochodów komunikacją miejską i rowerową

          o ograniczenie kosztów zewnętrznych transportu samochodowego (pokrycie strat w środowisku wywołanych zanieczyszczeniami generowanymi przez transport, koszty leczenia ofiar wypadków, koszty renowacji niszczonych przez smog budynków i zabytków, utrzymanie administracji związanej z bezpieczeństwem transportu, bariery i okna dźwiękochłonne...)

    * uświadamianie ludziom konieczności myślenia, odpowiedzialności i decydowania w skali globalnej

 

CO MOŻNA ZROBIĆ DLA KLIMATU?

Transport

Samochód osobowy emituje średnio 160g CO2/km. Przejechane samochodem 30 km oznacza emisję takiej ilości CO2, którą średniej wielkości drzewo będzie absorbować przez rok! Paliwożerny SUV może emitować prawie kilogram CO2 na każdy przejechany kilometr trasy!

 

Co możesz zrobić, żeby zmniejszyć emisję CO2 do atmosfery, którego źródłem jest transport?

    *  Korzystaj z transportu publicznego – tramwaj i autobus i tak jadą

    *  Chodź pieszo, jeźdź rowerem – to najmądrzejszy sposób transportu, także dla zdrowia

    *  Unikaj samolotów, przelot na wakacje w miejsce odległe o 5000 km to emisja 1 tony CO2

    *  Jeśli możesz, zrezygnuj z samochodu, wyprodukowanie samochodu to emisja ~5 ton CO2, nie mówiąc już o jego wykorzystywaniu.

    *  Jeśli samochód jest Ci niezbędny (np. mieszkasz za miastem i nie ma tam komunikacji lub Twoja praca wymaga przemieszczania się autem), wybierz model o najmniejszej emisji i jedź tylko wtedy, kiedy naprawdę musisz.

    *  Korzystaj z miejsc użyteczności publicznej, takich jak sklepy, kina czy obiekty sportowe, które są najbliżej

    *  Dbaj o dobry stan silnika i ciśnienie w oponach – możesz zmniejszyć zużycie paliwa o kilkanaście procent.

    *  Auto prowadź spokojnie, bez gwałtownych przyspieszeń i hamowania

    *  Staraj się nie przekraczać prędkości 100-120 km/h – jadąc szybciej zużyjesz znacznie więcej paliwa

    *  Pracuj blisko miejsca zamieszkania – oszczędzisz także swój czas

    *  Zmień paliwo na bardziej ekologiczne

    *  Współużytkuj samochód, pojedź z sąsiadem

    *  Jadąc daleko, jedź pociągiem – jest kilka razy efektywniejszy od samochodu

    *  Kupuj polskie, a najlepiej lokalne produkty – dowóz towaru to emisja CO2, a im większa odległość, tym więcej tego gazu trafi do atmosfery

 

Mieszkanie

    *  Kupuj mieszkanie na miarę swoich potrzeb – ogrzewanie i oświetlanie zbędnej powierzchni to dodatkowe zużycie energii

    *  Zbuduj dom energooszczędny (ocieplony, pompy ciepła, kolektory słoneczne, energia wiatrowa itp.) Dom pasywny kosztuje 10% więcej, ale pozwala zaoszczędzić ok. 90% na ogrzewaniu

    *  Ociepl dom – to często niewielki wydatek, który zwraca się już po kilku latach

    *  Wymień sprzęt AGD na energooszczędny – nowoczesny sprzęt (lodówka, pralka, monitor LCD) zużywa kilka razy mniej energii niż modele sprzed 20 lat.

    *  Zrezygnuj z klimatyzacji, otwórz okno – można żyć bez klimatyzacji, a wręcz jest to zdrowsze (przeziębienia, grzyby i bakterie znajdujące się w parowniku klimatyzacji szkodzą zdrowiu). Często wystarczy lżej się ubrać.

    *  Zainstaluj w kaloryferach termostaty, przykręć kaloryfery, szczególnie na noc. Zmiana temperatury o 1° to zużycie energii na ogrzewanie mniejsze o 10%.

    *  Wyłącz stand-by w telewizorach, ładowarkach, monitorach, drukarkach, zasilaczach. Urządzenia w stanie czuwania pobierają energię, czasem nawet więcej, niż na rzeczywiste działanie. W przypadku drukarek średnio 93% prądu idzie na czuwanie, a jedynie 7% na drukowanie. W UE to rocznie 50 000 GWh

    *  Zmień żarówki na energooszczędne – zużywają 5-krotnie mniej energii, a pracują kilka razy dłużej.

    *  Gaś niepotrzebne światło

    *  Przykryj garnek – podczas gotowania zużyjesz 3 razy mniej energii.

    *  Używaj czajnika elektrycznego, najlepiej z płytą grzewczą, gotuj taką ilość wody jak jest Ci potrzebna

    *  Domykaj lodówkę, ustawiaj chłodzenie na taką temperaturę, jakiej wymagają produkty zamiast ustawiać chłodzenie na maksymalny poziom

    *  Obniż temperaturę prania – nowoczesne proszki są skuteczne również w niskich temperaturach, zmiana temperatury prania z 60° do 40° to zużycie energii o 1/3 mniejsze

    *  Podczas kąpieli staraj się ograniczyć zużycie wody. Biorąc prysznic zużyjesz o połowę mniej wody (i energii na jej ogrzewanie), niż siedząc w wannie

 

Produkcja towarów przemysłowych/biurowych

    *  Odetnij się od postaw konsumpcyjnych, zadaj sobie pytanie, czy na pewno kupujesz coś, co naprawdę jest Ci niezbędne? Miej buddyjską mentalność: żyj prosto, mniej konsumuj, a myśl więcej

    *  Kupując produkt, wybierz ten w najprostszym opakowaniu – często produkcja samego produktu przy produkcji opakowania to drobiazg

    *  Kupuj towary wielokrotnego użytku – jednorazówki trzeba produkować w dużych ilościach

    *  Zrezygnuj z plastikowych toreb w sklepach – codziennie na świecie produkuje się i wyrzuca 3 miliardy takich toreb. Noś torbę na zakupy ze sobą

    *  Ogranicz zużycie papieru – może zamiast drukować w 3 kopiach wystarczy wysłać e-mail?

    *  Stosuj recykling – zazwyczaj dużo lepiej jest odzyskać, niż wyprodukować

    *  Decydując w sprawach biznesowych – pamiętaj, że ekologia jest ważniejsza od pieniędzy

 

Bądź za

    *  Podatek węglowy od zużycia paliw kopalnych – inne źródła energii staną się konkurencyjne, a upowszechniwszy się stanieją

    *  Ustalenie międzynarodowych limitów emisji i dopuszczenie handlu emisjami CO2

    *  Przestawienie systemu podatkowego na proekologiczny (jeździsz SUV-em i mieszkasz w wielkim energochłonnym domu - dużo za to zapłacisz). Oszczędzasz energię i jeździsz rowerem? Oszczędzisz i pieniądze.

    *  Wysokie standardy na zużycie energii i emisji CO2 (dla elektrowni, samochodów, domów, żarówek, opakowań)

    *  Zakaz budowy elektrowni węglowych, samochodów o wysokiej emisji CO2, żarówek żarowych itp.

    *  Ulgi ekologiczne (kredyty termo modernizacyjne, zakup hybrydy). Oszczędności się zwracają, ale warto ludziom w tym pomóc

    *  Popieraj zmiany przepisów ruchu drogowego korzystne dla transportu miejskiego, posiadaczy pojazdów ekologicznych i rowerzystów (wydzielone pasy ruchu, zakaz wjazdu samochodów do centrów miast)

 

PODSUMOWANIE - POMÓŻ WYBRAĆ PRZYSZŁOŚĆ!

Badania opinii publicznej na świecie i w Europie pokazują, że blisko 3/4 osób jest zaniepokojonych zmianami klimatu naszej planety. Jeśli i Tobie przychodzą Ci do głowy myśli „To jest poważna sprawa” „Trzeba działać, bo może być niedobrze” i wreszcie „Powinni coś z tym zrobić...” to bardzo dobrze – jesteś po jasnej stronie mocy J

 

Wierzymy, że nie staniesz z boku z założonymi rękami czekając aż inni zrobią coś za Ciebie Jak zacząć?

    * Dowiedz się. Czytaj o klimacie, o jego zmianach, o przewidywanych następstwach.

    * Zrozum. Same oderwane od siebie fakty to mało – trzeba ten obraz ułożyć w spójną całość. Uwaga! Podczas tego procesu grozi Ci, że pożegnasz się ze spokojem ducha...

    * Zmieniaj swoje zachowania. Jeśli żyjesz, tak jak statystyczny Polak, to będzie co zmieniać... Zarówno w kwestii transportu, jak i mieszkania i postaw konsumpcyjnych. W podejmowaniu decyzji pomoże Ci nasz kalkulator. Pobaw się nim i zobacz, jakie działania dadzą największy efekt. Na naszej stronie spisaliśmy też porady, na co zwrócić szczególną uwagę.

    * Opowiedz innym. Wiedza, którą trzymasz w głowie i nie dzielisz się nią jest marnotrawiona. Sam nie zmienisz rzeczywistości! Jesteś elementem łańcucha osób, które chcą pomóc Ziemi i zapewnić ludzkości dobrą przyszłość. A może jakąkolwiek przyszłość... Jeśli przekażesz tą postawę chociaż jednej osobie – komuś z rodziny, przyjacielowi, koledze lub koleżance z pracy i ta osoba też przekaże to dalej – proces zmian będzie narastać.

    * Dawaj przykład. Zmieniaj swoje zachowania i dawaj przykład swoją postawą. Jeśli nawet będziesz najgoręcej opowiadał o globalnym ociepleniu, ale do pracy będziesz jeździć SUVem, Twój dom będzie nieocieplany, a na wakacje latasz na Bali, nikt nie potraktuje Cię poważnie.

    * Dołącz do EKO Teamu! Uważasz, że praca tylko w Twoim najbliższym otoczeniu to za mało? Uważasz, że zmiany klimatu są niebezpieczne dla przyszłości świata? Nie chcesz siedzieć bezczynnie? Chcesz włączyć się w walkę z globalnym ociepleniem, wpływać na świadomość i postawy szerokiego grona odbiorców? Potrzebujemy osób takich jak Ty! Działaj z nami! Razem mamy większe możliwości! Rzuć okiem na nasze propozycje – na pewno znajdziesz coś dla siebie!:

    * Wyślij link do naszej strony znajomym

    * Wpisz EKOPozytywny komentarz J

    * Jeśli masz stronę, lub blog, umieść na nim link do naszej strony

    * Włączy się bezpośrednio w nasze prace, skontaktuj się z nami:

          o Prowadź wykłady i propaguj wiedzę – przeszkolimy Cię na naszych kursach

          o Pisz artykuły do naszej strony

          o Tłumacz materiały anglojęzyczne – wiele świetnych materiałów jest po polsku niedostępnych

          o Jesteś grafikiem? Może chciałbyś pomóc narysować komiks na podstawie opowiadania „Ostatnie dni”? Chętnie nawiążemy współpracę!

          o Jesteś naukowcem? Dokładamy starań, aby nasze materiały były na najwyższym poziomie. Pomóż nam!

          o Jesteś dziennikarzem, politykiem lub inną osobą, która może pomóc nam dotrzeć do szerokiego grona ludzi? Chętnie nawiążemy współpracę!

          o Zostań wolontariuszem i uczestnicz w pracach Fundacji Nasza Ziemia

          o Uczestnicz w organizowanym przez nas sadzeniu drzew

          o Zostań Partnerem/Sponsorem Fundacji Nasza Ziemia – zapraszamy zarówno osoby prywatne, jak i firmy

          o Masz własny ciekawy pomysł i poszukujesz współpracowników? Być może jest to strzał w dziesiątkę! Zapraszamy!

 

KONTAKT:

Fundacja Nasza Ziemia

ul. Hoża 3 m 5

00-528 Warszawa

tel./fax (0-22) 6228118, 6229868

 www.klimatdlaziemi.pl

 

Formularz kontaktowy:

 http://www.klimatdlaziemi.pl/index.php?kontakt=1

 

 

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [08.04.2011, 21:09]: UWAŻAJ, DZIURA OZONOWA NAD POLSKĄ Pomiary Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wykazały spadek warstwy nad naszym krajem o 35 proc. w stosunku do średnich klimatycznych. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 03.10.2011, 06:41

TAK DUŻEJ DZIURY OZONOWEJ JESZCZE NIE BYŁO. NIEBEZPIECZNA DLA POLAKÓW

To rekord.

Podczas tegorocznej arktycznej zimy nad biegunem północnym otworzyła się dziura ozonowa pięć razy większa niż powierzchnia Kalifornii.

Dziura rozpościera się od Europy Wschodniej, przez Rosję aż po Mongolię. Przez to mieszkańcy tych terenów są narażeni na działanie wyższego poziomu promieniowania ultrafioletowego - donosi portal france24.com.

Naukowcy twierdzą, że powiększająca się dziura ozonowa nad Arktyką do zły znak. Do tej pory zjawisko to dotyczyło bardziej bieguna południowego. Tam niedobór ozonu w stratosferze zawsze był wyższy ze względu na niższą temperaturę powietrza.

Badania satelitarne wykonane w 2010 i w 2011 roku pokazały, że nad biegunem północnym warstwa ozonu dramatycznie zmalała na wysokości od 15. do 23. km. Jednak największy ubytek ozonu - aż 80 proc. zaobserwowano na wysokości 18-23 kilometrów - informuje france24.com.

Naukowcy podkreślają, że jeszcze nigdy dziura ozonowa nad biegunem północnym nie dorównała swoją wielkością tej znad Antarktydy. | BB

 

 www.o2.pl | Piątek [20.03.2009, 12:35] ostatnia aktualizacja: Pt [20.03.2009, 12:54] 4 źródła

TAK SIĘ BĘDZIE ŻYŁO BEZ OZONU

Najnowsza symulacja przypomina prawdziwy koszmar.

W 2065 roku znika 77 procent warstwy ozonu chroniącego Ziemię. Promienie ultrafioletowe nad Waszyngtonem są tak silne, że w 5 minut wywołują poważne poparzenia. Umierają rośliny i zwierzęta. Powszechną plagą ludzkości jest rak skóry.

To nie scenariusz filmu katastroficznego. Tak, zdaniem ekspertów, będzie wyglądał świat, jeżeli wszystkie kraje nie podpiszą się pod zakazem emisji substancji niszczących warstwę ozonową.

Zespół naukowców z trzech dużych instytutów badawczych - NASA's Goddard Space Flight Center, Johns Hopkins University w Baltimore i Holenderskiej Agencji Prognoz Środowiskowych w Bilthoven - stworzył dokładną symulację zmian, jakie zajdą na Ziemi w wyniku nieprzestrzegania Protokołu Montrealskiego (umowę zakładająca ograniczenie produkcji freonów). Symulacja uwzględnia efekty atmosferyczne, chemiczne, zmiany wiatru i zmiany promieniowania.

Możemy już dokładnie monitorować sytuację i wreszcie poczuć pełną odpowiedzialność - powiedział kierujący projektem prof. Paul Newman.

Dziurę w otaczającej Ziemię powłoce ozonowej odkryto w 1985 roku nad Antarktydą. Badania stężenia tego gazu w atmosferze wykazały, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat zmniejszało się ono średnio o 0,2 procent rocznie.| TM

 

 

 www.o2.pl | Niedziela [15.02.2009, 07:21] 1 źródło

GLOBALNE OCIEPLENIE BĘDZIE BARDZIEJ SZKODLIWE NIŻ PRZEWIDYWANO

Gwałtownie wrośnie temperatura, a świat czekają wielkie pożary.

Dotychczasowe prognozy były złe. W następnym stuleciu globalne ocieplenie będzie bardziej dotkliwe i przyniesie więcej szkód środowisku niż przewidywaliśmy - twierdzi profesor Chris Field , specjalista ds. zmian klimatu.

Naukowiec tłumaczy, że wszystko przez gwałtowny rozwój przemysłu w Chinach i Indiach.

Sądziliśmy że w następnym stuleciu temperatura na świecie podniesie się o 1,1-6,4 stopni Celsjusza. Ale to zaniżone prognozy. Nie przewidują emisji dwutlenku węgla do atmosfery azjatyckie elektrownie węglowe - ostrzega Field.

Jego zdaniem wpływ wyższej temperatury na środowisko nie jest jeszcze do końca znany, ale na pewno będą się osuszać lasy tropikalne, co uczyni je podatnymi na wielkie pożary. Do tego topnieć będą na pewno lody Arktyki i Antarktydy.

To wszystko spowoduje, że jeszcze większą emisję gazów cieplarnianych. Jeśli szybko nie zaczniemy temu przeciwdziałać, to wkrótce nie będziemy w stanie rozwiązać problemu globalnego ocieplenia - mówi Field. | JK

 

 www.onet.pl | PAP, mkw/24.02.2009 16:29

Z POWODU ZMIAN KLIMATYCZNYCH DO POŁOWY TEGO STULECIA HISZPANIA UTRACI SWOJE OSTATNIE GÓRSKIE LODOWCE - WYNIKA Z BADAŃ MINISTERSTWA OCHRONY ŚRODOWISKA

Zgodnie z nimi lodowce po hiszpańskiej stronie Pirenejów - jedyne na Półwyspie Iberyjskim - od czasu pierwszych pomiarów pod koniec XIX wieku straciły 88 procent powierzchni. Obecnie wynosi ona 206 hektarów.

 

Podczas badań stwierdzono, że w ubiegłym roku znacznie zwiększyło się tempo topnienia pokrywy lodowej. Tylko od roku 2002 do 2008 lodowce straciły 25 procent powierzchni.

 

Wyjątkowo zimna tegoroczna zima ustabilizowała tymczasowo pozostałe jeszcze lodowce, ale nie doprowadziła do ich powiększenia. - Lodowce są pomnikami przyrody, których czas trwania upływa - uważa geograf Fernando Lampre.

 

Zdaniem ekspertów lodowce topnieją nie tylko z powodu wzrostu przeciętnych temperatur. Znaczenie mają też coraz mniejsze opady śniegu. - Wcześniej nawet w sierpniu na szczytach Pirenejów zawsze go trochę spadło - przypomina naukowiec Luis Cancer. - Zazwyczaj nie było go dużo, ale był bardzo ważny. Pokrywa śnieżna chroniła lodowiec przed ciepłem i promieniami słonecznymi. Teraz opady śniegu w sierpniu stały się dużo rzadsze.

 

 www.onet.pl | PAP, PU/25.02.2009, 13:07

LODOWCE ANTARKTYDY TOPNIEJĄ SZYBCIEJ, NIŻ DOTĄD SĄDZONO,

co może doprowadzić do bezprecedensowego podniesienia się poziomu mórz - ostrzegają naukowcy.

W raporcie opracowanym przez tysiące naukowców w Międzynarodowym Roku Polarnym 2007-2008 napisano, że ociepla się nie tylko Półwysep Antarktyczny, lecz także zachodnia część kontynentu. Wcześniej sądzono, że ociepla się głównie wąski pas półwyspu skierowany w stronę Ameryki Południowej.

Dane satelitarne i informacje o pogodzie wskazują, że "ocieplenie, jakie obserwujemy na półwyspie, obejmuje także tereny położone poniżej i rozciągające się aż do obszaru nazywanego zachodnią Antarktydą" - oświadczył dyrektor wykonawczy brytyjskiego Komitetu Naukowego Badań Antarktycznych Colin Summerhayes. - To niezwykłe i niespodziewane - ocenił.

 

Podczas Międzynarodowego Roku Polarnego tysiące naukowców z ponad 60 państw prowadziło intensywne badania Arktyki i Antarktyki na lądzie i na morzu, w lodołamaczach i okrętach podwodnych.

 

Jak podkreślił Summerhayes, największy lodowiec Antarktydy, Pine Island, cofa się o 40 proc. szybciej niż w latach 70. zeszłego wieku, pozostawiając w oceanie część stopionej wody i lodu. Znajdujący się również w zachodniej Antarktydzie lodowiec Smitha cofa się o 83 proc. szybciej niż w 1992 r.

 

Wszystkie lodowce na tym terenie tracą rocznie około 103 mln ton lodu, gdyż kurczą się szybciej, niż przybywa nowego śniegu.

 

- Jest to równowartość utraty masy z całej powłoki lodowej Grenlandii - zaznaczył Summerhayes.

 

Przeciętna temperatura na Antarktydzie wzrosła od 1957 r. o mniej więcej 0,56 stopnia C i wynosi obecnie minus 45,6 stopni C - wynika z niedawnego badania Erica Steiga z uniwersytetu w Waszyngtonie.

 

W 2007 r. Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) prognozował, że w tym wieku poziom mórz może wzrosnąć o 0,7-1,3 m. - Jeśli powłoka w zachodniej Antarktydzie zaniknie, poziom wody w morzu wzrośnie o 1-1,5 m - ostrzega Summerhayes.

 

Jak dodał, naukowcy stwierdzili, że ocean wokół Antarktydy ocieplił się w ciągu ostatniej dekady o 0,2 stopnia Celsjusza, czyli dwa razy bardziej niż wszystkie oceany Ziemi w ciągu 30 lat.

 

 www.o2.pl | Czwartek [30.04.2009, 11:41] 5 źródeł

GROZI NAM POTOP. TO KARA ZA EMISJĘ CO2

To skutek podniesienia się średniej temperatury spowodowany przez globalne ocieplenie - ostrzegają naukowcy.

Fragment, który się odłamał, ma powierzchnię 700 km kw. - pisze "The Dailly Telegraph".

Według ekspertów Europejskiej Agencji Kosmicznej, którzy przeprowadzili satelitarne obserwacje Antarktydy, zmiany klimatu w tym rejonie przebiegają sześć razy szybciej niż średnio na świecie.

Szelf lodowy Wilkinsa skurczył się już o ponad jedną trzecią - powiedziała Angelika Humbert z Uniwersytetu Munster.

Klimat na Ziemi zmienia się w szybszym tempie, niż do tej pory sądzono. Jeszcze pięć lat temu uczeni uważali, że basen polarny będzie pozbawiony pokrywy lodowej w 2050 roku, teraz uważają, że nastąpi to już za 10 lat.

Do końca tego stulecia poziom mórz wzrośnie o metr. Zmiany będą odczuwalne w każdym miejscu na Ziemi. | TM

 

www.o2.pl | Poniedziałek [03.08.2009, 14:51] 5 źródeł

OCEANY I MORZA ŚWIATA PODNIOSĄ SIĘ O METR

Niepokojące prognozy dla świata.

Najgorszy scenariusz przewiduje, że do końca tego stulecia poziom mórz wzrośnie do 82 cm. Jeżeli uda się spowolnić ocieplanie klimatu, jedynie o 7 cm.

Opisana w "Nature Geoscience" teza poparta została badaniami na morskich skamielinach i zapisami temperatury z próbek lodu z przeszłości.

Zdaniem dr Marka Siddala z uniwersytetu w Bristolu budowanie modeli prognostycznych w oparciu o informacje sprzed 22 tys. lat jest o wiele bardziej dokładne niż stosowane teraz - czytamy w serwisie ArsTechnica.com.

Badania te są o tyle istotne, że na ich podstawie widać, jak obecne ocieplanie się klimatu będzie wpływało na podnoszenie się poziomu mórz w kolejnych stuleciach. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [23.11.2009, 08:15] 1 źródło Poleć na: Facebook

MORZA I OCEANY PODNIOSĄ SIĘ O PÓŁ METRA

Ekolodzy: idzie wielka powódź.

Poziom mórz może podnieść się w ciągu następnych 40 lat aż o pół metra. Ekolodzy ze Światowego Funduszu na Rzecz Przyrody (WWF) ostrzegają, że podtopienie grozi ponad stu miastom na świecie, a straty sięgną bilionów dolarów - donosi TVN24.

Ekolodzy przestrzegają, że jeśli do 2050 roku temperatura na świecie podniesie się o 2 stopnie Celsjusza, to morza i oceany zaleją wybrzeża na wszystkich kontynentach. Wszystko przez coraz szybciej topniejące lodowce.

Naukowcy oceniają, że lody wschodniej Antarktyki od kwietnia 2002 roku do stycznia 2009 roku traciły od 5 do 109 gigaton masy lodowej rocznie. Tempo to wzrosło od 2006 roku - zauważa stacja. | K

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [15.10.2009, 13:45] 6 źródeł, 1 wideo

NA ARKTYCE LATEM NIE ZOBACZYMY JUŻ LODU

Naukowcy: za 20 lat czeka nas katastrofa.

Globalne ocieplenie sprawi, że w najbliższych dwóch dekadach lody Oceanu Arktycznego w ciepłych porach roku będą topić się całkowicie. Zdaniem brytyjskich naukowców poziom morza podniesie się znacznie co utrudni życie niedźwiedziom polarnym i fokom. To jednak nie będą jedyne skutki - zapowiada Reuters. Agencja powołuje się na znanego oceanografa, prof. Petera Wadhamsa z Uniwersytetu Cambridge. Swoje ustalenia naukowiec oparł na badaniach zakresu i grubości lodu, zmian temperatury, wiatru i składu wody. Brak lodu na Arktyce latem spowoduje katastrofalne skutki. Efekt cieplarniany będzie przyspieszał bo woda z roztopionego lodu na Morzu Arktycznym zmieni barwę oceanów na ciemniejszą. Taka woda w mniejszym stopniu pochłania światło słoneczne. Wtedy już nie nazwiemy Arktyki "klimatyzacją Ziemi" - twierdzi prof. Wadhams. | AJ

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [21.04.2009, 22:32] ostatnia aktualizacja: Środa [22.04.2009, 07:39] 1 źródło

ŻYCIE NA ZIEMI BĘDZIE KOSZMAREM

Susze, powodzie, choroby - wszystko przez globalne ocieplenie.

Kryzys gospodarczy utrudnia kontrolę nad emisją gazów cieplarnianych, a to przyczyni się do szybkiego zniszczenia naszej planety - uważają analitycy cytowani przez portal livescience.com.

W ciągu kilkudziesięciu najbliższych lat krajobraz Ziemi zmieni się radykalnie, a jednej czwartej gatunków roślin i zwierząt będzie grozić wyginięcie.

Już w 2009 roku w wielu dużych rzekach może zabraknąć wody. W 2020 roku Europę czeka fala powodzi - to efekt topnienia lodowców górskich i podnoszenia się poziomu mórz.  W innych częściach świata plony spadną o połowę - z powodu suszy.

Do 2030 roku zostanie zniszczona znaczna część raf koralowych, a z gór Afryki znikną ostatnie lodowce. Liczba ludności Ziemi przekroczy 8 miliardów. Zaczniemy odczuwać brak żywności w wielu regionach świata, a wraz z głodem szerzyć będą się różne choroby.

W 2050 roku nie będzie już lodowców także w Alpach. Wyginie także około 400 gatunków ptaków. W Australii i Nowym Jorku ludzie będą umierać z gorąca, a w Wielkiej Brytanii z zimna. Plony w Europie i Azji Południowej zmniejszą sie o 30 proc. Wzrosną - najwyżej o 20 proc. - we wschodniej i południowo-wschodniej Azji. Podobnie będzie na innych kontynentach. Na Ziemi bedzie nas już ponad 9,4 mld.

W 2070 roku czekają nas natomiast wielkie powodzie. Dotkną one około 20 proc. populacji, ludzi mieszkających w dorzeczach rzek i na wybrzeżach mórz i oceanów.

Od 1,1 do 3,2 mld ludzi będzie dla odmiany cierpieć z powodu braku wody. Około 600 mln ludzi będzie głodować.

W 2085 roku w związku ze zmianami klimatycznymi, które nastąpią na naszej planecie, liczba osób zagrożonych śmiertelnie niebezpieczną chorobą - gorączką denga - wzrośnie do 3,5 mld.

W 2100 roku z powierzchni Ziemi zniknie już 25 procent gatunków roślin i zwierząt. Rośliny nie będą już w stanie pochłaniać emitowanego do atmosfery dwutlenku węgla. Zmieni się kwasowość mórz i oceanów, powodując wymieranie wielu gatunków ryb i innych stworzeń.

Dzień Ziemi, który będziemy obchodzić 22 kwietnia 2200 roku będzie prawdopodobnie krótszy o 0,12 milisekundy. To efekt stopienia się pokrywy lodowej w pobliżu biegunów i przyspieszenia rotacji Ziemii.

Taką czarną wizję przyszłości naszej planety przytacza portal naukowy livescience.com. Czy tak będzie? | TM

 

[Trzeba przynajmniej utrzymać tempo spalania paliw kopalnych jak węgiel, ropa naftowa, w imię UTOPIJNEGO dobra; ZGODNIE Z OBECNIE STOSOWANYMI TEORIAMI EKONOMICZNYMI, to w tedy będzie coraz szybciej lepiej... - red.]

 

 

 

 


12. MIGRACJA

 

 www.onet.pl | (PAP, tm/31.10.2008, godz. 15:27)

NORWEGIA: NIE MOŻNA ODKŁADAĆ SPRAWY KLIMATU Z POWODU KRYZYSU

"Zmiana klimatu nie jest tylko sprawą naszych dzieci i wnuków, to problem, który występuje teraz i teraz musi być rozwiązany. To jest absolutny priorytet, problem dużo głębszy, poważniejszy i trwalszy niż kryzys finansowy" - podkreślił Solheim.

 

"ANGORA" nr 11, 12.03.2006 r.: Dramatycznie przedstawił sytuację były prezydent Bill Clinton na niedawnym forum gospodarczym w Davos: „Zmiany klimatu to czynnik, który może zniszczyć nasza cywilizację. Wszystko inne jest w porównaniu z tym nieważne”.

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [28.05.2010, 08:58]

TE MIASTA OPANUJĄ EMIGRANCI. GROZI IM PRZELUDNIENIE

Wyspy zaleją miliony obcokrajowców.

Miasta w południowej Anglii w ciągu 8 lat będzie zamieszkiwać o 20 proc. więcej ludzi niż dotychczas. To efekt napływu imigrantów do Wielkiej Brytanii - donosi "The Daily Mail".

Prognozy National Statistics Office wskazują, że najszybciej wrośnie liczba ludności miasta Colchester w Essex, o ponad 33 tys. osób.

Z kolei w całej aglomeracji Bristolu do 2018 r. przybędzie aż 100 tys. nowych mieszkańców. Londyn, Yorkshire, South West, East Midlands zanotują 8 proc. przyrost liczby ludności.

Za 8 lat na Wyspach osiedli się prawie 3,8 mln imigrantów, a liczba mieszkańców kraju przekroczy 55 miln. Nasze miasta muszą się do tego przygotować - mówi brytyjski minister ds. imigracji Damian Green.

Jego zdaniem brytyjski rząd powinien jednak zmienić politykę wobec obcokrajowców, którzy chcą osiedlić się na Wyspach, tak aby rocznie nie przybywały ich setki, ale dziesiątki tysięcy. | AJ

 

 www.o2.pl | Poniedziałek [23.02.2009, 12:51] 1 źródło

MILIONY "EKOEMIGRANTÓW" BĘDZIE SZUKAĆ NOWYCH DOMÓW

Globalne ocieplenie wywoła liczne katastrofy, które zniszczą ich kraje - ostrzegają naukowcy.

Przeniosę 100 tysięcy obywateli swojego kraju do nowej ojczyzny. Wkrótce rosnący poziom oceanu zabierze nam ziemię - powiedział prezydent Kiribati, wyspy leżącej na Pacyfiku.

Zdaniem ekspertów miliony "ekoemigrantów" zmuszonych do poszukiwania nowego miejsca zamieszkania całkowicie zmieni kształt gospodarki, polityki i kultury na ziemi. Ponad 10 lat temu ich liczbę oszacowano na 25 milionów.

Teraz sądzimy, że będzie ich znacznie więcej - powiedział Norman Myers z Oxford University. - Podnoszenie się poziomu morza w wyniku zmian klimatycznych zatopi ojczyzny olbrzymiej liczby ludzi.

W Bangladeszu z powodu klęsk żywiołowych miejsce zamieszkania musiało zmienić od 12 do 17 milionów osób. W Afryce około 10 milionów ludzi przeprowadziło się ze względu na suszę. Na Filipinach 4 miliony osób wyemigrowało przez wylesianie. | K

 

 

"FAKTY I MITY" nr 13, 05.04.2007 r.

DOM NA BIEGUNIE

Emigrując masowo do Wielkiej Brytanii, Polacy wykazali się zmysłem proroczym. Niedługo bowiem Europa przeistoczy się w ogromną pustynię, a Wyspy Brytyjskie będą jedną z nielicznych oaz. Na całej Ziemi.

Tak przynajmniej twierdzi James Lovelock – ogólnie szanowany naukowiec z dziedziny ochrony środowiska, a zarazem futurolog, który jest autorem wydanej właśnie książki „Zemsta Gai – Dlaczego Ziemia się mści i co uczynić, by uratować ludzkość”. Według magazynu „Prospect” – Lovelock należy do grona 100 najwybitniejszych intelektualistów na świecie.

Wszystkiemu winne globalne ocieplenie. Ludzie traktują ten temat ze znudzeniem – jak oglądany po raz setny film. Ale to nie fikcja. Wszyscy poważni uczeni alarmują. Jednak rzadko który roztacza tak makabryczną wizję jak 87-letni Lovelock.

Liczba mieszkańców Wielkiej Brytanii drastycznie wzrośnie, bo Wyspy wypełnią miliony uchodźców z Europy, która zamieni się w Saharę. Innym nowym terenem osiedleńczym stanie się daleka północ. Czapa lodowa wielkości kontynentu amerykańskiego stopi się i „większość ludności przeprowadzi się do Arktyki, bo będzie to jedno z nielicznych miejsc, gdzie da się żyć”.

Dlaczego Wielka Brytania ma ocaleć? Ocieplenie spowoduje zanik Golfsztromu, kierującego ciepłe wody Morza Karaibskiego w kierunku północnej Europy i klimat w tym rejonie się oziębi. Lovelock twierdzi, że przed końcem stulecia Chińczycy będą masowo emigrować na Syberię, gdzie polarne mrozy staną się przeszłością. Podczas wykładu Lovelocka na Uniwersytecie Stanforda liczni profesorowie, w tym laureaci Nagrody Nobla, indagowali go, w jakim rejonie Kanady należy kupować nieruchomości. „Oni wierzą mi, gdy mówię, że tereny USA nie będą nadawać się do życia – mówi. – Wszystko dzieje się bardzo szybko: polarne czapy lodowe, topiąc się, przestają odbijać światło słoneczne, które utrzymywało umiarkowaną temperaturę Ziemi, mimo że Słońce staje się coraz gorętsze”.

To dopiero początek grozy. Zdaniem brytyjskiego naukowca, z 6 miliardów mieszkańców planety przeżyje ten okres około pół miliarda, może miliard... „Jest nas za dużo. Zużywamy setki razy więcej energii niż Ziemia jest w stanie dostarczyć z surowców do jej produkcji. Należałoby skłonić kobiety, by rodziły mniej dzieci, ale my nie mamy na to czasu. Ziemia to za nas załatwi”. Nasza planeta ma 3,5 miliarda lat i starzeje się; pozostało jej nie więcej niż miliard lat egzystencji. W przyszłości, jeśli ocieplanie klimatu będzie postępować, może wyglądać jak Mars. Doprowadziliśmy do tego, paląc węgiel. Nie powinniśmy wycinać lasów, których Ziemia potrzebuje, by regulować temperaturę – twierdzi Lovelock. Aby wszystko funkcjonowało należycie, lasy powinny zajmować jedną trzecią powierzchni planety. Lovelock jest zwolennikiem energii jądrowej oraz energii pochodzącej z wykorzystania siły wiatru. Na pocieszenie przypomina, że w historii siedmiokrotnie przechodziliśmy poważne zmiany klimatyczne (epoki lodowe) i jesteśmy w stanie się przystosować.

Po raz pierwszy Lovelock wystąpił z „Hipotezą Gaja” przed 40 laty. Świat nauki go wyśmiał. Teraz nikt się nie śmieje. Meteorolodzy stwierdzili właśnie, że obecna zima jest najcieplejszą w historii pomiarów temperatury na całym świecie. ZW

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [05.05.2010, 13:03]

NADCHODZI ZAGŁADA. LUDZIE JUŻ WKRÓTCE WYGINĄ

Co nas zabije.

Jeśli emisja gazów cieplarnianych nie zostanie zmniejszona, to już pod koniec tego stulecia Ziemia może stać się zbyt gorąca dla ludzi - informuje livescience.com.

Zdaniem naukowców wkrótce wzrosną wskazania tzw. zwilżonego termometru. O co chodzi?

O wysoką wilgotność i jednocześnie wysoką temperaturę. Te dwa czynniki są zabójcze dla człowieka - kończą się tzw. udarem cieplnym.

Matthew Huber z Purdue University’s wyliczył, że wystarczy 6-godzinna ekspozycja na temperaturę zwilżonego termometru równa 35 stopniom Celsjusza, by człowiek (a także większość ssaków) dostał udaru cieplnego.

Ocieplenie o 12 stopni Fahrenheita (ok. 7 stopni C) spowoduje, że w niektórych rejonach świata zostanie przekroczony limit temperatury mokrego termometru. Ocieplenie o 21 stopni (ok. 12 stopni C) spowodowałoby, że połowa ludności świata znalazłaby się w nienadającym się do zamieszkania środowisku - twierdzi Huber.

Jego zdaniem do takiej sytuacji może dojść już pod koniec tego stulecia. | WB

 

 

 www.o2.pl | Wtorek [31.03.2009, 10:45] 5 źródeł

TRAGEDIA NA MORZU ŚRÓDZIEMNYM

Zatonęły dwa statki wiozące nielegalnych imigrantów do Włoch.

Nie wiadomo dokładnie, ile osób zginęło. Ratownicy wyłowili na razie 21 ciał. Jednak na pokładzie statków było ponad 600 osób. A uratowano zaledwie 23...

Włoski dziennik "Il Messaggero" informuje - choć, jak zaznacza, są to informacje niepotwierdzone, otrzymane od libijskich władz - że pasażerów jednego ze statków, około 300 osób, uratowała włoska jednostka.

Tymczasem Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji stwierdziła już, że prawdopodobnie co najmniej trzystu nielegalnych imigrantów utonęło.

To najwyraźniej nie koniec tragedii. Libijskie władze poinformowały o kolejnych dwóch statkach, które wypłynęły w kierunku Włoch. Nie wiadomo, ilu uciekinierów było na ich pokładzie. One także prawdopodobnie zatonęły. | WB

 

 

 www.o2.pl | Sobota [04.04.2009, 19:06] 1 źródło

KILKUDZIESIĘCIU IMIGRANTÓW UDUSIŁO SIĘ W KONTENERZE

Afgańczycy chcieli, przez Iran, dotrzeć do Europy.

Kontener z 200 osobami znaleziono na przedmieściu miasta Kweta, na granicy z Afganistanem. Samochód ciężarowy, który go zostawił, przyjechał z afgańskiego miasta Spin Boldak.

Kontener był nadany do Iranu - twierdzą władze Kwety, w pakistańskim Beludżystanie.

Wszystko wskazuje na to, że tak 200 uciekinierów z Afganistanu chciało się dostać do Europy. I pewnie kontener pojechałby dalej, gdyby nie przechodnie.

To oni zaalarmowali policję. Twierdzili, że słyszą z kontenera jęki i wołania o pomoc.

Po otwarciu okazało się, że pięćdziesiąt osób nie żyje, a 60 straciło przytomność z braku tlenu. | JK

 

 

 www.o2.pl | Niedziela [05.04.2009, 15:12] 1 źródło

IMIGRANCI WE WŁOSZECH MIESZKAJĄ W KANALIZACJI

W Rzymie znaleziono ich ponad setkę.

W tym ponad 20 afgańskich dzieci w wieku 10-15 lat. Grupa obcokrajowców mieszkała w sieci kanalizacyjnej pod dworcem kolejowym. Policja odnalazła podziemne miasto po doniesieniach mieszkańców, którzy widzieli koło dworca coraz więcej zabiedzonych dzieci - informuje "BBC".

Nikt z imigrantów nie mówi po włosku, do kanałów wdarli się wybijając przykrywy studzienek kanalizacyjnych.

Wedle organizacji "Save the Children Italy" do Rzymu z Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej przybywa co roku ponad tysiąc dzieci bez opiekunów.

Afgańskie dzieci przyjechały ukryte w ciężarówkach z Turcji i Grecji. | JS

 

 

www.o2.pl | Środa [27.05.2009, 09:55] 3 źródła

ANGLIA NAJBARDZIEJ ZATŁOCZONYM MIEJSCEM NA ŚWIECIE

Zaleje ją fala imigrantów.

Anglię wybiera ponad dziewięciu na 10 imigrantów, którzy przybywają do Wielkiej Brytanii. Od 1991 roku zamieszkało tam ponad 2,3 mln cudzoziemców - wynika z danych rządowych.

Imigranci prawie 20 razy częściej wybierają Anglię niż Szkocję.

Prognozy są jeszcze gorsze. W Anglii osiedli się 95 procent nowych imigrantów, a do 2051 roku spodziewamy się na Wyspach kolejnych siedmiu milionów cudzoziemców - powiedział deputowany Nicholas Soames.

Brytyjczycy uważają, że najwięcej imigrantów przyjedzie na Wyspy z Francji. | TM

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 1 źródło Sobota [14.08.2010, 06:52]

POLACY W LONDYNIE JEDZĄ Z NĘDZY SZCZURY

Coraz więcej naszych rodaków na Wyspach jest bezdomnych.

Na ulicach brytyjskiej stolicy żyje obecnie około czterech tysięcy bezdomnych, z czego jedna trzecia to Polacy, Litwini, Estończycy, Łotysze, Rumuni i Bułgarzy - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Dane te przedstawiła własnie Thames Reach, jedna z największych organizacji charytatywnych w Wielkiej Brytanii, opiekująca się bezdomnymi.

Niestety, każdego dnia przybywają nowi nędzarze, gotowi jeść szczury czy pić mieszanki na bazie środków czyszczących czy płynów do mycia naczyń.

Natknęliśmy się już nieraz na Polaków nocujących pod mostami i wiaduktami w północnym Londynie, którzy jedli szczury. Grillowali je lub gotowali. Jesteśmy przyzwyczajeni do biedy, ale czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy - mówi "Rz" rzecznik Thames Reach Mike Nicholas.

Polacy kradną ze szpitali 70 proc. płyn do dezynfekcji i piją go bez rozcieńczania. W tym roku już czterech naszych bezdomnych rodaków tego nie przeżyło.

Pracownicy Thames Reach usiłowali wytłumaczyć Polakom, że szczury przenoszą różnego rodzaju choroby. – Nie chcieli nas słuchać - mówi Nicholas.

Dodaje, że bezdomni są najczęściej alkoholikami, bez znajomości języka i szans na znalezienie nawet najprostszej pracy.

Niektórzy zapłatę biorą w alkoholu 22-procentowym White Ace Cider - informuje "Rz".

Gdy Thames Reach dostanie od władz pieniądze, odsyła Polaków do domu. W 2009 roku w ten sposób z Wysp wyjechało 400 naszych rodaków.

W Wielkiej Brytanii mieszka jeszcze 700 tys. polskich imigrantów. | JS

 

[Żebrzą, w tym ucząc tego naśladowców, a więc demoralizują, degradują, jedzą i piją też resztki ze śmietników, palą pety (w tym gdzie popadnie, a więc trując innych, ucząc nikotynizmu; degeneractwa), trują się też alkoholem, narkotykami, generują wydatki na leczenie ich, wypróżniają gdzie popadnie, nie myją się; roznoszą mikroby; zarażają nimi! – red.]

 

 

 www.o2.pl | Czwartek [16.07.2009, 0:12]

"POLSKIE G..., WON!" NA ZACHODZIE NAS NIENAWIDZĄ?

"Brytyjskie miejsca pracy dla Brytyjczyków" Nie tak dawno imigrantów ze wschodniej części Unii witano z otwartymi ramionami. Dziś obraża się ich, bije, morduje i grozi im wysadzeniem domów.

W ostatnią sobotę dwóch mężczyzn zaatakowało w Aberdeen Jarosława J., który w Szkocji pracuje jako sprzątacz - poinformowało BBC News. W wyniku pobicia odniósł on rozległe obrażenia, jednak - jak zapewniają lekarze - jego stan, choć poważny, jest stabilny. Policja podejrzewa, że powodem ataku były uprzedzenia narodowościowe.

 

Nie miał tyle szczęścia Marek Muszyński, napadnięty kilka dni wcześniej w miejscowości Newry w Irlandii Północnej. Jego zmasakrowane ciało znaleziono w bocznej uliczce. Przyczyną śmierci było ciężkie pobicie.

 

Ale prawdziwe, zakrojone na szeroką skalę polowanie na Polaków w Irlandii Północnej ma się dopiero rozpocząć. Wynoście się z kraju Królowej, macie czas do 12 lipca! – takie ultimatum wystosowali niedawno do naszych rodaków (a także do Cyganów, muzułmanów i hindusów) protestanccy radykałowie. Wskazany termin upłynął.

 

Bojówkarze z Ulster Defence Association grozili, że będą podkładać bomby w domach imigrantów. Czy rzeczywiście do tego dojdzie? Zobaczymy. Z pewnością spodziewać się możemy kolejnych napadów na Polaków mieszkających w tym regionie. Może być jeszcze gorzej, niż podczas niedawnych zamieszek po wizycie polskich kibiców.

 

Warto jednak przypomnieć, że gwałtowny wzrost liczby

ataków na polskich imigrantów zamieszkujących Wyspy nastąpił już w 2008 r. Wszystko zaczęło się wraz ze światowym kryzysem gospodarczym. Według raportu przygotowanego przez Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku zanotowano 20-procentowy wzrost liczby napadów na naszych rodaków.

 

Coraz więcej Brytyjczyków chce wyrzucić imigrantów poza granice swojego kraju. Wracajcie do pier****nej Polski! - skandowali wiosną demonstranci na angielskiej Isle of Grain. W Coventry grupa pijanych chuliganów zaatakowała zamieszkany przez polską rodzinę dom. Napastnicy roztrzaskali drzwi i pobili mieszkającego w środku Polaka. Spierdalaj stąd, polska k***o! - krzyczeli do Polki.

 

Popularność wśród poddanych Królowej zyskuje sobie nowy zwrot, którym określają oni naszych rodaków: "white paki". Samo "paki" oznacza imigrantów z Pakistanu (i szeroko rozumianych okolic) i uznawane jest za wyraz bardzo obraźliwy i rasistowski. Widać, dziś polscy robotnicy, tak jak wcześniej przybysze z Południowej Azji, stali się dla Brytyjczyków zbędnymi podludźmi.

 

Ale Irlandia, Szkocja i Anglia to nie jedyne kraje, w których los Polaków pogarsza się z dnia na dzień. I których obywatele zwracając się do nich sięgają po wulgarne słowa.

 

Polskie gówno, won z Norwegii! - taki napis witał niedawno klientów supermarketu w Oslo. Firma Forenede Montorer zatrudniająca polskich elektryków dawała norweskim pracownikom "dodatek za pracę w brudzie". Zaś Norwegowie pracujący w stoczni Kleven Verft w Ulsteinvik podzielili ścianą stołówkę - by nie jeść z Polakami w jednym pomieszczeniu. Podobne przykłady można by mnożyć.

 

Jeszcze dwa lata temu wszystko układało się tak dobrze. Gospodarka kwitła, ubrani w garnitury ludzie Zachodu chodzili do czystej i dobrze płatnej pracy, gdy tymczasem polscy robole myli naczynia, sprzątali domy i męczyli się przy wielu innych rodzajach fizycznej roboty. Z punktu widzenia Brytyjczyków czy Norwegów - sielanka.

 

Jednak skończyły się dobre czasy, zaczęła się recesja. Bogatym Europejczykom w oczy zajrzało bezrobocie. Zmywaki, miotły i betoniarki przestały wyglądać odpychająco - skoro przynajmniej przy nich zarobić można jakieś pieniądze.

 

Ale - co za niespodzianka - te miejsca pracy wciąż zajmują Polacy! I wcale nie chcą wracać do domu. Co więcej, pracodawcy (ach, ci chciwi, pozbawieni patriotyzmu kapitaliści!) nie zamierzają ich wyrzucać. Imigranci są przecież tacy tani, co w dobie kryzysu, gdy tak trudno związać w interesie koniec z końcem, nabiera jeszcze większego znaczenia.

 

Nic więc dziwnego, że wśród mieszkańców Zachodu narasta frustracja i niechęć do obcych. W trudnych czasach zjawiska te rodzą się przecież od zawsze. A dziś czasy dla Europejczyków, przyzwyczajonych do dostatku i stabilności, niewątpliwie są ciężkie. Szukają więc kogoś, kogo można obwinić za zaistniałą sytuację, na kim można się wyładować. "White paki" nadają się doskonale. Przecież zabierają nam miejsca pracy! I na dodatek - co szczególnie w Irlandii Północnej nie jest bez znaczenia - są katolikami!

 

Kryzys jeszcze się nie skończył. Co więcej, może być i tak, że dzisiejsza recesja okaże się być tylko preludium do prawdziwego krachu. Sielanka nieprędko znów zapanuje na Zachodzie. A to nie oznacza nic dobrego dla pracujących poza ojczyzną Polaków. Szczególnie dla tych wykonujących najprostsze prace.

 

Niestety, wszystko wskazuje na to, że wydarzenia z ostatnich miesięcy to dopiero początek. Niechęć i agresja wobec naszych rodaków widocznie rośnie. Zjednoczona Europa w kryzysowym czasie nie jest już tak otwarta i braterska.

 

Może więc nadeszła pora, by pomyśleć o powrocie do domu? Zanim będzie za późno.

 

Autor: Daniel Nogal

 

www.o2.pl / www.sfora.pl |Wtorek [26.10.2010, 10:54]

TYSIĄCE DZIECI W EUROPIE HARUJĄ JAK NIEWOLNICY. NAWET 5-LATKI

Gwałty, bicie i zastraszanie to norma

Coraz więcej dzieci pada ofiarą handlarzy ludźmi. To już plaga w Wielkiej Brytanii, gdzie do pracy zmuszane są nawet 5-latki, pochodzące z rodzin imigrantów - alarmuje "The Daily Express".

Najnowsze dane opublikowane w raporcie organizacji broniącej praw dzieci ECPAT mówią o 215 nieletnich pracownikach, których wykorzystywali brytyjscy przedsiębiorcy. Eksperci zastrzegają, że prawdziwa liczba jest dużo wyższa i do niewolniczej pracy przymuszane są tysiące dzieci.

Pracują na fermach, w ogrodnictwie czy jako pomoc domowa za głodowe pensje - nawet 2,5 funta tygodniowo. Są także wykorzystywane seksualnie czy zmuszane do kradzieży w sklepach - mówi Christine Beddoe z ECPAT.

Policja odkryła właśnie farmę w Worcester, gdzie od świtu do zmierzchu w zimnie pracowało siedmioro młodych Rumunów - najmłodsze dziecko miało 5 lat. Z kolei w Londynie namierzono szajkę, która zmuszała do kradzieży i rozbojów prawie 30 rumuńskich dzieci. | AJ

 

 

O działalności dobroczynnej...

Czy aby napewno przedłużając wegetację ludzi starych, schorowanych, zarażonych, kosztem pozostałych (w tym środowiska naturalnego) mających zająć się m.in. reprodukcją, pomagamy danemu społeczeństwu?

TZW. POMOC HUMANITARNA (krótki, uproszczony przykład myślenia całościowego)

 

Proszę się logicznie zastanowić.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację, otóż jest głodujące społeczeństwo, i chcemy mu pomóc w następujący sposób:

a) przeznaczamy pieniądze na żywność dla wszystkich.

b) dajemy żywność tylko zdrowym i młodym, a ludzi starych, schorowanych, zarażonych (m.in. HIV-em) poddajemy eutanazji (zamiast śmierci w męczarniach z powodu chorób, głodu), stosujemy pozytywną selekcję kandydatów do prokreacji. Za resztę pieniędzy organizujemy pozostałym energię z źródeł odnawialnych, by nie wycinali drzew, nie degradowali, nie zatruwali środowiska, a mogli normalnie funkcjonować (m.in. mieć własne płody rolne, móc przyrządzać posiłki, produkować artykuły przemysłowe (w tym środki antykoncepcyjne)), mieli odpowiednie warunki sanitarne, zapewnioną edukację, bezpieczeństwo itp.).

 

Co zyskujemy w pierwszym przypadku.

Po przejedzeniu darowizny wszyscy znów zaczną głodować. Wiadomo, że ocaleni chorzy, w tym zarażeni chorobami zakaźnymi (np. HIV-em), będą uprawiać seks, się rozmnożą zwiększając liczbę zakażonych, chorych i głodujących, co przyczyni się do kolejnych chorób i śmierci z głodu zdrowych.

Człowiek oprócz jedzenia ma też i inne potrzeby, co wiąże się z zużywaniem surowców, zatruwaniem, degeneracją środowiska itp.

Są też społeczne problemy, jak chociażby analfabetyzm, ciemnota, religijność, przestępczość, wojny (A co oznacza konflikt zbrojny, wojna?! To oznacza kalectwo, śmierć przede wszystkim młodych, zdrowych ludzi (ludzie chorzy, którzy się wtedy rozmnażają..., oraz starzy są, na ogół, chronionymi cywilami). A przeżywają w nich najczęściej najokrutniejsi, mający najmniej skrupułów, psychopaci – czyli jest to podwójna selekcja negatywna!!!). Dodajmy też skutki migracji dla nawiedzanych krajów: przestępczość; skutki obciążenia ekonomicznego, ekologicznego itp.

Perspektywy, w tej opcji, są więc pesymistyczne – będzie coraz gorzej.

 

Co zyskujemy w drugim przypadku.

Kontrolę, ograniczenie zakażeń, chorób, przyrostu naturalnego, zużywania surowców, zatruwania, degenerowania środowiska; zmniejszenie biedy, głodu, ciemnoty, przestępczości; samodzielność tej społeczności („WPROST” nr 33/34, 27.08.2006 r.: Bandyci między czwartą a siódmą rano przyjeżdżają busem na główny plac miasteczka i tam wybierają spośród imigrantów tych, którzy wydają się najsilniejsi, zdolni pracować dwanaście czy czternaście godzin. Dochodzi do tego, że zdesperowani i chyba pogodzeni z brutalną rzeczywistością robotnicy orzą ziemię własnymi rekami. Im więcej skrzynek napełnią ziemniakami, tym większą szansę mają na zatrudnienie następnego dnia. Jolanta Kondraciuk z Rzymu)( www.onet.pl, PAP, POg /09.10.2008 22:06, ZATONĘŁA ŁÓDŹ Z 50 IMIGRANTAMI

Około 50 nielegalnych imigrantów zaginęło po tym jak u wybrzeży Maroka wywróciła się łódź, którą płynęli do Hiszpanii - poinformowała państwowa marokańska agencja prasowa MAP. (...) Każdego roku tysiące nielegalnych imigrantów z Afryki, szukających szansy na lepsze życie w Europie, podejmuje ryzykowne wyprawy w przepełnionych łodziach. Większość zostaje zatrzymana, a setki toną lub umierają z wyczerpania); mamy coraz zdrowsze, inteligentniejsze, zaradniejsze, urodziwsze, atrakcyjniejsze itd. – szczęśliwsze społeczeństwo.

Perspektywy, w tej opcji, są więc optymistyczne – będzie coraz lepiej, w tym i dla innych krajów.

 

Pytam się więc: Kto jest tak naprawdę etyczny, humanitarny, rozsądny – racjonalny, a kto robi ludzkości, przyrodzie, krzywdę uchodząc przy tym za dobroczyńcę...

To jest właśnie ta różnica między postępowaniem emocjonalnym a racjonalnym; bezmyślną krótkowzrocznością, a dogłębną etyką, racjonalną dalekowzrocznością.

 

 

"WPROST" nr 21/2006 (1224)

WOJNA Z DARMOZJADAMI

(...)

Hotel "Europa"

Europa się starzeje, potrzebuje siły roboczej, powinna się otworzyć na imigrantów. Tyle teorii. Praktyka jest taka, że w ubiegłym roku 164 tys. imigrantów dostało pozwolenie na pobyt we Francji, ale jedynie 11,5 tys. z nich przyjechało tam, by pracować. Tylko co piętnasty chciał i był w stanie sam na siebie zarobić. Reszta trafiła na garnuszek państwa. W 15-milionowej Holandii imigrantów jest 1,6 mln, pracy nie ma jedna trzecia. Spośród 7 mln imigrantów w Niemczech bez pracy jest co czwarty. - W Wielkiej Brytanii jest podobnie - mówi "Wprost" brytyjski eurodeputowany Gerard Batten. Jego zdaniem, część imigrantów nauczyła się pasożytować na hojnym systemie socjalnym. - Korzystają z niego wszyscy, którym nie chce się pracować. Poza muzułmańskimi przybyszami mamy potężną grupę słowackich i czeskich Romów, którzy udają uchodźców politycznych. Mają refundowane mieszkania, dostają zasiłki. I jak to wykorzystują? Lekceważąc reguły kraju, w którym mieszkają: dzieci nie posyłają do szkół, a mieszkania podnajmują innym imigrantom (...)

 

Flirt z rasizmem

(...) W ubiegłym roku odnotowano w Niemczech 15 tys. przestępstw na tle rasowym, o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej.

(...)

Test na obywatela

Europejczycy, przyjmując imigrantów, chcieli na skróty rozwiązać własne problemy. Najpierw potrzebowali taniej siły roboczej, teraz zastrzyku imigranckich dzieci dla swych starzejących się społeczeństw. Nie liczyli się z tym, że gospodarka nie kręci się dzięki nie wykwalifikowanym robotnikom. Gdyby tak było, Pakistan czy Meksyk byłyby potęgami gospodarczymi.

Gdy dostrzeżono wreszcie "gettoizację" kolorowych dzielnic nędzy w Berlinie czy pod Paryżem, do Europejczyków zaczęło docierać, że wręczając imigrantom paszporty, obdarowując ich przywilejami i prawami, zapomnieli o kulturowym wymiarze imigracji. (...)

Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się ustawa uchwalona w ubiegłym tygodniu przez francuskie Zgromadzenie Narodowe. Nicolas Sarkozy, kandydat na prezydenta w przyszłorocznych wyborach, przeforsował w niej zapis, iż republika przestanie przyjmować wszystkich imigrantów i wprowadzi system selektywny. Kartę pobytu, nie na stałe, lecz początkowo na trzy lata, będą dostawać ci, których umiejętności i wiedza - zdaniem urzędników - będą przydatne państwu, czyli ci, którzy będą chcieli i umieli na siebie zarobić. Nie będzie mowy o "łączeniu rodzin", a to był powód nadawania co roku ponad 100 tys. imigrantom prawa pobytu we Francji. Ta ustawa jest najbardziej europejskim w duchu rozwiązaniem spośród wszystkich praktykowanych w Europie. Nie jest jednak doskonała - reguluje głównie sytuację tych, którzy przyjadą, ale nie rozwiązuje problemu mieszkających już we Francji nie zasymilowanych cudzoziemców. Odnosi się do nich bezpośrednio tylko przepis, na mocy którego zniesiono przyznawanie po 10 latach karty stałego pobytu.

Agata Jabłońska, Dominika Ćosić

[Te „rozsądne” rozwiązanie to wyłuskanie wykształconych obywateli z biednych, zacofanych państw, czyli postępowanie krótkowzroczne, egoistyczne, bez zastanowienia nad tego rzeczywistymi, pełnymi konsekwencjami, kosztami... – red.]

 

 

„POLITYKA” nr 49 (2632) z dnia 08-12-2007; s. 56 ŚWIAT

RAJ ROMA

Duże miasta Italii spowija sieć romskich faweli. Zamiast współczucia budzą wrogość i strach.

(...)

W tej chwili we Włoszech mieszka legalnie 600 tys. obywateli Rumunii. W tej liczbie nie ma nielegalnych imigrantów i tych, którzy przyjeżdżają tu na mniej niż trzy miesiące. Stanowią największą imigrację i przewodzą we wszelkich statystykach przestępczości. Obywatele Rumunii, stanowiący 15 proc. imigrantów, popełniają 37 proc. kradzieży.

 

Fatalnie wygląda sytuacja w Rzymie, który rumuńscy przybysze szczególnie sobie upodobali. Aż 75 proc. wszystkich, łącznie z Włochami, zatrzymanych w tym roku to obywatele Rumunii. Stanowią niemal połowę więźniów w rzymskim więzieniu Regina Coeli. Wiadomo, że chodzi głównie o Romów, ale nikt nie odważy się tego powiedzieć głośno. Poprawność polityczna każe policji i mediom w przypadku przestępstw mówić wyłącznie o obywatelach Rumunii, by uniknąć oskarżeń o rasizm.

(...)

Włoska policja przez palce patrzy na drobne przestępstwa, a wyroki do dwóch lat więzienia orzekane są zawsze w zawieszeniu. Biurokratyczny chaos i inercja sprawiają, że można zlekceważyć każdy przepis. Dlatego Romowie zjeżdżają tu masowo całymi klanami. Miasta oddają im tereny pod obozowiska, zaopatrując je w wodę, prąd i urządzenia sanitarne, ale są bezradne wobec rozmiarów exodusu. Poza tym za lepsze warunki trzeba płacić.

 

Romowie osiedlają się więc, gdzie popadnie. Najchętniej blisko wody i stacji. Zajmują opuszczone rudery na przedmieściach albo budują szałasy. Kilka miesięcy temu w jednym z parków w Rzymie dwóch Romów uwiło sobie gniazdo na rozłożystym drzewie. Okolica natychmiast ulega degradacji. W nozdrza bije fetor, roi się od żebraków, codziennie dochodzi do włamań i napadów. Po ulicach, co jest we Włoszech widokiem niespotykanym, włóczą się watahy pijanych Romów, zaczepiając kobiety.

 

Włoscy mieszkańcy żądają od władz, by oddzielić ich od obozowisk murem i drutem kolczastym. Póki co organizują straż sąsiedzką, by ustrzec się przed włamaniami. Supermarkety muszą zatrudniać armię ochroniarzy. Strach zostawić pod domem rower czy skuter albo pójść na spacer do parku. Gdy policja wreszcie zlikwiduje nielegalne obozowisko, Romowie przenoszą się gdzie indziej i cała historia zaczyna się od nowa.

(...)

Z czego żyją? Niemal każdy Rom, zagadywany przez włoskie media, jest pomocnikiem murarza i pokazuje spracowane ręce. Ale statystyki policyjne mówią co innego. Policja w Mediolanie wpadła na trop romskiej mafii, która sprowadza z Rumunii kieszonkowców, żebraków (najczęściej zdeformowane dzieci i kaleki), pomywaczy szyb, włamywaczy. Organizuje im „pracę”, pobierając w zamian haracz. Ponoć romscy mafiosi już dorobili się na tym majątku i teraz usiłują nieśmiało wejść na niebezpieczny, choć intratny rynek mediolańskiej prostytucji i narkotyków.

 

W przestępczym procederze spory udział mają dzieci. W Mediolanie na dworcu głównym od miesięcy pasażerów terroryzuje dziecięcy gang romskich kieszonkowców. W ubiegłym tygodniu policja złapała po raz setny tą samą 14-letnią Romkę na kradzieży. Nie można jej wsadzić do więzienia, bo jest nieletnia. Podobnie, choć nie na taką skalę, dzieje się w rzymskim metrze. Formalnie dzieci nomadów podlegają obowiązkowi szkolnemu. Ale cygańskie dzieci na ogół chodzą do szkoły życia: na kradzież albo na żebry.

(...)

W szałasach skleconych z tablic reklamowych, części mebli, drutu, styropianu i worków foliowych żyło kilkadziesiąt romskich rodzin. W górach cuchnących odpadów buszowały szczury. Okolica upstrzona była odchodami i papierem toaletowym. To tu mieszkał morderca pani Reggiani. Teraz obozu już nie ma. Rozjechały go spychacze. Nie wiadomo, co się stało z mieszkańcami, ale dalej na północ, tuż nad brzegiem Tybru, wykwitły nowe szałasy.

(...)

Unijne prawo znacznie utrudnia ekspulsję, bo decyduje o niej sąd, co potrafi ciągnąć się tygodniami i miesiącami. A trzymanie przez ten czas kandydata do wydalenia w zamkniętym obozie może kosztować nawet 5 tys. euro.

 

W praktyce więc usunięcie z kraju z doprowadzeniem do granicy lub wsadzeniem do samolotu dotyka tylko 36 proc. formalnie wydalonych. Reszta otrzymuje świstek papieru z nakazem opuszczenia Włoch w ciągu dwóch tygodni. Ale nikt się takim nakazem nie przejmuje. W ten sposób „wydalonych” z Włoch zostało w ubiegłym roku 80 tys. imigrantów, w tym 23 tys. obywateli Rumunii, z których w rzeczywistości nikt nie wyjechał. Poza tym, by uniknąć ekspulsji, wystarczy co trzy miesiące na jeden dzień wyjechać z Włoch.

 

Teoretycznie prawo stałego pobytu we Włoszech otrzymują tylko ci obywatele Rumunii, którzy potrafią wykazać roczny zarobek 5 tys. euro, a 10 tys. euro w przypadku 3–4-osobowych rodzin. Tyle tylko, że skontrolowanie 600 tys. osób przekracza możliwości włoskiej biurokracji. Stąd praktycznie w tej sprawie Włochy nie robią nic i stały się europejskim rajem dla imigrantów, szybko doganiając przodujące Niemcy. W tym roku Italia liczbą i odsetkiem imigrantów wyprzedziła Wielką Brytanię i Francję.

 

Poza tym premier Romano Prodi jest zakładnikiem własnych sojuszników koalicyjnych. Radykalna lewica (komuniści i zieloni) nadal wychodzi z założenia, że byt kształtuje świadomość, i żąda, by nielegalnym imigrantom byt polepszyć. Na ostrzejszy kurs i masowe wydalenia zgodzić się nie chce. I zdaje się, że sprawy idą w tym kierunku, bo premierzy Prodi i Tariceanu wystosowali właśnie wspólny list do Komisji Europejskiej, domagając się funduszy strukturalnych na integrację Romów.

Piotr Kowalczuk z Rzymu

Autor jest korespondentem dziennika „Rzeczpospolita”.

 

 

"WPROST" nr 23(1276), 10.06.2007 r.

LUDZIE NA SPRZEDAŻ

NIEWOLNIKÓW JEST DZIŚ WIĘCEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK W HISTORII

Pudełko kakao, naćpane dzieciaki żebrzące w Bagdadzie i żakiet uszyty w podwarszawskim Piasecznie. Co je łączy? Niewolnictwo. Dziś niewolnicy są tańsi niż kiedykolwiek w historii. Organizacje zajmujące się tym procederem szacują, że na świecie jest 27 mln niewolników. Ostrożne statystyki Międzynarodowej Organizacji Pracy mówią co najmniej o 12,3 mln. Z danych ONZ wynika, że co roku przez granice jest szmuglowanych 800 tys. osób, które później są zmuszane do niewolniczej pracy.

Policja nigdy nie otrzyma zgłoszenia o przestępstwie popełnionym w niepozornym domu w Piasecznie. Wietnamka działająca w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Praw Człowieka powołuje się na zeznania jej dwóch rodaków, którzy stamtąd uciekli. Rok temu przez kilka tygodni byli przetrzymywani z grupą 30 Wietnamczyków w piwnicy. Znajdowała się tam szwalnia, w której pracowali na zmiany. Nie wychodzili. Przez kilka dni, gdy zdaniem nadzorcy pracowali za wolno, nie dostali jedzenia. Kilka razy ich pobito. Dwaj mężczyźni uciekli, ale nie zgłosili się na policję, bo w Polsce byli nielegalnie. Stąd, też nielegalnie, uciekli do Niemiec. W stowarzyszeniach imigrantów można usłyszeć dziesiątki podobnych historii. Są dowodem na to, że Polska wpisuje się w globalny rynek niewolników. - Dość długo byliśmy krajem tranzytowym, ale ostatnio Polska zmienia się w kraj docelowy dla ludzi wykorzystywanych do niewolniczej pracy - mówi "Wprost" Janusz Kaczmarek, minister spraw wewnętrznych i administracji. Podkreśla, że zjawisko to będzie się nasilać, gdy wejdziemy do strefy Schengen w 2008 r. - Jednocześnie nasi obywatele, którzy wyjeżdżają w nieznane do pracy czy na wakacje za granicę, niedostatecznie znając język, często nie zdają sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo się narażają - dodaje wiceminister Wiesław Tarka odpowiedzialny w MSWiA za współpracę międzynarodową. Według Organizacji ds. Migracji, 10 tys. Polaków, głównie kobiet, staje się co roku ofiarami handlu ludźmi.

 

DZIECIĘCA KRUCJATA

Dziesięcioletnia Kim, pochodząca z rodziny tybetańskich uchodźców, w 1985 r. została sprzedana podróżującemu po Indiach pastorowi z USA. Mężczyzna przeszmuglował ją do Massachusetts. Przez lata Kim służyła mu jako pomoc domowa. Była też gwałcona. Pastor wmówił jej, że jeśli komuś o tym powie, jej rodzina trafi do więzienia. Sprawa wyszła na jaw po pięciu latach. Dziewczyna skontaktowała się z krewnymi i dowiedziała się, że jej siostry podzieliły jej los. Wtedy poszła na policję. Historię Kim opisał David Batstone w książce "Not for Sale: The Return of the Global Slave Trade and How We Can Fight It". Wykładowca etyki na University of San Francisco zainteresował się tematem niewolnictwa, gdy okazało się, że kelnerka w jego ulubionej restauracji w San Francisco jest niewolnicą z Indii. Właściciel lokalu był pośrednikiem w sprzedaży kilkuset dziewcząt i chłopców.

 

Batstone wybrał się w podróż po pięciu kontynentach, badając współczesne niewolnictwo. Za najpowszechniejsze uważa wykorzystywanie w rolnictwie (na plantacjach ryżu w Azji, herbaty w Afryce, kakao w Ameryce Południowej), w kopalniach i cegielniach. Często właściciel ziemi czy fabryki wypłaca pracownikom pieniądze ledwo starczające na jedzenie albo udziela pożyczki na przykład na wyprawienie ślubu. - Wraz ze spłatą długu zaczyna się niewolnicza praca. W Indiach spotkałem rodzinę, w której cztery pokolenia kobiet pracowały, by spłacić dług zaciągnięty przez przodka. Pożyczka stanowiła ekwiwalent 10 dolarów. To nielegalny proceder, ale trudno dowieść, że jest przymusowy - mówi Batstone.

Pochodząca z Sierra Leone Sandra przyjechała do Wielkiej Brytanii, gdy miała 11 lat. Mężczyzna, który ją przywiózł, obiecał jej rodzicom, że znajdzie dziewczynce szkołę w Londynie. Pierwszy rok Sandra spędziła w zamkniętym mieszkaniu gwałcona przez swego "wybawiciela". Gdy miała 12 lat, była już uzależniona od narkotyków. Zmuszano ją do stosunków seksualnych z dziesięcioma mężczyznami dziennie. W wieku 15 lat próbowała popełnić samobójstwo. - Izolację i gwałty Sandra znosiła przez kolejnych pięć lat. Pewnego dnia jej alfons zapomniał zamknąć drzwi i dziewczyna uciekła. Policja zatrzymała ją, bo nie miała dokumentów - opowiada Lucy Kralj z The Helen Bamber Foundation.

 

PIEKŁO NIEWOLNIC

Z danych ONZ wynika, że 80 proc. współczesnych niewolników to kobiety. Ponad połowa z nich ma mniej niż 18 lat. Pochodzą przede wszystkim z Albanii, Białorusi, Chin, Rumunii, Rosji i Tajlandii. Trafiają do Azji, na Bliski Wschód i do Europy. Większość zmuszana jest do pracy w domach publicznych. - Trudno sobie wyobrazić piekło, przez jakie przechodzą - mówi Lucy Kralj. Jej zdaniem, kobiety zastraszone, iż ich rodziny ucierpią, jeśli uciekną, trzymane w zamknięciu i zmuszane do prostytucji, tracą tożsamość. - Większość sądzi, że nie mają innej ucieczki niż samobójstwo. Po uwolnieniu wystarczy, że zamkną oczy i przypomina im się koszmar. Na samą myśl, że ktoś mógłby je dotknąć, czują fizyczny ból - mówi Kralj. Większość kobiet zmuszanych do prostytucji, którymi zajmowała się The Helen Bamber Foundation, była tak bita, że obrażenia skutkowały padaczką.

Haiti było pierwszym krajem w Ameryce, który zniósł niewolnictwo (w 1804 r.). Niewolnictwo wróciło tam jednak z powodu skrajnej biedy. Sześcioletnia Jeanette codziennie osiem kilometrów dźwiga baniak z wodą. Urodziła się pod Port-au-Prince w rodzinie, która podobnie jak ponad połowa mieszkańców Haiti żyje za mniej niż równowartość 1,5 zł dziennie. Pewnego dnia ojciec dziewczynki powiedział jej, że zamieszka z krewnymi w stolicy. W ten sposób Jeanette stała się jednym z 250 tys. dzieci na Haiti, które w zamian za utrzymanie muszą pracować. Większość służy w domach lub nosi wodę z przedmieść. - Można by im pomóc, wysyłając je do sierocińców albo do szkół. Problem w tym, że formalnie one nie istnieją - mówi Prospery Raymond z Maurice Sixto w Port-au-Prince. Sytuacja dzieci pogarsza się, gdy kończą 15 lat. Prawo nakazuje, by każdemu powyżej tego wieku płacić za pracę. Zapłatą staje się jednak wyrzucenie z domu.

 

BIZNES ZA 10 MILIARDÓW

Dziewięć milionów współczesnych niewolników to dzieci. Światowa Organizacja Pracy podaje, że co roku 1,2 mln z nich jest przemycanych przez granice. Zwykle służą w domach lub są wykorzystywane w domach publicznych. Około 300 tys. walczy w ponad 30 konfliktach zbrojnych. Rozpowszechnione jest także zmuszanie dzieci do żebrania. W Iraku w ten sposób pieniądze na rebelię zbierały szyickie gangi związane z Muktadą Sadrem. Dzieci, by łatwiej było je kontrolować, uzależniano od narkotyków, zwykle kleju. W Jemenie tysiące rodzin sprzedaje dzieci gangom obiecującym wywieźć je do szkół w Arabii Saudyjskiej. Tam jednak zamiast się uczyć, są zmuszane do żebrania.

W 1850 r. w Ameryce niewolnik kosztował około tysiąca dolarów (to równowartość dzisiejszych 38 tys. USD). Dziś niewolnika na Mali można kupić za 40 dolarów, w Tajlandii za tysiąc. W Europie pośrednikom trzeba zapłacić 12,5 tys. dolarów, w przemycenie niewolnika gangi inwestują 3 tys. dolarów. ONZ szacuje, że niewolnictwo przynosi rocznie 10 mld dolarów zysku.

Agata Jabłońska

 

 

"NEWSWEEK" nr 11, 16.03.2008 r.

SŁUŻĄCEGO TANIO KUPIĘ

Niewolnicy w Londynie XXI wieku? Niestety, to nie sensacja z tabloidu.

Nigeryjka Dayo Adeyeni miała 13 lat, kiedy przyjechała do Londynu. Rodzice przed wyjazdem powtarzali jej, że powinna się cieszyć, bo bogaci krewni, którzy mają trójkę dzieci, wybrali właśnie ją. Chcą płacić za jej szkołę, zapewnią utrzymanie i będą kochać jak własne dziecko. A w domu przecież się nie przelewa. Można też będzie podreperować budżet, bo za córkę państwo Adeyeni otrzymali od krewnych niewielką sumę.

 

Szybko się okazało, że zamiast w obiecanym raju na ziemi dziewczynka w Londynie znalazła się w piekle. Przez pięć lat była bita i poniżana, harowała od 6 rano do 10 w nocy. Pranie, gotowanie, sprzątanie, zakupy, opieka nad kuzynami. Bez prawa do edukacji i dnia wolnego. - Dla nich nie byłam człowiekiem, ale niewolnikiem - wspomina dzisiaj Dayo. Spała w pralni, jadła resztki, a jeśli do domu przychodzili goście, musiała się ukrywać. Ulubionym zajęciem pani domu było bicie jej po głowie drewnianą łyżką za byle przewinienie. Po pięciu latach koszmaru udało się jej uciec. Dzisiaj ma 20 lat i zaczyna życie od nowa. Złożyła dokumenty o kartę stałego pobytu w Wielkiej Brytanii. Chce zostać pielęgniarką.

 

Dokładnie nie wiadomo, jak liczna jest armia małych niewolników pracujących w brytyjskich domach. Według szacunków policji i organizacji zajmujących się zwalczaniem handlu żywym towarem w ciągu roku na teren królestwa może trafiać nawet kilka tysięcy dzieci, głównie z Afryki i Azji. - Wiele z nich, tak jak Dayo, szmuglowanych jest do Wielkiej Brytanii za pośrednictwem dalekich krewnych - mówi "Newsweekowi" David Harrison, dziennikarz brytyjskiego dziennika "Sunday

 

Telegraph", który zajmuje się tematem handlu dziećmi. Większość trafia jednak do Wielkiej Brytanii za pośrednictwem handlarzy żywym towarem.

 

Harrison bez problemu dotarł w Nigerii do szmuglerów, którzy wyszukują rodziców chętnych sprzedać swoje potomstwo. Pięcioletnie dziecko na czarnym rynku kosztuje około 5 tys. funtów, ale zdesperowani rodzice są w stanie sprzedać je nawet za tysiąc, jeśli szybko potrzebują gotówki. Jeden handlarz rocznie sprzedaje nawet 500 dzieci.

 

Rynek jest ogromny. Nie brakuje ani kupców, ani sprzedających. W Wielkiej Brytanii jedna na dziesięć rodzin zatrudnia służbę. Nielegalnych służących może być nawet kilka razy więcej. Najchętniej kupowane są dzieci między 9. a 15. rokiem życia. Nie mogą być zbyt małe, bo muszą pracować, ani zbyt duże, bo nie będą czuć respektu przed właścicielami. Handlarze szmuglują dzieci przez granice, posługując się fałszywymi papierami. Później mali niewolnicy trafiają do domów w Londynie albo innych dużych miast na zachodzie Europy.

 

- Te maluchy są brutalnie wykorzystywane przez nowych właścicieli - mówi Debbie Ariyo, dyrektorka londyńskiej organizacji Africans Unite Against Child Abuse, która pomaga ofiarom handlarzy żywym towarem. Wegetują w warunkach przypominających XIX-wieczny Londyn z powieści Dickensa: śpią na podłodze, jedzą resztki, są bite i poniżane, jeśli domownicy nie są zadowoleni z ich pracy. Kiedy dorastają, często okazują się bezużyteczne dla właścicieli: zaczynają się buntować, żądają pieniędzy za wykonywaną pracę, domagają się wolnego czasu. Bez skrupułów wyrzucane są więc na bruk. Często nie znają nawet miasta, bo były trzymane w areszcie domowym, a jeśli wychodziły na zewnątrz, to jedynie po zakupy do sklepu. Oficjalnie nie istnieją. Nie mają dokumentów ani pewności, że imię i nazwisko, którym się posługują, są prawdziwe. Nie są w stanie udowodnić, w jaki sposób i kiedy trafiły do Wielkiej Brytanii. Często nie potrafią też pisać ani czytać.

 

Tunde Jaji trafił do Anglii jako mały chłopiec. Nie wie, kto i kiedy go tu przywiózł. Kiedy skończył 17 lat, rodzina, u której mieszkał i pracował jako służący, wyrzuciła go na ulicę, twierdząc, że nie jest jej już potrzebny. Nie miał dokumentów ani pieniędzy. Kłopoty zaczęły się, kiedy chciał założyć konto w banku. Grzecznie mu odmówiono, bo nie miał dokumentów potwierdzających tożsamość. Później musiał zrezygnować z marzeń o nauce, bo nikt nie chciał pożyczyć mu na czesne. W dodatku brytyjskie służby imigracyjne kazały mu opuścić kraj, bo przebywał w Anglii nielegalnie.

 

Tunde miał jednak szczęście. Zachowało się świadectwo, że w 1992 roku chodził do brytyjskiej szkoły. Na jego podstawie udowodnił, że mieszka w Anglii wystarczająco długo, by uzyskać kartę stałego pobytu. Dzisiaj studiuje w Londynie. Jego towarzysze niedoli, którzy nie mają żadnych dokumentów, są odsyłani do kraju, z którego przyjechali. W nowej-starej ojczyźnie zwykle zostają złodziejami i prostytutkami. Albo handlarzami dziećmi.

Monika Rębała

 

 

 www.o2.pl | Poniedziałek [29.12.2008, 13:05] 1 źródło

KWITNIE HANDEL MAŁYMI NIEWOLNIKAMI

USA i Europa Zachodnia kupują dzieci do pracy.

Pracują od świtu do nocy - robią wszystko, co im się każe. Pracują niewolniczo, bez przerw i wolnego, a do tego są bite i poniżane. Niektóre pracują zupełnie za darmo, inne dostają grosze.

Huffingtonpost.com opisuje dramat afrykańskich dzieci sprzedawanych do bogatych domów w charakterze pomocy domowej. Niektóre z nich muszą pracować, choć nie skończyły nawet trzech lat.

Jak to działa? Rodziny sprzedają swe pociechy tzw. "naganiaczom", ci z kolej odsprzedają je innym, jako tanią siłę roboczą. Rodzice mają nadzieję, że w ten sposób umożliwią dziecku lepszą przyszłość. Często bardzo się mylą...

Amerykański Departament Stanu wylicza, że w ubiegłym roku dzieci były ofiarami handlu ludźmi do pracy w co najmniej 33 krajach Afryki.

Część tych dzieci, głównie dziewczęta, zostały wysłane do USA i Europy.

Problem jest - to pewne. Jednak handlarze małych niewolników bardzo dobrze ukrywają swoją działalność. Na tyle dobrze, że władze ONZ, Interpolu i Departamentu Stanu nawet nie próbują pokusić się o ocenę, jak wiele małych niewolników pracuje na Zachodzie. | AH

 

 

 www.o2.pl | Środa [15.07.2009, 16:39] 5 źródeł

TUŻ OBOK NAS KWITNIE HANDEL LUDŹMI

W Niemczech wykorzystują około 30 tys. niewolników.

Według Deutsches Institut für Menschenrechte i Fundacji Pamięć, Odpowiedzialność

i Przyszłość to głównie kobiety, które muszą pracować jako prostytutki. Jednak wielu niewolników zatrudnionych jest także w gospodarstwach domowych.

Przeważają tu imigrantki z Europy Wschodniej. Są one bezbronne, łatwiej poddają się naciskowi psychicznemu ze względu na barierę językową, brak pieniędzy i obawę przed odesłaniem do kraju - pisze "Süddeutsche Zeitung".

Według raportów Bundeskriminalamtu rocznie wykrywanych jest około 700 przypadków przymusowej prostytucji. Ale zdaniem ekspertów liczba wykorzystywanych pracowników nie tylko w branży usług

seksualnych jest o wiele wyższa. Niewielu z nich jest w stanie także samodzielnie dochodzić swoich praw w sądzie i uzyskać odszkodowanie. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl |Wtorek [26.10.2010, 10:54]

TYSIĄCE DZIECI W EUROPIE HARUJĄ JAK NIEWOLNICY. NAWET 5-LATKI

Gwałty, bicie i zastraszanie to norma

Coraz więcej dzieci pada ofiarą handlarzy ludźmi. To już plaga w Wielkiej Brytanii, gdzie do pracy zmuszane są nawet 5-latki, pochodzące z rodzin imigrantów - alarmuje "The Daily Express".

Najnowsze dane opublikowane w raporcie organizacji broniącej praw dzieci ECPAT mówią o 215 nieletnich pracownikach, których wykorzystywali brytyjscy przedsiębiorcy. Eksperci zastrzegają, że prawdziwa liczba jest dużo wyższa i do niewolniczej pracy przymuszane są tysiące dzieci.

Pracują na fermach, w ogrodnictwie czy jako pomoc domowa za głodowe pensje - nawet 2,5 funta tygodniowo. Są także wykorzystywane seksualnie czy zmuszane do kradzieży w sklepach - mówi Christine Beddoe z ECPAT.

Policja odkryła właśnie farmę w Worcester, gdzie od świtu do zmierzchu w zimnie pracowało siedmioro młodych Rumunów - najmłodsze dziecko miało 5 lat. Z kolei w Londynie namierzono szajkę, która zmuszała do kradzieży i rozbojów prawie 30 rumuńskich dzieci. | AJ

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Nd [16.08.2009, 07:32] 1 źródło

PODSTARZAŁE EUROPEJKI POLUBIŁY SEKSTURYSTYKĘ W AFRYCE

To już nie domena mężczyzn. Co gorsza, kobiety wykorzystują dzieci.

Definicja "seks-turysty" zyskała nowy wymiar. To już nie tylko starsi panowie, którzy odwiedzają domy publiczne z nastolatkami w Azji. Międzynarodowa organizacja zajmująca się prawami dzieci alarmuje o nowym, niepokojącym zjawisku: coraz więcej starszych kobiet z bogatych krajów odwiedza Afrykę w celach seksualnych - donosi gadling.com

Działacze "Defense for Children" twierdzą, że do Afryki w poszukiwaniu erotycznych przygód wyjeżdżają mieszkanki Europy i Stanów Zjednoczonych. Część uczestniczek wycieczek korzysta z przypadkowego seksu, choć tego nie planowały. Większość wie jednak, po co jedzie.

Tymczasem z raportów organizacji wynika, że partnerami seksualnymi tych kobiet są także nieletni. Panie nie są w stanie właściwie ocenić wieku i molestują afrykańskich nastolatków. Potwierdzają to statystyki UNICEF, z których wynika, ze ponad 30 proc. dzieci z Kenii między 12 i 18 rokiem życia pada ofiarą seks-turystek.

Międzynarodowe organizacje praw człowieka przygotowały kodeks etycznego postępowania dla biur podróży, które organizują wyjazdy do Afryki. Tour-operatorzy mają zwracać uwagę na cele wyjazdów starszych kobiet ze USA i Europy. Jednak te regulacje nie obejmują wyjazdów indywidualnych. | AJ

 

 

 

 www.o2.pl | Piątek [13.02.2009, 10:17] 1 źródło

EMIGRANCI Z EUROPY WSCHODNIEJ ROZNOSZĄ CHOROBY

Głównie żółtaczkę i liszajca zakaźnego - wylicza brytyjski National Health Service.

Rodziny mieszkające w beznadziejnych warunkach doprowadziły do rozprzestrzeniania się chorób, w tym wirusowego zapalenia wątroby typu A - alarmuje "Daily Mail".

Ale to nie wszystko. Przez emigrantów roznoszą się też pasożyty, takie jak choćby wszy. To wynika z opublikowanego raportu National Health Service (NHS).

Jak tłumaczą eksperci, wielu emigrantów ledwie zarabia na to, by kupić podstawową żywność. Dlatego ich dzieci są niedożywione.

Na ulicach miast pełno jest wałęsającej się w obdartych łachach młodzieży. Rodziny zmuszone są do wspólnego mieszkania, a nawet dzielenia jednego łóżka przez kilku członków rodziny. Niedożywione dzieci zapadają nie tylko na choroby zakaźne, ale i anemie - donosi NHS.

Raport NHS zwraca też uwagę na bałagan i hałas panujący wśród emigrantów. Do tego emigranci prowadzą ze sobą nieustanne walki, które prowadzą do eskalacji przemocy, znęcania, a nawet podpaleń.

NHS przestrzega, że brytyjskie władze lokalne nie są w stanie zapewnić im bezpieczeństwa, ani odpowiedniej opieki medycznej. | AH

 

 

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Posted by Midvith on August 15, 2009

RASIZM USPRAWIEDLIWIONY

Dziesiątki lat temu rasizm nie był niczym niezwykłym – osobne miejsca dla osobnych ras, segregacja i tak dalej. Dziś promuje się tolerancję rasową… i wielu pewnie w tym miejscu pomyśli, że owa tolerancja mi się nie podoba. Nie – wszystko jest ok, dopóki nie dochodzimy do skrajności w tej tolerancji. Również wielu ludzi nie odróżnia racjonalnego spoglądania na świat od rasizmu – ludzie myślą, że na świecie istnieją jedynie rasiści i jedynie tolerancyjni… Są jeszcze tacy, którzy niekiedy usprawiedliwiają zachowania typowo rasistowskie, bowiem patrzą na świat nie przez pryzmat “kocham cię mimo, to że zaraz mnie zabijesz”, a przez pryzmat “kochaj bliźniego jak siebie samego”.

 

Nie mam nic przeciwko, że kupuję ubranie od chińczyka na bazarze, czy siedzę w jednej ławce z Murzynem lub Afroamerykaninem na uczelni. Nie istotne czy mam kontakt z osobą z innej rasy, mnie to po prostu nie przeszkadza…

 

Chodzi o coś zupełnie innego. Rasizm usprawiedliwiam dopiero wówczas, gdy dochodzi do takich sytuacji, jakie ostatnio mają miejsce na zachodzie Europy… Gdy przykładowo jeden czarnoskóry chłopiec zostaje zabity przez policję – bo np. nie chciał zatrzymać się do kontroli drogowej i z prędkością 200km/h wjechał motorem w mur. Wówczas społeczności imigranckie lub przeważnie czarnoskórych robią wielki rumor i mamy zamieszki… I wówczas dla mnie rasizm jest usprawiedliwiony.

Gdy zostanie zabity biały nastolatek, przez czarnego nastolatka – jest ok, nie ma żadnego rumoru, jest normalne śledztwo, są skazani i tak dalej – wszystko odbywa się bez szkód innych. Tymczasem gdy zginie czarny imigrant, nie ważne czy w porachunkach, czy z własnej winy, czy w wypadku spowodowanym przez policję – w 90% przypadków zaraz pojawiają się zamieszki.

 

Pamiętacie słynne walki w Paryżu, gdy niemal całe paryskie przedmieścia były kontrolowane przez wkruwionych Murzynów, arabów i Azjatów? Płonęły samochody, sklepy, byli ranni i zabici, walki z policją – w imię czego? Czci paru zabitych nastolatków? Mi się wydaje, że dla rozwałki, którą murzyni lubią znacznie bardziej od białych… I w tym miejscu, jeżeli jakiś człowiek powie “czarnuch”, to jedynie w takim wypadku poprę jego słowo.

 

Nie rób bliźniemu, co tobie nie miłe.

Tego pojęcia wielu imigrantów nie zna. Wiadomo, że często imigranci żyją w gorszych warunkach, że społeczności murzyńskie często żyją w podmiejskich slumsach europejskich stolic… ale to nie zmienia faktu, że robienie zamieszek na całe miasto z powodu śmierci jednego człowieka ze swojej rasy, jest po prostu podżeganiem do rasizmu. Na przykładzie mediolańskiego Chinatown – chiński kierowca złamał zasady ruchu drogowego, został ukarany… i co? Domyślacie się? Ano właśnie – zamieszki, około 25 osób rannych i oskarżanie włochów o rasizm. Następnie – morderstwo piętnastolatka Krissa Donald’a w Glasgow – morderstwo o podłożu rasistowskim (ofiara rasy białej). Imigrantów skazano… i co? Ano również – przez Glasgow przeszły setki Murzynów uzbrojonych w pałki i butelki z benzyną.

Statystyki z Anglii mówią same za siebie – w roku 2004, prawie o 2/3 więcej napadów o tle rasistowskim na białych, niż na czarnych.

I kto tu jest rasistą? Przybywają do nas – chcą mieszkać w naszych krajach, to niech zachowują się jak ludzie.

 

By móc oczekiwać szacunku, najpierw trzeba samemu posiadać odrobinę szacunku, dla innych… A skoro społeczności imigranckie wolą robić burdy z byle powodu, który w Europie jest niczym niezwykłym, to niestety – rasizm słabnąć nie będzie. Tak jak pisałem – należy odróżnić rasizm ze względu na “bo jesteś taki i koniec”, od rasizmu ze względu “przestań imigrancie jeden niszczyć swoją okolicę”.

Jak chcą się lać, robić burdy, rozwalać całe przedmieścia – głównie należące do białych sklepy i samochody – to niech nie oczekują, że rasizm zniknie… Wystarczy zmienić swoje zachowania, podejście i przestać być aroganckim imigrantem, który oczekuje Bóg wie jakich przywilejów ponad obywatelem…

 

 

 

Islamizacja

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [01.12.2010, 17:07]

EUROPĘ ZALEJĄ CZARNI I MUZUŁMANIE. CHYBA ŻE ZAPŁACIMY OKUP

Zobacz, kto szantażuje nasz kontynent.

Jeżeli biała i chrześcijańska Europa nie zapłaci 4,7 mld euro, zaleją ją nielegalni imigranci. Stanie się czarna i muzułmańska - grozi Muammar Kaddafi.

Dyktator, który dzięki libijskim zasobom ropy przeistoczył się z terrorysty w przyjmowanego na salonach męża stanu, wraca do starego języka agresji.

Pułkownik Kaddafi chce, by Unia Europejska wydała krocie na projekty hamujące nielegalny napływ imigrantów z Afryki. Unia ma pieniądze dać jemu, a on je już

wyda jak trzeba.

Jeżeli nie dadzą mi pieniędzy, ich kontynent będzie zalany przez ubogich, czarnych muzułmanów - stwierdził podczas szczytu Unia - Afryka w libijskim Trypolisie.

Wypowiadając się w imieniu pozostałych przywódców afrykańskich zagroził też zerwaniem rozmów handlowych z Unią.

Kaddafi chce więcej pieniędzy, bo jego zdaniem, 50 mln euro, które obecnie dostaje, to za mało. Zdaniem pułkownika, Afryka może interesy robić choćby z państwami grupy BRIC, czyli Brazylią, Rosją, Indiami i Chinami. | JS

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [27.08.2009, 19:11] 1 źródło

DZIECKO CHCE DO SZKOŁY? CHŁOSTA!

Tak talibowie karzą młode dziewczęta za chęć do nauki.

Bojownicy regularnie wysadzają w powietrze budynki szkół oraz palą podręczniki.

Tak dzieje się w pakistańskiej Dolinie Swat gdzie rebelianci powiązani z Al-Kaidą narzucają lokalnej ludności rządy prawa muzułmańskiego zwane szariatem.

Kobiety nie mają prawa opuszczać domów bez męża, dziewczynki zaś są karane chłostą za uczęszczanie do szkół innych niż muzułmańskie - podaje CNN.

By walczyć z tą sytuacją grupa studentów ze stolicy Pakistanu - Islamabadu zaprosiła 26 dziewczynek do nauki w bezpiecznych warunkach.

10-dniowy kurs zawiera ćwiczenia budujące pewność siebie oraz lekcje krytycznego myślenia - oparte na wartościach islamskich - podaje CNN.

Efekty lekcji widać od razu, dziewczynki są rozluźnione i nie boją się mówić o swoich marzeniach.

Chcę zostać prezydentem i dobrze rządzić krajem - mówi 12-letnia Malia. | JP

 

[Ci ludzie... Zamiast się cieszyć i dziękować, że mogą  jeszcze oddychać, przez worek, to narzekają! – red.]

 

 

www.o2.pl / www.pardon.pl | Niedziela [14.02.2010, 0:00]

ISLAM NIE KOCHA KOBIET: GWAŁTY, CHŁOSTY I MORDERSTWA

W muzułmańskim kraju zdecydowanie lepiej być mężczyzną.

Jeśli idzie o religię Mahometa, jeszcze do niedawna obowiązywał w zachodnich, politycznie poprawnych mediach pewien prosty, zero-jedynkowy podział. Z jednej strony mieliśmy więc islam "wypaczony", zły, z twarzą Osamy bin Ladena albo afgańskiego taliba - z drugiej zaś islam "prawdziwy", czyli głęboki, tolerancyjny i postępowy. Ostatnio utrzymywanie takiego stanowiska staje się zadaniem coraz bardziej karkołomnym.

 

Bo czy to terroryści Osamy ukarali niedawno trzynastoletnią dziewczynkę 90 batami za to, że na teren żeńskiej szkoły wniosła telefon komórkowy z aparatem? Nie, zdecydował o tym saudyjski sąd. Mniej, bo 50 razów, wymierzono szesnastolatce z Sudanu, która wyszła na ulicę

w nieprzyzwoicie krótkiej sukience(nieprzyzwoicie krótkiej znaczy - do kolan). Lepiej już, jeśli kobieta założy tam spodnie. Kara: jedyne 40 batów.

 

Wykroczeniem o wiele gorszym niż noszenie nieobyczajnych ubrań jest zajście w ciążę przed ślubem. Nawet gdyby miała

być ona wynikiem gwałtu - kara musi być. Dwa tygodnie temu w Bangladeszu zapadł wyrok: 101 batów. Ale to i tak nieźle, bo w Somalii muzułmanie czekają do urodzenia nieślubnego dziecka, a potem kamienują matkę.

 

Pojedyncze przypadki? Wyjątki od reguły? No, nie bardzo. Los generalnie nie jest zbyt łaskawy dla kobiet żyjących w islamskich krajach. We wspomnianej Somalii religijni strażnicy patrolują ulice

i sprawdzają, czy panie noszą staniki. Jak? Każą im podskakiwać i potrząsać biustem. W przypadku wykrycia zakazanej bielizny - natychmiastowa kara chłosty.

 

No tak, bo Somalia to taki dziki kraj... - ktoś zacznie tłumaczyć. OK. Afganistan podobno jest już mniej dziki, rządzą nim utrzymywani przez Zachód politycy. I co? I robią z kobiet niewolnice, uchwalają prawo do gwałtu. A w również nie takim znów dzikim Iranie mają nawet państwowych gwałcicieli.

 

W Turcji, w cywilizowanym państwie, które chce należeć do Unii Europejskiej, trzeba przyznać, prawo nie dyskryminuje kobiet tak jednoznacznie, sędziowie nie każą ich batami, nie mogą wydać wyroku ukamienowania. Ale "na wysokości zadania" stają krewni. Kilka dni temu głośno było o szesnastolatce zakopanej żywcem przez ojca i dziadka. Za co? Za rozmawianie

z chłopakami. Była to dość oryginalna kara, częściej dziewczyny wyrzucane są przez okno i dźgane nożami.

 

Niestety, makabryczne zwyczaje niektórzy wyznawcy islamu przywożą ze sobą na Zachód. We Włoszech, na przykład, ojciec poderżnął gardło osiemnastoletniej córce, gdy ta wyprowadziła się do chłopaka. Inny muzułmanin, który przez lata promował w amerykańskich mediach obraz islamu jako religii pokoju, odrąbał żonie głowę, gdy chciała od niego odejść.

 

Bardziej oryginalną metodę egzekucji wymyślił muzułmanin z Phoenix (stan Arizona), który w imię Allacha córkę przejechał jeepem. Bo była zbyt zachodnia. W kanadyjskim Kingston ojciec swych trzech nastoletnich córek, co prawda, nie rozjechał, ale trzy trupy dziewcząt, które lubiły poszaleć na mieście, znaleziono właśnie w samochodzie

.

 

Nie chcemy nikogo przekonywać, że wszyscy muzułmanie znęcają się nad kobietami, że każdy gotów jest pobić czy zamordować żonę albo córkę, która złamie religijne zasady. To z pewnością nieprawda. Jesteśmy przekonani, że większość wyznawców religii Mahometa nie zwykło na nikogo podnosić ręki.

 

Ale takie, godne pochwały, zachowanie nie bierze się z wierności zasadom "prawdziwej" islamskiej tradycji. A wręcz przeciwnie - z podejścia do niej z dystansem, miast z fanatyzmem. Tradycja ta bowiem, jakby na nią nie patrzeć, nie jest kobietom zbyt łaskawa.

Daniel Nogal

 

[Co za szerzenie rozpusty, grzeszności –  przecież te worki mają otwory!! – red.]

 

 

"ANGORA" nr 11, 12.03.2006 r.

WZORCE HITLERJUGEND WIECZNIE ŻYWE

Około pięciu tysięcy dzieci w wieku

8-12 lat demonstrowało w pakistańskim mieście Lahaur,

domagając się egzekucji autorów karykatur Mahometa,

publikowanych w europejskiej prasie. – Powiesić tych, którzy

obrazili Proroka!  – piszczeli ubrani

w mundurki szkolne uczestnicy protestu.

Potem spalili trumnę owiniętą flagami

USA, Izraela i Danii. Wydaje

nam się, że znamy już przyszłość

tych, hm, dzieci. | Mel

 

 www.o2.pl / www.pardon.pl |  Niedziela [16.08.2009, 14:19]

SEKSUALNE NIEWOLNICTWO UCHWALONE!

Świat protestował, a tymczasem Afgańczycy zrobili swoje. Od tego tygodnia międzynarodowe wojska strzegą państwa islamskiego.

W kwietniu informowaliśmy o przyjęciu w Afganistanie prawa, które muzułmańskim radykalizmem przekraczało nawet osiągnięcia Talibów. Specjalna ustawa drastycznie ograniczyła prawa kobiet:

Teraz będą mogły wychodzić z domu wyłącznie za zgodą męża lub ojca. Pozwolenia mężczyzny będą potrzebować również po to, by rozpocząć naukę, starać się o pracę, a nawet... iść do lekarza! Ustawa stwierdza też, że żona nie ma prawa odmawiać mężowi mającemu ochotę na seks. Przedstawiciele ONZ alarmują, że mamy do czynienia z legalizacją gwałtów.

Nowe afgańskie przepisy spotkały się z gigantyczną krytyką ze strony zagranicznych polityków – głównie przywódców państw utrzymujących kontyngenty w środkowoazjatyckim państwie. Prezydent Afganistanu – którego władza opiera się przecież na sile wojsk NATO – obiecał wprowadzenie zmian. Tyle tylko, iż Hamid Karzaj znalazł się między młotem opinii międzynarodowej a kowadłem własnego elektoratu. W Afganistanie zbliżają się wybory prezydenckie. Obecny prezydent oczywiście w nich startuje i najwyraźniej nie zamierza ryzykować utraty poparcia walcząc o prawa kobiet. Dlatego lekko zmodyfikowana kontrowersyjna ustawa ponownie została przyklepana.

Jak donosi brytyjski "Guardian"ostateczna wersja dotyczącego kobiet oraz rodziny prawa niezbyt różni się od tej kwietniowej. Kobiety i dzieci oddane zostały całkowicie pod władzę mężczyzn. Gwałcicielom umożliwia się uniknięcie odpowiedzialności poprzez zapłacenie rodzinnie ofiary odszkodowania. A w małżeństwie kobiety zobowiązane zostały do świadczenia mężom seksualnych usług na każde życzenie. Jeśli żona odmówi, mąż będzie mógł zamknąć ją w domu i pozbawić jedzenia.

Na tle nowego afgańskiego prawa, postulaty talibów wydają się być głosem na rzecz liberalizacji.

Paweł Rybicki

 

 

 www.o2.pl | Wtorek [24.02.2009, 18:41] 1 źródło

GWAŁTOWNIE PRZYBYWA MUZUŁMANÓW W EUROPIE

To najszybciej rosnąca społeczność na Starym Kontynencie.

W tej chwili muzułmanie stanowią 4 procent mieszkańców Europy. Jednak, według analizy firmy Oxford Analytica, będzie ich dużo więcej. Już w 2025 roku co dziesiąty mieszkaniec Starego Kontynentu będzie wyznawał islam.

Jeśli muzułmanie nie zostaną zintegrowani z europejskimi społeczeństwami, mogą się zradykalizować - ostrzega  Oxford Analytica.

Doświadczyli tego Brytyjczycy podczas zamachów w londyńskim metrze. Zginęły wtedy 52 osoby, a co najmniej 700 osób zostało rannych. Wśród ofiar były również trzy Polki.

(...) Aż 47 procent brytyjskich muzułmanów uważa również, że istnieje poważny konflikt między światem islamu a nowoczesną Europą. | G

 

 www.o2.pl /www.sfora.pl | Sobota [08.08.2009, 14:15] 4 źródła

MUZUŁMANIE JUŻ WKRÓTCE OPANUJĄ EUROPĘ

Zmienią naszą kulturę i politykę.

W 2050 roku muzułmanie stanowić będą 20 proc. mieszkańców krajów UE. W Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Holandii stanie się to jeszcze szybciej.

W ubiegłym roku wyznawcy islamu stanowili 5 proc. populacji krajów UE. Jednak przez rosnący poziom imigracji oraz niski przyrost naturalny w Europie ich liczba będzie się gwałtownie zwiększać - pisze „The Dailly Telegraph".

Eksperci uważają, że to w znacznym stopniu zmieni funkcjonowanie wielu dziedzin życia w krajach europejskich. Zwłaszcza edukacji, polityki zagranicznej i systemu emerytalnego.

Według części z nich, w ciągu kilku najbliższych lat, należy spodziewać się także wybuchu niepokojów społecznych na tle religijnym. | TM

 

WYBRANE KOMENTARZE DO ARTYKUŁU:

Ja mam. Prosty przykład: Muzułmanie w Europie mogą swobodnie ubierać się w swoje szaty typu "ninja". Wyobraźcie sobie, że podobna sytuacja ma miejsce w krajach muzułmańskich, tylko ze dotyczy Europejczyków – Europejka paradująca w bikini na ulicy Bagdadu. Podejrzewam, że od razu zostałaby zlinczowana. Wystarczy wprowadzić takie same zasady w Europie – nakazać muzułmanom podporządkowanie się do europejskich reguł. I już po sprawie. |

 

Dlaczego będąc w kraju muzułmańskim nie mogę nic zjeść w ciągu dnia w czasie Ramadanu?! Dlaczego żona nie może tam pokazywać ramion?! Dlaczego nie mogę nosić łańcuszka z krzyżykiem?! Dlaczego chłopak z dziewczyną nie mogą razem zamieszkać?! Itd...

Jest wiele ograniczeń, które musimy tam przestrzegać i się do nich dostosować. Dlatego oni również powinni się dostosowywać do naszych zwyczajów i obyczajów. Zaściankowość Polski może okazać się plusem. Szwedzi wpuścili szarańczę do siebie i mają przechlapane. Podatki płacą na czarnych i beżowych dzieciorobów, którzy nie pracują, tylko się rozmnażają. |

 

[Chcesz przeżyć, to czas zapuszczać brodę, chwalić Allacha, kupić ochraniacze na kolana, wyciąć co nieco żonie między nogami i nałożyć jej worek na głowę!... – red.]

 

 www.o2.pl | Piątek [22.05.2009, 13:24] 2 źródła

POLSKA BĘDZIE GRANICZYĆ Z KRAJEM ISLAMSKIM

I jak przewidują eksperci, będziemy też graniczyć z krajem romskim.

Liczba ludności Federacji Rosyjskiej zmniejszy się do połowy wieku o około 30 do 40 mln. Będzie jej ubywać o około 10 mln w każdym dziesięcioleciu - twierdzi prof. Rainer Lindner.

Jak pisze "Gość Niedzielny" w Rosji zanika liczba ludności słowiańsko - chrześcijańskiej, a w błyskawicznym tempie zwiększa się liczba ludności muzułmańskiej.

Już w tej chwili Moskwa jest dużym centrum islamskim. Osiedlają się w niej coraz chętniej mieszkańcy republik kaukaskich, Kazachowie i Tatarzy - uważa prof. Abdul Nurułłajew.

Słowacja natomiast może być za kilkadziesiąt lat pierwszym państwem romskim. To przez duży przyrost naturalny Romów, którzy tworzą młode społeczeństwo: kobiety w wieku 15-59 lat stanowią w nim około 54 proc., a mężczyźni około 57 proc. Demografowie twierdzą, że przy takim przyroście naturalnym za 50 lat Romowie w całej Słowacji będą stanowili większość. | TM

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [08.10.2009, 14:12] 6 źródeł

CO CZWARTY CZŁOWIEK TO MUZUŁMANIN

Już 5 proc. Europejczyków wyznaje islam.

Badania nad liczbą muzułmanów przeprowadziła amerykańska organizacja Pew Forum on Religion and Public Life. Na świecie jest już ponad 1,57 mld muzułmanów - 60 proc. żyje w Azji, ale wyznawców islamu przybywa na całym świecie - donosi BBC.

Amerykanie przez trzy lata sprawdzali wyznania mieszkańców 232 państw, korzystając z ponad 1,5 tysiąca źródeł. Okazało się, że są kraje europejskie, gdzie wyznawców Allaha jest więcej niż w państwach Afryki i Bliskiego Wschodu. Choć to tam mieszka 20 proc. światowej populacji muzułmanów. Jest ich więcej w Niemczech niż w Libanie, a w Rosji więcej niż w Jordanii i Libii - licząc oba kraje razem. Co ciekawe - w Etiopii jest prawie tak wielu wyznawców islamu, ilu jest ich w Afganistanie.

Z naszego raportu wynika, że trzeba odrzucić myślenie, że Arabowie to muzułmanie, a muzułmanie to tylko Arabowie. Ponad 300 milionów wyznawców Allaha żyje w krajach, gdzie ta religia nie jest głównym wyznaniem - mówi prof. Amaney Jamal z Uniwersytetu Princeton.

Europa jest domem dla 38 milionów muzułmanów - to około 5 proc. ludności państw Starego Kontynentu.

Na świecie wciąż najwięcej jest chrześcijan - 2,1 mld, 900 milionów Hindusów i 14 milionów Żydów - wylicza BBC. | AJ

 

www.o2.pl | www.sfora.pl 1 źródło Wtorek [06.04.2010, 07:55]

NIEMCY UCZĄ SIĘ ZABIJAĆ NIEWIERNYCH

Za Odrą powstało gniazdo islamskiego terroryzmu.

Cüneyet Cifci, spokojny pracownik firmy Bosch z rodziny tureckiej, dwa lata temu wysadził się w powietrze w Afganistanie, zabił cztery osoby - donosi "Rzeczpospolita".

Takich jak Cifci już ponad setka wyjechała z Niemiec do obozów szkoleniowych w Pakistanie. Kolejnych 50 już czynnie walczy przeciwko żołnierzom amerykańskim czy polskim w Afganistanie - dodaje dziennik.

Znany jest przypadek trzech Niemek, konwertytek, które usilnie szukały w sieci kontaktu z terrorystami w sieci. Jedna z nich gorąco zapewniała, że chce do raju iść razem ze swoim z dzieckiem.

Zamiast jednak do grupy terrorystów, wpadły w sidła udających ich policjantów. Choć one wpadły, za Odrą cały czas działa wiele grup potencjalnych terrorystów.

Członkowie jednej z nich zostali kilka tygodni temu skazani za próbę zorganizowania zamachów na południu Niemiec. Siłę wybuchu zgromadzonych przez nich materiałów eksperci ocenili na pół tony trotylu - czytamy na stronach "Rzeczpospolitej".

W ostatnich latach na islam przeszło kilkadziesiąt tysięcy Niemców. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl |Poniedziałek [18.10.2010, 06:25]

BRYTYJSKĄ UCZELNIĘ OPANOWALI ISLAMSCY EKSTREMIŚCI

To wylęgarnia terrorystów.

Wyznający ortodoksyjny islam studenci z City University w Londynie stają się coraz bardziej radykalni.

Grożą nawet innym studentom oraz wykładowcom śmiercią - ostrzega w swoim raporcie Quilliam, organizacja monitorująca zagrożenie terroryzmem w Wielkiej Brytanii.

Eksperci opisują przypadki zastraszania i nękania umiarkowanych muzułmanów, studentów żydowskich i tych z mniejszości seksualnych.

W czasie spotkań radykałowie otwarcie wznoszą hasła wzywające do walki w imię Allaha i mówią o karze śmierci, która spotkać może "niewiernych" studentów.

To szokujące. Plakaty propagujące "święto wojnę" zobaczyć można na ścianach akademików londyńskiej uczelni - mówi Lucy James z Quilliam.

Dodaje, że dyrekcja uniwersytetu powinna jak najszybciej zakończyć działalność tej grupy, bo wywołuje ona niebezpieczne konflikty.

Przyznaje, że ostatecznie może przekształcić się nawet w ugrupowanie terrorystyczne - zauważa "The Daily Mail". AJ

 

[Musimy okazywać większy szacunek osobnikom parającym się wpajaniem religijności, być bardziej tolerancyjni i m.in. zezwalać na przyjazd coraz większej liczby specjalistów od wiary, budowę meczetów, eksponowanie, propagowanie religijności, w tym w szkołach, mediach. A coraz mniej racjonalni, rozsądni. To wtedy będzie coraz szybciej lepiej... - red.]

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [05.01.2011, 12:01]

EUROPEJCZYCY MASOWO PRZECHODZĄ NA ISLAM

Robią to najczęściej młode kobiety.

Liczba Brytyjczyków, którzy przeszli na islam podwoiła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Co ciekawe większość z nich, stanowią kobiety - informuje "The Daily Mail".

Już 100 tysięcy Brytyjczyków zmieniło wiarę, tylko w ubiegłym roku zrobiło to ponad 5 tysięcy osób. W samym Londynie na islam przeszło 1400 osób.

Prawie dwie trzecie nowych muzułmanów to młode kobiety, w większości białe, w wieku ok. 27 lat. Dlaczego decydują się na taki krok?

Według organizacji Faith Matters, która przygotowała raport na temat konwersji Brytyjczyków na islam, większość z nich ma dość konsumpcyjnego stylu życia. Tylko znikoma część konwertytów została przyciągnięta do nowej wiary przez organizacje terrorystyczne.

Co nie podoba się świeżo nawróconym w brytyjskim życiu? Na to pytanie starał się znaleźć odpowiedź Kevin Brice ze Swansea University. Z jego badań wynika, że wszechobecne pijaństwo, konsumpcyjne nastawienie do życia, rozwiązłość seksualna i brak moralności. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl |Czwartek [21.10.2010, 07:52]

TERRORYŚCI ROSNĄ W SIŁĘ TUŻ PRZY NASZEJ GRANICY

Czy można coś z tym zrobić?

Według Federalnego Urzędu Policji Kryminalnej - w Niemczech przebywa już ponad tysiąc bardzo niebezpiecznych, radykalnych islamskich ekstremistów. W ciągu krótkiego czasu ta liczba wzrosła dwukrotnie.

Zagrożenie zamachami terrorystycznymi jest realne jak nigdy dotąd - informuje TVN 24.

Rosnąca liczba ekstremistów przekłada się na coraz bardziej ostre postawy samych Niemców. Nie chcą emigrantów - szczególnie tych, którzy wyznają islam.

W badaniu przeprowadzonym przez Fundację im. Friedricha Eberta 58 proc. respondentów opowiedziało się za znacznym ograniczeniem prawa muzułmanów do praktykowania swojej religii w Niemczech - donosi stacja.

Natomiast ze zdaniem „Nie lubię Arabów" zgodziło się aż 55 procent badanych. Jeszcze kilka lat temu było to jedynie 44 procent badanych. | MK

 

[Najskuteczniejszym środkiem zaradczym m.in. przed religijną trucizną, tego skutkami, są RACJONALNE umysły (prawdopodobieństwo zwerbowania np. chrześcijanina do islamskiej wersji org. religijnej jest setki razy większe, niż w przypadku racjonalisty). – red.]

 

 

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [13.11.2009, 08:22] 1 źródło

FBI SKONFISKUJE AMERYKAŃSKIE MECZETY

Cztery świątynie zostaną przejęte w imię wojny z terroryzmem.

FBI chce skonfiskować wieżowiec i meczety w Nowym Jorku, Houston, stanach Maryland oraz Kalifornii. Jeśli tak się stanie, będzie to największa w historii USA konfiskata majątku, podyktowana walką z terrorem - pisze "Gazeta Wyborcza".

Według FBI meczety muszą być przejęte, bo są kontrolowane przez rząd Iranu. Zarządza nimi firma Assa Corporation, za którą ukrywa sie Alavi Foundation. W sumie śledczy chcą skonfiskować majątek o wartości 500 mln dol.

Assa Corporation, nielegalnie, przekazywała miliony dolarów dochodów z wynajmu nieruchomości państwowemu bankowi Iranu – Bank Melli - donosi "GW".

A Amerykanie oskarżają też Melli o finansowanie irańskiego programu nuklearnego. Jak przypomina "GW" prowadzenie interesów z tym bankiem jest w USA zakazane. | JK

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [17.08.2009, 21:49] 2 źródła

MUZUŁMANKI ODSŁONIĄ TWARZE

Duńczycy chcą zakazać noszenia burek.

Burka i nikab to symbole talibów. Zakaz ich noszenia powinien obowiązywać we wszystkich miejscach publicznych - twierdzą przedstawiciele duńskich konserwatystów.

To także symbole ucisku kobiet - powiedział Naser Khader, rzecznik Partii Konserwatywnej.

Zakaz obowiązywać ma we wszystkich miejscach publicznych, natomiast nie będzie on obejmował prywatnych posesji. Nie ustalono jeszcze propozycji kar za jego złamanie.

Duńscy konserwatyści liczą w tej kwestii na poparcie Partii Ludowej. Nowe prawo może zostać wprowadzone już jesienią. | TM

 

 www.o2.pl / www.pardon | Sobota [22.08.2009, 12:21]

BURMISTRZ: MUZUŁMANKI CHCĄ SIĘ KĄPAĆ? NIECH SIĘ ROZBIORĄ!

Jak na basen, to tylko w bikini - uważa włoski polityk. Wprowadził już stosowany przepis.

Gianluca Buonanno, burmistrz Varallo Sesia, miasteczka na północy Włoch, zabronił noszenia burkini, czyli stroju kąpielowego dla muzułmanek, który - zgodnie z tradycją - zakrywa kobiece ciało niemal w całości. Karą za złamanie zakazu będzie grzywna wysokości aż 500 euro.

Buonanno twierdzi, że kąpiel w basenie czy rzece w tunice i spodniach nie jest higieniczna. A poza tym widok zamaskowanych kobiet mógłby zszokować najmłodsze dzieci. Że to przejaw braku tolerancji dla kulturowej odmienności? Burmistrz mówi otwarcie: Nie musimy być zawsze obowiązkowo tolerancyjni. Wyobraźmy sobie kąpiel zachodniej kobiety w bikini w jakimś muzułmańskim państwie. Konsekwencją mogłoby być ścięcie głowy, więzienie lub wydalenie. My ograniczmy się do zakazu używania burkini i jeśli ta decyzja komuś przeszkadza, to ta osoba może zawsze wziąć kąpiel w swojej wannie.

Zważywszy, że Buonanno należy do Ligi Północnej, jego postępowanie nie powinno budzić zdziwienia. Partia ta, ujmując rzecz delikatnie, nie darzy sympatią muzułmańskich imigrantów. Warto przypomnieć, że kilka miesięcy temu złożyła w parlamencie wniosek mający na celu wprowadzenie zakazu budowy meczetów we Włoszech.

Zaś ostatnio na Facebooku jej przedstawiciele umieścili grę zatytułowaną "Odepchnij nielegalnego imigranta". Na czym polega rozgrywka, łatwo się domyślić. Grający pilnuje włoskiego wybrzeża i odpycha od niego łódki pełne imigrantów.

Gra wzbudziła oburzenie. Tym większe, że pojawiła się w dniach toczącej się właśnie dyskusji na temat tragicznych śmierci imigrantów u wybrzeży Italii. Na południe od włoskiej wyspy Lampedusa utonęła niedawno grupa nielegalnych przybyszy z Erytrei. Prawdopodobnie było ich ponad 70, ale podróż na pontonie przeżyło tylko pięć osób.

 

W takich okolicznościach prezentowanie gry w odpychanie przypływających imigrantów rzeczywiście budzi, co najmniej, niesmak. Ale z burkini sprawa nie jest już tak jednoznaczna. Burmistrz ma rację, gdy mówi o tym, że w wielu muzułmańskich krajach bikini jest nielegalne. Coś jest również na rzeczy, jeśli idzie o względy higieniczne.

A poza tym, sami przyznajcie, chcielibyście, aby kobiety na basen albo plażę przychodziły w takich strojach jak ten na zdjęciu - zamiast w bikini?

Uprzedzając pomysły, które mogłyby przyjść do głowy męskiej części czytelników: przepis nakazujący przydzielanie strojów (burkini czy bikini) zależnie od urody i figury pań raczej nigdzie nie przejdzie.

Daniel Nogal

 

WYBRANE KOMENTARZE DO ARTYKUŁU:

Brawo za odwagę Panie Burmistrzu. Jesteśmy u siebie w Europie. Niech się kąpią w ubraniu u siebie Turbaniści | lucaster

 

Brawo!! Tak powinno być na całym świecie. Nie odpowiadają przepisy w danym kraju?, to nie pchaj się do niego! | 1234qwer

 

Bardzo dobrze! Spróbujcie pojechać do arabów - zobaczycie ile dadzą wam nakazów i zakazów. Od nas wymagają – to i my wymagajmy od nich... | swój

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [07.01.2010, 13:52] 1 źródło

TU NA ULICY NIE ZASŁONISZ TWARZY

Za noszenie burki i kaptura zapłacisz mandat.

Szef klubu parlamentarnego rządzącej Francją konserwatywnej partii UMP (Unia na Rzecz Ruchu Ludowego) Jean-François Copé złoży w parlamencie ustawę zakazującą zasłaniania twarzy w miejscach publicznych - informuje "Le Monde".

W wywiadzie dla innej francuskiej gazety "Le Figaro" parlamentarzysta przyznał, że zakaz ten ma obowiązywać pod groźbą kary. Kobieta, która założyłaby burkę w miejscu publicznym musiałaby zapłacić - jak przewiduje wnioskodawca - ok. 750 euro kary.

Ale karane byłyby nie tylko muzułmańskie kobiety. Mandat dostaliby także chuligani, skrywający twarz pod maską lub kapturem.

Projekt ustawy przewiduje również zaliczenie do kategorii przestępstw zmuszanie kobiety do zakrywania twarzy - czytamy w "Le Monde".

Copé ma nadzieję, że projekt zostanie rozpatrzony przez parlament zaraz po wyborach regionalnych, przewidzianych na połowę marca tego roku. | WB

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [29.11.2009, 13:43] 2 źródła, 3 wideo

TU MINARETY BĘDĄ NIELEGALNE? (WIDEO)

Wyniki szwajcarskiego referendum zaskakują.

W Szwajcarii zakończyło się referendum, w którym obywatele decydowali, czy popierają zakaz wznoszenia minaretów. Według pierwszych badań exit polls, Szwajcarzy opowiedzieli się za zakazem - donosi gazeta.pl.

W ostatnich badaniach sondażowych pomysł przepada (53 proc. przeciwnych, 34 proc. za zakazem) ale te same badania pokazywały wzrost

poparcia dla osób niechętnych muzułmanom.

Wprowadzeniu zakazu przeciwny jest nie tylko rząd, ale także środowiska biznesowe, które uważają, że zakaz zaszkodzi wizerunkowi Szwajcarii - tłumaczy gazeta.

Za referendum stoi prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa (SVP).

Doprowadziła ona do tego, że wraz z pytaniem o minarety poddawany pod głosowanie zakaz eksportu broni i przesunięcie wpływów z podatków od paliwa lotniczego na inne cele - dodaje dziennik. | JS

 

 

 

 

2005 r.

APEL O ROZSĄDEK

ZAMIAST BOMB: WIEDZA – A WIĘC I WOLNOŚĆ SŁOWA. RELIGIA JAK KAŻDE IRRACJONALNE, SZKODLIWE, NAWET POTENCJALNIE NIEBEZPIECZNE, ZACHOWANIE MUSI BYĆ OGRANICZANE, PODLEGAĆ LEGALNEJ, RACJONALNEJ ANALIZIE, OCENIE, A WIĘC I KRYTYCE, BEZ OGRANICZEŃ (PRAWDA ZAWSZE SIĘ OBRONI – JEŚLI NIKT TEGO NIE ZABRONI ANI  NIE OGRANICZY. OCHRONY PRZED PRAWDĄ POTRZEBUJE TYLKO KŁAMSTWO, STĄD TYLE KRWAWYCH OFIAR ORG. RELIGIJNYCH I INNYCH DESTRUKCYJNYCH DYKTATUR; STĄD POTRZEBNY IM JEST TEŻ STRACH PRZED NIMI).

Celem katolickiej, islamskiej org. religijnej jest zdobycie jak największej ilości profitów, zyskanie jak największego obszaru działania zarówno terytorialnie jak i w wszelkich dziedzinach życia! Te organizacje ani myślą o samoograniczaniu się, bazowaniu na osiągniętych ustępstwach, możliwościach, które jakie by nie były zawsze okażą się za małe – nigdy na nich nie poprzestaną! Zależy im na maksymalnym rozroście, ekspansji, maksymalizacji wpływów, potędze. Im chodzi o: władzę, pieniądze i inne profity. A raz otrzymane przywileje będzie b. trudno cofnąć, bo to już będzie nie obrona przed org. relig., tylko walka z wiarą, bóstwem...

Są to bezwzględni egoiści, pazerne prymitywy; fanatyczne, okaleczone ofiary.

Ich członkowie, to w zwykłym, normalnym życiu szaraczkowie, nieudacznicy. Dopiero działalność religijna daje im możliwość bezkarnego zaspokojenia egoistycznych ambicji, potrzeb, pazerności, awansu, prosperity, bo tam wystarczy tylko cytować pismo napisane przez ich poprzedników, religijnie zawoływać, robić odpowiednie miny, odpowiednio się ubierać itp. - grać na emocjach, nie wykazywać się intelektem, racjonalizmem – czego po prostu nie posiadają - i już są poważani, słuchani, żyją w dobrobycie itp. jako kapłani, wybrańcy, pośrednicy, czujący powołanie, ludzie poświęcający się, nauczający, głoszący itp., a nie chciwi, leniwi, bezwzględni karierowicze; ogłupieni, uzależnieni - okaleczeni - wykorzystywani i wykorzystujący fanatycy.

Przed takimi org. trzeba społeczeństwa bronić, m.in. obnażając je, ograniczając ich wpływy, możliwości rozrostu, szkodzenia, a nie obdarzać przywilejami, okazywać szacunek, poważanie, uznanie itp.

Wprowadzanie zakazów, rygorów ograniczających, uniemożliwiających, w tym intelektualną obronę, w tej materii, okazywanie szacunku org. relig. to jest zakładanie pętli na szyję naszej cywilizacji: przekazywanie im inicjatywy; usankcjonowanie indoktrynacji religijnej to legalizacja ogłupiania kłamstwami i wymysłami, uzależniania a następnie wykorzystywania. Bezkarność takiego postępowania. jest notorycznie wykorzystywana. Opływanie w dobrobycie (w nieróbstwie), poważaniu, znacznej bezkarności itp. jest b. silną pokusą dla jak najnikczemniejszych, zdegenerowanych osobników – wystarczy iż pokrzyczą o ataku na przenajświętszą wiarę, bóstwo zrobią obłąkańczą, groźną minę i już otoczenie truchleje i często spełnia zachcianki. Później ilość ofiar takich org. jest też argumentem za poszerzaniem ich wpływów (jest nas tak dużo tzn. że mamy rację; działa też wtedy instynkt stadny, w wyniku czego dołączają do niej następni, w tym karierowicze, tacy współpracownicy; nie podskakujcie bo...!). A przecież w normalnej - zdroworozsądkowej - sytuacji takie postępowanie, pogrążanie ludzi, społeczeństw powinno być karane z pełnym racjonalnym uzasadnieniem (a więc i obnażaniem takich osobników i ich ideologii (...)). Ich ofiar ma ubywać a nie przybywać, przywileje wpływy, zawłaszczane obszary powinny maleć a nie rosnąć. Bo inaczej jest to bezmyślność w imię jak najgorzej pojmowanej tolerancji. Dlatego też - jak widać - ofiar takich org. przybywa, zarówno jako wyznawców jak i pozostałych... krwawych! To b. realnie przybliża, zamiast oddalać, prawdopodobieństwo totalnej, krwawej rzezi (kto by uwierzył, że pod koniec XX wieku może dojść do krwawego ludobójstwa między ludnością  jednego kraju, a jednak w Rwandzie dwa plemiona z powodu/pod pretekstem? śmierci jednego człowieka, prezydenta, doszło do krwawej rzezi setek tysięcy ludzi, w tym dzieci, kobiet – wszystkich, którzy byli z innego plemienia. I do tej pory odbywają się  jeszcze walki!), a następnie rządów brodaczy...! Jako skutek ustępstw, uważania na słowa, by tylko nie zaszkodzić w interesach – przepraszam... nie urazić pośredników od bóstwa. Podobnie było z inną org., przed II wojną światową, też były ustępstwa, uważanie na słowa, przymykanie oczu, milczenie, a nawet okazywanie szacunku i współpraca, a skutkiem była wojenna rzeź, której skutki, reperkusje ponosimy do dziś. Więc w ten sposób można doprowadzić do kolejnej katastrofy!

 

Gdzie instynkt samozachowawczy, perspektywiczne, racjonalne myślenie, rozsądek?! Od kiedy kłamstwa, wymysły, ogłupianie, uzależnianie i wykorzystywanie ludzi, społeczeństw zasługują na szacunek, pomoc ze strony rządów itp.?!

Na braku wolności słowa i wynikłej stąd krytyki, a w efekcie bezkrytycznego podejścia, bazują przecież destrukcyjne dyktatury (kor w średniowieczu też dzięki temu tak się rozrosła i dalej ma się nieźle, w tym w niektórych... krajach wręcz b. dobrze). Więc tą drogą doprowadzimy do szerzenia się dyktatury religijnej, i po pewnym czasie może okazać się, iż jej ofiar (np. islamskiej) może być więcej niż pozostałych ludzi, więc zgodnie z zasadami demokracji/instynktu stadnego to ONI zaczną decydować o wszystkim, rządzić wszystkimi.

Proszę się też zastanowić: czy organizacje religijne dają  jakieś korzyści czy wręcz przeciwnie (nawet te już... pokojowo nastawione, generują zagrożenia, problemy)...; w związku z czym mają być nie tylko uprzywilejowane, ale w ogóle tolerowane?!! Czy potrafią P. przemóc trwactwo - instynkt stadny - i to obiektywnie ocenić, i na tej podstawie rozsądnie postępować?

Oblicze przyszłego kryzysu ogólnoświatowego może przyjąć różny, pod względem zasięgu i natężenia, w tym połączony, kombinowany, obraz. A przeważyć o jego powstaniu/przyczynić się do niego może lekceważony jeden czynnik. A przecież możliwości jest kilka.

 

 

 

 


„FAKTY I MITY” nr 32, 17.08.2006 r.

REWOLUCYJNY RAPORT

O tym, że przyroda może się kiedyś zmęczyć, a jej zasoby wyczerpać, człowiek nie chciał myśleć przez większą część swojej historii.

Pod koniec zlodowacenia w Europie ludzie wynaleźli nowe techniki myśliwskie, nowe bronie i taktyki polowania, co natychmiast odbiło się na faunie w postaci zjawiska określanego jako... wielkie zabijanie.

 

Także później, kiedy ludzie wynaleźli rolnictwo, ich wpływ na otoczenie był daleki od idyllicznego współistnienia, które tak chętnie wmawiają nam romantycznie nastawieni pisarze.. Rolnicy celowo wybijali wielkie zwierzęta – zarówno na mięso, jak i w celu eliminacji gatunków zagrażających uprawom. Wycinali i wypalali całe hektary lasów, aby zdobyć pola, które porzucali już po kilku latach, kiedy dochodziło do ich wyjałowienia. Nad Morzem Śródziemnym, gdzie pierwotnie istniały lasy, na ziemiach ogołoconych z drzew rozpanoszyły się kolczaste, niskie zarośla zwane makią. W skali globalnej doprowadziło to do zwiększenia ilości dwutlenku węgla w atmosferze i podniesienia temperatury powietrza już w neolicie. Efekt cieplarniany, o którym tyle się teraz mówi, zaczął się więc w prehistorii, a niektórzy klimatolodzy wierzą nawet, że zapobiegł kolejnemu zlodowaceniu.

 

To, że znikają kolejne gatunki i ekosystemy, nikogo nie wzrusza, ponieważ ziemia została ponoć dana człowiekowi. Dopiero zagrożenie egzystencji samych ludzi wywołało refleksję i zaczęto mówić o ochronie przyrody.

Tak więc w 1933 r. w Londynie została podpisana konwencja o ochronie przyrody Afryki, a w roku 1940 w Waszyngtonie – o ochronie przyrody obu Ameryk. Niedługo potem – w roku 1950 – odbyła się I Światowa Konferencja Ludnościowa, która wykazała, że ziemia jest przeludniona, co prowadzi do zniszczenia, a następnie biedy i głodu. Wciąż jednak zdawało się, że wody nigdy nie zabraknie, że ścieki można swobodnie wylewać do rzek, dymy i spaliny wypuszczać do atmosfery, a wyżywienie załatwi chemizacja rolnictwa.

 

Dopiero rok 1969 rzeczywiście wstrząsnął ludzką świadomością. Sekretarzem generalnym ONZ był wtedy birmański polityk U Thant (1909-1974), lewicowiec, pacyfista.

Na jego polecenie wykonano pierwszy w dziejach raport o stanie przyrody Ziemi. Dramatyczny w swej wymowie dokument uświadomił decydentom, że ludzkość zbliża się do granicy, poza którą przyroda ulegnie ostatecznemu załamaniu, a wraz z nią zginie sam człowiek. Setki gatunków zagrożonych wymarciem i już wymarłych z winy człowieka, zerodowane gleby, zatrute wody, miliardy ton śmieci – wszystko to efekt rozwoju gospodarczego i doktryny ekspansji.

 

U Thant stał się symbolem nowego spojrzenia na rzeczywistość. Zapewne nie było przypadkiem, że wywodził się on z kraju na wskroś buddyjskiego, ponieważ buddyzm właśnie, w przeciwieństwie do chrześcijaństwa i islamu, głosi poszanowanie każdej formy życia, wykluczając ekspansję i podbój. Zresztą reakcje na apel U Thanta i następnych działaczy na rzecz ochrony przyrody są tez niezmiernie charakterystyczne. W krajach buddyjskich apel spotkał się na ogół ze zrozumieniem i choćby werbalnym poparciem. Natomiast w krajach chrześcijańskich i muzułmańskich w najlepszym wypadku nie było odzewu, a często otwarcie potępiano ekologów jako neopogańską religię. Wystarczy przypomnieć opinie wygłaszane przez wielu przedstawicieli Kościoła katolickiego.

 

Na szczęście rozsądek zwyciężył i rządy oraz przemysłowcy dostrzegli niebezpieczeństwo. Co więcej, zrozumieli, że można nawet zarabiać na recyklingu, co jest sprawą niebagatelną, jeśli uwzględnić kurczące się zasoby surowców. Po wystąpieniu U Thanta wydarzenia potoczyły się dużo szybciej. W roku 1972 odbyła się w Sztokholmie I Konferencja ONZ pod hasłem „Mamy tylko jedną Ziemię”. W 1978 powstała Deklaracja praw zwierząt UNESCO i EWG (w tym ochrona przed okrucieństwem).

 

Dzieje ruchu na rzecz ochrony przyrody można podzielić na dwie epoki: przed U Thantem i po U Thancie. Jest to jeden najbardziej zasłużonych, a zarazem zbyt rzadko wspominanych ludzi w dziejach ludzkości i świata. Dziś nawet chrześcijańskie kościoły uznają zasadność żądań ekologów i dokonuję reinterpretacji biblijnych tekstów w taki sposób, aby szacunek dla natury uczynić przykazaniem religijnym. Niewątpliwie jest to w dużym stopniu zasługą słynnego raportu o stanie Ziemi.

Leszek Żuk

 

 

 

 


[Link m.in. do zawartych w tej części materiałów, i ich część, wielokrotnie wysłałem Kancelarii: Sejmu, Senatu, Premiera.]

13. O BEZPIECZNEJ, EKOLOGICZNEJ, TANIEJ ENERGETYCE NUKLEARNEJ...

 

Energetyka nuklearna, która towarzyszy zbrojeniom, a mająca jedynie polityczno-biznesowe podstawy...,  to niestety nie tylko nonsens ekonomiczny, ekologiczny, ale też kolejne ogromne zagrożenie związane z materiałami promieniotwórczymi (mogą być wykorzystane w tzw. brudnych bombach), bronią nuklearną (najprawdopodobniej, jeśli terroryści jeszcze nie mają materiałów promieniotwórczych, przynajmniej mini bomb jądrowych, to prędzej czy później zdobędą je! Podobnie jest z niebezpiecznymi krajami, z których część już ma broń jądrową!)!

 

 

 

 

 http://www.mentora.pl/finanse/czy-mozna-ufac-instytucjom-finansowym | 2010-04-21 11:58: cena ropy wydźwignięta do prawie 150 dolarów za baryłkę, przy koszcie wydobycia z najłatwiej dostępnych źródeł na poziomie 1$. Piotr Waydel

[Chyba wszystko jasne, dlaczego auta na sprężone powietrze, elektryczne były złe, a spalinowe są dobre... Podobnie ma się rzecz i w innych branżach, działalności tzw. biznesowej (przy czym nie zawsze pod takim szyldem...)... - red.]

 

Piotr Waydel

 

BRANŻE:

Finanse/Ekonomia

Nieruchomości/Budownictwo

Szkolenia/Edukacja

 

ORGANIZACJE:

Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego

Fundacja promocji historii Polski

People To People International

KCBE Rada Fundacji

oraz inne Fundacje i Stowarzyszenia

 

JĘZYKI:

Angielski, rosyjski

 

CZYM SIĘ ZAJMUJĘ:

Ekonomia alternatywna.

Stworzenie prawdziwej Biznesowej Grupy Twórczej.

Realizacja spraw niemożliwych, bo tylko takie są ciekawe.

Nowe wyzwania.

 

Zajmuję się rozwiązywaniem niestandardowych problemów i inżynierią finansową.

Aktualnie są to:

Autonomiczne Osiedle Ekologicznych Domów Pasywnych.

Sieć biznesowa rozproszona.

Międzynarodowa Szkoła Alternatywna.

Alternatywne Lekcje Przedsiębiorczości.

Alternatywny, ze wszech miar racjonalny transport miejski.

Projekt: Mieszkania dla młodych, aktywnych ludzi bez oficjalnej zdolności kredytowej.

 

Zawsze robię nie to, co wszyscy.

 

Użytkownik:

 http://www.goldenline.pl/

 http://www.eurogospodarka.pl/

 http://www.pozywamy-zbiorowo.pl/

 http://www.artelis.pl/autor/profil/760  

 http://www.ithink.pl/piotr-waydel/

 http://www.mentora.pl/

 http://www.knowmore.pl/

 http://www.grupa-wzajemnej-promocji.pl/

 http://www.facebook.com/profile.php?id=100000149983495

 

 

 http://artelis.pl/artykuly/18105/czy-polak-dostanie-dwie-najwazniejsze-nagrody-nobla

21.04.2010

(...) Takim tanim i nieprzebranym źródłem energii jest wysokotemperaturowa energia cieplna z głębokich pokładów formacji skalnych, która cały czas jest uzupełniana przez reakcje termojądrowe zachodzące wewnątrz naszej planety. Opracowana przez Profesora Żakiewicza metoda jej suchego pozyskiwania, za pomocą wgłębnych wymienników ciepła typu harvestors, nie niszczy niskotemperaturowych pokładów wód geotermalnych. Tej w pełni odnawialnej energii jest w Polsce tysiące razy więcej niż zużywamy. Energia ta jest dostępna w każdym miejscu na głębokościach 7.000 do 10.000 m. Jeden kilometr kwadratowy może rocznie dać ilość energii, która jest równoważna 200.000 baryłek ropy naftowej, bez żadnego uszczuplenia zasobów i bez zanieczyszczenia środowiska.

 

Mimo, że dostęp do energii geotermicznej mamy najłatwiejszy w Europie, a nasz rodak jest najważniejszym wynalazcą w tej dziedzinie na świecie, wiedza na ten temat i zainteresowanie są w Polsce zerowe. Ale nic dziwnego. Jej pozyskiwanie może doprowadzić do niezależności energetycznej i wiąże się z utratą ogromnych zysków dla niektórych lobby, które mocno zasilają media poprzez reklamowanie się. Może właśnie dlatego ta informacja jest u nas nieobecna. A może najpierw musimy podpisać umowy na elektrownie jądrowe, żeby później zapłacić ogromne kary za wycofanie się z tych „wyjątkowo opłacalnych" i „jedynych zapewniających niezależność" rozwiązań lub dopłacać miliardy do energii.

 

Rozwiązania takie mogą być stosowane lokalnie, dzięki czemu nie ma strat na przesyłach.

Ponieważ możliwa jest trójgeneracja i system ma niską stałą czasową, można go sprzęgać z pozyskiwaniem znacznie droższej energii elektrycznej (generatory) i cieplnej (pompy hydrosoniczne) z turbin wiatrowych.

 

Koszt uruchomienia zakładu pozyskującego i przetwarzającego tą energię jest porównywalny do farm wiatrowych w przeliczeniu na jednostkę mocy. Różni się jednak tym, że nie jest zależny od warunków zewnętrznych i może cały czas pracować z maksymalną mocą. Natomiast późniejszy bieżący koszt produkcji energii w tej technologii jest na poziomie poniżej 2 groszy za 1 kWh, a cieplnej znacznie mniej, czym bije na głowę wszelkie inne metody. (...)

Piotr Waydel

 

[Na głębokości 10 km temperatura Ziemi wynosi ponad 300°C, a na głębokości 13 km około 400°C (średnio stopień geotermiczny (wzrost temperatury o 1°C) dla Polski do głębokości 5 km wynosi 47,2 m. W europie środkowej (jest to też średnia globalna) średnio rośnie o 3°C co 100 metrów). – red.]

 

 http://pl.wikipedia.org/wiki/TauTona

TauTona - kopalnia złota w Republice Południowej Afryki. Jest obecnie najgłębszą kopalnią na świecie. Jej głębokość to 3,9 kilometra.

[By osiągnąć głębsze wiercenia, można budować bazy wiertnicze umieszczone głęboko pod ziemią. – red.]

 

http://docs.google.com/viewer?a=v&q=cache:oDA89oUJJq4J:www.cire.pl/zielonaenergia/publikacje/geo.pdf+wykorzystanie+energii+ciep%C5%82a+lawy+wn%C4%99trza+ziemi&hl=pl&gl=pl&pid=bl&srcid=ADGEESjLKjjNPpgJy-cZA4wXnMmRVZmjGT1vwfOQW13oKHoTTIzQeY8Yzi16nEnIPk1fHvfmYH40gsMlogjanj_uuSQz57e6IP01IwBYGd05K1G8J6FlpIbvC1klt_-50OpuhGEX9_2q&sig=AHIEtbS741zpg8mxgDCBqaoyDI5buZvxrQ

Ilość ciepła zmagazynowana we wnętrzu Ziemi jest ogromna: do głębokości ok. 10 km przekracza 50 000-krotnie ilość ciepła zgromadzoną we wszystkich złożach gazu ziemnego i ropy naftowej na świecie.

 

 

 http://pga.org.pl/geotermia-zasoby-swiatowe.html

Szacuje się, że w przyszłości, gdy będziemy dysponowali odpowiednimi, tanimi technologiami, które pozwolą wykorzystać zasoby geotermalne w przypowierzchniowych warstwach skorupy ziemskiej, to będzie realne uzyskanie energii stanowiącej równowartość ponad 106 MW energii elektrycznej. Zasoby energii cieplnej pochodzenia geotermalnego teoretycznie możliwe do wykorzystania do celów ciepłowniczych są ogromne i szacowane na około 3x106 EJ, co przekracza ponad 9000 razy wielkość rocznej konsumpcji energii na świecie.

 

 

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia

Temperatura środka planety może wynosić 4000-7000 K, a ciśnienie dochodzić do 360 GPa. Początkowo, ciepło wewnętrzne Ziemi pochodziło głównie z kontrakcji grawitacyjnej w okresie formowania się planety. Obecnie, najwięcej ciepła (45 do 90%) pochodzi z rozpadu radioaktywnego izotopów potasu (40K), uranu (238U) i toru (232Th). Czas połowicznego rozpadu tych pierwiastków wynosi, odpowiednio, 1,25 miliardów, 4 miliardy i 14 miliardów lat. Źródła ciepła upatruje się też częściowo w ochładzaniu się płaszcza, tarciu wewnętrznym wywołanym siłami pływowymi i zmianami w prędkości obrotu Ziemi. Część energii termicznej jądra transportowana jest do skorupy ziemskiej poprzez pióropusz płaszcza, który może powodować powstawanie plam gorąca i pokryw lawowych. Szacowana ilość ciepła wypływającego z jądra Ziemi wynosi od 4 do 15 TW, a wypływ ciepła na powierzchnię ma wartość ok. 46 TW. Jest to niewiele w bilansie energetycznym powierzchni Ziemi – ok. 1/10 W/m², co stanowi około 1/10 000 energii promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi.

 

 

 http://www.ecoportal.com.pl/energia-geotermalna/efektywna-geotermia | pt., 2010-03-12 22:41

EFEKTYWNA GEOTERMIA

Naukowcy z Pacific Northwest National Laboratory opracowali nową metodę pozyskiwania energii ze źródeł geotermalnych o niskich temperaturach. Pozwala ona na uzyskanie znacznie większej ilości energii niż dotychczas.

Celem PNNL jest stworzenie ekonomicznie opłacalnego sposobu wytwarzania czystej ekologicznie energii. Do końca bieżącego roku ma zostać uruchomiona prototypowa instalacja badawcza.

Analizy techniczne i ekonomiczne przeprowadzone przez MIT wykazały, że udoskonalone systemy geotermalne mogą do 2050 roku dostarczać 10% energii zużywanej w USA.

Pomysł naukowców z PNNL polega na wykorzystaniu właściwości opracowanego przez nich specjalnego płynu dwufazowego (zawierającego fazy płynną i gazową). Płyn ten jest w stanie szybko kurczyć się i rozszerzać. W prototypowej instalacji będzie on podgrzewany za pomocą ciepła z wody krążącej wśród umiarkowanie gorących podziemnych skał. Ruch płynu napędzi turbinę generującą elektryczność.

Efektywność całego systemu jest podobna do efektywności tradycyjnego systemu wytwarzania energii z turbiny napędzanej parą. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu najnowszych zdobyczy nanotechnologii, które pozwoliły na wyprodukowanie bardzo wydajnych metalowo-organicznych przekaźników energii (MOHC - metal-organic heat carrier) i umieszczenie ich w płynie dwufazowym, przez co znacząco poprawiono jego właściwości termodynamiczne.

 

Redakcja: www.ecoportal.com.pl/ 

Źródło: Pacific Northwest National Laboratory

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„FAKT”, 16.03.2011 r.: Pod wpływem katastrofy w japońskiej elektrowni atomowej rząd Niemiec zamyka 7 najstarszych elektrowni atomowych w tym kraju.

Premier sąsiadującego z Polską niemieckiego landu zaapelował do Polski o rezygnację z budowy w Polsce elektrowni atomowych. Dodał także, że energia atomowa nie jest odpowiednią dla ludzkości formą produkcji energii elektrycznej – powiedział Platzeck. AK, MAJ

[Równowartość ilu bilionów euro pochłoną skutki tej katastrofy w przeciągu najbliższych 50 lat... – red.]

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [23.04.2011, 08:20]

MILIONY ŻYJĄ PRZY ELEKTROWNIACH ATOMOWYCH

Oni żyją w "strefach śmierci”.

Około 90 mln ludzi na świecie żyje w promieniu 30 km od reaktorów jądrowych.

W USA w niebezpiecznych strefach żyje prawie 16 mln ludzi, ponad 9 mln w Chinach, Niemczech i Pakistanie. W Indiach, na Tajwanie i we Francji po 5,5 mln - informuje AFP.

Po rozszerzeniu strefy bezpieczeństwa do 75 km, liczba osób zagrożonych przez awarię jądrową wzrasta do pół miliarda.

To oznacza, że zagrożona jest ponad jedna trzecia Amerykanów i prawie połowa Niemców - wynika z analizy Declan Butler Nature's i NASA.

W pobliżu 75 proc. z 211 elektrowni jądrowych, żyje więcej osób niż w przypadku japońskiej Fukushimy. W przypadku awarii każdej z 21 elektrowni musiałoby natychmiast zostać ewakuowane ponad miliona osób. Gdyby do niej doszlo w elektrowni Kanupp w Pakistanie ta liczba wzrasta aż do 8 mln. | TM

 

[No i na co Wam to było – teraz nie będzie ani płatnych reklam ze strony lobby proatomowego, ani reklam pod dyktando polityków współpracujących z lobby proatomowym... Piszę się że: Energia atomowa jest całkowicie bezpieczna! Prąd z energii atomowej jest najtańszy! Promieniowanie jest nieszkodliwe, a nawet korzystne. Ilość odpadów promieniotwórczych jest b. niewielka, a poza tym są nieszkodliwe. Wszyscy chcą, by w ich pobliżu wybudowano elektrownię atomową. Okoliczni mieszkańcy są zadowoleni z mieszkania w pobliżu elektrowni atomowej. Posiadanie elektrowni atomowej oznacza prestiż wynikły z należenia do światowej elity. Itp... – red.]

 

 

 http://artelis.pl/artykuly/18102/perwersje-jadrowe | 21.04.2010

PERWERSJE JĄDROWE

Czy energetyka jądrowa jest opłacalnym i racjonalnym rozwiązaniem problemów energetycznych Polski czy wyjątkowo przewrotną megamanipulacją? Co można zaproponować zamiast lub równolegle, aby zapewnić nam tanią i czystą energię? Czemu większość informacji jest zupełnie nieznana, nie tylko społeczeństwu ale i części elit politycznych?

 

Reaktory jądrowe powstały do produkcji plutonu. Dopiero później władza wpadła na pomysł, żeby pokazać społeczeństwu dobrodziejstwo „taniej" produkcji prądu. Odtąd produkowano pluton w „elektrowniach atomowych", pokazując produkt uboczny, czyli prąd, jako główną działalność takiego zakładu. Ta uboczna działalność jest bardzo droga, jeśli przypisać do niej koszty działalności podstawowej.

Jak wiadomo rząd Margaret Thatcher upadł, gdy wydało się że dopłaca do energetyki jądrowej 16 miliardów.

 

Polska chyba nie zamierza budować bomb atomowych. Nie ma własnego paliwa do takich „elektrowni". Nie ma kadry. Brakuje infrastruktury przesyłowej do tworzenia punktowych scentralizowanych miejsc produkcji dużej ilości energii elektrycznej. Czy warto w związku z tym zastanawiać się nad zagospodarowaniem energetyki jądrowej? Czy w związku z powyższym przestawianie się na coś, czego nie mamy i nie znamy jest rozsądnym rozwiązaniem?

 

(...) Czy nie jest dużo bardziej opłacalne tworzenie rozproszonej lokalnej energetyki, w której nie ma olbrzymich strat na produkcie finalnym, czyli samym prądzie.

 

Ciekawe, że rozmowy na te tematy nie dotyczą podstawowego problemu, to znaczy czy należy instalować elektrownie jądrowe w Polsce, czy jest to opłacalne, oraz co można zrobić w zamian, ale poruszają wyłącznie tematy wtórne. Na przykład rozmowy polskich i francuskich ekspertów zdominowały tematy takie jak wybór rodzaju cyklu paliwowego i najlepszej metody składowania odpadów promieniotwórczych oraz wypalonego paliwa jądrowego. Chodzi chyba o to, aby społeczeństwo nie zastanawiało się nad celowością takich czy innych inwestycji.

 

Czemu w polskich mediach są podawane informacje, że koszt sygnalizowanych w mediach tych technologii za 1MWe to 2.500.000 do 3.000.000 euro, gdy te same media ( www.energetyka.wnp.pl , www.nuclear.pl ) podają informację na temat budowy dwóch następnych bloków w elektrowni w Temelinie, których koszt jest na poziomie 9.500.000 euro za 1MWe (500 miliardów koron za dwa bloki)?

Przecież Czesi mają dwie działające takie elektrownie, kadrę, doświadczenie oraz jak pokazuje historia, potrafią budować szybciej i zdecydowanie taniej niż to się dzieje w Polsce.

 

Finowie już dawno zamówili od francuskiego koncernu atomowego Areva powiększenie ich istniejącej elektrowni w Olkiluoto o następny blok w technologii EPR - reaktor trzeciej generacji, który jest podobno najnowocześniejszą instalacją atomową na świecie. Miał być oddany do użytku w tym roku. A tymczasem zamiast tego koszty już wzrosły prawie dwukrotnie, termin się odsuwa, a o jakości prac i innych ciekawych zdarzeniach można poczytać na przykład w artykułach „Nabici w reaktor" ( http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikforum/1504404,1,nabici-w-reaktor.read ), czy „Atomowa fuszerka" ( http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikforum/1504406,1,atomowa-fuszerka.read ).

 

Te informacje nie są promowane w głównych polskich mediach. Po co zrażać społeczeństwo, zanim uda się je wpędzić w irracjonalne ekonomicznie i ekologicznie kolosalne zadłużenie. A koszt samej elektrowni to tylko część całości wydatków z tym związanych. Przecież są jeszcze koszty infrastruktury, linii przesyłowych, „zagospodarowania" zużytego paliwa jądrowego czy późniejszy koszt likwidacji.

 

Zapomina się również podać, że np. Niemcy zamierzają zrezygnować do 2021 roku całkowicie z energetyki jądrowej, mimo że nie muszą inwestować w ich budowę. Podobnie jak Hiszpania już zaczyna rozbierać swoje. Widocznie z powodu zbyt wysokiej opłacalności...

W świecie zachodnim Finlandia (Olkiluoto), Czesi (Temelin) i Francja ( Flamanville w Normandii) budują nowe reaktory atomowe. Francuzi mają podobne problemy co Finowie, a Czechów dopiero to czeka.

Na podstawie „osiągnięć" w Finlandii największe banki inwestycyjne w USA zgadzają się kredytować takie inwestycje wyłącznie wtedy, gdy państwo bezwarunkowo poręczy w 100%.

 

W Ramowym harmonogramie działań dla energetyki jądrowej ( http://www.atom.edu.pl/index.php/ej-w-polsce/dzis/harmonogram.html ) stwierdzono, że nie da się skutecznie wprowadzić w Polsce energetyki jądrowej bez akceptacji społecznej. Dla jej pozyskania konieczne jest przedstawienie społeczeństwu wiarygodnych i rzetelnych informacji.

Jak to stwierdzenie ma się na przykład do informacji o kosztach i braku pozostałych informacji?

Czemu na przykład w polskich mediach nie ma informacji o niemieckich problemach z podziemnymi zbiornikami odpadów promieniotwórczych, do których dostała się woda? Trzeba będzie wszystko wydobyć, zabezpieczyć ponownie i znaleźć nowe miejsce na składowanie. Sądząc po temacie dyskusji i zobowiązaniach przedakcesyjnych być może że w Polsce.

 

Samo wydobycie tych odpadów i zapakowanie w nowe, tym razem niezniszczalne opakowanie będzie kosztować kilka miliardów euro.

 

Nigdzie też nie jest uwzględniana informacja o kosztach likwidacji samych elektrowni.

 

Jak podawała Gazeta Wyborcza, w czasach kiedy jeszcze energetyka jądrowa nie była w Polsce promowana: „Aż 56 mld funtów będzie kosztowała likwidacja 20 starzejących się brytyjskich elektrowni jądrowych." ( http://wyborcza.pl/1,75476,2872523.html )Z Niemiec przyszła nawet podobno propozycja przerobienia ich trzech elektrowni jądrowych na geotermiczne.

 

Znaczna część paliwa do elektrowni jądrowych pochodzi z demontażu bomb (około 40%), a mimo to koszt uranu wzrósł kilkakrotnie w ciągu kilku lat. W 2007 roku osiągnął nawet przejściowo cenę 300$/1kg. Jest to związane z tym, że zasoby, z których można go tanio pozyskiwać starczą na kilkanaście lat, jeśli nie zmieni się planów lub nie wprowadzi nowszych i zdecydowanie tańszych technologii pozyskiwania paliwa jądrowego.

Jak Polska poradzi sobie z tym problemem nie mając ani bombek ani własnych kopalni uranu?

 

Energetyka jądrowa potrzebuje bardzo dużo wody, której dostępnych zasobów Polska ma najmniej w Europie. Od lat następuje stepowienie na prawie 60% kraju. Jak pogodzić te dwie sprzeczne potrzeby? Zwłaszcza, że nawet w najnowocześniejszych takich elektrowniach zdarzają się skażenia radioaktywne wody. Są to następne, bardzo wysokie, choć ukryte koszty.

 

Nie ma również takiej możliwości, aby dzisiejsza technologia budowy i funkcjonowania elektrowni atomowych gwarantowała bezpieczeństwo środowisku naturalnemu i była w 100% bezpieczna. A poza tym zwykle to inne czynniki powodują zagrożenia.

 

Przecież w przypadku najbardziej znanej, choć nie jedynej awarii, czyli tej w Czarnobylu, to nie technologia zawiniła. Główną przyczyną był zbieg czasowy testu oceny relaksacji w sterowaniu reaktorem, bez zabezpieczenia sprawdzonym układem sterowania awaryjnego, z niewykluczonym małym wstrząśnieniem ziemi. Ogromnym błędem było posadowienie tej elektrowni na terenie aktywnym sejsmicznie czwartej kategorii + uskok i 30 metrowa kurzawka. Niestety na terenie podobnie niestabilnym posadowiona jest również elektrownia w Temelinie (Czechy). Jeśli są podejmowane takie decyzje, to przecież nie pomoże nawet najlepsza technologia.

 

Poza tym samo istnienie takiej działającej elektrowni stwarza niebezpieczeństwo spektakularnego ataku terrorystycznego.

 

Niezależnie od powyższego jakość wykonania, ilość błędów, fuszerek i karygodnych zaniedbań przy rozbudowie elektrowni w Olkiluoto, o których można przeczytać we wspomnianych wyżej artykułach („Atomowa fuszerka" i „Nabici w reaktor") stwarza ogromne ryzyko kolosalnego nieszczęścia.

 

To wszystko nie jest wystarczającym powodem, aby pewne lobby zrezygnowały z próby uruchomienia takiej energetyki w państwach, w których społeczeństwa są wystarczająco zmanipulowane czy niedoinformowane, a władze wystarczająco nieświadome czy dyspozycyjne. Przecież to wybitnie opłacalny interes, tyle że nie wszystkim wiadomo dla kogo, za który zapłacą kolejne pokolenia.

 

Podobnie było ostatnio ze szczepionkami na świńską grypę, gdzie oszukane rządy różnych krajów na wyścigi kupowały niesprawdzone, nikomu niepotrzebne szczepionki bez gwarancji. Teraz mają problem i ogromne straty. Akurat w tym przypadku nasza Minister Zdrowia, Pani Ewa Kopacz, stanęła na wysokości zadania i mimo różnych nacisków, oszczerstw i oskarżeń, nie dała oszukać siebie ani Polski.

 

Informacje w mediach sugerują oczywistość powstania energetyki jądrowej w Polsce. Ale na szczęście wcale nie jest jeszcze wszystko zdecydowane. Ogromny rzeczywisty koszt budowy proponowanych w mediach rozwiązań, późniejszy wysoki bieżący koszt uzyskiwanej energii, nieuwzględniane koszty środowiskowe, społeczne i możliwość zagrożeń oraz bardzo długi czas potrzebny do uruchomienia, oraz niepowodzenia w Finlandii i Normandii, co najmniej sugerują zastanowienie się nad znacznie tańszymi, szybszymi i bezpieczniejszymi rozwiązaniami. Zwłaszcza, że technologie bardzo szybko się rozwijają i wiele spraw niemożliwych do tej pory zaczyna być na porządku dziennym. A co sugeruje ten artykuł? O tym na końcu.

 

Powstaje pytanie, czy toczące się aktualnie rozmowy oraz spotkania z francuskimi ekspertami i naukowcami oraz ewentualna wymiana technologiczna może dać coś Polsce?

 

Oczywiście. Ale to zależy od tego, jaka będzie to wymiana. Chociaż sądząc po wypowiedziach na przykład prezydenta Francji o Polsce i o Polakach, to powinniśmy wyłącznie słuchać, potakiwać i realizować ich interesy.

 

Jeśli będzie to jednak na przykład wszechstronna współpraca nad różnymi sposobami pozyskiwania taniej, czystej i niewyczerpalnej energii, to obie strony mogą na tym dużo skorzystać.

 

W dziedzinie energetyki jądrowej takimi przyszłościowymi i bardzo obiecującymi tematami są prace nad reaktorami MSR/LFTR opartymi na ciekłych solach toru (które w pewnych specyficznych warunkach mogą być jedyne i niezastąpione, np. w przestrzeni kosmicznej), w których nauka francuska jest prawdopodobnie bardziej zaawansowana od polskiej, oraz pozyskiwanie energii z rozpadu najcięższych pierwiastków, zachodzącego we wnętrzu naszej planety, gdzie z kolei Polska jest światowym liderem.

 

Poza tym technologia SDS, w synergii z innymi technologiami SDSG i SDSU umożliwia sięgnięcie po nieprzebrane zasoby nieopłacalnego dla dotychczasowych technologii uranu i toru.

 

(...)

Pozwoli to na zarzucenie wyjątkowo niebezpiecznego, drogiego zatłaczania CO2 pod ziemię, co nie tylko niszczy horyzonty cieczy wgłębnych i ekonomię, ale również grozi śmiercionośnymi katastrofami, jako że upłynnia on ciężkie, zestalone frakcje ropy naftowej oraz zwiększa rozpuszczalność metali i minerałów, co grozi nieprzewidywalną migracją i niekontrolowanym erupcyjnym wydostaniem się tego gazu na powierzchnię. Tragedia w Kamerunie w 1986 roku wyraźnie pokazuje czym to grozi.

 

(...)

Ale najtańszym i nieprzebranym źródłem energii jest wysokotemperaturowa (300-450stC) energia cieplna z głębokich pokładów formacji skalnych (do 10.000 m). Jej suche pozyskiwanie, za pomocą wgłębnych wymienników ciepła typu harvestors, stwarza warunki dla wysoko opłacalnej produkcji energii elektrycznej. Energia geotermiczna może być dodatkowo wspomagana energią geotermalną pozyskiwaną za pomocą wymienników cieplnych, które nie zaburzają hydrodynamivcznych reżimów basenów wód geotermalnych. Tej w pełni odnawialnej energii jest w Polsce tysiące razy więcej niż zużywamy.

 

Koszt produkcji z niej energii elektrycznej to kilka groszy za 1 kWh, a cieplnej znacznie mniej.

 

Jeden kilometr kwadratowy może rocznie dać ilość energii, która jest równoważna 200.000 baryłek ropy naftowej, bez żadnego uszczuplenia zasobów i bez zanieczyszczenia środowiska.

 

Pochodzi ona z ciepła powstającego z rozpadu ciężkich pierwiastków promieniotwórczych w samym sercu jądra naszej planety. Mieszkamy na cienkiej skorupce otaczającej płynną magmę, w środku której znajduje się gigantyczny, jak na skalę ludzkości reaktor jądrowy.

Pozyskiwanie wysokotemperaturowej energii cieplnej z dużych głębokości, jest najtańszym i niewyczerpalnym źródłem czystej energii, które działa nawet w przypadku epoki lodowcowej czy zimy poimpaktowej lub po wybuchu superwulkanu.

 

Najnowsza maszyna wiertnicza może dokonać odwiertu na głębokość 10.000 m w czasie nie dłuższym niż 24 dni. Pozwala na wiercenie nawet 600 m szybu produkcyjnego nawet w najtwardszych granitach w ciągu doby. Jest to nie tylko zupełnie nowa technologia wierceń, ale również całkowicie inny od dotychczasowych sposób tworzenia szybu. Taki odwiert, dzięki możliwości kierunkowego, sterowanego wiercenia poziomego na dowolnych głębokościach, pozwala również na równoległe zagospodarowanie różnych złóż, przez które przechodzi. Mogą to być węgiel, siarka, ropa zarówno lekka jak i ciężka, słynne w ostatnim czasie łupki, wody geotermalne, a nawet metale ziem rzadkich.

Daje to wybitną synergię.

 

Energetyka oparta na tych technologiach jest nie tylko jedną z najtańszych w inwestycji i absolutnie nie do pobicia w późniejszych bieżących kosztach produkcji energii cieplnej, elektrycznej, mechanicznej czy chemicznej, ale jest najszybszą w inwestycji, najbardziej przyjazną środowisku, jak również zajmuje najmniej miejsca na powierzchni ziemi. Praktycznie nie ma żadnych kosztów środowiskowych, a zamiast kosztów społecznych mogą być tylko korzyści.

Pozwala na szybkie i tanie tworzenie małych, lokalnych zakładów o mocy 10 MW do 100 MW, dzięki czemu nie trzeba będzie ponosić kolosalnych kosztów na nowe linie przesyłowe, jak również straty związane z przesyłem mogą być zmniejszone co najmniej o rząd wielkości.

Takie rozproszenie źródeł energii dodatkowo zwiększa bardzo znacznie bezpieczeństwo.

 

Za tą i inne technologie Profesor Bohdan Żakiewicz dostał wiele światowych nagród. Między innymi dziewięć Oskarów Biznesu, w tym diamentowe, tytuł lidera światowych technologii. Został również zgłoszony do Nagrody Nobla na rok 2010 przez BID i prawie sto spośród największych organizacji biznesowych świata.

 

Większość krajów Europy dąży do zastąpienia energetyki konwencjonalnej i elektrowni jądrowych, szkodliwych dla środowiska, energetyką czystą i odnawialną. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wycofano z użycia ponad 120 reaktorów jądrowych, zastępując je innymi rozwiązaniami.

Francja, Finlandia, Litwa, Węgry, Czechy i Polska popierają budowę nowych. Ciekawe dlaczego...

Polskie media o tym wszystkim milczą. Też ciekawe dlaczego...

 

Po co tworzyć wyjątkowo drogie, nieekologiczne i niebezpieczne elektrownie jądrowe, jeżeli siedzimy na znacznie większym darmowym reaktorze? Który w każdych warunkach może dawać stałą i całkowicie czystą energię.

 

Mało znaną ciekawostką jest fakt, że według planów EU na rok 2050 Polska ma mieć 19.000 MW niedoboru mocy.

 

Oznacza to, że już planuje się, że będziemy musieli kupować energię. Mimo że mamy największe na świecie zasoby surowców energetycznych na głowę ludności. Skąd to się bierze i jak to się ma do dzisiejszych poczynań i planów?

Wytłumaczenie jest bardzo proste. Jeśli zaczniemy tworzyć od podstaw, czyli bardzo długo, wyjątkowo drogie elektrownie jądrowe, przetwarzające szybko drożejący uran na energię elektryczną, to nie zdążymy i nie będziemy mieli za co wybudować następnych. Mając tak ogromne zasoby energetyczne zostaniemy zmuszeni do kupowania energii od innych.

 

Poszczególne technologie oraz rozwiązania, które sygnalizuję w tym artykule, opiszę w następnych tekstach.

Proszę wszystkich, którym zależy na rozwiązaniach korzystnych dla Polski, o konstruktywne komentarze, uwagi, uzupełnianie tych informacji oraz o rozpowszechnianie.

 

Piotr Waydel

 

BRANŻE:

Finanse/Ekonomia

Nieruchomości/Budownictwo

Szkolenia/Edukacja

 

ORGANIZACJE:

Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego

Fundacja promocji historii Polski

People To People International

KCBE Rada Fundacji

oraz inne Fundacje i Stowarzyszenia

 

JĘZYKI:

Angielski, rosyjski

 

CZYM SIĘ ZAJMUJĘ:

Ekonomia alternatywna.

Stworzenie prawdziwej Biznesowej Grupy Twórczej.

Realizacja spraw niemożliwych, bo tylko takie są ciekawe.

Nowe wyzwania.

 

Zajmuję się rozwiązywaniem niestandardowych problemów i inżynierią finansową.

Aktualnie są to:

Autonomiczne Osiedle Ekologicznych Domów Pasywnych.

Sieć biznesowa rozproszona.

Międzynarodowa Szkoła Alternatywna.

Alternatywne Lekcje Przedsiębiorczości.

Alternatywny, ze wszech miar racjonalny transport miejski.

Projekt: Mieszkania dla młodych, aktywnych ludzi bez oficjalnej zdolności kredytowej.

 

Zawsze robię nie to, co wszyscy.

 

Użytkownik:

 http://www.goldenline.pl/

 http://www.eurogospodarka.pl/

 http://www.pozywamy-zbiorowo.pl/

 http://www.artelis.pl/autor/profil/760  

 http://www.ithink.pl/piotr-waydel/

 http://www.mentora.pl/

 http://www.knowmore.pl/

 http://www.grupa-wzajemnej-promocji.pl/

 http://www.facebook.com/profile.php?id=100000149983495

 

 

 http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikforum/1504404,1,nabici-w-reaktor.read | 19 marca 2010

NABICI W REAKTOR

(...)

A co o jakości tych prac mówią sami robotnicy? Większość zatrudnionych pochodzi z Polski. Andrzej Miciak na przykład opowiada, jak wznoszono betonową konstrukcję. „Nawet kiedy gołym okiem widzieliśmy usterki,  np., pomiędzy stalowymi dźwigarami brakowało elementów łączących, musieliśmy zalewać te miejsca betonem. Czasem spawy nie trzymały. Należałoby je zespawać na nowo – opowiada polski robotnik – ale nie było na to czasu. Owszem, chodzili inspektorzy, którzy mieli kontrolować jakość robót. Oni jednak nie tylko zamykali oko na usterki, ale wręcz nakazywali nam zakryć usterki warstwą betonu. Polski robotnik widział na własne oczy poważną usterkę, która musi mieć wpływ na funkcjonowanie całego systemu uziemienia – była to sprawa ważna dla bezpieczeństwa elektrowni.

(...)

Tymczasem Polacy mówią, że prac  przy spawaniu  nieraz nie nadążano skończyć z powodu pośpiechu. „Jedna betoniarka nadjeżdżała za drugą i my wylewaliśmy beton, nawet jeśli  konstrukcja nośna jeszcze nie była gotowa. Beton nie mógł czekać” relacjonuje budowlaniec Andrzej Miciak.  Polacy twierdzą również, że nieraz czekano na decyzje, zmieniano je, brakowało właściwych planów konstrukcyjnych.

 

„W październiku zauważyliśmy, że prace spawalnicze wymykają się niekiedy spod kontroli” - mówi Petteri Tiippana, dyrektor fińskiego Urzędu Nadzoru Radiologicznego STUK. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, jest tam bardzo wiele elementów do spawania, trzeba też znać specyficzne wymogi odnośnie spawania w elektrowni jądrowej. Tymczasem prace te zlecono tam wielu różnym podwykonawcom. Niektórych musieliśmy bacznie obserwować.

 

Na budowie pracuje 4000 robotników z 60 różnych krajów, zatrudnionych na ogół za pośrednictwem zagranicznych agencji. 1200 robotników przybylo z Polski. Polacy szczególnie krytycznie oceniają portugalskich brygadzistów, zwerbowanych przez francuską firmę budowlaną Bouygues – twierdzą, że są oni niekompetentni, mówią tylko po portugalsku i nie radzą sobie z pisaniem. Polscy robotnicy opowiadają, że gdy któremuś z nich skradziono kombinezon ochronny i trzeba było wypisać zamówienie na nowy, brygadzista  nie umiał tego zrobić. Bazgrał coś jak uczeń pierwszej klasy, w końcu dał za wygraną.

(...)

Według STUK wykryto jak dotąd 3000 usterek budowlanych, zawinionych zapewne najczęściej  przez gorączkowy pośpiech i stres. Zbigniew Mulczyński, który pracował w Olkiluoto jako brygadzista, mówi: „Kto nie pracował dość szybko, słyszał od szefów:  „albo to skończysz na czas, albo koniec z tobą, odeślemy cię do domu”. Jak człowiek pracuje w takim pośpiechu i stresie, usterki są nieuniknione. Te usterki należało wykryć i naprawić – na to jednak już nie starczało czasu.

(...)

Dużą rolę odegrał też pośpiech. Początkowo Olkiluoto 3 miało kosztować około 3 miliardów euro. Dziś mówi się, ze koszt wyniesie co najmniej 4,5 mld.

 

Tommi Nieminen, Helsingin Sanomat

 

 http://wyborcza.pl/1,75476,2872523.html /BBC, 2005-08-17 00:00

GIGANTYCZNE KOSZTY ZAMYKANIA BRYTYJSKICH ELEKTROWNI JĄDROWYCH

Aż 56 mld funtów będzie kosztowała likwidacja 20 starzejących się brytyjskich elektrowni jądrowych.

Takie szacunki przedstawił Nuclear Decommissioning Authority - powołany w kwietniu specjalny urząd, który ma nadzorować proces zamykania niebezpiecznych dla otoczenia zakładów. Eksperci z NDA chcieliby, aby rozbiórka elektrowni i oczyszczanie miejsc z materiałów o wysokiej promieniotwórczości trwały łącznie najwyżej 25 lat. To dużo szybciej, niż zakładano w pierwszym projekcie sprzed pół roku, w którym na zatarcie wszelkich śladów istnienia reaktorów dawano aż 125 lat.

 

Koszty likwidacji elektrowni jądrowych w Wielkiej Brytanii rosną wraz ze szczegółowością kolejnych analiz zamawianych przez NDA. Jeszcze w kwietniu szacowano je na 48 mld funtów. - Nikt wcześniej nie wyliczał dokładnie, ile będzie nas kosztowało bezpieczne pożegnanie się z reaktorami. Stąd tak duże rozbieżności w kalkulacjach - tłumaczy Sir Anthony Cleaver, prezes NDA. Raport jego urzędu trafi teraz do konsultacji społecznych, które mają potrwać do listopada. Potem zapadnie decyzja, jak, kiedy i za ile rozstać się z elektrowniami. Ich żywotność wynosi przeciętnie 30-40 lat. Niektóre jednak zaczynają na starość przeciekać. Tak jest m.in. w Sellafield w Cumbrii i w Dounreay w Szkocji. - Trzeba je szybko zlikwidować, by nie sprawiły nam jakiejś przykrej niespodzianki - mówi Cleaver.

 

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75476,2872523.html#ixzz15qe1TnYs

 

 

 

 

„NEWSWEEK” nr 29, 2006 r., strona 62

ENERGETYKA JĄDROWA

ATOMISTYFIKACJA

LOBBY ATOMOWE TWORZY MIT BEZPIECZNEJ, CZYSTEJ I TANIEJ ENERGII Z ATOMU. JAK POKAZUJE PRAKTYKA, ŻADNE Z TYCH OPTYMISTYCZNYCH STWIERDZEŃ NIE JEST PRAWDZIWE.

W górskiej wiosce Kara Agach w Kirgistanie niemal wszystko, co wyrasta z ziemi, jest promieniotwórcze. Ziemniaki, owoce, trawa. Radioaktywne jest też mięso kurcząt i kóz.

Katastrof takich jak w Kara Agach nie uwzględnia się w raportach międzynarodowych agencji atomowych. Podkreślane są zalety energii z atomu, pomijane wady. Dziś, kiedy lobby atomowe zwiastuje renesans elektrowni jądrowych, warto przyjrzeć się nie tylko zyskom, ale i kosztom.

Ziemia w Kara Agach, w Czkałowsku, w Kara Balta i w dziesiątkach innych miejsc zawiera uran. Bardzo dużo uranu. Ale to nie złoża zalegające głęboko pod powierzchnią stały się przyczyną tragedii. W dwudziestu kilku miejscowościach Kirgistanu przez 20 lat wyszarpywano z ziemi rudę uranu, mielono ją, rozdrabniano, płukano i odcedzano z tego szlamu "żółte ciasto" - główne źródło energii w elektrowniach jądrowych. Zbędne resztki to zawarte w rudzie pierwiastki niestabilne, rozpadające się z czasem, promieniotwórcze jak rad czy tor. Pierwszy z nich pozostaje aktywny przez około 3 tys. lat, drugi potrzebuje aż 150 tys. lat, aby przestał wysyłać przenikliwe promieniowanie. Z łatwością przechodzi ono przez tkanki ludzkiego ciała, od czasu do czasu siejąc spustoszenie, np. gdy trafi w któryś z genów i wywoła mutację prowadzącą do nowotworu.

 

Wieś Kara Agach żyła wśród hałd kamieniejącego, radioaktywnego szlamu. Pasano na nim kozy, wykorzystywano jako materiał budowlany. Nikt nie mówił ludziom, że siedzą na beczce prochu. Dawka promieniowania, jaką otrzymują od lat, jest 40 razy wyższa od dopuszczalnej - policzyli belgijscy i kirgiscy naukowcy. Bank Światowy, Stany Zjednoczone, Japonia, Szwecja i kilka innych krajów pospieszyły z pomocą finansową. Co jednak zrobić ze skamieniałym szlamem, który pozostanie aktywny przez dziesiątki tysięcy lat?

Na obszarze byłego Związku Radzieckiego takich miejsc jest więcej niż gdziekolwiek na świecie. Jak powiedział niedawno jeden z szefów rosyjskiego Zarządu Odpadami Radioaktywnymi Siergiej Brykin, w tym kraju stosuje się zasadę: wyrzuć i zapomnij. Dopiero teraz Rosja przymierza się do tworzenia bezpiecznych składów materiałów radioaktywnych. Nie zacznie ich jednak budować wcześniej niż za 10-15 lat.

Podobnie jest w Chinach. Największa kopalnia uranu oznaczona numerem 792 zrzucała płynne odpady promieniotwórcze do rzeki. Zakład zamknięto w roku 2002. Oficjalny powód: wyczerpanie złóż. A naprawdę dlatego, że doprowadził do katastrofy zdrowotnej i ekologicznej. Ludzie mieszkający w pobliżu kopalni zaczęli umierać na raka. Przyczyną połowy wszystkich zgonów młodych ludzi i dzieci stały się nowotwory, najczęściej białaczki. Noworodki przychodzą na świat z wadami wrodzonymi. Często zdarzają się poronienia. Kwitnący region zmienił się w jałową ziemię, kompletny nieużytek. Nawet budynki są tam napromieniowane w stopniu wielokrotnie przekraczającym dopuszczalne normy. Ponure informacje utajniono. Raporty lekarzy o tym, że połowa zgonów jest wynikiem jakiejś formy raka, ukrywano jako tajemnice państwowe. Pracowników alarmujących, że skażenie otoczenia jest katastrofalne, oskarżono o działalność wywrotową. Sąd skazał ich najpierw na więzienie, a potem na areszt domowy.

Nie tylko w krajach byłego Związku Radzieckiego czy Chinach unika się informowania opinii publicznej o ryzyku związanym z energetyką jądrową. We Francji, gdzie prawie 80 procent elektryczności pochodzi z elektrowni atomowych, kolejne skandale ujawniały nie powołane do tego instytucje kontrolne, a niezależne organizacje pozarządowe. Greenpeace zorganizował kilka lat temu nocne czuwanie w pobliżu kompleksu fabryk w La Hague. Ze zużytego paliwa jądrowego odzyskuje się tam między innymi pluton, najbardziej radioaktywny pierwiastek we wszechświecie. Dla człowieka zabójczy nawet w minimalnych ilościach.

Zarządzający fabryką zaprzeczali, że płynne odpady z La Hague wpuszczane są do morza. Nurkowie Greenpeace pobrali próbki odpadów spuszczanych potajemnie do kanału La Manche nocą. Ich promieniotwórczość okazała się 17 mln razy większa niż naturalna promieniotwórczość wody morskiej. Oznacza to, że wiele stworzeń morskich zostało skazanych na zagładę, a konsumenci owoców morza na nowotwory.

Przez wiele lat zaprzeczano też, że fabryka przetwarzająca paliwo jądrowe w La Hague może stanowić ryzyko dla zdrowia mieszkańców tych okolic. Prof. Jean-Fran?ois Viel, epidemiolog, stwierdził jednak dwukrotny wzrost liczby białaczek u dzieci z tego rejonu Francji.

Kilka lat temu wykryto chroniczne skażenie promieniotwórcze wód Rodanu, nad którym działa 20 reaktorów jądrowych. W mchach nad Sekwaną znaleziono kobalt, bo przeciekał zbiornik reaktora elektrowni w Nogent, w winie produkowanym w pobliżu kompleksu nuklearnego Marcoule wykryto tryt, mleko na półwyspie Cotentin zawierało cez. Francuskie pismo popularnonaukowe "Science et Vie" zamieściło wówczas listę baronów przemysłu nuklearnego, którzy ukrywają wypadki zdarzające się w elektrowniach i blokują niezależne badania skażeń radioaktywnych.

Raport Unii Europejskiej sprzed czterech lat wymienia około 7 tysięcy starych kopalń uranu, hałd, zbiorników wodnych i elektrowni jądrowych, które wymagają oczyszczenia w 11 krajach europejskich. "To przerażający spadek po beztrosce producentów energii z atomu" - ocenia Mike Thorne, brytyjski konsultant do spraw promieniowania. Wielu ludzi otrzymuje w tych rejonach dawki promieniowania 10, 20, 30 razy wyższe niż dopuszczalne bez szkody dla zdrowia.

 

Gdy się to wszystko podsumuje, prawdziwe zdumienie budzi najnowszy raport Agencji Energii Jądrowej (Nuclear Energy Agency). Opublikowany 1 czerwca w Paryżu, wygląda na część akcji reklamowej przemysłu atomowego. Jego autorzy twierdzą, że przemysł ten jest jedynym, który "bierze pełną odpowiedzialność za wszystkie odpady powstające przy produkcji energii elektrycznej". Ilość tych atomowych śmieci jest zdaniem agencji niewielka, a ich promieniotwórczość "zmniejsza się z upływem czasu".

Rzeczywiście, promieniotwórczość odpadów zmniejsza się z czasem. Jest to jednak czas liczony w setkach, tysiącach i milionach lat. Dlatego problem składowania tych odpadów niepokoi wszystkich, którzy mają z tym do czynienia. W maju tego roku państwa kupujące uran od Australii zażądały, aby kraj ten przyjmował wszystkie odpady z produkcji energii elektrycznej z uranu. Rząd australijski dyplomatycznie oświadczył, że nie podjął jeszcze decyzji w tej sprawie. Wygląda jednak na to, że będzie się musiał ugiąć przed żądaniami swoich klientów.

Jak wynika z listy Nuclear Energy Agency, trwałe zbiorniki na zużyte paliwo z reaktorów jądrowych ma zaledwie kilka krajów, wśród nich Finlandia, Francja, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania i Szwajcaria. W innych państwach to pieśń przyszłości. Kanada planuje budowę trwałego podziemnego zbiornika na rok 2025, Belgia i Japonia przewidują rozpoczęcie budowy na rok 2035, Hiszpania na rok 2020. Stany Zjednoczone borykają się z koniecznością przewiezienia 10 mln ton szlamu uranowego z brzegów rzeki Kolorado w stanie Utah w miejsce oddalone stamtąd o 50 km, aby zapobiec skażeniu wody pitnej dla południowej Kalifornii.

Równie prawdziwe jak mit o ekologicznej i czystej energii jądrowej jest stwierdzenie, że jest ona tania. We wszystkich krajach prąd z atomu jest o wiele droższy niż uzyskiwany z węgla czy nawet z siły wiatru. Jego cena za kilowatogodzinę wynosi w USA ponad siedem centów, tymczasem energia ze źródeł tradycyjnych jest prawie o połowę tańsza.

Rządy wielu państw radzą sobie z tym problemem w najprostszy sposób - sięgają do kieszeni podatników. Budżet dopłaca do elektryczności z atomu. Robi to, by opłata za prąd z elektrowni atomowych nie była wyższa niż z innych źródeł energii. Gdy w Wielkiej Brytanii prywatyzowano produkcję elektryczności, rząd narzucił dodatkowy podatek na paliwa kopalne, aby dochodami z niego wesprzeć energię z atomu. Subsydia dla energetyki jądrowej do 2000 roku wynosiły w Wielkiej Brytanii około 1,2 miliarda funtów rocznie. Podobnie wygląda sytuacja w Australii i w innych krajach.

Choć nikt nie zabrania prywatnym firmom budowania reaktorów jądrowych, żadne konsorcjum na świecie nie zrobiło tego bez wyciągania ogromnych sum z budżetu państwa. Nawet Bank Światowy nie chce pożyczać pieniędzy na tego rodzaju inwestycje. Bieżące koszty produkcji są wysokie, a przyszłe wydatki związane z rozmontowywaniem reaktorów i składowaniem odpadów jeszcze większe.

 

Około 440 reaktorów jądrowych na świecie wytwarza 16 procent zużywanej na ziemi energii elektrycznej. A także miliony ton odpadów promieniotwórczych, które pozostaną groźne dla ludzkiego zdrowia przez tysiące lat. Ten bilans trudno uznać za pozytywny.

 

Pozostaje pytanie, co stało się powodem wzmożonej akcji reklamowej prowadzonej przez lobby atomowe? Jest nim prawdopodobnie wzrost ceny uranu. Jego wydobycie to jedna z największych gałęzi światowego przemysłu. Dotychczas 40 procent zapotrzebowania na uran pokrywały istniejące zapasy z programów militarnych i z przetwarzania raz już użytego paliwa jądrowego. Te zapasy się wyczerpują. Cena kilograma uranu poszła w górę, a jego produkcja wzrosła o kilkanaście procent w ciągu ostatnich dwóch lat. I prawdopodobnie podwoi się do roku 2010. Ale na świecie powstaje tylko jedna nowa elektrownia atomowa - w Finlandii. Żeby zarobić na sprzedaży energii, trzeba więc nakręcić koniunkturę, zachęcić do wznoszenia następnych reaktorów. Na tym polega interes właścicieli kopalń uranu i zarządzających elektrowniami atomowymi. Czy nasz interes jest zbieżny z ich celami?

Można mieć wątpliwości.

Jeśli elektrownie jądrowe nie spełniają pokładanych w nich nadziei, nie są tanie ani bezpieczne, jaka jest alternatywa? Gdzie szukać nowych źródeł energii? Coraz więcej specjalistów uważa, że powinny to być energie odnawialne: słońca i wiatru. Panele słoneczne na dachach i turbiny wiatrowe. Niewielkie bojlery wytwarzające elektryczność mają wejść na rynek europejski w przyszłym roku. Już teraz na dachach wysokościowców pojawiają się wiatraki. 50 procent elektryczności w Danii i 40 procent w Holandii produkowane jest w systemie zdecentralizowanym, nie w wielkich elektrowniach, a w mniejszych urządzeniach korzystających między innymi z ciepła słońca i z siły wiatru.

98 procent budynków w Helsinkach jest ogrzewane przez sieci lokalne. Unika się dzięki temu ogromnych strat energii podczas transportu. W przypadku energetyki jądrowej ponad 60 procent energii ucieka z elektrowni w postaci ciepła i w sieciach przesyłowych.

Czy jednak starczy rozsądku, aby oszczędzać energię, nie liczyć na węgiel i atom, a zwrócić się ku słońcu i wiatrakom?

Bożena Kastory

 

 www.o2.pl | Niedziela [05.07.2009, 22:39] 1 źródło

PRĄD Z ATOMU BĘDZIE DROŻSZY

Elektrownia jądrowa nam się nie opłaci?

Prąd z elektrowni atomowych może kosztować prawie dwa razy więcej niż z węgla czy gazu. Energia jądrowa nie będzie tańsza niż tradycyjne źródła - donosi "Rzeczpospolita".

Gazeta przytacza badania Polskiej Grupy Energetycznej, z których wynika, że ostateczny koszt produkcji jednej megawatogodziny energii atomowej wyniesie od 550 do 690 zł. Tymczasem energia z nowych elektrowni węglowych kosztowałaby najwyżej 240 zł, a z gazowych - ok. 285.

Nawet jeśli uwzględnione zostaną wymogi ekologiczne, czyli obowiązek zakupu pozwoleń na emisję dwutlenku węgla, to i tak elektrownie węglowe i gazowe mają dużą przewagę nad atomową - informuje "Rzeczpospolita"

Na koszt produkcji energii wpływają nakłady związane z budową nowych elektrowni. Inwestycje finansowane z kredytów mogą być dużo droższe. Wyjściem może być przeniesienie tych kosztów, poprzez dodatkową opłatę, na odbiorców.

Rząd planuje otwarcie elektrowni jądrowej już w 2020 roku. Powstać ma w pobliżu Konina, Darłowa, Gryfina lub Żarnowca. | AJ

 

 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Czwartek, 06.08.2009 14:44

KRAJ: ILE KOSZTUJE ENERGIA ATOMOWA?

Tania nie jest.

Okazuje się, że energia pochodząca z elektrowni atomowych może być nawet dwa razy droższa niż wytwarzana z węgla i gazu – wynika z analizy zleconej przez Polską Grupę Energetyczną.

Ile zatem wynosi całkowity koszt produkcji jednej megawatogodziny energii atomowej? Szacunki mówią kwotach rzędu 550 do nawet 700 złotych. Ważny jest tu też koszt budowy samej elektrowni (twórcy raportu założyli, że kredyt na budowę będzie miał realne oprocentowanie w wysokości 7 procent, a okres jego spłaty wyniesie 15 lat).

Dla porównania dodali, że przy zbliżonych założeniach prąd z nowych elektrowni węglowych (za megawatogodzinę) kosztować może ok. 200-240 złotych, a z gazowych blisko 280 złotych. Oczywiście w grę wchodzą tu również wymogi-opłaty ekologiczne (chodzi o obowiązek zakupu pozwoleń na emisję dwutlenku węgla). Ale nawet wtedy elektrownie węglowe i gazowe są tańsze niż atomowe - megawatogodzina wyceniana będzie na ok. 370 złotych.

 

Jednak w tym wypadku nie tylko sam koszt energii wchodzi w grę, liczą się również względy ekologiczne, a jak wiadomo energia z węgla środowisku specjalnie nie służy. A jaka energia, waszym zdaniem powinna być w Polsce promowana?

Leszek Sadkowski

leszek.sadkowski@hotmoney.pl

 

WPROST EXTRA DODATEK TYLKO DLA INTERNETU ( www.wprost.pl )

"WPROST" Numer: 38/2009 (1391)

POLSKI ATOM

(...)

Wydatki związane z elektrowniami jądrowymi będą wysokie. Andrzej Strupczewski mówi o 2,75 mld euro za tysiąc megawatów. Ale i tak elektrownia jądrowa byłaby tańsza  zarówno od wiatrowej, jak i węglowej z systemem neutralizacji gazów cieplarnianych. Takie wyliczenia trudno jednak zweryfikować. Jak oszacować koszty utylizacji i kilkusetletniego składowania zużytego paliwa? W jaki sposób ocenić wydatki na 40-letnie wygaszanie reaktora po 60 latach eksploatacji? Jak skalkulować koszty wykształcenia co najmniej 200 inżynierów i kilku tysięcy techników? W amerykańskich i francuskich opracowaniach często używa się przelicznika: miliard euro za tysiąc megawatów.

 

O koszcie 3-7,3 mld euro za pierwszy polski blok o mocy tysiąca megawatów mówi prof. Krzysztof  Żmijewski. Najwyższa kwota uwzględnia całkowity koszt finansowania inwestycji. Z okiełznaniem kosztów nie radzą sobie Finowie, którzy o trzy lata przekroczyli termin uruchomienia reaktora EPR w Olkiluoto i o 3 mld euro (dwukrotnie) koszt inwestycji. Długo zbierano pieniądze na budowaną francuską elektrownię Flammanville. Na rosyjskiej licencji kolejną elektrownię jądrową chcą uruchomić Bułgarzy, którzy liczą na wsparcie Moskwy. Rumuni spoglądają w stronę Kanadyjczyków. Włosi i Szwedzi wznawiają program energetyki jądrowej. Rosjanie zapowiadają budowę 26 elektrowni do 2030 r.

 

O konieczności oswajania atomu nie jest przekonany prof. Krzysztof Żmijewski, zwolennik efektywnego  gospodarowania energią elektryczną. Rocznie produkujemy 158–160 TWh energii. Gdybyśmy powszechnie stosowali energooszczędne urządzenia, zapotrzebowanie na prąd spadłoby o ponad 30 TWh – przekonuje naukowiec. Wówczas moglibyśmy na długo odłożyć budowę elektrowni.

Mirosław Stańczyk

 

[Trzeba też dodać, iż wydajne złoża uranu się kończą, i w związku z tym stale rosną ceny tej rudy (a przy ograniczonej ilości zasobów łatwo o ekonomiczny szantaż; wyzysk). Więc jakie to jest bezpieczeństwo energetyczne… - red.]

 

www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Wtorek, 08.06.2010 18:22 42 komentarze

ENERGETYKA: ELEKTROWNIA ATOMOWA NIE JEST POLSCE POTRZEBNA

Nie opłaca się jej budowa?

Energetyka jądrowa nie jest Polsce potrzebna. Jest to jasne, jeśli w badaniach uwzględni się istniejący potencjał polskiego rolnictwa energetycznego (także polski potencjał gazu łupkowego) oraz całej innowacyjnej energetyki, umożliwiający zrównoważony rozwój (w tym wykorzystanie ogromnego potencjału poprawy użytkowania energii) – uważa prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej.

Z makroekonomicznego punktu widzenia energetyka jądrowa spowoduje w polskiej gospodarce wielki impuls inflacyjny. Wynika on stąd, że wydatki trzeba ponosić od zaraz, a pierwsze efekty będą nie wcześniej niż za 20 lat – zaznacza Jan Popczyk.

Istnieje też bardzo trudna sprawa sfinansowania programu inwestycyjnego, który musiałby kosztować w samym tylko wytwarzaniu około 110 mld zł.

 

Zdaniem Jana Popczyka, PGE nie pozyska kapitału z giełdy. Ceny akcji tej spółki od czasu jej wejścia na giełdę w listopadzie 2009 roku spadły poniżej ceny emisyjnej, w czasie gdy indeksy giełdowe poszły znacznie w górę. Wszelka pomoc ze strony państwa, na przykład w postaci gwarancji kredytowych, jest też wykluczona, bo na pomoc publiczną nie zgodzi się Bruksela. Ponadto zadłużenie państwa zbliża się do progu konstytucyjnego. Program energetyki jądrowej zakłada budowę 2 elektrowni po dwa bloki o mocy 1600 MW każdy.

Analizy wskazują jednoznacznie na brak możliwości „zmieszczenia” dwóch elektrowni jądrowych, o mocy 3200 MW każda, w polskim systemie w ogóle, a w dolinie nocnej w szczególności. Polski system jest za mały z punktu widzenia tych elektrowni – podkreśla prof. Popczyk.

Ograniczenie energetyki jądrowej do jednego bloku pociąga za sobą drastyczny wzrost kosztów.

Bartosz Dyląg

bartosz.dylag@hotmoney.pl

 

 

21:59 [08.06.2010]

Atom Stop!

I ma rację, władowanie się w atom jest na rękę, ale Francuzom, którzy muszą sprzedać technologię za granicę, bo Electricite de France ma wielkie długi. A w dodatku nie wypaliła im budowa reaktora w Finlandii i Flamanville (Francja). A kto zapłaci za demontaż elektrowni jądrowej i składowanie odpadów? Podatnik!

Uran na świecie drożeje, zresztą przy obecnym zużyciu starczy go na 30 do 60 lat.

 

 

23:37 [08.06.2010]

Roman

Czy zgodził byś się aby w twoim sąsiedztwie powstała elektrownia jądrowa? A co z odpadami radioaktywnymi - chciałbyś je mieć na swoim podwórku? Nie ma w 100% bezpiecznej elektrowni jądrowej. Najczystsze źródła pozyskiwania energii to wiatr woda i słońce. Problem polega na tym, że z tych źródeł mogłoby korzystać wielu, a monopoliści zrobią wszystko żeby tak się nie stało.

 

 

08:46 [09.06.2010]

Gość

Platfusom chodzi tylko o to, żeby zrobić na tej el. atomowej jakiś przekręt i zarobić na głupich Polakach, zresztą jak na wszystkim czego się dotkną, cholerne "elyty" czerwono- różowe.

 

 

 

 

 http://www.zb.eco.pl/bzb/27/energia2.htm

NAJWIĘKSZE KATASTROFY NUKLEARNE

·                     Detroit (USA), 1951 r. - awaria reaktora powielającego typu EBR-1,

·                     Windscale (Wielka Brytania), 1957 r. - pożar powielającego reaktora atomowego na skutek zapalenia się bloków grafitu,

·                     Chalk River (Kanada), 1958 r. - wyciek wody ciężkiej zanieczyszczonej substancjami promieniotwórczymi,

·                     Idaho Falls (USA), 1961 r. - emisja substancji radioaktywnych,

·                     Lingen (Niemcy), 1969 r. - obfita emisja substancji radioaktywnych,

·                     Chalk River (Kanada), 1972 r. - wyciek wody radioaktywnej,

·                     Gundremmingen (Niemcy), 1975 r. - emisja pary radioaktywnej,

·                     Harrisburg (USA), 1979 r. - wyciek wody radioaktywnej, emisja gazów promieniotwórczych,

·                     Tsuruga (Japonia), 1981 r. - wyciek wody radioaktywnej, zanieczyszczenie akwenu,

·                     Sellafield (Wielka Brytania), 1986 r. - wydostanie się paliwa radioaktywnego,

·                     Czarnobyl (Ukraina), 1986 r. - zniszczenie reaktora jądrowego, zanieczyszczenie znacznego obszaru izotopami promieniotwórczymi.

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [12.04.2011, 14:11]

OTO SKAŻONE ATOMEM STREFY.

Nadal są groźne dla ludzi.

Na świecie roi się od skażonych promieniowaniem miejsc nuklearnych katastrof, porzuconych poligonów czy składowisk odpadów, o których większość ludzi w ogóle nie wie - pisze "Der Spiegel".

Tygodnik przedstawił miejsca, w których do dziś szaleją liczniki Geigera.

1. Sellafield w Wielkiej Brytanii - miejsce pierwszej wielkiej katastrofy w elektrowni atomowej. W 1957 roku pożar reaktora spowodował śmierć 33 osób. Teren nadal pozostaje skażony.

 

2. Hanford w stanie Waszyngton - skażona strefa o powierzchni 240 mil kwadratowych wokół ośrodka przetwarzania plutonu. Obecnie jest to składowisko materiałów radioaktywnych.

 

3. Almeria w Hiszpanii - miejsce katastrofy amerykańskiego bombowca przewożącego broń nuklearną. B-52 rozbił się w 1966 roku, ale region nadal jest skażony. Eksperci szacują, że w na obszarze katastrofy ciągle znajduje się pół kilograma plutonu.

 

4. White Sands w Nowym Meksyku - amerykański poligon, gdzie testowano pierwsze bomy atomowe.

 

5. Semipałatyńsk w Kazachstanie - główny radziecki poligon atomowy. Skażony obszar ma wielkość 18,5 tys. km kwadratowych.

 

6. Pustynia Thar w Indiach - od 1974 mieści się tam indyjski poligon atomowy.

 

7. Morsleben - składowisko niemieckich odpadów nuklearnych.

 

8. Poligon w Nevadzie - położone w pobliżu Las Vegas miejsce testowania artyleryjskich pocisków atomowych.

 

9. Reggane w Algierii - pierwszy francuski poligon nuklearny, używany do 1962 roku. Nadal notowane jest tam skażenie.

 

10. Kysztym w Rosji - strefa o powierzchni 150 km kwadratowych skażona podczas wybuchu radioaktywnych odpadów z kopani uranu w 1958 roku. Z miasta wysiedlono 25 tys ludzi, a katastrofę utajniono. | PR

 

 

 

 

 http://www.greenpeace.org/poland/wydarzenia/wiat/awaria-atomowa-w-szwecji | Sierpień 04, 2006

AWARIA W ELEKTROWNI ATOMOWEJ W SZWECJI

Szwecja — 40% szwedzkich reaktorów atomowych jest wyłączonych ze względów bezpieczeństwa.

Szwecja zamknęła cztery z dziesięciu reaktorów atomowych, po wykryciu poważnej wady w systemie bezpieczeństwa. Groźna wada została wykryta w elektrowni Forsmark.

 

Podczas przerwy w dostawie energii elektrycznej z zewnątrz, w elektrowni Forsmark nie zadziałało zasilanie awaryjne. Gdyby nie naprawiono problemu, w ciągu kilku godzin mogło dojść do bardzo poważnego wypadku. Były dyrektor elektrowni powiedział: „To czysty przypadek, że nie doszło do stopienia rdzenia reaktora. Brak zasilania z sieci mógł doprowadzić do katastrofy”.

 

Winę za nieprawidłowe działanie awaryjnego systemu zasilania ponoszą generatory zainstalowane w 1993 roku. Dopiero po 13 latach wykryto usterki w urządzeniach, które stanowią podstawę ochrony przed stopieniem rdzenia reaktora! Te same wadliwe urządzenia zainstalowano w trzech innych szwedzkich reaktorach, dlatego je również zamknięto.

 

Jednoczesne zamknięcie czterech reaktorów zmniejszyło ilość produkowanej energii elektrycznej w Szwecji o 20 procent.

 

Ochroni przed blackoutem?

Zwolennicy elektrowni atomowych przekonują, że energia jądrowa zabezpieczy nas przed przerwami w dostawie prądu. Tymczasem okazuje się, że przerwy w dostawie energii elektrycznej stwarzają zagrożenie dla samych elektrowni, w których dopływ prądu jest gwarancją bezpieczeństwa. Jeśli brakuje zasilania, włącza się system awaryjny, który podtrzymuje system chłodzenia reaktora. Za dostarczanie energii odpowiadają wówczas własne generatory elektrowni, które wielokrotnie okazały się wadliwe lub niezabezpieczone przed burzami, czy powodziami.

 

„Problem ten nie dotyczy tylko czterech reaktorów w Szwecji, gdyż odkrywamy podobne przypadki w kilku krajach, w różnych typach reaktorów - niezwłocznie trzeba sprawdzić wszystkie z 443 działających reaktorów atomowych.” – mówi Jan Van de Putte, koordynator kampanii przeciwko energii nuklearnej - „Przerwa w dostawie prądu, która zdarzyła się w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w 2003 roku i wymusiła zamknięcie ponad 20 reaktorów, mogłaby - przy wadliwym systemie generatorów awaryjnych - doprowadzić do stopienia rdzenia reaktora. Obecnie taka sytuacja jest realnym zagrożeniem.”

 

Kiedy robi się gorąco, reaktory przestają pracować

Problemy szwedzkich elektrowni nastąpiły tuż po kłopotach innych elektrowni atomowych w Europie, będących następstwem upalnego, suchego lata. W Niemczech dwie elektrownie musiały ograniczyć produkcję energii, gdyż brakowało wody w rzekach do chłodzenia. Jeśli susza będzie trwać, elektrownie chłodzące swoje reaktory wodą z rzek, będą musiały ograniczyć produkcję energii lub w ogóle przerwać pracę.

 

Na szczęście zarówno Szwecja, jak i Niemcy należą do krajów, które podjęły decyzję o rezygnacji z energii atomowej (w tej grupie są też Belgia i Hiszpania).

 

„Energia nuklearna jest nie tylko niebezpieczna, ale też zawodna” – podsumowuje Van de Putte -  „Po ostatnich problemach z produkcją energii w czasie fali upałów w Europie, stało się jasne, że nie możemy polegać na reaktorach atomowych i ich systemach generatorów awaryjnych, ani tym bardziej uważać je za bezpieczne. Produkcja czystej energii ze źródeł odnawialnych oraz zmniejszanie energochłonności to jedyne rozsądne rozwiązanie dla produkcji energii i zachowania bezpieczeństwa energetycznego”.

 

 

 http://wiadomosci.polska.pl/kalendarz/kalendarium/article.htm?id=35329 | 28 marca 1979

AWARIA W ELEKTROWNI ATOMOWEJ THREE MILE ISLAND

W marcu 1979 r. na ekrany amerykańskich kin wszedł głośny swego czasu film „Chiński Syndrom”. Jego pomysł wziął się ze slangu techników atomowych - w wyniku awarii systemu chłodzenia reaktora atomowego dochodzi do przegrzania i stopienia się rdzenia, a następnie do przetopienia betonowego fundamentu reaktora. Gdy coś takiego się stanie, możliwe jest wszystko – nawet to, że stopiony rdzeń reaktora zagłębi się w ziemię (uran ma bardzo wysoki ciężar właściwy) i przejdzie przez nią na wylot… aż do Chin.

 

Treść filmu jest raczej absurdalna, ale czegoś podobnego właśnie obawiano się w Ameryce, kiedy zaledwie 12 dni po premierze „Chińskiego syndromu” doszło do awarii w położonej 16 km od stolicy Pensylwanii, Harrisburga, elektrowni atomowej Three Mile Island.

 

Zepsuty zawór

Awaria zaczęła się od wadliwego działania automatycznego zaworu, co spowodowało zaburzenie obiegu wody chłodzącej rdzeń reaktora nr 2 elektrowni. Zgodnie z przewidzianym na taki wypadek planem awaryjnym, przestał działać sam rdzeń, w którym zawarty w prętach paliwowych uran ulega rozszczepieniu, produkując w ten sposób energię.

 

Groźba wybuchu

Zanik reakcji łańcuchowej spowodował pozorne uspokojenie się sytuacji. W rzeczywistości jednak był to dopiero początek prawdziwych problemów. Wskutek całego szeregu błędów doszło bowiem do dużego wycieku chłodziwa z rdzenia reaktora. Zanim technicy zdali sobie sprawę z tego, co się stało, silnie radioaktywne i wciąż potężnie rozgrzane pręty paliwowe zostały częściowo odsłonięte. Powodowało to groźbę ich stopienia. Na domiar złego, wskutek wysokiej temperatury używana do chłodzenia rdzenia reaktora woda uległa chemicznemu rozkładowi i w reaktorze powstała chmura wodoru zmieszanego z tlenem, co mogło spowodować nieobliczalną skutkach eksplozję.

 

Stopiony rdzeń

Z zagrożonego skażeniem radioaktywnym terenu uciekły tysiące ludzi. Kryzys trwał 12 dni – wystarczająco długo, by miliony ludzi na całym świecie uznały, że energetyka jądrowa może prowadzić do nieobliczalnych w skutkach zagrożeń. W końcu jednak sytuacja została opanowana. Badania rdzenia, w którym temperatura sięgnęła niemal 2760 C wykazały, że stopiła się ponad połowa paliwa reaktora. Gdyby awaria potrwała pół godziny dłużej, rdzeń stopiłby się prawdopodobnie kompletnie.

 

Szczęście w nieszczęściu

Awaria w elektrowni atomowej Three Mile Island była największym wypadkiem w energetyce jądrowej do czasu słynnej katastrofy w Czarnobylu w kwietniu 1986 r. Jednak, w odróżnieniu od Czernobyla, jej skutki ograniczały się właściwie do strat materialnych. Specjalna obudowa, w jaką wyposażony był amerykański reaktor (a której nie było w Czernobylu) spowodowała, że radioaktywne substancje nie wydostały się na zewnątrz i nie spowodowały skażenia środowiska. Jedyny skutek awarii, jaki mieszkańcy okolic elektrowni rzeczywiście odczuli, był skutkiem pośrednim – był nim stres wywołany doniesieniami o awarii i potencjalnej groźbie katastrofy.

Bartłomiej Kozłowski, 2005

 

 

 www.interia.pl | Środa, 19 listopada (18:17) |

FRANCUSKA ELEKTROWNIA JĄDROWA MOGŁA WYBUCHNĄĆ

Elektrowni jądrowej w Carcassonne na południu Francji groziła eksplozja! Inspektorzy francuskiej Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego alarmują, że rury z płynnym gazem są tam przerdzewiałe. Na szczęście, zaczęła się już ich wymiana.

 

Wprawdzie - jak zapewniła Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego - wybuch nastąpiłby w najbliższym czasie, gdyby rury nie zostałyby szybko wymienione. Dodatkowo zwróciła uwagę na fakt, że w ciągu niespełna dwóch lat odnotowano tam aż 18 awarii. Na szczęście, nie doszło do radioaktywnego skażenia środowiska.

 

Co więcej, inspektorzy informują, że normy bezpieczeństwa są łamane

źródło informacji: RMF

 

 

 www.o2.pl | Sobota [25.07.2009, 09:53] 3 źródła

AWARIA REAKTORA JĄDROWEGO W NIEMCZECH

To był "błąd techniczny".

Niemcy zamknęli jedną z najnowocześniejszych elektrowni jądrowych. Do awarii doszło w elektrowni Emsland w Lingen.

Nie stwierdzono wycieku radioaktywnych substancji. Zabezpieczenia

zadziałały prawidłowo. Reaktor za dwa dni zostanie ponownie włączony do sieci - poinformował rzecznik RWE Power.

Blok reaktora Emsland został uruchomiony w 1988 roku. Może zaopatrywać w prąd 3,5 mln gospodarstw domowych.

W lipcu do awarii doszło w elektrowni Kruemmel koło Hamburga. W Niemczech czynnych jest jeszcze 17 elektrowni jądrowych. Nasi sąsiedzi chcą je zamknąć do 2021 roku. | TM

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Wtorek [28.09.2010, 12:34]

TEN NIEMIECKI REAKTOR GROZI KATASTROFĄ

Wstrząsający raport. Elektrownia atomowa nie spełnia żadnych standardów.

Reaktor jądrowy Biblis B w niemieckiej Hesji stanowi olbrzymie zagrożenie - alarmują eksperci.

Nie jest zabezpieczony przed powodziami i wstrząsami ziemi, część materiałów budowlanych straciło już gwarancję przydatności.

Ma co najmniej 80 znaczących słabych punktów - informuje thelocal.de

Wszystkie związane są z bezpieczeństwem. Kontrola wykryła w elektrowni również wady systemów alarmowych. Uznała, że obiekt nie spełnia współczesnych standardów.

Problemem są m.in. sztuczne okładziny na przewodach elektrycznych, które straciły swoją gwarancje. Stare materiały grożą także uszkodzeniem całego systemu chłodzenia.

Raport, który powstał na zlecenie Ministerstwa Środowiska ocenił, że w obiekcie jest aż 210 wad wpływających na jego bezpieczeństwo - pisze thelocal.de.

Reaktor miał zakończyć funkcjonowanie w 2012 roku, ale niedawno przedłużono ten termin aż do 2020 roku. | MK

 

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Poniedziałek [08.11.2010, 11:39]ostatnia aktualizacja: Pn [08.11.2010, 11:40]

WYBUCH W ELEKTROWNI ATOMOWEJ POD NOWYM JORKIEM

Radioaktywny wyciek w elektrowni w Vermont. Obie wyłączono.

W ciągu godziny konieczne było wyłączenie dwóch elektrowni atomowych zarządzanych przez Entergy Corp - donosi CNBC.

W elektrowni Indian Point w stanie Nowy Jork eksplodował główny transformator, a w Vermont Yankee doszło do wycieku z układu odprowadzania gazów.

W pierwszym przypadku nie było skażenia radioaktywnego, jednak w Vermont wyciek radioaktywnego trytu to już kolejny tego typu wypadek w tym roku  - dodaje serwis.

Stan Nowy Jork stracił wraz z wyłączeniem elektrowni 1020 megawatów mocy a Vertmon 650 megawatów.

Senat stanowy zadecydował niedawno o zamknięciu Vermont Yankee w 2012 roku, właśnie przez powtarzające się wycieki radioaktywnego gazu. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [16.06.2010, 09:23]

PĘKŁ REAKTOR ATOMOWY. RADIOAKTYWNY WYCIEK

Władze ukrywają prawdę o katastrofie.

Niezależni eksperci twierdzą, że z uszkodzonego reaktora wydostały się duże ilości radioaktywnego jodu.

Pęknięcie w sercu elektrowni Daya Bay Nuclear Powert Station było ukrywane przez jej kierownictwo - pisze news.yahoo.com.

To może oznaczać, że skutki awarii są bardzo poważne. Uszkodzony reaktor znajduje się tylko 50 km na północ od Hongkongu.

Lokalne władze jednak uspokajają mieszkańców twierdząc, że wycieku nie było, a uszkodzone pręty paliwowe zabezpieczono - czytamy na news.yahoo.com.

Jednak w elektrowni stwierdzono bardzo wysoki poziom promieniowania radioaktywnego. | MK

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 21.06.2011, 11:07

MASOWE WYCIEKI Z ELEKTROWNI ATOMOWYCH

Wyciek stwierdzono w 48 z 65 siłowni.

Aż w trzech czwartych elektrowni atomowych w USA stwierdzono wyciek trytu - radioaktywnej postaci wodoru. Substancja dostaje się do wód gruntowych - informuje yahoo.com.

W 37 przypadkach - jak wynika z raportu US Nuclear Regulatory Commission - stężenie tej radioaktywnej substancji w wodzie przekraczało dopuszczalne normy, czasem kilkusetkrotnie.

Większość wycieków znaleziono na szczęście na terenie elektrowni, niektóre jednak dotarły do wód gruntowych i ujęć wody pitnej. Takie zanieczyszczenia wykryto m.in. w Illinois i Minnesocie.

Na razie władze twierdzą, że poziom skażenia litem nie jest groźny dla zdrowia. Eksperci martwią się jednak o stan rurociągów, którymi wydostaje się tryt. Większość z nich zagrzebana jest pod reaktorem, w betonie. W razie awarii reaktorów mają pomóc w ich chłodzeniu.

Zdaniem specjalistów, jeśli wydostaje się nimi tryt oznacza to, że są skorodowane i nieszczelne. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [14.06.2010, 17:51]

TE ELEKTROWNIE ATOMOWE GROŻĄ DRUGIM CZARNOBYLEM

Japończycy zszokowani wynikami kontroli.

Połowa japońskich reaktorów jądrowych ma problemy związane z bezpieczeństwem - czytamy na dnaindia.com. To może doprowadzić do katastrofy. Ujawnione sytuacje są skandaliczne.

Najbardziej szokującym przypadkiem było... zrzucenie do morza materiałów radioaktywnych. Dwa inne reaktory wymagają dodatkowych stałych, bardzo szczegółowych kontroli - pisze portal.

W Japonii są aż 54 elektrownie atomowe. Nieprawidłowości stwierdzono w 21. Bezpieczeństwo reaktorów to w Japonii od lat paląca kwestia, której nie udaje się doprowadzić do porządku.

Pod względem produkowanych megawatów przez takie elektrownie Japonia zajmuje trzecie miejsce na świecie za USA i Francją. | MK

 

www.onet.pl | 10.03.2011 r., 16:19: Dokonano także pomiaru radiacji w odległości około 60 km od uszkodzonej przez trzęsienie ziemi elektrowni Fukushima. Okazało się, że promieniowanie radioaktywne przekracza tam aż o 500 razy normalne wartości.

Ze strefy o promieniu 20 km ewakuowano 200 tys. ludzi. Władze zaapelowały do mieszkańców strefy o promieniu od 20 do 30 km, by szczelnie zamknęli drzwi i okna.

Rzecznik japońskiego rządu Yukio Edano dodał, że poziom promieniowania "w pobliżu siłowni" wyniósł 1500 mikrosiwertów (1,5 milisiwertów) na godzinę. Jak podaje agencja AFP, normalny poziom promieniowania to 0,035 mikrosiwertów na godzinę.

Autor: TSz Źródła: PAP, Reuters

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [31.03.2011, 16:22]

NAD POLSKĄ WZROSŁO STĘŻENIE PROMIENIOTWÓRCZEGO JODU

Z raportu Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej, wynika, że stężenie jodu-131 w Katowicach wynosiło 4631 mikrobekereli na metr sześcienny. To oznacza, że jest pięćdziesięciokrotnie wyższe niż przed awarią.

Jego zdaniem radioaktywnego jodu-131 nie trzeba się obawiać ponieważ ten pierwiastek ma stosunkowo krótki czas rozpadu. Już po ośmiu dniach ta koncentracja maleje o połowę.

Eksperci ostrzegają równocześnie przed paniką i przyjmowaniem preparatów jodowych - informuje RMF FM | TM

 

 www.onet.pl | 02.04.2011 r., 10:17 RZ / PAP, TVN24.pl, Reuters

PĘKŁA BETONOWA OSŁONA. DO OCEANU WYCIEKA RADIOAKTYWNA WODA

Operator elektrowni atomowej Fukushima, firma TEPCO poinformowała, że z uszkodzonego reaktora nr 2 do Oceanu Spokojnego wycieka radioaktywna woda. Skażenie wody morskiej wokół siłowni już cztery tysiące razy przekracza dopuszczalne normy. Przedstawiciele TEPCO informują, że wkrótce rozpoczną się prace, które mają na celu uszczelnienie przy pomocy betonowej osłony uszkodzonego reaktora.

Jak szacuje Reuters, uzdatnienie terenów wokół siłowni, ok. 240 km od stolicy Tokio, może potrwać nawet kilkadziesiąt lat.

Kan zapowiedział, że należy przygotować się na "długą walkę", zanim uda się opanować nuklearny kryzys w elektrowni. Podobną opinię wyraził szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Yukiya Amano. Zanim będzie można "powiedzieć, że wszystko wróciło do normy, minie więcej czasu niż by się mogło wydawać" - ocenił.

Eksplozji reaktora czarnobylskiej elektrowni w 1986 roku doprowadziła do skażenia ok. 100 tys. km kwadratowych powierzchni.

Najbardziej ucierpiała Białoruś. Substancje radioaktywne dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch.

Specjaliści wciąż nie potrafią ustalić, ile było śmiertelnych ofiar katastrofy. Według ocen Światowej Organizacji Zdrowia liczba zmarłych na raka wywołanego przez skażenie po wybuchu w elektrowni może sięgać nawet 9 tysięcy.

Strefa wokół Czarnobyla do dziś jest zamknięta. Obowiązuje tam surowy zakaz przebywania. Jest on łamany przez ludzi, którzy osiedlili się w strefie samowolnie. Są to przeważnie osoby starsze.

Autor: RZ Źródła: PAP, TVN24.pl, Reuters

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [05.04.2011, 18:30] ostatnia aktualizacja: Śr [06.04.2011, 06:01]

GIGANTYCZNE SKAŻENIE OCEANU. RADIOAKTYWNE RYBY

Ekipy techniczne próbują teraz rozwiązać problem wody, którą wcześniej wpompowano do elektrowni w celu schłodzenia reaktorów - informuje rp.pl.

Prawdopodobnie 60 mln litrów skażonej wody zostanie wypompowanych do ogromnego zbiornika. Ten budowany jest właśnie w stoczni w Jokohamie. Właściciele uszkodzonej elektrowni atomowej w Fukushimie ujawnili, że poziom radioaktywnego jodu-131 w oceanie u wybrzeży Japonii przekroczył normę 7,5 miliona razy - donosi latimes.com.

Skażona jest nie tylko woda, ale też pływające w niej ryby. U odłowionych sztuk stwierdzono przekroczenie o kilkaset razy normalnego poziomu jodu-131.

Główną przyczyną skażenia wód oceanu jest trwający kilka dni wyciek radioaktywnej wody z elektrowni Fukushima. Ratownicy wypuścili wodę licząc na to, że szybko rozpłynie się ona w oceanie i nie spowoduje szkód. Japoński rząd wydał zgodę na wypuszczenie 11,5 tys. ton skażonej cieczy. | PR

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [12.04.2011, 06:19]

NAJWYŻSZY ALARM W FUKUSHIMIE. POŻAR

Oficjalnie to już jak Czarnobyl.

Japońskie władze podniosły stopień zagrożenia po awarii w elektrowni atomowej Fukushima z piątego do najwyższego - siódmego - donosi stooq.pl.

Jest to oficjalne przyznanie się rządu, że sytuacja w elektrowni jest nadal śmiertelnie poważna. Na zewnątrz wydostało się już 10 procent zgromadzonych w reaktorach substancji radioaktywnych. Nadal trwa też walka o przywrócenie chłodzenia. Stooq informuje, że w Fukushimie wybuchł pożar, jednak udało się go ugasić.

Rząd zdecydował się na zwiększenie strefy ewakuacji do 40 km.

Radioaktywnej emisji nie udało się całkowicie zahamować i niepokoimy się, że w końcu może być większa niż w Czarnobylu - cytuje właścicieli elektrowni portal tvp.info.

Tymczasem skażenie stało się też problemem w USA.

W mleku w mieście Little Rock w Arkansas w USA odkryto wysoką zawartość radioaktywnego jodu - 131. Skażona jest także woda w Filadelfii - informuje forbes.com.

Poziom skażenia mleka przekracza trzykrotnie dopuszczalne normy.

Skażoną wodę w kranach odkryto już w 14. amerykańskim mieście - Filadelfii. Na szczęście skażenie jeszcze nie przekracza dopuszczalnej normy. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [30.05.2011, 09:02]

TAJFUN ROZNIESIE RADIOAKTYWNY PYŁ. SKAZI WIELE KRAJÓW

Kolejny żywioł atakuje Fukushimę.

Ekipy ratunkowe w siłowni mają kolejny problem. Zbliża się do nich tajfun, na który nie są odpowiednio przygotowane. Wiatry o prędkości ponad 200 kilometrów i silne deszcze mają dotrzeć do wybrzeża Honsiu jeszcze w poniedziałek - informuje tvn24.pl.

Firma TEPCO przyznała, że jej ludziom nie udało się odpowiednio zabezpieczyć budynków uszkodzonej elektrowni Fukushima. Oznacza to, że żywioł może porwać ze sobą radioaktywny pył i rozsiać go po całej Japonii oraz okolicznych krajach. | PR

 

www.onet.pl | 18.06.2011 r., 06:57 MŁS / aljazeera.com

NAJGORSZA KATASTROFA W HISTORII. RZĄD JAPONII UKRYWAŁ PRAWDĘ?

Eksperci uważają, że katastrofa nuklearna w Japonii miała i ma daleko idące skutki, których rząd do tej pory nie ujawnił opinii publicznej. - Fukushima jest największą katastrofą przemysłową w historii ludzkości – powiedział Arnold Gundersen główny inżynier firmy konsultingowej Fairewinds Associates.

 

Gundersen, licencjonowany operator reaktora z 39-letnim doświadczeniem w przemyśle energetyki jądrowej, zarządzał i koordynował projekty w 70 elektrowniach jądrowych w USA, mówi że reaktor elektrowni jądrowej w Fukushimie, jest bardziej narażony na wybuch, niż powszechnie się sądzi.

 

Firma TEPCO rozpyla wodę na reaktor i rdzenie z paliwem, ale to doprowadziło do jeszcze większych problemów, takich jak większe promieniowanie, czy generowanie setek tysięcy ton wysoko radioaktywnej wody morskiej.

 

- Problemem jest to, jak utrzymać chłodzenie. Nalewanie wody morskiej nie jest rozwiązaniem. Pojawia się pytanie, co zrobią z odpadami, które ten system produkuje i które będą zawierać pluton i uran. Gdzie wpompują tą radioaktywną wodę? – zastanawia się Gundersen.

 

Centrala Jądrowa w Japonii przyznała w końcu, w tym miesiącu, że reaktory 1, 2 i 3 w zakładzie Fukushima uległy całkowitemu stopieniu. TEPCO ogłosiło, że wypadek prawdopodobnie wprowadził więcej materiałów promieniotwórczych do środowiska, niż Czarnobyl, co czyni go najtragiczniejszym wypadkiem jądrowym w historii.

 

W USA lekarka Janette Sherman i epidemiolog Joseph Mangano opublikowali pracę, gdzie pokazują że zanotowano 35-procentowy wzrost umieralności niemowląt w miastach USA leżących na północny-zachód, od elektrowni w Fukushimie.

 

- Nowe obliczenia pokazują, że w ciągu pierwszego tygodnia od wypadku, uwolnione zostało 2-3 razy więcej promieniowania, niż w ciągu 80 dni po wybuchu. Odkrywamy, radioaktywne cząstki, (które mogą prowadzić do powstania raka) wszędzie w Japonii, nawet w Tokio. W ciągu ostatnich 90 dni ilość tych cząstek spada, ale i tak występują one w wysokich stężeniach – dodał Gundersen.

 

Radioaktywne filtry powietrza z samochodów w prefekturze Fukushima i Tokio są teraz powszechne, a Gundersen mówi, że "zgodnie z jego informacjami znaleziono takie radioaktywne filtry powietrza również aglomeracji Seattle w USA".

 

Zagranica bardzo szybko zareagowała na wydarzenia związane z elektrownią jądrową i wyciągnęła daleko idące wnioski. W reakcji na katastrofę z Fukushimy, Niemcy chcą wygasić wszystkie swoje reaktory jądrowe w ciągu następnej dekady. W referendum przeprowadzonym w poniedziałek, 95 procent Włochów głosowała przeciwko budowie nowych reaktorów. Niedawny sondaż gazety w Japonii pokazuje, że prawie trzy czwarte respondentów opowiada się za wycofaniem energii jądrowej z Japonii.

 

Niestety w Ameryce nie zostały podjęte żadne długofalowe działania. Nuclear Exelon Corporation firma obsługująca reaktor w stanie Illinois, była jednym z największych darczyńców kampanii Baracka Obamy i jest jednym z największych pracodawców w Illinois, gdzie Obama został senatorem. Exelon przekazała ponad 269 000 dolarów na kampanię prezydencką Obamy.

 

Korzystanie z energii jądrowej do produkcji energii elektrycznej w Japonii jest produktem polityki jądrowej USA i to według Dr Sawada stanowi duży problem.

 

Autor: MŁS Źródła: aljazeera.com

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 17.01.2012, 12:34

SKAŻONE BUDYNKI W JAPONII. TEGO SIĘ NIE SPODZIEWALI

Ludzie muszą opuścić domy.

Cztery rodziny musiały wyprowadzić się z mieszkań nowowybudowanego bloku, po tym jak w budynku odkryto wysokie promieniowanie radioaktywne - donosi usatoday.com.

Dom stanął w mieście Nihonmatsu, 50 km od zniszczonej przez trzęsienie ziemi elektrowni Fukushima. Znajduje się jednak poza strefą największego skażenia.

Dokładne analizy wykazały, że promieniowanie emituje beton użyty do konstrukcji budynku. Po dochodzeniu specjalistów okazało się, że do betonu dodano kamienie i piasek wzięte ze strefy zagrożenia wokół Fukushimy - informuje usatoday.com.

Specjaliści obawiają się, że skażonych budynków może być dużo więcej i mogą powstawać w całym kraju. Trefny beton zamówiło bowiem co najmniej 19 firm budowlanych.

Na razie nie wiadomo, co stanie się z wybudowanym już blokiem. Niewykluczone, że zostanie rozebrany. Miało w nim zamieszkać 12 rodzin. | BB

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [05.11.2009, 16:58] 2 źródła

KUPIMY OD FRANCJI JĄDROWĄ BOMBĘ ZEGAROWĄ?

Reaktory nie spełniają wymogów bezpieczeństwa.

Współpraca między Polską a Francją to prawdziwy start programu jądrowego w Polsce - onet.pl cytuje słowa premiera Donalda Tuska po spotkaniu w Paryżu z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym. Wynika z tego, że planowane w Polsce elektrownie atomowe będziemy budować korzystając z francuskiej technologii. Ale czy to bezpieczne?

Brytyjscy, francuscy i fińscy eksperci nakazali francuskiej firmie budującej reaktory atomowe poprawę bezpieczeństwa reaktora najnowszej generacji - EPR - informuje "Le Figaro".

Specjaliści stwierdzili, że występują "niedociągnięcia" w dziedzinie kontrolowania pracy reaktora. Przede wszystkim chodzi o system zabezpieczeń dotyczący reaktora podczas awarii, jego niezależność od równoległego systemu kontrolującego normalną pracę reaktora.

EPR (European Pressurised Water Reactor) miał być flagowym projektem energetyki jądrowej. Według tej technologii budowane są w tej chwili dwa reaktory: Flamanville 3 w północno-zachodniej Francji i Olkiluoto w Finlandii - przypomina "Le Figaro".

W obu przypadkach prace nieustannie są przerywane ze względu na problemy z jakością materiałów i wykonania. W maju 2008 roku inwestor francuskiej elektrowni - Electricite de France - zmuszony był wstrzymać prace, bo pękał beton, który miał stanowić podstawę budowli. | WB

 

[Najważniejsze, że walizki z pieniędzmi są bezpieczne, i że wydający zgodę mieszkają w bezpiecznej odległości... – red.]

 

 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Czwartek, 03.12.2009 15:43 36 komentarzy

KRAJ: POLSKIE ELEKTROWNIE ATOMOWE BĘDĄ GROZIĆ DRUGIM CZARNOBYLEM

Zdaniem znanego eksperta nie będą bezpieczne.

System bezpieczeństwa elektrowni atomowych wybrany przez polski rząd nie jest bezpieczny, świadczy o tym chociażby to, że Brytyjczycy nie zgadzają się na budowę tego typu reaktorów – podaje wnp.pl cytując prof. Władysława Mielczarskiego z Politechniki Łódzkiej.

Brytyjscy specjaliści są uważani w tym zakresie za jednych z najlepszych na świecie. Tamtejszy Inspektorat Instalacji Atomowych twierdzi, że reaktory, które chce kupić Polska mają problemy z utrzymaniem odpowiedniej temperatury i ciśnienia. W sytuacji zagrożenia nie można szybko zatrzymać pracy siłowni.

Prof. Mielczarski krytykuje polskich ekspertów. Jego zdaniem nie mają żadnego doświadczenia. Skończyli tygodniowe kursy i opierają się jedynie na informacji producentów. Zdaniem profesora w Polsce dyskusja o elektrowniach atomowych nie istnieje.

Ludzie byli przekonani, że zbudowali super-niezawodne urządzenie. Był to statek i nazywał się Titanic. Od tego czasu nie ma już bezpiecznych czy niezawodnych urządzeń. Czytając peany lobbystów dotyczących bezpieczeństwa reaktorów atomowych warto się zastanowić czy nie próbują nam sprzedać biletu na kolejnego Titanica – sumuje profesor.

Bartosz Dyląg

bartosz.dylag@hotmoney.pl

 

 

 http://www.archiwum.ekologika.pl/2002/elektrownie_atomowe.html

CZY ELEKTROWNIE ATOMOWE SĄ BEZPIECZNE

(...) Jedną z głównych wad reaktorów tego typu, obok specyficznej grafitowej struktury, jest brak szczelnej obudowy bezpieczeństwa (containment), mocnej, sferycznej konstrukcji o żelbetonowych ścianach grubości ponad 120 cm, która osłania wszystkie zachodnie elektrownie z ciśnieniowymi reaktorami wodnymi. Jej głównym zadaniem jest zapobieżenie - w przypadku awarii - uwolnienia się radioaktywnych skażeń na zewnątrz elektrowni. Najcięższemu doświadczeniu, konstrukcja tego typu poddana została w roku 1979, podczas awarii elektrowni Three Mile Island (TMI), w USA. Aczkolwiek w wyniku osuszenia rdzenia reaktora stopiła się prawie połowa stutonowej masy paliwa, to właśnie dzięki tej obudowie jedynie względnie niewielka cześć promieniotwórczych substancji (poprzez budynki pomocnicze, systemy filtracyjne i kanały wentylacyjne) przedostała się na zewnątrz. Złudne jest wszakże przekonanie, iż obeszło się bez niepokojów i stresów. Jak podawały wówczas czynniki oficjalne, skutki radiologiczne były względnie niewielkie: np. z opublikowanych informacji wynikało, iż mieszkańcy Harrisburga, położonego w odległości kilkunastu kilometrów od elektrowni, otrzymali dawki zbliżone do tych, jakie pochłaniają od żródeł naturalnych, a dawki pracowników siłowni nie przekroczyły - dozwolonych rocznych. Niestety, parę lat później wyszło na jaw, iż pod wpływem silnego atomowego lobby, władze USA skrywały rozmiary awarii. Dobitnym tego dowodem jest informacja przekazana przez Jane Rickover, synową admirała Hymana G. Rickovera (1900-1986), twórcy atomowej, morskiej potęgi USA. (Urodzony w polskim Makowie admirał, podczas wizyty w Polsce na początku lat sześćdziesiątych, perswadował Władysławowi Gomułce, żeby nie wydawał pieniędzy na budowę statków o napędzie atomowym. Zapewne z pozytywnym skutkiem, gdyż po pewnym czasie, planów budowania w Polsce atomowych korabiów na szczęście zaniechano.) 18 czerwca 1986 r. zeznała ona przed notariuszem, co następuje.  W maju 1983 r. mój teść, admirał Hyman Rickover mówił mi, iż na polecenie prezydenta Jimmy Cartera sporządzone zostało pełne sprawozdanie na temat awarii elektrowni jądrowej  Three Mile Island . On (mój teść) mówił, iż gdyby to sprawozdanie było opublikowane w całości, zrujnowałoby cywilny, atomowy przemysł, gdyż awaria TMI była nieskończenie bardziej niebezpieczna niż wynika z opublikowanych o niej informacji. On mi powiedział, że zmuszony był wykorzystać cały swój ogromny, osobisty wpływ na prezydenta Cartera, aby przekonać go do opublikowania sprawozdania jedynie w formie  rozcieńczonej ( diluted ). Prezydent chciał opublikować sprawozdanie w całości. W październiku 1985 r., teść mój powiedział mi, że głęboko żałuje swego postępowania, iż namówił prezydenta Cartera do usunięcia najbardziej niebezpiecznych aspektów tego sprawozdania. (www.radical.org/radiation/TMIcoverup.html) Dodajmy, iż obaj panowie znali się jeszcze z czasów, gdy przyszły prezydent, pod kierunkiem kapitana Rickovera, szkolił się w dziedzinie technologii reaktorów, na pierwszej w świecie atomowej łodzi podwodnej:  Nautilus. Opinia publiczna nie była i nadal nie jest świadoma faktu, iż jak pisze prof. Jadłokow  w okresie zimnej wojny, elektrownie jądrowe stanowiły najważniejsze cele dla amerykańskich i sowieckich rakiet. Nic w tym dziwnego, gdyż w wyniku awarii lub zniszczenia reaktora, skażenia promieniotwórcze są wielokrotnie większe niż w przypadku wybuchu bomby atomowej. W owym czasie w ZSRR, siłownie jądrowe przed powietrznym uderzeniem ochraniały specjalne eskadry samolotów bojowych. Dzisiaj, po terrorystycznym ataku na Stany Zjednoczony, elektrownie jądrowe, a także inne obiekty jądrowe, znalazły się w sytuacji wyjątkowej. Pod tym względem, chyba Rosji, jako pierwszej przyszło stawiać czoła grożącemu niebezpieczeństwu. W wyniku serii terrorystycznych ataków w różnych miastach w1999 r., Ministerstwo Energii Atomowej i MSW przedsięwzięły szereg kroków dla ochrony elektrowni jądrowych. Jak można przypuszczać największe zagrożenie stanowiły liczne w tym kraju elektrownie typu czarnożylskiego, wielkie, z ogromną ilością łatwopalnego grafitu, i o najmniejszej odporności na atak. Na wszystkich elektrowniach przeprowadzone zostało szkolenie personelu w zakresie przeciwdziałania aktom terroru. Wkrótce po 11 września, rzecznik  Nuclear Regulatory Commission (NRC) stwierdził, iż elektrownie jądrowe nie są obliczone na uderzenia takich samolotów pasażerskich, jakie zaatakowały Nowy Jork i Waszyngton. W podobnym przypadku mogłoby dojść do przebicia obudowy bezpieczeństwa, powstania pod nią pożaru paliwa lotniczego, wybuchu (uszkodzenia układu chłodzenia) i stopienia paliwa. Aczkolwiek trzeba przyznać, iż nie jest to takie proste, gdyż do pokonania są trzy bariery: gruba obudowa, masywny zbiornik reaktora, (grubość jego stalowych ścian wynosi ponad 20 cm) i wreszcie stalowa, szczelna rurka, z upakowanymi w niej ceramicznymi, uranowymi pastylkami. Jednocześnie Edwin Lyman, dyrektor naukowy w  Nuclear Control Institute  przyznał, iż połowa ze 103 reaktorów istniejących w USA, nie przeszła pomyślnie testu na zbrojny atak. Podjęto, jak oświadczył Spencer Abraham, szef Departamentu Energetyki, dodatkowe środki ochrony w odniesieniu do najważniejszych ośrodków badawczych, (w tym Livermore Lab., Los Alamos Lab.), a także przechowalników materiałów jądrowych oraz arsenałów broni jądrowej. (Associated Press,USA, 18 Sept.,2001). Wszystkie 65 elektrownie jądrowe postawione zostały w stan alertu, którego nigdy dotąd w USA nie wprowadzano. Nasze poprzednie obliczenia i założenia odnoszące się do możliwości terrorystów, z technicznego i moralnego punktów widzenia, powinny ulec rewizji, oświadczył Ed Lyman. NRC zarządziła nieujawnione przedsięwzięcia, jakie powinny być podjęte na wypadek terrorystycznego ataku.Wokół każdej siłowni przewidziana jest ponad piętnastokilometrowa strefa ewakuacji. Antyterrorystyczna strategia opracowana przez tę komisję, nakierowana była dotąd na ochronę reaktorów przed bombami na ciężarówkach, atakiem z lądu i nawet upadkiem samolotu, lecz nikt nie rozpatrywał uderzenia w reaktor porwanego pasażerskiego Boeinga 757 lub767. Przeto nikt też nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie o wytrzymałość w takim przypadku - obudowy bezpieczeństwa. Przed atakiem z powietrza elektrownie ochrania wojsko, a w pogotowiu są także siły policyjne. NRC postanowiła zrewidować wcześniejsze zapewnienia, że elektrownie jądrowe są w stanie wytrzymać uderzenie jumbo jet a. (Orlando Sentinel,18 Sept. 2001;Boston Globe,23 Sept.,2001; Times Environmental,22 Sept.,2001) Zakłady przerobu paliwa wypalonego w Sellafield (W. Bryt.) i Cap de la Hague (Francja) mogą się stać bezpośrednim celem ataku terrorystycznego, ostrzegali eksperci Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), na jej dorocznej, generalnej konferencji. A autor tajnego raportu Unii Europejskiej, na temat bezpieczeństwa jądrowego, po 11 września zalecał, by w Sellafield pilnie zostały ustanowione baterie przeciwlotnicze. W zakładzie tym bowiem, rozerwanie zbiorników z radioaktywnymi odpadami mogło by spowodować większą masakrę niż jakikolwiek inny pojedynczy cios zadany temu krajowi przez terrorystów. W raporcie organizacji  World Information Service on Energy  stwierdzono, że w przypadku uderzenia jumbo jet a, nastąpiłoby uwolnienie do atmosfery około dwóch ton śmiercionośnego radioizotopu cezu 137, czyli blisko stokrotnie więcej niż w Czarnobylu. Spowodowałoby to śmierć setek tysięcy ludzi, a ogromne połacie kraju nie nadawałyby się do zamieszkania przez wiele dziesiątków lat. Przedstawiciel firmy  British Nuclear Fuels  przyznał, że wytrzymałość zakładu była projektowana przy założeniu spadku nań lekkiego samolotu, a nie pasażerskiego odrzutowca, z pełnymi zbiornikami paliwa. W takim przypadku, skutków nie dałoby się przewidzieć. Mohamed AlBaradei, dyrektor generalny MAEA , zwrócił się do delegatów (zgromadzonych ze 132 krajów), ze słowami:  Tragiczne wydarzenia w USA powinny się stać dla nas wszystkich sygnałem do działania. Nie możemy być wobec nich obojętni.  I dodał:  W każdym razie ryzyko oczywiście istnieje... Ludzie ze zbrodniczymi pomysłami mogą zadać cywilizacji znaczne straty w każdej dziedzinie. Nie możemy się obwarować murami i przemienić (nasze kraje) w państwa policyjne. Technologie jądrowe, tak samo jak inne, posiadają słabe miejsca; gwarancji stuprocentowej dać nie można. Wszakże nie wolno nam nie dostrzegać tego faktu, że obiekty atomowe należą do najbardziej chronionych na naszej planecie.  (NucNet,nr.284-A,21 Sept.2001; Guardian,18 Sept.,2001; The Observer,23 Sept.,2001)

Jerzy Kubowski

 

 

71 kg odpadów nuklearnych przypada na mieszkańca USA. Źródło: EEC

 

„PRZEKRÓJ” nr 41, 12.10.2006 r.: Waste Isolation Pilot Project (WIPP) to otwarte w 1999 roku składowisko odpadów radioaktywnych. Stworzono je w nieczynnej kopalni soli w Carlsbad, w stanie Nowy Meksyk. Zanim przechowywane tu odpady przestaną być zagrożeniem, minie około 300 tysięcy lat.

 

 http://www.zb.eco.pl/bzb/27/energia2.htm

Składowiska odpadów promieniotwórczych w odróżnieniu od zwykłych mogilników zajmują zwykle duże obszary i są zagrożeniem zarówno dla atmosfery, gleby, jak i wód. Klasycznym przykładem śmietnika nuklearnego jest Hanford. Obszar, na którym przechowuje się tam bezużyteczne materiały promieniotwórcze, zajmuje aż 1450 km2.

 

 

 www.o2.pl | Wtorek [30.06.2009, 22:55] 2 źródła

ELEKTROWNIE ATOMOWE ZABIJAJĄ RYBY W RENIE

Za mocno podgrzewają wodę w rzece.

Woda jest o trzy stopnie cieplejsza niż powinna. Jeden stopień to wina globalnego ocieplenia. Ale aż dwa to zasługa stojących wzdłuż biegu rzeki Ren elektrowni atomowych i węglowych - ogłosiła w swoim raporcie niemiecka organizacja ekologiczna BUND.

Najgorzej jest na odcinku pomiędzy Moguncją a Worms. W lecie temperatura wody sięga tam aż 28 stopni. Nie powinna przekraczać 23-25. Według BUND ma to wpływ na populacje żyjących w Renie ryb. Zabija je i uniemożliwia próby odtworzenia populacji łososia.

Organizacja jest przeciwna budowie zaplanowanych już elektrowni w Moguncji i pobliskim Hanau. Do niszczenia rzeki przyczyniają się także Francuzi. Dwa reaktory atomowe w Alzacji nie mają wież chłodniczych i wodę czerpią wprost z rzeki, a zwracają podgrzaną - zauważa serwis TheLocal.de. | JS

 

 

 www.o2.pl | Czwartek [28.05.2009, 14:21] 3 źródła

RAK ZABIJA MIESZKAŃCÓW OKOLIC CZARNOBYLA

W ostatnim roku liczba chorych zwiększyła się o dziesięciokrotnie.

Wskaźnik zachorowalności na nowotwory wśród osób dorosłych sięga najwyższego poziomu od czasu katastrofy i wynosi 21,7 na 100 tys. mieszkańców - poinformowało Radio Swoboda.

Według ekspertów z Narodowej Akademii Nauk Białorusi alarmujące są również przypadki wykrycia nowotworów u dzieci po 2001 roku, w czasie gdy nie było zagrożenia promieniowaniem jodu-131.

Do największej w dziejach katastrofy atomowej doszło 23 lata temu. Na programy skierowane na przezwyciężanie jej skutków Białoruś przeznacza 20 proc. swojego budżetu. Zdaniem ekspertów to o wiele za mało. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [29.07.2010, 15:59]

CORAZ WIĘCEJ OFIAR CZARNOBYLA. UMIERAJĄ LUDZIE

W lasach żyją "świecące" zwierzęta.

24 lata po stopieniu się reaktora w ukraińskiej elektrowni atomowej niemieckie władze wydają potężne sumy na odszkodowania za radioaktywne skażenie środowiska - donosi thelocal.de.

Sumy te rosną. W 1998 roku było to 10 tys. marek, w 2007 roku ponad 100 tys. euro, a w 2009 aż 424 tys. euro. Do dziś suma całkowita wynosi 238 mln euro.

Tak duże pieniądze idą m.in. do myśliwych, którzy odławiają "świecąca w ciemnościach" zwierzynę.

Skażenie z roślin przenosi się na zwierzęta, które w efekcie mają w sobie potężne ilości radioaktywnego cezu. Raporty rządowe pokazują, że mają go w sobie coraz więcej.

Najgorsza sytuacja jest na południu Niemiec - zwraca uwagę portal.

Choć bezpośrednich ofiar eksplozji w Czarnobylu było około 50, to przez lata ponad 4 tys. osób zachorowało na raka. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [11.08.2010, 11:49]

RADIOAKTYWNY DYM NAD ROSJĄ

Płoną skażone lasy. Strefa zagrożenia się powiększa.

Jak dzisiaj ujawniono ogień strawił łącznie 3,9 ha napromieniowanych lasów. Od połowy czerwca pożary w skażonych lasach miały miejsce m.in. w obwodach: briańskim, kałuskim, czelabińskim, kurgańskim, tulskim, orłowskim i penzeńskim.

Czym może grozić pożar takiego lasu?

W wypadku wybuchu pożarów lasów w tym regionie razem z produktami spalania mogą się unieść radionuklidy. Pojawi się wówczas nowa strefa skażenia - tłumaczył to rosyjski minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu | WB

 

 www.o2.pl | Czw [09.07.2009, 06:18] 4 źródła

POWTÓRKA Z CZARNOBYLA W NIEMCZECH?

Ekolodzy zza Odry twierdzą, że to tylko kwestia czasu.

Awaria niemieckiej elektrowni jądrowej w Kruemmel koło Hamburga wywołała w Niemczech prawdziwą burzę. Od soboty, kiedy doszło do spięcia w reaktorze trwa gorąca debata na temat przyszłości energii atomowej w tym kraju. Ekolodzy chcą natychmiastowego zamknięcia wszystkich siłowni tego typu - donosi maerkischeallgemeine.de

 

Działacze Zielonych twierdzą, że stare niemieckie elektrownie jądrowe są niebezpieczne, bo nie spełniają obowiązujących teraz norm. Aktywiści uważają, że w każdej chwili może dojść do awarii podobnej do tej w Czarnobylu. Chcą przyspieszyć program zamykania siłowni jądrowych - teraz zakłada on, że elektrownie stopniowo wyłączane będą do roku 2021.

 

Rząd Angeli Merkel przekonuje, że nie można zrezygnować z atomu szybciej, bo nie ma szans na zastąpienie energii pozyskiwanej z tego źródła. Martin Wansleben z Niemieckiej Konferencji Izb Przemysłowych i Handlowych stwierdził, że podjęcie decyzji o zamknięciu siłowni jądrowych oznacza załamanie gospodarki. Dostarczają one około 40 procent energii wykorzystywanej przez Niemcy.

 

W sobotę w elektrowni w pobliżu Hamburga doszło do zwarcia. Reaktor wyłączono, nie doszło do skażenia. Operator elektrowni - szwedzki koncern Vattenfall - przyznał jednak, że awaria spowodowana była zaniedbaniami w zakładzie.

 

W Niemczech działa 17 elektrowni atomowych. Część z nich przechodzi remonty. | AJ

 

 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Poniedziałek, 26.10.2009 16:16

ENERGETYKA: BIAŁACZKA NAJCZĘSTSZA W OKOLICACH ELEKTROWNI ATOMOWEJ

Mamy czego się bać?

Wpływ elektrowni atomowych na zdrowie jest dla mnie oczywisty, największy odsetek

dzieci chorych na białaczkę notuje się właśnie w okolicach elektrowni Krümmel – powiedział niemiecki ekolog Lutz Ribbe podczas spotkania na temat energetyki jądrowej.

Według danych dziennika „Bild am Sonntag” zamknięcia Krümmel i innych starsze siłowni jądrowych chce trzy czwarte Niemców. Przyczyną z pewnością są liczne awarie, które dotykają zwłaszcza niemieckie elektrownie starszego typu. W latach 2000-2006 zarejestrowano ich około tysiąca.

Michael Müller, sekretarz stanu w Ministerstwie Ochrony Środowiska i Bezpieczeństwa

Nuklearnego Niemiec zakwestionował długowieczność elektrowni atomowych.

Średni wiek zamykanych elektrowni wynosi 26 lat. Lobby „atomowe” mówiło o 40 latach użytkowania, a nie ma żadnej elektrowni, która osiągnęłaby ten wiek – podkreślił Müller .

Energetyka jądrowa w Niemczech początkowo wywoływała ogromny entuzjazm. Punktem zwrotnym, który uświadomił społeczeństwu niemieckiemu zagrożenie, związane z energetyką jądrową była awaria w Czarnobylu w roku 1986.

Bartosz Dyląg

bartosz.dylag@hotmoney.pl

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 6 źródeł Czwartek [04.02.2010, 09:55]

W BAŁTYKU ZALEGAJĄ RADIOAKTYWNE ODPADY

Rosja pozbyła się toksycznego ładunku.

Rosyjska flota na początku lat 90-tych ubiegłego wieku zrzucała do wód Morza Bałtyckiego w pobliżu szwedzkiej wyspy Gotlandia, przeterminowaną broń chemiczną oraz materiały promieniotwórcze.

Dziennikarze szwedzkiej telewizji SVT twierdzą, że rząd w Sztokholmie wie o sprawie już od 10 lat i do tej pory nic nie zrobił, aby pozbyć się niebezpiecznych śmieci.

Dziennikarze SVT dotarli do tajnego raportu szwedzkiego wywiadu, który alarmował polityków, że w latach 1989-1994 Rosjanie wielokrotnie zrzucali do Bałtyku, na szwedzkich wodach terytorialnych, toksyczne odpady. Broń chemiczna i materiały promieniotwórcze miały pochodzić z likwidowanej bazy rosyjskich wojsk w łotewskim mieście Liepaja - donosi thelocal.se.

Sven Olof Pettersson, który 10 lat temu był doradcą szwedzkiego ministra spraw zagranicznych powiedział w reportażu, że resort obrony nie chciał zbadać sprawy. Wojskowi uznali

jednak, że przeszukiwanie tak dużego obszaru morza jest zbyt kosztowne i sprawę utajniono.

To nie do pomyślenia. Zresztą samo postępowanie Rosjan też nie mieści się w głowie. Przecież to nie były lata powojenne czy okres zimnej wojny. Obowiązywały już wtedy międzynarodowe umowy na temat ochrony mórz i oceanów - mówi prof. Jonas Ebbesson, z katedry ochrony środowiska uniwersytetu w Sztokholmie.

Zdaniem ekspertów najważniejsze teraz nie jest poszukiwanie winnych zaniedbań, ale jak najszybsze odnalezienie toksycznych odpadów.

To problem nie tylko Szwecji, ale wszystkich państw basenu Morza Bałtyckiego. To sprawdzian także dla Rosji - przekonuje Rolf K. Nilsson, przedstawiciel lokalnych władz na Gotlandii.

Rosyjska ambasada w Sztokholmie zapowiedziała, że sprawa zostanie dokładnie zbadana. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [15.08.2010, 12:29]

RADIOAKTYWNE ODPADY POPŁYNĄ PRZEZ BAŁTYK

Niemcy chcą je składować w Rosji.

Rząd Saksoni postanowił skutecznie pozbyć się odpadów radioaktywnych z reaktora jądrowego w Centrum Badań Rossendorf. Zamierza je przetransportować na trzech statkach do Rosji. Ekolodzy protestują. Boja się, że Rosjanie umieszczą je w leśnych składowiskach - informuje newsru.com.

Do Rosji ma trafić 951 prętów paliwowych. Do tej pory składowane były na wysypisku odpadów radioaktywnych w Nadrenii Północnej-Westfalii. W Rosji odpady mają zostać poddane recyklingowi w jednym z przeznaczonych do tego zakładów.

Trzy statki z prętami paliwowymi maja wyruszyć do Rosji w 2011 roku, albo nawet wcześniej - przyznał przedstawiciel saksońskiego rządu.

Ekolodzy zwracają jednak uwagę na zagrożenie jakie się z tym wiąże - przypominają o szalejących w Rosji pożarach lasów, o tym, że wiele z zakładów utylizujących odpady umieszczonych jest na zagrożonych pożarami terenach. Nie wierzą także, że wszystkie odpady zostaną poddane utylizacji.

Jak informuje bbc.co.uk od 1996 roku trafiło do Rosji ponad 80 tys. ton radioaktywnych odpadów. | WB

 

 

„WPROST” nr 43(1245), 2006 r.

ATOM DLA KAŻDEGO

JUŻ 30 PAŃSTW MOŻE SIĘ UZBROIĆ W BROŃ NUKLEARNĄ

Daniel Pearl był Amerykaninem, Żydem i dziennikarzem. Każdy z tych powodów z osobna wystarczyłby, aby pakistańscy fundamentaliści chcieli go zabić. Reporter "The Wall Street Journal" zginął jednak najpewniej z zupełnie innego powodu. W styczniu 2002 r. wszedł w drogę handlarzom najpotężniejszej broni na świecie. Teraz historia rechoce nad jego grobem: ujawnienie nazwiska zabójcy dziennikarza zbiegło się z atomowym kryzysem w Korei Północnej.

 

ŚWIATOWA TAJEMNICA POLISZYNELA

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) w ostatnich dziesięciu latach zarejestrowała 540 prób handlu substancjami radioaktywnymi. Kolejnych 344 podejrzeń o dokonywanie tego typu transakcji nie udało się udowodnić. Jednocześnie raporty MAEA nie zawierają informacji o "źródłach radiacji", które zostały skradzione, zginęły lub zostały porzucone. Codziennie odnotowuje się co najmniej jeden taki wypadek. Nie ulega wątpliwości, że zakup na czarnym rynku uranu czy plutonu do bomby atomowej jest możliwy. Żadnego kraju nie czyni to jednak mocarstwem jądrowym. Kluczem jest umiejętność wzbogacania tych pierwiastków tak, by nadawały się do użycia przy produkcji bomby. Zdobycie wiedzy na ten temat zazwyczaj poprzedzają lata badań, których choćby z powodu liczby zaangażowanych naukowców nie da się utrzymać w sekrecie. Chyba że technologię się kupi lub ukradnie.

Ta wiedza była dotychczas jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic na świecie. Jej strażnikiem był strach, który narodził się 44 lata temu, gdy Biały Dom i Kreml podczas kryzysu kubańskiego stanęły u progu wojny atomowej. Zagrożenie, które odczuł świat, było dostateczną motywacją, by nie dzielić się wiedzą o produkcji najniebezpieczniejszej broni. Doktryna wzajemnego trzymania się w szachu wizją zagłady (Mutually Assured Destruction - MAD) była jednak daleka od szaleństwa. Zimnowojenne mocarstwa, świadome konsekwencji odpalenia bomy A, zachowywały się nadzwyczaj racjonalnie (to między innymi z powodu obaw o impulsywne zachowanie Nikity Chruszczowa koledzy z Kremla podczas kryzysu kubańskiego dyskretnie odsunęli go na boczny tor). Sześć lat później, w 1968 r., wydawało się, że świat znalazł rozwiązanie problemu - traktat o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej (NPT). Od tego czasu tylko pięć państw miało prawo legalnie posiadać broń A (USA, Chiny, Wielka Brytania, Francja, ZSRR, a później Rosja). Przez kolejne dekady tylko dwa kraje, Indie i Pakistan, odważyły się jawnie złamać zakaz. Prawdopodobnie uczynił to też Izrael, choć nigdy oficjalnie tego nie potwierdził.

John F. Kennedy, przeciwnik Chruszczowa w atomowej rozgrywce i jeden z pomysłodawców traktatu, powtarzał, że myśl o świecie, w którym 20 lub więcej państw mogłoby posiadać broń jądrową, napawa go przerażeniem. Choć traktat, którego sygnatariuszami jest 187 państw (przed trzema laty wycofała się Korea Północna), wciąż obowiązuje, sytuacja niebezpiecznie zbliża się do czarnych wizji KennedyŐego. W ubiegłym tygodniu Mohamed ElBaradei, dyrektor generalny MAEA, poinformował, że nawet 30 państw można uznać za "wirtualnie nuklearne", czyli takie, które w ciągu kilku miesięcy mogą zmienić swe programy nuklearne służące pozyskiwaniu energii jądrowej w programy zbrojeń. Sekretna wiedza okazała się tajemnicą poliszynela. Strażnik, którym był strach, że bomba A wpadnie w niepowołane ręce, zniknął. Koreański reżim, przeprowadzając test nuklearny, rozpoczął nową erę zbrojeń.

(…)

EFEKT DOMINA

W wypadku programu nuklearnego Saddama Husajna wiadomo, że Khan niewiele mógł mu zaoferować, bo iracki dyktator wolał polegać na własnych naukowcach. W wypadku Libii MAEA wciąż prowadzi dochodzenie. Co dokładnie Khan sprzedał Irańczykom, nie wiadomo. Nie jest też jasne, co przekazał reżimowi Kima. Jasne jest, co z tego wynika. Iran może się wkrótce stać mocarstwem nuklearnym, którego - podobnie jak Korei Północnej - nikt do klubu nie zaprasza. - Irańskie elity polityczne są przekonane, że nastał najlepszy moment, aby kontynuować pracę nad programem jądrowym. Nawet sankcje wymierzone w Koreę Północną nie zmienią zamiarów Teheranu - mówi "Wprost" Ian Anthony ze Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem.

Uzbrojony w bombę A szyicki Iran byłby zbyt dużym zagrożeniem dla Egiptu i Arabii Saudyjskiej, by i one nie chciały się zbroić. Zresztą Egipt i Arabia prowadzą już programy nuklearne do celów pokojowych. Nuklearne domino po teście Phenianu rozsypuje się też w Azji. Mimo zapewnień o przestrzeganiu zobowiązań Japonia wobec rosnącego zagrożenia ze strony nieobliczalnego reżimu Kima byłaby w stanie szybko stać się państwem nuklearnym. Tokio przed dwoma laty przyznało się do posiadania zapasów plutonu wystarczających do wyprodukowania bomby. Atomowy wyścig zbrojeń dotarł też do Ameryki Południowej. W maju fabrykę wzbogacania uranu uruchomiła Brazylia. Podobne plany ma Argentyna.

 

KONIEC ILUZJI

Czy dziennikarz "The Wall Street Journal" odkrył tajemnicę powiązań pakistańskiej ISI, terrorystów i państw uważanych za zbójeckie? Francuski pisarz i filozof Bernard-Henri Lévy przez ponad rok podróżował jego śladami, próbując odkryć prawdę. W książce "Kto zabił Daniela Pearla" odpowiada na to pytanie. Skoro Pearl czy Lévy doszli do takich wniosków, to niemożliwe, by nie wiedziały o tym wywiady najważniejszych państw. Jeśli wiedziały, kto i jak łamie traktat NPT, i nie podniosły alarmu albo go podniosły, ale rządzący tymi państwami nie mieli dość determinacji, by zatrzymać błędne koło, to znaczy, że system bezpieczeństwa międzynarodowego się rozsypał. I to nie w chwili, gdy wybuchła koreańska bomba nuklearna. I nie wtedy, gdy dr Khan dokonywał śmiertelnie niebezpiecznych transakcji. Jeśli nie można było z powodu nieudolności szpiegów lub braku woli polityków zapobiec rozprzestrzenianiu broni nuklearnej, to system bezpieczeństwa był jedynie zbiorową iluzją. Nie jest pewne, czy to dobrze, że świat się jej pozbył, jeśli efektem ma być nowy nuklearny wyścig zbrojeń.

Agata Jabłońska

Współpraca Paweł Białobok

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 05.12.2011, 09:26

ZMASOWANY ATAK NA FRANCUSKIE ELEKTROWNIE ATOMOWE

Spektakularna akcja Greenpeace.

Aktywiści Greenpeace dostali się na dach reaktora nuklearnego we Francji.

Wtargnęli do czterech elektrowni atomowych we Francji. Nie powstrzymały ich wysokie ogrodzenia pod prądem i ochroniarze - informuje RMF FM.

W Nogent-sur-Seine w ciągu zaledwie 15 minut dotarli do reaktora nuklearnego. Teraz są na jego dachu - donosi telewizja LCI.

Namalowali na dachu reaktora symbole ostrzegające przed niebezpieczeństwem związanym z energią atomową. Zawiesili transparenty.

Elektrownię otoczyła żandarmeria. Siedmiu działaczy zostało aresztowanych.

Jeżeli nam udało się dotrzeć do reaktora w ciągu zaledwie kilkunastu minut, co byłoby, gdyby chcieli to zrobić terroryści? - pytają działacze Greenpeace. | TM

 

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Poniedziałek [08.11.2010, 06:17]

TERRORYŚCI MAJĄ BOMBĘ ATOMOWĄ? TU URAN KUPIĄ BEZ PROBLEMU

Z tego kraju radioaktywny pierwiastek można wywieźć wszędzie.

Wzbogacony uran - najważniejszy składnik potrzebny do produkcji głowicy nuklearnej jest stale dostępny na czarnym rynku w Gruzji. Wywiezienie go z tego kraju też nie jest żadnym problemem - ostrzega "The Guardian".

Dziennik dotarł do tajnych zeznań dwóch Ormian, którzy przemycili radioaktywny pierwiastek, wioząc go w ołowianej kapsule pociągiem. Nie wykryły go sfinansowane przez Amerykanów czujniki promieniowania na granicach dawnych republik radzieckich.

To pokazuje, że nikt nie jest w stanie sprawdzić ile uranu trafiło w ręce terrorystów z całego świata - zauważa gazeta.

Matthew Bunn, ekspert z uniwersytetu w Harvardzie i były doradca Białego Domu mówi, że materiał radioaktywny pochodzi z kradzieży z rosyjskiej elektrowni jądrowej w Nowosybirsku z 2003 roku. Dodaje, że to już trzeci przypadek odkrycia uranu w Gruzji w tej dekadzie.

Ale to z pewnością czubek góry lodowej. Tym bardziej, że w ostatnich latach odnotowano aż 21 prób kradzieży uranu i plutonu - mówi Bunn. | AJ

 

 

 www.o2.pl | Piątek [02.01.2009, 12:45]

HAMAS OSTRZELA IZRAELSKI REAKTOR JĄDROWY?

Skutki byłyby tragiczne dla całego Bliskiego Wschodu.

Instalacje nuklearne i tajny ośrodek badań jądrowych znajdują się w Dimonie, odległej zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów od rejonu konfliktu w Strefie Gazy.

Palestyńskie ugrupowanie prawdopodobnie posiada już pociski, które mogą dosięgnąć Dimony. Eksperci twierdzą, że Hamas szmuglował irańskie rakiety dalekiego zasięgu Fajr-3. Ale czy zaatakuje?

Wrogowie Izraela doskonale wiedzą, jaką katastrofę mogliby wywołać, dlatego wręcz starają się uniknąć przypadkowego ostrzału Dimony - twierdzi na łamach "Dziennika" Zaki Szalom, izraelski ekspert ds. wojskowości. | AH

 

 

 www.o2.pl | Czwartek [12.02.2009, 14:23] 1 źródło

Z OŚRODKA BADAŃ JĄDROWYCH ZNIKNĘŁO 80 KOMPUTERÓW

11 udało się odnaleźć, ale wciąż brakuje 69 maszyn.

Departament Bezpieczeństwa Narodowego Energii Jądrowej ogłosił, że w Laboratorium Los Alamos w Nowym Meksyku brakuje kilkadziesiąt komputerów.

Nie wiemy co się z nimi stało - twierdzą urzędnicy.

Trzy komputery zostały skradzione z domów pracowników laboratorium w zeszłym miesiącu. | AH

 

www.o2.pl | Środa [03.06.2009, 07:15] 1 źródło

ATOMOWE SEKRETY USA WYCIEKŁY DO SIECI

Spieprzyliśmy - mówi były szef CIA.

Plany rozwoju energii jądrowej w Stanach Zjednoczonych o klauzuli "wysoce tajne" zawierają między innymi namiary na magazyny uranu - donosi "New York Times". Niestety, Amerykanie nie potrafili ich dopilnować. Do sieci trafiły nawet dokładne mapy poszczególnych lokalizacji.

Dokument rządowa drukarnia przygotowała dla Międzynarowej Agencji Energetyki Jądrowej, ale przez pomyłkę 266 stron poufnych danych trafiło do internetu.

Spieprzyliśmy, ale to się zdarza - powiedział były szef CIA John M. Deutch.

Jak dodał jednak, wyciek tych danych nie powinien być poważnym naruszeniem bezieczeństwa narodowego. Nie zgadzają się z nim jednak inni eksperci do spraw bezpieczeństwa wskazują.

To sprawozdanie jest wręcz kopalnią wiedzy na temat jądrowych programów Stanów Zjednoczonych - stwierdzili. | AJ

 

www.o2.pl | Piątek [24.07.2009, 13:41] 2 źródła

CYBERPRZESTĘPCY PRZEJMUJĄ WŁADZĘ NAD ŚWIATEM

I zarabiają miliony dolarów.

Hakerzy przeprowadzili już wiele udanych ataków na serwery Federalnego Urzędu Lotniczego FAA. Przestępcom udało się uzyskać dostęp do danych 48 tys. pracowników i zdobyć uprawnienia do wyłączania serwerów.

Według ekspertów dbających o system zabezpieczeń FAA bezpieczeństwo pasażerów na całym świecie stoi pod znakiem zapytania - pisze „CHIP".

Najpopularniejszym celem hakerów są jednak rządowe systemy zabezpieczeń. Każdego dnia Pentagon odnotowuje ponad 300 mln prób skanowania i ataków na swoje serwery.

Cyberprzestępcy skradli także bazę danych zawierającą informacje o ponad 8 mln amerykańskich pacjentów. Teraz żądają 7,4 mln dolarów okupu, grożąc ujawnieniem poufnych danych. W USA odnotowano także udane ataki na serwery elektrowni jądrowych.

Zdaniem ekspertów przestępcom pomagają sami użytkownicy, stosując słabe hasła zabezpieczające. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [01.10.2010, 09:20]

"WIRUS, KTÓRY ZAATAKOWAŁ IRAŃSKIE KOMPUTERY POWSTAŁ W IZRAELU"

Specjaliści badający robaka, który zaatakował najważniejsze systemy komputerowe w Iranie twierdzą, że powstał on w izraelskiej pracowni informatycznej - informuje "The Daily Telegraph".

W jego kodzie odkryli słowo "mirt"...

Co ma mirt do Izraela? Otóż, według niemieckiego eksperta Ralfa Langnera to odniesienie do biblijnej królowej Estery, której drugiej imię brzmiało Hadassa - po hebrajsku właśnie mirt.

Z biblijnej Księgi Estery można się dowiedzieć, jak królowa uprzedzała ataki na ludność żydowską i jak namawiała swojego męża do zaatakowania zanim wróg podjął działania wojenne.

Jeśli czytasz Biblię to wszystko staje się jasne - stwierdził Langner.

Przypomina, że Izrael zapowiadał atak prewencyjny na irańskie instalacje atomowe, jeśli będą one stanowiły zagrożenie dla jego bezpieczeństwa.

Wirus miałby powstać w specjalnej informatycznej jednostce Unit 8200. Do Iranu trafił na przenośnym dysku, prawdopodobnie poprzez jedną z rosyjskich firm, które pracują przy budowie elektrowni atomowej Bushehr.

Skąd wniosek, że trafił do Iranu przez rosyjska firmę? Jak twierdza eksperci ten sam wirus zaatakował także systemy w Azji: w Indiach i Indonezji. Tam również swoje interesy prowadzi owa rosyjska firma... | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [02.10.2010, 19:29]ostatnia aktualizacja: Sb [02.10.2010, 19:32]

NIEMIECKIE FABRYKI ZAATAKOWAŁ "IRAŃSKI" ROBAK. O KROK OD TRAGEDII

Napisano go do atakowania celów przemysłowych.

Osoba lub osoby kontrolujące tego robaka były zdolne przejąć kontrolę nad systemami pomp, zaworów a także wyłączyć alarm.

Koncern Siemens przyznał, że jego zakłady przemysłowe wykorzystujące jego technologię stały się celem tego samego cyber-robaka Stuxnet, który zaatakował niedawno irańską elektrownię atomową - donosi thelocal.de.

Szkodliwego wirusa odkryto u 15 klientów Siemensa, m.in. elektrowni i zakładach chemicznych.

Pięć z 15 zaatakowanych celów znajduje się w Niemczech, inne są w USA, Zachodniej Europie i Azji.

Konieczne było wysłanie techników Siemensa, którzy pomogli usnąć Stuxnet z systemów i obyło się bez wstrzymywania pracy - dodaje serwis.

Zaczęto nazywać tego robaka pierwszą super cyber-bronią. Zdolny był bowiem przedostać się do komputerów zarządzających pracą maszyn, samego serca fabryk.

Technicznie było możliwe np. doprowadzenie do eksplozji kotłów, gazociągów czy wywołanie awarii reaktora jądrowego - wylicza thelocal.de.

Systemy kontrolne Siemensa, które stały się celem ataku, stosuje się m.in. w wodociągach, platformach wiertniczych i elektrowniach.

Według analityków z firmy Sophos, producenta zabezpieczeń atywirusowych, Stuxnet został najpewniej stworzony przez kogoś wewnątrz Siemensa - zauważa presstv.com. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [25.11.2010, 17:18]

HANDLUJĄ WIRUSEM ZDOLNYM NISZCZYĆ ELEKTROWNIE ATOMOWE

Za odpowiednią cenę może go kupić każdy.

Superwirus komputerowy Stuxnet dostępny jest na czarnym rynku i może wpaść w ręce terrorystów, wyrządzając wymierne szkody gospodarce - donosi tvn24.pl.

Wirus ten posłużył do ataku na elektrownie atomową w irańskim Buszerze.

Napisany prawdopodobnie w Izraelu, wirus Stuxnet, został napisany tak, by przejmować kontrolę nad systemami nadzoru i sterowania firmy Siemens.

Te znajdują się zarówno w elektrowni atomowej w Iranie, jak i fabrykach w Azji i Europie. Stąd mnogość ataków i szybka reakcja Siemensa, który zarówno do Iranu jak i Azji wysyłał swoich specjalistów by zniszczyli wirusa.

Według źródeł w brytyjskim wywiadzie, do których dotarła telewizja Sky, wirus jest w rękach ludzi bezwzględnych. Nie możemy ujawnić, kim są, ale są wysoce umotywowani, wykształceni i dysponujący dużym finansowym zapleczem - informuje tvn24.pl. | JS

 

 

www.o2.pl | Środa [15.04.2009, 17:12] 2 źródła

ROSJA ZBUDUJE 26 REAKTORÓW ATOMOWYCH

Będzie finansowała także rozwój zbrojeń nuklearnych - zapowiada Putin.

Według zapowiedzi premiera Władimira Putina nowe reaktory powstaną do 2030 roku.

dział elektrowni atomowych w łącznej produkcji energii elektrycznej wzrośnie do około 30 procent - powiedział Putin. - W realizacji tych inwestycji nie przeszkodzi nam kryzys finansowy - dodaje.

W ciągu najbliższych miesięcy, rząd Rosji rozważyć ma także realizację kolejnych projektów, dotyczących rozwoju energetyki nuklearnej. | TM

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [08.12.2010, 21:05]

POLSCE GROZI RADIOAKTYWNE SKAŻENIE. KTOŚ UKRADŁ ODPADY

Zniknął radioaktywny kobalt.

Siedem pojemników z radioaktywnym kobaltem zniknęło z nieczynnej odlewni żeliwa Ursus w Lublinie - "Kurer Lubelski" donosi za Państwową Agencją

Atomistyki.

Śledztwo w tej sprawie prowadzą wspólnie policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Jeżeli nikt nie uszkodzi pojemników to odpady pozostaną niegroźne dla ludzi i środowiska.

Wystarczy, jednak że ktoś je rozbije lub uszkodzi. Wtedy może dojść do skażenia zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego - ostrzega dr Stanisław Latek,

rzecznik PAA.

Sprawę zaginięcia PAA trzymało w tajemnicy przed policją i ABW. Teraz okazało się, że pojemniki zginęły jeszcze w listopadzie.

Odlewnia jest nieczynna przynajmniej od 1990 r. Takie materiały jak kobalt powinny być ściśle ewidencjonowane i usuwane w pierwszej kolejności - powiedział

Marian Stani, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Lublinie.

Zaginione pojemniki typu PRJ-20 są żółte i mają jajowaty kształt.

Kobalt-60 to izotop emitujący silne promieniowanie gamma, o okresie półrozpadu ok. 5,3 roku. Jest stosowany w medycynie i przemyśle - tłumaczy dziennik. | JS

 

[Proszę wyznaczyć nagrodę za zwrot. Takie rozwiązanie będzie najszybsze, najbezpieczniejsze i najtańsze. - red.]

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa [21.01.2009, 16:28] 1 źródło

PLUTON LEŻAŁ W BUTELCE NA WYSYPISKU

Odkryto materiały radioaktywne z pierwszej bomby atomowej.

Na wysypisku nieopodal najstarszego zakładu przetwarzania plutonu na świecie w Hanford, w stanie Waszyngton, znaleziono szklaną butelkę z plutonem-239. Posłużył on do budowy pierwszej bomby atomowej Trinity.

Jej test odbył się 16 lipca 1945 roku. Później jej siostry zrzucono na Hiroszimę i Nagasaki.

Pozostałe po konstrukcji bomb elementy, także niezużyty pluton, wyrzucono na śmietnik.

Butelkę odkryto przez przypadek, podczas prac porządkowych. Testy potwierdziły pochodzenie 400 mililitrów plutonu, jaki znaleziono w środku. | J

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [16.10.2009, 09:35] 4 źródła

ZOSTAWILI BEZ DOZORU RADIOAKTYWNY PLUTON

Mogło powstać sześć bomb atomowych.

Ponad 30 kg radioaktywnego plutonu pozostawiono bez dozoru w byłym kompleksie badań jądrowych we Francji. Koncern energetyczny po prostu zapomniał o tej substancji - poinformowało RMF FM. Pomyłka wyszła na jaw podczas robót w kompleksie przeznaczonym do rozbiórki. Zamiast 8 kg plutonu znajdowało się tam się tam aż 39 kg tej radioaktywnej substancji. Mogło to narazić na niebezpieczeństwo pracujących tam robotników. Bezpośredni kontakt z jednym miligramem plutonu może już spowodować chorobę nowotworową - ostrzegają eksperci. | FC

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [26.11.2010, 15:08]ostatnia aktualizacja: Pt [26.11.2010, 15:13]

FIRMA KURIERSKA ZGUBIŁA RADIOAKTYWNĄ PRZESYŁKĘ

Firma nie potrafi wyjaśnić, jak do tego doszło.

Firma kurierska FedEx zgubiła przesyłkę zawierającą radioaktywne cylindry. Poszukiwania trwają od czwartku, ale nie udało się jeszcze zlokalizować zguby - donosi tvn24.pl.

Do skażenia nie powinno dojść, o ile znalazca przesyłki nie postanowi jej otworzyć.

Przed zabójczym promieniowaniem chroni specjalne ołowiane opakowanie.

Cztery cylindry wypadły z auta w sposób, którego firma nie jest w stanie wyjaśnić. Wspomniano tylko, że pudło w którym się znajdowały zamokło - dodaje serwis.

W jaki sposób wypadły one z jadącej przez stan Tennessee, ciężarówki już nie wyjaśniono.

Kurierzy, którzy przewozili niebezpieczny ładunek, nie stawili się w pracy.

Fed Ex ma nadzieję, że będą w stanie pomóc w poszukiwaniach - podkreśla tvn24.pl.

Ukryte w cylindrach pręty stosuje się w sprzęcie medycznym. | JS

 

 

 www.wp.pl | PAP | dodane 2008-11-11 (16:55)

USA ZGUBIŁY NAD GRENLANDIĄ BOMBĘ ATOMOWĄ

Amerykański B52 rozbił się w 1968 r. nad Grenlandią z czterema nieuzbrojonymi bombami atomowymi na pokładzie. Mimo intensywnych poszukiwań, szczątków jednej z nich nigdy nie zdołano odnaleźć - ustalił korespondent BBC Gordon Corera.

Według Gordona Corery żadna z bomb nie wybuchła, choć w zderzeniu z ziemią eksplodowały konwencjonalne ładunki wybuchowe, które były do nich podwieszone. Po katastrofie przeprowadzono akcję oczyszczania terenu na dużą skalę, usuwając tony skażonego lodu mogącego zawierać radioaktywne odłamki.

 

Szczątków jednej z bomb, o seryjnym numerze 78252, nie udało się odnaleźć mimo wysłania do akcji okrętu podwodnego. Niewykluczone, że zagubiona bomba, zawierająca uran i pluton, wypaliła dziurę w powłoce lodowej, spadła na dno morza i do dziś znajduje się pod lodem. Poszukiwań zaprzestano z braku wyników.

 

Miejscowa ludność mówi o deformacji ciał fok i morsów w okolicach katastrofy oraz o negatywnych skutkach dla zdrowia ludności. U czterech osób wykryto chorobę popromienną, dwie z nich zmarły. Przeciwko rządowi Danii wniesiono sprawę do sądu. | (zel)

 

 

 www.o2.pl | 29.10.2008

EURO 2012: TERRORYŚCI MOGĄ ZAATAKOWAĆ BRONIĄ JĄDROWĄ!

Uderzenie miałoby nastąpić na jednym z wypełnionych tłumem kibiców stadionów. Terroryści mieliby odpalić tzw. brudną bombę - niewielki ładunek wybuchowy zawierający substancje radioaktywne.

Zagrożenie jest na tyle realne, że eksperci z Państwowej Agencji Atomistyki już szykują się do zabezpieczenia stadionów. "Rzeczpospolita" cytuje prezesa agencji Jerzego Niewodniczańskiego, który podkreśla, że skonstruowanie brudnej bomby jest bardzo proste:

 

Substancję radioaktywną mocuje się wokół materiału wybuchowego, np. granatu, który eksplodując rozrzuca ją dookoła. Nie obawiamy się poważnego skażenia radiobiologicznego, ale paniki jaką taka bomba może wywołać. Gdyby doszło do tego na stadionie, skutki paniki mogłyby być katastrofalne.

 

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, która zajmuje się m.in. monitorowaniem handlu materiałami rozszczepialnymi, ogłosiła, że w ostatnim roku dramatycznie wzrosła liczba kradzieży substancji radioaktywnych. To, że pewna ilość materiałów promieniotwórczych trafiła w ręce terrorystów, jest poważnym zagrożeniem.

 

Tymczasem po wejściu do strefy Schengen bramki wykrywające substancje radioaktywne na graniach stały się bezużyteczne. Po prostu samochody mijają je zbyt szybko. (...)

Bartosz Kowalczyk

 

 www.o2.pl | Piątek [15.05.2009, 09:14] 2 źródła

"KRAJE ARABSKIE TO TYKAJĄCA BOMBA ATOMOWA"

Ostrzega laureat pokojowego Nobla Mohamed El Baradei.

Jeśli największe mocarstwa świata nie podejmą działań prewencyjnych, liczba głowic atomowych na świecie zwiększy się nawet dwukrotnie w ciągu najbliższych kilku lat - ostrzega Mohamed El Baradei, dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 2005 roku.

Noblista dodał, że działania prewencyjne sił pokojowych powinny uwzględnić szczególnie region Bliskiego Wschodu.

Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (Nuclear Non-Proliferation Treaty) nie ma tam żadnego znaczenia. Te tereny to tykająca bomba atomowa, bo właśnie tam działa najwięcej organizacji terrorystycznych. Szczególne niebezpieczeństwo dla świata stanowią talibowie w Pakistanie - oskarża El Baradei. | AB

 

 

www.wp.pl | 2008-11-09

NAJWAŻNIEJSZE WYPADKI ŁODZI ATOMOWYCH OD 1968 ROKU:

maj/czerwiec 1968 - USA zatonął amerykański okręt podwodny "Skorpion" z 99 marynarzami na pokładzie,

marzec 1970 - francuski okręt podwodny Eurydyka zatonął na Morzu Śródziemnym. Zginęło 57 członków załogi,

kwiecień 1970 - rosyjska łódź podwodna tonie na Atlantyku, w pobliżu Hiszpanii, ginie 88 osób,

kwiecień 1985 - eksplozja na radzieckiej łodzi podwodnej na Oceanie Spokojnym w pobliżu Władywostoku - zginęło 10 osób,

kwiecień 1989 - 42 marynarzy poniosło śmierć na pokładzie radzieckiej łodzi podwodnej, która zatonęła u wybrzeży północnej Norwegii,

sierpień 2000 - rosyjski okręt podwodny Kursk z 118-osobową załogą zatonął na Morzu Barentsa, wszyscy zginęli,

luty 2001 - Amerykańska łódź podwodna The Greenville, stacjonująca w Pearl Harbor, zderzyła się z japońskim kutrem, którego 9-osobowa załoga zginęła.

INTERIA.PL/PAP

 

 

 http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/kto-widzial-bombe/nc/1/ | 20/01/10

KTO WIDZIAŁ BOMBĘ?

Podczas zimnej wojny amerykańska armia „zgubiła” kilkanaście bomb atomowych. Narażone na działanie sił przyrody, niszczeją na dnie oceanów i na terenach zamieszkanych przez człowieka. Pentagon ukrywa informację o zagrożeniu przed światową opinią oraz niepokornymi dziennikarzami

 

Gdy na początku czerwca zaczynają się huragany i burze tropikalne, Derek Duke nie może znaleźć sobie miejsca. Wychodzi na ganek domu w miejscowości Statesboro i obserwuje chmury gnane porywistym wiatrem od strony Atlantyku. Wraca do gabinetu i nadsłuchuje komunikatów meteorologicznych. Jego myśli biegną do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów wybrzeża Georgii, gdzie w wodach bagnistej i płytkiej cieśniny Wassaw Sound od pół wieku spoczywa bomba nuklearna.

 

Duke, emerytowany podpułkownik lotnictwa, kilka lat temu skończył sześćdziesiątkę. Chodził do szkoły, gdy w lutym 1958 roku samolot B-47, przenoszący na pokładzie ładunek wodorowy, zderzył się w powietrzu z odrzutowcem. F-86 roztrzaskał się nad Atlantykiem, bombowiec – choć poważnie uszkodzony – zdołał bezpiecznie wylądować. Wcześniej jego piloci poprosili o zgodę na pozbycie się trzyipółtonowej bomby, którą następnie zrzucili do oceanu z wysokości około 2200 metrów. Poszukiwania niewybuchu u ujścia rzeki Savannah trwały ponad dwa miesiące. Przerwano je na wieść o kolejnej „zagubionej” bombie wodorowej w sąsiedniej Południowej Karolinie. Tym jednak razem część konwencjonalnych materiałów wybuchowych eksplodowała, powodując znaczne straty materialne. Siły powietrzne wznowiły penetrację wybrzeża Georgii w 2001 roku. Poszukiwania ponownie nie przyniosły rezultatu. Trzy lata później poirytowany Derek Duke zarzucił wojsku arogancję i bagatelizowanie zagrożenia, zebrał milion dolarów, zakupił specjalistyczny sprzęt i wraz z grupą niezależnych badaczy postanowił odszukać bombę. Według jego wyliczeń spoczywa ona na północnym krańcu Wassaw Sound, opodal kurortu Tybee Island. W 1996 roku podczas olimpiady w Atlancie rozegrano tam konkurencje żeglarskie.

 

W mulistych wodach Wassaw Sound na głębokości od trzech do pięciu metrów ekipa Dereka dzięki specjalistycznemu sprzętowi namierzyła obiekt odpowiadający poszukiwanemu ładunkowi Mk15. Zarejestrowano również zwiększone promieniowanie radioaktywne. Zdaniem Duke’a siły przyrody mogą uszkodzić bombę i spowodować ekologiczną katastrofę o rozmiarach trudnych do przewidzenia. Skażeniu ulegną wtedy fauna i flora morska, plaże, ujęcia wody pitnej. „Huragan, trzęsienie ziemi albo inny czynnik naturalny” – podpułkownik wylicza źródła zagrożenia w opublikowanym w Internecie wywiadzie. – Huragany potrafią z ogromną siłą wyrzucać z oceanu różne przedmioty”.

 

Duke przesłał raport z poszukiwań dowództwu Sił Powietrznych. Wojskowi eksperci popłynęli we wskazane przez Duke’a miejsce, ale bomby nie wyłowili. Według oficjalnego oświadczenia promieniowanie miało tam wartość „normalną dla występujących na tym obszarze minerałów”. Specjaliści uznali również, że wydobycie skorodowanego pocisku jest bardziej ryzykowne niż pozostawienie go w płytkiej wodzie. Ale amerykańska armia nie może uchodzić za wiarygodne źródło informacji. Podpułkownik Derek Duke wie o tym bardzo dobrze. Dlatego nie zaskoczyły go doniesienia o „zagubieniu” przez armię USA bomby wodorowej na Grenlandii.

 

NIEBO NAD BIEGUNEM

„Bombowiec B-52 Sił Powietrznych USA przewożący cztery bomby wodorowe rozbił się wczoraj w lodach u wybrzeży Grenlandii podczas próby awaryjnego lądowania w bazie Sił Powietrznych w Thule” – donosił 23 stycznia 1968 roku „New York Times”. Po uderzeniu samolotu w lód eksplodowały ładunki konwencjonalne. Cudem nie doszło do nuklearnej reakcji łańcuchowej, ale radioaktywny pluton wyciekł i zanieczyścił wieczną zmarzlinę. Ekipy ratunkowe wywiozły skażony śnieg i odnalazły szczątki bomb. W laboratorium udało się zrekonstruować jednak tylko trzy pociski. Brakowało bomby wodorowej numer 78252 o mocy 1,1 megaton (na Hiroszimę spadł ładunek o mocy około 70 razy mniejszej, tj. 15 kiloton). Przez 40 lat Pentagon zapewniał o odnalezieniu wszystkich głowic. Pod koniec 2008 roku reporterzy BBC dotarli do odtajnionych dokumentów, które przeczą oficjalnej wersji.

 

Według materiałów Amerykanie po kilku nieudanych próbach zrezygnowali z poszukiwań zagubionego ładunku. Brytyjscy reporterzy rozmawiali z ocalałymi pilotami Johnem Haugem i Joe D’Amario oraz uczestniczącymi w akcji ratunkowej Duńczykami. Ich zdaniem czwarta bomba mogła wbić się w pokrywę lodową i do dziś tkwi pod powierzchnią. Mieszkańcy osady Thule (obecnie Qannaq) są przekonani, że okolica wciąż jest skażona. Myśliwi opowiadali reporterom BBC o fokach z „wysuszonymi” wnętrznościami. Nikt jednak, ani Eskimosi, ani dziennikarze nie widzieli zagubionej bomby. Czy topniejące lody Arktyki odsłonią kiedyś zagubiony pocisk? Amerykański Departament Obrony nie skomentował rewelacji BBC.

 

ZŁAMANE STRZAŁY

Administrowana przez Duńczyków największa wyspa świata miała podczas wyścigu zbrojeń strategiczne znaczenie. Nad Arktyką prowadzi najkrótsza droga z USA do Rosji. Po wybuchu zimnej wojny Amerykanie znacznie rozbudowali na Grenlandii swoje bazy lotnicze. Wykorzystywali je podczas rozpoczętej w lipcu 1961 r. operacji o kryptonimie „Chrome dome”, którą zintensyfikowali od momentu zaostrzenia kryzysu kubańskiego w 1962 roku. Samoloty uzbrojone w bomby wodorowe nieustannie krążyły w powietrzu. W przypadku ataku nuklearnego ZSRR bombowce miały polecieć najkrótszą drogą i zbombardować stolicę radzieckiego imperium. Czasem niewiele brakowało, a zaatakowałyby USA albo któregoś z sojuszników.

 

Po katastrofie na Grenlandii USA przerwały operację „Chrome dome”. Pentagon opracował na własne potrzeby listę „poważnych wypadków z udziałem broni nuklearnej”. Podczas zimnej wojny takie niekontrolowane incydenty określano kryptonimem „Broken arrow”. W okresie od 1950 do 1968 roku naliczono ich jedenaście. W ciągu następnej dekady wojskowi eksperci uzupełniali spis o kolejne 20 incydentów. Na przełomie 1980 i 1981 roku po wypadku w Arkansas amerykańskie dowództwo podało listę do publicznej wiadomości. Świat dowiedział się wówczas, że katastrofy lotnicze u wybrzeży Georgii i Arktyki nie były odosobnionymi wypadkami „Broken arrow”.

 

Rejestr rozpoczynała awaria bombowca B-36. W lutym 1950 r. w lecącym z Alaski do Teksasu samolocie popsuły się 3 silniki i piloci pozbyli się ładunku nuklearnego nad Pacyfikiem. Rok 1950 był wyjątkowo pechowy, bo alarm „Broken arrow” ogłaszano aż 5 razy. Zginęły dziesiątki ludzi, głównie lotników. Koniec lat 50. i lata 60. przyniosły kolejną falę wypadków lotniczych, zgubionych bomb, kolizji i zatonięć. Oto kilka przykładów: pilot B-47 w brytyjskiej bazie Lakenheath stracił panowanie nad maszyną i roztrzaskał się o magazyn, w którym składowano bomby atomowe.

 

Okręt podwodny USS „Scorpion” zatonął na południowy zachód od Azorów z 99 członkami załogi i ładunkami nuklearnymi na pokładzie. Z lotniskowca USS „Ticonderoga” „wypadł” myśliwiec z pociskami atomowymi. Pół roku po wypadkach w Georgii i Południowej Karolinie samolot z ładunkiem nuklearnym na pokładzie rozbił się w Teksasie.

 

NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY

Bomby spoczywają na dnie mórz i oceanów lub na terenach trudno dostępnych człowiekowi. Georgia jest jednak stanem gęsto zaludnionym. Podobnie jak Północna Karolina, nad którą w 1961 r. B-52 „upuścił” dwie bomby. Moc rażenia każdej z nich była 1600 razy większa niż bomby zrzuconej na Hiroszimę (choć niektórzy badacze podają, że była „jedynie” 250 razy większa). Jeden ładunek spadł na spadochronie i nie uległ zniszczeniu, drugi (częściowo) utonął w bagnie, strzeżonym dziś przez wojsko. Czy „zagubione” bomby mogą wpaść w niepowołane ręce? „Byłoby trudno komukolwiek innemu odzyskać ładunki, jeśli my nie potrafiliśmy ich odnaleźć” – powiedział stacji BBC William H. Chambers, były konstruktor broni nuklearnej w laboratorium Los Alamos.

 

Dereka Duke’a te argumenty nie przekonują. Podpułkownik obawia się ludzi tak samo jak sił przyrody. Niepożądane osoby, np. islamscy ekstremiści, mogą wykorzystać ładunek atomowy do przeprowadzenia zamachu. „Wszystko może się w przyszłości wydarzyć. Może kiedyś terroryści wynajdą nową technologię, która pozwoli im zrobić z bombą to, co zechcą?” – zastanawia się Derek Duke i dodaje, że przed 11 września 2001 r. nikt nie wyobrażał sobie podobnego zamachu.

 

Po atakach na WTC i Pentagon nuklearna teoria spisku rozpaliła umysły wielu Amerykanów. O tym, jak wielki jest w USA lęk przed atomowym atakiem terrorystycznym, pokazuje przykład repliki bomby atomowej „Little Boy”, zrzuconej na Hiroszimę i Nagasaki. Eksperci od bezpieczeństwa kazali usunąć ją z muzeum przy Narodowym Laboratorium w Los Alamos w obawie, że atrapa może posłużyć terrorystom za wzór. Przejęcie „zagubionych” bomb wydaje się mało prawdopodobne, ale groźba radioaktywnego skażenia jest realna. Przekonali się o tym mieszkańcy Palomares na andaluzyjskim wybrzeżu, gdzie ponad 40 lat po katastrofie bombowca odkryto zanieczyszczoną glebę.

 

WAKACJE Z BOMBĄ

Tadeusz Witold Szulc zjawił się w Palomares dzień po katastrofie. W miejscowej restauracji przysłuchiwał się rozmowie hiszpańskich dziennikarzy i miejscowych chłopów. Wszyscy mówili o tym, jak poprzedniego dnia amerykański bombowiec B-52 zderzył się podczas tankowania w powietrzu z latającą cysterną KC-135. Zginęła cała załoga cysterny, kilku lotnikom udało się katapultować z bombowca. Samolot przełamał się w powietrzu i wypadły z niego bomby. Zadziałał system spowalniający. Trzy pociski na spadochronach spadły na pola, jeden zatonął w morzu. Szulc wiedział już o tym wszystkim z gazet kontrolowanych przez reżim generała Franco. Dopił kawę i wyszedł na ulicę. Był 18 stycznia 1966 r.

 

Urodzony w Warszawie Tadeusz Szulc pracował dla „New York Timesa”. „Tad” był wcześniej korespondentem dziennika w Europie Wschodniej i Ameryce Łacińskiej. W kwietniu 1961 r. jako pierwszy informował świat o planowanej inwazji w Zatoce Świń. Miał doświadczenie reporterskie i przeczucie, że w Palomares dzieje się coś wyjątkowego. Drogą wśród plantacji pomidorów poszedł tam, gdzie upadły bomby. Amerykańskie wojsko nie wpuszczało dziennikarzy i przeganiało właścicieli upraw. Szulc był świadkiem, jak jeden z rolników wdał się w kłótnię z amerykańskim żołnierzem. Wojskowy nie znał hiszpańskiego i nieopatrznie poprosił kręcącego się opodal reportera, by ten powiedział rolnikowi, że teren jest zamknięty z powodu radioaktywnego skażenia. Szulc przetłumaczył zdanie Hiszpanowi. Następnego dnia informację o skażeniu w Palomares podał na pierwszej stronie „New York Times”.

 

Departament Stanu był zmuszony przyznać, że na pokładzie B-52 znajdowały się bomby atomowe. Część ładunków konwencjonalnych eksplodowała i pluton skaził 200 ha ziemi uprawnej. Amerykanie wywozili do utylizacji w USA prawie półtora tysiąca ton gleby, zapewniając równocześnie o braku promieniowania. Ale kłamstwo ma krótkie nogi. W 2004 r. w okolicy Palomares odnotowano zwiększoną wartość promieniowania radioaktywnego. Rok temu hiszpańskie władze zlokalizowały dwa doły ze skażoną ziemią. Amerykanie zobowiązali się usunąć ją do końca 2009 r.

 

Organizacja Greenpeace nie wierzy w to, co twierdzą przedstawiciele Pentagonu. We wstępie do opublikowanej w 1996 roku listy wypadków (Nuclear Weapons Accidents Briefing Paper, 1950–1993) ekolodzy piszą o 380 incydentach z udziałem broni nuklearnej, które przytrafiły się tylko siłom morskim USA! Amerykańska armia pilnie strzeże informacji, ale jeszcze większą niewiadomą jest Rosja. Główny rywal USA w atomowym wyścigu zbrojeń miał z pewnością swoje „Broken arrow”. Greenpeace wymienia kilkadziesiąt wypadków z udziałem radzieckich atomowych łodzi podwodnych. Według wyliczeń ekologów flota wojenna ZSRR mogła „zagubić” nawet 44 ładunki nuklearne. Mając na uwadze niechęć Kremla do otwierania archiwów, nieprędko uda się zweryfikować tę liczbę. Dodatkowo klimat polityczny nie sprzyja aktywności dziennikarzy oraz ludzi takich jak podpułkownik Derek Duke, którzy mówią głośno o sprawach niewygodnych władzy.

Marcin Rogoziński

Dziennikarz, publicysta, tłumacz.

 

Artykuł pochodzi z www.focus.pl

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [13.08.2009, 08:08] 4 źródła, 1 wideo

TERRORYŚCI CHCĄ UKRAŚĆ BOMBĘ ATOMOWĄ (WIDEO)

Atakują bazy nuklearne w Pakistanie.

Talibowie i Al-Kaida atakują bazy wojenne, w których przechowywane są arsenały atomowe.

W ciągu ostatnich dwóch lat talibowie i Al-Kaida co najmniej trzy razy atakowali obiekty atomowe w Pakistanie. Ryzyko, że arsenały atomowe lub technologie trafią w ręce terrorystów, jest rzeczywiste - twierdzi prof. Shaun Gregory z Ośrodka Badań nad Bezpieczeństwem Pakistanu.

Partyzanci zaatakowali bazę wojskową w Sargodha, gdzie znajdują się magazyny materiałów nuklearnych, a zamachowiec-samobójca wysadził się przed bramą do bazy lotniczej w Kamrze. Do serii zamachów samobójczych doszło również przed wejściem do bazy wojskowej w Wah - pisze "Gazeta Wyborcza".

Eksperci przypominają, że pakistańskie bazy atomowe znajdują się na terenie kontrolowanym dziś przez talibów, a wielu pakistańskich wojskowych jest wrogo nastawionych do wszystkiego co zachodnie.

Pakistan może posiadać około 60 głowic nuklearnych. Strzeże ich ok. 10 tys. żołnierzy. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 19.01.2012, 15:33

KRADZIEŻ MATERIAŁÓW RADIOAKTYWNYCH Z ELEKTROWNI ATOMOWEJ

Można zrobić z nich bombę?

Egipskie media poinformowały dzisiaj o bezprecedensowej kradzieży, która miała miejsce w budowanej właśnie elektrowni atomowej Dabaa na północnym wybrzeżu Egiptu. Zniknęły pojemniki z materiałami radioaktywnymi - informuje bikyamasr.com.

Złodzieje otworzyli jeden z sejfów z pojemnikami z materiałami radioaktywnymi i zabrali jego zawartość. Drugi sejf wynieśli w całości.

Jak im się to udało? Prawdopodobnie złodzieje wykorzystali ubiegłotygodniowe zamieszki przy budowanej elektrowni. Około 500 osób domagało się wstrzymania budowy elektrowni. Musiała interweniować żandarmeria wojskowa.

Egipski rząd powołał już specjalny zespół do wyśledzenia skradzionych pojemników. | WB

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [31.10.2009, 07:40] 2 źródła

ROSJA BUDUJE NUKLEARNY STATEK KOSMICZNY

Ma być gotowy w 2012 roku.

Projekt zbudowania statku kosmicznego o nuklearnym napędzie

zyskał "zielone światło" od prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Więcej, zalecił on rządowi, by znalazł 600 mln dolarów na jego realizację.

Rosyjscy naukowcy twierdzą, że są w stanie zbudować pierwszy taki statek już w 2012 roku.

Dzięki nuklearnemu napędowi pojazd byłby w stanie bez problemu dolecieć na Marsa, a nawet dalej.

Nikomu do tej pory nie udało się skonstruować statku kosmicznego napędzanego energi atomową - przypomina "The Christian Science Monitor". Choć minireaktory i baterie atomowe wykorzystywane są przy zasilaniu satelitów, to nigdy nie wykorzystano ich do napędzania statku kosmicznego.

Ekolodzy obawiają się, że tego typu napęd może być bardzo niebezpieczny dla naszej planety. I przypominają długą listę wypadków rosyjskich satelitów - między innymi upadek satelity Kosmos-954 w styczniu 1978 na terytorium Kanady. Materiał radioaktywny z satelity został rozrzucony wówczas na na powierzchni 124 tys. km kw. | WB

 

 

§          

348 kg  emitowanych pyłów przypada rocznie na jednego człowieka. Źródło: dr Joyce E. Penner z Uniwersytetu Michigan

 

71 kg odpadów nuklearnych przypada na mieszkańca USA. Źródło: EEC

 

„PRZEKRÓJ” nr 41, 12.10.2006 r.: Waste Isolation Pilot Project (WIPP) to otwarte w 1999 roku składowisko odpadów radioaktywnych. Stworzono je w nieczynnej kopalni soli w Carlsbad, w stanie Nowy Meksyk. Zanim przechowywane tu odpady przestaną być zagrożeniem, minie około 300 tysięcy lat.

 

 http://www.zb.eco.pl/bzb/27/energia2.htm

Składowiska odpadów promieniotwórczych w odróżnieniu od zwykłych mogilników zajmują zwykle duże obszary i są zagrożeniem zarówno dla atmosfery, gleby, jak i wód. Klasycznym przykładem śmietnika nuklearnego jest Hanford. Obszar, na którym przechowuje się tam bezużyteczne materiały promieniotwórcze, zajmuje aż 1450 km2.

 

1,3 mld ton odpadów rocznie powstaje w Unii Europejskiej. Źródło: EEC

 

1,6 mln ton rocznie niebezpiecznych odpadów powstaje w Polsce

 

 

 www.o2.pl | piątek [26.06.2009, 16:39] 2 źródła

EUROPIE GROZI NUKLEARNA KATASTROFA

Radioaktywne odpady w sercu Niemiec to tykająca bomba.

W zamkniętej kopalni soli w Asse w Dolnej Saksonii składowane są odpady jądrowe z elektrowni atomowych.

„Według opublikowanego właśnie raportu agencji DDP u wejścia do systemu szybów powstało jezioro radioaktywnej solanki, a sklepienie kopalni pęka. Tuż obok znajduje się blisko 130 tys. pojemników z atomowym paliwem, zbiorniki z toksycznymi substancjami oraz dynamitem” – alarmuje serwis TheLocal.de.

Potwierdzają to m.in. dokumenty pochodzące z archiwów Forschungszentrum für Umwelt und Gesundheit (GSF), instytucji która zarządzała ośrodkiem składowania paliwa z elektrowni.

„Dane GSF zawierają informację o składowaniu w pobliżu beczek z radioaktywnymi odpadami górniczych ładunków wybuchowych takich jak Eurodyn 2000, Dynacord, Supercord 40T i Supercord 100T. Co więcej, już po złożeniu paliwa, przy ich użyciu nadal pogłębia się kopalnię” - zauważa serwis.

O tym, że katastrofa nuklearna może stać się faktem, przekonany jest niemiecki minister środowiska Sigmar Gabriel.

„Działający od 1978 roku ośrodek składowania odpadów w Assse przypomina szwajcarski ser. Jest tak samo dziurawy” - twierdzi minister. | JS

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [16.12.2010, 12:20]

NIEMCOM GROZI KATASTROFA. WYCIEKA RADIOAKTYWNA CIECZ

To odpady z elektrowni jądrowych.

Z byłej kopalni soli Asse w Dolnej Saksonii wydostaje się już 8 litrów groźnych roztworów soli dziennie zamiast 4, jak jeszcze pół roku temu - donosi RMF FM.

Odnotowano także coraz wyższe stężenie radioaktywnego cezu. Niemiecki Urząd Ochrony przed Promieniowaniem Radioaktywnym ostrzega, że magazyn może niebawem się zawalić i trzeba przyspieszyć prace nad przenosinami ponad 125 tys. beczek.

W 1978 roku złożono w nich odpady z niemieckich elektrowni atomowych. Teraz okazało się, że nie była to przemyślana decyzja, bo podziemne ściany nie wytrzymują naporu wody.

Tymczasem niedawno służby medyczne ujawniły, że w ostatnich latach w okolicy odnotowano trzy razy więcej przypadków nowotworów niż średnia krajowa. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [30.11.2009, 09:27] 1 źródło

CZY BĘDZIESZ MIESZKAŁ OBOK ATOMOWYCH ŚMIECI

Oto lista miejsc, gdzie składowane mogą być odpady z polskich elektrowni.

Do 2020 roku ma zostać wybudowana pierwsza w Polsce elektrownia atomowa. Specjaliści już dzisiaj zastanawiają się, gdzie składować radioaktywne odpady. A mieszkańcy gmin, w których mogłyby znaleźć się składowiska już protestują - informuje "Metro".

Powinny być schowane co najmniej 600 metrów pod powierzchnią. Tam, gdzie występuje granit lub glina, a najlepiej w pobliżu pokładów soli - tłumacz gazecie doc. dr inż. Andrzej Strupczewski, ekspert ds. bezpieczeństwa reaktorów jądrowych Komisji Europejskiej i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

Miejsc, które spełniają te warunki jest w Polsce kilka. Gazeta wymienia m.in. Kłodawę oraz Damasławek w Wielkopolsce, Jarocin (również w Wielkopolsce),  Łanięta (łódzkie), okolice Pogorzeli na Mazurach oraz Krasnopola, Tajna, Rydzewa (Suwalszczyzna) i Kruszynian na Podlasiu, gdzie głęboko pod ziemią znajdują się pokłady granitu.

Lista wciąż jest nieoficjalna, ale - jak twierdzi "Metro" - mieszkańcy tych miejscowości już o niej wiedzą i już protestują. Chętnie też podrzuciliby śmieci sąsiadom.

Państwowa Agencja Atomistyki nie chce na razie podawać do publicznej wiadomości

listy miejscowości, w których mogłyby być składowane odpady. Boi się protestów mieszkańców i ekologów.

Najpierw trzeba ludziom wytłumaczyć, że składowanie odpadów głęboko pod ziemią jest naprawdę bezpieczne - podkreśla dyrektor agencji Janusz Włodarski. | WB

 

[Przez setki tys. lat struktura geologiczna się chyba... nie zmienia; Po co przyszłym pokoleniom, przez setki tys. lat, to, co jest pod ziemią, w tym woda z studni głębinowych; Z pewnością nie będą mieli nic innego do roboty, jak pilnowanie, przez ten czas, tych promieniotwórczych śmieci; Napewno będą nam wdzięczne... - red.]

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 26.12.2011, 14:39

ROSJANIE UJAWNILI, ILE ZATOPILI RADIOAKTYWNYCH ODPADÓW

Rosja ma 25 tysięcy miejsc w swoich morzach, w których leżą radioaktywne i groźne dla środowiska odpady - informuje rian.ru.

Rosjanie przyznają się do "niebezpiecznych ładunków" między innymi na dnie Bałtyku, Morza Czarnego, Barentsa i Ochockiego.

Tu zatopiono atomowe okręty atomowe, ale także odpady z produkcji ropy, broń czy chemikalia - dodaje portal.

Ministerstwo zapewnia, że "od 15 lat" dokładnie monitoruje składowiska. Wskazało dwa najbardziej grożące skażeniem miejsca.

To reaktory z łodzi podwodnych nieopodal archipelagu Nowa Ziemia na Morzu Arktycznym i urządzenia do wzbogacania uranu koło Sachalinu - konkluduje rian.ru. | RM

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 21.09.2010, 09:42

TA SŁYNNA STOLICA... ZAPADNIE SIĘ POD ZIEMIĘ

Eksperci: To będzie afrykański Czarnobyl.

Johannesburgowi - słynnej stolicy światowego złota, grozi najgorsza katastrofa ekologiczna w historii. Toksyny z byłych kopalni złota pod miastem zanieczyszczą wodę i doprowadzą do szybkiego zniszczenia fundamentów domów. Miasto po prostu zniknie w wielkiej dziurze.

Kwaśna woda znajduje się 500 metrów poniżej poziomu miasta, ale przybywa w tempie 0,35 metrów na dobę, a może nawet metr dziennie. Poziom krytyczny osiągnie w ciągu najbliższych 15 miesięcy - pisze "The Globe and Mail".

Johannesburg zbudowany jest bowiem na starych kopalniach złota. Opuszczone, od lat gromadzą w sobie potężne ilości zanieczyszczonej wody - nawet przez związki radioaktywne. W niektórych miejscach wydobywano bowiem uran.

Niektórzy naukowcy nazywają problem bombą zegarową, a skalę zniszczeń jaką może wywołać - do Czarnobyla - informuje "The Globe and Mail". | MK

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 10.11.2011, 10:05 ostatnia aktualizacja: 4 godziny temu

SZKOCJA ZAMYKA WYBRZEŻE. JEST RADIOAKTYWNE

Przebywanie tam grozi rakiem

Szkocka Agencja Ochrony Środowiska szykuje się do zamknięcia części wybrzeża w okolicy Dalgety Bay w obwodzie Fife.

Podczas II wojny światowej znajdowała się tam baza lotnicza. Po wojnie zostało tam masę wraków oraz sprzętu wojskowego. Mimo, że złom został zutylizowany do dziś w morzu i na plażach znajdowane są niewybuchy i części uzbrojenia - donosi "The Independent".

Tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy odkryto ponad 400 potencjalnie niebezpiecznych odpadów.

Sprzęt oraz instrumenty, które znajdowały się na pokładach samolotów często pokryte były radioaktywnym radem. Naukowcy obawiają się, że promieniotwórczy pierwiastek przez lata przedostawał się do gleby.

To zagraża osobom, które przychodzą na szkockie plaże. Mimo, że radioaktywne elementy zostały znalezione na dużej głębokości, erozja mogła spowodować, że rakotwórcze substancje wydostały się na powierzchnię - tłumaczy "The Independent".

Lokalne władze zapowiedziały, że konieczne będzie zamknięcie wybrzeża dla odwiedzających - niewykluczone, że na stałe. Sprawa została już zgłoszona do brytyjskiego ministerstwa obrony, które ma zająć się odkażeniem terenu. | BB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 12.09.2011, 13:49 ostatnia aktualizacja: 1 godzinę temu

ALARM WE FRANCJI. WYBUCH I POŻAR ODPADÓW ATOMOWYCH

Nuklearne odpady zagrażają ludziom.

Eksplodował piec w zakładach utylizacji odpadów nuklearnych w Marcoule w regionie Gard. Wiadomo, że nie żyje co najmniej jedna osoba. Jest wielu rannych.

Francuskie służby ostrzegają przed wyciekiem nuklearnym. Przeprowadzane są pierwsze pomiary - informuje RMF FM.

Policja zamknęła teren wokół ośrodka i otoczyła go specjalnym kordonem bezpieczeństwa.

Jak podaje BBC po eksplozji zapaliło się składowisko odpadów promieniotwórczych.

W Marcoule produkuje się paliwo do reaktorów i przetwarza odpady jądrowe. Wcześniej produkowano tam pluton do francuskich głowic jądrowych. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 10.11.2011, 15:16

ROZKOPIĄ WIELKI KANION? CHCĄ TAM BUDOWAĆ KOPALNIE

Obrońcy przyrody oburzeni.

Amerykańscy politycy chcą zezwolić prywatnym firmom budować kopalnie uranu w pobliżu Wielkiego Kanionu Kolorado.

Republikanie próbują przeforsować projekt ustawy, dzięki której to Kongres miałby decydujące zdanie w sprawie eksploatacji złóż naturalnych w kraju. W ten sposób politycy wyeliminowaliby prezydenta w procesie decyzyjnym - donosi newscientist.com.

Na razie Biały Dom chce wprowadzić zakaz budowania kopalni w pobliżu Wielkiego Kanionu na 20 najbliższych lat. Rozkopywaniu terenu w pobliżu parku narodowego sprzeciwiają się również kongresmani z Arizony, którzy twierdzą, że przemysł może bezpowrotnie zniszczyć jeden z naturalnych cudów świata.

Z kolei ekolodzy przekonują, że wydobywanie uranu może skazić rzekę Kolorado, która jest źródłem wody pitnej dla mieszkańców południowo-wschodnich stanów - informuje newscientst.com.

Republikanie walczą o eksploatację złóż uranu w okolicy Wielkiego Kanionu, ponieważ twierdzą, że ożywiłoby to gospodarkę w regionie, bo wiele osób znalazłoby pracę w kopalniach. Poza tym na uranie można dużo zarobić. | BB

 

 

 

 

 www.nowyekran.pl / http://astral-projection.nowyekran.pl/post/26350,fukushima-zaglada-ziemi-tam-juz-umieraja-ludzie | 10.09.2011 17:09

[Fragmenty]

FUKUSHIMA: ZAGŁADA ZIEMI.

Tam już umierają ludzie

W tym tekście masz szansę zapoznać się z najnowszymi danymi odnośnie katastrofy nuklearnej w Fukushimie. Nie, czytelniku, sprawa nie została zakończona, bowiem radioaktywne emisje odbywają się dzień w dzień, od 13 marca 2011 roku do dziś!

Sytuacja w elektrowni Fukushima Daiichi, która jest już totalną ruiną, jest dramatyczna, ba, nawet gorzej! Kryminaliści na politycznych stołkach udają, że problemu nie ma. Apeluję do dziennikarzy z oficjalnych mediów, bo wiem, że to czytacie: zróbcie coś kurwa z tym! Trzeba się wziąć na poważnie za informowanie społeczeństwa o zagrożeniu, które narasta z każdą godziną o 10 bilionów bekereli. Apelujcie do Waszych pracodawców, naciskajcie, a jak to nie przyniesie efektu - zakładajcie własne blogi. Wy także oddychacie potwornie skażonym powietrzem! Zróbcie to chociaż dla dobra własnego i własnych rodzin, bądź bardziej altruistycznie - dla dobra naszego narodu.

 

Nie tylko nie wiemy co się naprawdę w Fukushimie wydarzyło, ale nie wiemy też, co się dzieje obecnie a co gorsza, nie mamy pojęcia co się może wydarzyć w najbliższej przyszłości. Wiele z tego co się może wydarzyć, wygląda tak samo paskudnie a może nawet jeszcze gorzej niż efekt wojny nuklearnej ze wszystkimi jej konsekwencjami, gdzie odbiorcami opadu radioaktywnego są zwykli ludzie, tacy jak ty czy ja.

Dlaczego tak uważam? Otóż japoński rząd uznał, że najlepszym sposobem aby zlikwidować miliony ton skażonych radioaktywnie śmieci – jest po prostu je spalić...

W normalnych warunkach takie śmieci musiałyby być skrzętnie zebrane i zawiezione w miejsce, gdzie można je bezpiecznie trzymać nawet przez tysiące lat, jeśli zajdzie taka potrzeba. Takie miejsca mają przygotowane niemalże wszystkie kraje w których produkuje się energię pochodzącą z rozszczepienia atomu. Japonia jednak zdecydowała inaczej i dym z radioaktywnych śmieci, pełen radioaktywnych cząsteczek będzie unoszony przez wiatry – zwłaszcza przez prąd strumieniowy i w ten sposób opad radioaktywny obejmie całe terytorium Ameryki a także resztę półkuli północnej. Proces ten przyspieszy właśnie rozpoczynająca się jesień, bo w chłodnym powietrzu gorący dym ze spalarni śmieci jeszcze szybciej trafi do atmosfery wraz ze swoim śmiercionośnym ładunkiem.

Jednym z najważniejszych pierwiastków radioaktywnych unoszonych takim wiatrem jest cez. Cez już w tej chwili przykrył niemalże cały teren zachodniego wybrzeża USA: od San Diego po Kanadę. Jest już w Nevadzie i stanie Utah. Tymczasem Japończycy intensywnie budują kolejne spalarnie śmieci i nikt kompletnie o tym nie mówi! Nikt… Absolutne milczenie jak dywan z radioaktywnego cezu…

 

Dopuszczalne dla zdrowia promieniowanie ustalono jeszcze niedawno na 600 bekereli na godzinę! Dziś, wg standardów unijnych, które zmieniono tuż po katastrofie w Fukushimie, jest to 12500 bekereli na godzinę.10 bilionów bekereli promieniowania to jeszcze nie Hiroszima ale ogromnie blisko. Dokąd sięga to promieniowanie? Na razie obejmuje w większości Japonię, ale skażenie się rozszerza. Promieniowanie trafia do łańcucha pokarmowego, przenika do środowiska naturalnego, jest w zwierzętach, w insektach, w roślinach, w chmurach...

 

Jest wszędzie!

Co to oznacza? Miliony ludzi umrze raczej wcześniej niż później na choroby związane z promieniowaniem. Nie wydarzy się to od razu a za jakieś 5, 10 może nawet za 20 lat. Zwłaszcza dla Ameryki Północnej taka perspektywa jest szczególnie mroczna. Już tej zimy radioaktywny cez zacznie spadać na amerykański kontynent wraz z deszczem przyniesionym z nad Pacyfiku. 3 tygodnie temu pewien facet z St. Louis starł szmatą deszcz z szyby swojego samochodu. Szmatę zbadano licznikiem Geigera i okazało się, że jest ona napromieniowana. Podobna sytuacja miała miejsce miesiąc temu w Toronto, gdzie inny facet czyścił kolektory słoneczne, a zbadany później papierowy ręcznik, którego używał do tego celu, okazał się być radioaktywny. To nie są zbyt dobre znaki...

 

Najgorsze jest to, że nie wiadomo właściwie jak się zachować w takiej sytuacji. Teoretycznie zareagować powinien przede wszystkim rząd, ale ten nie wykazuje żadnego zainteresowania.

Tymczasem w japońskiej prefekturze Fukushima zbadano stopień napromieniowania dzikich grzybów, jakie można znaleźć w lesie. Pomiar wykazał 28 tysięcy

bekereli na kg grzybów. Takie grzyby nie są już jedzeniem. Nie można nawet myśleć o tym, że są jedzeniem. Tymczasem władze w Fukushimie nie są wcale tym faktem zaniepokojone. Dzieci w szkołach w rejonie Fukushimy jedzą skażone warzywa, które są uprawiane lokalnie. Nie ulega wątpliwości, że rząd ma ludzi w nosie, skazując ich w ten sposób na niechybną śmierć. Trudno sobie wyobrazić, żeby ci, którzy rządzą rejonem Fukushimy nie mieli pojęcia o tym, co dostają do jedzenia dzieci w szkołach.

Ogłoszono, że w całej Japonii będą siane słoneczniki, bo roślina ta ma zdolność wchłaniania radioaktywności. Takie słoneczniki mają być później zniszczone. Chyba łatwo się domyślić w jaki sposób się to stanie... Zostaną po prostu spalone, naładowane radioaktywnie cząsteczki powędrują po całym świecie wraz z wiatrem a popioły zostaną wyrzucone na wysypiska śmieci. Stamtąd już prosta droga do wód gruntowych a potem będą się w niej kąpać i pić taką wodę ludzie.

Wszystko wskazuje na to, ze japoński rząd już w tej chwili skazał co najmniej dwie generacje swoich obywateli na śmierć. Fukushima stała się laboratorium na wielką skalę, gdzie można do woli studiować sobie wpływ zabójczego promieniowania na życie ludzi na całym świecie.

 

Mój komentarz: przypomnę zbiór najważniejszych faktów:

- lobby atomowe jest tak samo wpływowe i kryminalne jak media, świat polityki czy też karteli, w tym karteli farmaceutycznych. Atomowi giganci blokują niewygodne dyskusje w mediach, nie dopuszczając do swoich przecież mediów niewygodnych ekspertów. Zaś wszyscy eksperci uczestniczący w "debatach" mają odpowiednio wyprane mózgi i konta w banku. Tak samo jest z kartelami transgenicznymi, o czym pisałem jakiś czas temu - lobby GMO kupuje ekspertów za pomocą systemu ambasad USA i Izraela. Ma także w kieszeni dziennikarzy, np dziennikarzy najbardziej pro GMOwskiej Gazety Koszernej, którzy zostali po prostu sprzedani jak kurwy na bankietach z udziałem ambasadorów i lobbystów GMO.

 

 -normy bezpieczeństwa radiacyjnego zostały niekorzystnie dla nas zmanipulowane przez atomowych gigantów. Najpierw w latach 50 tych lub 60 tych XX wieku, potem były kilka razy korygowane, w tym po Fukushimie - znowu na niekorzyść dla nas.

Atomowe korporacje mają odpowiednie wpływy i metody nacisku, z morderstwami niewygodnych osób włącznie, aby naciskać na rządy, na instytucje rzekomo

"niezależnych ekspertów". Przeciwko powszechnemu w środowisku atomistów skurwieniu i zaprzedaniu protestują fizycy z Low Level Radiation Campaign, demaskując zbrodnie lobby atomowego. Szacują oni, że normy bezpieczeństwa zostały niesłusznie zawyżone nawet 100 razy. Oznacza to, że bezpieczne dawki rocznego, dziennego i godzinnego promieniowania wchłanianego przez człowieka powinny być 100 razy niższe niż oficjalne tabelki.

 

- jeszcze podczas tzw zimnej wojny trwały doświadczalne testy reaktorów, które spalałyby paliwo w 100%, nie pozostawiając praktycznie żadnych odpadów radioaktywnych. Niestety, lobby atomowe i ówczesny (p)rezydęt USA zabronili dalszych testów tych wyprzedzających i naszą epokę reaktorów. Jak jest obecnie?

Obecnie nie dokonał się żaden postęp w tej materii - spalane jest zaledwie 5% paliwa, po czym pozostałe 95% trafia na śmietnisko jako wysoce radioaktywne odpady. A niesłusznie.

 

- w radioaktywnej "zupie" z Fukushimy jest nie tylko radioaktywny jod i cez, ale także setki innych izotopów. W czerwcu bądź na początku lipca wykryto w morzu dziwne izotopy jak na ten typ reaktorów, np izotopy radioaktywnego chloru. To świadczy o tym, że dzieje się tam źle.

Najbardziej niebezpieczne są izotopy ciężkie, takie jak ameryk, neptun i pluton. Radioaktywny, ciężki ameryk wykryto 3 miesiące temu na wybrzeżach Wielkiej Brytanii, czyli aż dwa oceany od Fukushimy. Bo izotopy wędrują w kierunku wschodnim - najpierw przez Pacyfik, zahaczając o kontynent amerykański, by potem przez Atlantyk wędrować do Europy. Nie dajcie sobie wmówić, że te izotopy są za ciężkie, by do nas zawędrować - to nie tyle manipulacja co oczywiste kłamstwo!

Nie dajcie sobie także wmówić tego, że przez plutonem zabezpiecza zwykła kartka papieru i odzież. Owszem, jest to w połowie prawdą, a w połowie manipulacją, gdyż nie chodzimy szczelnie ubrani po ulicach, czy np jadąc tramwajem do pracy. Chodząc po ulicach naszych miejscowości nie zakładamy szczelnych kombinezonów ani masek przeciwgazowych na twarz, choć w teorii powinniśmy robić to już dawno. Przecież zostalibyśmy wyśmiani, gdyby ktokolwiek z nas paradował w takim uniformie przez dzielnice miast i wsi!

 

- pluton jest najbardziej niebezpieczną substancją na Ziemi. Już jedna cząstka plutonu wnikająca do organizmu może spowodować mutację w genomie i raka. Można  przyrównać to do pały bejsbolowej - jak uderzy Cię w nogę, przeżyjesz, jak trafi w głowę - niekoniecznie.

Nie tylko pluton jest niebezpieczny, bo są też inne ciężkie izotopy. Z lżejszych izotopów mamy typowe izotopy cezu i jodu. Cez ma okres półtrwania znacznie przewyższający długość życia jednego człowieka. Pluton zaś ma okres półtrwania wynoszący setki tysięcy lat. Przez ten czas będzie on krążył po całym świecie, po łańcuchu pokarmowym i wbuduje się na stałe w środowisko naturalne. Ziemia została już bezpowrotnie skażona. Być może straciliśmy jedyną planetę, na której możliwe jest życie biologiczne.

 

- kryminaliści nazywani przez lobby atomowe "ekspertami" lub "atomistami" mówią w mediach że promieniowanie, jakie dochodzi do nas z Fukushimy jest

"rozrzedzone i w sumie bezpieczne". Gdzie tu tkwi perfidne kłamstwo? Otóż Ci "eksperci" nie biorą w ogóle pod uwagę izotopów ciężkich, gdy odbywają się debaty mające ogłupić "ciemny lud, który wszystko kupi". Mam propozycję, taki apel do dziennikarzy - zaproście na Wasze konferencje ekspertów niezależnych od karteli atomowych! Jest ich w Polsce cała masa, mamy też ekspertów z zagranicy, jak Ci z LLRC.

Okazuje się jednak, że nawet lekkie izotopy jodu, które mają okres półtrwania wynoszący zaledwie kilka - kilkanaście dni, docierają do Europy! Co tu mówić o izotopach ciężkich mających okres połowicznego rozpadu wynoszący całe epoki.

 

- wysokoczułe stacje pomiarowe Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej (CLOR) w Polsce już dwa - trzy tygodnie po 13 marca 2011 roku raportowały, że skażenie w powietrzu przekracza normy nawet 8 - 10 tysięcy razy (!). Zaś dwa miesiące po pierwszej emisji z Fukushimy były oficjalne raporty, że skażenie przekracza w niektórych miejscach normy aż 45 tysięcy razy. Potem nagle raporty "przytemperowano" gdy zaczęli się nimi interesować dziennikarze i śledczy obywatelscy. Dlaczego nikt z mediów oficjalnych nie podjął wtedy tego tematu?

Osobną sprawą jest typowo polska zagadka radiologiczna - potem przez długi czas monitoring radiacyjny był wiarygodny tylko ze stacji pomiarowej w Łodzi, która została przejęta przez patriotów. Z wszystkich innych stacji, gdzieś tak trzy miesiące po 11 marca, było raportowane, że radiacja w powietrzu spada - tylko w Łodzi przekraczała kilkadziesiąt tysięcy razy normę.

 

- i teraz zastanówcie się: w jaki sposób państwa, rządy, instytucje mają nas chronić, jak są na smyczy karteli farmaceutycznych, atomowych i transgenicznych? Jak mamy się bronić przed skażeniem, jak nie mamy nawet dostępu do wiarygodnych pomiarów radiacji w powietrzu, bo pomiary są ewidentnie przez tych bandziorów fałszowane? Musimy sami walczyć o dostęp do informacji, gdyż oficjalne środki przekazu są manipulowane. W mediach problemu Fukushimy i skażenia Ziemi plutonem nie ma w ogóle lub prawie w ogóle, z nielicznymi wyjątkami. Jeśli już, to przytaczane opinie "ekspertów" dotyczą tylko izotopów lekkich, głównie jodu i cezu.

 

- wciąż otwartą kwestią jest kwestia wirusa komputerowego nowej generacji - stuxneta. Ma on zdolność infekowania i unieruchomienia dużych zakładów przemysłowych, ze szczególnym uwzględnieniem elektrowni atomowych i ich systemów informatycznych. Podejrzewa się, że wirus ten powoduje infekcję systemów w Fukushimie, uniemożliwiając ratownikom jakiekolwiek działanie. Tuż po 13 marca, czyli po pierwszych emisjach z Fukushimy, prawie 30 elektrowni atomowych na świecie miało dziwne awarie i usterki.

Niezależni badacze przeprowadzili analizę zdjęć satelitarnych siłowni w Fukushimie wykonanych tuż po tsunami. Okazało się, że zniszczenia od fal tsunami nie były w ogóle widoczne na terenie elektrowni, głównych zniszczeń dokonały eksplozje i sam wirus.

 

-----------------------------------------------------

 

The Independent: Dlaczego Fukushima jest gorsza od Czarnobyla – „Fakty zaczynają wychodzić na jaw”; emisja materiałów radioaktywnych 72.000 razy przewyższa Hiroszimę

 

„Dlaczego Fukushima jest gorsza od Czarnobyla,”Independent, 29 sierpnia 2011: Dużo czasu upłynęło zanim Japonia uznała skalę katastrofy. Prawda wychodzi na jaw. Relacja Davida McNeila z miasta Soma.

Potrójne stopienie reaktorów sprawia, że Japonia znalazła się na nieznanym i niepoznawalnym terenie. Na całym północnym wschodzie ludzie żyją z jego konsekwencjami, poszukując konsensusu w kwestii bezpiecznego poziomu radiacji, który nie istnieje. (...) Wielu ekspertów ostrzega, że kryzys dopiero się zaczyna. (...)

 

Chris Busby, profesor Uniwersytetu w Ulsterze, powiedział, że konsekwencją katastrofy będzie ponad milion zgonów: „Fukushima nadal rozsiewa radionuklidy po całej Japonii. (...) Czarnobyl uwolnił promieniowanie za jednym razem. Fukushima jest znacznie gorsza. Emisja materiałów radioaktywnych 72.000 razy przekracza poziom Hiroszimy.”

 

Profesor Tim Mousseau, biolog, który spędził ponad dziesięć lat badając genetyczny wpływ radiacji wokół Czarnobyla, martwi się, że wiele ludzi z Fukushimy

„chowa głowy w piasek.” Badania okolic Czarnobyla wykazały, że bioróżnorodność, liczba insektów i pająków w strefie napromieniowanej zmniejszyła się, a populacja ptaków ujawniła dowody defektów genetycznych, ze zmniejszoną objętością mózgu włącznie. „Po wydłużonym kontakcie z promieniowaniem można spodziewać się bardzo poważnych długotrwałych konsekwencji zdrowotnych.”

 

Ekspert Uniwersytetu Tokijskiego: Nowotwory i inne choroby wywołane radiacją z Fukushimy pojawią się za 5-10 lat – „Ta katastrofa oddziałuje na wszystkich mieszkańców Japonii” (materiał filmowy).

 

Raport: 76 terabekereli plutonu-239 wyemitowanych z Fukushimy – ilość 23.000 razy wyższa od ogłoszonej poprzednio

„Agencja Bezpieczeństwa Nuklearnego i Przemysłowego wspomina o „neptunie-239″ podczas konferencji prasowej z 29 sierpnia,” EX-SKF, 28 sierpnia 2011:

(...) Trwa konferencja prasowa Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego i Przemysłowego (NISA). Rzecznik wspomina o stosunku konwersji neptunu-239 w

pluton-239 jako jeden do jednego.

 

Według szacunków NISA z 6 czerwca, neptun-239: 7.6×10^13 [...]

Przy stosunku 1:1, emisje plutonu-239 także wynoszą 7.6 x 10^13 lub 76 terabekereli. 23.000 wyższe od poprzednich szacunków rządu.

* Aktualizacja EX-SKF* z dnia 29.08.2011 – NISA wycofała się z tych ustaleń podczas wspólnej popołudniowej konferencji z przedstawicielami TEPCO / rządu i teraz twierdzi, że nie jest pewna, co do stosunku konwersji neptunu-239 w pluton-239.

Cez-134 w zbiorniku zużytego paliwa nr 1 elektrowni Fukushima Dai-ichi podwaja się w ciągu dwóch miesięcy – teraz jest na poziomie 23.000 Bq/cm³

 

„Zbiorniki zużytego paliwa elektrowni atomowej Fukushima Dai-ichi z wysoką koncentracją radioaktywnego cezu,” EX-SKF, 26 sierpnia 2011:

(…) Z przekazanej prasie 25 sierpnia informacji TEPCO:

W zbiorniku reaktora nr 1 ilość radioaktywnego cezu w ciągu dwóch miesięcy zwiększyła się. (...)

 

Zbiornik zużytego paliwa 1:

25.06.2011

Cez-134: 12,000 Bq/cm³

Cez-137: 14,000 Bq/cm³

 

19.08.2011

Cez-134: 23,000 Bq/cm³

Cez-137: 18,000 Bq/cm³

 

220 milionów Bq/litr cezu w zbiorniku zużytego paliwa nr 2 – Zbiorniki nr 1, nr 2 & nr 3 „wyraźnie mają poważne uszkodzenie zużytego paliwa” (materiał wideo)

„Nowo ujawnione dane TEPCO potwierdzają twierdzenia Fairewinds na temat poważnych awarii zbiorników ze zużytym paliwem nuklearnym w elektrowni

Fukushima,”Fairewinds, 26 sierpnia 2011:

Fragmenty transkrypcji:

(…) Zaledwie dwa dni temu TEPCO opublikowało raport z analizą stanu wody w zbiornikach ze zużytym paliwem w Fukushimie. Dane te zostały odczytane 19 i 20 sierpnia, są więc bardzo świeże i chciałbym się nimi z Państwem podzielić. (...)

Kombinacja obu cezów w zbiorniku sekcji nr 2 wynosi 220 milionów dezintegracji na sekundę w litrze wody. Tabela pokazuje podobnie wysokie koncentracje cezu w sekcji nr 1 i nr 3. Oznacza to poważne uszkodzenie paliwa w zbiornikach nr 1, nr 2 i nr 3.

Mainichi Daily News – Profesor nuklearny z Japonii: Ludzkość stoi w obliczu wielkiej niewiadomej – 10 siwertów na godzinę na zewnątrz elektrowni oznacza, że bliżej rdzenia reaktorów radiacja jest wyższa

 

Stan na 16 sierpnia:

Ludzie w pobliżu Fukushimy umierają już na białaczkę http://fukushima-diary.com/2011/08/breaking-news-a-volunteer-person-died-of-acute-leukemia-in-fukushima/

W tego typu sprawach jest całkowita blokada medialna. – jest to tego typu pierwsze potwierdzone doniesienie. Osoba, która zajmowała się ratowaniem zwierząt w

20 kilometrowej strefie zmarła nagle na skutek ostrej białaczki. Nagle zmarła także 32-letnia założycielka non-profitowej organizacji „Na ratunek dzieciom w Toyama”. Wraz z mężem przemieszczali się ciągle pomiędzy Fukushimą i Toyama. W ubiegłym tygodniu zmarł też nagle 34-letni piłkarz Matsuda – przyczyną było nagłe niedotlenienie serca na skutek niedokrwienia (cardiac infarct). Schorzenie to może być spowodowane zatruciem radioaktywnym cezem 134 i 137, natomiast stront 90 powoduje białaczkę. Na białaczkę umierają nagle nie tylko ludzie – są doniesienia o nagłych zgonach kotów i psów.

Można się spodziewać, że tego typu doniesień będzie coraz więcej. Skażenie radiologiczne w pobliżu Fukushimy jest bowiem wielokrotnie gorsze niż w Czarnobylu, jednak rząd japoński zdecydował o tym, że nie będzie stałej ewakuacji z tych terenów. źródło

 

The New York Times: Rząd Japonii ukrył prognozy przemieszczenia radioaktywnej chmury, aby uniknąć ewakuacji – Burmistrz miasta Namie: „Wstrzymanie tej informacji jest porównywalne z morderstwem”

 

„Japonia ukryła ścieżkę przemieszczenia radiacji pozostawiając obywateli w niebezpieczeństwie,” Autor: Ko Sasaki dla „The New York Times”, 8 sierpnia 2011:

Fragmenty artykułu / streszczenie wątków:

Prognozy rządowego systemu komputerowego, zaprojektowanego w celu ustalenia ścieżki rozprzestrzeniających się radioaktywnych emisji, zostały wstrzymane przez biurokratów w Tokio funkcjonujących w kulturze, która dąży do unikania odpowiedzialności i krytycyzmu. (...)

Podczas gdy elektrownia atomowa nadal emituje promieniowanie, którego część przedostała się do zaopatrzenia żywnościowego kraju, wzbiera gniew opinii publicznej dostrzegającej rządową kampanię, która zmierza do zbagatelizowania rzeczywistej skali katastrofy i jej zdrowotnych konsekwencji. (...)

 

Argumentacja:

Przedstawiciele rządu, aktualni i dawni, przyznają, że japońskie władze próbowały „ograniczyć skalę kosztownych i dezorganizujących ewakuacji w terytorialnie

ubogiej Japonii oraz uniknąć publicznego kwestionowania potężnego pod względem politycznym przemysłu atomowego.”

Przedstawiciele rządu, aktualni i dawni, podczas wywiadów z NYT powiedzieli, że „szersza strefa ewakuacyjna oznaczałby przesiedlenie setek tysięcy ludzi… rząd był zdesperowany, aby ograniczyć ewakuację do 80.000 osób przeniesionych z obszarów położonych wokół elektrowni.”

 

Toshiso Kosako, jeden z najważniejszych ekspertów od pomiarów radiacji, który odszedł z grupy doradczej premiera Japonii, powiedział, że „biuro premiera odmówiło publikacji rezultatów nawet po zapoznaniu się z wynikami Speedi, ponieważ tamtejsi urzędnicy nie chcieli wziąć na siebie odpowiedzialności za kosztowne ewakuacje w sytuacji, kiedy ich szacunki mogłyby zostać zakwestionowane w przyszłości.”

 

Schemat:

„Urzędnicy przyznali, że japońskie władze zastosowały schemat wstrzymywania szkodliwych informacji i negowania faktów związanych z nuklearną katastrofą.”

„Prognozy komputerowe były jednymi z wielu informacji, które zostały ukryte przed opinią publiczną przez urzędników państwowych.”

Stopienie paliwa nuklearnego w trzech reaktorach ukrywane było przez władze kilka miesięcy.

„Nuklearni regulatorzy przyznali na początku czerwca, że dzień po tsunami inspektorzy wykryli tellur-132, który eksperci określają mianem oczywistego dowodu na stopienie reaktorów – jednakże nie wspomnieli o tym opinii publicznej przez trzy miesiące.”

Burmistrz miasta Namie, które znalazło się na ścieżce radioaktywnej chmury, powiedział, że „wstrzymanie tych informacji jest porównywalne z morderstwem.”

 

Stan na 26 lipca: NHK: „Wysoki poziom radioaktywności wykryty na wielkim obszarze” – Japonia informuje, że powietrze w odległości 150 km od Fukushimy jest tak napromieniowane, jak obszary w pobliżu stopionych reaktorów

 

„Wysoki poziom radioaktywności wykryty na wielkim obszarze,” NHK, 21 lipca 2011: Ministerstwo nauki informuje, że powietrze nad ziemią znajdującą się w odległości 150 km od elektrowni atomowej Fukushima Dai-ichi jest tak radioaktywne, jak obszar oddalony od źródła radioaktywności o 50 km. (...)

Niektóre części miasta Kurihara, zlokalizowanego 150 km na północ od elektrowni, oznaczone są kolorem jasnoniebieskim, co wskazuje, że powietrze zawiera koncentrację radiacji 0.2, 0.5 mikrosiwerta na godzinę. To wynik podobny do obszarów położonych blisko zniszczonej elektrowni. (...)

 

-----------------------------------------------------

 

Jak się chronić przed promieniowaniem? Aktualizacja z 10 września (głównie czerwoną czcionką).

a.) Jod, czyli ochrona tarczycy. Udaj się do apteki bądź sklepu z suplementami, drogerii,i kup suplement diety z jodem, np „chrom plus”, „kelp”bądź jodek potasu na receptę, tylko według wskazań lekarza. Tych preparatów NIE WOLNO przedawkowywać, nawet w dobrej wierze! Zbyt wysokie dawki jodu mogą być toksyczne, jednak w dawkach zalecanych przez producenta bądź lekarza nie ma obaw.
-Preparat „chrom plus”zawiera chrom i 150 mikrogramów jodu. Bez recepty, dawkowanie jedna tabletka dziennie. Nie przekraczać zalecanych dawek.
-Preparat „kelp” zawiera naturalny wyciąg z wodorostów. Jedna tabletka „kelp” ma 200 mikrogramów jodu, bez recepty. Brać jedną tabletkę dziennie. Nie przekraczać zalecanych dawek.
-Preparat dla dzieci –”zdrovit odpornisie” niestety, jest to jedyny preparat przeznaczony dla dzieci który ma w swoim składzie odpowiednią dla nich dawkę jodu. Jest dostępny bez recepty, jednak zalecam konsultację z lekarzem – u dzieci łatwo spowodować przedawkowanie.
-Preparaty syntetyczne zawierające jodek potasu (100 i 200 mikrogramów) dostępne tylko na receptę lekarską, stosować ściśle według wskazań lekarza bądź służb ratowniczych / sanitarnych. W żadnym wypadku nie przekraczać zalecanych dawek. Gdy władze zarządzą podawanie nam jodku potasu, odstaw powyższe preparaty (czyli chrom plus, kelp).
-dobrym dodatkiem do jednego z powyższych trzech preparatów może być spirulina, czyli naturalny wyciąg z alg morskich. Zawiera niewielkie ilości jodu, bierz jedną kapsułkę dziennie.
Przed zastosowaniem powyższych preparatów poszukaj wiarygodnych informacji w internecie na ten temat. Przeczytaj ulotki, gdzie załączone są ważne informacje, których nie podałem tutaj ze względu na ograniczenie miejsca. W przypadku wątpliwości, np podawania w/w preparatów: dzieciom, osobom starszym, przewlekle chorym, alergikom, kobietom w ciąży i karmiącym, zażywającym leki (możliwe interakcje), zgłoś się do lekarza lub odpowiednich służb po poradę. Jodu nie powinny zażywać osoby mające poważne problemy z tarczycą. W przypadku jakichkolwiek problemów z tym organem należy się poradzić lekarza – ja się na tym już nie znam.

b.) jod c.d. Jako ciekawostkę pewien farmaceuta powiedział, że wielu ludzi ma kłopoty z tarczycą do dziś właśnie z powodu przedawkowania płynu Lugola podczas Czarnobyla, bo prawie nikt nie przestrzegał dawki zalecanej (50 –500 mikrogramów). To trzeba było 1 krople na szklankę, a ludzie pili np. łyżeczkę wprost buteleczki i przyjmowali właśnie dawki miligramowe albo i większe. Problemy mają ludzie właśnie z powodu uszkodzenia tarczycy. A więc ostrożnie z jodem!
-sprzedawcy dostali zakaz sprzedaży płynu Lugola i prawdopodobnie innych preparatów z jodem bez zlecenia lekarza. Agendy rządowe USA robią zapasy tych preparatów. W wielu krajach już w maju tego roku wykupiono suplementy z jodem, jak i liczniki Geigera.
-W hurtowniach jodu brak. Płyn Lugola jest składowany rezerwowo, uczestniczą w tym m.in. niektóre poradnie, przychodnie. Proszę pilnie o informację z terenu Polski o tym zjawisku, bo prawdopodobnie jest to ukrywane przed opinią publiczną!

c.) Jednocześnie trzeba uważać, aby władze, służby nie zechciały nas przypadkiem naszprycować jakimś świństwem, pod przykrywką walki z radiacją. Dlatego śledź niezależne fora, blogi i witryny, poszukuj informacji na własną rękę – miej oczy szeroko otwarte. Wiedza ochrania, ignorancja naraża – to motto naszych trudnych czasów.

d.) Śledź wskazania stacji pomiarowych i innych monitoringów radiacji:

-Monachium – link tutaj

-Inne stacje w Bawarii – link tutaj

-Inne stacje w Niemczech – link tutaj

-Organizacja Low Level Radiation Compaign – link tutaj(po angielsku). Organizacja ta skupia fizyków, atomistów i innych naukowców, którzy sprzeciwiają się energetyce atomowej i informują o zagrożeniach z nią związanych. Jest to wiarygodne źródło informacji, poza kontrolą gestapo proatomowego.

-Organizacja European Committee on Radiation Risk
-Black Cat Systems– obywatelskie stacje pomiarowe w Ameryce płn.
-Radiacja w Los Angeles
-Polska bezpieka atomowa – mapa (mało wiarygodna, ale..)
-Radiacja w Lublinie UMCS (bardziej wiarygodna, pokazuje skoki radiacji wraz z kolejnymi chmurami z Fukushimy. Co ciekawe, ta stacja pomiarowa miała już dwie awarie, gdy wartość radiacji zaczęła przekraczać normy krytyczne).
-Radiacja w Tokio
-Bezpieka atomowa USA (mało wiarygodna)
Nowe:
-blog w języku francuskim – niezależne media poszukują tłumacza tych tekstów – link tutaj.
-wiarygodne stacje pomiarowe, w języku niemieckim. wykazują podwyższoną radiację w Warszawie (0.152 uSv / h) i w Berlinie (0.140 uSv / h) (stan na maj i czerwiec). Link tutaj.

-obserwuj status KP ziemskiej magnetosfery – obrazek:
– gdy barwy są żółte lub czerwone, istnieje większe prawdopodobieństwo trzęsień Ziemi.

-obserwuj aktywność słońca:
– tu także należy zwracać uwagę na kolory – jeśli pojawi się żółty lub czerwony, istnieje zwiększone prawdopodobieństwo trzęsień Ziemi za dwa, trzy dni.

e.) zachowaj środki ostrożności (aktualizacja 10 września czerwoną czcionką):
-pij wodę butelkowaną przed opadami radioaktywnymi, czyli wodę mineralną. Wody tej używać do przyrządzania gorącej: kawy, herbaty, zup itp. / już za późno poza tym i tak mało to da, ale..
-unikaj przebywania na zewnątrz, nie otwierać okien, gdyż przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach daje częściową ochronę przed radiacją / za późno by stosować tę metodę, Ziemia skażona jest już na setki tysięcy lat.
-nie spożywać miejscowych owoców i warzyw, unikać mleka aż do wiarygodnych pomiarów skażenia / za późno już wszystko jest skażone.
-Unikać jedzenia grzybów i dziczyzny, gdyż one tradycyjnie pochłaniają największą część skażenia / ciągle aktualne!
-zrób zapasy w pobliskim spożywczaku. Chodzi o specyficzne artykuły, mające kilka cech. Między innymi: a) długi okres przydatności do spożycia, b) można je przechowywać poza lodówką czy zamrażarką, c) są odporne na czynniki środowiskowe. Dla przykładu kryteria te spełniają: mąka, gryka, soja, soczewica, ryż, makarony, konserwy, soki wysokiej jakości, zupki w proszku, i różne inne produkty. Zapasy te przechowuj w miejscach odległych od okien, nie narażonych na przeciągi i napływ powietrza z zewnątrz (ryzyko większej radiacji). Jeśli masz w rodzinie przewlekle chore osoby, zrób zapas lekarstw dla niej na kilka tygodni aż do czasu względnej stabilizacji i ustania paniki / ciągle aktualne! Logiczne jest, że kiedyś sprawa się rypnie i wybuchnie panika.
-W razie zalecenia pozostania w domu,należy: zamknąć okna i drzwi i nie dopuścić aby do domu lub mieszkania dostało się powietrze z zewnątrz (wyłączyć wentylację, klimatyzację, ogrzewanie nawiewowe, uszczelnić zasuwy piecowe i kominowe, zabezpieczyć inne otwory w mieszkaniu lub budynku). Zabezpieczyć zwierzęta domowe lub hodowlane; unikać spożywania żywności z własnego ogródka, warzyw i owoców nieznanego pochodzenia, wody z kranu – pić wodę tylko butelkowaną, ale z pewnych źródeł. Żywność przechowywać w szczelnie zamkniętych pojemnikach; w przypadku wyjścia na dwór należy zakryć nos i usta mokrym ręcznikiem lub chusteczką. Dobre byłyby też maseczki noszone podczas epidemii świniaka w 2009 roku. O ironio, nawet tak licha ochrona powstrzymuje najbardziej szkodliwe cząsteczki alfa / ciągle aktualne, ale tylko w wypadku chmury plutonu / neptunu (cząsteczki alfa..) - śledź niezależne fora i blogi.
-Po przyjściu z zewnątrz należy umyć całe ciało i włosy (do kąpieli dodać sodę spożywczą), należy też schować rzeczy noszone na dworze do torby i szczelnie ją zamknąć / aktualne tylko w wypadku chmury plutonu!

f.) Kogo należy chronić najbardziej? Przede wszystkim należy chronić kobiety w ciąży i ich nienarodzone dzieci. Podczas awarii w Czarnobylu zdarzały się liczne poronienia, a radiacja szkodzi młodym organizmom w ciele matki. Chronić dzieci i osoby starsze, osoby z białaczką, rakiem,wyniszczone. Osoby z chorą tarczycą są także narażone na radiację bardziej niż inni / ciągle aktualne.

g.) inne radionuklidy. Podane wyżej preparaty z jodem nie są cudowną pigułką na radiację. Jod w tabletkach chroni przed radioaktywną odmianą jodu z elektrowni i częściowo detoksykuje organizm z radionuklidów (wg organizacji vibronika.eu).
W radioaktywnej „mieszance” z Fukushimy najbardziej niebezpieczny jest pluton, którego w Czarnobylu w ogóle nie było! Według naukowców paliwo MOX stosowane w Fukushimie (paliwo uranowo plutonowe) jest 2000 razy bardziej toksyczne niż to z Czarnobyla! Promieniowanie alfa wydzielane przez pluton jest skutecznie pochłaniane nawet przez kartkę papieru, więc istotne byłoby noszenie maseczek chirurgicznych w okresach największego skażenia. Trzeba pamiętać, że nie jest ważna odległość od Japonii ani rozproszenie (wszystko to medialne i polityczne łgarstwa). Wystarczy jedna (!) cząsteczka radioaktywnego plutonu by wywołać mutację w genomie i w konsekwencji raka.

h.) prof. Dorota Majewska zaleca branie nieco większych dawek antyoksydantów. Bezpieczne dawki dla osoby dorosłej to: 1000 – 6000 mg naturalnej witaminy C. Warto dodać do tego 3 – 4 tabletki rutinoskorbinu, witamine A + E i selen po jednej tabletce. Inne przeciwutleniacze znajdują się w zielonej herbacie i kawie / aktualne, teraz można to brać, gdy za późno na jod i inne przeciwdziałania.

i.) Działka orgonowe (chembuster, cloudbuster).
Działka orgonowe powodują odsuwanie poza Skandynawię potencjalnego zagrożenia radioaktywnego. Jednocześnie operatorzy działek orgonowych z Polski powodują przemieszczanie się mas powietrza z najzdrowszych rejonów (Alpy i Kaukaz) w kierunku Europy centralnej. Na razie mają za małą moc by pomóc „starej Europie” która wg symulacji oberwie. Dlatego potrzebne jest każde działo orgonowe. Proszę dalej linkować, bo zasięg blogów jest niewielki i wielu posiadaczy działek nie wie o sytuacji. Gdy wzmocni się nasza siła, będziemy mogli skierować działka lekko na północny zachód.
Jutro, 6 kwietnia spodziewana jest chmura radioaktywnego xenonu w Polsce. Transuranowce, w tym ekstremalnie niebezpieczny pluton mają nadlecieć 7 – 8 kwietnia.(chem)buster w akcji – link do filmu.
Szczegółowa instrukcja jak zbudować działo orgonowe – link tutaj.

 

 

 

 

 


14. TO TYLKO PROKONSUMPCYJNA (POJAZDOWA) EKONOMIA...

 

EKONOMIA RACJONALNA nie jest trudna, gdyż jest logiczna. Problem w jej pojęciu tkwi w tym, iż nie uczy, nie wykłada się logiki, myślenia, analizowania całościowego. Stąd umysły przeogromnej większości ludzi nie są przygotowane do przeprowadzania takiego procesu myślowego, logicznego wywodu, analizy, wnioskowania.

WIĘC OBECNIE ŚWIATEM WSPÓŁRZĄDZI SEKTA PROPRODUKCYJNYCH-, PROKONSUMCYJNYCH IDEOLOGICZNYCH TZW. EKONOMISTÓW, wykorzystująca wiarę, służącą wyłącznie im i ich - posiadającym ogromny kapitał - mocodawcom, w ich utopijną, grabieżcą, zabójczą, w tym samobójczą ideologię. Wymyślają, usprawiedliwiające ich działania, ich skutki, nośne hasła, np. o braku wolności gospodarczej (lasy są za wolno wycinane, powietrze, ziemia, woda za mało skażone...; za dużo roślin i zwierząt przeżyło...; ludzie są za mało chorzy...; surowce za mało wyczerpane...; jest za mało śmieci...; jest za mało wydatków, długów...), wyjaśniające sytuację teorie, o istnieniu jakichś cykli koniunktury/dekoniunktury (przy czym koniunktura ma mse wówczas, gdy się możliwie maksymalnie, totalnie marnuje, zużywa, skaża, truje, zadłuża i wydaje... A katastrofalna dekoniunktura jest wówczas, gdy następuje spadek takich działań...), wykazują fachową wiedzą, inicjatywą i zalecają pobudzanie popytu-podaży (np. by produkować, budować i sprzedawać jak najwięcej samochodów, domów, dupereli itp...)... A efektem działania tej sekty, realizowania jej utopii jest totalna katastrofa ekologiczno-ekonomiczno-zdrowotna!!!

*

Posługują się, wykorzystując pazerność, nikczemność, bezwzględność; selekcję negatywną do władz, przekupstwem, szantażem, trzymają w szachu za długi, zajmują machinacjami finansowymi, politycznymi, zlecają morderstwa, są odpowiedzialni za przewroty, wojny – by tylko zdobyć jak najwięcej pieniędzy, dla siebie.

 

KONSUMPCJA MUSI BYĆ ROZSĄDNA, ZASADNA, RACJONALNIE UŻYTECZNA!

Tak zalecana KONSUMPCJA przyczynia się - tak jak poprzedzający ją przemysł wydobywczy, transport, następnie wstępne przetworzenie surowców, transport półproduktów, po czym produkcja produktów finalnych, następnie ich transport, sprzedaż - do zużywania energii, surowców, powstawania śmieci, chorób zawodowych, skażania, degradacji środowiska, zagłady przyrody, zatruwania ludzi, chorób, strat, wydatków, zagłady!! Więc produkcja-konsumpcja powinna być najpierw całościowo przemyślana; sensowna (m.in. ograniczona do rozsądnego minimum)! Bo inaczej tylko za nią płacimy i ponosimy inne jej negatywne konsekwencje!

 

 

www.o2.pl | Janusz Szewczak - autor jest analitykiem gospodarczym dla www.GazetaFinansowa.pl | Lipiec 2008 r.: Zadłużenie Polaków w kredytach hipotecznych wyniosło pod koniec 2008 r. 150 mld zł, w kredytach gotówkowych 100 mld zł, na kartach kredytowych ok. 10 - 20 mld zł! Zagraniczne długi przedsiębiorstw działających w Polsce to już kwota 82 mld euro! Od wstąpienia do UE od 2004 r. zadłużenie to podwoiło się! Banki zagraniczne działające w Polsce są też zadłużone na łączną kwotę 35 mld euro, a wartość kredytów w złotych zaciągniętych przez polskie przedsiębiorstwa to 165 mld zł! Również potrzeby finansowania i pozyskiwania kapitału zagranicznego dla rolowania starych długów tylko w 2009 r. znacząco rosną. Wyniosą astronomiczną kwotę 120 mld dolarów. Jesteśmy w tej materii całkowicie uzależnieni od dopływu środków z zagranicy!

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek, 09 Lipiec 2009 20:54

WARIANT ARGENTYŃSKI WKRÓTCE W POLSCE? [fragmenty]:

Kłamaliśmy cały czas

A oto te rzekomo mocne fundamenty polskiej gospodarki. To dziś, przypomnijmy: 650 mld zł długu publicznego Skarbu Państwa, ok. 200 mld euro długów zagranicznych, 200 mld zł zadłużenia Polaków z tytułu kredytów hipotecznych, z czego olbrzymia cześć w walutach zagranicznych, w tym we franku szwajcarskim, 45 mld kredytów zagrożonych, na razie, na dziś, 17 mld zadłużenia na kartach kredytowych, 45 mld euro zadłużenia banków komercyjnych działających w Polsce, minimum 20 mld długów przedsiębiorstw z tytułu opcji walutowych, 271 mld wzajemnych zobowiązań przedsiębiorstw, coraz poważniejsze zatory płatnicze, niewypłacanie pensji i wynagrodzeń pracownikom na czas, rosnące bezrobocie – pod koniec roku może wzrosnąć aż o 600 tys. osób do nienotowanego od dawna poziomu na przełomie roku 2009/2010 rzędu 18 – 20 proc.

 

Długi, długi…

Tylko w latach 2007 – 2009 dług publiczny Skarbu Państwa wzrósł o ponad 150 mld zł, tylko przez te 3 lata. W 2010 przekroczymy pewnie poziom publicznego zadłużenia Skarbu Państwa w kwocie 800 mld zł łącznie. To prawdziwy rekord szybkości w zadłużaniu w ostatnich latach. Przypomnijmy też, że tegoroczne potrzeby pożyczkowe na razie jeszcze sprzed zapowiedzi nowelizacji to 155 mld zł.

 

Już dziś, w połowie 2009 r., realny deficyt zbliża się do poziomu 50 mld zł. Można go w miarę dokładnie oszacować na poziomie 54 – 55 mld zł. Pod koniec roku może on wynieść równie dobrze 90 mld i przewyższyć słynną już dziurę Bauca. Deficyt budżetu państwa wyniesie w 2009 r. między 6 a 7 proc. PKB, a deficyt sektora finansów publicznych może wynieść na koniec roku nawet 8 do 9 proc. PKB. W tym ostatnim przypadku deficytu sektora finansów publicznych minister finansów informując Komisję Europejską, pomylił się tylko o 14 mld zł – dodajmy: na razie.

 

Żeby przetrwać i dalej funkcjonować instytucje okołobudżetowe będą musiały rozpaczliwie pożyczać, tylko gdzie? Które banki tak chętnie udzielą tych pożyczek? Krajowy Fundusz Drogowy będzie musiał pożyczyć od 10 do 15 mld zł, FUS od 5 do 10 mld zł.

 

Polacy na własne oczy zobaczą wreszcie na przełomie 2009 i 2010 kryzys, w który nie chcą jeszcze uwierzyć. Późną jesienią 2009 r. trzeba będzie po raz drugi nowelizować tegoroczny budżet, bo znów zabraknie 25 – 27 mld zł.

A istotne osłabienie waluty krajowej, które z reguły występuje przy nowelizacji budżetu czy załamaniu się wpływów i dochodów budżetowych, może oznaczać krach w argentyńskim stylu.

Janusz Szewczak - autor jest analitykiem gospodarczym dla www.GazetaFinansowa.pl

 

 

Konsumpcyjny; zbytkowy, bezmyślny; szkodliwy; statystyczny „PKB” bardzo szybko ląduje i rośnie... na wysypiskach śmieci! A jego trwalsze postacie (np. samochody, mieszkania) trzeba najpierw, łącznie, z ogromnymi skutkami ubocznymi, w tym wydatkami, za ogromne pieniądze, wybudować, wyprodukować, a następnie, łącznie, z ogromnymi skutkami ubocznymi, w tym wydatkami, na tego kupno zapracować, po czym, łącznie, z ogromnymi skutkami ubocznymi, w tym wydatkami, za ogromne pieniądze, utrzymywać!

 

PROKONSUMPCYJNA PRODUKCJA I WYNIKŁA Z NIEJ KONSUMPCJA = mozolne, ogłupiające, szkodliwe, płatne zajęcia; choroby zawodowe, wypadki; kalectwa; renty; dojazdy; transport; wypadki; skażanie, zatruwanie; choroby, kalectwa; renty, śmierć = pranie mózgów; ogłupianie, marnowanie czasu, wypaczanie; szkodzenie, pogrążanie (w tym, w wielonasób, ludzi wybitnych) tzw. reklamami = wycięte lasy, zużywanie energii, zużywanie (ograbianie z nich biedniejszych krajów, przyszłych pokoleń; wyczerpywanie) surowców; przyczynianie do zwiększania ich ceny; przewroty, konflikty, wojny o surowce = kalectwa; śmierć = emisja szkodliwych substancji, powstawanie odpadów, śmieci; zajmowanie msa = skażanie, zatruwanie = dewastacja środowiska, degeneracja (w tym naszego) gatunków = katastrofy ekologiczne; zmiany klimatyczne = anomalie, klęski, kataklizmy żywiołowe; plagi = choroby (śmierć); cierpienia, nieszczęścia, tragedie, potworności; wymarłe zwierzęta, katastrofalna sytuacja następnych pokoleń, zagłada życia = wydatki, długi; straty, problemy:

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela 29.01.2012, 07:27

KIEROWCY PORZUCAJĄ AUTA. PALIWO JEST ZA DROGIE

Wybierają autobus albo metro.

Mieszkańcy Rzymu z powodu wzrostu ceny paliw, zbliżającej się do 2 euro za litr, coraz mniej jeżdżą samochodami - donosi PAP.

Władze włoskiej stolicy wyliczyły, że w czasie miesiąca liczba aut wjeżdżających do strefy w centrum miasta spadła o 10 proc. Jednocześnie odnotowano wzrost sprzedaży biletów komunikacji miejskiej - też o 10 proc.

Mniejsza liczba aut na ulicach dotyczy całego Rzymu – mówi Angelo Giuliani - komendant straży miejskiej w Rzymie.

Dodaje, że najmniej samochodów jeździ po Wiecznym Mieście tuż przed wypłatą pensji.

To znak, że ludziom po prostu nie starcza pieniędzy na kupno drogiej benzyny - dodaje komendant. | AJ

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl |Wtorek [17.11.2009, 07:59] 1 źródło

GMINY ZAROBIĄ KROCIE NA MAGAZYNACH CO2

Zapłacą im... odbiorcy prądu. Czyli my wszyscy.

Prowadzenie podziemnego składu CO2 będzie koncesjonowane. Gminy, na terenie których znajdą się składy, dostaną za to 220 mln zł rocznie. Instalacje do wychwytywania i składy CO2 podniosą ceny prądu o 60 proc. - donosi forsal.pl.

Projekt stosownych przepisów, których wymaga Unia Europejska, przygotował już resort środowiska. Pierwsze, testowe instalacje wychwytywania i składowania CO2 powstaną w Elektrowni Bełchatów oraz nowej elektrowni Zakładów Azotowych Kędzierzyn-Koźle i spółki Tauron Polska Energia.

Na skalę przemysłową jednak tych technologii się jeszcze nie stosuje. Specjaliści oceniają, że będzie to możliwe dopiero po 2020 roku. Wtedy ceny energii elektrycznej wzrosną o 60 proc. bo dostawcy przerzucą na odbiorców koszty budowy instalacji - zauważa portal. | AJ

 

[Najkorzystniej, w tym najtaniej jest nie emitować CO2, m.in. dzięki elektrowniom wykorzystującym energię odnawialną, pojazdom napędzanym sprężonym powietrzem, prądem, transportowi zbiorowemu, a jego, bezpłatną, asymilacją najskuteczniej zajmują się rośliny, które wytwarzają z niego - niezbędny - tlen. - red.]

 

 

 „NEWSWEEK” nr 29, 2006 r., strona 62

ENERGETYKA JĄDROWA

ATOMISTYFIKACJA

(...) Równie prawdziwe jak mit o ekologicznej i czystej energii jądrowej jest stwierdzenie, że jest ona tania. We wszystkich krajach prąd z atomu jest o wiele droższy niż uzyskiwany z węgla czy nawet z siły wiatru. Jego cena za kilowatogodzinę wynosi w USA ponad siedem centów, tymczasem energia ze źródeł tradycyjnych jest prawie o połowę tańsza.

Rządy wielu państw radzą sobie z tym problemem w najprostszy sposób - sięgają do kieszeni podatników. Budżet dopłaca do elektryczności z atomu. Robi to, by opłata za prąd z elektrowni atomowych nie była wyższa niż z innych źródeł energii. Gdy w Wielkiej Brytanii prywatyzowano produkcję elektryczności, rząd narzucił dodatkowy podatek na paliwa kopalne, aby dochodami z niego wesprzeć energię z atomu. Subsydia dla energetyki jądrowej do 2000 roku wynosiły w Wielkiej Brytanii około 1,2 miliarda funtów rocznie. Podobnie wygląda sytuacja w Australii i w innych krajach.

Choć nikt nie zabrania prywatnym firmom budowania reaktorów jądrowych, żadne konsorcjum na świecie nie zrobiło tego bez wyciągania ogromnych sum z budżetu państwa. Nawet Bank Światowy nie chce pożyczać pieniędzy na tego rodzaju inwestycje. Bieżące koszty produkcji są wysokie, a przyszłe wydatki związane z rozmontowywaniem reaktorów i składowaniem odpadów jeszcze większe. (...)

W przypadku energetyki jądrowej ponad 60 procent energii ucieka z elektrowni w postaci ciepła i w sieciach przesyłowych.

Czy jednak starczy rozsądku, aby oszczędzać energię, nie liczyć na węgiel i atom, a zwrócić się ku słońcu i wiatrakom?

Bożena Kastory

 

 

„WPROST” nr 1046, 15.12.2002 r.: 500 miliardów złotych wyłudzili (w ciągu 12 lat) od nas górnicy, kolejarze, rolnicy i politycy.

Tylko w latach 1990-2005 dopłaty do górnictwa wyniosły 65 mld zł.

 

„NEWSWEEK” nr 34, 28.08.2005 r.: Według wyliczeń rządu w ciągu 15 lat z podatków będziemy musieli dołożyć górnikom 97 mld zł.

 

www.interia.pl | Czwartek, 27 listopada (17:05)

Dodatkowy koszt stosowania węgla w gospodarce to 354 mld euro rocznie - wynika z raportu organizacji ekologicznej Greenpeace, zaprezentowanego w czwartek na konferencji.

 

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Wtorek [16.11.2010, 10:01]

200 TYS. TON TOKSYCZNYCH ODPADÓW NA ŚLĄSKU

Mogą spłynąć Wisłą do Bałtyku.

Na terenie Zakładów Chemicznych Organika Azoty pod Jaworznem zalega 200 tys. ton toksycznych odpadów. To tykająca bomba ekologiczna.

Dzięki czeskiemu wynalazkowi można ją rozbroić. Problemem jak zwykle są pieniądze - informuje "Dziennik Zachodni".

Urządzenie do utylizacji przyjechało właśnie do zakładów. Czesi demonstrują jak działa. Oczyszcza z toksyn nie tylko ziemię, ale i wodę. W przypadku odpadów spod Jaworzna jego skuteczność jest 100-procentowa. Efektem końcowym jego działania jest miał z węgla aktywnego. Można go bezpiecznie spalić w standardowej elektrowni.

Niestety, utylizacja tony odpadów to koszt od 7 do 10 tys. zł. Za pozbycie się wszystkich odpadów z Organiki Azoty trzeba by było więc zapłacić 1,5 mld złotych.

Sami nie damy rady. Nawet przy wsparciu ze strony zarządu Zakładów Chemicznych Organika Azoty i środkach z UE nie mamy szans rozwiązać tego problemu - mówi gazecie Paweł Silbert, prezydent Jaworzna. - Wszyscy powinni się włączyć w nasze starania, bo kiedyś może się okazać, że jaworznickie odpady dostaną się do Przemszy i dalej Wisłą do Bałtyku, a wówczas problem stanie się faktycznie międzynarodowy. | WB

 

 

Straty i koszty spowodowane powodzią w 1997 roku wyniosły około 13-15 mld zł (według obecnych cen to około 20 mld zł).

Straty i koszty spowodowane powodziami w 2010 roku wyniosły około 12-14 mld zł.

 

 http://forsal.pl/artykuly/450167,straty_po_powodzi_siegaja_12_mld_zl_rzadowi_brakuje_9_mld_zl.html | 2010-09-08 10:29

Zniszczonych 811 gmin

Drobiazgowy raport szkód sporządzony w resorcie spraw wewnętrznych obrazuje skalę katastrofy. Zniszczonych zostało: 80 tys. km dróg, 59 mostów, 680 tys. ha