www.wolnyswiat.pl

 

 

O TORUŃSKIM PRZEBIEGŁYM SPECJALIŚCIE OD ŻYCIA KOSZTEM SWOICH OFIAR – BEZWZGLĘDNYM OGŁUPIACZU I WYŁUDZACZU PIENIĘDZY – OSZUŚCIE (I ANTYCHRYŚCIE)

 

 

"FAKTY I MITY" nr 14, 08.04.2004 r.

KIM BYŁA MARIA?

Katolicy bez zastrzeżeń wierzą w Marię – matkę Chrystusa. Nazwali ją Matką Boską i pod względem oddawania czci zrównali z samym Bogiem. Właśnie minęła 20 rocznica zawierzenia jej całego świata. W ten sposób Jan Paweł II spełnił jedno z ostatnich życzeń Pani z Fatimy.

Początki jednak były inne. Przez przeszło sto lat nikt nie ustanawiał kultu Matki Boskiej, nikt nie myślał nawet, aby uczynić z niej tak znaczącą postać w życiu chrześcijan.

W historii Kościoła nie istnieje żaden potwierdzony przekaz historyczny związany z matką Jezusa. U św. Pawła – w jego najstarszych zachowanych listach – brak jest wiedzy o Matce Boskiej. Ewangelie również mało interesują się Marią. Marek wspomina, że była matką Chrystusa i pozostałych dzieci. Mateusz zanotował, że Maria była zaręczona z Józefem i kiedy ten dowiedział się o ciąży, chciał zerwać zaręczyny. Dopiero interwencja anioła udaremniła zerwanie, a Józef podjął współżycie seksualne z Marią dopiero po narodzinach Jezusa.

Trochę więcej dowiadujemy się o Marii z Ewangelii św. Jana. Wspomina on, że Maria była jedną z osób uczestniczących w weselu w Kanie Galilejskiej. Kiedy zwróciła uwagę Jezusa, że zaczyna brakować wina, ten odpowiedział jej, żeby mu nie przeszkadzała.

Ostatnim źródłem informacji o Marii są Dzieje Apostolskie. Dowiadujemy się z nich tylko tyle, że po wniebowstąpieniu Jezusa Maria przebywała wśród apostołów w Jerozolimie.

Nic ponadto nie wiemy o dalszych losach matki Jezusa. Można więc wnioskować, że to Kościół na własne potrzeby sprokurował mit wywyższający Marię. Można się też domyślać, że niepokalana i pełna skromności Maria miała być dla wiernych ideałem kobiecości, a jej dziewictwo zostało przeciwstawione erotyzmowi. Gdyby zapisać w postaci kalendarza wzrost znaczenia Marii i ułożyć te daty chronologicznie, to historia kultu wyglądałaby następująco:

– 431 r. – sobór w Efezie uznaje Marię za matkę Boga;

– 649 r. – sobór grozi ekskomuniką za zakwestionowanie dziewictwa Marii;

– 1854 r. – ogłoszenie dogmatu o niepokalanym poczęciu Marii;

– 1950 r. – ogłoszenie dogmatu o wniebowstąpieniu Marii.

Byłoby oszustwem nie wspomnieć o tym, że madonna z dzieciątkiem nie jest wymysłem Kościoła chrześcijańskiego. Już kilka tysięcy lat temu odnaleziono pierwsze figurki z takimi postaciami. Miało to miejsce w Castal Huyuk, gdzie odkryto posążek liczący około 8 tysięcy lat.

Z kolei na wyspach Morza Śródziemnego odkryto posążki liczące około 3,5 tysiąca lat, podobnie jak figurki znalezione w południowych Włoszech. Postacie kobiet trzymających w ramionach dzieciątko odkryto w Anatolii – bogini nosiła nazwę Kybele. Takie same figurki składano w ofierze Artemidzie z Efezu. Podobnie przedstawiano Afrodytę z synem Erosem, matkę bogów Reę z Zeusem, egipską Izydę z Horusem czy wizerunki kobiet z dzieciątkiem na rzymskich monetach. Wszystkie nazywano „matką bogów”.

Chrześcijańska Maria posiada ponadto wszelkie atrybuty, które przypisywano starożytnym boginiom, np. dziewictwo. Już sumeryjska Inana była równocześnie dziewicą i matką. Fenicka Asztarte była czczona jako dziewicza bogini płodności. Atena dla Greków była dziewicą itd. Używane

w stosunku do Marii określenie „dziewica” nie ma żadnego biblijnego odniesienia. Dopiero odwołanie się do proroctwa Izajasza: „Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Emmanuel” (Iz 7. 14) i zastosowanie tych słów do Marii zapoczątkowało spory teologiczne. Św. Justyn twierdził, że Maria była dziewicą przed narodzinami i że zachowała dziewictwo w trakcie porodu. Z kolei Orygenes nauczał, że jeśli sprawcą ciąży był Duch Święty, a więc poczęcie nastąpiło w sposób dziewiczy, to w czasie porodu „otwarło się matczyne łono”. Dodawał przy tym, że Jezus był jedynym dzieckiem Marii i że nie prowadziła ona życia intymnego. Gloryfikowanie dziewictwa Marii zaczęto wkrótce przenosić na inne kobiety. Jeden z tzw. ojców Kościoła, biskup Zenon z Werony, przyjął zasadę: w dziewictwie poczęła, w dziewictwie urodziła, w dziewictwie pozostała.

Logiczne były przyczyny, dla których Kościół posługiwał się pogańskimi boginiami w celu przybliżenia poganom chrześcijańskiej ideologii. Z psychologicznego punktu widzenia wskazanie w nowej wierze punktów wspólnych i odwołanie się do tego, w co wierzono wcześniej, ułatwiało asymilację nowej religii. Upodobnienie Marii do pogańskich bogiń spowodowało, że ludzie gotowi byli przychylniej spojrzeć na nową wiarę. I taka Maria – dziewica, matka, królowa w niebie – była zadośćuczynieniem dla wyznawców na ziemi. Czyż można nie wielbić istoty, która jest symbolem wszechogarniającej harmonii? Nie tylko można, ale i trzeba. Pod jednym wszak warunkiem – jeśli chcemy być podobni do czystej Marii, musimy wystrzegać się pokus i zachować wstrzemięźliwość płciową. Tak oto poprzez uwielbienie Marii otrzymujemy od Kościoła nakaz – oczywiście moralny – seksualnej abstynencji. Bo Marii można służyć tylko po zdławieniu własnej seksualności.

Kościół bezwzględnie to przesłanie wykorzystywał i wykorzystuje, ale tylko wobec maluczkich. Swoim funkcjonariuszom daje większą swobodę, a w każdym razie tłumaczy ich i rozgrzesza.

Adam Trzciński

 

 

"FAKTY I MITY" nr 33, 25.08.2005 r.: (...) Dwa istotne punkty sporne to dziewictwo Maryi i posiadanie przez nią innych dzieci. To sami Żydzi już 300 lat przed narodzeniem Jezusa, tłumacząc Stary Testament na język grecki, słowo alma, czyli „dziewczyna”, zamienili na „dziewica”. Tradycję tę podtrzymali chrześcijanie, a do rangi dogmatu sprowadził ją Kościół... (...)

 

 

"FAKTY I MITY" nr 8, 22-28.02.2008 r. ŻYCIE PO RELIGII

KARIERA MADONNY

Ponad 1600 lat po swojej śmierci dała radę pokonać Turków pod Wiedniem. Później celnie trafiała granatami w bolszewików. Miriam z Nazaretu – doprawdy zdumiewająca kariera...

Z punktu widzenia historii krytycznej, a tylko taka nas interesuje, o matce Jezusa z Nazaretu nie da się powiedzieć nic pewnego. W źródłach starożytnych można odnaleźć dwie sprzeczne relacje na temat jej osoby. Jedna, wywodząca się ze środowisk chrześcijańskich, przedstawia ją jako prostą, wierzącą Żydówkę, której Bóg użył do zesłania na świat Mesjasza. Według drugiej, konkurencyjnej, opowieści żydowsko-pogańskiej, była ona w pozamałżeńskiej ciąży z rzymskim żołnierzem Panterą, ponoć fizycznym ojcem Jezusa. Dodajmy, że Miriam nie była żadną ważną figurą w pierwotnym Kościele, a źródła chrześcijańskie poświęcają jej niewiele miejsca. Zapewne dlatego tak bardzo wybiła się w papieskiej, antybiblijnej wierze.

Istnieje jeszcze trzecia opowieść, znacznie późniejsza i nie mająca już z pewnością nic wspólnego w faktami – jakiekolwiek by one nie były – stworzona na potrzeby Kościoła późnostarożytnego, i bez umiaru rozwijana po dziś dzień. To opowieść o nowej Miriam – Maryi, matce Boga. Istocie półboskiej, setki lat po własnym zgonie będącej w stanie wysłuchiwać jednoczesnych modlitw miliarda swoich wyznawców, umieszczonej gdzieś pomiędzy Bogiem a ludzkością,

Pośredniczce Łask, Cudotwórczyni wzorowanej na starożytnych boginiach i mającej służyć duchowym potrzebom byłych wyznawców Artemidy, Junony i Izydy, często przemocą nawróconym na chrześcijaństwo.

Potem było już tylko lepiej. Choć nie sprawdziła się na dłuższą metę jako patronka zakonu swojego imienia – krzyżaków – to później miała z nawiązką zrehabilitować się pod Wiedniem i w cudzie nad Wisłą. Im jest starsza, tym bardziej niestrudzenie działa w katolickim departamencie cudów. Jej specjalizacją są cuda wojskowo-polityczne, ale nie tylko bitewne – świetnie radzi sobie także przerzucana na tyły wroga.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że dwa najbardziej znane objawienia maryjne w historii także miały swój wymiar polityczny. Słynne objawienia w Lourdes znakomicie pomagały Kościołowi w jego kolejnej próbie rechrystianizacji Francji w czasach Drugiego Cesarstwa, w połowie XIX wieku. Od czasów oświecenia we Francji istniała stosunkowo niewielka, ale bardzo wpływowa antyklerykalna mniejszość. Jej wpływy promieniowały na całą Europę i Amerykę, spędzając sen z powiek papieżom i biskupom. Przejęcie władzy przez Napoleona III, gorącego katolika i despotę, było dla Kościoła nie lada gratką w laicyzującej się gwałtownie Europie. I tu – trzeba trafu – przybywa z odsieczą Hetmanka: w zapadłej dziurze na południu Francji „objawia się” pewnej nastolatce. W całej Europie wybucha religijna histeria pobłogosławiona przez Piusa IX, producenta dwóch dogmatów – o niepokalanym poczęciu Maryi i o papieskiej, czyli jego własnej, nieomylności. Co ciekawe, pierwszy z dogmatów papież ogłosił w 1854 roku, a w cztery lata później zjawa z Lourdes przedstawia się już jako „niepokalane poczęcie”...

Minęło zaledwie kilkadziesiąt lat, a Hetmanka dokonała w 1917 r. inwazji na rządzoną od siedmiu lat przez antyklerykalną władzę Portugalię. Scenariusz jest podobny – na zatęchłej prowincji (Fatima), zagrożonej przez zeświecczenie kraju, pewnym prostaczkom, tym razem całej trójce dzieci, ukazuje się kobieca zjawa. I ponownie wybucha religijna histeria. Odsiecz była iście zbawienna, bo Portugalia mogła zostać na wieki stracona dla Kościoła. Po kilku latach zamętu, w 1926 roku – nie bez pomocy Kościoła – dochodzi do władzy katolicko-faszystowski dyktator Salazar i ustanawia porządek, który Kościół uzna za podręcznikowo wzorcowy dla swoich interesów.

Gdyby w Polsce jakimś cudem (antycudem?) zapanował antyklerykalny rząd, bądźcie pewni – w Bieszczadach lub na Podlasiu rychło jakiś biskup odnajdzie cudowne dziecię kontaktujące się z Hetmanką. Jakąś drugą Hiacyntę, Łucję, Bernadettę lub inną Madzię Buczek...

Marek Krak

 

 

„WPROST” nr 34, 28.08.2005 r.

TRÓJPOSPOLITA POLSKA

(...) POLSKA WALKI RYDZYKA I MŁODZIEŻY WSZECHPOLSKIEJ

Jakże pięknie i liberalnie brzmi język Kwaśniewskiego et consortes w zestawieniu z językiem Młodzieży Wszechpolskiej czy ojca Rydzyka. Z nimi nie sposób dyskutować czy polemizować. Ci ludzie nie uznają argumentów. Nie chcą i nie potrafią rozmawiać. Wygłaszają gotowe i skończone mowy tonem autorytatywnym, jakby jedynie oni posiedli prawdę i wyszli poza wszelkie złudzenia i niejasności. Żądają i wymagają tylko kapitulacji, a jeśli napotykają głos krytyki czy choćby odmienny pogląd, ogłaszają krucjatę i podejmują "walkę". Oni wiecznie walczą. Walczą - jak powiadają - o Polskę, o wyzwolenie nas spod panowania "europejsów", międzynarodowych korporacji, dominacji Brukseli. Walczą z modernizmem i nowoczesnością. Są doskonałym i pełnym wcieleniem tego, co można nazwać duchem rewolucyjnym. W ich świecie ten, kto nie jest z nimi, jest przeciw nim. Tu nie ma miejsca na wątpliwości. Tym bardziej nie mogą sobie pozwolić na cień sceptycyzmu i autoironii. W każdej wypowiedzi obecne jest napięcie i czujność, jakby wróg mógł się schować pod cebrzykiem lub nagle wychylić zza rogu. Posługują się czarno-białą mapą świata. Są tylko dobrzy i źli, nasi i obcy. Im ostrzej rysują kontury na swych mapach sztabowych, tym bardziej skłonni są wygłaszać mowy nienawiści.

 

Ich mowa jest pełna nieufności. Nie wierzą faktom. Wszędzie doszukują się ukrytych motywów i sił, które podstępnie i z ukrycia występują przeciw ich wizji Polski. Święcie wierzą w spiski skierowane przeciw Kościołowi i narodowi - tym bardziej niebezpieczne, że jedynie przez nielicznych dostrzegane. Ich spiskowa wizja świata obraca się wokół międzynarodowej finansjery i światowego żydostwa. Antysemityzm jest tu niemal jawny i niczym nie przesłonięty. Z hańbiącej przywary czynią pierwszą cnotę. Zdają się być wręcz dumni ze swojego antysemityzmu, bo to dowodzi, jak bardzo w swoich politycznych przekonaniach są dalekowzroczni.

Ojciec Rydzyk i jemu podobni fundamentaliści nie znikną ot tak sobie z polskiego życia. Ten rodzaj postaw pojawia się w wielu krajach świata. Jego wspólną cechą jest niechęć do kompromisu, tradycjonalizm, przekonanie, że ich religia zawiera w sobie wszystkie odpowiedzi na pytania człowieka. Fundamentalizm zamienia każdą religię w ideologię. Jest odpowiedzią na globalizację, a przede wszystkim na pluralizm kulturowy. Jest wyrazem przerażenia, odmowy rozumienia świata. Ucieka w siermiężność i krzykliwość, by zagłuszyć świat, ale nie po to, by z nim rozmawiać i o niego się troszczyć. Ta mowa reprezentuje Polskę przestraszoną, zakompleksioną, zamkniętą w sobie. Reprezentuje ludzi, których można o wiele podejrzewać, ale z pewnością nie o odwagę, przedsiębiorczość, potrzebę zdobywania wiedzy. (...)                                                                                                    

Paweł Śpiewak, socjolog, kierownik Zakładu Historii Myśli Socjologicznej Uniwersytetu Warszawskiego, autor m.in. książek „Ideologia i obywatele”, „W stronę wspólnego dobra”, Spory o Polskę”, „Obietnice demokracji”

 

 

„PRZEGLĄD” nr 43, 30.10.2005 r.

GWAŁTY W LPR

Zygmunt Wrzodak najwyraźniej nie przejął się, że został wyrzucony z klubu LPR. Mało tego, odetchnął z ulgą. Jak mówi, jest zadowolony, bo nie będzie już uczestniczył w „szambie”: – Ludzie, którzy tak hucznie bawią się w biurach poselskich, że wzajemnie się gwałcą, piją i demoralizują innych młodych ludzi, to jest dzisiejsza Liga Polskich Rodzin Romana Giertycha.

Zdaniem Wrzodaka, przy Giertychu zostali ludzie, którym zależy tylko, „aby szczuć, kombinować i żyć dobrze z polityki”.

Nie sądziliśmy, że z tym pijaństwem i gwałtami to aż tak. Ale z byłym przewodniczącym Rady Politycznej LPR polemizować nie będziemy.

 

 

„FAKTY I MITY” nr 6, 15.02.2007 r.

JA, PRZESTĘPCA

(…) Oto grupa posłów związanych z Ligą Polskich Rodzin i rzec jasna Radiem Maryja wysmażyła do prezydenta, premiera i ministra sprawiedliwości list otwarty, w którym domaga się uznania osób duchownych (księży i zakonników) za „funkcjonariuszy publicznych”. (…) Z naszych inf. wynika, że PiS-owi bardzo podoba się pomysł [wzajemnego chronienia interesów – wpierania się kosztem społeczeństwa (– autor tego pisma)], z tym jednak zastrzeżeniem, że woli, aby z podobną inicjatywą zwrócił się episkopat czy jakaś inna opiniotwórcza grupa biskupów lub znanych, szanowanych księży. Rozmowy na ten temat są w toku. Wówczas  prace nad projektem rzeczonej ustawy mają ruszyć z kopyta, a później za znalezieniem większości sejmowej nie będzie już przecież żadnego kłopotu… (…)

Przyjrzyjmy się bowiem uważnie artykułowi 226 kodeksu karnego: „Kto znieważa funkcjonariusza publicznego (…) podlega karze grzywny, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. (...)

Marek Szenborn

 

 

"FAKTY I MITY" nr 27, 13.07.2006 r. RZECZY POSPOLITE

DIABEŁ SPOD SUTANNY

Wiele osób w Polsce boleje nad wzrostem agresywności polskiego życia politycznego, która jest nakręcana m.in. przez działaczy Ligi Polskich Rodzin i Młodzieży Wszechpolskiej. Skąd się jednak wzięła popularność tych organizacji? No właśnie, skąd...

Kiedy patrzy się na pewną siebie twarz wicepremiera Giertycha, trudno uwierzyć w to, że jeszcze kilka lat temu on sam i jego środowisko polityczne było niczym. Stronnictwo Narodowe, z którym związana była rodzina Giertychów, było jedną z wielu dziwacznych, skrajnie prawicowych i antysemickich sekt, których pełno w Polsce. Jest tylko jedno wyjaśnienie kariery tego środowiska – byłoby ono nadal niczym, gdyby nie silne wsparcie Kościoła i jego mediów.

Przypomnijmy, że Liga Polskich Rodzin powstała ze zlepku rozmaitych skrajnie katolickich i ultranacjonalistycznych organizacji zebranych i wylansowanych przez Radio Maryja w roku 2001. Bez jego inicjatywy, pomocy i cierpliwego poparcia nigdy nie zostałyby nawet zauważone przez szerszą opinię publiczną, a cóż dopiero wybrane do parlamentu. A cały koncern medialny redemptorystów nigdy nie odgrywałby jakiejkolwiek roli w tym kraju bez wsparcia episkopatu. Między bajki należy włożyć ckliwe opowieści o rozbestwionym Rydzyku i bezsilnych, przerażonych biskupach, którzy chcą, ale nie potrafią sobie z nim poradzić. Doprowadzenie Rydzyka do porządku jest kwestią pół godziny i trzech telefonów – z episkopatu do Watykanu, z Watykanu do domu generalnego redemptorystów w Rzymie oraz od generała tychże do Torunia. Kościół to bezwzględna i zhierarchizowana instytucja, która radziła sobie świetnie z nie takimi jak Rydzyk postaciami. Wrażenie rzekomej bezsilności jest wytwarzane w celach propagandowych, aby ukryć to, że wątpliwa doktrynalnie i moralnie działalność Rydzyka jest na rękę katolickim biskupom. Po prostu trzyma przy Kościele nacjonalistyczną, skrajną prawicę.

Zatem LPR i jej młodzieżówka są dzieckiem Kościoła, bo Radio Maryja jest oficjalną katolicką rozgłośnią w Polsce. Warto to także podkreślić wobec eskalacji nienawiści, jakiej źródłem jest Giertych i jego kompani. Przecież np. medialna kampania skierowana przeciwko homoseksualistom nie wynika z jakichś niezwykle silnych polskich uprzedzeń skierowanych przeciwko mniejszościom seksualnym. Polacy nie są ani bardziej, ani mniej homofobicznie usposobieni niż inne narody środkowo-wschodniej Europy. Ale ta szczególna atmosfera powstała w Polsce 3 lata temu, kiedy Giertych zrozumiał, że urządzając nagonkę na homoseksualistów, zdobędzie sobie poklask najbardziej skrajnych środowisk. Inne partie prawicowe postanowiły pójść z LPR w zawody, kto będzie głośniej pomstował na „zboczeńców”, kto będzie mocniej zabraniał. A Kościół milczał i milczy, patrząc na ten festiwal nienawiści, bo wie, że prawica swoimi brudnymi rękoma realizuje jego interesy. Równie dobrze mógłby przywołać swoich oszalałych katolików do porządku, ale woli sprzedać ewangelię dla paru srebrników politycznego zysku. Popierani dyskretnie przez purpuratów wszechpolacy to niewinne przedszkolaki w porównaniu z katem Hiszpanii, generałem Franco, którego biskupi kazali wprowadzać do kościoła pod baldachimem, niczym Przenajświętszy Sakrament...

Adam Cioch

 

 

"FAKTY I MITY" nr 44, 2007 r. KOMENTARZ NACZELNEGO

DANIA ŻE PROSZĘ SIADAĆ

Chociaż numer ten ukazuje się w Zaduszki, będę dziś pisał o życiu, nie o śmierci. Nam trzeba „z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe”.

Dania, którą odwiedziliśmy z Markiem Szenbornem przed wyborami, kojarzy mi się z właśnie z cywilizacją życia. Do Kopenhagi zaprosili nas mieszkający tam Czytelnicy „FiM”, którym jesteśmy bardzo wdzięczni i których z tych łamów serdecznie pozdrawiam. Lecąc nad chmurami do tego małego (nie licząc Grenlandii), 5-milionowego państwa, pomyślałem sobie, że zobaczę oto wzór do naśladowania dla Polski; kierunek, w którym po wyborach ma zdążać nowy rząd Tuska. Na miejscu, już po rozmowach z naszymi gospodarzami, zobaczyłem... przepaść.

Dania uchodzi za najbardziej cywilizowany kraj na świecie. Praktycznie w każdej dziedzinie. Sami Duńczycy zwykli mówić, że u nich wszystko jest już poukładane na wieki wieków. Pewnie dlatego nie pozwalają nikomu majstrować przy swoich prawach i gospodarce. Od lat wybierają tę samą partię liberalną i kombinują tylko, co by tu zrobić, żeby mniej pracować, a dłużej odpoczywać. Duńczycy szczycą się również najwyższym w świecie wskaźnikiem wzajemnego zaufania, co jest konsekwencją protestanckiego wychowania do uczciwości i powszechnej pomocy ze strony państwa. Ci ludzie czują się po prostu bezpiecznie. Nie muszą kraść, oszukiwać czy kłamać. Wielu – pomimo dużej liczby emigrantów – do dziś nie zamyka na noc domów i samochodów. Pracy jest pod dostatkiem, a jeśli zarabiasz mniej od średniej krajowej, która wynosi 23 tys. koron (11,5 tys. zł) miesięcznie, to państwo chętnie dołoży ci jeszcze parę tysięcy. Oczywiście, są tacy (głównie napływowi), którzy wykorzystują dziecinną duńską ufność. Na przykład niedawno w Kopenhadze przed zamkniętym z powodu remontu bankiem usiadł na krzesełeczku elegancki pan. Obok postawił coś na kształt urny wyborczej, na której było napisane, że bank bardzo przeprasza, ale wyjątkowo wszelkie utargi firm i sklepów należy deponować do otworu w urnie. I ludzie nawrzucali mu parę milionów dolarów. Łatwowierni są też urzędnicy, choćby skarbowi, którzy święcie wierzą deklaracjom podatkowym. A na przykład firmy ubezpieczeniowe wypłacają odszkodowania bez żadnych dochodzeń czy postępowań wyjaśniających. Do domu naszych gospodarzy było kiedyś włamanie. Mieli ubezpieczenie całego dobytku, ale bez wyszczególniania czegokolwiek. Dopiero po włamaniu zapisali w protokole, co im zginęło. Otrzymali zwrot wartości wszystkich skradzionych rzeczy, i to według własnej wyceny. Mogli dopisać jeszcze brylantową kolię i dziesięć złotych zegarków, a też dostaliby za nie odszkodowanie – aż do wysokości kwoty ubezpieczenia. To też tak ŕ propos przepaści...

Mieszkańcy Danii – podobnie jak inni Skandynawowie – płacą jedne z najwyższych podatków na świecie. Stawki podatku dochodowego wynoszą od 40 do 70 proc. Podatki obejmują wszystko: dochody, nieruchomości (katastrat), lokaty bankowe, usługi itp. Ale Duńczycy nie krzywdują sobie, gdyż mogą zawsze liczyć na państwowe dodatki i zapomogi. Poza stałymi kwotami, np. na wychowanie dziecka (ok. 20 tys. zł na rok) czy leczenie, potrzebujący zawsze może po prostu pójść do urzędu i powiedzieć, że potrzeba mu na: cieplejsze ubranie, kupno okularów (ponad 1 tys. zł!), opłaty za dom, nianię, koszty przeprowadzki itp. I zawsze dostaje kasę. Od ręki. To jest trochę niewychowawcze i rozprzęgające. W efekcie coraz więcej ludzi nie chce tam pracować, ponieważ miesięczny zasiłek dla bezrobotnego w wysokości 3.850 zł (roczny zasiłek dla osoby wychowującej dwoje dzieci to 83.500 zł!) wystarcza na godziwe, wygodne życie – utrzymanie domu, samochodu, na wycieczki. Wszyscy uczący się po 18 roku życia otrzymują stypendia, służba zdrowia jest darmowa – nawet dla turystów. Ceny w sklepach należą co prawda do najwyższych w Europie, bo 25 proc. VAT obejmuje wszystkie produkty, ale głodu w Danii nie zanotowano od średniowiecza.

Duńczykom przysługuje wiele ciekawych praw. Przede wszystkim mogą bez przeszkód poruszać się po całym kraju, łącznie z pałacami królowej, ministerstwami itp. Ochroniarzy prawie się tu nie widzi, a do niedawna policja nie nosiła nawet broni palnej. Kierowcy mogą prowadzić po kilku piwach (do 0,5 promila), mylić się w przepisach drogowych (np. skręcać nie z tego pasa co trzeba). Każdemu obywatelowi przysługuje prawo do sikania w miejscach publicznych. Podczas wielkiej migracji belon (ryba morska o kształcie węża) każdy Duńczyk może ich nałowić dowolnym sposobem i wynieść z plaży tyle, ile udźwignie. Podobnie jak Finowie, Duńczycy lubią sobie strzelić w gardło, zwłaszcza w sobotę. Zresztą wódka jest tu bardzo tania, nawet tańsza niż w Polsce, co ściąga przez cieśninę Sund (tunel kolejowy i most o długości 16 km) całe pielgrzymki Szwedów, którzy mają u siebie wielkie ograniczenia w sprzedaży alkoholi.

A teraz wróćmy do przepaści pomiędzy królestwem Danii i naszą RP. Dania tak bardzo różni się od Polski, że nie sposób nawet stawiać jej za wzór dla naszych obecnych rządów. Potrzebny jest niewątpliwie okres przejściowy, by w kraju takim jak nasz zastosować mechanizmy rodem z przyszłości, z XXII wieku. A przecież jest to ta sama Unia! W Danii panuje humanistyczny socjalizm, w Polsce – XIX-wieczny kapitalizm. I tak na przykład naszą rozwijającą się dopiero gospodarkę aż tak wysokie podatki zupełnie by stłamsiły. Tam o rozwój jest już bardzo trudno, bo wszystko jest już rozwinięte (może poza niezbyt ładnymi dziewczynami). Zbiera się więc tylko taksy od dochodu i inwestuje w i tak już świetną i rozbudowaną infrastrukturę, społeczeństwo, ekologię. Każda partia, inicjatywa obywatelska czy organizacja może liczyć na państwową dotację. Jak wspomniałem, wszystko to trochę Duńczyków rozleniwia, hamuje operatywne jednostki. Także wysokie podatki sprawiają, że oligarchowie i multimilionerzy prawie w Danii nie występują, bo niewielu chce się szarpać i ryzykować. Albo budować wielkie rezydencje, czy kupować jachty, które państwo natychmiast słono opodatkuje.

Przez cztery dni zwiedziliśmy prawie cały, niewielki kraj, w tym świetnie utrzymane potężne pałace i zamki, m.in. Kronborg w Helsingřr, gdzie Szekspir umieścił akcję „Hamleta”. Tak wielkie nagromadzenie wspaniale zachowanych zabytków widziałem wcześniej tylko w Paryżu, w Luwrze. Byliśmy również w katedrze w Roskilde, którą w 1989 roku odwiedził Jan Paweł II. Nawiasem mówiąc, polskiego papieża witała w Danii zaledwie garstka kilkuset katolików (łącznie jest ich 4–5 tys.), a „centralna” msza z jego udziałem przypominała wiejską sumę. W drugim dniu pobytu JPII parlament duński przyjął ustawę o legalizacji związków partnerskich, ale „niezłomny pielgrzym” nie śmiał się o tym zająknąć w swoich kazaniach. Watykan nie ma w Danii nawet swojego nuncjusza, zaś w całym kraju są zaledwie trzy katolickie świątynie, do których chodzą głównie Polacy. Kościół protestancki w Danii też nigdy nie odgrywał kluczowej roli. Protestanccy biskupi, ściśle związani z narodem, w przeszłości walczyli z mieczem w ręku np. przeciwko Szwedom, a wielu było wielkimi patriotami i odkrywcami, m.in. Grenlandii.

O dziwo, Bozia jednak Duńczykom wyjątkowo błogosławi. Mają jeden z najwyższych na świecie dochodów na jednego mieszkańca i, na dodatek, najwyższy wskaźnik samozadowolenia. Dobrze się dzieje w państwie duńskim, choć nikt się tam nie modli, by żyło się lepiej.

Jonasz

 

[Trzeba natychmiast wysłać im na ratunek naszych misjonarzy, polityków i innych zaradnych - sprytnych - polaków!... Ani się obejrzą, a będą pełnym katolickiej moralności Chrystusem Narodów itp., a nie materialistami goniącymi za pieniędzmi, i to za jedyne, symboliczne, kilka mld euro rocznie, 10 procent nieruchomości i hektarów gruntów dla żyjących w ubóstwie sług bożych.

To, co że pełnym przestępców, biedy, korupcji i bogatych cwaniaków, w tym w kieckach, ale za to pójdą do Nieba, gdzie będą mieli lepiej! A bogaci nie! Tak więc nie oszczędzajcie się w dawaniu kasy dla PCK (Przenajświntszego Chrystusowego Kościoła)! – red.]

 

 

"FAKTY I MITY" nr 51/52, 03.01.2008 r.

RYDZYJO WALCZĄCE

Kościół katolicki nie może istnieć bez wroga. Jak go nie ma, to trzeba kogoś znaleźć lub wykreować.

Kościół sieje nienawiść. To oczywiste w świetle zapisu w dokumentach soboru trydenckiego (1545–1563), który dał początek kontrreformacji: „Kościół wojujący jest tak nazywany dlatego, że prowadzi odwieczną wojnę przeciwko tym nieubłaganym wrogom: światu, ciału i diabłu...”. Deklaracja wojny ze stworzonym przez Boga światem i ludzkim ciałem każe wątpić, czy ta zgraja pasożytów ma równo pod kopułą, nie mówiąc o takich banałach jak szczerość kazań o miłości bliźniego.

Wojenne zapędy i pogarda dla ciała wzbudziły wśród darmozjadów pragnienie męczeństwa. Formy męczeństwa mogą być różne. Dzisiaj dość trudno wylądować w kotle z wrzącym olejem; zresztą to boli – lepiej poszukać wygodniejszej drogi, byle „ciemny naród to kupił”.

Moherowe watahy na larum lecą z odsieczą i kupują hasło „dajcie KASĘ”. Musiało bezdzietnego ojca ostatnio nieźle przycisnąć, skoro odwiedzał w Ameryce Południowej swego sponsora, oskarżanego o szmalcownictwo w czasie wojny, a w Chicago podpiął się do kasy amerykańskiej fundacji. Tylko co będzie, gdy dowiedzą się o tym silne w USA środowiska żydowskie?

W ostatnich dniach rządów PiSdzielców Rydzyk kazał sobie sypnąć 27 milionów złotych na geotermię. Chce ciągnąć KASĘ ze sprzedaży ciepła. A tu poszedł jeszcze smród wokół portu oraz działki nad Wisłą, wydzierżawionej dwa dni po przegranych wyborach. Jakie jeszcze PiSdżołki wyjdą na jaw? Ale za usługi oddane w kampanii wyborczej trzeba zapłacić. Tylko dlaczego z naszych podatków, a nie z kasy PiS-u?!

A w kolejce do wyjaśnienia czekają stare sprawy: cegiełki na Stocznię Gdańską, które szatan ogonem zamiótł pod dywan, oraz naruszanie koncesji oraz jakości kształcenia w jego „uczelni”. Waląc w bęben i trąbiąc, a żałośnie przy tym jęcząc, bezdzietny ojciec grzeje pod kotłem rasizm i prześladowania. Rasizm, którego przejawem jest antysemityzm. A przecież tzw. Matka Boża była Żydówką, a Jezus Żydem, do tego obrzezanym. Prześladowaniem zaś jest choćby myśl o kontroli imperium. Kościół przywykł, że wydatkowania danych mu pieniędzy nie kontroluje się. „Świętym mężom” należy wierzyć na słowo.

Słusznie prawi bezdzietny ojciec, że ma czyste sumienie. Bo mało kto wie, że kler katolicki na swój wewnętrzny użytek ma zasadę: dla Boga wzięte, Bogu darowane. Co oznacza, że jeśli ksiądz wyłudzi, ukradnie lub oszuka dla Kościoła, to nie grzech, a zasługa. Warto o tym pamiętać...

Cała sytuacja wpisuje się w wojenną strategię PiSdzielców. Skoordynowali ją ze strategią Kościoła, który poczuł zagrożenie w sprawach zapłodnienia in vitro, matury z religii oraz kontroli wyłudzania kasy i nieruchomości. Pełzająca bestia, gdy chwyci palec, to nie puści. Jeszcze za rękę chwyci. Sama udaje niewiniątko i rozpoznaje, czy rząd będzie stanowczy, czy się zes...tracha. I kiedy.

W ten prosty sposób usiłuje się premiera Tuska ustawić w narożniku. Wyborcy chcą odklerykalizowania państwa, PiSdzielcy zaś, silni Pałacem Prezydenckim, oferują Kościołowi każdą cenę za pomoc w odzyskaniu władzy. Zapłacimy my, Polacy. Tym już raz kupili poparcie, a Platforma niech się nie łudzi – nie przebije ich. Tymczasem sondaże pokazują PO drogę: ma ponad 50 proc., a do tego 11 proc. LiD-u – to prawie 2/3 Polaków za państwem świeckim! Tylko 22 proc. wyborców chce Polski klerykalnej, watykańskiej, choć z tego chyba nie zdają sobie sprawy...

Model Polaka katolika ujrzeliśmy w całej krasie w czasie fety w rocznicę imperium zła bezdzietnego ojca. Który światły rodzic chciałby, żeby jego dziecko osiągnęło taki poziom? Tylko że ktoś ten model ukształtował. Ktoś na to pozwolił. Nie tylko ideologia nienawiści i rydzyjo, ale także kolejne rządy i samorządy, oddając pełznącej bestii za poparcie z ambony kolejne obszary życia publicznego.

Nie tylko pozwala się prać mózgi dzieciom od przedszkola, ale na dodatek zlikwidowano domy kultury i świetlice, a w szkołach zajęcia pozalekcyjne. Zabrakło na to pieniędzy, bo garściami sypano je Kościołowi. Ludziom starszym i przegranym w procesie transformacji, czyli większości, Polska zaoferowała klerykalną telewizję (hasło „misja”) i modły. Nasze podatki, zamiast wspierać rozwój, coraz szerszą rzeką zaspokajają zachcianki pasożytów. Państwo spełnia rolę służebną wobec Kościoła, podporządkowano mu je bez reszty.

Ta beznadzieja społeczna i jej pochodne: bezrobocie i niskie płace, wygnały miliony Polaków na emigrację. Najlepsi tam się zintegrują, stracimy ich na zawsze. Bez złudzeń, wrócą ci, którym się nie udało.

Bezdzietny ojciec grozi wyprowadzeniem swoich watah na ulice. Marzy, by obrzucono je zgniłymi jajami. Jak nie, obrzucą się sami. Prześladowania, męczeństwo... Ale cieszmy się, bo bez rydzyja naród Polan nie powstałby z kolan.

Lux Veritatis

 

 

"FAKTY I MITY" nr 51/52, 03.01.2008 r. NASI OKUPANCI

RYDZYK NAGUSIEŃKI

WYRZEKŁ SIĘ OJCA I NAJBLIŻSZEJ RODZINY, ALE NIGDY NIE WYRZEKNIE SIĘ PIENIĘDZY...

Ojciec Tadeusz Rydzyk to jest taki artysta w zacieraniu śladów, że nawet Indianin nie dałby mu rady. Zwody, ucieczki, absolutnie hermetyczna banda wspólników... – doprawdy strach pomyśleć, jakich kłopotów przysporzyłby policji, gdyby kontynuował rzemiosło, którego posmakował podczas rozkręcania radiomaryjnego biznesu...

 

„Urodziłem się (3 maja 1945 r. w Olkuszu – dop. red.) w rodzinie robotniczej. Jestem przedostatni z sześciorga rodzeństwa. Rodzice ciężko pracowali, a my dbaliśmy o porządek w domu. Od strony materialnej było bardzo skromnie. Rodzice uczyli nas pracowitości, oszczędności i gospodarności” – wyznał o. Tadeusz w 2001 r. dwumiesięcznikowi „Posłaniec Ducha Świętego”, akcentując rolę obojga rodziców w odebranym przez siebie starannym wychowaniu.

No cóż, człowiek ma tyle spraw na głowie, że mogło mu się pokićkać, jak tam z tymi rodzicami było, więc przypomnieliśmy onegdaj („Rydzyk development” – „FiM” 14/2007) świątobliwemu mężowi, że:

¤ Franciszek Rydzyk – mąż Stanisławy oraz ojciec ich czwórki dzieci (starsze rodzeństwo Tadeusza), trafił do Konzentrazionslager Dachau i tamże zginął na długo przed... poczęciem przyszłego dyrektora Radia Maryja;

¤ jego biologicznym ojcem i opiekunem był niejaki pan B., którego Tadek – tuż przed wstąpieniem do Wyższego Seminarium Duchownego Ojców Redemptorystów w Tuchowie – zmusił do odejścia z domu, a wtedy mężczyzna ów zamieszkał w Rybniku, gdzie zmarł w 1972 r. Oprócz ojca dyrektora nie pozostał dziś po nim żaden ślad, bowiem grób pana B. zaorano – z braku jakiegokolwiek zainteresowania syna – w latach 90.

Tadeusz Rydzyk zrodził się więc z grzechu ciężkiego, bowiem jest dzieckiem nieślubnym. Jako takiego nie chcieli go przyjąć do seminarium. Powiedział wtedy Stasi, że albo weźmie z ojcem ślub, albo ten musi jak najszybciej wynieść się z Olkusza. I że trzeba zatrzeć po nim wszelkie ślady. Rada w radę wygonili człowieka z domu – wspomina dzisiaj w rozmowie z „FiM” koleżanka zmarłej w 1988 r. mamy o. Tadeusza.

Odświeżmy też o. Rydzykowi pamięć o kilku innych epizodach z dzieciństwa...

– Chodziliśmy razem do szkoły podstawowej przy al. 1000-lecia. Do różnych klas, ale obaj byliśmy ministrantami w parafii Andrzeja Apostoła. To był wówczas jedyny kościół w mieście – z proboszczem księdzem prałatem Andrzejem Marchewką. Tadkowi już wtedy odbijała szajba i „odprawiał” po łacinie msze, przebrany w wycięty z jakiejś szmaty ornat. Jeden z wikarych kiedyś mu nawet za to przylał. W domu Rydzyków faktycznie bida piszczała, bo Tadzinek chodził do szkoły z workiem zamiast tornistra. Ale często powtarzał, że on będzie bogaty, bo pójdzie na księdza. Pamiętam, jak opiekujący się ministrantami nieżyjący już ksiądz Janusz Chwast – wówczas jeszcze kleryk – powiedział mu: „Dla ciebie trudno będzie o miejsce w Kościele, ale jeżeli już, to najlepiej zostań misjonarzem i wyjedź do Afryki”. Prorocze słowa... Tadek był tu u nas w sierpniu na jakimś zlocie Radia Maryja i podszedłem, żeby się przywitać. Podobno mnie sobie przypomniał, ale nie chciał pogadać. Nie wiem czemu, ale wyglądał na bardzo spłoszonego. Może myślał, że oczekuję od niego jakiejś pomocy...? – zastanawia się pan M. z Olkusza, błagając o anonimowość, żeby mu – jak powiada – „mohery chałupy nie spaliły”.

 

O. Rydzyk unika także kontaktów z rodziną mieszkającą ciągle w Olkuszu i pobliskich Kluczach. Brat Zygmunt – ciężko chory i sparaliżowany, brat Mirosław – dorabia krawiectwem i przez okrągły dzień słucha audycji z Torunia...

Ich potomkowie nie mają najlepszego zdania o wodzu Rodziny Radia Maryja:

– Nie jesteśmy bogolami, ale też nie zaliczamy się do biedaków, więc nie musi się obawiać, że może oczekujemy od niego jakiegoś wsparcia finansowego. A jednak nas nie odwiedza. Nawet wtedy, gdy przyjeżdża do Olkusza. Najbardziej chyba nie lubi swojego bratanka Pawła (syn Zygmunta – dop. red.), który powiedział kiedyś w telewizji, że stryj to ostatnia szuja, bo jest zachłanny i wyrzekł się rodziny. Chłopak musiał później uciekać z miasta. Wyjechał na roboty do Włoch i straciliśmy ze sobą kontakt – mówi nam pan Krzysztof, kuzyn Tadeusza.

A co z rodziną w Kluczach?

– Ojciec Rydzyk ma w naszym miasteczku przede wszystkim pana Mieczysława (...) i sporo nieco dalszej rodziny ze strony swojej matki, ale w ogóle się tu nie pokazuje. Nawet na cmentarzu. Może dlatego, że niektórzy z jego żyjących krewnych odrzucili katolicyzm i związali się ze świadkami Jehowy...? Państwo J., na przykład, to bardzo przyzwoici ludzie, ale dla fundamentalisty typu dyrektor Radia Maryja przyznanie, że łączą ich więzy krwi, wydaje się szalenie trudne i kłopotliwe, bo mogłoby mu zrujnować wizerunek. Nawiasem mówiąc, bardzo jestem ciekawa, jak by zareagował, gdyby spotkał przy grobie kogoś ze swoich licznych tutaj bliskich – zastanawia się nauczycielka miejscowego liceum ogólnokształcącego.

 

„Radio Maryja jest cudem i zaistniało z niczego. Dzięki kamykowi powstaje lawina. Wszelkie rozwiązania finansowe przychodziły w ostatniej chwili” – przekonywał o. Rydzyk w cytowanym wyżej „Posłańcu Ducha Świętego”, gdy zapytano, skąd wziął kasę na budowę swojego imperium medialnego.

„Jestem zmuszony prosić o pomoc w uzyskaniu szczerej rozmowy z Ojcem Dyrektorem Radia Maryja, gdyż od maja 1997 r. takiej możliwości nie miałem. Ojciec Dyrektor nie chce ze mną rozmawiać o funduszach zebranych na ratowanie Stoczni Gdańskiej” – żalił się kpt. ż.w. Bolesław Hutyra (prezes Stowarzyszenia „Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego”) w liście z 19 października 1998 r. do ówczesnego prowincjała redemptorystów o. Edwarda Nocunia.

O co chodziło?

Hutyra, człowiek do bólu oddany Kościołowi, miał tę wadę, że był uczciwy, a „zachęcony przez Ojca Dyrektora” dał „publicznie słowo honoru, że ani jedna złotówka nie zginie z ofiar na ratowanie Stoczni”. Tymczasem z konta udostępnionego przez Radio Maryja na ratowanie stoczni wcięło – według różnych szacunków – od 160 do 250 milionów złotych. Hutyra był namolny i strasznie uparty, żeby dokładnie policzyć pieniądze i wykorzystać je zgodnie z intencją darczyńców. Dostawał mnóstwo telefonów z pogróżkami, aż wreszcie 15 września 2000 r. zginął w wypadku samochodowym...

A gdzie te setki milionów złotych?

Okazuje się, że poszły na „inne, równie chwalebne cele”...

„Od momentu przejęcia Stoczni Gdańskiej przez Stocznię Gdynia powstał problem, co zrobić z pieniędzmi zgromadzonymi na ratowanie stoczni. Każdy, kto miał dokument potwierdzający wpłatę, mógł otrzymać zwrot zdeponowanych pieniędzy. Wielu ludzi taki zwrot otrzymało. Kolejna część osób zadeklarowała przeznaczenie swoich pieniężnych darów na inne, równie chwalebne cele, upoważniając do tego Ojca Dyrektora. Ktokolwiek śmie więc posądzać toruńskiego kapłana, tak dziś poniewieranego, o jakieś szalbierstwa, jest po prostu człowiekiem niegodziwym” – zbilansował sprawę w lutym 2006 r. „Nasz Dziennik”.

„Nie ma potrzeby ujawniać różnym hienom kwot, bo przecież ci, którzy dali, wiedzą, ile dali” – tłumaczył swoim radiosłuchaczom o. Rydzyk.

 

Zgroza nas w redakcji ogarnęła na samą myśl, że do wymienionej przez „Nasz Dziennik” „kolejnej części osób”, którym nie chciało się kopać z koniem, żeby odzyskać pieniądze wpłacone na stocznię, mógł przeniknąć jakiś ateista, lub – nie daj Boże – Żyd...

Oto przemawiając 1 lipca 2007 r. do naszych rodaków z USA i Kanady, przybyłych do Doylestown (miasto zwane też „amerykańską Częstochową”) na IX Polonijną Pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja, o. Rydzyk rzekł (cytat stenograficzny):

„Katolik musi mieć swoją godność, żeby pieniędzy nie brać od wszystkich. Nam też proponowali pieniądze. Niejeden raz! Raz przyszedł ktoś i proponował dwadzieścia milionów dolarów, żebyśmy wzięli. To bardzo grzecznie powiedziałem: »ja tego nie słyszałem«. Pierwszy odruch we mnie był: proszę się wynosić. Wynoś się! A drugi, żebym ja wyszedł...

Nie – myślę, ani jedno, ani drugie po katolicku.

Mówię więc: »ja tego nie słyszałem«. No bo nie wolno brać od każdego i Radio Maryja właśnie tak istnieje. Dlaczego nas atakują? Bo chcą, żeby ludzie nie dawali pieniędzy na Radio Maryja. A jak nie dadzą, to nie zapłacimy i padnie wszystko! Zgadzacie się? No!”.

I wzruszeni Polonusi natychmiast zaczęli wypisywać czeki, żeby tylko wzmocnić odporność o. Tadeusza na szatańskie pokusy...

– Jego bezczelność nie zna granic. Gdy w kwietniu 2007 roku występował w Chicago, poszedłem zobaczyć, cóż to za indywiduum rządzi Polską. Dzisiaj nie mam wątpliwości, że Rydzyk potrafi nawet tańczyć i śpiewać ludziom „do kotleta”, jeśli tylko uda mu się w ten sposób wyszarpnąć od nich pieniądze – relacjonuje z Ameryki Andrzej K.

Dominika Nagel

 

 

"FAKTY I MITY" nr 6, 8-14, 2008 r. POLSKA PARAFIALNA

PYTANIA O PRAWO

Politycy na dźwięk słów „ojciec Tadeusz Rydzyk” drżą ze strachu. Redemptoryście uchodzą bezkarnie antysemickie występy, w tym negowanie na falach Radia Maryja istnienia komór gazowych w Oświęcimiu czy znikające pieniądze na ratowanie Stoczni Gdańskiej.

 

Na razie jedynym zwycięstwem państwa w potyczce z zakonnikiem jest odebranie jego prywatnej szkole unijnej dotacji. Fenomen Radia Maryja, tak jak i grupy instytucji zbudowanych wokół tej stacji, był przedmiotem licznych analiz.

Badacze nie zauważyli jednak, że:

¤ Po pierwsze: „Radio Maryja” – z punktu widzenia prawa – nie istnieje. Nie ma żadnej kościelnej osoby prawnej o takiej nazwie. Jest to wyłącznie interes Warszawskiej Prowincji Redemptorystów. Czyli RM nie może być właścicielem rachunków bankowych i zaciągać zobowiązań finansowych (a robi to!).

¤ Po drugie: holding ojca Tadeusza Rydzyka jest wyłącznie jego prywatnym przedsięwzięciem. Fundacja „Nasza Przyszłość” (opisana już przez nas – „FiM” 19/2006), Fundacja Lux Veritatis („FiM” 29/2005, 19/2006), TV Trwam oraz Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej (na zdjęciu) nie mają żadnych związków instytucjonalnych z Kościołem. Według Krajowego Rejestru Sądowego, prezesem i fundatorem obydwu fundacji, tak jak i założycielem szkoły, jest obywatel RP Tadeusz Rydzyk. Nie znaleźliśmy skrawka papieru, z którego wynikałoby, że zakładając owe podmioty, działał on z polecenia zakonu. Cała grupa przez lata skutecznie unikała składania państwowym organom sprawozdań i informacji. Prawo jasno reguluje kwestie, co dzieje się z fundacjami, które nie wywiązują się z obowiązków: sąd w takich przypadkach wprowadza zarząd przymusowy, który trzepie wszystko do spodu.

¤ Po trzecie: koncesja na emisję programu o nazwie „Radio Maryja” została wydana przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji z rażącym naruszeniem prawa. Jak ustalili kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli, wnioski o ich wydanie złożył Tadeusz Rydzyk. Według powszechnie dostępnych źródeł, zakonnik ten nigdy formalnie nie wchodził w skład władz Warszawskiej Prowincji Redemptorystów. Oznacza to, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła dokumenty od osoby nieuprawnionej. Prośby podpisane przez Tadeusza Rydzyka nie zawierały także „wymaganych przez prawo informacji o statusie prawnym wnioskodawcy, nie dołączono aktu jego utworzenia, brakowało danych o strukturze organizacyjnej Radia i wykazu osób sprawujących funkcje kierownicze; brakowało informacji dotyczących posiadanych praw do audycji radiowych, opisu struktury gatunkowej i miejsca w ramówce audycji wytworzonych przez nadawcę (…), nie dołączono listy oraz charakterystyki zawodowej osób odpowiedzialnych za program, a także (…) ramówki programowej; nie przedstawiono potwierdzenia banku o wysokości posiadanych środków finansowych, programu inwestycyjnego, informacji o wielkości kapitału własnego; w części technicznej wniosku brakowało świadectw homologacji nadajników i załączników przedstawiających planowane lokalizacje stacji nadawczych i ich zasięg”.

Zgodnie z prawem, takie wnioski powinny pójść na dno kosza. Jednak człowiek Rydzyka, Ryszard Bender (obecny senator PiS), jako przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nie zauważył braków we wnioskach. Potraktował także pakiet próśb o koncesje lokalne jako wystąpienie o koncesję ogólnopolską.

 

Od samego początku do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpływały także informacje o łamaniu prawa przez Warszawską Prowincję Redemptorystów.

W lutym 1998 r. Zarząd Okręgowy Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej we Wrocławiu wniósł o „cofnięcie koncesji dla (…) w związku z bezskutecznymi prośbami o usunięcie nieprawidłowości związanych z pracą nadajników Radia Maryja w: Głogowie (samowolna zmiana jego lokalizacji) oraz w Kłodzku (ustawienie anten wywołujących zakłócenia pracy innych nadajników)”. Innym incydentem, który powinien spowodować natychmiastowe odebranie koncesji, było samowolne zwiększenie mocy i ustawienia nadajników Radia Maryja w okolicy lotniska Okęcie, co wywołało – UWAGA! – zakłócenia pracy wieży kontroli lotów.

 

W latach 1995–2007 Kuria Warszawskiej Prowincji Redemptorystów tylko raz złożyła wymagane przez prawo sprawozdanie o finansach Radia Maryja.

Ten krótki przegląd pozwala na postawienie następujących pytań:

1. Na jakiej podstawie prawnej Radio Maryja – wewnętrzna jednostka organizacyjna zakonu redemptorystów nieposiadająca osobowości prawnej – dysponuje samodzielnymi rachunkami bankowymi i dokonuje międzynarodowych transferów finansowych? Na jakiej podstawie w latach 1994–2008 RM przeprowadzało zbiórki publiczne? (w tym nierozliczone dotąd akcje pod hasłami ratowania Stoczni Gdańskiej i Tormięsu).

2. Od kiedy to prywatny podmiot może uzyskać pozwolenia na budowę czegokolwiek na gruncie do niego nienależącym? Okazało się przecież, że dotacja przyznana Fundacji „Nasza Przyszłość” przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na poszukiwanie ciepłych wód dotyczy robót wykonywanych na działkach należących do zakonu redemptorystów. Ogrzewanie miało służyć jeszcze innej inicjatywie Tadeusza Rydzyka, czyli Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.

3. Od kiedy to nadawca społeczny, który nie płaci za koncesję, ma prawo do emitowania reklam prywatnych podmiotów? W taki przecież sposób należy traktować nadawane co najmniej 12 razy dziennie na falach Radia Maryja zachęty do kupowania zestawów satelitarnych do odbioru programu TV Trwam czy krótkich promocji „Naszego Dziennika”, „Niedzieli” (wydawnictwo Kurii Archidiecezji Częstochowskiej), tygodnika „Źródło” (prywatne wydawnictwo) i innych. Jak należy traktować np. nadaną w dniu 28 stycznia 2008 roku niemal półgodzinną audycję promocyjną „Naszego Dziennika”, zakamuflowaną jako program publicystyczny? Spełniała ona wszelkie wymogi reklamy. Co więcej – Radio Maryja, nie mając zgody Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, użycza swoją koncesję TV Trwam, transmitując jej serwisy informacyjne, wywiady i dyskusje.

4. Od kiedy to bez żadnej umowy jeden podmiot może prowadzić działalność gospodarczą pod szyldem innego? W końcu sieć księgarni „Naszego Dziennika” to faktycznie działalność gospodarcza Fundacji „Nasza Przyszłość”. Prawo taką działalność nazywa firmanctwem. Grozi za to więzienie do lat trzech i grzywna do 32 milionów złotych.

5. Od kiedy to do działalności społeczno-religijnej zalicza się prowadzenie kampanii wyborczych? Zgodnie z przyznaną koncesją, Radio Maryja może wyłącznie nadawać programy o charakterze religijnym, wychowawczym i edukacyjnym.

Warto też przypomnieć, że konstytucja przewiduje, iż państwo oraz Kościół są samodzielne i niezależne. Konkordat wzmacnia tę regułę, przewidując w artykule pierwszym, że „państwo i Kościół zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach (...)”. Według dra Pawła Boreckiego z Wydziału Prawa i Administracji, emitowanie przez jeden z zakonów pod szyldem audycji religijnej przekazu politycznego oznacza ingerencję kościelnej osoby prawnej w sferę wyłącznej kompetencji państwa. Ordynacje wyborcze zakazują nadawania politycznych programów reklamowych pod przykryciem.

 

Czy nie czas, aby rząd jasno określił swój stosunek do działań, jakie prowadzą redemptoryści oraz jeden z ich członków – Tadeusz Rydzyk?

Jeżeli premier się boi, to może prawdziwymi facetami okażą się kobiety wchodzące w skład gabinetu? Prawo do kontrolowania prywatnych przedsięwzięć owego zakonnika mają pani Jolanta Fedak (minister pracy i polityki społecznej) i Katarzyna Hall (minister edukacji narodowej). Im to dedykujemy i przesyłamy niniejszy artykuł.

Michał Charzyński

michal@faktyimity.pl

 

 

TO TYLKO... KOLEJNA OFIARA SŁUCHANIA RY(D)ZYKOW(N)EGO RADIA

 

„FAKTY I MITY” nr 50, 20.12.2007 r. LISTY

OSTATNI NUMER...

Próbowałem z Księdzem nawiązać kontakt równo rok temu. Próbowałem się z księdzem spotkać, ale nie otrzymałem odpowiedzi.

Zajrzałem do tygodnika „Fakty i Mity” (47/2007). Na tytułowej stronie duży tytuł: „Rekord świata” i mowa o mającym powstać w Świebodzinie koło Zielonej Góry największym na świecie pomniku Chrystusa Króla. Komentarz redakcyjny dodaje: „Biblijny Bóg co prawda zabronił oddawania czci posągom, ale figura jest potrzebna miejscowemu proboszczowi”. Natomiast na stronie 3. tego numeru gazety bardzo wam z kolei przeszkadza fakt powołania kapelanów do policji. Wcześniej Wasz tygodnik kwestionował zasadność kultu maryjnego w Kościele katolickim, a nawet zaprzeczał jakiejkolwiek obecności św. Piotra Apostoła w Rzymie. Teraz chodzą i powtarzają to świadkowie Jehowy.

W imieniu Boga Ojca wzywam Księdza Romana Kotlińskiego do zamknięcia redakcji „FiM” do dnia 31 grudnia 2007 roku włącznie. Po tym terminie Bóg Ojciec podejmie działania.

Edward Zytka, Wrocław

 

[Do autora: A Pan chciałby spotkać się z chorym umysłowo (obłąkanym) i ogłupionym człowiekiem...

Proszę przedstawić pełnomocnictwo bóstwa... Nie wzywaj imienia Boga na daremno. Jedynym wymysłem na który mógłby się P. powoływać jest antychryst (też oczywiście po otrzymaniu jego zgody)(ale to wymaga MINIMUM wiedzy...) – to tak od strony religijnej...

 

Szanowni Wrocławianie. Proszę uświadomić tego biednego człowieka, ofiarę (...) ulotkami z mojej strony www.wolnyswiat.pl zanim komuś (i przy okazji sobie) zrobi krzywdę (uczulam na to też policję). – red.]

 

 

"FAKTY I MITY" nr 51/52, 03.01.2008 r. LISTY OD CZYTELNIKÓW

OTO SŁOWO BOŻE

Serdecznie ubawił mnie list pana Edwarda Zytki z Wrocławia, wzywającego Was w imieniu Boga Ojca do zaprzestania działalności. Proponuję odpowiedzieć następująco:

W związku z listem pana Edwarda Zytki, wzywającym Księdza Romana Kotlińskiego do zamknięcia redakcji „FiM” (które czytuje regularnie), informuję, że żadnych związanych z tym działań podjąć nie zamierzam. Podpisane: Bóg Ojciec

Ryszard Nanke

 

 

"FAKTY I MITY" nr 3, 24.01.2008 r.

W IMIENIU BOGA?

Żądanie E. Zytki („FiM” 50), który domaga się zamknięcia „FiM” do 31 grudnia 2007 roku, uważam za całkowicie uzasadnione, niestety, niemożliwe do spełnienia ze względów formalnych.

Otóż E. Zytka wniosek swój składa „w imieniu Boga Ojca”. Występując w roli pełnomocnika Najwyższego, powinien złożyć upoważnienia od swego Mocodawcy.

Powinny to być dokumenty notarialne z pieczęciami urzędowymi i podpisami, w tym także zleceniodawcy. Pan Zytka tego nie uczynił, więc wniosek musi być oddalony, chociaż – z uwagi na jego oczywistą, osobistą i służbową znajomość, a nawet poufałość ze Stwórcą – uzyskanie takich dokumentów nie powinno stanowić problemu na przyszłość.

Z uwagi na ten tryb postępowania, należy mieć nadzieję, że przewidywane przez autora listu działania odwetowe Boga Ojca z dnia 01.01.2008 roku zostaną przesunięte w czasie – mniej więcej do powrotu bocianów. Albo też anulowane zupełnie – w wypadku spełnienia żądań przez Wydawcę.

Krystian B., Wrocław

 

 

TACY LUDZIE NIE BIORĄ SIĘ Z NIKĄD – WIADOMO DZIĘKI KOMU... W ZWIĄZKU Z CZYM PRZYGOTOWAŁEM PONIŻEJ OPISANE TESTY...

OTO KOLEJNA WERSJA TESTU NA AUTENTYCZNOŚĆ RELIGII, RELIGIJNOŚCI (WIARY W TO, CO SIĘ GŁOSI).

Otóż proponuję zastosować, zgodne z zaleceniami zawartymi w biblii, kamieniowanie. Niech bóstwo, po pierwsze, udowodni że istnieje, po drugie, że popiera poddawanego próbie, a po trzecie, kandydat na świętego, że wierzy w moc sprawczą bóstwa i jego opiekę nad sobą, poparcie dla niego. Ponieważ szczególną uwagę zwraca na siebie ojciec dyrektor Rydzyk od Radia Maryja z Torunia (ciągle twierdzi że: ma kontakty z szatanem, diabłami, stąd wie co i dlaczego zrobiły, podobnie z bóstwem (dlaczego nigdy nie uprzedzają?); non stop deklaruje absolutną religijność, całkowite zawierzanie bóstwu – uważa iż wszystkie wydarzenia mają miejsce z jego inicjatywy (niech się wreszcie zdecyduje kto decyduje – Bóg czy szatan z diabłami, a może Sam Rydzyk?)(to widocznie Bóg podsunął mi ten pomysł, by poddać Go próbie), itp., i ma wpływ na miliony słuchaczy, to warto sprawdzić jego autentyczność – udowadniając ją zyska kolejne miliony..., oraz już nikt nigdy nie podważy wiarygodności jego deklaracji, słów), to proponuję zacząć od niego. Proszę Mieszkańców Torunia o zorganizowanie zbiórki kamieni oraz testujących (ewentualnie zastępczo można zorganizować próbę wody).

By go zachęcić do próby proponuję przygotować odpowiednie hasła do skandowania. Np.: Wszyscy Twoi wyznawcy modlą się za Ciebie – więc jesteś absolutnie bezpieczny! Zostań świętym (spełnij swoje marzenie)! Chyba nie jesteś małej wiary! Nawróć nas swoją wiarę, cudem (niech kamienie omijają Cię/zmartwychwstań)! Bóg i Jezus patrzą na Ciebie i czekają (tak jak my)!

No to do roboty!

Jeśli jednak nie podda się próbie to trzeba go podać do sądu o oszukiwanie tzw. wiernych, i zadenuncjować jego przełożonemu, że jest fałszywym kapłanem – by usunięto go z organizacji!

 

PS

DO TORUŃSKIEGO, PRZEBIEGŁEGO I BEZWZGLĘDNEGO SPECJALISTY OD ŻYCIA KOSZTEM SWOICH OFIAR

Jeżeli komuś z Redakcji tygodnika „Fakty i Mity” spadnie kiedykolwiek choćby włos z głowy to wezmę się za ciebie na dobre zdegenerowany ogłupiaczu, bezwzględny wyłudzaczu (m.in. rent i emerytur) – pasożycie, nierobie, zakało i ekskremencie społeczny!

Chory łeb trzeba leczyć, a durny oświecić RZETELNĄ WIEDZĄ, ROZSĄDNYM NAMYSŁEM! Skurwysyństwo to niestety trudniejsza sprawa.

PS2

Szanowni Forumowicze. Proponuję na dobry początek rozesłać uświadamiającą ulotkę o Wojtyle (plik w załączniku) gdzie się da (w tym wszystkim politykom (posłom), urzędom (samorządom) itp.). Zróbmy wreszcie porządek w tym chorym kraju (ludzie głupi, nawiedzeni nie są społeczeństwu potrzebni (nawet bóstwu...)(poza kanaliom oczywiście)!

A jak jeszcze będzie jakiś wyskok to m.in. zorganizujemy akcję rozklejania i rozdawania uświadamiających ulotek, pikiet, w wszelkich msh działania koncernu tego milionera z wyłudzonych pieniędzy (i antychrysta)!

 

 

JEST TYLKO JEDEN - WSPÓLNY - OGÓLNOŚWIATOWY - GLOBALNY - INTERES. INNE PODEJŚCIE POWODUJE M.IN. WOJNY, OGÓLNOŚWIATOWĄ KATASTROFĘ EKOLOGICZNĄ – ZAGŁADĘ ŻYCIA, NĘDZĘ I TEGO SKUTKI, W TYM CIEMNOTĘ, PRZESTĘPCZOŚĆ I WIELE INNYCH!! KTO TEGO NIE ROZUMIE (EFEKTU DOMINA) NIE POWINIEN PODEJMOWAĆ DECYZJI MAJĄCYCH WPŁYW NA INNYCH

MYŚLI

CO JEST NAJPIERW, SKUTEK CZY PRZYCZYNA…

NIE ZAJMUJĘ SIĘ OBRAŻANIEM, RACJONALNIE UZASADNIONE STWIERDZENIE FAKTU NIE JEST OBRAŻANIEM, TYLKO OPISYWANIEM RZECZYWISTOŚCI, UŚWIADAMIANIEM (INACZEJ BYM KŁAMAŁ). A ŻE JEST ONA TAKA... TO NIE MOJA WINA (I EWENTUALNE PRETENSJE PROSZĘ KIEROWAĆ NIE W MOJĄ STRONĘ...). CZASEM DOSADNA ALE ADEKWATNA OCENA DAJE DO MYŚLENIA ADRESATOWI Z KORZYŚCIĄ DLA NIEGO I OTOCZENIA

PS

WIĘC ZANIM P. COŚ ZROBIĄ PROSZĘ SIĘ NAJPIERW ZASTANOWIĆ: JAKIE BĘDZIE TO MIAŁO KONSEKWENCJE (DLA KOGOŚ – P.)!

 

Albert Einstein: „Świat jest miejscem niebezpiecznym nie tylko z powodu tych, którzy czynią zło, ale również tych, którzy na to patrzą i nic nie robią”.

 

Ø       RACJONALIZM – jest to logiczne, rozumowe analizowanie danych (przyjmowanie do wiadomości i wykorzystywanie wyników badań, doświadczeń), dedukowanie, wyciąganie wniosków, rozsądne, przemyślane postępowanie; to chłodna, na ludzką miarę, logika (często inspirowana intuicją – wyćwiczonego w wyciąganiu trafnych wniosków umysłu)(a więc wolna od absurdalnych dogmatów, uprzedzeń, stadnych presji); dogłębna, dalekowzroczna (stąd dla pozostałych niezrozumiała, niepojęta...) etyka mająca na celu w maksymalnie szerokim aspekcie, a więc obejmującym całą przestrzeń i w dalekiej perspektywie czasowej, dobro wszelkich istnień (z zachowaniem rozsądku).

 

Ø       RELIGIJNOŚĆ.

Czy dyskusja z osobą ogłupioną, zastraszoną, z wypranym mózgiem, z blokadami umysłowymi: nie przyjmująca do wiadomości wyników badać, faktów, wiedzy, logicznych wniosków; umysłem zaprogramowanym na ignorowanie wszystkiego co zaprzecza wpojonym tezom (wypaczone interpretowanie wszystkiego tak, by z góry potwierdzało założenie), a więc osobą alogiczną, okaleczoną, upośledzoną psychicznie, w dodatku nie posiadającą, i bojącą się jej, elementarnej akademickiej wiedzy ma sens, może z niej coś rozsądnego wyniknąć...; przecież z góry wiadomo, iż nie będzie żadnych merytorycznych argumentów – bo ich nie ma i być nie może (stąd miliony torturowanych i mordowanych ofiar katolickiej org. religijnej)(dlatego trzeba słuchać tylko to, co mówią specjaliści od spraw wierzeniowych i WIERZYĆ w to co każą, a nie MYŚLEĆ, zdobywać wszechstronną wiedzę,- wiedzieć).

Oto, do czego prowadzą religijne brednie – miliony ludzi, przez, łącznie, miliardy godzin, zajmują się bzdurami (wszystko dowodzi że istnieją krasnoludki/Budda/Allah/smok wawelski itp., itd... A co nie dowodzi, też dowodzi...)...! Nie dajcie się ogłupiać!

Ateiści opierają się na wynikach naukowych badań, wiedzy, dedukcji, logice (rachunku prawdopodobieństwa). Tzw. wierzący na instynkcie stadnym, tradycji, podporządkowywaniu się, pozwalaniu na praniu swojego mózgu, tzw. autorytetach (jeszcze większych ogłupiaczach, którzy, za zasługi..,. awansowali), ignorancji (w tym nawet wiedzy o swojej religii); Ateizm jest prospołeczny. Religijność – antyludzka, antyspołeczna, bo przyczynia się do ciemnoty, nietolerancji, nienawiści, agresji, biedy, nieszczęść; podporządkowywania sobie i wykorzystywania ludzi, społeczeństw, państw przez kasty pasożytów, ludzi wypaczonych nikczemnych; ogłupionych.

Więc dlaczego propaguje się, chroni tzw. uczucia religijne, zamiast promować ateizm – czyli rozwój rozumu, myślenie, wiedzę; rozsądek, działania prospołeczne, proludzkie, by sprzyjać rozwojowi? Dlatego, że na ateizmie nie da się tak łatwo, krótkowzrocznie, egoistycznie, bezkarnie i szybko zarobić; dlatego, że ludzkość, generalnie, myśli i postępuje emocjonalnie, a nie racjonalnie (nawet, oprócz, że nie rozumie, to boi się racjonalizmu, zamiast obecnej sytuacji...); dlatego, że ludzkość nie jest odpowiednio edukowana, więc nie ma nawet wyrobionych odpowiednich zdolności, odpowiedniego potencjału, więc jest podatna na działania emocjonalne, stadne, co jest jak najbardziej wykorzystywane przez ludzi, którzy powinni być na marginesie, a nie piedestale.

 

"FAKTY I MITY" nr 27, 10.07.2008 r.: No i jeszcze jeden kłopot - nigdy nie słyszałem, aby problemy z diabłem mieli ludzie niewierzący. Oni nie bywają opętani ani dręczeni. Diabelskie tortury i pułapki męczą zawsze ludzi w jakimś stopniu religijnych. Ale się narobiło...

Marek Krak

 

„FAKTY I MITY” nr 26, 03.07.2008 r.: Z licznych sondaży przeprowadzonych wśród pensjonariuszy zakładów karnych w RParafialnej wynika, że są to w 99,9 procentach katolicy.

[Dziękujemy Ci nieomylny Ojcze Święty, Nauczycielu ludzkości, moralny Autorytecie, duchowy Przywódco itp., itd.; Kościołowi za umoralnianie społeczeństwa; politykom, państwowym urzędnikom itp. za pasienie naszymi pieniędzmi pasterzy; środkom przekazu za szerzenie katolickiej ideologii; itp. (Unia Europejska, Świat, oprócz podziwu, chyba pękają z zazdrości...) – red.]

 

„FAKTY I MITY” nr 25, 06.2008 r. ŻYCIE PO RELIGII

CO DLA IDIOTÓW?

(...) im bardziej człowiek jest inteligentny, tym mniej wierzący. (...) wśród członków elitarnego Royal Society zaledwie 3,5 proc. uczonych wierzy w Boga, podczas gdy brytyjska średnia to 68,5 proc. wierzących. Podobnie jest w USA, gdzie zaledwie 7 proc. członków Amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk to ludzie wierzący. (...)

Marek Krak

 

 

„FAKTY I MITY” nr 6, 14.02.2008 r.

10 STWIERDZEŃ BEZBOŻNYCH

1. Stanowczo odrzucasz istnienie tysięcy bogów czczonych przez inne religie, ale czujesz się oburzony, gdy ktoś odrzuca istnienie twojego boga.

 

2. Czujesz się obrażony i odczłowieczony, gdy naukowcy stwierdzają, że człowiek pochodzi od zwierząt, ale nie masz problemu z biblijnym twierdzeniem, że człowiek został stworzony z prochu.

 

3. Śmieszą cię politeiści, ale wierzysz w Boga w trzech osobach.

 

4. Pąsowiejesz, słysząc o okrucieństwach przypisywanych Allachowi, ale nawet okiem nie mrugniesz, słysząc o tym jak to Bóg chrześcijan zabił wszystkie dzieci w Egipcie (Księga Wyjścia) i zarządził wycięcie w pień całych grup etnicznych (Księga Jozuego), włącznie z kobietami, dziećmi i drzewami.

 

5. Śmieszy cię hinduizm, w którym ludzie mogą być bogami, i mity greckie, w których bogowie spali z kobietami, ale wierzysz, że Duch Święty zapłodnił Maryję, która potem urodziła człowieka boga, który został zabity, zmartwychwstał i wstąpił w niebiosa.

 

6. Gotów jesteś spędzić całe życie, szukając małych dziur w naukowych twierdzeniach na temat wieku Ziemi (kilka miliardów lat), ale wierzysz na słowo w daty zapisane przez kilku gości z epoki brązu, co sobie siedzieli w namiocie i wymyślili, że Ziemia ma pewnie dopiero kilka tysięcy lat.

 

7. Wierzysz niezbicie, że cała populacja tej planety, z wyjątkiem tych, którzy wierzą w to samo co ty, będzie smażyć się w piekle po wieki. Mimo to uważasz, że twoja religia jest „tolerancyjna” i „miłosierna”.

 

8. Podczas gdy cała współczesna nauka, historia, geologia, biologia i fizyka nie zdołały cię przekonać, że Boga nie ma, paplanina jakiegoś niedouczonego pacana to wszystko, czego ci potrzeba, żeby uwierzyć w jego istnienie.

 

9. 0,001 proc „wysłuchanych modlitw” to dla ciebie wielka opatrzność boża, a nie przypadek. Uważasz, że modlitwy skutkują.

 

10. Wiesz o Biblii, chrześcijaństwie i historii Kościoła dużo mniej niż agnostycy czy ateiści – a mimo to, to siebie nadal nazywasz się chrześcijaninem.

 

Wyłowił z sieci LK

 

 

W ODPOWIEDZI NA TEZĘ ZAWARTĄ W LIŚCIE CZYTELNIKA („UWAGA, ATEIŚCI!”„FiM” nr 34, 31.08.2006 r.)

ODNOŚNIE OCZYWISTEGO KREACJONIZMU Z UWAGI NA MAŁE PRAWDOPODOBIEŃSTWO... NATURALNEGO PROCESU

NIEKIEDY DOBRYM ORĘŻEM NA TAKIE MYŚLICIELKI... JEST ICH WŁASNA BROŃ

Mam 3 krótkie pytania:

1. Z czego i jak powstał stwórca?

2. Z czego i jak stworzył świat?

3. Jakie jest tego prawdopodobieństwo?

Dodam jeszcze, że stwórca sam ustanowiłby prawa fizyki i warunki zaistnienia życia (więc nie byłoby żadnych ograniczeń, a właśnie ich istnienie dowodzi naturalności więc i przypadkowości procesu). Oprócz tego proszę wziąć pod uwagę, iż w wszechświecie jest co najmniej 200 miliardów galaktyk, a w każdej z nich może być 200 miliardów gwiazd, z których znaczna część jest obiegana przez planety (znaleziono już ich setki, mimo iż można wykryć tylko najbliższe), a wszystko to trwa miliardy lat, więc ilość kombinacji jest niemal nieskończona. A pierwsze formy życia, które pojawiły się ok. 4 mld lat temu, nie miały genetycznie obcych wrogów, stąd mogły być b. prymitywne. Więc proszę nie sugerować się ich obecną złożonością  po milionach (miliardach?) lat ewolucji (początkowy proces ewolucji był minimalny i arcyprosty, w tym możliwe było, gdyż nie było jeszcze barier, niemal dowolne mieszanie się i łączenie organizmów, ich składników, ale z biegiem milionów pokoleń, lat nabrał tempa i wyrafinowania).

 

Z wieloma osobami logiczna dysputa jest stratą czasu, gdyż oni wszystko interpretują tak, by potwierdzało to z góry założoną tezę (np. jeśli ktoś wieży w krasnoludki, to dla niego nadgryziony chleb przez mysz będzie dowodem ich istnienia nawet wtedy gdy tą mysz złapie – bo to tak naprawdę krasnoludek który zamienił się w myszkę (a zdolność do takiej cudownej przemiany dodatkowo zwiększa podziw, uznanie dla krasnoludków i dowodzi ich nadprzyrodzonych możliwości)... Proszę się też zastanowić np. ilu ludzi tysiąc lat temu uwierzyłoby chociaż w 1% współczesnych wynalazków – że będziemy je mieli i w dodatku sami je wymyślimy i zrobimy bez pomocy bóstwa (jak oszacowano by prawdopodobieństwo [Jeśli prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia oszacowane jest np.: raz na miliard lat, to może się to zdarzyć za chwilę, albo nigdy, albo np. 10 razy – praktycznie.])... Tu większym problemem jest ludzka psychika i jej ograniczenia. I właściwie na tym polu powinna odbywać się dyskusja. – red.

PS

PROSZĘ SIĘ ZASTANOWIĆ.

By kogoś przekonać do oczywistego, logicznego wniosku (że np. 10 + 10 = 20), nie trzeba używać nieznanych, niezrozumiałych, tajemniczo brzmiących wyrażeń, argumentów, teorii, krzyczeć, straszyć, prać mózgu, wywierać stadnych presji, powoływać na tzw. autorytety (jeszcze większych, zasłużonych... ogłupiaczy),  ubierać się w odróżniający, robiący wrażenie strój, stawiać robiących wrażenie budowli itp. Ale jest to konieczne gdy chcemy kogoś przekonać do innego wyniku...

Lub jeszcze inaczej

Wykonujący sztuczki iluzjonista to człowiek – jest to nieprawdopodobne (bo nie wiemy jak je robi, a co niewytłumaczalne oznacza nadprzyrodzone).../to czarodziej – wielce prawdopodobne...

Członkowie katolickiej org. religijnej to zwykli ludzie parający się oszukiwaniem innych dla własnych korzyści – jest to nieprawdopodobne (gdyż mają kontakt, bo tak twierdzą, z bóstwem).../to kapłani – wielce prawdopodobne...

– Oto logika... tzw. wierzących...

 

„FAKTY I MITY” nr 40, 07.10.2004 r. LISTY

BOGA NIE MA

To, że na świecie nie istnieje żaden

Bóg ani nawet filozoficzny absolut

itp., stale udowadniają coraz

to nowe odkrycia naukowe, począwszy

od oświecenia, kiedy odkryto

epokową zasadę zachowania masy

i energii. Z zasady tej wynika niepodważalny

fakt, że wszelka masa

i energia, czyli materia tworząca

nasz świat (i kosmos) „zachowuje

się” w ten sposób, że nigdy i nigdzie

nie zanika ani nigdy i nigdzie

nie powstaje z niczego. Ulega tylko

ciągłym przekształceniom w tworzeniu,

nowych form istnienia zgodnie

z poznaną później teorią ewolucji

i teorią względności w myśl

znanego wzoru E=mc2. Zgodnie

z tym, wszystko, co wokół nas powstaje

i powstało, tak w świecie organicznym,

jak nieorganicznym, powstało

tylko z przekształcenia czegoś,

co istniało już wcześniej, a to

z kolei powstało również z czegoś

wcześniejszego i tak dalej – w nieskończoność.

Nawet tzw. Wielki

Wybuch, który według religijnych

astronomów miał być „początkiem

wszechświata”, nie powstał z niczego,

tylko z materii istniejącej już

przed tym wybuchem, bo nie może

przecież wybuchnąć coś, co jeszcze

nie istnieje.

Otaczający nas kosmos nie ma

więc początku ani końca w bezwzględnej

przestrzeni i czasie, a w

związku z tym nie było tzw. początku

świata, nigdy nie nastąpi też

tzw. koniec świata, którym straszą

ciągle wszystkie religie i sekty.

A skoro kosmos jest nieskończonością,

to jako taki nie mógł być też

nigdy stworzony. Nikt, kto potrafi

logicznie myśleć, nie jest w stanie

wyobrazić sobie, że może być stworzone

coś bez początku i końca

w niekończącej się czasoprzestrzeni.

A jeśli tak, to nigdy też nie istniał

i nie istnieje żaden „Stwórca”,

czyli żaden „Wszechmogący

Bóg” ani żaden inny demiurg.

Czytelnik

[Poza tym, że wszechświat, jego czas istnienia i rozmiary wydają się być nieskończone. Z drugiej strony, czy bardziej logiczne by było gdyby nic nie istniało? – red.]

 

 

„POLITYKA” nr 1, 07.01.2006 r.

Steven Pinker, słynny amerykański psycholog, w rozmowie z Anetą Brzezicką i Marcinem Rotkiewiczem

ZAPISANE W MÓZGU

(...) A co z religią? Jak mogła wyewoluować, skoro według pana, nie dawała naszym przodkom korzyści adaptacyjnych?

Religia może być produktem ubocznym umysłu, tzn. takich jego funkcji jak przypisywanie myśli i uczuć innym osobom. Człowiek potrafi wyciągać wnioski na temat stanu umysłów innych ludzi, nawet jeśli nie widzi tych osób. A stąd już tylko mały krok do przypisywania zdolności myślenia rzeczom, które nas otaczają. Ponadto istnieje w nas skłonność do dostrzegania projektu – jeśli patrzymy np. na zegarek, to myślimy, że musiał go zaprojektować i wykonać jakiś konstruktor. Podobnie, gdy patrzymy na przyrodę, jesteśmy skłonni twierdzić, że stanowi ona dzieło jeszcze większego konstruktora. (...)

 

Ø      RELIGIJNOŚĆ WYNIKA NIE Z WIEDZY, TYLKO Z EMOCJI.

Czy ktoś kto zna tylko baśnie, legendy, opowieści i mity (i to jeszcze tylko w jednym temacie) jest dobrze poinformowany, wiarygodny, i powinien zajmować się edukacją innych...

Ludzie stają się religijni z niewiedzy (dezinformacji). Czyli ludzie rzetelnie poinformowani nie są religijni i w związku z tym postępują racjonalnie.

Naukowcy nie powołują się na siły z którymi mają do czynienia, iż są z nimi w kontakcie, tylko racjonalnie interpretują zjawiska.

Kiedyś religia była sposobem na wytłumaczenie niezrozumiałych, nieznanych zjawisk, reakcją na wytłumaczenie swojej świadomości, inności w świecie przyrody, swojego bytu (umysł wpadł w własną pułapkę – osiągnął samoświadomość ale bez możliwości tego wytłumaczenia). Obecne osiągnięcia, wiedza m.in. w dziedzinie chemii, fizyki, geologii, archeologii, astronomii, biologii (neurologii, psychologii) pozwala ludziom rozumnym, którzy chcą taką wiedzę posiąść, na wytłumaczenie, poznanie istoty tych praw. Więc poprzednie, zastępcze, wytłumaczenie traci rację bytu.

PS

Wiara (w tym samoograniczenie się, stagnacja – zakładanie że wszystko już jest wiadome, nieomylności) jest przeciwieństwem nauki (w tym badania, poznawania, uczenia się na błędach – rozwoju), więc nie może być dla niej msa m.in. w szkole!

Joanna Senyszyn: „Wszak, gdzie zaczyna się wiara, tam kończy się rozum”.

Steven Pinker: „Wiara i religia nie są alternatywnymi sposobami docierania do wiedzy, obok rozumu i nauki. Wiara różni się od rozumu tak jak astrologia od astronomii czy alchemia od chemii. Astrologia była ważną dziedziną w starożytności. Nie da się zrozumieć dramatów Szekspira, jeśli się nie wie, co to jest astrologia. Ale tylko do tego jest ona potrzebna. Podobnie jest z wiarą. Ostro sprzeciwiam się więc zrównywaniu jej z rozumem. Nie ma ona żadnych zdroworozsądkowych podstaw”.

 

Ø      Wypowiedzi powinny być jasne i przejrzyste jeśliby miały być zrozumiałe przez jak najszersze grono odbiorców. Proszę oceniać ludzi po czynach, efektach, a nie deklaracjach!

Na szacunek zasługują osoby w wyniku konstruktywnych działań do których się przyczynili, a nie z uwagi na zajmowaną pozycję, deklaracje. Podobnie jest z oceną  powstań, stanu wojennego, demokracji, katolicyzmu itp. Proszę ocenić ich efekty, co przeważa: korzyści, czy negatywne skutki i na tej podstawie oceniać (bo coś może być np. teoretycznie złe, ale praktycznie może dać korzyści).

 

Ø      Wierzący nie mają własnych poglądów, one są im wpajane, nie mają więc możliwości samorozwoju, obiektywnego odbioru i oceny rzeczywistości.

„FAKTY I MITY” nr 49, 13.12.2007 r. LISTY

CUDA NA KIJU

W swoim artykule Bolesław Parma pisze między innymi: „Z ewangelii wynika, że Jezus dokonał wielu cudów, które w wystarczającym stopniu uwierzytelniły Jego mesjańską misję, a tylko niewielu tak naprawdę uwierzyło”. Panie Parma, jak tak sobie obserwuję ten Kościół rzymskokatolicki, to wydaje mi się, że ci, którzy nie uwierzyli, mieli rację.

Jeśli chodzi o cuda, to kiedyś oglądałem w telewizji Davida Copperfielda – cuda niesamowite i udowodnione!

Wiesław Szymczak

[To święty człowiek! W dodatku jego święte imię »David« jest oczywistą wskazówką Najwyższego. Czas rozpalić stosy dla głupców którzy tego nie rozumieją i uparcie trwają w niewierze – błędzie!; dla ich dobra oczywiście. A propos. Oczywiście ich wszystkie dobra mają być, jak zwykle, co oczywiste, na chwałę Chrystusa, tradycja, przekazane dla przenajświętszego Kościoła. – red.]

 

Ø      Na czym bazuje kor – co jest podstawą ich funkcjonowania: na banialukach (w tym wpajanym strachu przed tym co ma nastąpić po śmierci (tak jakby - patrząc na to, ogólnie, od strony religijnej - mieli o tym jakieś pojęcie, jakikolwiek na to wpływ – gdzie można składać ew. reklamacje...), ale jakoś sami tego się nie boją...) i emocjonalnym (nie racjonalnym, w tym strachu) podejściu do nich, które jest przekazywane z pokolenia na pokolenie; na instynkcie stadnym i wynikłym stąd naśladownictwie; na tzw. autorytetach - również opierających się na instynkcie stadnym -, ofiary tej org. uważają, że skoro tylu dorosłych ludzi tym, i tak poważnie, się zajmuje, w tym media, są słuchani, poważani, w tym przez przedstawicieli władzy, nauki, polityków itp., tzn. że na to zasługują, wszystko jest prawdą... Kolejnym b. ważnym czynnikiem jest bierność, bezmyślność, ludzi o wyższym poziomie świadomości – w znacznym stopniu wolnych, samodzielnie, niezależnie i racjonalnie myślących, a jednak ulegających instynktowi stadnemu – presji innych, większości i w efekcie nie mających odwagi być aktywnymi i pomagać innym m.in. obnażając, krytykując organizacje religijne, oswabadzając jednostki, społeczeństwa od ich destrukcyjnego wpływu, ograniczając go, dając alternatywę dla ogłupiania, wykorzystywania – destrukcji. A trzeba to robić cały czas - uświadamiać - profilaktycznie - gdyż osoby egoistyczne, destrukcyjne tylko czyhają na okazję – niedoskonałość prawa, zaniechania, bezmyślność, bierność, obojętność, konformizm, koniunkturalność, lękliwość jednostek, społeczeństwa - sprzyjające warunki - by się wybić z przeciętności kosztem innych (oczywiście z godnie z zasadą, iż organizacja o najsilniejszym lokalnie wpływie będzie najskuteczniejsza w tym celu – czyli słuszna (...)...).

PS1

Jedynym sposobem na życie wieczne, w pamięci ludzkiej, jest dokonanie rzeczy wielkich, wspaniałych, zasługujących na uznanie, szacunek.

PS2

JAKA POWINNA BYĆ REAKCJA NA AKTYWNOŚĆ LUDZI SZKODLIWYCH...! KTO POWINIEN BYĆ AKTYWNY…

Czyli nie umykanie z analizą i, w tym jawną, oceną tego co czynią np. organizacje, tylko ich RACJONALNA ANALIZA (…), A NASTĘPNIE JAWNA OCENA (na co dzień)! – TO JEST WŁAŚNIE OKAZYWANIE SZACUNKU - UŚWIADAMIANIE - ODTRUWANIE, OSWABADZANIE - DBANIE, POMAGANIE - DLA CZYJEGOŚ ZDROWIA FIZYCZNEGO, PSYCHICZNEGO, INTELIGENCJI! – RATOWANIE, DZIAŁANIE PROSPOŁECZNE, I ZASŁUGUJE NA NAJWYŻSZE UZNANIE!

 

www.ateista.pl

04.03.2008

Vacarius

Sens życia to walka o przetrwanie genu.

I o to cały sens życia. To zdanie mówi wszystko o sensie życia.

Takie proste rozwiązanie najtrudniejszego filozoficznego problemu.

 

Ø      Sprzeczność.

Jak można negować oszustów z kor, ale ich wymysły, dzięki którym funkcjonują, już nie...

PS

David Hume: „Jeśli Bóg chce ustrzec nas przed złem i nie może, to znaczy, że nie jest Wszechmocny. Jeśli może i nie chce, to znaczy, że nie jest Dobry. A jeśli chce i może, to dlaczego, i skąd, jest zło?”.

 

Ø      Wojtyłomania.

Czy ktoś, kto przewodził, promował najpodlejszą, najpazerniejszą, bazującą na kłamstwach, przeinaczeniach, wymysłach, ogłupianiu, uzależnianiu, utrzymującą się z wyłudzeń, pogrążającą intelektualnie, ekonomicznie narody od wieków, bazującą na ludzkim nieszczęściu, której poprzednicy, założyciele, mają na koncie największe w dziejach ludzkości potworności, może być wzorem, autorytetem (dla członków kor być może, dla społeczeństwa na pewno nie)!?... (do czego może doprowadzić propaganda, instynkt stadny...)

Wojtyła zawsze tylko i wyłącznie dbał o interesy swojej organizacji (mniejsza o efekty)(jeśli komunizm nie był mu na rękę to tylko z tego powodu).

PS

Są tacy, którzy zostawiają  po sobie dorobek intelektualny, inni materialny, ale są i tacy po których zostają, tylko przez jakiś czas..., pomniki.

Niektórych się słucha, a innych tylko cytuje i całuje po pierścieniach...

 

Ø      Utrapienia czynią ludzi religijnymi. Źródłem największych cierpień i nieszczęść (od blisko 2 tys. lat) jest bezpośrednio i pośrednio kor!!

PS

DZIWNY JEST TEN RELIGIJNY ŚWIAT...

Czyż to nie dziwne iż religijni głosiciele, działacze sami nie postępują według głoszonych przez siebie zasad (dbają za to o jak najwyższy poziom WYŁĄCZNIE SWOJEGO doczesnego życia) tylko zalecają  je innym (nie unikają grzechów, dobre uczynki... czynią tylko gębą; nie zależy im na pójściu do nieba; mało tego, wcale im się tam nie spieszy (za to niektórzy wysyłają tam innych...))...

 

Ø      Ciekawostką  jest fakt, iż tzw. wierzących inne bóstwa, ofiary org. religijnych śmieszą, drwią z nich, pogardzają nimi, dziwią się im, że wieżą w takie bzdury-wymysły, a własne bóstwo i współofiary, wierzenia - stan - traktują absolutnie (w tym niekiedy śmiertelnie...!!!) poważnie. Nie zdają sobie sprawy z analogii... – własnej sytuacji; w tym z faktu, iż kieruje nimi instynkt stadny. Ale najważniejsze jest to, iż tak naprawdę tzw. wierzący wcale nie są wierzącymi. Ale o tym w następnym ne.

PS1

Oczywiście obnoszący się z swoją wiarą, jej symbolami np. katolicy, muzułmanie będą się zapierali iż SWOJEJ JEDYNIE PRAWDZIWEJ RELIGII NIGDY SIĘ NIE WYPRĄ! – Naturalnie nie zdają sobie sprawy, że gdyby się urodzili w przeciwnych obozach to twierdziliby to samo...

„FAKTY i MITY” nr 50, 20.12.2007 r.: Nic dziwnego, skoro wyznań chrześcijańskich jest – jak podaje podręcznik – 20 800! A katolicyzm przez większość spośród 20 799 pozostałych nie jest traktowany (z uwagi na jawne sprzeczności z Biblią) nawet jak chrześcijaństwo.

PS2

Gdyby bóg istniał, to każdy by o tym wiedział, a Kościół byłby ostatnią organizacją mającą coś z tym wspólnego. Prawda, wiedza byłaby do niego drogą (a tak się składa, że nie jest, dlatego kor tak zaciekle walczyła i walczy z nią, eliminując, w tym mordując niejednokrotnie najwartościowszych ludzi) i nikt nigdy nikogo nie musiałby o tym przekonywać...(!!!) co było i jest pretekstem i powodem tylu nieszczęść, okrucieństw, zbrodni i potworności – po prostu nie istniałoby takie pojęcie. Tak jak nie ma wierzących czy niewierzących w grawitację, powietrze czy Ziemię.

 

Ø       To w co ty wierzysz (przecież każdy musi w coś wierzyć)?! – To pytanie b. często zadają tzw. wierzący tzw. ateistom. To tak jakby alkoholicy, nikotynowcy, narkomani pytali się abstynentów: A ty od czego jesteś uzależniony – czym się trujesz (przecież każdy musi być od czegoś uzależniony – czymś się truć)?...

 

Ø       Co jakiś czas czytam, iż dyskusja o bóstwie jest niedorzeczna bo nikt nie udowodnił zarówno jego istnienia jak i nieistnienia.

Trzeba do tego dodać tysiące innych WYMYSŁÓW LUDZKICH: bóstw, postaci (m.in. krasnoludki, czarownicy-e) bo przecież z nimi sytuacja ma się tak samo... W związku z tym należałoby je traktować równorzędnie...; uszanować czyjeś uczucia...

Na kolejny absurd, o tym, iż ludzi dzielimy na wierzących w bóstwo i wierzących w jego nieistnienie, dam kolejny przykład takiego rozumowania...: otóż ludzi dzielimy też na wierzących w krasnoludki (np. dzieci) i wierzących w ich nieistnienie...

 

Ø       Tzw. ateiści różnią się od tzw. wierzących tym, iż wszędzie mają te same racjonalne poglądy, w przeciwieństwie do wierzących, którzy mają takie, jakie są zgodne z lokalną, jedynie słuszną - prawdziwą - religią (a jest ich ponad dwieście) w przeciwieństwie do pozostałych, głupich i fałszywych...

 

Ø      TAK, JAK ZAŻYWACZE TN, NARKOTYKÓW, ALKOHOLU DORABIAJĄ SOBIE IDEOLOGIĘ DO SWOJEGO STANU, POSTĘPOWANIA – TAK SAMO ROBIĄ TO UZALEŻNIENI OD RELIGII (KTÓRA JEST UCIECZKĄ OD RYZYKOWNEGO, RACJONALNEGO MYŚLENIA I UŁATWIA POGODZENIE SIĘ Z SYTUACJĄ). I JEDNI I DRUDZY, W TYM TACY I TACY JEDNOCZEŚNIE, WCIĄGAJĄ TEŻ, ŚWIADOMIE I MIMOWOLNIE, W TO BAGNO NASTĘPNYCH.

Trzeba w coś wierzyć. Tak: w racjonalność, w tym rzeczywistość, własną inwencję, siły, zdolności – w siebie, swoje ograniczone, ale na ogół spore - rzadko w znacznej części odkryte i wykorzystane - możliwości; twórcze działanie (w tym w zdobytą, z wiarygodnych źródeł, wiedzę – ale w rozsądnym zakresie), rozsądną współpracę (ufać innym należy w ograniczonym zakresie). Zamiast w zatruwające, wypaczające i zubażające życie brednie, oferowane przez innych, nimi, zatrutych, oraz perfidnych, oszustów – pasożytniczych wyłudzaczy, wykorzystywaczy! A zamiast religijnym trzeba być rozsądnym, racjonalnym – mądrym. I takich należy ludzi cenić.

PS

Religijność ofiar org. religijnych nigdy nie była dla nich celem samym w sobie a jedynie środkiem do osiągnięcia własnych korzyści.

Jeżeli jedni dążą takie rzeczy szacunkiem, milczą na ich temat, to inni wezmą  przykład i taka postawa przyczynia się do kontynuacji takiej sytuacji!! Ci, którzy to widzą mają etyczny obowiązek pomóc pozostałym.

Społeczeństwa składają się z przeróżnych jednostek, osób pełniących różne funkcje (np. policja powinna chronić przed bezprawiem, a nie je szanować, czy tolerować, sądy karać tych, którzy działają na szkodę innych, media rzetelnie informować, w tym przestrzegać a nie zamilczać, oszukiwać, być koniunkturalne, politycy m.in. tworzyć prawo sprzyjające współpracy, rozwojowi, bezpieczeństwu itp., a nie np. organizacjom relig.).

 

Ø       Religijność okalecza, wypacza umysł tok myślenia a w efekcie postępowania! Tak powstają chore wnioski i cele życiowe. Dochodzi do patologicznych relacji międzyludzkich – postrzeganie, ocena rzeczywistości - życie - jest wypaczane! Religijność to w zasadzie choroba psychiczna (obłęd) destrukcyjnie wpływająca na jej ofiarę i otoczenie i jest zaraźliwa (podobnie jak destrukcyjne programy komputerowe dla komputerów). Następuje otumanienie, oślepienie umysłowe tego ofiar, które nie widzą, czy też widzą tylko to, co chcą widzieć – interpretacja wszystkiego jest tylko jedna: potwierdzająca religijne założenia, w tym w brew oczywistym faktom temu przeczącym (nawet niszczy się takie dowody i morduje stanowiących zagrożenie dla takich teorii ludzi).

 

Skąd się bierze religijny obłęd, fanatyzm. Bo tacy ludzie uważają iż nim są w gorszym stanie, tym lepiej – więc należy to pogłębiać...; dali się, sami się okaleczyli, tym lepiej bo bóstwo ich za to nagrodzi/obdarzyło łaską... i trzeba być wdzięcznym, posłusznym Jemu/tym, którzy się do tego przyczynili, wybrańcom – bo On tak widocznie chciał. Więc oczywiste jest iż wszelkie myśli i działanie takich ludzi są  jedynie słuszne! A sprzeciwianie się im jest sprzeciwianiem się Najwyższemu – bluźnierstwem, grzechem i zasługuje na karę!... Oczywistym jest też że „nie obdarzeni” są  gorsi, nieszczęśliwi - i nawet o tym niewiedzą... - i potrzebują  pomocy dla ich dobra.../,zasługują na współczucie/,pogardę/,nienawiść (bo widocznie są  przez bóstwo wykluczeni-ukarani) – karę (biorąc przykład z bóstwa)...

Do tego wszystkiego trzeba dodać unikanie przez takich ludzi racjonalnych odtrutek – absolutnie nie chcą niczego innego czytać, słuchać poza religijną trucizną i ew. rzeczami neutralnymi w tym temacie; co też sprzyja niedoinformowaniu, niezdolności do bardziej złożonego myślenia, rozumienia – ciemnocie (a ta z kolei sprzyja naśladowaniu innych, wykonywaniu poleceń bez rozumienia ich powodu, skutków; wykorzystywaniu takich ludzi przez egoistów, cwaniaków – osoby zdegenerowane).

Modlenie się to nic innego jak wmawianie sobie (kodowanie w umyśle) istnienie danego bóstwa - więc i jego wpływu na wszystko, w tym na swoje życie - przypisywanie zdarzeniom ponadnaturalnych przyczyn i wtedy pomyślne – jako nagroda, a niepomyślne – jako kara zdarzenia są dowodem jego istnienia... Jest to pozbywanie się zdolności do racjonalnego, zdroworozsądkowego myślenia. Wówczas, naturalną koleją rzeczy, pojawienie się kogoś (np. tzw. kapłana) czy nawet myśli (np. o zbrodni o podłożu religijnym) oznacza, że to bóstwo tak widocznie chce, a bóstwu sprzeciwiać się nie można... I za posłuszność jego woli nagrodzi, a za nieposłuszeństwo ukaże. Więc za wszystko odpowiedzialne staje się bóstwo – wykonawca „jego woli” ma czyste sumienie i jest dumny z tego co zrobił. Stąd zdolność takich ludzi do wszystkiego każdych, w tym dowolnie absurdalnych, aspołecznych działań, byleby tylko kapłanowi (bóstwu) się przypodobać.

Najlepszą modlitwą dla bóstwa mogłoby być prawe, konstruktywne życie, a nie bełkotanie w kółko (miliardy razy) wymyślonych przez ludzi zdrowasiek itp., bo byłoby to też b. nudne i niezdrowe również dla niego.

PS

Zarażający okazują się „lekarzami”, choroba „stanem wyższym”, zdrowi, „potrzebującymi leczenia chorymi”, źródła choroby „lekiem”, a obrona, leczenie „obrażaniem uczuć”, „bluźnierstwem”, absurdy „tajemnicą najwyższego” itp.! Choroby trzeba leczyć, a zarażających izolować, karać!

Gdyby bóstwo istniało i w dodatku pozytywnie reagowało na modły to nie byłoby m.in. tylu religijnych mordów w średniowieczu, obozów zagłady w czasie II wojny światowej itp. A przede wszystkim doskonałe bóstwo stworzyłoby doskonały świat, w tym ludzi bez wad.

 

Ø       Członkowie kor argumentują, chwalą się, iż ich religia trwa już 2 tys. lat (skoro tak długo to widocznie słusznie... No cóż, że Ziemia jest płaska uważano jeszcze dłużej i czy jest to powód do dumy, argument przemawiający za słusznością tej tezy...). To straszne, że ta patologia trwa tak długo i powinno dać to do myślenia... (to świadczy o ludzkości w dwójnasób...), być przestrogą; tu nie mse na triumf tylko żal, współczucie, poczucie winy i odpowiednie działania!

 

Ø       CZY JAKIEKOLWIEK BÓSTWO ISTNIEJE – OSTATECZNE ROZSTRZYGNIĘCIE.

Otóż proponuję zrobić następujący eksperyment (za jednym razem będzie wiadomo czy jakiekolwiek bóstwo istnieje, a jeśli, to które): Proszę przygotować solidną, stalową skrzynię i włożyć do niej kartkę i długopis, a następnie niech najwyżsi rangą przedstawiciele wszystkich religii zamkną ją - każdy na swoją kłódkę - po czym niech przystąpią do błagań, modłów i co tylko chcą (wraz z wszystkimi innymi wyznawcami – czyli miliardy ludzi!) by ich bóstwo tam cokolwiek napisało. Z tym że jest jeden warunek: modły muszą się zakończyć zanim skrzynię i kłódki zeżre rdza…

PS

By zmobilizować do tego eksperymentu ogłaszam iż - w razie sukcesu - zwycięska religia natychmiast staje się jedyną na Ziemi (nie będzie też ateistów), a ich najwyżsi rangą przedstawiciele Panami Świata! Jeśli jednak nie będzie chętnych to napiszę krótko do wszystkich religijnych ogłupiaczy, trucicieli, wykorzystywaczy, wyłudzaczy, pasożytów, nierobów itp.!: WON OD LUDZI ZDEGENEROWANE, BEZWZGLĘDNE GNOJE!!! A może kogoś, coś obraziłem? Tak, to proszę b. przeprowadzić takie same (codziennie zalecane, bo/jakże skuteczne), modły w intencji ukarania mnie prze bóstwo. Jeśli jednak tego nie zrobi to się mu nie sprzeciwiajcie… i PRECZ!!! Absolutnie nie mam nic przeciwko temu aby członkowie, wyznawcy jakiejkolwiek religii otrzymywali wszystko to, czego pragną  pod warunkiem iż to wymodlą, otrzymają od bóstwa! Jeśli jednak sami karzą, wywierają presję, szantażują, korzystają z normalnych sądów, domagają szczególnych praw itp. to się demaskują/sprzeciwiają wszechmogącemu a więc wszechwiedzącemu, arcysprawiedliwemu itp. bóstwu!...

PS

Czy można wierzyć w coś, czego istnienia ABSOLUTNIE NIKT I W ŻADEN SPOSÓB nie jest w stanie udowodnić, mało tego WSZYSTKO: postępowanie członków org. religijnych, ich ofiar, codzienna rzeczywistość... absolutnie przeczą interwencji, istnieniu jakichkolwiek bóstw!!; czy należy bezmyślnie, ślepo naśladować innych, podporządkowywać się ogłupionym, okaleczonym ogłupiaczom, bezwzględnym, pazernym kreaturom, tylko dlatego że ktoś coś i dawno temu wymyślił; że uległo temu wielu innych...

 

"FAKTY I MITY" nr 45, 22.11.2007 r. ŻYCIE PO RELIGII

NIEWIARA PO POLSKU

(...) Wyjaśnijmy to teraz raz na zawsze: ciężar dowodzenia czegokolwiek w sporze o Boga leży wyłącznie po stronie ludzi wierzących, bo to oni twierdzą, że istnieje coś, czego nie widać, nie słychać ani nie czuć. To nie ateiści są w kłopocie, to nie oni muszą się tłumaczyć. Zadaniem wierzących jest dowieść, że to, czego nie można w żaden sposób uchwycić zmysłami i metodami naukowej obserwacji, jest rzeczywiste. (...)

Marek Krak

[Bo inaczej ogłupieni i doprowadzeni do obłędu chorzy psychicznie; cwaniacy, oszuści, ogłupiacze i inne gnoje dalej będą wymyślać i deklarować co tylko chcą (a wymyślono już do tej pory setki bóstw, do tego dodajmy kolejne setki deklaracji o wizjach i innych kontaktach z nimi, itp.), i niech ich oponenci udowodnią że jest inaczej!... A skoro nie są w stanie (co dowodzi jakie te bóstwa są wszechmocne...), to dawać kasiorę!... – red.

PS

Aaa, bym zapomniał, ukazała mi się Matka Boska i powiedziała żebym zaczął zbierać pieniądze na budowę Schodów Do Nieba bo koniec świata się zbliża. PROSZĘ PAŃSTWA, BEZ PANIKI!, banki są czynne do 17-18-tej, 5-6 dni w tygodniu, WSZYSCY ZDĄŻĄ WPŁACIĆ (zostawcie sobie coś na jedzenie)...]

 

Ø       POLACY I... WIEDZA, ŚWIADOMOŚĆ.

Jedną z dominujących cech Polaków jest naiwność/brak rozsądku, niski poziom świadomości; egoistyczna, bezwzględna zachłanność jako rekompensata nieudacznictwa (bo niekompetencja szybko się ujawni, więc trzeba się nachapać póki się da)(a ogromne trudności podczas (prób) uczciwego dochodzenia do czegoś demoralizują; osiągnięcia czegoś konstruktywnego, mizerne efekty zniechęcają; Bo i tak będzie tylko to, co komu pisane (jak koryto, to widocznie Bóg/Los tak chciał)). Stąd apatia, a przy sprzyjających okolicznościach rzut na kasę...; Brak chęci do prospołecznej działalności, współpracy – bo to konkurencja do i tak za małego koryta...; bo to robienie na innych (inni nie chcą robić na mnie, to dlaczego ja mam robić na innych – błędne koło); po co się nad czymś zastanawiać, zdobywać wiedzę skoro religia już dawno dała odpowiedzi na wszelkie pytania; po co wykazywać się inicjatywą skoro i tak to Opatrzność o wszystkim decyduje; wszelka władza pochodzi od Boga (czyli: dzięki kor – dla kor). Więc ci, którzy się na Niego nie powołują odpadają (co to ma za znaczenie że powołujący się to często, nie mający żadnych innych argumentów, ogłupieni nawiedzeńcy, nieudacznicy, koniunkturaliści, cwaniacy, oszuści, złodzieje, kanalie i inne kreatury – nikt nie jest doskonały, za to są z mojego religijnego stada (skoro to z religijnego stada dochodzą do władzy to warto być religijnym – sam mogę, bądź ktoś bliski awansować, zyskać prestiż w środowisku, dojść do władzy (a przecież kiepeły do tego nie mamy żadnej – więc w innych okolicznościach nie mielibyśmy na to szans – czyli bycie religijnym się opłaca) i będą chronione nasze interesy – więc trzeba pielęgnować religijność, być wdzięcznym tego propagatorom (kolejne błędne koło/układ – wzajemna zależność, wspieranie się tych, którzy powinni być na marginesie, ale dzięki religii dominują – jedni jako mesjasze, a drudzy opatrznościowi mężowie narodu); widocznie tak ma być; inni też by kradli).

Przykładem mogą być interesy... z dobroczynnym... zachodem, zarówno za czasów poprzedniego jak i obecnego ustroju (w tym uważanie że Unii Europejskiej chodzi oto by dawać nam pieniądze... (nam chodzi o kasę, a im nie... (ale to naiwni głupcy)))(czyli naiwne pokładanie nadziei w kapitalizmie, więc, praktycznie, konsumpcjonizmie, współrządzeniu ludzi bogatych, najczęściej pazernych, krótkowzrocznych, egoistycznych, promujących powolnych sobie – w celu osiągania własnych korzyści (do władzy dochodzi się dzięki pieniądzom i dla pieniędzy); demokracji - czyli, praktycznie, wykorzystywaniu manipulowanych, bezmyślnych, o niskim poziomie wiedzy, świadomości, ulegających instynktowi stadnemu mas – by dać im złudę wpływania na swój los, i że sami są sobie winni, bo kto wybrał ustrój, rządzących... - jako leku na większość bolączek).

A generalnie uważanie że wszystkim chodzi o własny interes, tylko wyjątek stanowią ci, którzy zadają się z Polakami... (członkom kor też chodzi o niebo, a nie o forsę – czego dowodzą na co dzień...) A zawdzięczamy to ogłupiającej religii, org. religijnej – prowokującej myślenie emocjonalne (m.in. życzeniowe, na tym przykładzie: chcę żeby był, w dodatku nasz, lokalny Boziek (chociaż WSZYSTKO TEMU ABSOLUTNIE PRZECZY!)(bo skoro jestem osobą religijną, to nie chcę wyjść na głupca (lepiej by nimi okazywali się pozostali)), a członkowie org. relig. Jego pośrednikami, i żeby można było za ich pośrednictwem wszystko załatwić (opłacić)(bo osobiście to nie chce mi się wykonywać żadnych tych religijnych bzdur (NIKOMU SIĘ NIE CHCE, członkom kor też – trzeba im słono zapłacić żeby COŚ ZROBILI, W DODATKU NA POKAZ)...); by członkowie danej org. byli pożyteczni, dobrzy, uczciwi (a ABSOLUTNIE NIE SĄ!)) zamiast racjonalnego.

PS

Żeby czerpać korzyści trzeba najpierw trafnie zainwestować (np. w osobę która podejmuje ważne decyzje). Żeby trafnie zainwestować trzeba najpierw posiąść odpowiednią wiedzę (np. czytając wartościowe pisma (nie czytającej reszcie może to, poprzez telewizję, umożliwić odpowiednia osoba u władzy. Jednak, praktycznie, trzeba najpierw bazować na tej pierwszej grupie i jej aktywności w propagowaniu inf., wiedzy)).

Mądry Polak po szkodzie.../Polak przed szkodzą i po szkodzie głupi (Jan Kochanowski w XVI w.)...

Co Państwo sądzą o ciągłym mówieniu o życiu duchowym a następnie wyłudzaniu za to pieniędzy, zajmowaniu się biznesem i uciechami... (ciekawe do ilu Polaków to dotrze... – znaczna część zamiast rozumowego czy logicznie z doświadczenia wynikającego wniosku, wyciągnie wniosek tradycyjny...)

 

* „FAKTY I MITY” nr 23, 12.06.2008 r.: Co ciekawe, aż 40 procent Amerykanów uważa za moralnie niedopuszczalne noszenie naturalnych futer ze względu na niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom. Dla Kościoła jest to kwestia moralnie obojętna, bo on nie interesuje się losem istot pozbawionych „duszy nieśmiertelnej” oraz kont bankowych i portfeli.

Marek Krak

 

* „FAKTY I MITY” nr 15, 19.04.2007 r.: Według sondażu przeprowadzonego przez „Newsweek”, zaledwie 18,6 proc. polskich katolików zna dziesięć przykazań Bożych.

I co z tego? Ważne, że większość daje na tacę i kocha papieża.

 

„FAKTY I MITY” nr 30, 02.08.2007 r.: Na 90 procent katolików tylko ok. 2 procent zna katolickie credo i prawdy własnej wiary.

 

"FAKTY I MITY" nr 31, 09.09.2007 r.: Niemal 72 procent respondentów CBOS opowiada się za nauką religii w szkołach publicznych. Żadnej religii w szkole nie życzy sobie 24 procent Polaków (4 proc. nie ma zdania). Komentatorzy mediów nie kryli zdumienia: „Aż tak wysoki odsetek?!”.

Odpowiadamy: Oto przykład klerykalnej manipulacji! Otóż nikt nie dodał, że – według tego samiutkiego sondażu – 57 procent spośród rzeczonych 72 proc. chce, aby w szkole na tzw. religii uczyć o... różnych religiach i wyznaniach. Wyraźnie zaznaczyli, że nie chcą religii katolickiej, tylko religioznawstwa! W kraju, gdzie 92,2 proc. obywateli deklaruje się jako katolicy, zaledwie 20 procent godzi się na własną religię w szkole! To świadczy o totalnej porażce Kościoła, którą usłużne media przekuły w zwycięstwo.

 

Były ksiądz, a obecnie redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity” szacuje, iż co najmniej 90% członków kor to byli wierzący, bądź od początku biznesmeni.

 

"FAKTY I MITY" nr 47, 29.11.2007 r. A TO POLSKA WŁAŚNIE

IDEOLOGIA NIENAWIŚCI

(...) Tylko kto przyniósł do Polski korupcję? Kto handlował odpustami, urzędami kościelnymi, odpuszczał grzechy za pieniądze, kto fałszował dokumenty donacyjne? Korupcję do Polski przyniósł Kościół katolicki.

(...) Aktywny udział w tegorocznej kampanii wziął Kościół. Nie dajmy się oszukać okrągłym słowom listu biskupów, w którym wzywali do udziału w wyborach, niby nie wskazując, na kogo głosować. Odczytywano go w kościołach wiernym, a później pleban z ambony głosił, że nie mówi, na kogo głosować, ale powinni to być ludzie „prawi i sprawiedliwi”. Radyjo, imperium zła bezdzietnego ojca, uprawiało jawną PiS-owską propagandę, za co dostało 15 milionów na ogrzewanie rydzykowego „uniwersytetu”.

(...) Zresztą poparcie Kościoła to tylko towar do kupienia. Kupowanie jest zaś bez sensu, bo Kościół zdradzi każdego, gdy tylko zgłosi się następny, który za poparcie z ambony zaoferuje mu więcej. Tak działa odwieczna i niezawodna kościelna maszynka wyłudzania pieniędzy i majątku narodowego. Niemal perpetuum mobile. Czy to nie jest korupcja?!

Platforma ma tylko dwie możliwości: albo poparcie Kościoła nadal kupować, albo tę potworną kościelną korupcyjną machinę okradania państwa zatrzymać. Zrobił to w katolickiej Hiszpanii, ojczyźnie inkwizycji, premier Zapatero. Ograniczył przywileje Kościoła, opodatkował jego działalność gospodarczą, a teraz zabiera się do wycofania religii ze szkół. Po ponad trzech latach rządów, mimo wysiłków Kościoła, premier cieszy się niesłabnącym poparciem społecznym.

Polacy już teraz w większości odrzucają ideologię PiS-u i popierającego go Kościoła. Notowania PiS-u spadają w oczach. Jedną z przyczyn są wieści o kolejnych milionach z naszych podatków dla imperium zła bezdzietnego ojca i szerokim wpuszczeniu kapelanów do urzędów celnych i policji. Rację miał ksiądz Tischner, mówiąc, że Polacy to naród antyklerykałów, którzy, nie wiedzieć czemu, co niedziela chodzą do kościoła. Badania wykazują, że chodzi coraz mniej. Natomiast nie ma dnia, aby kilkudziesięciu Polaków nie wypisało się z grona katolików; uczniowie z gimnazjów i liceów porzucają naukę religii. Toteż likwidacja przywilejów Kościoła i wprowadzenie podatku wyznaniowego spotkałyby się z powszechnym poparciem społecznym. Sondaże pokazują, że takie są oczekiwania 74 proc. Polaków! Tyle samo nie akceptuje wtrącania się Kościoła do polityki.

(...) Aby obiecany przez Tuska „cud gospodarczy” się ziścił, trzeba przerwać grabież miliardów z kasy państwa przez Kościół i tę rzekę pieniędzy skierować na rozwój Polski. To go przyspieszy najmniej o 2–3 proc. Sondaże i doświadczenia hiszpańskie dowodzą, że takie są oczekiwania społeczne. (...)

Lux Veritatis

 

Wzrost pozycji Kościoła i księdza zawsze dowodzi, że będzie nędza (Mikołaj Rej w XVI w.)...

 

„Schizofrenik wierzy w to, co »widzi« – katolik wierzy w to, co zobaczył schizol; schizofrenik się leczy, katolik zaraża” (z sieci)

 

Ø       O UZDRAWIANIU SPOŁECZNEGO RAKA, CZYLI CZŁONKÓW M.IN. KATOLICKIEJ ORG. RELIGIJNEJ...

To ofiary takich org. trzeba leczyć z religijnego zatrucia, i generalnie chronić przed tą trucizną; wypaczającą życie patologią! Wówczas - siłą rzeczy - zniknie i jej źródło (nie brakuje rzeczywiście prospołecznie działających organizacji, osób, a jedynie dla nich środków i warunków do pełnej działalności...; Gdy znikną religijni pseudodobroczyńcy, wreszcie będzie można racjonalnie działać na dużą szerszą skalę (m.in. też dlatego, że ew. wypaczenia będą traktowane normalnie...))

Ci ludzie, ta organizacja, NIGDY NIE MIAŁA NA CELU CZYJEGOKOLWIEK DOBRA, POZA SWOIM OCZYWIŚCIE (aczkolwiek występuje tu pewna sprzeczność – a mianowicie swoim postępowaniem jednocześnie sobie szkodzą...) – CO DOBITNIE WYKAZUJĄ OD WIEKÓW (pseudoreligijny - bo sprzeczny z tym na co ta org. się powołuje (paradoks – bo w obydwu wypadkach byłoby absurdalnie, źle) - kontekst ich działalności ma za zadanie WYŁĄCZNIE IM TO UŁATWIAĆ, I NIC WIĘCEJ!!)

PS

Więc proszę przestać się dziwić tym osobnikom (złodziejom, oszustom, kłamcom, mordercom, dewiantom seksualnym itp.), i oczekiwać rzeczywistych prospołecznych działań – bo to absurd, i to w dwójnasób, gdyż sama istota tej działalności nie służy bo nie może służyć ludzkości!; próby uzdrawiania tej chorej tkanki społecznej to wspieranie, propagowanie zatruwającej, wypaczającej ludziom życie, pogrążającej ludzkość utopi! Tak więc obnażanie tej działalności, organizacji, jej członków jest obroną konieczną!

 

 

NIE MA ABSOLUTNIE ŻADNYCH RACJONALNYCH ARGUMENTÓW PRZEMAWIAJĄCYCH ZA ISTNIENIEM JAKIEGOKOLWIEK BÓSTWA, A WRĘCZ PRZECIWNIE; ŻADEN SAMOZWAŃCZY POŚREDNIK... NIE JEST W STANIE W ŻADEN RACJONALNY SPOSÓB UDOWODNIĆ ISTNIENIE JAKIEGOKOLWIEK BÓSTWA/SWOJE POŚREDNICTWO (ICH WYMYSŁY NICZYM SIĘ NIE RÓŻNIĄ OD BAJEK DLA DZIECI, POZA SKUTKAMI...!!!) WIĘC NA JAKIEJ PODSTAWIE DZIAŁAJĄ (CZY POWINNO SIĘ STOSOWAĆ JAKĄŚ SUBSTANCJĘ JAKO LEK SKORO NIEMOŻNA UDOWODNIĆ ŻE LECZY (WIĘC MOŻE SZKODZIĆ...))??!!... DLATEGO CZŁONKOWIE ORG. RELIGIJNYCH NAKŁANIAJĄ DO UWIERZENIA W TO, CO IM JEST NA RĘKĘ... – BO OD KIEDY TO LUDZIE TROSZCZĄ SIĘ O INNYCH?/OD KIEDY POMAGANIE, SŁUŻENIE POLEGA NA UZALEŻNIANIU OD WYMYSŁÓW, WYŁUDZANIU MILIARDÓW ZŁ ITP. (...)?!... (DLACZEGO INNYM ZALECAJĄ ZAWIERZANIE, A SAMI ZAJMUJĄ SIĘ WYŁUDZANIEM...).

PROSZĘ OCENIĆ TO, CO ONI ROBIĄ, DO CZEGO SIĘ PRZYCZYNIAJĄ, A NIE TO, CO DEKLARUJĄ, NA CO SIĘ POWOŁUJĄ.

GENEZA TZW. RELIGIJNOŚCI – OSTATECZNE ROZSTRZYGNIĘCIE

Czy osoby religijne dochodzą do swego stanu drogą dedukcji, czy też jest to naśladownictwo otoczenia – jaki kraj, region taka religia – wyznawcy... Czy tzw. wierzący (np. rolnicy) nie orzą, nie sieją, nie zbierają i nie dbają o jak najwyższą cenę swoich plonów, tylko czekają na kaszkę z nieba...; nie chodzą do lekarzy, nie biorą leków tylko zawierzają bóstwom – przyjmując z pokorą „karę boską”...; nie procesują się w sądach, nie dokonują samosądów i zdają się na osąd i ew. karę, sprawiedliwość boską (podobnie religijni terroryści)...; gdy wybuchnie pożar, nastąpi powódź itp. przyglądają się z pokorą i nie walczą z skutkami „kary boskiej”...; swoje mienie nie zamykają na 3 spusty i nie proszą jeszcze sąsiadów o doglądnięcie, zostawiając je pod boską opieką...; czy tacy uczniowie, uczestnicy kursów itp. ciężko nie wkuwają tylko czekają co bóg ześle...; kandydaci na prestiżowe, dochodowe stanowiska nie walczą o nie zaciekle posługując się niemal wszelkimi... metodami, tylko cierpliwie czekają na interwencję boską...; czy członkowie kor nie agitują za kandydatami na ważne funkcje, na rzecz partii i zawierzają w tej materii działaniom bóstwa...; nie fałszują wyników wyborów (np. stawiając dodatkowe krzyżyki... na kartach do głosowania co powoduje iż głos staje się nieważny) i zdają się na działanie bóstwa (czy to bezpośrednio na umysły głosujących czy też w urnie do głosowania)...; nie wykazują się egoizmem, pazernością zdając się na to, co bóg da...; kor w średniowieczu nie mieczem i ogniem dbała o swoje interesy, tylko zdawała się w tej sprawie na bóstwo...; nie popełniają przestępstw, grzechów, w obawie przed karą boską, w nadziei na nagrodę w niebie...; itp., itd... – Czy oni wszyscy nie wykazują się codzienną aktywnością  i czekają na to, co bóg da...

* „FAKTY I MITY” nr 15, 19.04.2007 r.: Według sondażu przeprowadzonego przez „Newsweek”, zaledwie 18,6 proc. polskich katolików zna dziesięć przykazań Bożych.

I co z tego? Ważne, że większość daje na tacę i kocha papieża.

„FAKTY I MITY” nr 30, 02.08.2007 r.: Na 90 procent katolików tylko ok. 2 procent zna katolickie credo i prawdy własnej wiary.

"FAKTY I MITY" nr 31, 09.09.2007 r.: Niemal 72 procent respondentów CBOS opowiada się za nauką religii w szkołach publicznych. Żadnej religii w szkole nie życzy sobie 24 procent Polaków (4 proc. nie ma zdania). Komentatorzy mediów nie kryli zdumienia: „Aż tak wysoki odsetek?!”.

Odpowiadamy: Oto przykład klerykalnej manipulacji! Otóż nikt nie dodał, że – według tego samiutkiego sondażu – 57 procent spośród rzeczonych 72 proc. chce, aby w szkole na tzw. religii uczyć o... różnych religiach i wyznaniach. Wyraźnie zaznaczyli, że nie chcą religii katolickiej, tylko religioznawstwa! W kraju, gdzie 92,2 proc. obywateli deklaruje się jako katolicy, zaledwie 20 procent godzi się na własną religię w szkole! To świadczy o totalnej porażce Kościoła, którą usłużne media przekuły w zwycięstwo.

– Czyli w ten sposób SIĘ DEMASKUJĄ – UDOWADNIAJĄ, IŻ ŻADNYMI WIERZĄCYMI W BZDURY I WYMYSŁY NIE SĄ, ale za to podporządkowani systemowi i owszem.

 

WIĘC CO TO WSZYSTKO ZNACZY?

Ano odpowiedzi się już Państwo domyślają: tak naprawdę to tylko gra, w której, na szczęście, najczęściej wygrywa rozsądek.

Otóż większa część społeczeństwa ma silnie wyrobiony instynkt stadny, czego skutkiem jest podporządkowywanie się innym (czy mają rację czy nie), a szczególnie stojącym wyżej w hierarchii, przywódcy, zaistniałej sytuacji, systemowi by być zaakceptowanym, zminimalizować ryzyko agresji ze strony grupy, by można było liczyć na wsparcie, pomoc, obronę, a ceną jest podporządkowanie się zasadom, regułom które w niej obowiązują, w tym uznanie hierarchii, zajmowanych pozycji, rytuałom, zwyczajom itp., a nie racjonalnym argumentom, działaniom. Co skutkuje m.in. tłumieniem racjonalnego, samodzielnego a przynajmniej głośnego myślenia, jeśli miałoby to takiej osobie zaszkodzić bo naruszałoby zastany układ – interesy stojących wyżej w hierarchii, mocniejszych. Więc wybiera się mniejsze... zło, prostsze rozwiązanie... Daje też to szanse na wykorzystanie zastanej sytuacji przez nielicznych ale z większości, która na te przywileje, luksusy, uprzywilejowanych, pracuje i ponosi inne negatywne skutki; stąd te obnoszenie się ze swoją religijnością, takie publiczne deklaracje...

Skutkiem ślepego podporządkowania - jako zawór bezpieczeństwa, by zmniejszyć stres z tym związany, by być bardziej wiarygodnym – by nie budzić podejrzeń iż można stanowić zagrożenie dla stojących wyżej w hierarchii - jest tłumienie w sobie analizowania podstaw funkcjonowania układu (deklaruje się, powtarza bezmyślnie to, co inni, w tym co chcą usłyszeć), by nie rozbudzać ew. postawy buntownika (bluźniercy, odszczepieńca, odmieńca, zakały, czarnej owcy itp.) za co może spotkać kara – zarówno ze strony hierarchii jak i współczłonków, liczących na nagrodę ze strony przywódców w obronie interesów których stanęli; dorabianie do tego tłumaczącej to emocjonalnej, argumentacji, ideologii. – Stąd tak ogromna część ludzkości myśli emocjonalnie. W takiej sytuacji warunkiem bezpieczeństwa jest postępowanie emocjonalne, czemu sprzyja, ułatwia je, takie myślenie (które jest w takich warunkach prowokowane); okazywania posłuszeństwa, zaangażowania w to, co mówią, każą stojący wyżej w hierarchii – upewniając ich, iż nie tylko nie stanowimy dla nich, ich pozycji, zagrożenia ale mało tego umacniamy ją, co stanowi podstawę awansu, polepszenia z kolei swojej własnej sytuacji, w tym zmniejszając zagrożenie dla swojej osoby ze strony osobników będących, wówczas, na niższej pozycji.

Stąd te totalne absurdy religijne, niemal wszelkie działania tzw. przywódców religijnych spotykają się z pełną aprobatą, poparciem (nikt nie chce zginąć, a niektórzy chcą awansować...). Poza tym większość ludzi jest niedoskonała, łatwo ulega pokusom, w tym możliwości wykorzystywania, degeneruje się, jest ułomna intelektualnie, leniwa, nieatrakcyjna fizycznie, więc jedyną ich szansą polepszenia swojego bytu (awansu) jest działanie na takiej emocjonalnej płaszczyźnie, gdzie intelekt (i inne atrybuty) są wadą bo prowokują buntownicze zachowania co powoduje kary, degradację, wykluczenie, a poza tym i tak takich atrybutów nie posiadają. Dlatego osoby ułomne dbają o swój interes, a pozostałych (buntowników, atakujących przenajświętsza, podważających jedynie słusznych przywódców (no przecież jeśli ktoś przewodzi stadu to wszystko co mówi, robi i każe jest jedynie słuszne i mądre...)) eliminują.

Taka sytuacja powoduje więc prosperitę ludzi ułomnych intelektualnie, etycznie, fizycznie, z szeregami wad, a pogrążanie jednostek wybitnych (czyli odbywa się, w ten sposób, selekcja negatywna).

Generalnie bilans jakości życia, w tym ekonomiczny, krajów religijnych względem normalnych jest ujemny, bo m.in. nie rozwija się, nie wykorzystuje znacznej części potencjału tkwiącego w społeczeństwie; działalność religijna pochłania mnóstwo środków i zaangażowania (jest to też raj dla homoseksualistów i pedofilów).

 

Tzw. wierzący różnią się od tzw. niewierzących tak naprawdę tylko fałszywą, acz nieuświadomioną, deklaracją religijności – wiary w religijne wymysły (oczywiście są też świadomie udający religijnych – też dobry sposób...).

Złamać to zjawisko - w tym emocjonalnym świecie - może więc praktycznie tylko silna grupa, osoby mające duży autorytet – z którymi publiczne utożsamianie się nie będzie wiązało się z zagrożeniem (można to osiągnąć mając do dyspozycji odważne, rzetelne, niezależne media...).

 

Instynkt stadny powoduje wytłumienie zdolności do racjonalnego myślenia na rzecz emocjonalnego; naśladownictwo, a więc powielanie zachowań większości; słuchanie najsilniejszego – mającego największe poważanie osobnika i jego przybocznych.

 

Jak silny jest instynkt naśladownictwa (stadny) niech świadczy fakt, iż decydujący się na zażywanie np. tn, narkotyków, alkoholu wiedzą do czego to prowadzi - uzależnienia, chorób, sporych wydatków, a niekiedy nawet śmierci - a mimo to decydują się na to...! By temu nie ulec trzeba by myśleć logicznie, racjonalnie – a więc często wbrew stadnym regułom (...).

 

Tak jak zażywacze tn, narkotyków, alkoholu dorabiają sobie ideologię do swojego stanu, postępowania – tak samo robią to uzależnieni od religii (która jest ucieczką od ryzykownego, racjonalnego myślenia i ułatwia pogodzenie się z sytuacją). I jedni i drudzy, w tym tacy i tacy jednocześnie, wciągają też, świadomie i mimowolnie, w to bagno następnych.

 

 

Ø       NIEKTÓRE, EGOISTYCZNE, KRÓTKOWZROCZNE GENY POBUDZAJĄ DO DOMINACJI NIEKTÓRYCH OSOBNIKÓW KOSZTEM INNYCH PRZEDSTAWICIELI WŁASNEGO GATUNKU, A W EFEKCIE NAWET CAŁEJ POPULACJI – CZYLI WBREW JEGO INTERESOWI! A SPRZYJA TEMU ZJAWISKU INSTYNKT STADNY.

INSTYNKT STADNY POWODUJE WYTŁUMIENIE ZDOLNOŚCI DO RACJONALNEGO MYŚLENIA NA RZECZ EMOCJONALNEGO; NAŚLADOWNICTWO, A WIĘC POWIELANIE ZACHOWAŃ WIĘKSZOŚCI; SŁUCHANIE NAJSILNIEJSZEGO – MAJĄCEGO NAJWIĘKSZE POWAŻANIE OSOBNIKA I JEGO PRZYBOCZNYCH.

Czym się różni myślenie racjonalne od emocjonalnego (stadnego) na jednym przykładzie.

Racjonalne: nie obchodzi mnie jaką ktoś zajmuje pozycję, co inni o nim sądzą, co deklaruje, na co się powołuje, tylko co robi, do czego się przyczynia. Emocjonalne: nie obchodzi mnie (nie zastanawiam się) co ktoś robi, do czego się przyczynia, tylko jaką zajmuje pozycję, co inni o nim sądzą, co deklaruje, na co się powołuje.

Jakie są konsekwencje myślenia, postępowania, emocjonalnego. Otóż wykorzystujący te zjawisko, co też właśnie umożliwia wykorzystywanie, najpierw przygotowują odpowiednią, emocjonalną, argumentację swoich poczynań, tak by się podobała, a następnie robią co chcą...

PS

NAWIEDZENI KATOLICY ZACZNIJCIE WRESZCIE MYŚLEĆ, A NIE NAŚLADOWAĆ I SŁUCHAĆ! PRZYJMIJCIE WRESZCIE DO WIADOMOŚCI FAKTY!: iż członkowie kor mają gdzieś jakiekolwiek życie (aborcje, życia poczęte (w tym te do których sami się przyczynili...) itp. POZA WŁASNYM! A te tematy służą im tylko do odwrócenia uwagi od swojej RZECZYWISTEJ DZIAŁALNOŚCI i zwrócenia na pożądany kierunek: siebie ale W ROLI WYBITNYCH MORALISTÓW, OBROŃCÓW ITP.) bo m.in. bezpośrednio – pazernością i pośrednio – ogłupiając zabijają, pogrążają społeczeństwa! Czy jesteście już takimi skończonymi ślepcami, głupcami iż tego nie widzicie - ŻE LICZY SIĘ TYLKO ICH NIERÓBSTWO, FORSA, BEZKARNOŚĆ I NIC WIĘCEJ! - i jeszcze ich nie tylko za to szanujecie ale i w tym wspomagacie?!!

Lub jeszcze inaczej. Mam retoryczne pytanie do bezpośrednich ofiar katolickiej organizacji religijnej: Czy dzięki działalności tej organizacji jest Wam, Nam, lepiej czy gorzej...; czy działalność tych ludzi leży w naszym interesie... (czy w ich krótkowzrocznym, egoistycznym interesie leży przyznanie się do tego i zaprzestanie swej destrukcyjnej, pasożytniczej działalności (czy oszuści ujawniają swoje prawdziwe intencje...; czy oszustów należy słuchać, im ufać...)... czy też dalej będą kontynuować swoją działalność m.in. piorąc mózgi swym ofiarom m.in. twierdząc że to dla ich (A NIE WYŁĄCZNIE WŁASNEGO) dobra...) I co w związku z tym należy zrobić, jak postępować...

"FAKTY I MITY" nr 1, 10.01.2008 r. KOMENTARZ NACZELNEGO: (...) Wnioski z tego wszystkiego niech każdy wyciągnie sam. Rzymskim katolikom przypomnę jednak, że należąc do tego Kościoła, biorą na swoje sumienia wszelkie bezeceństwa, które papieski system głosi i uskutecznia, w tym działania jawnie antyludzkie i antyhumanitarne. To nie są żarty. To jest bierny współudział w bezmiarze zła i popieranie ideologii kłamstwa. (...)

Jonasz

 

 

DO SZ. REDAKCJI „FiM”/( www.faktyimity.pl ) PORADY PRAWNE

Proszę o podanie definicji kodeksu karnego: o wprowadzeniu kogoś w błąd, okłamywaniu, doprowadzaniu do złego stanu psychicznego, składaniu fałszywych obietnic, świadomym doprowadzeniu go do niekorzystnego rozporządzenia swoim majątkiem, swoim życiem, wykorzystywaniu czyjegoś niekorzystnego położenia, sytuacji, wykorzystywaniu zaufania, niewiedzy, złego stanu psychicznego itp. Potrzebne jest mi to w kontekście okłamywania, ogłupiania - zatruwania umysłów - swoich ofiar, a następnie wykorzystywaniu ich w celach osiągania korzyści materialnych przez członków org. religijnych.

                                                                                                                                    Z poważaniem, pozdrawiam Piotr Kołodyński (www.wolnyswiat.pl)

PS

Co P. sądzi o ciągłym mówieniu o życiu duchowym a następnie wyłudzaniu za to pieniędzy, zajmowaniu się biznesem i uciechami...

 

Odpowiedź

Szanowny Panie

Kwestię tą reguluje artykuł 286 paragraf 1 czyli kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Przestępstwo w części wpływania na stan umysłu wbrew pozorom jest łatwe do udowodnienia. Ze smutkiem należy jednak stwierdzić że prokuratury bardzo oszczędnie korzystają z tej regulacji. W statystykach przestępstwa ścigane z tego artykułu są wrzucone do worka przestępstw przeciw mieniu.

Z poważaniem

______________________________________________________

Michał Charzyński

tel.(042)630-72-33

"Błaja News" Sp. zo.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź

wpisana do KRS w Łodzi pod numerem 0000152053

kapitał zakładowy 300 000,00 wniesiony w całości

NIP: 725-00-20-898

________________________________________________________

 

 

"FAKTY I MITY" nr 51/52, 03.01.2008 r.

KABAŁA NOWOROCZNA

SENSACJA! IMIĘ BESTII ROZSZYFROWANE!

Blisko dwa tysiące lat kabaliści i numerolodzy łamią sobie głowę nad tym, co oznaczają cyfry 666 opisujące Antychrysta w Apokalipsie świętego Jana. Bezskutecznie. Do dziś! Dopóki dziennikarze „Faktów i Mitów” nie poszli po rozum do głowy i po kalkulatory.

Apokalipsa to jedyna prorocza część Nowego Testamentu. Jej powstanie datuje się na drugą połowę I wieku naszej ery, a autorstwo przypisywane jest Janowi Ewangeliście. Straszna to księga, wieszcząca rychły koniec świata i późniejsze Królestwo Niebieskie. Przed nim nastąpi jednak straszny okres panowanie Antychrysta – Bestii. A więc totalna katastrofa i przed, i po, i w czasie „dni ostatnich”.

No a kim jest ten mało miły dżentelmen? Ta Bestia?

Jan na jej opisanie używa języka tak mniej więcej jasnego jak Lech Kaczyński podczas noworocznego orędzia. Pisze bowiem:

„Tu jest potrzebna mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”.

No i masz babo placek. Trzy szóstki... i tyle. I nic więcej. Żadnej dodatkowej wskazówki. Iluż to badaczy przed nami próbowało rozszyfrować ów rebus. Magów, teologów, filozofów, alchemików, różokrzyżowców... Ile przelano potu i krwi.

I co? I nic. Aż do 16 grudnia 2007 roku. Wówczas to dziennikarze „Faktów i Mitów” wpadli na „oczywistą oczywistość”, której, jak widać, nie wzięli po uwagę biblijni badacze. Otóż postanowiliśmy potraktować Biblię (czyli Apokalipsę) jak słowo naprawdę objawione – czyli boże. A więc dosłownie...!

Mamy więc liczbę 666, którą „kto ma rozum, powinien przeliczyć”, czyli znaleźć jej składniki. Aby to zrobić, każdej literze alfabetu przyporządkowaliśmy kolejny numer: A–1; Ą–2; B–3; C–4; Ć–5; (...) i tak dalej aż do W–30; X–31; Y–32; Z–33; Ź–34; Ż–35.

To klasyczna numerologia, powiecie. Owszem, ale... ale my znaleźliśmy KLUCZ! Ów słynny mistyczny klucz sklepienia, ów kamień zwornikowy odpowiedzialny za całą konstrukcję. Weźmy bowiem takie oto słowa:

KSIĄDZ TADEUSZ RYDZYK + RADIO MARYJA + TV TRWAM

A teraz zsumujmy wartości poszczególnych liter:

14+25+12+2+6+33+27+1+6+7+29+25+33+24+32+6+33+32+14=361

24+1+6+12+20+17+1+24+32+13+1=151

27+28+27+24+30+1+17=154

Teraz dodajmy

361+151+154=666

Nieprawdopodobne? A jednak to fakt! To czysta matematyka, a z nią się nie dyskutuje. Trzymacie więc w ręku historyczny numer „Faktów i Mitów”, godny Nobla, godny najwyższych watykańskich zaszczytów i papieskich honorów.

To my, a nie kto inny, rozszyfrowaliśmy po dwóch tysiącach lat IMIĘ BESTII! Co więcej, Antychryst gada do nas codziennie na falach FM.

MarS

 

 

"FAKTY I MITY" nr 2, 17.01.2008 r.

A JEDNAK SZATAN!

Ostatnio wpadł mi w ręce artykuł, w którym Wasza redakcja rozszyfrowała szatański numer – 666. Według mnie, kolejną oczywistą oczywistością jest liczba liter w słowach opisujących najbardziej znanego redemptorystę w Polsce: OJCIEC, KSIĄDZ, RYDZYK.

OJCIEC – liczba liter: 6

KSIĄDZ – liczba liter: 6

RYDZYK – liczba liter: 6

Zbieg okoliczności? Przypadek? SZATAN?! Mam nadzieję, że to potwierdza tezę wysnutą przez redakcję. Pozdrawiam.

Dragon

 

 

Pole tekstowe:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rys. z „FiM”

 

 

PRAWO KATZA: LUDZIE I NARODY BĘDĄ DZIAŁAĆ RACJONALNIE WTEDY I TYLKO WTEDY, GDY WYCZERPIĄ JUŻ WSZYSTKIE INNE MOŻLIWOŚCI...

 

www.wolnyswiat.pl   WBREW ZŁU!!! 

PISMO NIEZALEŻNE – WOLNE OD WPŁYWÓW JAKICHKOLWIEK ORGANIZACJI RELIGIJNYCH, PARTII, UGRUPOWAŃ I STOWARZYSZEŃ ORAZ WYPŁOCIN REKLAMOWYCH. WSKAZUJE PROBLEMY GOSPODARCZE, POLITYCZNE, PRAWNE, SPOŁECZNE I PROPOZYCJE SPOSOBÓW ICH ROZWIĄZANIA

 

OSOBY ZAINTERESOWANE WSPARCIEM MOJEGO PISMA, MOICH DZIAŁAŃ PROSZĘ O WPŁATY NA KONTO:

Piotr Kołodyński skr. 904, 00-950 W-wa 1

BANK PEKAO SA II O. WARSZAWA

Nr rachunku: 74 1240 1024 1111 0010 0521 0478

Przy wpłatach do 800 PLN należy podać: imię i nazwisko, adres, nr PESEL oraz tytuł wpłaty (darowizna na pismo „Wolny Świat”). Wpłat powyżej 800 PLN można dokonać tylko z konta bankowego lub kartą płatniczą. ILE ZOSTAŁO WPŁACONE BĘDĘ PRZEDSTAWIAŁ CO 3 MIESIĄCE NA PODSTAWIE WYDRUKU BANKOWEGO (na życzenie, przy wpłacie od 100 zł, będę podawał jej wielkość oraz wskazane dane wpłacających).

Stan wpłat do dnia 10.08.2008 r.: 0 zł.